Gość: vincent vega
IP: *.enformatic.pl
15.07.04, 17:05
„M jak Miłość” – cudem zdobyty scenariusz pierwszego, powakacyjnego odcinka
serialu.
Budynek szpitala wojskowego. Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. W łóżkach
chorzy,„pikająca” i „mrugająca” aparatura. Monitory i plątanina przewodów.
Nad Pawłem Zduńskim pochyla się lekko szpakowaty mężczyna w wojskowym,
polowym mundurze. Na pagonach ma dystynkcje chorążego.
Chorąży : Zduński, słyszysz mnie ? No – szkurwa - jak to możliwe, że nie
trafiłeś... Z „Kałacha”, z przyłożenia nie trafiłeś ? Ty – kurwa - niezły
magik jesteś... No i przez Ciebie przegrałem trzy stówy, bo się z szefem
sztabu założyłem, że Ci łeb oderwało razem z przewodami... A Ty żeś - kurwa
jego mać była - taki numer wywinął i - krew by to zalała - żyjesz... Ech
Zduński, dupa z Ciebie nie żołnierz... Z „ Kałacha”, z przyłożenia se nie
celnąć... No co za cioty teraz do armii idą ... Słuchaj tu, Zduński, bo
wesołe teraz będzie... Chłopaki na kompanii to Cię bankowo zajebią jak
wrócisz... No bo grafik wart i sprzątania w sraczach się przez Ciebie sypnął.
Kociarnia się nie liczy, ale dziadki miały już towary na mieście poumawiane
i tego... Także - he,he,he – jak wrócisz, to tam już na Ciebie komitet
powitalny czeka. A te trzy stówki com na ciebie postawił, że Cię zabiło na
pewno, to ciul, na razie poczekam, to mi potem oddasz, co nie...
Paweł Zduński : Grrrrrhhhhhhgggg....
Chorąży wychodzi. Na korytarzu mija go Piotrek Zduński, brat Pawła. Chłopak
jest w szpitalnym płaszczu. Z zatroskanym wyrazem twarzy wchodzi do sali
i siada przy łóżku brata.
Piotrek : Paweł, to ja.... Lekarze mówią, że powoli wracasz do siebie... No
to proszku Ci trochę przyniosłem, to se wciągniesz jak po obchodzie będzie...
Paweł : Teresa.....
Piotrek : Co, Teresa ? Aaaa, Teresa.... A nic. Takie tam... Rzuciła tego
Tadeusza i dziecko mu zostawiła. Bo się okazało, że jak była z Tobą, to na
boku kręciła z kierownikiem supermarketu. I z jeszcze jednym takim leszczem
z zaopatrzenia. Ten z zaopatrzenia to żonę dla niej zostawił i piątkę dzieci,
bo się żenić chciał. Ale ona ich olała obydwu... Ze trzy miesiące już będzie
jak do Włoch wyjechała i tańczy przy rurze u jakiegoś Araba w knajpie...
Paweł : Jessuuus...
Piotrek : Co jest brat, mówiłeś coś ? I tego... Wiesz, okazało się, że ona
prywatnie przy drodze zarabiała od dawna, znaczy... tego... tą, no ...
tirówką była... W Sękocinie stała i fajnie, bo wiesz.... podobno renomę se
niesamowitą wyrobiła, zwłaszca u tych co tranzytem przez Warszawę lecieli
i im się śpieszyło.
Paweł : Yyyyyyyyghhhhaaa...
Lampka ostrzegawcza na monitorze do którego podłączony jest Paweł zaczyna
miarowo migotać. Słychać przeraźliwy sygnał dźwiękowy. Do sali wbiegają dwie
pielęgniarki i lekarz. Każą Piotrkowi natychmiat wyjść. Cięcie
Letni, sielski krajobraz. Wiejska droga. Słońce, słychać śpiew ptaków. Po
obydwu stronach drogi bujna, zielona roślinność. Na poboczu, z prawej strony
tablica z napisem „Grabina 3 km”. Z przydrożnego rowu gramoli się młody
mężczyzna w pomiętym słomkowym kapeluszu, a za nim czołga się drugi.
Steffen : Donnerwetter, ferfluchte, szajse, ja pierdolę.....
Marek Mostowiak : Że co, mówisz ? He, he, he…. Ale my se dali w palnik, co
Szteffen ?
Steffen : Ja, ja.... W palnik...
Marek : A mówiłeś, że trzydziestego „Żywca” już nie dasz rady... A dałeś...
Stefen : Jawohl, dałem radę...Tylko co to jest ta skorupa na mojej koszuli ?
Czuję się jakbym był w kamizelce kuloodpornej...
Marek : No Szteffen, co Ty... To paw normalny. Tylko, że wczorajszy
i zasechł...
Nic się nie martw. Zajdziemy do mnie, znajdę lewar od kombajnu i ci tego
pawia obstukam....
Steffen : Aha, paw.... U nas w Badenii – Wirtembergii nie ma pawi, są tylko
wróble i sroki...
Marek : Nie chrzań, moczymordo...
Steffen : Wiesz co, Marek ? Powiem ci, że ja nie wypiłbym tych trzydziestu
browców, tylko tak symbolicznie jakieś dwadzieścia, gdyby nie to, że wciąż
myślę o Małgosi...
Marek : Durny jesteś. Znam Gośkę, bo to moja siora... Lepiej se Jolkę było
ukopać. Pukałbyś se za friko i jeszcze by Ci posprzątała i żreć zrobiła.
A Ty – kurwa – jakieś cierpienia młodego Wertera odpierdzielasz,
he,he,he...
Steffen : Das ist unmegliś... Moja mutter by mnie zabiła jakbym ja bez
ślubu....
Marek : Szteffen, Szteffen... Dupa jesteś i finito...
Szteffen : Jawohl, dupa jestem.... Ech... A jak Wy tu w Polsce mówicie, gdy
w sprawach sercowych się kompletnie nie układa ?
Marek : „Chuj by to strzelił”, najczęściej... Ale można też tak subtelniej
trochę – „Bo to zła kobieta była... !”
Steffen : Aha....
Warszawa. Mieszkanie Izy, koleżanki Małgosi Mostowiak. Z radia dobiega jakaś
melacholijna muzyka. Małgosia siedzi przy stole i rzewnie płacze.
Małgosia Mostowiak : Buuuuuuuuuuuu, chlip, slurp, buuuuuuuuuuuuu !!!!
Iza : Małgosiu, co się stało ?
Małgosia : Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuu !!!
Iza : Wiem, Gosiu, wiem... Kochasz wciąż Michała...
Małgosia : Uuuuuuuuuuu !!!
Iza : Rozumiem, kochasz dalej Napiórkowskiego
Małgosia : Buuuuuuuuu !!!!!!!!!!!
Iza : Nie Napiórkowskiego, tylko Badeckiego ?
Małgosia : Buuuuuuu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Koleżanka : O Boże jest gorzej niż myślałam... Ty kochasz żonę Badeckiego !
Małgosia : Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Iza : Jeśli ją naprawdę kochasz, nie wstydź się tego uczucia... Ja Ci
pomogę...
Małgosia : Stul pysk, durna bździągwo !!! Plomba mi wypadla z trzonowego na
górze, a nie mam szmalcu na dentystę, buuuuuuuuuu.....
Iza : Aha, to przepraszam...