Dodaj do ulubionych

Foczki maja ladne oczki

IP: *.dip.t-dialin.net 29.01.02, 19:25
Na wstepie chce od razu wyjasnic: nie zostawiam smieci w lesie, nie wyrzucam
starych akumulatorow do rzeki, nie zrywam szarotek, nie musze miec w domu stolu
z blatem z sekwoi.
Rownoczesnie nie przyjmuje do wiadomosci, ze obrona amerykanskiego orla
bialoglowego przed mozliwym (nigdy nie stwierdzonym) zagrozeniem, musi
kosztowac rocznie zycie setek tysiecy ludzi.
Buntuje sie tez przeciwko naciskowi rozhisteryzowanych pannic, doprowadzajacych
do tego, ze zagrozona jest egzystencja calych plemion eskimoskich, wskutek
kretynskich ograniczen w polowaniach na foki. Kretynskich, bo zrodzonych przy
urzedniczych biurkach i nie majacych nic wspolnego z rzeczywistoscia.

Potrzeba dzialania na polu ochrony srodowiska nie podlega dyskusji.
Skrzywienie pojec w tej materii doprowadzilo jednak do tego, ze zapomniano, ze
czlowiek sam jest czescia przyrody i, ze podobnie jak inne zwierzeta,
dopasowuje otoczenie do swoich potrzeb. Tylko sprawniej i konsekwentniej. Stad
i skutki znaczniejsze.

Konieczne i korzystne dla rozwoju czlowieka zmiany srodowiska, jak rozwiniecie
upraw, oswojenie zwierzat, rozwoj osiedli i przemyslu, zwiazane byly takze ze
zmianami niekorzystnemi, czy to z nieswiadomosci - wyjalowienie polwyspu
Iberyjskiego, czy tez z ideologicznej pychy – zbrodnia dokonana na „dawniej
morzu“ Aralskim.

O ile mnie pamiec nie myli to dopiero slynna wpadka z krolikami w Australii
zwrocila uwage opinii publicznej na ryzyko zwiazane z ingerencja w przyrode.
Wowczas zajeli sie sprawa biologowie. Wprawdzie do dzis nic nie wymyslili, ale
przynajmniej probuja dalej dzialac racjonalnie.
Czego nie mozna powiedziec o dzisiejszych ekologach. Ekologowie graja na
emocjach.
Wybieraja dziedziny w ktorych latwo o wzruszenie i - nie bojmy sie powiedziec
tego brzydkiego slowa – o pieniadze.

Wykorzystujac wrodzona dobroc serca nastoletnich dziewczynek, prowadza kampanie
dobroci dla zwierzat ladnych i milych.

Zle sie daje obronic np. wegorz – jedno z najbardziej zadziwiejacych stworzen
tego swiata, zagrozony calkowita zaglada. Ale wegorz jest sliski i brzydki.

Latwo bronic ptaszkow i zwierzat futerkowych, delfinow i wielorybow.
Taki np. Free Willy – jaki on slodki.
A juz najlepiej broni sie fok. Foczki maja ladne oczki.

Na piekne oczki plyna tysiace dolarow.
Za te dolary mozna kupowac np. Jeepy, ktoremi jezdza po plazy ekolodzy,
szukajac bezradnych, malych, wyrzuconych na plaze foczat.
Albo sfinansowac wycieczke na Aleuty.
A jak sie tam sfilmuje jak brutalnie Eskimos zabija foczki, to sie znow uzbiera
na podroz do nowej Zelandii, zeby sprawdzic czy turysci nie przeszkadzaja
papugom Kea.

A jak sie nie jest w pierwszej lidze obroncow przyrody, to mozna pojechac
samochodem do lasu i przywiazac sie do drzewa w protescie przeciwko budowie
autostrady.
A jak juz sie nie ma samochodu to zawsze mozna pociac futro jakiejs mieszczce.

Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srodowiska?


borsuk

Obserwuj wątek
    • mram Re: Foczki maja ladne oczki 29.01.02, 20:18
      Borsuku!
      Słusznie pytasz o sens pewnych działań.
      wstęp do postu też słuszny, łatwo dostać gębę chama, prostaka
      zwyrodnialca któremu los zwierząt obcy, który w wolnej chwili
      poznęca się nad jakimś stworzeniem, albo też źle, milczy wobec „bezprawia”
      w telewizorze wczoraj o tej porze pani z tych o sercu większym niż moje
      na pytanie co by zrobiła gdyby jej dziecko chore wymagało lekarstwa
      testowanego na zwierzętach dziarsko zakrzyknęła: Nie zgodziłabym się na to!
      inna, serce tych samych rozmiarów oznajmiła że ból człowieka
      ważniejszy od bólu zwierzęcia nie jest...itd.

      tak naprawdę o co innego tu chodzi

      zostawmy na boku nastolatki te młodsze i te drugie
      na ich łzy liczyć mogą nie tylko ochraniacze
      ale i autorzy tasiemcowych seriali
      szansoniści czeszący ładny grosz na tekstach które im napisano
      i pierwszy raz w studiu zobaczyli itd.

      o co chodzi? o to co zawsze...
      człowiek to zawsze najsłabszy element nowych utopii
      czy to w ZSRR, czy w pomysłach na nowy wspaniały świat
      tolerancje, poprawność, równość i tak dalej

      ani na wstępie ani tutaj oszczędzę zapewnień
      czy zwierzęta lubię czy nie lubię
      nikt mnie o miłości nie będzie pouczał
      a zwłaszcza nie te „sympatyczne” Panie
      z telewizora.
      Pozdrawiam borsuki i wszelkie inne stworzenia.
      • Gość: Carmina Hej buzuki! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 20:26
        mram napisał(a):

        > Borsuku!
        > Słusznie pytasz o sens pewnych działań.
        > wstęp do postu też słuszny, łatwo dostać gębę chama, prostaka
        > zwyrodnialca któremu los zwierząt obcy, który w wolnej chwili
        > poznęca się nad jakimś stworzeniem, albo też źle, milczy wobec „bezprawia
        > ”
        > w telewizorze wczoraj o tej porze pani z tych o sercu większym niż moje
        > na pytanie co by zrobiła gdyby jej dziecko chore wymagało lekarstwa
        > testowanego na zwierzętach dziarsko zakrzyknęła: Nie zgodziłabym się na to!
        > inna, serce tych samych rozmiarów oznajmiła że ból człowieka
        > ważniejszy od bólu zwierzęcia nie jest...itd.
        >
        > tak naprawdę o co innego tu chodzi
        >
        > zostawmy na boku nastolatki te młodsze i te drugie
        > na ich łzy liczyć mogą nie tylko ochraniacze
        > ale i autorzy tasiemcowych seriali
        > szansoniści czeszący ładny grosz na tekstach które im napisano
        > i pierwszy raz w studiu zobaczyli itd.
        >
        > o co chodzi? o to co zawsze...
        > człowiek to zawsze najsłabszy element nowych utopii
        > czy to w ZSRR, czy w pomysłach na nowy wspaniały świat
        > tolerancje, poprawność, równość i tak dalej
        >
        > ani na wstępie ani tutaj oszczędzę zapewnień
        > czy zwierzęta lubię czy nie lubię
        > nikt mnie o miłości nie będzie pouczał
        > a zwłaszcza nie te „sympatyczne” Panie
        > z telewizora.
        > Pozdrawiam borsuki i wszelkie inne stworzenia.

        Dziękuję, dziękuję w imieniu wszelkich innych stworzeń.

        Borsie, i co ja z Tobą mam. Wieczne utrapienie. smile
        Pozdro ze sztuczną lisia kitą na ramieniu czerwonej marynarki. Tak wole
        zdecydowanie. I tak mnie nie złapiecie.
        C smile
        • Gość: borsuk Re: Hej buzuki! IP: *.dip.t-dialin.net 29.01.02, 21:03
          Hej Carmino,
          wilk w lisiej skorze?
          Wilk w misiu?
          Smok ze skrzydlami ze skaju?
          A skad czerwona marynarka?
          Ja rozumiem ze mozna miec czerwone oczy od wylewania krokodylich lez, ale
          marynarka?
          Czy chociaz welniana?
          Nie chcemy krzywdy robic Carminowam wilkom, ale chetnie troche bym podskubal
          lzawych ochraniaczy przyrody.

          Uderzmy w rog Carminissima

          borsuk

          • Gość: Carmina Buzuki duzo ciszej IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 14:56
            Gość portalu: borsuk napisał(a):

            > Hej Carmino,
            > wilk w lisiej skorze?
            > Wilk w misiu?
            > Smok ze skrzydlami ze skaju?
            > A skad czerwona marynarka?
            > Ja rozumiem ze mozna miec czerwone oczy od wylewania krokodylich lez, ale
            > marynarka?
            > Czy chociaz welniana?
            > Nie chcemy krzywdy robic Carminowam wilkom, ale chetnie troche bym podskubal
            > lzawych ochraniaczy przyrody.
            >
            > Uderzmy w rog Carminissima
            >
            > borsuk

            Z całym zaufaniem, pełnym, dla Twych dobrych intencji. Łeb płowy podkladam pod
            głaski, dla wilków dopraszam się łaski.
            Był jakiś czas temu artykuł o trzebieniu wilków, chyba w magazynie GW, może
            znajdę. Wstrząsające. Były kiedyś konkretne stawki pieniężne , nagrody za każdą
            parę uszu bodajże, albo łap, za martwe młode - człowiek potrafi być bestią. A
            najgorsze, gdy próbuje bawic się w Pana Boga. Decydować ile i czego ma żyć.
            Ja mało łzawa jestem, ale to nie kwestia łez. To kwestia trzeźwego rozsądku i
            zwyklej przyzwoitości.
            A co do foczych oczu - to nieprawdopodobne, że ludzie mogą być tacy źli.
            Widzialeś sceny tych "polowań"?
            Ja widziałam w Hiszpanii płaczące byki, bezskóre głowy cieląt na starganach.
            Widziałam film o walkach psów. O walkch kogutów. Widziałam reportaż z rzeźni.
            Bardzo humanitarnie. Bardzo.
            Widziałam zdjęcia z polowań, pokot z odtrąbionym dumnie męskim tryumfem nad
            zającami i sarnami. Bezprawny gwałt. Gloryfikacja okrucieństwa.
            Widziałam w Bieszczadach psy uwiązane pośrodku pól bezkresnych, w żarze lipca,
            bez spłachetka cienia, bez kropli wody. Pilnowały jakichs upraw.
            Widziałam nielegalny ubój świniaka, dzieci przygladające się temu, taplające się
            w posoce.
            Widziałam kota, któremu dzieci dla zabawy wykłuły oczy.

            I mówię Wam: modlę się, by spece od reinkarnacji nie mieli racji.
            Pozdro.
            • Gość: tete do Carminy IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 15:41
              Gość portalu: Carmina napisał(a):


              > Z całym zaufaniem, pełnym, dla Twych dobrych intencji. Łeb płowy podkladam pod
              > głaski, dla wilków dopraszam się łaski.
              > Był jakiś czas temu artykuł o trzebieniu wilków, chyba w magazynie GW, może
              > znajdę. Wstrząsające. Były kiedyś konkretne stawki pieniężne , nagrody za każdą
              >
              > parę uszu bodajże, albo łap, za martwe młode - człowiek potrafi być bestią. A
              > najgorsze, gdy próbuje bawic się w Pana Boga. Decydować ile i czego ma żyć.
              > Ja mało łzawa jestem, ale to nie kwestia łez. To kwestia trzeźwego rozsądku i
              > zwyklej przyzwoitości.
              > A co do foczych oczu - to nieprawdopodobne, że ludzie mogą być tacy źli.
              > Widzialeś sceny tych "polowań"?
              > Ja widziałam w Hiszpanii płaczące byki, bezskóre głowy cieląt na starganach.
              > Widziałam film o walkach psów. O walkch kogutów. Widziałam reportaż z rzeźni.
              > Bardzo humanitarnie. Bardzo.
              > Widziałam zdjęcia z polowań, pokot z odtrąbionym dumnie męskim tryumfem nad
              > zającami i sarnami. Bezprawny gwałt. Gloryfikacja okrucieństwa.
              > Widziałam w Bieszczadach psy uwiązane pośrodku pól bezkresnych, w żarze lipca,
              > bez spłachetka cienia, bez kropli wody. Pilnowały jakichs upraw.
              > Widziałam nielegalny ubój świniaka, dzieci przygladające się temu, taplające si
              > ę
              > w posoce.
              > Widziałam kota, któremu dzieci dla zabawy wykłuły oczy.
              >
              > I mówię Wam: modlę się, by spece od reinkarnacji nie mieli racji.
              > Pozdro.

              Dziękuję Carmino za te słowa. Ludzie wolą nie zastanawiać się nad cierpieniem
              zwierząt. Łatwiej przyjąć, że zwierzę nie odczuwa ani lęku ani bólu. A to
              przecież nieprawda !
              Borsuku ! Foczki MAJĄ ładne oczki. Jeśli w inny sposób nie można skamieniałych
              ludzkich serc poruszyć (z cierpieniem zwierząt jak z każdą sprawą - można się do
              tego "przyzwyczaić" ; uznać, że to norma) - to widok cierpiącego foczego dziecka
              na mało kim nie robi wrażenia. Jeśli to będzie TYLKO chwila refleksji nad
              cierpieniem zwierząt to już dobrze.


              pozdrawiam Przyjaciół serdecznie, smile) tete
              • Gość: Carmina Do tete IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 16:19
                Cieszę się, ze się odezwałaś. Ja niestety muszę teraz zniknąc. Do wieczora.
                pozdro.
                C
      • Gość: borsuk Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.dip.t-dialin.net 29.01.02, 21:16
        Mram,
        wlasnie przyklad tej pani, o ktorej przeczytalem w Twoim poscie, sklonil mnie
        do zabrania glosu.
        To przerazajacy przyklad jak daleko moze dojsc zidiocenie w dobrej sprawie.
        Pod politycznie poprawnym haslem:
        „czlowiek potrzebuje przyrody, przyroda nie potrzebuje czlowieka“
        kryje sie najglebsza pogarda dla wlasnego gatunku.

        pozdrawiam

        borsuk
    • galena Re: Foczki maja ladne oczki 29.01.02, 21:02
      Gość portalu: borsuk napisał(a):

      >, ze zagrozona jest egzystencja calych plemion eskimoskich, wskutek
      > kretynskich ograniczen w polowaniach na foki. Kretynskich, bo zrodzonych przy
      > urzedniczych biurkach i nie majacych nic wspolnego z rzeczywistoscia.
      > Borsuku
      Bardzo to ładnie napisałeś. Zgadzam sie z Toba. Ja kocham zwierzatka bardzo, a
      moja suczkę to nawet prosto w pysk całuję i mówię, ze kocham (nie dlatego, ze nie
      mam kogo i komu, o nie - mam jeszcze dwie ludzkie istoty, które też....no ale
      dzisiaj nie o tym. Buciki jednak i torebeczki tylko ze skóry noszę, futerkiem nie
      sztucznym tez nie gardzę. A chociaż za mięskiem nie przepadam, to czasem skubne
      świnkę (choć jak już gdzieś pisałam, one teraz pryszczate) i krówkę choć wściekłe
      i nawet (wybaczcie mi ekolodzy) węgorza skosztuję, choć on na wyginięciu.
      Ale "Borsuka" to bym nie tknęła, o nie. Choć mówia, że sadło z niego na coś tam
      pomaga, ale nie wiem na co, bo mnie na razie nic nie dolega. I też nie lubię
      histerii w żadnej dziedzinie.
      Ps. Borsuku, traktuj mój post z przymrużeniem oka. Tyle tu smutków, ninawiści.
      Ale jeśli chcesz sie naprawde pośmiać w temacie "miłość do zwierząt", to zajrzyj
      na forum "Dom" - wątek "moda na psy". Można się uśmiać do łez, choć i tam wiele
      jadu i agresji, ale jednak śmieszniej
      >
    • Gość: doku Najpiękniej i najbardziej wzruszająco wygląda ... IP: *.mofnet.gov.pl 30.01.02, 12:30
      ... z amfasa buzia samicy narwala. Kto widział dobre zdjęcie ten już na zawsze
      pozostanie pod urokiem. A jednak nie ma kampanii chroniącej narwale, chociaż są
      o wiele bardziej zagrożone niż foki, węgorze czy orły. Diagnoza przyczyn
      aktywności ekologów nie jest taka prosta, jak ją przedstawiłeś. A jednocześnie
      jest prostsza na nieco innym poziomie ogólności.

      Zacznijmy od znanej prawdy, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to
      najprawdopodobniej chodzi o pieniądze. A w grę wchodzi wiele różnych strumieni
      pieniędzy: koszty (i związane z nimi etaty) działania grup i bojówek
      ekologicznych, reklama dla firm produkujących "zdrową" żywność czy nietestowane
      kosmetyki, produkcja skór, futer, wyrąb drzew, turystyka, zoo i inne formy
      kontaktów ze zwierzętami, ... ogromna różnorodność sprzecznych interesów
      nakłada się na sympatie i antypatie do różnych gatunków. Nikt się nie przejmuje
      narwalami, bo nikomu nie są one potrzebne. Jakiś tam rozczulający wygląd sam w
      sobie nikogo nie wzruszy. Żmije się chroni, bo potrzebny jest ich jad. Foki się
      chroni, bo potrzebne są do zabawy. Orły się chroni, bo symbolizują patriotyzm.
      Ryby się chroni, aby zachować wydajność łowisk. To są oczywiście nadal
      uproszczenia, gdyż biolodzy także mają pewien wpływ na decyzje, a oni z kolei
      kierują się swoimi motywami (otwarte programy badawcze, przekonanie o
      zagrożeniu gatunku, przeczucie destabilizacji ekosystemu itd.).

      Motywy różnych ruchów czy akcji ekologicznych są niemal tak różnorodne jak cała
      publiczna aktywność różnych grup ludzi. Jeżeli nawet ograniczyć się do motywów
      właściwych, czyli jakby pożądanych, takich o których powiedzielibyśmy, że
      ekolodzy powinni się właśnie nimi kierować (a nie żądzą zysku czy
      resentymentem), to i tak pozostaje nam ogromna różnorodność sprzecznych idei i
      głupich przesądów. Nawet "prawdziwi" ekolodzy, czyli absolwenci Wydziałów
      Ekologii nie są w stanie przewidzieć czy i dla kogo korzystne będą zmiany
      proporcji liczebności różnych gatunków. Wielu ekologów nie umie odpowiedzieć
      sobie na pytanie, który gatunek zasługuje na ochronę (bo jest dobry), a który
      nie (bo jest paskudny), ale jedno jest jednak dla nich oczywiste:

      "Gatunek homo sapiens jest najważniejszy - wolno zabijać wszystko bezlitośnie,
      byle nam było lepiej. Zabijmy stonkę, ale chrońmy biedronkę; bakteria X nie ma
      prawa do życia, ale będziemy chronić bakterię Y, bo ona pomaga nam w trawieniu;
      mrówki ogniste wytępimy bo żądlą, ale pszczoły ochronimy, bo dają nam miód"
      itd. itp.

      Ochrona przyrody już praktycznie nie istnieje. Została zagłuszona przez obłudną
      antropocentryczną ekologię, ponieważ ludzi jest już tak dużo na świecie, że
      dzika przyroda stała się naturalnym wrogiem ludzkości, jako konkurent o miejsce
      do życia.

      Każda grupa ekologiczna reprezentuje pewien interes pewnej grupy ludzi i można
      analizować ten właśnie specyficzny przypadek, ale nie powinno się mieszać
      różnych interesów różnych grup.

      Czy zabicie dużego i grubego Greka jest morderstwem, a zabicie małego chudego
      Chińczyka jest korektą liczebności? Współczesny ekolog wybiera sobie osobniki
      do ochrony, a inne zabija z czystym sumieniem. A nazywa siebie ekologiem, bo
      jego interesy są sprzeczne z interesami konkurentów, którzy też nazywaja siebie
      ekologami.
      • Gość: luka Re: Najpiękniej i najbardziej wzruszająco wygląda ... IP: 217.67.196.* 30.01.02, 13:06
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > ... z amfasa buzia samicy narwala. Kto widział dobre zdjęcie ten już na zawsze
        > pozostanie pod urokiem. A jednak nie ma kampanii chroniącej narwale, chociaż są
        >
        > o wiele bardziej zagrożone niż foki, węgorze czy orły. Diagnoza przyczyn
        > aktywności ekologów nie jest taka prosta, jak ją przedstawiłeś. A jednocześnie
        > jest prostsza na nieco innym poziomie ogólności.
        >
        > Zacznijmy od znanej prawdy, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to
        > najprawdopodobniej chodzi o pieniądze. A w grę wchodzi wiele różnych strumieni
        > pieniędzy: koszty (i związane z nimi etaty) działania grup i bojówek
        > ekologicznych, reklama dla firm produkujących "zdrową" żywność czy nietestowane
        >
        > kosmetyki, produkcja skór, futer, wyrąb drzew, turystyka, zoo i inne formy
        > kontaktów ze zwierzętami, ... ogromna różnorodność sprzecznych interesów
        > nakłada się na sympatie i antypatie do różnych gatunków. Nikt się nie przejmuje
        >
        > narwalami, bo nikomu nie są one potrzebne. Jakiś tam rozczulający wygląd sam w
        > sobie nikogo nie wzruszy. Żmije się chroni, bo potrzebny jest ich jad. Foki się
        >
        > chroni, bo potrzebne są do zabawy. Orły się chroni, bo symbolizują patriotyzm.
        > Ryby się chroni, aby zachować wydajność łowisk. To są oczywiście nadal
        > uproszczenia, gdyż biolodzy także mają pewien wpływ na decyzje, a oni z kolei
        > kierują się swoimi motywami (otwarte programy badawcze, przekonanie o
        > zagrożeniu gatunku, przeczucie destabilizacji ekosystemu itd.).
        >
        > Motywy różnych ruchów czy akcji ekologicznych są niemal tak różnorodne jak cała
        >
        > publiczna aktywność różnych grup ludzi. Jeżeli nawet ograniczyć się do motywów
        > właściwych, czyli jakby pożądanych, takich o których powiedzielibyśmy, że
        > ekolodzy powinni się właśnie nimi kierować (a nie żądzą zysku czy
        > resentymentem), to i tak pozostaje nam ogromna różnorodność sprzecznych idei i
        > głupich przesądów. Nawet "prawdziwi" ekolodzy, czyli absolwenci Wydziałów
        > Ekologii nie są w stanie przewidzieć czy i dla kogo korzystne będą zmiany
        > proporcji liczebności różnych gatunków. Wielu ekologów nie umie odpowiedzieć
        > sobie na pytanie, który gatunek zasługuje na ochronę (bo jest dobry), a który
        > nie (bo jest paskudny), ale jedno jest jednak dla nich oczywiste:
        >
        > "Gatunek homo sapiens jest najważniejszy - wolno zabijać wszystko bezlitośnie,
        > byle nam było lepiej. Zabijmy stonkę, ale chrońmy biedronkę; bakteria X nie ma
        > prawa do życia, ale będziemy chronić bakterię Y, bo ona pomaga nam w trawieniu;
        >
        > mrówki ogniste wytępimy bo żądlą, ale pszczoły ochronimy, bo dają nam miód"
        > itd. itp.
        >
        > Ochrona przyrody już praktycznie nie istnieje. Została zagłuszona przez obłudną
        >
        > antropocentryczną ekologię, ponieważ ludzi jest już tak dużo na świecie, że
        > dzika przyroda stała się naturalnym wrogiem ludzkości, jako konkurent o miejsce
        >
        > do życia.
        >
        > Każda grupa ekologiczna reprezentuje pewien interes pewnej grupy ludzi i można
        > analizować ten właśnie specyficzny przypadek, ale nie powinno się mieszać
        > różnych interesów różnych grup.
        >
        > Czy zabicie dużego i grubego Greka jest morderstwem, a zabicie małego chudego
        > Chińczyka jest korektą liczebności? Współczesny ekolog wybiera sobie osobniki
        > do ochrony, a inne zabija z czystym sumieniem. A nazywa siebie ekologiem, bo
        > jego interesy są sprzeczne z interesami konkurentów, którzy też nazywaja siebie
        > ekologami.

        Przypominam, że nadal nie oddałeś mi 3400 PLN. Zamiast więc tracić czas na
        ekspresję literacką, zwróć mi moje pieniądze.
    • Gość: Balzer Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 12:56
      Jednak zagrozone wymarciem gatunki trzeba ochraniac za wszelka cene.
      Mogłbym godzinami wyliczac gatunki ktore bezpowrotnie wygineły z winy
      człowieka. Dla swojej wygody człowiek wielokrotnie stawał sie katem przyrody.
      Co nam zostanie gdy pozabijamy juz wszyskie zagrozone gatunki ?
      Wspomnienia i obrazki w ksiazkach ?
      • Gość: luka Re: Foczki maja ladne oczki IP: 217.67.196.* 30.01.02, 13:03
        Gość portalu: Balzer napisał(a):

        > Jednak zagrozone wymarciem gatunki trzeba ochraniac za wszelka cene.
        > Mogłbym godzinami wyliczac gatunki ktore bezpowrotnie wygineły z winy
        > człowieka. Dla swojej wygody człowiek wielokrotnie stawał sie katem przyrody.
        > Co nam zostanie gdy pozabijamy juz wszyskie zagrozone gatunki ?
        > Wspomnienia i obrazki w ksiazkach ?

        Dinozaury również bezpowrotnie wyginęły. Cóż za strata!
        • Gość: siedem Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.tgory.pik-net.pl 30.01.02, 13:13
          Gość portalu: luka napisał(a):

          > Gość portalu: Balzer napisał(a):
          >
          > > Jednak zagrozone wymarciem gatunki trzeba ochraniac za wszelka cene.
          > > Mogłbym godzinami wyliczac gatunki ktore bezpowrotnie wygineły z winy
          > > człowieka. Dla swojej wygody człowiek wielokrotnie stawał sie katem przyro
          > dy.
          > > Co nam zostanie gdy pozabijamy juz wszyskie zagrozone gatunki ?
          > > Wspomnienia i obrazki w ksiazkach ?
          >
          > Dinozaury również bezpowrotnie wyginęły. Cóż za strata!

          Bo rząd Jerzego Buzka nie zrobił niczego żeby temu zapobiec!
          Belzer
        • Gość: Balzer Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 17:24
          Gość portalu: luka napisał(a):

          > Gość portalu: Balzer napisał(a):
          >
          > > Jednak zagrozone wymarciem gatunki trzeba ochraniac za wszelka cene.
          > > Mogłbym godzinami wyliczac gatunki ktore bezpowrotnie wygineły z winy
          > > człowieka. Dla swojej wygody człowiek wielokrotnie stawał sie katem przyro
          > dy.
          > > Co nam zostanie gdy pozabijamy juz wszyskie zagrozone gatunki ?
          > > Wspomnienia i obrazki w ksiazkach ?
          >
          > Dinozaury również bezpowrotnie wyginęły. Cóż za strata!

          O ile dobrze pamietam, to nie człowiek wykonczył dinozary tylko meteoryt smile)
          My mamy na sumieniu wiele innych gatunkow.
      • Gość: siedem Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.tgory.pik-net.pl 30.01.02, 13:06
        Dla swojej wygody człowiek wielokrotnie stawał sie katem przyrody.
        > Co nam zostanie gdy pozabijamy juz wszyskie zagrozone gatunki ?

        Zostaną gatunki niezagrożone. A poza tym jak socjalisci będą władać to i człowiek
        zostanie wpisany do "czerwonej księgi"

        7,00
        w polskim slangu foczka znaczy "girlfriend"
        • Gość: Balzer Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 17:22
          Gość portalu: siedem napisał(a):

          > Dla swojej wygody człowiek wielokrotnie stawał sie katem przyrody.
          > > Co nam zostanie gdy pozabijamy juz wszyskie zagrozone gatunki ?
          >
          > Zostaną gatunki niezagrożone. A poza tym jak socjalisci będą władać to i człowi
          > ek
          > zostanie wpisany do "czerwonej księgi"
          >
          > 7,00
          > w polskim slangu foczka znaczy "girlfriend"

          Czy Ty we wszystko musisz mieszac polityke ? Co maja do tego socjalisci ?

          • Gość: siedem Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.tgory.pik-net.pl 31.01.02, 07:20
            Gość portalu: Balzer napisał(a):

            > Gość portalu: siedem napisał(a):
            >
            > > Dla swojej wygody człowiek wielokrotnie stawał sie katem przyrody.
            > > > Co nam zostanie gdy pozabijamy juz wszyskie zagrozone gatunki ?
            > >
            > > Zostaną gatunki niezagrożone. A poza tym jak socjalisci będą władać to i c
            > złowi
            > > ek
            > > zostanie wpisany do "czerwonej księgi"
            > >
            > > 7,00
            > > w polskim slangu foczka znaczy "girlfriend"
            >
            > Czy Ty we wszystko musisz mieszac polityke ? Co maja do tego socjalisci ?
            >

            Polityka jest we wszystkim nawet w kokakoli.
            7,00
      • Gość: doku Po wymarciu zarazka ospy kolejnym zagrożonym gatun IP: *.mofnet.gov.pl 30.01.02, 13:19
        Gość portalu: Balzer napisał(a):

        > Jednak zagrozone wymarciem gatunki trzeba ochraniac za wszelka cene.
        >

        Grozi nam teraz wymarcie zarazków choroby Heinego-Medina
        • Gość: luka Re: Po wymarciu zarazka ospy kolejnym zagrożonym gatun IP: 217.67.196.* 30.01.02, 13:20
          Gość portalu: doku napisał(a):

          > Grozi nam teraz wymarcie zarazków choroby Heinego-Medina

          Anuluję twój dług do 3300 PLN.
    • odarpi Re: Foczki maja ladne oczki 30.01.02, 13:15
      Gość portalu: borsuk napisał(a):


      > A jak sie tam sfilmuje jak brutalnie Eskimos zabija foczki

      W zasadze masz wiele racji. Z fokami wszelako problem jest ten, ze Eskimosi
      zabijaja je nie na "wlasne potrzeby" bo te zaspakajane sa przez rozne instytucje
      socjalne. Ale zabijane sa "przemyslowo" i masowo na potrzeby kompanii skupujacych
      ich futra. Ta rzez nie ma zadnego "naturalnego" uzasadnienie pominawszy chec
      zysku oczywiscie. Ale czego to czlowiek nie zrobi dla zysku? Mozna wsponiec o
      pavulonie...

      Odarpi syn Egigwy
      • pardwa Re: Foczki maja ladne oczki 12.05.02, 10:38
        bestialstwo
    • Gość: Karp Foczki maja straszne oczki IP: 159.107.90.* 30.01.02, 13:29
      Znam pewnego nurka, który pracował kiedyś w ratownictwie morskim w Gdyni.
      Pewnego razu gdy schodził pod wodę do jakiegoś wraku u wybrzeży Bałtyku
      podpłynęła do niego foczka i popatrzyła mu prosto w oczy. Facet się tak
      przeraził że z wrażenia osiwiał.
      Tę prawdziwą historię mogę tanio sprzedać zainteresowanym sprawą Eskimosom.
      Darmo nie dam bo dzisiaj znowu zwolniono z mojej firmy parę osób i odczuwam
      pewien niepokój.
      • odarpi Re: Foczki maja straszne oczki 30.01.02, 13:32
        Gość portalu: Karp napisał(a):
        > Tę prawdziwą historię mogę tanio sprzedać zainteresowanym sprawą Eskimosom.
        > Darmo nie dam bo dzisiaj znowu zwolniono z mojej firmy parę osób i odczuwam
        > pewien niepokój.


        Ile skor foczych za nia chcesz...?

        Odarpi syn Egigwy
        • Gość: Karp Re: Foczki maja straszne oczki IP: 159.107.90.* 30.01.02, 13:39
          odarpi napisał(a):

          > Gość portalu: Karp napisał(a):
          > > Tę prawdziwą historię mogę tanio sprzedać zainteresowanym sprawą Eskimosom
          > .
          > > Darmo nie dam bo dzisiaj znowu zwolniono z mojej firmy parę osób i odczuwa
          > m
          > > pewien niepokój.
          >
          >
          > Ile skor foczych za nia chcesz...?
          >
          > Odarpi syn Egigwy

          Handel skórami - to brzmi groźnie, głównie za sprawą naszych paramedyków z Łodzi.
          Ale chętnie bym się wyrwał z biura gdzieś na Grenlandię.
          A może jakieś polowanie na lwy morskie ?
          • odarpi Re: Foczki maja straszne oczki 30.01.02, 13:54
            Gość portalu: Karp napisał(a):
            >
            > Handel skórami - to brzmi groźnie, głównie za sprawą naszych paramedyków z Łodz
            > i.
            > Ale chętnie bym się wyrwał z biura gdzieś na Grenlandię.
            > A może jakieś polowanie na lwy morskie ?

            Mialbys sumienie spojrzec takiemu "lwu" w oczy?
            Odarpi Egigwowicz Grendlandskij

            • Gość: Karp Re: Foczki maja straszne oczki IP: 159.107.90.* 30.01.02, 14:25
              odarpi napisał(a):

              > Gość portalu: Karp napisał(a):
              > >
              > > Handel skórami - to brzmi groźnie, głównie za sprawą naszych paramedyków z
              > Łodz
              > > i.
              > > Ale chętnie bym się wyrwał z biura gdzieś na Grenlandię.
              > > A może jakieś polowanie na lwy morskie ?
              >
              > Mialbys sumienie spojrzec takiemu "lwu" w oczy?
              > Odarpi Egigwowicz Grendlandskij
              >
              A czy Ty widzieł kak lwy foczki wpierdalajut ?

              • eliot Re: Foczki maja straszne oczki 30.01.02, 14:34
                Gość portalu: Karp napisał(a):

                > >
                > A czy Ty widzieł kak lwy foczki wpierdalajut ?
                >
                Ludzie tez wpierdalaja karpie (osobliwie kolo Bozego Narodzenia...) i co ???
                Tez do nich strzelac?

                Eliot

                • Gość: Karp Re: Foczki maja straszne oczki IP: 159.107.90.* 30.01.02, 14:49
                  eliot napisał(a):

                  > Gość portalu: Karp napisał(a):
                  >
                  > > >
                  > > A czy Ty widzieł kak lwy foczki wpierdalajut ?
                  > >
                  > Ludzie tez wpierdalaja karpie (osobliwie kolo Bozego Narodzenia...) i co ???
                  > Tez do nich strzelac?
                  >
                  > Eliot
                  >

                  Jeśli ojczyzna ( rodacy ) w potrzebie to ja zawsze jestem do dyspozycji .......

                  • eliot Re: Foczki maja straszne oczki 30.01.02, 15:31
                    Gość portalu: Karp napisał(a):

                    > >
                    >
                    > Jeśli ojczyzna ( rodacy ) w potrzebie to ja zawsze jestem do dyspozycji .......
                    >

                    Jezuuuu! Az strach zapytac na tym forum. Jak sie wolisz: w galarecie, czy po
                    zydowsku...? wink
                    Pozdr.
                    Eliot
                    • Gość: Karp Re: Foczki maja straszne oczki IP: 159.107.90.* 30.01.02, 15:51
                      eliot napisał(a):

                      > Gość portalu: Karp napisał(a):
                      >
                      > > >
                      > >
                      > > Jeśli ojczyzna ( rodacy ) w potrzebie to ja zawsze jestem do dyspozycji ..
                      > .....
                      > >
                      >
                      > Jezuuuu! Az strach zapytac na tym forum. Jak sie wolisz: w galarecie, czy po
                      > zydowsku...? wink
                      > Pozdr.
                      > Eliot

                      Szczerze mówiąc to liczę na to, że jeszcze trochę pożyję ( jeszcze mi życie tak
                      całkiem nie obrzydło ) co może się udać jako że jestem dość chudy i żylasty więc
                      galareta nie była by udana. Tak prawdę mówiąc to nie jestem fanem masochizmu -
                      być może to reakcja na mało estetyczne instalacje połączone z samookaleczeniem
                      wykonywane przez artystkę Kozyrę.
                      pozdrawiam
                      • eliot Re: Foczki maja straszne oczki 30.01.02, 15:57
                        Gość portalu: Karp napisał(a):

                        Tak prawdę mówiąc to nie jestem fanem masochizmu -
                        > być może to reakcja na mało estetyczne instalacje połączone z samookaleczeniem
                        > wykonywane przez artystkę Kozyrę.
                        > pozdrawiam


                        Uciela sobie co?
                        Jak przejdzie do sztuki ekstremalnej (tak by to chyba trzeba nazwac) to poprzez
                        likwidacje artysty (siebie) zlikwiduje jego dzielo...

                        Pozdrawiam
                        Eliot
                        • Gość: Karp Re: Foczki maja straszne oczki IP: 159.107.90.* 30.01.02, 16:17
                          eliot napisał(a):

                          > Jak przejdzie do sztuki ekstremalnej (tak by to chyba trzeba nazwac) to poprzez
                          >
                          > likwidacje artysty (siebie) zlikwiduje jego dzielo...
                          >
                          > Pozdrawiam
                          > Eliot

                          Ja tu widzę jeszcze inny problem ( bardzo luźno zresztą związany z fokami ):
                          Co zrobić z artystą który tworzy dzieło ( a przynajmniej tak mu się wydaje )
                          niszcząc przy tym swoje zdrowie lub nawet ryzykując życie ? Czy w takiej
                          ekstremalnej sytuacji należy ratować artystę psując przy tym jego instalację (
                          czyli dzieło sztuki ) czy też pozostawić dzieło sztuki ( aby ubogacić dziedzictwo
                          kulturowe człowieka ) i pozwolić artyście na autodestrukcję ? W przypadku
                          zwierząt sytuacja jest opanowana - wiadomo: żadnych eksperymentów na naszych
                          młodszych braciach w ewolucji. Z człowiekiem wciąż mamy kłopot.
                          pozdrawiam
                          • eliot Re: Foczki maja straszne oczki 30.01.02, 16:29
                            Gość portalu: Karp napisał(a):
                            >
                            > Ja tu widzę jeszcze inny problem ( bardzo luźno zresztą związany z fokami ):
                            > Co zrobić z artystą który tworzy dzieło ( a przynajmniej tak mu się wydaje )
                            > niszcząc przy tym swoje zdrowie lub nawet ryzykując życie ? Czy w takiej
                            > ekstremalnej sytuacji należy ratować artystę psując przy tym jego instalację (
                            > czyli dzieło sztuki ) czy też pozostawić dzieło sztuki ( aby ubogacić dziedzict
                            > wo
                            > kulturowe człowieka ) i pozwolić artyście na autodestrukcję ? W przypadku
                            > zwierząt sytuacja jest opanowana - wiadomo: żadnych eksperymentów na naszych
                            > młodszych braciach w ewolucji. Z człowiekiem wciąż mamy kłopot.
                            > pozdrawiam


                            To jest problem. Ale jak zmusisz "artyste" do nie czynienia sobie co innym
                            niemile?
                            Pania Kozyre pamietam jak w ramach "sztuki" wkladala sobie rozne rzeczy pomiedzy
                            nogi: w tym np.: bloto , czy lalke i pozniej je "rodzila". Przyjmijmy, ze jest to
                            sztuka.... Jak zacznie obcinac sobie piersi czy wargi sromowe to rowniez bedzie
                            sztuka?
                            Ze takie podejscie do sztuki (hm???) jest mozliwe wskazuje "wystawienie" (gdzies
                            w poczatkach lat 90-tych) jakiegos "artysty" z USA, ktory przywiazal sobie
                            zelasko do fajfusa i latal tak po scenie drac sie pod niebiosy, ze go boli...
                            Igy Pop tez sie roznie na scenie traktowal...
                            Dodaj jeszcze do tego wystawy fotografi (dobrze, ze nie na zywo...) z
                            homoseksualnych "aktow milosci" polaczonych z torturami...
                            Jak sie zarzad miasta (juz nie pamietam Chicago czy New York) zbuntowal, bo szlo
                            to z publicznych pieniedzy, to sad dotacje kazal przywrocic...
                            Pytanie gdzie jest granica sztuki a gdzie glupoty i zbydlecenia pozostanie jednak
                            chyba otwarte i tu go nie rozstrzygniemy. Wspomniana wystawa miala wielkie
                            wziecie u publicznosci...
                            Pozdr.
                            Eliot
                            • Gość: Karp Re: Foczki maja straszne oczki IP: 159.107.90.* 30.01.02, 16:53
                              eliot napisał(a):

                              > to jest problem. Ale jak zmusisz "artyste" do nie czynienia sobie co innym
                              > niemile?
                              > Pania Kozyre pamietam jak w ramach "sztuki" wkladala sobie rozne rzeczy pomiedz
                              > y
                              > nogi: w tym np.: bloto , czy lalke i pozniej je "rodzila". Przyjmijmy, ze jest
                              > to
                              > sztuka.... Jak zacznie obcinac sobie piersi czy wargi sromowe to rowniez bedzie
                              >
                              > sztuka?
                              > Ze takie podejscie do sztuki (hm???) jest mozliwe wskazuje "wystawienie" (gdzie
                              > s
                              > w poczatkach lat 90-tych) jakiegos "artysty" z USA, ktory przywiazal sobie
                              > zelasko do fajfusa i latal tak po scenie drac sie pod niebiosy, ze go boli...
                              > Igy Pop tez sie roznie na scenie traktowal...
                              > Dodaj jeszcze do tego wystawy fotografi (dobrze, ze nie na zywo...) z
                              > homoseksualnych "aktow milosci" polaczonych z torturami...
                              > Jak sie zarzad miasta (juz nie pamietam Chicago czy New York) zbuntowal, bo szl
                              > o
                              > to z publicznych pieniedzy, to sad dotacje kazal przywrocic...
                              > Pytanie gdzie jest granica sztuki a gdzie glupoty i zbydlecenia pozostanie jedn
                              > ak
                              > chyba otwarte i tu go nie rozstrzygniemy. Wspomniana wystawa miala wielkie
                              > wziecie u publicznosci...
                              > Pozdr.
                              > Eliot

                              Trzeba mieć nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży i nasi artyści wiecej beda
                              tworzyc w glinie, kamieniu, drewnie i na płótnie a mniej w ludzkim mięsie.
                              A wracając na moment do fok - to bardzo towarzyskie stworzenia, szukajace
                              kontaktu z człowiekiem. Ten przypadek, który opisałem nie jest wcale zmyślony.
                              Jeśli pod wodą, w półmroku nagle pojawia się para dużych, ciekawskich oczu to
                              można się przestraszyć.
                              • eliot Re: Foczki maja straszne oczki 30.01.02, 17:08
                                Gość portalu: Karp napisał(a):

                                >
                                > Trzeba mieć nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży i nasi artyści wiecej beda
                                > tworzyc w glinie, kamieniu, drewnie i na płótnie a mniej w ludzkim mięsie.
                                > A wracając na moment do fok - to bardzo towarzyskie stworzenia, szukajace
                                > kontaktu z człowiekiem. Ten przypadek, który opisałem nie jest wcale zmyślony.
                                > Jeśli pod wodą, w półmroku nagle pojawia się para dużych, ciekawskich oczu to
                                > można się przestraszyć.

                                W nasz ludzki zdrowy rozsadek wierze w stopniu ograniczonym...
                                A jesli chodzi o zdarzenie z foka to wierze, to normalna reakcja.

                                Pozdrawiam i zegnam do jutra
                                liczac na nowe starcia w bojach na tutejszym forum... smile
                                Eliot


      • Gość: Miriam Re: Foczki maja śliczne oczki - - - - - - - - IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 13:47
        Borsuku, co Ty piszesz moj miły? Zakładam z góry, że "chcesz dobrze" bo taki
        jesteś i nie wyobrażam sobie, żeby z kłebów cudnych nie ekologicznych cygar,
        fraza "foczki mają ładne oczki" chciała brzmieć cynicznie.
        Sprawa zabijania zwierząt w XXI wieku, w celu uzyskania z ich futer odzienia,
        torebek, gustownych pasków, zrywania skór z węży w celu sporządzenia ślicznych
        pantofelków na stópkę o slicznym, wysokim, a takim niewinnym podbiciu - wydaje
        mi się - haniebna. Ubijanie jagniąt (!!!) żeby było miękko w bucie, zarzynanie
        cielat, żeby było miękko w gębie - mnie się to w mojej, być może ciasnej
        głowie - nie chce w żaden sposób zmieścić. W epoce, kiedy technologie i ich
        poziom biją rekordy tego, co człowiek może wymyślić - nóż? krew? zdzieranie
        skóry? oprawianie?
        A czy Ty widziałeś JAK eskimosi( nie tylko) jak handlarze zabijają te foczki,
        które naprawde mają śliczne, prześliczne oczy!? Briggitte Bardot kiedyś
        rozpętała, w dobrym znaczeniu tego słowa, kampanię przeciwko temu procederowi,
        przeciwko takim morderstwom, w których chodzi o to, żeby nie naruszyć futra. Bo
        jak strzelić Borsuku, to futro będzie mniej warte finansowo, nie tak piękne i
        pani ne zaplati. Oczywiście media ryczały, że Bardot chce na się uwagę zwrócić
        i idiotka. Jeśli to pierwsze - uwagę zwrócić - miałoby pomóc fokom - jestem za.
        na idiotkę się nie zgadzam!
        Wiesz, ja kiedyś chciałam mieć długi, cienki, czarny płaszcz. Szyk, Panie! Taki
        jaki nosi moja przyjaciółka. No i poszłam do sklepu ze "skórami". Zapytałam.
        Pani pokazała mi piękny płaszcz z marzeń, moneta nań była, ale pani dodała: z
        młodych cielaczków, proszę dotknąć, proszę zobaczyć jakie miekkie, jakie
        słodkie. I mnie się zrobiło słabo. Zakładam, że to defekt, więc nie będę
        epatowała więcej, ale Borsuku, ja Miriam, nie nastolatka - mam cholera jasna
        (sorry) łzy w oczach, a nawet płacze krokodylimi łzami, gdy widzę jak zabija
        się zwierzęta. No i co?
        Całuję Cię

        Miriam
        To taki defekt - nic więcej. Pocałowałabym fokę ale nie mam wciąż okazji.
        • Gość: luka Re: Foczki maja śliczne oczki - - - - - - - - IP: 217.67.196.* 30.01.02, 13:52
          Gość portalu: Miriam napisał(a):

          > W epoce, kiedy technologie i ich
          > poziom biją rekordy tego, co człowiek może wymyślić - nóż? krew? zdzieranie
          > skóry? oprawianie?

          Proszę mi wytłumaczyć, panno Miriam, jak mam zjeść kotlet schabowy bez zarżnięcia
          prosiaka.

          > A czy Ty widziałeś JAK eskimosi( nie tylko) jak handlarze zabijają te foczki,
          > które naprawde mają śliczne, prześliczne oczy!?

          A cóż się kryje za tymi ślepiami - głębia intelektu? W takim razie nie człowiek,
          ale foki winny były opanować świat.

          > Jeśli to pierwsze - uwagę zwrócić - miałoby pomóc fokom - jestem za.

          Jak Pani chciałaby pomóc fokom - żeby zabijać je bez sprawiania cierpień czy w
          ogóle nie zabijać?

          > Pani pokazała mi piękny płaszcz z marzeń, moneta nań była, ale pani dodała: z
          > młodych cielaczków, proszę dotknąć, proszę zobaczyć jakie miekkie, jakie
          > słodkie. I mnie się zrobiło słabo.

          Cielęcina w sąsiednim sklepie mięsnym jest również miękka. I krwista. Tam się
          Pani słabo nie robi?
          • Gość: Miriam Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 14:41
            Gość portalu: luka napisał(a):

            Gość portalu: Miriam napisał(a):
            >
            JA CYTOWANA:W epoce, kiedy technologie i ich
            poziom biją rekordy tego, co człowiek może wymyślić - nóż? krew? zdzieranie
            skóry? oprawianie?
            >
            MR. LUKA: Proszę mi wytłumaczyć, panno Miriam, jak mam zjeść kotlet schabowy bez
            zarżnięcia prosiaka.

            ODPOWIEDZ MOJA: Mr Luka, pytanie jest świetnie postawione. Tylko widzi Pan, ja
            (vegetarian) nie próbuję nikomu narzucać własnego zdania. Ale jesli mnie Pan
            pyta? Per analogiam odpowiem, jesli Pan pozwoli. Otóż ja nigdy nie miałam ciagot
            do jedzenia mięsa, i jako dziecko byłam męcząca, bo jeśc mięsa nie chciałam.
            Potem zdarzało mi się ale wie pan co? Mój Przyjaciel, Jacek Kleyff pracował swego
            czasu w rzeźni i opowiedział mi, co się tam dzieje (dodatkowo!!! do mojej
            istniejącej już awersji w kwestii mięsa). On kiedyś także mięso jadł ale
            powiedział sobie stop. Zjem wtedy, gdy będę w stanie sam zwierzę zabić. I to jest
            ok postawiona sprawa wg. mnie. Jesli Pan chce jeść schabowego, niech Pan weźmie
            sobie prosiaka, nóż albo pistolet - i do wyboru - niech Pan zabije, oprawi i zje.
            Co Pan na to?
            >
            JA CYTOWANA: A czy Ty widziałeś JAK eskimosi( nie tylko) jak handlarze zabijają
            te foczki,które naprawde mają śliczne, prześliczne oczy!?
            >
            MR. LUKA: A cóż się kryje za tymi ślepiami - głębia intelektu? W takim razie nie
            człowiek, ale foki winny były opanować świat.

            ODPOWIEDZ MOJA: Mr Luka - ja widzę rzecz najstraszniejszą w obliczu poruszanego
            tu zagadnienia - w oczach fok np. BEZBRONNOŚĆ. To mnie poraża proszę Pana.
            >
            JA CYTOWANA: Jeśli to pierwsze - uwagę zwrócić - miałoby pomóc fokom - jestem za.
            >
            MR. LUKA: Jak Pani chciałaby pomóc fokom - żeby zabijać je bez sprawiania
            cierpień czy w ogóle nie zabijać?
            >
            MOJA ODPOWIEDŹ: W ogóle nie zabijać. To oczywiście utopia ale staram sie Panu
            odpowiedzieć maksymalnie szczerze, nawet jeśli wywoła to usmiech nad moja
            naiwnością.


            JA CYTOWANA: Pani pokazała mi piękny płaszcz z marzeń, moneta nań była, ale pani
            dodała: z młodych cielaczków, proszę dotknąć, proszę zobaczyć jakie miekkie,
            jakie słodkie. I mnie się zrobiło słabo.
            >
            MR. LUKA: Cielęcina w sąsiednim sklepie mięsnym jest również miękka. I krwista.
            Tam się Pani słabo nie robi?

            MOJA ODPOWIEDZ: Zdecydowanie robi mi się słabo, i w ogóle do sklepów z mięsem -
            nie zaglądam. Wyjasnienie - powyżej.

            Pozdrowienia

            Miriam
            • Gość: luka Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: 217.67.196.* 30.01.02, 14:54
              Gość portalu: Miriam napisał(a):

              > ODPOWIEDZ MOJA: Mój Przyjaciel, Jacek Kleyff pracował swego
              > czasu w rzeźni i opowiedział mi, co się tam dzieje (dodatkowo!!! do mojej
              > istniejącej już awersji w kwestii mięsa). On kiedyś także mięso jadł ale
              > powiedział sobie stop. Zjem wtedy, gdy będę w stanie sam zwierzę zabić. I to je
              > st
              > ok postawiona sprawa wg. mnie. Jesli Pan chce jeść schabowego, niech Pan weźmie
              > sobie prosiaka, nóż albo pistolet - i do wyboru - niech Pan zabije, oprawi i zj
              > e.
              > Co Pan na to?

              Proszę Pani, wymaga Pani w tej chwili ode mnie, bym po powrocie z pracy wybierał
              sobie z trzymanej na balkonie trzody świniaka i zażynał go w wannie, a następnie
              oprawiał przez całą noc; żywiłbym się nim przez tydzień, a resztę co, wyrzucił?
              Nie mam aż tak pojemnego żołądka... Nie żyjemy we wspólnocie pierwotnej tylko w
              wyspecjalizowanym społeczeństwie - o mój bebech dba cały wielki przemysł
              spożywczy, od rolnika poczynając, a na ekspediencie w McDonaldzie kończąc.
              Czy zabiłbym świniaka, gdyby zaszła taka potrzeba? Oczywiście, że tak. Mam do
              wykarmienia rodzinę, a, z całym należnym Pani szacunkiem, trawy nie lubię.
              Kwestię postawiła Pani w typowy dla dam afektowany sposób - albo obiad, albo krew
              na ścianach.
              Przy okazji: złowione przez siebie ryby w jeziorze oprawiam osobiście.

              > ODPOWIEDZ MOJA: Mr Luka - ja widzę rzecz najstraszniejszą w obliczu poruszanego
              > tu zagadnienia - w oczach fok np. BEZBRONNOŚĆ. To mnie poraża proszę Pana.

              Dlatego nie rządzą światem - gdyby były uzbrojone zjadałyby ludzi.
              Głęboko komarowi w oczy nie wejrzę - i nie sądzę, aby była taka potrzeba;
              rozpłaszczam go dłonią i koniec. Krótko pisząc - kierując się emocjami
              chodziłabyśmy nadzy, chorzy i głodni. Roślinki też cierpią, gdy je Pani wyrywa,
              aby przyrządzić sobie posiłek, tylko ocząt nie mają.

              > MOJA ODPOWIEDŹ: W ogóle nie zabijać. To oczywiście utopia ale staram sie Panu
              > odpowiedzieć maksymalnie szczerze, nawet jeśli wywoła to usmiech nad moja
              > naiwnością.

              Przyjemność dysputy z Panią wywołuje mój uśmiech ogólnie.

              > MOJA ODPOWIEDZ: Zdecydowanie robi mi się słabo, i w ogóle do sklepów z mięsem -
              > nie zaglądam. Wyjasnienie - powyżej.

              A w sklepie z obuwiem skórzanym?

              Pozdrawiam serdecznie,
              luka
              • Gość: tete Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 15:56
                Być może nie powinnam wchodzić w Twoją rozmowę z Miriam - ale to co Miriam
                napisała jest mi bardzo bliskie.

                Twoje ironiczne pytania są typowe. Ponieważ nie jadam mięsa - przerabiałam
                takowe pytania milion razy. Jeśli nie mięso, nie futro, nie skórzana kurtka,
                nie buty, nie pasek - to następne w kolejności są albo ryby albo jajka (w końcu
                przyszłe kurczaki !!!). To bez sensu. Nie próbuję nikomu narzucać swojej diety.
                To mój wybór. Dobrze się z tym czuję. Dlaczego chcesz udowodnić, że nie mam
                racji, że to oszustwo, że okaże się w końcu (po wielu pytaniach): jakaś
                krewetka straciła jednak życie i zawędrowała do mojej sałatki, ha !!! ???
                Ale te biedaki wożone do rzeźni - nie jadą tam dla mnie. I tyle.

                pozdrawiam, tete
                • Gość: luka Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: 217.67.196.* 30.01.02, 16:09
                  Gość portalu: tete napisał(a):

                  > Twoje ironiczne pytania są typowe. Ponieważ nie jadam mięsa - przerabiałam
                  > takowe pytania milion razy. Jeśli nie mięso, nie futro, nie skórzana kurtka,
                  > nie buty, nie pasek - to następne w kolejności są albo ryby albo jajka (w końcu
                  > przyszłe kurczaki !!!). To bez sensu. Nie próbuję nikomu narzucać swojej diety.

                  Proszę wybaczyć, ale zaszło jakieś nieporozumienie. Nikomu niczego nie narzucam
                  (mogę się jedynie dziwić, że schabowy Paniom nie smakuje), przeciwnie, mamy tu do
                  czynienia z terrorem uprawianym niestety przez Panie. My jesteśmy czyste i
                  gładnie, ponieważ mięsa nie jemy, a wy, obżartuchy, mordujecie te niewinne
                  zwierzątka. Czy nie jest to nacisk moralny na mięsożerców? To Panie zechciałyście
                  pozbyć się z menu mięsa, teraz, z wyżyn tego heroizmu (serio!), wskazujecie
                  nieubłaganym palcem na morderców prosiaczków i kurczaczków, jednocześnie
                  alergicznie reagując na niewinne wskazanie, że jest to moralność nieco wybiórcza.
                  Stąd te buty, kurtki, paski, dezodoranty czy co tam.
                  Proszę mnie dobrze zrozumieć - nie zaglądam Paniom w talerze, nie widze więc
                  powodu na to, byście Panie i mnie dyktowały jadłospis.

                  > To mój wybór. Dobrze się z tym czuję. Dlaczego chcesz udowodnić, że nie mam
                  > racji, że to oszustwo, że okaże się w końcu (po wielu pytaniach): jakaś
                  > krewetka straciła jednak życie i zawędrowała do mojej sałatki, ha !!! ???

                  Dlatego, że Pani Miriam uzbroiła mnie w noże oraz pistolety i wysłała czynić
                  pogrom w chlewie. Jak Pani widzi, ja tylko defensywnie reaguję.

                  > Ale te biedaki wożone do rzeźni - nie jadą tam dla mnie. I tyle.

                  O, o, właśnie - "biedaki". Czy nie jest to narzucanie menu innym osobom?

                  Z szacunkiem,
                  luka
                  • Gość: tete Drogi Luko IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 20:48
                    Gość portalu: luka napisał(a):

                    >
                    > (...) przeciwnie, mamy tu do
                    > czynienia z terrorem uprawianym niestety przez Panie. My jesteśmy czyste i
                    > gładnie, ponieważ mięsa nie jemy, a wy, obżartuchy, mordujecie te niewinne
                    > zwierzątka. Czy nie jest to nacisk moralny na mięsożerców ?

                    Drogi Luko !
                    Skoro tak piszesz to znaczy, że zagalopowałam się z emocjami - bo z pewnością nie
                    czuję się ani czystsza ani bardziej gładka z tego powodu ! No - nie lubię
                    zabijania ale nie terroryzuję otoczenia : nie dokuczam jedzącym kiełbaskę, nie
                    obrzydzam dań mięsnych, nie rozpoczynam przy obiedzie w towarzystwie mieszanym
                    tj. mięsożerno-wegetariańskim - opowieści o strasznym losie zwierząt itd. Tego
                    nie robię. Ale jeśli ktoś zaczyna mi dokuczać z tego powodu, że mięsa nie jem -
                    to i owszem. Dlatego i w tym wątku tak zareagowałam.

                    To Panie zechciałyście
                    > pozbyć się z menu mięsa, teraz, z wyżyn tego heroizmu (serio!), wskazujecie
                    > nieubłaganym palcem na morderców prosiaczków i kurczaczków, jednocześnie
                    > alergicznie reagując na niewinne wskazanie, że jest to moralność nieco wybiórcz
                    > a.
                    > Stąd te buty, kurtki, paski, dezodoranty czy co tam.
                    > Proszę mnie dobrze zrozumieć - nie zaglądam Paniom w talerze, nie widze więc
                    > powodu na to, byście Panie i mnie dyktowały jadłospis.
                    >
                    Drogi Luko !
                    To nie heroizm. Wybór. Taki sam jak Twój. Moralność wybiórcza ? A jeśli nie noszę
                    futer, skórzanej odzieży, butów ze skóry itd. Odpuścisz dalsze pytania ? W
                    życiu ! Będzie jak zwykle - tzn. będziesz drążył dalej - i w końcu dojdziemy do
                    jajek, ryb, kawioru, kosmetyków testowanych na zwierzętach, medykamentów itd.

                    Boże broń - dyktować Ci jadłospis, zaglądać w talerz. Nie wręczyłabym Ci również
                    sprzętu do akcji : " kotlet ? zrób to sam".

                    Powiedz mi drogi Luko - DLACZEGO stwierdzenie : nie jem mięsa - powoduje tak
                    mocną reakcję ze strony osób, które mięso jedzą ? DLACZEGO ruszają do ataku
                    uznając to niewinne przecież stwierdzenie - za rodzaj potępienia ? wytknięcie ?
                    naganę ?

                    > > Ale te biedaki wożone do rzeźni - nie jadą tam dla mnie. I tyle.
                    >
                    > O, o, właśnie - "biedaki". Czy nie jest to narzucanie menu innym osobom?


                    O tak. Tu były emocje. Mogłam sobie darować. To przez artykuł o wiezionych do
                    rzeźni zwierzętach. Był straszny.

                    Także z szacunkiem, smile) tete
                    >
                    • Gość: luka Re: Najmilsza tete! IP: 217.67.196.* 31.01.02, 08:14
                      Gość portalu: tete napisał(a):

                      > Skoro tak piszesz to znaczy, że zagalopowałam się z emocjami [...]

                      W takim razie wolno mi uznać, iż nasze stanowiska zostały wzajemnie wyjaśnione?
                      Jednocześnie błagam o wybaczenie, jeśli poczuła się Pani dotknięta napastliwym
                      tonem mej wypowiedzi.

                      > To nie heroizm.

                      Dla mnie to heroizm! Podziwiam szczerze!

                      > Moralność wybiórcza ? [...]

                      Proszę Pani, drążąc temat z pewnością dojdziemy do czegoś pochodzenia
                      zwierzęcego, czego używa Pani na co dzień. Słusznie jednak Pani zauważa, iż nie w
                      tym rzecz. Istota sprawy polega na tym: nikt nie wróci do domu suchy dopadnięty
                      przez ulewę. Różnica jest tylko taka, iż Pani posiada ochronny parasolik, zatem
                      nieco mniej się Pani zmoczy.

                      > Powiedz mi drogi Luko - DLACZEGO stwierdzenie : nie jem mięsa - powoduje tak
                      > mocną reakcję ze strony osób, które mięso jedzą ? DLACZEGO ruszają do ataku
                      > uznając to niewinne przecież stwierdzenie - za rodzaj potępienia ? wytknięcie ?
                      > naganę ?

                      Proszę Pani, powiedzmy sobie szczerze - nie stwierdzenie "nie jem mięsa", ale
                      obrazowe komentarze o rzeźniach, bezbronnych ślipiach i futerkowych maskotkach,
                      przy jednoczesnym wykpiwaniu pedantów, doszukujących się śladów zwierzęcego
                      pochodzenia w dezodorantach czy teoretyków roślinnego cierpienia. Zapewne
                      dostrzega Pani różnicę między chłodnym stwierdzeniem "Nie jem mięsa", a
                      emocjonalnym niczym "Oskarżam!" Zoli "Nie jem zmielonego krowiego/świńskiego
                      ciała"?

                      Padam do stóp,
                      luka
                • Gość: Carmina Bliska mi tete :))) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 16:16
                  Gość portalu: tete napisał(a):

                  > Być może nie powinnam wchodzić w Twoją rozmowę z Miriam - ale to co Miriam
                  > napisała jest mi bardzo bliskie.

                  Kochana tete....Kochana moja tete. Z reguły było mi bliskie to co piszesz. Prawie
                  zawsze. Bardzo dobrze rozumiem to uczucie. Radość z bliskości.
                  Pozdrawiam Cie serdecznie.
                  C
                  • lady_hawk Intrygi znowu! Carmino, oddaj sie viatrowi...... 30.01.02, 18:53
                    Well, well, well........

                    Wlasciwie to nie wiem, po raz kolejny, co odpowiedziec. Panienka Carmina znowu
                    ma mdlosci?
                    Dziewczyno! Czy Ty jestes chora na glowe?
                    • Gość: borsuk Re: Intrygi znowu! Carmino, oddaj sie viatrowi...... IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.02, 20:02
                      najlepiej nie odpowiadaj.
                      Carmina nie do Ciebie pisze.
                      To juz wyglada u Ciebie na manie przesladowcza.

                      borsuk
                      • lady_hawk Mania przesladowcza? HMMMM......... 31.01.02, 11:10
                        Gość portalu: borsuk napisał(a):

                        > najlepiej nie odpowiadaj.
                        > Carmina nie do Ciebie pisze.
                        > To juz wyglada u Ciebie na manie przesladowcza.
                        >
                        > borsuk

                        Borsuk! A miej tyle przyjemnosci, ile chcesz wszedzie tam, gdzie chcesz je
                        znalezc.
                        Moja mania przesladowcza? Wiesz, co mi najbardziej utrudnia zycie? Fakt, ze
                        mezczyzni traktuja kobiety instrumentalnie. A ja naleze do tych pan, ktore w
                        rozne ciekawe miejsca z imienia i nazwiska zaprasza sie "z osoba towarzyszaca".
                        Wsrod zaproszonych gosci, wiekszosc to zawsze panowie. Ich "osoby towarzyszace"
                        siedza na kanapach i oddaja sie tokowaniu. Ale zadna z nich nigdy nie miala
                        czelnosci komentowac glosno mojej osoby. Mysle, ze dlatego dochodzi tutaj do
                        nieporozumien.
                        Pozdrawiam.
                  • Gość: tete Carmina :))) IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 20:58
                    W Twoim poscie o ludzkiej wrażliwości i dobrym sercu - jest coś bardzo ważnego !
                    Vege - nie jest lepszym człowiekiem tylko dlatego, że nie je mięsa ... To
                    prawda.

                    serdecznie pozdrawiam, smile) tete
                    • Gość: Carmina Tak, teteńko :))))) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 21:35
                      Gość portalu: tete napisał(a):

                      > W Twoim poscie o ludzkiej wrażliwości i dobrym sercu - jest coś bardzo ważnego
                      > !
                      > Vege - nie jest lepszym człowiekiem tylko dlatego, że nie je mięsa ... To
                      > prawda.
                      >
                      > serdecznie pozdrawiam, smile) tete

                      I ja Ciebie. Siempre. smile)))))))

              • Gość: Miriam Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:03
                Gość portalu: luka napisał(a):

                Gość portalu: Miriam napisał(a):
                >
                ODPOWIEDZ MOJA: Mój Przyjaciel, Jacek Kleyff pracował swego czasu w rzeźni i
                opowiedział mi, co się tam dzieje (dodatkowo!!! do mojej istniejącej już awersji
                w kwestii mięsa). On kiedyś także mięso jadł ale powiedział sobie stop. Zjem
                wtedy, gdy będę w stanie sam zwierzę zabić. I to jest ok postawiona sprawa wg.
                mnie. Jesli Pan chce jeść schabowego, niech Pan weźmie sobie prosiaka, nóż albo
                pistolet - i do wyboru - niech Pan zabije, oprawi i zje.
                Co Pan na to?
                >
                MR. LUKAtongue_outroszę Pani, wymaga Pani w tej chwili ode mnie, bym po powrocie z pracy
                wybierał sobie z trzymanej na balkonie trzody świniaka i zażynał go w wannie, a
                następnie oprawiał przez całą noc; żywiłbym się nim przez tydzień, a resztę co,
                wyrzucił?Nie mam aż tak pojemnego żołądka... Nie żyjemy we wspólnocie pierwotnej
                tylko w wyspecjalizowanym społeczeństwie - o mój bebech dba cały wielki przemysł
                spożywczy, od rolnika poczynając, a na ekspediencie w McDonaldzie kończąc.
                Czy zabiłbym świniaka, gdyby zaszła taka potrzeba? Oczywiście, że tak. Mam do
                wykarmienia rodzinę, a, z całym należnym Pani szacunkiem, trawy nie lubię.
                Kwestię postawiła Pani w typowy dla dam afektowany sposób - albo obiad, albo krew
                na ścianach. Przy okazji: złowione przez siebie ryby w jeziorze oprawiam
                osobiście.
                >

                ODPOWIEDZ II: Panie Luka, zapytał mnie, co ma Pan zrobić w celu spożycia kotleta
                schabowego? Prawda? Nie odpowiedziałam Panu w formie instrukcji, tylko raczej w
                formie dygresji. Nie wycofuję się z tego, co napisałam, nawet jesli Pan się
                uśmiecha. Słowo "nawet" - jest tu nie na miejscu. Bardzo się cieszę, że się Pan
                uśmiecha. Tak dużo ponurych ludzi wokoło i do tego jeszcze mają ku tej ponurości
                powody. W swojej odpowiedzi zaznaczyłam, że punkt widzenia jaki przedstawiam,
                jest moim punktem widzenia, a nie powinnością świata. Dodam jeszcze, że mam
                świadomość tego, że tak napisałam. Proszę się zastanowić nad własnymi
                słowami "nie żyjemy we wspólnocie pierwotnej" - głębiej się zastanowić.
                Ta "fraza" wyszła od Pana i strzela Pan sobie - mimo dobrych chęci - samobója.
                Określenie wegetariańskiego sposobu żywienia jako "trawę" odbieram także z
                uśmiechem, bo zaraz przed słowem znajduję passus "z całym nalezytym do Pani
                szacunkiem". Kontekst.
                Doceniam. Sposób afektowany? Interesujące, jak Pan odebrał moje pisanie. Widzi
                Pan, poruszyliśmy bardzo poważne tematy, nawet zahachające gdzieś o Dekalog i nie
                zabijaj - prawda? To temat, który budzi, jak Pan widzi, emocje. Przypisywanie ich
                wyłącznie kobietom, (histeria, łzy, "zwierzaczki") jest bronią bardzo, bardzo
                słabą i zużytą. Prosze pomysleć - ewentualniesmile - o innej.

                ODPOWIEDZ MOJA: Mr Luka - ja widzę rzecz najstraszniejszą w obliczu poruszanego
                tu zagadnienia - w oczach fok np. BEZBRONNOŚĆ. To mnie poraża proszę Pana.


                MR. LUKA: Dlatego nie rządzą światem - gdyby były uzbrojone zjadałyby ludzi.
                Głęboko komarowi w oczy nie wejrzę - i nie sądzę, aby była taka potrzeba;
                rozpłaszczam go dłonią i koniec. Krótko pisząc - kierując się emocjami
                chodziłabyśmy nadzy, chorzy i głodni. Roślinki też cierpią, gdy je Pani wyrywa,
                aby przyrządzić sobie posiłek, tylko ocząt nie mają.

                ODPOWIEDZ MOJA II: Proszę raz jeszcze przemysleć słowa "nie żyjemy we wspólnocie
                pierwotnej". Teraz znowu pisze Pan, że to Pan - kieruje się emocjami, a przed
                chwilą zarzucał Pan emocje w negatywnym sensie - kobietom. Proszę się zdecydować.
                Dlaczego Pan zdrabnia, dadaizuje słowo "rosliny"?
                >
                MOJA ODPOWIEDŹ: W ogóle nie zabijać. To oczywiście utopia ale staram sie Panu
                odpowiedzieć maksymalnie szczerze, nawet jeśli wywoła to usmiech nad moja
                naiwnością.
                >
                MR. LUKA: Przyjemność dysputy z Panią wywołuje mój uśmiech ogólnie.
                >

                ODPOWIEDZ MOJA II: Bardzo mi przyjemnie. Ale bez przesady! Ma Pan chyba jeszcze
                jakieś powody do uśmiechu?


                MOJA ODPOWIEDZ: Zdecydowanie robi mi się słabo, i w ogóle do sklepów z mięsem -
                nie zaglądam. Wyjasnienie - powyżej.
                >
                MR. LUKA: A w sklepie z obuwiem skórzanym?

                ODPOWIEDZ MOJA II: Panie Luka, pytanie nie prowadzi do niczego, także pomijam je,
                kończąc tym samym rozmowę i odbierając sobie przyjemność pogawędki z Panem.
                >
                Pozdrawiam serdecznie,
                luka

                Pozdrawiam również,

                Miriam

                Dygresja: Osoba płci żeńskiej (kobieta) która nie jada mięsa, nie zakłada
                zwierząt futerkowych na siebie - postrzegana jest jako zdziwaczała osoba. Czy w
                naszym społeczeństwie każda odmiennośc musi być pretensjonalna? krytykowana?
                Kiedyś były to np długie włosy u chłopców. Czy jesli ja mięsa nie jadam, nie
                używam skór, i mam swoje w tej kwestii zdanie - zaraz doczepi mi sie fiche, że
                egzaltacja, zespół napięcia przedmiesiączkowego, czy tez inne zespoły? Dlaczego?
                Niech Pan je mięso! Na zdrowie. chociaż jest grupa lekarzy dietetyków, którzy
                mówią co innego.
                Dopisując się do postu Borsuka nie róznicowałam : vega - dobry, nie vega - zły.
                To zupełnie inny temat. Tak, jak pisanie, że pani która hodowała kury, a ojca
                opuściła - jest już zbyt gruba krechą pisane. Tu nie ma problemu: albo ludzie
                albo zwierzęta. Jest inny. Chyba moralny. Jestesmy silniejsi od zwierząt z
                naszymi karabinami, pałami i innymi akcesoriami. A jesli staniemy bez nich wobec
                niektórych z nich - przegramy. Czy to jest równa walka? Poza wszystkim, naprawde
                kończąc, bo się rozpisałam - posiadamy coś niezwykle cennego, co odróżnia nas od
                zwierząt - świadomość. I tym dzwonem Zygmunta kończę -

                Miriam
                • Gość: luka Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: 217.67.196.* 31.01.02, 08:48
                  Nieubłaganym gongiem zakończyła Pani naszą pogawędkę, więc moja odpowiedź może
                  być uznana za natarczywość - ale z drugiej strony, skoro już Pani odeszła, to
                  popiszę sobie tak sobie.

                  > ODPOWIEDZ II: Nie odpowiedziałam Panu w formie instrukcji, tylko raczej w
                  > formie dygresji. Nie wycofuję się z tego, co napisałam, nawet jesli Pan się
                  > uśmiecha.

                  Sprawę chodzenia osobiście do chlewu w celu dokonania doraźnej egzekucji
                  wyjaśniona została w listach do mnie od przemiłej Pani Tete.

                  > Proszę się zastanowić nad własnymi
                  > słowami "nie żyjemy we wspólnocie pierwotnej" - głębiej się zastanowić.
                  > Ta "fraza" wyszła od Pana i strzela Pan sobie - mimo dobrych chęci - samobója.

                  Pozwolę sobie polemizować z tak zdecydowanym stanowiskiem. Dowodem jest choćby
                  fakt, iż możemy umilać sobie życie korespondencją - nie siedzi przecież Pani w
                  jaskini pilnując ognia w oczekiwaniu na powrót męża-oprawcy zwierząt? Nie muszę
                  już osobiście chodzić na polowania - zatem wysyłanie mnie uzbrojonego po zęby do
                  chlewika wymaga, moim zdaniem, również chwili namysłu.

                  > Określenie wegetariańskiego sposobu żywienia jako "trawę" odbieram także z
                  > uśmiechem, bo zaraz przed słowem znajduję passus "z całym nalezytym do Pani
                  > szacunkiem". Kontekst.

                  W rzeczy samej, proszę Pani.

                  > Doceniam. Sposób afektowany? Interesujące, jak Pan odebrał moje pisanie. Widzi
                  > Pan, poruszyliśmy bardzo poważne tematy, nawet zahachające gdzieś o Dekalog i n
                  > ie zabijaj - prawda?

                  Nie. Nieprawda. "Nie zabijaj" odnosi się do bliźnich, a nie zwierząt, które
                  zostały dane człowiekowi do swobodnego rozporządzania. Baranek ofiarny to aby nie
                  z tego bestselleru, który mamy na myśli?

                  > To temat, który budzi, jak Pan widzi, emocje. Przypisywanie ich
                  > wyłącznie kobietom, (histeria, łzy, "zwierzaczki") jest bronią bardzo, bardzo
                  > słabą i zużytą. Prosze pomysleć - ewentualniesmile - o innej.

                  Proszę wybaczyć, ale to nie jest broń! Kobiet nie atakuje się wszak nawet
                  kwiatami...
                  To hormony, a nie emocje. Dlatego mężczyźni polują, a siedzą w jaskiniach z
                  dziećmi, jeśli zechce Pani przyjąć do wiadomości tak strywializowaną historię
                  ludzkości. Pani patrzy na pyszczki foczek przez lornetkę, ja - na przeciwnika
                  przez wizjer celownika optycznego sztucera.

                  > Teraz znowu pisze Pan, że to Pan - kieruje się emocjami, a przed
                  > chwilą zarzucał Pan emocje w negatywnym sensie - kobietom. Proszę się zdecydowa
                  > ć. Dlaczego Pan zdrabnia, dadaizuje słowo "rosliny"?

                  Zaszło chyba jakieś nieporozumienie. Pisałem coś dokładnie przeciwnego. Emocje
                  kobiet są godne podziwu, a nie potępienia. Białogłowy to właśnie emocje,
                  mężczyźni to toporni, nieczuli życiowi tragarze.
                  A "roślinki" są tak samo zachwycające jak "zwierzątka"...

                  > ODPOWIEDZ MOJA II: Panie Luka, pytanie nie prowadzi do niczego, także pomijam j
                  > e,
                  > kończąc tym samym rozmowę i odbierając sobie przyjemność pogawędki z Panem.

                  Oj, obawiam się, że jednak prowadzi, sądząc po pospiesznym ukróceniu rozmowy.
                  Oboje wiemy, dokąd by nas próba odpowiedzi doprowadziła, nieprawdaż?

                  > Dygresja: Osoba płci żeńskiej (kobieta) która nie jada mięsa, nie zakłada
                  > zwierząt futerkowych na siebie - postrzegana jest jako zdziwaczała osoba. Czy w
                  > naszym społeczeństwie każda odmiennośc musi być pretensjonalna? krytykowana?

                  Nie musi. Dopóki nie krytykuje innych, co łacno się jej przytrafia.

                  > Kiedyś były to np długie włosy u chłopców. Czy jesli ja mięsa nie jadam, nie
                  > używam skór, i mam swoje w tej kwestii zdanie - zaraz doczepi mi sie fiche, że
                  > egzaltacja, zespół napięcia przedmiesiączkowego, czy tez inne zespoły? Dlaczego
                  > ?

                  Nie doczepi. Powinna jednak Pani pamiętać o tym, iż wegetarianom bardzo łatwo
                  przychodzi osądzanie mięsożerców i terroryzowanie opowieściami z krypty, to jest,
                  chciałem napisać, z rzeźni.

                  > Niech Pan je mięso! Na zdrowie. chociaż jest grupa lekarzy dietetyków, którzy
                  > mówią co innego.

                  Mam roczną córkę. Lekarze wręcz nakazują karmić ją mięsem, zawierającym niezbędne
                  składniki do prawidłowego rozwoju. Liczba dietetyków, którzy mówią o przydatności
                  mięsa w diecie jest większa od szarlatanów twierdzących coś innego.

                  > Chyba moralny. Jestesmy silniejsi od zwierząt z
                  > naszymi karabinami, pałami i innymi akcesoriami. A jesli staniemy bez nich wobe
                  > c niektórych z nich - przegramy.

                  Niekoniecznie. Pamięta Pani, jak neandertale czy inne małpoludy ubijały niemal
                  gołymi rękami wielotonowe dinozaury?

                  > Czy to jest równa walka? Poza wszystkim, naprawde
                  > kończąc, bo się rozpisałam - posiadamy coś niezwykle cennego, co odróżnia nas o
                  > d zwierząt - świadomość. I tym dzwonem Zygmunta kończę -

                  Czy to oznacza, że ludzie nie powinni zabijać dla pokarmu zwierząt, choć
                  zwierzęta same zabijają się nawzajem?
                  • Gość: Miriam Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 12:51
                    Gość portalu: luka napisał(a):

                    > Nieubłaganym gongiem zakończyła Pani naszą pogawędkę, więc moja odpowiedź może
                    > być uznana za natarczywość - ale z drugiej strony, skoro już Pani odeszła, to
                    > popiszę sobie tak sobie.


                    Jest Pan bardzo miły, proszę Pana. Nie, nie uznaję pisania Pana za natarczywośc.
                    Przeciwniesmile
                    >
                    > > ODPOWIEDZ II: Nie odpowiedziałam Panu w formie instrukcji, tylko raczej w
                    > > formie dygresji. Nie wycofuję się z tego, co napisałam, nawet jesli Pan si
                    > ę
                    > > uśmiecha.
                    >
                    > Sprawę chodzenia osobiście do chlewu w celu dokonania doraźnej egzekucji
                    > wyjaśniona została w listach do mnie od przemiłej Pani Tete.
                    >
                    > > Proszę się zastanowić nad własnymi
                    > > słowami "nie żyjemy we wspólnocie pierwotnej" - głębiej się zastanowić.
                    > > Ta "fraza" wyszła od Pana i strzela Pan sobie - mimo dobrych chęci - samob
                    > ója.
                    >
                    > Pozwolę sobie polemizować z tak zdecydowanym stanowiskiem. Dowodem jest choćby
                    > fakt, iż możemy umilać sobie życie korespondencją - nie siedzi przecież Pani w
                    > jaskini pilnując ognia w oczekiwaniu na powrót męża-oprawcy zwierząt? Nie muszę
                    > już osobiście chodzić na polowania - zatem wysyłanie mnie uzbrojonego po zęby
                    do chlewika wymaga, moim zdaniem, również chwili namysłu.


                    Trywializuje Pan to, co napisałam - ale dobrze. Niech tak zostanie, zobaczymy ,c
                    odalej.
                    >
                    > Określenie wegetariańskiego sposobu żywienia jako "trawę" odbieram także z
                    > uśmiechem, bo zaraz przed słowem znajduję passus "z całym nalezytym do Pan
                    > i szacunkiem". Kontekst.
                    >
                    > W rzeczy samej, proszę Pani.
                    >
                    > > Doceniam. Sposób afektowany? Interesujące, jak Pan odebrał moje pisanie. W
                    > idzi Pan, poruszyliśmy bardzo poważne tematy, nawet zahachające gdzieś o Dekalo
                    > g i nie zabijaj - prawda?
                    >
                    > Nie. Nieprawda. "Nie zabijaj" odnosi się do bliźnich, a nie zwierząt, które
                    > zostały dane człowiekowi do swobodnego rozporządzania. Baranek ofiarny to aby n
                    > ie z tego bestselleru, który mamy na myśli?
                    >


                    Wie Pan co? Tak autorytatywnej odpowiedzi na "Nie zabijaj" - czego ten nakaz
                    dotyczy nie spotkałam nawet u zaprzyjaźnionych teologów. Widzi Pan, przed potopem
                    wszyscy - pozwoli Pan - żyliśmy sobie w zgodzie. Dopiero po potopie nadany został
                    dekalog i jednocześnie, ale znowu zwracam uwagę, że w kontekście spustoszeń
                    potopowych, "jedzcie wszystko co zyje..." itd z nakazami dot koszernmości to
                    pomijam ect.
                    Ale to sie u Pana z niczego nie wzięlo, to przekonanjie, że dotyczy ten nakaz
                    osobników słabszych od człowieka, hm. Pozostawiam sprawę otwartą.
                    > >

                    To temat, który budzi, jak Pan widzi, emocje. Przypisywanie ich
                    wyłącznie kobietom, (histeria, łzy, "zwierzaczki") jest bronią bardzo, bardzo
                    słabą i zużytą. Prosze pomysleć - ewentualniesmile - o innej.
                    >
                    > Proszę wybaczyć, ale to nie jest broń! Kobiet nie atakuje się wszak nawet
                    > kwiatami...
                    > To hormony, a nie emocje. Dlatego mężczyźni polują, a siedzą w jaskiniach z
                    > dziećmi, jeśli zechce Pani przyjąć do wiadomości tak strywializowaną historię
                    > ludzkości. Pani patrzy na pyszczki foczek przez lornetkę, ja - na przeciwnika
                    > przez wizjer celownika optycznego sztucera.
                    >

                    Jest Pan Luka - uroczy ale nie ze mna te numery Brunner. Czaruje Pan tutaj,
                    patrząc na boki i usmiechając się do ewentualnych czytelników. Znam to. Prosze
                    przestać sie jednak uśmiechać w rozmowie na taki temat. Nie uchodzi.

                    > Teraz znowu pisze Pan, że to Pan - kieruje się emocjami, a przed
                    > chwilą zarzucał Pan emocje w negatywnym sensie - kobietom. Proszę się
                    zdecydować. Dlaczego Pan zdrabnia, dadaizuje słowo "rosliny"?
                    >
                    > Zaszło chyba jakieś nieporozumienie. Pisałem coś dokładnie przeciwnego. Emocje
                    > kobiet są godne podziwu, a nie potępienia. Białogłowy to właśnie emocje,
                    > mężczyźni to toporni, nieczuli życiowi tragarze.
                    > A "roślinki" są tak samo zachwycające jak "zwierzątka"...

                    Proponuje Panu taki układ: Pan nie będzie sie "wygłupiał" z białogłowami,
                    czarując o ich emocjach tylko pisał merytorycznie, dobrze? Deal? Wtedy możemy
                    pogadać, bo pisząc tak, Pan nie widzi we mnie - powiedzmy - równego przeciwnika
                    broniacego swoich racji - Pan się bawi. Proponuje - jezeli już - zabawę na inny
                    temat.
                    >
                    > > ODPOWIEDZ MOJA II: Panie Luka, pytanie nie prowadzi do niczego, także pomijam
                    je, kończąc tym samym rozmowę i odbierając sobie przyjemność pogawędki z Panem.
                    >
                    > Oj, obawiam się, że jednak prowadzi, sądząc po pospiesznym ukróceniu rozmowy.
                    > Oboje wiemy, dokąd by nas próba odpowiedzi doprowadziła, nieprawdaż?

                    Pisze Pan "oboje wiemy" juz sugerując coś - i rzeczywiście dalsza wymiana mysli
                    nie ma sensu skoro jeden ze współrozmówców tak to formułuje. Ja nie wiem.
                    >
                    > Dygresja: Osoba płci żeńskiej (kobieta) która nie jada mięsa, nie zakłada
                    > zwierząt futerkowych na siebie - postrzegana jest jako zdziwaczała osoba.
                    > Czy w naszym społeczeństwie każda odmiennośc musi być pretensjonalna?
                    krytykowana?
                    >
                    > Nie musi. Dopóki nie krytykuje innych, co łacno się jej przytrafia.

                    To znaczy - któres z nas popełniło błąd. Odebrał Pan moje pisanie jako krytykę?
                    Przepraszam. Przyznaję, temat budzi moje emocje i zupełnie nie mając złych
                    intencji (co to wiadomo) mogłam Pana, delikatnego mężczyzne (nie stroniącego od
                    siekierki) - urazić. Tu już musiałamsmile tak napisać i z góry proszę o wybaczenie.

                    >
                    >Kiedyś były to np długie włosy u chłopców. Czy jesli ja mięsa nie jadam, nie
                    >używam skór, i mam swoje w tej kwestii zdanie - zaraz doczepi mi sie fiche że
                    > > egzaltacja, zespół napięcia przedmiesiączkowego, czy tez inne zespoły? Dla
                    > czego?
                    >
                    > Nie doczepi. Powinna jednak Pani pamiętać o tym, iż wegetarianom bardzo łatwo
                    > przychodzi osądzanie mięsożerców i terroryzowanie opowieściami z krypty, to jes
                    > t, chciałem napisać, z rzeźni.

                    Takich rzeczy - nie znam. Kazdy jada co chce i nie ma takiej sytuacji, że - przy
                    stole czy poza nim snuć opowieści z rzeźni bo to jest zwykłe chamstwo.


                    miłego dnia

                    Miriam

                    >
                    >Niech Pan je mięso! Na zdrowie. chociaż jest grupa lekarzy dietetyków, którzy
                    >mówią co innego.
                    >
                    > Mam roczną córkę. Lekarze wręcz nakazują karmić ją mięsem, zawierającym niezbęd
                    > ne składniki do prawidłowego rozwoju. Liczba dietetyków, którzy mówią o
                    przydatności mięsa w diecie jest większa od szarlatanów twierdzących coś innego.


                    Okreslenie "szarlatani" - nie jest adekwatne ale przypisuje je Pana z kolei
                    emocjom. To już jest sygnał dyskryminacyjny wobec "myślących inaczej".

                    >
                    >Chyba moralny. Jestesmy silniejsi od zwierząt z naszymi karabinami, pałami i
                    innymi akcesoriami. A jesli staniemy bez nich wobec niektórych z nich -
                    przegramy.
                    >
                    > Niekoniecznie. Pamięta Pani, jak neandertale czy inne małpoludy ubijały niemal
                    > gołymi rękami wielotonowe dinozaury?

                    Tu już się Pan nieco zagalopował. Jest takie słowo "ewolucja". I wszystko jasne.
                    Mam nadzieję.

                    >
                    >Czy to jest równa walka? Poza wszystkim, naprawde kończąc, bo się rozpisałam -
                    posiadamy coś niezwykle cennego, co odróżnia nas od zwierząt - świadomość. I tym
                    dzwonem Zygmunta kończę -
                    >
                    > Czy to oznacza, że ludzie nie powinni zabijać dla pokarmu zwierząt, choć
                    > zwierzęta same zabijają się nawzajem?

                    No tak, ale juz pisałam, czym się różnimy od zwierząt. One się zabijaja nawzajem
                    nie dlatego, że wybrały sobie z różnych sposobów menu własnie ten. Instynkt. Wola
                    Boska.
                    O jeszcze jedno: ja się z Panem nie mierzę Panie Luka jeno... i ot snieg zaczyna
                    padać!smile))

                    M.
                    • Gość: luka Re: Foczki maja śliczne oczki Miss Miriam IP: 217.67.196.* 31.01.02, 14:02
                      Gość portalu: Miriam napisał(a):

                      > Trywializuje Pan to, co napisałam - ale dobrze. Niech tak zostanie, zobaczymy ,
                      > codalej.

                      Otóż to, proszę Pani. Dzięki temu moje stanowisko jest, jak mniemam, dla Pani
                      jasne.

                      > Wie Pan co? Tak autorytatywnej odpowiedzi na "Nie zabijaj"
                      > Ale to sie u Pana z niczego nie wzięlo, to przekonanjie, że dotyczy ten nakaz
                      > osobników słabszych od człowieka, hm. Pozostawiam sprawę otwartą.

                      Wedle niektórych interpretatorów przykazanie to w oryginale znaczy "nie morduj"
                      (co brzmi znacznie bardziej logicznie). Dlatego nie powinno się mieć wyrzutów
                      sumienia w razie zabójstwa bliźniego w obronie własnej lub świni dla zdobycia
                      pokarmu.

                      > Jest Pan Luka - uroczy ale nie ze mna te numery Brunner. Czaruje Pan tutaj,
                      > patrząc na boki i usmiechając się do ewentualnych czytelników. Znam to. Prosze
                      > przestać sie jednak uśmiechać w rozmowie na taki temat. Nie uchodzi.

                      Błagam o wybaczenie! To tylko taki mój przemądrzały styl pisania...

                      > Proponuje Panu taki układ: Pan nie będzie sie "wygłupiał" z białogłowami,
                      > czarując o ich emocjach tylko pisał merytorycznie, dobrze? Deal? Wtedy możemy
                      > pogadać, bo pisząc tak, Pan nie widzi we mnie - powiedzmy - równego przeciwnika
                      > broniacego swoich racji - Pan się bawi. Proponuje - jezeli już - zabawę na inny
                      > temat.

                      Szkoda, że nie ma już na forum naszego nieocenionego Ala - zarazł by się wdarł w
                      brudnych gumiakach do salonu i ogłosił: "według luki baby nie potrafią nasikać
                      wyżej na mur niż mężczyźni". Pomijając niestosowność tego zdania - merytorycznie
                      dowodzi istnienia różnic między nami fizycznych, a ogólniej - psychicznych (ów
                      passus pochodzi z wątku o feminazistkach). Nie bawiąc się: Natura stworzyła nas z
                      odmiennymi temperamentami - moje agresywne hormony są przeciwieństwem łagodnych
                      Pani. Różnice te nie uniemożliwiają nam dysputy na równych zasadach, jeno
                      świadczą o tym, że się nie porozumiemy z przyczyn obiektywnych, niezależnych od
                      naszej woli. Florence Nightingale - zna Pani jakiś męski odpowiednik podobnej
                      postaci?

                      > To znaczy - któres z nas popełniło błąd. Odebrał Pan moje pisanie jako krytykę?
                      > Przepraszam. Przyznaję, temat budzi moje emocje i zupełnie nie mając złych
                      > intencji (co to wiadomo) mogłam Pana, delikatnego mężczyzne (nie stroniącego od
                      > siekierki) - urazić. Tu już musiałamsmile tak napisać i z góry proszę o wybaczenie
                      > .

                      Krytykę? Hm, w ograniczony sposób - tak. Jednak jest to nie do uniknięcia w
                      momencie, gdy Pani podaje uzasadnienie wykreślenia mięsa z jadłospisu. Jest
                      mimowolne, wierzę, że niezamierzone, ale inaczej być nie może, jeżeli w
                      uzasadnieniu zamiast względów zdrowotnych pojawiają się bezbronne foczki. Tylko
                      od taktu czy temperamentu mięsożerców zależy wtedy rozwój sytuacji.

                      > Okreslenie "szarlatani" - nie jest adekwatne ale przypisuje je Pana z kolei
                      > emocjom. To już jest sygnał dyskryminacyjny wobec "myślących inaczej".

                      Zgadza się, proszę Pani. Według mnie są to szarlatani, ponieważ nie wierzę, żeby
                      coś, co jest zdrowe dla niemowlaka, było szkodliwe dla osoby dorosłej. A ci
                      panowie i te panie z reguły nie uzasadniają swoich tez szkodliwym w każdym
                      przypadku przedawkowaniem.

                      > Tu już się Pan nieco zagalopował. Jest takie słowo "ewolucja". I wszystko jasne
                      > . Mam nadzieję.

                      W takim razie zmuszony jestem i Pani wytknąć pochopność osądu - jeśli ewolucja,
                      to problem braku fuzji i maczet nie istnieje.

                      > No tak, ale juz pisałam, czym się różnimy od zwierząt. One się zabijaja nawzaje
                      > m
                      > nie dlatego, że wybrały sobie z różnych sposobów menu własnie ten. Instynkt. Wo
                      > la Boska.

                      Można by ewentualnie napisać, iż wyboru nie mają (nie będą wszak polować na
                      ludzi), ale... My też jesteśmy zwierzętami, a nasza europocentryczna świadomość
                      nie pozwala nam jedynie na polowanie na przedstawicieli własnego gatunku
                      (patologie pomijam).

                      > O jeszcze jedno: ja się z Panem nie mierzę Panie Luka jeno... i ot snieg zaczyn
                      > a padać!smile))

                      Och, nie? A te sufrażystkowe pogrożenie paluszkiem...?

                      Z szacunkiem,
                      luka
                      • Gość: tyu "Nie morduj..." Nasz świat: Miriam, Luki, mój... IP: 157.158.68.* 31.01.02, 18:29
                        Miriam, Luko!
                        Pozwolicie, że pobędę chwilę z Wami?
                        Może wytrzymacie? Dla mnie - arcyrzadka okazja podyskutować RÓWNOCZEŚNIE z
                        dwiema osobami, z którymi lubię to robić najbardziej. Co już jest aluzją do
                        świata zwierząt (Tygrysek), czyli niezupełnie nie na temat.
                        Okazja i pokusa.
                        I - niebezpieczeństwo.
                        Emocjonalnie jestem po stronie Miriam. Chyba nie muszę tego udowadniać nikomu,
                        kto na Forum przebywa dłużej, niż 5 minut. W tym momencie jestem po jej stronie
                        nawet PODWÓJNIE: skuteczna pomoc w wykazaniu JEJ racji będzie bowiem zbiciem po
                        raz kolejny racji Luki, co dla mnie jest rozkoszą intelektualną szczególnie
                        wyszukaną.
                        Jestem jednak także po stronie ZWIERZĄT, których Miriam broni, co JUŻ dowodów
                        wymaga i które to dowody w stosownym czasie przedstawię. Ale - równocześnie -
                        chyba także rozumiem, co myśli i czuje Luka. Zakładam optymistycznie, że Luka
                        bywa czasem istotą, która czuje, a nie tylko myśli.
                        Co zatem?
                        Z obu stron padło wiele argumentów. Proponuję rozważyć jeszcze jeden.
                        Jeśli uznamy MORALNE racje Miriam, a ja je uznaję, to - konsekwentnie -
                        powinniśmy zastanowić się: co powinno być ZAMIAST tego, co jest obecnie?
                        Zamiast cierpień, które człowiek sprawia zwierzętom? Zauważę, że tego faktu
                        Luka nie podważał, czyli - jak sądzę - milcząco uznaje jego istnienie.

                        Kiedyś czytałem tekst profesora - specjalisty od technologii chemicznej -
                        dowodzący, że palenie węglem jest straszliwym marnotrawstwem: węgiel jest
                        niezwykle cennym surowcem dla przeróbki chemicznej. Niestety - żeby
                        marnotrawstwo to ustało niezbędne jest znalezienie alternatywnego źródła
                        energii. Hic haeret aqua...
                        Człowiek od kiedy jest człowiekiem (mało tego - od kiedy jest ZWIERZĘCIEM, co
                        przypomniał Luka) je mięso, ubiera się w skóry itd. Dziś NIE MUSI już tego
                        robić, przynajmniej w krajach o dostatecznie wysokim poziomie rozwoju. TAM -
                        może sobie kupić ubrania, buty itp z substytutów skóry, jeść wystarczająco
                        obfite, kaloryczne i bogate w co trzeba posiłki wegetariańskie... Szczęśliwie
                        zanikają wyroby takie, jak kule bilardowe, czy klawisze fortepianów z kości
                        słoniowej... Jeden zabity słoń, to kiedyś była równowartość kilku, może
                        kilkunastu takich kul na stole w salonie...
                        Równocześnie są rejony, gdzie ludzie nadal jedzą - bo muszą - głównie mięso.
                        Wspomniani Eskimosi przykładem. Dołożę Mongołów i szereg innych narodów stepów
                        czy pustyń... Są do dziś plemiona, które MUSZĄ jeść WSZYSTKO co znajdą - na
                        przykład pędraki. Na przykład żywcem, bo o opał też trudno.
                        Co zatem?
                        Nie jestem AŻ takim marzycielem, by zalecać narodom bogatym dzielenie się z
                        tymi drugimi swą wegetariańską żywnością w zamian za rezygnację z zabijania.
                        Gdyby NAWET znalazły się takie, pozostaje kwestia, jak to zrobić? Pozostaje też
                        inna kwestia - mianowicie taka, że przecież NIE WYŁĄCZNIE człowiek zabija. Czy
                        wybić - raz a skutecznie - wszystkie drapieżniki?! Zbrodnia i absurd - prawda?
                        A na dodatek - należałoby wybić nie tylko te WIELKIE drapieżniki...
                        O co mi chodzi? Niektóre owady rozmnażają się w ten sposób, że składają jaja na
                        ciele sparaliżowanej jadem, ale ŻYWEJ gąsienicy. Gąsienice tego owada po
                        wykluciu jedzą ŻYWCEM gąsienicę - dostarczycielkę mięsa. Mięsa ma być dużo i ma
                        być świeże - inaczej młode zginą. Dobrze to natura obmyśliła - z jednym
                        wyjątkiem. Z wyjątkiem katuszy gąsienicy, tygodniami żywcem zjadanej...
                        Co dowodzi, że cierpienie jest nieodłączną częścią życia. Niekoniecznie
                        CZYJEGOŚ konkretnego życia. Życia, jako zjawiska.
                        Co zatem?
                        Myślę, że problem moralny jednak istnieje i że jest to problem poważny. I
                        myślę, że - może paradoks, ale może nie - rozwiązanie problemu postawionego
                        przez Miriam jest przynajmniej częściowo możliwe dzięki interpretacji Dekalogu
                        tak, jak przedstawił to Luka (potwierdzam, ja również słyszałem o takiej).
                        Nie morduj.
                        Czyli - nie zabijaj w sposób okrutny, przysparzający zabijanemu zwierzęciu
                        więcej bólu, niż jest to niezbędne. Nie możemy sprawić, by cierpienie zniknęło
                        ze świata - ale nie przysparzajmy go przynajmniej my sami. A jeśli już MUSIMY,
                        to jak najmniej.
                        Ciekawy jest również problem, postawiony przez Miriam, by każdy, kto czerpie
                        korzyści z zabijania (np. je mięso) zabijał osobiście. Ciekawy MORALNIE. Jak
                        rozumiem: niech każdy, kto czerpie te korzyści przeżyje odrazę, jaką niesie
                        pozbawianie bezbronnej istoty życia, może dzięki temu będzie zabijał tylko
                        wtedy, gdy będzie to absolutnie niezbędne. Mogę coś na ten temat powiedzieć:
                        zdarzało mi się zabijać karpie przed Wigilią. Świetny sposób na odarcie tego
                        wieczoru z całego uduchowienia, które niesie...
                        Ale:
                        1. Są osoby, które czynią to bez odrazy (np.Luka) - co wtedy? Nie wspomnę o
                        istnieniu psychopatów, dla których jest to PRZYJEMNE...
                        2. Osoby, które czynią to z odrazą są zazwyczaj dyletantami w zabijaniu -
                        właśnie dlatego, że zabijać nie lubią. Skutek: cierpienie TAK zabijanego
                        zwierzęcia jest znacznie większe, niż zabijanego przez sprawnego, choć może
                        amoralnego "fachowca"...
                        Czyli - tylko i aż - nie morduj...

                        Czy jest możliwe COŚ JESZCZE...?
                        I czy jest ważne, po czyjej stronie byłem w tej dyskusji?

                        • Gość: borsuk witam dostojnego goscia IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.02, 22:17
                          nawet jesli nie temat go skusil, a okazja przebywania w towarzystwie ulubionych
                          osob.

                          Troche sie w tej okolicy temat zeslignal z torow i przegial w kierunku
                          moralnosci i milosci do zwierzat, ale nie szkodzi.
                          Kazdy z oddanych tu glosow potwierdza tylko moja teze o potrzebie bardziej
                          beznamietnego podejscia do problemu.

                          Nie chce przez to bynajmniej dyskredytowac emocji, tylko chce wykazac, ze nie
                          wnosza one nic do podstawowego zagadnienia: wlasciwego podejscia do przyrody.

                          Piszesz:

                          "Myślę, że problem moralny jednak istnieje i że jest to problem poważny. I
                          myślę, że - może paradoks, ale może nie - rozwiązanie problemu postawionego
                          przez Miriam jest przynajmniej częściowo możliwe dzięki interpretacji Dekalogu
                          tak, jak przedstawił to Luka (potwierdzam, ja również słyszałem o takiej).
                          Nie morduj.
                          Czyli - nie zabijaj w sposób okrutny, przysparzający zabijanemu zwierzęciu
                          więcej bólu, niż jest to niezbędne. Nie możemy sprawić, by cierpienie zniknęło
                          ze świata - ale nie przysparzajmy go przynajmniej my sami. A jeśli już MUSIMY,
                          to jak najmniej."

                          Nie jestem pewien, czy nakaz "nie mordowania" zaliczyc do problemow moralnych.
                          Zakladajac wrodzone kazdemu czlowiekowi dobro, nie zadawanie cierpienia innym
                          jest zachowaniem naturalnym czlowieka, i jesli sytuacja nie wymaga czego
                          innego, normalny czlowiek ( nie psychopata) bedzie sie tak zachowywal.

                          Jezeli istnieje tu problem moralny, to lezy on gdzie indziej. Wlasnie w
                          zrodlach pochodzenia dekalogu.
                          To w ksiedze ( Stary i Nowy testament oraz Koran) napisane jest, ze zwierzeta
                          stworzyl Bog na uzytek czlowieka i uczynil go panem nad nimi
                          Rzecz jasna, ze przy takiej "ustawie", potrzebna jest wykladnia "nie morduj".

                          Problemem moralnym, byloby zatem jedynie stwierdzenie "jest czlowiek panem nad
                          stworzeniem czy nie". Ale i to jest raczej problemem szutucznym, gdyz
                          niezaleznie od wyniku tych rozwazan, robienie "uzytku" ze zwierzat jest dla
                          czlowieka koniecznoscia.

                          U. w innym miejscu pisal o Indianach,ktorzy sie czuja bracmi wilkow.
                          To jeszcze inne rozwiazanie. Traktowac zwierzeta jako rowne sobie stworzenia,
                          szanowac je i odczuwac smutek, gdy trzeba je zabic. To przejawia sie w
                          odprawianiu rytualu nad zabitym bizonem, ktorego ducha Indianie przepraszaja, a
                          duch bizona ich rozumie.

                          Osobiscie widze w takim podejsciu, pdowojna korzysc.
                          Jedna dla zwierzecia (nie zabija sie ponad potrzebe, nie zabija sie okrutnie),
                          druga dla czlowieka.
                          Gdyz Indianinowi nigdy by nie przyszlo do glowy, poswiecic choc jednego czlonka
                          swego plemienia, dla dobra zwierzecia. Co innego szacunek, co innego wiez z
                          wlasnym gatunkiem.

                          To jest wlasnie to, o co chodzi mi w tym watku. Nie poswiecac ludzi dla dobra
                          zwierzat. Uwazam, ze jestesmy winni lojalnosc wlasnemu plemieniu.

                          Nie tylko Eskimosi zostali poswieceni na oltarzu politycznej poprawnosci.
                          Takze np. w delcie Gangesu rocznie ginie przynajmniej 100 osob, zjadanych przez
                          tygrysy, ktore sie rozmnozyly dzieki Indirze Ghandi podmowionej przez WWF.
                          Koronowane glowy, ktore dzialaja w tej instytucji bily jej brawo, gdy na
                          kongresie WWF w 1982 roku powila zdanko:
                          "Musi sie dopiero okazac, czy w ogole warto ratowac rase ludzka."
                          Nie bede ukrywal drogi Tyu, ze osobiscie uwazam take zdanie za skandal nad
                          skandale.
                          Takie i podobne zdania, krzywdzenie ludzi dla rzekomego (jak dowodzilem) dobra
                          zwierzat, a tak naprawde dla napelnienia wlasnego portfela maja rzeczywiscie
                          bardzo duzo z moralnoscia. A raczej z jej brakiem. I w stosunku do ludzi i w
                          stosunku do zwierzat.

                          pozdrawiam Cie serdeczniem przyjacielu wilkow

                          borsuk

                          P.S.
                          Luka,
                          meski odpowiednik Florence Nightingale nazywal sie Albert Schweizer.

                          pozdrawiam

                          borsuk

                          • tyu Witam dostojnego gospodarza ! 01.02.02, 11:24
                            Gość portalu: borsuk napisał(a):

                            > nawet jesli nie temat go skusil, a okazja przebywania w towarzystwie ulubionych
                            > osob.

                            Jedno nie wyklucza drugiego...
                            Miałem tu zajrzeć już dzień wcześniej, bo temat jest ciekawy. Niestety "sprawy
                            wagi państwowej..." Tym bardziej zajrzałem widząc osoby, które mamy na myśli.

                            > Troche sie w tej okolicy temat zeslignal z torow i przegial w kierunku
                            > moralnosci i milosci do zwierzat, ale nie szkodzi.
                            > Kazdy z oddanych tu glosow potwierdza tylko moja teze o potrzebie bardziej
                            > beznamietnego podejscia do problemu.
                            >
                            > Nie chce przez to bynajmniej dyskredytowac emocji, tylko chce wykazac, ze nie
                            > wnosza one nic do podstawowego zagadnienia: wlasciwego podejscia do przyrody.

                            To problem sam w sobie: czy osobiste zaangażowanie pomaga rozwiązać problem.
                            Myślę, że DO PEWNEGO MOMENTU - tak. Bez niego i bez towarzyszących emocji nie
                            staralibyśmy się rozwiązać go aż tak bardzo. Ale na określonym etapie trzeba już
                            stać się beznamiętnym chirurgiem, który - wypracowawszy rozwiązanie - ma być
                            SKUTECZNY. Kochać i współczuć może, ale nie musi.

                            > Piszesz:
                            >
                            > "Myślę, że problem moralny jednak istnieje i że jest to problem poważny. I
                            > myślę, że - może paradoks, ale może nie - rozwiązanie problemu postawionego
                            > przez Miriam jest przynajmniej częściowo możliwe dzięki interpretacji Dekalogu
                            > tak, jak przedstawił to Luka (potwierdzam, ja również słyszałem o takiej).
                            > Nie morduj.
                            > Czyli - nie zabijaj w sposób okrutny, przysparzający zabijanemu zwierzęciu
                            > więcej bólu, niż jest to niezbędne. Nie możemy sprawić, by cierpienie zniknęło
                            > ze świata - ale nie przysparzajmy go przynajmniej my sami. A jeśli już MUSIMY,
                            > to jak najmniej."
                            >
                            > Nie jestem pewien, czy nakaz "nie mordowania" zaliczyc do problemow moralnych.
                            > Zakladajac wrodzone kazdemu czlowiekowi dobro, nie zadawanie cierpienia innym
                            > jest zachowaniem naturalnym czlowieka, i jesli sytuacja nie wymaga czego
                            > innego, normalny czlowiek ( nie psychopata) bedzie sie tak zachowywal.

                            Dla mnie WŁAŚNIE TO stanowi o tym, że jest to problem MORALNY. Poza tym - nie
                            jestem bynajmniej pewien, czy czynienie dobra jest zachowaniem NATURALNYM, czy
                            raczej - wykształconym przez cywilizację. Kiedyś - zabijanie było nieodzowną
                            metodą przetrwania.

                            > Jezeli istnieje tu problem moralny, to lezy on gdzie indziej. Wlasnie w
                            > zrodlach pochodzenia dekalogu.
                            > To w ksiedze ( Stary i Nowy testament oraz Koran) napisane jest, ze zwierzeta
                            > stworzyl Bog na uzytek czlowieka i uczynil go panem nad nimi
                            > Rzecz jasna, ze przy takiej "ustawie", potrzebna jest wykladnia "nie morduj".
                            > Problemem moralnym, byloby zatem jedynie stwierdzenie "jest czlowiek panem nad
                            > stworzeniem czy nie". Ale i to jest raczej problemem szutucznym, gdyz
                            > niezaleznie od wyniku tych rozwazan, robienie "uzytku" ze zwierzat jest dla
                            > czlowieka koniecznoscia.

                            Uwaga, jak wyżej plus stwierdzenie, że to, co teraz Ty proponujesz uznać za
                            problem moralny, dla mnie jest raczej problemem teologicznym. To jednak nie to
                            samo.

                            > U. w innym miejscu pisal o Indianach,ktorzy sie czuja bracmi wilkow.
                            > To jeszcze inne rozwiazanie. Traktowac zwierzeta jako rowne sobie stworzenia,
                            > szanowac je i odczuwac smutek, gdy trzeba je zabic. To przejawia sie w
                            > odprawianiu rytualu nad zabitym bizonem, ktorego ducha Indianie przepraszaja, a
                            > duch bizona ich rozumie.

                            Dla mnie jest to PRZEDŁUŻENIE moralnego (w sensie: pozytywnego w kategoriach
                            moralnych) podejścia do kwestii życia i cierpienia zwierząt. To stwierdzenie,
                            że "zwierzę też człowiek" - traktowane jako prawda moralna, mimo, że - podchodząc
                            dosłownie - jest to absurd.

                            > Osobiscie widze w takim podejsciu, pdowojna korzysc.
                            > Jedna dla zwierzecia (nie zabija sie ponad potrzebe, nie zabija sie okrutnie),
                            > druga dla czlowieka.
                            > Gdyz Indianinowi nigdy by nie przyszlo do glowy, poswiecic choc jednego czlonka
                            > swego plemienia, dla dobra zwierzecia. Co innego szacunek, co innego wiez z
                            > wlasnym gatunkiem.
                            >
                            > To jest wlasnie to, o co chodzi mi w tym watku. Nie poswiecac ludzi dla dobra
                            > zwierzat. Uwazam, ze jestesmy winni lojalnosc wlasnemu plemieniu.

                            Popieram w znacznej części, ale nie bezwarunkowo. Życie człowieka, czy życie
                            zwierzęcia - bez dyskusji. Życie zwierzęcia, czy WYGODA człowieka: dyskusja, ze
                            wstępnym wskazaniem na słuszność tego pierwszego.

                            > Nie tylko Eskimosi zostali poswieceni na oltarzu politycznej poprawnosci.
                            > Takze np. w delcie Gangesu rocznie ginie przynajmniej 100 osob, zjadanych przez
                            > tygrysy, ktore sie rozmnozyly dzieki Indirze Ghandi podmowionej przez WWF.
                            > Koronowane glowy, ktore dzialaja w tej instytucji bily jej brawo, gdy na
                            > kongresie WWF w 1982 roku powila zdanko:
                            > "Musi sie dopiero okazac, czy w ogole warto ratowac rase ludzka."
                            > Nie bede ukrywal drogi Tyu, ze osobiscie uwazam take zdanie za skandal nad
                            > skandale.
                            > Takie i podobne zdania, krzywdzenie ludzi dla rzekomego (jak dowodzilem) dobra
                            > zwierzat, a tak naprawde dla napelnienia wlasnego portfela maja rzeczywiscie
                            > bardzo duzo z moralnoscia. A raczej z jej brakiem. I w stosunku do ludzi i w
                            > stosunku do zwierzat.

                            Lubię rozwiązania niekonfliktowe i wydaje mi się, że również w tej sytuacji takie
                            rozwiązanie JEST możliwe. Warunek: "kochane pieniądze" - np. na utrzymanie
                            rezerwatów tygrysów... To, co zrobiono w Indiach, to w najlepszym wypadku
                            półśrodek, nie załatwiający problemu.
                            Passus o "ratowaniu rasy ludzkiej" traktowałbym raczej w kategoriach
                            pseudoegzystencjalnych dziwactw. Inna sprawa, czy polityk tej rangi może sobie na
                            takie dziwactwa pozwolić.


                            > pozdrawiam Cie serdeczniem przyjacielu wilkow

                            ...borsuków, foczek i gąsienic też.

                            > borsuk

                            I ja Ciebie!


                            > P.S.
                            > Luka,
                            > meski odpowiednik Florence Nightingale nazywal sie Albert Schweizer.

                            Którego głęboko szanuję. (Nawiasem: jego życie stanowi świetny przyczynek do
                            dyskusji w innym wątku na linii Euromir-Krzyś52-tyu na temat moralności (tu -
                            chyba bez dyskusji - wysokiej) ludzi z zachwianym poczuciem przynależności
                            narodowej i państwowej (kwestia ojczyzny). Co świadczyłoby na moją korzyść.

                            > pozdrawiam
                            >
                            > borsuk

                            • Gość: borsuk Towyrzyszu Tyu, przywoluje do zagadnienia IP: *.dip.t-dialin.net 02.02.02, 00:08
                              Drogi Tyu,
                              sprawy wioski, bo do spraw panstwowych mi daleko, ale sprawy wioski, w ktorej
                              zyje zatrzymaly mnie tak dlugo, ze dopiero moge sie cieszyc na posmakowanie, a
                              moze nawet na przegryzienie niektorych Twoich argumentow.

                              > To problem sam w sobie: czy osobiste zaangażowanie pomaga rozwiązać problem.
                              > Myślę, że DO PEWNEGO MOMENTU - tak. Bez niego i bez towarzyszących emocji nie
                              > staralibyśmy się rozwiązać go aż tak bardzo.
                              > Ale na określonym etapie trzeba już stać się beznamiętnym chirurgiem, który -
                              > wypracowawszy rozwiązanie - ma być SKUTECZNY. Kochać i współczuć może, ale nie
                              > musi.

                              Na to zgoda, ale uzywajac niegodnych srodkow w godnym celu stawia pod znakiem
                              zapytania sam cel. Pozatem kwestionuje czy ekologom wogole zalezy na tym co
                              glosza. Mam raczej wrazenie, ze chodzi tylko o forse, albo w najlepszym razie o
                              pieniadze.

                              Piszesz:

                              > Dla mnie WŁAŚNIE TO (nakaz "nie mordowania" przyp.borsuk)stanowi o tym, że jest
                              > to problem MORALNY. Poza tym - nie jestem bynajmniej pewien, czy czynienie
                              > dobra jest zachowaniem NATURALNYM, czy raczej - wykształconym przez
                              > cywilizację. Kiedyś - zabijanie było nieodzowną metodą przetrwania.

                              Na ten temat mozna sie oczywiscie spierac. Czy cywilizacja wyksztalca w nas dobro
                              czy zlo, ale przyznasz, ze zbyt odbieglibysmy od tematu.
                              Poniewaz obaj zgadzamy sie co do naturalnej, zdrowej diety czlowieka: MIESO TYZ,
                              moge pokusic sie o krotkie sformulowania:
                              Krokodyl i czlowiek musi zabijac swoja ofiare przed zjedzeniem.
                              Krokodyl nie wie, ze jego ofiara cierpi, czlowiek wie.
                              Krokodyl ma komfort psychiczny, czlowiek nie. (psychopatow pomijam)
                              Stad u czlowieka potrzeba szukania usprawiedliwienia swoich czynow.
                              Daje mu to religia, pouczajac go o jego wyzszosci nad zwierzetami.
                              Z tej wyzszosci wynika nieobecnosc moralnosci w stosunkach czlowiek zwierze.
                              Podobnie jak Bog nie moze byc moralny lub niemoralny w stosunku do czlowieka.

                              Dlatego naszym problemem moralnym moze byc, jak pisalem:

                              >>... jedynie stwierdzenie "jest czlowiek panem nad stworzeniem czy nie".

                              W kwestii "ducha bizona wypowiedziales sie nastepujaco:

                              > Dla mnie jest to PRZEDŁUŻENIE moralnego (w sensie: pozytywnego w kategoriach
                              > moralnych) podejścia do kwestii życia i cierpienia zwierząt. To stwierdzenie,
                              > że "zwierzę też człowiek" - traktowane jako prawda moralna, mimo,
                              > że - podchodząc dosłownie - jest to absurd.

                              Nie chodzi o postawe zwierze tez czlowiek. Chodzi o ogolny szacunek dla stworzen
                              innych niz my, a nawet o wdziecznosc za to ze mozna sie zwierzeciem wyzywic.
                              Protestanci modla sie przy stole dziekujac za dary boze. Indianin modli sie przy
                              zabitym bizonie.

                              Piszesz:
                              > Popieram w znacznej części, ale nie bezwarunkowo. Życie człowieka, czy życie
                              > zwierzęcia - bez dyskusji. Życie zwierzęcia, czy WYGODA człowieka: dyskusja, ze
                              > wstępnym wskazaniem na słuszność tego pierwszego.

                              Pewnie chetnie bys tu przywolal przyklad testowania kosmetykow na zwierzetach.
                              Przy medykamentach latwiej juz sie zgodzic na zastepcza role krolika.
                              Zwlaszcza jak sie wspomni doktora Mengele.
                              Ale chcialbym sobie wyobrazic, co dzialo by sie na planie duzego filmu, gdyby
                              nagle wszyscy artysci zaczeli wychodzic z charakteryzacji z egzema na pyskach.

                              No i gdzie przeciagnac granice. Czy nie jest tak, ze musi byc ona indywidualna
                              dla kazdego?

                              pozdrawiam Cie serdecznie

                              borsuk

                              P.S.

                              jak zamknac oczy to mrowki faraona na chlebie wcale nie przeszkadzaja.






                              • tyu Do Towarzysza Borsuka 06.02.02, 17:22
                                Gość portalu: borsuk napisał(a):

                                > ...uzywajac niegodnych srodkow w godnym celu stawia pod znakiem
                                > zapytania sam cel.

                                I ja tak uważam.

                                >Pozatem kwestionuje czy ekologom wogole zalezy na tym co glosza. Mam raczej
                                > wrazenie, ze chodzi tylko o forse...

                                Nie sądzę, by było to typowe. Jeśli mają jakieś cele "niegodne", to raczej
                                prywatno-propagandowe. Ale często jednak MAJĄ RACJĘ!

                                > Piszesz:
                                > > Dla mnie WŁAŚNIE TO (nakaz "nie mordowania" przyp.borsuk)stanowi o tym, że
                                > > jest to problem MORALNY. Poza tym - nie jestem bynajmniej pewien, czy
                                > > czynienie dobra jest zachowaniem NATURALNYM, czy raczej - wykształconym przez
                                > > cywilizację. Kiedyś - zabijanie było nieodzowną metodą przetrwania.
                                >
                                > Na ten temat mozna sie oczywiscie spierac. Czy cywilizacja wyksztalca w nas
                                > dobro czy zlo, ale przyznasz, ze zbyt odbieglibysmy od tematu.
                                > Poniewaz obaj zgadzamy sie co do naturalnej, zdrowej diety czlowieka: MIESO TYZ
                                > moge pokusic sie o krotkie sformulowania:
                                > Krokodyl i czlowiek musi zabijac swoja ofiare przed zjedzeniem.
                                > Krokodyl nie wie, ze jego ofiara cierpi, czlowiek wie.
                                > Krokodyl ma komfort psychiczny, czlowiek nie. (psychopatow pomijam)
                                > Stad u czlowieka potrzeba szukania usprawiedliwienia swoich czynow.

                                ...do tego miejsca zgoda.

                                > Daje mu to religia, pouczajac go o jego wyzszosci nad zwierzetami.
                                > Z tej wyzszosci wynika nieobecnosc moralnosci w stosunkach czlowiek zwierze.
                                > Podobnie jak Bog nie moze byc moralny lub niemoralny w stosunku do czlowieka.

                                Abstrahując od istnienia Boga: wyższość człowieka nad zwierzeciem nie daje mu
                                prawa do zadawania mu zbędnych cierpień. A zatem czynnik moralności występuje.

                                > Dlatego naszym problemem moralnym moze byc, jak pisalem:
                                >
                                > >>... jedynie stwierdzenie "jest czlowiek panem nad stworzeniem czy nie".

                                Nie! Wytłumaczenie - jak wyżej.

                                > W kwestii "ducha bizona wypowiedziales sie nastepujaco:
                                >
                                > > Dla mnie jest to PRZEDŁUŻENIE moralnego (w sensie: pozytywnego w kategoriach
                                > > moralnych) podejścia do kwestii życia i cierpienia zwierząt. To stwierdzenie,
                                > > że "zwierzę też człowiek" - traktowane jako prawda moralna, mimo,
                                > > że - podchodząc dosłownie - jest to absurd.
                                >
                                > Nie chodzi o postawe zwierze tez czlowiek. Chodzi o ogolny szacunek dla stworze
                                > n innych niz my, a nawet o wdziecznosc za to ze mozna sie zwierzeciem wyzywic.
                                > Protestanci modla sie przy stole dziekujac za dary boze. Indianin modli sie prz
                                > przy zabitym bizonie.

                                Ten "ogólny szacunek" odpowiada właśnie skrótowi myślowemu "zwierzę też
                                człowiek", przynajmniej ja tak go rozumiem.

                                > Piszesz:
                                > > Popieram w znacznej części, ale nie bezwarunkowo. Życie człowieka, czy życie
                                > > zwierzęcia - bez dyskusji. Życie zwierzęcia, czy WYGODA człowieka: dyskusja,
                                > > ze wstępnym wskazaniem na słuszność tego pierwszego.
                                >
                                > Pewnie chetnie bys tu przywolal przyklad testowania kosmetykow na zwierzetach.
                                > Przy medykamentach latwiej juz sie zgodzic na zastepcza role krolika.
                                > Zwlaszcza jak sie wspomni doktora Mengele.
                                > Ale chcialbym sobie wyobrazic, co dzialo by sie na planie duzego filmu, gdyby
                                > nagle wszyscy artysci zaczeli wychodzic z charakteryzacji z egzema na pyskach.
                                >
                                > No i gdzie przeciagnac granice. Czy nie jest tak, ze musi byc ona indywidualna
                                > dla kazdego?

                                Tak! Może - niestety tak.

                                > pozdrawiam Cie serdecznie
                                >
                                > borsuk

                                I wzajemnie!

                                > P.S.
                                >
                                > jak zamknac oczy to mrowki faraona na chlebie wcale nie przeszkadzaja.

                                ...ale wtedy stajemy się ich mordercami. Co więcej - zjadaczami...
                                • Gość: borsuk Symbioza kompletna prawie IP: *.dip.t-dialin.net 06.02.02, 21:15
                                  Z przyjemnoscia stwierdzam, ze nastapila u nas kompletna niemal symbioza
                                  pogladow.
                                  Polemika w miejscu ktore nizej cytuje, wynika z niedoczytanie sie przez Ciebie
                                  beznamietnej analizy stanu rzeczy.
                                  Ja:
                                  > Stad u czlowieka potrzeba szukania usprawiedliwienia swoich czynow.
                                  > Daje mu to religia, pouczajac go o jego wyzszosci nad zwierzetami.
                                  > Z tej wyzszosci wynika nieobecnosc moralnosci w stosunkach czlowiek zwierze.
                                  > Podobnie jak Bog nie moze byc moralny lub niemoralny w stosunku do czlowieka.
                                  Ty:
                                  >Abstrahując od istnienia Boga: wyższość człowieka nad zwierzeciem nie daje mu
                                  >prawa do zadawania mu zbędnych cierpień. A zatem czynnik moralności występuje.

                                  Racja, jezeli sprawe rozpatrujemy w oderwaniu od religii i od moralnosci z
                                  religii plynacej.
                                  Dla ludzi religijnych, problem moralny moze istniec tylko wsrod rownych sobie.
                                  Niektore religie stwarzaja sytuacje, w ktorych NIEZADAWANIE cierpien zwierzetom
                                  jest niemoralne. Np. rzezak, ktory z litosci zaniedbalby rytual, postapilby
                                  niemoralnie wobec swoich odbiorcow, narazajac ich na grzech. Problem ten
                                  wystepuje zarowno w judaizmie jak i w islamie. Zwlaszcza islam podkresla bardzo
                                  wyraznie sluzebna role zwierzecia wobec czlowieka.

                                  Takze wsrod chrzescijan, mimo, ze roznic ta nie jest podkreslana, samo pytanie
                                  czy "zwierzeta maja dusze" prowadzi do niekontrolowanych reakcji.
                                  Dyskusje pod tym tytulem przypominasz sobie z pewnoscia

                                  > Dlatego naszym problemem moralnym moze byc, jak pisalem:
                                  > >>... jedynie stwierdzenie "jest czlowiek panem nad stworzeniem czy nie".

                                  Tymczasem zblizylem sie takze do Twojego pogladu i twierdze, ze to pytanie z
                                  zakresu teologii.

                                  Gdzie sie nie zgadzamy kompletnie to tam gdzie piszesz o ekologach:
                                  "Jeśli mają jakieś cele "niegodne", to raczej
                                  prywatno-propagandowe. Ale często jednak MAJĄ RACJĘ!"

                                  Otoz racje maja ekolodzy glownie w jednym - czego im nikt nigdy nie zaprzeczal -
                                  ze o przyrode trzeba dbac i obchodzic sie z nia ostroznie.
                                  Natomiast niezwykle rzadko udaje im sie wybrac temat naprawde potrzebny i wazny.
                                  Tak naprawde to nie przychodzi mi w tej chwili zaden do glowy.
                                  Natomiast foczek, tygrysow ludojadow, sloni tratujacych pola w Kenii, plagi
                                  malarii i spiaczki, bezsensownej awantury o Bren Spar i roznych takich innych
                                  rzeczy jakos nie moge im wybaczyc.
                                  Nic nie pomaga, ze w sprawie generalnej maja racje.
                                  Przyrode trzeba chronic. Ja tez tak uwazam ale ja nie wyrzadzam jej szkod.
                                  Przynajmniej nie z cyniczna swiadomoscia.

                                  Z najglebszymi wyrazami

                                  borsuk



                                  • tyu Symbioza kompletna prawie - chyba tak! 07.02.02, 08:47
                                    Gość portalu: borsuk napisał(a):

                                    > Z przyjemnoscia stwierdzam, ze nastapila u nas kompletna niemal symbioza
                                    > pogladow.

                                    Potwierdzam - zarówno symbiozę, jak i przyjemność (bo ja TEŻ ją odczuwam, gdy uda
                                    mi się z kimś dogadać).

                                    > Polemika w miejscu ktore nizej cytuje, wynika z niedoczytanie sie przez Ciebie
                                    > beznamietnej analizy stanu rzeczy.
                                    > Ja:
                                    > > Stad u czlowieka potrzeba szukania usprawiedliwienia swoich czynow.
                                    > > Daje mu to religia, pouczajac go o jego wyzszosci nad zwierzetami.
                                    > > Z tej wyzszosci wynika nieobecnosc moralnosci w stosunkach czlowiek zwierze.
                                    > > Podobnie jak Bog nie moze byc moralny lub niemoralny w stosunku do czlowieka.
                                    > Ty:
                                    > >Abstrahując od istnienia Boga: wyższość człowieka nad zwierzeciem nie daje mu
                                    > >prawa do zadawania mu zbędnych cierpień. A zatem czynnik moralności występuje.
                                    >
                                    > Racja, jezeli sprawe rozpatrujemy w oderwaniu od religii i od moralnosci z
                                    > religii plynacej.
                                    > Dla ludzi religijnych, problem moralny moze istniec tylko wsrod rownych sobie.

                                    Jeśli czytałeś moje wynurzenia w tej materii, to wiesz, że ja człowiekiem
                                    religijnym nie jestem. Natomiast za osobę głęboko religijną uważam np. moją żonę,
                                    która TEŻ do cierpienia zwierząt i ich niepotrzebnej śmierci podchodzi tak, jak
                                    ja. Jeśli piszesz zatem o prawie moralnym do zabijania zwierząt - w razie takiej
                                    konieczności - to zgodzę się. Jeśli W OGÓLE o występowaniu problemu moralnego na
                                    tej linii - to nie.

                                    > Niektore religie stwarzaja sytuacje, w ktorych NIEZADAWANIE cierpien zwierzetom
                                    > jest niemoralne. Np. rzezak, ktory z litosci zaniedbalby rytual, postapilby
                                    > niemoralnie wobec swoich odbiorcow, narazajac ich na grzech. Problem ten
                                    > wystepuje zarowno w judaizmie jak i w islamie. Zwlaszcza islam podkresla bardzo
                                    > wyraznie sluzebna role zwierzecia wobec czlowieka.

                                    Nie znam się, ale: czy RYTUALNE zabicie zwierzęcia (tak, aby - jak się domyślam -
                                    mięso było koszerne) MUSI być tożsame z zabiciem w cierpieniu. Kiedyś śledziłem
                                    trochę projekt ustawy o traktowaniu zwierząt: w tych sprawach mówił wyraźnie, że
                                    w przypadku uboju rytualnego zwierzę należy uprzednio ogłuszyć (czyli: sprawić,
                                    by nie cierpiało podczas zabijania). Jest to podobno rozwiązanie typowe w UE.

                                    > Takze wsrod chrzescijan, mimo, ze roznic ta nie jest podkreslana, samo pytanie
                                    > czy "zwierzeta maja dusze" prowadzi do niekontrolowanych reakcji.
                                    > Dyskusje pod tym tytulem przypominasz sobie z pewnoscia

                                    Tak, brałem nawet udział. Co więcej - sprokurowałem wątek rozszerzający problem:
                                    czy maszyna (np. komputer przyszłości XYZ generacji) może ją mieć. Ja utożsamiam
                                    duszę ze świadomością, co jest - sądzę - dość nietypowe, ale nawet przy
                                    założeniu, że zwierzę w żadnym wypadku duszy mieć nie może - twierdzę, że nie
                                    usprawiedliwia to zadawania zbędnych cierpień. Myślę, że tu zgadzamy się i że to
                                    jest istotne - a nie droga, jaką do tego doszliśmy.

                                    > > Dlatego naszym problemem moralnym moze byc, jak pisalem:
                                    > > ... jedynie stwierdzenie "jest czlowiek panem nad stworzeniem czy nie".
                                    >
                                    > Tymczasem zblizylem sie takze do Twojego pogladu i twierdze, ze to pytanie z
                                    > zakresu teologii.

                                    Czyli - i tu zgoda.

                                    > Gdzie sie nie zgadzamy kompletnie to tam gdzie piszesz o ekologach:
                                    > "Jeśli mają jakieś cele "niegodne", to raczej
                                    > prywatno-propagandowe. Ale często jednak MAJĄ RACJĘ!"
                                    >
                                    > Otoz racje maja ekolodzy glownie w jednym - czego im nikt nigdy nie zaprzeczal
                                    > - ze o przyrode trzeba dbac i obchodzic sie z nia ostroznie.
                                    > Natomiast niezwykle rzadko udaje im sie wybrac temat naprawde potrzebny i wazny.
                                    > Tak naprawde to nie przychodzi mi w tej chwili zaden do glowy.
                                    > Natomiast foczek, tygrysow ludojadow, sloni tratujacych pola w Kenii, plagi
                                    > malarii i spiaczki, bezsensownej awantury o Bren Spar i roznych takich innych
                                    > rzeczy jakos nie moge im wybaczyc.
                                    > Nic nie pomaga, ze w sprawie generalnej maja racje.
                                    > Przyrode trzeba chronic. Ja tez tak uwazam ale ja nie wyrzadzam jej szkod.
                                    > Przynajmniej nie z cyniczna swiadomoscia.

                                    Może, celem uporządkowania moich myśli i zbliżenia ich do Twoich, ujmę to tak:
                                    Sama ekologia, działalność na rzecz dalszego nie pogarszania naszego środowiska
                                    jest w oczywisty sposób słuszna. Wielu ludzi nie rozumie zagrożeń płynących z
                                    bezmyślnego szafowania dobrami przyrody (kominy bez filtrów, nieoczyszczone
                                    ścieki zrzucane do rzek i mórz itd). Natomiast w działalności ekologów - czy
                                    tych, którzy się za ekologów podają - jest zbyt wiele działań na pokaz lub
                                    wynikających z faktycznej nieznajomości problematyki, którą się zajmują. I nawet,
                                    jeśli czynią to w dobrej wierze - nie zawsze czynią DOBRO.
                                    Podam przykład - niemal z autopsji, bo z terenów bardzo bliskich.
                                    Obecnie w Polsce istnieje problem budowy autostrad, problem wielopłaszczyznowy.
                                    Pieniądze, ale nie tylko. Przebieg autostrady A-4 mającej biec przez południową
                                    Polskę był parę lat temu oprotestowany przez ekologów, którzy na Śląsku Opolskim
                                    wręcz "okupowali" drzewa, które miały być wycięte pod autostradę. Szkopuł w tym,
                                    że ta autostrada ma m.in. dać oddech miastom Górnego Śląska - ratując od
                                    uschnięcia znacznie więcej drzew, a od chorób związanych z permanentnym
                                    podtruwaniem spalinami - ludzi z tych miast. "Ktoś" z ekologów nie dokonał
                                    bilansu zysków i strat - także zysków i strat DLA PRZYRODY. Usprawiedliwieniem
                                    było może to, że byli to z reguły ludzie bardzo młodzi, ideowi, wierzący w
                                    słuszność swej misji...

                                    > Z najglebszymi wyrazami
                                    >
                                    > borsuk

                                    Moje jeszcze głębsze - jak morze w miejscu, gdzie nie ma już ścieków... wink)
                                    tyu

                        • Gość: luka Re: IP: 217.67.196.* 01.02.02, 08:32
                          Gość portalu: tyu napisał(a):

                          > Jestem jednak także po stronie ZWIERZĄT, których Miriam broni, co JUŻ dowodów
                          > wymaga i które to dowody w stosownym czasie przedstawię. Ale - równocześnie -
                          > chyba także rozumiem, co myśli i czuje Luka. Zakładam optymistycznie, że Luka
                          > bywa czasem istotą, która czuje, a nie tylko myśli.

                          Jesteś po stronie zwierząt? A karpia kto zabijał? Albo komary podczas wywczasów
                          nad jeziorem? Czy aby Twoje Dzieci nie korzystały z leków opracowanych w wyniku
                          doświadczeń nad zwierzętami?
                          "Bycie po stronie zwierząt" można ewentualnie uznać za poważne stanowisko w
                          przypadku sprzeciwu wobec zabijania słoni na kule bilardowe, czy tygrysów na
                          dywany pod kominek, czy też znęcania się podczas uboju. Natomiast tak zdecydowana
                          deklaracja, jeśli traktować ją dosłownie, jest zabawna. Kogo byś ratował z
                          topieli: jeźdźca czy konia?

                          > Zamiast cierpień, które człowiek sprawia zwierzętom? Zauważę, że tego faktu
                          > Luka nie podważał, czyli - jak sądzę - milcząco uznaje jego istnienie.

                          To chyba oczywiste, nieprawdaż? Zabijam świnie, żeby je zjeść, a nie dlatego, że
                          widok krwawiącego prosiaka sprawia mi przyjemność.

                          > Człowiek od kiedy jest człowiekiem (mało tego - od kiedy jest ZWIERZĘCIEM, co
                          > przypomniał Luka) je mięso, ubiera się w skóry itd. Dziś NIE MUSI już tego
                          > robić, przynajmniej w krajach o dostatecznie wysokim poziomie rozwoju. TAM -
                          > może sobie kupić ubrania, buty itp z substytutów skóry, jeść wystarczająco
                          > obfite, kaloryczne i bogate w co trzeba posiłki wegetariańskie...

                          Ejże, zagalopowałeś się nieco. Mięso to nie delikates, ale cenny składnik
                          pokarmowy (zawiera m.in. witaminę B12, nie występującą w roślinach). Oczywiście
                          można jeść syntetyczne witaminy i modyfikowaną genetycznie trawę - ale czy to aby
                          na pewno takie zdrowsze? Przyjmując takie podejście musielibyśmy zrezygnować
                          także z ryb, jaj kurzych, kawioru, krewetek... Chińczaki podobno jedzą nawet
                          pijawki...

                          > Czyli - nie zabijaj w sposób okrutny, przysparzający zabijanemu zwierzęciu
                          > więcej bólu, niż jest to niezbędne. Nie możemy sprawić, by cierpienie zniknęło
                          > ze świata - ale nie przysparzajmy go przynajmniej my sami. A jeśli już MUSIMY,
                          > to jak najmniej.

                          To oczywistość dla nas, białych ludzi. Chińczaki, Wietnamce i inne takie
                          przyrządzaja sobie dania z psów i kotów wrzucając je żywcem do kotłów z gorącą
                          wodą, po czym zdzierają skóry z jeszcze żyjących ciał.

                          > 1. Są osoby, które czynią to bez odrazy (np.Luka) - co wtedy? Nie wspomnę o
                          > istnieniu psychopatów, dla których jest to PRZYJEMNE...

                          Czy psychopaci pojawili się w tym punkcie w charakterze koniungcji ze mną? Ja
                          mogę wspomnieć o psychopatach, dla których przyjemne jest mordowanie ludzi - ci
                          cieszą się atencją tyu równą tej, którą okazuje zwierzątkom.

                          > Czyli - tylko i aż - nie morduj...

                          Banał na zakończenie, który, paradoksalnie, powinien być wspólnym wnioskiem całej
                          tej dyskusji o moralności.

                          PS. Zapowiedziałeś buńczucznie zbijanie moich argumentów, a, co tu ukrywać,
                          napisaliśmy niemal to samo innymi nieco słowami.
                          • tyu Reluka 01.02.02, 10:53
                            Gość portalu: luka napisał(a):

                            > Gość portalu: tyu napisał(a):
                            >
                            > > Jestem jednak także po stronie ZWIERZĄT, których Miriam broni, co JUŻ dowodów
                            > > wymaga i które to dowody w stosownym czasie przedstawię. Ale - równocześnie -
                            > > chyba także rozumiem, co myśli i czuje Luka. Zakładam optymistycznie, że Luka
                            > > bywa czasem istotą, która czuje, a nie tylko myśli.
                            >
                            > Jesteś po stronie zwierząt? A karpia kto zabijał? Albo komary podczas wywczasów
                            > nad jeziorem? Czy aby Twoje Dzieci nie korzystały z leków opracowanych w wyniku
                            > doświadczeń nad zwierzętami?
                            > "Bycie po stronie zwierząt" można ewentualnie uznać za poważne stanowisko w
                            > przypadku sprzeciwu wobec zabijania słoni na kule bilardowe, czy tygrysów na
                            > dywany pod kominek, czy też znęcania się podczas uboju. Natomiast tak zdecydo
                            > wana deklaracja, jeśli traktować ją dosłownie, jest zabawna. Kogo byś ratował
                            > z topieli: jeźdźca czy konia?

                            Luko!
                            To, co dotychczas napisałeś wiele mi mówi o sposobie czytania i przyswajania
                            treści przez Ciebie. To, co kiedy indziej i gdzie indziej już Ci wytknąłem:
                            widzisz drzewa, nie widzisz zza nich lasu. Nie rozumiesz? Nie szkodzi - na końcu
                            będzie więcej.

                            > > Zamiast cierpień, które człowiek sprawia zwierzętom? Zauważę, że tego faktu
                            > > Luka nie podważał, czyli - jak sądzę - milcząco uznaje jego istnienie.
                            >
                            > To chyba oczywiste, nieprawdaż? Zabijam świnie, żeby je zjeść, a nie dlatego,
                            > że widok krwawiącego prosiaka sprawia mi przyjemność.

                            Wierzę Ci głęboko. I WŁAŚNIE DLATEGO napisałem, co napisałem. W charakterze
                            kropki nad "i".

                            > > Człowiek od kiedy jest człowiekiem (mało tego - od kiedy jest ZWIERZĘCIEM, co
                            > > przypomniał Luka) je mięso, ubiera się w skóry itd. Dziś NIE MUSI już tego
                            > > robić, przynajmniej w krajach o dostatecznie wysokim poziomie rozwoju. TAM
                            > > może sobie kupić ubrania, buty itp z substytutów skóry, jeść wystarczająco
                            > > obfite, kaloryczne i bogate w co trzeba posiłki wegetariańskie...
                            >
                            > Ejże, zagalopowałeś się nieco. Mięso to nie delikates, ale cenny składnik
                            > pokarmowy (zawiera m.in. witaminę B12, nie występującą w roślinach). Oczywiście
                            > można jeść syntetyczne witaminy i modyfikowaną genetycznie trawę - ale czy to
                            > aby na pewno takie zdrowsze? Przyjmując takie podejście musielibyśmy
                            > zrezygnować także z ryb, jaj kurzych, kawioru, krewetek... Chińczaki podobno
                            > jedzą nawet pijawki...

                            Jajo nie zwierzę, nawet nie zygota... Ale poza tym - nie neguję, że człowiek jest
                            zwierzęciem wszystkożernym i że wszystkie składniki pokarmowe, w tym odpowiednia
                            ilość mięsa, są mu potrzebne. Można z niego rezygnować, ale - istotnie - nie jest
                            pewne, czy nie kosztem zdrowia. Nawet najlepsze surogaty (kotlet z soi itp) to
                            może nie być już to.

                            > > Czyli - nie zabijaj w sposób okrutny, przysparzający zabijanemu zwierzęciu
                            > > więcej bólu,niż jest to niezbędne. Nie możemy sprawić, by cierpienie zniknęło
                            > > ze świata - ale nie przysparzajmy go przynajmniej my sami.A jeśli już MUSIMY,
                            > > to jak najmniej.
                            >
                            > To oczywistość dla nas, białych ludzi. Chińczaki, Wietnamce i inne takie
                            > przyrządzaja sobie dania z psów i kotów wrzucając je żywcem do kotłów z gorącą
                            > wodą, po czym zdzierają skóry z jeszcze żyjących ciał.

                            Cały czas używasz słów wartościujących (chyba, że mówisz dialektem z Woly?), ale
                            załóżmy, że mniejsza o to.
                            Do Twych relacji dołożę swoją: czytałem kiedyś o przysmaku filipińskich snobów.
                            Surowy mózg ŻYWEJ MAŁPY! Żywej! Skrępowanej, z odciętym czubkiem czaszki. Je się
                            jak jajko na miękko. Podobno - po uprzednim zabiciu nieszczęsnej nie byłby taki
                            smaczny.
                            Tylko: czy takie odkucieństwo to aby wyłączna domena nieeuropejskich "tambylców"?
                            A słynne strassburskie pasztety z gęsi, hodowanych w takich warunkach, że CAŁE
                            ICH ŻYCIE jest gehenną (sposób karmienia + sztucznie stłuszczona wątroba ważąca
                            1/4 masy ciała!) Dopiero parę lat temu zabroniono tego barbarzyństwa!
                            A drobiazg taki, jak gotowanie raków ŻYWCEM? Bez europocentryzmu - nie jesteśmy
                            lepsi.

                            > > 1. Są osoby, które czynią to bez odrazy (np.Luka) - co wtedy? Nie wspomnę
                            > > o istnieniu psychopatów, dla których jest to PRZYJEMNE...
                            >
                            > Czy psychopaci pojawili się w tym punkcie w charakterze koniungcji ze mną? Ja
                            > mogę wspomnieć o psychopatach, dla których przyjemne jest mordowanie ludzi - ci
                            > cieszą się atencją tyu równą tej, którą okazuje zwierzątkom.

                            NIE TWIERDZIŁEM że TY jesteś takim psychopatą. Rozdzieliłem ich i Ciebie bardzo
                            wyraźnie. Ty natomiast przeginasz i upodabniasz się w tym do małego Maksia. To
                            nie komplement - zaznaczam.

                            > > Czyli - tylko i aż - nie morduj...
                            >
                            > Banał na zakończenie, który, paradoksalnie, powinien być wspólnym wnioskiem
                            > całej tej dyskusji o moralności.

                            To JEST wspólny wniosek - a przynajmniej miał być według mnie. Banał? Być może.
                            Czasami rozwiązania tak oczywiste, że aż banalne, okazują się być jedynymi
                            realnymi. I to właśnie chciałem wykazać.

                            > PS. Zapowiedziałeś buńczucznie zbijanie moich argumentów, a, co tu ukrywać,
                            > napisaliśmy niemal to samo innymi nieco słowami.

                            Właśnie.
                            Wracając do Twych słów z początku postu (oraz do zakończenia MOJEGO postu, dla
                            mnie bardzo ważnego, które Ty jednak pominąłeś):
                            Jednym z celów, dla których napisałem to, co napisałem, było wywołanie refleksji,
                            że czasami - nawet przy wyraźnych sympatiach: i osobistych i w stosunku do
                            jakichś myśli, przekonań, rozwiązań... - NIE JEST MOŻLIWA realizacja tych
                            rozwiązań.
                            Czasami rozwiązanie złe jest rozwiązaniem najlepszym, bo JEDYNYM REALNYM. Mój
                            post był refleksją nad BEZSILNOŚCIĄ człowieka w takich sytuacjach. Mottem do tych
                            rozważań była sytuacja "moralnie obojętna", z dziedziny ekonomii: palenie węglem.
                            I tam i tu wniosek jest ten sam: ludzie postępują źle, ale inaczej się nie da.
                            Można - a w sprawach o aspekcie moralnym oznacza to również, że TRZEBA - unikać
                            tego zła, ale całkowita jego eliminacja nie jest możliwa i długo jeszcze nie
                            będzie.

                            Czy WRESZCIE rozumiesz?

                            • Gość: luka Re: tyu ty(r)uje IP: 217.67.196.* 01.02.02, 11:39
                              tyu napisał(a):

                              > To, co dotychczas napisałeś wiele mi mówi o sposobie czytania i przyswajania
                              > treści przez Ciebie. To, co kiedy indziej i gdzie indziej już Ci wytknąłem:
                              > widzisz drzewa, nie widzisz zza nich lasu. Nie rozumiesz? Nie szkodzi - na końc
                              > u będzie więcej.

                              Mój drogi, las z drzewami jest mój.
                              Po drugie - niezręczność sformułowania obciąża Ciebie. Moje używanie było tylko
                              skorzystaniem z okazji, czego dowodem jest zakończenie postu.

                              > Wierzę Ci głęboko. I WŁAŚNIE DLATEGO napisałem, co napisałem. W charakterze
                              > kropki nad "i".

                              Właśnie. Napisałeś kilka gładkich trywializmów, z którymi chyba zgodzi się każdy.
                              Gdybyś przykręcił nieco kurek, nie rozlałoby się tyle wody.

                              > Cały czas używasz słów wartościujących (chyba, że mówisz dialektem z Woly?), al
                              > e załóżmy, że mniejsza o to.

                              To jowialność, mój drogi, a nie próba oczerniania kogokolwiek.

                              > A słynne strassburskie pasztety z gęsi, hodowanych w takich warunkach, że CAŁE
                              > ICH ŻYCIE jest gehenną (sposób karmienia + sztucznie stłuszczona wątroba ważąca
                              > 1/4 masy ciała!) Dopiero parę lat temu zabroniono tego barbarzyństwa!

                              Przyznam Ci tutaj rację tylko dlatego, iż nie cierpię pasztetu z gęsi.

                              > A drobiazg taki, jak gotowanie raków ŻYWCEM? Bez europocentryzmu - nie jesteśmy
                              > lepsi.

                              Naprawdę? A dlaczego nie można ich najpierw utłuc?

                              > NIE TWIERDZIŁEM że TY jesteś takim psychopatą. Rozdzieliłem ich i Ciebie bardzo
                              > wyraźnie. Ty natomiast przeginasz i upodabniasz się w tym do małego Maksia. To
                              > nie komplement - zaznaczam.

                              Znając Ciebie nie jestem wcale tego pewien - do perfekcji opanowałeś podrzucanie
                              mimochodem drobnych, ale ostrych kamyczków do ogródków sąsiadów. Ale mniejsza o
                              to.

                              > To JEST wspólny wniosek - a przynajmniej miał być według mnie. Banał? Być może.
                              > Czasami rozwiązania tak oczywiste, że aż banalne, okazują się być jedynymi
                              > realnymi. I to właśnie chciałem wykazać.

                              Przypomnę Ci to wyznanie przy najbliższej dyskusji nt. wolnego rynku.
                              A wniosek? Ciekawi mnie szalenie, czy Pani Miriam Ci przytaknie. Mam uzasadnione
                              podejrzenie, że niekoniecznie, biorąc pod uwagę zasadniczy pragmatyzm owego
                              wniosku.

                              > Czasami rozwiązanie złe jest rozwiązaniem najlepszym, bo JEDYNYM REALNYM. Mój
                              > post był refleksją nad BEZSILNOŚCIĄ człowieka w takich sytuacjach. Mottem do ty
                              > ch
                              > rozważań była sytuacja "moralnie obojętna", z dziedziny ekonomii: palenie węgle
                              > m.
                              > I tam i tu wniosek jest ten sam: ludzie postępują źle, ale inaczej się nie da.
                              > Można - a w sprawach o aspekcie moralnym oznacza to również, że TRZEBA - unikać
                              > tego zła, ale całkowita jego eliminacja nie jest możliwa i długo jeszcze nie
                              > będzie.
                              >
                              > Czy WRESZCIE rozumiesz?

                              Protestuję. Zakładasz, że spożywanie zwierzątek to "zło". Jest to jednoznaczny
                              wyrok moralny, a skoro zło, to usprawiedliwienia dobrego nie ma i nie będzie.
                              Na takie postawienie sprawy się nie zgodzę: hoduje się świnie po to, by je zjeść
                              ze smakiem, a nie dla przyjemności słuchania chrząkania. To czynność normalna, a
                              o ile nie dochodzi do aktów okrucieństwa, to obojętna moralnie. Nie masz przecież
                              wyrzutów sumienia z powodu strącenia atakującego Cię komara czy eksterminacji
                              populacji karaluchów w kuchni, choć wszak równie dobrze można powiedzieć, że ich
                              zniszczenie nie jest konieczne do przeżycia człowieka. Potępiać należy
                              nadmuchiwanie żab czy wyrywanie nóżek rzeczonym karaluchom, ale nazywanie hodowli
                              świń na ubój złem to demonizowanie, tworzenie atmosfery moralnego terroru podczas
                              obiadu. Czy wędkarz, który najpierw wykopie z ziemi dżdżownicę, by potem złowić
                              na nią i zabić rybę, czyni zło podwójnie?

                              • tyu Luki Luki 01.02.02, 13:00
                                Gość portalu: luka napisał(a):

                                > tyu napisał(a):
                                >
                                > > To, co dotychczas napisałeś wiele mi mówi o sposobie czytania i przyswajania
                                > > treści przez Ciebie. To, co kiedy indziej i gdzie indziej już Ci wytknąłem:
                                > > widzisz drzewa, nie widzisz zza nich lasu. Nie rozumiesz? Nie szkodzi - na
                                > > końcu będzie więcej.
                                >
                                > Mój drogi, las z drzewami jest mój.

                                ...podobnie jak miedza doń prowadząca.

                                > Po drugie - niezręczność sformułowania obciąża Ciebie. Moje używanie było tylko
                                > skorzystaniem z okazji, czego dowodem jest zakończenie postu.

                                Naciągać argumenty to Ty lubisz...

                                > > Wierzę Ci głęboko. I WŁAŚNIE DLATEGO napisałem, co napisałem. W charakterze
                                > > kropki nad "i".
                                >
                                > Właśnie. Napisałeś kilka gładkich trywializmów, z którymi chyba zgodzi się
                                > każdy. Gdybyś przykręcił nieco kurek, nie rozlałoby się tyle wody.

                                Jeśli "każdy" - nie byłoby dyskusji. Ale przyznaję: w TEJ dyskusji ani Miriam,
                                ani Ty nie stawialiscie spraw na ostrzu noża. Dlatego próba połączenia Waszych
                                argumentów wydała mi się zasadna.

                                > > Cały czas używasz słów wartościujących (chyba, że mówisz dialektem z Woly?),
                                > > ale załóżmy, że mniejsza o to.
                                >
                                > To jowialność, mój drogi, a nie próba oczerniania kogokolwiek.

                                Tak to na Woly nazywacie? Niech Ci będzie.

                                > > A słynne strassburskie pasztety z gęsi, hodowanych w takich warunkach, że
                                > > CAŁE ICH ŻYCIE jest gehenną (sposób karmienia + sztucznie stłuszczona wątroba
                                > > ważąca 1/4 masy ciała!) Dopiero parę lat temu zabroniono tego barbarzyństwa!
                                >
                                > Przyznam Ci tutaj rację tylko dlatego, iż nie cierpię pasztetu z gęsi.

                                Mniejsza o jakość argumentów, skoro wniosek słuszny.

                                > > A drobiazg taki, jak gotowanie raków ŻYWCEM? Bez europocentryzmu - nie
                                > > jesteśmy lepsi.
                                >
                                > Naprawdę? A dlaczego nie można ich najpierw utłuc?

                                Nie wiem - nigdy nie tłukłem raków (ani nie jadłem).

                                > > NIE TWIERDZIŁEM że TY jesteś takim psychopatą. Rozdzieliłem ich i Ciebie
                                > > bardzo wyraźnie. Ty natomiast przeginasz i upodabniasz się w tym do małego
                                > > Maksia. To nie komplement - zaznaczam.
                                >
                                > Znając Ciebie nie jestem wcale tego pewien- do perfekcji opanowałeś podrzucanie
                                > mimochodem drobnych, ale ostrych kamyczków do ogródków sąsiadów. Ale mniejsza o
                                > to.

                                ... i KTO TO MÓWI?!

                                > > To JEST wspólny wniosek - a przynajmniej miał być według mnie. Banał? Być
                                > > może. Czasami rozwiązania tak oczywiste, że aż banalne, okazują się być
                                > > jedynymi realnymi. I to właśnie chciałem wykazać.
                                >
                                > Przypomnę Ci to wyznanie przy najbliższej dyskusji nt. wolnego rynku.

                                Nawzajem. Np. to, ze NIGDZIE na świecie nie ma i nigdy nie było rynku, który TY
                                mógłbyś nazwać wolnym.

                                > A wniosek? Ciekawi mnie szalenie,czy Pani Miriam Ci przytaknie.Mam uzasadnione
                                > podejrzenie, że niekoniecznie, biorąc pod uwagę zasadniczy pragmatyzm owego
                                > wniosku.

                                Czyżbyś uważał Miriam za osobę kierującą się wyłącznie afektami? Z jej postów,
                                choćby na ten temat, wcale to nie wynika. Przeciwnie: parę razy zastrzegła się,
                                że niczego Ci nie narzuca. Czym innym jej skrupuły moralne, które szanuję i w
                                znacznym stopniu podzielam, a czym innym - umiejętność oceny rzeczywistości.

                                > > Czasami rozwiązanie złe jest rozwiązaniem najlepszym, bo JEDYNYM REALNYM.
                                > > Mój post był refleksją nad BEZSILNOŚCIĄ człowieka w takich sytuacjach.
                                > > Mottem do tych rozważań była sytuacja "moralnie obojętna", z dziedziny
                                > > ekonomii: palenie węglem.
                                > > I tam i tu wniosek jest ten sam: ludzie postępują źle, ale inaczej się nie
                                > > da. Można - a w sprawach o aspekcie moralnym oznacza to również, że TRZEBA
                                > > - unikać tego zła, ale całkowita jego eliminacja nie jest możliwa i długo
                                > > jeszcze nie będzie.
                                > >
                                > > Czy WRESZCIE rozumiesz?
                                >
                                > Protestuję. Zakładasz, że spożywanie zwierzątek to "zło". Jest to jednoznaczny
                                > wyrok moralny, a skoro zło, to usprawiedliwienia dobrego nie ma i nie będzie.

                                Tak: zakładam. Zakładam jednak również, że jest to mniejsze zło. Alternatywą
                                byłby ogólnoświatowy głód, gdyż znikłoby jedno z podstawowych źródeł żywności.

                                > Na takie postawienie sprawy się nie zgodzę: hoduje się świnie po to,by je zjeść
                                > ze smakiem, a nie dla przyjemności słuchania chrząkania. To czynność normalna,
                                > a o ile nie dochodzi do aktów okrucieństwa, to obojętna moralnie. Nie masz
                                > przecież wyrzutów sumienia z powodu strącenia atakującego Cię komara czy
                                > eksterminacji populacji karaluchów w kuchni, choć wszak równie dobrze można
                                > powiedzieć, że ich zniszczenie nie jest konieczne do przeżycia człowieka.

                                Godź się, albo nie - masz do tego prawo. Tylko - czemu oskarżasz mnie o to, że
                                jestem flejtuchem i mam w domu karaluchy?!

                                > Potępiać należy nadmuchiwanie żab czy wyrywanie nóżek rzeczonym karaluchom, ale
                                > nazywanie hodowli świń na ubój złem to demonizowanie, tworzenie atmosfery
                                > moralnego terroru podczas obiadu. Czy wędkarz, który najpierw wykopie z ziemi
                                > dżdżownicę, by potem złowić na nią i zabić rybę, czyni zło podwójnie?

                                Tak. Poza tym - czy łowienie na żywą przynętę jest prawnie dopuszczalne? Pytam z
                                ciekawości, gdyż mnie łowienie ryb, ani jakiekolwiek inne zabijanie nie bawi.
                                Wolę płynąć kajakiem, oglądać krajobraz i dumać...

                                • Gość: luka Re: do chronionej papugi tyu IP: 217.67.196.* 01.02.02, 13:53
                                  tyu napisał(a):

                                  > Naciągać argumenty to Ty lubisz...

                                  Przeciwko Tobie? Z rozkoszą!

                                  > Czyżbyś uważał Miriam za osobę kierującą się wyłącznie afektami? Z jej postów,
                                  > choćby na ten temat, wcale to nie wynika. Przeciwnie: parę razy zastrzegła się,
                                  > że niczego Ci nie narzuca. Czym innym jej skrupuły moralne, które szanuję i w
                                  > znacznym stopniu podzielam, a czym innym - umiejętność oceny rzeczywistości.

                                  Nie o narzucanie tu chodzi...
                                  Sądzę po prostu, iż Jej skrupuły moralne są bardziej rozległe (hm, czy to aby po
                                  polsku?).

                                  > Tak: zakładam. Zakładam jednak również, że jest to mniejsze zło. Alternatywą
                                  > byłby ogólnoświatowy głód, gdyż znikłoby jedno z podstawowych źródeł żywności.

                                  W takim razie czynimy odmienne założenia. Następstwa z tego punktu widzenia są
                                  nieistotne.

                                  > Godź się, albo nie - masz do tego prawo. Tylko - czemu oskarżasz mnie o to, że
                                  > jestem flejtuchem i mam w domu karaluchy?!

                                  Możesz mieć kliniczną czystość w mieszkaniu, ale jeśli mieszkasz w 10-piętrowym
                                  bloku, to jedynie hermetyczne odgrodzenie się od reszty budynku ustrzeże Cię
                                  przed robactwem. Co dowodzi przy okazji, że przedstawiciele owadów biegających
                                  doskonale czują się w towarzystwie człowieka.

                                  > Tak. Poza tym - czy łowienie na żywą przynętę jest prawnie dopuszczalne? Pytam
                                  > z
                                  > ciekawości, gdyż mnie łowienie ryb, ani jakiekolwiek inne zabijanie nie bawi.
                                  > Wolę płynąć kajakiem, oglądać krajobraz i dumać...

                                  Oczywiście, że jest. To znaczy, eee, tak mi się wydaje. Wędkarze przeciez łażą z
                                  puszkami glist i takimi małymi białymi robakami, o okonkach na szczupaka nie
                                  wspominając.
                                  Ja wolę pływać łódką wiosłową - wygodniej. A i na rybki można przy okazji
                                  pokłusować...
                                  • tyu Do gadatliwej papugi Luki 01.02.02, 14:57
                                    Gość portalu: luka napisał(a):

                                    > tyu napisał(a):
                                    >
                                    > > Naciągać argumenty to Ty lubisz...
                                    >
                                    > Przeciwko Tobie? Z rozkoszą!

                                    Znowu się sypnąłeś!

                                    > > Czyżbyś uważał Miriam za osobę kierującą się wyłącznie afektami? Z jej
                                    > > postów, choćby na ten temat, wcale to nie wynika. Przeciwnie: parę razy
                                    > > zastrzegła się, że niczego Ci nie narzuca. Czym innym jej skrupuły moralne,
                                    > > które szanuję i w znacznym stopniu podzielam, a czym innym - umiejętność
                                    > > oceny rzeczywistości.
                                    >
                                    > Nie o narzucanie tu chodzi...
                                    > Sądzę po prostu, iż Jej skrupuły moralne są bardziej rozległe (hm, czy to aby
                                    > po polsku?).

                                    Myślę, że tak - i to nawet całkiem ładnie i sympatycznie. Jeśli tylko o to
                                    chodzi - popieram!

                                    > > Tak: zakładam. Zakładam jednak również, że jest to mniejsze zło. Alternatywą
                                    > > byłby ogólnoświatowy głód,gdyż znikłoby jedno z podstawowych źródeł żywności.
                                    >
                                    > W takim razie czynimy odmienne założenia. Następstwa z tego punktu widzenia są
                                    > nieistotne.

                                    Czyli - jeden punkt załatwiony.

                                    > > Godź się, albo nie - masz do tego prawo. Tylko - czemu oskarżasz mnie o to,
                                    > > że jestem flejtuchem i mam w domu karaluchy?!
                                    >
                                    > Możesz mieć kliniczną czystość w mieszkaniu, ale jeśli mieszkasz w 10-piętrowym
                                    > bloku, to jedynie hermetyczne odgrodzenie się od reszty budynku ustrzeże Cię
                                    > przed robactwem. Co dowodzi przy okazji, że przedstawiciele owadów biegających
                                    > doskonale czują się w towarzystwie człowieka.

                                    To po co mieszkasz w 10-piętrowym, skoro panują tam takie warunki?! Ja mieszkam w
                                    11-piętrowym...

                                    > > Tak. Poza tym - czy łowienie na żywą przynętę jest prawnie dopuszczalne?
                                    > > Pytam z ciekawości, gdyż mnie łowienie ryb, ani jakiekolwiek inne zabijanie
                                    > > nie bawi.
                                    > > Wolę płynąć kajakiem, oglądać krajobraz i dumać...
                                    >
                                    > Oczywiście, że jest. To znaczy, eee, tak mi się wydaje. (...)

                                    Dalej, dla Twego dobra, ocenzurowałem.
                                    • Gość: luka Re: Do wyleniałej papugi tyu IP: 217.67.196.* 01.02.02, 15:06
                                      tyu napisał(a):

                                      > Znowu się sypnąłeś!

                                      To i tak było nie do ukrycia.

                                      > Myślę, że tak - i to nawet całkiem ładnie i sympatycznie. Jeśli tylko o to
                                      > chodzi - popieram!

                                      OK.

                                      > To po co mieszkasz w 10-piętrowym, skoro panują tam takie warunki?! Ja mieszkam
                                      > w 11-piętrowym...

                                      I nie ma robactwa?
                                      Ja obecnie wynajmuję w 10-p, w którym nawet zsypy zamknieto na kłódki, aby
                                      uniknąć nieuniknionego...

                                      > Dalej, dla Twego dobra, ocenzurowałem.

                                      Nie bądź taki zielony, czerwony!
                                      • tyu Do robakożernej papugi Luki 01.02.02, 15:44
                                        Wygląda, że została do omówienia wyłącznie kwestia robactwa w wieżowcach.
                                        U mnie sporadycznie pojawiają się tzw. rybiki (wygląda to, jak wydłużona,
                                        lśniąca kropelka), które podobno zżerają od spodu klej do tapet. A niech
                                        zżerają, ja im nie żałuję.
                                        Od pewnego czasu - również mrówki faraona, ale takie to malutkie, że można
                                        udawać, że się nie widzi. Chyba, że chodzi to po chlebie, który ja akurat niosę
                                        do ust...
                                        • Gość: # Re: Do robakożernej papugi Luki IP: *.wroclaw.tpnet.pl 01.02.02, 16:15
                                          Czytajac Was wspominam "Monachomachie" czy "Anty..."
                                          z lektur szkolnych i zdziwienie, gdy w mym lubelskim
                                          okresie przekonalem sie, ze naprawde u Dominikanow
                                          sa dwie symetryczne, pieknie inkrustowane , biale
                                          ambony w centralnej czesci kosciola, wysuniete do siebie,
                                          gdzie toczono slynne dysputy o ilosci diablow na glowce szpilki.


                                          Nie od parady sie mowi, ze:

                                          "diabel tkwi w szczegolach"
                                          Panowie przyznaje Wam prawo do
                                          jednodniowej pielgrzymki pardon wycieczki do Lublina.
                                          Oraz medal w pstaci szpilki z glowka diabla !

                                          Czy nie zapomnialem o jakims istotnym szczegole... ?

                                          • Gość: luka Re: Do robakożernej papugi Luki IP: 217.67.196.* 01.02.02, 16:21
                                            Gość portalu: # napisał(a):

                                            > Czytajac Was wspominam "Monachomachie" czy "Anty..."
                                            > z lektur szkolnych i zdziwienie, gdy w mym lubelskim
                                            > okresie przekonalem sie, ze naprawde u Dominikanow
                                            > sa dwie symetryczne, pieknie inkrustowane , biale
                                            > ambony w centralnej czesci kosciola, wysuniete do siebie,
                                            > gdzie toczono slynne dysputy o ilosci diablow na glowce szpilki.
                                            >
                                            >
                                            > Nie od parady sie mowi, ze:
                                            >
                                            > "diabel tkwi w szczegolach"
                                            > Panowie przyznaje Wam prawo do
                                            > jednodniowej pielgrzymki pardon wycieczki do Lublina.
                                            > Oraz medal w pstaci szpilki z glowka diabla !
                                            >
                                            > Czy nie zapomnialem o jakims istotnym szczegole... ?

                                            Zapomniałeś, drogi Haszu. Ale od tej chwili milknę jak dobrze zasypany grób.

                                            • tyu Do #-a o robakożernej papudze Luce i innych gadach 01.02.02, 22:57
                                              Gość portalu: luka napisał(a):

                                              > Gość portalu: # napisał(a):
                                              >
                                              > > Czytajac Was wspominam "Monachomachie" czy "Anty..."
                                              > > z lektur szkolnych i zdziwienie, gdy w mym lubelskim
                                              > > okresie przekonalem sie, ze naprawde u Dominikanow
                                              > > sa dwie symetryczne, pieknie inkrustowane , biale
                                              > > ambony w centralnej czesci kosciola, wysuniete do siebie,
                                              > > gdzie toczono slynne dysputy o ilosci diablow na glowce szpilki.
                                              > >
                                              > >
                                              > > Nie od parady sie mowi, ze:
                                              > >
                                              > > "diabel tkwi w szczegolach"
                                              > > Panowie przyznaje Wam prawo do
                                              > > jednodniowej pielgrzymki pardon wycieczki do Lublina.
                                              > > Oraz medal w pstaci szpilki z glowka diabla !
                                              > >
                                              > > Czy nie zapomnialem o jakims istotnym szczegole... ?
                                              >
                                              > Zapomniałeś, drogi Haszu. Ale od tej chwili milknę jak dobrze zasypany grób.


                                              Tradycyjnie nie zgadzając się z mym uczonym kolegą Luką stwierdzam, że:
                                              1. Twój medal jestem skłonny przyjąć, pod warunkiem:
                                              a. uprzedniego ostatecznego ustalenia, ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki,
                                              b. umieszczenia ich tam w wyżej ustalonej liczbie.
                                              2. Pielgrzymka (wycieczka itp) do Lublina oraz samo miasto źle mi się kojarzy.
                                              Jeśli musi to być pielgrzymka, to wolę do Częstochowy, jeśli może być wycieczka,
                                              to proponuję w Tatry, gdzie duch mój często ulata, byle z ominięciem centrum
                                              Zakopanego, którego nie znoszę. Ewentualnie może być Kraków, jako dwa w jednym.
                                              Mogą też być tereny leśne z ambonami myśliwskimi, które możnaby zaadaptować na
                                              ambony dyskusyjne. W aspekcie tematu wątku ma to niebagatelne znaczenie.

                                              Chyba nie żadam za wiele?
                                        • Gość: luka Re: Do królowej mrowiska tyu IP: 217.67.196.* 01.02.02, 16:19
                                          tyu napisał(a):

                                          > U mnie sporadycznie pojawiają się tzw. rybiki (wygląda to, jak wydłużona,
                                          > lśniąca kropelka), które podobno zżerają od spodu klej do tapet. A niech
                                          > zżerają, ja im nie żałuję.
                                          > Od pewnego czasu - również mrówki faraona, ale takie to malutkie, że można
                                          > udawać, że się nie widzi. Chyba, że chodzi to po chlebie, który ja akurat niosę
                                          > do ust...

                                          Ja się bardziej troszczę o faunę industrialną. Hoduję karaluchy, prusaki i coś,
                                          co zgodnie z Twoim opisem przypomina te rybiki. Okresowo także mrówki faraona.
                                          Doraźne kwarantanny pomagają na parę dni, ponieważ sąsiedzi nie koordynują swoich
                                          działań z moimi. Dochodzi wtedy do powrotnej inwazji i zabawa zaczyna się od
                                          początku.
                                          • tyu Lukę cytując i licytując 01.02.02, 23:06
                                            Gość portalu: luka napisał(a):

                                            > tyu napisał(a):
                                            >
                                            > > U mnie sporadycznie pojawiają się tzw. rybiki (wygląda to, jak wydłużona,
                                            > > lśniąca kropelka), które podobno zżerają od spodu klej do tapet. A niech
                                            > > zżerają, ja im nie żałuję.
                                            > > Od pewnego czasu - również mrówki faraona, ale takie to malutkie, że można
                                            >
                                            > > udawać, że się nie widzi. Chyba, że chodzi to po chlebie, który ja akurat
                                            > niosę
                                            > > do ust...
                                            >
                                            > Ja się bardziej troszczę o faunę industrialną. Hoduję karaluchy, prusaki i coś,
                                            > co zgodnie z Twoim opisem przypomina te rybiki. Okresowo także mrówki faraona.
                                            > Doraźne kwarantanny pomagają na parę dni,ponieważ sąsiedzi nie koordynują
                                            > swoich działań z moimi. Dochodzi wtedy do powrotnej inwazji i zabawa zaczyna
                                            > się od początku.


                                            Skoro jesteś taki dobry, to ja pochwalę się jeszcze zaleszczotkiem. Nie wiesz, co
                                            to jest? Łacińska nazwa: pseudoscorpionideum i rzeczywiście przypomina miniaturkę
                                            (3-4 mm długości) skorpiona, choć nie ma z nim nic wspólnego. Kilka lat temu
                                            łaził mi po ścianie łazienki. Podobno jest stosunkowo rzadki, a zarazem bardzo
                                            pożyteczny: zjada roztocza lęgnące się w starych książkach, co u mnie jest nie do
                                            przecenienia. Poza tym - ma to zjadanie dość egzystencjalny wydźwięk w aspekcie
                                            tematyki niniejszego wątku, a szczególnie mojego pierwszego w nim postu.
                                            Oczywista rzecz, że zabroniłem rodzinie ruszać go. Poobserwowałem jego wędrówki
                                            po ścianie przez parę dni. Potem, niestety, gdzieś sobie poszedł i już nie wrócił.
                                            Ktokolwiek wie...
                                            • Gość: luka Re: tyu cytując i licytując IP: 217.67.196.* 04.02.02, 09:02
                                              tyu napisał(a):

                                              > Skoro jesteś taki dobry, to ja pochwalę się jeszcze zaleszczotkiem. Nie wiesz,
                                              > co
                                              > to jest? Łacińska nazwa: pseudoscorpionideum i rzeczywiście przypomina miniatur
                                              > kę
                                              > (3-4 mm długości) skorpiona, choć nie ma z nim nic wspólnego. Kilka lat temu
                                              > łaził mi po ścianie łazienki. Podobno jest stosunkowo rzadki, a zarazem bardzo
                                              > pożyteczny: zjada roztocza lęgnące się w starych książkach, co u mnie jest nie
                                              > do
                                              > przecenienia. Poza tym - ma to zjadanie dość egzystencjalny wydźwięk w aspekcie
                                              > tematyki niniejszego wątku, a szczególnie mojego pierwszego w nim postu.
                                              > Oczywista rzecz, że zabroniłem rodzinie ruszać go. Poobserwowałem jego wędrówki
                                              > po ścianie przez parę dni. Potem, niestety, gdzieś sobie poszedł i już nie wróc
                                              > ił.
                                              > Ktokolwiek wie...

                                              Cholera, tego pseudoskorpiona nie miałem!
                                              W rewanżu (choć wiem, że zaleszczotka nie przelicytuję) mogę jedynie powiedzieć,
                                              że mam również pająki (zabroniłem je zwalczać fizycznie, dopuszczam tylko
                                              likwidację sieci znajdujących się w zbyt eksponowanych miejscach). Były również
                                              mole, ale tutaj doszła do głosu moja bezwzględna natura i eksterminowałem
                                              biedactwa - stając się w Twoich oczach szerzycielem zła.
                                              • tyu Do przelicytowanego Luki 06.02.02, 12:59
                                                Gość portalu: luka napisał(a):

                                                > Cholera, tego pseudoskorpiona nie miałem!
                                                > W rewanżu (choć wiem, że zaleszczotka nie przelicytuję) mogę jedynie powiedzieć
                                                > że mam również pająki (zabroniłem je zwalczać fizycznie, dopuszczam tylko
                                                > likwidację sieci znajdujących się w zbyt eksponowanych miejscach). Były również
                                                > mole, ale tutaj doszła do głosu moja bezwzględna natura i eksterminowałem
                                                > biedactwa - stając się w Twoich oczach szerzycielem zła.


                                                Skoro uznajesz swą porażkę - przynajmniej na polu hodowli zwierząt domowych - to
                                                na pociechę Ci powiem, że i mnie zdarza się "szerzyć zło" wśród moli (o ile
                                                gdzieś się pojawią) oraz muszek owocówek (wilgotne miejsca, np. nad wanną w
                                                lecie). Takie to małe, że można się pocieszać, że i mało cierpi podczas
                                                zgniatania...
                                                Ciekawe poza tym, że mamy podobne zwyczaje dotyczące pająków...

            • Gość: U Re: Foczki maja śliczne oczki Mr. luka IP: *.gis.net 31.01.02, 19:16
              Gość portalu: Miriam napisał(a):

              > Gość portalu: luka napisał(a):
              >
              > Gość portalu: Miriam napisał(a):
              > >
              > JA CYTOWANA:W epoce, kiedy technologie i ich
              > poziom biją rekordy tego, co człowiek może wymyślić - nóż? krew? zdzieranie
              > skóry? oprawianie?
              > >
              > MR. LUKA: Proszę mi wytłumaczyć, panno Miriam, jak mam zjeść kotlet schabowy be
              > z
              > zarżnięcia prosiaka.
              >
              > ODPOWIEDZ MOJA: Mr Luka, pytanie jest świetnie postawione. Tylko widzi Pan, ja
              > (vegetarian) nie próbuję nikomu narzucać własnego zdania. Ale jesli mnie Pan
              > pyta? Per analogiam odpowiem, jesli Pan pozwoli. Otóż ja nigdy nie miałam ciago
              > t
              > do jedzenia mięsa, i jako dziecko byłam męcząca, bo jeśc mięsa nie chciałam.
              > Potem zdarzało mi się ale wie pan co? Mój Przyjaciel, Jacek Kleyff pracował swe
              > go
              > czasu w rzeźni i opowiedział mi, co się tam dzieje (dodatkowo!!! do mojej
              > istniejącej już awersji w kwestii mięsa). On kiedyś także mięso jadł ale
              > powiedział sobie stop. Zjem wtedy, gdy będę w stanie sam zwierzę zabić. I to je
              > st
              > ok postawiona sprawa wg. mnie. Jesli Pan chce jeść schabowego, niech Pan weźmie
              >
              > sobie prosiaka, nóż albo pistolet - i do wyboru - niech Pan zabije, oprawi i zj
              > e.
              > Co Pan na to?
              > >
              > JA CYTOWANA: A czy Ty widziałeś JAK eskimosi( nie tylko) jak handlarze zabija
              > ją
              > te foczki,które naprawde mają śliczne, prześliczne oczy!?
              > >
              > MR. LUKA: A cóż się kryje za tymi ślepiami - głębia intelektu? W takim razie ni
              > e
              > człowiek, ale foki winny były opanować świat.
              >
              > ODPOWIEDZ MOJA: Mr Luka - ja widzę rzecz najstraszniejszą w obliczu poruszanego
              >
              > tu zagadnienia - w oczach fok np. BEZBRONNOŚĆ. To mnie poraża proszę Pana.
              > >
              > JA CYTOWANA: Jeśli to pierwsze - uwagę zwrócić - miałoby pomóc fokom - jestem z
              > a.
              > >
              > MR. LUKA: Jak Pani chciałaby pomóc fokom - żeby zabijać je bez sprawiania
              > cierpień czy w ogóle nie zabijać?
              > >
              > MOJA ODPOWIEDŹ: W ogóle nie zabijać. To oczywiście utopia ale staram sie Panu
              > odpowiedzieć maksymalnie szczerze, nawet jeśli wywoła to usmiech nad moja
              > naiwnością.
              >
              >
              > JA CYTOWANA: Pani pokazała mi piękny płaszcz z marzeń, moneta nań była, ale pan
              > i
              > dodała: z młodych cielaczków, proszę dotknąć, proszę zobaczyć jakie miekkie,
              > jakie słodkie. I mnie się zrobiło słabo.
              > >
              > MR. LUKA: Cielęcina w sąsiednim sklepie mięsnym jest również miękka. I krwista.
              >
              > Tam się Pani słabo nie robi?
              >
              > MOJA ODPOWIEDZ: Zdecydowanie robi mi się słabo, i w ogóle do sklepów z mięsem -
              >
              > nie zaglądam. Wyjasnienie - powyżej.
              >
              > Pozdrowienia
              >
              > Miriam




              Witaj Miriam. Cosik jakby znowu pojasnialo.

              Jesli chodzi o wilki,radzilbym Ci wejsc w posiadanie dokumentu "Wolf at our door". (Wilk u naszych
              drzwi").Indianin staje sie czlonkiem wilczego stada.Wzruszajace do lez.
              Indianie , do dzisiaj nazywaja wilki swoimi bracmi.(Minn.za to tak bardzo szanuje Indian).Moze dlatego
              ten Indianin tak latwo sie z nimi dogadal.
    • Gość: dear co za problem? IP: 62.233.138.* 30.01.02, 15:25
      wylansować zwierzątko do chronienia tkliwego i egzaltacją dokarmianego sowicie
      nie jest znów tak trudno. Stopień trudności owego zadania dla pojedynczego
      stwora obstawiałabym jako równy stopniowi trudności wylansowania a) młodej,
      urodziwej piosenkarki polskojęzycznej, lub b) nagranych na płytę westchnień
      bądź przytupów amanta dowolnej urody (skala od Żebrowski po Krawczyk Krynio i
      szerzej), lub c) nowego aparatu telefonicznego (wystarczy dodać funkcję pralki,
      grilla, wibratora unisex, kukułki oraz Stefana Stuligrosza), lub wielu jeszcze
      innych marketingowcom do rozszarpania podawanych dóbr.

      Zaśniedziałe przykłady lansowania skutecznego:
      Żubr - stwór niepiękny w swej istocie, te kudły cuchnące z gniazdami insektów,
      fuj! ale myk, myk, wódeńka, parczek narodowy, zrobione!
      Wilk - drapieżności archetypicznym ucieleśnieniem będąc, nijak do lansowania
      nadawać się nie powinien; ale myk, myk, parę skojarzeń z owczarkami
      niemieckimi, Szarik, parę łzawych Disneyów, voila!
      Słoń morski - tyż niespecjalnie słodki jak na motyw; ale myk, myk, BBC parę
      filmików spłodzi z licznymi kopulacjami oraz porykiwaniami, co to do wstrząsu
      najoporniejsze uszy doprowadza, w tle podprogowy komentarz ("te piękne
      zwierzęta są na wymarciu... te piękne zwie..."), gapim się, bo lubim się
      zbrzydzić od czasu do czasu, no i po robocie.
      Egzotyczne pająki - by je przekuć w element masowej "imagery", wystarczy
      pannisko o gabarytach Lary Croft, nazwisku Pameli Anderson, gabarytach
      zbliżonych do statystyki pornosów oraz o ćwierkającym głosiku, ubrać taką w
      kuse mini, kozaczki, czerwoną bluzeczkę obcisłą i skąpą, posadzić parę
      pajączków na ramieniu, w strategicznym czasie antenowym pokazać, każde
      paskudztwo przejdzie.
      Taki dziobak też piękny nie jest z natury. Ale im dalej w las z wywodami o
      znoszeniu jajek, tym się odbiorca bardziej nad procesem rozmnażania w naturze
      zaduma, rozmarzy, pocmoka... i dziobak sprzedany.

      A tu z węgorzem, Borsuku, widzisz problem? A wziąć taki węgorz, do wód
      przejrzystych a szafirowych zapuścić, do tego samego bajora wsadzić p. Willisa,
      p. Schiffer, p. Banderasa, czy co to tam jeszcze się po ekranach rozbija, w tle
      rzewną melodyję nuci Kylie Minogue w duecie ze ślepym śpiewakiem operowym
      (niekoniecznie Boccellim, jak ma być niskobudżetowo, ale kaleka na mus!),
      rzucamy takim spotem po kinach, do telewizora, parę billboardów ze smutnymi
      oczami węgorza, ciężarna Katarzyna Dowbor (czy inna dostępna z brzuchem) niech
      wyjaśni, że skóra węgorza tak naprawdę jest miękka jak pupa jej przyszłego
      dziecka, w Wiadomościach reportaż o nieludzkich warunkach przetrzymywania
      węgorzy na pewnej wyspie obok Tahiti (to naprawdę nieistotne, czy tam są
      węgorze), w Wyborczej pan Santorski o psychologii węgorza, Monika Olejnik spór
      o węgorza przeszczepia na scenę polityczną, Tomasz Lis tylko dla "Claudii" o
      węgorzach w Ameryce, parę ruchliwych wątków na forum... I w mig wszyscy zapomną
      o koalach, panterach śnieżnych, foczkach ze ślicznymi oczkami! Ochrona węgorza
      stanie się priorytetem wszystkich, którym los zwierząt nie jest obojętny smile))

      Borsuku... Przy całej iluzoryczności i ionescowatości podobnych działań, i choć
      z ochroną przyrody nic one wspólnego nie mają, epoka nasza piękną jest. Ciut
      blichtru, a podział na zwierzątka ładne i brzydkie moc traci, jak niepyszny się
      wycofuje. Domowe przedszkole wszystkie bestie kocha!

      Mnie się na dziś marzy akcja na rzecz huby. O to, to by była jazda...
      • Gość: Carmina Dobrzy, wrażliwi ludzie? Nie mylic! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 15:48
        Pokazano ostatnio reportaz o kobiecie, kto ra walczy o prawa kurczaków. Walczy na
        rzecz poprawy warunków na fermach kurzych. Sama hoduje iles tam kur w
        komfortowych dla nich warunkch. Jest im tak oddana, ze nie miała czasu być przy
        unuierającym ojcu w szpitalu. Nie była też na pogrzebie, miała zbyt duzo zajęc
        pzry swoich zwierzatkach i nie nogła ich zostawic. Nie ma dzieci, ale gdyby
        miała, twierdzi, ze nie zyczyłaby sobie dla nich leków ratujacych życie, jesli
        miałoby to się odbyć kosztem eksperymentów na zwierzętach. Jest szanowaną
        działaczka. Wielu ją ceni.
        Ale...czy ktoś chciałby być jej rodziną? Czy ona jest dobrym człowiekiem?
        Czy wystarczy nosic skory ekologiczne, być vegie i mdleć w sklepie z wędlinami by
        zasłużyc na miano człowieka o czułym, dobrym sercu? Czy nie ma wtedy znaczenia,
        ze jest się np. zawistnym, lubi sie robic innym ludziom pzrykrość, knować,
        kłamać, no ...jest się wrednym w relacjach z ludzmi? Bo ja wybrałabym na
        znajomego porządnego mięsożercę, dbającego o własną rodzinę zamiast egzaltowanego
        wegetarianina, który nie widzi ludzkiego bólu, a zreszta być może jest
        wegetarininem bo ma nadwage.
        Pozdro.
        • Gość: dear dobro i wrażliwość nie na medialnym koniu jeździ.. IP: 62.233.138.* 30.01.02, 15:56
          Ci, którym szczypta powagi z szacunkiem zmieszanej należałaby się za smakowitą
          mieszankę wrażliwości z rozwagą / serca z funkcjonalnym aspektem
          rzeczywistości, nie w medialnym światku naszym cech swych nabierają, nie
          umieją, a wręcz do głów im nie wpada, pokazów urządzać. Trzymają się swej
          skali, ludzkiej, nie mesjańskiej. Coś pożrą, coś ratować czy choć dbać pomogą.

          Nie znamy ich. Bo nie do twarzy im z greenpeace'ową wyniosłością i misją w
          oczach, nie pasują im okrzyki i demonstracje, niezwykłości w nich za grosz,
          słabi są w autokreacji.

          Że są - wiemy. Ja się do nich uśmiecham w milczeniu. I o czym tu opowiadać, i
          komuż.

          Tymczasem oszołomstwo medialne (obrońcy kurczaków, królików, węgorzy i
          wszelkiego innego ni-z-gruchy-ni-z-pietruchy pojawiającego się inwentarza)
          tańczy świętego Wita tan. Wyśmiać ich trzeba, by miary nie zatracić w tym,
          gdzie się szoł kończy, a życie zaczyna. Ludzkie, zwierzęce, nie szafujmy
          terminami.
        • Gość: Vist¸ __Choroby__kobiece__ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 15:58
          Gość portalu: Carmina napisał(a):

          > Pokazano ostatnio reportaz o kobiecie, kto ra walczy o prawa kurczaków. Walczy
          > na
          > rzecz poprawy warunków na fermach kurzych. Sama hoduje iles tam kur w
          > komfortowych dla nich warunkch. Jest im tak oddana, ze nie miała czasu być przy
          >
          > unuierającym ojcu w szpitalu.



          Hey C.


          Kobiety też chorują... nawet te od kurczaków. / ta wyraźnie/

          Ale bez upowszechnienia ochrony środowiska wszyscy staniemy się
          ofiarami chciwości i głupoty.

          pzdr

          Vist¸_____________/
          • Gość: Carmina Niezrozumienie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 16:09
            Gość portalu: Vist¸ napisał(a):

            > Ale bez upowszechnienia ochrony środowiska wszyscy staniemy się
            > ofiarami chciwości i głupoty.
            >
            > pzdr
            >
            > Vist¸_____________/

            Tak. Jasne. Ja kocham zwierzęta, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Mam z nimi
            dziwny, bardzo dobry kontakt. Dwukrotnie zbierałam z ulicy psy z przetraconymi
            łapami, u jednego wisiala na skórze ( przepraszam mdlejacych łatwo). Obce,
            cierpiące psy. Nie przyszło im do głowy nawet warknąc na mnie. Parchate koty
            poddawały się zasypywaniu alantanem. Małe kocie uratowane przed okrutna smiercią.
            Moje własne zwierzęta kochane jak członkowie rodziny. Petycje przeciw eksportowi
            koni rzeźnych, petycje pzreciw rzezi wilków. Moze niewiele robię, ale tyle ile
            mogę. Tyle, by nie zaniedbac otaczających mnie ludzi.
            Inna rzeczą jest niecierpienie cierpienia. Sprzeciw przeciwko bezmyslnemu
            okrucieństwu, ludzkiemu bestialstwu.
            Ale tu nalezy włączyć również odbiór na ludzkie cierpienie. Nie doprowadzać do
            paradoksu, że ludzkie cierpienie przestaje się liczyć. Bo gdyby wymagało tego
            zycie mojego dziecka umiałabym zabić wilka.

            Pozdro.


            • Gość: Miriam Re: Niezrozumienie _________próba zrozumienia IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:17
              Gość portalu: Carmina napisał(a):

              > Gość portalu: Vist¸ napisał(a):
              >
              > > Ale bez upowszechnienia ochrony środowiska wszyscy staniemy się
              > > ofiarami chciwości i głupoty.
              > >
              > > pzdr
              > >
              > > Vist¸_____________/
              >
              Tak. Jasne. Ja kocham zwierzęta, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Mam z nimi
              dziwny, bardzo dobry kontakt. Dwukrotnie zbierałam z ulicy psy z przetraconymi
              łapami, u jednego wisiala na skórze ( przepraszam mdlejacych łatwo). Obce,
              cierpiące psy. Nie przyszło im do głowy nawet warknąc na mnie. Parchate koty
              poddawały się zasypywaniu alantanem. Małe kocie uratowane przed okrutna smiercią.
              Moje własne zwierzęta kochane jak członkowie rodziny. Petycje przeciw eksportowi
              koni rzeźnych, petycje pzreciw rzezi wilków. Moze niewiele robię, ale tyle ile
              mogę. Tyle, by nie zaniedbac otaczających mnie ludzi.
              Inna rzeczą jest niecierpienie cierpienia. Sprzeciw przeciwko bezmyslnemu
              okrucieństwu, ludzkiemu bestialstwu.
              Ale tu nalezy włączyć również odbiór na ludzkie cierpienie. Nie doprowadzać do
              paradoksu, że ludzkie cierpienie przestaje się liczyć. Bo gdyby wymagało tego
              zycie mojego dziecka umiałabym zabić wilka.
              >
              > Pozdro.
              >
              >
              Wydaje mi sie, że nikt tu do takiego paradoksu o jakim piszesz Carmino, nie
              chciał doprowadzić. Nie o to chodziło. I także nie o to chodzi, żeby przy okazji
              tematu "fok" - czynić wycieczki osobiste, nieprawdaż? Rozważmy już nie temat fok,
              ale kwestię zabicia, kiedy, w jakich okolicznościach jest ono usprawiedliwione.
              Obrona, instynkt przeżycia - tak. W jakich jeszcze. To temat - rzeka. Dobrze,
              żebyśmy porozmawiali, pozwolili tej rzece popłynąć. RZECE.
              Ale żeby aż tłuc w zwierzęta, aż do ostatniego ich oddechu - w ich futro, żeby
              potem się weń ubrać i uśmiechnąć - to przesada. To juz są takie delikatesy
              zabijania. Nie ja to zrobiłem/zrobiłam. To już i tak zabite. Chyba wkraczamy na
              temat bardzo poważny - moralnośc, nasz rozwój duchowy, moralny, czy nie powinien
              w ogóle doprowadzać nas na wyżyny? A doprowadzamy się na nie w technologiach,
              komputerach, elektronice, nauce - o - eksperymenty na zwierzętach. Czy to jest ok?
              Wilki z obnażonym mózgiem i przyczepionymi don elektrodami - ok? czy to wilki
              będą te leki brały? Nie. Więc dlaczego zwierzęta mają cierpieć żeby człowiekowi
              było dobrze? jakie mamy prawo? Mniejsze zło? człowiek, jako istota lepsza? gorsza?
              To pytania które nurtują...

              pozdrowienia

              Miriam
              • Gość: Carmina Bez sensu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:38
                Bardzo uprzejmie prosze nie marnować mojego czasu powtarzaniem banałow, w dodatku
                kompletnie niekoherentnych z moimi wczesniejszymi wypowiedziami w tym wątku.
                Próbującymi słodziutkim łzawym bezsensem wykazać mi jaka jestem okrutna. Wszyscy
                i tak wiedzą. A jak nie, to mozna sobie poczytać co i jak. smile





              • Gość: Vist¸ __ License__to__kill._ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 20:57
                Gość portalu: Miriam napisał(a):

                > Ale żeby aż tłuc w zwierzęta, aż do ostatniego ich oddechu - w ich futro, żeby
                > potem się weń ubrać i uśmiechnąć - to przesada.


                -
            • Gość: Vist¸ __ Niedojasnienie_transpozycyjne... (?) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 20:45
              Gość portalu: Carmina napisał(a):

              >
              > Tak. Jasne. Ja kocham zwierzęta, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Mam z nimi
              > dziwny, bardzo dobry kontakt. Dwukrotnie zbierałam z ulicy psy z przetraconymi
              > łapami, u jednego wisiala na skórze ( przepraszam mdlejacych łatwo). Obce,
              > cierpiące psy. Nie przyszło im do głowy nawet warknąc na mnie. Parchate koty
              > poddawały się zasypywaniu alantanem. Małe kocie uratowane przed okrutna smierci
              > ą.
              > Moje własne zwierzęta kochane jak członkowie rodziny. Petycje przeciw eksporto
              > wi
              > koni rzeźnych, petycje pzreciw rzezi wilków. Moze niewiele robię, ale tyle ile
              > mogę. Tyle, by nie zaniedbac otaczających mnie ludzi.
              > Inna rzeczą jest niecierpienie cierpienia. Sprzeciw przeciwko bezmyslnemu
              > okrucieństwu, ludzkiemu bestialstwu.
              > Ale tu nalezy włączyć również odbiór na ludzkie cierpienie. Nie doprowadzać do
              >
              > paradoksu, że ludzkie cierpienie przestaje się liczyć. Bo gdyby wymagało tego
              > zycie mojego dziecka umiałabym zabić wilka. > Pozdro.


              Spoko C.

              Nie ma tu żadnego niezrozumienia.
              To że dotacje dla goryli górskich w Rwandzie są wyższa niż dla ludzi w Rwandzie.
              Jest znakiem czasu. Zaiste godnym zastanowienia.

              Natomiast to, że Violetta Villas marzy żeby zostać katolicką świętą wink
              i wiąże to ze swoim schroniskiem dla zwierząt...
              Jest oznaką "idywidualności" wink /czy choroby ?/


              pzdr

              Vist¸________________/

              • Gość: Carmina Vietrze, hej! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 20:52
                Gość portalu: Vist¸ napisał(a):
                > Spoko C.
                >
                > Nie ma tu żadnego niezrozumienia.
                > To że dotacje dla goryli górskich w Rwandzie są wyższa niż dla ludzi w Rwandzie
                > .
                > Jest znakiem czasu. Zaiste godnym zastanowienia.
                >
                > Natomiast to, że Violetta Villas marzy żeby zostać katolicką świętą wink
                > i wiąże to ze swoim schroniskiem dla zwierząt...
                > Jest oznaką "idywidualności" wink /czy choroby ?/
                >
                >
                > pzdr
                >
                > Vist¸________________/


                Powiedziałabym tak: pokaż mi swoją chorobę, a powiem Ci kim jestes.
                To nawet na forum widac. Nieomylnie.
                Pozdro pozapręgieżowe wreszcie smile

                • Gość: Vi@tr´ __ Patotypologia... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 21:06
                  Gość portalu: Carmina napisał(a):
                  > Powiedziałabym tak: pokaż mi swoją chorobę, a powiem Ci kim jestes.
                  > To nawet na forum widac. Nieomylnie.
                  > Pozdro pozapręgieżowe wreszcie smile


                  Hey Carmino smile

                  Odpowiedziałbym tak: jestem tylko swoją chorobą (?)

                  Choć chwilami... przeczuwam coś... Mh... ale jakoś niejasno.

                  Pręgież virtualny ? To jakiś rodzaj stymulacji czytelniczej ?

                  Tym razem to było tylko przejście teleologiczne wink

                  smile)

                  pzdr

                  Vi@tr´________________[bitotchnień]


                  • Gość: Carmina Matrix czy patataj? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 21:45
                    Gość portalu: Vi@tr´ napisał(a):


                    > Hey Carmino smile
                    >
                    > Odpowiedziałbym tak: jestem tylko swoją chorobą (?)
                    >
                    > Choć chwilami... przeczuwam coś... Mh... ale jakoś niejasno.
                    >
                    > Pręgież virtualny ? To jakiś rodzaj stymulacji czytelniczej ?
                    >
                    > Tym razem to było tylko przejście teleologiczne wink
                    >
                    > smile)
                    >
                    > pzdr
                    >
                    > Vi@tr´________________[bitotchnień]

                    A ja jestem sobą. smile
                    Pozdro uwolnione z dyb. Taka stymulacja ruchowa. Po ich zdjęciu, tych dyb.
                    C

                    • Gość: Vi@tr´ ___ :-)) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 21:58
                      Gość portalu: Carmina napisał(a):

                      >
                      > A ja jestem sobą. smile
                      > Pozdro uwolnione z dyb. Taka stymulacja ruchowa. Po ich zdjęciu, tych dyb.
                      > C


                      Mh...

                      Uwolniona smile))

                      Cieszę się.

                      Tak naprawdę, to zajmuję się czymś innym, tam się rozgaszczać zaczynam...
                      Wpadłem na chwilę na forum i... Żydzi mi czasu ukradi... troszkę.

                      Baw się dobrze. Niebawem chyba odlecę...

                      pozdro

                      Vi@tr´____________________[przelotny]


                      • Gość: Carmina Re: ___ :-)) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 22:01
                        Gość portalu: Vi@tr´ napisał(a):

                        > Gość portalu: Carmina napisał(a):
                        >
                        > >
                        > > A ja jestem sobą. smile
                        > > Pozdro uwolnione z dyb. Taka stymulacja ruchowa. Po ich zdjęciu, tych dyb.
                        >
                        > > C
                        >
                        >
                        > Mh...
                        >
                        > Uwolniona smile))
                        >
                        > Cieszę się.
                        >
                        > Tak naprawdę, to zajmuję się czymś innym, tam się rozgaszczać zaczynam...
                        > Wpadłem na chwilę na forum i... Żydzi mi czasu ukradi... troszkę.
                        >
                        > Baw się dobrze. Niebawem chyba odlecę...
                        >
                        > pozdro
                        >
                        > Vi@tr´____________________[przelotny]


                        Dziękuję. I Ty też, i Ty też.
                        I zrób parapetówę, jak już się na dobre rozgościsz.

                        Pozdro rozumiejące.
                        smile

                        • Gość: Vi@tr´ -Parapetówa.... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 22:21
                          Gość portalu: Carmina napisał(a):
                          >
                          > Dziękuję. I Ty też, i Ty też.
                          > I zrób parapetówę, jak już się na dobre rozgościsz.
                          > Pozdro rozumiejące. smile


                          Widzę jak rumieńców nabierasz smile)

                          Z tym moim odlotem (chcianym) są trudności.... /jak widać/

                          Mh... cóż luzik do lotów jest przydatny, a tu nieopatrznie wątek zacząłem.
                          I jak się okazuje dość popularny w pewnych kręgach...

                          smile)

                          Vi@tr´_____________[.]

                      • pro+se Falszesz Vist w akcji jako Viatr ,hehe znowu . 30.01.02, 23:36
                        I znowu Zydzi mu chodza po glowie ,uwazajcie chory facet !
                        Przesladuja go bojowki. Chodzi mu to po glowie i nie daje spokoju.

                        pro+se
                        kutor rasistow
                        • Gość: Vist¸ *____ Nicki______ Vist____ &____Vi@tr______* IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 09:07


                          Przepraszam Was, że za mną ciągnie się zapach czosnku...


                          Info dla nowych forumowiczów:

                          Występuję na forum pod nickiem " Vist¸ " smile)

                          Jednak w wyniku męskiej rywalizacji wink wygrałem w czasie ostatnich
                          wakacji nick: [Jest o tym odrębny wątek założony przez "straego" Viatra.]

                          " Vi@tr´ "
        • jacek#jw Re: Może się mylę 30.01.02, 16:40
          Ale na pewno jestem mięsożercą.
          Pozdr / Twój znajomy, mam nadzieję Jacek
          • Gość: Carmina Może się mylę - no chyba ty wiesz najlepiej :) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 21:47
            jacek#jw napisał(a):

            > Ale na pewno jestem mięsożercą.
            > Pozdr / Twój znajomy, mam nadzieję Jacek

            Pozdrawiam znajomo.
            C
            smile


        • Gość: tete Re: Dobrzy, wrażliwi ludzie? Nie mylic! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 17:01
          Gość portalu: Carmina napisał(a):

          > Pokazano ostatnio reportaz o kobiecie, kto ra walczy o prawa kurczaków. Walczy
          > na
          > rzecz poprawy warunków na fermach kurzych. Sama hoduje iles tam kur w
          > komfortowych dla nich warunkch. Jest im tak oddana, ze nie miała czasu być przy
          >
          > unuierającym ojcu w szpitalu. Nie była też na pogrzebie, miała zbyt duzo zajęc
          > pzry swoich zwierzatkach i nie nogła ich zostawic. Nie ma dzieci, ale gdyby
          > miała, twierdzi, ze nie zyczyłaby sobie dla nich leków ratujacych życie, jesli
          > miałoby to się odbyć kosztem eksperymentów na zwierzętach. Jest szanowaną
          > działaczka. Wielu ją ceni.
          > Ale...czy ktoś chciałby być jej rodziną? Czy ona jest dobrym człowiekiem?
          > Czy wystarczy nosic skory ekologiczne, być vegie i mdleć w sklepie z wędlinami
          > by
          > zasłużyc na miano człowieka o czułym, dobrym sercu? Czy nie ma wtedy znaczenia,
          >
          > ze jest się np. zawistnym, lubi sie robic innym ludziom pzrykrość, knować,
          > kłamać, no ...jest się wrednym w relacjach z ludzmi? Bo ja wybrałabym na
          > znajomego porządnego mięsożercę, dbającego o własną rodzinę zamiast egzaltowane
          > go
          > wegetarianina, który nie widzi ludzkiego bólu, a zreszta być może jest
          > wegetarininem bo ma nadwage.
          > Pozdro.

          Czułe i dobre serce dla zwierząt - jeśli nie jest czułe i dobre dla ludzi - tak
          naprawdę nie do końca jest czułe i dobre.
          Choć niektórzy uważają, że większość ludzi poradzi sobie nawet w trudnych
          sytuacjach - zwierzęta zaś (szczególnie te "domowe") skazane są na naszą dobroć
          lub jej brak. Są od nas słabsze, zależne. Jesteśmy za nie odpowiedzialni -
          udomowiliśmy je.
          Co do zwierząt hodowlanych i tych żyjących na wolności - tu także jesteśmy
          silniejszą stroną. To my decydujemy. Ile ich zjemy, jak je zabijemy itd. Dlatego
          powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego w jakich warunkach to się odbywa (jak już
          napisałaś we wcześniejszym poście).

          Ok. kilku procent przyznaje się do wegetarianizmu. Pewnie i są w tej grupie
          złośliwcy, knujce, moralne potwory różnego rodzaju... Nie są aniołami, nie jedzą
          mięsa - to wszystko.
          Fakt, nie spotkałam vege z nadwagą. Coś w tym jest ! Jeśli ktoś postanawia nie
          jeść mięsa wyłącznie z przyczyn zdrowotnych - wyjdzie mu to na dobre. Zwierzętom
          - przy okazji - też.
          Nawet jeśli ktoś postanawia dokarmić głodne ptaki - nie z miłości ale dlatego, że
          zostało mu trochę okruchów - ptaki się najedzą. Jeśli ktoś nakarmi głodnego kota
          - nie z litości, współczucia ale żeby nie darł mu się w nocy pod oknem - zwierzę
          choć przez jedną noc będzie syte.
          Dla cierpiącego, głodnego (zwierzęcia czy człowieka) - nie zawsze nasze intencje
          są ważne. One są ważne dla naszego sumienia.

          pozdrawiam serdecznie, smile)tete
          • jacek#jw Re: Dobrzy, wrażliwi ludzie? Nie mylic! 30.01.02, 17:13
            Nie dawno spotkałem drącego się kota w komórce i nie wziąłem go do domu, nie
            pogłaskałem i niewiele dałem mu do zjedzenia, chociaż był malutki i
            śliczniutki. Taki odruch serca. Czasem też jest tak, że koty miauczą wcale nie
            dlatego, że są głodne. A tak przy okazji, dlaczego w ZOO wszędzie są napisy nie
            karmić zwierząt? Pewnie ZOO to straszne miejsce dla zwierząt (tak jest w
            istocie), a dobrocią niestety można nawet zabić. No i wszystko mi się pomliło.
            Pozdr / Jacek
            • Gość: tete O drącym się kocie (wniebogłosy !) IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 20:25
              Masz rację, wiele kotów wydziera się w stanie absolutnej sytości ; robią to
              wyłącznie z nudów.
              Ja pisałam o głodnym kocie. Mogło być o głodnym psie (który wyje).

              Być może w Twojej okolicy zwierzaki nie głodują - to wspaniale. Zatem drą się z
              nudów i nie musisz się tym martwić.

              pozdrawiam, tete
              • jacek#jw Re: I tak będziesz boginią 30.01.02, 23:29
                No może wegetariańską smile. Moje kocię jeść nie chciało, za to darło się
                wniebogłosy gdy tylko znikałem z jego widoku. Pewnie ktoś je wziął do domu,
                nakarmił pobawił się dzień lub dwa i wyrzucił do komórki. Dało sobię radę. Pewnie
                zgodzimy się, że patologię należy zwalczać, a źle zrozumiana ekologia to wg mnie
                również patologia. Chciałem jedynie powiedzieć, że bywa tak, iż chęć pomocy
                zwierzętom może przynieść więcej szkód niż pozytku. Więcej tolerancji dla rzeźni
                czy hodowli zwierząt futerkowych nie oznacza wcale zgody na męczenie czy okrutne
                traktowanie zwierząt.
                Pozdr / Jacek


                Gość portalu: tete napisał(a):

                > Masz rację, wiele kotów wydziera się w stanie absolutnej sytości ; robią to
                > wyłącznie z nudów.
                > Ja pisałam o głodnym kocie. Mogło być o głodnym psie (który wyje).
                >
                > Być może w Twojej okolicy zwierzaki nie głodują - to wspaniale. Zatem drą się z
                >
                > nudów i nie musisz się tym martwić.
                >
                > pozdrawiam, tete

    • Gość: Vist¸ _Ładne_ oczki____________________ ($)-($) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 15:53
      Gość portalu: borsuk napisał(a):

      > Czego nie mozna powiedziec o dzisiejszych ekologach. Ekologowie graja na
      > emocjach.


      -
    • Gość: Hania Re: Foczki maja ladne oczki IP: 195.217.253.* 30.01.02, 16:17
      Gość portalu: borsuk napisał(a):

      > Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srodowiska?
      >
      >
      > borsuk
      >
      >

      Nie wiem.
      Ja tez nie wywoze smieci do lasu, tylko grzecznie biegam z kubelkiem do
      smietnika. Kiedys nawet jezdzilam do specjalnych pojemnikow i segregowalam
      smieci: oddzielnie papier, oddzielnie szklo, oddzielnie plastik, oddzielnie inne
      odpadki, ale kiedy zobaczylam, ze z tych pojemnikow wszystko wyrzuca sie do
      jednej smieciary, przestalam sie fatygowac i powrocilam do systemu wspolnego
      kubelka. Nasz samochod jezdzi na benzynie bezolowiowej, kupuje proszki i plyny z
      niska zawartoscia szkodliwych dla srodowiska substancji, itd.
      Ale, jak mawiali starozytni Rzymianie, omne nimium nocet, wiec przesadzac nie
      nalezy. Wiec nie placze na widok futra z norek, bo szczerze mowiac, po co innego
      sa norki, jak nie na futro? Pasztet z gesich watrobek - mmmmmm. Co prawda gaski
      sie troche mecza, ale czy jakiegokolwiek ekologa obchodzi to jak meczace jest
      sleczenie 14 godzin przed komputerem w dusznym biurze? Albo tym, czy ekspedientke
      albo fryzjerke bola nogi po 10 godzinach stania? Nie - ekoglog wzruszy sie gaska,
      norka, slimaczkiem. A ciekawe, z czego ekolog nosi buty. I czy dojezdza do pracy
      rowerem i mieszka w domu ogrzewanym przez baterie sloneczne.
      To takie moje dywagacje na temat ekologow.
      Nie wszystkich rzecz jasna.
      Aha, jeszcze na dokladke bez wyrzutow sumienia lykam tran i nie sprawdzam, czy
      kosmetyki byly testowane na zwierzetach. Bo wcale mnie nie obchodzi, czy byly czy
      nie.

      • Gość: Adams Re: Foczki maja ladne oczki IP: 213.25.60.* 30.01.02, 16:49
        Gość portalu: Hania napisał(a):

        > Gość portalu: borsuk napisał(a):
        >
        > > Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srodowiska?
        > >
        > >
        > > borsuk
        > >
        > >
        >
        > Nie wiem.
        > Ja tez nie wywoze smieci do lasu, tylko grzecznie biegam z kubelkiem do
        > smietnika. Kiedys nawet jezdzilam do specjalnych pojemnikow i segregowalam
        > smieci: oddzielnie papier, oddzielnie szklo, oddzielnie plastik, oddzielnie inn
        > e
        > odpadki, ale kiedy zobaczylam, ze z tych pojemnikow wszystko wyrzuca sie do
        > jednej smieciary, przestalam sie fatygowac i powrocilam do systemu wspolnego
        > kubelka. Nasz samochod jezdzi na benzynie bezolowiowej, kupuje proszki i plyny
        > z
        > niska zawartoscia szkodliwych dla srodowiska substancji, itd.
        > Ale, jak mawiali starozytni Rzymianie, omne nimium nocet, wiec przesadzac nie
        > nalezy. Wiec nie placze na widok futra z norek, bo szczerze mowiac, po co inneg
        > o
        > sa norki, jak nie na futro? Pasztet z gesich watrobek - mmmmmm. Co prawda gaski
        >
        > sie troche mecza, ale czy jakiegokolwiek ekologa obchodzi to jak meczace jest
        > sleczenie 14 godzin przed komputerem w dusznym biurze? Albo tym, czy ekspedient
        > ke
        > albo fryzjerke bola nogi po 10 godzinach stania? Nie - ekoglog wzruszy sie gask
        > a,
        > norka, slimaczkiem. A ciekawe, z czego ekolog nosi buty. I czy dojezdza do prac
        > y
        > rowerem i mieszka w domu ogrzewanym przez baterie sloneczne.
        > To takie moje dywagacje na temat ekologow.
        > Nie wszystkich rzecz jasna.
        > Aha, jeszcze na dokladke bez wyrzutow sumienia lykam tran i nie sprawdzam, czy
        > kosmetyki byly testowane na zwierzetach. Bo wcale mnie nie obchodzi, czy byly c
        > zy
        > nie.
        >

        No nic tylko klaskać . Niech żyje befsztyk z polędwicy średnio wysmażony + salatka z krewetek.
      • Gość: Miriam Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:24
        Gość portalu: Hania napisał(a):

        > Gość portalu: borsuk napisał(a):
        >
        > > Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srodowiska?
        > >
        > >
        > > borsuk
        > >
        > >
        >
        > Nie wiem.
        > Ja tez nie wywoze smieci do lasu, tylko grzecznie biegam z kubelkiem do
        > smietnika. Kiedys nawet jezdzilam do specjalnych pojemnikow i segregowalam
        > smieci: oddzielnie papier, oddzielnie szklo, oddzielnie plastik, oddzielnie inn
        > e
        > odpadki, ale kiedy zobaczylam, ze z tych pojemnikow wszystko wyrzuca sie do
        > jednej smieciary, przestalam sie fatygowac i powrocilam do systemu wspolnego
        > kubelka. Nasz samochod jezdzi na benzynie bezolowiowej, kupuje proszki i plyny
        > z niska zawartoscia szkodliwych dla srodowiska substancji, itd.
        > Ale, jak mawiali starozytni Rzymianie, omne nimium nocet, wiec przesadzac nie
        > nalezy. Wiec nie placze na widok futra z norek,


        No własnie, ale Wiesz Haniu, że można przesadzać w "nie-płakaniu"?

        bo szczerze mowiac, po co innego sa norki, jak nie na futro? Pasztet z gesich
        watrobek - mmmmmm. Co prawda gaski sie troche mecza,

        Troche męczą? Haniu...


        ale czy jakiegokolwiek ekologa obchodzi to jak meczace jest sleczenie 14 godzin
        przed komputerem w dusznym biurze? Albo tym, czy ekspedientke
        albo fryzjerke bola nogi po 10 godzinach stania? Nie - ekoglog wzruszy sie gaska,
        norka, slimaczkiem. A ciekawe, z czego ekolog nosi buty. I czy dojezdza do pracy
        rowerem i mieszka w domu ogrzewanym przez baterie sloneczne.
        To takie moje dywagacje na temat ekologow.

        Cytujesz Rzymian, żeby nie przesadzać, a sama to czynisz. Rzymianie a rebours? smile
        A serio: ekspedientka w odróżnieniu od gąski ma wolę, może wyjść,
        przyjść,przestać. Gąska nie. Gąska nie ma z tego cierpienia - nic. Przepraszam!
        Ma! satysfakcję, że smakowała! że podniebienie doceniło.
        >

        Nie wszystkich rzecz jasna.
        Aha, jeszcze na dokladke bez wyrzutow sumienia lykam tran i nie sprawdzam, czy
        kosmetyki byly testowane na zwierzetach. Bo wcale mnie nie obchodzi, czy byly czy
        nie.
        >
        Modus vivendi.


        pozdro Miriam
        • Gość: Hania Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: 195.217.253.* 31.01.02, 09:41
          Gość portalu: Miriam napisał(a):

          > Gość portalu: Hania napisał(a):
          >
          > > Gość portalu: borsuk napisał(a):
          > >
          > > > Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srodowiska?
          > > >
          > > >
          > > > borsuk
          > > >
          > > >
          > >
          > > Nie wiem.
          > > Ja tez nie wywoze smieci do lasu, tylko grzecznie biegam z kubelkiem do
          > > smietnika. Kiedys nawet jezdzilam do specjalnych pojemnikow i segregowalam
          >
          > > smieci: oddzielnie papier, oddzielnie szklo, oddzielnie plastik, oddzielni
          > e inn
          > > e
          > > odpadki, ale kiedy zobaczylam, ze z tych pojemnikow wszystko wyrzuca sie d
          > o
          > > jednej smieciary, przestalam sie fatygowac i powrocilam do systemu wspolne
          > go
          > > kubelka. Nasz samochod jezdzi na benzynie bezolowiowej, kupuje proszki i p
          > lyny
          > > z niska zawartoscia szkodliwych dla srodowiska substancji, itd.
          > > Ale, jak mawiali starozytni Rzymianie, omne nimium nocet, wiec przesadzac
          > nie
          > > nalezy. Wiec nie placze na widok futra z norek,
          >
          >
          > No własnie, ale Wiesz Haniu, że można przesadzać w "nie-płakaniu"?
          >
          > bo szczerze mowiac, po co innego sa norki, jak nie na futro? Pasztet z gesich
          > watrobek - mmmmmm. Co prawda gaski sie troche mecza,
          >
          > Troche męczą? Haniu...
          >
          >
          > ale czy jakiegokolwiek ekologa obchodzi to jak meczace jest sleczenie 14 godzi
          > n
          > przed komputerem w dusznym biurze? Albo tym, czy ekspedientke
          > albo fryzjerke bola nogi po 10 godzinach stania? Nie - ekoglog wzruszy sie gask
          > a,
          > norka, slimaczkiem. A ciekawe, z czego ekolog nosi buty. I czy dojezdza do prac
          > y
          > rowerem i mieszka w domu ogrzewanym przez baterie sloneczne.
          > To takie moje dywagacje na temat ekologow.
          >
          > Cytujesz Rzymian, żeby nie przesadzać, a sama to czynisz. Rzymianie a rebours?
          > smile
          > A serio: ekspedientka w odróżnieniu od gąski ma wolę, może wyjść,
          > przyjść,przestać. Gąska nie. Gąska nie ma z tego cierpienia - nic. Przepraszam!
          >
          > Ma! satysfakcję, że smakowała! że podniebienie doceniło.
          > >
          >
          > Nie wszystkich rzecz jasna.
          > Aha, jeszcze na dokladke bez wyrzutow sumienia lykam tran i nie sprawdzam, czy
          > kosmetyki byly testowane na zwierzetach. Bo wcale mnie nie obchodzi, czy byly c
          > zy
          > nie.
          > >
          > Modus vivendi.
          >
          >
          > pozdro Miriam

          Wlasnie, Miriam - modus vivendi. Jednak bardziej przejmuje mnie cierpienie ludzi
          niz zwierzat.
          • Gość: # Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: *.wroclaw.tpnet.pl 31.01.02, 10:19

            Wytlumaczcie mi glupiemu czy "modus vivendi"
            to jakas kobieca "moda zycia/zyciowa" ?

            czy po prostu "modne zycie" ?

            Naprawde nie pamietam.

            • Gość: Hania Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: 195.217.253.* 31.01.02, 10:31
              Gość portalu: # napisał(a):

              >
              > Wytlumaczcie mi glupiemu czy "modus vivendi"
              > to jakas kobieca "moda zycia/zyciowa" ?
              >
              > czy po prostu "modne zycie" ?
              >
              > Naprawde nie pamietam.
              >

              Sposob zycia.
              Modus znaczy sposob, srodek.
              • Gość: # Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: *.wroclaw.tpnet.pl 31.01.02, 11:32
                Haniu dzieki serdeczne !

                Masz szczescie,ze kobiety sie nie starzeja,
                przynajmniej dla mnie.

                Lacina mi sie strzepi i wyplukuje
                a uszczypliwosc kpiaco-oczyszczajaca bez przerywania snu - nie.

                Taki modus-panaceum. Niemodny...

                Czyli bylem bliski prawdy,
                przynajmniej w stosunku do niektorych.
                Usmiechnij sie przed wydaniem wyroku !
                • Gość: Hania Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: 195.217.253.* 31.01.02, 11:41
                  Gość portalu: # napisał(a):

                  > Haniu dzieki serdeczne !
                  >
                  > Masz szczescie,ze kobiety sie nie starzeja,
                  > przynajmniej dla mnie.
                  >
                  > Lacina mi sie strzepi i wyplukuje
                  > a uszczypliwosc kpiaco-oczyszczajaca bez przerywania snu - nie.
                  >
                  > Taki modus-panaceum. Niemodny...
                  >
                  > Czyli bylem bliski prawdy,
                  > przynajmniej w stosunku do niektorych.
                  > Usmiechnij sie przed wydaniem wyroku !

                  Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" smile
                  • Gość: Hiacynt do Hani o modosie :)) IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 11:46
                    Gość portalu: Hania napisał(a):


                    > Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" smile


                    Haniu, czy Twoje wnioskowanie, to modus tollendo tolens?

                    Hiacynt
                    • Gość: Hania Re: do Hani o modosie :)) IP: 195.217.253.* 31.01.02, 11:53
                      Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                      > Gość portalu: Hania napisał(a):
                      >
                      >
                      > > Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" smile
                      >
                      >
                      > Haniu, czy Twoje wnioskowanie, to modus tollendo tolens?
                      >
                      > Hiacynt

                      Tak wlasnie!
                      • Gość: Hiacynt Re: do Hani o modosie :)) IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 12:27
                        Gość portalu: Hania napisał(a):

                        > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
                        >
                        > > Gość portalu: Hania napisał(a):
                        > >
                        > >
                        > > > Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" smile
                        > >
                        > >
                        > > Haniu, czy Twoje wnioskowanie, to modus tollendo tolens?
                        > >
                        > > Hiacynt
                        >
                        > Tak wlasnie!


                        Hania - 5

                        Hiacynt
                        • Gość: Hania Re: do Hani o modosie :)) IP: 195.217.253.* 31.01.02, 12:31
                          Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                          > Gość portalu: Hania napisał(a):
                          >
                          > > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
                          > >
                          > > > Gość portalu: Hania napisał(a):
                          > > >
                          > > >
                          > > > > Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" smile
                          > > >
                          > > >
                          > > > Haniu, czy Twoje wnioskowanie, to modus tollendo tolens?
                          > > >
                          > > > Hiacynt
                          > >
                          > > Tak wlasnie!
                          >
                          >
                          > Hania - 5
                          >
                          > Hiacynt

                          Hiacynt - 6.
                          Musialam przez chwile mocno wytezyc komorki mozgowe, zeby sobie przypomniec
                          tajniki wnioskowania logicznego wink Ale wzoru juz sobie raczej nie przypomne.
                          Pozdrawiam,
                          Hania
                          • Gość: Hiacynt Re: do Hani o modosie :)) IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 12:36
                            Gość portalu: Hania napisał(a):

                            > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
                            >
                            > > Gość portalu: Hania napisał(a):
                            > >
                            > > > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
                            > > >
                            > > > > Gość portalu: Hania napisał(a):
                            > > > >
                            > > > >
                            > > > > > Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" smile
                            > > > >
                            > > > >
                            > > > > Haniu, czy Twoje wnioskowanie, to modus tollendo tolens?
                            > > > >
                            > > > > Hiacynt
                            > > >
                            > > > Tak wlasnie!
                            > >
                            > >
                            > > Hania - 5
                            > >
                            > > Hiacynt
                            >
                            > Hiacynt - 6.
                            > Musialam przez chwile mocno wytezyc komorki mozgowe, zeby sobie przypomniec
                            > tajniki wnioskowania logicznego wink Ale wzoru juz sobie raczej nie przypomne.
                            > Pozdrawiam,
                            > Hania

                            jeżeli p to q i nie p

                            czyli nie q


                            smile)))

                            HIacynt
                            • Gość: Hania Re: do Hani o modosie :)) IP: 195.217.253.* 31.01.02, 12:42
                              Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                              > Gość portalu: Hania napisał(a):
                              >
                              > > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
                              > >
                              > > > Gość portalu: Hania napisał(a):
                              > > >
                              > > > > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
                              > > > >
                              > > > > > Gość portalu: Hania napisał(a):
                              > > > > >
                              > > > > >
                              > > > > > > Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" :
                              > )
                              > > > > >
                              > > > > >
                              > > > > > Haniu, czy Twoje wnioskowanie, to modus tollendo tolens?
                              > > > > >
                              > > > > > Hiacynt
                              > > > >
                              > > > > Tak wlasnie!
                              > > >
                              > > >
                              > > > Hania - 5
                              > > >
                              > > > Hiacynt
                              > >
                              > > Hiacynt - 6.
                              > > Musialam przez chwile mocno wytezyc komorki mozgowe, zeby sobie przypomnie
                              > c
                              > > tajniki wnioskowania logicznego wink Ale wzoru juz sobie raczej nie przypomn
                              > e.
                              > > Pozdrawiam,
                              > > Hania
                              >
                              > jeżeli p to q i nie p
                              >
                              > czyli nie q
                              >
                              >
                              > smile)))
                              >
                              > HIacynt

                              Tak, tak - ale tam jeszcze byly rozne znaczki. Pamietam, ze "nie" oznaczalo sie
                              taka falka, ktorej nie mam na klawiaturze wink
                              Ale i tak jestes moim logicznym idolem!
                              • Gość: Hiacynt Re: do Hani o modosie :)) IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 14:14
                                Gość portalu: Hania napisał(a):


                                > Tak, tak - ale tam jeszcze byly rozne znaczki. Pamietam, ze "nie" oznaczalo sie
                                > taka falka, ktorej nie mam na klawiaturze wink
                                > Ale i tak jestes moim logicznym idolem!


                                Skromnie spuściłem oczęta,
                                i myslę sobie
                                jak spadać to z bardzo wysoka

                                Twój Hiacynt Logiczny
                                • Gość: # do Hani o modosie :)) IP: *.wroclaw.tpnet.pl 31.01.02, 14:58

                                  Alez to nieprawda.

                                  Uczylem sie logiki zdan czy jak tam sie to nazywalo
                                  ale nie robcie ludzi w konia.

                                  Wzor byl jesli p -> q


                                  p* nie q = nie p* q

                                  A przykladow na nieprawdziwosc zdania: nie p -> nie q
                                  sami wymyslicie setki !

                                  Pisze z marzsu bez podrecznikow. Sprawdzcie w domu
                                  czy pamietam ? Chcialbym Haniu
                                  bys sobie zamienila idola na wlasciwszego !
                                  • Gość: Hiacynt Re: do Hani o modosie :)) IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 15:18
                                    Gość portalu: # napisał(a):

                                    >
                                    > Alez to nieprawda.
                                    >
                                    > Uczylem sie logiki zdan czy jak tam sie to nazywalo
                                    > ale nie robcie ludzi w konia.
                                    >
                                    > Wzor byl jesli p -> q
                                    >
                                    >
                                    > p* nie q = nie p* q
                                    >
                                    > A przykladow na nieprawdziwosc zdania: nie p -> nie q
                                    > sami wymyslicie setki !
                                    >
                                    > Pisze z marzsu bez podrecznikow. Sprawdzcie w domu
                                    > czy pamietam ? Chcialbym Haniu
                                    > bys sobie zamienila idola na wlasciwszego !

                                    Haszu!

                                    Masz rację, pisałem w pośpiechu, oczywiście powinno być,
                                    jeżeli p to q i nie q, czyli nie p
                                    a nie jak napisałem

                                    jeżeli p to q i nie p

                                    czyli nie q

                                    pozdrawiam
                                    Hiacynt
                                    stosowanie
                                    jeżeli dzisiaj jest czwartek, to jutro jest piątek,
                                    jeżeli jutro nie jest piątek, to dzisiaj nie jest czwarttek

                                  • Gość: Hania Re: do Hani o modosie :)) IP: 195.217.253.* 31.01.02, 15:20
                                    Gość portalu: # napisał(a):

                                    >
                                    > Alez to nieprawda.
                                    >
                                    > Uczylem sie logiki zdan czy jak tam sie to nazywalo
                                    > ale nie robcie ludzi w konia.
                                    >
                                    > Wzor byl jesli p -> q
                                    >
                                    >
                                    > p* nie q = nie p* q
                                    >
                                    > A przykladow na nieprawdziwosc zdania: nie p -> nie q
                                    > sami wymyslicie setki !
                                    >
                                    > Pisze z marzsu bez podrecznikow. Sprawdzcie w domu
                                    > czy pamietam ? Chcialbym Haniu
                                    > bys sobie zamienila idola na wlasciwszego !

                                    Nie mam z soba podrecznika do logiki, ale jako nie byla na pewno falka smile
                                    A rzeczywiscie, samo wynikanie przedstawiala strzalka.
                                    Tak jak mowie, niestety nie pamietam juz dobrze wzorow tylko stare dobre zasady i
                                    ich piekne nazwy lacinskie.
                                    • Gość: Hiacynt Re: do Hani o Haszu IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 15:29
                                      Gość portalu: Hania napisał(a):

                                      > bys sobie zamienila idola na wlasciwszego !

                                      > Nie mam z soba podrecznika do logiki, ale jako nie byla na pewno falka smile
                                      > A rzeczywiscie, samo wynikanie przedstawiala strzalka.
                                      > Tak jak mowie, niestety nie pamietam juz dobrze wzorow tylko stare dobre zasady
                                      > i
                                      > ich piekne nazwy lacinskie.

                                      Haniu, pomyliłem p i q we wnioskowaniu.
                                      Hasz jest bardzo uważnym czytelnikiem smile
                                      nie dostanie drugiej szansy smile

                                      Hiacynt
                                      • Gość: Hania Re: do Hani o Haszu IP: 195.217.253.* 31.01.02, 16:20
                                        Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                                        > Gość portalu: Hania napisał(a):
                                        >
                                        > > bys sobie zamienila idola na wlasciwszego !
                                        >
                                        > > Nie mam z soba podrecznika do logiki, ale jako nie byla na pewno falka smile
                                        > > A rzeczywiscie, samo wynikanie przedstawiala strzalka.
                                        > > Tak jak mowie, niestety nie pamietam juz dobrze wzorow tylko stare dobre z
                                        > asady
                                        > > i
                                        > > ich piekne nazwy lacinskie.
                                        >
                                        > Haniu, pomyliłem p i q we wnioskowaniu.
                                        > Hasz jest bardzo uważnym czytelnikiem smile
                                        > nie dostanie drugiej szansy smile
                                        >
                                        > Hiacynt

                                        Trudno.
                                        Liczy sie pierwsze wrazenie, moj idolu logiczny smile
                                        A Hasz wyroznienie za uwazne czytelnictwo smile
                                        Jej, nie przypuszczalam, ze ktos jeszcze takie rzeczy pamieta!
                                        Pozdrawiam H. i H.
                                        H.
                    • Gość: Hiacynt Re: do Hasza o modusie :)) IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 16:17
                      Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                      > Gość portalu: Hania napisał(a):
                      >
                      >
                      > > Nie jestem sedzia. Wiec wyroki to nie moja "dzialka" smile

                      > Haniu, czy Twoje wnioskowanie, to modus tollendo tolens?


                      Wyroki są moją działką, więc jestem sędzią.
                      Nie jestem sędzią, węc wyroki to nie moja działka.
                      Hania zastosowała modus tollendo tolens smile

                      pozdrawiam logicznie
                      gratulując uważności

                      Hiacynt
                      • Gość: Adams Re: do Hasza o modusie :)) IP: 213.25.60.* 31.01.02, 16:35
                        Policjant dostał mieszkanie . Nabył meble i inne sprzęty . Przydałoby się trochę książek .
                        Poszedł do księgarni i patrzy , ogląda , wybiera . Jedna szczególnie go intryguje . Oprawiona w
                        skórę złocone litery , słowem cudo . Pyta księgarza co to za książka .
                        - Logika
                        - Ale co to jest logika ?
                        - Wytłumaczę Panu na przykładzie. Lubi Pan rybki ?
                        - Lubię
                        - Więc jak Pan lubi rybki to pewnie lubi je Pan łowić ?
                        - Oczywiście.
                        - Widzi Pan . Jak Pan lubi łowic rybki to pewnie lubi pan też wypić ?
                        - Pewnie , że lubię .
                        - Jak Pan lubi wypić to pewnie lubi Pan też panienki ?
                        - Pewnie , że lubię .
                        - Więc jak Pan lubi panienki , to nie jest Pan pedałem. To jest właśnie logika. Proste ?
                        Policjant kazał sobie tę książkę zapakować . Wraca do domu . Spotyka kolegę.
                        - Co tam niesiesz ?
                        - Książkę o logice .
                        - A co to takiego ?
                        - Wytłumaczę Ci . Lubisz rybki ?
                        - Nie.
                        - To jesteś pedałem.
          • Gość: Miriam Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 11:33
            Gość portalu: Hania napisał(a):

            > Gość portalu: Miriam napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: Hania napisał(a):
            > >
            > > > Gość portalu: borsuk napisał(a):
            > > >
            > > > > Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srodowisk
            > a?
            > > > >
            > > > >
            > > > > borsuk
            > > > >
            > > > >
            > > >
            > > > Nie wiem.
            > > > Ja tez nie wywoze smieci do lasu, tylko grzecznie biegam z kubelkiem
            > do
            > > > smietnika. Kiedys nawet jezdzilam do specjalnych pojemnikow i segrego
            > walam
            > >
            > > > smieci: oddzielnie papier, oddzielnie szklo, oddzielnie plastik, oddz
            > ielni
            > > e inn
            > > > e
            > > > odpadki, ale kiedy zobaczylam, ze z tych pojemnikow wszystko wyrzuca
            > sie d
            > > o
            > > > jednej smieciary, przestalam sie fatygowac i powrocilam do systemu ws
            > polne
            > > go
            > > > kubelka. Nasz samochod jezdzi na benzynie bezolowiowej, kupuje proszk
            > i i p
            > > lyny
            > > > z niska zawartoscia szkodliwych dla srodowiska substancji, itd.
            > > > Ale, jak mawiali starozytni Rzymianie, omne nimium nocet, wiec przesa
            > dzac
            > > nie
            > > > nalezy. Wiec nie placze na widok futra z norek,
            > >
            > >
            > > No własnie, ale Wiesz Haniu, że można przesadzać w "nie-płakaniu"?
            > >
            > > bo szczerze mowiac, po co innego sa norki, jak nie na futro? Pasztet z ge
            > sich
            > > watrobek - mmmmmm. Co prawda gaski sie troche mecza,
            > >
            > > Troche męczą? Haniu...
            > >
            > >
            > > ale czy jakiegokolwiek ekologa obchodzi to jak meczace jest sleczenie 14
            > godzi
            > > n
            > > przed komputerem w dusznym biurze? Albo tym, czy ekspedientke
            > > albo fryzjerke bola nogi po 10 godzinach stania? Nie - ekoglog wzruszy sie
            > gask
            > > a,
            > > norka, slimaczkiem. A ciekawe, z czego ekolog nosi buty. I czy dojezdza do
            > prac
            > > y
            > > rowerem i mieszka w domu ogrzewanym przez baterie sloneczne.
            > > To takie moje dywagacje na temat ekologow.
            > >
            > > Cytujesz Rzymian, żeby nie przesadzać, a sama to czynisz. Rzymianie a rebo
            > urs?
            > > smile
            > > A serio: ekspedientka w odróżnieniu od gąski ma wolę, może wyjść,
            > > przyjść,przestać. Gąska nie. Gąska nie ma z tego cierpienia - nic. Przepra
            > szam!
            > >
            > > Ma! satysfakcję, że smakowała! że podniebienie doceniło.
            > > >
            > >
            > > Nie wszystkich rzecz jasna.
            > > Aha, jeszcze na dokladke bez wyrzutow sumienia lykam tran i nie sprawdzam,
            > czy
            > > kosmetyki byly testowane na zwierzetach. Bo wcale mnie nie obchodzi, czy b
            > yly c
            > > zy
            > > nie.
            > > >
            > > Modus vivendi.
            > >
            > >
            > > pozdro Miriam
            >
            > Wlasnie, Miriam - modus vivendi. Jednak bardziej przejmuje mnie cierpienie ludz
            > i
            > niz zwierzat.



            Wlasnie ale cierpienie, czym ono jest? Czlowiek prawie zawsze może o nim
            powiedziec, sam gdzies zwrócić sie o pomoc oczywiście biorąc pod uwagę zwykły
            tryb życia. Zwierzę nie. Ma pazury i kły, ale co mu po nich jesli cierpi? Nie
            powie. Czasem tylko przychodzi pod osiedla ludzkie - instynktownie.
            Jesli juz rozmawiamy, nie wartościujmy. Kto cierpi bardziej, i czyim cierpieniem
            mamy się bardziej przejmować

            dobrego dnia

            Miriam
            • Gość: Hania Re: Foczki maja ladne oczki Hania IP: 195.217.253.* 31.01.02, 11:39
              Gość portalu: Miriam napisał(a):

              > Gość portalu: Hania napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: Miriam napisał(a):
              > >
              > > > Gość portalu: Hania napisał(a):
              > > >
              > > > > Gość portalu: borsuk napisał(a):
              > > > >
              > > > > > Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srod
              > owisk
              > > a?
              > > > > >
              > > > > >
              > > > > > borsuk
              > > > > >
              > > > > >
              > > > >
              > > > > Nie wiem.
              > > > > Ja tez nie wywoze smieci do lasu, tylko grzecznie biegam z kubel
              > kiem
              > > do
              > > > > smietnika. Kiedys nawet jezdzilam do specjalnych pojemnikow i se
              > grego
              > > walam
              > > >
              > > > > smieci: oddzielnie papier, oddzielnie szklo, oddzielnie plastik,
              > oddz
              > > ielni
              > > > e inn
              > > > > e
              > > > > odpadki, ale kiedy zobaczylam, ze z tych pojemnikow wszystko wyr
              > zuca
              > > sie d
              > > > o
              > > > > jednej smieciary, przestalam sie fatygowac i powrocilam do syste
              > mu ws
              > > polne
              > > > go
              > > > > kubelka. Nasz samochod jezdzi na benzynie bezolowiowej, kupuje p
              > roszk
              > > i i p
              > > > lyny
              > > > > z niska zawartoscia szkodliwych dla srodowiska substancji, itd.
              > > > > Ale, jak mawiali starozytni Rzymianie, omne nimium nocet, wiec p
              > rzesa
              > > dzac
              > > > nie
              > > > > nalezy. Wiec nie placze na widok futra z norek,
              > > >
              > > >
              > > > No własnie, ale Wiesz Haniu, że można przesadzać w "nie-płakaniu"?
              > > >
              > > > bo szczerze mowiac, po co innego sa norki, jak nie na futro? Pasztet
              > z ge
              > > sich
              > > > watrobek - mmmmmm. Co prawda gaski sie troche mecza,
              > > >
              > > > Troche męczą? Haniu...
              > > >
              > > >
              > > > ale czy jakiegokolwiek ekologa obchodzi to jak meczace jest sleczeni
              > e 14
              > > godzi
              > > > n
              > > > przed komputerem w dusznym biurze? Albo tym, czy ekspedientke
              > > > albo fryzjerke bola nogi po 10 godzinach stania? Nie - ekoglog wzrusz
              > y sie
              > > gask
              > > > a,
              > > > norka, slimaczkiem. A ciekawe, z czego ekolog nosi buty. I czy dojezd
              > za do
              > > prac
              > > > y
              > > > rowerem i mieszka w domu ogrzewanym przez baterie sloneczne.
              > > > To takie moje dywagacje na temat ekologow.
              > > >
              > > > Cytujesz Rzymian, żeby nie przesadzać, a sama to czynisz. Rzymianie a
              > rebo
              > > urs?
              > > > smile
              > > > A serio: ekspedientka w odróżnieniu od gąski ma wolę, może wyjść,
              > > > przyjść,przestać. Gąska nie. Gąska nie ma z tego cierpienia - nic. Pr
              > zepra
              > > szam!
              > > >
              > > > Ma! satysfakcję, że smakowała! że podniebienie doceniło.
              > > > >
              > > >
              > > > Nie wszystkich rzecz jasna.
              > > > Aha, jeszcze na dokladke bez wyrzutow sumienia lykam tran i nie spraw
              > dzam,
              > > czy
              > > > kosmetyki byly testowane na zwierzetach. Bo wcale mnie nie obchodzi,
              > czy b
              > > yly c
              > > > zy
              > > > nie.
              > > > >
              > > > Modus vivendi.
              > > >
              > > >
              > > > pozdro Miriam
              > >
              > > Wlasnie, Miriam - modus vivendi. Jednak bardziej przejmuje mnie cierpienie
              > ludz
              > > i
              > > niz zwierzat.
              >
              >
              >
              > Wlasnie ale cierpienie, czym ono jest? Czlowiek prawie zawsze może o nim
              > powiedziec, sam gdzies zwrócić sie o pomoc oczywiście biorąc pod uwagę zwykły
              > tryb życia. Zwierzę nie. Ma pazury i kły, ale co mu po nich jesli cierpi? Nie
              > powie. Czasem tylko przychodzi pod osiedla ludzkie - instynktownie.
              > Jesli juz rozmawiamy, nie wartościujmy. Kto cierpi bardziej, i czyim cierpienie
              > m
              > mamy się bardziej przejmować
              >
              > dobrego dnia
              >
              > Miriam

              Miriam, bardzo to wobec zwierzatek szlachetne wszystko co napisalas, a ja nie
              chce wyjsc na dreczycielke psow i kotow, ale ciekawa jestem jakiej to pomocy moga
              sie spodziewac chinskie dzieci w obozach pracy? I kto przejmuje sie ich
              cierpieniem? Moge "wartosciowac" dalej?

              Pozdrawiam rowniez,
              Hania
              • Gość: borsuk Re: Foczki maja ladne oczki a jamniki sa slodkie IP: *.dip.t-dialin.net 01.02.02, 08:21
                Haniu,
                o to wlasnie chodzi.
                O proporcje.
                Przypominam sobie, ze kiedy cwierc wieku temu swiat, dosc znudzony, przygladal
                sie plonacym wietnamskim mnichom ( mlodszym przypominam: oblewali sie w benzyna
                i podpalali), studenci w Berlinie aby zwrocic na nich uwage, podpalili jamnika.
                Barbarzynstwo.
                Ale opinia publiczna sie obudzila.
                Sprawy, o ktore walczyli mnisi, znowu dostaly sie na pierwsze strony gazet.

                Swiadczy to o tym, ze proporcje naszego stosunku do ludzi i zwierzat sa
                zachwiane. Wtedy wykorzystali to studenci, teraz wykorzystuja to ekolodzy.

                pozdrawiam Cie

                borsuk
    • lady_hawk Lisy, norki, inne stworki... 30.01.02, 18:36
      To prawda. Maja ladne oczki. Futro fokowe jest pysznie miekkie i robi sie
      cieple od policzka. Krolikow nigdy bym nie zalozyla - troche dziwne w dotyku.
      Kampania proekologiczna zrobila swoje, ja zmienilam poglady pod jej wplywem.
      Ale tak naprawde, to wstrzasu doznalam, kiedy zobaczylam pania w futrze z
      domowych (tak!) kotow. Rudych. Moj Filip uwielbial sypiac mi na szyi i tez byl
      rudy. Zanim to sie stalo, tlumaczylam wszystkim, ze w epoce, kiedy bombarduja
      nas rozne promieniowania, skory naturalne chronia nas przed nimi.
      Futerka sztuczne sa lzejsze i czasem nawet cieplejsze.
      Nie Borsuku, to nie jest histeria. Proznosc!!!!!! Nasza babska proznosc, ktorej
      oddawac sie tak milo!
      Pozdrawiam,
      M_hawk
      • lady_hawk zniknelo mi ostatnie zdanie 30.01.02, 19:08
        lady_hawk napisał(a):

        > To prawda. Maja ladne oczki. Futro fokowe jest pysznie miekkie i robi sie
        > cieple od policzka. Krolikow nigdy bym nie zalozyla - troche dziwne w dotyku.
        > Kampania proekologiczna zrobila swoje, ja zmienilam poglady pod jej wplywem.
        > Ale tak naprawde, to wstrzasu doznalam, kiedy zobaczylam pania w futrze z
        > domowych (tak!) kotow. Rudych. Moj Filip uwielbial sypiac mi na szyi i tez byl
        > rudy. Zanim to sie stalo, tlumaczylam wszystkim, ze w epoce, kiedy bombarduja
        > nas rozne promieniowania, skory naturalne chronia nas przed nimi.
        > Futerka sztuczne sa lzejsze i czasem nawet cieplejsze.
        > Nie Borsuku, to nie jest histeria. Proznosc!!!!!! Nasza babska proznosc, ktorej
        >
        > oddawac sie tak milo!
        > Pozdrawiam,
        > M_hawk

        Proznosc - milosc do futer. A tymczasem, futerko jest naprawde mile, kiedy bije
        pod nim serduszko.
        pozdro!

    • Gość: mram optyka nietoperza IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 20:16
      ścierają się tu dwie wizje
      pytania takie :
      jakich rozmiarów trzeba mieć serce, co w sobie usilnie zmienić może
      by z pozycji śpiącego nietoperza
      do góry nogami
      świat zobaczyć na nowo ?
      co zostało stworzone dla pożytku Człowieka i ma mu służyć ?
      co ma wolność wyboru jadłospisu, ubierania
      do prezentowania JAKICHKOLWIEK ocen moralnych czy wartościujących
      przy tej okazji...?
      potrzeba uznania ? kłaniam się nisko, ja za Paniami/Panami
      nie nadążam
      Balzer pytał mnie w wątku którego już nie podnoszę
      „czy chodzi o to by człowiek znów mógł poczuć się
      Panem świata” /z pamięci piszę/
      Odpowiadam: nigdy nie przestał nim być
      i żadne inne „stworzenie” nie jest dla mnie ważniejsze

      mram
      ps. W dalszym ciągu oszczędzam informacji
      czy zwierzęta lubieje czy nie lubieje
      nie ma to nic do rzeczy w wątku Borsuka
      tak mi się widzi
      • Gość: borsuk Re: optyka nietoperza IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.02, 20:36
        mram, Ty mnie rozumiesz

        pozdrawiam
        borsuk
    • Gość: borsuk Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.02, 20:35
      Przyznam sie, ze troche sie spodziewalem takiego odezwu, bo przeciez chodzi o
      zwierzeta.
      Kiedy przed jakims czasem limak wstwil watek o tragedii w Tatrach, gdzie
      wskutek zbrodniczej lekkomyslnosci skretynialych turystow zginelo dwoch
      ratownikow, zabralo glos 6-ciu dyskutantow - w tym jeden bronil kretynow
      turystow.

      Emocjonalny przebieg dyskusji potwierdza tylko moja teze o tym, ze do ochrony
      przerody nie podchodzi sie racjonalnie.
      Ciekawy byl argument Odarpiego, ktory zarzucil Eskimosom, ze nie poluja na foki
      na wlasne potrzeby, tylko dla pieniedzy.
      Kto jak kto, ale wlasnie Odarpi powinien najlepiej wiedziec, ze wygodniej jest
      mieszkac w opalanym domu niz w igloo, ze fajnie jest po patrzec na telewizor,
      a na polowanie pojechac motorowymi saniami.
      Naturalny styl zycia Eskomosow biali zniszczyli juz w ubieglym wieku.
      Jest zwykla obluda nawolywac teraz, zeby do tego stylu wrocili.
      Madrosc bialego czlowieka uznala zreszta za dzikich i jako tacy maja prawo zyc
      tradycyjnie. Takze polowac.
      Ale co z tego, kiedy nie sprzedadza swojej zdobyczy.

      Obrazki foczych dzieci z okraglymi oczami i lsniacym futerkiem tysiackrotnie
      obiegly swiat.
      Ktoz sie jeszcze pokaze w foczym futrze. Tylko morderca dzieci.

      Tymczasem Eskimosi nigdy nie zabijali mlodych fok. Nie zeby byli tacy etyczni.
      Nie.
      Po prostu w Arktyce sa tylko foki dorosle. Dorosle droga Miriam
      Ale propagandzistom Green Peace to nie przeszkadza.

      Foki nigdy nie nalezaly do zwierzat zagrozonych. Bardziej zagrozone sa hieny.
      Ale na hieny nie da sie zalapac milionow dolarow od wzruszonych ofiarodawcow.
      A Eskimosi? To tylko ludzie, a “przyroda moze sie obejsc bez czlowieka”.
      Chyba ze czlowiek jest dzialaczem Green Peace.
      Z zimna krwia zorganizowano spektakl medialny, oparty na falszywych
      informacjach, polprawdach i masowej histerii, w celu wyciagniecia pieniedzy od
      naiwnych.

      Spektakl ten juz przyniosl zmiany w srodowisku naturalnym.
      Eskimosi pija na bezrobociu.
      Stada fok mierzone sa w dziesiatkach kilometrow kwadratowych powierzchni.
      Beda tam tak dlugo, jak dlugo starczy ryb. Potem wymra smiercia glodowa.
      Jak foki wymra, rozmnoza sie znowu ryby. Normalny cykl w przyrodzie.
      Ale na ziemi jest jeszcze jeden kandydat do ryb.
      Czlowiek.
      Tez musi jesc.
      Zasoby ryb w tym rejonie zmniejszaja sie dramatycznie.
      Nie dlatego zeby foki tyle zarly. Foki sa znakomitymi nosicielami pasozytow.
      Czego rybak nie wylowi, foka nie zezre, to wykoncza pasozyty.
      Zostal naruszony uklad jaki sie wytworzyl przez stulecia. Foki, ryby,Eskimosi,
      rybacy.
      Kiedys ten uklad wroci do rownowagi. Przyroda da sobie rade.
      A narazie, na wskutek uwzglednienia jedynie czynnika pieknych foczych oczu,
      trzecia poszkodowana grupa - po Eskimosach i rybach - To rybacy.
      No i milosnicy oceanicznej zakaski. Ale to zupelnie inna historia.

      Na zakonczenie chce specjalnie podziekowac lady_hawk za to iz sie przyznala, ze
      lubi nosic futra. Ja tez uwazam, ze skora naturalna ma duza przewage nad
      sztucznymi tworzywami. Zreszta jako hawk trudno zeby lady byla jaroszem.

      A moze jestescie ciekawi dlaczego setki tysiecy ludzi rocznie ginie w obronie
      orla bialoglowego. Pytam, bo nie chce nudzic

      borsuk




      • Gość: Karp To co z tym orłem ? IP: 159.107.90.* 30.01.02, 20:52
        Liczyłeś pewnie na to, że jakaś kobieta będzie cię błagać, co ?
        • Gość: borsuk Re: To co z tym orłem ? IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.02, 21:15
          Gość portalu: Karp napisał(a):

          > Liczyłeś pewnie na to, że jakaś kobieta będzie cię błagać, co ?

          Karp, ty jestes cwana ryba.smile)

          Otoz z orlem to bylo tak:

          Kiedy wlasnie wynaleziono DDT, w Sri Lance, chorowalo na malarie ok. 3
          milionow osob rocznie.
          Kiedy zastosowano DDT liczba zachorowan spadla z rejestrowanych w r. 1946
          2.8 mln. do 110 (stu dziesieciu) zarejestrowanych przypadkow w r. 1963.
          Kiedy na skutek swiatowego zakazu przestano stosowac DDT liczba zachorowan na
          malarie ustabilizowala sie ok. miliona. Tylko w Sri Lance.

          Szacuje sie, ze w tym roku na calym swiecie zachoruje na malarie ponad 250 mln
          osob.
          Szacuje sie, ze w tym roku, jak od lat, jedna trzecia swiatowych plonow zostanie
          zniszczona przez szkodniki. To zywnosc dla wielu setek milionow ludzi.

          A zaczelo sie od podejrzenia, ze DDT moze byc przyczyna rozmiekczania skorup jaj
          niektorych malych ptakow tak, ze nie mogly rozwinac sie piskleta.
          Podejrzenia te nigdy nie przeszly w pewnosc, ale to wystarczylo, aby podniesc
          alarm w obronie orla bialoglowego. Ptaka, ktorego USA maja w herbie.
          Kampania byla krotka i skuteczna.
          Amerykanie kochaja swoj herb.
          Przemysl chemiczny pod naciskiem opinii publicznej, wycofal sie z produkcji DDT,
          co wiecej ekologiczne organizacje przeforsowaly zakaz stosowania DTT na calym
          swiecie.
          Inne srodki o podobnym dzialaniu sa po prostu za drogie, aby mogly je stosowac
          biedne kraje.

          Do dzis nie udowodniono zadnych szkodliwych skutkow dzialania DDT na ludzi i
          zwierzeta.
          (z wyjatkiem owadow rzecz jasna)
          Badania wielu instytutow naukowych nie sa brane po prostu pod uwage.
          Ale oglupiona opinia publiczna wie swoje.
          Miliony ludzi umiera dalej na malarie.

          Glos w obronie DDT to politycznie niepoprawny glos obskuranta.

          borsuk


          • Gość: siedem sans plomb 98 [nie znam pisowni] IP: *.tgory.pik-net.pl 31.01.02, 08:15
            Podobnie sprawa wygląda w przypadku benzyn bezołowiowych. Dawno, dawno temu
            rafinerie wraz z całym przemysłem naftowym wpadły na taki oto pomysł:
            Po co uszlachetniać i w nieskończoność rafinować ropę skoro można nasłać watahy
            grinpisu i innych zielonych popaprańców, żeby zrobili szum wokół szkodliwości
            ołowiu w benzynie. fakt! Związki ołowiu to nie witaminaCE ale związki fosforu
            które je zastąpiły są czasami setki razy bardziej TOKSYCZNE. Całą sprawę
            zneutralizowano katalizatorami. Jak się okazuje nie do końca. Wiele choróbsk
            ostatnio sklasyfikowanych może mieć związek właśnie z "bezołowiową".
            Ilu ludzi o tym wie?
            7,13
        • Gość: Carmina Jeszcze tylko na koniec ..Borsie, ciekawy wątek.. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 21:28
          Jestem przeciwko bezdusznemu traktowaniu zwierząt "jak przedmiot".

          Jestem za unikaniem zabijania zwierząt i eksperymentowania na nich.
          Nie uzywam kosmetyków testowanych na zwierzętach. Z powodów ideologicznych.
          Myślę, ze już pierwsza lektura na temat tego rodzaju eksperymentów, powoduje, ze
          myślący człowiek zaczyna kupować te "ekologiczne" - aby premiować producentów,
          którzy ponoszą dodatkowe nakłady na eksperymenty zastępcze i połozyc kres
          cierpieniom, których można uniknąć. Często ludzie o tym nie wiedzą.
          Ekserymenty medyczne są niezbedne, ale trzeba ograniczyc je do minimum, tak jak
          dało się ograniczyc liczbę vivisekcji żab na zajęciach biologii.

          Prawie nie jem mięsa z powodów pozaideologicznych. Nie usiłuję wywołać poczucia
          winy, u tych co jedzą. Nie wymyślono nic zastępczego. Soja to jednak nie to.

          Jestem przeciw polowaniom. Przyjemność z mordu to odrażająca rozrywka.

          Nie nosze na sobie zwierzęcego cmentarzyska, nigdy nie zapomne modelki na
          wybiegu, która rozebrała futro i nonszalancko - a zmysłowo - ciągnęła je za
          sobą, wraz z szeroką smugą krwi.

          W moich oczach tracą ludzie, którzy w swej pysze nie dostrzegają cierpienia
          zwierząt. Według mnie jest to jakaś forma okalecznia emocjonalnego.

          Nie umiem jednak docenić kogoś, kto kochając zwierzęta krzywdzi ludzi. Jest w tym
          jakieś zaburzenie.
          Jakie to proste.


          Pozdro uporządkowane smile
          C
          • Gość: Karp Post scriptum IP: 159.107.90.* 30.01.02, 22:01
            Gość portalu: Carmina napisał(a):

            > Jestem przeciwko bezdusznemu traktowaniu zwierząt "jak przedmiot".
            >
            > Jestem za unikaniem zabijania zwierząt i eksperymentowania na nich.
            > Nie uzywam kosmetyków testowanych na zwierzętach. Z powodów ideologicznych.
            > Myślę, ze już pierwsza lektura na temat tego rodzaju eksperymentów, powoduje, z
            > e
            > myślący człowiek zaczyna kupować te "ekologiczne" - aby premiować producentów,
            >
            > którzy ponoszą dodatkowe nakłady na eksperymenty zastępcze i połozyc kres
            > cierpieniom, których można uniknąć. Często ludzie o tym nie wiedzą.
            > Ekserymenty medyczne są niezbedne, ale trzeba ograniczyc je do minimum, tak jak
            >
            > dało się ograniczyc liczbę vivisekcji żab na zajęciach biologii.
            >
            > Prawie nie jem mięsa z powodów pozaideologicznych. Nie usiłuję wywołać poczucia
            >
            > winy, u tych co jedzą. Nie wymyślono nic zastępczego. Soja to jednak nie to.
            >
            > Jestem przeciw polowaniom. Przyjemność z mordu to odrażająca rozrywka.
            >
            > Nie nosze na sobie zwierzęcego cmentarzyska, nigdy nie zapomne modelki na
            > wybiegu, która rozebrała futro i nonszalancko - a zmysłowo - ciągnęła je za
            > sobą, wraz z szeroką smugą krwi.
            >
            > W moich oczach tracą ludzie, którzy w swej pysze nie dostrzegają cierpienia
            > zwierząt. Według mnie jest to jakaś forma okalecznia emocjonalnego.
            >
            > Nie umiem jednak docenić kogoś, kto kochając zwierzęta krzywdzi ludzi. Jest w t
            > ym
            > jakieś zaburzenie.
            > Jakie to proste.
            >
            >
            > Pozdro uporządkowane smile
            > C

            Droga Carmino,

            Fajnie, że okazujesz tolerancję ( jak wiesz nie przepadam za tym słowem ale niech
            już bedzie ) wszelkim mięsożercom. Myślę, że wielu wśród tych "drapieżników" to
            ludzie dobrej woli. Zgadzam się, że czerpanie przyjemności z zabijania zwierząt
            to jakaś - chyba nawet groźna - dewiacja ( prawie ale jednak nie zawsze ). W
            jednej kwestii chyba między nami zgody nie będzie. Otóż, jestem skłonny
            zaakceptować walkę z bykiem jako interesujacy ( choć dosyc okrutny ) przejaw
            kultury ( sic ! ). Zauważ, że byk podczas walki traktowany jest podmiotowo i
            podejmuje ( fakt, że pewnie wbrew swojej woli ) autentyczną walkę z torreadorem.
            Zupełnie inaczej wyglada śmierć takiego zwierzecia w zwykłej rzeźni gdzie w
            zwierzeciu dostrzega się jedynie mięso.
            pozdrawiam
            Karp
            • Gość: Carmina Re: Post scriptum o bykach IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 22:15
              Gość portalu: Karp napisał(a):

              > Droga Carmino,
              >
              > Fajnie, że okazujesz tolerancję ( jak wiesz nie przepadam za tym słowem ale nie
              > ch
              > już bedzie ) wszelkim mięsożercom. Myślę, że wielu wśród tych "drapieżników" to
              >
              > ludzie dobrej woli. Zgadzam się, że czerpanie przyjemności z zabijania zwierząt
              >
              > to jakaś - chyba nawet groźna - dewiacja ( prawie ale jednak nie zawsze ). W
              > jednej kwestii chyba między nami zgody nie będzie. Otóż, jestem skłonny
              > zaakceptować walkę z bykiem jako interesujacy ( choć dosyc okrutny ) przejaw
              > kultury ( sic ! ). Zauważ, że byk podczas walki traktowany jest podmiotowo i
              > podejmuje ( fakt, że pewnie wbrew swojej woli ) autentyczną walkę z torreadore
              > m.
              > Zupełnie inaczej wyglada śmierć takiego zwierzecia w zwykłej rzeźni gdzie w
              > zwierzeciu dostrzega się jedynie mięso.
              > pozdrawiam
              > Karp

              Hej Karpiu!
              No rzeczywiscie nie zgadzamy się w tym punkcie. Nie ma ani śladu podmiotowego
              traktowania byka. Jest zabawką krwawą okrutej tłuszczy, chyba znielubię "O'le!".
              Torreador nie walczy z bykiem jak Ursus. No dobrze, byk ma rogi, niech torreador
              ma muletę. Ale oczywiscie ma i pomagierów, pikownicy zwą się chyba ci chłopcy.
              Najlepiej rzecz widać na filmach, widać jak cięzko ranny jest byk, jak razem z
              krwią ucieka z niego życie. Jak z oczu płyną mu łzy, bólu. A wszsytko po to, by
              torreador udając młodego Boga w koncu zadał mu śmierć. Śmierć, która daje radość
              tłumowi. Śmierć, którą poprzedza męka. Jego mięso jest zakwaszone przerażeniem,
              podobno niesmaczne. Ponadto bykom podaje sie nieraz silne srodki uspokajające, by
              za bardzo nie wierzgały. To chyba nie jest dobre? Nie moze byc interesujące? Dla
              mnie niezrozumiałe, odrazajace i godne pogardy.
              Sorki, ale mnie ponosi, jak o tym myślę.
              Przy okazji gina konie.
              Wolałabym, aby corrida przeszła do historii, zostawiając nam na stołach butelkę
              wina "Bycza Krew".
              Pozdro Karpiu, toast za zaniechanie corridy!




          • Gość: borsuk Na dobranoc dla Carminy IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.02, 22:10
            Carmino,
            Jestes osoba o jakiej marze smile).
            To jest wlasnie to o co mi chodzi.
            W nagrode opowiem Ci na dobranoc historyjke:

            Dawno, dawno temu byla granica miedzy NRD a NRF.
            A ta granica to byl wygolony pas ziemi miedzy dwoma rzedami drutow kolczastych.
            I po tym pasie chodzili uzbrojeni panowie z pieskami i strzelali jak ktos
            przechodzil w poprzek.
            Bo po tym pasie mogli chodzic tylko oni i tylko wzdluz.
            A jak nie mogli trafic to spuszczali pieski ze smyczy.
            Jak od razu nie zabili, to tez.
            I dlatego to sie nazywalo pas smierci.

            A w NRD rzadzil jeszcze wtedy towarzysz Honnecker.
            I do tego towarzysza przyszla w 1986 r. delegacja tamtejszego towarzystwa
            opieki na zwierzetami i zlozyla na jego rece apel o poprawe warunkow zycia
            chodzacych po pasie smierci pieskow.
            Towarzysz Honnecker byl bardzo wzruszony ta troska i obiecal, ze pieski beda
            jeszcze bardziej humanitarnie traktowane niz dotychczas.

            dobrej nocy przyjaciolko wilkow i smokow

            i borsukow naturalnie tez

            • Gość: Carmina Let's kiss LOL IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 22:25
              Gość portalu: borsuk napisał(a):

              > Carmino,
              > Jestes osoba o jakiej marze smile).
              > To jest wlasnie to o co mi chodzi.
              > W nagrode opowiem Ci na dobranoc historyjke:
              >
              > Dawno, dawno temu byla granica miedzy NRD a NRF.
              > A ta granica to byl wygolony pas ziemi miedzy dwoma rzedami drutow kolczastych.
              >
              > I po tym pasie chodzili uzbrojeni panowie z pieskami i strzelali jak ktos
              > przechodzil w poprzek.
              > Bo po tym pasie mogli chodzic tylko oni i tylko wzdluz.
              > A jak nie mogli trafic to spuszczali pieski ze smyczy.
              > Jak od razu nie zabili, to tez.
              > I dlatego to sie nazywalo pas smierci.
              >
              > A w NRD rzadzil jeszcze wtedy towarzysz Honnecker.
              > I do tego towarzysza przyszla w 1986 r. delegacja tamtejszego towarzystwa
              > opieki na zwierzetami i zlozyla na jego rece apel o poprawe warunkow zycia
              > chodzacych po pasie smierci pieskow.
              > Towarzysz Honnecker byl bardzo wzruszony ta troska i obiecal, ze pieski beda
              > jeszcze bardziej humanitarnie traktowane niz dotychczas.
              >
              > dobrej nocy przyjaciolko wilkow i smokow
              >
              > i borsukow naturalnie tez

              ___________________________________________________________
              Dziękuję Borsuku, bardzo dziękuję. Ja nawet marzyć bym nie śmiała.
              I historyjka jak dykteryjka, w sam raz smile
              Pozdro juz teraz nieco rozmarzone.
              smile
      • Gość: lady_hawk re: przyznala sie IP: *.tele2.pl 31.01.02, 15:23
        Borsuk napisal:
        >
        > Na zakonczenie chce specjalnie podziekowac lady_hawk za to iz sie przyznala, ze
        >
        > lubi nosic futra. Ja tez uwazam, ze skora naturalna ma duza przewage nad
        > sztucznymi tworzywami. Zreszta jako hawk trudno zeby lady byla jaroszem.
        >
        >

        Tak. Nie jestem jaroszem Jakkolwiek juz od kilku sezonow nie pieklam gesi. Bo na
        targ nie docieram a w supermarketach tylko gesi mrozone o wydetych niezgrabnie
        zebrach, wyraznie hodowane na watrobke. Widzialam film o ich karmieniu. Mam
        odczucie, ze jedzac taka ges jadlabym cierpienie, ktorego zyjac zaznala. Coraz
        blizej jestem ucieczki od wszelkiej miesiny, moze i na to przyjdzie czas.
        Moj syn do czwartego roku zycia odzywial sie tylko owocami i warzywami. Mieso
        teraz tez czasem ze wstretem odrzuca. Tak ma.

        Co do futer, to doceniam przyjemnosc otulania sie ich miekkim cieplem. Mialam
        fokowa kurtke, zachwycilam sie sobolami, ktore moglam kupic za bezcen w Moskwie a
        nie zrobilam tego tylko ze wzgledu na klopot z wywozem. Teraz nie mam futra,nawet
        etoli. Wydaje mi sie, ze nie tesknie, choc te sobole spac mi kiedys nie dawaly!
        Pozdrawiam.
    • Gość: borsuk Specjalnie dla Miriam IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.02, 22:04
      Miriam,
      masz racje, mila, miedzy innymi dla Ciebie to pisalem.

      To nie ja jestem winien ze "foczki maja piekne oczki" brzmi cynicznie, choc ja
      to tak zrymowalem.
      Foczki maja rzeczywiscie piekne oczki i niektorzy ludzie, ktorzy zwietrzyli
      niezly interes w ochronie przyrody cynicznie ten fakt wykorzystuja.
      Co z tego w efekcie ekologicznie wynika, pisze w innym poscie.

      Nasi forumowi komunisci powiedza zaraz, ze to wina skomercjalizowanego swiata i
      ze tylko tak mozna dzialac. Nawet bym sie z nimi zgodzil, gdyby nie to, ze
      zebranina jest po kurestwie najstarszym zawodem swiata. I od tysiacleci zebracy
      starali sie wzbudzac wspolczucie. Tylko uczciwy zebrak nie ukrywa, ze zbiera
      dla siebie, tymi tutaj powoduja wyzsza uczucia.
      Wiedza doskonale, ze normalny czlowiek lubi zwierzeta, normalny czlowiek ich
      nie meczy i nie zabija dla wlasnej przyjemnosci. Wiedza, ze wielu ludzi ma
      poczucie winy, wynikajace z faktu bycia drapiezna malpa. Bo jestesmy
      drapieznikami i mieso jest dla nas naturalnym skladnikiem odzywienia.
      Niektorzy moga sie bez niego obejsc, niektorzy nie. Ale to jest zupelnie inna
      sprawa.
      Dodatkowo poczucie winy wzbudza w nas fakt odejscia od starych rytualow.
      Tak zwane "prymitywne" plemiona uwazaly ze zwierzeta maja cos w rodzaju duszy i
      zabijajac je zawsze odprawialy jakis tam przepraszajacy rytual.
      Tego nie robimy. My narody ksiegi - uwazamy ze jestesmy panami stworzenia.
      Wielu ludziom z tym jest niewygodnie. Czujkemy instynktownie, ze cos jst nie
      tak.
      I tu trafiaja nas cyniczni ekolodzy.
      To oni pierwsi zauwazyli ze foczki maja piekne oczki.Piekne oczki to majatek.
      Pieniazki plyna wyciskane z miekkich serduszek.
      Tylko miekkie serduszka nie wiedza, ze zwierzatkom to wcale nie pomaga. Ze
      falszuje sie dane statystyczne, falszuje sie zdjecia aby wyciagnac pieniadze od
      zaszokowanych ludzi. Sceny mordowania palka foczych dzieci byly nakrecane
      spoecjalnie dla potrzeb Geen Peace. Eskimosi nie zabijaja foczych dzieci.
      Miriam, popierajac Green Peace dajesz pieniadze wydrwigroszom.

      Co do tego okrutnego zabijania fok, to tez nie tak.
      To wcale nie dlatego, zeby nie niszczyc skor. Do foki mozesz podejsc na dwa
      kroki i strzelic jej humanitarnie w oko (tylko nie mdlej prosze).
      Chodzi o to zeby nie wywolywac paniki w stadzie.
      Pozatem sa na ten temat badania.
      Specjalizujacy sie w badaniach bolu naukowcy z Battelle-Institute po
      wieloletnich testach z roznymi metodami polowania, doszli do wniosku, ze gruby,
      sprawnie zastosowany kij jest najbardziej humanitarna metoda pozbawienia foki
      zycia. Poniewaz to jest tylko test teoretyczny, nie upieram sie przy jego
      wynikach, ale przytaczam to, zebys wiedziala, ze do tego tematu mozna
      podchodzic takze racjonalnie.


      "...ja Miriam, nie nastolatka - mam cholera jasna (sorry) łzy w oczach, a nawet
      płacze krokodylimi łzami, gdy widzę jak zabija
      się zwierzęta. No i co?
      Całuję Cię"

      I za to Cie Miriam wlasnie lubimy, a niektorzy nawet kochaja.

      Tez Cie caluje

      borsuk
    • Gość: lisa2 Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 22:29
      Proponuję rozpoczęcie akcji ochrony prusaków i szczurów. Najpierw rozpocznijmy
      akcję w Waszyngtonie i Nowym Jorku, potem przejdźmy do Meksyku (miasta),
      następnie do Rio de Janeiro. Po zaprzestaniu ciężkiej walki z tymi zwierzętami,
      na subkontynencie amerykańskim, weźmy się za Afrykę i Amerykę. Na koniec
      EuroAzję. Jedynie Australia da sobie z nimi radę bez naszej pomocy. Tam
      nakręcili film "Ostatni brzeg" Tam reszta zwierząt i tak się uchroni.

      Jeśli Ekolodzy uznają, że to za mało to mają jeszcze kontynt zimowy.
    • Gość: U Re: Foczki maja ladne oczki IP: 216.41.50.* 30.01.02, 22:32
      Gość portalu: borsuk napisał(a):

      > Na wstepie chce od razu wyjasnic: nie zostawiam smieci w lesie, nie wyrzucam
      > starych akumulatorow do rzeki, nie zrywam szarotek, nie musze miec w domu stolu
      >
      > z blatem z sekwoi.
      > Rownoczesnie nie przyjmuje do wiadomosci, ze obrona amerykanskiego orla
      > bialoglowego przed mozliwym (nigdy nie stwierdzonym) zagrozeniem, musi
      > kosztowac rocznie zycie setek tysiecy ludzi.
      > Buntuje sie tez przeciwko naciskowi rozhisteryzowanych pannic, doprowadzajacych
      >
      > do tego, ze zagrozona jest egzystencja calych plemion eskimoskich, wskutek
      > kretynskich ograniczen w polowaniach na foki. Kretynskich, bo zrodzonych przy
      > urzedniczych biurkach i nie majacych nic wspolnego z rzeczywistoscia.
      >
      > Potrzeba dzialania na polu ochrony srodowiska nie podlega dyskusji.
      > Skrzywienie pojec w tej materii doprowadzilo jednak do tego, ze zapomniano, ze
      > czlowiek sam jest czescia przyrody i, ze podobnie jak inne zwierzeta,
      > dopasowuje otoczenie do swoich potrzeb. Tylko sprawniej i konsekwentniej. Stad
      > i skutki znaczniejsze.
      >
      > Konieczne i korzystne dla rozwoju czlowieka zmiany srodowiska, jak rozwiniecie
      > upraw, oswojenie zwierzat, rozwoj osiedli i przemyslu, zwiazane byly takze ze
      > zmianami niekorzystnemi, czy to z nieswiadomosci - wyjalowienie polwyspu
      > Iberyjskiego, czy tez z ideologicznej pychy � zbrodnia dokonana na �
      > ;dawniej
      > morzu� Aralskim.
      >
      > O ile mnie pamiec nie myli to dopiero slynna wpadka z krolikami w Australii
      > zwrocila uwage opinii publicznej na ryzyko zwiazane z ingerencja w przyrode.
      > Wowczas zajeli sie sprawa biologowie. Wprawdzie do dzis nic nie wymyslili, ale
      > przynajmniej probuja dalej dzialac racjonalnie.
      > Czego nie mozna powiedziec o dzisiejszych ekologach. Ekologowie graja na
      > emocjach.
      > Wybieraja dziedziny w ktorych latwo o wzruszenie i - nie bojmy sie powiedziec
      > tego brzydkiego slowa � o pieniadze.
      >
      > Wykorzystujac wrodzona dobroc serca nastoletnich dziewczynek, prowadza kampanie
      >
      > dobroci dla zwierzat ladnych i milych.
      >
      > Zle sie daje obronic np. wegorz � jedno z najbardziej zadziwiejacych stwo
      > rzen
      > tego swiata, zagrozony calkowita zaglada. Ale wegorz jest sliski i brzydki.
      >
      > Latwo bronic ptaszkow i zwierzat futerkowych, delfinow i wielorybow.
      > Taki np. Free Willy � jaki on slodki.
      > A juz najlepiej broni sie fok. Foczki maja ladne oczki.
      >
      > Na piekne oczki plyna tysiace dolarow.
      > Za te dolary mozna kupowac np. Jeepy, ktoremi jezdza po plazy ekolodzy,
      > szukajac bezradnych, malych, wyrzuconych na plaze foczat.
      > Albo sfinansowac wycieczke na Aleuty.
      > A jak sie tam sfilmuje jak brutalnie Eskimos zabija foczki, to sie znow uzbiera
      >
      > na podroz do nowej Zelandii, zeby sprawdzic czy turysci nie przeszkadzaja
      > papugom Kea.
      >
      > A jak sie nie jest w pierwszej lidze obroncow przyrody, to mozna pojechac
      > samochodem do lasu i przywiazac sie do drzewa w protescie przeciwko budowie
      > autostrady.
      > A jak juz sie nie ma samochodu to zawsze mozna pociac futro jakiejs mieszczce.
      >
      > Tylko niech mi kto powie, co to ma wspolnego z ochrona srodowiska?
      >
      >
      > borsuk
      >
      >

      Sam o malo nie stalem sie ofiara " ekologow".Bylem bliski zakupienia dzialki budowlanej,ale mialem szczescie.W
      poore zadalem pytanie czy lezace w granicach tej dzialki blotniste bajorko,100m kwadratowych (miejsce dla
      rozmnazania sie komarow) ma status wetlandu.Realtorka byla zdegustowana moim pytaniem jednak ja bylem w 7mym
      niebie,ze nie stalem sie posiadaczem dzialki,ktora praktycznie bylaby wlasnoscia "ekologow"
      • Gość: borsuk Re: Foczki maja ladne oczki IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.02, 22:49
        Oj tak,
        o wilgotnych biotopach, moznaby cala ksiazke napisac.
        Jakies dwa lata temu widzialem reportaz z Francji.
        Chodzilo o wyczyszczenie sztucznego stawu, do hodowli ryb.
        Zarosl i trzeba bylo wyczyscic zielsko, zeby nie zamienil sie w bajoro.
        I tu staneli na barykadach ochroniarze. Biotop trzeba ratowac.
        Ze staw sztuczny, ze prywatny, ze do hodowli ryb to nikogo nie obchodzilo.
        Skonczylo sie tym razem dobrze dla wlasciciela ale kto wie co przyniesie
        przyszlosc.

        pozdrawiam

        borsuk
        • Gość: # Foczki maja ladne oczki IP: *.wroclaw.tpnet.pl 31.01.02, 09:38
          Ja gram dwie role -
          jak pracuje to niszcze srodowisko jak kazdy -chocby
          ogrzewanie i oswietlenie !

          A za to dbam o trawe, krzewy, drzewa i klomby kwietne
          jak jestem po pracy.

          Nie zabije komara i muchy ( denerwuje to zone i odbiera jej zdrowie)
          a zabilbym paru zdrajcow w rzadzie by zasluzyc sobie na chwale niebios.

          Bronie Polakow i polskosci na Forum i gdzie indziej
          a zgadzam sie z wieloma Zydami, ze sa w wiekszosci glupi, leniwi
          i zdeprawowani, lapczywi dobr i zaszczytow, fuszerzy i dyletanci
          i zupelnie bezrefleksyjni a co gorsza nienawidzacy madrych, zacnych
          i prostolinijnych, za to byle cwaniak, kretacz , zlodziej i prostak
          stanie sie ich uwielbiencem. Ale na szczescie i na tym forum
          znajduja calkiem inni!

          I dlatego tak czesto pokazuje niewygodny dla wiekszosci punkt widzenia.

          Co do zwierzat to saudomowione, hodowlane, rzezne i dzikie.

          Podzial ten zreszta bardzo pasuje dla forumowiczow.

          Acha zapomnialem o zwierzetach inteligentnych - to
          w odniesieniu do Forumowiczow np. #.


          • Gość: # # - niesmialo do Miriam. IP: *.wroclaw.tpnet.pl 31.01.02, 11:48
            Piszesz :
            - "Czasem tylko przychodzi pod osiedla ludzkie - instynktownie.
            Jesli juz rozmawiamy, nie wartościujmy. Kto cierpi bardziej, i czyim
            cierpieniem mamy się bardziej przejmować
            dobrego dnia

            Miriam"

            Tak bardzo Cie popieram - by cierpienie uszlachetniajace bylo wartoscia
            wieksza od tolerancji do cierpienia nieslusznie pokrzywdzonych.

            Ale jak tu sie obyc bez wartosciowania.
            Moze cos poplatalem w instyktownej intuicji - miernictwem?
    • Gość: doku A karasie piękne lasie IP: *.mofnet.gov.pl 31.01.02, 15:29
      • Gość: siedem A doki brzydkie jak chińskie smoki IP: *.tgory.pik-net.pl 01.02.02, 08:02
        7,00
        • tyu Chyba PIĘKNE jak chińskie smoki ! 01.02.02, 11:27
          Oj, wydaje mi się, że Twoje poczucie piękna dorównuje poglądom ekonomicznym...
          wink)
          • Gość: siedem Re: Chyba PIĘKNE jak chińskie smoki ! IP: *.tgory.pik-net.pl 01.02.02, 11:35
            tyu napisał(a):

            > Oj, wydaje mi się, że Twoje poczucie piękna dorównuje poglądom ekonomicznym...
            > wink)

            Mhmmm
            Czerwoni widzą piękno w kupie zamkniętej w słoiku lub zgietej kartce papieru.
            Ewentualnie mają odlot przy utworze "42 minuty ciszy". Ja wybieram konserwatywną
            tradycję. W 13 wieku "nie było chin wcale". A jak się czegoś nie widzi to jest to
            albo brzydkie albo tego nie MA...
            6,78
            • Gość: # cierpiacy i niepocieszony # --> Hani IP: *.wroclaw.tpnet.pl 01.02.02, 13:34
              Piszesz, nie tajac lodowato
              przeciwnego bieguna transparentu;

              - "...# nigdy sie z Toba nie zgodze !!!!"

              jakbys dla # lornete odwrotnie, dla oddalenia roli obserwatora -
              uwaznego bo zaangazowanego, jedynie mi przeznaczyla !

              "Trudno.
              Liczy sie pierwsze wrazenie, moj idolu logiczny smile
              A Hasz wyroznienie za uwazne czytelnictwo smile
              Jej, nie przypuszczalam, ze ktos jeszcze takie rzeczy pamieta!
              Pozdrawiam H. i H.
              H. "

              Nie podziwiaj z bieguna 1 -go wrazenia odleglych
              i prostopadlych rownoleznikow, chocby rownikiem byly
              - wszak bieguny choc przeciwne, jedna os obrotu dla nich tworza.

              Na lepsze rozumienie rzeczy w po cichu licze
              - choc lod serca Twego nie taje od francuskich przeprosin !
              • Gość: Hania Re: cierpiacy i niepocieszony # --> Hani IP: 193.0.117.* 02.02.02, 14:58
                Gość portalu: # napisał(a):

                > Piszesz, nie tajac lodowato
                > przeciwnego bieguna transparentu;
                >
                > - "...# nigdy sie z Toba nie zgodze !!!!"
                >
                > jakbys dla # lornete odwrotnie, dla oddalenia roli obserwatora -
                > uwaznego bo zaangazowanego, jedynie mi przeznaczyla !
                >
                > "Trudno.
                > Liczy sie pierwsze wrazenie, moj idolu logiczny smile
                > A Hasz wyroznienie za uwazne czytelnictwo smile
                > Jej, nie przypuszczalam, ze ktos jeszcze takie rzeczy pamieta!
                > Pozdrawiam H. i H.
                > H. "
                >
                > Nie podziwiaj z bieguna 1 -go wrazenia odleglych
                > i prostopadlych rownoleznikow, chocby rownikiem byly
                > - wszak bieguny choc przeciwne, jedna os obrotu dla nich tworza.
                >
                > Na lepsze rozumienie rzeczy w po cichu licze
                > - choc lod serca Twego nie taje od francuskich przeprosin !

                Nie jest widac objety dzialaniem dziury ozonowej (trzymajac sie porownan
                ekologicznych w zwiazku z tematyka niniejszego watku).
                Prosze sobie nie brac wszystkiego do serca i czasami przymruzyc oko czytajac
                posty. A na pewno moje smile
                Pozdrawiam,
                Hania



            • tyu Re: Chyba PIĘKNE jak chińskie smoki ! 01.02.02, 14:50
              Gość portalu: siedem napisał(a):

              W 13 wieku "nie było chin wcale".

              W aspekcie następnego zdania rozumiem to następująco:
              w 13. wieku nie było Siódemki, która mogłaby zobaczyć Chiny, więc nie było też
              Chin. Niby logiczne...

              A jak się czegoś nie widzi to jest to albo brzydkie albo tego nie MA...

              ...a jak się wsadzi głowę pod poduszkę, to cały świat znika...

              > 6,78

              < 3,39

              • Gość: # Nie dosc Wam swego Smoka z Wawela.. IP: *.wroclaw.tpnet.pl 01.02.02, 15:06
                tyu napisał(a):

                > Gość portalu: siedem napisał(a):
                >
                > W 13 wieku "nie było chin wcale".
                >
                > W aspekcie następnego zdania rozumiem to następująco:
                > w 13. wieku nie było Siódemki, która mogłaby zobaczyć Chiny, więc nie było też
                > Chin. Niby logiczne...
                >
                > A jak się czegoś nie widzi to jest to albo brzydkie albo tego nie MA...
                >
                > ...a jak się wsadzi głowę pod poduszkę, to cały świat znika...
                >
                > > 6,78
                >
                > < 3,39
                >

                Chinszczyzna ... po japonsku.
                Jedni czytaja z prawa na lewo, inni rzadkami pionowo
                ale tez niejednakowo !
                Hiacynt sie pierwszy wtranazala,
                teraz Wy. Chyba, ze chodzi o pomoc w podnoszeniu watku -
                - to rozumiem !
              • Gość: siedem Re: Chyba PIĘKNE jak chińskie smoki ! IP: *.tgory.pik-net.pl 02.02.02, 15:10
                tyu napisał(a):

                > Gość portalu: siedem napisał(a):
                >
                > W 13 wieku "nie było chin wcale".
                >
                > W aspekcie następnego zdania rozumiem to następująco:
                > w 13. wieku nie było Siódemki, która mogłaby zobaczyć Chiny, więc nie było też
                > Chin. Niby logiczne...
                >
                > A jak się czegoś nie widzi to jest to albo brzydkie albo tego nie MA...
                >
                > ...a jak się wsadzi głowę pod poduszkę, to cały świat znika...

                Dokładnie tak!
                Bo świat jest tylko projekcją naszych wyobrażeń o nim. [wersja light dla
                czerwonych]
                Bo świat jest teatrem Boga na 6MLD sposobów urządzanym. [wersja z cukrem dla
                białych]
                7,00
    • do_gory Re: Foczki maja ladne oczki 10.03.02, 10:40
      • Gość: borsuk A Pim Fortuyn mial kaprawe slepia faszysty IP: *.dip.t-dialin.net 08.05.02, 09:15

        I tymi slepiami widzial, jak jego kraj zmienia sie na niekorzysc pod zalewem
        ludzi, ktorzy przyjeci jako goscie, zachowuja sie jak najezdzcy.
        Widzial jak wielowiekowa, rozwinieta, humanistyczna kultura, ulega degradacji
        pod wplywem przybyszow, ktorzy nie sa w stanie i nie chca jej zrozumiec.
        Przybyszow, ktorzy w kulturze kupieckiej widza tylko kult zarabiania pieniedzy,
        nie dostrzegajac, ze opierala sie ona na wolnosci, uczciwosci i zaufaniu.
        Ktorzy w europejskiej sztuce zamiast radosci zycia widza rozwiazlosc.
        Dla ktorych europejskie poszanowanie dla jednostki, jej praw, jej zycia jest
        nie do pogodzenia z fanatycznym oddaniem swojemu bostwu.

        Jezeli Fortuyn byl faszysta – jestem nim tez.

        Pisze w tym watku, bo sprawa jego morderstwa laczy sie scisle, ze sprawami,
        ktore tu juz poruszalismy.
        Poczucie wlasnej dobroci i doskonalosci, spowodowane wieloletnim opowiadaniem
        sie po “slusznej” stronie, znalazlo swoja kulminacje w skrajnej nietolerancji i
        przemocy.

        Morderca Fortuyna byl czlowiekiem dobrym.
        Byl absolutnie poprawny politycznie.
        Byl idealista, byl otwarty na swiat, na nowych ludzi, mial glebokie poczucie
        sprawiedliwosci spolecznej, nie gromadzil bogactw, byl wrazliwy na ludzka
        krzywde, na degradacje srodowiska, byl przeciwny wojnie, nie znosil przemocy,
        kochal przyrode, nie jadl miesa, nie zabijal zwierzat - zabil Fortuyna.

        borsuk



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka