maniaczytania 01.07.13, 21:31 tadam, tadam, wakacje przyszly (dla niektorych, dla wybranych :) ), zyczac wszystkim udanego lata zakladam nowy watek, choc w tamtym, nieprawdaz, do 400 nie dobilismy. Nic to, moze w lipcu bedzie lepiej? :) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
maniaczytania KK - lipiec 01.07.13, 21:38 i tradycyjnie zaczynamy od programu Kocham Kino: 4 lipca - amerykanskie swieto, a tu ... suprajz i film francuski z Amelia (Audrey Tatou) w roli glownej, czyli "Po prostu razem" na podstawie powiesci Anny Gavaldy - a Audrey widzialam w kinie we zwiastunie pokreconego chyba troche filmu "Dziewczyna z lilia"; 11 lipca - "Szczescie ty moje" - podobno ukrainski "Dom zly", czyli strach sie bac ... 18 lipca - "Wino truskawkowe", czyli film polsko-slowacki, chyba juz tu nawet przez nas omawiany (czyli niewiele trace na urlopie ;) ) 25 lipca - no nie uwierzycie, haha, - "Obslugiwalem angielskiego krola" - i nie wiadomo, czy sie smiac, czy plakac, bo ten film po tvp kultura ganial juz tyle razy, ze nawet, jak sie nie chcialo, to i tak sie obejrzalo ... Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: KK - lipiec 02.07.13, 09:42 > a Audrey widzialam w kinie we zwiastunie pokreconego chyba troche filmu "Dziewczyna z lilia"; Czekam na niego, reżyser zrobił kiedyś 'Zakochanego bez pamięci", pokręcony, a jakże, ale świetny film o miłości. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KK - lipiec 02.07.13, 13:45 "Szczęście..." osobiście opisywałem w którymś z "Ojejów" :] Zachęcam. "Wino" było także. "Obsługiwałem", to... nic dodać nic ująć do Twojego komentarza. wybitnie "ogórkowe" propozycje, bym powiedział. Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33) 02.07.13, 09:41 Ja, niestety, odpadam, tv mi padł. Zostaje kino, net i dvd... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33) 02.07.13, 13:48 jakie "odpadam" ? nie ma mowy, tak łatwo się nie wywiniesz :] jak tylko coś obejrzysz na dowolnym nośniku - w te pędy nam to opisz :] Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33) 02.07.13, 14:12 Spodziewajcie zatem zalewu Wallandera ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33) 02.07.13, 14:38 aaa, w takim razie trzymam Cię kurczowo za... ... słowo :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett "Wallander" 03.07.13, 16:51 angazetka napisała: > Spodziewajcie zatem zalewu Wallandera ;) Świetnie! :))) A propos, nie wiem czy wiesz , ale pierwszy tom w serii "Lato z kryminałem" wydawanej po patronatem Polityki to najnowszy kryminał Mankella pt. "Niespokojny człowiek" -reklamowany jako" ostatnie sledztwo szwedzkiego komistarza"!? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33) 03.07.13, 19:42 Uwielbiam Wallandera w obu wersjach :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33) 03.07.13, 16:42 angazetka napisała: > Ja, niestety, odpadam, tv mi padł. Zostaje kino, net i dvd... Rozumiem chwilowo, do czasu naprawienia telewizora? :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33) 02.07.13, 13:45 jakość będzie na pewno wysoka :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 02.07.13, 13:46 plusujmy w kanarkowy kciuk :]] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 03.07.13, 16:43 Yes Sir! A kiedy dostaniemy nagrodę? Lubię nagrody. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 03.07.13, 16:50 może być taka ? ;] rlv.zcache.com/vintage_cute_kissing_cat_art_poster_print-r08868742e7424b1f927d78cee3247805_wv2_8byvr_512.jpg ale coś na razie średnio nam idzie :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 03.07.13, 17:11 Oooo! :))))))))))))))) Mnie bardzo się podoba tak nagroda, bardzo ... Żeby tylko wręczający nagrodę się nie zmęczył, jak kolejka współtwórczyń Ojejkowych ustawi się po odbiór nagrody! ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 04.07.13, 14:07 cieszy mnie to :] och tam, wręczający jest przygotowany na wszystko ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 05.07.13, 00:29 :) Onieee! ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 05.07.13, 19:06 Brad Pitt plus kompletna demolka, czyli gorzej już być nie może :) Widziałam zwiastun w kinie. To nie dla mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 03.07.13, 17:13 > ale coś na razie średnio nam idzie :] Wygląda na to, że jestemy jednymi wielbiecielami naszego pisania. ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 04.07.13, 14:10 kiedyś uzbieraliśmy 10 a może nawet 11, nie pamiętam już. nie wspominam o Pepsic, która notorycznie zapomina o plusach ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 04.07.13, 15:10 Nie zapomina. Jako umiarkowana outsiderka nadal ma wątpliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plusa daj plusa daj, oj dana dana ;] 04.07.13, 15:44 brawo, Pepsic :] ech tam, nie miej wątpliwości, ot - robimy sobie dobrze ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek a tymczasem w kinach... 03.07.13, 16:14 ... widowiskowa "Iluzja" święci finansowe trymufa. tylko czy sztuczki magiczne - w kinie, które może dowolnie preparować obraz, mogą być porywającym przeżyciem ? ciekawsze mogłoby być wejście za kulisy, czyli w "prestidigitatorskie know how". a tak, to trzeba się chyba uzbroić w wiarę taką samą, jak ta, która sprawia, że wierzymy, iż David Copperfield naprawdę nie zna ludzi, którzy otaczają kręgiem stojąca w szczerym polu cięzarówkę, oraz że to nie trik telewizyjny, że ta cięzarówka znika ;] ale w cieniu spektaku za godziliony dolków - zbiera nagrody, a zapewne ??? i zaraz kinowo wychodzi nowy film Krauzech ? Krauzów ? malżeństwa Krauze. "Papusza", o poetce romskiej. Po "Nikiforze" wygląda na kolejną próbę pokazania człowieka z pogranicza kultur. dwie z pierwszych recenzyj : kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,14212300,_Papusza__odkryciem_festiwalu_w_Karlowych_Warach.html#BoxKultTxt Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: a tymczasem w kinach... 03.07.13, 16:16 a tak, dwie miały być :] www.rp.artykul/9146,1025749-Papusza-Joanny-i-Krzysztofa-Krauzów-w-Karlowych-Warach.html [czyli, jednak "Krauzów"] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: a tymczasem w kinach... 03.07.13, 16:38 O dzięki! Ciekawa byłam/ jestem pierwszych recenzji "Papuszy". Wpadła mi gdzieś w oczy niedawno informacja , że Krauzowie pokażą ten film w Karlowych Warach. Karlowe Wary są szczęślwie dla Krauzego, 8 lat temu jego film "Mój Nikifor" zdobył główną nagrodę na Festiwalu. Krauze otrzymał też nagrodę za najlepszą reżyserię, a Krystyna Feldman - za najlepszą rolę żeńską. Zobaczymy jak się powiedzie "Papuszy". PS "Karlowe Wary" (Usta Karola /Karela [Gotta]? - dobrze tłumaczę, Greku, nasz specjalisto od czeskiego?;)) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: a tymczasem w kinach... 03.07.13, 16:54 haha :] no tak, tak brzmi oficjalna wersja tłumaczenia z czeskiego, haha. ciekawe także, co będzie po Ustach Karela, czyli... może w Gdyni wyróżnienie ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: a tymczasem w kinach... 03.07.13, 17:17 :))) Życzmy więc sukcesów i w Gdyni. Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: a tymczasem w kinach... 04.07.13, 09:49 A ja zamiast "Iluzji" wybrałam "Przed północą", czyli zamknięcie (? a może wcale nie?) trylogii Linklatera ("Przed wschodem słońca", 'Przed zachodem słońca"). Film to nietypowy, w dużej częściej gadany, a to gadanie ma sens, wdzięk i styl. I jest cholernie bolesne i trafne. I siedzi we mnie do teraz. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: a tymczasem w kinach... 04.07.13, 14:13 no no, nie postawiłaś na widowisko ? ;] dzięki za krótką, acz treściwą recenzję. trylogia cała jest o kolejnych fazach związku konkretnej pary K-M, dobrze kojarzę ? Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: a tymczasem w kinach... 04.07.13, 15:31 Tak. Od drugiej części aktorzy są też współscenarzystami i to chyba podbija naturalność ich dialogów. I mam też nadzieję, że cykl się jeszcze będzie toczył przez kolejne dekady. A co do widowiskowości - zasadzam się na Brada Pitta vs. zombie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: a tymczasem w kinach... 04.07.13, 15:46 a to nie jest też tak, że aktorzy są prywatnie parą ? hehe, brzmi nieźle. ciekawe, czy Brad będzie uciekał czy będzie gonił ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: a tymczasem w kinach... 05.07.13, 09:34 A nawet sprawdziłam i parą nie są. Hehe :D Brad będzie gonił. Ale uciekał pewnie trochę też. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: a tymczasem w kinach... 05.07.13, 14:00 no to wszystko przed nimi :] oby nie robił tych dwóch rzeczy w tym samym momencie :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: a tymczasem w kinach... 07.07.13, 14:10 Nie znałam trylogii Linklatera!? Dzięki za polecenie jej i filmu "Przed północą" . Doczytałam conieco jeszcze na filmwebie. Podoba mi się koncept. > I jest cholernie bolesne i trafne. I siedzi we mnie do teraz. Co Cię szczególnie poruszyło? :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofonie 03.07.13, 16:57 naprawdę interesujące półgodzine [z haczykiem] rozmowy o róznych filmach. "grzeszników" należy wziąść w nawias ;] www.tokfm.pl/Tokfm/0.130940.html Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofo 03.07.13, 16:59 cos nie działa, więc raz jeszcze : www.tokfm.pl/Tokfm/0,130940.html [jeśli mimo to link się zbuntuje - jeśli będziecie zainteresowani, na pewno znajdziecie na własną rękę na stronie TokFm :)] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofo 03.07.13, 17:24 O! Ciekawy link (otwiera się), thnX! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofo 04.07.13, 14:17 no to gitara gra :] ja już zdązyłem przesłuchać kilka z tych rozmówek. są naprawdę świetne, dużo ciekawych informacji, interpretacji, aż się chce zobaczyć te filmy [ponownie ?]. Zacząłem od "Do utraty tchu", "POwiększenia" i "Nocy żywych trupów" [ofk, heh]. wszystkie oglądałem, ale pierwszych dwóch zupełnie już nie pamiętam, jak chodzi o szczegóły, a nawet klimat - tak dawno to było. jak by było przyjemnie, gdyby gdzieś je powtórzyli, i to tak, żebym mógł [żebyśmy mogli] obejrzeć :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofo 05.07.13, 15:27 Dobra wiadomość! Na pewno zajrzę do linków. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofo 06.07.13, 15:03 zachęcam, wczoraj przesłuchałem o "Łowcy androidów". świetna pogadanka. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofo 05.07.13, 19:10 Można tylko pomarzyć o takich powtórkach, niestety. "Do utraty tchu" to film bardzo ważny dla historii kina, ale mam wrażenie, że francuska nowa fala trochę się zestarzała. "Powiększenie" to po prostu arcydzieło, za każdym razem podoba mi się coraz bardziej. "Nocy żywych trupów" nie znam :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Klasyki dla grzeszników, o kinie przy mikrofo 06.07.13, 15:10 hehe, myślę że "Noc..." by Ci się... spodobała :] ofk, zombie są mało twarzowe i jedzą ludzi, ale film jest głębszy niż się wydaje, metaforycznie sporo mowi o reakcjach na zagrożenie ze strony "obcych", pod których można podłożyc rózne nacje/rasy etc, ma świetny klimat, jak chyba większośc filmów, w ktorych ludzie zabarykadowani w jednym miejscu starają się przeżyć. no i najważniejsze - ma ten staromodny sznyt, ktory mógłby Cię zaciekawić. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Do słowa wstępnego 03.07.13, 17:26 maniaczytania napisała: > tadam, tadam, wakacje przyszly (dla niektorych, dla wybranych :) ), zyczac wszy > stkim udanego lata zakladam nowy watek, choc w tamtym, nieprawdaz, do 400 nie d > obilismy. Nic to, moze w lipcu bedzie lepiej? :) Za kilka postów dobijemy. ;) Pięknego lata, Maniu! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 04.07.13, 15:54 Tym razem kino francuskie i historia trójki młodych współlokatorów z paryskiego mieszkania. Dziewczyna po przejściach z malarskim zacięciem, kucharz lowelas i artystokratycznie pochodzący aktualny sprzedawca pamiątek. Plus [wkrótce]... nieoczekiwany czwarty gość. Audrey Tatou, Guillaume Canet i "cezarowy" Laurent Stocker. niejaki Claude Berri wyreżyeserował ten film, jak się okazuje, 2 lata przed swoją śmiercią [2007] cóz, brzmi ciekawe, zwłaszcza dla mnie, bo poozstałe propozycje na ten miesiąc w KK jakoś tak się złozyło - oglądalem. 23:15 riplej, jutro/pojutrze 2:10 Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 04.07.13, 19:16 i ja sie chyba skusze, bo go nie widzialam, ale troche mnie jednak Audrey odstrasza ;) nic do niej nie mam, piekna dziewczyna, ale mozna by pomyslec, ze to jedyna dzis we Francji aktorka ... Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 04.07.13, 19:19 No, niestety i tutaj jest "ameliowata" :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 16:07 no ale w swoim emploi Audrey jest bezbłędna :] ja mam wrażenie, że francuskie kino jest daleko bogatsze niż "Amelia" i inne bajkoowo-romantyczne filmy, w których Audrey rozbija bank - problem w tym, że jakoś słabo to kino via Fransuła jest lansowane w Polsce i w Europie. wiesz, francuska duma i samowystarczalnośc... ;] ale jak się przegląda te rózne Cezary i inne nagrody, co roku, to takie wrażenie się odnosi [piszę ofk o swoim wrażeniu :)]. wiesz, oni mają Audrey, a w Polsce wszędzie Bohosiewicz albo Gąsiorowska ;] Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 18:33 a ja sobie wlasnie pomyslalam, ze to moze byc problem z polskimi decydentami doboru repertuaru - patrzy taki na liste francuskich filmow, zeby wybrac film do tv lub kina naszego, patrzy, czyta liste plac i mysli - 'e, nie ma "Amelii", to kto na to pojdzie/ kto to obejrzy?' i pewnie tak to sie kreci ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 15:02 zdecydowanie. slabo to francuskie kino reklamujemy. inna rzecz, że wiele tytułów nawet tych dostających Cezary nie jest nawet tłumaczona na polski, zatem filmy te nie są kierowane na polski rynek albo nie są tutaj zapraszane. wydaje się, ze tylko hiciory mają szansę "Amelia", "Nietykalni" itp Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 04.07.13, 19:18 O, widziałam ten film, nie pamiętam na jakim kanale. Bohaterowie tworzą coś w rodzaju zastępczej rodziny, bo na swoje prawdziwe rodziny nie mają co liczyć. Ciekawa historia, dobrze zagrana, chociaż zakończenie jakoś mnie nie przekonało. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 13:56 życiowa historia, momentami refleksyjna - ale tylko ciut ciut, momentami zabawna - ale tylko trochę, momentami mądra - ale tak bez nachalności. w sam raz, żeby nikogo nie urazić, a poprawić humor wielu, bo w sumie bohaterowie znajdują swoje miejsce pod słońcem, partnerów, powołanie, przełamują słabości, kompleksy i przepędzają przeszłość ograniczającą ich emocjonalnie, a starsza pani umiera zasypiając we własnym fotelu, w domu wśród bliskich i troskliwych ludzi. czy ja wiem ? wiesz, historia rozwija się w kierunku optymistycznych rozwiązań, więc zakończenie, wg mnie, jest naturalną nieuchronnością :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 19:16 Takie kino to francuska specjalność :) No nie wiem, ten happy end na dworcu był trochę zbyt słodki. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 19:18 No i tylko pozazdrościć braku problemów finansowych. Knajpka po wuju, mieszkanie po babci :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 00:28 Przeczytałam Twoją zapowiedź i Wasze komentarze, i zaraz poleciałam na film. Bardzo przyjemnie się oglądało, ale muszę już iść spać (jak oni mogli przerzucić KK na godzinę 23:00! ) Dopowiesz zakończenie, Monsieur.Greku ? Bonne nuit! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 13:59 Bounżur, Barbasiu :] prawda ? przyjemny film [w sumie]. zakończenie - dopowiem, jak najbardziej. od którego miejsca zacząć ? KOcham Kino nie dośc, ze powtarza z Kultury, to jeszcze w późniejszych godzinach :] istotnie, brak powagi w tym wszystkim. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 14:56 Od momentu, kiedy Amelia -Camelia ,to znaczy Camille wzięła babcię Francka do domu Philiberta (mieszkanie miał niezłe). Powiedz mi jeszcze, jak to się stało, że Camille zamieszkała Philiberta, umnknęło mi to, w związku z chwilowym oddaleniem się od telewizora. Romans, skomplikowane historie rodzinne, wątek arystkoracji - typowy francuski film, prawdaż?!. ;) Dzieńdoberek! :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 14:58 /korekszyn/ Romanse, skomplikowane historie rodzinne z przeszłości, wątek arystkoracji - typowy francusk i film, prawdaż?!. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 16:00 prawda, chata na sto dwa, w dawnym stylu, pokoje wielkie, sufity wysokie :] super. Babcia wkrótce umarła. zdązyła się nacieszyć byciem wśród miłych młodych ludzi, którzy specjalnie dla niej przygotowali np. taboret podprysznicowy, a Camille malowała ją, w pozach niekoniecznie skromnych, heh. Została skremowana, ceremonia pogrzebowa, pochówek symbolicznej trumny na takiej mechanicznej podstawce zjeżdzającej w dół, wszystko zaś udekorowane portretem babci naszkicowanym przez Camiller i postawionym okolicznościowo w pobliżu tej "zjeżdzalni". w któryms momencie okazuje sie, ze mieszkanie Philliberta zostało sprzedane. przyznam, że nie kapnąłem się, w którym momencie zostało wystawione na sprzedaż ? orientujesz się może ? Philibert wyprowadził sie do swojej sympatii, która przyjęła jego uroczyste oświadczyny. Franck postanowił zaś wyjechać z Francji do Anglii, gdzie szef jego kuchni załatwił mu jakąs pracę. Camille zasugerowała mu, żeby jednak został, może przejał knajpkę po swoim wuju [tym, co mówił, że wycofuje się z branży i nie ma komu zostawić restauracyjki, pamiętasz - wtedy kiedy pojechali na świniobicie do rodzinnej miejscowości Francka ?], że może to będzie coś, co nada sens jego życiu. ale Franck wyraźnie uzależniał swoją decyzję od tego, czy Camille z nim zostanie, mówi jej wprost "dlaczego nie powiesz, że chcesz żebym został ? to takie trudne ?". ale ona nie może powiedzieć tego wprost, jakoś jej to z trudem przychodzi, a moze nie wie, czy chce się z nim związać [no bo do tego by się sprowadzało takie oświadczenie] ? następnego dnia Franck jest na dworcu czy lotnisku i czeka na transport do tej całej Anglii. Pojawia się Camille i otwartym tekstem mówi mu, żeby został, że ona tego chce itd. Ale Franck powiada, ze "w głowie - już wyjechałem...", obejmuje ja i odchodzi. Camille wychodzi z tego dworca-lotniska przekonana, że Franck wyjedzie. Ale on do niej drzwoni, rozmawiają, a jednocześnie on idze za nią cały czas. No i dochodzi oczywiście do tego, że on zostaje, a ona jest cała szczęśliwa z tego powodu. I w ostatniej scenie biegają po tej restauracji, co ją Franck faktycznie przejął po tym starszym jegomościu. Franck czyta w renomowanych [zakładam] gazetach świetne recenzje swojego lokalu, w środku kręci się przyjemna rodzinna atmosfera, pracują tam także Phillibert i jego narzeczona/żona, pojawiają się znajome Camille z tej sprzątaczkowej firmy, w której ona pracuje/pracowała?, z taka dużą Murzynka na czele. i pojawiają się jakiej znajome z dzieckiem. Camille na nie patrzy i powiada, ze "też by takie chciała", na co Franck porywa ją na ręce i wynosi na zaplecze ogłaszając rozbawionym gościom "przepraszam, ale muszę się zająć tą panią". prawda, ze sielanka ? :] z tego, co pamiętam, Camille była chora, miała gorączkę, w jej mieszkaniu było bardzo zimno i Phillibert nie tyle zaprosił, co ja po prostu na rękach przyniósł do siebie [i Francka], położył do ciepłego lózka, przebrał, zawołał lekarza, pielęgnował itd. yes, francuski bahhhdzo :] a nawet bahhh-dzo. zdecydowanie, i w tych historiach także wątki pokonywania problemów z przeszlości, kompleksów [Phillibert i jego dykcja], wreszcie motyw klasycznie romantyczny : ona i on na początku się nie lubią, mają o sobie marną opinię, ale im bardziej otwarcie to demonstrują, to tym bardziej się sobą interesują potajemnie, aż wreszcie wskutek zbiegu okoliczności spędzają ze sobą razem troche czasu i już nie mogą sie bez siebie obejść. klasyka, nie ? :] no i francuski język w tle, jakaś taka francuszczyzna, która sprawia, ze nawet bez języka i informacji o tym, kto zrobił film, kto w nim gra i jaki to kraj jest na zdjęciach - i tak łatwo rozpoznać, ze to film francuski, z Francuzami i we Francji kręcony. i ta muzyka, jaka wszechstronna, motywy staromodne, i zupełnie współczesne i ten główny motyw który równie dobrze mógłby pasowac do filmu łotrzykowskiego albo do lekkiego kryminału, albo do... np. "Broken Flowers". Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 16:29 Miłość, rodzina i w kryzysie gólnoświatowym nie damy się. :) Opowieść ku pokrzepieniu. Też nie wiem, kiedy mieszkanie zostało wystawione na sprzedaż. Pamiętam , że Phillibert raz tylko wspomniał /co w tym stylu/,że nie wie jak długo jeszcze będzie mógł tu mieszkać. Mnie wpadło w oko wyposażenie mieszkania,stare stylowe komody, sofy, fotele, lamki, świeczniki, stylowe kwieciste tapety, a przede wszytskim stare konterfekty przodków? w perukach (w pokoju Camille). Dzięki, Greku. :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 18:42 ech, Barbasiu, nie powinnas prosic faceta o opowiedzenie romantycznego filmu, przeciez on polowe opuscil!!! Ja ci doopowiem zaraz na podstawie jego opowiesci ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 14:48 maniaczytania napisała: > ech, Barbasiu, nie powinnas prosic faceta o opowiedzenie romantycznego filmu, p > rzeciez on polowe opuscil!!! Ja ci doopowiem zaraz na podstawie jego opowiesci > ;))) Hehehe! :)))) Maniu, muszę Ci podziękować za to uzupełnienie historii. Fajne sceny! Maestro, muzyka ... www.youtube.com/watch?v=TM0ZWWTjgcg Grekuniu, powolisz, że Twoją pieśń Mani dziś w podzięce zaśpiewam. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 14:59 no pewnie, że pozwolę :] dla mnie zadedykuj jakiś marsz potępiający, bo sfuszerowałem okrutnie. ale naprawdę byłem przekonany, że to łózko i cala reszta, to przed babcią było :] no bo jak : babcia w jednym pokoju, a... jak by to określili Moralni "łupu cupu" w drugim ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 15:22 :) NocoTY! Zaraz czegoś fajnego poszukam. Hehehe! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 16:11 jakiś kawałek z przestrogą na przyszłośc :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 08.07.13, 23:25 Czegoś fajnego poszukam. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 15:57 > no bo jak : babcia w jednym pokoju, a... jak by to określili Moralni "łupu cupu > "w drugim ? ;] Przypomniała mi się pierwsza scena z "Przejrzeć Harry'ego" Woody'ego Allena, w której niewidoma babcia przyłapuje dwójke bohaterów in flagranti i zaczyna rozmowę z nimi, scena na granicy dobrego smaku ... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 16:10 Hehe :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 16:29 :))) O właśnie! Bronte oraz Drogie Panie, żebym nie zapomniała, dziś już zapowiem, w niedzielę w TVPKultura dobry film, o którym niedawno rozmawialiśmy z Grekiem - "Para na życie" Sama Mendeza, godzina 20:20. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 16:52 Dzięki! Może się skuszę. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 07.07.13, 15:38 :) Dziś o 20:20! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 16:13 haha, pamiętam, świetne :] [wszelako, podobno niewidomi mają bardzo wyostrzony słuch] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 16:39 grek.grek napisał: > [wszelako, podobno niewidomi mają bardzo wyostrzony słuch] :))) Podobno. Aczkolwiek miła babcia z filmu Allena, zdawała się zupełnie nie orientować w sytuacji. ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 05.07.13, 19:10 grek.grek napisał: > Babcia wkrótce umarła. zdązyła się nacieszyć byciem wśród miłych młodych ludzi, > którzy specjalnie dla niej przygotowali np. taboret podprysznicowy, a Camille > malowała ją, w pozach niekoniecznie skromnych, heh. To moze jeszcze, zanim babcia umrze, najistotniejsze sceny, które pominales, co? :) Otoz, gdy babcia sie wprowadzila, Franck nastepnego poranka przyniosl babci sniadanie i chcial ja zaprowadzic do lazienki, ale babcia, ze tylko Camille. No to on na korytarzu w przelocie zlapal Camille za ramie, powiedzial, ze zrobila sie apetyczna i ze we wtorek wroci do domu wczesniej, zrobi im wszystkim nalesniki, a potem ja bzyknie ;) Ona tak hihihaha, ale widac, ze cos iskrzy. No i nadszedl wtorek - nalesniki zrobione, nadszedl wieczor, kazdy u siebie. Franck lezy i mysli, Camille siedzi na lozku i sie zastanawia, w koncu zbiera sie na odwage i idzie do niego - 'w koncu mi obiecales' ;) Camille sie rozbiera do bielizny, Franck, ze on tak nie chce, wiec na razie tylko sie klada obok siebie i rozmawiaja. Camille opowiada chwile o sobie, a potem ... :) Rano kolejne chwile szczescia, a potem Franck wznosi w kuchni toast 'za przyszlosc', na to Camille - 'za terazniejszosc, jest fajnie, bzykamy sie, ale sie nie zakochujemy", po minie Francka widac, ze za pozno, odwraca sie, a wtedy Camille zerka na niego i widac, ze ona tez wcale tak nie mysli, ale oboje nie chca glosno sie przyznac. Pozniej Franck nie wraca na noc, tylko sie wloczy, potem ida razem z babcia na monodram Philiberta, na ktorym on oswiadcza sie Sandrine (chyba?), a potem Franck zawozi babcie i Camille do domu babci, gdzie obie maja zostac, a on wpadac w poniedzialki zdaje sie. Na pozegnanie Camille pyta, czy jej nie ucaluje, na co on odpowiedzial, ze beda sie 'bzykac', ale calowac to juz nie. I wtedy w nocy babcia umiera spokojniutko na swoim fotelu przy oknie z widokiem na ukochany ogrod... >Została skremowana, ceremonia pogrzebowa, pochówek symbolicznej trumny na takiej mechanicznej podstawce zjeżdzającej w dół, wszystko zaś udekorowane portretem babci naszkicowanym przez Camiller i postawionym okolicznościowo w pobliżu tej "zjeżdzalni". Grek ma na szczescie, jak widac, niewielkie doswiadczenie pogrzebowe - to nie byla symboliczna trumna na podstawce zjezdzajacej w dol, tylko w dol zjezdzala prawdziwa trumna wlasnie na kremacje. Camille wraca do mieszkania, dowiaduje sie, ze sprzedane, wiec idzie pod knajpe Francka i czeka na niego, ida do baru i wtedy: > Franck postanowił zaś wyjechać z Francji do Anglii, gdzie szef jego kuchni załatwił mu jakąs pracę. Camille zasugerowała mu, żeby jednak został, może przejał knajpkę po swoim wuju [tym, co mówił, że wycofuje się z branży i nie ma komu zostawić restauracyjki, pamiętasz - wtedy kiedy pojechali na świniobicie do rodzinnej miejscowości Francka ?], to nie bylo na swiniobiciu, tylko na urodzinach Camille :) wiem, ze moze malo istotny szczegol, ale ja lubie byc dokladna ;) > że może to będzie coś, co nada sens jego życiu. ale Franck wyraźnie uzależniał swoją decyzję od tego, czy Camille z nim zostanie, mówi jej wprost "dlaczego nie powiesz, że chcesz żebym został ? to takie trudne ?". ale ona nie może powiedzieć tego wprost, jakoś jej to z trudem przychodzi, a moze nie wie, czy chce się z nim związać [no bo do tego by się sprowadzało takie oświadczenie] ? nie do konca, bo ona jednak mowi wtedy, ze boi sie, ze boi sie siebie, boi sie jego, boi sie tego, co bedzie (w podtekscie moze chodzic o to, co mu wyznala tej pierwszej wspolnej nocy, ze ojciec ich zostawil, stad lek) > następnego dnia Franck jest na dworcu czy lotnisku i czeka na transport do tej całej Anglii. Pojawia się Camille i otwartym tekstem mówi mu, żeby został, że ona tego chce itd. Ale Franck powiada, ze "w głowie - już wyjechałem...", obejmuje ja i odchodzi. Camille wychodzi z tego dworca-lotniska przekonana, że Franck wyjedzie. Ale on do niej drzwoni, rozmawiają, a jednocześnie on idze za nią cały czas. No i dochodzi oczywiście do tego, że on zostaje, a ona jest cała szczęśliwa z tego powodu. No piekna byla ta scena dworcowa, ech, az mnie sie lza w oku zakrecila ;) Czy musze dodawac, ze film bardzo mi sie podobal? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 14:56 Maniu, dałbym głowę uciąć, że te "lóżkowe & bzykane" sceny i teksaty były wcześniej. w każdym razie, kajam się przepraszająco i dzięki, że dopisałaś dla Barbasi te istotne fragmenty. pochwalę się :] - prochy babci zostały rozsypane przez Francka w towarzystwie Camille, w ogrodzie. dobrze wiedzieć, z tą trumną - znaczy się, jak stawiają na zjeżdzalni, to jeszcze można się domagać, zeby nas ze środka wypuścili ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 15:06 > pochwalę się :] - prochy babci zostały rozsypane przez Francka w towarzystwie C > amille, w ogrodzie. Ha,ha! :))) Dziękuje, Grekuniu! > dobrze wiedzieć, z tą trumną - znaczy się, jak stawiają na zjeżdzalni, to jeszc > ze można się domagać, zeby nas ze środka wypuścili ;] Hehehe! :) Domagać się pewnie można, aczkolwiek jest ryzyko, że po wyjściu człowiek kompletnie się rozypie. ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 15:11 przynajmniej tak spróbuję część winy odkupić :] hehe :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "> Po prostu razem" 06.07.13, 15:28 ... rozsypie! > przynajmniej tak spróbuję część winy odkupić :] Jaka tam prze-wina!? Manię, żeś sprowokował do rozpisania się! I to jest fajne. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KOcham Kino po francusku : "> Po prostu r 06.07.13, 16:12 always look at the bright side of.... things ? :] dzięki :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett OT muzyczny 06.07.13, 16:52 Parę dni temu ten sympatyczny utwór z cłakiem niezłym tekstem wpadł mi w ucho, postanowiłam, że przy najblizszej okazji go tu zalinkuję. Fismoll - Let's play birds www.tekstowo.pl/piosenka,fismoll,let_s_play_birds.html Okazuje się, że Fismoll to młody polski muzyk! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OT muzyczny 07.07.13, 16:24 liryczny kawałek, po angielsku, dobra kompozycja i tekst. dobre nowe odkrycie, dzięki :] nic tylko eksportować :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: KOcham Kino po francusku : "Po prostu razem" 06.07.13, 15:48 > No piekna byla ta scena dworcowa, ech, az mnie sie lza w oku zakrecila ;) > Czy musze dodawac, ze film bardzo mi sie podobal? :))) Mnie też się podobał. Dzięki, Maniu. :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte "Trzeba zabić tę miłość" 05.07.13, 19:25 Przy fatalnym repertuarze jaki nam serwuje tv, każdy dobry film jest bezcenny :) Rzutem na taśmę zapowiadam film Janusza Morgensterna. Dzisiaj o 22.45 w Polonii. Jeden z głośniejszych polskich tytułów lat 70-tych. Historia młodej dziewczyny (Jadwiga Jankowska-Cieślak) wchodzącej w dorosłe życie, bardzo prawdziwa i pozbawiona sentymentów. Aktualna niezależnie od panującego ustroju. Może znacie ten film, ale na wszelki wypadek polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: "Trzeba zabić tę miłość" 05.07.13, 19:29 rzeczywiscie slabo dzis w tv..., zreszta jutro nie lepiej ... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Prawo BRonxu" [1] [via TV4 wczoraj] 06.07.13, 13:10 Lata 60-te, dzielnica Bronx, środowisko włoskich imigrantow z dziada pradziada. Historia widziana oczami Calogero, najpierw 8, a później 16-letniego. On jest narratorem, a jednocześnie głównym bohaterem całej opowieści. Calogero dorasta sobie w tej dzielnicy, na tym Bronxie. Jego ojciec, Lorenzo, to uczciwy kierowca autobusu miejskiego, matka zajmuje się domem, są zgodnym, kochającym się małżeństwem. Dom jest skromny i zadbany. Codziennie po szkole i w weekendy Calogero jeździ z ojcem autobusem, otwiera drzwi na przystankach, rozmawiają o baseballu, który jest ich obu wielką pasją. Ojciec nie raz i nie dwa zdobywa bilety na mecze Yankees i wtedy jest święto. Chłopcu niczego nie brakuje. Ale chłopiec musi mieć swojego idola. Najpierw są to baseballiści, których karty namiętnie kolekcjonuje. Wkrótce jednak wyrasta im konkurent - miejscowy gangster, Sonny. Mafia dzielnicowa ma swoją siedzibę w budynku dosłownie sąsiadującym z kamienicą rodziny Calogero. Dzieciak, wraz z kolegami, cały dniami grają w baseball, zaczepiają starego komiwojażera z obwoźnym warzywniakiem oraz obserwują "chłopców z ferajny" którzy wystają na chodniku przed tym swoim "klubem". Calogero z zapartym tchem śledzi wszystkie gesty Sonny'ego, jak używa dłoni, jak odnosi się do ludzi, jak mówi, jak chodzi. Wszystko. Gangsterów jest tam niemało, cała gromada, ale Sonny jest szefem, ma charyzmę, którą uwodzi chłopca. Gangsterzy tworzą barwne środowisko. Każdy ma swój wyróżnik. Szepcik zawsze mowi wszystko na ucho, w wielkiej konspiracji, Ciacho ma twarz po ospie, Tupecik - wiadomo ;], Wieloryb - też wiadomo, do tego eks-bokser Grucha no i specjalista od przegrywania wszystkiego i wszędzie - Eddie.Jak Eddie postawił w zakładach tak jak ty - to z góry możesz być pewien że przegrasz. jak Eddie stawia w kości ten sam wynik, co ty - masz pewnośc, ze właśnie przegrałeś. Pechowiec stulecia.Przekomiczna jest scena na wyścigach : cała grupa gangsterów obstawia pewien bieg, idzie dobrze "ich" koń prowadzi z bezpieczną przewagą, nagle pojawia się wrzeszczący dopingująco Eddie, okazuje sie, ze postawił na tego samego konia. Sonny i reszta z rezygnacją przedzierają kupony zakładów. Bieg trwa, ich koń prowadzi, a oni już wiedzą, ze i tak przegra :] Bo Eddie... I faktycznie - koń przegrywa, na finiszu ale przegrywa. Magic Eddie ;] a i to tylko część w całej grupy, która się tam kręci. Mafiosi mają swój bar, a na zapleczu jaskinię hazardu, gdzie tłuką w kości albo karty, albo po prostu siedzą palą pija i rozmawiają, a także załatwiją mniej lub bardziej nielegalne interesy z przeróżnymi kontrahentami. są to typowi włoscy gagnsterzy, głównie przy kości, w garniturach, z klasyczną dla lat 60-tych brylantyną na włosach, o ile ja mają, tacy w starym stylu trochę. Ojciec bardzo dba o to, żeby Calogero nie stykał się z gangsterami. ciągle mu tłumaczy, żeby trzymał się z daleka od nich, nie szukał okazji do spotkań. Matka go w tym wspiera. Kiedy Lorenzo przywozi syna ze szkoły nigdy nie odjedzie autobusem bez "prosto do domu ! idź prosto do domu !", i własnoocznie nie przekona się, ze Calogero tak zrobił, a matka wtóruje mu z balkonu wychylając się az niebezpiecznie. Ale tak nie może długo trwać. W którymś momencie drogi Calogero i gangsterów muszą się przeciąć. jak to z sąsiadami bywa. Moment jest szczególny. Na ulicy wybucha sprzeczka. Szast prast i Sonny zabija człowieka. Strzela do niego z najbliższej odległości. Trup na miejscu. A mały Calogero wszystko widzi, siedząc na schodkach przed wejsciem do swojej kamienicy. Przychodzi policja i prosi chłopca o identyfikację. Lorenzo wie, że mogą być kłopoty, więc próbuje chronić syna, mówiąc ze mały nic nie widział, ale mały sam mówi, że widział dokładnie wszystko. A my wiemy, że wtedy wydarzyło się coś jeszcze - wtedy Sonny spojrzał na niego. Po raz pierwszy, spełniając marzenie Calogero. Patrzył długo, wiedzial ze chłopiec widział całe zajście. Idą więc na ulicę, a tam stoją w szeregu gangsterzy w kamienicy obok. A dookoła tłum mieszkańców dzielnicy. LOrenzo wie, że jeśli syn rozpozna zabójcę, to będą mieli przegwizdane. Nie tylko u mafiosów, ale i u wszystkich dookoła, bo mafia to nie tylko grupka cwaniaków i przestępców. To także miejscowa policja, arbiter, zapewniająca bezpieczeństwo i otoczona z wielu stron szacunkiem i zaufaniem organizacja. Tak jest we Włoszech, na Sycylii, czy w Neapolu, tak jest i w Nowym Jorku lat 60-tych na Bronxie. Calogero jest więc pod duża presją, ale chłopiec to mądry na swój wiek. Nie wskazuje Sonny'ego. Nikogo nie wskazuje. Sprawa zostaje umorzona. Wtedy gangsterzy zapraszają Calogero do siebie. Sonny rozmawia z nim, sadza przy sobie, traktuje z sympatią, jest mu wyraźnie wdzięczny. Udziela chłopcu lekcji życiowych. Mówi np dlaczego martwisz się o karierę, zdrowie itp basebalistów ? przecież oni nie martwią się o ciebie, świetnie zarabiają, o tobie nie mają nawet pojęcia ? martw sie o siebie, o bliskich. Mały jest zapraszany do baru, wymyka się tam wbrew woli rodziców, a z czasem dostaje nawet pracę - roznosi drinki po całej "jaskini hazardu", a napiwki od mafiosów są obfite. Wkrótce zbiera całe 600 dolarów, więcej niż jego ojciec zarabia w miesiąc. Sonny pozwala mu nawet rzucać koścmi w grze o duże pieniądze. Mały trafia wybraną liczbe oczek... 11 razy z rzędu. Dostaje i za to odpowiednią zapłatę, a nawet wymusza na Sonnym dwa banknoty zamiast jednego. I Sonny, jak widać, lubi chlopaka szczerze. Moze dostrzega w nim talent, a może ma jakies ojcowskie niespełnienia ? whatever, tak czy owak, w życiu 8-letniego Calogero są już dwie father figures. Lorenzo, który odmawia grzecznie pracy dla mafii [z wdzięczności, hehe, próbowali mu wcisnąc robotę za 150 dolków m-cznie, rozwożenie zakładow, Lorenzo sie nie zgodził, wiedząc, że jak zacznie to za chwilę zmuszą go do rzeczy znacznie mniej niewinnych], jest dumny ze swojej pracy i ze swoich rodziców, którzy też cięzko pracowali i nie splamili się brudnymi pieniędzmi i interesami; na drugim biegunie Sonny, o którym ojciec mawia 'to cwaniak, myślisz że jest twardy ? niechby musiał wstawac codziennie rano i iśc na 8 godzin do pracy, wtedy byśmy zobaczyli kto jest większym twardzielem niż ja". Ojciec to ojciec, ale Sonny... ma styl, ma forsę o której rodzina Calogero może pomarzyć i ma posłuch na dzielnicy, ma autorytet. Ojciec mówi, że to dlatego, ze ludzie się go boją, ale takie rzeczy nie docierają do 8-latka. Calogero ma idola i to przez duże "I". A na dodatek - po tym co dla Sonny'ego zrobil i z powodu przebywania wśród mafiosów... zyskał szacunek na dzielnicy, ludzie są mu przychylni, facet z obwoźnego warzywniaka za darmo daje warzywa i owoce dla rodziny, uśmiecha się, nadskakuje. Dla 8-latka to szokujące zmiany. a wszystko z powodu Sonny'ego, chłopiec świeci blaskiem odbitym swojego Idola. ze względu na chłopca - Sonny nie pozwala swoim ludziom tykać Lorenzo. Nawet wtedy kiedy rodzice Calogero odkrywają jego 600 dolarów za szafką i dowiedziawszy się skąd i za co je ma - robią awanture najpierw jemu, a potem sam ojciec idzie do baru mafijnego i próbuje perswadować Sonny'emu, żeby dzieciaka zostawił w spokoju. Najpierw spokojna, a póxniej coraz bardziej namiętna dyskusja kończy się wyrzuceniem Lorenzo za drzwi, ale Sonny na sugestię "zając się nim ?", mówi "nie, odpuśccie mu, zostawcie go w spokoju". Calogero dorasta. Pstryk. Mamy 68 rok. Chłopak ma 16 lat, Sonny jest starszy, ojciec ma pierwsze siwe pasemka na skroniach, wszyscy sie posunęli. Teraz Sonny i jego dawni kompani z dzielnicy noszą kapelusze, zgodnie z modą, ubierają sie w kurtki do pół uda, a ich myśli z baseballowych meczów przenoszą się w okolice dziewczęcych... dziewczęcego wszystkiego :] I przychodzą pierwsze angażujące ich konflikty. Rasowe. Przez włoską dzielnicą coraz częsciej przejeżdzają autobusy z Murzynami, a nawet Murzyni na rowerach. MŁodziez reaguje alergicznie. Zresztą - z wzajemnością. Czarne dzielnice też sa niebezpieczne dla białych. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Prawo BRonxu" [2] 06.07.13, 13:56 Czasy się zmieniły, 8 lat minęły, ale metody są te same. Kiedy we włoskiej dzielnicy zjawiają się hałaślwi rockersi i na własne nieszczęście zaglądają właśnie do knajpy prowadzonej przez mafię i próbują tam zachowań zupełnie nie do przyjęcia - Sonny najpierw próbuje ich mitygować, a kiedy to nie zdaje egzaminu : zamyka od środka drzwi, wpada zgraja gangsterów z kijami i po prostu robi siekaninę z biednych motocyklistów. Potem wyrzucają ich na ulice, a na koniec rozwalają im motory. Na chodniku rockersi dostają się także pod buty i kije mieszkańców dzielnicy. demolka :] Młodzi radzą sobie tak samo. Kiedy zjawiaja murzyńscy rowerzyści - rzucają się na nich i robią im kuku. Wszyscy, oprócz Calogero. On udaje, że coś robi, a w rzeczywistości pomaga jednemu z napadniętych. Calogero jest już wtedy w innym stanie świadomości - jest zakochany. W Murzynce. Pięknej Murzynce. Spotykają się w autobusie i nie mogą oderwać od siebie wzroku. "była wysoka i piękna", wspomina Calogero. Chociaż... właściwie to już Si. Takie imie nadał mu Sonny. "Calogero" było zbyt trudne :] Dla Sonny'ego jest Si. Sonny nadal prowadzi "biznes", i nadal sypie dobrymi radami chłoppakowi. Kiedy Si mówi mu, że jeden typ zalega mu z długiem 20 dolarów, i ciągle uchyla się od spłaty - Sonny mówi mu "lubisz go ? Nie ? no to masz rozwiązanie. odpuśc mu, a za 20 dolarów będziesz miał go z głowy, już nigdy nie będziesz musiał znosić jego towarzystwa". Uczy go życia - "czerp z dwóch źródeł : ze szkoły i z ulicy, będziesz miał przewagę nad innymi". O kobietach "w życiu mężczyzny pojawiają się tylko 3 Wspaniałe Kobiety, niczym wielcy pięściarze w boksie, czyli - co 10 lat". Sonny nie prowadzi go na manowce, nie chce z niego zrobić gangstera, żeby ewentualnie zastąpił go, czy coś w tym guście. Nie, intencje Sonny'ego są czyste, chce po prostu chłopca czegoś nauczyć. I chronić go. "Odpuśc sobie swoich kolegów, to głupcy, skończą w więzieniu albo w trumnie". Nie słabnie jednak w Calogero-Si konflikt między ojcem, a Sonnym. Si widzi, że Sonny ma wszystko, a nie tyra jak jego poczciwy stary. "Tylko frajerzy pracują !", rzuca rozżalony Si w pewnym momencie. Nie chce powielać drogi ojca, nie chce pracować całe życie i nic z tego nie mieć. Chciałby jak Sonny... Pewnego razu ojciec zdobywa bilety na mecz bokserski. Miejsca mają wysoko daleko od ringu. Sonny siedzi tuż przy tymże ringu. A nawet wystawia do walki swojego boksera. Przychodzi wysłannik Sonny'ego i zaprasza jego i ojca do sektora Sonny'ego,zeby mogli obejrzec walkę w idealnych warunkach. Ojciec odmawia. Si tak sobie, wreszcie także mówi "tu jest nam dobrze". Sonny się nie obrazi, wie że Si szanuje w rzeczywistości swojego starego, NIGDY nie próbuje go buntować przeciw ojcu. jesli coś się dzieje, to z powodu porównań między oboma "ojcami" jakie Si nasuwają się samorzutnie i logicznie, jakby nie patrzeć. Ojciec jest jednak zdeprymowany, widzi że Calogero patrzy w stronę Sonny'ego. "zdobyłem te bilety, przyszliśmy na mecz, a ja widzę że ty byś chciał być z NIM... wiesz jak się teraz czuję ?", Lorenzo wyrzuca synowi patrząc na jego naburmuszoną minę. Dziewczyna w której zakochuje się Si nazywa się Jane Williams."tak zwyczajnie, Jane Williams", dziwi się Si, "sądziłem, ze ma jakieś egzotyczne imię Monique albo coś w tym stylu". W każdym razie któregoś popołudnia Calogero wykorzystuje okazję i podchodzi do niej, stojące samotnie przed szkołą. Jest mily, jest zdenerwowany, ale przecież podobają się sobie. Wygląda to dobrze, on ją odprowadza do domu, niesie jej ksiązki. Zawraca tuż przed jej dzielnicą. A tam stoją czarni chłopcy i zachowują się dokładnie jak ci biali we włoskiej dzielnicy. Jeden z nich rzuca za odchodzącym Calogero kamieniem. Czy ta miłośc ma szansę ? Czy będzie tylko lekcją życiową i niespełnieniem dla obojga ? Wkrótce pojawia się pierwszy problem. Ten murzyński rowerzysta, którego przed pobiciem częściowo ochronił Si, częściowo, bo tamten i tak swoje dostał kiedy inni wzięli go w obroty, okazuje się być bratem Jane. A Jane i Si właśnie się umówili na randkę... I Jane przyjeżdża ze swoim bratem właśnie. Najpierw pyta Si, czy wie coś o tej rozróbie we włoskiej dzielnicy, on na to, ze nie wie nic. Wtedy ona mówi, że jej brat został tam pobity i rozpoznał w Si jednego z napastników. Każe bratu wyjśc z auta. I brat cedzi "tak, to on mnie bił". Si nerwowo zaprzecza ["nie kłam, bronilem cię !"], a potem puszczają mu hamulce i krzyczy "ty piep... czarnuchu !", co kończy rozmowe, bo Jane jest do bólu zębów rozczarowana, a jej brat kwituje "widzisz, on jest taki sam jak oni wszyscy, wcale nie jest inny". Calogero wie, ze pokpił sprawę. A takie miał plany...przyjechał na spotkanie elegancką bryką. Sonny sam mu ją pożyczył, jak tylko się dowiedział, ze Si ma randkę i jest zakochany. "Chcę żebyś zrobił na niej wrażenie", powiada. A potem mówi mu "Zrób jej test drzwiowy", "jaki ?", pyta Si. Na co Sonny "przyjedź na miejsce spotkania wcześniej, czekaj na nią, zamknij drzwi samochodu od środka, jak przyjdzie - pomóz jej wsiąść do auta, zamknij za nią drzwi, a potem obserwuj przez tylną szybę co zrobi : jeśli nie otworzy ci drzwi od środka - rzuć ją natychmiast, bez wahania, bo to będzie znaczyło, ze jest egoistką". Do testu nie doszło zatem, Si nadal nie mógł wiedzieć, czy to jedna z tych Wspaniałych. [w tej sprawie też Sonny dostaje plusa. Kiedy Si mówi "ona jest czarna, co powiedzą ludzie ?", Sonny mówi "nie dbaj o to"; w domu ostrożnie pyta ojca "co sądzisz o związkach z ""kolorowymi" ?, na co ojciec "mnie tam to nie przeszkadza, ale żenić się jednak powinniśmy między sobą" - pewnie dla bezpieczeństwa i niedrażnienia otoczenia... Sonny jest śmiały, ojciec jest kunktatorem, konformistą, wybiera rozwiązania pewne i nie wchodzące innym w paradę] To był niezwykły dzien, wszelako. Si odstawia auto Sonny'emu. Jeszcze tego samego wieczora okazuje sie, ze samochód był zaminowany. Sonny rzuca się na Si próbujac dowiedzieć się, czy to jego sprawka, co o tym wie. Si z płaczem przysięga, ze nic nie wie, zaklina się, że nie grzebał przy aucie, powstaje nawet wątpliwość, czy ta "Jane" istnieje naprawdę i czy Si nie kłamie próbujac się zamachnąć na Sonny'ego. Wreszcie Sonny go puszcza, kiedy Si wypłakuje "jak możesz tak o mnie myslec ? Jesteś dla mnie jak ojciec ! Nigdy bym nie zrobił nic przeciwko tobie". Si jest totalnie rozżalony. A wtedy zjawiają się jego koledzy. Własnie się wybierają do murzyńskiej dzielnicy, chcą zemsty za niedawne pobicie jakichś białych przez czarną bojówkę. Mają w srodku koktajle Mołotowa. Si nigdy nie nie wsiadł do tego samochodu, ale... z Jane poszło źle, Sonny go wytarmosił i dowiódł, że ojciec miał rację ["on ci nie ufa, on nikomu nie ufa, może cię zabić bez zmrużenia oka']. Zostali tylko koledzy w tę noc. Ojciec znów go zawodzi. Robi mu awanturę o to, ze jeździł autem Sonny'ego. Potem idzie znów do Sonny'ego by go strofować, ale dostaje piąchę w brzuch od jakiegoś grubasa i zostaje w pozycji leżącej na chodniku. I kiedy Si z kolegami docieraja niemal do miejsca przeznaczenia, jakies auto zajeżdza im drogę. Wypada z niego Sonny. Przemoca niemal wyciąga Si z auta i zabiera go ze sobą. "Mówiłem ci, zebys sie trzymał od nich z daleka, dlaczego mnie nie słuchasz ?", a chłopakom każe zostawić Si w spokoju. Sonny ratuje Si życie. KOledzy jego strzelają i rzucają koktajlami w murzyński bar. Rozpętuje się pożar. I kiedy już mają odjechać ktoś z tego płonącego baru odrzuca zapalony koktajl. Trafia. W środku auta jest jeszcze parę butelek z benzyną, których nie rzucili - szybko auto zaczyna płonąc, a koledzy Si smażą się żywcem. Kiedy Si wraca na dzielnicę, dowiaduje się, ze szukała go jakaś dziewczyna. To była Jane. Si szuka jej po ulicach, aż znajduje. Ona przeprasza go za podejrzenia, mówi że brat się przyznał, iż Si go nie uderzył, a nawet pomagał mu. Teraz bez przeszkód moga pojechac na randke. Jej autem, którym przyjechała. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Prawo BRonxu" [3] 06.07.13, 14:14 a Si moze przeprowadzić "test drzwiowy", który oczywiście Jane zdaje śpiewająco, aż Si wykonuje radosny podskok i wydaje dziki okrzyk szczęscia. A potem jadą do tej murzyńskiej dzielnicy, on ją odwozi do domu, ale i chce sprawdzić, co z kolegami. A tam policja i tłum ludzi, pozar knajpy. Si widzi swoich kolegów trupy zwęglone. Jest zszokowany, wie że Sonny uratował mu życie. Dookoła stoją czarni, zaczepiając go słownie, patrząc nienawistnie, lincz wisi w powietrzu... Jane mówi "idź już, musisz już iść". I Si odchodzi przeciskając się przez wrogą ciżbę, popychany. Jane zaś płacze, bo wie, że ten związek nie ma przyszlości, świat takim jakim jest - nie pozwoli im być razem. Si biegiem wraca do swojej dzielnicy. napędza go myśl o tym, że musi podziękować Sonny'emu. Wchodzi do baru, a tam jakis jubel się odbywa. Dużo ludzi, drinki, atmosfera. Sonny z uśmiechem i szerokim gestem ręki zaprasza go do siebie. I wtedy Si widzi. W zwolnionym tempie. Wśród całej tej gromady ludzi jest jeden człowiek niepasujący do niej. "Nie pasował, bo się nie uśmiechal, a ja nie mogłem od niego oderwać oczu". I ten oto młody człowiek zachodzi Sonny'ego od tyłu i strzela mu w potylice z odleglości pół metra. Zimny trup, na sali chaos i panika. A Si widzi tylko tę śmierć. Jak się później okazuje, mordercą był syn tego człowieka, ktorego 8 lat wcześniej Sonny zastrzelil na ulicy. Potem pogrzeb, uroczysty, z morzem kwiatów. Po uroczystości Si sam zostaje przy trumnie z wystawionym ciałem Sonny'ego. Siedzi, siedzi, potem wstaje i klęka przy niej, opowiada martwemu Sonny'emu o Jane, o teście, i o tym, ze żyje tylko dzięki niemu. Pojawia się jakiś starszy facet [Joe Pesci, w roli gościnnej, jakze symbolicznej]. Mówi, że "będzie doglądał biznesu" i gdyby Si miał jakieś kłopoty, czy potrzebował czegoś, czegokolwiek, to zawsze ma przyjśc do niego. "Sonny mówił mi o tobie, znam cię, zawsze mozesz przyjśc, z czymkolwiek chcesz". A potem pojawia sie Lorenzo w najlepszym ubraniu. "Przyszedłem pożegnać twojego przyjaciela", powiada do Si. I wygłasza krótką mowe "Sonny, nie nienawidziłem ciebie, raczej miałem do ciebie pretensje, ze dzięki tobie mój syn tak szybko dorósł". Obejmują sie z Calogero, a potem wychodzi, zeby syn mógł pobyć jeszcze chwilę sam. I tak oto konczy się ta story. Jest to reżyserski debiut Roberta De Niro, który świetnie zagrał Lorenzo [jakże inna to rola, symbol, przeciez w największych klasykach gangsterskich De Niro grał zawsze mafiosów]. Chazz Palminteri nie gorzej odgrywa Sonny'ego. A przebojem jest dzieciak, który zagrał 8-letniego Calogero, Francis Capra. klasyczne twarze włoskich mafiosów, znakomicie uchwycony klimat Nowego Jorku lat 60-tych, znakomita muzyka [absolutny klasyk, to jest scena kiedy mafiosi naparzają kijami niegrzecznych rockersów, na tle lirycznego klasyka o milości, coż za przewrotnośc], no i sam scenariusz napisany przez samego Palminteriego, w którym nacisk jest połozony na pokazanie ścierających się w duszy Calogero dwóch postaw reprezentowanych przez dwóch równie bliskich mu mężczyzn. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: "Prawo BRonxu" [3] 06.07.13, 14:44 Dzięki, Greku. Tytuł obił mi się o uszy. Ale przyznam, że nie przepadam za filmami o ciężkim życiu gangsterów :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Prawo BRonxu" [3] 06.07.13, 14:50 drobiazg :] o, tutaj akcent jest położony na nieco inne sprawy, nie jest to tzw. klasyk kina gangsterskiego. wg mnie, to jest raczej film o dojrzewaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Prawo BRonxu" [3] 07.07.13, 15:32 siostra.bronte napisała: > Tytuł obił mi się o uszy. Ale przyznam, że nie przepadam za filmami o ciężkim ż > yciu gangsterów :) "Prawo Bronxu" mogłoby Ci się spodobać, bo nie jest typowym filmem o gangsterach i gangsterskich porachunkach, co widać w tej pięknej opowieści Greka. Film nie epatuje brutalnością i przemocą,nie ma sensacyjnej akcji, akcent położony jest na portretach bohaterów pierwszego i drugiego plany (z Eddiem pechowcem na czele ;). W Gazecie Telewizyjnej piszą, że film zawiera elementy biografii zarówno Palminteriego (który jak wspomnieł Grek, jest scenarzystą filmu), jak i De Niro. Ten ostani zadedykował film ojcu. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Prawo BRonxu" [3] 07.07.13, 16:27 parę ostrych akcji jest [obijanie rockersów, czy bójka z Murzynami na ulicy] ;], ale masz racje - nie na to jest położony nacisk, a dodatkowo kontrapunktowane to jest zupełnie "nieadekwatną" muzyką. o proszę, zgaduje, że postać Lorenzo, którą zagrał De Niro, ma coś wspólnego z jego ojcem ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Prawo BRonxu" [3] 07.07.13, 16:53 Tak, tak, pamiętam. /Dopisałam, a potem skreśliłam zdanie, że brutalności jest tyle, ile konieczne, nie więcej. ;)/ Zapewne. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Prawo BRonxu" [3] 07.07.13, 17:01 Parę ostrych akcji jest [obijanie rockersów, czy bójka z Murzynami na ulicy] ;] :))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Prawo BRonxu" [3] 06.07.13, 14:49 z opóźnieniem, ale lepsze to niż nic :] linki : polski trailer : www.youtube.com/watch?v=P9wE_MzSBJs całośc [kurdesz, nie sprawdziłem przed pisaniem, dałbym ten link na początku] : www.youtube.com/watch?v=spqyOHco02E miks "najlepszych scen" : www.youtube.com/watch?v=e-XO9vrP6DI Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Prawo BRonxu" [3] 07.07.13, 15:33 To jeden z moich ulubionych filmów gangsterskich. ;) Dzięki za przypomnienie . Młody Calogero rzeczywiście uroczy. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Prawo BRonxu" [3] 07.07.13, 16:29 no proszę, jak się złożyło :] drobiazg. yup, i kompletnie niespeszony kamerą i... Bobbym ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Prawo BRonxu" [3] 07.07.13, 17:10 Na dzieciach czyjeś gwiazdorstwo nie robi wrażenia, to dorośli, nie wiedzieć czemu się spinają. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Prawo BRonxu" [3] 08.07.13, 13:41 bardzo celna i cenna uwaga :] jakie znaczenie ma osoba ? liczy się dzieło [rola]. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 06.07.13, 16:30 mocno dziś i romantycznie ;] wielooscarowy "Chinatown" [1974] w TVN o 0:45. nagrodzony Złotą Palmą "Taksówkarz" [1978] w Polsacie o 0:15 dwa wielkie klasyki światowego kina. co to za dzien dzisiaj, że komercyjne poszły w TAKĄ rywalizację ? :] "Chinatown" oglądałem niedawno, starałem się Wam go opisać. Mam nadzieję, ze czytaliście, a jeszcze większą - że nie pamiętacie już nic :] [o ile wcześniej nie znaliście tego filmu] więc - wybiorę "Taksówkarza", a Wy ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 06.07.13, 16:42 > więc - wybiorę "Taksówkarza", a Wy ? Ja? Moje wielkie łóżko. :))) > "Chinatown" [1974] w TVN o 0:45. > "Taksówkarz" [1978] w Polsacie o 0:15 Hyhyhy! 8-/ Też wybrałabym "Taksówkarza". Mogę zamówić u Ciebie opowieść? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 06.07.13, 16:54 Ano właśnie! Dlaczego tak znakomite filmy są puszczane po nocy? Ręce opadają. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 06.07.13, 17:54 Barbasiu - na "Tristana (Jamesa Franco) i Izolde" mozesz sobie zerknac dzis, na TVN ok. 22.00. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 07.07.13, 15:36 Dzięki, Maniu! Widziałam już tę wersję "Tristana (Jamesa Franco :))) i Izoldy". Podobała mi się, za drugim razem nawet bardziej. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 07.07.13, 16:19 jak człeka Morfeusz uwodzi, to taki wybór jest najpiękniejszą rzeczą pod słońcem :] zgodnie z Twoim życzeniem, "Taksówkarz" już jest. mam nadzieje, że da się to jakoś przeczytać :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 07.07.13, 17:06 Codziennie ulegam Moferuszowie, staram dać się uwieść zwykle przed północą . ;) Świetnie się czyta, jak zawsze!!! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 08.07.13, 13:39 hehe ;] jak zawsze miło mi to słyszeć, Barbasiu :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 06.07.13, 16:56 Podobnie jak Barbasia będę już spać :) Twój opis "Chinatown" pamiętamy! Film znakomity. "Taksówkarz" to też klasyk, chociaż przyznaję się bez bicia, że nie lubię de Niro. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Taksówkarz" [1] 07.07.13, 13:54 no to może słów parę o tym klasyku. trochę nam zeszło zanim się pojawił, ale lepiej późno niż wcale, hehe. W sumie, nie wiem kto tu jest prawdziwym bohaterem numer 1 - Travis Bickle czy Nowy Jork. Może na równi. Może NOwy Jork jest upiorem, który i tak trudną psychikę Travisa doprowadza do ostateczności i rozpaczy ? Anyway, Travis jest weteranem marine, wrócił z wojny i od razu do Niujorku. Nie może spać po nocach, więc zatrudnia się jako taksówkarz. Kursuje więc całymi nocami, doskonale zarabia dla korporacji, a do tego jest honorowy i uczciwy. To z czym się spotyka nocną porą - zdumiewa go i napawa niesmakiem. Nazywa miasto "gnojowiskiem", a ludzi z którymi ma do czynienia "zwierzętami". Wozi "dziwki, ćpunów, alfonsów, złodziejów, pijaków", ogląda zza szyby ulice pełne, w jego odczuciu, totalnej degeneracji. To są długie ujęcia, a Travis monolguje z offu i są to fragmenty jego dziennika, który pracowicie pisze w swoim skromnym czynszowym mieszkanku. Póki co, jest to surowa i krytyczna analiza zastanej rzeczywistości. Travis nie jest gościem z marsową miną, to co konstatuje jakby nie wyskakuje mu na twarzy, można by rzecz nawet, że jest dośc sympatyczny. Choć wycofany. Kiedy rozmawia ze swoimi kolegami z koroporacji - siedzi z boku, nie pytany nie odzywa się, grzecznie się uśmiecha, kiedy tamci opowiadają jakies głupkowate zmyślone historyjki ze swoich zmian, jakby chcieli sztucznie ubarwić szare dni robocze. Kiedy pytają jego "co tam ciekawego ?" Travis nie sprzedaje im wyssanej z palca historyjki półpornograficznej, tylko informację o tym, że jakiś taksiarz został zaatakowany nożem i stracił ucho. Po pracy Travis nadal nie może spać. Chadza więc do... kina porno. "nie znam się na filmach", mówi wprost. Dlaczego chodzi do pornokina i siedzi tam, gapi się w ekran, zajada popcorn i to go nie razi ? stoi to w jakiejś sprzeczności wobec jego krytycznych opinii o nocnym życiu miasta. Może naprawdę "nie zna się na filmach"... Pewnego dnia następuje przełom. Pojawia się ona. "Wyłoniła się, jak biały anioł z tego szamba", notuje w swoim dzienniku. Ona, czyli urocza blondynka w białym kostiumie. Pracująca na rzecz niejakiego Palantine'a, kandydata na prezydenta, członikini jego sztabu wyborczego. Travis przyjeżdza co i rusz taksówką i obserwuje ją podczas pracy. Jest nią zachwycony. Wreszcie wbija się w swój koszmarny czerwony garnitur i pewnym krokiem wchodzi do budynku, zmierza prosto do jej biurka i deklaruje, ze chciałby pracować jako wolontariusz. KOlega dziewczyny chce go zaprosić do swojego stanowiska, ale Travis kulturalnie upiera się, że chce to załatwić z nią. Ona pyta "dlaczego ?", a on na to "Bo jest pani najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem". No i od tego punktu już idzie z górki ;] Betsy, bo tak ma ona na imie, daje się zaprosić na kawę i ciastko. Rozmowa całkiem nieźle się klei, Travis nie wygląda na zdenerwowanego, jest rozmowny, miły i robi na niej bardzo dobre wrażenie, aczkolwiek, jak Betsy zauważa "jest w nim sprzeczność, niczym w tej piosence Krisa Kristoffersona [tutaj cytat pada]". "ten twój kolega z pracy [grubasek z loczkami w okularach] nie pasuje do ciebie, nie ma chemii między wami, on cię źle traktuje, a ja... kiedy wszedłem, poczułem jakiś impuls, że coś zaiskrzyło między tobą, a mną, ty też odebrałaś to w taki sposób ?" - Travis śmiało pokonuje dystans :] A Betsy słucha go z ciekawością i zainteresowaniem, i odpowiada "tak, gdybym tego tak nie odebrała, nie siedziałbym teraz tutaj z tobą". Travis zaraz po spotkaniu biegnie kupić płytę z piosenkami tego wokalisty. Wraca do swojej pracy, znów wozi alfonsów i dziwki, znów ogląda bójki, obmacywanki, przewalający się po chodnikach i zaułkach szemrany tłum, grupy Murzynów rzucające w jego auto czym popadnie, kiedy przejedza przez rewiry afroamerykańskie; znów w swojej gablocie gości podejrzanych typów; "codziennie po kursie musze ścierać z tylnego siedzenia spermę albo krew", notuje. Któregoś razu w jego taksie ląduje ten kandydat na prezydenta, Palantine. Wywiązuje się krótka rozmowa, bo pan kandydat chce posłuchac głosu ludu, a więc Travis najpierw z entuzjazmem zapewnia go, że bardzo go popiera, chciał nawet wytapetować auto reklamującymi go naklejkami, ale firma zabroniła; a potem przechodzi do konkretów "to miasto trzeba oczyścić, ten gnój trzeba zmyć z ulic, i prezydent powinien to właśnie zrobić" - peroruje. Palantine słucha z uwagą, jego doradcy wiercą się niecierpliwie, a potem kandydat wysiada, podaje Travisowi rękę przez szybę i dziękuje za mądrą lekcję, ile w tym kurtyuazji i politycznej popisówki, a ile prawdziwego głodu wiedzy nt. tego "co ludzie myślą"... oto jest pytanie. W każdym razie Travis czuje się świetnie :] Umawia się z Betsy na kolejną randkę. I tym razem zabiera ją do... tego pornokina. Ona mówi "halo, ale to pornokino, jaki film wybrałeś ?", na co Travis szczerze "nie znam się na filmach... ale wiem, ze na ten chodzi wiele par". Betsy jest zdziwiona, ale się zgadza. Z seansu wychodzi po 5 minutach. Jest wściekła, "co to miało być ? to tak jakbyś mi powiedział "weź mnie przeleć !". Travis próbuje przepraszać, i on naprawdę nie spodziewał się, że ją to urazi. Betsy nie chce z nim rozmawiać, nie chce wziąć w prezencie płyty Kristoferssona, w ogole nic chce go widzieć. Travis jest zdruzgotany. Próbuje przepraszać Betsy, wydzwania do niej, wysyła kwiaty, ale nic nie skutkuje. Obraziła się na amen. Któregoś dnia przychodzi osobiście, wdziera się do tego punktu wyborczego, pyta ją otwarcie "dlaczego nie odbierasz telefonów ? dlaczego nie przyjmujesz kwiatów ?", ale mimo że nie jest agresywny, raczej dodatkowo ją tylko wystrasza, a sam zostaje wyprowadzony za drzwi, zmuszony do opuszczenia lokalu. To koniec, "Okazała się taka sama jak inni, zwłaszcza kobiety, zimna i odległa", zapisuje w kajecie. Betsy pojawi się tylko w liście pisanym do rodziców, w ktorym Travis pięknie skłamie na temat swojego życia w Nowym Jorku, a Betsy będzie "dziewczyną, z którą się od kilku miesięcy spotyka". To ważny moment, bo zawód jaki spotyka Travisa prowokuje go do przeskoczenia na kolejny, wyższy poziom frustracji. Próbuje zagadnąc starszego kolege z firmy, Szamana, pyta go "jak to wszystko znieśc ? jak sobie z tym poradzić ? z tym całym syfem ? MOŻE TRZEBA COŚ ZROBIĆ ?", Szaman mu na to, zeby raczej próbował to jakoś bokiem puszczać; może w przypadku Travisa, to kwestia stopniowej akceptacji istniejącego stanu rzeczy, bunt się wypali i zastąpi go zrezygnowana obojętność. Ot, taka rada kolegi z 20-letnim stażem. Ale Travis tego nie kupuje, u niego zamiast iśc w stronę obojętności, rzeczy zaczynają kiełkowac w kierunku CZYNU. Zaczyna ćwiczyć - "codziennie 50 pompek i 50 podciągnięc na drązku", napina mięsnie "muszą być jak stal", ćwiczy jakąs zaimprowizowaną sztangą, narzuca sobie reżim. I zbroi się, u dilera kupuje cały arsenał - świetna jest scena transakcji, kiedy diler barwnie opisuje przytaszczone w torbie zabawki, od magnum 44 przez waltera po 38-kę. Travis zna magnum, jeden z klientów kazał mu kiedyś zawieźć się pod adres, przy którym mieścił się dom w którym jego żona zdradzała go z Murzynem. KLient był jak w transie, uzbrojony właśnie w magnum "wiesz co taka broń robi z twarzy kobiety ?", pytał go retorycznie. Kupuje więc Travis magnum, kupuje i inne cudeńka. I wszystko go wkurza, słucha w telewizji tego Palantine'a i cos mu się nie zgadza. w taksówce potakiwał radykalnym tezom Travisa, a z ekranu gada zupełnie coś innego. Pierwsza okazja do działania nadarza się przypadkiem. W sklepie spożywczym Murzyn naskakuje z pistoletem na sprzedawce. Travis zachodzi rabusia od tyłu i strzela do niego bez ostrzeżenia kładąc go trupem. Sprzedawca, znajomy zreszta, jest mu wdzięczny, i powiada, że "to już plaga, to piąty trup w tym roku", a potem deklaruje że zwłokami sam się zajmie i żeby Travis poszedł, zanim policja przyjedzie. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Taksówkarz" [2] 07.07.13, 14:55 Zrobić coś dobrego, przełamac tę apatię i marazm miasta, to odrętwienie - czynem, działaniem. "Jestem samotny, i ta samotność mnie pożera, nic nie można zrobić", zapisuje. Musi coś zrobić takze dla siebie. Nieustannie trenuje, macha pistoletami, robi sobie specjalne montaże z pasków i sprężynek, aby pistolety móc nosić pod kurtką, i strzelać bez wyjmowania ich spod niej; do tego specjalnie przykrawa koszule, cuda niewida. No i ofk, są te popularne sceny z "are you talkin to me ?" powtarzanym dziesięć razy, zawsze w ciut zmienionej tonacji głosowej :] Któregoś dnia usiłowała do jego auta wsiąść dziewczyna, prostytutka, bardzo młoda. Nie udało się jej jednak. W ostatniej chwili dopadł ją jej alfons i zabrał z powrotem. Zostawił Travisowi pomięte 20 dolarów, z tekstem "zapomnij o tym, co tu sie stalo". ale Travis ją zapamiętał. Spotyka ją na ulicy i pyta o cennik. Ona na to, zeby pogadał z tym jej alfonsem, Sportem. Sport wystaje na schodkach kamienicy. Zachwala dziewczynę, zagaduje sympatycznie Travisa, nazywa go "kowbojem", zachęca go skorzystania z jej usług. Travis go słucha, uśmiecha się jakby mimowolnie, długo na niego patrzy, aż tamten się temu dziwi. "Agencja" mieści się w sąsiednim budynku, zaufany portier, specjalnie wynajęte pokoje. Prostytutka reklamowana jako"12-latka", chyba az tak młoda nie jest, ale młoda, to fakt. Travis płaci za kwadrans, ale ofk nie zamierza korzystać seksualnie. Chce z nią porozmawiać. Mówi jej, ze pamięta jak chciała wsiąść do jego taksówki, "chciałaś uciec, ale on ci przeszkodził", mówi, a skoro tak to "nie lubisz tego miejsca, tej pracy, tego życia". Ona na to, ze "chyba bylam naćpana", na co Travis "co się z tobą dzieje ? daj sobie szansę". I ona poniekąd przyznaje, że to nie jest jej wymarzone życie, że w zasadzie działa zasada przyzwyczajenia, Sport jest dla niej dobry, do reszty można się jakoś zaadaptować. "do pieprzenia się z byle kim za marne stawki ?", sarkastycznie pyta Travis, dorzucając miażdzącą opinię o tym jej alfonsie "to najgorszy smieć jakiego spotkałem". Przy wyściu płaci temu portierowi tą zmiętą 20-dolarówką, którą wtedy za nieodbyty kurs dał mu Sport - "wydaj te pieniądze mądrze", rzuca. Umawiają się na następne spotkanie. Tak "normalnie" już, bez alfonsów i portierów. Siedzą w barze i rozmawiają, Iris - bo tak ma na imię dziewczyna, zdradza mu, że chciałby wyjechać i zamieszkać w jakiejś komunie. Travis na to, ze powinna wrócić do rodzinnego domu, chodzić do szkoły, uczyć się, umawiać się na randki, a nie włóczyć. Ona na to "sztywniak z ciebie", na co on "nie, to ty jesteś drętwa". Staje na tym, ze Travis obiecuje jej pomoc. Chce ją wyciągnąć z życia, które jest dla niego kwintesencją tego miasta, wygrać z tym marazem za pomocą uratowania właśnie tej dziewczyny. W domu przygotowuje list pożegnalny, pakuje w środek pieniadze i adresuje go do Iris. "Kiedy dostaniesz ten list, ja juz nie będę żył", tak brzmi ostatnie zdanie. Pojawia się na spotkaniu wyborczym Palantine'a. Ma głowę wystrzyżoną na irokeza, czarne okulary, a na sobie obszerną wojskową kurtkę. Staje przy wysokim na 2 metry ochroniarzu w garniturze i również czarnych okularach i przez chwilę wygladają komicznie. tamten jak android jakiś lustrujący otoczenia jakby oglądał mecz tenisowy w zwolnionym tempie, a Travis o dwie głowy niższy, w takiej samej pozie, jakby sobie z niego kpił i go parodiował. Wreszcie Travis nawiązuje sympatyczną z nim rozmowę, zdradzając, ze chętnie by się zapisał na jakis kurs rekrutacyjny na specjalnego agenta ochrony. Tamten udziela mu informacji, nawet zapisuje dane Travisa [oczywiście, są one nieprawdziwe], obiecując, ze dostanie zaproszenie na taki kurs. Travis słucha i oklaskuje mowę Palantine'a, dzień jest ładny, ludzie przyszli gromadnie, Travis stoi na uboczu, i w momencie kiedy Palantine schodzi z podestu i przechodzi przez tłum do samochodu, Travis rusza w jego kierunku - wsuwa rękę pod kurtkę, ale ochroniarze spostrzegają go. Travis rzuca się do ucieczki, tamci go gonią, ale za wolno biegną, w dodatku najszybszy i tak wpada na jednego z przechodniów i przewraca się. Zamach nie udaje się. Wobec takiego dictum - Travis wraca do mieszkania, odczekuje do wieczora, a potem idzie uporządkować sprawy ze Sportem i całym tym interesem. Spotyka go w starym miejscu, Sport go nie poznaje, każe mu się odczepić, na co Travis ładuje mu kulkę w brzuch. Potem wchodzi do tej "agencji", odstrzeliwuje z magnum dloń portierowi. Wkracza do pokoju, gdzie Iris jest z jakims klientem. Rozwala klienta, ale sam zostaje ranny w rtamię. Sport przyłazi za nim, strzela do Travisa, ale odpowiedź jest śmiertelna, alfonso pada martwy. W ostatnim akcie desperacji portier skacze na Travisa ["skacze" to bardzo mocna przesada ;)], wtedy ten sięga po nóz i załatwia mu drugą rękę, a wykancza z pistoletu. Iris jest przerażona, a Travis wlecze się na kanapę, siada na niej, opiera głowę i w takiej pozie zastaje go policja. Na zewnątrz jest tłumek, auta, zbiegowisko, a w srodku krew na ścianach i podłodze oraz parę truposzczaków. A potem... no własnie - co jest potem... Jest list, jaki rodzice Iris napisali do Travisa, nazywając go "bohaterem, który ocalił ich dziecko", i że Iris wróciła do domu, prowadzi przykładne życie, uczy się itd. I że rodzice "dziękują Bogu za Travisa". I są wycinki z gazet, w których Travis jest "bohaterem". I informacja, że... Travis po zdarzeniach pamiętnej nocy zapadł w śpiączkę. A potem... Travis znów jeździ taksówką, jakby nigdy nic. Któregoś wieczoru podwozi Betsy i z uśmiechem nie pobiera od niej opłaty. a ona mowi, ze "słyszała o całej historii z gazet". Rozstają się tak, że on z uśmiechem odjeżdza, a ona patrzy za nim stojąc na chodniku pod swoim domem. Czy to jakaś projekcja imaginacji Travisa ? facet który zabił 3 ludzi nie mógłby wrócić do jeżdzenia taksówką, ot tak sobie. Poszedłby siedzieć, albo naweet dostałby czapę, nieważne kogo zabił. a moze ta zabijanka to był wytwór jego wyobraźni ? fantasmagoria. Załamanie nerwowe ? z drugiej strony - nakupił tej broni od jasnej ciasnej, a wszystko wyglądało realnie bardzo. Jak sądzicie ? :] Cóz, De Niro gra znakomicie, jest nieprzerysowany, wiarygodny, szczery, Travis ma problemy z sobą, nie podoba mu sie świat, ale ta frustracja jest rozgrywana na nutach nie robiących z niego ponurego draba czy zgarbionego smutą nieszczęśnika. Cybill Sheperd, Betsy, ma uwodzicielski uśmiech, a przebojem jest Jodie Foster, w roli Iris - wg mnie, Iris wyglądała na więcej niż 12 lat, ale faktem jest, ze Foster miała wtedy lat 13. w scenie w barze, rozmowie z De Niro, jest rewelacyjna. jeśli mnie pamięc nie zawodzi, to jakiś gośc dostał takiego kręćka na punkcie Iris-Foster, że dla niej chciał zastrzelić prezydenta Ameryki :] co to się z ludźmi moze dziać ;] Doskonała jest muzyka, kapitalna, te "jazzy" w tle. Opowieśc zyskuje klimat dzięki nim. I dzięki zdjęciom, wspaniale pokazany Nowy Jork, ten surowy, brudny, zaśmiecony, brzydki, kawałek prawdziwej Ameryki, z daleka od pocztówek z nocna panoramą oświetlonych wieżowców NYC. tutaj nie ma żadnego lukru, jest twarde życie, prawda nonstop, ta bezlitosna twarz molocha, który wciąga i wyżyma w trrąbkę małego bezbronnego zagubionego bohatera. Ktoś napisał, ze "Travis jest jak człowiek z Dostojewskiego, który z bronią w ręku wychodzi z podziemia wymierzyć sprawiedliwość". sama historia jest mocna, stopniowe osuwanie się Travisa w gorączkę, ale jeszcze mocniejszy jest obraz miasta, nocnego ulicznego życia w tej 'stolicy świata' [owszem, lata 70-te, minęło sporo czasu, ale i dzisiaj zapewne dałoby się coś takiego ukręcić, słowem - obraz uniwersalny, zawsze mogący uchodzić za aktualny], obrazy, gesty, słowa, ludzie wytoczeni na ekran. trailer www.youtube.com/watch?v=bEJkjMkhJh0 muzyka [główny motyw, ale tak naprawdę jest tego w filmie znacznie więcej]: <a href=" Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Taksówkarz" [linki] 07.07.13, 15:04 link do muzyki sie nie zmieścił, wiec raz jeszcze : www.youtube.com/watch?v=Bx4aK-YsPeU diler, Travis, zabawki : www.youtube.com/watch?v=9SXq1yFrqsI a to, no cóż... :] www.youtube.com/watch?v=4e9CKhBb18E randka z Betsy : www.youtube.com/watch?v=c9RQBHTfR8I rozmowa Iris z Travisem w barze : www.youtube.com/watch?v=kxmPzFQe63w jedna ze scen początkowych z monologiem Travisa : www.youtube.com/watch?v=IsQypGlE7c8 Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Taksówkarz" [linki] 07.07.13, 16:46 Dzięki, Greku! Wreszcie poznałam "Taksówkarza"! :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: "Taksówkarz" [linki] 07.07.13, 16:56 Świetnie napisane, dzięki :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Taksówkarz" [linki] 08.07.13, 13:38 cała przyjemnośc po mojej stronie :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Taksówkarz" [2] 10.07.13, 16:37 Wracajac do Twego pytania o ostanią scenę - > Czy to jakaś projekcja imaginacji Travisa ? [...] > a moze ta zabijanka to był wytwór jego wyobraźni ? fantasmagoria. Załamanie ner > wowe ? z drugiej strony - nakupił tej broni od jasnej ciasnej, a wszystko wyglą > dało realnie bardzo. Skłaniałam się ku wersji o projkecji imaginacji Travisa. Ale nie dawało mi spokoju Twoje pytanie. Postanowiłam sprawdzić, co o zakończniu "Taksówkarza" sądzi (sądził) znany amerykański krytyk filmowy Roger Ebert i ku której wersi się skłania. I Ebert mówi, że nie jest pewien czy można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o interpretację tej ostaniej sceny. Według niego scena ta uzupełnia historię na poziomie, nie dosłownym, a emocjonalnym. Film kończy się zatem nie rzezią, a odkupieniem, które jest celem wielu bohaterów filmów Scorsese. Bohaterowie ci poragdzają sobą, żyją w grzechu, w nędznych dzielnicach, ale pragną przebaczenia i podziwu. Czy Travis osiąga ten upragniony stan rzeczy w rzeczywistości,czy tylko w imaginacji nie jest to najważniejszą kwestią; przez cały film jego jego stan umysłu kształtował rzeczywistość, i na końcu w jakiś sposób przyniósł mu coś w rodzaju ukojenia. To ja kulawo przetłumaczyłam na gorąco / w goacy dzień/ fragment tekstu Rogera Eberta , oryginalny tekst znajduje się pod tym linkiem: www.rogerebert.com/reviews/great-movie-taxi-driver-1976 :) Muzyka znakomita! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Taksówkarz" [2] 11.07.13, 15:52 wspaniale przetłumaczyłaś, dzięki Barbasiu :] dzięki za link. pytanie jest naprawdę nurtujące. wiesz, myslę sobie, że po prostu musiałby za zabójstwo odpokutować, odsiedzieć. gazety pisałaby raczej o mordowaniu z zimną krwia, a nie o "bohaterze Travisie Bickle'u". ale pan krytyk ma dużo racji w stwierdzeniu, że to nie jest najważniejsze. kluczowa jest właśnie ta droga, którą w swoim umyśle i psychice przemierza Travis, próbujący jakoś się ustawić wobec świata, który go oburza i którego nie akceptuje. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 07.07.13, 15:37 siostra.bronte napisała: >chociaż przyznaję się bez bicia, że nie lubię de Niro. Oczom nie wierzę!!! ;)) WHY? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 07.07.13, 16:41 Hehe. Trudno to wyjaśnić. Doceniam, szanuję, itd, ale jego gra jakoś nie chwyta mnie za serce. Oczywiście jest parę ról, które lubię, np. w "Łowcy jeleni" czy epizod w "Brazil". To samo mam z Meryl Streep. Wszyscy się zachwycają, oprócz mnie :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Classic Day "Chinatown" & "Taksówkarz" 07.07.13, 17:04 No tak, na jednych działa osobowość aktora czy aktorki na innych nie. Nic się na to nie poradzi. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett "Para na życie" w TVPKultura 20:20 07.07.13, 17:13 Przypominam. Polecam wszytskim , którzy nie widzieli. :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: "Para na życie" w TVPKultura 20:20 08.07.13, 19:16 Barbasiu - skorzystalam z Twojej podpowiedzi i odpuscilam sobie drugie obejrzenie "Centralnego biura uwodzenia" (tytul oryginalny "Nowy chlopak mojej matki"), bardzo zreszta fajnej komedii, w ktorej widac wyraznie, ze kobieta niekoniecznie jak wino (Meg Ryan), za to mezczyzna juz tak (Antonio Banderas - tam jest boski po prostu! :) ). Przerzucilam sie na Kulture i co prawda nie od poczatku, ale za to do konca ogladanelam sobie"Pare na zycie". Bardzo mi sie film spodobal, chociaz John Krasinsky do moich ulubionych aktorow raczej nalezec nie bedzie (a i fajtlapowaty byl okrutnie jako Burt - no nie jest to 'my hero'), ale ogolnie - fajne przeslanie, dobrze wywazone elementy smutne, wzruszajace (jak historia Marge, matki adoptowanej gromadki) i zabawne (jak sceny lotniskowe, z klotniami czy genialna wrecz sekwencja u matki - glosicielki teorii Continuum ;) - Maggie Gyllenhaal jak zwykle swietna - bardzo ja lubie :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Para na życie" w TVPKultura 20:20 10.07.13, 17:52 Cieszę się, Maniu. :))) Ja dałam szansę Johnowi Krasinsky'emu. Zobaczymy, co z niego wyrośnie. ;) >genialna wrecz sekwencja u matki - glosicielki teorii Continuum ;) :))) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Para na życie" w TVPKultura 20:20 10.07.13, 18:58 kobieta niekoniecznie jak wino (Meg Ryan) Maniu, możesz rozwinąć myśl. Nie znam filmu. ? Ps. Chętnie bym obejrzała film z Meg Ryan. Dasz cynk następnym razem? Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: "Para na życie" w TVPKultura 20:20 10.07.13, 20:58 haha :), rozwine, rozwine - mowia, ze kobieta jak wino - im starsza tym lepsza (piekniejsza itp.). No i niestety po tym filmie widac, ze u Meg to nie dziala, chociaz cialo ma (ech!) cudowne!!! , to cos jej sie porobilo z twarza (jakies operacje czy cos) i wyglada okropnie, a ja nei moge tego przebolec, bo ona taka sliczna naturalna byla ... np. we "Francuskim pocalunku" - no, kwintesenscja jej uroku tam byla! Za to Antonio ..., ech!, on jak wino, jak wino ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "William Buroughs, na wylot" dokument via Kultura 09.07.13, 14:38 bardzo dobry dokument biograficzny. Burroughs miał swój kluczowy udział w rewolucji bitnikowskiej, obok Ginsberga i Kerouaca. zarówno jako ideolog, jak i twórca - napisał "Nagi lunch", który obok "Skowytu" i "W drodze" stał się literackim manifestem całego środowiska, niebagatelnie przyczynił się do tego proces jaki "Lunchowi" wytoczyli obrońcy moralności w Ameryce lat 60-tych - ostatecznie zwyciężyło prawo do twórczej ekspresji, "Nagi lunch" można było wydawać bez przeszkód, a zyskana dzięki sądowej procedurze reklama uczyniła go dziełem kultowym. określenia i zwroty z książek WB inspirowały nazwy zespolów muzycznych, okreslenia całych gatunków muzyki [np. heavy metal], a czerpane z nich idee buntu przeciw konsumpcyjnej kulturze i kanonom wartości i piękna nakręcały innych pisarzy, muzyków, malarzy i w ogole kogo popadnie. tak naprawdę, Burroughs inspirował jednak najbardziej swoim stylem życia - bezkompromisowym, otwartym, nie uznającym ram. Był gejem, ale gejem dalekim od środowiska, w dodatku... miał żonę :] I ją kochał. była również artystką, wykształconą, ale i uzależnioną od prochów i popijania. któregoś dnia postanowili się zabawić na całego - również będący na haju WB położył na jej głowie jakis przedmiot [kurdesz, zapomniałem już co to było...] i próbował odegrać Wilhelma Tella. Odegrał tak, że zabił ja pakując jej kulę w skroń. Nigdy nie mógł zapomnieć o niej i nigdy sobie nie wybaczył tej lekkomyślności, zresztą podjętej za jej aprobatą. zdaje się, potem wyjechał do Tangeru. Sytuacja tragiczna, ale tak naprawdę przyczyniła się ona do tego, że jego ksiązki i cała osoba zyskały wiarygodnośc. hej, ten facet żyje tak, jak pisze. on nie zmyśla, on pisze o sobie, a jesli to co pisze - jest O NIM, to... o kurde balans :] Co ciekawe, do końca życia był zwolennikiem posiadania broni, lubił ją, spał zawsze z nabitym karabinem "nabitym, żeby nie musieć się w razie konieczności martwić o to". W jego przypadku miało to osobisty podtekst : Burroughs nie stronił od narkotyków, heroiny, momentami mocno dawał w żyłę - kiedy postanowił z tym zerwać i udało mu się, potrzebował czegoś ciekawego, co wynagrodzi mu brak heroiny w życiu, i tym czymś stało się strzelanie, nie tyle polowania, bo Burroughs był bardzo wrażliwy na punkcie krzywdy zwierząt, ale strzelanie do róznych sztucznych celów : np pruł do zawieszonych na sznurkach butelek atramentu. Jedna z nich trafiona pociskiem rozprysła sie i ciapnęła go czarnym kleksem w czoło. Akuratnie przebywający tam jego znajomi od strzelectwa - w pierwszym momencie uznali, że chłop sie postrzelił, bo z daleka widzieli tylko ciemną plamę na facjacie, po chwili z ulga skonstatowali, że to kałamarz, a nie krew. Miał w ogole obsesję, że ktoś może na niego napaść na ulicy. Dlatego uczy się walki "bele czym", choćby zwykłym kijem; miał także specjalną laskę a'la Gregory House, tyle że u Burroughsa z tej laski można było zrobić... szablę. wystarczyło nacisnąć specjalny guzik i wyskakiwało ostrze :] Znajomi wspominaja, że nieustannie układał plany obrony przed niespodziewanym atakiem na ulicy, miał na tym punkcie obsesję i był ponoć bardzo pomysłowy, nawet to rozrysowywał. Generalnie, widać w tym dokumencie dązność do tego, by naszkicować osobowość Burroughsa. Jakim był człowiekiem. A był trudny. Niezbyt wylewny, raczej w sobie, jednocześnie wrażliwy, cały czas domagający się zniesienia granic w swoich dążeniach i wokół siebie. To dlatego pisał tak szokująco wówczas, odkrywał świat jaki wg wielu ludzi nie miał prawa istnieć - świat narkotyków, homoseksualizmu, ateizmu, do tego szyderstw z american dream i kultury pieniądza. Bał się zobowiązań, zakochiwał sie łatwo, stąd wolał przelotne związki z męskimi prostytutkami niż regularne relacje. bał się że nie uniesie ciężaru miłości', ktoś wspomina. Kamera zagląda do jego domu, a tam... koty. Dokładnie 6 kotów, wsszystkie upasione dobrobytem :] I ktoś przypomina, że Burroughs z niepokojem myślał o tym, że może wybuchnąc wojna nuklearna [lata 60-te jak wiecie, w Ameryce były nafaszerowane tym lękiem, zwłaszzca w kontrkulturze, wówczas wizja konfliktu atomowego ZSRR vs USA była dla tych społeczeństw zupełnie naturalna i możliwa, nawet jesli z obu stron była tylko napinaniem muskułów, podczas gdy w gruncie rzeczy broń atomowa w rękach mocarstw-konkurentów, to najlepszy gwarant światowego pokoju] i co ciekawe nie myślał o tym, że świat może zostać zmieciony z powierzchni, że zginie mnóstwo ludzi, że choroby popromienne itd; on się martwił... "co będzie z moimi kotami ?". Miłosnik stuffu jakoś skończył Harvard :] a potem zajął się głównie atakowaniem utartych poglądów, mód, stylów i szokowaniem mieszczaństwa. Skoro tak chaotycznie mi idzie, to dorzucę z głupia fant, ze WB lękał się ogromnie węży :] Opiowiada jest z jego dawnych przyjaciół, który zawodowo zajmuje się tymi gadami, że Burroughs odwiedział go przy pracy i zawsze miał stracha. A jednocześnie dochodziło do sytuacji zupełnie paradoksalnych : np. podczas karmienia węzy martwymi gryzoniami Burroughs chciał podrzucić kawałek mięsa bliżej węza i ten go ciachnął. ot, chciał pomóc, a ten nie docenił ;] zatem, Burroughs bał się, a zarazem ciekawość i implus motywowały go do niezwykle odważnych zachowań. I ten przyjaciel wspomina, ze kiedyś złożył Burroughsowi propozycje zakupu węża, tak dla zabawy, wiedząc jak William reaguje na te stworzenia. Napisał mu "William, chciałem spytać, czy mam ci wysłać węza czy nie ? musisz odpowiedzieć natychmiast, jak nie odpowiesz, to wysyłam bez pytania". I podobno Burroughs napisał 3 listy w ciągu 2 dni :] z błaganiem żeby nie wysyłał mu żadnych węzy. wizja paczki do odbioru z wężem w srodku zmroziła go absolutnie. na ekranie widać kostycznego z wyglądu faceta, szczupłego, zimnego na pierwszy rzut oka. zaskakujące zatem, kontrastowe, jest jego wnętrze, aktywnośc, zachowania świadczącego o tym, że był to gość naprawdę fajnie stuknięty ;] Rzecz jest świetnie zrealizowana. Są zdjęcia i wypowiedzi samego Burroughsa, kilka cytatów z jego książek, recytowany przez niego wiersz-litania na okolicznośc święta 4 lipca, w którym wylicza za co "dziękuje Ameryce", są jego rozmowy [zabawne, siedzi sobie dwóch starszych panów nie patrząc na siebie i rozmawia półsłówkami, widać że się lubią ale tylko jeden próbuje nawiązać kontakt wzrokowy - wyglada to jak scena z komedii] z Ginsbergiem i to Ginsberg jest tutaj postacią starającą się jakoś ocieplić dialog. Cały czas wchodzą wypowiedzi i wspominiki jego znajomych, z Patti Smith, Iggy Popem, Johnem Watersem i iks innymi których nie rozpoznałem z racji swej ignorancji środowiskowej. Film jest podzielony na rozdziały, każdy ilustruje jakby inny segment świata przedstawionego, beat-culture, Nagi Lunch, tragiczny strzał w głowe żony, narkotyki, homoseksualizm... itd., a każdy jest anonsowany w formie króciutkiej animacji. trailer : www.youtube.com/watch?v=CinbatWVCZ4 Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "William Burroughs, na wylot" dokument via Kultura 09.07.13, 14:40 wiedzialem, że coś schrzanię, dwa "r" w nazwisku. ordung must sein, meine Damen [and Herren] :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "William Buroughs, na wylot" dokument via Kul 10.07.13, 00:50 Podobno “Ćpun” – autobiografia Burroughsa z czasów, kiedy był uzależniony od heroiny - mogłaby być świętnym podręcznikiem szkolnym skutecznie odstraszającym od narkotyków . Czy wiadomo z tego dokumentu, czy Burroughs poniósł jakieś konsekwencje za przypadkowe zabójstwo żony? > Kamera zagląda do jego domu, a tam... koty. ! :) Dobrej nocy! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "William Buroughs, na wylot" dokument via Kul 10.07.13, 14:11 musiał nieźle grzać :] otóż... chyba nie, a piszę "chyba", bo rzuciłoby mi się na uszy, gdyby jednak dokładnie opisano, czy wlepiono mu jakąś karę. jeśli moja nędzna angielszczyzna jest w ogóle na chodzie, to z Wiki wynika, że proces został anulowany - Burroughs bronił się tym, że wprawdzie zamiar był podjęty, a więc miało istotnie dojśc do "zabawy w Wilhelma Tella", ale nie zdązył w ogóle wycelowac, bo broń wypaliła, kiedy wstępnie sprawdzał czy jest nabita. miał na to świadków, a i balistycy sądowi/policyjni jego wersję podtrzymywali i to zdaje się niekoniecznie za "Bóg zapłać" ;] hehe, no tak, 6 kotów, same dobrze odżywione. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "William A mino to na wylot" dokument via Kul 10.07.13, 15:36 > musiał nieźle grzać :] O tak, mówiono (za tekstem Chacińskiego*), że William S. Burroughs jest dowodem na to, jak można spróbować wszystkich znanych narkotyków i przeżyć. A mimo to dożył sędziwego wieku - 83 lat - niezwykłego dla kogoś, kto brał narkotyki przez dwadzieścia pięć lat. Rozumiem, dzięki za wyjaśnienia. * chacinski.wordpress.com/wrzutnia/william-s-burroughs-i-okolice/william-s-burroughs-konserwatysta-na-heroinie/ :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 10.07.13, 16:11 dzięki za link, jesteś nieoceniona oraz bezcenna :] a to ciekawe jest, istotnie. gośc pożył, mimo tej narkotykowej balangi. kiedyś czytałem, jak jeden ze Stonesów - a oni tez koksu róznorakiego nabrali co niemara - że "dawno by nie żyli, po takiej ilości narkotyków, gdyby nie fakt, że zawsze mieli czysty najlepszy towar". zatem, jesli wierzyć znawcom ;], możliwe, że narkotyki nieźle konserwują, hehe, ofk pod ww. warunkami. kolejny argument, tak mi się wydaje, dla zwolenników legalizacji. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 10.07.13, 17:51 :))))) I vice wersja, Greku! Być może. Ale jednak tych, co wyszli z nałogu (cało), a jeszcze dożyli sędziwego wieku na palcach można liczyć. /I to jest mocny argument dla przeciwników legalizacji. / ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 11.07.13, 13:55 i my się dziwimy, że nie mamy 20 plusów ;]] to prawda. z drugiej strony, ktoż policzy, ilu zeszło z powodu zanieczyszczonych strzykawek, zakażeń, fatalnego stanu zażywanych narkotyków ? hehe, wiesz - gdyby narkotyki były legalne, w sklepach, to przynajmniej w dużej części zniknęłyby z ulic, z zaułków i w ogole z podziemia - mafia przestała by na nich zarabiać takie krocie, a przede wszystkim : gdyby były w [specjalnych] sklepach, legalnie, to kupujący mieliby pewność, że kupują właśnie ów czysty towar, a nie jakieś brudy, korkociągi najpodlejszego sortu i inne wynalazki, gdzie czystego koksu jest 10 %, a reszta to jakieś dodatki i wypełniacze, tak jak w tych rzekomo "100 % naturalnych sokach owocowych" ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 11.07.13, 15:32 Plusów jest tyle, ile potrzeba. :) Wiesz, zalegalizowanie prostytucji w Grecji wcale nie wyeliminowało szarej strefy i istnienia nielegalnych domów publicznych oraz całej rzeszy prostytutek działających nielegalnie, czytałam o tym w ubiegłym roku, w zwiazku z jakąś aferą, w którą zamieszane były prostytutki pochodzące z Polski, więc obawiam się, że podobnie byłoby z legalizacją narkotyków, byłoby z tego więcej strat niż pożytku; podziemie, nielegalny hande, ze złej jakości narkotykami za to z konkurencjnymi cenami, i tak by funkcjonował i cieszył się popularnością pośród najbiedniejszych, za to legalność narkotyków, łatwy do nich dostęp spowodowałby wzrost liczby uzależnionych. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 11.07.13, 15:46 niech i tak będzie :] wiesz, w społeczeństwie jest zawsze jakaś grupa ludzi o skłonnościach do uzależnienia. jedni uzależnią się od jedzenia pączków, inni od prasy plotkarskiej, a jeszcze inni od heroiny. wg mnie, problemu uzależnienia nie da się w ogole wyeliminować. tak samo, jak nie da się zlikwidować samych narkotyków. zawsze będą. pozostaje więc tworzenie takich uregulowań, żeby jak największą część tego rynku móc kontrolować, żeby ludzie mogli kupować legalne i czyste [droższe, owszem] narkotyki, a także przestać penalizować te rzeczy. to niepojęte, że za parę gram haszyszu można iśc w Polsce do więzienia, to nienormalne. poza tym, wiesz - narkotyki są fajne, bo są zakazane. tak kombinują ci, którzy w nie wchodzą. wielu z nich. zatem - trzeba je odrzeć z fajności. a] edukacją, b] właśnie : legalizacją. masz rację, podziemie rzuci na szalę wszystkie argumenty, żeby stworzyć konkurencyjną ofertę. ale do podziemia często trafiają ludzie, którzy chętnie by kupili narkotyki w sklepie, legalne, zapalili sobie w kofiszopie, ale nie mają na to szans. idą więc do jakiegoś dilera i kupują brudne toksyczne badziewie. btw, wiesz- heroina taka tania nie jest, za bardzo z cenami zejśc się nie da, bo przestanie sie to opłacać, zatem : wg mnie, byłaby 10-20 % róznica cen, to maksimum do którego podziemie by mogło zejść. dla ludzi którzy żyją na marginesie i w sumie wszystko im jedno - bez róznicy, ale cała reszta wolałaby mieć za te +20 % naprawdę pierwszej jakości towar. może mniej, moze rzadziej, ale za to w wyższej rozdzielczości :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 14.07.13, 15:42 Oczywiście, mam tego świadomość, niemniej uważam , że legalizacja i powszechny dostęp spowoduje tylko wzrost liczby uzależnionych, zwłaszcza wśród młodych podatnych na wpływy i presję rówieśników. Kolega częstuje na imprezie, nie wypada nie spróbować, nie można przecież okazać się mięczkiem przed towarzystem. Jak potem zareaguje na prochy młody organizm, nie wiadomo. Dziś właśnie utrudnienia w zakupie , strach przed karą oraz oraz wyraźny, radykalny przekaz od państwa 'to jest bardzo złe' (pamiętam, jak była afera z dopalaczami, w którymś z programów informacyjnch, jakaś gó...ara przekownywała do kamery, że skoro dopalacze są sprzedawane w sklepie mogą być złe!!!) powstrzymują wiele osób przed ekeperymentowaniem, uchroniły przed uzależnieniem, może przed tragedią. Narkotyki, imo są fajne nie dlatego, że są zakazane, ale przede wszytskim dlatego, że obiecują możliwość doświadczenia jakoby niezykłych stanów umysłowych, niektórych pociąga ryzyko z nimi zwiazane, dla innych są formą ucieczki od rzeczywistości, problemów , dla Katki z dokumnetu Trestikowej miały być sposobem na wyróżnienie się z tłumu, bycie kims niezykłym, a i też pewnie w jakimś stopniu były ucieczką od szarej, banalnej, nieciekawej rzeczywistości. Daltego edukacja tak, legalizacja nie. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 14.07.13, 16:11 wiesz, dzisiaj są nielegalne i to nie chroni przed ich obecnością na róznych imprezach : ba, są tam obecne obowiązkowo, są wszędzie. wg mnie, zatem - legalizacja tutaj sytuacji nie poprawi ani nie zaostrzy. jak były - tak będą, a to kto sie uzależni, zalezne jest i będzie od stopnia podatności. ja myślę, że kto jeszcze nie sięgnął po narkotyki, nie zrobił tego dlatego, że nie chciał i nie są mu one do życia potrzebne. kto chciał - sięgnął. kto zechce - sięgnie. bez względu na widmo zagrożenia karą. w Polsce jest tego towaru od diaska :] mimo że kary, odsiadki za minimalną ilośc posiadaną, groźby i nawet jakaś tam edukacja. ogromna większość sie nie uzależnia, narkotyki pozwalają raczej uprzyjemnić sobie czas. uzależniają się ci, którzy mają skłonności do tego. nie umieją powiedzieć sobie "wystarczy". tylko, wiesz - skoro są uzależnieni w momencie, gdy narkotyki są nielegalne, to o czym to świadczy ? penalizacja nie zdaje egzaminu. legalizacja i depenalizacja posłuży temu, żeby ta ogromna większość, której narkotyki nie szkodzą, bo wie, że z nimi należy spokojnie i ostrożnie, nie trafiała za kratki. legalizacja i depenalizacja nie zmniejszy ilości uzależnionych. ona będzie constans. ci którzy chcą I TAK znajdą sposób, by się do prochów dostać. to walka z wiatrakami. można edukować, można delegalizować, straszyć karą - a ich to nie powstrzyma. jaki sens ma więc cała ta polityka ? służy ona tylko szkodzeniu ludziom, a nie rozwiązuje żadnego z problemów wokół narkotyków powstających. legalizacja zaś sama w sobie posłuży, żeby ludzie, którzy TAK CZY OWAK sięgną po narkotyki mieli możliwość skorzystania z czystego towaru i nie zakazili się jakąs chorobą, nie dziabnęli jakiegoś brudu. depenalizacja pozwoli nie zamykać w więzieniach ludzi za gram marihuany. kto wie, może nawet dojdziemy do przełomu - możliwości podawania marihuany leczniczo, ludziom w zaawansowanym stadium raka, celem uśmierzenia bólu - taka właściwość marihuany jest potwierdzona. potwierdzone są [ofk :)] antydepresyjne właściwości tych ziółek. dlaczego nie zakazujemy alkoholu czy tytoniu ? przecież to są daleko gorsze rzeczy od gandzi czy kokainy. wiesz, ja myślę, ze ciekawość ludzka jest mocniejszym impulsem od każdego rodzaju edukacji :] wszystko rozstrzyga się w ludzkiej osobowości - jeden sobie wstrzyknie czy zapali raz w tygodniu czy miesiącu i starczy; drugi - wpadnie w cug i po nim. kwestia indywidualnej odporności. tego sie nie da przewidzieć. jedno jest pewne : ogromna większośc używających - nie uzależnia się, a z uzależnionych część potrafi kontrolować nałóg, np. bierze regularnie, ale na tyle rzadko i w dawkach na tyle nie rujnujących zdrowia, ze suma summarum nie powoduje to skutków negatywnych. myślę, ze tej uzależnionej ciężko i tragicznie mniejszości nie uchronimy utrzymywaniem nielegalności narkotyków, a za to ciągle będziemy w sposób irracjonalny prześladować większość, która nie uzależni się i nie używa w sposób nadmierny, plus - będziemy wszystkich narażać na kontakt z narkotykami brudnymi, z nieprzebadanymi i z drugiej ręki. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 04.08.13, 14:10 A ja jestem przekonana, że po legalizacji wzrośnie znacznie liczba zażywających narkotyki, zwłaszcza wśród młodych (marihuana jeszcze nie jest zalegalizowana a już wzrosła liczba młodych, którzy mają z nią kontakt, podawano kilka dni temu we wiadomościach). Bardziej na sercu leży mi los tych młodych ludzi, niż tych "prześladowanych", którzy zmuszeni są lasować sobie mózg narkotykami nie pierwszej jakości, zanieczyszczonymi !? (wiesz, myślę , że na czarnym rynku można dostać zarówno towar najlepszej jakości, jak i ten gorszy, wszystko zależy od tego, ile ktoś chce zapłacić). Za nadmierną prędkość, kradzież, morderstwo, też są przewidziane prawem kary, a jednak ludzie przekraczają prędkość, kradną, mordują. Czy to znaczy, że należy zrezygnować z karania? Odrzucić takie prawo i skoncentrować się na tłumaczeniu ludziom, że to złe? Marek Kotański wyznał kiedyś, że nigdy nie spróbował narkotyków, mimo że miał wiele możliwości, bał się zwyczajnie, że mógłby z nich nigdy nie wyjść. Nigdy nie wiadomo bowiem jak zareaguje organizm, czy człowiek się nie uzależni. Dlatego Kotański zawsze apelował do młodych ludzi by nie próbowali narkotyków. Przy okazji M. Kotański nie rozdzielał narkotyków na miękkie i twarde. w jednym z wywiadów powiedział - "Marihuana jest takim samym gównem, jak amfetamina czy LSD. Kit w postaci mówienia, że zioło jest nieszkodliwe jest najtragiczniejszym mitem narkomanii" I mówił to, jako klinicysta, a nie facet z "teczki", któremu za to zapłacono!!! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "William A mino to na wylot" dokument via Ku 04.08.13, 16:52 Barbasiu, a czy dzisiaj jest ich mało ? :] kto chce - ten znajduje. bez większego trudu :] btw, właśnie Urugwaj zalegalizował konopie. Portugalia, Czechy w Europie. wiesz, o to własnie chodzi. zawsze będzie to przeciwwaga w edukacji. "słuchajcie, jak już chcecie [bo jak ktoś chce, to spróbuje] spróbować, to idźcie do apteki/specjalnego sklepu/kofiszopu i tam próbujcie, będziecie mieli pewnośc, że towar jest legalny, czysty, świetnej jakości. nie kupujcie od dilerów, bo wam sprzedadzą badziewie". zawsze część wybierze gorsze rozwiązanie, z różnych powodów, ale częśc, to jednak nie wszyscy, a w przeciwnym wypadku - wszyscy będą skazani na brak alternatywy. nie, oczywiście że nie. marihuana, to jednak nie morderstwo albo kradzież :] to jest prawda. kilka procent ludzi ma genetycznie zapropogramowaną skłonnośc do uzależnienia, więc od czegoś się uzależnić zazwyczaj w końcu muszą. rzecz w tym, że ludzi nie da się odciągnąć od tego. zawsze będą próbowali. łapanie i wsadzanie do więzienia za jointa - nie jest jednak żadnym wyjściem z sytuacji. nie ma metody, która ograniczy ludzką ciekawość i ochotę. jedyne, co można zrobić, to stwarzać takie warunki, żeby za byleco nie łamać ludziom życia i żeby tworzyć możliwe najlepsze warunki dla tego korzystania, skoro jest ono nieuchronne. ano widzisz, Kotański apelował, apelują inni, a część i tak sięga. do wszystkich się nie dotrze, a i wszystkich nie da się posadzić w więzieniach. to nic nie zmieni, nigdzie taka polityka nie odniosła sukcesu. spójrz, większośc państw próbuje się przeciwstawiać narkotykom za pomocą właśnie karania i sadzania do więzień tych, co zapalą choćby pół grama, a kartele narkotykowe rosną w siłę, mają coraz większe obroty, a konsumpcja na całym świecie nie spada. Jaki zatem jest to przekaz ? wg mnie - legalizować, przynajmniej te miękkie. depenalizować. rozbijać mafie i kartele, im mniejsze zyski ich - tym dla reszty lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 14:23 TVP 1 & 2 stają na rzęsach, żeby obrzydzić swój widok, powtarzają co popadnie, za chwilę zostaną już tylko Kroniki Filmowe. premier nie ma. ale dwie z bezliku powtórek można chyba polecić. "Pora umierać" naprawdę warto zobaczyć, dla Szaflarskiej, dla swoistej atmosfery, dla pieknego domu, w którym rzecz się dzieje. w Kulturze o 21:05. w TVN7 zaś, o 20:00, "Prawdziwa zbrodnia", z Clintem w roli zdegradowanego dziennikarza, pijaczyny co postradał rodzinę i w ogóle szczęście, a w pracy utrzymuje się na ślinie i plastelinie, który trafia na sprawę kryminalną, gdzie młody Murzyn zostaje oskarżony o zabójstwo - i zaczyna ją drążyć, bo "na jego nos" coś tam nie gra. jak się ogląda za 3-4 razem, to znając kolejnośc wypadków i rozwiązanie, można zawsze popatrzeć jak Clint świetnie się spisuje w swoim ulubionym emploi zgorzkniałego samotnika z wisielczym poczuciem humoru, a jak się sięga po raz pierwszy, to i suspens parę razy można poczuć, no i zasadniczo to jest dobrze skrojona opowieśc zarówno o stopniowym dochodzeniu do prawdy, jak i o człowieku, co stara się jakoś ogarnąć życiowo; słowem - jesli chodzi za Wami wieczór filmowy, to tu jest propozycja godna rozważenia. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 15:20 grek.grek napisał: > TVP 1 & 2 stają na rzęsach, żeby obrzydzić swój widok, powtarzają co popadnie, > za chwilę zostaną już tylko Kroniki Filmowe. He,he! Racja. :) "Prawdziwa zbrodnia" - pamiętam ten film, młodemu grozi czapa, do wykonania wyroku (przez podanie zmyslna maszyną zastrzyku ze śmiertelną trucizną) pozostało niewiele czasu, Clint musi się uwinąć ze śledztwem. Czy zdąży oto emocjonujące pytanie... Propozycja w sam raz na gorący letni wieczór, tak. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 16:17 co ciekawe, słuchaj, większośc tych powtórek, to seriale z PRL właśnie. aha, widzisz, bym zapomniał, Kultura rusza z 10 spektaklami kryminalnymi... "Kobry" tzw. od jutra. wg mnie, bardzo dobry pomysł, jak sądzisz ? "Kobra" swoją legendą ma, ja pamiętam taki spektakl, w którym babka weszła pomyłkowo na linię telefoniczną czy coś w stym guście, i przypadkiem dowiedziała się o popełnionym morderstwie, a o tym, ze ona wie - dowiedział się morderca. przy okazii, kobiecina nie mogła się ruszyć, bo była w jakiś sposób przykuta do łózka [jak widzisz, moja pamięć wygląda jak ser szwajcarski]. kurde balans, ależ to był dreszczowiec :] serio, a nic tam sie nie działo, aktorka wisiała przy telefonie. i ten killer wreszcie po nią przychodzi. wchozdzi do pokoju, na rękach ma czarne rękawiczki, i po prostu do niej idzie, tak wolno... ale akcja, naprawdę, prawdziwa groza, bez efektów specjalnych, w samej sytuacji, w nieuchronności zakończenia, w tym jak on wolno idzie i że ona już wie, ze zaraz umrze... niesamowite. tytułu nie pamiętam zupełnie, może Ty kojarzysz ? [może Siostra, z racji sherlockowych pasji ? :)] yes, ale ja chyba skuszę się na "POra umierać" :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 17:11 A właśnie, Bronte, pamiętam wspominała jakiś czas temu o tym, że szykuje się powtórka "Kobry". Bardzo dobry pomysł z tą powtórką "Kobry", zgadzam się. Może tytuł pamiętają Bronte, Pepsic. Niestety ja, Greku, tego spektaklu nie pamiętam, chyba nawet go nie widziałam, zresztą niewiele Kobr obejrzałam, pamiętam tylko jeden spektakl "Arszenik i stare koronki" z Ireną Kwiatkowską i Barbarza Ludwiżanką w brawurowych głównych rolach. > co ciekawe, słuchaj, większośc tych powtórek, to seriale z PRL właśnie. Hehe! :) > yes, ale ja chyba skuszę się na "POra umierać" :] Bardzo dobry film. A ja wczoraj i przedwczoraj relaksowałam się po dniu całym przy powtórce "07 złoś się". ;) Ciężko byłoby znaleźć dziś aktora, który pasowałby do roli Sławomira Borewicza, gdyby miała powstać nowa wersja "07...". Dziś na Mad Man się załapię. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 18:45 Grek, masz doskonałą pamięć. To była "Pomyłka, proszę się wyłączyć" z 1966 roku z Tadeuszem Plucińskim, jako mordercą,a jakże by inaczej;) Nie mam pojęcia, czy oglądałam. Natomiast mocno w pamięć wryła mi się amerykańska wersja tego emocjonującego thrillera pt. "Przepraszam, pomyka" z Burtem Lancasterem i Barbara Stanwyck z 1948 roku. Z Kóbr kojarzę tylko sztukę z Edmundem Fettingiem i piosenką Beatlesów "Girl" graną na płycie winylowej (chyba już wspominałam). Piosenkę tę bardzo lubiła jego zamordowana bodajże żona. I nowszą z Philipem Marlowe ze śliczną romansującą tam, jak pamiętam Beatą Tyszkiewicz. O której godzinie będą kobry? Mam obawy, że to już ramotki, ale co szkodzi rzucić okiem? Ps. Chwilowo nie oglądam tivi, sporadycznie "Mad Menów". Okazuje się, że nie mam zielonego pojęcia, więc oczy otwierają mi się szeroko, jak spodki. Roger i Jane? Ho, ho! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 14:04 dzięki, Pepsic :] moja pamięć przy Twojej wiedzy, to mały dyzio :] przepraszam, że ja tak sobie frywolnie "kobruję", a przecież mam linka, który objaśnia sytuację i doprecyzowuje : www.rp.pl/artykul/55361,1027704-Teatr-Sensacji-Kobra-powrocil-latem.html z tego artykułu wynika, że jeden spektakl już poszedł, "Cała prawda" z Cybulskim w reżyserii Morgensterna. w sumie, szkoda. ale reszta - przed nami, dzisiaj pierwszy "Elegia na śmierć nieszczęśliwej damy" o 21:05 - godzina chyba niezła ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi / MM 7/1 11.07.13, 15:53 > Ps. Chwilowo nie oglądam tivi, sporadycznie "Mad Menów". Okazuje się, że nie m > am zielonego pojęcia, więc oczy otwierają mi się szeroko, jak spodki. Roger i > Jane? Ho, ho! O! To miałaś straszne zaległości! Tak, Ruda (cudne ma te suknie, wczoraj różową (odc.8), wcześniej czerwoną odc. 7) od roku ma romans z Rogerem, ale nie chce wiązać się na stałe z nim, ponieważ, uważa, że potajemne schadzki bardziej kręcą mężczyzn, no i obawia się, jak pewnie słyszaś, że Roger znudzony stabilizacją, mógłby ją kiedyś wymienić na "nowszy model". Świetna scena (w odcinku 7), kiedy Ruda w opiętej czerwonej sukni wypina prowokacynie ;) swój wielki kształtny tyłek do weneckiego lustra, za którym siedzą wszyscy panowie z agencji obserwujący reakcje pań testujących zestawy szminek. Rogerowi i innym panom aż z wrażenia gorąco się zrobiło. Tak, ten sympatyczny Roger, którego polubiłaś to niezłe ziółko. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi / MM 7/ 11.07.13, 19:16 A wiesz, że motyw tajemnych schadzek jakoby bardziej kręcących pojawił się w "Dr House". Jest taka scena, kiedy czarnoskóry Foreman wyznaje wprost swojej dziewczynie, że odkąd odeszła od męża życie i spotkania z nią straciły urok i wabik. Bardziej jestem zaskoczona prostolinijną Jane. Roger, no cóż, w stosunku do osób, które lubię jestem mało wymagająca. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi / MM 7/ 13.07.13, 00:30 O proszę! Nie wiedziałam. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi / MM 7/ 13.07.13, 00:26 > Świetna scena (w odcinku 7), kiedy Ruda w opiętej czerwonej sukni wypina prowok > acynie ;) swój wielki kształtny tyłek do weneckiego lustra, za którym siedzą ws > zyscy panowie z agencji obserwujący reakcje pań testujących zestawy szminek. Ro > gerowi i innym panom aż z wrażenia gorąco się zrobiło. Rogerowi i innym panom aż z wrażenia opadły spodnie do samej ziemi . /taki koncept przyszedł mi do głowy wczoraj za późno, heh. ;)/ Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Kobra "Pomyłka, proszę się wyłączyć" 27.07.13, 14:59 Słuchajcie, słuchajcie, znalazłam, w swoich przepastnych archiwach duży artykuł ( w dwóch częściach) na temat Kobry z Gazety Telewizyjnej (dodatek do Wyborczej) z roku 2002, kiedy jeszcze nas na świecie nie było. Swoją drogą niesłychanie zubożała przez te 10 (!) Gazeta Telewizyjna, ale to temat na zupełnie inny post. W tym artykule jest wspomnienie Jerzego Gruzy , który w 1964 reżyserował zapamiętaną przez Greka Kobrę "Pomyłka, proszę się wyłączyć". Otóż "spektakl wywołał histeryczne reakcje - uważano, że to się dziej naprawdę, proszono, żeby przerwać nadawanie, a samotne panie, które to oglądały, dzwoniły na milicję". Tak się rodzi legenda! ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Kobra "Pomyłka, proszę się wyłączyć" 27.07.13, 16:50 haha, a to ci historia :] jak się okazuje, forma to jedno, a spontanicznie pobudzana ludzka percepcja, to coś zupełnie innego. ale rzeczywiście, spektakl robił wrażenie. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 19:09 Ale ja nic nie pisałam o "Kobrze" :) Miło mi, Greku, że tak wierzysz w moje zdolności detektywistyczne :) Nie kojarzę tytułu tego odcinka Kobry. Oczywiście jako dzieciak oglądałam te spektakle, ale niewiele już pamiętam. Ale fabuła tego odcinka jest identyczna jak w thrillerze Anatole Litvaka "Przepraszam, pomyłka" z 1948 r. Sparaliżowaną kobietę świetnie zagrała Barbara Stanwyck, jej partnerem był Burt Lancaster. I tutaj było podobnie. Niby niewiele się działo, ale film solidnie straszył. Widziałam go wieki temu, oczywiście, ale pamiętam do tej pory. Może spektakl był oparty na tym filmie, a właściwie na książce, która była podstawą scenariusza?? Oczywiście, wykorzystam każdą okazję na promocję starego kina :) Dla ciekawych trailer tego filmu: www.youtube.com/watch?v=SDLfDfr4GIU A "07..." to zdecydowanie jeden z najlepszych polskich seriali kryminalnych :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 19:11 Pepsic, to się nazywa synchronizacja :)) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 10.07.13, 19:22 To mi się wydaje tak oczywiste, że po cichutku podejrzewam Greka, że nas podpuszcza;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 14:08 nie, no skąd ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 15:06 Jakoś niepewnie to zabrzmiało;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 15:34 bo noga od krzesła, na którym siedzę i piszę, trochę się chwieje ze starości ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 14.07.13, 16:53 He, he, he! :))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 14:07 hehe, no ale ja podejrzewałem, że z uwagi na zamiłowanie do Sherlocka cała branża jest Ci znana :]] obie z Pepsic wpadłyście na ten sam koncept. fakt, synchron jak w dobrej orkiestrze. możliwe, możliwe, spróbuję poszperać. dzięki za link, stare kino zawsze młode :] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 15:03 Ale ja nic nie pisałam o "Kobrze" Przyznać się, kto pisał? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 18:33 Hehe. W ogóle nie pamiętam, żeby ktoś o Kobrze wspominał, ale może coś przegapiłam. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 15:56 siostra.bronte napisała: > Ale ja nic nie pisałam o "Kobrze" :) O! Dałabym sobie uciąc rękę, że to Ty wypatrzyłaś zapowiedź powtórek Kobry (i straciłabym ją;). Jeśli nie Ty, to może jednak Grek wspominał o Kobrze wcześniej!? > A "07..." to zdecydowanie jeden z najlepszych polskich seriali kryminalnych :) Tak. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 11.07.13, 13:59 Pepsic rozbiła bank :] a to prawda jest. tych [oobk 07 Borewicza : Klossa, Brunera, Janosika, Anioła etc] postaci nie da sie juz zastąpić, stały się kultowe i kojarzone z konkretna twarzą aktorską. ciekawe, że od tamtej pory nie udało się takich ikon wykreować i wylansować, no może Rysiek z Klanu im dorównuje ;]. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: plaża z 2-ma powtórkami godnymi uwagi 13.07.13, 00:23 >no może Rysiek z Klanu im dorównuje ;]. :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic "Prawdziwa zbrodnia" / "Mad Men" 11.07.13, 15:02 Trochę się suspensem "Prawdziwej zbrodni" zawiodłam. Aż się prosiła końcówka, w której skazaniec wypuszczony na wolność okazuje się winnym zbrodni. Ponadto jak się nie zżymać rozciągniętą do granic absurdu dobą i niczym niewzruszanym spokojem superbohatera prawie do końca;) Ps. Spoglądając na mocno dojrzałego Clinta trudno uwierzyć w liczne podboje miłosne, tudzież fakt późnego ojcostwa postaci przez niego kreowanej. - - - "Mad Men" Świetny moment, kiedy rozbawionej tańcami Peggy uśmiech zamiera pod wpływem miażdżącej uwagi Pete. Bardzo życiowy. Do Peggy smutna prawda dociera, aby takich facetów omijać z daleka, bo popsują każdą chwilę życia. Przed sympatycznym o oryginalnej urodzie Salvatore staje problem życia, czyli dywagacje nad orientacja seksualną. (niedomówiona, taktowna scena z kieliszkiem). Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Prawdziwa zbrodnia" / "Mad Men" 11.07.13, 15:33 no coś Ty :], a ten moment, kiedy już nie ma nadziei, a Clint zapija żal w barze i nagle - bęc !, wpada na drobny szczegół, który go naprowadza na właściwą ścieżkę ? :] i potem ta szalona jazda do domu gubernatora, żeby anulował wyrok, który już jest w trakcie wykonywania. niby wiadomo, jak się skończy, ale nieźle zrobione jest, tak mi się wydaje :] no i Clint w tym samochodzie, kiedy próbuje błyskawicznie wytrzeźwieć i beszta sam siebie "ocknij się, ty szmato !" :]] ech tam, wiesz, są na świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Prawdziwa zbrodnia" / "Mad Men" 11.07.13, 15:38 pepsic napisała: > Trochę się suspensem "Prawdziwej zbrodni" zawiodłam. Aż się prosiła końcówka, > w której skazaniec wypuszczony na wolność okazuje się winnym zbrodni. Dobry pomysł! Ale wtedy detektyw byłby skompromitowany. > Ps. Spoglądając na mocno dojrzałego Clinta trudno uwierzyć w liczne podboje mił > osne, tudzież fakt późnego ojcostwa postaci przez niego kreowanej. Wiesz, jak to jest, producent (Clint) i reżyser (Clint) rządzi. ;) Tak, to w ogóle świetny odcinek (odc. 8 / sezon1), jeden z moich ulubionych, jesli chodzi o akcję, dialogi. Za chwilę napiszę nieco więcej ... Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Prawdziwa zbrodnia" / "Mad Men" 11.07.13, 15:40 Ale wtedy detektyw byłby skompromitowany. A na taki suspens Clint by chyba sobie nie pozwolił. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Szczęście ty moje" [bis, KObra, Dwie prawdy [bis] 11.07.13, 16:11 KOcham Kino "Szczęście ty moje" - surowa rosyjska prowincja, historia jak z koszmarnego snu, wg mnie jest to film nie gorszy od "Domu złego"; trudno dowodzić w kategoriach lepszy-gorszy, nie przepadam za tym, każdy film zasługuje na osobne traktowanie - może róznica polega na tym, że "Szczęście" jednak uderza większym realizmem, jest mniej udrapowany i stylizowany, a przez to mocniejszy, miesza obrazy, kolorystykę, zmienia scenografię, ale pozostawia ciągle to samo wrażenie obcowania z krajem [nie - jednym domem, ale metaforą kraju] bezprawia, bezhołowia, krajem o którym zapomniał Bóg, jak to sie mówi popularnie w takich przypadkach; "Szczęscie" to jest zaprawdę kino, po którym jutrzejszy słoneczny gorący przyjazny poranek sprawi Wam [jeszcze] więcej przyjemności niż zazwyczaj :] 23:15 & 2:40 trochę pisałem onegdaj ongiś : forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,139403974,_Szczescie_ty_moje_storyline.html jako się rzekło, Kobra w Kulturze "Elegie na śmierć nieszczęśliwej damy" 21:05 a potem, też warto zobaczyć "BIll Hicks, Amerykanin". świetny portret jednego z amerykańskich stand-uperów. kiedyś już opisywałem w naszej Biblio-tece ;]], ale zaczyna się o 22:35, więc może uda się Wam zobaczyć i nie ma co psuć tego czytaniem uprzedzających informacji. no i jeszcze o 0:30 "Miejsce zbrodni" thriler Techine'a z Deneuve. widzieliście już może ? opisywaliśmy kiedyś ? kurde, Polsat mógłby "Dwie prawdy" dać nawet o 20:00, czego się boją ? promocji zdrady małżeńskiej ? ;] puszczają o 0:15, bęc. forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143400757,_Dwie_prawdy_pelna_wersja_.html Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Szczęście ty moje" [bis, KObra, Dwie prawdy 11.07.13, 19:33 Tak, "Miejsce zbrodni" omawialiśmy. My z Barbasią byłyśmy średnio zachwycone. Mi się wydaje, że gł. bohaterka (Catherine Deneuve) pozostawała w luźnym związku małżeńskim, albo nawet wcale, to jaka zdrada? "Szczęście ty moje" - pamiętając Twoją zachęcającą recenzję miałam cichą nadzieję na wcześniejszą porę, jako że jeszcze nie urlopuję. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Szczęście ty moje" [bis, KObra, Dwie prawdy 12.07.13, 13:52 zatem, poczytam sobie, bo wczoraj nie obejrzałem. heh, tego posunięcia TVP, to już chyba nikt nie ogarnie. idealny moment, żeby Kocham Kino przesunąc na wcześniejszą godzinę, a oni nie dośc, że tego nie robią, to wypychają je na tym głębszą noc. TVP - twór autodestrukcyjny. Oni już umarli. daliby tylko Kocham Kino do Kultury i w zasadzie można by zrezygnować z obu prymarnych kanałów. a jak tam Kobra wczorajsza, oglądałas ? oglądaliście ? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" [dobre bisy 12.07.13, 16:34 ale leje dzisiaj. u Was też październik ? :] jakieś hity w planach ? tak patrzę zerkam i spozieram, a tu nic. TVN się szarpie na "Szeregowca Ryana", ale mnie to jakoś nie wciąga, nie wiem jak Was ? jakoś za bardzo amerykański to film, chociaż przyznam że efektowna dynamiczna, no i krwawa w sposób uzasadniony, scena lądowania aliantów na Omaha - mocna, doskonała. POlsat wrzuca "Reakcję łańcuchową" o 22:05. kiedyś dawno, za górami za lasami... oglądałem, jesli dobrze rozgarniam mroki niepamięci, to jawi się ten film jako całkiem sensowna sensacyjna fabuła, kręcąca się wokół nowych wynalazków naukowych. szkoda, że dopiero 0:15 puszczają znakomity kryminał rodem z Hongkongu "Piekielna gra". na podstawie tegoż Scorsese nakręcił "Infiltrację", ale kudy amerykańskiemu remake do świetnego trzymającego za... cokolwiek ktokolwiek lubi właśnie oryginału. rewelacyjny film, tak zapamiętałem go z pierwszego obejrzenia, mam nadzieję obejrzeć dziś drugi raz. Tony Leung i Andy Lau wg mnie są lepsi niż Di Caprio i Nicholson w remake'u. akcja ma pieprz chilli i szczyptę wanilii. no i te miejskie pejzaże i wnętrza Honkongu, sprawiajace klaustrofobiczne wrażenie, a jednocześnie nie pozwalajace z akcji wypuścić ani odrobiny żaru. uff, ale szkoda, że Polsat daje jakieś smoki o 20:00, potem zaś dobrą ale nie dorównującą "Reakcję", a takie cymesy trzyma na jakieś późne dramatycznie senne godziny. wielki błąd, ten film powinien fruwać o 20:00. nie rozumiem ludzi układających ramowki. Nie mam pojęcia, jak można takie kardynalne błędy popełniać. TVP 1 & 2 tradycyjnie NUL. Kultura powtarza z Kocham Kino "Samotnego mężczyznę" [21:05]. Bardzo za to polecam "Jutro będzie niebo", o 22:45 w Polonii. skromna opowieść o kierowcy prowincjonalnym szmuglerze, który spotyka dziewczynkę. potrąca jej psa, nieszczęśliwie pies zdycha, a dziewczynka żąda od niego, żeby go pochować, ale w szczególnym miejscu. no i tak sie przyczepia do faceta, że ten ją wszedzie musi ze sobą ciągać, bo sam ma przecież interesy do załatwienia. aha... i życie do uporządkowania :] I ona mu w tym pomoże. realizm magiczny, "sztuczki", opowieśc o spotkaniu ludzi, jak zawsze świetny Krzysztof Pieczyński, fajna mała, i piękne plenery okolic Dzierżoniowa, gdzie kręcono zdjęcia. plus muzyka folkowa, która zostaje w pamięci. naprawdę warto spróbowac, nie jest długi ;] zatem, jak tak się dobrze zakręcić, to mając chętkę na filmową strawę - da się coś tam upitrasić :] pada znowu. i to jak. a tutaj by trzeba pójśc coś kupić na seans nocny, żeby głód nie wyczerpał sił kinomana podczas nocnej schadzki z uwodzicielską przedstawicielką X Muzy ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/1 13.07.13, 00:22 A u nas było dziś trochę lipca i trochę października czyli trochę słońca, trochę deszczu. Nie powtarzali za często "Piekielnej gry", prawda? Przyjemnego oglądania. Mnie też nigdy nie wciągnął "Szeregowiec Ryan". "Jutro będzie niebo" - innym razem. Niecały odcinek "Mad Men" obejrzałam dziś tylko /niestety w trakcie musiłam wyjść do sklepu/. Cytat odcinka 10 (Mad Men) - Roger (szef głównego bohatera, Dona) do Dona - "Kiedy pan Bóg zamyka drzwi, to otwiera suwak od sukienki". Faceci! ;/ Scena odcinka 10 - Roger ma zawał w trakcie figlowania z panienką lat 20, jedną z bliźniczek, które przyszła do agencji na casting do reklamy. Don i druga z sióstr czekają grzecznie rozmawiając w innym pokoju. Po kilku dłużyszych chwilach do ich gabinetu wpada roztrzęsiona dziewczyna, Miralbelle ma na imię , z informacją , że Rogerowi, coś się stało. Don biegnie natychmiast do gabinetu Rogera, widzi Rogera nagiego , leżącego na podłodze i krzywoącego się od wielkiego bólu w piersiach (zawał?). Don każe opuścić dzieczynom biuro i wzywa karetkę. Karetka wkrótkce przybywa pięlegniarze niosą Rogera na noszach, ten w półprzytomny mamrocze cały czas "Miralbelle", "Mirabelle". Teraz, uwaga, scena odcinka - Don każe pielęgniarzom zatrzymać się na chwilę , daje mocny cios w twarz Rogerowi i mówi mu głosno i dosadnie - "Twoja żona nazywa się Mona. Mona!". Faceci! Potem odratowany Roger, kiedy widmo śmierci zostaj odegnane, z płaczem wyznaje żonie, że tak bardzo ją kocha". Faceci! I tam co dobrego zajadasz, Grekuniu ? ;} ;) Wybieram się jutro w odwiedziny do koleżanki, będę wieczorem... Tymczasem pozdróweczka serdeczne! :) Ależ mi narosły zległości w postach ... O "Kobrze" jutro opowiem Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Piekielna gra" 13.07.13, 14:23 "Piekielna gra' zaczęła się jakoś po 1 w nocy, Polsat - jak się okazało - zabawił się w transmisję siatkówki i przesunęła ona pozostałe punkty programu od odpowiednio późniejsze godziny. ale dzięki temu wstałem sobie przed czasem, jak król po 3 godzinach snu i czekoladując dostałem jeszcze monolog Bałtroczyka przedwstępnie. Punkt wyjścia jest prosty, a potem wszystko się świetnie komplikuje, aż do nieoczekiwanego finału. Hongkong. Sprytny mafioso Sam wyznacza kilku swoich młodych podopiecznych do startu w rekrutacji policyjnej. Chce tam umieścić możliwie najwięcej wtyczek. Najwyżej zachodzi Lau, po kilkunastu latach - jest inspektorem, policajem cenionym, którego uczciwości nikt nie kwestionuje. W rzeczywistości - lojalnym kablem Sama. Z drugiej strony, jeden z szefów policji, Wong, od 10 lat ma w strukturach mafii policyjnego agenta. Jest nim Yan, w tym momencie, od 4 lat, prawa ręka Sama, jego najbliższy współpracownik. Tylko Wong wie, że Yan to policjant. Zarówno Lau, jak i Yan są świetnie zakonspirowani. Donoszą swoim prawdziwym szefom, ale ich praca pod przykrywką trwa juz od tak dawna, że zrośli się ze swoimi rolami i są niemal nie do zagięcia. Lau ma dziewczynę, która właśnie pisze powieść o "facecie z 28 osobowościami", a Yan uderza do urodziwej psychoterapuetki, u której bywa na seansach utrzymujących jego psyche w dobrej kondycji. spotykają się raz - Yan udaje sprzedawcę w sklepie ze sprzętem grającym, a Lau akurat tam coś kupuje. ale ofk nie wiedzą o sobie. Któregoś razu mafia hongkongska ma odebrać dużą partią towaru od mafii tajskiej. Yan zawiadamia policję, która obstawia teren, ale Lau w ostatnim momencie powiadamia Sama, że akcja jest spalona. Gangsterom udaje się tylko wyrzucić towar do rzeki. Policja i mafia zostają bez zysków : mafia straciła towar, ale nie została z nim nakryta, a policja udaremniła wejście partii narkotyków na rynek, ale nie ma dowodów i nie może oskarżyć nikogo o przemyt. Wong i Sam spotykają się na komisariacie. Kłócą się, a zarazem dochodzą do wniosku, że obaj mają kreta w swoich ekipach. Sam podejrzewa wszystkich, nawet Yana, zwłaszcza że ten nosi rękę w gipsie - rozwala mu nawet ten gips, żeby znaleźć to, za pomocą czego mógłby powiadomić policję. Ale Yan jest sprytny, nie dośc, że nic nie chowa, to jeszcze z wyrzutem patrzy na Sama, że tak go potraktował, aż Samowi jest trochę głupio. ale dzięki temu Yan umacnia swoją pozycję blisko szefa. Sam zleca znalezienie kreta - Lauowi. Ten dochodzi do wniosku, że może tego dokonac tylko za pomocą śledzenia Wonga. od tej pory łażą za nim dyskretnie mafiosi Sama, a Lau udaje że tego nie wie, robiąc za faceta odpowiedzialnego za bezpieczeństwo Wonga. następne spotkanie Wonga z Yanem jest tragiczne w skutkach. Yan ofk jest w grupie śledzącej Wonga, ale na moment odrywa się od niej "idąc na masaż". naprawdę, idzie na spotkanie, jak zawsze na dachu wieżowca. mafia o tym wie, dzięki Lauowi. Otaczają budynek, biegna na górę. Yan dostaje telefon od mafiosów - ma się stawić właśnie tutaj, to jest test : ten który nie przyjdzie na akcje - będzie kretem. Wong zostaje zastrzelony, Yan cudem wymyka się na zewnątrz i jakby nigdy nic przyłącza się do swoich mafijnych kolegów. unika zdemaskowania. policja interweniuje, ale za późno, wywiązuje się strzelanina, ginie dwóch gangsterów, ale życia Wongowi to nie przywróci. śmierć Wonga jest szokiem dla policji. i dla Yana. wina spada na Laua, który nie zapewnił mu ochrony, działał zbyt późno i mając go na radarach zawalił robotę. Lau wiedział, co robi. I głosno manifestując swoje wyrzuty sumienia zostaje zaangażowany w akcję poszukiwania policyjnego agenta w strukturach mafii. Tylko Wong wiedział, kim on jest i ma to wszystko zaszyfrowane na swoim dysku komputerowym. Lau ma tylko jedną informację : człowiek swoje informacje podaje alfabetem morse'a. Lau ma telefon Wonga. wystykuje na nim ostatni numer, z którym Wong się łączył. Podnosi Yan. nie mówi nic, ale wie, że skoro nie Wong - to lepiej się nie odzywać. Potem sam oddzwania - Lau odbiera, a Yan pyta "czy to TY ?", co Lau potwierdza i sam jest ciekaw kim też moze być wtyczka policyjna u Sama. Lau przeżywa kryzys, tak naprawdę zaczyna w nim dojrzewać chęć zostanie policjantem na pełny etat, ma tutaj swoją rolę, a zarazem jakby odcxzytuje jego stan ducha, jego narzeczona, pisząca tę ksiązkę. Lau przeżywa właśnie to, o czym ona mówi, chce mieć jedną tożsamość. tak jak Yan. podczas kolejnej rozmowy telefonicznej, Yan i Lau dogadują się zastawiając pułapke na Sama. kolejny przemyt narkotyków zostaje udaremniony, a gangsterzy mocno zbierają po łapach. Oznacza to wyrok na Laua, ale ten uprzedza fakty i sam dopada Sama zabijając go. Teraz ma bilet już tylko w jedną stronę. w takiej sytuacji, Yan postanawia sam się zgłosić na policję. od razu wpada nieświadomie w ręce Laua, który prowadzi całą sprawę. rozmawiają jakby nigdy nic, Yan wydaje wszystkie kody i dowody, na to że jest agentem, Lau skwapliwie z nich korzysta, może roszyfrować dysk Wonga, kseruje papiery... Yan patrzy na niego przez szybę, a potem jego wzrok pada na stertę papierów na biurku Laua - wśród nich jest żółta koperta, na której kiedyś Yan, jako gangster, innemu gangsterowi pokazywał jak się pisze prawidłowo jakieś słowo. Yan aż się podnosi z krzesła nie spuszczając wzroku z Laua - wie, że jeśli ta koperta dotarła do Laua : to Lau jest powiązany z mafią. wymyka się z komisariatu, w popłochu ogarnięty myślą, że Lau będzie chciał zrobić wszystko, żeby Yan nie wrócił do normalnego życia, nie odzyskał swojej tożsamości i nie mógł żyć normalnie. Do mafii nie może wrócić - Lau za chwilę przekaże jej papiery Wonga demaskujące Yana, do policji - też nie, nie ma żadnych dowodów, że jest agentem, wszystko ma Lau i moze je za chwilę zniszczyć, po przekazaniu oryginałów mafiosom. Yan ucieka. Lau wraca do pokoju i zastaje puste krzesło. Yan dzwoni do Laua i proponuje mu spotkanie na dachu wieżowca. Aby go zmotywować, wysyła do jego domu płytę CD z podsłuchaną rozmową Laua z Samem, dowodem na to, ze Lau był/jest mafijna wtyczką. Lau nie ma wyjścia, jeśli Yan go zdemaskuje będzie spalony podwakroć. Spotykają się zatem, ale Yan chytrze zachodzi czekającego Laua od tyłu, zakuwa w kajdanki i mierzy do niego z broni. NIespodziewanie pojawia się trzeci gracz - młody policjant. Yan próbuje opuścić budynek windą, trzymając Laua jako zakładnika. Otwiera winde i wtedy pada strzał. Yan zostaje zabity. Lau jest wolny. Strzelał ten młody. I tenże młody człowiek mówi do Laua "jesteśmy braćmi, wiem kim jesteś". Okazuje się, ze od początku ten młody też był gangsterem, on również został wysłany przez Sama do akademii policyjnej, żeby zostać gliniarzem. A więc nie tylko Yan wie/wiedział. Jedynym wyjściem Laua jest więc... zabicie swojego "wybawcy". Kładzie go trupem. Śledztwo trwa pół roku, odnajdują się papiery Wonga, zapewne za pośrednictwem Laua, zmierzającego ku byciu dobrym gliną i zacierającym ślady przeszłej współpracy z mafią. Yan zostaje pochowany z honorami. Młody policjant-mafijny agent, którego położył trupem Lau - uznany za tego poszukiwanego kreta mafijnego w policji. A Lau... no cóż, Lau jest czysty. Salutuje przy grobie Yana. Zostanie policjantem, teraz nikt nie wie jaka jest jego przeszłość. Wszyscy którzy wiedzieli - nie żyją. pogmatwane ? :] chyba trochę tak. wszystko zaś w otoczeniu zabudowanych ulic Hongkongu, w dżungli miejskiej, czasami tylko kamera ucieka na dachy budynków, skąd widac kawałek nieba. świetna muzyka, od dyskretnej po całkiem rytmiczną agresywną w momentach zapalnych. www.youtube.com/watch?v=QWMvhLtFtNI [tych "movie clipów" jest 9, całkiem ciekawa forma "streszczenia" :)] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" 15.07.13, 16:03 Good story! Nie takie znowu zawikłane. www.filmweb.pl/Infernal.Affairs.Piekielna.Gra#picture-1 Tony Leung! :)) www.youtube.com/watch?v=YcHj4uwTJvo /Twój link się nie otwiera, wklejam za to dwa inne./ Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" 15.07.13, 16:37 cieszy mnie to. w zasadzie, ciekawe jest sprzężenie kryminalnej intrygi z psychologicznymi zawirowaniami w umysłach obu bohaterów. nadal Ci się podoba ? :] dzięki :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 13.07.13, 14:31 no to nieźle, bo tutaj od 3 dni tylko październik ;] dzięki, nie ma to jak film w środku nocy, hehe; z czekoladą w garści, heheII. "Jutro będzie niebo", voila, jeśli Ci się zakaprysi obejrzeć :] : www.youtube.com/watch?v=9AoJL7Bi59E no właśnie, jak ta Kobra, bo nic nie wiem, a oglądałem i muszę powiedzieć, że może Pepsic miała rację z tym, że "dzisiaj to [moze być] ramotka", ale naprawdę ramotka owa prezentowała się godnie i zacnie. heh, no tak, instynkt nie daje się zahamować, a sposobów kombinowania wynaleziono jakieś kilka tysięcy ;] świetny opis, Barbasiu, zabawny. no to udanego babskiego wieczoru :] [mam nadzieję] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 13.07.13, 18:06 Ukojona znakomitą dykcją i miłym tembrem aktorskich głosów najzwyczajniej w świecie zasnęłam podczas oglądania "Kobry". Jakoś dysydenci nie pomagają spełnić się w misji. Ale całkiem miło się oglądało. Zauważyliście jak staro wyglądali wtedy stosunkowo młodzi ludzie? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 13:44 hehe, ja też miałem przygodę ;] nadszedł moment wyjawianie tożsamości mordercy, który wysłał do piachu połowę rodziny filmowców, aż tu nagle... matka natura wysłała mi telegram "przybywaj.stop. natychmiast.stop.w tej.stop. chwili. stop" :] i normalnie wzięła mnie za, co tu dużo ukrywać, pysk. a tu ostatnie 10 minut. wykonując przedziwne gesty i pozycje przybierając zaskakujące, udało mi się doczekać informacji, że to ojciec Glorii jest killerem, o czym mowi w liście do profesora, a potem pobiłem rekord świata w sprincie na odległość jaką wynosi fotel sprzed telewizora do łazienki :] wracałem w postawie godnej i wyprostowanej, i jeszcze miałem całe 4 minuty spektaklu przed sobą. czy ja wiem, "staro" ? a którzy tam byli młodzi ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 15.07.13, 14:09 grek.grek napisał: > hehe, ja też miałem przygodę ;] Przygoda jak z Topora, hyhy! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 15.07.13, 15:28 koszmar na jawie :] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 16.07.13, 14:36 Eh faceci i wasze nocne przekąski;)) Proszę bardzo: sekretarka miała 26 lat (dawałam 40), na dodatek braki w uzębieniu (!); tancerka - koleżanka samobójczyni - lat 19. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Kobra -"Elegia na śmierć nieszczęśliwej damy" 1975 17.07.13, 17:44 > Zauważyliście jak staro wyglądali wtedy stosunkowo młodzi ludzie? Już to dawno zauważyłam. :) Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 13.07.13, 23:53 Babsko-dziecięcego dnia... ;) Dziękuję był udany. Choć padało cały czas. Wybacz, że nie opowiadam porządnie całych odcinków MM, ale powtórki idą za szybko. Dzięki za link do filmu. > dzięki, nie ma to jak film w środku nocy, hehe; z czekoladą w garści, heheII. :))) Dobrej nocy. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 13:47 good point :] wieczór na łonie natury ? :] nie ma problemu, takie smaczki też się czyta dobrze, ba - bardzo dobrze. drobiazg. polecam obejrzenie, wspaniała muzyka, świetne dialogi między bohaterami, no i te plenery i piękne obdrapane pachnące codzienności magią miasteczko :] przyjemnego dnia, Barbasiu :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 14:00 Wieczór w podróży do domu, podróż z przesiadką do uroczego miesteczka przy granicy czeskiej zajmuje dwie i pół godziny w jedną stronę ... To się cieszę . :) Na pewno obejrzę. Dobrego dnia, Greku! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 15:05 mam nadzieję, że nie wpadłaś w jakiś burzowy korkociąg ? koniecznie napisz o swoich wrażeniach po obejrzeniu :] o to chodzi :] żeby każdy był dobry, od biedy może być - na swój sposób, hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 15:50 Nienie. Padał tyko deszcz, było ponuro i bardzo sennie, wyszyscy spali w małym autobusie ukołysani szumem silnika , oczywiście oprócz kierowcy. :)) Kiedyś ... "Uśmiechaj się, do każdej chwili uśmiechaj ..." ;) :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 16:29 czyli, wersja łagodniejsza jesieni letnią porą ? ;] orajt, oczekiwanie też ma swoje zalety :] o, świetne. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 16:50 Tak, było dość ciepło, wystarczył żakiecik. :))) Grekuniu, mam straszne zaległości, kiedy ja je nadrobię!? Coś muzycznego na dziś, /wysłuchałam u Kydryńskiego w jego audycji/: Maestro Jerry Goldsmith, muzyka z flmu THE RUSSIA HOUSE (1990) / widziałeś?/ www.youtube.com/watch?v=tdO9kIfMzpc Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 15.07.13, 14:06 o, no to elegancja dominowała :] o tam, najważniejsze że pamiętasz, hehe. filmu nie oglądałem, widzę tutaj na fotkach Connery'ego i Michelle Pfeiffer, jest tez Roy Scheider, pamiętny ze "Szczęk"; 90 rocznik, to był dobry rocznik filmowy ;] klasyczna wyrazista linia dźwiękowa, z tym charakterystycznym "przy-dźwiękiem", w który wyposażono wiele ścieżek dźwiękowych do filmów z lat 80-tych. świetny utwór, dzięki :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 15.07.13, 14:54 :) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 13.07.13, 17:59 Jaki fajny odcinek przegapiłam:( Więc choć parę słów o nr 9. Ułożona Betty mocno punktuje strzelając z premedytacją do gołębi w obronie godności rodziny, podczas gdy zaskoczony sąsiad komicznie pyta: pani Draper, co pani robi? Pepe, niby życiowa niedojda bez charakteru, a potrafi rzucić się z pięściami na kumpli i skutecznie obronić honor Peggy, tuż obok przechadza sie niewzruszony Don nie zważając, że podwładni się za chwilę pozabijają. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Piekielna gra" & "JUtro będzie niebo" MM 10/ 14.07.13, 14:39 Tak, to był świetny odcinek. Może jest w internecie? Świetna scena, też miałam o niej napisać. A pikanterii scenie nadawał strój Betty - elegancki, jasny, zwiewny peniuar do ziemi i ... papieros w ustach, jak u kowboja, kiedy bezwzglednie mierzyła z wielkiej strzelby do gołębi. Betty pewnie odreagowywała wielki zawód spowodowany rezygnacją z jej usług w reklamie Coca-Coli w konkurencyjnej agencji. Zjawiskowo piękna Betty o urodzie Grace Kelly - uznała to za swoją osobistą porażkę. Nie wiedziała, że zrezygnowano z niej w wyniku zakulisowych rozgrywek. Jej angaż miał być dodatkowym argumentem (choć nie było to oczywiście powiedziane wprost na początku) dla Dona do przejścia do konkurencji, na co Don się nie zgodził. Po powrocie do domu dotknięta, zawstydzona? porażką Betty nie przyznała się Donowi, że zrezygnowano z jej usług (jako argument podano, że ponieważ z kampanią firma jedzie do Europy, potrzebują tam innego typu urody ), tylko oświadczyła Donowi, że sama zrezygnowała z pracy modelki, żeby mieć, jak dawniej, czas dla domu i rodziny. Don słuchał ją z nieco zdziwoną miną, ale nie poinformował ją prawdziwych powodów jej zwolnienia (dyrektor konkurencyjnej agencji zadzwonił jeszcze w pracy do Dona i poinfrmował go, że skoro Don nie chce do nich przejść to muszą zrezygnować z nich obojga, czyli z Betty też). Wiele ta scena powiedziała o ich relacji . Dla mnie Pete to taki zarozumiały wymuskany prymusik , gotowy zrobić wszytsko by osiągnąć sukces, tak go w pierwszym sezonie postrzegałam. W tej scenie, o której Pepsic piszesz, też u mnie zapunktował. :) :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 8/1 15.07.13, 14:54 O ósmym odcinku już co nieco opowiadałam wcześniej. Don odwiedza kochankę, ilustratorkę Midge Danisels w jej mieszkanku, która jest zaprzyjaźniona z kręgiem artystów, jako żywo przypominających bitników (akcja serialu, przypominam, dzieje sie w roku 1960). Jeden z nich, dogaduje Donowi -"Wiesz, co czuję, gdy widzę jak drepczesz jak ta mrówka do tego swojego mrowiska (sic!)... Podcieram sobie tyłek Wall Street Journal". / buntownik pełną gebą! ;)/ Potem mówi Donowi jeszcze zjadliwiej "Wymyślasz dżingle do platków mydlanych, odplamiacza i wmawiasz, że jesteś wolny" . A Don ripostuje "Przestań tyle gadać. Zrób coś!" To samo co ty? odpowiada bitnik - "Ty tworzysz kłamstwa, wymyślasz zachcianki i to im służysz , nie nam" - mówi na koniec brodaty bitnik. Wybacz, że ci przerywam - mówi na to Don - Nie ma wielkiego kłamstwa. Nie ma systemu. Wszechświat jest obojętny. / niezłe nie?/ Don właściwie przyszedł do Migde , by ją zabrać na weekend do Paryża (!), dostał bowiem od szefa w ramach premii całkiem ładną sumkę dolarów. Ta jednak nie chce jechać, są właśnie znajomi (zwłacza jeden taki, w którym się kocha, co zauważa Don), i mają trawkę, znajoma z Kuby przywiozła. Migde namawia Dona, by został z nimi. Don zostaje. Za chwilę wszyscy leżąc na wielkiej kanapie , fotelach raczą się trawką. Don doznaje wizji ... (o czym już wspomniałam kiedyś) cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 8/1 15.07.13, 16:08 Ciesze się! :))) Naprawdę dobry serial, i to z sezonu na sezon, mam wrażenie, coraz lepszy! Rzadko zdarza się taka sytuacja. Wizję Dona opiszę jutro. A dziś kolejny odcinek MM oglądam, a Ty , Greku, co wypatrzyłeś dla siebie? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 8/1 15.07.13, 16:42 o to chodzi, Barbasiu :] a ja [ oraz my] korzystamy z Twoich ciekawych opisów. dzisiaj... może "Ucieczka z kina Wolność" [zaraz po MM], może wreszcie dopadnę :] a już jutro - "Tetro" o 22:25. w środę - "Weiser" o 21:05. oba w Kulturze. i oba bardzo gorąco polecam Tobie i wszystkim. "Tetro" dają po raz chyba 72, i uwierzysz, że ja żadnej powtórki nie opuściłem ? ;]] czarujący film. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 8/1 17.07.13, 17:05 >"Tetro" dają po raz chyba 72, i uwierzysz, że ja żadnej powtórki nie opuściłem > ? ;]] czarujący film. :) Zdążyłam w biegu przeczytać ten post i skusiłam się na "Tetro", ale niestety pora nie pozwoliła obejrzeć do końca. Na szczęście, pamiętam Twój opis. :) Nie dziwię się, że tak lubisz ten film. Ma swój urok ten film. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 8/1 18.07.13, 13:38 "w biegu" :] hah, ostatnimi dniami, to chyba... w locie ? ;] tak sobie gdybam... yes, "Tetro" ma to COŚ. może to ten obraz czarno-biały, może wybrane miejsca i sposób pokazania, może bohaterowie, może styl narracji, może wszystko naraz, w każdym razie - gdzieś zachowuje ten kinowy romantyzm sprzed lat, a jednocześnie opowiada historię [historiE] uniwersalną [E] przecież, łatwo zrozumiałą [E] bez względu na czasy w jakich się z nią/nimi pojawić. urok - najlepsze słowo na określenie tego wszystkiego :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 8/1 18.07.13, 16:30 > hah, ostatnimi dniami, to chyba... w locie ? ;] > tak sobie gdybam... Heh! > yes, "Tetro" ma to COŚ. Wczoraj zaczęłam robić porządek ze starymi gazetami, i wyobraź sobie, zupełnie niespodziewanie (!) wpadła mi w ręce relacja z jakiegoś z jakiegoś festiwalu, gdzie właśnie pokazywano m.in. "Tetro". Recenzent GW bardzo surowo ocenił "Tetro"!? We Wrocławiu Festiwal Nowe Horyzonty się zaczyna! Trąbią o tym w Trójce od rana. W dniu otwarcia widzowie zobaczą nagrodzony w Cannes film "Życie Adeli" Kechiche'a. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 8/1 19.07.13, 15:31 och, ci recenzenci ;] wiesz, mnie wciąga klimat tego filmu, atmosfera, zdjęcia, postaci, historia. na pewno fachowcy mogą się w tym filmie doszukać mnóstwa niedociagnięc czy przesadności w technice, mogą go posądzić o pretensjonalnośc czy cośtam. od tego są ;] być może :] ale, wiesz co, myślę sobie, że to kiepska robota. znacznie lepiej szukać w filmach dobrego, ciekawego, jak mówił śp nieodżałowany Kałużyński "każdy film jest wart zobaczenia, bo nawet w najgorszym filmie jest taki moment, scena, ujęcie, kadr, które są niezwykłe, ciekawe, interesujące, warte zapamiętania" - zgadzam się z tym w całej rozciągłości :] yes, i właśnie początek z najwyżej półki, Złota Palma tegoroczna. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Mad Men 8/1 16.07.13, 14:45 Słowne przepychanki miedzy rywalami były wyśmienite. W poprzednim odcinku, przy pierwszym ich spotkaniu gostek strzelił w ciemno do Dona: idź na pociąg i wracaj do żony i gromadki dzieci, słusznie podejrzewając schemat i prozę życia u sztywniaka z Manhattanu. Dopowiem, Don wykazał sie niezłym gestem obdarowując kochankę na odchodnym czekiem na 2,5 tys. dolarów na zakup samochodu. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 8/1 17.07.13, 16:49 Dopowiem, Don wykazał sie niezłym gestem obdarowując kochankę na odchodnym czek > iem na 2,5 tys. dolarów na zakup samochodu. Tak. Za te pieniądze właśnie mieli jechać na weekend do Paryża. W ten sposób Don zakończył romans z Midge. Ale ma jeszcze Rachel Menken, amerykańską Żydówke, córkę właściela dużego sklepu w Nowym Jorku, przystojną brunetkę z charakterem, która jest klientką agencji . Czytałam, że Migde pojawi się jeszcze na krótko w sezonie 4, w ciekawym epizodzie, w którym narkotyki będą odgrywały ważna rolę. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 8/1 - wizja Dona 17.07.13, 18:51 Po wypaleniu trawki przed oczami Dona staje jego dzieciństwo. Widzi siebie , małego chłopca może 8-letniego kopiącego łopatą ziemię w ogródku przed rodzinnym domem (Don to rocznik 1926). Do domu zbliża się jakiś człowiek, szuka pracy w zamian za niewielką opłatę, nocleg i coś do jedzenia. Mężczyzna (ojciec Dona) niechętnym wzrokiem patrzy na przybysza, gotów go odprawić, ale kobieta, która też kręciła się przed domem, zaprasza go domu , oferując nocleg jedzenie i oraz drobna opłatę w zamian za wykonanie jakiś pracy. Po czym zwraca się do chłopca nie znoszącym sprzeciwu tonem "Dicku Whitmanie (!), zostaw tę łopatę i natychmiast idź do domu i rozpal w piecu" . /Dick Whitman to prawdziwe nazwisko Dona/ Chłopiec natychmiast wykonuje to polecenie. Wieczorem we czwórkę jedzą kolację. Rozmawiają. Przybysz jest wdzięczny kobiecie za to, że go przyjęła do domu, nakarmiła. Kobieta wyciąga monetę z kredensu, chcąc wręczyć przybyszowi zapłatę za pracę, ale mąż zabiera jej tę monetę , mówi, że da mu ją dopiero rano. Późnym wieczorem mały Don/ Dick udaje się do stodoły, gdzie nocuje przybysz. Coś mu tam zanosi. Mężczyzna mówi do niego tak: "Trzymaj się mamy, nie zginiesz." Na to mały Don/ Dick odpowiada: "Nie słyszał pan? Urodziła mnie dziwka." (!) /Owa kobieta, Abigail, nie była matką Dona / Dicka, choć była żoną jego ojca; Dona urodziła młoda kobieta , która oddawała się mężczyznom za pieniądze, z jej usług często korzystał też ojciec Dona, Archie, kiedy kobieta zmarła w połogu, akuszerka zaniosła dziecko jego biologicznemu ojcu i jego żonie Abigail, która nie miała wtedy swoich dzieci (umierały zaraz po porodzie). Macocha, jak można wywnioskować, musiała często wypominać chłopcu niechlubne pochodzenie. Co poniekąd tłumaczy jego obsesyjne wręcz trzymanie w tajemnicy nawet przed żoną szczegółów ze swojej przeszłości./ Mały Dick/ Don wdaje się w rozmowę z przybyszem, zaintrygowany jego elokwencją ("Nie mówi pan jak łachmyta" - mówi mały). Ten opowiada mu o sobie co nieco. Miał kiedyś rodzinę, żonę , pożyczkę i nie mógł w nocy spać. Aż zobaczył śmierć. I wtedy powiedział dość. Teraz nie ma nic, za to może spać. A każdy dzień to dla niego nauka, przygoda, nowi ludzie. A potem pokazuje chłopcu różne znaki, jakie zostawiają sobie wędrowcy na płotach , drzewach. Np. koło z krzyżykiem oznacza, jak tłumaczy, 'tu dobrze karmią', inny znak przypominający dwie litery 'w' to informacja 'uwaga zły pies', oko z którego wypływają sznurem zły oznacza 'opowiedz łzawą historię', sierp ostrzem w dół 'tu mieszka drań'. Rano przybysz szykuje się do odejścia, żegna się z Archi'em, ojcem chłopca, spogląda wymownie na kieszonkę w spodniach farmerskich, gdzie schowana jest moneta, zapłata za jego pracę. Ale Archie nie daje mu zapłaty. Mężczyzna odchodzi bez słowa skargi. Mały odprowadza wzrokiem przybysza, potem biegnie pod płot, który otacza ich dom, odsuwa liście i patrzy, a tam widnieje wyskrobany odwrócony sierp... Koniec wizji. Kiedy Don bardzo późnym wieczorem wraca do swojego domu wszyscy już śpią. Don idzie do pokoju dziecinnego, siada na łóżeczku małego synka, głaszcze go po głowie i obiecuje mu, że nigdy go nie oszuka ... I tak się kończy odcinek. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 8/1 - wizja Dona 18.07.13, 13:43 ale świetna historia. dzięki za opowieść, Barbasiu. "elokwentny włóczęga" z własną narracją i filozofią życiową - o yes :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 8/1 - wizja Dona 19.07.13, 15:47 > "elokwentny włóczęga" z własną narracją i filozofią życiową - o yes :] Czułam, że ci wątek włóczęgi spodoba. :) ciąg dalszy nastąpi wkrótce ... Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 20.07.13, 18:49 O 10. odcinku już opowiadałam (wyżej), pora teraz na odcinek 11. Szef Dona Roger , ten który miał zawał podczas figlowania z jedną z bliźniaczek ,, zjawia się w agencji na usilną prośbę wspólnika, Sterlinga, który obawia się, by zawał Rogera nie wpłynął źle na wizerunek filmy, nie odstraszył głównych klientów, takich jak np. producent papierosów Lucky Strike, który ma się właśnie zjawić w agencji. W latach 60. wszyscy palą na potęgę w miejscach publicznych, w pracy, w domu , nawet przy dzieciach, ilustruje to znakomicie serial, nikt jeszcze nie przejmuje się pojawiającymi się coraz liczniej w gazetach artykułami naukowymi donoszącymi o szkodliwości nikotyny i rakotwórczym działaniu, może poza zirytowanymi producentami papierosów, którzy obawiają się utraty zysków. Aczkowliek wprowadzone zostają nowe regulacje prawne, które zabraniają już mówić, że jakaś marka papierosów jest zdrowsza od innej , co było kiedyś podstawą kampanii Lucky Strike. Agencja musi więc opracować nową strategię reklamową dla LS, dzieje się to w 1. odcinku 1 sezonu. (odcinek 1. sezonu 1) Don nawiązując do metody produkcji papierosów LS , w której tytoń jest opiekany, a nie suszony na słońcu, wymyśla slogan reklamowy, odwołujący się do bardzo przyjemnych skojarzeń - "It's toasted" (jest opiekany). Ktoś mówi, że przecież w innych papierosach tytoń też jest opiekany. Don na to - "Nie, inne papierosy są trujące, Lucky Strike są opiekane". Geniusz! :) Nie muszę mówić, że szef Dona, klienci są zachwyceni. Na koniec Don dodaje - "Reklama jest oparta na jednej rzeczy - na szczęściu. Czy wiecie, co to jest szczęście? Szczęście to zapach nowego samochodu. Wolność od strachu. To billborad na poboczu, który zapewnia, że cokolwiek robisz jest to w porządku. Ty jesteś w porządku". Szef koncernu LA dopowiada - "Jest opiekany"/ It's toasted". I dodaje po chwili z zadowoleniem - Rozumiem. Magia reklamy! ;) Wracając do odcinka 11. Roger, jeszcze osłabiony, zjawia się w agencji w towarzystwie trzymającej go pod pachę żony, Mony. Roger jest blady jak trup, co zauważają pracownicy agencji i komentują to ze współczuciem - " Wygląda jak śmierć" ;). Don prosi Rudą, by zrobiła coś z tą jego bladością zanim pokaże się klientom z LS. i zostawia ją sam na sam z Rogerem w gabinecie. Ruda, która miała romans z Rogerem, pyta go ze łzami w oczach, czy może go pocałować? Roger żartobliwie mówi, że nie wie, czy to wytrzyma. Po czym Roger mówi tak: "Powiem ci z głębi mojego zniszczonego serca... nigdy nie miałem lepszej dupy. Cieszę się , że mogłem zdobywać te wzgórza. (ale poeta! - ja ;). Miałem czas by przemyśleć różne kwestie, żałować pewnych rzeczy, ale tego nie żałuję". Roger upudrowany, pomalowany fachowo przez Rudą (Piegi też mi namalujesz?, pyta Rudą. Piegów nie namalowała, rumieńce, owszem. ;) idzie na spotkanie z klientami, ale tam w pewnym momencie robi mu się słabo i znów zabiera go karetka. Mona jest wściekła na Sterlinga. Fajnym tekstem w niego rzuciła, ale chyba nie zapisałam sobie jej słów, szkoda. "Klienci strawią jeden zawał , ale dwa!?" - martwią się w agencji. Sterling widząc , co się dzieje z Rogerem i obawiając się utraty zaufania klientów, decyduje się zrobić Dona wspólnikiem (Don cieszy się szacunkiem klientów, a nawet więcej, wśród klientów krąży opinia, że "agencja Sterling -Cooper to Don Draper". Facet jest naprawdę dobry.) i dać Donowi 12 % udziałów w agencji. Oczywiście Don pozostanie na stanowisku dyrektora kreatywnego, musi tylko dobrać sobie kogoś na stanowisko koordynatora. Don jest uszczęśliwiony. Wychodzi wcześniej do domu. Każe Peggy też iść do domu wcześniej. W związku z tym, że Don awansował, Pete, ma wielką chrapkę na awans, liczy na stanowisko koordynatora, po pracy wchodzi do pustego gabinetu Dona, niepilnowanego przez Peggy, przymierza się do jego biurka. Za chwilę przychodzi goniec, który przynosi paczkę dla Dona. Pete ją przyjmuje, a potem ... zabiera ją do domu. Betty , piękna żona Dona, przy trzęsącej się pralce piorącej właśnie pranie, przeżywa marzenie erotyczne, w którym kocha się namiętnie z przystojnym akwizytorem, sprzedawcą wentylatorów, którego niebacznie wpuściła wcześniej do domu... Po wszystkim bardzo się tego wstydzi. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 21.07.13, 14:20 ale świetnie opowiedziane. dzięki, Barbasiu. częściej nas racz ! :] "nie są trujące, są opiekane" - a to chytrusy :] yup, "szczęście", wmawianie : kup to - a my ci powiemy, że jesteś świetny, mądry i super. będziesz w awangardzie. a jak nie w awangardzie, to w głównym nurcie - będziesz ze wszystkimi, no bo chyba nie chcesz nie być ze wszystkimi ?! jak nie ze wszystkimi, to jesteś do niczego ! tak to działa, yes. trzeba tylko dotrzeć do natury człowieka, w której siedzi pragnienie bycia "normalnym", a normalny znaczy "taki jak reszta", ludzie patrzą po sobie nawzajem i dostosowują się do siebie nawzajem, to zabawne - bo przecież nie ma jakichś przodowników, tylko wszyscy są jednakowi :] i tutaj pojawiają się sztucznie wykreowane wzorce, czyli reklama. pan copywriter, czy jak to się nazzywa, bardzo celnie to podsumował. hehe, rzeczywiście - poeta :] tylko głowa nie ta :] zanadto gadatliwy taki jakiś, hehe. "klienci strawią jeden zawał, ale dwa ?!" - :], czyli, początki dehumanizacji pracowników... pardons, śrubowania standarów profesjonalizmu i wizerunkowej polityki firmy ;] hehe, świadomość housewife ad 50's :] grzechy bujnej wyobraźni, bo przecież - jakże to przystoi idealnej pani domu idealnego pana męża człowieka sukcesu zawodowego i osobistego, hehe. pewnie jakaś, może niemała ?, część kobiet pozostaje wierna tym wzorcom wierności do dzisiaj, podczas gdy męzowie w ogole sobie nimi nie zaprzątają głów :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i 1) /1 Lucky Strike 21.07.13, 15:14 Na wiki wyczytałam, że "It's Toasted" - slogan Lucky Strike'ów jest autentyczny , wymyślono go w 1917 roku i do dziś widnieje on na paczkach! pl.wikipedia.org/wiki/Lucky_Strike Lucky Strike palił m.in. Jimi Hendrix. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 11 (i 1) /1 Lucky Strike 21.07.13, 15:50 no to mamy wątki historyczne. o, palił zapewne wiele róznych ciekawych rzeczy ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i 1) /1 Lucky Strike 21.07.13, 15:54 > o, palił zapewne wiele róznych ciekawych rzeczy ;] Słuszna uwaga. Hahaha! :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 / "Nigdy nie będę Twoja" (2008) 21.07.13, 16:22 Especially for YOU and for YOU. ;) Dziękuję pięknie. :) >tutaj pojawiają się sztucznie wykreowane wzorce, czyli reklama. Otóż to. "Wymyślasz zachcianki" - mówił do Dona brodaty bitnik w poprzednim odcinku. cdn. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i cytat z odc.7) /1 sezon 27.07.13, 18:49 > hehe, rzeczywiście - poeta :] tylko głowa nie ta :] zanadto gadatliwy taki jakiś, hehe. Ma niezłe teksty. :) W odcinku 7. Roger (od roku romansujący z rudowłosą panną Joan Halloway veryspecialepisode.files.wordpress.com/2009/10/joan.jpg powiedział: "Bardzo lubię rudzielce. Ich usta są kropla truskawkowego dżemu w szklance mleka". ;) A Roger Sterling jest współwłaścicielem agencji, swoją część odziedziczył po zmarłym ojcu. Bogaty człowiek. Tak wygląda: datedaily.mate1.com/wp-content/uploads/2012/03/Roger-Sterling.jpeg Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 27.07.13, 19:15 > hehe, świadomość housewife ad 50's :] 60's!!! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 28.07.13, 15:43 yes :] wersja ostateczna ; świadomość housewife ad 60's, kontynuująca świadomośc housewife z 50's ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 31.07.13, 17:22 > wersja ostateczna ; świadomość housewife ad 60's, kontynuująca świadomośc house > wife z 50's ;]] :)) Kupuję to. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 24.07.13, 08:42 W ramach mini suplementu. Łzy u Jane spowodował mało wyrafinowany komplement o "niezłej dupie" . Tak, tak były jednocześnie pożegnaniem. Eh, te komplementy gęsto, często wywołujące odwrotne skutki. Ja np. mam awersję do wyrażenia "dobrze się trzymasz" (brr...) oraz "dobrze wyglądasz" (znaczy grubo?). Czegoż to gospodynie domowe nie wymyślą. Masturbować się na pralce? Ciekawostka. Mona, serialowa pierwsza żona Rogera również w realu jest jego małżonką. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 26.07.13, 17:03 Tak było, dzięki. >Ja np. mam awersję do wyrażenia "dobrze się trzymasz" (brr...) Jeszcze nie słyszałam, ale masz rację, brzmi strasznie. ;) >oraz "dobrze wyglądasz" (znaczy grubo?). Raczej - ładnie. Tak mi się wydaje. Ten komplement znacznie lepszy od poprzedniego. > Czegoż to gospodynie domowe nie wymyślą. Masturbować się na pralce? O! Nie wiedziałam. :) Don się ugania za innymi babami, nie liczy się z jej potrzebami. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 11 (i 1) /1 - 26.07.13, 17:09 > Czegoż to gospodynie domowe nie wymyślą. Masturbować się na pralce? :) Don się ugania za innymi babami, nie liczy się z jej potrzebami, a ona ... Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 12 02.08.13, 16:42 "Nixon vs. Kennedy" taki tytuł nosi odcinek 12. Akcja odcinka rozgrywa się 8 listopada 1960 roku, w dniu wyborów prezydenckich, kiedy to o najwyższe stanowisko w Ameryce walczą dwaj kandydaci młody polityk z Partii Demokratycznej - John F. Kennedy oraz polityk Partii Republikańskiej i ówczesny wiceprezydent Richard Nixon. Pracownicy agencji śledzą na bieżąco doniesienia telewizyjne (w agencji jest telewizor). Wszyscy kibicują Nixonowi. Agencja przygotowywała spoty reklamowe w telewizji dla Nixona ( jeden z poprzednich odcinków) , pracownicy - Harry Crane z Petem popisali się tu niebywałym sprytem. Otóż, ponieważ sztab wyborczy Kennedy'ego kopiował każde posunięcie sztabu Nixsona, (pewnie i odwrotnie było) - jeśli sztab Nixsona kupił reklamy w radiu to sztab Kennedy'ego też je natychmiast musiał mieć, panowie , by zmylić konkurencję wykupili w jednym ze stanów nadmiar czasu antenowego na reklamę środka przeczyszczającego, z niego (z czasu antenowego na reklamę) mogli potem łatwo wygospodarować czas na spoty dla Nixona (być może jest to historia oparta na faktach, może ktoś się orientuje?). Po pracy nikt nie idzie do domu, rozkręca się impreza, pracownicy spędzają tę noc wyborczą bawiąc się szampańsko w biurze. Tymczasem do Dona przychodzi Pete, wręcza Donowi paczkę ze zdjęciami z dzieciństwa Dona, którą podwędził mu z biura i informuje go, że poznał jego tajemnicę i że wie, że naprawdę nie nazywa się Don Draper, tylko Dick Whitman. Prawdziwy Don Draper zginął w Korei w 1953 roku, a Don/Dick przywłaszczył sobie jego imię i zasługi. I składa Donowi propozycje nie do odrzucenia, wszystko może pójść w zapomnienie, jeśli Don go awansuje na stanowisko koordynatora. cdn. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 12 / 1 02.08.13, 18:03 Don, jest w pierwszej chwili przerażony tym, co właśnie usłyszał, widać po twarzy, ale nie traci zimnej krwi. Postanawia nie ulegać szantażowi Pete'a, bo wie, że jeśli raz ulegnie to ten zawsze już będzie miał go w szachu, idzie więc od razu do szefa - Berta Coopera i oznajmia mu , że na stanowisko koorydnatora wybiera ... 'Ducka' Phillipsa (chyba z innej agencji przyszedł). Pete jest wściekły na Dona, więc mówi więc szefowi że Don nie jest tym za kogo się podaje, że jest dezerterem, albo nawet gorzej (Pete zdobył dodatkowe informacje przez znajomego w stosownym urzędzie ). Oskarża Dona, że jest oszustem, a może nawet zbrodniarzem, mówi. Cooper na to spokojnie: "Kogo to obchodzi, panie Campbell. Ten kraj zbudowali ludzie, którzy mieli gorsze rzeczy na sumieniu niż w tej wymyślonej bajeczce". Pete jeszcze popiskuje, że to nie jest wymyślona bajeczka, tylko prawda. Ale szef karze mu zapomnieć o całej historii i skoncentrować się na zdobywaniu klientów. Pete jak niepyszny wychodzi z gabinetu. Po jego wyjściu szef mówi do Dona: "Możesz go wykończyć. Ale ja miałbym go na oku, nigdy nie wiadomo, jak się rodzi lojalność". Don psychicznie wykończony sytuacją w biurze po pracy pędzi do swojej kochanki, właścicielki sklepu, pięknej Żydówki - Rachel Menken i proponuje jej wspólny wyjazd, taki na zawsze, ucieczkę - "Tam , gdzie jest cieplej". "Do Meksyku, albo do Los Angeles." "Jedźmy i nie wracajmy"- mówi. Co się stało? pyta Rachel, patrząc podejrzliwie na Dona. Don rozpaczliwe jak nigdy- "Nie chcę żyć bez ciebie i nie mogę tu zostać". "Wyjedziemy, zaczniemy jak Adam i Ewa"- mówi Don. Rachel wyraźnie niezadowolona pyta Dona szyderczo - "Ile ty masz lat? 15?"." A co z dziećmi?" - pyta dalej Rachel. Don: - "Będę je utrzymywał. Wszystko przemyślałem". Na co Rachel z nieskrywaną wściekłością zwraca się do- "Nie chcesz ze mną wyjechać, tylko uciec. I krzyczy: "Wynoś się! Jesteś tchórzem!" I tak kończy się kolejny romans Dona. Rachel potem wyjeżdża na kilka miesięcy do Europy z mężczyzną, który został jej mężem. Spotkają się jeszcze z Donem raz (chyba już w drugim sezonie), przelotnie w restauracji, po jej powrocie, ona pod pachę z mężem, on przy stoliku z kolejną kochanką, Bobby. Rachel obdarzy Dona lodowatym, obojętnym spojrzeniem. cdn. (ale krótki będzie) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 12 / 1 KOrekta!!! 03.08.13, 16:09 Przepraszam, kolejność scen była nieco inna! Inaczej rekacje Dona byłyby wątpliwe psychologicznie. Najpierw Pete informuje Dona, że wie o nim wszystko. Wtedy Don, spanikowany opuszcza biuro zdaje się w porze lunchu i udaje się do biura Rachel Menken, prosząc ją by razem uciekli (nie wiem, troszkę mi ten pomysł ucieczki z Rachel nie pasuje do rzeczowego i zasadniczego Dona ?! ). Dopiero kiedy Rachel wylewa mu na głowę kubeł lodowatej wody i wyzywa od tchórzy, Don postanawia, powróciwszy w międzyczasie do biura, nie dać się szantażowi Pete'a. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Mad Men 12 / 1 04.08.13, 16:14 Ożeż zeżarło mi tekst! :////// Jak dam radę , to spróbuję dziś napisać raz jeszcze, heh. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Mad Men 12 / 1 04.08.13, 16:53 czarny dzień dzisiaj, czyco ? Tobie zjadło, mnie nie przepuściło... jeszcze tylko jakiegoś wybuchu brakuje :] Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania wakacje 13.07.13, 12:01 Kochani, chcialam tylko dac znac, ze nie bedzie mnie przez ok. dwa tygodnie, gdyz albowiem wybywam 'kanikulowac' :) Wreszcie! Badzce grzeczni, piszcie duzo, zebym co czytac miala, a jak mi sie uda, to tu do Was zajrze :) Zreszta pamietajcie - wielka siostra (a wlasciwie matka zalozycielka) patrzy, tzn. ma zawsze oko na to, co tu sie dzieje ;))))) Do poklikania :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: wakacje 13.07.13, 16:27 no to, Wielka Matko, udanego wywczasu :] grzecznośc na pierwszym miejscu : megsjessie.files/wordpress.com/2012/01/cool-cats.jpg;] przywieź nam coś z wakacji :] będzie nam łatwiej zmusić się do nierozrabiania ;] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: wakacje 13.07.13, 16:29 o kurde, a tak chciałem pokazać grzecznością zabłysnąć : www.megsjessie.files/wordpress.com/2012/01/cool-cats.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: wakacje 13.07.13, 23:59 > przywieź nam coś z wakacji :] > będzie nam łatwiej zmusić się do nierozrabiania ;] Tak, tak! To dobry pomysł! Przyłączam się do prośby! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: wakacje 14.07.13, 16:30 ja myślalem, że takie małe ultimatum to jest ? ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: wakacje 15.07.13, 14:01 ale z nas interesowne dzieciaki, nie ? ;]] [ciekawe, co dostaniemy ?] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: wakacje 15.07.13, 14:03 Jestem łasa na prezenty, nic na to nie poradzę. ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: wakacje 15.07.13, 14:08 no i słusznie ;] poza tym, byliśmy grzeczni cały rok, więc nam się należy, nie ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: wakacje 13.07.13, 23:56 Przyjemnego odpoczynku, Maniu! Bawcie się fantastycznie! Czekamy tu na Ciebie! :)) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte "Rzymskie wakacje" 15.07.13, 21:53 Co za pech. Kiedy wreszcie pojawił się film, o którym chciałam napisać to mój komputer zastrajkował. Jak widzę, żadnych komentarzy. Dlaczego? :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rzymskie wakacje" 16.07.13, 13:29 współczuję, ale... co się odwlecze, to nie uciecze, jak komp się rozkręci - czekamy na Twoją opowieść :] dlaczego "żadnych komentarzy" a'propos..? "Rzymskich wakacji"? przyznam, że nie wypatrzyłem w programie, w każdym razie w stacjach do których mam dostęp. oglądałem wczoraj "Ucieczkę z kina Wolność", przy czym mam drugą połowę do do-obejrzenia, ale jest na jutubie, więc nie będzie problemu i niebawem spróbuję o tym filmie coś napisać. a może i Ty, Wy, oglądałaś/oglądaliście go wczoraj ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rzymskie wakacje" 16.07.13, 14:28 Ze dwa czy trzy lata temu oglądałam powtórkowo "Rzymskie wakacje" naszej telewizji, więc tym bardziej czekam na Twoją opowieść o "Rzymskich wakacjach" , Bronte. Tylko kolejny odcinek "Mad Men", oglądałam, Greku. Wieczorem zdam relację. "Ucieczkę z kina Wolność" nawet miałam zamiar sobie przypomnieć wczoraj, ale jakoś się nie złożyło. Ale skoro jest w necie, to na pewno w najblizszym czasie zobacze ponownie, wszak to lektura obowiązkowa. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rzymskie wakacje" 16.07.13, 15:43 w porządku, Barbasiu, już ostrzę apetyt na Twoje kolejne historie z MM :] "Ucieczka...", bardzo proszę :] [też skorzystam, bo mam jakieś 40 % do obejrzenia] www.youtube.com/watch?v=KJRysGo6Zx4 Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Rzymskie wakacje" 16.07.13, 19:33 Oczywiście, chodziło mi o komentarze na temat filmu, a nie mojej krótkiej nieobecności :) Ten film został pokazany w tvn7 w niedzielę, o 10.55, więc nic dziwnego, że go przegapiłeś. Dziwaczna pora, ale chyba lepsza niż środek nocy. Miałam wrażenie, że to dobrze znany film, ale na ogólne życzenie napiszę parę słów :) Klasyczna komedia Williama Wylera z 1953 r. Księżniczka Anna (urocza Audrey Hepburn, ale Oscar na wyrost) przyjeżdża z oficjalną wizytą do Rzymu. Ale szybko ma dosyć sztywnej etykiety i obowiązków. Pod osłoną nocy ucieka z pałacu, w którym mieszka, żeby trochę się zabawić. Splot okoliczności sprawia, że półprzytomna ląduje w mieszkaniu dziennikarza Joe, pracującego dla jakiegoś brukowca (zabójczo przystojny Gregory Peck). Ten od razu ją rozpoznaje, ale nie daje tego po sobie poznać. Bo wie, że stoi przed życiową szansą. Artykuł o "wagarach" księżniczki, okraszony zdjęciami (oczywiście bez jej wiedzy) to byłaby dziennikarska bomba. Zwłaszcza, że Anna nie zamierza na razie wracać do swoich obowiązków. Joe wreszcie wydostałby się z finansowego i zawodowego dołka. Tymczasem zniknięcie Anny wywołuje panikę wśród jej świty. I tak zaczynają się zabawne perypetie pary bohaterów, którzy udają przed sobą kogoś innego. Joe podejmuje się oprowadzić Annę po Rzymie, oczywiście w niecnych zamiarach. Ale jego plany biorą w łeb, bo nie będzie w stanie oprzeć się urokowi Anny... Ten film jest pełen ciepła, subtelnego humoru i uroczej niewinności. Aż chciałoby się westchnąć: jaka szkoda, że te czasy minęły bezpowrotnie...Audrey Hepburn i Gregory Peck (ech, gdzie są jeszcze tacy mężczyźni?) tworzą piękną i romantyczną parę. Jest jeszcze malowniczy Rzym jako tło ich zabawnych przygód. Film pewnie trochę się zestarzał, choćby od strony technicznej (zdjęcia w plenerach), ale wciąż może czarować. Widać rękę wybitnego reżysera. William Wyler ma na koncie wiele wspaniałych filmów, m.in. "Najlepsze lata naszego życia", które tutaj opisywałam. Znalazłam dwie zabawne sceny. Tutaj Anna ścina włosy, ku rozpaczy fryzjera, aby uniknąć rozpoznania. A śledzący ją Joe usiłuje "pożyczyć" od małej turystki aparat fotograficzny, żeby zrobić Annie fotki: www.youtube.com/watch?v=hJ4ZU-FA5XA&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=2 I pamiętna scena z "ustami prawdy": www.youtube.com/watch?v=6af1dAc9rXo Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rzymskie wakacje" 17.07.13, 14:48 dzięki za opowieśc, Siostro. przyznam, że nie znam filmu, jakkolwiek tytuł znam znakomicie. romantyczna epoka kina :] a w niej romantyczne komedie bez wulgaryzmów, dosłowności/miałkiej ckliwości, z klasą. ale mam wrażenie, że nie tylko rodzaj narracji i subtelnośc formy były ważne. inne były stroje [garnitur z kapeluszem był codziennym strojem męskim, a nie korporacyjnym mundurkiem, zaś kobiety nie nosiły ciagle spodni, a nawet gaci, ale sukienki i spódnice], inne fryzury, inaczej wyglądały miasta, samochody, domy, wnętrza - inna epoka. inną do tych filmów muzykę komponowano, inaczej kręcono zdjęcia. jedno z drugiego wynikało, czasy były inne same w sobie, więc inna była filmowa forma. ujmująca. zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy. symboliczne, nieprawdaż ? puszczono ten film przed południem. dlaczego nie w prime time ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Rzymskie wakacje" 20.07.13, 15:36 Nie ma za co :) Tak, to była kompletnie inna epoka i to miało odzwierciedlenie w kinie. Dzisiaj taki film już nie mógłby powstać. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rzymskie wakacje" 20.07.13, 16:05 wiesz, ja sobie myślę, że by mógł, ale byłby sztuczny, zarówno w prezentacji, jak i, tak mi się wydaje, w odbiorze. co o tym sądzisz ? Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Rzymskie wakacje" 16.07.13, 14:30 No nie ma, ale czy ktoś anonsował? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rzymskie wakacje" 17.07.13, 19:10 Właśnie. Nic nie wiedzieliśmy. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Rzymskie wakacje" 17.07.13, 19:55 Bo faktycznie pora emisji kompletnie zaskakująca. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rzymskie wakacje" 19.07.13, 16:11 To prawda. Prime time'u dla starego kina bym się nie domagała. Ale sobotnie czy , jeszcze lepiej, niedzielne popołudnie to byłaby całkiem dobra pora na tego rodzaju kino. Świetna ta scena, kiedy księżniczka Anna obcina włosy, a Joe Bradley usiłuje "pożyczyć" od uczennicy na wycieczce szkolnej aparat fotograficzny. :))) Dzięki, Bronte. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rzymskie wakacje" 17.07.13, 19:03 siostra_bronte napisał(a): > Co za pech. Kiedy wreszcie pojawił się film, o którym chciałam napisać to mój k > omputer zastrajkował. A wiesz, ze pomyślałam, czy nie masz czasem zepsutego komputera. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic "Ucieczka z kina Wolność" 16.07.13, 14:26 Świetny, surrealistyczny obraz, doskonale zagrany (Gajos, Zamachowski, Kowalski, nie sposób wszystkich wymienić), również w aspekcie muzycznym, zabawny. Wielki kontrast w stosunku do dzisiejszych rodzimych produkcji. Doskonałe dialogi, nie do ogarnięcia za pierwszym razem, tzw. wyższa półka. Nie doceniłam oglądając wieki temu. Podobno do wszystkiego trzeba dorosnąć;) Greku, czy wizerunek dobrodusznego z wyglądu Bińczyckiego w roli esbeka melomana wyśpiewującego arie operowe na szpitalnym balkonie przypadł Ci do gustu? ;)) Ps. Niestety ucięło mi końcówkę. Nie Morfeusz był przyczyną. Na takich perełkach nie zasypia się. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Ucieczka z kina Wolność" 16.07.13, 15:45 zacząłem, trzymałem się nieźle, ale w pewnym momencie... no i właśnie :] ale na pewno dokończę, już namierzyłem. yes, świetna koncepcja, tak na wstępie. jestem ciekaw zakończenia tego całego galimatiasu. hehe, ubek wesołek ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Ucieczka z kina Wolność" 16.07.13, 18:02 Oglądałam dosyć dawno, ale pamiętam, że byłam rozczarowana. Jakoś nie potrafiłam się wczuć w problemy bohatera. Generalnie wynudziłam się. Oczywiście koncept z zejściem z ekranu zainspirowany Allenem :) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Ucieczka z kina Wolność" 16.07.13, 18:03 Ależ skąd? Samorodny śpiewak operowy. He, he nie jeden w filmie;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Ucieczka z kina Wolność" 17.07.13, 14:49 wiem wiem, to zdązyłem zobaczyć, jak wył z balkonu szpitala :]] dlaczego ci ludzie nagle zaczynali popisywać się ariami operowymi ? metafora "kapusiów" ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Ucieczka z kina Wolność" 18.07.13, 13:41 Zaraz wyć;), poczuli powiew wolności. Świetna scena, kiedy sekretarz KW (P. Fronczewski) wyśmiewa samorodnych tenorów, a w końcowej frazie sam zaczyna śpiewać. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Ucieczka z kina Wolność" 19.07.13, 15:34 ach, to o to chodziło :] trochę się potem naród z tej "wolności' otrząsnął, kiedy się okazało na czym ona w rzeczywistości polega. może ktoś nakręci o tym film, w którym będą wyć zamiast śpiewania, właśnie dlatego ze sobie uświadomili konsekwencje, słowem : że nie wszyscy mają jak "u Carringtonów" :] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Ucieczka z kina Wolność" 24.07.13, 08:50 Zdaje sie, nie ma potrzeby. W końcówce cenzor grany przez Gajosa ma dosyć wolności i schodzi z ekranu (na odpowiedzialność filmweb). Grek, nie wolność zawiniła, a nierozliczeni komuniści, postkomuniści i gruba kreska, jednym słowem układ. To tak hasłowo. Oj, o najważniejszym zapomniałam, kropkę nad "i" postawiły nieudolne rządy chłopczyków haratających w gałę. Ps. Nasza wymiana zdań wokół "Ucieczki..." zaczyna przypominać dyskusję ślepego z głuchym;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Ucieczka z kina Wolność" 24.07.13, 15:11 ;] a ja bym raczej postawił na wolny rynek. ludzie nie wiedzieli, co to jest. wydawało im się, ze jak "obali się komunę", to każdy będzie miał mercedesa, willę i jacht. i nie będzie musiał pracować, bo przecież w "Dynastii" nie pracują, a mają. szybko się dowiedzieli, na czym polega ta zmiana i przeklęli ją tuż później. a że w kapitalizmie, kto sie ustawił za pomocą znajomości i wtyków - ten uzyskał lepszą bazę... cóż, jeśli nie ci, to inni by na tym pojechali, zawsze są jakieś znajomości i "układy". jedno pozostaje niezmienne : rozwarstwienie, bieda, bezrobocie i rozgoryczenie, a tego doświadczyli także ci, którzy radośnie "demontowali komunę" samemu nie wiedząc, co przyjdzie później. gdyby znali przyszłośc, pewnie by się mocno zastanowili. dzisiaj sa już tylko trybkiem w maszynie, której nie sposób zatrzymać albo zmienić. rząd taki czy owaki, a system ten sam, w którym oni są pariasami. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "21", "Tetro", "Czas zdrady" 16.07.13, 15:14 zatem, będzie znów powtórkowo, co nie znaczy, że marnie :] "21" w Polsacie o 20:00 - i naprawdę nie stracicie, jesli obejrzyjcie. rzuciłem się kiedyś do szczegółowego opisu, a tym razem tylko reklama ;] młody, zdolny, skromny chłopak studiuje na MIT, ale marzy o medycynie na Harvardzie. na stypendium szanse tylko teoretyczne, ale niespodziewanie trafia mu się inna opcja : udział w tajnym zespole prowadzonym przez profesora matematyki. grupka bystrych studentów, co jakiś czas jedzie do Las Vegas i kosi szmal w grze w "oczko" [stąd tytuł filmu]. problem w tym, że posługują się metodami pozornie legalnymi [tzw. liczenie wartości kart], ale jednocześnie tępionymi przez... specsłużby kasyna. sale są pod obserwacją, a czuwa nad całym interesem stary wyga zaprawiony w bojach, który oszustów umie bezbłędnie wyłapać. nasz bohater ma zatem wielką szansę na zaradzenie kłopotom i spełnienie marzeń. w dodatku... w zespole jest dziewczyna, która mu się podoba. z drugiej strony, zawsze jest i coś do stracenia... głowa, przyjaciele z "tamtej strony"... zdrowie i życie... wg mnie, dobre kino, może czasami trochę uproszczone, może tu i tam przydałoby się więcej... czegośtam ;], ale na letni wieczór - w sam raz. a w Kulturze, ofk, "Tetro" o 22:25. dla mnie, zupełnie niecodzienny film, oglądam każdą powtórkę, więc nie mogę nie wspomnieć o nim także tutaj :] "Czasu zdrady" Marczewskiego [Kultura, 21:05] nie znam [znacie może ?]. w zajawce mowa jest o pozorach akcji, umieszczonej we Florencji XVI wieku, które w gruncie służą dyskusji ideowej między Machiavellim, a Savonarolą tyle wypatrzyłem, a Wy ? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Weiser" w Kulturze 21:05 17.07.13, 15:01 zaprawdę, powiadam Wam - ten film warto zobaczyć. facet około 50-tki dostaje takiej akcji, że rzuca mu się na wspomnienia dzieciństwa. a w tymże dzieciństwie poznał niezwykłego chłopca, tytułowego Weisera. był on Żydem, niekoniecznie akceptowanym przez otoczenie, bo i lata niesprzyjające akceptacji owej. jednocześnie, był zupełnie nietuzinkowy, utrzymywał i nawet demonstrował umiejętności zastanawiające, albo "zastanawiające" :]. z Weiserem przyjaźniła się dziewczynka, która podobała się Pawłowi, więc i Paweł się do nich przyłączył, ulegając zaintrygowaniu Wesierem historia tej trójki, świetnie filmowana, świetnie napisana, świetnie umiejscowiona, w klimatycznych okolicznościach przyrody i infrastruktury małego miasta - ma finał, który... po wielu latach nie daje Pawłowi spokoju - co tam się naprawdę wydarzyło ? nie powiem Wam, ofk jaki to finał i dlaczego Paweł nie może spać i traci nerwy z powodu prześladującego go powyższego pytania, co pcha go do osobistego dochodzenia w tej sprawie, odwiedzania kolejnych ludzi, którzy mogą mu pomóc znaleźć odpowiedź, a moze... znaleźć spokój ducha ? w każdym razie, film oprócz historii z dawnych lat mieszającej się z aktualną psychologią bohatera - ma znakomity klimat, momentami ocierający się - w rozmowach, w słowach, w nastroju pomieszczeń i interakcji między ludźmi, wagi i tajemnicy wieloznaczności wypowiadanych zdań i ich kontekstów - niemal o powiew horroru ;] no dobra, dreszczowca psychologicznego. świetny efekt znakomicie napisanych dialogów, pracy kamery, aranżacji zdjęć, muzyki i aktorskiego kunsztu KOndrata, Fronczewskiego [doskonały epizod], Globisza [nie gorszy] i całej reszty menażerii. dobrze wypadają młodzi aktorzy, grający dziecięce lata Weisera, Pawła i Elki. a może Wesiera nie było nigdy ? może był tylko wytworem bujnej wyobraźni dzieci ? może taki był wpływ czasów w jakich żyli ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Weiser" w Kulturze i Mad Men 13/1 17.07.13, 19:05 Dziś 13, ostatni odcinek pierwszego sezonu Mad Men. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Weiser" w Kulturze i Mad Men 13/1 18.07.13, 13:44 yes. udało Ci się obejrzeć także "Wesiera" ? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Weiser" w Kulturze i Mad Men 13/1 18.07.13, 13:45 zaskakująco trudne imię/nazwisko ;] Weiser. zwłaszcza jak próbować je napisać szybko, hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Weiser" w Kulturze i Mad Men 13/1 18.07.13, 16:42 :) Nazwisko. Der Weise to po niemiecku 'mędrzec'... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Weiser" w Kulturze i Mad Men 13/1 19.07.13, 15:26 cenna podpowiedź. w filmie istotnie tak jest on przedstawiony, Elka mówi w którymś momencie "on jest filozofem". ciekawy jest ten rozjazd... np. scena, kiedy Dawid lewituje. naprawdę to robił, czy Paweł sam to zmyślił, po latach, "jadąc" na ogólnej nerwowości wspomnieniowej ? Dorosła już Elka kwestionuje jego wersję - wg niej, podczas wydarzeń w tunelu miała na sobie niebieską sukienkę, Paweł utrzymuje, że czerwoną. istotnie, po 30 latach naprawdę wyobraźnia płata figla. co się działo 30 lat temu ? potraficie to odtworzyć tak idealnie ? :] zwłaszcza jesli 30 lat temu miało się 10 czy 12 lat, kiedy nie zapamiętuje się jeszcze tak dobrze szczegółów. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Weiser" w Kulturze i Mad Men 13/1 18.07.13, 16:43 Połowę. /Wstyd się przyznać, zasnęłam w połowie ://. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Weiser" w Kulturze i Mad Men 13/1 19.07.13, 15:21 zdarza się :] po uczciwie przeżytym dniu - naturalna reakcja :] na pewno dadzą powtórkę, za jakiś czas. to Kultura :] udało Ci się złapać klimat ? Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic "Kobra" i "Mad Men II" 18.07.13, 13:58 Barbasiu, podziękowania za streszczenia serii nr 1, mogę poukładać co i jak. Cieszę się, że kultura kontynuuje serial. Również dzisiaj kolejna kobra pt. "Kompozycja na 4 ręce". Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Kobra" i "Mad Men II" 18.07.13, 15:28 dodam tylko, że o 21:05. ta Kobra :] w Kocham Kino powtórka "Wina truskawkowego", więc Kobra all the way :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Kobra" i "Mad Men II" 19.07.13, 16:32 Hahahaha! :)))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Kobra" 19.07.13, 18:31 Ten odcinek był świetny. Klimat wywołujący gęsią skórkę i znakomici aktorzy. Szkoda tylko, że jakość obrazu "Kobr" jest tak słaba. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Kobra" 20.07.13, 13:22 nie udało mi się zobaczyć, żałuję. Siostro, czy jakieś streszczenie udałoby się u Ciebie wytargować ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Kobra" - "Kompozycja na cztery ręce" 20.07.13, 15:51 Sparaliżowaną w wyniku wypadku Zofię Rysiównę straszą tajemnicze dłonie! A może dziwna istota, która jak zeznała, przysięgając, gosposia, posiada dwumetrowe ramię i porusza się na rękach, bo zostawia na ziemi zamiast odcisków stóp, ślady dłoni... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Kobra" - "Kompozycja na cztery ręce" 20.07.13, 16:03 brzmi nieźle :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Kobra" - "Kompozycja na cztery ręce" 20.07.13, 16:09 Prawda , wyblakła taśma. Mnie jeszcze bardziej przeszkadzał fatalny (to samo w "Elegii na śmierć nieszczęśliwej damy"). Trzeba się było nieźle wytężać, żeby zrozumieć, o co mówią bohaterowie. Bronte, spóźniłam się nieco na początek, w jakich okolicznościach Nora Hansen (w tej roli właśnie Zofia Rysiówna) miała wypadek? Robbie popełnił samobójstwo, czy jednak ktoś mu pomógł? Straszące Norę w sypialani ręce złoczyńcy , teatralne w formie , bardziej śmieszyły niż straszyły. Ale motyw sparaliżowanej kobiety, której grozi niebezpieczeństwo, z ręki złego człowieka, a ona nie może nic zrobić, rzeczywiście niezły (Greku, podobny motyw do tego z innej Kobry, który zapamiętałeś) . Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Kobra" - "Kompozycja na cztery ręce" 20.07.13, 16:17 Mnie jeszcze bardziej przeszkadzał fatalny DŹWIEK. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Kobra" - "Kompozycja na cztery ręce" 20.07.13, 17:03 Tak, dźwięk był też kiepski. Miałam problemy zwłaszcza ze zrozumieniem Nory. Na początku była scena upadku Nory, powtórzona parę razy, która niczego nie wyjaśniała. Dopiero pod koniec bohaterka przypomina sobie co się wtedy zdarzyło. Niestety, byłam już zmęczona po ciężkim dniu i na chwilę straciłam wątek :) Ale z tego co zrozumiałam Nora była świadkiem morderstwa na poddaszu, tzn. mąż zabił jej syna, a potem sfingował jego samobójstwo. Natomiast nie mam pewności, czy sama spadła ze schodów w wyniku szoku, czy to mąż jej pomógł. Pomysł z bezbronną bohaterką i jej wewnętrznym monologiem był naprawdę świetny. Zofia Rysiówna była bardzo przekonująca w tej roli. Faktycznie, straszące ręce były trochę zbyt teatralne, ale miało to swój urok :) W ogóle ten spektakl miał świetny klimat, niepokojący klimat. Greku, tutaj krótkie streszczenie: Jedno z klasycznych przedstawień Teatru Kobry. Dramat kryminalny. Nora Hansen (w tej roli Zofia Rysiówna) jest świadkiem zbrodni - nie może jednak wyjawić prawdy, gdyż w wyniku wypadku jest całkowicie sparaliżowana. Nora jest intensywnie leczona, więc morderca spodziewając się szybkiego zdekonspirowania, usiłuje doprowadzić ją do całkowitego rozstroju nerwowego. Aranżuje w tym celu, w okresach kiedy Nora pozbawiona jest opieki, makabryczne i wstrząsające seanse. Coraz dziwniejsze zachowanie się chorej doprowadza do dyskretnej obserwacji przez przyjaciół jej pokoju, a w konsekwencji do ujęcia mordercy - organizatora maskarady, którym okazuje się... Warto wspomnieć, że spektakl reżyserował Tomasz Zygadło. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Kobra" - "Kompozycja na cztery ręce" 21.07.13, 13:51 dzięki, Siostro :] czytam sobie Waszą, Siostro i Barbasiu, rozmowę o tym spektaklu i raz żałuję, że nie widziałem, a raz cieszę się, że to przede mną ;] brzmi interesująco, a poza tym - te stare rzeczy stawiały maksymalnie na budowanie nastroju. mam czasami wrażenie, że dzisiaj zupełnie o tym zapomniano : jasne, twisty są świetne [o ile naprawdę dobrze wymyślone], jasne - jak się coś dzieje i zmienia się scenografia, to też moze być wcale niezgorsze, ale zbudowanie nastroju, atmosfery - mało komu się udaje, a co gorsza - mało kto próbuje [chociaż... jak wie, że nie umie, to lepiej kiedy nie próbuje, hehe]. dlatego wśród najlepszych thrillerów ciągle będą filmy sprzed 25 czy 50 lat, bo umiejętnie zbudowany nastrój jest walorem ponadczasowym, uniwersalnym. po latach jakieś efekty specjalne mogą budzić uśmiech wyrozumiałości, gra aktorska pachnieć manierą, ale klimat zawsze jest magnesem niezawodnym gwarantującym filmową ucztę. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Kobra" i "Mad Men II" 18.07.13, 16:45 Dziękuję, Pepsic!!! Cała przyjemność po mojej stronie.:))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek feeria powtórek z powtórek na bis :] 19.07.13, 15:57 ale powtórkami rąbią, hehe. to nie są słabe filmy, tylko osłabiane zbyt licznymi riplejami. "Podziemny krąg" 22:00 Polsat - no przecież perełka :] tylko musieliby puszczać ją raz na 3 lata. "Adwokat diabła", 23:15 TVN - też dobre kino, Al Pacino w roli Księdza Ciemności [Księcia, pardons ;)] znakomity, jego face-,bodytalk, jego monologi przekapitalne, a jednak... za często lata. TVN eksploatuje ten film do nieprzytomności. w ogóle mam wrażenie, ze polskie stacje tiwi nie wiedzą chyba, ze kino światowe ma nieco większy dorobek niż te 60 filmów, które one wałkują. "Sierociniec", 21:10, Kultura. wałkowanie "Sierocińca' wzięła na siebie Kultura właśnie :] i trzeba przyznać, ze sumiennie się wywiązuje. Publiczna leci na oparach. "Samowolka" Dwójka, 0:50 - bez opamiętania, enty raz, kto nie umarł ten zdrów ;] "Gry uliczne", 3:05 - nie dośc, że w środku nocy, to jeszcze powtórkowo ;] powiedzcie mi, bo sam nie rozumiem, dlaczego TVP narzeka na koszta, gania za abonament, grozi widzom, ale jednocześnie [pomijam to, ze nie redukuje liczby kierowników od wszystkiego i kominów płacowych dla róznych "gwiazd"] wydłuża nadawanie programu, a robi to za pomocą nadawanie powtórek z powtórek ? :] przecież to jakaś piramida Hejhopsa nonsensu :] W Jedynce rosyjska wersja "Szybkich i wściekłych" plus "Miasto prywatne" - też riplej ;] nawet Czesi ostatnio zwolnili, "Pięknośc dnia" i "Dyskretny urok burżuazji" już mamy w archiwum. może w weekend i w przyszłym tygodniu podrzucą jakiegoś hiciora [sprzed lat ? voila !] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 19.07.13, 16:39 To ja tylko powtórkę "Mad Men" wybiorę dla relaksacji. ;) Ale powiem Ci, że jestem rozczarowana wakacyjnym programem TVPKultury. Nowości to się nawet nie spodziewałam, ale choć powtórek filmów, które dawno nie były pokazywane. A tu, właśnie, znowu "Sierociniec". Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 19.07.13, 17:07 yup :] wiesz, po "Tetro" i "Weiserze" będę milczał dyplomatycznie w 13 językach ;] ale tylko półgębkiem, bo zgadzam się z Tobą, że brakuje nowości, zaskoczeń, jakichś klasyków, jeśli już najnowsze nowości są niemożliwe. i te powtórki po raz setny, tak nachalne, tak namolne... uff :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 19.07.13, 18:38 Tak, ręce opadają. Mądrale z tv wychodzą z założenia, że cały naród wyjechał na 3-miesieczne wakacje i telewizji nikt nie ogląda :) Co roku to samo. Na szczęście niedawno nabyłam odtwarzacz dvd (jeżeli chodzi o technikę, to mam kilkuletnie opóźnienie, hehe) i zamierzam poszukać jakichś fajnych filmów. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 20.07.13, 13:26 wiesz, grunt że liczna klika krewnych i znajomych królYka pobiera [nie]należne, ale za to sowite :] o proszę, Siostro, idziesz z postępem :] piszę serio, bo sam nie mam dvd i na razie mam nawet w planach, więc patrzę z podziwem jak sobie radzicie... wszystkie :] czekam[my] na pierwsze , i wszystkie następne, recenzje filmów, które obejrzysz na tym nowym urządzeniu :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 20.07.13, 15:34 Doszłam do wniosku, że nie ma sensu dłużej się opierać :) Dzięki :) Wiesz, to trochę potrwa zanim się zorientuję, jak to ustrojstwo działa. No i na pewno brakuje jakiegoś kabelka :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 20.07.13, 16:03 brawo :] ja ciągle zachowuję swój VHS - kto wie, może jakieś taśmy z ciekawymi filmami będą na jakichś wyprzedażach za przyslowiową "złotówkę" i jeszcze się przyda, hehe. no i, kto wie, może kiedyś nadarzy się okazja i zasilę swoim egzemplarzem zbiory muzealne ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 20.07.13, 16:19 Świetnie, Bronte! Ja mam w komputerze i w laptopie wbudowane odtwarzacze DVD. Bardzo przydatna rzecz. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 20.07.13, 16:30 Też się cieszę :) Też mogę oglądać dvd w komputerze, ale tego nie lubię. Ekran jest mały, no i przeszkadza mi szum komputera. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: feeria powtórek z powtórek na bis :] 20.07.13, 18:57 No tak, lepszy komfort. Świetnie. Zatem upolowania świetnych filmów życzę. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek linki bardziej lub mniej ciekawe 20.07.13, 14:31 kinowo : wyborcza.pl/1,75475,14302162,_Jezdziec-znikad___zabawa_w_western_z_Johnnym_Deppem.html wyborcza.pl/1,75475,14300804,_Jezdziec_znikad__Kapitan_Sparrow_na_Dzikim_Zachodzie.html z recenzji wynika, że ani z Deppa taki Sparrow jakiego oczekiwano, ani z całego westernu żadna wielka rzecz ;] a w małej kontrze do westernowej konwencyji : film.interia.pl/recenzje/news/frances-ha-w-cieniu-dojrzewajacych-dziewczat,1936998,6290 hehe, a co powiecie na tego jegomościa ? :] 25.media.tumblr.com/tumblr_lkc27t5R6g1qe71qto1_400.jpg a później wygląda tak ;] : funkman.org/animal/mammal/blackleopard.jpg zasadniczo, dobrze wiedzieć, kiedy rozkoszny ulubieniec zaczyna niebezpiecznie skręcac w kierunku, na którym zaczyna na Was patrzeć jak na potencjalny obiad. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 20.07.13, 15:34 Dzięks! Będę czytać wieczorem! :) /PS Trzymaj mnie, Grekuniu, bo zaraz komuś przytenteguję! / Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 20.07.13, 16:00 mecz odwołali ;] Barbasiu, szkoda fatygi, tego posta najpewniej za chwilę i tak tu już nie będzie :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 20.07.13, 16:16 Jaki mecz? 8-O Nic nie wiem. Racja, ad acta -'kosz' ten post trzeba odesłać. PS. Greku, miałam się poskarżyć, że mój rower zepsuty, ale wczoraj wieczorem szczęśliwe został naprawiony. Szczęśliwe, bo znaleźliśmy sklep-seriws , gdzie zepsuty element dokupiliśmy. Nie było to łatwe, bo to rower z końca ubiegłego wieku, he,he, z częściami zamiennymi jest problem, nowe rowery są już inaczej zbudowane. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 20.07.13, 16:25 Barcelona miała grać w Gdańsku :] ale wczoraj odwołała przyjazd, pozostawiajac w nieutulonym żalu tysiące kibiców, heh. otóż to :] powiem "filozoficznie", że... hmm, rower naprawiony lepszym jest od rowera zepsutego :]] ja muszę ciągle dopompowywać koła, nie wiem dlaczego, albo się nie znam [na jedno wychodzi], jakim cudem w zamkniętym obiegu powietrze nie pozostaje na stałym poziomie ? ;] wiesz, grunt, żeby... jeździł jakoś :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 20.07.13, 16:53 > powiem "filozoficznie", że... hmm, rower naprawiony lepszym jest od rowera zeps > utego :]] Hahaha! :) Chciałam się podzielić radosną wieścią. Ja też tak mam. Wentyl nieszczelny? Albo dziurki w dętkach? ;) He, he! Obciachu wielkiego jeszcze nie ma więc mogę jeździć. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 21.07.13, 13:53 i słusznie. sprawny zdrowy rześki rower letnią porą - rzecz niebagatelna :] złośliwośc przedmiotów sztucznie ożywionych ;] e tam, czy coś obciachem jest, to my sami decydujemy,a reszta może nam skoczyć, hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 21.07.13, 14:42 A propos, cudne lato w tym roku, nieprawdaż!? Upały od czasu do czasu, ale do wytrzymania; rześkie poranki i wieczory! Uwielbiam takie lato. Dziś boski dzień do leżenia na kocu na trawie i słuchania świerszczy. ;)) :) > e tam, czy coś obciachem jest, to my sami decydujemy,a reszta może > nam skoczyć, hehe. Święte słowa! :))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 21.07.13, 15:49 ładne :] dzisiaj rano było zimno, jak diabli, dzwoniłem zębami jak ksiądz na mszę ;]] hehe :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 21.07.13, 15:57 Hahaha!? :))))) NieNocoTY!? Ale dlaczego było Ci zimno? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 21.07.13, 16:11 nie mam pojęcia... może dlatego, że na termometrze było zaledwie kilka kresek i dało się to odczuć ? ;] taki jakiś nieprzyjemny wiatr wytwarzałem wokół siebie, i on dodatkowo ochładzał powietrze; może powinien dyskretniej się poruszać ? :"] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 21.07.13, 16:28 Byłeś na dworze wcześnie rano? Trzeba było się cieplej ubrać! >taki jakiś nieprzyjemny wiatr wytwarzałem wokół siebie, i on dodatkowo ochładzał powietrze [...] Ho,ho. Powiało grozą. ;) :"] - i szła para z ust? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 21.07.13, 17:11 > >taki jakiś nieprzyjemny wiatr wytwarzałem wokół siebie, i on dodatkowo och > ładzał powietrze [...] > Ho,ho. Powiało grozą. ;) Who are You? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 22.07.13, 14:32 one good cat ;] taka moc letniego poranka, to była, hehe. w dzień gorąco, rano zimnica, jak w Egipcie jakimś ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 23.07.13, 00:18 Very good! :))) Idą upały... Dobrej nocy! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 23.07.13, 16:25 thank You :] i to jeszcze jakie, hehe... 35 zapowiadają, czyli będzie ponad 40. niech jeszcze prąd padnie, to i wentylatora ku pomocy nie będzie, heh. dobra, odpukuję w niemalowane, żadnego blackoutu nie będzie. miłego dnia, Barbasiu :] i Wszystkim :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 23.07.13, 22:16 :) Już się boję. ;) Miłego! Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 20.07.13, 18:56 grek.grek napisał: > Barcelona miała grać w Gdańsku :] Przeczytałam właśnie. trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,14309244,Kibice_wsciekli_na_Barcelone___Przeciez_dla_trenera.html#BoxSlotII2img Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 24.07.13, 09:18 Znowu ?? Tak tylko pytam, w końcu sezon ogórkowy, i mile widziane ploteczki:) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 24.07.13, 12:34 Ploteczki!? Proszę bardzo! ;)) Wieści ze świata mogą być? Podobał mi się angielski herold w stroju z epoki ogłaszający zebranym przed londyńskim szpitalem, zgodnie z dawną tradycją, narodziny małego księcia. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: linki bardziej lub mniej ciekawe 26.07.13, 17:30 Ożeż, herold był fałszywy! deser.pl/deser/1,111857,14341455,Narodziny_syna_Kate_i_Williama_oglosil____falszywy.html#BoxSlotII3img :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 21.07.13, 16:08 to moze jeszcze a'propos "Frances Ha", co to w kinach lata właśnie, bo bohaterka wydaje się być zajmującą postacią : wyborcza.pl/75475,14295967,Frances_Ha__niezdolna_do_bawienia_sie_w_randki.html film.onet.pl/recenzje/frances-ha-nieubłagany-uplyw-czasu/zxji1 jak tam z planami filmowymi na dziś ? widzę "Hurt Locker" w Ct2 i coś czuję, że mnie coś wewnętrznie mobilizuje do obejrzenia tego filmu, jako że za pierwszym razem jakoś mi się wymykał i nie ogarnąłem go należycie, a oscarowe kino w końcu domaga się uwagi i solidnego podejścia, prawdaż ? :] [21:35, jakbyście również mieli chęć i czeską tiwi odbierali] w polskiej tele [TVP1] widzę "Parę osób, mały czas", z tym że cholerycznie późno, 0:50 [tzn. dla mnie, może być, ale generalnie jest to pora kuriozalna]. szkoda, do północy zawalone komedyjkami, a już nieco bardziej wymagające kino - na odwal się. na kolejne tyrady w stosunku do TVp - szkoda zdrowia i "papieru". widziałem dziś rano rozmowę z gen Hermaszewskim, jak mawiał pewien kultowy bohater filmowy - "pierwszym polskim kosmitą". redaktor telewizyjny, imć Ziemiec, zapytał go "czy nie czuł pan dyskomfortu służąc w TAKIEJ armii ?", że niby dla Układu Warszawskiego, a potem "czy nie czuł pan niesmaku życia w PRL" - Hermaszewski zareagował niemal agresywnie : "co to znaczy "TAKIEJ" armii, co to znaczy "PRL"?! to była Polska, POLSKA armia, jedyna jaką mieliśmy, w warunkach które zapewniały POLSCE bezpieczeństwo, a PRL ? PRL dał mi bułkę i mleko, PRL pozwolił mojej matce, po śmierci ojca, wychować 7 dzieci, wykarmić, wykształcić; tzw.PRL pozwolił mi się uczyć, za darmo, latać; więc niech pan sobie buzi nie wyciera "PRLem" ironicznie". pobożny Ziemiec wycofał się rakiem osłaniając się tarczą "no, skroo to dla pana trudne tematy....", za co znów dostał po głowie i padł :] zmierzam do banalnej konkluzji, że i telewizja za PRL była lepsza. czy była bogata ? a skąd. ale miała ambicję być mądrą i niebanalnie atrakcyjną zarazem. nie było "wolności" ? a czy jest wolnością umizgiwanie się do najmniej rozgarniętych widzów ? czy jest wolnością zalezność od słupków oglądalności ? czy jest wolnością układanie programów pod wymogi sponsorów reklamodawców ? nie wydaje mi się, "nie mozna byc wolnym, będąc zarazem towarem na rynku", jak mawiał klasyk :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 21.07.13, 16:16 to jest komedia, oba linki nie działają :] riplej : wyborcza.pl/1,75475,14295967,Frances_Ha___niezdolna_do_bawienia_sie_w_randki.html film.onet.pl/recenzje/frances-ha-nieublagany-uplyw-czasu/zxjj1 Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: co na dziś ?; "Frances Ha" 21.07.13, 16:45 Opis brzmi zachęcająco - amerykańskie kino niezależne, ciekawa bohaterka. Warto by zobaczyć. Dzięki za wieści. A z radia leje się słodka muzyka, motyw z "Cinema Paradiso" w zacnym wykonaniu - Yo-Yo Ma i Chris Botti , dobra rzecz na niedzielne gorąco popołudnie ... www.youtube.com/watch?v=jZWRp4UqyRo :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" 22.07.13, 14:35 yes :] rzeczywiście, i to wersja koncertowa. na czym gra ten, co siedzi ? na kontarbasie czy wiolonczela to jest ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: co na dziś ?; "Frances Ha" 23.07.13, 22:03 Yo-Yo Ma to wiolonczelista, lalala. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 21.07.13, 17:04 Słusznie powiedział Hermaszewski. Przy okazji, niedawno w TV w związku z tegorocznymi obchodami rzezi wołyńskiej Hermaszewski wspominał , jak to jako półtoraroczny maluch wypadł z ramion matce ściganej przez banderowców, którzy napadli na ich wieś. Przeleżał potem całą noc na śniegu, na szczęście dobrze opatulony , dopiero rano znalazł go ojciec. Racja, Greku, heh. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 22.07.13, 14:30 o tym też, w tym wywiadzie, opowiadał. co za historia... Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 23.07.13, 22:05 > co za historia... Cudowne uratowanie. Mnie się przypomniała historia Twojej babci , też cudownie ocalonej, ostrzeżonej przez Ukrainkę. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 13:15 yes. prawda. jakby nie przyjaciółka, co z UPA była, to babkę by wysłali na łono Abrahama :] i to za co ? kiedy zapytała o to tę Ukrainkę, ta jej odpowiedziała : za to, że jesteś żoną Polaka. Babka miała ukraińskie jakieś tam dalekie korzenie, ale wyszła za Polaka. i to wystarczyło[by]. Rzecz się działa na wsi, dziadek pracował zaś w mieście, gdzie miał stancję. do miast się UPA nie zapuszczała, z oczywistych powodów, te masakry odprawiała właśnie po, większych albo mniejszych, wsiach. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 15:37 Moją babcię w niemieckich lagrach ostrzegł znajomy (podsłuchał pod oknem), że została wytypowana z oseskiem do eksperymentów medycznych. Babcia czmychnęła stamtąd z całą rodziną do lasu. Na szczęście nadchodził koniec wojny, wiosna, w obozie nie było specjalnych rygorów, jakoś się udało. Niestety dziadek z drugiej strony nie miał tyle szczęścia, pomimo pięknej karty w historii (kawaler Virtuti Militari). Zginał zdradziecko rozstrzelany przez Niemców za działalność konspiracyjną podczas pacyfikacji miasteczka. Piszę o tym, bo myślę, że jestem Mu to winna. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 25.07.13, 14:38 to bylo pokolenie. to były losy. i my dzisiaj mówimy, że mamy jakieś problemy :] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 09:03 Pytanie z serii niezbyt mądrych świadczących li tylko o red. Ziemcu, który powinien wiedzieć, że Hermaszewski, jako szkolony w Moskwie członek WRON-u jest zagorzałym obrońcą PRL-u, więc albo trzeba było nie ruszać tematu, albo lepiej sie przygotować, a nie wycofywać rakiem w odpowiedzi na populistyczną wykładnię dotyczącą PRL-u. Ps. Będąc w ubiegłym tygodniu w stolicy na króciutkim wypadzie oglądałam w muzeum WP kapsułę, w której Hermaszewski oblatywał ponad 100 razy ziemię. Jest mniejsza od samochodu osobowego. Rzeczywiście trzeba wiele odwagi, żeby dać się zamknąć się na 7 dni i pofrunąć w kosmos. Z ... pieluchą? Ps.2. Żenujący poziom tv to również oznaka obecnej epoki promującej bylejakość za cenę jakości i wartości. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 13:36 wiesz, jak liczyć PRL od 45 do 89, to w zasadzie nadal jeździmy pociągami po torach zbudowanych za PRL, energetyka, szpitale, budynki użyteczności publicznej, jako takiej - mamy z PRL, drogi mamy dzięki PRL, a nawet ten majątek dzięki prywatyzacji którego POlska nie zbankrutowała do momentu podłącznie do kroplówki unijnych dotacji - też mieliśmy z PRL. staż pracy, renty, emerytury - wielu ludzi ma ZA czasy PRLowskie [dzisiaj dopiero ich wypłacanie wisi na włosku]. PRL wychował, wykształcił i wykarmił... 50-60 ? mln Polaków. powiem Ci, ze całkiem to niezłe osiągnięcia, jak na epokę, o której pan Ziemiec wypowiada się z najwyższą pogardą, gardząc w ten sposób swoją matką, ojcem, i innymi krewnymi, którzy pracowali w tym PRL i pracowali na dobro tego PRL. dla mnie, taka ostentacja jest zachowaniem na poziomie niskim. można dyskutować o konkretach, nigdy wszystko nie jest dobrze ani też nie jest źle do cna, ale u nas panuje moda, zwłaszcza w mediach, na podsumowanie "PRL to było g.wno i...i... i basta !". jak ktoś zaczyna niuansować, to towarzystwo zaczyna się wiercić "no jakże to, co za typ/typiara, no przecież zamiast przytaknąć, to dzieli włos na czworo" - ma być jedna prawda. a nie ma jednej prawdy. jest ich wiele, a może nawet żadnej nie ma, i są tylko subiektywne punkty widzenia. Ziemiec nawet nie podjął polemiki, bo zostałby zmiażdzony. wyjechał z "odważną" zero-jedynkową tezą i kiedy napotkał na opór - zabrakło mu pary :] bo tacy są właśnie ci bohaterowie : aktorzy jednej roli, polemiści jednego zdania, poszukiwacze prawdy wyposażeni w dogmaty. a PRL trwał 50 lat i miał wiele twarzy, WIELE sie udało zrobić, wiele także było kart malo chwalebnych. dzisiaj jest lepiej ? choćby w kulturze : jaka jest róznica między cenzurą, a komercją ? żadna, jedna i druga spycha do podziemia "jakość i wartość", które można sobie kupić bez problemów z drugiej ręki [dzisiaj w necie, kiedyś na koncertach, w klubach, w punktach sprzedaży ogłaszanych w fanzinach etc]. tyle, ze za PRL promowano i faworyzowano ambitne [w stosunku do dzisiejszych, to nawet nadambitne] media publiczne. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 15:08 Ale przecież ja się z Tobą zgadzam, wszak pisałam, że Ziemiec źle to rozegrał. W okresie PRL-u były też pozytywy. Do tych, które wymieniłeś można dorzucić: brak bezrobocia, w miarę sprawiedliwe, choć niskie zarobki (niestety niewymienialne), rozwój kulturalny i edukacyjny ludności, powszechny dostęp do bezpłatnej służby zdrowia, rozwój gospodarczy (do czasu), budowa mieszkań, podniesienie jakości życia mniej zamożnej części społeczeństwa (tanie wczasy), silna armia. Myślę, że red. Ziemcowi chodziło o drugą, ciemną stronę PRL, jak: utrata suwerenności przez Polskę i zależność od ZSRR, dyktatura monopartyjna, zamknięte granice, brak wolności rynkowej, niszczenie prywatnej inicjatywy, brak wolnych mediów, cenzura, przywileje i awanse dla członków PZPR, fałszowanie polskiej historii, bzdurna propaganda, monopol władzy i brak kontroli nad nią, brak mechanizmów demokratycznych. W późniejszym okresie reglamentowanie żywności i paliwa oraz hiperinflacja i brak dostępu do luksusowych towarów. PRL to również początek okresu stalinowskiego terroru, fałszowania wyborów - np. referendum 3 x tak (w ramach rodzinnych wspominek: mój dziadek został aresztowany za podważanie wyników wraz z sankcjami, moja krew), dyspozycyjność sędziowska i prokuratorska, wzmożona walka z kościołem, PRL to również kopalnia Wujek, grudzień 1970 i 1981. Ps. Jeszce do niedawna jeździliśmy autostradami wybudowanymi przez Hitlera, co nie oznacza, że mamy chwalić III RP. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 15:10 * Jeszce do niedawna jeździliśmy autostradami wybudowanymi przez Hitlera, co nie oznacza, że mamy chwalić III Rzeszę. Ups:( Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 15:29 ;] to prawda, ale mnie nie chodzi o to, zeby "chwalić PRL" za całokształt. chodzi mi o to, żeby chwalić za to, za co należy i ganić w taki sam sposób. sprzeciwiam się czarno-białej wizji PRL, w której : albo dno i tragedia, albo super i rewelacyjnie. Ziemiec zaatakował Hermaszewskiego totalną czernią, więc Hermaszewski odparował mu totalną bielą. gdyby Ziemiec niuansował, z pewnością doczekałby się adekwatnej odpowiedzi. niestety, to jest prezenter telewizyjny, który wyraźnie nie czytał nigdy wywiadów Teresy Torańskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 15:26 hehe, Tobie chodzi o błędną taktykę przyjętą podczas rozmowy, a mnie jednak o to, że oparł ją na niekoniecznie trafnej opinii :] wiesz, nie można rozmawiać o przedmiocie klasyfikując go wyłącznie za pomocą wad. jeśli Ziemiec wie, że PRL to takze zalety, powinien to zasygnalizować. "PRL to początek stalinowskiego terroru" - tyle, ze stalinowski terror był terrorem wniesionym z zewnątrz, pod dyktando tych, którym Polskę oddano. w ZSRR był, to i tutaj musiał być. Cóż, RFN od NRD dzielił tylko mur, a jakiez kolosalne róznice. pretensje możemy mieć tylko do tych, którzy Polskę rzucili Sowietom do "zagospodarowania". "wzmożona walka z kościołem" - Kościół, który nauczał wiary w BOga nie był prześladowany. prześladowany był kościół politykujący, a zatem garstka jego funkcjonariuszy. "brak dostępu do luksusowych towarów" - wciąż aktualny dla większości Polaków. "utrata suwerenności i zależność od ZSRR" - owszem, ale to nie jest grzech PRL, tylko cięzar jaki mu na plecy wsadzono, trudno winić ówczesnych żołnierzy, że nie strzelali sobie masowo w łeb z tego powodu. pracowali dla Polski najlepiej jak umieli, dla jedynej możliwej wówczas Polski. nie wstydzili się, bo niby czego mieliby ? Pepsic, WTEDY NIE BYŁO NADZIEI NA INNA POLSKĘ. "rozpad ZSRR" ? to było science fiction, to tak jakby dzisiaj ktoś powiedzial, ze Chiny się rozlecą i powstanie 10 nowych państw. uwierzysz w to ? totalne science fiction. co robić w takich warunkach ? Nic ? rzucić się do walki z niedawnym sojusznikiem i zginąć marnie ? a może jednak pracować, dla takiej Polski jaka była realna i możliwa ? "brak wolnych mediów, cenzura, monopol władzy, zamknięte granice" - owszem, ale pytanie nadal brzmi : czego tu się wstydzić ? można było inaczej ? jesli nie było można, to o co chodzi ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 26.07.13, 14:25 Co nie zmienia sytuacji, że przytoczone negatywne zjawiska ery PRL-u pozostają niepodważalnymi faktami świadczącymi, że był to ustrój totalitarny, czasami z ludzka twarzą, aby np. udobruchać społeczeństwo. A zakreślona geneza i obrona, jakiej się podjąłeś tego nie zmieni. Ależ skąd, zarówno taktyka, jak i bezsensowne zapytanie było oznaką nieprofesjonalizmu pana redaktora. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 26.07.13, 15:30 ustrojem totalitarnym w zakresie umiarkowanym :] mnie chodzi o to, żeby : a] pamiętać, że nie bylo alternatywy, b] że w tym ustroju sporo się udało zrobić, parę pokoleń wykarmić i wykształcić. sprowadzanie PRL do jakiejś formy Korei Płn jest krzywdzące, a niestety z tym właśnie wyskoczył redaktor, a nauczył się takiej narracji od swoich kolegów po fachu, którzy dzielnie ją uprawiają od 24 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 24.07.13, 20:03 A ci "bohaterowie" zwykle w czasach byłego reżimu siedzieli cicho, albo chodzili do przedszkola. Nie mogą się z tym pogodzić, więc dalej walą w komunę jak w bęben. Teraz to łatwo oceniać innych. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 25.07.13, 13:54 otóż to :] mam wrażenie, że wielu z nich robi to z czystego cynizmu, po prostu w mainstreamowych mediach nie można mieć dzisiaj [i wczoraj też] innych poglądów. taki typ cenzury, który dziala lepiej niż ta "komunistyczna" - autocenzura :] najlepsze, że to ci, którzy za tzw.komuny odsiedzieli wyroki - prezentują bardziej wyważone opinie od tych, którzy tejże komuny : własnie - nie znają wcale albo wcale im się krzywda nie stała. Michnik ujął to kiedyś w ten sposób : czy mam pretensje, że za komuny siedziałem w więzieniu ? a skąd, nie mam żadnych - wiedziałem, co mi grozi, oni mnie ostrzegali, a ja robiłem swoje. taki był system, a ja chciałem go zmienić. akceptowałem zasady gry i nie moge mieć żadnych pretensji, ja wiem dlaczego oni tak postępowali, i nie musze się zgadzać z tymi motywacjami, ale je rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co na dziś ?; "Frances Ha" i o TVP słowo złe 26.07.13, 14:20 Fakty historyczne zazwyczaj nie dotyczą osobiście, co w żadnym razie nie odbiera prawa do wygłaszania własnych poglądów i opinii na ich temat. I tak np. propagandowe "Nazi ojcowie, nazi matki" nie zmienią mojego spojrzenia na wojnę, mimo że nie było mnie wtedy na świecie. Odpowiedz Link Zgłoś