Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27)

01.01.13, 01:00
I zgodnie z zapowiedzia zakladam nowy najnowszy swiezutki pierwszy w nowym roku watek 'ojejkowy' :)

Na zachete program KK na styczen:
03.01. - "Kopia mistrza" - film o Beethovenie z Diane Kruger i Edem Harrisem w roli glownej, rezyseria Agnieszki Holland;
10.01. - "Motyl i skafander" - chyba nie trzeba zapowiadac ...
17.01. - "Oda do radosci" - polski film z 2005r. ;
24.01. - "Iris" - no, to juz troche starszy, ale nie ogladalam, wiec moze sie skusze wreszcie?

w pozostale dni stycznia TVP2 nas raczej nie rozpiesci ;)

natomiast TVP1 chce zaskoczyc nowymi serialami - konkurencyjnie dla KK w czwartkowe wieczory "Anatomia prawdy", w piatki (od 11.01.) "Szpiedzy w Warszawie", w poniedzialki "Dynastia Tudorow" sez. 3, we wtorki "Zemsta" (amerykanski z 2011), w srody "Przeblysk jutra" - moze byc ciekawie :)
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 01.01.13, 12:43
      Niech będzie dobry ten ROK dla Wszytskich!

      Propozycje filmowe i serialowe godne uwagi!
      Na sezon 3. Tudorów się cieszę. Oby tylko nie pokazywno go w środku nocy.



      :)
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 01.01.13, 13:40
      W Trójce własnie śpiewa Bob Marley - "No woman, no cry", sześćdziesiąte któreś miejsce(nie dosłyszałam) na liście Top Wszechczasów...
      www.youtube.com/watch?v=tzkG6Xu6lUE
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 01.01.13, 13:44
        A teraz jest Myslovitz i "Długość Dźwięku Samotności" (chyba 62 miejsce)

        www.youtube.com/watch?v=qCIyK3ec4kE

        Bardzo lubię tę piosenkę.
    • grek.grek OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 13:47
      No dobrze, miałby być nagrody, więc... parampampam - oto i one :]
      OjejAsy edycja 1, za 2012.

      [wiecie, Oscary za 2012 bedą 24 lutego 2013, więc i tak jesteśmy do przodu, hehe]

      Na wstępie, od razu muszę przeprosić...
      Prowadzić miał Hugh Jackman, na własne życzenie zresztą, ale przedwczoraj wyskoczył mu
      na nosie niezidentyfikowany wykwit, zapewne efekt ostatnich przemian fizjologicznych jakie przechodzi w związku z metamorfozami fizycznymi do kolejnych filmów, i uznał, z żalem wyraźnym, że nie może się w takim stanie pokazać Wam. Zaklepany pół roku temu Maciek Stuhr nie wychodzi z domu, wiecie dlaczego..., więc też odpadł. Robert Górski zadzwonił, że "utknął w zaspie", ale jako, że śniegu nie ma, noc była sylwestrowa, a jego głos brzmiał jak taśma magnetofonowa puszczona od tyłu, uznałem, ze "zaspa", to taka metafora prawdziwych przyczyn jego nieobecności... Leo Messi musiał pójść grać w piłkę, a Evanowi Handlerowi sam odmówiłem, mówiąc, że "prędzej włosy ci wyrosną na głowie, niż poprowadzisz tę imprezę". Krzysztof Ibisz osiągnął właśnie wiek 17 lat, skutkiem czego wolałem nie ryzykować zatrudniania nieletniego... I tak oto, po serii nieszczęśliwych wypadków zostałem Wam... ja :]

      OjejAs 2012 prezentuje się tak :
      islandturfcrafts.com/i/larger/cat-statue-GF3.jpg
      specjalna wersja alternatywna, "tygrysia :
      www.10ravens.com/files/product/6/3/12604/preview.jpg
      Przejdźmy do konkretów.

      OjejAs Grand Prix, podwójny :
      Barbasiu, za "Boccaccio", Grand Prix Brazylijski - czyli : dowcip, lekkość, a jednocześnie walory jakościowe
      Siostro, za "Sherlocki" wszelakie, Grand Prix Szwajcarski - czyli : precyzja, struktura oraz atrakcyjnośc akcyjna.
      Gratulacje, drogie Panie.

      OjejAs Specjalny, Spiritus Sanctus Award, dla Ciebie, Maniu, za stałą unoszenie się duchem pomiędzy nami, nawet jesli ciałem jesteś na blogu, za planowe zakładanie nam wątków, za opiekę metafizyczną i za to, że myśmy jak dzieci, a Ty nam jak dobra matka, tudzież siostra oddziałowa. Gratulacje.

      OjejAs specjalny, Bruce Lee aka Wejście Smoka Award dla Ciebie, Pepsic, za szybkie, dynamiczne i pełne treści aktywizacje wnoszące wigor i treść. Gratulacje.

      Orajt, pierwsza faza śmignęła, więc może pierwszy z trzech występów artystycznych, Wy sobie posłuchacie, a ja się kopnę na zaplecze, gdzie czeka na mnie... 100 gram dla kurażu :]. Jest to najbardziej optymistyczna i najradośniejsza piosenka, jaką znam :
      www.youtube.com/watch?v=w40ushYAaYA
      Tu przydałby się jakiś kawał, jak przystało na prowadzącego... Rozmawiają dwie sąsiadki. Jedna : pani mąz ładnie wygląda w tym nowym garniturze. Druga : to nie nowy garnitur, to nowy mąz.
      Jest to nie mój dowcip, pożyczył mi kolega, ma na imię Karol, nazwiska prosił nie ujawniać, bo i tak ma mnóstwo problemów z powodu tych żartów.
      POsmialiśmy się, haha, hihi...
      Pora na kolejne nagrody...

      OjejAs zwany Szybki Prawy Sierpowy za największą ilość treści w najmniejszej ilości najtrafniejszych słów, za rzeczowość przy jednoczesnym fajnym poczuciu humoru, dla Ciebie, Pepsic. Gratulacje.

      OjejAs pod tytułem Bogata Ciocia Z Ameryki dla Ciebie, Maniu, za prowadzenie znakomitego, zaprzyjaźnionego bloga, za jego oprawę, treść i wybitne walory merytoryczne. Gratulacje.

      OjejAs, Ich Troje, czyli Imienia Esperanzy, Lisbeth i Leonarda, dla Ciebie, Barbasiu, za wykazywanie znakomitej aktywności poszerzającej nasze horyzonty, w tak róznych dziedzinach jak muzyka, film, sztuka, forografia, za informacje tajne i niejawne, które zdobywasz sobie tylko znanymi sposobami, umiejętność ich przekazania i interpretacji oraz wdzięk, z którym tego dokonujesz. Gratulacje.

      OjejAs Specjalny, dla Ciebie, Siostro, za Twój cykl W Starym Kinie, z którego zrobiłaś wehikuł filmowy, którym wycieczki są niezmiennie frapujące, a to dlatego, że umiesz opowiadać ciekawie, wartko i z widoczną przyjemnością własną, która nam się udziela. Gratulacje.

      Ten pan, nie znam go, ale jego impresario tak mękolił, że jego podopieczny chce wystąpić, że nie miałem serca odmówić :
      www.youtube.com/watch?v=bET5-EsqKuc
      takie sobie, nie ? ;] Panu juz dziękujemy.

      Odsłona trzecia przed nami... mam jeszcze kilka dowcipów od tajemniczego Karola, ale nie mam osłony przed pomidorami, więc zrobię tylko efektowny przysiad i piruecik, o taaałoooaaakkk, uff... złapię równowagę i lecimy dalej.

      OjejAs Specjalny, firmowany przez Tajne Stowarzyszenie Kotów Iluminatów, dla Ciebie, Barbasiu. Oficjalnie nadaje Ci to honor Cat Queen, oraz jeszcze bardziej honorowej członkini Jeszcze Bardziej Tajnego Stowarzyszenia Kotów Świata - za sympatię dla kotów, cierpliwośc dla ich kociej natury i generalnie dla kotów serce. Gratulacje.

      OjeAs Stradiovarius Award, dla Ciebie, Maniu, nie wiem czemu stradivarius, ale skojarzył mi się on z tym, że pojawiasz się nieczęsto, ale jak już się pojawiasz - jest to na miarę świetnej partii skrzypiec w dobrej orkiestrze. Gratulacje.

      OjejAs zwany Uśmiechem Johna Cleese, dla Ciebie, Siostro, za znajomośc i uznanie dla kina brytyjskiego, jakim nas raczysz na codzień i od święta, ku naszej przyjemności. Gratulacje.

      OjejAs Specjalny imienia Więckiewicza, dla Ciebie Pepsic, za ten sam styl bycia forumowego, który charakteryzuje ekranowe poczynania patrona nagrody, czyli za klasę i umiejętności techniczne Gratulacje.

      OjejAs Szczególny, dla Zoe, która nazwę naszego Zgromadzenia wymysliła. Gdziekolwiek jesteś, bądź pozdrowiona. Gratulacje.

      OjejAs Debiut Roku, dla koleżanki Er.pa, za... Debiut sensacyjny i finezyjny. Gratulacje.

      Występ ostatni, pan już nie żyje, ale jego spadkobiercy dotarli do mnie, bo odkryli, że on już wtedy wiedział, że my się pojawimy i nam swój utwór zadedykował :
      fRgWBN8yt_E
      Ray, ty nie umarłeś :]
      Kontaktowała się ze mną także rodzina Nat King Cole'a, być może dostanie on szansę za rok. Stay tuned, Cole's people. Peace.

      Ostani OjejAs to OjejAs za Osobowość Roku, nazwany pokerowo Karetą Z Czterech Dam, dla Was, Barbasiu, Maniu, Pepsic i Siostro - za urok osobisty, myśl, humor i zdolnośc zarówno do polemiki i sporu, co i zgodności oraz współbrzmienia z elegancją i klasą. Gratulacje.

      Trybuna jest Wasza, drogie Panie, wszelkie podziękowania i wystąpienia - mile widziane :]

      Ja znikam, scena należy do bohaterek dnia, miałem jeszcze coś o seksie, ale schowałem przed Evanem i teraz nie mogę znaleźć... no nic... 2013 - cały nasz jesteś :]


      • grek.grek OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 13:53
        przepraszamy za usterki techniczne...
        reżyserka, czy możemy cofnąc taśmę i ostatni występ tutaj uzupełnić ? :
        www.youtube.com/watch?v=fRgWBN8yt_E
        :]
        • er.pa Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:32
          Pozostaje mi tylko bardzo podziękowac za wyróżnienie, choć w związku z nim wchodzę w nowy rok cała w stresie, czy po tak odebranym debiucie nie rozczaruję ... ;)
          I szalenie podoba mi się statuetka, bo ja tez z tych "od kotów".
          • grek.grek Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 02.01.13, 12:48
            o, świetnie, będę pamiętał o Twoich kocich upodobaniach :]

            och, bądź sobą i sprawiaj nam przyjemność pisaniem i swoją obecnością, a
            na pewno obiecujący debiut będzie zaczynem klasyki gatunku :]
      • siostra.bronte Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 13:58
        Haha, Greku, kapitalne :))
        Na razie nie potrafię napisać nic więcej niż: dziękuję!
        Aż się wzruszyłam. Wielkie dzięki!
        Musimy pomyśleć o jakiejś nagrodzie dla Greka! :)
      • maniaczytania Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 14:28
        Ach, jej, jakze jestem wzruszona i zaskoczona, no kompletnie sie nie spodziewalam, no. Och, tak zupelnie przypadkiem mam przy sobie karteczke, bo chcialabym oczywiscie podziekowac, no i zeby nie zapomniec o nikim ta przypadkowa karteczka. Ach, plote bez sensu, to ze wzruszenia.
        Ach, no to zaczynam czytac, tylko lzy obetre, zeby mi kartki nie zalaly ;) Dziekuje najpierw oczywiscie mamie i tacie, bo bez nich by mnie nie bylo, i babciom i dziadkom, bo bez nich nie byloby moich rodzicow, a bez nich ... , i tak dalej ;) Dziekuje nauczycielom ze szkol, kolezankom i kolegom z podstawowki i ogolniaka ;) i ze studiow tez :) No i tym z pracy, i z reala, i z wirtuala, i z tesco ;)
        Przy okazji, chwila, obetre znow lzy, chcialabym apelowac o pokoj na swiecie !


        A tak zupelnie serio - to bardzo dziekuje za dowcipne wyroznienia i nagrody, i dziekuje Wam, ze tu sobie razem jestesmy :)
        • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:39
          > dziekuje Wam, ze tu sobie razem jestesmy :)

          Piękne powiedziane, Maniu! :)))

          Dołączam się do tych słów, do podziękowań dla Wszyskich!
        • grek.grek Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 02.01.13, 12:49
          świetne :]

          Cała przyjemnośc po mojej stronie, Maniu, i podzielam satysfakcję ze współobcowania :]
      • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 14:55
        Skasowłam sobie całą odpowiedź, co ją piszę od pół godziny! Ach! :///

        Prosze o cierpliwość, muszę ją odtworzyć.
      • pepsic Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:30
        Bardzo dziękuję Grek za miłe słowa i czas, który nam poświęciłeś. Jestem oszołomiona, i zarazem pełna uznania za finezyjne i dowcipne podsumowanie każdej z nas. Tak to można zaczynać nowy rok:)


        • pepsic Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 17:48
          A tu drobny muzyczny souvenir:
          www.youtube.com/watch?v=6Z1ILARI9hk
        • grek.grek Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 02.01.13, 12:56
          Cała przzyjemnośc po mojej stronie, Pepsic. Będę się starał, aby była to tradycja, coraz bogatsza i atrakcyjniejsza :]

          suwenir prześwietny, oryginalny, a przed oczami stanęła mi ostatnia scena z "Greka Zorby", na plaży, zawsze się wzruszam, cóz to za kwintesencja filozofii życia w życiu... W powieści Zorba mówi przed śmiercią "Powinien żyć kilka razy" - oby i nam wszystkim zawsze było tego życia mało i mało, jak umierać to tylko w głodzie i biegu :] Nie metryka nas ogranicza, ponieważ pasja życia ją unieważnia, w dobrym i złym, lepszym i gorszym, ale zawsze z pasją życia w sobie :]
      • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:33
        Ho, ho, to my nie tylko otrzymaliśmy nagrody ale i prawdziwą galę w pięknej oprawie z konferansjerką na światowym poziomie z bardzo śmiesznymi żartami prowadzącego , oraz z a występami gwiazd światowego formatu, ściągniętymi specjalnie na tę okazję z youtube.

        Bardzo mi się wszystko podoba, a szczególnie nagrody i ich uzasadnienia. :)

        Pozwolisz zatem, że ja w imieniu swoim i koleżanek też wręczę Ci, Greku, kilka nagród:

        Pierwsza to statuetka poczwórnego imienia Piotra Bałtroczyka, Artura Andrusa , Grażynki Torbickiej i Kasi Pakosińskiej (na statuetce widnieją twarze wszystkich wymienionych, formą nawiązuje ona do starosłowiańskich posągów bóstw, każda twarz skierowana jest w inną stronę świata) za, jak już mówiłam, za profesjonalną , na światowym poziomie konferansjerkę na pierwszej gali OjejAsy za 2012 rok.

        Druga to gruby złoty łańcuch z medalionem przedstawiającym twarz Łysego z Californication czyli Evana Handlera za uśmiech, humor, dystans do świata oraz za nieustajacą chęć odpowiadania żartem na żart.

        Trzecia, nagroda imienia Jerzego Urbana oraz bilet do Kalifornii i z powrotem (w tym samym dniu) za wyważone emocjonalnie komentarze polityczne. Statuetka jest mało oryginalna, przestawia duże uszy redaktora.

        Czwarta, mały ogrodowy rollercoaster za twórcze podejście do języka, sprawne żonglowanie słowami, efektowną dekonstrukcję utartych wrażeń i zwrotów , za wszystkie eleganckie i zabawne, metaforyczne i dosadne zdania i frazy.


        Piata to moneta dwuzłotowa z Henrykiem Sienkiewiczem oraz kawałek koronki od halki Izabeli Łęckiej i guziczek od bluzeczki Maryni Połanieckiej za szczere umiłowanie i zachwyt powieści pana Sienkiewicza „Lalka” oraz „Rodzina Połanieckich” oraz ich serialowych adaptacji.
        www.e-kolekcjoner.pl/33,2-zlote-henryk-sienkiewicz.html
        Piata, której sponsorem jestem ja, to gablota wypasiona z kierowcą dożywotnio, za cierpliwość i wyrozumiałość Twą, abyś mógł pojechać wszędzie tam, gdzie jeszcze nie byłeś, a chciałbyś pojechać albo wracać tam, gdzie lubisz wracać . Oraz abyś mógł podwozić piękne dziewczyny (gablota potrafi też pływać i latać z szybkością helikoptera).

        Szósta, najważniejsza to korona i berło (na kuli berła widnieje twarz pisarza Hanka Moody’ego) i korona dla najbardziej twórczego, niezmordowanego i pasjonującego opowiadacza filmów i seriali na Forum Telewizja i we wszechświecie internetowym.

        :)
        • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:41
          See you do jutra!

          www.youtube.com/watch?v=ngyBUeygLZs
          :)
        • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:49
          Z emocji aż źle ponumerowałam nagrody, wiedziałam, żę coś pomylę

          Piąta to moneta dwuzłotowa z Henrykiem Sienkiewiczem [...]

          Szósta, której sponsorem jestem ja, to gablota wypasiona z kierowcą dożywotnio [...]

          Siódma, najważniejsza to korona i berło [...]

          Ufff! :/

          • maniaczytania Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 16:07
            jako, ze mnie tu juz nagroda zobowiazuje (ta za bloga) nie moge niestety przymknac oka mego Barbasiu, ale tak tylko cichutko sprostuje, ze "Lalki" nie napisal Sienkiewicz ;)
            • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 22:10
              Maniu, trzeba było śmiało od razu mnie poprawiać, a nie szczeptem sceniczym prostować!

              Piąta to moneta dwuzłotowa z Henrykiem Sienkiewiczem oraz kawałek koronki od halki Izabeli Łęckiej i guziczek od bluzeczki Maryni Połanieckiej za szczere umiłowanie i zachwyt dla powieści pana Prusa i pana Sienkiewicza „Lalka” oraz „Rodzina Połanieckich” oraz ich serialowych adaptacji.

              Dołączam jeszcze dziesieciozłotówkę z ubiegłego wieku z podobizną pana Prusa
              www.numizmato.pl/10-zl-1982-boleslaw-prus-p-1173.html

              Przepraszam za usterki!


              • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 02.01.13, 09:05
                PS zachwyt nad powieściami Prusa i Sienkiewicza


                Oprócz pana Prusa zgubiłam jeszcze scyzoryk Dextera! :/ Z siedmioma ostrzami , nożyczkami i korkociągiem ze zdjęciem Michaela C. Halla czyli Dexa oraz, to w, bonusie breloczek na klucze lub do przypięcia do szlufki u spodni, z malutkim pejczykiem i kajdankami z różowym puszkiem za wszytskie krwawe i pieprzne opowieści z Dextera i z Californication.

                :)
        • pepsic Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 17:24
          Korzystając z dnia prawdy chciałam uzupełnić uzasadnienie do nagrody nr 3, której imię jakoś mi nie przechodzi przez usta (bardzo sorry). Cenię Greka za to, że w dysputach politycznych nieraz mocno burzliwych nie zastępuje braku argumentacji (o ile to możliwe) wycieczkami personalnymi. A muszę przyznać, że niektóre jego posty mocno mnie bolały;). Do uzasadnienia nagrody nr 6 dopisuję kategorię: za mistrzowskie trafianie w sedno sprawy i za niezwykle sugestywne opisywanie filmów.

          Ps. A ja się zastanawiałam, kim jest Evan i czy przypadkiem nie kotem;))
          • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 22:22
            pepsic napisała:

            >Do uzasadnienia nagrody nr 6 dopisuję kategorię: za mistrzowskie trafianie w sedno sprawy > za niezwykle sugestywne opisywa nie filmów.

            > Cenię Greka za to, że w dysputach politycznych nieraz mocno burzliwych nie zastępuje >braku argumentacji (o ile to możliwe) wycieczkami personalnymi.

            Rozszerzanie uzasadnień jest mile widziane!


            Evan czyli Łysy jest akutrat psem ...
            psem na baby (Cali-fornication )
          • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 22:25
            Żałuję, że nie mogę wycofać już trzeciej nagrody. Przepraszam Greku, że sprawiłam, że znalazłeś się teraz w niezręcznej sytuacji, właśnie dziś. ://

            Ale i tak Twoje dla nas efektowne show, z nagrodami tak sprawiedliwe i po równo rozdzielonymi jest najważniejsze.
            Jest wyjątkowym wydarzeniem w tym pierwszym dniu Nowego Roku.

            :)
            • grek.grek Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 03.01.13, 13:53
              no coś Ty, Barbasiu, ja lubię Urbana, poza tym te Uszy dobrze się komponują z
              pozostałymi nagrodami :]

              miło mi :]
              • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 03.01.13, 15:40
                poza tym te Uszy dobrze się komponują z
                > pozostałymi nagrodami :]
                Hehehe! :)))
    • grek.grek zza kurtyny... 01.01.13, 16:21
      [to Wasz dzień, jako się rzekło, więc jutro Wam podziękuję i całą resztę powiem... cieszę się, że rzecz cała przypadła Wam do gustu]

      [co do Kocham Kino, to trochę jednak jestem zawiedziony; "Motyl i Skafander" mamy w archiwum,"Odę..." puszczali już iks razy na iks kanałach... pozostałe dwa tytuły brzmią ciekawie, nie widziałem ich, ale... może mam przesadzone oczekiwania, ale myślałem sobie śmiało, że Kocham Kino będzie jednak proponowało jakieś prawdziwe nowości, będzie czymś ekskluzywnym w TVP...]

      [Siostro, Twój aktor lubiany, mr Cumberbatch pojawi się w kinach dwukrotnie w 2013, drugi występ będzie miał miejsce w filmie "Twelve Years a Slave" Steve'a Mc Queena, w którym partnerować będzie mu Michael Fassbender - o czym będzie ten film... więcej informacji o nim, i o propozycjach na 2013 (dużo ich ogromnie) tutaj :
      wyborcza.pl/1,75475,13124480,Witajcie_w_swiatowym_kinie_A_D__2013.html ]

      [Barbasiu, jesteś Wielka :), wystarczyłoby mi samo Twoje i Wasze zadowolenie z zawartości i przebiegu tej 1 edycji, a tutaj obdarowałaś mnie tak szczodrze, że ja tego nie udźwignę w żaden sposób :) nie na kota siły takie ciężary :)]
      • siostra.bronte Re: zza kurtyny... 01.01.13, 16:39
        Dzięki, Greku, za ciekawy artykuł! Trzymasz rękę na pulsie :)
        • grek.grek nadal zza kurtyny... 01.01.13, 16:44
          [(cichym szeptem)proszę bardzo :]

          ["Vinci" za 10 minut, oglądasz ? oglądacie ? ja muszę raz jeszcze zobaczyć :)]

          • siostra.bronte Re: nadal zza kurtyny... 01.01.13, 16:46
            Haha.
            Widziałam "Vinci" raz i wystarczy. Ten film leci w tvn w każde święta :)
      • pepsic Re: zza kurtyny... 01.01.13, 17:02
        "Irys" tez spoczywa na półce w archiwum. Myślę, że nie ma powodów do wybrzydzania, choć nosem kręciłam, bo za bardzo skupiono sie na chorobie pisarki pod koniec życia, niż znacznie ciekawszych telewizyjnie retrospekcjach z młodości.
        • siostra.bronte Re: zza kurtyny... 01.01.13, 17:58
          Widziałam "Iris" jakiś czas temu. Znakomita obsada. Oprócz obu pań w roli tytułowej, w roli męża: Jim Broadbent i Hugh Bonneville. Uwielbiam brytyjskich aktorów :)
          • er.pa Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:14
            Do ja się dorzucę do Iris, powtarzajac za Siostrą, że choćby dla obsady warto. Jim Broadbent dostał zdaje się Oskara za tę rolę, a do tego w bonusie niejako analogiczną rolę męża silnej kobiety chorej na Alzheimera 10 lat później, w Żelaznej damie, której nie widziałam. Sama nie wiem, czy lepiej byc dyżurnym amantem, czy mężem chorych żon :)
            A Iris warto dla Judi Dench (dla niej każdy film warto, moim zdaniem), i dla koneserów - Kate Winslet bez odzieży :)
            • maniaczytania Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:17
              er.pa napisała:

              > A Iris warto dla Judi Dench (dla niej każdy film warto, moim zdaniem), i dla koneserów - Kate Winslet bez odzieży :)

              Z Judi Dench zgodze sie bez wahania, z Kate Winslet mam problem - ja jej zwyczajnie nie lubie, stad zbyt wielu filmow z nia nie widzialam ( i w takim np. "Holiday" mogloby jej watku wcale nie byc bez szkody dla filmu :) ), a w neglizu juz ja widzialam tez niestety, w "Lektorze" (chociaz to akurat byl bardzo dobry film i jemu nawet Kate nie zaszkodzila).
              • siostra.bronte Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:30
                Winslet rozbiera się w każdym filmie :)
              • er.pa Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:36
                Winslet jest w Iris nie za długo, bo film jest zdominowany przez wątek choroby.
                Zaczęłam się zastanawiać nad swoim stosunkiem do tej aktorki - i chyba mam obojętny, poza tym, że przypomina mi bliską koleżankę ze studiów, co powoduje przychylność :)
                Co do rozbierania, to w Iris jest to niełóżkowe, i tym się różni od innych:) A przynajmniej tak to zapamiętałam...
                • pepsic Re: zza kurtyny... 01.01.13, 20:15
                  Co do rozbierania, to w Iris jest to niełóżkowe,
                  To jest dość zabawna scena. Przypadkowa wycieczka szkolna spotyka na brzegu rzeki nagą Winslet (młoda Iris), skonsternowany nauczyciel w popłochu zakrywa uczniom oczy. Kojarzy się z "Rybką zwana Wandą". Tyle, że tam o męskie klejnoty chodziło;)
              • pepsic Lektor 04.01.13, 17:11
                Co do "Lektora", pozwolę się nie zgodzić. Ralf Fiennes nie dał rady, a Kate Winslet nie pasowała na analfabetkę. Po równo film położyli, choć i z przesłaniem filmu trudno mi się było pogodzić. Chyba o tym już dyskutowałyśmy.
            • siostra.bronte Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:29
              Zgadza się, był Oscar dla Broadbenta :)
      • barbasia1 Re: zza kurtyny... 01.01.13, 22:39
        Jednego dnia ponosisz złoty łańcuch, drugiego berło, a jeszcze innym razem poszalejesz gablotą, dasz radę! :)

        Zresztą te nagrody specjalne za cłokształt dla Ciebie zostały przyznane jednorazowo, ale dożywotnio.


        Najważniejsza dziś i tak przygotowana przez Ciebie gala, z nagrodami, jak już wspomniałam wyżej, tak równo i sprawiedliwie rozdzielonymi pośród nas.
        Dziękuję za wszytskie dobre słowa. Naparwde, bardzo mi miło. :)




        • barbasia1 Re: zza kurtyny... 02.01.13, 08:55
          Wszytskie moje koty Ojej-Asy stoją już na półce na honorowym miejscu! :)
          • grek.grek Re: zza kurtyny... 03.01.13, 13:54
            MOje też :]
            poza tymi, które stale na sobie noszę ;]
            • barbasia1 Re: zza kurtyny... 03.01.13, 14:36
              He,he, he! :)))))
              To fajnie!
        • grek.grek Re: zza kurtyny... 02.01.13, 12:39
          Barbasiu, przeczytałem wszystkie posty, Twoje i Wasze - jestem poruszony i
          wdzięczny za wszystkie miłe słowa :]

          Twoje zabawne, finezyjnie opisane i jakże wyrózniające mnie nagrody, wraz z suplementami, są wystrzałowe i od wczoraj noszę je wszystkie z dumą, ciągle chodzę do lustra się przeglądać, jak w nich i z nimi wyglądam, bo... wyglądam tak dobrze :] A jak nie uprawiam wygibasów przed lustrem, to pędzę przed chatę i dumnie się gnieżdzę w gablocie szałowej. Za chwilę całkowicie stracę kontakt z rzeczywistością, a duma mnie uniesie w powietrze :]

          Miał to być dzień przyjemny przede wszystkim dla Was, a moja przyjemność z tego właśnie faktu miała pochodzić - i tak jest i było :], a tutaj jeszcze nagrody dla mnie, które tak kreatywnie i z taką dobrą energią wyczarowałaś w tak krótkiej chwili... Dziękuję, tak po prostu :]

          Wszystke OjejAsy, które nie zmieściły sie w tej edycji - będą na pewno w następnej, myślę, że będzie ich więcej i mam też pewne pomysły na udoskonalenie oprawy całego przedsięwzięcia :]
          • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa! 02.01.13, 21:53
            grek.grek napisał:
            >nagrody, [...] od wczoraj noszę je wszystkie z dumą,
            >ciągle chodzę do lustra się przeglądać, jak w nich i z nimi wyglądam, bo... wyglądam tak dob
            > rze :] A jak nie uprawiam wygibasów przed lustrem, to pędzę przed chatę i dumn
            > ie się gnieżdzę w gablocie szałowej. Za chwilę całkowicie stracę kontakt z rzec
            > zywistością, a duma mnie uniesie w powietrze :]

            Ha,ha,ha,ha! :)))))))))))
            Bardzo mnie to cieszy!!!
            I że się tak dobrze prezentujesz! :)))
            Ta myśl mi przyświecała, kiedy wybierałam nagrody, żebyś się dobrze prezentował. :)))
            Jestem romantyczna, ale też bardzo praktyczna.


            Oprawa gali była zaprawdę niezwykła, wspaniała, urocza, czarowna, dowcipna (uśmiałam się z dowcipów), radosna (ach ten Gene Kelly na scenie, on zawsze budzi uśmiech i radość w sercu, „Deszczowa piosenka” to też moja ulubiona piosenka – słucham jej właśnie po raz czwarty, już piąty i szósty; po raz kolejny odtworzyłam sobie galę), momentami dramatyczna (ten grożący upadkiem pirueto-przysiad, wywołał jęk przerażenia na sali). Było wszstko co potrzebne we właściwych proporcjach. Idealna gala . Pomysł na nią, jej rozmach, był prawdziwym zaskoczeniem, przemiłą niespodziewaną dla mnie (prawdę mówiąc spodziewałam się zwykłej banalnej listy z uzasadnieniami, a nie wyśmienitego show!?) . Być może to wyznanie będzie trąciło nieco egzaltacją, ale trudno, powiem to, Greku, sprawiłeś, że to był najmilszy, najbardziej wyjątkowy pierwszy dzień nowego roku ze wszystkich jakie przeżyłam. Piękny, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny prezent na początek roku.

            Ależ, Greku, żadnego udoskonalenia oprawa nie potrzebuje!

            Wczoraj wieczorem jak wróciłam i ponownie, , zasiadłam do oglądania gali, już na spokojnie nasunęły mi się na myśl klimaty kabaretowe z lat przedwojennych, Kabaret Kit-Kat Klub, wyobraziłam nas, jak ubrane w kreacje z lat 30-tych siedzimy w klimatycznej, przyciemnionej sali na krzesłach z drewna giętego przy okrągłych stolikach, na których stoją małe lampki oraz kieliszki z szampanem i kalifornijskim winem. W sali unosi się zapach pięknych perfum, przemieszany z delikatnym zapachem doskonałego tytoniu i najlepszych kubańskich cygar … (to członkowie big bandu oraz Ray w przewach palą cygara i papierosy).

            Ty (kreacja na miarę tej, którą stworzył Joel Grey w „Kabarecie”) na małej scenie na tle czarnej brokatowej kurtyny świetle reflektorów, w lśniąco białej koszuli w czarnym fraczku z muszką, w czarnych lakierkach, z wybrylantynowanymi kruczo czarnymi włosami i z maską kota na twarzy pięknym niskim męskim głosem wyczytujesz, uzasadnienia, z charmem wręczasz kolejnym paniom nagrody , składasz gratulacje, zapowiadasz kolejnych wykonawców, znikasz ze sceny, wracasz zza kulis, opowiadasz dowcipy, tańczysz, robisz piruety, przysiady i co tam jeszcze … Kto był ten widział. :)))

            Wszystkie panie pąsowieją na twarzach z emocji oraz od magnetyzmu prowadzącego.

            Dziękuję za to, żeś wcześniej ani słówkiem się nie zdradził i cudną niespodziankę nam wszystkim sprawił! / tak mi się zrymowało na koniec! ;)/


            Ufff!

            Przepraszam, ale chyba zaraziłeś mnie gadatliwością! ;)
            :)


            To jeszcze nie koniec ...

            A to ja czekająca na wyjście po odbiór swojej nagrody (w tle nóżki Siostry.Bronte :} -
            www.flickr.com/photos/53035820@N02/5101021853/

            ja w sukni znanej projektantki Elsy Schiaparelli (Bronte chyba też)
            (polecam Waszej uwadze całą przecudowną galerię sukienzaprojektowanych przez Elsę Schiaparelli)...
            • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 02.01.13, 21:56
              Przepraszam tu ja i nóżki Bronte:

              www.flickr.com/photos/53035820@N02/5101021853/
            • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 02.01.13, 21:58
              Przepraszam tu ja i nózki Bronte:

              www.flickr.com/photos/53035820@N02/5101021853/
              • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 02.01.13, 21:59

                Do trzech razy sztuka:

                tu ja i nóżki Bronte:

                www.flickr.com/photos/53035820@N02/5101022025/in/photostream/
                • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 02.01.13, 22:20
                  PS A Mania nic tylko cały czas na członków orkiestry zerkała i ciągle mnie szturchała mówiąc, patrz jaki przystojny ten puzonista w bandzie, a tamten trębacz, jakie piękne ma zakola, jak Jason Statham, a kontrabasista do Jamesa Franco podobny...

                  Pepsic nie chciała wcale wychodzić z klubu, choć już grubo po północy było, tak jej się podbało ...

                  ;)
                  • barbasia1 N i e u s t a j ą c e brawa! 02.01.13, 22:22
                    Maniu, uszczypnij mnie w tyłek, ciągle jakieś usterki!
                    • maniaczytania Re: N i e u s t a j ą c e brawa! 03.01.13, 16:17
                      barbasia1 napisała:

                      > Maniu, uszczypnij mnie w tyłek, ciągle jakieś usterki!

                      Nie, zeby cos tam tego, no hmm,
                      ale cala przyjemnosc po mojej stronie ;)
                      • barbasia1 Re: N i e u s t a j ą c e brawa! 03.01.13, 16:42
                        maniaczytania napisała:

                        > barbasia1 napisała:
                        >
                        > > Maniu, uszczypnij mnie w tyłek, ciągle jakieś usterki!
                        >
                        > Nie, zeby cos tam tego, no hmm,
                        > ale cala przyjemnosc po mojej stronie ;)

                        Hahahaha! :)))

                        I ja bez żadnej przyjemności, żeby nie było, znoszę to Twoje szczypanie, Maniu. ;))
                • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 02.01.13, 22:33
                  Sprostowanie - Suknia jest od Edwarda Molyneux!
                  • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Nieustające brawa 03.01.13, 13:44
                    Jedym słowem - piękny prezent mnie, nam sprawiłeś!

                    Ja obiecuję w nowym roku znacznie, znacznie mniej postów o niczym, a więcej treściwych, na temat i oraz takich za jakie przyznałeś mi nagrodę OjejAsa Ich Troje.


                    PS Mania mnie tu znów mnie strofuje, że to nie członkowie orkiestry i Ray palili cygara i papierosy, tylko zacne towarzystwo zgromadzone na sali i oglądajace show, pośród któych znalały się i takie osobistości (wszyscy, jak i my oniemeli na widok show):

                    www.filmweb.pl/film/Kabaret-1972-1313#picture-9
                    :)
                    • grek.grek Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Nieustające brawa 03.01.13, 15:45
                      a Ty, i Wy - mnie :]

                      oj tam, nie ma postów "o niczym", każdy jest o czymś, pasuje do
                      konkretnych okoliczności.

                      hehe :]
                    • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Nieustające brawa 03.01.13, 15:46
                      > PS Mania mnie tu znów mnie strofuje, że to nie członkowie orkiestry i Ray palil
                      > i cygara i papierosy, tylko zacne towarzystwo zgromadzone na sali i oglądajace
                      > show, pośród któych znalały się i takie osobistości (wszyscy, jak i my oniemeli
                      > na widok show):
                      >
                      > rel="nofollow">www.filmweb.pl/film/Kabaret-1972-1313#picture-9

                      Gdyby były trudności z otworzeniem powyższego zdjęcia to na wszelki wypadek dorzucam jeszcze jedno:

                      www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=7326&sekcja=galeria&zdjecie=16
                      :)
                    • maniaczytania Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Nieustające brawa 03.01.13, 16:22
                      barbasia1 napisała:

                      > Ja obiecuję w nowym roku znacznie, znacznie mniej postów o niczym, a więcej treściwych, na temat i oraz takich za jakie przyznałeś mi nagrodę OjejAsa Ich Troje.

                      Barbasiu - ja Cie prosze - nie rob nam tego :)
                      • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Nieustające brawa 03.01.13, 16:45
                        maniaczytania napisała:

                        > barbasia1 napisała:
                        >
                        > > Ja obiecuję w nowym roku znacznie, znacznie mniej postów o niczym, a wię
                        > cej treściwych, na temat i oraz takich za jakie przyznałeś mi nagrodę OjejAsa
                        > Ich Troje.
                        >
                        > Barbasiu - ja Cie prosze - nie rob nam tego :)

                        Hehehe! :)

                • siostra.bronte Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 03.01.13, 14:46
                  Hahaha :))
                  • siostra.bronte Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 03.01.13, 14:55
                    Tak sobie myślę, że coś tu u nas za wesoło :)
                    • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 03.01.13, 15:20
                      siostra.bronte napisała:

                      > Tak sobie myślę, że coś tu u nas za wesoło :)

                      Nigdy nie ma tak wesoło, żeby nie mogło być weselej! ;)

            • grek.grek Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 03.01.13, 14:05
              to były świetne pomysły :]

              Taka recenzja zupełnie mnie oszałamia, dzięki, Barbasiu :]
              z mojej perspektywy było to trochę nieporadne w moim wykonaniu, ale
              teraz muszę sobie choć trochę darować i spojrzeć na się samego przychylniej, bo
              bardziej ufam Twojej ocenie i gustom.

              Twoja znakomita Wizja i Fonia nadają nowy sens i wymiar całemu przedsięwzięciu.
              Rewelacja :] Dopiero teraz zobaczyłem całą rzecz w prawdziwym jej przepychu, który
              dzięki Tobie zyskała.

              "To ja czekająca na wyjście po odbiór swojej nagrody"
              następne zdanie powinno brzmieć :... rozhisteryzowani mężczyźni proszą o tlen, kobiety
              o ostatnie namaszczenie... :]

              nie znam sie, ale z czysto estetycznego punktu widzenia mego : całość wygląda znakomicie.


              • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa 03.01.13, 15:14
                Pięknie było! :)))


                > "To ja czekająca na wyjście po odbiór swojej nagrody"
                > następne zdanie powinno brzmieć :... rozhisteryzowani mężczyźni proszą o tlen,
                > kobiety o ostatnie namaszczenie... :]

                Hahaha! :))) Skoro tak mówisz, nie zaprzeczę! ;)))
          • barbasia1 Re: zza kurtyny... 02.01.13, 22:10
            Jesteś urodzony showman! :)
    • grek.grek OjejAsy,m echa światowe :] 01.01.13, 19:28
      [pierwsze echa światowe mamy... Woody Allen zadzwonił przed chwilą. Barbasiu, powtarzam tylko jego słowa : "You are so charming woman... Penelope, Scarlett and You, Basia... my three favorite girls"]

      [z planu nowego filmu dzwonił pan Benedict i przekazał "Siostro, I'm a Fan..."]
      [rozdzwoniły się telefony... Zadzwoniła Gildia Wszystkich Przystojnych Facetów Świata i okrzyknęli Manię mianem The Man's Beauty Expert... Pepsic, dla Ciebie są życzenia od pana Więckiewicza, powiedział, że "podziwia i ceni"... Er.pa, dzwoniła pani aktorka Joanna Kulig, kilka lat temu Debiutantka Roku na FPFF w Gdyni, a dziś odkrycie europejskie, z życzeniami
      mocnej kontynuacji dobrego początku...]

      [ja tylko pośredniczę :)

      aha, i piosenka dedykowana Wam :
      www.youtube.com/watch?v=GROdIwG_7Ok
      • siostra.bronte Re: OjejAsy,m echa światowe :] 01.01.13, 19:39
        Hahaha :))))
        Ech, miło jest pomarzyć. Należy się nam trochę radości w tym [...] życiu, prawda?

        Od siebie wręczam Ci, Greku dwie nagrody (nie mam konceptu na nazwę). Pierwsza za niestrudzoną popularyzację seriali: "Dextera", "Californication", "Rodziny Połanieckich" i paru innych. Druga, za znakomity styl pisania i lekkie pióro. Chciałabym kiedyś tak swobodnie pisać jak Ty :)
        • grek.grek Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 12:41
          Dziękuję, Siostro :]
          Piszesz bardzo dobrze, przejrzyście, sprawnie, nie tracąc jednocześnie z pola widzenia
          logiki i dbając o atrakcyjne zaprezentowanie opowiadanych historii. To ja powinien się
          od Ciebie uczyć.
      • barbasia1 Re: OjejAsy,m echa światowe :] 01.01.13, 22:29
        Och! Wspaniała wiadomość!
        Jakby Allen jeszcze kiedyś do Ciebie zadzwonił, powiedz proszę, że marzę o zostaniu staystką w jego filmie. Zrobię to całkowicie za darmo. Mogę odgrywać nawet roślinność.

        Za piosenkę bardzo dziękuję!
        :)
        • grek.grek Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 12:45
          Mam nadzieję, że będziesz ją sobie często puszczać i czerpać
          z niej dobrą energię :]

          Woody wie, że jesteś jego fanką. On jest z kolei Twoim fanem.
          Jak będzie kręcił w Krakowie, na pewno da znać :]
          • barbasia1 Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 22:09
            grek.grek napisał:

            > Mam nadzieję, że będziesz ją sobie często puszczać i czerpać
            > z niej dobrą energię :]

            Będę. A przede wszytskim dobrą energię będę czerpać z Twojego galowego, noworocznego postu, słów mnie poświęconych.

            Cudowna wiadomość! :))) Żeby tylko jak najszybciej zebrano pieniądze na ten film...
      • barbasia1 Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 22:51
        > [pierwsze echa światowe mamy... Woody Allen zadzwonił przed chwilą. Barbasiu, p
        > owtarzam tylko jego słowa : "You are so charming woman... Penelope, Scarlett an
        > d You, Basia... my three favorite girls"]

        Być dziewczyną Woody'ego wraz z Penelope i Scarlett to jest COŚ PIĘKNEGO! ... :)))
        • grek.grek Re: OjejAsy,m echa światowe :] 03.01.13, 13:52
          Być Woodym z takimi trzema dziewczynami - TO dopiero bomba :]
          • barbasia1 Re: OjejAsy,m echa światowe :] 03.01.13, 15:16
            grek.grek napisał:

            > Być Woodym z takimi trzema dziewczynami - TO dopiero bomba :]

            :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • pepsic "Tydzień z życia mężczyzny" - sprzed chwil paru 01.01.13, 20:47
      Refleksyjnie o życiowych wyborach i słabościach z wiele mówiącym motywem wygłoszonym przez głównego bohatera, że śpiew jest chwilą, kiedy może poczuć się lepszym człowiekiem (cytat nie dosłowny), z przepiękną muzyczną oprawą. Jest jedno małe "ale" - obsada. Otóż Jerzy Stuhr ze swoją vis comica nic nie ujmując talentowi nie nadaje się do ról stricte dramatycznych.
    • grek.grek dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.Jamesa..." 02.01.13, 13:55
      "Vinci" raz w roku - nie mam nic przeciwko, znam na pamięć, ale... chcę zobaczyć te sceny, chcę usłyszeć te dialogi, a że więcej film składa się w 3/4 z tych momentów... :] Nie nagrywam, nie oglądałbym gdybym miał na taśmie, albo oglądałbym tak często, że powtórki telewizyjne utraciłyby swoją rangę i smak, a po cóż pozbywać się nawet najdrobniejszych spośród tysiąca przyjemności ? :]

      Dzisiaj jest skrzyżowanie planet w prime time.
      TVP puszcza "Underworld" [20:20], a TVN7 od 20:00 "Zabójstwo Jessie Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda" - antywestern, z Bradem Pittem w głównej roli, w reżyserii faceta, który zrobił niedawno omawianego "Choppera", a także "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" [też z Pittem], który chyba jeszcze lata w kinach, a na pewno latał przed chwilą.

      Co wybierzecie ?
      domyślam się... :]

      Ale, wg mnie, "Underworld" [oglądałem nocną emisję, bo TVP umyśliła sobie dać ten film dwukrotnie w ciągu doby], to rzecz bardzo interesująca i jak na kino horrorowe - ambitna.

      OPisuje świat nam znajomy, ale wzbogacony o potajemną rywalizację dwóch klanów - wampirów i lykanów, czyli wilkołaków. Są to dwie grupy stworzeń dalece od siebie róznych, wampiry mają rodzaj szarmu, elegancji, mieszkają w stylowym wielkim domu w XIX wiecznym stylu - oczywiście, kiedy idą jeść albo walczyć, to się specjalnie certolą z przeciwnikami albo z dwunożnym obiadem. Za ucho i na talerz. Lykanie zaś, są brutalni, podczas metamorfoz zmieniają się w potęzne wilki z zębami wielkości bojowego sprzętu polskiego kosyniera.

      Oba te rody łączy burzliwa przeszłośc, w której Lykanie byli niewolnikami Wampirów, niższą klasą, plebsem, zajmowali się służeniem Wampirom, opieką nad nimi za dnia, aby tamci mogli polować nocą. Potem staneli do wyzwoleńczej walki i od tej pory oba plemiona prowadzą wojnę na wyniszczenie, przez stulecia sięgając po wszelkie sposoby zwiększania własnych możliwości, zwłaszcza w obszarze sił witalnych, poprzez modyfikacje genetyczne.

      Przywódcy obu rodów, wampir Viktor i lykanin Lucian są wrogami na śmierć i życie, a wszystko przez ponurą historię - Lucian zakochał się, wieki wcześnie, w córce Viktora. Niczym Romeo w Julii. Przerażony wizją skrzyżowania ras Viktor wystawił swoją córkę na światło dzienne, a zatem spalił ją, żeby tylko tę perspektywę unicestwić. Luciana zaś wypędził, a ten powrócił na czele zbuntowanych byłych niewolników i tak się targają po szczękach bez przerwy.

      W środku całego zamieszania jest główna bohaterka, Selena. Wampirzyca, przybrana córka Viktora. Odziana w czarny lateks maszynka do walki. BYa człowiekiem, do momentu kiedy Lykanie zabili jej rodzinę, a ja samą uratował Viktor i zmienił w wampirzycę. Od tej chwili Selena bierze stały odwet na Lykanach za śmierć swojej rodziny i jest lojalną córką ojca.

      Problem robi się w momencie, kiedy od Luciena Selena dowiaduje się prawdy - a brzmi ona tak, że Viktor nie tyle ocalił ją życie, co - po zamordowaniu jej rodziny - nie umiał jej samej ubić, a to dlatego, ze przypominała mu własną córkę, tę zabitą przez niego. Dlatego przygarnął Selenę, i okłamywał ją, ze jej rodzinę wymordowali Lykanie.

      Następny kluczowy wątek, to pojawienie się człowieka nazwiskiem Corvin - Selena pomaga mu, kiedy ten staje się ofiarą napaści Lykanów. Jest ciekawa, dlaczego Lykanie polują na człowieka, zwykle oba klany nie prowadzą wojny z ludźmi, co najwyżej mogą ich zjadać w formie obiadowej :] Postanawia się nieszczęśnikiem zaopiekować, przy okazji zakochując się w nim, i dociec - dlaczego jest tak ważny dla Lykanów. Dociera do sensacyjnej informacji, że Wampiry i Lykanie wywodzą się z jednego pnia genetycznego, mają wspólnego przodka, a Michael Corvin to jego potomek, więc jego krew zawiera zarówno cechy wampierze, jak i lykanowe - ergo : czyni to Corvina silniejszym zarówno od wampirów, jak i od Lykanów, hybrydą której obecność może zmienić losy odwiecznej wojny. Lykanie desperacko chcą go dostać w swoje łapy, a i dla Wampirów może być on cenny, bo stworzenie z jego genów odpowiedniej modyfikacji jest w stanie jednemu z plemion dać decydujące atuty wojenne. Selena zaś nie ma interesu w działaniu na korzyśc któregokolwiek z klanów, więc chroni Corvina przed obiema, zwłaszcza w momencie, kiedy młody Wampir, Kraven probuje dokonać przewrotu, unicestwić Viktora i przejąć kontrolę nad sytuacją, a używa do tego tajnego porozumienia z Lucienem, wodzem Lykanów, który oczywiście bardzo chce pozbyć się swojego odwiecznego wroga, Viktora, nawet za cenę sojuszu z jego następcą,z którym i tak będzie musiał się skonfrontować... no chyba, że Wampiry i Lykanie po smierci Viktora zawrą rozejm, a nawet się zjednoczą... przeciw komu ? Tak, macie rację : przeciw ludziom :]

      Fajna fantasmagoria ? :]

      Rozpisałem to, żeby Was przekonać, że ten film ma fabułę :]

      Owszem, są tutaj efektowne walki, czerwona farba i strzelaniny, noże i talerze fruwają, ale nie jest to tępa naparzanka, jak w polskim Sejmie, hehe. O cos jednak chodzi, coś się z czego wywodzi.

      Ciekawa jest wizja dwóch grup, na wzór : plemion, klanów, rodzin mafijnych, mozna by to nawet podciągnąc pod metaforę polityki [kto wie, może dlatego TVP puszcza taką, cokolwiek krwawą i horrorową produkcje, o 20:20 ?], zbuntowanych przeciw rządzącym, pięknych przeciw brzydkim... tych porownać można wiele wykoncypować, to pojemny format.

      Wielką zaletą jest estetyka wykreowanego świata - akcja dzieje się nocą, więc większośc scen odbywa się w niebieskawo-pociemniałej scenerii, na wampirzych pokojach, zaułkach ulicznych pod wielkimi budynkami niczym w Nowym Jorku, aż po postindustrialne krajobrazy fabryczne, w których kryja się Lykanie. Wciągające. Naprawdę :]

      Postaci są świetne. Zwłaszcza Lykanie, straszni, ale bajkowi, wiadomo że to komiks i bajka. Ja podziwiam projekt tych maszkaronów, ktoś kto na to wpadł miał plastyczną wyobraźnię. Obcy jest szczytem kreatywności i wizji, ale Lykanie w "Underworld" niewiele mu ustępują. Przepiękne poczwary :] Wampiry są bardziej konwencjonalne, bo są stale w jednej postaci, nie przechodzą metamorfoz cielesnych. Interesujące są kolejne etpay przemiany i dochodzenia do zrozumienia swojej natury Michaela Corvina, człowieka który długo nie rozumie, co się z nim i wokół niego dzieje.

      No i Selena, mała, szczupła, na czarno, w obcisłym lateksie, nawet kiedy strzela, kopie i robi fikołki albo skacze z 10 metrów i ląduje z gracją - nie traci powabu i wdzięku. Nakręcono ciąg dalszy "Underworld", już duzo słabszy niż omawiany oryginał, w tym jeden bez Seleny, i w zasadzie dopóki grająca Selenę urodziwa Kate Beckinsale będzie powracać, dopóty pewnie będzie się cała rzecz opłacała. Czy w sensie artystycznym [szeroko pojętym], to już mniej oczywiste. Ale postać jest to charakterystyczna bardzo. Poważna bardzo, charakterna, niepokorna, ale przecież zdolna do uczuć.

      W roli wampira Viktora... Bill Nighy :] Gra świetnie, i, wbrew pozorom, ma coś do zagrania, sceny dialogowe i nie tylko. Kiedy swoją chudą dłonią łapie za gardło potężnego wilka i "usypia go" na amen, robi to naprawdę przekonująco i z majestatem.

      Do tego dużo dobrej, neorockowej muzyki, zwłaszcza w trakcie scen batalistycznych [ktos by powiedział "nawalanki", ale... jak zwał, tak zwał, hehe], nota bene - bardzo dobrze nakręconych, dynamicznych i wiarygodnych [pomijając wizerunek niektórych uczestników, hah].

      wg mnie, a oglądałem to już 3 albo i 4-krotnie, rzecz jest naprawdę dobra, ofk w swoim gatunku, i gdybyście... przypadkiem... i mieli akurat aptetyt na tego typu kino... wtedy - warto spróbować :]

      w częściach, tu link do 1 :
      www.youtube.com/watch?v=kc2S-YTcUks
      sam trailer :
      www.youtube.com/watch?v=TMYyhBtQ1PU
      • siostra.bronte Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 14:02
        Jakoś nie miałam okazji zobaczyć "Underworld". Przyznam, że Twoja recenzja jest zachęcająca. Może rzucę okiem?
        Też zauważyłam "Zabójstwo...", podobno całkiem dobry film. Niestety, nie lubię westernów, no i Brad Pitt nie zachęca.
        • grek.grek Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 15:12
          Kto wie, jeśli jeszcze nie masz swojego ulubionego "popkulturowego" horroru, to
          może "Underworld" zajmie tę półkę ? :]

          wiesz, "Zabójstwo...[strasznie długi tytuł]" obraca się w tej konwencji, z racji
          historycznych konotacji, ale nie trzyma tego westernowego schematu, ponoć
          nacisk kładzie na psychologię postaci i relacji pomiędzy nimi.

          chciałbym jeszcze dorzucić, że Czesi w CT2 pokazują dziś "Matkę Teresę
          od kotów". o 22:30.
          U nich nazywa się to "Matka Tereza od kocek [z taką falą nad "c"]" ;]
          • barbasia1 OT 02.01.13, 19:49
            grek.grek napisał:
            chciałbym jeszcze dorzucić, że Czesi w CT2 pokazują dziś "Matkę Teresę
            > od kotów". o 22:30. > U nich nazywa się to "Matka Tereza od kocek [z taką falą nad "c"]" ;]

            [koczka] (z miękkim cz) tak wymawiała słowo 'kot" po czesku moja przesympatyczna czeska kolezanka, pamiętam .

            Polecamy Czechom ten film dziś, jeśli czytają nasze Forum.
            :)
            • grek.grek Re: OT 03.01.13, 13:50
              yess, tak to właśnie działa :]

              Oglądałaś [oglądaliście ?] może "Zabójstwo Jesse Jamesa..." ?

              Ja zacząłem, a nawet dotarłem do drugiej przerwy reklamowej. Niestety, od
              początku, a nawet od jeszcze wcześniej, toczyłem heroiczny, nierówny bój z
              bezlitosnym Morfeuszem. Podczas tej ww. przerwy postanowiłem na chwilkę
              przymknąć oczy, obiecując sobie,że to tylko na moment. I już ich nie otworzyłem.
              TO znaczy - ocknąłem się. Na napisach końcowych. Zgasiło mnie w sekundę :]
              To niestety zagrożenia płynące z chodzenia 48 godzin bez nakręcania, heh.
              Fik i amen ;]

              Domyślam się, że tytuł filmu zawierał w sobie opis losów głównych bohaterów,
              i domyślam się, że cała istota filmu zawierała się w ukazaniu psychologii obu
              wymienionych w tytule postaci. Z tego, co wiem, Ford był fanem Jamesa, traktował
              go jak idola, to wynikało także z tej pierwszej godziny. Ów Ford nie wyglądał przy
              tym na specjalnie bystrego, chociaż zapewniał o tym, że to tylko pozory. James
              zadał mu nawet wprost pytanie : Chcesz być taki jak ja, czy chcesz być mną, czego
              ty naprawdę chcesz ? Ford niespecjalnie zrewanżował mu się klarowną odpowiedzią.
              Chyba sam nie wiedział, jaka jest podstawa jego stosunku do Jessie'ego.

              Więc - zasstrzelił go.
              Czy da się wywnioskować : dlaczego ?
              Czy fabuła dała wskazówki jakieś ?
              Czy jest więcej niż jedna możliwość interpretacji motywacji Forda ?
              Co fabuła mówiła o Jessie'em ?

              Przepraszam,że tak zarzucam Was pytaniami, ale czekałem na ten film z ciekawością,
              którą zaspokajał do momentu... no własnie, padłem, jak te dwa małe węże pod nożem
              w ręku Jamesa ;]
              • barbasia1 Re: OT 03.01.13, 14:33
                > Oglądałaś [oglądaliście ?] może "Zabójstwo Jesse Jamesa..." ?

                Niestety nie zaspokoje Twej ciekawości, nie ja nie oglądałam"Zabójstwa Jesse Jamesa..." , ani "Underworld, siedziałam na Forum, w necie, musiałam to i owo napisać.
                Może ktoś inny widział, jak nie to pozstaje czekać do następnej powtórki ...

                Nie możesz sobie zaplanować tych trzech skromnych godzinek snu w nocy! Co Ty robisz w nocy!??
                Jak zaniemożesz z niewyspania alboco innego niedajBoże (odpukać), to się śmiertelnie na Ciebie obrażę!
                :/
                • siostra.bronte Re: OT 03.01.13, 14:52
                  Też nie widziałam tego filmu. "Underworld" też. Podeszłam do "Boso, ale na rowerze", ale obraz patologii rodzinnej nie wydał mi się wcale zabawny. W efekcie capowałam bez sensu po kanałach :)
                  • grek.grek Re: OT 03.01.13, 15:58
                    czyli, "Zabójstwo Jessie Jamesa..." wymaga powtórkowej projekcji :]

                    wiesz, finał "Boso..." jest dość pozytywny, bo chłopak w pozytyw przekuwa
                    swoje doświadczenia.
                    pozwolę sobie na link do szczegółów :
                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132893734,_Boso_ale_na_rowerze_dwie_wersje.html
                • grek.grek Re: OT 03.01.13, 15:52
                  orajt :] powtórka będzie mile widziana i drugi raz nie dam się zaskoczyć, hehe.

                  ha, ano widzisz, takie mam jakies kocie zwyczaje.
                  Lubię noc, ale co gorsza lubię też dzień i najchętniej w ogóle bym nie spał, bo
                  wychodzę z założenia, że czas na sen będzie po śmierci ;]

                  wiesz, nocą... jak to koty, na myszy poluję... ;]
                  żart.
                  wiesz jak to jest, zawsze coś jest do zrobienia, przeprowadzenia...

                  miło mi z powodu Twojej troski, Barbasiu.
                  Postaram się utrzymać w jednym kawałku :]
                  Na razie jedyny minus, to wlaśnie takie zaśnięcia podczas filmów :]
                  A i to możliwe,że by się nie stało, gdybym zamiast "przymykać na moment oko"
                  wstał i umył twarz zimną wodą albo przyniósł sobie coś do jedzenia, a juz
                  przede wszystkim zmienił pozycję na siedzącą w fotelu, a nie półleżącą na czymś...
                  czego nazwy aż boję się domyślać ;]]
                  • barbasia1 Re: OT 03.01.13, 16:20
                    > wiesz jak to jest, zawsze coś jest do przeprowadzenia ...

                    Do przeprowadzenia!?
                    Śledztwo? Rozmowy? Zamach? 8-O

                    :)

                    Organizm sam się dopomniał o swoje.

                    Też bym najchętniej nie spała, ala tak sie nie da.
                    Greku! Uważaj na siebie! Dbaj o siebie!

                    • grek.grek Re: OT 04.01.13, 13:53
                      czasami wszystko naraz ;]]

                      yesss :]

                      robię, co mogę, Barbasiu; nie dam się łatwo zjeść, zresztą - czuję się świetnie i
                      twórczo, tylko... tego filmu szkoda.
                      Nie ma wyjścia, niebawem będę potrzebował tego specjalnego sprzętu do nagrywania,
                      o którym rozmawialiśmy. Gdyby go miał juz teraz, na pewno bym sobie rzecz całą
                      nagrał, zdrzemnął się, a potem obejrzał :] A bez takiego wyposażenia... no cóż.
                      TVN7 mam już na dekoderze, a więc starego dobrego magnetowidu użyć nie mogłem.
                      • barbasia1 Re: OT 04.01.13, 16:07
                        Hehehe! :)))
                        Nieno, zaraz pęknę z ciekawości!

                        To dobrze. Tak trzymać.! :)

                        Jeśli w dekoderze masz wejście usb to musisz sobie koniecznie sprawić pendrive'a minimum jak mówiłam 8 giga lub lepiej 16 GB, , które w promocji w supermarkecie nawet za 30 -35 zł dostaniesz. Bez problemu wszytsko sobie nagrasz w dobrej jakości. I odtworzysz potem w telewizorze lub na komputerze.

                        PS
                        Grekuuu, tym razem mnie się zasnęło wczoraj w połowie filmu, heh. To wyznanie pisze tu, nie pod Twoim postem w stosownym podwątku o filmie AH , bo to byłaby kompromutująca ... mnie receznja ;) Doobrejrzę i dopiszę się później, dobrze? Powiem Ci tylko, że i mnie nie rzucił ten film na kolana ...

                        :)


                        • pepsic Re: OT 04.01.13, 17:04
                          Przebiję Was, wczoraj zasnęłam w środku MM. Wpisuję sie tu ukradkiem, żeby nikt nie zauważył. Żegnaj Beethovenie!
                          ;)
                          • barbasia1 Re: OT 05.01.13, 09:56
                            He,he,he! :)

                            Pechowy ten czwartek! :)


                          • grek.grek Re: OT 05.01.13, 13:49
                            ostatnio te zaśnięcia zdarzają się nam seryjnie ;]
                            mam nadzieję, że to nie klątwa jakaś... hehe.
                        • barbasia1 Re: OT 05.01.13, 09:59
                          Wczoraj w realu oglądałam pendrive'y TDK 8 GB - 29,90 zł, 16GB - 49,90 zł. (nie było żanych promocji).


                          :)
                        • grek.grek Re: OT 05.01.13, 13:46
                          haha ;] kocie życie, ot co.

                          dzięki za informacje, Barbasiu; czy z tego pendrive'a da się nagrywać na
                          normalnym magnetowidzie, czy jednak DVD potrzebne jest ?

                          e tam, zdarza się, znam to ;]
                          Jasna sprawa, Barbasiu, do KAŻDEGO filmu przecież możemy wrócić w dowolnym momencie.
                          • barbasia1 Re: OT 06.01.13, 22:35
                            Acha! ;/

                            Greku,nagrywasz z dekodera, pendrive wkładasz do dekodera, jeśli oczywiście masz wejście usb, nic więcej nie potrzebujesz!

                            Popatrz, ja mam taki dekoder, cabeltech : www.ceneo.pl/13034022
                            Jest tu jest płaskie wejście usb,widzisz? Tu wkładam pendrive, następnie na pilocie - dokładnie taki mam:
                            cbsklep1.home.pl/userdata/gfx/65e3694d77decb6d7847837f3dd20b62.jpg
                            naciskam czerwony guzik record czyli nagrywaj i to wszytsko. Jak już mam nagrane chce to obejrzeć na telewizorze, wchodzę do menu dekodera, do zakładki nagrywanie i szukam opcji odtwórz (pendrive mam cały czas w dekoderze, oczywista sprawa).
                            Tak wyglada cała operacja nagrywania i odtwarzania.

                            Nowe telewizory mają już wbudowane wejścia usb!
                            :)
                            • grek.grek Re: OT 07.01.13, 15:55
                              ja mam jakiś inny, będę musiał to sprawdzić.

                              dzięki Ci za przystępne wytłumaczenie, jak tylko kupię to ustrojstwo - wezmę się z nim
                              za bary ;]

                              nowy telewizor w dalekich planach, póki co, więc będę się posiłkował opcją pośrednią. Dzięki, Barbasiu :]

                              • barbasia1 Re: OT 07.01.13, 16:29
                                Jeszcze Ci powiem, tylko nie przestrasz się, że chyba będziesz musiał samemu nieco poeksperymentować z tym nagrywaniem i odtwarzaniem, bo opisy w instrukcji są mętne, przynajmniej w mojej obsługi były bardzo szczątkowe, poza tym to jednak prymitywne urządzenie, są małe niegogodności w użytkownaniu, ja np. do konca nie rozgryzłam, jak wyłączać nagrywanie, ale, koniec końców, najważniejsze, że nagrywa elegancko!

                                Nagrywanie z dekodera na pendrive to fantastyczna sprawa! Mam nagranych 6 filmów Allena (+ dwa z usterkami, za późno włączyłam nagrywanie albo, w drugim przypadku, z powodu braku pamięci w penrdrivie nagrywanie się zatrzymało.)

                                Jak sprawdzisz nazwę swojego dekodera, to napisz mi proszę.


                                :)
                                • grek.grek Re: OT 08.01.13, 13:56
                                  Dzięki za wszystkie informacje, Barbasiu :]

                                  mój dekoder nosi dumną nazwę Ferguson Ariva 220combo [nie wiem, czy w dobrej
                                  kolejności, ale wypisuję wszystkie nazwy jakie się na nim znajduję, hehe].

                                  • barbasia1 Re: OT 08.01.13, 23:54
                                    Cała przyjemność po mojej stronie!

                                    O! Nie dość, że nazwa dumna, to jeszcze sam dekoder wypasiony! I dobrze :))
                                    Drogi Mikołaj przyniósł Ci nie byle jaki sprzęcior! :)

                                    Widzę, że masz w nim oczywiście wejście USB, zdaje się z przodu jest pod klapką? Świetnie! Tak więc masz możliwość nagrywania filmów! :) Może ktoś by Ci mógł pożyczyć pendrive'a, (minimum 4 GB gigabajty), żebyś mógł wypróbować nagrywanie?

                                    :)
                                    • grek.grek Re: OT 09.01.13, 13:58
                                      miło mi :]

                                      hehe, małpowałem po starszym kocie.

                                      yes, klapka jest, świetnie się orientujesz, Barbasiu :]
                                      dzięki za wszystkie informacje.
                                      Pendrive'a będę musiał chyba kupić, ale... cele są szczytne, wydatek
                                      na lata, i się zwróci, prawda ? :]

                                      • barbasia1 Re: OT 13.01.13, 15:40
                                        > hehe, małpowałem po starszym kocie.

                                        He,he! :))
                                        Aaaa, to tak było...

                                        Pooglądałam Twój dekoder w necie, są djęcia, poczytałam opinie, stąd wiem. :)
                                        Pendrive jest przydatny, warto mieć zapasowe kopie swoich dokumentów , zdjęć czy czego tam jeszcze na dodatkowym nośniku, nie tylko w komputerze, w razie jakieś awarii. Poza tym przydaje się wspaniale właśnie do nagrywania filmów bez użycia nagrywarki DVD! i jeśli chcesz przenoszenia ich do komputera! Dla mnie to fantastyczna sprawa! :)

                                        Jak będziesz kupować, to tylko minimum 16 GB, są coraz tańsze!
                                        Np.ten malutki Kingston 16 GB jest niezły:
                                        allegro.pl/kingston-metalowy-pendrive-16gb-dtse9-na-prezent-i2878425235.html
                                        Też planuję kupić sobie 16 GB (żałuję, że nie kupiłam od razu 16 GB, tylko 8 GB, ale przydadzą się oba).


                                        Kocie życie! ;)
                                        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13148527,Brazylia__kot_probowal_przemycic_do_wiezienia_pile.html?lokale=warszawa
                                        :)
                                        • grek.grek Re: OT 18.01.13, 14:11
                                          Barbasiu, jesteś nieoceniona, dzieki za wszystkie wskazówki.
                                          I za linka do Twojego posta, który gdzieś mi się zawieruszył, jak widać.

                                          hahaha, świetne :]]
                  • maniaczytania Re: OT 03.01.13, 16:32
                    ja Ciebie tez nie poratuje, bo ja wczoraj ogladalam (choc to za duzo powiedziane, zerkalam bardziej) na film z Robertem De Niro "Co jest grane?". ktory byl na dwojce.
                    Jak bedzie nastepnym razem, to Ci Greku go polecam, mysle, ze spodobalby Ci sie.
                    Dla mnei troche za bardzo przegadany byl ale motyw z kreceniem filmu w filmie, problemy producenta z szefami wytworni, narzucanie tego, jak film powinien wygladac, ktore sceny wyciac i dlaczego - niezle. Pierwsze sceny z pokazu probnego filmu wyprodukowanego przez Bena (czyli De Niro wlasnie) - bezbledne, zwlaszcza reakcja publiki na koncowe sceny tegoz filmu (ale tu nie zdradze, jakie, bo bym popsula). Sporo tez aluzji do "Amores perros".
                    • grek.grek Re: OT 04.01.13, 13:57
                      widziałem kawałek, może 20 minut, końcowe, Bruce Willis miał brodę na
                      tylko jednej połowie twarzy ;] KOńcowe sceny widziałem, na tym pokazie w
                      Cannes, przed którym reżyser amerykański ostro jedzie po akademikach
                      hollywoodzkich.
                      Intrygi nie złapałem, za mało czasu, ale dzięki, Maniu, za zwrócenie uwagi -
                      obejrzę następnym razem w całości, mam nadzieję.

              • er.pa Re: OT 03.01.13, 22:00
                No właśnie - w jakimś sensie to, że, Greku, w sen zapadłeś podreperowało mi ego, bo ja swego czasu "Zabójstwo ..." pożyczyłam, i ... odpadłam. Nie zasnęłam co prawda (chyba?), ale poddałam się gdzieś w połowie, i nie zmobilizowałam się, by obejrzeć do końca, co zdarza mi się rzadko. Znużył mnie - tak bym to określiła. Ładnie kręcone zdjęcia - tyle zapamiętałam. Niespieszność narracji mnie wykończyła.
                • grek.grek Re: OT 04.01.13, 14:05
                  Miło mi, że się mimo wszystko na coś przydałem :]]

                  yes, zauważyłem to w tej godzinie, którą udało mi się obejrzeć -
                  spokojny rytm, przerywany pojedynczymi gwałtowymi scenami [napad na
                  pociąg, te dwa węże zdekapitowane znienacka itp.] i ciekawie, wg mnie,
                  rozwijał się wątek relacji obu protagonistów. Idol James i zakręcony nim Ford.
                  BYłem, jestem !, niezmiernie ciekaw, jak to sie stało, co spowodowało,ze
                  Ford zabił Jessego. [pamiętasz, Axl Rose z Gun's Roses nosił taką koszulkę,
                  z wizerunkiem Jezusa i napisem "Kill your idol" ?]. A także byłem, jestem ! vol 2,
                  zainteresowany portretem samego Jesse Jamesa. Andrew Dominik dal świetny
                  psychologiczny porrtet jednostki w "Chopperze", który niedawno omawialiśmy - to podbija
                  moje oczekiwania.

                  yes, nieco nużący, to na pewno, ale... wiesz, mnie takie "zamuły" ;] psychologiczne
                  wciągają, miałem też nadzieję, ze może uda mi się ten film sprzedać Wam w jakiejś
                  ciekawej opowieści :] Ale, na pewno jeszcze się trafi, może Czesi w CTV pokażą... może
                  TVP KUltura podchwyci pomysł... Stay tuned :]
        • pepsic Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 19:35
          Zawsze pozostaje trzecia alternatywa: "Boso, ale na rowerze" na kulturze po 20. Bo Grek to i owszem, gorzej z krwiożerczym trailerem.
          • siostra.bronte Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 19:44
            No właśnie, po obejrzeniu trailera jakoś straciłam entuzjazm.
            "Boso, ale na rowerze" leci w Ale Kino :) Ale też mnie jakoś nie pociąga.
          • barbasia1 Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 19:53
            pepsic napisała:

            > Zawsze pozostaje trzecia alternatywa: "Boso, ale na rowerze" na kulturze po 20.

            Już się ucieszyłam, a tu w programie telewizyjnym widzę film "33 sceny..."!?
            • pepsic Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 19:59
              To tak, jak sie pisze z pamięci;(
              A Siostrę zachęcam na własną odpowiedzialność, a jeśli lubi komediodramaty, czeski styl, i chce poprawić sobie humor optymistycznymi akcentami - to bankowo.
              • barbasia1 Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 20:47
                Nie szkodzi, ważne, że czuwasz.
                Po Waszych zachetach poluję na ten film.
          • grek.grek Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 03.01.13, 13:40
            mamy w archiuwum :]
            ha, czego my tam nie mamy, to jest pytanie ;]

            Nie ma wyjścia, albo zaczną dawać premiery, albo będziemy ich punktować, hehe.
            • barbasia1 Dziś 03.01.13, 15:39
              Jak już Mania zapowiedziała dziś w KK "Kopia mistrza" - film o Beethovenie z Diane Kruger i Edem Harrisem w roli glównej w reżyserii Agnieszki Holland;
              Nie wiem jak dla Was, ale mnie będzie to premiera.

              W TVPKultura rozpoczyna się 2.sezon Mad Men.
              Kiepsko mi poszły relacje z sezomu pierwszego, oj kiepsko, wybaczcie! (oczywiście postaram się jeszcze dopowiedzieć kilka ciekawych szczegółów, w tym wizje Dona po trawce ... ), w tym roku więc postanowiłam, że nie będę więcej obiecywać opowieści i niedotrzymywać słowa ...
              Tym bardziej, że zainteresowanie tym serialem nie jest wielkie.

              Ktoś ma inne propozycje?

              :)
              • siostra.bronte Re: Dziś 03.01.13, 15:48
                Też nie widziałam "Kopii mistrza", ale sama nie wiem...
                Z MM to mam problem. Nie mogłam obejrzeć kilku ostatnich odcinków i wypadłam z rytmu. I jakoś straciłam ochotę, żeby oglądać ten serial dalej. Rozczarowanie.
                • barbasia1 Re: Dziś 03.01.13, 16:48
                  >Rozczarowanie.

                  O! Szkoda!

              • grek.grek Dziś.KOcham Kino "KOpia mistrza" 03.01.13, 16:11
                ciekaw jestem tego filmu, dla mnie to też premiera będzie.

                Barbasiu, udało Ci się interesująco zarysować parę rzeczy, wprowadzić [mnie przynajmniej]
                w główne wątki i odmalować ciekawie kilka postaci.

                Ja się przyznaję, że trochę bokiem obszedłem Mad men, najpierw kolidował z Paradoksem,
                potem z Kocham Kino, uciekło kilka pierwszych odcinków, może 2-3 częściowo zobaczyłem,
                dzięki czemu trochę załapałem tzw. szaty graficznej, ale z treścią gorzej. Dzięki Tobie
                dostałem garść potrzebnych informacji, kto, z kim, po co, i ogólne tło obyczajowe.

                W Polsacie, 22:15, Erin Brockovich, z oskarową Julią Roberts
                1:00 Lars i prawdziwa dziewczyna", z opisu wynika, ze chłopak "przyprowadza" do domu
                swoją dziewczynę, którą sie okazuje dmuchana lalka. Ryan Gosling w głównej roli.

                Nie znam :]

                TVN, 22:35
                tez Gosling, razem z Michaelem Pittem oraz Sandrą Bullock w "Śmiertelnej wyliczance".
                omawialiśmy kilka razy przy róznych okazjach.
                Ja bym powtórzył, że to dobre, chociaż może chwilami trochę pastelowe, kino kryminalne,
                ciekawa rozgrywka między "chłopakowatą" panią detektyw, a dwójką młodocianych morderców, wierzących, że istnieje "zbrodnia doskonała"; pani detektyw ma dodatkowo traumę z przeszłości, z którą musi się zmierzyć, a między chłopakami staje dziewczyna, koleżanka z klasy. Ciekawe. Chętnie bym obejrzał jeszcze raz, ale planuję tym razem live obejrzeć Kocham Kino, a nagrywać jakoś nie mam chęci, z taśmy film oglądany już 3 krotnie nie jest specjalnie porywający, no chyba, że ostatni raz zdarzył się wiele lat wcześniej ;]
                • barbasia1 Re: Dziś.KOcham Kino "KOpia mistrza" 03.01.13, 16:33
                  > Barbasiu, udało Ci się interesująco zarysować parę rzeczy, wprowadzić [mnie prz
                  > ynajmniej] w główne wątki i odmalować ciekawie kilka postaci

                  Naprawdę? Jeśli tak, to się bardzo cieszę! :)))
                  To może jednak zmobiluje się , by opowiedzieć co nieco na bieżąco. Zobaczymy.

                  > 1:00 Lars i prawdziwa dziewczyna",
                  >z opisu wynika, ze chłopak "przyprowadza" do domu swoją dziewczynę, którą sie okazuje >dmuchana lalka.
                  O MATKO! SERIO!?

                  Opis brzmi tak dziwne, że trzeba by to poznać, zobaczyć!?
                  Greku, jak masz odwagę, to rzuć okiem, co!? ;))

                  >TVN, 22:35
                  > tez Gosling, razem z Michaelem Pittem oraz Sandrą Bullock w "Śmiertelnej wylicz
                  > ance". omawialiśmy kilka razy przy róznych okazjach.
                  Tak , pamiętam.
              • maniaczytania Re: Dziś 03.01.13, 19:04
                Barbasiu, ja podobnie jak Siostra jakos nie dalam rady obejrzec kilku odcinkow pod koniec 1 serii, ale zainteresowania nie stracilam, jakbym mogla ;) (ze tak napomkne tylko o mym najnowszym ulubiencu :) ) i dlatego smialo uzupelniaj zaleglosci, to sie moze znowu poorientuje :)))

                A dzis tak - KK - jakos nie jestem do konca przekonana i chyba sprawdze ten nowy serial na Jedynce "Anatomia prawdy" (jako milosniczka seriali kryminalnych wszelkej masci i narodowosci), a wczesnie pewnie rzuce okiem na TV4 na film "Idealny dzien" na podst. ksiazki Richarda Paula Evansa (ktorego jeszcze nic nie czytalam, bo nie do konca jestem pewna, czy by mi sie spodobalo ;) )
                • barbasia1 Re: Dziś 04.01.13, 16:13
                  maniaczytania napisała:

                  > Barbasiu, ja podobnie jak Siostra jakos nie dalam rady obejrzec kilku odcinkow
                  > pod koniec 1 serii, ale zainteresowania nie stracilam, jakbym mogla ;) (ze tak
                  > napomkne tylko o mym najnowszym ulubiencu :) ) i dlatego smialo uzupelniaj zale
                  > glosci, to sie moze znowu poorientuje :)))

                  O! To dobra wiadomość. :)
                  Postaram się to zrobić jak najszybciej!

                  Dzis dopiero będę oglądać 1. odcinek drugiego sezonu. A Ty Maniu zainaugurowałaś już sezon 2. MM?
                  • maniaczytania Re: Dziś 04.01.13, 18:55
                    nie, nie zaczelam wczoraj, bo jak sie zorientowalam, to juz byly napisy koncowe :)
    • grek.grek "KOpia mistrza", jakie wrażenia ? 04.01.13, 13:50
      Oglądaliście ?

      Ja powiem tak : gdzieś już to widziałem... ;] Stary mistrz i młody uczeń lub uczennica, który/która swoją bezpośredniością, szczerością i charakterem zdobywa zaufanie i uznanie, jakiego
      ów mistrz skąpi światu, dla którego jest nienośny. Gdzieś już to było..I to obawiam się, że niejednokrotnie. Zatem, jakiś schematy tutaj jest. Trudne początki, potem coraz lepiej, wielkie wspólne osiągnięcie, potem nagłe załamanie, a po nim triumfalny powrót w ramiona obustronnej przyjaźni.

      Zdaje się atrakcją miało być to, że tym razem chodzi o Van Beethovena [nie mylić z Beethovenem bez "Van" ;)].

      Świetnie wypadła scena odegrania IX Symfonii, naprawdę koncertowo. Ed Harris w peruce prezentował się godnie i grał z uczuciem, z powodzeniem sprzedając wizerunek kompozytora pozostającego w głębokiej relacji duchowej z własnym wyobrażeniem Boga i formy jego obecności w świecie i człowieku. Pieczołowicie odtworzone realia epoki - stroje, pokoje, stylizacje, muzykanci... prima sort. Nawet trochę obrazków tworzenia muzyki.

      Nie wiedzieć, czemu, jednak... nasunęło mi się porównanie z "Amadeuszem" i nie umiałem się z tego wyplątać przez cały film. Dylematy z "Kopii mistrza" wypadają tu jednak jakby bardziej akademicko, mistrz naucza, uczennica i pomocnica słucha, jakby brakowało w tym prawdziwego stracia charakterów, mimo że ona chyłkiem poprawia, doprawia jego kompozycje, a kiedy jej własne on gani - ona unosi się honorem, odchodzi, przez co on pada na kolana przed nią, z prośbą żeby wróciła. Nie ma jednak tutaj intrygi, czegoś co by sprowadziło całą rzecz na poziom konfrontacji osobowości. W rzeczywistości, osobowość ma tylko Van Beethoven, pani kopistka to jednak tylko dziewczyna do kopiowania, nawet jeśli utalentowana muzycznie i potrafi spamiętać całą symfonię, by ją przygłuchemu mistrzowi podpowiadać.

      Kompozytore jest przygłuchy [ " Bóg krzyczy muzykę w moje uszy, dlatego ogłuchłem"
      - fajne, nie ?], przez co nie może słyszeć swojej muzyki, musi mieć trudności w kontakcie ze światem... I wiecie co ? Ja nie zauważyłem dramatu w tym wątku. Dramatu, którego można by się chyba spodziewać. Przeciwnie, wydaje sie Ludwiś niejako pogodzony z losem, ma swoje trąbki douszne, umie czytać z ust, zakłada specjalne pochłaniacze dźwięku - radzi sobie dzielnie, a głuchotę traktuje nawet jako zaletę : w ciszy słychać duszę, a jego muzyka z duszy pochodzi. Zgrabne wyprowadzenie, ALE... jesli postać Anny Holtz jest fikcyjna i może być symbolicznie odebrana [jako pretekstowa aby opisać kompozytore z punktu widzenia Człowieka], to równie dobrze można było lekko naciągnąć i opisać Van Beethovena, jako faceta, który nigdy nie pogodził się z utratą słuchu i do końca przeżywał z tego powodu cięzkie chwile. Przecież w końcu, jak Van Bethoven, to "aaa, ten głuchy, co komponował" :] Jest mądra akceptacja głuchoty, jej twórcze wykorzystanie przezeń, ale nie ma tragicznej strony i rozpaczy znoszenia jej przez niego. Jakaś tam jedna, czy druga zbolała mina, i gorzka uwaga, to jednak nie starcza na wiarygodny opis uczuć [ w tej kwestii].

      Aktorka w roli Anny - wg mnie, dobrze dobrana, ale jako że postać Anny wyposażona jest zaledwie w charaterek, a nie charakter, i w założeniu ma robić nie za równorzędnego partnera dla mistrza, ale za zamazane tło - starania Diany Kruger są bez znaczenia dla całości. Tego mi szkoda. Postać bratanka Van Beethovena, też bez głębszej myśli, jakby tylko po to, żeby pokazać jeszcze jeden fragment osobowości mistrza, a nie stworzyć drugoplanową perełkę i postać samą w sobie.

      Oglądałem i słuchałem z przyjemnością, mam na taśmie [na wszelki wypadek nagrałem, hyhy], więc na pewno obejrzę raz jeszcze. Cacko estetyczne, portret mistrza - dobry, dramturgia i otoczenie - tu by mi czegoś brakowało...

      A jak u Was ?
      • siostra.bronte Re: "KOpia mistrza", jakie wrażenia ? 04.01.13, 20:03
        Dzięki, Greku :)
        Obejrzałam tylko fragment, już pod koniec filmu.
        Z tego co zobaczyłam to faktycznie brakuje starcia silnych osobowości. Kopistka wypada blado przy Beethovenie.
    • maniaczytania Anatomia zbrodni 04.01.13, 19:04
      zgodnie z zapowiedzia, zrezygnowalam wczoraj z KK na rzecz pierwszego odcinka nowego serialu amerykanskiego.
      Tak w skrocie duzym - glowna bohaterka to fajna kobitka w srednim wieku (hura, hura!). Pracowala jako bardzo uznany i swietny neurochirurg, niestety przez oddanie pracy maz sie z nia rozwiodl i zalatwil sobie pelna opieke nad 12-letnia corka. Pozniej lekarka miala wypadek, w wyniku ktorego zaczely jej dretwiec dlonie i po pracy.
      Jej nowa praca to patolog, bada ciala zmarlych w szpitalu i przy okazji rozwiazuje zagadki - taki troche House w spodnicy, ktory szuka nie u zywych, a u martwych - ha, przynajmniej wyeliminowala "wszyscy klamia" ;)
      Pani doktor jest bezkompromisowa, lazi razem z policja po podejrzanych, wali im wprost rozne rzeczy, przez co moze zaszkodzic sledztwu, ale kto wie, czy bez niej troche gamoniowaty policjant wpadlby na wlasciwy trop.
      Byl tez calkiem zgrabny watek prywatny ze swietujaca urodziny corka. I na zakonczenie - mieszkanie pani doktor - nooooo, takie to bym mogla miec ;)
      • barbasia1 Re: Anatomia zbrodni 05.01.13, 09:53
        maniaczytania napisała:

        O! Dzięki za eleganckie wieści z frontu seriale. Szkoda tylko, że w czwratek akurat pokazują "Anatomię zbrodni", bo przecież w ten dzień konkurencja jest wyjątkowo mocna.

        Bohaterką "fajna kobitka w średnim wieku" - odważne posunięcie ze strony twórców, prawda!? ;)
    • barbasia1 OT 05.01.13, 09:42
      W powodów technicznych muszę zniknąć, wrócę w niedzielę wieczorem lub dopiero poniedziałak.

      Sercecznie pozdrawiam

      Cat Queen
      :}}}
      • grek.grek Re: OT 05.01.13, 13:51
        do zobaczenia :]
        [mam nadzieję, że te "powody techiczne" nie są nieprzyjemnościami żadnymi]

        yes, Cat Queen, to tytuł, chciałbym nadmienić, dożywotni :]
        • barbasia1 Re: OT 07.01.13, 17:18
          Cześć, Greku!

          Nienie żadne nieprzyjemności, stadndardowa procedura.


          Na to po cichu liczyłam! :)))
    • siostra.bronte "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (1) 05.01.13, 13:08
      Z dużym opóźnieniem, ale wreszcie się zebrałam. Kolejny odcinek „Sherlocka”. Oczywiście, kojarzy się on z najbardziej chyba znaną książką Conan Doyle’a „Hound of the Baskervilles” (tłumaczoną u nas jako „Pies Baskervillów”).

      Z radością donoszę, że serial wrócił na dawne tory, a wokół Sherlocka nie kręcą się żadne panie o wątpliwej reputacji :) Powrócił dawny klimat, a ten odcinek jest wyjątkowo mroczny.

      Zaczyna się od retrospekcji. Mały chłopiec, przerażony, biegnie nocą przez las. W pamięci ma straszny obraz swojego ojca, rozszarpanego przez jakieś dzikie stworzenie. Kiedy malec wybiega z lasu, spotyka jakąś kobietę spacerującą z psem. Na widok psa zaczyna przeraźliwie krzyczeć i ucieka.

      Wracamy do współczesności. Sherlock przyjeżdża do domu, cały …umazany krwią i z harpunem w ręku :) To nawiązanie do oryginalnej sceny u Conan Doyle’a. John dziwi się: „Przyjechałeś tak metrem?”. A Sherlock na to: „Żadna taksówka nie chciała mnie zabrać” :) Sherlock przeprowadzał zapewne jakieś tajemnicze eksperymenty w laboratorium.

      Po ogarnięciu się Sherlock zaczyna nerwowo kręcić się po mieszkaniu, wciąż z harpunem w ręku. W końcu nie wytrzymuje i domaga się od Johna choćby jednego papierosa. Ale John odmawia. Bo Sherlock od pewnego czasu rzuca palenie. U Conan Doyle’a detektyw był uzależniony od kokainy, ale teraz to by nie przeszło :) Sherlock naciska dalej, ale John pozostaje niewzruszony. Przypomina Sherlockowi, że to był jego pomysł. I sam przekupił wszystkich sklepikarzy w okolicy, żeby nie sprzedawali mu papierosów :) Zdesperowany detektyw przetrząsa mieszkanie w poszukiwaniu tajnych zapasów, ale bez efektu. Tutaj ta zabawna scena:
      www.youtube.com/watch?v=yZDd2WNlCwA&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=2


      W końcu wzywa panią Hudson i pyta ją, gdzie są papierosy. Ta o niczym nie wie. Detektyw jest tak nakręcony, że szybko ją lustruje. I dedukuje: „Spotykasz się z sąsiadem!”, mierząc w nią oskarżycielsko harpunem :) Z satysfakcją informuje ją, że facet jest żonaty. Zbulwersowana kobieta wychodzi z pokoju. Watson jest oburzony. Sherlock tłumaczy się, że tak go nosi, bo nie ma zajęcia. Żadnych spraw do rozwiązania. Owszem, dostał maila od jakiejś dziewczynki, że zaginął jej ukochany królik, niejaki Dzwoneczek, który…świecił w ciemnościach, ale czy takie zgłoszenie można traktować poważnie? :)

      Na szczęście w tym momencie dzwoni dzwonek do drzwi i zjawia się klient. To Henry Knight. Pokazuje na laptopie dokument jaki nakręciła telewizja o wojskowej bazie w Baskerville, w regionie Dartmoor. Prowadzi się tam badania nad bronią biochemiczną. Reporter mówi, że dzieją się tam dziwne rzeczy i są świadkowie, którzy to potwierdzają. Henry jest jednym z bohaterów filmu. Opowiada, że jako dziecko przeżył tam tragedię. Już wiemy, że retrospekcja z początku odcinka pokazywała właśnie jego. Sherlock wyłącza film i pyta Henry’ego co dokładnie się stało.

      Henry opowiada, że jako chłopiec często chodził z ojcem na spacery po wrzosowiskach, zwłaszcza do pięknego miejsca zwanego Dewar’s Hollow. Któregoś wieczora doszło do tragedii. Jego ojciec został zaatakowany przez wielkie stworzenie ze świecącymi, czerwonymi oczami. Przerażony chłopiec uciekł i został znaleziony dopiero następnego dnia, gdy błąkał się po wrzosowiskach. Ciała ojca nigdy nie odnaleziono.

      Sherlock jest sceptycznie nastawiony do tych rewelacji. Henry widzi, że nie traktuje go poważnie. Mówi, że jego ojciec wiedział co się dzieje w bazie wojskowej, ale nikt mu nie wierzył. Dopiero teraz telewizja zainteresowała się tym miejscem. Sherlock ironicznie komentuje, że teraz do miasteczka ściągają pewnie tłumy turystów.

      Watson próbuje dowiedzieć się czegoś więcej. Pyta Henry’ego dlaczego zjawia się właśnie teraz, skoro od tragedii minęło już dwadzieścia lat. Ale wystarczy rzut oka Sherlocka. Dedukuje, że Henry przyjechał pierwszym pociągiem z samego rana, bo wczoraj wieczorem zobaczył coś strasznego. Zaskoczony Henry potwierdza, że tak było. Sherlock jest wyraźnie podminowany, w końcu nie wytrzymuje i mówi: „Zamknij się i zapal!”. Bo oczywiście poznał po palcach Henry’ego, że jest palaczem.

      Henry zapala papierosa, a Sherlock zbliża się do niego i …wciąga dym z widoczną satysfakcją :) John sugeruje Henry’emu, że może wymyślił to wszystko, żeby jakoś wytłumaczyć sobie śmierć ojca. A Sherlock znowu się zaciąga :) Henry, zachowując stoicki spokój odpowiada, że jego terapeutka twierdzi to samo. Dlatego namówiła go, aby wrócił w rodzinne strony i stawił czoło swoim obsesjom. Tutaj ta scena. Co nałóg robi z człowiekiem :)
      www.youtube.com/watch?v=pACM6zmkFXc&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1
      cdn...



      • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (2) 05.01.13, 13:20
        Henry opowiada, że poszedł poprzedniego wieczora do Dewar’s Hollow i zobaczył tam ślady stóp. Sherlock pyta, jakie to ślady. Henry odpowiada, że na pewno nie ludzkie. Detektyw w to nie wierzy: „Wymyślona historyjka”. Już zamierza pożegnać Henry’ego, gdy ten zbiera się w sobie i przerażonym głosem mówi: ” to były ślady… gigantycznego psa”. Sherlock jest pod wrażeniem. Bo Henry mówiąc o psie użył dawnego i mało popularnego słowa „hound”. Decyduje się przyjąć sprawę.

        Sherlock i John jadą do Dartmoor. To piękna okolica, z parkiem narodowym. Zatrzymują się w małym zajeździe. Na miejscu widzą grupę turystów z przewodnikiem. John próbuje się czegoś dowiedzieć od właściciela. Ten opowiada, że baza i pola minowe wokół odstraszają turystów. Na szczęście, jak mówi, jest „piekielny pies”, który przyciąga amatorów mocnych wrażeń. Właściciel twierdzi, że podobno Fletcher, przewodnik wycieczek, widział psa.

        W międzyczasie Henry w swoim domu ma spotkanie z terapeutką. Opowiada o powracających, koszmarnych snach. Mówi też, że w snach pojawiły się dwa słowa: „Liberty” i „In”. Nie ma pojęcia co oznaczają.

        Tymczasem Sherlock zaczepia przewodnika, Fletchera przed zajazdem. Wypytuje go o psa. Mężczyzna jest niechętny, ale kiedy Sherlock gra mu na ambicji („nie potrafisz udowodnić, że go widziałeś”) zaczyna mówić. Miesiąc temu był na wrzosowiskach i zobaczył psa. Ale była mgła, zrobił więc tylko niewyraźne zdjęcie komórką. Sherlock ogląda je i śmieje się; „ i to ma być dowód?”. Ale Fletcher upiera się, że „coś” uciekło z bazy. Sherlock żartuje: „Klon? Superpies?”. Więc Fletcher wyciąga zza pazuchy (ma ze sobą cały zestaw rekwizytów dla turystów) gipsowy odlew wielkiej łapy. To przekonuje Sherlocka, że coś jest na rzeczy.

        Następnego dnia Sherlock i John jadą wypożyczonym wozem do bazy wojskowej w Baskerville. Przy bramie Sherlock wyciąga jakąś legitymację. Okazuje się, że to legitymacja Mycrofta, która podobno otwiera „wszystkie drzwi”. I faktycznie, zostają wpuszczeni do bazy bez problemu. John jest zaniepokojony. Podejrzewa, że Sherlock zdobył dokument w nielegalny sposób. Zastanawia się, czy aby nie zostaną zastrzeleni :) Ale Sherlock go uspokaja, że mają ok. 20 min. zanim wszystko się wyda.

        Obaj idą do głównego budynku bazy, ciekawie rozglądając się dookoła. Nagle podjeżdża wojskowy samochód i wysiada z niego żołnierz. Mówi, że nie spodziewano się dzisiaj inspekcji. I że muszą spotkać się z majorem. Sherlock próbuje dyskutować, ale wtedy włącza się John. Twierdzi, że nie mają czasu i prosi o oprowadzenie po bazie. Kapral się waha, a wtedy John wyciąga zza pazuchy swoją wojskową odznakę i mówi do przestraszonego kaprala: „Kapitan John Watson, piąty dywizjon…(nie pamiętam dokładnie). To rozkaz!”. Żołnierz salutuje i karnie prowadzi ich do budynku laboratorium. Nawet Sherlock jest pod wrażeniem :)

        Sherlock i John wchodzą do środka. Przechodzą przez laboratoria, w których uwija się pracownicy w uniformach. Wszędzie stoją klatki ze zwierzętami, na których prowadzone są badania. Wszystko wygląda raczej przerażająco. Po drodze spotykają dr Franklanda, który wita ich przyjaźnie. Później kapral prowadzi ich do dr Stapleton, genetyka. Kobieta nie ukrywa niechęci. Nagle Sherlock doznaje olśnienia: „Wiedziałem, że znam to nazwisko. Co się stało z Dzwoneczkiem? To pani sprawka. Świecił w ciemnościach!” Bo okazuje się, że pani dr jest matką dziewczynki, której królik zaginął :) John i Dr Stapleton są w szoku, ale Sherlock nie ma już czasu. Szybko idzie z Johnem w stronę windy.

        W międzyczasie do Mycrofta dochodzi informacja, że wykorzystano jego legitymację. Wysyła sms-a do Sherlocka: „Co Ty robisz?”. Sherlock z ironią stwierdza, że Mycroft robi się coraz wolniejszy :) Niestety, w windzie Sherlock i John spotykają majora. Jest wściekły, że nikt go nie poinformował o wizycie. Nagle przybiega kapral i włącza się alarm. Kapral melduje, że przepustka Sherlocka została zablokowana. Major pyta Sherlocka i Johna kim u diabła są. John próbuje ratować sytuację: „To pewnie błąd w systemie. Wpiszemy to do raportu” :) Ale do akcji włącza się dr Frankland. Wita się z Holmesem: „Witaj Mycroft. Poznaliśmy się chyba w Genewie?”. Major poddaje się, ale mówi lekarzowi, że zwalnia obu intruzów na jego odpowiedzialność. Dr Frankland odprowadza ich do wyjścia.

        Okazuje się, że dr Frankland namiętnie czyta bloga Sherlocka, więc go rozpoznał. Domyślił się, że chodzi o Henry’ego. Przyjaźnił się kiedyś z jego ojcem, a teraz bardzo się o niego martwi. Sherlock próbuje go wypytać o laboratorium, ale lekarz jest związany tajemnicą służbową. Zostawia wizytówkę i odchodzi.

        Następnego dnia Sherlock i John jadą do Henry’ego. Ten opowiada im o swoich snach i słowach: „Liberty” i „In”. Jest ciekawy, co dalej ze śledztwem. Sherlock ma plan: „Pójdziemy nocą na wrzosowiska. Zobaczymy czy coś Cię zaatakuje. Sprawa powinna się wyjaśnić” :) Ale Henry’emu wcale nie do śmiechu. Jest przerażony na myśl o tym, żeby tam wrócić.

        cdn...
        • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (3) 05.01.13, 13:30
          Ale nie ma wyjścia. Nocą, we trójkę idą na wrzosowiska. Atmosfera jak w horrorze. Watson zaaferowany jakimiś światłami odłącza się od grupy. Henry i Sherlock dochodzą do Dewar’s Hollow. Nagle rozlega się wycie. Obaj widzą na urwisku coś strasznego (my tego nie widzimy). Henry krzyczy do Sherlocka: „Widziałeś?!”. Przybiega John. A Sherlock wygląda tak, jakby był w szoku. Twierdzi, że niczego nie widział i odchodzi. Tutaj ta scena:

          www.youtube.com/watch?v=2hdSOLbTZJY&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=13


          John wraca z Henrym do domu. Henry nie może zrozumieć, dlaczego Sherlock kłamie. Ale jest zadowolony, bo to co się stało oznacza, że nie oszalał. I pies tam jest.

          Watson wraca do zajazdu i w pubie zastaje Sherlocka. Detektyw wygląda niewyraźnie. John zastanawia się co robić dalej, ale Sherlock go nie słucha. W końcu mówi: „Widziałem go… wielkiego psa”. John jest sceptyczny: „Bądźmy racjonalni. Trzymajmy się faktów”. Ale Sherlock przyznaje, że się boi. Jest coraz bardziej zdenerwowany. John go uspokaja, ale detektyw twierdzi, że nic mu nie jest i na dowód tego szybko lustruje jakąś parę przy sąsiednim stoliku, opowiadając całą historię ich życia. Zadowolony z siebie krzyczy na Johna, żeby dał mu święty spokój. Ten, zirytowany, mówi, że no jasne, dlaczego miałby słuchać przyjaciela. Na to Sherlock cedzi przez zęby: „Nie mam przy-ja-ciół”. John na to: „Ciekawe dlaczego” i wychodzi.

          Tymczasem Henry budzi się w swoim łóżku. Nie może spać, więc włącza telewizję. Nagle na podwórzu przed domem, a jest to luksusowy dom ze szklanymi ścianami, zapala się alarm świetlny (reagujący na ruch). Światła w kółko zapalają się i gasną, doprowadzając Henry’ego do histerii.

          John, spacerujący po okolicy, żeby ochłonąć, dostaje sms-a od Sherlocka. W pubie jest terapeutka Henry’ego, dr Mortimer, można by coś z niej wyciągnąć. Ale John nie jest zainteresowany. Dostaje więc fotkę pięknej pani dr. To go przekonuje :) Chwilę później flirtuje z nią przy winie. Terapeutka żartuje, że John chce ją upić, aby wyciągnąć z niej tajne informacje. John oczywiście zaprzecza. Podał się wcześniej za przyjaciela Henry’ego, któremu chce pomóc. Dr Mortimer zasłania się tajemnicą lekarską, ale John wykorzystuje swój cały urok :) Niestety, do stolika podchodzi dr Frankland, już nieźle wstawiony. Wylewnie wita się z Johnem i pyta o śledztwo. Pani dr rzednie mina. Obrażona wychodzi z pubu.

          Rankiem Sherlock spotyka Johna na spacerze, ale rozmowa się nie klei, bo John jest obrażony. Sherlock próbuje się tłumaczyć z dziwnego zachowania poprzedniego wieczoru. Zaczął wątpić w swoje zmysły. Widział potwora i nie potrafi tego wytłumaczyć. John życzy mu powodzenia w śledztwie i odchodzi. Zaskoczony Sherlock z trudem wydusza z siebie, że to co powiedział wczoraj to prawda: „ Nie mam przyjaciół. Mam tylko jednego”. Ale John maszeruje dalej. Sherlock biegnie za nim i krzyczy: „Jesteś fantastyczny!”, bo właśnie w tej chwili doznał olśnienia :) Tłumaczy Johnowi, że zwykli ludzie potrafią zainspirować geniuszy :) Właśnie przyszło mu do głowy, że słowo „hound” to może być skrót!

          Obaj wracają do zajazdu, a tam spotykają Lestrade’a. Niezadowolony Sherlock pyta go co tu robi. Lestrade mało przekonująco tłumaczy, że akurat był w okolicy. Ale Sherlock jest pewny, że nasłał go Mycroft, aby go pilnować. Lestrade może się jednak przydać. Otóż John zwinął wcześniej z recepcji zajazdu rachunek na podejrzanie dużą ilość mięsa, jak na wegetariańską restaurację. Lestrade ściąga właściciela i jego wspólnika, przegląda papiery. Obok Sherlock robi Johnowi kawę. John wyczuwa podstęp, bo Sherlock nigdy tego nie robi. Ostrożnie wypija jeden łyk, jakby sprawdzał, czy to nie trucizna :) Mówi, że nie słodzi, ale dziękuje. A Sherlock podejrzanie przygląda się, czy wypije całą filiżankę.

          Właściciele gospody przyznają się w końcu, że chcieli rozdmuchać sprawę „piekielnego psa”, bo dzięki temu przyjeżdżali turyści. Trzymali dużego psa w starej kopalni, ale z czasem zaczął sprawiać coraz większe problemy i musieli go uśpić. Lestrade jest oburzony, że przez niech ludzie w okolicy byli przerażeni. Jego zdaniem sprawa jest zamknięta. Niestety nie ma paragrafu na takie „przestępstwo”.

          Ale Sherlock ma wątpliwości. Twierdzi, że widział prawdziwego potwora, to nie mógł być zwykły, choćby i duży pies. Ma pewne podejrzenia, ale musi wrócić do bazy w Baskerville. Dzwoni do Mycrofta i jest niezwykle miły :) Chwilę później Sherlock i John przyjeżdżają do bazy. Detektyw spotyka się z majorem, który oczywiście nie jest zadowolony z tej wizyty. Ale dostał rozkaz z góry, aby zapewnić całkowity dostęp Sherlockowi. Major ironicznie życzy mu powodzenia w szukaniu potworów i kosmitów :)

          Tymczasem John chodzi po pustych o tej porze laboratoriach, szukając dowodów na przestępczy proceder. Wchodzi do sali z oślepiającym światłem. Chce wyjść, ale jego karta zostaje zablokowana. Nagle światło gaśnie. Rozlega się straszne wycie. John w panice szuka miejsca, żeby się schować. Zamyka się w dużej klatce, zasłoniętej kotarami i dzwoni do Sherlocka. Ledwo żywy ze strachu mówi, że bestia tu jest, słyszy ją, widzi jej cień. Prosi o pomoc. Po chwili zapala się światło i Sherlock otwiera klatkę. John jest w szoku. Sherlock uspokaja go: „Już jest ok”. Ale John krzyczy wniebogłosy: „Nie! Wcale nie jest ok!”. Ale detektyw jest dziwnie spokojny: „Nie wyciągajmy pochopnych wniosków”. Pyta Johna co widział. Ten odpowiada, że widział psa, ze świecącymi oczami! Sherlock zaprzecza. Warto zobaczyć tę scenę dla przerażonego Johna :)

          www.youtube.com/watch?v=qciTZy8YnIs&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1


          • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 13:40
            Sherlock tłumaczy, że widział to, co „oni” chcieli. „Naćpali nas”. I mówi, że czas rozwiązać zagadkę. Idą do dr Stapleton, która akurat zajmuje się jakimś biednym królikiem. Sherlock gasi światło, a królik…świeci w ciemnościach :) Pyta panią dr czy zamierza wyjaśnić wszystko córce. Dr Stapleton poddaje się i zgadza się pomóc. Sherlock korzysta z jej mikroskopu, na którym bada jakieś próbki. W międzyczasie lekarka tłumaczy Johnowi, że prowadzi badania nad genem fluorescencyjnym, pobranym od meduzy. Przez pomyłkę świecącego królika otrzymała w prezencie jej córka :)

            Sherlock jest wściekły, bo w próbkach niczego nie znalazł. A szukał narkotyku w…cukrze, jaki zabrał z domu Henry’ego. Bo tego wieczora, kiedy widzieli „piekielnego psa”, wszyscy trzej, Sherlock, Henry i John jedli i pili to samo. Tylko John nie słodzi kawy i on jeden go nie widział. Więc detektyw błędnie uważał, że ktoś dodaje narkotyk do cukru, żeby podtrzymywać szaleństwo Henry’ego. Sherlock zaczyna więc intensywną dedukcję. Przed oczami przelatują mu wszystkie skojarzenia jakie ma ze słowami „hound”, „Liberty” i „In”. Nawet Presley śpiewający „Hound Dog” :) Na końcu pojawia się rozwiązanie, trzy słowa: „Liberty. Indiana. H.O.U.N.D”.

            Tymczasem Henry w trakcie sesji dostaje ataku szału i strzela do terapeutki. Na szczęście chybi. Przerażony tym co zrobił wybiega z domu.

            Sherlock mówi Johnowi i dr Stapleton, że słyszał kiedyś (oczywiście!) o projekcie CIA o nazwie „H.O.U.N.D”. Prosi ją, aby weszła do bazy danych w swoim komputerze. Ale dostęp do informacji o projekcie jest zablokowany. Z pewnością major musi znać hasło. Sherlock wchodzi więc do jego gabinetu i próbuje się domyślić, jakie to może być hasło. Zauważa kilka książek o Thatcher, tudzież zdjęcie majora z medalem za wojnę na Falklandach. Strzela, że hasło to: „Maggie” i trafia. Co oczywiście jest mało prawdopodobne, ale zabawne :)

            Sherlock przegląda informacje o tajnym projekcie, prowadzonym w Stanach, w Indianie. Jego celem było stworzenie broni chemicznej, narkotycznego gazu obezwładniającego przeciwnika. Zamieszczone jest zdjęcie twórców projektu. Pierwsze litery ich nazwisk tworzą skrót: „H.O.U.N.D” . Projekt został zamknięty w 1986 r. z powodu licznych skutków ubocznych jakie wywołał u uczestników badań, takich jak: ataki agresji, paranoja, itd.

            Wygląda więc na to, że ktoś nielegalnie kontynuuje badania. Sherlock jeszcze raz ogląda zdjęcie, w tle stoją tam też młodzi naukowcy, ubrani w bluzy z nazwą projektu. Rozpoznaje dr Franklanda. Przypomina sobie, że w trakcie ich spotkania lekarz używał typowo amerykańskich słów. A więc to on. Sherlock dzwoni do niego, żeby umówić się na spotkanie.

            W tej chwili do Johna dzwoni dr Mortimer. Opowiada, że Henry wpadł w szał i wybiegł z domu z pistoletem w ręku. Sherlock domyśla się, że biegnie tam, gdzie wszystko się zaczęło, do Dewar’s Hollow. Dzwoni do Lestrade’a, żeby tam pojechał.

            Jest już noc. Henry dociera na miejsce. Roztrzęsiony wkłada sobie pistolet do ust. Ale przybiegają Sherlock i John. Próbują go powstrzymać. Detektyw tłumaczy, że ktoś celowo chciał go doprowadzić do szaleństwa. I namawia Henry’ego, żeby sobie przypomniał jeszcze raz co się stało. Mówi:„ To nie był pies, prawda? To był człowiek”. I Henry widzi znowu koszmarną scenę. Tym razem ojciec jest duszony przez jakiegoś człowieka w masce przeciwgazowej, z podświetlonymi na czerwono szybkami (nie wiem jak to nazwać inaczej). Ubranego w bluzę z napisem „H.O.U.N.D” Liberty, In. (fatalny wybór stroju, hehe).

            Henry krzyczy, że przecież wszyscy widzieli psa! Sherlock odpowiada, że byli pod wpływem narkotyków i żadnego potwora nie było. Nagle rozlega się przeraźliwe wycie. Henry wpada w histerię. Wszyscy, łącznie z Lestradem widzą na urwisku przerażającą bestię. Pojawia się też jakaś postać. Sherlock zbliża się do niej i widzi…twarz Moriarty’ego. Ale wie, że to halucynacje. Po chwili okazuje się, że to Frankland, który zasłania sobie ręką nos i usta. Sherlock już wie, że narkotyk jest ukryty we mgle (warto wspomnieć, że wątek halucynogennego gazu pojawił się w jednej z książek Conan Doyle’a).

            Bestia jest coraz bliżej, więc Lestrade i John strzelają. Okazuje się, że to zwykły pies (pewnie ten sam, którego mieli właściciele gospody, ale skłamali, że go uśpili). Pod wpływem narkotyku wydawał się potworem. Wściekły Henry rzuca się na Franklanda. A więc ojciec Henry’ego miał rację. Odkrył proceder Franklanda i ten uciszył go na zawsze. Ale zabicie Henry’ego byłoby już zbyt podejrzane. Sherlock tłumaczy, że to chemiczne pole minowe, jakie stworzył Frankland. Za każdym razem, kiedy Henry tu przychodził, wdychał narkotyczny gaz i jego szaleństwo się utrwalało. Sherlock jest pełen podziwu: „Fantastyczna sprawa!” :)

            Zastanawiam się tylko, dlaczego Frankland nie załatwił ojca Henry’ego bez świadków, ale nie czepiajmy się szczegółów :)

            W ogólnym zamieszaniu Frankland zaczyna uciekać. Biegnie przez las i nie mając innej drogi przeskakuje ogrodzenie pola minowego. Niestety, ma pecha i szybko wpada na minę. Następuje efektowny wybuch.

            Następnego ranka przy śniadaniu John zastanawia się, co się stało w laboratorium. Słyszał piekielnego psa, chociaż nie był na tego dnia na wrzosowisku. Domyśla się, że to Sherlock tak go urządził. I faktycznie, dał Johnowi kawę z, jak sądził, podejrzanym cukrem, zamknął go w laboratorium, puścił z taśmy wycie psów i czekał na efekty :) John jakoś się z tym godzi, bo przynajmniej ma satysfakcję, że Sherlock się mylił. (I tu mam wątpliwość. Dlaczego zaraz po akcji w laboratorium John twierdził, że widział psa, chociaż go tylko słyszał? Siła sugestii? Ech, zawsze mam problemy z połapaniem się w kryminalnych intrygach).

            Ostatnia scena. Moriarty siedzi w celi więzienia. Przychodzi Mycroft i mówi, żeby go wypuścić. Na ścianach celi wydrapane jest setki razy jedno słowo :”Sherlock”.

            I znowu wyszedł mi elaborat. Dziękuję wszystkim, którzy przebrnęli :))

            Tutaj zwiastun odcinka:
            www.youtube.com/watch?v=bm78r2innnE&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=3
            • grek.grek Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 13:56
              no to teraz kawka, pączek i paluszki, czyli dobra literatura musi mieć dobrą oprawę :[
              zaraz zaczynam, ale na razie powiem tylko... - spodziewając się świetnej opowieści - że
              zaczęłaś, Siostro nowy sezon z wysokiego "C", co mnie,i pozwolę sobie powiedzieć -
              nas, niezmiernie cieszy.

              4 strony - to lubię.

              Boję się tylko jednego, że mi nie starczy komplementów dla Ciebie :]
            • pepsic Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 15:18
              Trafiłam na dobry moment, co przeczytałam część, cyk i następna wskakiwała. THX Siostro:) Chyba wywołałam Cię wraz z Sherlockiem myślami przy ... odkurzaniu:)

              Intrygą bym sie nie przejmowała, w sensie jej całkowitego zrozumienia, w końcu chodzi o zabawę i przyjemność obcowania z interesującymi i pociągającymi bohaterami.
              • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 15:26
                Haha :)) Dzięki!
                Masz rację. Próbowałam zgłębić wszystkie meandry fabuły, ale się nie udało, więc dałam sobie spokój. Moim zdaniem, dwójka bohaterów to 80% sukcesu serialu :)
            • grek.grek Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 15:49
              to ":[" powyżej, to mi chyba wyszło z powodu podświadomego skojarzenia, że za te
              pączki paluszki przyjdzie mi zapłacić wysoką cenę podczas biegania, hehe.

              Siostro, ci którzy "przebrnęli" [haha, ja śmignąłem przyjemnie] - dziękuję Ci :]

              Niezmiennie te same walory : precyzja, wyczerpujące informacje, dokładnośc,
              płynnośc i do tego humor i dodatki wideo, pozwalające sie lepiej wkręcić w estetykę
              krajobrazu. Znakomitość. Czyta się zawodowo. Klasyka gatunku, który własnoręcznie stworzyłaś :] Ku mojej [naszej] przyjemności, do wielokrotnego użytku.

              Co do "Psa..." - widziałem starą wersję, z Sherlockiem w kraciastym wdzianku, hehe. W tamtym wydaniu pies Baskerville'ów był pomalowany flourescencyjną farbą i rozgrywka dotyczyła jakiejś międzyrodzinnej intrygi.

              Ta wersja z Twojej opowieści jest równie ciekawie poprowadzona, oryginalna w stosunku do pierwowzoru, "psiej" konwencji, i na pewno, z korzyścią dla całokształtu, rozbudowana, no i Sherlock i Watson unowocześnieni.

              Yes, w oryginale Sherlock był uzależniony od kokainy.
              wiesz,w Rodzinie Połanieckich kokainę wciąga Bukacki, może jednak udałoby się jakoś
              przemycić Holmesa "manipulującego nosem"... ;] A może chodzi o to, żeby jednak
              trochę oryginał przerabiać ?..

              Siostro, pytanie za 100 punktów : aktor Cumberbatch podoba Ci się, bo jest Cumberbatchem, czy dlatego, że świetnie gra Sherlocka, który to własnie Ci się podoba [jako postać i jako mężczyzna] ? :]

              Jak wymyślą taką machinę do cofania się w czasie, i stanie sie ona powszednim urządzeniem do kupienia w każdym kiosku Ruchu, to sobie taką kupię i będę sie cofał, żeby Twoje "Sherlocki" czytać znów za pierwszym razem :] A tymczasem, nieprzyzwoicie objedzony świetną i perfekcyjnie opowiedzianą historyją udaję się na spoczynek, przed nocnymi maratonami filmowymi.

              Siostro, Bóg zapłać :]] Powinnaś swoje opowieści puszczać w systemie Piano, zarobiłabyś krocie. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo jakby trzeba było, to bym wysupłał grosiwo, specjalnie na taką okazję. A tutaj mamy takie rarytasy za friko, z dobrego serca.

              Dzięki wielkie, i już nie mogę się doczekać następnego odcinka, mam nadzieje, że masz go w planach... :]



              • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 16:24
                Dzięki, Greku :)) Cieszę się, że Ci się podobało!
                I znowu, uginam się pod ciężarem komplementów!!

                Zadałeś osobiste pytanie, ale odpowiem :) Najpierw aktor Cumberbatch podobał mi się jako Sherlock. Przyznam się bez bicia, że początkowo jego uroda wydawała mi się, jakby to określić, kontrowersyjna. Ale z czasem zaczął mi się też podobać jako mężczyzna. Oczywiście, chodzi nie tylko o wygląd, ale i osobowość, itd. No i wpadłam po uszy :)

                Jeszcze raz dzięki za dobre słowa! Oczywiście, planuję ostatni odcinek, ale na razie muszę odsapnąć :)
                • grek.grek Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 06.01.13, 13:46
                  Bardzo. Jak zawsze oraz niezmiennie,
                  a tych komplementów dla Ciebie, to zawsze będzie za mało :]

                  o, dlatego właśnie było ono za 100 punktów :]
                  po prostu, byłem ciekaw, jak postrzegasz tę zależnośc między postacią, a
                  aktorem, który ją kreuje, czy nie jest to przypadkiem wątek pierwszeństwa jajka
                  i kury; byłem ciekaw, jak to u Ciebie działa - przyznałaś że pan aktor robi
                  na Tobie wrażenie, więc zaryzykowałem pytanie...

                  Dzięki za odpowiedź.

                  W "Paryż Manhattan" Woody Allen występuje jako wirtualny mentor, przyjaciel
                  zaintrygowanej nim Francuzki, która "konsultuje" z nim swoje kolejne życiowe
                  decyzje. I ponoć wypada to niezwykle sympatycznie. Dlatego... wszystko ma
                  swoją wartość, jeśli nam przynosi jakieś korzyści, pozytywy, przyjemności i wpływa
                  inspirująco.
                  Zatem, wobec powyższej argumentacji... gratuluję Ci tak fajnej "wpadki" :]

                  Zasłużyłaś na każde z tych słów.

                  Świetnie :] To jest odpowiedź, na którą potajemnie liczyłem [i zapewne wyrażam w ten
                  sposób zdanie wszystkich tubylców].
                • angazetka Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 07.01.13, 16:44
                  To ja jeszcze pospieszę z komplementem, że - jak zwykle - czyta się ciebie świetnie. I mam to miłe uczucie mrowienia z zachwytu jakie towarzyszyło mi przy oglądaniu odcinków :)
                  A z Cumberbatchem to niemal każdy(a?) przechodził taką drogę ;) Ja też.
                  A przed ostatnim odcinkiem nastaw się psychicznie.
                  • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 07.01.13, 17:52
                    Dzięki :)
                    Wiesz, ja już widziałam ostatni odcinek, w BBC, z miesiąc temu. Nagrałam sobie. Postaram się go opisać za jakiś czas.
                    Przy okazji, liczyłam na Twój komentarz o "Skandalu w Belgravii". Byłaś zaskoczona, że mi się nie podobał? :)
                    • angazetka Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 08.01.13, 10:00
                      Aj, musiałam przegapić ;) Wrócę do nich - ale wstępnie faktycznie mnie to dziwi, uwielbiam czwarty odcinek (no dobra, ja w sumie tylko jednego nie uwielbiam, więc nie jestem szalenie wiarygodna).
                      To w takim razie czekam na twoją recenzję z finału. W marcu mają ruszyć zdjęcia do trzeciej serii...
    • grek.grek "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 14:16
      "Sherlock" Siostry, jako główne danie, ale zanim z przyjemnością oddam się jednemu z 7 grzechów głównych ["nieumiarkowanie..."] - zapowiedź skromna.

      TVp KUltura, 20:20
      "Fish tank", który kiedyś Pepsic wspominała i polecała.
      TEraz wszyscy mamy okazję rzucić się i pożreć łakomie.
      Z zajawki : pannica z problemami, matka z problemami, matczyny gach, nieprzystosowanie społeczne, erotyczne zaintrygowania.
      W Cannes docenili, Pepsic zachęciła, ja się piszę na to, a Wy ? :]

      TVN7, 0:45 "W sieci"... pewnie znacie - firma, babka wdaje się w romans z kolegą z pracy, a potem próbuje go szantażować i po sądach prowadza oskarżając o uwiedzenie i molestowanie seksualne, facet wynajmuje adwokata - kobietę. dawno nie widziałem, nadal nie wiem, jakim cudem babki a'la Demi MOore czy Sharon Stone przystawiają się do takiego ulizanego fryzjerczyka jak Michael Douglas ;], więc może znów poszukam odpowiedzi, a najpewniej i tak będę się tylko jeszcze bardziej nad tym zagadnieniem głowił ;] Sam film - klasyk, wg mnie.

      "KOmandosi z Nawarony" w POlsacie [22:45], o żesz w cara, to ktoś to jeszcze gra ?

      TV4, 21:00 "RObin HOod,książę złodziei" - tydzień bez Costnera będzie zapowiedzią rychłego końca świata...

      wczoraj w Polsacie, 0:30, "... i sprawiedliwośc dla wszystkich", klasyk z Alem Pacino, demaskatorski, obnażający słabość środowiska prawniczego, palestry, sądów, w ogóle
      wymiaru sprawiedliwości w Ameryce, ale łatwo go także przełożyć na realia każdego
      innego kraju, bo zaniedbania, błędy i idiotyzmy są wszędzie podobne. Byłem pewien,ze już
      kiedyś go opisywaliśmy, a nawet, ze mnie się ta przyjemność przydarzyła, ale w archiwum nie ma nic, więc możliwe, że tylko oglądałem i zapomniałem opisać. A wczoraj nie nagrywałem, chociaż mogłem, tak byłem pewien, że już go opisałem... Szkoda, a nie podejmę się dokładnego opisu z pamięci, jednak musiałbym go zobaczyć, zeby to miało ręce i nogi i szczególy się zgadzały... Ech, pech...



      • er.pa Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 14:46
        To ja się dołączę do rekomendacji dla tego filmu, obejrzałam go niedawno na vod. No nie jest to film ani "piękny", ani "optymistyczny", ale w swojej ponurej surowości wciągający. Niby nic nowego, niby przewidywalny, ale zgrabnie nakręcony, ze spojrzeniem z perspektywy tej nastolatki. W roli gacha matki Michael Fassbender, dla mnie aktor kameleon, człowiek wyglądający wyłącznie jak postać w danym filmie, nie do skojarzenia z poprzednim wcieleniem.
        • grek.grek Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 15:53
          Dzięki, Er.pa :]

          Fassbender pojawiał się tu w "Jane Eyre" i w w "GŁodzie", omawianych szeroko.
          zwłaszcza w "Głodzie" jego fizyczna metamorfoza i oddanie postaci były bardzo
          jaskrawe.

          • maniaczytania Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 16:14
            grek.grek napisał:

            > Fassbender pojawiał się tu w "Jane Eyre"

            Hm, to ta a'propos moja wczorajsza recenzja ksiazki: mojeprzemiany.blox.pl/2013/01/Dziwne-losy-Jane-Eyre-Charlotte-Bronte.html

            A Fassbender w "Jane ..." byl ... bardzo interesujacy
            • grek.grek Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 07.01.13, 14:01
              czytam na bieżąco :]
              • maniaczytania Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 07.01.13, 21:29
                grek.grek napisał:

                > czytam na bieżąco :]

                ozesz :) to siem zmieszalam ;)))
                dzieki!
                • grek.grek Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 08.01.13, 13:59
                  a Ty myślalaś, że ten OjejAs za bloga, to skąd ? :]
                  żadnej poczty pantoflowej, czytam regularnie.
          • er.pa Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 16:17
            Dla mnie Fassbender świetnie odpowiada definicji "z twarzy podobny zupełnie do nikogo" :)
            Innymi słowy wygląda to tak - oglądam film, fajnie gra aktor grajacy główną męską postać, po obejrzeniu sprawdzam, kto to, "Aaaa, to był Fassbender!"
            Tak miałam z Jane Eyre, i teraz z Fish Tankiem też :) Dlatego to, że Siostra go też nie rozpoznała jak dla mnie nie jest powodem do wstydu :) No nie jest to twarz Jacka Nicholsona :)
            Co nie zmienia faktu, że Fassbender dobrym aktorem jest.
            I zgadzam się z opinią Pepsic i Siostry - laska w filmie jest irytująca, ale zmiękczyła mnie dośc wcześnie historią z koniem.
            • siostra.bronte Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 16:27
              Ulżyło mi. Dzięki :)
      • siostra.bronte Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 15:07
        Hehe:))

        Widziałam kiedyś spory fragment "Fish tank". Jak już pisałam, dziewczę było tak denerwujące, że nie dałam rady obejrzeć go do końca. I nawet patologiczne otoczenie, moim zdaniem, nie usprawiedliwia bohaterki. Zwłaszcza pewnej rzeczy, którą zrobiła (ale nie będę zdradzać szczegółów). Ewentualnie można rzucić okiem dla Fassbendera, którego wstyd się przyznać, nie rozpoznałam.

        Widziałam "...i sprawiedliwość dla wszystkich" w programie, ale pora była zabójcza. Też się zastanawiam, czy aby kiedyś nie widziałam tego filmu. Jeżeli już, to bardzo dawno.
        • pepsic Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 15:26
          Z tym się zgodzę, że dziewczyna była irytująca i odpychająca. I chyba wiem, która scenę masz na myśli ( z "Big Lebowski"?), ale to by świadczyło, że całkiem sporo obejrzałaś.
          Podobnie, tyle ze w jeszcze większym stopniu miałam z bohaterką "Część Tereska".
          • siostra.bronte Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 15:28
            Chodzi o scenę nad wodą (już nie pamietam czy to było morze czy jakieś jezioro).
            "Tereski" jakoś nie udało mi się obejrzeć.
            • pepsic Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 15:35
              O innej pomyślałam, o obrzydliwej, natury fizjologicznej. Tak, nad wodą nastąpił niesympatyczny incydent z córką gacha.
        • grek.grek Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 05.01.13, 15:56
          Orajt, Siostro, w razie czego - posprzeczamy się ;]]



      • maniaczytania Wojna Charliego Wilsona 05.01.13, 15:07
        grek.grek napisał:

        > TV4, 21:00 "RObin HOod,książę złodziei" - tydzień bez Costnera będzie zapowiedzią rychłego końca świata...

        hehe, ja tam nie mam nic przeciwko, a dzis to nawet bedzie podwojnie :), bo na TVN o 20.00 "List w butelce", ech, jaki to piekny, smutny, romantyczny film, a jako jego partnerka w tym filmie wystepuje sliczna Robin Wright, zona Seana Penna (chyba jeszcze?)


        Ale ja o tej porze, to pewnie tv sobie odpuszcze, za to przyczajam sie na pozniej i dziwie sie Greku, ze tego nie wymieniles w propozycjach na dzis - na "Wojna Charliego Wilsona". Jak tak sobie przypominam, to chyba premierowo w tv. Bedzie na TVN po Kevinie :) czyli ok. 22.35. rez. Mike Nichols, w rolach glownych Tom Hanks, Amy Adams, Julia Roberts, Philip Seymour Hoffman - dla mnie "must-see" dzisiejszego dnia.
        • siostra.bronte Re: Wojna Charliego Wilsona 05.01.13, 15:32
          O, też zauważyłam "Wojnę...". Ale tematyka polityczna, więc nie jestem przekonana.
          • maniaczytania Re: Wojna Charliego Wilsona 05.01.13, 15:38
            Siostro - gdzies znalazlam w opisach, ze to komedia salonowa dla inteligentnych widzow - to chyba dla nas ;)
            • siostra.bronte Re: Wojna Charliego Wilsona 05.01.13, 15:41
              Hehe :))
        • pepsic Re: Wojna Charliego Wilsona 05.01.13, 15:36
          Ale Hoffman dobrze rokuje.
        • grek.grek Re: Wojna Charliego Wilsona 05.01.13, 16:03
          dzień z 2 Costnerami - JEST końcem świata... ;]]

          o, Maniu, nie przyjrzałem się temu tytułowi, świetnie że trzymasz rękę
          na pulsie.

          Costner, a zaraz po nim Hanks... ułaaaa, nie wiem, czy mam tyle
          środków znieczulających w domu ;]... a dodatkowo nastawiam się na Demi
          Moore... nie wiem, czy koty są w stanie przyjmować tyle procentów bez
          skutków ubocznych, ale jako kot niepijący mam nadzieję, że dawki skromne
          wystarczą, hehe.

          żartuję sobie, ale naprawdę nie umiem polubić tych aktorów.
          Hanks podobał mi się u Coenów, którzy siłą wyrwali go z butów jego zwykłego
          wzerunku ekranowego. Costner w "Mr Brooksie" był naprawdę dobry, ale to -
          także - zasługa postaci, bo sam aktor, wg mnie, nie byłby w stanie jej stworzyć.
          Może to za duży kaliber zarzutów, ale uważam, ze obaj nie są aktorami
          kreatywnymi.
          • maniaczytania Re: Wojna Charliego Wilsona 05.01.13, 16:27
            co do Costnera to wiesz, ze mam inne zdanie i go nie zmienie :)

            a co do Hanksa, mam dokladnie to samo, co Ty, wiec az sie boje tego filmu wieczornego :)
            Jak dotad Hanks byl dla mnie strawny chyba tylko tak, jak dla Ciebie w "Ladykillersach" i ... i sama nie wiem, jak to znioslam (Hanks prawie przez caly film sam jeden na ekranie!) w "Cast Away".
          • pepsic Re: Wojna Charliego Wilsona 06.01.13, 14:30
            Nie wiem, czy oglądałeś, ja częściowo. W moich oczach Hanks tą rolą całkowicie się zrehabilitował, do tego stopnia, ze spoglądałam nań z niedowierzaniem, a do tej pory opinię Twoją podzielam. Podszedł do tematu z dystansem i poczuciem humory, na domiar interesująco się starzeje:)
            • grek.grek Re: Wojna Charliego Wilsona 07.01.13, 14:04
              nie widziałem, niestety, ale Mania napisała recenzyję, to się trochę pustkę zapełniłem :]

              chodzi o rolę w "Wilsonie", czy o "Ladykillers" ?
              • pepsic Re: Wojna Charliego Wilsona 11.01.13, 17:44
                O Wilsona, który pławiąc się w jacuzzi w towarzystwie roznegliżowanych panienek wreszcie zaczął wyglądać i zachowywać sie, jak facet;)
        • maniaczytania Re: Wojna Charliego Wilsona 06.01.13, 15:57
          swietny film! I zgadzam sie z Pepsic - Hanks byl znosny bardzo, a nawet calkiem niezly z takim rysem komicznym ;)
          Trudno film streszczac, bo jednak w wiekszosci jest "przegadywany", ale te 'przegadywania" sa naprawde znakomite. Dialogi miedzy kongresmenem Wilsonem (T. Hanks), Joanne bogata ultraprawicowa antykomunistka :) (J. Roberts), agentem CIA od spraw Afganistanu (P. S. Hoffman) - perelki. Sceny w Pakistanie - rozmowa Wilsona z prezydentem i generalami - bomba. A juz prawdziwa wisienka na szczycie to byly rozmowy przy tancu brzucha w Egipcie - padlam!
          Generalnie chodzilo o to, ze kongresmen, ktory byl niezlym cwaniakiem - najbardziej znany byl z tego, ze chyba piec razy z rzedu wygrywal wybory, umial sie w kongresie niezle ustawic = praktycznie kazdy kongresmen byl mu winny przysluge za jego glos w roznych glosowaniach. ALe kongresmen byl tez znany z tego, ze nie rzucal slow na wiatr ;) I choc nie byl krysztalowy - narkotyki, luksusowe apartamenty z jaccuzzi w Vegas, to jakos sie jednak przejal nagle tym Afganistanem i zaczal pracowac nad zwiekszeniem budzetu na tajne operacje, zeby Afganczycy mogli sie bronic przed ZSRR i stracac ich smiglowce. Ale oficjalnie bron od Amerykanow nie mogla byc znaleziona przy mudzahedinach, wiec stad byly kombinacje pakistansko-izraelsko-egipsko-saudyjskie :) W akcji wybitnie wspierala ( a wlasciwie troche sterowala nim) go Joanne oraz niepokorny agent CIA, ktory bardzo chcial do Finlandii, ale Afganistan tez byl spoko. Akcja Charliego zakonczyla sie niezlym sukcesem - zwiekszyl budzet z 5 milionow do 1 miliarda dolarow! Tylko coz, jak wyszlo pozniej, wiemy wszyscy - dwie wieze. W filmie jest to pokazen w ten sposob, ze po 'wykurzeniu' ZSRR komisja specjalna uznala, ze co trzeba zrobili, i nie chcieli juz dawac pieniedzy na odbudowe szkol itp.
          A najlepiej podsumowuje to historyjka o chlopcu i mistrzu Zen, ktora opowiedzial Charliemu pod koniec agent CIA :)

          Mnie sie film bardzo podobal - a Wam?
          • pepsic Re: Wojna Charliego Wilsona 06.01.13, 20:04
            A co powiesz o zaskakująco niekorzystnym wyglądzie Julii Roberts przypominającej trupa na urlopie (wersja łagodniejsza Cruella de Mon). Przeraziłam sie autentycznie jednocześnie podziwiając ... odwagą Hanksa;)
            Mi tez się podobał, ale trochę za późno, a rzeczywiście trzeba się było wsłuchiwać w dialogi perełki, no i doskonały Hoffman ufarbowany i wykreowany na Greka (nie mylić z Grek.grekiem);)
            • siostra.bronte Re: Wojna Charliego Wilsona 06.01.13, 20:30
              Żałuję, że nie oglądałam :)
          • grek.grek Re: Wojna Charliego Wilsona 07.01.13, 14:06
            Dzięki, Maniu, nie widziałem, więc Twoja recenzja oświeca mi drogę w ciemnościach :]
            • maniaczytania Re: Wojna Charliego Wilsona 07.01.13, 21:28
              zaluj, zaluj i nastepnym razem nie przegap! :)
      • pepsic Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 06.01.13, 14:16
        nadal nie wiem, jakim cudem babki a'la Demi MOore czy Sharon Stone przystawiają się do takiego ulizanego fryzjerczyka jak Michael Douglas ;],
        He, he. Również zachodzę w głowę, co ludzie, zwłaszcza kobiety widza w tym nadętym nudziarz i podzielam Twoje zdanie, że wątek przewodni w "W sieci" był nieprawdopodobny, a przecież wystarczyło podstawić jakiegoś kaszalota.
        • grek.grek Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 07.01.13, 14:11
          haha, albo taki Clooney, nie ?

          Jak Clooney robi "groźną minę", to ja się uśmiecham :]
          jak Clooney rwie się do bitki, to ja tylko czekam, aż po pierwszym
          ciosie powie, ze "rezygnuje, bo dopiero co miał manicure"...
          jak Clooney chce być "kochankiem zniewalającym męskością ulegające
          mu kobiety", to rośnie mi samoocena...
          I tak dalej.

          Wiesz, ja mam wrażenie, że ci wszyscy "etatowi przystojniacy", to
          po prostu faceci bez charakteru i bez naprawdę męskiej prezencji.
          Ale np. Brad Pitt jest dla mnie szalenie sugestywny, i w dziób dać
          umie i jak się wkurza, to sam się go boję... ;] antyclooney taki.
          • maniaczytania Re: "Fish tank" Kultura, 20:20. 07.01.13, 21:31
            ja tez nie rozumiem fenomenu Michaela Douglasa, to juz Kirk byl duuuzo bardziej interesujacy

            ale! Clooney to ... (rozplywa sie) ... Clooney, no ;)
    • maniaczytania List w butelce 05.01.13, 16:06
      ha :) Zeby nie bylo, ze nic muzycznego Wam nie zostawiam nigdy, piosenka finalowa chyba ( w ogole muzyka w tym filmie piekna):
      Laura Pausini "One more time" www.youtube.com/watch?v=w2yaZxWwS9Y
      • barbasia1 Re: List w butelce 07.01.13, 15:08
        Piękna piosenka! :)
    • grek.grek "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 13:33
      W sumie, to ja Wam powiem, że taki film mógłby powstać w Polandzie. Pytanie, czy
      zostałby doceniony w Cannes, gdyby miał metkę "made in Polonia", a reklamą zajmowaliby
      się ci spece, i za te pieniądze, którzy obecnie kręcą się wokół polskiego kina.

      Otoczenie słabe i chłodne [młoda matka, której chyba bardziej zależy na tym, zeby jeszcze z życia skorzystać, niż się dojrzewającą córką zajmować, nieszczególne koleżanki, faceci tylko o jednym], więc trudno sie dziwić, że Mia jest taka, jaka jest. Nosi pancerz ochronny z agresywności i buntu, ale jak się pojawia father figure niczym z piosenki George'a Michaela, to jej skrywana głęboko potrzeba ciepła ojcowskiego skoligacona z zamówieniami seksualnymi, które składają nastoletnie hormony zaczynają hulać, że hej. W sumie, podobało mi się jak pokazany jest ten proces : a to on ją na barana poniesie, a to jej ranę na nodze opatrzy, a to zagada przyjemnie, a ona ma okazję go dotknąć, albo zostać dotkniętą, poczuć że jest ktoś, kto w nią wierzy i wydaje się że jest w tym bezinteresowny i po prostu ludzki i dobry... Bardzo subtelnie i niespiesznie zostało to narysowane, a jej reakcje jak w zwolnionym tempie.

      Facet zawodzi i jako upragniony ojciec i jako kochanek - odchodzi.I tu czegoś nie rozumiem. Czy ta kobieta z córką, z którymi on zamieszkał po odejściu od matki Mii - to była jego rodzina cały czas ? MNie na to wyglądało. A skoro tak, to dlaczego on pomieszkiwał z matką Mii ?

      W każdym razie - szczególna postać, trudno odszukać motywacje. Odszedł, bo za daleko zaszły jego relacje z Mią ? jesli tak, i jeśli zrobił to na "pstryk", to znaczy, że tę możliwość odejścia miał cały czas. A jeśli tak, to dlaczego nie mieszkał ze swoją żoną i córką ? :]
      Czy macie na to jakąś wiążącą odpowiedź ?

      Portret dziewczyny - mnie się podobał.
      Pisałyście, Czcigodne, że Was trochę zirytowała - ja jednak spróbuję jej bronić :]

      To jest pozytywna postać. Zobaczcie, odwraca się od środowiska swoich rówieśników, dostrzega tam płytkość. To pozytyw. Jest silna, potrafi być sama i występować przeciw innym. Matka jej nie kocha, poza sceną wspólnego tańca, kiedy Mia odchodzi z domu - w zasadzie ich relacje są ciągiem małych konflktów i wzajemnego podgryzania, udowadniania sobie, kto tu rządzi, a kto może się tylko buntować.

      Jasne, Mia porywa córkę Connora - w sumie, trudno orze, co chciała z nią zrobić, bo najpierw mała jej ucieka i Mia ją goni, a potem wprawdzie wrzuca ją do wody, ale jest to impuls, bo dziewczynka sprzedaje jej serię bolesnych kopniaków w piszczel :] POtem zresztą ją wyciąga z tejże wody. A więc - chciała dokonać jakiejś zemsty na Connorze za to, że zabrał jej nadzieję, dziewictwo, ciepło, a potem się zwinał bez wyjaśnień. Reakcja naturalna, wg mnie. Ludzka arcyludzka. I co ważne - poniechała tej zemsty na serio, to co się zdarzyło nad wodą było raczej następstwem pewncyh specyficznych okoliczności niż jej na zimno planowanych zachowań.

      To jest bardzo wrażliwa dziewczyna. Bardzo ciepła. Tyle,ze wychowana surowo i bez miłości. W bezlitosnym, marnym środowisku. Symbole jej samotności i potrzeby wolności są wszędzie : koń na łańcuchu, którego ona desperacko chce uwolnić, chomik zagrzebany w zielsku w klatce, wiatrak wyrastający ponad resztą zabudowań z perspektywy jednej z ulic... Wg mnie, to ciekawa rzecz - ona nie wie, co z tym koniem, nie wie czemu jest na łańcuchu - ale ten widok porusza jej wrażliwość, instynkt, wie tylko tyle, że jest on spętany, więc tzreba mu pomóc. Nie wie, do czego może doprowadzić jego uwolenienie. Może wyskoczy na szosę i padnie ofiarą wypadku albo połamie sobie nogę i trzeba go będzie zastrzelić ? Nie, ona nie zadaje sobie pytań, działa spontanicznie, jak to 15-latka. I wg mnie, ten moment pokazuje też jej motywacje w scenie z córką Connora - porywa ją, ale tak jak nie wie, po co uwalnia konia, tak nie ma też pojęcia, po co porywa dziecko. Wie, ze coś musi zrobić, uwolnić, zemścić się... whatever, jest potrzeba działania, ona... czuje słuszność swojej decyzji, czuje że to własnie trzeba zrobić. To dobry znak. Za 10 lat dojrzeje, zacznie myśleć, ale tej wewnętrznej słuszności i zaufania do własnych intuicji nie utraci. Będzie madrą, silną, niezależną kobietą.

      Owszem, jest trochę naburmuszona, nosi się chłopakowato, może brak jej czaru lolity ;] ale to ten pancerz ochronny, którym odbija nieprzyjazny świat. Ona nie czuje się w tym świecie dobrze, szuka odtrutki, swojej formy ekspresji - to też pozytywne, to znamionuje jej charakter. Nastolatki mają bardzo mocną potrzebę identyfikacji z grupą, z otoczeniem, dostrosowania się do niego - ona zaś trzyma się siebie, swojej indywidualności, to bardzo rzadka cecha w tym wieku. Nawet 15-letni buntownicy szukają innych 15-letnich buntowników. Ona nie szuka nikogo bo jest taka mocna. A zarazem bardzo delikatna, w środku. I dlatego ta chęc zemsty na Connorze - z tej delikatności naruszonej i zawiedzionej.

      Świetna ta młoda aktorka, Katie Jarvis, wspaniała. Nie ma dwóch zdań, że reżyserka ją znakomicie poprowadziła, stworzyły razem interesującą, intensywną postać. Fassbender cichaczem też odegrał swoje, to trzeci film z jego udziałem jaki widziałem i uderza mnie
      jego łatwośc, naturalność z jaką gra swoje role, bez brawury, bez szarży, na właściwej
      tonacji, bez popisów. Doskonały aktor.
      • pepsic Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 14:07
        Alez wszystko jest zrozumiałe, jej postać w jakimś sensie jest pozytywna, co nie zmienia faktu, że Mia aniołkiem nie była i dziewicą też zdaje się nie, a ponadto mogłaby być bardziej subtelna .

        Raczej pewne jest, że to była jego żona i dziecko, o czym świadczył filmik, oglądany przez Mie u niego w domu i pismo urzędowe z adresem wyszperane przez nia w kieszeni.

        Koles zamelinował się u przypadkowo poznanej na balandze chętnej dziewczyny, bo się miał przejściowe rodzinne kłopoty, ale nie drogę zamkniętą, co można wywnioskować z rozmowy telefonicznej, kiedy tłumaczył, co i jak, co Mia podsłuchała. Ale podobnie zgrzytał mi fakt, że tak od razu oddał się w namiętny romans. Jeśli chodzi o powody odejścia, tu nie mam wątpliwości. Odszedł, bo posunął się za daleko.

        Ps. Film mógłby powstać, tyle ze u nas bezrobotna samotna matka nie miałaby tak znakomitych warunków bytowych i bez pomocy rodziny wylądowałaby na melinie. No cóż, do brytyjskiej opieki socjalnej nam jeszcze daleko.
        • maniaczytania Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 15:45
          pepsic napisała:

          > Jeśli chodzi o powody odejścia, tu nie mam wątpliwości. Odszedł, bo posunął się
          > za daleko.

          Hmm, nie ogladalam filmu, ale ... po lekturze Waszych opisow i przeczytanych na filmwebie - czy jednak Pepsic nie jestes dla niego zbyt poblazliwa? Twoja odpowiedz sugeruje, ze mial jakies wyrzuty sumienia i byl 'porzadny' na swoj sposob.
          A czy nie bylo po prostu tak, ze facetowi znudzila sie rodzina, wiec sie wzial za nowe ofiary, a jak juz 'zaliczyl" matke i corke, to sie po prostu zmyl i wrocil do domu?
          • er.pa Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 15:50
            "A czy nie bylo po prostu tak, ze facetowi znudzila sie rodzina, wiec sie wzial
            > za nowe ofiary, a jak juz 'zaliczyl" matke i corke, to sie po prostu zmyl i wro
            > cil do domu?"
            Maniu, tak to wygląda w streszczeniu, dokładnie. Tylko on jakiś taki autentycznie sympatyczny i miły był, pozytywniejsze emocje wzbudzał niz Mia :) Zupełnie nie robił wrażenia "zaliczacza" :)
            • maniaczytania Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 15:59
              er.pa napisała:

              > Maniu, tak to wygląda w streszczeniu, dokładnie. Tylko on jakiś taki autentycznie sympatyczny i miły był, pozytywniejsze emocje wzbudzał niz Mia :) Zupełnie nie robił wrażenia "zaliczacza" :)

              hehem znaczy sie jego taktyka byla skuteczna :)
          • pepsic Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 20:16
            Maniu, to nie moja pobłażliwość, a twórców świadcząca, że życie nie jest czarno-biale i że człowiek moralnie dwuznaczny potrafi wywołać pozytywne uczucia i zachować resztki przyzwoitości, jak Er.pa wyjaśniała.
            Choć rzeczywiście motyw kolesia, który po opuszczeniu rodziny oddaje się namiętnym romansom wchodząc w nową na moje oko jest mało uzasadniony psychologiczne. Z drugiej strony w filmie nie wyjaśniono dokładnie tego wątku.
        • grek.grek Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 07.01.13, 14:17
          wiesz, ja myślę, że subtelnośc odbierała by jej wiarygodność, bo to postać ukryta za maską
          twardości, częściowo prawdziwej, częściowo pozerskiej. subtelność dekonstruowałaby ją.
          jest ona delikatna i wrażliwa, ale wtedy, kiedy ktoś okazuje jej względy, ona oddaje
          ciepło, w sytuacjach intymnych.

          aa, widziałem filmik, ale chyba przegapiłem to pismo z adresem, dzięki za info.

          gośc tak nagle wraca do tej swojej właściwej rodziny... Jeśli miał kłopoty i kryzys, to
          nagle mu się całkiem fajnie rozwiązał i dobry timing w tym był - córeczka, żona, puci puci, zakupy razem... :]

          yes :]
          ale zblizoną do Mii postać mogliby jakoś ulepić z tej naszej plasteliny, nie ? :]


      • siostra.bronte Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 14:33
        Wiedziałam, że będzie dyskusja :)

        Bohaterka porwała dziewczynkę i nie owijajmy w bawełnę, chciała ją zabić. Czyżby nie zdawała sobie sprawy czym się może skończyć wrzucenie jej do wody? W pewnym momencie mała znika pod wodą i naprawdę myślałam, że się utopi. I jeszcze, w trakcie "spaceru" Mia straszy i pogania małą, aż przykro na to patrzeć. Dziewczynka płacze. Sądzisz, że szybko zapomni o tym zdarzeniu?

        No, niestety, nie znajduję dla Mii usprawiedliwienia. Brak miłości to "wytrych", który zbyt łatwo jest wykorzystywany w filmach jako alibi dla bohaterów. To nie działa tak prosto: "Rodzice mnie nie kochali, więc jestem łobuzem". A Mia spokojnie mogłaby wylądować za taką akcję w poprawczaku.

        I to że chciała zemścić się na niewinnej osobie, a nie, jeżeli już na Connorze, świadczy o niej jak najgorzej.

        Mam wątpliwości, czy w przyszłości będzie taką wspaniałą kobietą. Wolałabym nie spotkać jej na swojej drodze :)
        • er.pa Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 15:08
          Mia z założenia jest irytująca dla otoczenia, tylko widz ma całościowy ogląd, wie, z czego wynika jej agresywność, i że jest wrażliwa. Dla mnie w jakimś sensie scena pożgania z siostrą pokazuje cały problem tej dziewczyny - i siostry też. Warstwa słowna zupełnie jest sprzeczna z językiem ciała :) One nie umieja wyrażać słowami uczuc innych, niż gniew, nikt ich nie nauczył ani czułości jako takiej, ani jej języka. I ten sposób w jaki się żegnają kapitalnie to pokazuje.
          A gdyby ten film był amerykański, to Mia zrobiłaby karierę jako tancerka :) I tu sie zgadzam - w ogólnej ponurości przekazu mógłby być polski :)
          • grek.grek Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 07.01.13, 14:20
            Lepiej bym tego nie ujął :]
        • pepsic Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 15:09
          Ja bym się ostrożnie skłaniała ku grekowej teorii. Mia dziewczynkę porwała pod wpływem emocji i chwili, a do wody wepchnęła impulsywnie w wyniku szamotaniny. Z drugiej strony trudno nie poprzeć obaw Siostry, czy z Mii nie wyrośnie niezłe ziółko z kijek bejsbolowym w ręku.
          • siostra.bronte Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 15:16
            Nie jestem przewrażliwiona na punkcie krzywdzonych dzieci, ale moim zdaniem Mia zachowuje się wobec dziewczynki bezwzględnie. A "spacer" trochę trwał, był czas żeby ochłonąć i zastanowić się nad swoim postępowaniem.
            • siostra.bronte Re: "Fish tank" - polemika poprojekcyjna :] 06.01.13, 15:17
              To był ciąg dalszy komentarza do tekstu Greka :)
    • siostra.bronte "Lawrence z Arabii" (1) 06.01.13, 16:14
      Tak, wiem, że tego filmu nikt nie obejrzy, bo będzie pokazany we wtorek o 14.25 i to w Europie. Ale jak zobaczyłam tytuł to nie mogłam się powstrzymać. Muszę o nim napisać!! I można uznać ten tekst za kolejną część cyklu „W starym kinie”, bo film pochodzi z 1962 r.

      Chociaż trudno będzie mi znaleźć właściwe słowa. Bo to jest, Moi Drodzy, absolutne, skończone ARCYDZIEŁO. Jeden z moich ukochanych filmów.

      Widziałam „Lawrence’a” po raz pierwszy bardzo dawno. Byłam jeszcze nastolatką i początkującą kinomanką. Pamiętam jak dziś, że to był piątek, godz. 20.00 w jedynce (to były czasy, klasyka w prime- timie). Wrażenie jakie na mnie zrobił mogę określić tylko w jeden sposób: kompletny szok. Coś podobnego zdarzyło mi się tylko parę razy w życiu.

      Fabuła filmu została oparta na prawdziwych wydarzeniach. T.E. Lawrence był brytyjskim oficerem stacjonującym w Kairze w czasie I wojny światowej. Od swoich przełożonych dostał misję zbadania czy Arabowie planują powstanie przeciw tureckiej okupacji. I udała mu się ona znakomicie. Co więcej, Lawrence pokochał Arabów i sam stanął na czele ich walki o niepodległość. I wierzył, że uda się ją zdobyć. Ale jego mocodawcy mieli inne plany…

      Wydawałoby się, że ten temat nie powinien mnie specjalnie zainteresować. Ot, film przygodowy. Co mam wspólnego z angielskim agentem sprzed stu lat? A jednak, zaskakująco, „Lawrence” poruszył jakieś głębokie struny… Marzenie o egzotycznej przygodzie i ucieczce od cywilizacji. A bohater, walczący z własnymi demonami, okazał się niespodziewanie bliski. I jest coś jeszcze, co trudno wytłumaczyć, a co sprawia, że jakiś film po prostu chwyta za serce. I, jak napisałby Grek, za inne części ciała :)

      Lawrence szukał swojego miejsca na ziemi. Gardził brytyjskim systemem społecznym i jego hipokryzją. Sam był nieślubnym dzieckiem, co w owych czasach wystarczyło do złamania życia i kariery. Pustynia okazała się dla niego nowym domem, miejscem gdzie nie ma miejsca na fałsz. Jest taka scena, kiedy książę Fajsal (Alec Guinness) mówi: „Jesteś jednym z tych Anglików kochających pustynię. Arabowie nie kochają pustyni. Kochają wodę i zieleń. Na pustyni niczego nie ma. Nie można pragnąć niczego”.

      Ale czy można uciec od siebie? Lawrence jest obcy i dla Brytyjczyków, i dla Arabów. I nie może tego zmienić. A jego idealizm ponosi klęskę w starciu z wielką polityką. Przejmująca jest scena, pod koniec filmu, kiedy Lawrence mówi: „Boże, obym już nigdy więcej nie zobaczył pustyni”.

      Tajemnicą pozostaje jak Davidowi Leanowi udało się połączyć epicki rozmach filmu (tysiące statystów, wielbłądy, konie) z precyzyjnymi portretami psychologicznymi postaci i emocjonalną prawdą. To nie powinno się udać, ale Lean dowiódł, że jest genialnym reżyserem.

      O stronie wizualnej „Lawrence’a” mogłabym długo pisać. Z pewnością to jeden z najpiękniej sfilmowanych filmów w historii kina. To, co zrobił Freddie Young to absolutne mistrzostwo. Do tego niesamowity montaż. Choćby początkowe sceny filmu, gdy Lawrence zdmuchuje płonącą zapałkę, a w następnym ujęciu pojawia się wschód słońca nad pustynią. A potem po raz pierwszy widzimy pustynię w pełnej krasie, w blasku dnia. Pojawia się też główny motyw muzyczny filmu. Dopiero po chwili dostrzegamy dwa ciemne punkty na oceanie piasku: to Lawrence i jego przewodnik przemierzają pustynię na wielbłądach. Piękne, niezapomniane sceny:

      www.youtube.com/watch?v=RXweFE2IG5c&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1
      • siostra.bronte Re: "Lawrence z Arabii" (2) 06.01.13, 16:18
        Pamiętajmy, że nie było wtedy takiej techniki jak teraz. Ekipa zdjęciowa koczowała więc na pustyni dniami i nocami, żeby uchwycić jakiś wschód słońca, czy kolor nieba. Teraz wszystko zrobiłyby komputery, a i tak nie udałoby się osiągnąć tak spektakularnych efektów. Warto wspomnieć, że zdjęcia do filmu trwały aż półtora roku (!), co pokazuje jak odważne i monumentalne to było przedsięwzięcie.

        Tutaj kolejna, słynna scena, kiedy Ali (Omar Sharif) wyłania się zza horyzontu. Wydaje się, że płynie w powietrzu. A to prawdziwa fatamorgana:

        www.youtube.com/watch?v=ud1zpHW3ito


        Aktorzy nie mogli zostać wybrani lepiej. Lawrence w interpretacji Petera O’Toole (debiut) to blondwłosy i niebieskooki bóg wojny, z taką charyzmą, że nie można od niego oderwać oczu. Nic dziwnego, że porwał za sobą tłumy Arabów. Postać skomplikowana i tajemnicza. Chociaż mam pewne uwagi do gry O’Toole’a, zwłaszcza w drugiej części filmu, nie zmienia to faktu, że jest idealnym Lawrencem. Na drugim planie mroczny i zabójczo przystojny Omar Sharif, poza tym Anthony Quinn, Alec Guinness, Claude Rains i plejada znakomitych, brytyjskich aktorów.

        Co jeszcze? Przepiękna muzyka Maurice’a Jarre’a, przy której mam gęsią skórkę. I marzę o pustyni.

        Wszystko razem tworzy film dosłownie zapierający dech w piersiach. Właściwie to już coś więcej niż film. Bo świat w nim przedstawiony jest tak prawdziwy, że wydaje się rzeczywisty. Absolutna magia. Wybaczcie mi nadmierną egzaltację, ale o tym filmie nie mogę, nie potrafię pisać inaczej! A może widzieliście „Lawrence’a”, a ja tu się wymądrzam? :)

        Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że ten film nie spodoba się każdemu. Zwłaszcza młodsi widzowie mogą go uznać za nudny i zbyt długi (ponad trzy godziny). Ale dla innych to będzie niezapomniana, filmowa przygoda. Ostatni raz widziałam go kilka lat temu (mam go na video). Ciekawa jestem jak odebrałabym go dzisiaj, może już nie tak emocjonalnie. Ale wciąż mam w pamięci ogromne wrażenie jakie na mnie zrobił wiele lat temu.

        Warto wspomnieć, że Spielberg i Scorsese sfinansowali (brawo) cyfrową restaurację filmu. Dzięki temu „Lawrence”, uzupełniony o wycięte wcześniej sceny, został wydany na dvd. A w ubiegłym roku wrócił do kin (niestety nie u nas) w 50. rocznicę powstania. Mogę sobie tylko wyobrażać jakie wrażenie robi na dużym ekranie.

        „ Nic nie jest zapisane” (T.E. Lawrence).

        Tutaj trailer:

        www.youtube.com/watch?v=HFAkWNiETrg&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1
        • pepsic Re: "Lawrence z Arabii" (2) 06.01.13, 19:51
          Ależ energetyczna recenzja. Przeczytałam jednym tchem. Nie maiłam dotąd pojęcia co zacz, kojarzyłam tylko z przygodą, a za tym gatunkiem nie przepadam. I jestem pewna, że Twoje wątpliwości odnośnie stylu pisania sa mocno przesadzone.
          :)
          • siostra.bronte Re: "Lawrence z Arabii" (2) 06.01.13, 20:00
            Dzięki! Ten film wywołuje u mnie takie emocje, że nie potrafię się opanować :)
            • barbasia1 Re: "Lawrence z Arabii" (2) 06.01.13, 23:47
              Lawrence of Arabia - Maurice Jarre
              www.youtube.com/watch?v=jdFwhhH2x7I
              Piekna zacheta do obejrzenia Lawrenca z Arabii, Bronte!
              • siostra.bronte Re: "Lawrence z Arabii" (2) 07.01.13, 13:50
                O tak, muzyka jest przepiękna!
        • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" (2) 07.01.13, 16:07
          jaka "egzaltacja"... Siostro... :]
          świetnie opisałaś całą rzecz, z odniesieniami do ówczesnych technik
          filmowania, a to, że film jest Ci bliski dodaje całej
          sprawie kolorów.

          fragmenty video są bardzo dobrej jakości.

          yes, pomarzyć, o klasyce kina o 20:00 w publicznej...

          interesująco opisałaś bohatera, wyobcowanego, złożonego mentalnie, osobowościowo.
          Przyznam, że nabrałem ochoty na zapoznanie się z tym filmem :]
          Tytuł oczywiście znam, słyszałem porównania do równie mi nieznanego
          "OBywatela Kane'a" - dotyczące miejsca nr 1 na liście filmów wszechczasów, ale do teraz tkwiłem raczej w niewiedzy i chyba czekałem na jakiś impuls - hej, zobacz ten film,
          dojrzałeś do tego :] No i jest. MOże Czesi pokażą kiedyś... MOże Kultura zacznie jakiś
          cykl klasyków... Na pewno nie przegapię.

          Dzięki :]
          • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" (2) 07.01.13, 16:09
            w pierwszym akapicie chciałem powiedziec, ze tej "egzaltacji" wcale,a wcale nie dostrzegam :]

            poprawiam się, bo tak złożyłem nieudolnie zdanie, że za moment sam bym się w jego sensie nie
            połapał :]
            • siostra.bronte Re: "Lawrence z Arabii" (2) 07.01.13, 16:19
              Hehe, zrozumiałam od razu :) Dzięki za miłe słowa!

              Tak, zdecydowanie brakuje klasyki w tv, nawet w Kulturze. Mam nadzieję, że będziesz miał okazję kiedyś zobaczyć ten film!

              Ciekawa rzecz, ja też nie widziałam "Obywatela Kane'a" :) Chociaż miałam kilka okazji, no i posiadam go na dvd (był dodatkiem do gazety). Jakoś nie mogę się przemóc, żeby się do niego zabrać. Może świadomość, że to takie arcydzieło tak mnie paraliżuje? Może kiedyś się uda :)
              • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" (2) 08.01.13, 13:52
                tak to jest, znam to... miałem "OBywatela" na video, leciał kiedy, chyba w Dwójce - odkładałem obejrzenie na później "bo przecież mam, leży i nie ucieknie". Któregoś dnia w pośpiechu szukałem taśmy do nagrania jakiegoś filmu i, jak się później okazało, złapałem tez z "Kane'em" :]

                właśnie, ciekawe na ile jest "najlepszy film w historii", a na ile przylgnęła do niego ta metka i biernie utrwaliła się w świadomości widowni ?
                • siostra.bronte Re: "Lawrence z Arabii" (2) 08.01.13, 14:07
                  Jakoś masz pecha do przypadkowego kasowania arcydzieł :))

                  Wiesz, nie przywiązuję zbyt dużej wagi do wszelkich rankingów. Bo jak można porównywać ze sobą filmy różnych gatunków i stylów? Faktem jest, że fachowcy uparli się na "Obywatela Kane'a". Raczej chodzi o to, że to był przełomowy film jeżeli chodzi o sposób narracji i filmowania. Dzisiaj z pewnością nie robi już takiego wrażenia.
                  • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" (2) 09.01.13, 13:51
                    haha, coś jest na rzeczy ;]
                    pewnie dlatego, ze po prostu nie opisuję taśm, kiedyś naklejałem numerki i robiłem
                    opisy w notatniku, ale tak szybko nagrywałem, oglądałem, kasowałem znów nagrywając i musiaałem zmieniać dane, że w którymś momencie wypadł mi ten proceder spod kontroli
                    i teraz mam zwykle dwie dyżurne wolne, a pozostałe leżą osobno, znaczy : coś na nich jest do obejrzenia albo zachowania na stałe/na dłuzej :]

                    Może jakoś uniknę tych wpadek w przyszłości.

                    racja.
                    z tego punktu widzenia aby ocenić "Obywatela" trzeba by go chyba oglądać wedle standardów ówczesnego kina, a to trochę trudne chyba by było do odtworzenia we wlasnej świadomości ?
    • pepsic "Rzeź" - kontynuając wątek o Polańskim 06.01.13, 20:43
      Irytujące, przereklamowane i chaotycznie przegadane dzieło. Uff, przebrnęłam z trudem. Nie tak dawno wybrzydzałam na film "Autor widmo" , poprawny, ale bez polotu. No wiec teraz było o wiele gorzej. No cóż, film potwierdził, że goście stojący godzinami w przedpokoju są niezwykle męczący dla gospodarzy;) Piszą, że to i dramat i komedia. Otóż ani razu się nie zaśmiałam, ani nie uznałam pawia puszonego przez Winslet na środku salonu za wydarzenie dramatyczne.
      Ps. Napisałabym coś jeszcze o niekorzystnym wyglądzie Jodie Foster, ale zaczniecie mnie podejrzewać o obsesję;)
      Ps.2. Ciekawostka z dokumentu biograficznego, wywiadu rzeki:" R.Polański: Moje życie" - najważniejszy film? Nietrudno zgadnąć: "Pianista". Dla mnie najbardziej przerażające było wyznanie reżysera o matce, kiedy ją wywieziono do Auschwitz była w ciąży.
      • siostra.bronte Re: "Rzeź" - kontynuając wątek o Polańskim 06.01.13, 20:46
        O, zauważyłam ten film w programie i byłam ciekawa czy go obejrzysz.
      • barbasia1 Re: "Rzeź" - kontynuając wątek o Polańskim 06.01.13, 23:01
        pepsic napisała:

        > przegadane dzieło

        Nie dziwi mnie ten komentarz, nawet się go spodziewałam, scenariusz jest proweniencji teatralnej, jest to adaptacja sztuki "Bóg mordu" autorstwa Yasminy Rezy.
        Zresztą jeśli prawie cała akcja rozgrywa się , pomiędzy czwórka bohaterów, w jednym pomieszczeniu to nie moze być inaczej ;).

        Dawno temu cyztaam autobiografię Polańskiego ...

        Napisz o Jodie Foster, pliz.
        Zadnych podejrzen nie bedziemy snuć, słowo zucha!
        • pepsic Re: "Rzeź" - kontynuając wątek o Polańskim 11.01.13, 17:42
          jest to adaptacja sztuki "Bóg mordu" autorstwa Yasminy RezyZresztą jeśli prawie cała akcja rozgrywa się , pomiędzy czwórka bohaterów, w jednym pomieszczeniu to nie moze być inaczej ;).
          Ale nie może być usprawiedliwieniem, że film irytuje i nie wciąga, do tego stopnia, ze w dwóch ratach oglądałam.

          Jodie, no cóż, upodabnia sie do zasuszonej babuleńki.
    • pepsic Wyjątkwo powtórkowy wieczór, nie sądzicie? 06.01.13, 21:31
      Tych powszechnie znanych nie będę wymieniać, a jest tego bądź się przed chwilą skończyło - multum. Ze swej strony umiarkowanie polecam szwajcarską "Cała zimę bez ognia" ze względu na unikatowy gatunek, jakim jest dramat w naszej tiwi, a także osobę reżysera, którym jest "nasz znajomy" z Paradoksu Greg Zgliński i jego szanowną małżonkę w roli drugoplanowej (tvp1 23.15). Melomanów nie tylko Mozarta informuję o ciężkawym "Ja, don Giovannim" Saury (tvp kultura 00.30), uprzedzam akcja deczko się rwie.
      • barbasia1 Re: Wyjątkwo powtórkowy wieczór, nie sądzicie? 06.01.13, 23:08
        Prawda, w TVPKulturze tez powtorka, ponownie film Elegia z Panelope Cruz i Benem Kingsleyem.

        "Cała zima bez ognia" widzialam kiedys fragment, zaciekawil mnie, ale dzis juz za pozno na powtorke
      • grek.grek "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 13:59
        [ a w środku nocy "Pora na czarownice", polski, omawiany już niegdyś]

        Muszę się, wszelako, wyłamać... :]

        Wczoraj czeska publiczna Dwójka rozpoczęła wyświetlanie duńskiego oryginału, z którego
        Amerykanie zrobili "The Killing" [Pepsic, pisałaś o tym serialu, jak pamiętam].

        W duńskiej wersji nazywa się on "FOrbrydelsen".
        1 odcinek wprowadza w historyję : zaczyna się od sceny, w której nocą przez las biegnie spanikowana młoda dziewczyna, w samej halce, pokrwawiona, a ścgają ją jakieś postaci z latarkami w łapach. I to nawet nie "ścigają", tylko idą za nią z taką mrożącą krew w żyłach pewnością, że i tak im nie ucieknie.

        Pstryk i przedstawienie kilkorga bohaterów. Przede wszystkim, pani komisarz w gustownym sweterku tureckim ;]. Właśnie odchodzi z wydziału, jedzie ze swoim szwedzkim mężem [i dziećmi] do... Szwecji. Na jej miejsce przychodzi nowy komisarz. Koledzy urządzają jej pożegnalne przyjęcie - bardzo jest to ciekawa rzecz, bo najpierw jest scena tej ucieczki prze las, a zaraz potem pani komisarz dostaje informację, ze znaleziono zwłoki i musi je zobaczyć. Kolega policjant podwozi ją na miejsce, zwłoki mają się znajdować w labiryncie pomieszczeń w nieoświetlonym budynku. Komisarzyca idzie, idzie, i faktycznie... ściana umazana krwią, worek z niechybnie ciałem w środku. I kiedy już wydaje się, że to muszą być zwłoki tej dziewczyny uciekającej przez las - suprajs ! To dmuchana męska lalka :], a cała sprawa była żartem kolegów z wydziału dla odchodzącej koleżanki.

        Na miejsce Sary Lund jest już nowy komisarz, Jan Meyer. Ona wynosi swoje klamoty z pokoju, on swoje wnosi, razem z przenośnym koszem do rzucania do niego piłką.

        I wiadomo, ze Sarah nie odejdzie. Przynajmniej przez najbliższe 20 odcinków, bo tyle obejmuje serial [czy raczej : jego 1 sezon]. Powodem będzie znalezienie ciała tej, jak można już teraz założyć, dziewczyny z lasu. A może jednak, to nie ona ?

        Tak czy owak : ginie dziewczyna, 18-letnia uczennica z miejscowego liceum, córka miejscowego przedsiębiorcy [nie zajarzyłem z jakiej branży, ale chyba coś spożywczego, jakiś sklep ma, i na tyle dobrze prosperuje, że już kupił wielki dom, który po urządzeniu będzie służył jego rodzinie, czyli jemu, zonie, dwóm małym synom i tej własnie córce, Hannie - dla niej przeznaczył nawet całe górne piętro z osobnym wejściem]. Dziewczyna ginie, a policja jej szuka, bo przypadkiem ktoś znalazł pod lasem damskie majtki i jakieś papiery, które naprowadziły ich na ślad. W szkole nikt jje nie widział. KOleżanka, Lisa, cichaczem [czyżby miały z Hanną jakieś tajemnice ?] próbuje się czegoś dowiedzieć, odwiedza kolegów, z którymi spędzały czas, ale oni nic nie wiedzą. Ojciec odwiedza jej eks-chłopaka, z którym zakazywał się jej spotykać, ale w jego domu też jej nie ma. Matka cała chodzi z nerwów. Szkoła zostaje zawiadomiona, uczniowe przesłuchani. NIkt nic nie wie.

        Policja przeczesuje las i już chcą sobie daś spokój, znajdują tylko martwego psa ze śmieszną miną. Od czego jednak nos komisarzycy Sary... Odkrywa ona że niedaleko od miejsca poszukiwań jest małe jezioro/staw [widzi ona jak polną drogą jadą dzieciaki z wędkami i koszami na ryby]. W wodzie policaje znajdują samochód. W samochodzie skrępowane zwłoki dziewczyny. Z oglądu można sądzić, że to Hanna.

        Jej ojciec przyjeżdza na miejsce. Duży facet. Rozpycha się, cały w szoku, gliniarze go trzymają, komisarzyca Lund stoi na moście, noc, wieje wiatr i rozwiewa jej włosy, pada deszcz, relfektory policyjnych aut, dźwig wyciąga samochód z wody... Co za scenografia, "Paradoks" ewidentnie nawiązywał do estetyki tego serialu, tyle że tutaj są bardzo kolorowe, wręcz pstrokate wnętrza, ubrania z duża ilością czerwonego, a w Paradoksie wszystko tonęło w barwach raczej stonowanych.

        Sarah widzi, ze ojciec się szamoce z policjantami. Idzie do niego. On krzyczy : czy to moja córka ?! Telefon ma włączony, więc jego krzyki słyszy jego żona, siedząca w ich mieszkaniu. Saraj patrzy na niego i kwa głową, bez słowa - potwierdzająco. Na co ten wysoki, duży facet po prostu wiotczeje jak po pawulonie - osuwa się na ramiona tych policjantów. Wydaje okrzyk. Żona przy telefonie rozumie, co się stało. Co to za bezsilność - próbuje się jakoś z tym zderzyć, chodzi po kuchni i chce się czegoś złapac, zeby nie upaść. I wata w gardle. Bardzop mocna, bardzo wiarygodna scena.

        Co ciekawe, ciało Hanny, znaleziono w samochodzie, którego właścicielem jest niejaki Hartmann, miejscowy polityk, szykujący się do startu w wyborach na burmistrza. Polityk romansuje z sekretarka... odkrywa w pewnym momencie, że ktoś mu podprowadził tajny zupełnie plan dnia...[asytentka - zarzeka się, ze to nie ona, on mów "wierzę ci", wtedy wchodzi ta sekretarka, i już wiemy, kogo on podejrzewa]... Dodatkowo, w pierwszej scenie widać go składającego kwiaty na grobie na którym widnieje nazwisko "Hartmann", przyznam, ze nie
        zauważyłem, czy damskie imię czy meskie było do niego dopisane. MOże to żona ? albo córka ? Na pewno jeszcze się wyjaśni.

        Ten chłopak Hanny też dziwny jest. Kiedy dowiaduje się, przez telefon od Lisy, że Hanna zaginęła, nie wydaje się zaskoczony...

        Słowem, klimat jest, bohaterowie są, akcja zawiązana niemal jak w Twin Peaks, gdzie zaczyna się od zabójstwa licealnej piękności Laury Palmer.

        W każdym razie komisarzyca Sara dzwoni do swojego szwedzkiego męza i odwołuje wyjazd. Zostaje. Na wspomniane 20 odcinków, jak sądzę :]

        www.youtube.com/watch?v=WU1_xAO8LuR
        www.youtube.com/watch?v=w8UKDoXM6MI
        www.youtube.com/watch?v=FUUBrIzxBdg
        "Borgiowie", "True blood", "Rzym", "Californication", teraz ten serial, noszący miano "kultowego" [hehe]... Czesi wiedzą, co robią. Kupują oryginały.
        Jak widać telewizję publiczną może być stać na dobry towar, trzeba tylko umieć wydawać
        pieniądze, zamiast je marnować na armię zbędnych pracowników, własne koszmarki produkcyjne i polityczne zamówienia. Inna rzecz, że "GLina" to jest poziom "FOrbrydelsen", wg mnie, sądząc ofk tylko po pierwszym odcinka tego drugiego serialu.

        Jesli twórcy Paradoksu jawnie twierdzą, że chcieli skopiować klimat skandynawskich kryminałów, to śmiem twierdzić, że "Glina" nie ogłaszając tego zamiaru szumnie, a może nawet wcale go nie mając - zrobił to idealnie. Paradoks przegiął z tą atmosferą, wykoślawił, teraz dopiero mogę stwierdzić - jeśli znów mogę porównać na podstawie dostępnego materiału - że Paradoks to nieudana kopia atmosferyczna. W tym duńskim serialu to jest naturalne, nie przesadzone, samo się rodzi, w Paradoskie był od razu zamiar naśladowania, chęć bycia świętszy od papieża; tak to odbieram, wtórność, wszelki epigonizm w końcu zostaje obnażony.






        • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 14:17
          Wow!! W Ale kino ten serial też leciał pod tytułem "The killing".

          Kapitalny serial, na pewno jeden z najlepszych kryminalnych seriali jakie w życiu widziałam. Rewelacyjny scenariusz, niesamowite zwroty akcji, piękna muzyka. Świetna gra całej obsady, ze wspaniałą Sofie Grabol na czele. Dla mnie bomba!!!

          Czekałam cały tydzień w napięciu co się wydarzy! Aż Ci zazdroszczę.

          Nie porównywałabym go do "Gliny" bo to jednak inna klasa. Aczkolwiek uważam "Glinę" za najlepszy polski serial kryminalny od wielu lat.

          Muszę sprostować jeden szczegół. Otóż kultowy sweter Sary nie pochodzi z Turcji, ale z Wysp Owczych (tradycyjny wzór). Zresztą serial wywołał modę takie sweterki :)

          Greku, życzę mocnych wrażeń. Tylko, nie szukaj info w sieci, bo jak natkniesz się na spojlery to koniec :)

          • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 14:25
            Ależ mnie zelektryzowałaś tą zapowiedzią :]

            yes, nie szukam żadnych informacji, cisza w eterze, nawet recenzji nie czytam :]
            tylko w "Polityce" czytałem artykuł, ale bardzo bezpieczny.

            [sweterek jest fajny, do niego czarny płaszczyk do kolan, dżinsy, jakieś glany, babka ma fajny
            styl]

            dzięki, tylko nie wiem, czy opisywać treśc dalszych odcinków... nie chciałbym nikomu psuć zabawy.

            zauwazyłem Stare Kino, zaraz poczytam, a przyznam, że "Lawrence'a" nie widziałem nigdy.
            Siostro, zaczęłaś nowy rok mocnym uderzeniem, i tak trzymać :]
            • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 14:39
              Hehe, "mocne uderzenie"? No, jakoś tak wyszło. W te kilka dni wyrobiłam chyba swoją miesięczną normę :)

              Liczyłam na to, że może Czesi pokażą "The killing". I proszę! Z tego co pamiętam to chyba tylko Pepsic go widziała. Kto wie, może publiczna tv kiedyś go puści. Może niech forumowicze się wypowiedzą czy powinieneś go dokładnie opisywać.

              Tak, Sara ma świetny styl. W ogóle to oryginalna postać jak na bohaterkę serialu kryminalnego. Ani piękna, ani młoda (wg. obecnych kryteriów), za to jest bardzo ciekawą osobowością. Jej twarz i piękne oczy przykuwają uwagę. I styl ubierania, niby mało kobiecy jest jednak na swój sposób seksowny. Nie wiem jak to odbierasz jako mężczyzna :)



              • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 15:50
                o tam, precz z normami :]

                orajt, Barbasia jest ZA, więc będę opisywał.
                pomyślałem, że może wyjściem by było
                opatrywanie każdego spojlera ostrzeżeniem i w ten sposób umożliwianie
                bezpiecznego ominięcia go przez tak chcących ?
                a przy okazji zachowały by się te opisy na przyszłość, kiedy już
                wszyscy obejrzą, będą dorzucać swoje komentarze, a jakby główny trzon
                każdego odcinka już będzie gotowy ?
                .
                Seksowność niejedno ma imię :] Jest atrakcyjna, wg mnie, interesująca.
                noooo i wiesz, w pierwszej scenie paraduje w kusych figach wystających zadziornie
                spod koszulki [oj, zwraca się uwagę na takie rzeczy, zwraca...], zdradzając zgrabną
                figurę i nogi, nie mówiąc o tym, co powyżej nóg :]



                • mia72 Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 10.01.13, 08:44
                  Ja ogladałam ten serial w ale kino (nb. ten kanał jest jedynym uzasadnieniem dla mnie trzymania się cyfry plus, która poza tym drażni mnie niepomiernie stosunkiem do klienta, ale to tak ot;). Muszę powiedzieć, że od dawna nie miałam okazji "gryźć palców" z nerwów, co też stanie się za chwilę (zwłąszcza w odcinku z nauczycielem oraz w ostatnim). Widziałam też serię drugą, niestety nie wciągnęła mnie aż tak, ale Sarę Lund uwielbiam za całokształt. Podobno jast też trzecia, może się doczekam;)
                  • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 10.01.13, 13:27
                    tako piszą, pisali, o tym obu wersjach [duńskiej i amerykańskiej]
                    w POlityce :
                    www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1518954,1,the-killing--nowy-serial-agnieszki-holland.read
                    "Obywatele Danii robili zakłady o to, kto zabił, ale wytypowanie zabójcy nie było łatwe, bo twórcy do ostatniego odcinka mylili tropy, tak że, jak pisały media, 'człowiek po każdy odcinku spędzał długie godziny w łóżku drżąc, czy to aby nie on jest mordercą' "
                    już mam gęsią skórkę :]
                    mam nadzieję, że średnia znajomość czeskiego nie zakłóci mi tych wszystkich smaczków.

                    a tak to jest, Mio, że serie pierwsze zwykle są w serialach najlepsze.
                    weźmy "Lalkę" - pierwsza seria była tak dobra, że drugiej nawet nie nakręcono ;]]
                  • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 10.01.13, 14:36
                    Tak jest. Ten serial wciąga jak narkotyk.
                    Faktycznie, druga seria była już słabsza. Wykorzystano podobny schemat, łącznie z wątkiem polityka. Ale po paru odcinkach znowu się wciągnęłam. Też uwielbiam Sarę :) Tak, jest trzecia seria, nie wiem czy już ukończona.
                    • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 10.01.13, 15:36
                      Sprawdziłam, trzecia seria została pokazana w Danii pod koniec ub.r. Może dotrze do nas na wiosnę?
                    • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 11.01.13, 13:20
                      Druga seria kontynuuje zagadkę pierwszej, czy są od siebie fabularnie niezależne ?
                      • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 11.01.13, 13:33
                        Nie, to zupełnie inna historia. Sprawa dotyczy tajemniczej zbrodni na cywilach dokonanej przez oddział duńskich żołnierzy w Afganistanie.
            • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 14:59
              Jasne, że opisywać! Nie wiadomo,kiedy serial się u nas pojawi, warto skorzystać z okazji, że Czesi pokazują!
              Lubię skandynawskie kryminały.

              "Glina" miał, to co mają skanynawskie kryminały jeszcze zanim te się pojawiły w telewizji!

              www.filmweb.pl/serial/Forbrydelsen-2007-365605#picture-4
              Turecki sweterek, hyhyhy! ;))
              • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 15:40
                Cześć, Barbasiu :]

                zatem, będę opisywał :]

                yes, yes, yes.
                Naprawdę jest to ten sam klimat, jakkolwiek - jak celnie zauważyłaś - Glina jest starszy.
                MOżliwe,że czerpał z filmów szwedzkich, ale ten surowy klimat,a jednocześnie naturalność,
                bardzo korespondują z "FOrbrydelsen".

                hehehe :]
              • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 07.01.13, 16:13
                No, Szwedzi kręcili dobre kryminały znacznie wcześniej. Z tego co pamiętam pierwszy serial o Wallanderze powstał w 1995 r. (widziałam go w Ale Kino).
                Dopiero sukces "Millenium" zapoczątkował falę popularności skandynawskich seriali w całej Europie.
        • pepsic Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 11.01.13, 17:55
          Powinnam wtrącić swoje trzy grosze, ale jak, żeby nie spojlerowac?? Hę?
          Moze rzecz natury porządkowej. W Ale Kino puszczali po dwa odcinku "The Killing", co z pewnością uatrakcyjniło odbiór. Drobna korekta, Szwed nie jest mężem, a kandydatem, bo Sara jest rozwódką i ma jedno dziecko, syna. Widzę, ze wszyscy rozpływają sie w achach nad gł bohaterką, a mi wpadł w oko jej partner zawodowy Jan. Ale dalej cicho, sza:)
          • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [odc 1] 11.01.13, 18:38
            Panowie w "The killing" to temat na osobną dyskusję :)
            Mnie też podobał się Meyer. Zwłaszcza po jakimś czasie, kiedy jego postać zaczęła się rozwijać. No i oczywiście, Hartmann. Niby chłodny i zdystansowany, ale nie wiadomo co się kryje pod tą maską. Przy okazji, Duńczycy są chyba najwyżsi w Europie.
            Swój urok ma tez Theis Larsen. Kawał chłopa, ale przy tym taki ciepły i misiowaty, że człowiek chciałby się do niego przytulić :)
            • pepsic Ostrzegam, będe lekko spojlerować:) 12.01.13, 12:09
              Dla mnie Hartmann wbrew intencjom w miarę upływu czasu robił się coraz bardziej obślizgły, coraz mniej sympatyczny, również za sprawą tego, jak podziękował zakochanej w nim asystentce za służbę, Misie? Mogą być, czemu nie, ale grubo ciosany Theis jakoś nie.
              • siostra.bronte Re: Ostrzegam, będe lekko spojlerować:) 12.01.13, 13:34
                Hehe, a u mnie było odwrotnie. Na początku Hartmann wydawał mi się zimny i niesympatyczny. Ale z czasem lubiłam go coraz bardziej. Zwłaszcza kiedy zaczęło trochę iskrzyć między nim a Sarą. No faktycznie, Troels nieładnie postąpił z Rie, ale ona też nie była bez skazy.
                Lubię misie, w każdej postaci :)
        • maniaczytania sweter Sary Lund 13.01.13, 22:07
          ha, pozazdroscilam troche Barbasi jej Ojejasa za rozne dodatki ;), wiec postanowilam Wam tu troche urozmaicic wpis o slynnym juz dunskim serialu i zamiescic link do wpisu z jednego z moich najulubienszych blogow:
          backwards-in-high-heels.blogspot.co.uk/2012/03/najsynniejszy-sweter-na-swiecie.html
          A w ogole to zachecam bardzo do "pogrzebania" we wpisach na blogu Anny Marii - znajdziecie tam jeszcze wiecej i o dunskich i o angielskich (to specjalnie dla Bronte :) ) serialach i filmach.
          • pepsic Re: sweter Sary Lund 13.01.13, 22:21
            Dobry wieczór Maniu, bardzo interesującego linka podesłałaś, ale pozwolę się wyłamać z ogólnych zachwytów, jako że sweterek Sary Lund średnio mi sie podoba i co gorsza podejrzewam, że nieźle gryzie:)
            Ps. Dlaczego nikt nic nie wspomina o Pernille? Była mi duża bliższa.
            • maniaczytania Re: sweter Sary Lund 13.01.13, 22:36
              Dobry wieczor Pepsic - przyznam szczerze, ze mnie to sie ten sweter nawet nie podoba! ;)
              nic specjalnego w nim nie widze, a i kupowania go w oryginale z tej jednej, jedynej prawdziwej firmy za jakies dziwne pieniadze i czekajac w kolejce nie pojmuje ;)
            • siostra.bronte Re: sweter Sary Lund 14.01.13, 00:52
              Sweterek też nie bardzo mi się podoba, ale przynajmniej jest oryginalny.
              Grek obejrzał dopiero jeden, a właściwie już dwa odcinki. Będzie okazja, żeby omówić wszystkie szczegóły :)
              • siostra.bronte Re: sweter Sary Lund 14.01.13, 00:58
                Dzięki, Maniu :)
          • barbasia1 Re: sweter Sary Lund 15.01.13, 00:27

            Sweter Sary Lund w wersji niebieskiej bardzo mi się podoba,
            pasowałby mi do oczu.

            shop.gudrungudrun.com/sweater-traditional.aspx
            Tylko ta cena - 280 EURO!
            • pepsic Re: sweter Sary Lund 15.01.13, 17:23
              Uwielbiam ten kolor!
              Patrząc na zalinkowane zdjęcie jakoś humor mi sie poprawił:)
              Cena bym sie nie przejmowała, snobizm kosztuje.
              • barbasia1 Re: sweter Sary Lund 15.01.13, 19:11
                To bardzo twarzowy odcień niebieskiego. Wszytskim by pasował!

                Kupijemy, Pepisc zatem? Raz się żyje!

                To znaczy ja kupię, chyba w przyszłym miesiącu. ;)
                • pepsic Re: sweter Sary Lund 15.01.13, 20:33
                  Nawet nie chcę sprawdzać po ile stoi funt:))
                  • barbasia1 Re: sweter Sary Lund 16.01.13, 23:41
                    Mam dobrą i złą wiadomość.
                    Cena jest w EURO, czyli nieco taniej będzie niż w funtach.
                    Zła jest taka,że Euro kosztuje 4,1 zł.
                    Sweterki Sary Lund będą nas kosztować drogo.

                    Chyba, że ... kupimy jeden na spółkę . ;)
    • grek.grek mapa na dziś :] 08.01.13, 14:21
      święta, święta i po świętach, wracają starzy dobrzy przykurzeni ;]

      23:35 Californication, 0:50 ROdzina Połanieckich.
      Gorzej, że to przedostatni odcinek Cali i ostatni Rodziny.
      Ale, nic nie trwa wiecznie :]

      Za tydzień TVP2 powtarza "Lalkę", o 1:15, więc, hehe, moje pląsy nocne z wtorku na środę
      nadal obejmować będą delektowanie się serialem. Co wymyślają na wtorki po-Californicationowe Czesi ? Ha, jeszcze nie zaglądałem, za tydzien wielki finał 5 serii, a potem dopiero zaspokoję swą ciekawość, mam nadzieję, ze to będzie jakiś dobry serial, żebym nadal mógł Was w środy terroryzować moimi opisami ;]

      6 seria z Moodym i Łysym ? Może na wiosnę... Byłoby przyjemnie.

      Coś było wczoraj dobrego ?
      wiem, ze w Kulturze "XXY", ale ten film już był, spojler na pewno w archiwum jest.

      Dziś :
      Kultura, 20:20 - słuchajcie, teatr spod znaku Kobry :] - "Alicja prowadzi śledztwo", po nim 22:00 "Rysa" - też mamy, leciał bodaj w Kocham Kino rok albo półtora temu,omawialiśmy, jeśli dla kogoś to będzie premiera - myślę, ze warto,ciekawe studium psychologiczne, chociaż teraz się zastanawiam, czy te histeryczno-obrzydliwe wobec męża reakcje bohaterki nie są przesadzone, miała przecież wyłącznie podejrzenia, poszlaki, żadnych dowodów, nie była kobietą zacofaną, przeciwnie... powinna umieć sobie pewne rzeczy racjonalnie wytłumaczyć; pewną niechęc rozumiem, spadek zaufania - też, ale wymioty ?..

      23:45 Złe zamiary - hah, w tym momencie będę obcował z Moodym i Łysym ;]
      może Wam się uda zobaczyć.

      POlsat, 20:00 Nikomu ani słowa" -szantażowany lekarz psychiatra ma wydobyć od swojej pacjentki tajne informacje, których chcą przestępcy. Michael Douglas, Brittany Murphy, zdaje się, ze to już było kiedyś. w archiwum nie ma nic, ale dałbym głowę,że gdzieś ten film sie pojawiał w naszych rozmowach. A może tylko w ramówce jednak i ostatecznie nie wszedł na...wokandę ;] ?

      TVN7 20:00 "Wydział wewnętrzny", czyli śledztwo w sprawie korupcji u policajów. Znam z widzenia, albo z fragmentu jakieegoś, a Wy ? 90 rocznik, Gere, Baldwin i Garcia - więc pewnie Was,Czcigodne zwabi to przed telewizory ;]

      TV4 "Hannibal" - [o rety ;)] [ znów ]



      • siostra.bronte Re: mapa na dziś :] 08.01.13, 14:38
        I znowu nic ciekawego do obejrzenia.
        Widziałam "Wydział wewnętrzny" wieki temu, ale pamiętam, że to całkiem dobry thriller.
      • pepsic Wracając do tematu "XXY" 12.01.13, 12:55
        Obejrzałam pomna Twojej rekomendacji. O ile faktycznie film dobry, o tyle mam wątpliwości o przekroczone granice intymności.
      • pepsic To jeszcze kilka słów o "Rysie" i "Wydz. Wewn." 12.01.13, 13:15
        Greku, dowodem koronnym był materiał z krempliny w groszki na garsonkę, ale rzeczywiście nie daje podstaw tak egzaltowanego postępowania. Gdyby o zdradę małżeńską chodziło, o... to co innego. To, że małżonek robił za konfidenta powinno być przedmiotem dysput i rozważań na chłodno i z dystansem, zwłaszcza że tyle lat minęło.

        "Wydział wewnętrzny" polecam, podobnie jak Siostra, ba nawet mam słabość. To chyba najlepsza kreacja aktorska Richarda Gere'go, jaką znam. Dodam, że czarna. Natomiast tu Cię zaskocz, przyjemny dla oka Andy Garcia podpadł za... rolę damskiego boksera, i nic nie jest w stanie go usprawiedliwić, nawet, że zagrał postać pozytywną, dobrego policjanta.
        • siostra.bronte Re: To jeszcze kilka słów o "Rysie" i "Wydz. Wew 12.01.13, 13:37
          Nie lubię Gere'a, moim zdaniem jest słabym aktorem, ale tutaj wypadł całkiem nieźle.
          Tak, obaj bohaterowie traktują kobiety w skandaliczny sposób.
        • grek.grek Re: To jeszcze kilka słów o "Rysie" i "Wydz. Wew 12.01.13, 15:10
          to prawda, ja myślę że... bardziej to jednak była poszlaka, a wg mnie całym smakiem tego filmu był własnie brak tego rozstrzygająćego dowodu, wszystko było w sferze domysłów, mniej lub bardziej zasadnych.

          wiesz, przyszło mi do głowy teraz, że może własnie ta rozstrająca niepewnośc była przyczyną tej psychodramy pani żony ? może nie mogła znieść tej własnie sytuacji braku przesądzającego dobitnego dowodu ? ten niepokój ją raczej rozbił niż przekonanie o winie męża ?

          kurcze, pamiętam jak przez mgłę "Wydział", chętnie obejrzę jeśli jeszcze powtórzą kiedyś.
    • grek.grek "Californication" sez 5 oc 11 [1] 09.01.13, 11:08
      Jako sie rzekło... odcinek przedostatni.

      Wraca Bates. Odwyknięty od wódeczki. Ogolony, schludny, w okularach, czyli Bates-abstynent.
      Przy okazji stracił połowę swojej osobowości, na dodatek ględzi coś o "odkupieniu grzechów u Jezusa", ale... coś za coś ;], w dodatku chyba traktuje swoją misję poważnie, a nawet swojego opiekuna, który ma go pilnować, żeby nie wrócił do picia... Karen go przyjmuje, no bo cóż robić - jest żoną, stoi przy mężu, daje mu kolejne szanse, jak Hankowi niegdyś. Hankowi, który po powrocie Batesa, no cóz - musi się wyprowadzić. Tylko dokąd, skoro z Łysym się pokłócił i wysłał go do diabła ? Hank ma pomysł na swoją przyszłość : powrót do Nowego Jorku, już go nic w Kalifornii nie trzyma. Ostatni to zatem poranek, w szlafroku i czarnych okularach na plastkowym krześle w ogrodzie domu Karen i Batesa.

      Moody zaszywa się w przytulnym barze, z kieliszeczkiem w ręku. Znajduje go tam Charlie. Pyta, czy nadal Hank na niego się gniewa, sugeruje możliwość powrotu do dawnych relacji zawodowych, na co Hank rzuca "Charlie, kij ci w oko".Zatem, Hank nadal nie może wybaczyć mu zdrady i umacnia się w postanowieniu powrotu na stare śmieci.

      Charlie zostawia go samego, słońce zatacza koło, jest już wieczór, a Hank nadal męczy drinka przy barze... Zjawia się Lizzie, ta młoda dziewoja od Charliego, która w ostatnim odcinku zdobyła rolę w filmie Samuraja ["Gliniarz z Santa Monica"] za pomocą robienia dobrze producentowi. Zaczynają rozmawiać, aż w końcu początkowo mało zachęcona pannica proponuje, żeby stąd poszli, do chaty Charliego, bo Łysego ma nie być, więc będzie intymnie, na co Hank powiada "nie zaciągniesz mnie do łózka, nie jestem łatwy... chociaż, kto to wie...".

      Wchodzą do domu Łysego, a tam cała banda wyskakuje ze wszystkich mysich dziur. To był podstęp. Lizzie miała zwabić Hanka na pożegnalne przyjęcie zorganizowane przez przez Charliego. Sa tam w zasadzie wszyscy główni bohaterowie serialu. A że to 11 odcinek, a nie 12, to musi coś sie zdarzyć, sami rozumiecie :]

      Na początku jest fajnie, siedzą sobie, albo sobie stoją i rozmówki w podgrupach uprawiają. Samuraj zwierza się Hankowi, że weźmie ślub z Kali, Hank dziękuje opatrzności, że Samuraj nadal nie wie, że MOody i Kali mieli szybki romans. Marcy nie może zrozumieć, dlaczego Stuart [jej facet, producent "Gliniarza..."] od pewnego czasu unika seksu z nią... Karen i Hank dzielą się jak zwykle tym samym : on, że jakby dostał okazję, to na pewno by skorzystał, by do niej i Beccy wrócić, i że zawsze tylko ona i takie tam, a Karen mu na to, że zawsze będzie jej bliski, ale teraz z Batesem urzęduje i w sumie pozostaną w kontakcie, z powodu córki i dawnych zażyłości - standard, te ich rozmowy spadły do miana najmniej interesujących, ale za to - słałych, fragmentów gry w tym serialu. Łysy odkupił częściowo swoje winy, Hank przynajmniej nie opluwa go wzrokiem i nie każe iść w cholerę ;]

      Ale prędko akcja przyspiesza.

      Łysy widzi, jak Lizzie i Stuar znikają razem, a potem pojawiają się. Wychodzi, że Lizzie znów zrobiła dobrze Stuartowi :] Łysy jest załamany, tym bardziej, że ci oboje nie widzą nic zdrożonego w tym, co robią. "robiłaś mu laskę !", krzyczy do niej Łysy, na co Lizzie i Stuart jednocześnie, mitygując go jak nieznośnewgo dzieciaka "Robiliśmy biznes. To jak... podanie ręki" :] Charlie prosi dziewczynę na stronę i zdobywa się na tekst "jesteś być może moją ostatnią nadzieją na prawdziwą miłość", chce jej wybaczyć jej wyczyny, bo przecież : taki jest świat szołbizu, młoda aktorka musi się starać na różne sposoby itd., ale ona niespodziewanie [dla niego] odpowiada "Charlie, ja dopiero zaczynam coś, co jest bardzo podniecające... a ty... jesteś na końcu. Jesteśmy w róznych punktach naszego życia" - no i Łysy zostaje w smutku, aż go szkoda.

      Marcy, eks-żona Łysego, próbuje tymczasem uwieśc własnego faceta, który ją ignoruje seksualnie od pewnego czasu. Przysiada się do Hanka i Karen, przyjacielska rozmowa, na wesoło tekst "bylibyśmy najlepszym seksualnym trójkątem świata, nie sądzicie ? wy byście się kochali, a ja bym wam pomagała,tam na dole", i refleksja '... widzicie jaka jestem sfrustrowana seksualnie...". Bierze więc Marcy Stuarta do pokoju, zamyka drzwi i proponuje seks. Na łózku Łysego :]. Stu coś się nie kwapi do czynu. "Co, nie bawi cię już nasza erotyczna gra w upokarzanie mojego byłego ?", pyta go Marcy, ten coś tam kwęka, na co ona kusi go tym, że ma okre, "będzie masakra... co ty na to", potem jest coś o krwi menstruacyjnej jako afrodyzjaku [czytacie jeszcze ? ;)], aż w końcu Stu rusza do ataku, ale strategiczne instrumentarium nie chce z nim współpracować. Marcy czeka, czeka, aż w końcu zawiedziona wychodzi. Stu jest już po akcji z Lizzie, więc trochę apetyt ma zmniejszony, ale po wyjściu Marcy skupia swoje pretensje na instrumencie, który zawiódł, tak jakby był on samoistnym bytem, obraża go od "łobuzów" i tak dalej. Przykra scena ;]

      Bates pojawia się na przyjęciu z tym swwoim "aniołem stróżem", o imieniu... a jakże by inaczej - Gabriel. Mały gostek podobny z twarzy do psa Huckelberry'ego. facet sie przydaje - wokół wszyscy sączą drinki, więc dla Batesa jest to cięzki widok, a już obrazek Samuraja z wielkim ozdobnym pucharem wypełnionym najlepszym trunkiem - niemal go hipnotyzuje. Ale ma tego swojego pomocnika, ten go zagaduje, przypomina o wytrwałości i poświęceniu, o tym, że cel jest wzniosły i Bates nawet się śmieje radośnie i triumfuje niczym ten facet z reklamy środkow antynikotynowych. Obaj panowie znikają.

      Hank odnajduje ich w jednym z pokojów. Gabriel pomaga Batesowi rozładować stres... po francusku :] Hank jest zaszokowany tym, co widzi. Oczy ma jak talerze. Gabriel szybko się zmywa, a Bates prosi Hanka, żeby nic nie mówił Karen. Co ma robić Moody... Nie powie, ale zarazem nie może nie spytać : jak możesz robić Karen takie rzeczy, ona siedzi w sąsiednim pokoju, na co Bates rozbrajająco szczerze : "to był impuls, sądziłem, że to najlepsza rzecz do zrobienia w tym momencie". No i weź tu z takim dyskutuj.

      Hank z Karen wychodzą na zewnątrz, wieczór, plaża, nieopodal molo, siedzą, rozmawiają. Hank nie zdradza jej prawdy o Batesie, może nawet by mu nie uwierzyła, a interpretując to jako żałosną próbę zniszczenia jej małżeństwa mogłaby potraktować jako zemstę frustrata i na zawsze go od siebie odepchnąc. Poza tym, on ją kocha, czasami szczęście drugiej osoby wymaga kłamstwa. Karen wyznaje Hankowi, że czuje się jak piłeczka pingpongowa w meczu, w którym po przeciwległych stronach boiska są Hank i Bates, co Hank kwituje "jesteś seryjną pingpongmistką [pewnie od bigamistki]", Karen zwierza mu się, ze sama by chciała czasami,niczym Bates, nago biegać po ulicach... na co Hank "chciałbym to widzieć i móc być jednocześnie z przodu i z tyłu". Rozmowa przyjemna, potem Hank uparcie, na wesoło, próbuje koniecznie otrzepać jej spodnie z piasku, interesując się wyłącznie siedzeniem.

      Wracają do środka. Hank zauważa samotną Beccę. Nie ma nigdzie jej chłopaka, Tylera, i Kali. MOody ma najgorsze przeczucia, przeciez Tyler już mu powiedział [9 albo 10 odc.],że też wdał sie w romans z Kali.

      Hank rusza więc na poszukiwanie ich obojga. Znajduje Kali w jednym z pokojów. Dziewczyna jest oschła, rozmowy nie będzie, ale Hankowi nie o przyjemnośc jakąkolwiek chodzi, a już najmniej o konwersacyjną. Szuka Tylera. I znajduje go. W tym samym pokoju, w jakimś schowku. Rusza na niego z pretensjami, że zdradza Beccę, "zostaw ją, rozejdź się z nią, tylko jej nie okłamuj". Tyler na to asertywnie "Hank, jesteś hipokrytą, ja robię dokładnie to samo co ty, tyle, że jestem od ciebie młodszy i lepszy, więc... spadaj, dziadku" - chwila konsternacji. Moody patrzy na tę wyzywającą twarz chłopaka i wymierza mu siarczysty sierpowy, a potem rzuca się na niego z cała serią kolejnych. Wpadają w tej bójce do salonu, gdzie wszyscy stoją, oprócz Batesa i jego...aniołka ;].

      TYler zostaje powalony i pobity. swoją drogą, chyba pierwszą bójkę w historii Hank wygrał :]
      • grek.grek "Californication" sez 5 odc 11 [2] 09.01.13, 11:24
        Becca oczywiście zaraz zaczyna opatrywać swojego półprzytomnego chłopaka. Patrzy ze śmiertelnym wyrzutem na ojca. Karen w pełnym szoku i niedowierzaniu. A Hank ? Milczy, bo nie moze nic powiedzieć : z takich samych powodów, dla których musi kryć Batesa, a oprócz tego : gdyby wydało sie, że pobił Tylera za romans z Kali [w rzeczy samej, pobił go za zdradzanie jego córki, a romans z Kali to tylko narzędzie], to rychło wyszłoby na jaw, że sam miał z nią seks, a tego Samuraj im obu by nie darował.

        Co pozostaje Hankowi ? Sączenie kolejnego drinka... w domu Charliego, razem z Łysym i jego małym synkiem [to znaczy : tylko Hank popija z tej całej trójki], przy lecącej w telewizji kreskowce. W zupełnej ciszy. Dwóch przegranych facetów i dziecko.
        Tak się kończą kiepskie przyjęcia :] ["Party", to tytuł odcinka]

        A więc za tydzień finał, może jakoś Moody to poskłada, nie takie cuda się zdarzały w tym serialu :]

        Tyler i Hank, rozmowa męska ;] :
        images1.cliqueclack.com/tv/files/2012/03/Californication-The-Party-Season--5-Episode-11-2-425x-283.jpg
        Łysy, Hank, Samuraj i jego ozdobny puchar :
        californication.maxupdates.tv/wp-content/uploads/2012/03/Californicationseason5e11c.jpg
        o, jest dobre video z odcinka :
        www.youtube.com/watch?v=liaWgM45HfA
        [i to nawet bez czeskiego dubbingu, który jest świetny, ale możliwe, że z angola dałoby się więcej zrozumieć w pewnych momentach, w których mój czeski, i tak przeciętnie słaby, leży i kwiczy, heh]
    • grek.grek Rodzina Połanieckich odc 7 ostatni 09.01.13, 12:07
      Cóż, najdejszła... ostatni odcinek.

      Nie mogę zacząć inaczej niż od starej dobrej formuły... o jakże biednym człowiekiem jest pan Hipolit Apolinary Maszko :]

      Powody są bardzo poważne - pan Maszko bankrutuje, a spodziewana niebotyczna prowizja od podważonego testamentu w sprawie sądowej, którą się właśnie zajmuje - nie wydarzy się. Maszko informuje Połanieckiego, ze przegrywa sprawę i przegra ją ostatecznie na dniach. Zostanie bez grosza, za to z całą furą długów. Jedyne co może uczynić w tej sytuacji, to ucieczka z kraju przed wierzycielami. Wybiera Antwerpię, jako miejsce swojego "zesłania". Najbardziej na sercu leży mu dobre imię swojej żony, którą będzie musiał opuścić i zostawić z tymi wszystkimi wierzycielami na karku. Łzy cisną się do oczu pana Apolinarego, ale nie ma wyjścia. Wyjeżdza zanim się sprawa zakończy ostatecznie, aby stworzyć pozory, że stało się to bez jego wiedzy, pod jego nieobecnośc, kiedy zajmowali się nią jego asystenci. POłaniecki i pani Maszkowa odprowadzają go na pociąg. Ona nie wie, że mąz nie wróci, Połaniecki wie, ale milczy, zgodnie z przyjacielską obietnicą. Pan Maszko macha im ręką i odjeżdza. In spe skompromitowany, ale, jak to on, z nadzieją ["Tutaj mim się nie udało, bo za małe pieniądze wchodziły w grę, ale niech no tylko się w tej Antwerpii znajdzie jaki dobry interes, to zobaczysz jak wypłynę, i jeszcze tu wrócę!, a na razie... na razie będą mnie zwać szują."]. Na odchodnym Hipolit zdaawał się sugerowac, ze wie o romanie POłanieckiego z jego żoną, powiada oto : "proszę, zajmij się nią, bacz na nią, kiedy rozpęta się to piekło po mojej ucieczce, wiem, że... darzysz ją sympatią, a ona ciebie". Kiedy po odjeździe pociągu z panem Maszką Stach odwozi panią Maszkową do domu - ona sugeruje, że nie miałaby nic przeciwko dalszemu romansowaniu, ale POłaniecki ucina to szybko, to był jednorazowy skok w bok. Pani Maszkowa znika za bramą rozczarowana.

      Poeta Zawiłowski, zdrradzony przez swoją wybrankę, pannę Castelli, strzelił sobie samobójczo w głowę,jak pamiętacie z końca 6 odcinka, Połaniecki nie zdołał mu przeszkodzić na czas. Los jednak był łaskawy [czyżby ?] dla młodego wierszoklety. Nie zabił się, a jedynie poważnie zranił. Dochodzi do zdrowia w domu swojego umarłego wuja, pod opieką młodej wdowy, Heleny, i zauroczonej nim jeszcze młodszej pani Ratkowskiej, do której przystawiał się malarz Świrski, ale musi uznać jej wybór, co wcale mu nie przeszkadza zabrać młodego Zawiłowskiego do Rzymu, co by tam wydobrzał. Chłopina nosi bandaż na głowie, potem opaskę czarną, ale zdrowieje, chodzi, gada, smutny trochę, ale nawet wiersze znów próbuje pisać, co oznacza, że może mózgu sobie nie uszkodził i talent nie przepadł. Pani Helena zarządzając testamentem po zmarłym wuju Zawiłowskiego - dysponuje na konto młodego poety większośc majątku wujaszka, sobie samej zostawiając jakieś skromne procenciki, bo jak powiada "nie zalezy jej na tym, i zamierza się odsunąć od świata" [taka młoda ładna babka... no cóz]. Tak więc oto, młodzian Zawiłowski nie tylko cudem uniknął śmierci, ale czegoś się nauczył i dostał majątek, który pozwoli mu skupić się na tworzeniu poezji i nie rozpraszaniu się codziennościami. Oczywiście, wszyscy są pełni potępienia dla panny Castelli, za jej zdradę, zwłaszcza malarz Świrski, jak się okazuje artysta dośc konserwatywny. Na przyjęciu u Połanieckich panowie dyskutuują jaka to zła kobieta ta Castelli, tylko Marynia, w ostatnim akcie ciązy, wchodzi do pokoju i rzuca "jakie to smutne...", a oni zaraz połykają języki :]

      Panna castelli, jak wieść niesie, ma się żenić z tym jej amantem, Kopowskim. Gryzie ją wszelako sumienie, takie informacje przynosi Świrski ["że zgorzkniała i poczerniała"],a jej pojawienie się na moment w kadrze sugeruje, że oczywiście bardzo cierpi z powodu aktu zdrady jakiego się dopuściła.

      Tęgiej miny nie ma także Aneta Osnowska, która sprokurowała poniekąd całą awanturę. Kiedy mąż jest na polowaniu, pani O. oddaje się namiętnościom na sofie z Kopowskim. Mąz wracva jednak przed czasem, podwozi go będący w pobliżu Połaniecki, zastaje ich in flagranti. Oczywiście,straszna chryja, Osnowski łapie za ucho Koppowskiego, chce go zabić na miejscu, Osnowska krzyczy, ze "to moja wina !"... Ostatecznie staje na pojedynku, którą to wieść do Połanieckich przynosi w podskokach stary Pławicki.

      Panowie stają naprzeciw siebie na jakiejś łące. Kopowski próbuje uniknąc strzelaniny, ale Osnowski jest tak posmutniały i zrozpaczony, co zdeterminowany i nie daje mu szansy siebie przeprosić. Wychyla dwie setki, ignorując troskę Połanieckiego, którego zaprosił jako swego sekundanta, a potem ośmiesza Kopowskiego - sam trafia w kapelusz oznaczający stanowisko strzeleckie przeciwnika [mógłby go zabić, jak widać strzela wyśmienicie], czym zmusza go do przestraszonych podrygów, a potem czeka na strzał Kopowskiego, jakby czekał na smierć z powodu braku chęci do życia... ale Kopowski oczywiście pudłuje, co Osnowski kwituje wisielczym "nawet trafić nie umiesz,ty gamoniu".

      Po wszystkim Osnowski wyjeżdza do Egiptu. Świrski, Zawiłowski i Połaniecki widzą go na dworcu, ale facet wyglląda jak zombie, nie poznaje nikogo, zamyślony... Potem Świrski przynosi informację, ze Osnowskiego po drodze dopadł tyfus i wylądował w szpitalu w Krakowie, u siostr zakonnych. DOtarła tam do niego... żona, i opiekowała się nim całodobowo, wspomając zakonnice. Kolejne info Świrskiego jest takiej treści, ze widział już OSnowskiego z żoną jeżdzących powozem po Łazienkach, a ona "wyglądała na odprawiającą bardzo srogą pokutę" :]

      Ale co najważniejsze - Połanieckim ma się dziecko urodzić. Marynia nosi ciążę, opiekuje się nią zona Bigiela, co i rusz się odwiedzają, a dzieciaki Bigielów obowiązkowo robia harmider i biegają wszędzie, jakby koniecznym było wbicie do głów wszystkich, że szczęśliwy dom, to tylko dom rozbrzmiewający wrzaskami z licznych gardeł dziecięcych :]

      Stach siedzi przy żonie, dogląda, gra dla niej ulubione melodie na pianinie [tzn, prosi o to Bigiela, dziwnym trafem jest to melodia z początku i końca serialu, hehe] czasami wspomni mu się romans pozamałżeński, ale jakoś wina go nie dołuje, a raczej skupia się na tym, zeby się do Maryni zbliżyc maksymalnie. Ona sama zwierza się przyjaciółce, że "oddaleni są od siebie".
      On robi jednak co może to zmienić, czując, że dotąd dawał z siebie za mało.

      Wreszcie przychodzi dzień rozwiązania. Poród nie obywa się bez komplikacji. W środku nocy Połaniecki gania po hotelach i ściga z łózka najlepszego specjalistę od tych spraw, dołączając go do dwójki lekarzy już zajmujących się jego żoną. No i - rodzi się. Syn. A lekarze ratują zdrowie i życie Maryni, za co Stach całuje tego głównego machera po rękach. Marynia pyta Stacha, czy będzie kochał małego, mimo że marzyła mu się córka ? On oczywiście odpowiada,ze będzie kochał ich oboje i nic innego w życiu nie będzie robił ;]

      Jako że pan Maszko wiejąc za granicę zostawił majątek na Krzemieniu, Połaniecki staje do licytacji o pozostawione włości i kupuje go, a właściwie - odkupuje, bo przecież w 1 odcinku zabrał go Pławickim, jako pełnoprawny właściciel i przekazał Maszce na użytkowanie.

      Przynosi Marynie tę informację, a ona jest wniebowzięta, to ma być dla niej prezent z okazji narodzin dziecka i chrzcin, w których ojcem chrzestnym będzie Świrski, który już ma stracha, czy aby dzieciaka nie upuści z nerwów. Stary Pławicki też dostaje szajby ze szczęścia, i cała menażeria wyjeżdza do owego Krzemienia. Spacerują polnymi drogami, profesor Waskowski męczy ich swoimi górnolotnymi uwagami, a potem wszyscy meldują się w pałacyku Pławickich, Stach, Marynia i bobas robią sobie zdjęcie [im robią], szczęście paruje jak mgła smoleńska, i tylko Bigiel wzdycha poczciwie "no, a ja straciłem wspólnika", co może sugerować, że Połaniecki zajmie się już tylko familiją i użytkowaniem Krzemienia, wycofując się z biznesu, by być na codzień z żoną i dzieckiem. I safandułowatym pierdołą teściem ;]

      Koniec :]

      • siostra.bronte Re: Rodzina Połanieckich odc 7 ostatni 09.01.13, 13:59
        Oj, kończą się seriale. Dzięki, Greku, za oba teksty! "Californication" jak zwykle, przebiegłam wzrokiem :)
        Widziałam nawet przypadkiem końcówkę "Połanieckich".
        • grek.grek Re: Rodzina Połanieckich odc 7 ostatni 09.01.13, 15:32
          o, jedne się kończa, ale następne już czekają - w niedzielę wspomniane "Forbrydelsen", tylko patrzeć jak się pojawiają kolejne serie "Dextera" i "Californication" [ w co wierzę niezachwianie], a na miejsce "POłanieckich" TVP2 od przyszłego tygodnia daje "Lalkę", którą obejrzałem jakieś tysiąc razy, a następne sześć tysięcy przede mną :]
          zatem, dzieje się sporo, a ileż jeszcze interesujących tytułów, które nam tutaj na razie nie przychodzą do głowy...
          o, 8 sezon "Doktora House'a" Dwójka zacznie niebawem, jak tylko skończy przyspieszoną powtórkę 7-mego [po 2 odcinki lecą].

          I jakie wrażenie z "POłanieckich" ? :]
          • siostra.bronte Re: Rodzina Połanieckich odc 7 ostatni 09.01.13, 19:01
            Faktycznie, może nie będzie tak źle. Samo "The killing" starczy za kilka seriali :)

            Widziałam samą końcówkę, ogólna idylla :)
            • grek.grek Re: Rodzina Połanieckich odc 7 ostatni 10.01.13, 13:31
              tak wiele tak dobrych opinii o tym serialu, że aż nie wiem, jak ja przetrwam te
              20 tygodni ;]

              hah, a to nadzwyczajne; w ostatnich minutach, podczas oglądania, pomyślałem
              sobie, że kiedy będę je Wam opisywał użyję właśnie terminu "idylla" :] ostatecznie, zapomniałem i
              nawet "sielanka" nie przyszła mi do głowy.
              • siostra.bronte Re: Rodzina Połanieckich odc 7 ostatni 10.01.13, 14:47
                No właśnie, teraz Twoje oczekiwania są tak duże, że możesz się rozczarować. Ale o "The killing" trudno pisać inaczej niż entuzjastycznie. Może staraj się jakoś zdystansować :)
                Hehe, miło mi, że Cię wyręczyłam :)
                • grek.grek Re: Rodzina Połanieckich odc 7 ostatni 11.01.13, 13:26
                  Staram się, powtarzam sobie "e tam, wcale mnie to nie obchodzi...", ale... no obchodzi przecież, czekam cały w ciekawości, no :]

                  żartuję, to po prostu fajna rzecz taki serial, oczekiwania mam chyba rozsądne, ale co tu dużo ukrywać : gdyby nie te zachęcające opinie, najpierw z POLityki, a potem Twoje, Pepsic, Mii ii wszelkie pozostałe, możliwe, że bym nie zwrócił na ten serial uwagi, a i nie miał jakichś sprecyzowanych oczekiwań. Teraz jestem ciekaw już choćby tylko konfrontacji z tymi wszystkimi pochlebnymi opiniami i własnego odbioru całokształtu.
    • barbasia1 OT ze świata 10.01.13, 00:30
      W poniedziałak byłam na wyjątkowym koncercie kolęd i pastorałek w wykonaniu artystów "Piwnicy pod Baranami". Koncert był długi, przepiękny, w nastrojowym miejscu, w klimatach śnieżnej zimy na zewnątrz...

      Mam dla Was kilka fotografii:
      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3330545,2,1,Piwnica-pod-BaranamiWieczor-koledowy-2013-r.html
      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3330544,2,2,Piwnica-pod-Baranami-Wieczor-koledowy-Tadeusz-Kwinta.html
      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3330537,2,4,Piwnica-pod-Baranami-Wieczor-koledowy-2013-rok.html
      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3330538,2,3,Piwnica-pod-Baranami-Pasli-pasterze-Agata-Slazyk.html

      i muzyczną ilustrację do ostatniego zdjęcia ...

      www.youtube.com/watch?v=-lx5sFheNCM
      :)

      PS Wszytskie Twoje , posty Greku, przeczytałam, zapoznałam się z przygodami Hanka, Karen, Łysego i całego towarzystwa oraz (nie mogło być bardziej kontrastowego zestawienia bohaterów serialowych niż to tu, prawda!?:) pana Stacha, Maryni, Maszki, Zawistowskiego .
      A także z wielką przyjemnością zajrzałam (to przedwczoraj) do najnowszych przygód Sherlocka Holmesa, o czym Siostrę.Bronte informuję. :).
      Jutro postaram się wstrącic swoje trzy grosze tam i tu...


      Dobrej nocy, panie Greku.
      • grek.grek Re: OT ze świata 10.01.13, 13:40
        o, Barbasiu, dzięki za podzielenie się z nami tą historią.
        i to z fotografiami [z dobrego miejsca pstrykałaś :)] oraz jakże gustowną
        muzyczną pocztówką.
        z kolędowania, to ja zawsze miałem "niedostateczny", ale tutaj wygląda to
        na wydarzenie artystyczne, a nie kościelne ;]
        bardzo to udany musiał być wieczór, gratulacje :]
        dobrze wiedzieć, ze Piwnica jeszcze żyje, czasy wszak trudne dla artystów.
        oni tworzą, a kasę zgarniają takie wynalazki jak ten skośny, co wymyślił mało
        zabawny taniec do koszmarnej melodii, ale to polskie diskopolo, co ma 100 miliardów
        wejść na judupie :]

        świetnie :]
        z ciekawością czekam [y] na Twoje uwagi.

        a to faktycznie prawda, z jednej strony absolutna hiperwspółczesność, a z drugiej
        czarujące bardzo-retro, jakkolwiek tak sobie myślę, że postać taka jak Hank Moody
        nie miałaby większym problemów ze znalezieniem się w świecie przełomu XIX i XXwieku,
        może naweet by ją sobie bardzo chwalił ?

        udanego dnia, Barbasiu :]

        • pepsic Re: OT ze świata 11.01.13, 08:53
          Chciałam tylko dać znać, że jestem z Wami duchem, bo z ciałem to tak średnio, i trzymam rękę na pulsie:)
          • grek.grek Re: OT ze świata 11.01.13, 13:28
            a własnie miałem napisać, że jakiś duch się tutaj przechadza...

            życzę Tobie i nam rychłego powrotu Twego w cielesnej i bujnej pisarskiej postaci :]
            czuj duch :]
            • barbasia1 Re: OT ze świata 11.01.13, 16:47
              Grek sobie myśli pewnie, oż te baby, pobrały nagrody, w bonusie wycałowały prowadzącego i teraz zadowolone spoczęły na laurach. ;))

              A propos nagród, dobrze wiedzieć, czytając na posty o Sherloku Holmesie, że Bronte sobie rączek nie nadwyrężyła taszcząc swoje stauetki tygrysa olbrzymich rozmiarów. ;))


              A ja miałam więcej pracy,
              a poza tym zimowy kryzys solarny, energetyczny.
              Brak mi słońca, ruchu, rower, lasu...

              A do wiosny jeszcze tak daleko ...

              Grekuuuu! Jesteś jeszcze w sieci???
              :))
              • pepsic Re: OT ze świata 11.01.13, 17:07
                Grek sobie myśli pewnie, oż te baby, pobrały nagrody, w bonusie wycałowały prowadzącego i teraz zadowolone spoczęły na laurach. ;))
                Nie wiedziałam, ze tak źle to wygląda, na wszelki wypadek przyznaję się. Dopadła mnie grypa:(
                • barbasia1 Re: OT ze świata 11.01.13, 18:04
                  pepsic napisała:

                  >> Grek sobie myśli pewnie, oż te baby, pobrały nagrody, w bonusie wycałowały p
                  >> rowadzącego i teraz zadowolone spoczęły na laurach. ;))

                  > Nie wiedziałam, ze tak źle to wygląda,

                  Nie, nie na szczęście można powiedzieć, że jest źle . Oprócz Greka, jest Bronte, jest Er.pa, Mania była teraz zniknęła na chwilę, za to pojawił się nowy nick. Cały czas powstają nowe posty, wątek Ojej ma się dobrze...

                  Zdrowiej szybko, Pepsic.
                  :)

                  :)


                  na wszelki wypadek przyznaję się. Dopa
                  > dła mnie grypa:(
                  • siostra.bronte Re: OT ze świata 11.01.13, 18:41
                    Tak jest, my tu się dwoimy i troimy, żeby jakoś nadrobić braki kadrowe :)
                    Pepsic, życzę zdrówka!!
                    • pepsic Re: OT ze świata 12.01.13, 12:11
                      I tak trzymać, dzięki:)
                • grek.grek Re: OT ze świata 12.01.13, 15:12
                  Pepsic, jestem w kontakcie z Federacją Szamanów Świata.
                  będą w intencji Twojego wyzdrowienia rychłego tupać, grzechotać, pohukiwać, buczeć wokół ogniska, a nawet wyginać śmiało ciało. Powinno pomóc :]]
                  • pepsic Re: OT ze świata 13.01.13, 21:02
                    Dobrze wiedzieć i miło czytać:)
              • grek.grek Re: OT ze świata 12.01.13, 15:06
                a gdzież tam:] przecież w ciągu niespełna dwóch tygodni dużo, jak zawsze, ciekawego i nowego. 2 tygodnie, ba 11 dni :] Aż się boję [w sposób ekstremalnie i 200 % pozytywny], cóż to będzie za płodny rok, Barbasiu :]

                BOhaterki mają prawo być zmęczone, jak mawia przysłowie, ale Was to zupełnie nie dotyczy :]

                O, warunki są istotne, nie zawsze da się pisać, kiedy praca, zdarzenia losowe, albo aura niekorzystna odbierają częśc weny - to przecież naturalne, trzeba tylko przeczekać, a potem gaz do dechy :] Barbasiu, jeszcze trochę, jeszcze tylko kilka tygodni i będzie wioosna, słońce, zieleń, błękit, rower i las, spod ziemi zacznie wszystko wyłazić... ;]] Już połowa stycznia, luty przykrótki i już marzec będzie. Niech ta perspektywa dodaje Ci energii.

                wczoraj wymeldowałem się nieco wcześniej... :]
                • barbasia1 Re: OT ze świata 12.01.13, 23:42
                  Oczywiście, żartuję tylko. Niezmienie jest dużo do czytania i o czym dyskutować.
                  Chwilowe zmniejszenia kadrowe nie są dostrzegalne.

                  O! Na pewno będzie to dobry rok. :)

                  Tak, byle do wiosny! :)
            • pepsic Re: OT ze świata 11.01.13, 17:04
              Popatrz, jak szybko życzenia poddziały.
              :)
              • pepsic Re: OT ze świata 11.01.13, 17:12
                * podziałały
              • barbasia1 Re: OT ze świata 11.01.13, 17:57
                Grekowe słowa mają moc, mam nadzieję, że moje też, szybkiego powrotu do zdrowia życzę Ci Pepsic.
                Pij mleko z czosnkiem.
                Mnie dopadło jakieś zmęczenie zimowe.

                :)
                • pepsic Re: OT ze świata 11.01.13, 18:04
                  Dzieki:)

                  Mleko z czosnkiem? Barbasiu, nie rób mi tego;)
                  • barbasia1 Re: OT ze świata 11.01.13, 18:05
                    No nie kolejna dziś , która krzywi się na to cudowne lekrstwo! ;)
          • barbasia1 Re: OT ze świata 11.01.13, 17:00
            pepsic napisała:

            > Chciałam tylko dać znać, że jestem z Wami duchem, bo z ciałem to tak średnio, i
            > trzymam rękę na pulsie:)

            Jak duchem , to nie jest źle! :)

        • barbasia1 Re: OT ze świata 13.01.13, 14:30
          Miałam wygodne miejsce stojące na balkonie (oparta o powietrze ;) tuż na wprost artystów ...

          Piwnica ma się dobrze, jeździ po kraju (u nas na wieczorze kolędowym gościła już po raz kolejny), po świecie. Co więcej Piwnica dochowała się kolejnego pokolenia, występują tu już dzieci zacnych, występujących od wielu lat artystów piwnicznych, grającemu na skrzypcach Michaoówi Półtorakowi towarzyszyła jego córka Agata Póltorak też skrzypaczka, a syn Maciej Półtorak zaśpiewał kilka pastorałek. Wszyscy są na zdjęciach.

          Najbardziej w ucho wpadla mi wspomniana i zalinkowana Agata Ślazyk, cudowny dźwięczny głos, wspaniała dykcja!



          > z kolędowania, to ja zawsze miałem "niedostateczny", ale tutaj wygląda to
          > na wydarzenie artystyczne, a nie kościelne ;]

          Pocieszę Cię, mnie siostrzyca ogranistka w dzieicństwie wczesnym do dziecięcego chóru kościelnego nie przyjęła, wolała dzieci obdarzone lepszymi zdolnościami niż tylko entuzjazmem do przedsięwzięcia. Ten chór szybko się potem rozpadł.
          Dziś nowy już proboszcz jest mądrzejszy, zachęcając do wstąpienia do chóru pod kierunkiem pani dyrygent, nie siostrzycy, mówi, że ważniejszy od dobrego głosu jest entuzjam i dobre chęci (których mnie dziś już kompletnie brak :)).

          co wymyślił mało
          > zabawny taniec do koszmarnej melodii, ale to polskie diskopolo, co ma 100 milia
          > rdów wejść na judupie :]

          Rzadko mi się zdarza taka antypatia, ale mam wręcz alergię na ten utwór, dźwięki, taneczne wygibasy.

          Taka ogólnoświatowa fascynacja to fenomen socjologiczny, nie sądzisz?

          :)
          • grek.grek Re: OT ze świata 14.01.13, 15:37
            a oparcie duchowe ?;]

            czyli, jakoś się kręci...
            kiedyś to był bastion artyzmu i finezji w szarości codzienności, nieprawdaż ?
            teraz tyle pstrokatu i brokatu, że utraciła pozycję, coś w tym jest, że tzw. wolność
            tłumi prawdziwą sztukę, spycha ją na margines.

            ciekawa historia :]
            kto wie, jakbyś kiedyśdo tego chóru się dostała, to może Ty byś dziś kolędowała
            na scenie ? Kto wie, tak często bywa, że entuzjazm poprzedza,albo warunkuje nawet,
            rozwój umiejętności i bywa także zalążkiem talentu.

            masz rację.
            kawał to kiczu, ale ludzie wchodzą na jutuba, otwierają, tłuką te kolejne miliony wejść i
            hicior gotowy, a pana piosenkarza koronowane głowy przyjmują.
            cóz, Barbasiu... niezmiennie dziwny jest ten świat ;]]

    • grek.grek KOcham Kino "Motyl i Skafander" 10.01.13, 14:49
      22:30 w Dwójce.
      ha, tak się składa, że mnie się udało rok temu obejrzeć ten film, o czym starałem
      się zaświadczyć :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,131277158,_Motyl_i_skafander_z_wczoraj_via_CT2.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,13027638,131277478,_Motyl_i_skafander_z_wczoraj_via_CT2.html
      o 18:35 w Kulturze " Nad rzeką, której nie ma" - klasyk, klasyk, klasyk :]
      must-see. To jeden z takich filmów, które, wg mnie, za 40 albo 80 lat nadal będa
      zrozumiałe i aktualne w swoim najgłębszym sensie.
      • siostra.bronte Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 10.01.13, 14:57
        "Motyla.." na pewno zobaczę.
        Filmu Barańskiego nie widziałam i dziś też nie obejrzę. Może kiedy indziej.
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 13:19
          zatem, jakie wrażenia z "MOtyla" ?

          "Nad rzeką...", to naprawdę nietuzinkowy film - magiczny, rzec by można, mimo że zatopiony po uszy w realizmie i codzienności. Magiczny na poziomie odwiecznego konflktu wrażliwości męskiej i kobiecej, magiczny na poziomie języka, bo mimo że pokazuje pozornie "zwykłych" ludzi - mówią oni niemal literacką polszczyzną i zachowują prawdziwy charm, a może nawet przedwojenną finezję, nawet jesli generalnie chodzi o zaciągnięcie przedstawicielki płci przeciwnej do łóżka; jest też magia w opowieści o końcu dzieciństwa, rozpadzie dawnych więzi, innym postrzeganiu świata w przededeniu dorosłości; i w zdjęciach oraz muzyce, które z małego miasteczka gdzieś w Polsce robią krainę przesiąkniętą tym, co najlepsze i najsmutniejsze letnią porą :] [ale mi sie rzekło, hehe, ale to tam jest wszystko, tak myślę, takie zawsze mam wrażenie].
          • siostra.bronte Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 13:58
            No więc tak. Film mi się podobał, przyznam, że nieraz sięgałam po chusteczki. Ale ja generalnie łatwo się wzruszam na filmach :)

            Świetny Amalric, w ogóle go lubię. I znakomite zdjęcia. Historia, oczywiście bardzo poruszająca.

            Ale na pewno oparcie scenariusza na książce bohatera było pewnym ograniczeniem. Bo narratorem jest bohater, a więc widzimy właściwie tylko to, co on.

            Dlatego np. postać żony jest przedstawiona powierzchownie, nie wiadomo co właściwie czuje w tej sytuacji. Na pewno to dla niej dramat, ale tego już nie widzimy. Tylko w jednym momencie, telefonu od kochanki, odsłania się. Ale to trochę za mało. Za to pełniej pokazano wątek ojca, bardzo wzruszający.

            Nie do końca przekonująco pokazano przejście od stanu kompletnej rezygnacji ("Chcę umrzeć", mruga bohater do sekretarki) do decyzji o napisaniu książki. Jakoś to za szybko poszło.

            Co jeszcze? Zabrakło mi jakiegoś szerszego spojrzenia, wyjścia poza ten jednostkowy przypadek. Napisałeś, Greku, że film ma przesłanie, ale ja go właśnie nie zauważyłam. Bo przecież J.-D., jak widzimy, czerpał z życia pełnymi garściami. W jego przypadku banalna puenta, że trzeba korzystać z życia, póki czas po prostu jest mało przekonująca. Może gdyby bohater żył dłużej pojawiłoby się dramatyczne pytanie: czy warto żyć, mimo wszystko, mimo nieustannego cierpienia?








            • siostra.bronte Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 14:03
              Jeszcze drobna rzecz. Miałam duże problemy z rozróżnieniem trzech pań: obu terapeutek ze szpitala i sekretarki (znaczy redagującej książkę). Aż się zastanawiam, czy to nie był celowy chwyt.
              Nawet Grek się pomylił, pisząc o scenie z kochanką w restauracji. A to była sekretarka :)
            • grek.grek Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 16:04
              Wiesz, ja myślę, że coś tam można wyczytać z jej zachowania : i wg mnie, żona ma nadzieję na to, że wrócą do siebie, że ten wypadek i nowa sytuacja przywrócą go na łono rodziny, pewnie także dlatego z oddaniem zajmuje się nim. Ale z pewnością trudno orzec, z tego punktu widzenia, ile w tym wciąz uczucia, a ile przyzwyczajenia czy niemożności samodzielnego poradzenia sobie z odsperarowaniem od kogoś, z kim była związana tak długo.

              Ja bym to widział tak : w swojej subiektywnej ocenie facet spadł z naprawdę wysokiego kozła na samiutkie dno. A mimo to znalazł sposób na dobre życie. Wg mnie, to krzepiące przesłanie : dopóki masz wspomnienia, wyobraźnię i ciekawość świata - dopóty nie ogranicza cię słabośc ciała. A wspomnienia, wyobraźnia i ciekawość świata, to rzeczy których żeby cię pozbawić, trzeba by z ciebie zrobić roślinę :] Więc, w zasadzie, masz je bez względu na zdrowie ciała. I w takiej sytuacji, to poprzednie życie bohatera staje się podstawą życia po wypadku, a więc zyskuje najgłębszy sens, pomimo że pozornie można powiedziec, ze było dośc frywolne, średnio uporządkowane, może momentami nawet płytkie - wypadek i to jak bohater czepia się wspomnień z tamtego życia, by zacząć nowe : ubogaca je, nadaje mu rangę, czyni pomostem między światami, pomiędzy którymi człowiek utknął.

              Tak więc, hasło : żyj pełnią zyskuje tutaj zupełnie nowy wymiar, rzadko spotykany. Same obrazy minionego stają się nadzieją i lekiem na trudny czas. To uprzednie "korzystanie z życia" jest dla niego impulsem do tego, żeby sie nie poddać, więcej : żeby z tym, co mu zostało coś zrobić konstruktywnego. To "korzystanie z życia" jest jedyną ideą, jaka mu została i ratuje go przed otchłanią.

            • pepsic Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 17:02
              Dla mnie, i Grek ładnie to napisał, film niesie głównie wartości pozytywne, dlatego nie postrzegam go jako gatunku powodującego nadmierne wzruszenie., czy łzy. Natomiast zgadzam się, jest piękny, ciekawy wizualnie. Dodam, że autorem zdjęć jest Janusz Kamiński zdobywca dwóch Oskarów z szansą na trzeciego (właśnie otrzymał nominacja za "Lincolna").

              Co do wątku żony, otóż nie wydaje się być szczególnie uzasadniony psychologicznie, w końcu porzucił ją z trójką dzieci dla innej. Powiem więcej, dla mnie to nierealne. Gdzieś wyczytałam w necie plotkę, że w rzeczywistości opiekowała się nim do końca kochanka, a dzieci było dwoje. Jeśli to prawda, to wyjaśniłoby że postawiono na wartości rodzinne.

              Szybkie przejście od bezsilnego zniechęcenia do pracy twórczej było zasługą oddanej terapeutki plus na potrzeby filmu.

              Co do przesłania, moje sa nawet dwa: ulotność życia i zdrowia (wiem, banał), dwa - warto mieć pieniądze, tu przydały sie na kosztowna opiekę, na tabuny rehabilitantów i terapeutów (wiem, banał kolejny).

              Masz rację Siostro, ja dopiero za drugim razem (wczoraj) zaczęłam je rozróżniać. Ale nie do końca, nadal nie wiem, która z nich była dama przechadzając się w stroju z epoki Ludwikowskiej??
              • siostra.bronte Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 18:50
                O, właśnie, masz rację, bohater ma przynajmniej kasę na kosztowne leczenie. Ta historia wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby dotyczyła zwykłego śmiertelnika.

                Aż poszperałam w sieci: panią w kostiumie z epoki gra jeszcze inna aktorka :)
              • grek.grek Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 12.01.13, 14:59
                otóż to, trochę ten film ugrzeczniono.

                właśnie, "pieniądze nie dają szczęścia, ale ułatwiają jego osiąganie", ale jednocześnie gdyby nie chęć do życia bohatera, to i te pieniądze pozwoliłyby mu najwyżej luksusowo zgnić ze zgrozoty we własnej głowie.
                • barbasia1 Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 13.01.13, 13:51
                  grek.grek napisał:

                  > otóż to, trochę ten film ugrzeczniono.

                  Nie zupełnie o to chodziło. Pepsic miała nosa. Znalazłam w sieci coś ciekawego na ten temat. Zaraz Wam kilka słów na ten temat napiszę ...

                  anale jedn
                  > ocześnie gdyby nie chęć do życia bohatera, to i te pieniądze pozwoliłyby mu na
                  > jwyżej luksusowo zgnić ze zgrozoty we własnej głowie.

                  Bohater był w takim stanie, że paradoksalnie właśnie, nie miał nawet możliwości załamać się, popaść w stagnację, kiedy cały był stagnacją. Jakby to miało wyglądąć? Gnić ze zgryzoty we własnej głowie? Przecież myślenia, cisnących się wspomnień, refleksji nie mógł wyłączyć. Zwłasza jeśli wcześniej jest / było człowiekiem aktywnym intelektualnie, miał plany pisarskie...


                  Film przejmujący, jak mówiła Pepsic, Grek udało się uniknąć popadania w tani sentymentalizmu, grotekowych jazd, co w przydadku tego rodzaju bohatera
                  • barbasia1 Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 13.01.13, 14:02
                    co w przydadku tego rodzaju bohatera wcale nie jest takie łatwe ...
                  • grek.grek Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 13.01.13, 15:13
                    wiesz, ja myślę, że te wspomnienia i myśli mogły u niego pójść w drugą stronę, czyli w
                    rozpacz. to że udało mu się je przekuć w coś, co pchało go ku życiu, było zasługę jego
                    natury, którą zawsze pielęgnował w sobie. gdyby nie ona, ten ciąg obrazów zamiast
                    podnosic na duchu i inspirować kazałby mu się załamać w obliczu nieodwracalnej straty.
                    mógłby się zapaść w sobie.

                    takie mam przynajmniej wrażenie :]
                    • barbasia1 Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 13.01.13, 16:07
                      to że udało mu się je przekuć w coś, co pchało go ku życiu, było zasługą jego
                      > natury, [...]

                      Tak, masz w pełni rację.
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 10.01.13, 21:59
        Pamiętam tę opowieść o bohaterze filmu "Motyl i skafander". Zapadła mi szczególnie w pamięć /miałam ją zalinkować, gdybyś Ty tego nie zrobił/ ...

        Oczywiście też będę dziś oglądać ten film!

        A "Mad Med" jutro ...

        :)
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 13:29
          Dzięki, Barbasiu, miło mi :]

          Napisz koniecznie o swoich wrażeniach.

          a tak, i to chyba 2 sezon się zaczyna, nieprawdaż ?
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Motyl i Skafander" 11.01.13, 18:32
            :)))

            Prawda , Greku, nawet już drugi odcinek drugiego sezonu dziś będzie, jak ten czas pędzi ...
            Postaram coś opowiedzieć.

    • er.pa to jeszcze o "Nad rzeką..." 11.01.13, 16:43
      Odrobiłam wczoraj grzecznie zadanie, i obejrzałam :) Nie wiem czemu nie natknęłam się na ten film wcześniej. I powiem tak - to jest bardziej film dla chłopców, niż dla dziewczynek :) Tzn. chyba, że dla takich dziewczynek, które były kiedyś nastoletnimi chłopakami :)
      Co oczywiście nie ujmuje nic z letnio-sennej klimatyczności tego filmu. Ale perspektywa jest jednak bardzo męska :) Choc oczywiście bardzo wrazliwo-męska.
      Nie mniej, nawet będąc dziewczynką, warto obejrzeć dla:
      a) młodego Bukowskiego (!)
      b) prześlicznej Trzepiecińskiej (co za sukieneczki!)
      c) świetnych scen z Baką - najbardziej podobała mi sie "westernowa" na ulicy, i potem fantastyczna rozmowa "o życiu". I kwiatuszkach.
      d) magicznej/"filozoficznej' końcówki - całej wędrówki po lesie, pobudki, pociągu/ów, rozmowy.
      • barbasia1 Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." 11.01.13, 16:57
        Dla wszystkich, którzy mieli okazję oglądać "Nad rzeką..." w latach 90. ten film jest kultowy. Zaś Marek Bukowski, który potem na długo zniknął, zawsze będzie najprzystojniejszym polskmi aktorem.

        Dziś starszy już Bukowski równie pięknie się prezentuje. :)

        • er.pa Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." 11.01.13, 17:02
          Ja bym nawet powiedziała, że Bukowskiemu się z wiekiem poprawiło :)
          Ale przygarb mu został :) (mam skrzywienie na punkcie wad postawy, zupełnie nie zawodowe :)
          • barbasia1 Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." 11.01.13, 18:15
            Mnie wpadł w oko od pierwszego wejrzenia lata temu ... :))

            A wiesz, że nie zauważyłam u niego żadnej wady... ;)
      • er.pa Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." - ps 11.01.13, 17:00
        Jeszcze spodobała mi się złota myśl, wypowiedziana przez któregoś z chłopaków czekających na trzy dziewczyny, z których jedna została już zapoznana , i miała przywieśc ze sobą dwie koleżanki. Chłopcy zastanawiają się, czy będą ładne, i ten, który był tym zapoznanym (Mastalerz!) mówi, że nie wie, czy ona była ładna, bo szarawo było, ale chyba bardzo brzydka nie. i na to któryś mówi, że z pewnościa ona nie przyprowadzi olśniewajacych piękności, "bo one nigdy nie przyprowadzają ładniejszych od siebie" :)
        Jest to głębokie, psychologiczne spostrzeżenie, aż zaczęłam szybko sięgać pamięcią w swoje lata nastoletnie by znaleśc na nie potwierdzenie.
        Ale pamięc juz nie ta ...
        • grek.grek Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." - ps 12.01.13, 14:53
          coś w tym jest ;]
          ponoć te ładne chcą mieć odpowiednie tło, a te mniej ładne liczą na to,ze w towarzystwie
          ładniejszej spadnie na nie choć cień ich blasku, hehe.

          dlatego najwartościowsze są zwykle te, które same dla siebie są gwiazdami i nie potrzebują
          ani blasku swojego fundować na jakimkolwiek sztucznym tle, ani świecić światłem odbitym.
          tak sadzę :]
          • barbasia1 Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." - ps 13.01.13, 00:47
            grek.grek napisał:

            > dlatego najwartościowsze są zwykle te, które same dla siebie są gwiazdami i nie
            > potrzebują
            > ani blasku swojego fundować na jakimkolwiek sztucznym tle, ani świecić światłem
            > odbitym. > tak sadzę :]

            Ładnie to powiedziałeś.
            • grek.grek Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." - ps 13.01.13, 15:09
              dzięki :]
      • grek.grek Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." 12.01.13, 14:56
        brawo, Er.pa :]
        pochwyciła Cię magia przedstawionego świata, czy tak... raczej średnio ? :]

        [swoją drogą, Biedrzyńska skutecznie potrafiła tę magię rozproszyć, a jednocześnie
        skontrapunktować w taki sposób, że jej nieobecnośc pozwalała mi tym bardziej
        ją doceniać, heh]
        • er.pa Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." 12.01.13, 15:40
          A więc po zastanowieniu: magia świata przedstawionego wciągnęła mnie tak na 85% :)
          Oprócz Biedrzyńskiej kontrapunkt stanowi też reakcja na „kwiatuszki” postaci granej przez panią Feldman :)
          W tym filmie jest magia, ale jest dużo czegoś, co nazwałabym „prawdą.” Jest to wieczne rozdarcie miedzy duchowością a cielesnością, jest ta bardzo prawdziwa młodzieńcza konieczność istnienia grupą – i dotyczy to płci obojga. A ta grupa pozornie ułatwia, a tak naprawdę to cholernie utrudnia nawiązanie relacji „indywidualnej”. Jak wyjście, to z koleżankami, a potem te koleżanki utrudniają „zajęcia indywidualne”. Marta przez dłuższy czas jest sama, podkreśla, że nie ma żadnej przyjaciółki. I to jej pozwala na nawiązanie relacji z Admirałem. Dopiero później odgradza się od niego koleżanką. Koleżanki – tak jaki i koledzy – sa niezbędni, ale z drugiej strony potrafią wszystko popsuć.
          Greku – bycia gwiazdą indywidualnie można się nauczyć, gdy „odpadną” koleżanki właśnie. Czasem te dziewczyny „z tła” zupełnie zaskakują w dorosłości :)
          Prawdziwa jest też w tym filmie ta młodzieńcza szarpanina wynikająca z poczucia, że jak w coś nie wejdziemy, to przepadnie nam jakaś okazja, coś nas ominie, a tak bardzo chcemy DOŚWIADCZAĆ.
          Okres godowy jest taki skomplikowany ….
          • grek.grek Re: to jeszcze o "Nad rzeką..." 13.01.13, 15:08
            o, wynik bardzo dobry :]

            haha, pamiętam, wymalowana jak kokota Feldman ruszyła z nerwem na biedaka.

            celna uwaga.w zasadzie,to ja do dzisiaj nie rozumiem, czemu ona go wystawiła.
            Dlatego, że nie chciała się angażować, bo to tylko turnus wakacyjny ? czy dlatego, że
            chciała, ale się bała ? czy może po prostu sama nie miała pojęcia, czego chce ?
            bo nie wierzę o to, że on nie chciał przyjśc "kwadrans po dziesiątej", a "szesnaście po" :]
            ona szukała konfliktu, a on nie ustąpił w którymś momencie. Przeciąganie liny, z którego
            żadne nie umiało się w porę wycofać.

            yes, miss piękności kończą średnio,a te "z tła" rozbłyskują :]
    • grek.grek "PO tamtej stronie chmur" - suplement 12.01.13, 13:48
      Barbasia opisała już, o co chodzi w całym zamieszaniu :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,138213699,,Ojej_co_tu_wybrac_2011_6_vol_23_.html?s=5&v=2
      Ja tylko dorzucę, że pozostałe 3 nowele traktują o :

      pierwsza - chłopak zaurocza się dziewczyną przelotnie spotkaną w drodze. Traf chce, że później on trafia do jednego hoteliku. Niemal drzwi w drzwi mają pokoje. On ją zagaduje, spędzają razem czas na spacerach i rozmowie. A noc na kombinowaniu, czy by nie spędzić jej wspólnie. On nie wie, czy ona wysłała mu bezsłowne zaproszenie, kiedy sie rozstawalii na korytarzu, a ona [co sie później okaże] oczekiwała, że on je odczyta, co mu się ostatecznie nie powiodło.

      Rankiem chłopak chce z nią się spotkać, ale jej już nie ma. Wybiega na poszukiwanie. Bezowocne. Rozstają się na długi czas, i jak mówi Malkovich-narrator "przez następne lata mijają się"... ale tylko po to,żeby się wreszcie spotkać. Nie skojarzyłem, niestety, czy w tym samym mieście, czy już w innym [Barbasiu, pamiętasz może ?]. Po seansie kinowym w jakims takim budynku, jakby mieszczącym na codzień operetkę ? On siedzi na górze, ona na dole, a spotykają się na zewnątrz.

      Idą na spacer, a potem do jej mieszkania, zreszta gustownie urządzonego w starej kamienicy z taką ni-to-starorzymską architekturą podwórkowo-quasiogrodową. Na seks się zanosi, cała rzecz utrzymana jest w stronie liryczno-poetyckim, aż tu ona powiada mu, że przez rok mieszkała z jakimś panem, który później wyjechał, a ona ciągle go kocha. Na co jemu ochota na cokolwiek przechodzi. Wychodzi. Ona za nim, ale nie dogania go. Po chwili on wraca. Ona go wpuszcza. Idą do łózka, on przesuwa dłonię nad jej ciałem, tak jakby je gładził bezdotykowo. Ona sugeruje, że jej to sprawia jakąs tam zmysłową przyjemność, ale... czy on nie ma odwagi jej dotknąć czy o co chodzi ? W pewnym momencie chłopak przerywa i wychodzi. Tym razem nie wraca. Ona za nim nie wybiega, podchodzi do okna i widzi jak on odchodzi definitywnie, taką uliczką jakby z malarskiego pejzażu miejskiego. KOniec.

      Czyżby ona miała mu do zaoferowania tylko seks, a on chciał miłości, której ona mu dać nie mogła, więc seks odrzucił ?

      druga - to ta z Malkovichem i Sophie Marceau, którą Barbasia klasowo opisała :]

      Trzecia, to początkowo historia faceta balansującego pomiędzy dwiema kobietami. Ma zonę, ale w kawiarni przysiada się do niego dziewczyna i dzieli sie z nim refleksją na temat "opowieści o Majach, którzy wynajmowali się jako przewodnicy, i pewnego razu zatrzymali się i nie chcieli iść dalej, a tumaczyli to tym, że muszą zaczekać na swoje dusze" - dziewczyna tak go ujęła, że wdali się w romans. Po 3 latach, w trakcie których facet sypia tylko z kochanką, a odmawia pożycia żonie - żona jest u kresu wytrzymałości nerwowej. Robi mu awanturę, rozbija wazony, a on próbuje ją uwieść, powiada, że zrozumiał, iż to własnie ją kocha, a nie tę drugą. Idą do lózka. A potem facet informuje kochankę, ze odchodzi. Kochanka wkurza się [wciąz w poetyce wyżej opisanej :)], on próbuje ją uspokoić, aż im się od tego zbiera na seks...

      Pstryk. Jest facet, którego gra Jean Reno. Jakby wracający z podróży do mieszkania, pachnącego apartamentem, które stoi prawie puste. Dostaje telefon, układa z podartych kawałków portret kobiety... z tych strzępów mozna się dowiedzieć, że żona go zostawiła dla kochanka, ale on jej kochać nie przestał.

      Do drzwi puka ktoś. Facet otwiera. Wchodzi ta zdradzana jejmość z wątku powyżej [aha, gra ja Fanny Ardant]. Okazuje sie, że to mieszkanie, w którym się znajduję, to mieszkanie żony Reno i ta żona pozwoliła Ardant rozejrzeć się w nim, bo chce je jej wynająć. Ardant chodzi po mieszkaniu, ogląda, rozmawia z Reno, który powiada,że w zasadzie to już nie ma znaczenia nawet to, że on nie będzie się miał gdzie podziać, kiedy straci to mieszkanie, które jak widać żona postanowiła wynająć nie bacząc na niego. Nie ma znaczenia,bo on zamierza wyjechać z Paryża.

      I nagle oboje znajdują nić porozumienia, patrzą na siebie, nieśmiało dotykają. Dwoje porzuconych przez swoich partnerów dla "tych trzecich". Taka wspólnota mentalna ludzi zranionych. Może coś z tego będzie ?..

      Ostatnia nowela, to historia przypadkowego spotkania.
      Dziewczyna, grana przez Irene Jacob, wychodzi z domu, spotyka ją chłopak, zaintrygowany jej urodą przylepia się do niej i nawiązuje rozmowę. Ona mu zdradza, ze idzie do kościoła. On oferuje swoje towarzystwo. Idą razem, takimi zabudowanymi uliczkami starówki, rozmawiają o życiu : ona wychodzi na dziewczynę stonowaną, kontemplacyjną i generalnie spełniającą się w ciszy, co zresztą znamionuje jej oszczędnośc gestów, a on jest radosny i otwarty, co... tez znamionuje swoimi gestami, ciągle biega, podbiega, uśmiecha się, szybciej mówi, kręci się wokół niej itd. Dla niej "memento mori", dla niego raczej "always look on the bright side of life" :]

      W kościele ona leci od razu do pierwszej ławki, w rzędzie po lewej, on wybiera rząd po prawej. Chwilę chodzi, ogląda architekture, podczas gdy ona skupia się na modlitwie i słuchaniu spiewającego chóru. Sam kościół, wnętrze, uroczo stare i dystyngowane, ale nie zimne, ofk gra tutaj osobną rolę. Wreszcie chłopak siada spokojnie i obserwuje ją. Tak mu to dobrze idzie, że... zasypia. Budzi się, kiedy jest już cicho i z kościoła wychodzi ostatni... gość :]

      Biegiem szukać dziewczyny. Jest już ciemno, świecą laternki, ludzie leniwie kręcą się po ulicach. Znajduje ją. Znów idą razem. Rozmawiają. On mówi, że chciałby ją poznać lepiej, że chciałby powiedzieć jej choćby jakiś komplement, ale widzi, że na nia takie rzeczy raczej nie działają, an co ona, ze owszem, mógłby ją skomplementować... np., że się dobrze modli. Na co on od razu próbuje mówiąc, że kiedy na nią patrzył w kościele miała wrazenie, że, on to ubrał w ładn słowa, ja powiem po polsku... że "odleciała" :] I chłopak kwituje tekstem : myślę, ze jesteś zakochana, bardzo zakochana.

      Zaczyna padać deszcz. Biegną. Ona się przewraca. On pyta czy jej nic nie jest, ale ona raczej jest rozbawiona, pierwszy chyba raz zrzuca maskę powagi.

      On ją odprowadza pod drzwi jej mieszkania. Pyta, czy będą mogli spotkać się jutro, na co ona go piorunująco spokojnie i piorunująco dla niego instruuje : jutro... wstępuję do klasztoru :]

      jeśli w każdej noweli chodzi o rodzaj miłości, to tutaj chodzi o miłośc do Boga, czy o to, ze - jak zauważa chłopak - jej miłość do Boga jest pokłosiem nieszczęśliwej miłości do jakiegoś człowieka ?

      A finałem jest krótka refleksja jaką wypowiada Malkovich, z wnętrza pokoiku hotelowego przy jakieejś starej ulicy, patrzący z jego okien w okna sąsiadów, albo nawet nie tyle on patrzy, co kamera zagląda :] Tutaj pani o wyglądzie dawnej tancerki rewiowej [bez piór i tak dalej, ale skojarzyła mi się jakoś tak swoją sylwetką i typem urody i uczesania] stoi w oknie i ćmi papierosa, tam para kochanków właśnie zaczyna się aktywizować... A narrator powiada coś o nieuchwytności albo ledwie uchwytności wizji artystycznej reżysera filmowego, co jest zrozumiałe, jako że autorem scenariusza i reżyserem jest Michelangelo Antonioni.

      Ładnie i pięknie to wszystko sfotografowane, lirycznie opowiedziane,z wielką klasą i chyba nawet mądre. Plus same urodziwe kobiety. I, jak sądzę, interesujący mężczyźni ;]
      • siostra.bronte Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 12.01.13, 14:00
        Dzięki, Greku :)
        Ten film leciał w tv już wiele razy, ale jakoś nie miałam ochoty go oglądać.
        • grek.grek Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 12.01.13, 14:50
          może kiedyś znajdziesz na ten format nastrój :]

          dorzucę kilka video :
          1
          www.youtube.com/watch?v=UxSA6KHKwIY
          2
          www.youtube.com/watch?v=O8Ic-dN450Y
          www.youtube.com/watch?v=KlVIQfgx_Og
          3
          www.youtube.com/watch?v=g2OC1R7S-eU
          4
          www.youtube.com/watch?v=2UqbsiRNaGM
      • barbasia1 Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 13.01.13, 00:46
        O! Wyręczyłeś mnie w opowiadaniu ciągu dalszego ... :)

        >się wreszcie spotkać. Nie skojarzyłem, niestety, czy w tym samym mieście, czy już w innym >[Barbasiu, pamiętasz może ?].

        Trochę niejasno było to pokaznane, ale wydaje mi się, że akcja toczyła się cały czas w tym samym mieście, w Ferrarze. Pamiętasz mówi na początku narrator-reżyser 9porte-parole Antonioniego), że w historię tę , nieprawdopodobną wręcz wierzą, tylko ci którzy pochodzą jak on z Ferrary.

        Antonioni urodził się właśnie Ferrarze (w 1912 roku).

        Mnie się podobał ten film, choć miałam wrażenie, że jednak nazbyt szkicowe i są te kolejne opowieści, trochę niedporacowane, że ośmielę się skrytykować mistrza.
        Wiem, w trudnym dla Antonioniego okresie pisane, po ciężkiej chorobie, po wylewie i długiej po nim rehabilitacji.


        A narrator powiada coś o nieuchwytności
        > albo ledwie uchwytności wizji artystycznej reżysera filmowego, co jest zrozumi
        > ałe, jako że autorem scenariusza i reżyserem jest Michelangelo Antonioni.

        Tak, narrator na końcu ubolewa nad niemożnością pełnego przedstawienia rzeczywistości przez twórcę.
        • grek.grek Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 13.01.13, 15:20
          na Filmweb piszą, że zdjęcia kręcono w Portofino w Genui i w Bouches-du-Rhone we Francji.
          ale miałaś ciekawe skojarzenie :]

          yes, Antonionemu pomagał Wim Wenders, oficjalnie wymieniony jako współreżyser, a tylko przeze mnie pominięty, jak widać - dzięki Twoim wyjaśnieniom - całkowicie niesłusznie i krzywdząco, bo jeśli starszy jegomość był w słabszej formie, to pewnie Wenders ostro się napracował przy tym filmie.

          o,na pewno, nowelki są krótkie, więc może zabrakło im głębi, rysów psychologii postaci, ale wg mnie są one same w sobie bardzo ciekawe, mało słów, dużo gestów, postaw życiowych, interesujące scenerie każdej z nich, no i jest tu i uwodzenie i kontakt męsko-damski, który następuje naturalnie, samorzutnie, intuicyjnie, nagle, w którym jest śmiałość i otwartośc, ale która prowadzi do finałów zwykle niespełnionych, bo może właśnie taka miłość jest jedynie prawdziwa ? :]
          • barbasia1 Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 13.01.13, 15:59
            Kazdą nowelkę kręcono w innym miejscu. "Kronikę nieustającej miłości", z młodymi bohaterami Carmen i Silvano w Ferrarze. Spójrz na pierwszy zalinkowany przez siebie film z youtube. Pojawia się tu (0:40 min) w tle największy kościół katedralny w Ferrarze, właściwie Basilica Cattedrale di San Giorgio Martire, potem (1:14 min.), zamek w Ferrarze - Castello Estense ...

            thelemursarehungry.wordpress.com/2012/12/14/winter-in-ferrara/ferrara-duomo/
            pl.wikipedia.org/wiki/Katedra_w_Ferrarze
            members.virtualtourist.com/m/3001d/24ea4/
            • barbasia1 Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 13.01.13, 16:09
              www.youtube.com/watch?v=UxSA6KHKwIY


              barbasia1 napisała:

              > Kazdą nowelkę kręcono w innym miejscu. "Kronikę nieustającej miłości", z młodym
              > i bohaterami Carmen i Silvano w Ferrarze. Spójrz na pierwszy zalinkowany przez
              > siebie film z youtube. Pojawia się tu (0:40 min) w tle największy kościół kate
              > dralny w Ferrarze, właściwie Basilica Cattedrale di San Giorgio Martire, potem
              > (1:14 min.), zamek w Ferrarze - Castello Estense ...
              >
              > rel="nofollow">thelemursarehungry.wordpress.com/2012/12/14/winter-in-ferrara/ferrara-duomo/
              > rel="nofollow">pl.wikipedia.org/wiki/Katedra_w_Ferrarze
              > rel="nofollow">members.virtualtourist.com/m/3001d/24ea4/
            • grek.grek Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 14.01.13, 15:27
              wobec tak dokładnej argumentacji - nie mam nic do dodania :]
              • barbasia1 Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 15.01.13, 00:28
                :))
          • barbasia1 Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 13.01.13, 16:01
            >ale która prowadzi do finałów zwykle niespełnionych, bo może właśnie taka miłość jest >jedynie prawdziwa ? :]

            NIE. :/
            • grek.grek Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 14.01.13, 15:28
              ... na pewno są wyjątki ;]
      • barbasia1 Re: "PO tamtej stronie chmur" - suplement 13.01.13, 14:52
        > jeśli w każdej noweli chodzi o rodzaj miłości,

        albo o niespełnienie w miłości
        Każdy (prawie każdy) tu kocha albo szuka miłości, ale miłość nie jest odwzajemniona z różnych powodów ...

        >druga - to ta z Malkovichem i Sophie Marceau, którą Barbasia klasowo opisała :]

        Dziękuję pięknie. :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka