soova
11.02.04, 21:42
Właśnie skończyłam oglądać dzisiejszy odcinek mojego ulubionego - do niedawna
- serialu. Tak coś mnie naszło i śledząc go znad "Polityki" jednym okiem
dostrzegłam, że już nie tylko scenariusz czepia się przysłowiowych ostatnich
desek ratunku, ale i potknięcia jego autorów namnożyły się, że ho, ho. Cóż,
może to tylko dzisiaj tak było, ale dojrzałam kwiatki nastęþujące:
1. Jak pamiętamy, w poprzednim odcinku Stefan jadąc wieczorkiem po ciemnej
drodze, o mało nie przejechał był dziecka (w tym miejscu w takiej np.
"Dynastii" byłoby na pewno "To be continued", ale nie małpujmy ślepo wzorców
obcych nam kulturowo). Konsekwentnie zatem dzisiejszy odcinek zaczyna się od
tego, jak to wielki biały niemiecki samochód wieczorem zajeżdża pod posterunek
policji - to nasz dzielny Stefan przybył, by spełnić swój obywatelski
obowiązek i przyznać się do winy.No i dobrze, do tej pory się zgadza. Za zas
jakiś widzimy Hankę i Marka. Niepokoją się, gdzie Stefan, bo juz go długo nie
ma, a w jego domu ciemno. Stefan zjawia się i... hop! Za plecami ma okno, a z
okna bije radośnie światło dzienne. Do rana na niego czekali? (I Hania tak
wdzięcznie w fartuszku kroiła coś na desce, pewnie obiad szykowała biedulka na
3 dni na zapas, bo teraz przecież wychodzi do pracy i późno wraca...)
2. Stefan opowiada tę straszną przygodę, przy czym wspomina, że były to dzieci
chodzące do szkoły na 3. zmianę. Może coś pomyliłam, ale zdaje się, że w
podstawówkach w tej chwili jest dzieci mniej, niż więcej,w związku z czym
"mieszczą się" w jednej zmianie. No chyba, że ubocznym skutkiem reformy
oświaty jest "przeludnienie" szkół wiejskich i dlatego biedne dzieci z Grabiny
wracają ze szkoły jesienią po ciemku, bo skończyły 3. zmianę...
3. A na koniec wątku Stefanowego: tenże radośnie stwierdza, iż dobrze, ma
zimowe opony, bo zdążył zahamować. Gratuluję i chętnie zapiszę się na kurs
doszkalający z hamowania zimowymi oponami po suchym i czystym asfalcie. A
zwłaszcza, jak go Stefan poprowadzi.
4. Teraz pani sędzia. Z charakterystycznym dla siebie przydechem
zarekomendowała Norbiemu książkę, przyznawszy się przy okazji, że czytała ją
do 2.00 w nocy i musiała odlożyć, bo na 8.00 miała rozprawę. Tylko że, o ile
się orientuję, rozprawy w sądach w Warszawie wyznacza się najwcześniej na
8.30. (Ale może się mylę, niech mnie ktoś poprawi...)
5. I, last but not least, płaksiwo - warcząca Małgosia i jej gadulska mama.
Barbara przynosi córce list i prosi o przeczytanie. Małgosia po porcji dąsów i
skrzywień daje się przekonać. Bierze do ręki kopertę, kŧóra... jest już
rozcięta. Ładne zwyczaje panują w tej rodzinie, nie ma co.
A tak poza tym to serial lubię. Całkiem się dobrze przy nim czyta "Newsweek",
o "Polityce" nie wspomnę.