Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42)

01.04.14, 09:39
nowy miesiac, nowy watek - milych seansow - mam nadzieje, ze bedzie co wybrac ;)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - kwiecien 01.04.14, 09:45
      03. 04 - "Solista" w rolach glownych Robert Downey Jr. i Jamie Foxx
      10.04 - "Jeden dzien" - hmm, taki film w KK? lekko zadziwiajace ... to adaptacja powiesci Davida Nichollsa, z Anne Hathaway w roli glownej
      17.04 - "Jan Pawel II" z J. Voightem (chociaz to w tym pasmie, ale chyba nie pod szyldem KK)
      24.04 - gala rozdania Fryderykow

      hmm, slabo to widze ...
      • grek.grek Re: KK - kwiecien 01.04.14, 12:49
        dwóch pierwszych filmów nie widziałem.

        "Jana Pawła" pominę milczeniem.
        albo nie, bo to zapewne preludium do szajby jaka ogarnie media publicznie w końcówce
        miesiąca :] jż teraz TVP wyświetla cykl zatytułowany "Krok od świętości'.

        leciał tuż przed nocną emisją "Homeland" z nd/pn, stąd wiadomo mi o jego istnieniu.
        po tytule sądząc, myślałem sobie, że to jakiś poradnik, który najgorszemu grzesznikowi
        pozwoli tak się odgrzeszyć, że szast prast i człek znajdzie się o rzut beretem od
        bycia kanonizowanym. zaciekawiłem się z przyczyn naturalnych :]

        niestety, okazało sie, ze "Krok do świętości", to kręcona i pisana na kolanach jakaś
        krótka anegdota, w której opiewana jest świętość JP2.

        w tej, którą oglądałem [podobno jest tego stuffu więcej] jakiś facio opowiadał, jak spotkał
        papieża w Afryce, gdzie panował upał 50 stopniowy i papież [nie pamiętam : już nim był, czy
        dopiero miał się w niego wcielić ?] zapytał kulturalnie : czy mógłbym dostać szklankę wody ?

        no i to ta świętość; że się spytał o wodę, bo go suszyło. że taki skromny był.

        nie wiem, na czym ta skromność miała polegać, ale chyba na tym, że zamiast pójśc do sklepu i kupić sobie baniak mineralnej - postanowił napić się na sępa, ale przymilnego ;]

        pogadaliby raczej o tym cudzie, co go podobno sprawił ;]] swoją drogą, skoro taki magik, to niech przyprowadzą człowieka bez nóg, pomodlą się do niego i niech mu te nogi odrosną. wtedy uwierzę :] cuda potwierdzane przez lekarzy watykańskich i dotyczące zakonnic albo ludzi głęboko wierzących - jakoś mnie nie przekonują. tak jak te wszystkie miejsca kultu, gdzie boskie postaci ukazują się zawsze pastuszkom wychowywanym w dewocyjnych familiach, a potem w wiosce stają sanktuaria i łoją straszną kasę :]]

        swoją drogą, pikuje ten cały biznes w stronę mało zachwycającą.
        w Biblii napisano, że Paweł zanim się nawrócił, to był łotrzykiem - to ma cięzar gatunkowy, a teraz... szkoda gadać - pastuszki i zakonnice nie są wiarygodni ;]]

        a ten film widziałem fragmentarycznie - drugi raz chyba się nie zdobędę, bo ja takich filmów nie mogę oglądać. serio. w mojej linii genetycznej istnieje zagrożenie zachorowania na cukrzycę, więc staram się produkty ponadnormatywnie lukrowane eliminować z diety :]
        • zolzatoja Re: KK - kwiecien 01.04.14, 13:36
          Najpierw się przywitam - dzień dobry wszystkim :)

          I zaraz wyznam, że po przeczytaniu pokochałam Cię miłością dozgonną.

          Dziękuję, bo ubrałeś w słowa cenzuralne to, co także po mojej głowie tłucze się niecenzuralnie od dawna.
          • grek.grek Re: KK - kwiecien 01.04.14, 17:50
            aż tak ? ;]]

            poczekaj na kanonizację, dopiero będę złośliwy. jak małpa :]

        • pani_lovett Re: KK - kwiecien /"Krok od świętości' 06.04.14, 16:34
          O! Nie wiedziałam, że jest taki cykl w telewizji. Ciekawa rzecz.


          A gdyby tak spojrzeć na tę historię z nieco innej perspektywy, pod innym kątem, wtedy może dałoby się w tej historii dostrzec jakieś wskazówki, jak zostać świętym. Czy prawie świętym? ;)

          Może szlachetnej próby postawa życzliwości, uprzejmości, szacunku Wojtyły dla drugiego człowieka, nawet tego najskromniejszego i ubogiego, które zrobiła tak potężne wrażenie na owym człeczynie z Afryki, że postanowił podzielić się tą opowieścią w dokumencie, to właśnie to jedna ze ścieżek ku świętości?


      • siostra_bronte Re: KK - kwiecien 01.04.14, 18:33
        I znowu bez rewelacji.
        • er.pa Re: KK - kwiecien - "Jeden dzień" 01.04.14, 19:14
          To ja się tutaj opowiem - to nie jest jakieś arcydzieło, ale sympatyczne, i nawet takie troszkę zakręcone na końcu, co wynagradza lukrowany nieco środek. To jest adaptacja książki Nichollsa dokonana w bólach (tak twierdzi, miałam okazję być na wywiadzie z tym panem; ach, jak ja lubię się chwalić :) przez niego samego - jak twierdzi przycinanie czegoś, co było we własnym oglądzie najlepsze jakie dało się wymyślić, bardzo boli i więcej by tego nie zrobił :)
          W każdym razie da się obejrzeć.
          • grek.grek Re: KK - kwiecien - "Jeden dzień" 02.04.14, 13:36
            dzięki :]

            ja tam zamierzam spróbować.
            [btw, Kocham Kino powinno, jednak, być all exclusiv - pokazywać naprawdę wyselekcjonane kino, które zbiera nagrody i respekty u krytykow z Europy i Ameryki; tymczasem, tydzień temu "Labirynt fauna", który Kultura pokazywała jakieś 87 razy, a i w KK już chyba był kiedyś; generalnie, mam wrażenie, że czasami wstawiane są nie tyle tytuły, które uwiarygodniają Kocham Kino, co takie które Kocham Kino uwiarygodnia (w randze kina wysokiej próby); żeby nie było, oglądam wszystko, jak leci nigdy nie jestem rozczarowany, tak już mam, ale mam wrażenie, że jednak Kocham Kino mogłoby sięgać po filmy, które liczyły się na festiwalach w Cannes czy Wenecji, kino wybitnych reżyserów plus to, co najlepszego na naszym polskim podwórku, czyli po prostu być produktem niecodziennym i niespotykanym w telewizji; kiedyś taką rolę pełniły "Perły z lamusa"]
      • pani_lovett Re: KK - kwiecien 03.04.14, 00:06
        maniaczytania napisała:

        > hmm, slabo to widze ...

        Może jakieś nowości szykują się na święta wielkanocne?


        /Maniu , dobrze, że jesteś! Wszystkiego dobrego! :*/
    • grek.grek THe Following 6. odc 01.04.14, 13:51
      Wiem, że czekacie i zagryzacie wargi z niecierpliwości :]] [Barbasiu, ciąg dalszy przekonywania Ciebie :)]

      Orajt. 4 odcinek zostawia akcję w momencie, gdy FBI namierza dom w hrabstwie Dutchess, gdzie ukrywają się sterowani przez siedzącego w puszce mordercę JOe'go Carrolla - porywacze jego 10-letniego [oa oko] syna Joeya. Porwanie ma być częścią planu Carrolla wymierzonego w ludzi, którzy zawiedli go w życiu, zdradzili i w ogóle. Porwanie Joey'a dotykać ma przede wszystkim Claire, eks-żony Carrolla, która przyprawiła mu rogi z agentem FBI, Hardym, tym który złapał Carrolla, który mordował studentki stylizując to na zachowania z opowiadań Edgara Allana Poego.

      Na miejsce dociera agent Hardy. Jego partner, z miejscowej policji, ginie w akcji. Hardy zostaje pojmany przez porywaczy. Jednocześnie Claire otrzymuje informację od mecenas Carrolla, niejakiej Olivii Warren, wykorzystywanej przez killera do komunikowania się ze światem - ma spotkac się z jakimś człowiekiem. Omijając chroniących ją agentów FBI, Claire dociera na miejsce, a tajemniczy gośc odwozi ją samochodem w nieznanym kierunku.

      I teraz...
      Hardy oczywiście zostaje związany przez porywaczy. POlicja i agentura FBI jest na tropie, więc to tylko kwestia czasu, kiedy dotrą z pomocą. POrywacze, a zwłaszcza Emma Hill - ich herszt, są jednak nieobliczalni, więc Hardy próbuje działać na własną rękę. Robi co moze. Przede wszystkim próbuje skłócić tych troje. Orientuje się w układach między nimi i co rusz naciska albo na miękkiego Jacoba albo drwi z mocniejszego, ale podenerwowanego Paula. Hardy jest częscią misternego planu zemsty Carrolla, więc agent czuje że śmierć raczej mu nie grozi. Bez niego plan Carrolla nie ma sensu, więc go nie zabiją. Emma hamuje jego zapędy paralizatorem. Zakłóca działanie jego rozrusznika serca. Hardy'emu odechciewa się gierek słownych.

      Wreszcie pojawia się policja. Okrąza dom. Hardy twardo powtarza całej trójce : "albo się poddacie, albo żywi z tego nie wyjdziecie". Cała trójka nieźle trzęsie portkami. Są naprawdę przestraszeni. Tyle że poddać się nie chcą. Emma pierwsza się opanowuje, przyprowadza z piwnicy Megan [dziewczyna porwana przez Paula, który chciał na słabym Jacobie wymusić zabicie jej; Jacob kłamał, że ma na koncie zabójstwo, przez co zyskał względy Emmy - odsunięty na drugi plan, zakochany w Jacobie, Paul w ten sposób chciał skłonić Emmę do wzgardzenia Jacobem, aby móc go mieć dla siebie; ostatecznie staneło na trójkącie :)] - grozi że ją zabije, jeśli Hardy nie powie policji i FBI, żeby zwijali się w trybie natychmiastowym. Daje Hardy'emu telefon i każe tarabanić do jego dowództwa z powyższym ultimatum.

      Odbiera agentka Parker, dowódca akcji, i próbuje przez telefon wjechac do głowy Emmy. Przypomina jej, ża zabiła własną matkę. Wcześniej FBI namierzyło dom Emmy, gdzie znaleźli zwłoki jej matki [przyczyny dla których Emma ją zabiła - w 2 albo 3 odcinku], ale i mnóstwo malunków, które zawierały twarz tej kobiety. Zatem, Emma nie zapomniała. Zabiła, ale mamuśkę ma ciągle w głowie, co znaczy że nie wyszła z traumy po dokonaniu morderstwa, a to z kolei sugeruje, że dziewczyna ma sumienie i można do niego apelować, aby się poddała. Parker stara się ją podejść, ale Emma szybko się rozłącza.

      Policja i FBI wycofują się. A porywacze ślą ze swojego kompa maile do kogoś o imieniu "Roderick". On ma im zorganizować pomoc. Policja i FBI próbuję przechwytywać te maile, ale są one świetnie chronione jakimś systemem.

      Hardy próbuje nadal mieszać, widzi że obaj chłopcy są spanikowani. Kiedy Emma wychodzi, Hardy stara się im wmówić, że Emma nimi manipuluje, robi z nich głupków, a oni daja się babie wodzić za nos :] Osiąga efekty, Jacob z nerwów zapomina, że nie jest w stanie zdobyć się na zabójstwo i dopiero Paul ratuje Hardy'ego przed swoim kolegą, nie bez użycia pięści :] Jednocześnie Hardy wchodzi w posiadanie jakiegoś szpikulca, czy czegoś, co walało się po podłodze, a młodzież nie zauwazyła.

      Emma Hill sama wybiera numer do agentki Parker. Zwierza się jej, że rzeczywiście ciągle myśli o tym,, że zamordowała własną matkę. Parker stara się jej wmówić, że dlatego słucha teraz Joe'ego Carrolla - zabiła matkę, ale potrzebowała nowej, wiec znalazła sobie guru. Emma tutaj twardo zaprzecza : "To ja go wybrałem, a nie on mnie".

      To ona, Emma, trzyma fason. Uspokaja swoich kolegów. A potem... ucieka sama. Zabiera oczywiście porwanego chłopca [porwanego... Emma przez rok byłe jego opiekunką, a Jacob i Paul przez trzy lata udawali zaprzyjaźnionych gejów mieszkając po sąsiedzku - wszystko na polecenie Joe'ego Carrollla, siedzącego we więźniu... nietrudno wmówić chłopcu, że to wycieczka za zgodą jego mamy]. Zostawia Jacoba i Paula na pastwę losu, a oni drą się do siebie, że zostali przez niż zdradzeni.

      Na teren posesji wchodzi SWAT, jednostka specjalna. Hardy uwalnia się tym szpikulcem i atakuje Paula raniąc go dotkliwie. Potem ucieka, zawiadamiając jednocześnie przez telefon FBI o ucieczce Emmy.

      Nieoczekiwanie, jedni SWAt-erzy strzelają do innych. Zupełna konsternacja. Kiedy udaje sie dopaść uciekającą Emmę - jedna z miejscowych policjantek strzela do MIke'a z FBI [tego młodego, który próbuje się zbliżyć do Hardy'ego, zakumplować z nim]. Kiedy ten pada, zdradziecka policjantka mowi do Emmy, że jest "od Rodericka" i przyszła jej pomóc - zabiera Emmę w miejsce, gdzie stoi samochód gotowy do drogi. Emma odjeżdza z Joeyem. Paul i Jacob cudem uciekają z domu, ostrzelanego przez SWAT, Paul jest cięzko ranny. Zatrzymują na szosie auto i przejmują je. W drodze rozpamiętują, że Emma ich olała, a jednocześnie Paul jest wdzięczny, że Jacob przy nim został. Udawanie gejow nie poszło na marne ;] MOżliwe, że obaj są biseksualni, czyli szansa na udaną randkę rośnie u nich o 50 % ;]

      Mike nie ginie, bo miał kamizelkę kuloodporną. On, Hardy i Parker wspólnie zdobywają się na konkluzję, że ktoś tu ich wyrolował :]] Kim byli fałszywi SWATerzy i policjantka która pomogła Emmie ? Parker diagnozuje "Atawistyczna chęc przynależności. Carroll musiał tylko się do niej sugestywnie odwołać, żeby ich zwerbować".

      Sam Joe Carroll jest informowany przez swoją adwokat o wszystkich wydarzeniach. On sam nie ma telewizora i internetu. FBI odcieło go od świata zewnętrznego. Za pośrednictwem Olivii Caroll składa zażalenie na postepowanie służby więziennej. Niekoniecznie chodzi o dostęp do technologii, ale chyba o przemoc wobec niego. To kolejna część partii szachów jaką prowadzi.

      W drugim wątku, Claire zostaje zawieziona przez tajemniczego gościa do jakiegoś opuszczonego budynku. Gośc ma tam całą aparaturę - kompy nie kompy. Z retrospekcji wynika, że ma on na imię Charlie, jest eks-żołnierzem, specjalizacja : informatyk. Z wojska został zwolniony, szukał nowej drogi, tak dotarł do Carrolla i trafił do jego szajki/sekty. Zabił kilka osób... Jako żołnierz - 5. Ogólem - 9... Jest spokojny, małomówny i wysoce kulturalny.

      Przez 2 lata prowadził, na polecenie Carrolla, totalną inwigilację Claire. To-tal-ną. W trakcie tej inwigilacji... zakochał się w niej. Carroll od razu to wychwycił. Uznał, że tym lepiej, iż tak się stało. Charlie przeprowadzi akcję z należytą starannością.

      Claire na początku jest opanowana, bo Charlie obiecuje spotkanie z Joey'em, ale im dalej w las, a Joey'a nie widać - Claire traci rezon. W końcu zrywa się do ucieczki z tego ciemnego budynku. Charlie nie pozwala jej zwiać, ale cały czas jest delikatny wobec niej. Tytułuje się nawet "jej wyznawcą", co prowadzi do zwierzeń o tej całej inwigilacji 2-letniej. Claire jest zdumiona i przerażona. Zwłaszcza że w tej dziupli Charlie ma liczne fotografie i filmy video z nagrań z kamer jakie poumieszczał w jej domu. Kiedy wychodziła - on chodził z anią. Ma całe teczki z zapisami, co robiła godzina po godzinie przez te 2 lata.

      BYc moze to Charlie jest tajemniczym Roderickiem i to on organizuje pomoc dla Emmy. To nie jest do końca jasne, ale ja się zamotałem :]






      • grek.grek THe Following 6. odc [dokrętka] 01.04.14, 14:09
        Jak tam gdzieś wspominałem : FBI śledziło korespondencję Emmy z jakimś adresem mailowym, ale nie mogli złamać systemu utajniającego treśc korespondencji. Jednocześnie, udało im się namierzyć skąd ten drugi gagatek zasuwał - i chyba to dowodzi, że Emma korespondowała z Charliem, bo wkrótce komandosi policyjni włazą z bronią do tego budynku, w którym Charlie siedzi z Claire.

        Ofk, Claire orientuje się, ze chłopak ma do niej specjalne podejście. Wykorzystuje więc sytuację i całą mocą swojej kobiecości [no moze nie całą mocą, bo bez użycia seksu ;)] zaczyna prowokować go do zwierzeń nt. jej syna, planu jaki ma Joe Carroll. Charlie nic nie wie. Zna swoją część zadania. Zadań Emmy nie zna. Emma nie zna jego. Carroll stworzył cholernie zmyślny mechanizm.

        I Claire tak dobrze idzie, że Charlie ulega słabości własnej i całuje ją. Odskakuje od razu jak oparzony, wyrzuca sobie że zachował się źle i bije głową w ścianę :]

        Kiedy do budynku wpada policja, Charlie bierze nogi za pas. Claire zostaje uwolniona. Hardy wraca z Dutchess i nie ma dobrych informacji, jak wiadomo Emma uciekła z synem Claire.

        Claire przyjmuje tę jego milczącą informację najpierw rozczarowaniem załazawionym, ale potem obejmuje dzielnego agenta, no bo przeca jak nie on, to kto znajdzie dzieciaka ?

        [Roderick to imię bohatera "Zagłady domu Usherów" ofk Edgara Allana Poe, którym inspiruje się nieustannie JOe Carroll, a którego twórczość przerył ekstremalnie sam Ryan Hardy, kiedy szukał przed laty zabójcy studentek, kierującym się wskazówkami z dzieł EAP; a którym okazał się sam Joe Carroll, wówczas wykładowca w szkole, poproszony o pomoc przez agenta, z czasem - jego dobry kolega]

        www.youtube.com/watch?v=Es9fJaoAYM

        • pani_lovett Re: THe Following 6. odc [dokrętka] 03.04.14, 14:17
          Dzięki. :) /Czytałam dwa dni temu./

          No może ten odcinek jest nieco ciekawszy, mam wrażenie, że pojawienie się policji bardziej zdynamizowało akcję.

          • grek.grek Re: THe Following 6. odc [dokrętka] 04.04.14, 15:53
            dzięki, Barbasiu :]

            akcja się zagęszcza, faktycznie, trochę psychologia zeszła na dalszy plan.
    • grek.grek co na dziś ? [oprócz "Rocky'ego"] 02.04.14, 13:48
      wczoraj wybrałem mecz, dzisiaj mam aż 2 - do wyboru ;]
      plus 2 odc. Luthera w CT2, który raczej z odtworzenia złapię [21:55, czyli zachodzi na
      piłkę].

      a jeszcze Mundialeiro latem, to dopiero będzie fiesta piłkarska.
      odkąd pamiętam, to mundiale zawsze miały swoją oprawę, jako nieletni, wraz z innymi
      nieletnimi, przez miesiąc oddychaliśmy piłką i niczym więcej. niektórym to zostało do dziś, hehe.
      mnie jakoś nie bardzo. z wiekiem stałem się wybredny i zasiadam głównie na mecze o jakąś większą stawkę, albo wyjątkowo prestiżowe. słowem : jak się zaczynają ćwierćfinały Ligi Mistrzów albo mistrzostw świata, to jest znak, że football coming home :]

      w tiwi zauważyłem oryginalnego "Rocky'ego", tego który w 76 roku narobił takiego zamieszania, że aż dostał Oscara za scenariusz. rozwodziłem się na jego temat parę razy, więc nie będę Was ponownie terroryzował, ale za to zachęcę - film jest surowy, bohaterowie nie są plastikowi, Filadelfia jest przepięknie brzydka, a cała historia pokazuje Amerykę zarówno jako kraj, w którym ludzi spracowanych, rozczarowanych i zagubionych jest od metra, ale również głosi jej pochwałę, jako miejsca, w którym za każdym rogiem może czekać wielka szansa od przewrotnego losu. a do tego banalna-niebanalna historia miłosna i przekonujące aktorskie kreacje - wszystko. naprawdę, Stallone też ;]
      • angazetka Re: co na dziś ? [oprócz "Rocky'ego"] 02.04.14, 16:22
        > a jeszcze Mundialeiro latem, to dopiero będzie fiesta piłkarska.
        > odkąd pamiętam, to mundiale zawsze miały swoją oprawę, jako nieletni, wraz z in
        > nymi nieletnimi, przez miesiąc oddychaliśmy piłką i niczym więcej. niektórym to zost
        > ało do dziś, hehe.

        Ba, mnie się tak zrobiło jako starej babie, po maturze ;) I czekam na lato, oj, czekam...
        • siostra_bronte Re: co na dziś ? [oprócz "Rocky'ego"] 02.04.14, 16:25
          Zastanawiam się o jakich porach będą te mecze? Mogą być problemy z obejrzeniem.
        • grek.grek Re: co na dziś ? [oprócz "Rocky'ego"] 02.04.14, 16:31
          hahaha :]

          w tym roku cała zabawa w Brazylii będzie, wydawało by się w kraju gdzie futbol jest reliigą i można by spodziewać się niesamowitego nastroju i uniesienia świątecznego, a tymczasem
          podobno Brazylijczycy unieśli się, ale gniewem - są wściekli, że zamiast walczyć z biedą rząd
          wydał miliardy na piłkę :]

          podobno, kiedy w Rio ludzie protestowali z powodu podniesienia cen biletów komunikacji miejskiej, wyszedł Pele i powiada "ludzie, nie protestujcie ! cieszcie się piłką nożną i zbliżającym się mundialem !" - gdzieś czytałem, że krążą po mieście plakaty z jego podobizną i napisem "Wanted ! Dead or alive !" ;]]
          • pani_lovett Re: co na dziś ? [oprócz "Rocky'ego"] 03.04.14, 00:07
            Co z ta Brazylią? ;)

            Też lubię mistrzostwa świata w piłce nożnej. :)
            • gryfny Re: Co z ta" Brazylią " 03.04.14, 13:18
              Nic szczegolnego tylko, 1/2 meczy zaczyna sie o 22:00 czyli koniec o polnocy
              • pani_lovett Re: Co z ta" Brazylią " 03.04.14, 14:22
                Jak do północy, to damy radę przynajmniej na kilka meczów rzucić okiem, prawda?
              • siostra_bronte Re: Co z ta" Brazylią " 03.04.14, 14:46
                Zgadza się. Znalazłam dokładną rozpiskę:

                mundial2014.tvp.pl/13229567/plan-transmisji-mundialu-2014
                • pani_lovett Re: Co z ta" Brazylią " 04.04.14, 00:14
                  O! Świetnie! Dzięki , Bronte! Przyda nam się niedługo. :))
            • grek.grek Re: co na dziś ? [oprócz "Rocky'ego"] 03.04.14, 17:23
              cała Brazylia szuka Pelego :] żeby go wrzucić do smoły i obtoczyć w pierzu, hehe.

              mają swoją otoczkę, wtedy to już sprawa światowa, a nie tylko kilku klubów z paru krajów. i chyba, nie wiem czy się zgodzisz ?, mistrzostwa świata nie kładą takiego akcentu na czynnik finansowy. tzn. ktoś na tym zarabia, ale jednak zawodnicy nie zjawiają się tam, żeby zarobić, bo w klubach dostają odpowiednie gaże. mundial to sprawa ambicji, prestiżu i narodowej dumy. jakkolwiek by to podchodziło pod archaiczny patriotyzm, to jednak niesie ze sobą jakiś tam odcień zamglonego romantyzmu, nie ?
    • grek.grek Forbrydelsen III 02.04.14, 13:55
      coś, drogie Panie nic nie piszecie, a ja w programie zauwazyłem że już odcinki 7-8 będą puszczane :]] jak oceniacie dotychczasowe ?
      • siostra_bronte Re: Forbrydelsen III 02.04.14, 15:33
        Wiedziałam, że w końcu zapytasz :) Greku, oglądam, ale z braku czasu nie opisywałam kolejnych odcinków.

        Może w skrócie napiszę, że porywacz umawiał się jeszcze dwa razy, ale wyglądało na to, że nie chodziło mu o pieniądze. Ostatnim razem chciał wymienić porwaną Emilę za jej ojca. Niestety, akcja się nie udała, porywacz zabił małą na oczach jej ojca i Sary i zniknął. Nie wiadomo kompletnie dlaczego to zrobił.

        W międzyczasie okazało się, że ta dziewczynka, którą znaleźli marynarze parę lat wcześniej (zabici na statku przez porywacza) została jednak zamordowana. Sara dotarła do patolog, która jak się okazało sfałszowała protokół sekcji zwłok z powodu nacisków "z góry". Babka została zabita przez porywacza, Sara prawie go złapała na gorącym uczynku. Kolejna osoba uwikłana w tamto śledztwo, detektyw, wyraźnie coś ukrywa przed policją. Zostaje zamknięty w celi i tam popełnia samobójstwo.

        Wygląda na to, że porywacz Emilii mści się na ludziach, którzy wyciszyli sprawę zabójstwa dziewczynki, bodajże Louise. Ale dlaczego, nie wiadomo.

        Z ciekawostek Sara spędziła upojną noc z Brochem, tym ex-chłopakiem z czasów studiów. Oczywiście facet ma rodzinę. Niestety, nie pokazano żadnych szczegółów :) Tenże Broch coś kręci, bo chyba brał udział w poprzednim śledztwie w sprawie niby samobójczej śmierci Louise.

        Jak w poprzedniej serii na razie brakuje mi tego specyficznego dreszczyku, jakby serial się dopiero rozkręcał. Nie ma tu kręgu podejrzanych, figura porywacza jest kompletną zagadką. Ale zobaczymy co będzie dalej. Oczywiście świetnie się to ogląda, chociaż nie dało się uniknąć powtórzeń pewnych sytuacji.

        Uff, to tyle...
        • siostra_bronte Re: Forbrydelsen III 02.04.14, 15:44
          Ten ex-chłopak to Borch, przekręciłam nazwisko.
        • grek.grek Re: Forbrydelsen III 02.04.14, 16:26
          dzięki za informacje, Siostro :]

          jak wygląda oprawa scenograficzna tej serii ? nadal zero słonecznych dni, chłodne wnętrza i
          ciemne zakamarki liczne ? :]
      • pepsic Re: Forbrydelsen III 03.04.14, 19:56
        Fabuły, a zwłaszcza kryminalnego wątku nie odważę się streścić, jak Siostra, bo śledzę akcję niezobowiązująco, coraz bardziej zżywając się z wyobcowaną bohaterką nie radzącą sobie w osobistych relacjach. I tak sobie myślę, że Dania musi być szczęśliwym krajem, skoro jej premier nie ma nic konkretnego do roboty poza dyskretnym nadzorowaniem kryminalnego śledztwa. Na domiar w tym tygodniu czuje się jak walnięta obuchem nie sprzyjającym oglądaniu tivi i nawet nie staram sie policzyć, ile stracił mój pracodawca na zmianie czasu;)

        Ps. Niespecjalnie pod względem aktorskim wypadli rodzice porwanej dziewczynki, zwłaszcza matka.
        • grek.grek Re: Forbrydelsen III 04.04.14, 15:58
          wiesz, Dania mały kraj, to sobie premier może pozwolić ;]

          jak to jest, że policjant z kryminału zawsze musi mieć prywatne życie spartolone zupełnie ?
          i zawsze musi paść sakramentalne "więcej czasu poświęcasz trupom niż żywym".
    • siostra_bronte "Pokój z widokiem na morze" 02.04.14, 15:35
      Jutro w Kulturze o 18.25. Greku, masz szansę się zrehabilitować. Nie próbuj się wykręcać :)
      • grek.grek Re: "Pokój z widokiem na morze" 02.04.14, 16:26
        haha :]
        spróbuję obejrzeć, czuję cięzar gatunkowy tej sytuacji :]]
      • grek.grek "Pokój z widokiem na morze" - 3 słowa po projekcji 04.04.14, 12:45
        obejrzałem :]

        Interesująca konfrontacja - profesor ciepłym głosem i bez pośpiechu nawiązuje kontakt z potencjalnym samobójcą stojącym na gzymsie biurowca i nakłania go do tego, by sam wybrał : żyć czy umrzeć ?, zaś jego młodszym kolegą doktorem : co najpierw profesora polecił - ale później został sam ściągniety na miejsce akcji i niemal zagoniony do działania, który miota się od wygłaszania sztywnych formułek, przez zapraszanie kolejnycyh delegacji które faceta przepraszają [rodzice, koledzy z pracy, urzędnicy], wyznają uczucia [dziewczyna, która go rzuciła] i obiecują [sam inicjator tych kolędowań mówi, że mu pomoże znaleźć lepszą pracę, a urzędas, że mieszkanie da], aż do żądania by zszedł i przygotowywania psychotropów, ktore chce mu podać w butelce z napojem.

        od razu obstawiałem sukces profesora :].
        Niemniej, zajmujące było to, jak młody doktor najpierw rezygnuje z prób negocjacji-terapii, po tym jak jego arogancka przemowa spotyka się z odpowiedzią per "spierd...!" :], a potem odzywa się jego ambicja swoistego "pokonania" profesora i staje na uszach, żeby wyjść na swoje, włącznie z namawianiem zony profesora, żeby go skłoniła do powrotu do domu, ze względu na chorobę serca starszego jegomościa.

        Ważną rolę odgrywa tu też ten tępy i cyniczny dyrektor biurowca, który nachalnie nastaje na to, żeby młodszy negocjował, a starszy szedł się paść [co za scena... kiedy młodszy wchodzi do pokoju, by rozmawiać z samobójcą, a starszy profesor wstaje z krzesła,ten dyrektor biegnie do drzwi, niby sobie przystanąć przy nich, ale jednocześnie tak to robi, że nie ma wątpliwości, iż daje znak, że własnym ciałem będzie bronił dostępu do pokoju profesorowi; a profesor nie szedł do pokoju, a postanowił na moment wyjśc na korytarz, więc mu nawet takie pomysły w głowie nie postały]. I zdaje się ten kierownik ustosunkowany był, a nawet groził doktorowi, że jak zrezygnuje na dobre, to zapłaci za to. może jakiś telefonik do władz uniwerssytetu, żeby doktora szurnęli z posady ?

        Holoubek teatralny nieco, ale i tak mistrzowski. Fronczewski energetyczny i niezrównany psychologicznie.

        Świetne tło : zakulisowe konszachty pod tytułem "Jak wreszcie skończyć ten cyrk ?", w których postać desperata na gzymsie jest tylko kłopotem, a nie żywym człowiekiem z jakimś ważnym życiowym dramatem [możliwe że]; podenerwowany kierownik biurowca, który kwestionuje wiek profesora i nakłania doktora do działania, bo rzekomo "samobójca jest młody, więc starszy człowiek nie może być dla niego partnerem do rozmowy, bo go nie zrozumie"; świetna postać grana przez Trońskiego - jakiś eks-ratownik, który proponuje, że wykona jakiś kaskaderski wyczyn na wysokości i obezwładni źrodło problemów; gapie na dole - najlepsi byli ci, którzy we trzech przytaszczyli teleskop, żeby lepiej widzieć gostka stojącego na gzmysie ;]].

        Przewrotka z ustaleniem, że samobójca na gzmysie, to w istocie jest inny człowiek niż początkowo ustalono - mistrzowska.

        Jak od początku komicznie wyglądały te wszystkie pielgrzymki spraszane przez doktora, tak po "zmianie parametrów" potencjalnego skoczka - wyglądały kuriozalne i groteskowo.

        słowem : klasa film, można by nawet na sztukę teatralną przerobić, nie ?

        doskonała muzyka, ta trąbka jazzowa kapitalna.

        Pytanie jakie stawia cała ta fabuła, też nie od macochy : na ile należy uszanować wolną wolę człowieka ? chce się zabić ? jesli tego pragnie, to czy można mu w tym przeszkadzać i za wszelką cenę ratować jego życie ?

        Czy życie jest świętością ponad wolność jednostkowej decyzji o jego kontynuacji lub rezygnacji ? zdaje się, że przemilczenie motywacji potencjalnego samobójcy, to sygnał, że nie on jest tutaj ważny, ale dwie szkoły podejścia do tego fundamentalnego problemu. Starszy profesor zostawia mu wybór, młodszy doktor działa autorytarnie - i słusznie przegrywa. Honorowo poddaje się zresztą w finale, a potem ratuje profesora który ma atak serca, zaś na koniec siedzą obaj na podłodze i chyba są tak samo szczęśliwi z pomyślnego zakończenia. Doktor zapewne sporo się tego dnia nauczył.

        Jedna mała wątpliwość... wedle zegara w dolnym rogu, gośc stał na tym gzymsie 12 godzin trzymając się dłonią za kant ściany. Trochę średnio wiarygodna sprawa, ale w kontekście całego powyższego - marginalna ;]

        dzięki, Siostro, za zapędzenie mnie do obejrzenia. było warto :]





        • siostra_bronte Re: "Pokój z widokiem na morze" - 3 słowa po proj 04.04.14, 18:41
          Cieszę się Greku, że Ci się podobało. Inaczej miałabym kłopoty :)

          Bardzo trafne uwagi, trudno dodać coś więcej. Przypominają mi się słowa klasyka: "gdyby nie możliwość samobójstwa, to już dawno bym się zabił".
          • siostra_bronte Re: "Pokój z widokiem na morze" - 3 słowa po proj 04.04.14, 19:18
            Pokręciłam. Miało być: "gdyby nie myśl o samobójstwie, to..."
          • grek.grek Re: "Pokój z widokiem na morze" - 3 słowa po proj 05.04.14, 15:32
            haha, miałabyś jakbyś mi nie poleciła tego filmu ;]]

            dobre. chociaż ja wolę motywację pozytywną :]
    • grek.grek "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [1] 03.04.14, 15:05
      Polski tytuł "Życiowe rozterki". Darujcie, nie umiem go przytoczyć, to jakaś tragedyja ;]

      Tytuł oficjalny - przewrotny, niejednoznaczny, tak jak i sama postać i decyzje podejmowane przez tytułową bohaterkę.

      Ma ona na imię Justine [gra ją, zaskakująco dobrze, Jennifer Aniston]. Pracuje w dziale kosmetycznym supermarketu, w jakimś prowincjonalnym miasteczku, podobnych do miliona podobnych mu w Ameryce. Jej dzień wygląda zawsze tak samo i nie jest to szablon przypominający schemat gry Barcelony. Bliżej mu do widowiska w wykonaniu Izolatora Boguchwała. Najpierw praca, w której Justine usycha przez te 8 czy 10 godzin. Najciekawszym wydarzeniem dnia staje się np. zaproszenie od kolegi-dewota na kółko różańcowe. POtem powrót do domu, w którym czeka usmarowany farbą mąż, wraz z tępym przyjacielem. Gapią się w telewizor. POtem toaleta, kolacja i spać. Justine monologuje z offu, że jej życie to katastrofa, kompletne fiasko, że czuje się uwięziona. Cierpi egzystencjalny ból. Nie jest to ból na totalnego smutasa, Jennifer Aniston chyba nie mogłaby tak zagrać i być wiarygodną - Justine jest więc postacią rodem z klasyków komediodramatu. Jest wręcz zabawna.

      Sytuacja odmienia się wraz z nowym pracownikiem marketu - młodszym od niej o 10 lat Tomem, fanem "Buszującego w zbożu" - do tego stopnia fanem, że aż samopas zmienił sobie imię na Holden [gra go Jake Gyllenhall]. Dziwny typ, ciut pierdołowaty, jakby senny, ale obdarzony jedną istotną zaletą [z pkt widzenia Justine] : ma on ten sam problem, co Justine. Usycha w więzieniu beznadziejnego życiowego schematu - w jego przypadku chodzi o zupełnie bezdusznych rodziców [w 3 ujęciach kamera prezentuje ich jako parę ludzi w średnim wieku lampiących się w tiwi, bez śladu uczuć na twarzach] plus ofk aktualną pracę - pakowacza w rzeczonym markecie. Ale w przeciwieństwie do Justine Holden ma plan : pisze opowiadania i chce wyjechać. Justine rzuca się w tę znajomość, Holden również. Są oboje poruszeni faktem, że tkwiąc w stanie głębokiego niezrozumienia, znaleźli bratnią duszę. Ta znajomość uruchamia cały mechanizm zachowań i decyzji, które wkrótce wymykają się spod kontroli.

      Co dalej ? spoiler Wam wyjaśni, więc... uwaga - opisuję :]

      Na początku jest to przyjaźń. Justine i Holden dużo rozmawiają, ona wreszcie zaczyna się uśmiechać, dni są lepsze. Ale po jakimś czasie Holden naciska na seks. No i Justine, nie chcąc stracić tej znajomości, zgadza się. UmAwiają się w jakimś motelu i wykonują "ruchy niegodne filozofa" ;] A od pierwszego razu do wielu razów - prosta droga. ROmans kontynuują w magazynie marketu, nad jeziorem, gdziekolwiek się uda. Holden zakochuje się w niej, a jej jakby słoneczniej w życiu.

      Wkrótce Holden zaczyna przebąkiwać o wyjeździe. Namawia Justine, żeby rzuciła ten cały piep,rznik. Z mężem niewiele ją łączy. Phil jest poczciwym i dobrym facetem, ale płytkim i zadowolonym z życia, które Justine przyprawia o wysypkę. W dodatku nie mogą mieć dziecka. Nikt nikogo nie oskarża, ale Justine robiła sobie tajne badania i wyszło jej, że z nią jest w porządku. Oficjalne badania Phila wykazały, że jest bezpołodny, ale on nadal w to nie wierzy, a Justine z delikatności, ale i bez przekonania, wspiera go w tym. Jest to małżeństwo bez przyszłości. Justine nie może z Philem porozmawiać tak jak rozmawia z Holden, nie ma w nim tej wrażliwości i natchnienia. Jest to zabawne na swój sposób, bo Holden w gruncie rzeczy nie ma jakiejś energii, którą wyjaśnić by można zauroczenie Justine. A może tak miało być, żeby podkreślić, jak bardzo zależało jej na kimś kto ją zrozumie.

      Im dłużej ten romans się rozwija, tym Holden chce więcej [trochę mękoli, jak to dzieciak]. Justine w końcu zaczyna odczuwać pewne zmęczenie. Dochodzi do głosu wytresowane przez drobnomieszczańskie wychowanie poczucie winy. A także ten kolega męża. Okazuje się, że przypadkiem widział Justine wychodzącą z Holdenem z motelu. Szantażuje ją : prześpij się ze mną albo nakabluję Philowi. Justine próbuje przemówić mu do rozsądku, znają się od wielu lat, taki "kolega domu", ale jednocześnie od lat ten "kolega domu" podkochiwał się w niej. A seks z nią uważa za swoje spełnienie. Co może zrobić Justine... Ulega mu. I co gorsza Holden ich nakrywa. Musiał śledzić ją. Jak to dzieciak, zaczyna płakać, że go zdradziła, że z niej "dziwka" itd. Justine czuje się istotnie jak wywłoka, aczkolwiek bardziej chyba czuje się zagubiona w tym całym galimatiasie.

      Tym bardziej, że umiera jej koleżanka z pracy. Nagle łapią ją mdłości, wymiotuje. Justine odwozi ją do szpitala, ale zamiast wejśc z nią do środka, urywa się pod pretekstem zaparkowania auta. W rzeczywistości ma umówione spotkanie z lamentującym Holdenem. Koleżanka umiera. Mąż i cała reszta są przekonani, że Justine towarzyszyła jej aż do śmierci. Tylko ten kolega męża wie, że było inaczej, ale dostał swoje i milczy. Dlaczego koleżanka umarła ? Hmm, zatrucie jakieś. Od razu idzie fama o felernych jeżynach, jakie ponoć sprzedawane są przy szosach. Ponoć jadła takie, więc możliwe że to one jej zaszkodziły.

      Holden namawia więc Justine do rzucenia w diabły tego miasta i wyjazdu, a Justine jest w kropce, Aniston ogrywa nonstop zamyślono-roztargniono-zabawną minę, przez co całość pachnie rasowym komediodramatem [wiem, powtarzam się] i próbuje nawet na kółko różańcowe iśc z mężem, żeby znaleźć jakieś odpowiedzi na pytanie "co dalej ?". W ostatniej chwili zawracają do domu, Phil zapomniał Biblii, a Justine wykorzystuje to, żeby zawyrokować, że powinni sobie odpuścić.

      Podczas wyjazdu za miasto z panikującym i wyznającym jej histerycznie miłość i namawiającym nonstop do ucieczki Holdenem, Justine zatrzymuje się przy szosie i kupuje... jeżyny :] Nie wie jak to rozebrać, więc próbuje go "otruć" :]] Reflektuje się po tym jak zjada on kilka owoców. Wytrąca mu resztę, pod jakimś pretekstem. Holden ma nowy plan : chce żeby Justine została jego dziewczyną. Przedstawi ją rodzicom. Uznają oni, że się chłopak ustatkował i dadzą mu kasę na jego pisarstwo [z tego co monologuje Justine, te wszystkie opowiadania Holdena są na jedno kopyto]. A wtedy Holden i Justine będą mieli za co wyjechać. Justine nie daje mu jasnej odpowiedzi. Cała jest wahaniem, wątpliwościami i niepewnością.

      Powoli górę bierze lojalnośc wobec męża, ustępująca mrzonkom o przyszłości niewiadomojakfajnej. Justine idzie do rodziców Holdena i taktownie zwraca im uwagę, ze syn ich jest szurnięty i powinni go oddać na leczenie. Sami rozumiecie, że Aniston robi to - i wszystko inne - z wdziękiem, który sprawia że nie sposób mieć jej czegkolwiek za złe. Tym bardziej, że ona już wie, iż zostanie tu na zawsze, i być może naprawdę chce powstrzymać Holdena przed jakimś głupstwem. A może tylko jakoś się go pozbyć ze swojego życia.

      Dzień później jedzie armata - Justine jest w ciązy. Cała zaskoczona i struchlała pod anistonową urokliwą powierzchnią. Mąz triumfuje, że jednak jest płodny. Dzień później przychodzą wyniki jego ostatniego badania - znów dowodzącego czegoś przeciwnego. Justine znów go wspiera, że na pewno nauka się myli. No bo przecież ona jest w ciązy, nie ? :] Romansu żony Phil nawet nie bierze pod uwagę. Ale sama Justine już ma zgryz, bo to dziecko bankowo nie jest Phila. Kiedy dowiaduje się o tym Holden - uważa że dziecko jest jego. No ale był przecież ten kolega męża...

      W domu Holden odbiera telefon. Rodziców akurat nie ma. W słuchawce głos kobiety przedstawiającej się jako psychiatra. Rodzice zamówili mu leczenie... TEraz Holden czuje się naprawdę jak Holden - odrzuca świat, a potem kończy w psychiatryku...

      Jedzie druga armata - następnego dnia rano, w markecie poruszenie. Kierownik lata jakby go pszczoły ganiały. Pojawia się liczna policja. Ochroniarze zaaferowani. Justine wysyła koleżankę na przeszpiegi. Okazuje się, ze ktoś się włamał i obrobił kasę marketową. Monitoring i odciski palców wskazują na Holdena. Łupem padło 15 tys. dolków.





      • grek.grek "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 03.04.14, 15:28
        Polcaje, w towarzystwie kierownika i ochroniarzy z marketu, wzywają na przesłuchanie Justine. Odbywa się ona na zapleczu, małym klaustrofobicznym pokoiku, ledwie oświetlonym. Padają pytania o jej relacje z Holdenem. Justine wypiera się takiej znajomości. Na to jeden z ochroniarz, ten dewot-świętoszek, co to jej proponował różaniec i pie,przył głosem ministranta jak to "Boga poszukują" w tym kółku różańcowym - oznajmia jej, że ma nagrania z monitoringu, na których widać jak wiele razy Holden i Justine spotykali się w magazynie na seks. "POwinnaś znać go.. dogłębnie", rzuca świętoszek z głupią miną. Justine zmienia wersję : nic nie wiedziała o planach Holdena.

        Kiedy Justine kończy zmianę i idzie do auta - zza drzewa przed marketem wyskakuje Holden. W płaszczu, czapce rybackiej i czarnych wielkich okularach :] Przyznaje się jej, że zwinął te 15 tysiaków. Jest z siebie dumny i szczęśliwy. Teraz mogą wyjechać. Justine jest prawie pewna, że nie może tego zrobić. Nie teraz, kiedy będzie miała dziecko. Nie teraz, kiedy w ostatnich dniach poprawie uległy jej relacje z Philem.

        Ale prawie robi róznicę. Justine chce sobie kupić trochę czasu na ostateczny namysł. Umawia się z Holdenem w motelu.

        Całą noc rozmyśla. Wreszcie rano podejmuje decyzję - mąz śpi, a ona pakuje manele do auta i jedzie... ale nie do Holdena - w ostatnim momencie zmienia decyzję. Powiadamia policję o miejscu pobytu chłopaka.

        Tego samego dnia z telewizora Justine dowiaduje się, że podczas akcji policyjnej Holden zastrzelił się z pistoletu, który miał ofk nielegalnie. Znaleziono przy nim pieniądze. Czy jest jej go żal ? MOże. A może jest już zupełnie zakręcona tym, co się wydarzyło i nie odczuwa już nic ?

        Trzecia armata - Phil odkrywa jakieś dowody zdrady Justine. W filmie sa to "rachunki" - przyznam, że nie bardzo zajarzyłem jakie. Za motel ? Nie mam pojęcia. Ale to chyba drugorzędne. Ważniejsza jest szczera rozmowa jaką złamany i zapłakany Phil i Justine wreszcie przeprowadzają, wyjaśniając sobie co się z nimi stało w ostatnich latach. Phil uświadamia sobie, że dziecko którego oczekują - nie jest jego. Pyta Justine : z kim to zrobiła ? Sam podejrzewa tego dewota-ochroniarza, co to podglądał Justine [i Holdena] przez monitoring. Ofk, Phil nic nie wie o romansie jego żony, ani o tym, że seksem musiała płacić za milczenie "kolegi domu".

        Następnego dnia dewot pojawia się w pracy z podbitym okiem. POnoć jacyś dwaj go pobili ;]

        Życie Justine wraca do poprzedniego kształtu. Nadziei już znikąd, a o Holdenie przypomni jej tylko spojrzenie w stronę miejsca, na którym pakował zakupy klientów w papierowe torby. I wspomnienie uśmiechów jakie wymieniali.

        Good girl ? :] Jak sądzicie ?

        Aniston naprawdę niezła, taka przeciętna w tych swoich dzinsach i kurteczce, a jednocześnie tyle ma wdzięku, że naprawdę to ona robi atmosferę tego filmu. Jest zagubiona, może nieszczęśliwa, a jednocześnie ma ten rys zabawności, w głosie, stylu bycia, we wszystkim. Zaciekawiające połączenie. Idealnie pasujące do scenariusza tego filmu. Gyllehaal zachowuje się jakby ciągle był upalony marihuaną. Tak mu napisali, to tak zagrał ;]]

        John C.Reilly gra Phila, a Zoey Deschanel koleżankę Justine z działu kosmetykow.

        Godzina emisji 3:45 :]
        Podejrzewam, ze będzie powtórka o sprzyjającej porze.

        KIno amerykańskie, jak nie-amerykańskie. Przypomina film Linklatera "Na przedmieściach", scenograficznie i kontekstowo, chociaż na pewno ma łagodniejszy, mniej krytykancki odcień, mniej nihilistyczny nastrój, a refleksję ubiera w koszulę może nie pstrokatą, ale też i nie całkiem czarną.

        Scenarzysta Mike White zagrał równolegle tego fałszywego świętoszka od różańca.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=FZXynl7z4hU
        • siostra_bronte Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 03.04.14, 16:55
          Dzięki, Greku :)

          Im dłużej czytałam Twój tekst, tym bardziej byłam pewna, że widziałam kiedyś ten film :) Nie pamiętałam tytułu.

          3.45? Nieźle :) Program Stopklatki warto obserwować, chociaż to chyba jednak głównie powtórki.
          • grek.grek Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 03.04.14, 17:20
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            z tego, co się zorientowałem, Stopklatka pokazuje te same filmy w róznych godzinach, pewnie po to żeby każdy mógł kiedyś obejrzeć, hehe. ale trzeba im przyznać, że jak już powtórzą 10 razy, to zmieniają tytuły ;]
            • pepsic Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 03.04.14, 20:07
              Informacyjnie donoszę, że w kablówce nie ma Stopklatki.
              • pani_lovett Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 04.04.14, 00:17
                pepsic napisała:

                > Informacyjnie donoszę, że w kablówce nie ma Stopklatki.

                To fatalnie.
        • pepsic Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 03.04.14, 20:04
          Pamiętam ten film i esencją: "kino amerykańskie, jak nie-amerykańskie", a także gustowną, firmową kamizelę Aniston. Dzięki za przypomnienie:)

          Co do zapytania wokół good girl. Hm, walorem filmu jest nieprzewidywalność i niewytłumaczalność ludzkich zachowań, i niemożliwość zaszufladkowania. C'est la vie
          • grek.grek Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 04.04.14, 15:52
            haha, kamizela istotna pierwszorzędnie :]]

            ciekawa myśl.
            ona cały czas się giba od ściany do ściany.
            ma poczucie winy wobec męża i etycznych zasad, a z drugiej strony jakieś niejasne pragnienie
            odmiany swojego życia, i nie umie się określić.

            • pani_lovett Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 06.04.14, 14:38
              Właśnie, monotonia, nuda, poczucie niespełnienia w związku i pragnienie jakiejś odmiany często bywa impulsem do zdrady, do wikłania się w skomplikowane układy.
              Trudno jednoznacznie ocenić bohaterkę, jak napisała Pepsic.

            • pani_lovett Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 06.04.14, 15:29
              Współczesna amerykańska pani Bovary!?
              • grek.grek Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 06.04.14, 16:24
                ciekawe skojarzenie.
                Justine jest bardziej instynktowna ob bohaterki Flauberta, a przez to mniej konkretna i rozmazana trochę - wie, że nie czuje się dobrze w tym całym swoim życiu, ale nie bardzo też wie za czym właściwie tęskni i czego by chciała w zamian.
                • pani_lovett Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 06.04.14, 17:16
                  - wie, że nie czuje się dobrze w tym całym swoim życi
                  > u, ale nie bardzo też wie za czym właściwie tęskni i czego by chciała w zamian.

                  Justine czuje to, co wiele, przypuszczam, ludzi!

                  Też liczę na powtórkę. :)
                  • grek.grek Re: "The Good Girl" [2002 r.] via Stopklatka [2] 07.04.14, 16:02
                    i tak jak większości ludzi, brak jej energii i pomysłu do zmiany :]

                    ewentualnie, wcale tej zmiany nie chce, tylko po prostu przeżywa chwilowy kryzys ?
    • siostra_bronte "Nie zestarzejemy się razem" 03.04.14, 16:43
      Jutro o 20.20 w Kulturze. Kolejny film Pialata, z 1972 r. Świetny tytuł. Historia miłości młodej dziewczyny i żonatego mężczyzny. Trzeba zobaczyć.
      • pepsic Re: "Nie zestarzejemy się razem" 03.04.14, 20:05
        Muszę przyznać Siostro, że mnie z lekka wystraszyłaś tytułem;)
        • pani_lovett Re: "Nie zestarzejemy się razem" 04.04.14, 00:16
          pepsic napisała:

          > Muszę przyznać Siostro, że mnie z lekka wystraszyłaś tytułem;)

          Hehehe! :)

          Zapowiada się historia bez happy endu.
          • pani_lovett Re: "Nie zestarzejemy się razem" - opowie mi ktoś? 04.04.14, 23:23
            Niestety nie obejrzałam całego filmu. I bardzo żałuję.
      • grek.grek Re: "Nie zestarzejemy się razem" 05.04.14, 13:11
        dzięki za zapowiedź, Siostro.

        trochę się zdziwiłem, że po ostrej tyradzie w samochodzie pani nie rzuciła pana, dodatkowo dając po klasycznego liścia. jak on ją tam pojechał... że najgorsza, że dno, że prostaczka, że nigdy nic się jej dobrego nie zdarzy... i ten akt nie jest finałem tej historii, a początkiem ;]

        a nie, początek jest równie fatalny - przy tłumie gapiów pan ruga panią jak byle szmatę, że źle trzyma mikrofon [realizują jakiś reportaż uliczny, on z kamerą na ramieniu], a potem agresywnie każe jej się wynosić z pokoju hotelowego, ktory oboje zajmują.

        jego chamstwo w tych dwóch scenach jest po prostu żenujące.
        a ona nie odchodzi, tylko znosi to, z większymi albo mniejszymi łzami w oczach. i nie odchodzi, tylko czeka na dworcu kolejowym, aż on się zreflektuje i przyjdzie do niej. i on przychodzi.

        wszystko rozumiem, związki międzyludzkie są rózne, ona jest dużo młodsza - traktuje go trochę jak father figure, ma on u niej autorytet itd., ale jej odchodzenie ciągnie się całe wieki.

        potrzeba szesnastu następnych kłótni i upokorzeń, żeby wreszcie zdała sobie sprawę z sytuacji. okej, kwestia osiągnięcia masy krytycznej - ale mimo to wydało mi się to wszystko bardzo przeciągnięte w czasie. rozumiem, że chodziło o pokazanie związku ekstremalnego ;]

        pierwszy raz w życiu widziałem faceta, który pływał w morzu mając na sobie slipy i czapkę z daszkiem. straszna moda męska była wtedy... o ile damska cieszyła oko - spalone staniki nie zdązyły odzyskać utraconej pozycji, a obcisłe dżinsy zaczęły swoją własnie budować, o tyle te obcisłe męskie spodnie, to po prostu dramat w czystej postaci. żeby chociaż koszulę wypuścił na tyłek, a to jak na złość wciskał ją do spodni. starałem się na niej skupić, ale ten mi ciągle w kadr właził bezceremonialnie ;]]

        wreszcie do niej dociera, że to nie ma przyszłości i powinna odejść.
        wtedy w nim się rodzi zazdrość.
        jak się dowiaduje, że ona kogoś ma i to jakiegoś dyra firmy "który się z kasą nie liczy, bo ma jej jak lodu", a on sam jest wannabe filmowcem, to zaczyna mu się depresja i dociera do niego jakim był palantem i jak źle ją traktował, jak zmarnował szansę. ona się pojawia tylko na moment jeszcze, żeby odebrać mu ostatecznie nadzieję na ponowne spotkanie.

        ale co mnie ujęło najbardziej - jego żona [aktorka/modelka podróżująca co i rusz do Rosji, pardons Związku Radzieckiego, gdzie jest podziwiana i o rękę proszona] wie o jego związku z dziewczyną, akceptuje go, a nawet wspiera go i współczuje mu, kiedy okazuje się, że panna odeszła :]] no to jest związek otwarty i to na oścież ;]

        trochę wydał mi się przegadany, ale nie dlatego przez 90 % czasu powtarza się schemat : siedzą, stoją albo leża i gadają, bo każda rozmowa odkrywa jakiś fragment ich wzajemnych relacji, nieporozumień, pretensji i rozczarowań, ale dlatego że część z nich jest mało błyskotliwa, za długo trwa przygotowanie do powiedzenia tego jednego ważnego zdania, dla którego cała scena dialogowa została zaaranzowana. scenariusz na linii dialogowej wydał mi się trochę przekombinowany.

        a jak Wasze wrażenia ?
        • siostra_bronte Re: "Nie zestarzejemy się razem" 05.04.14, 13:30
          Nie ma za co :)

          W sumie to podpisuję się pod Twoim komentarzem. Chyba oczekiwałam czegoś, nie wiem...głębszego? Dialogi są często banalne i trochę zbyt papierowe. Ale sama historia szamotaniny dwójki bohaterów, ciągłych rozstań i powrotów to kawałek prawdziwego życia. Szkoda, że nie pokazany w ciekawszy sposób.

          Uwagi na temat mody bardzo trafne :)
          • grek.grek Re: "Nie zestarzejemy się razem" 05.04.14, 15:34
            może ta prawda życiowa wymagała właśnie tego zbanalizowania dialogów i papieryzmu ? żeby było jak najmniej kreacji ?

            dzięki.
            ja noga jestem modowa, więc tak po reakcji własnej oceniam.
            • pani_lovett Re: "Nie zestarzejemy się razem" 05.04.14, 20:08
              grek.grek napisał:

              > może ta prawda życiowa wymagała właśnie tego zbanalizowania dialogów i papieryz
              > mu ? żeby było jak najmniej kreacji ?

              Skłaniałabym się ku tej opcji, na podstawie fragmentów, które widziałam.

              Poprzez banalne epizody z codzienności, banalne dialogi Pialat opowiada o kryzysie w związku. Może to właśnie zbliża, jak mówisz, do życiowej prawdy?


              Żona głównego bohatera wyznała mu jednak (pod koniec filmu), że bardzo przeżyła jego romans z Catherine.
              • grek.grek Re: "Nie zestarzejemy się razem" 06.04.14, 16:29
                a tak, przypominam sobie.
                niemniej, w pewnym momencie otwartość charakteru tego otwartego związku była momentami
                wręcz humorystyczna :]
                • pani_lovett Re: "Nie zestarzejemy się razem" 06.04.14, 16:51
                  Przeczytałam gdzieś, że film "Nie zestarzejemy się razem" ma charakter autobiograficzny, reżyser opowiadał "o własnej nieszczęśliwej miłości zakończonej bolesnym rozstaniem".


                  Liczę na powtórkę.

                  :)
                  • grek.grek Re: "Nie zestarzejemy się razem" 07.04.14, 16:01
                    ciekawe, czy naprawdę zachowywał sie jak palant, czy podkoloryzował na potrzeby filmu ? ;]
                    • siostra_bronte Re: "Nie zestarzejemy się razem" 07.04.14, 18:42
                      Hehe.
                    • pani_lovett Re: "Nie zestarzejemy się razem" 08.04.14, 00:10
                      grek.grek napisał:

                      > ciekawe, czy naprawdę zachowywał sie jak palant, czy podkoloryzował na potrzeby
                      > filmu ? ;]

                      He,he! To byłaby godna podziwu szczerość. ;)
                    • pani_lovett Re: "Nie zestarzejemy się razem" 09.04.14, 23:35
                      grek.grek napisał:

                      > ciekawe, czy naprawdę zachowywał sie jak palant, czy podkoloryzował na potrzeby
                      > filmu ? ;]

                      Stawiam na wariant #1. ;))
    • grek.grek Kocham Kino "Solista" [2011] - słów parę 04.04.14, 14:29
      Oglądaliście wczoraj ?

      Rzecz o chorobie i przyjaźni niełatwej, ale dla obu stron zbawiennej.
      Dzieje się to w Los Angeles. Dziennikarz "L.A Times" Steve Lopez [wg mnie, świetna rola Roberta Downeya Jr.] znajduje na ulicy bezdomnego skrzypka rzępolącego kawałki Van Beethovena. Eureka !, krzyczy, bo po okresie suszy ma wreszcie temat na dobry artykuł.

      Zbliża się do tego muzykanta. Powoli odkrywa go jako człowieka. Nathaniel Ayers [Jamie Foxx] kiedyś był zawodowcem, w orkiestrze symfonicznej. Plany pokrzyżowała mu schizofrenia paranoidalna, która sprawiła że stracił posadę, poróznił się z rodziną i wylądował na bruku. Ayers nic nie ma, poza ozdobionym liścmi palmy wózkiem pełnym gratów.

      Żeby załatwić sobie więcej czasu na zebranie materiału, Lopez załatwia mu miejsce w schronisku, dogląda, znosi instrumenty do grania [wiolonczelę], ale z biegiem czasu interesownośc zastępuje autentyczna życzliwość i troska o Ayersa. Bo daje się on lubić, jest wdzięczny za wszystko i kulturalny, a do tego we wzruszająco naturalny sposób kocha muzykę, która wypełnia jego osobny świat. Czasami ma napady choroby - robi się agresywny, w głowie szwargocze głos ostrzegający że wszyscy dookoła chcą mu zrobić krzywdę, gotów wtedy bić albo uciekać w panice. W ten sposób zaprzepaszcza szansę na występy w orkiestrze, podczas próby [LOpez mu to załatwił] zaczyna szaleć, machać jakiś patykiem nabijanym gwoździami, który ze sobą przyniósł i jest jasne, że choroba poczyniła w nim spustoszenie ostateczne.

      Ayers nocuje na ulicy, albo w schronisku, które jest robione w balona przez miejscowych polityków. Obiecują dofinansowanie, a dają figę z makiem. Skutek jest taki, że bezdomni koczują w swego rodzaju gettcie, gdzie narkomani, złodzieje, zarażone prostytutki, ludzie chorzy na raka, trędowaci i inni wykluczeni sąsiadują z armią szczurów. Bród, smród i ubóstwo. Reżyseiro poświęca sporo czasu portretowi tych ludzi, pokazując zarówno przemoc, uzależnienie i komiksową brzydotę, jak i podkreslanie wiary w Boga oraz wrażliwość - pewnego dnia, kiedy Lopez przychodzi odwiedzieć Ayersa, napotyka go grającego na wiolonczeli i skupiony wokół niego wianuszek biedaków zasłuchanych w tę muzykę, w pozach sygnalizujących, że własnie gdzieś odpłynęli. Przy pokazywaniu muzycznych odlotów Ayersa, też się reżyser nie wysilił - kiedy Lopez zabiera go na jakiś koncert, Ayers słucha, zamyka oczy i na ekran wyskakuje jakaś mozaika kolorowych figur geometrycznych, które zaczynają wirować chaotycznie. Że niby w jego głowie tak to wygląda ;]

      Spoilerując... chociaż - ten film nie ma tzw. akcji, więc niespecjalnie jest co zdradzać :] - Ayers nie dozna wyleczenia [do Jana Pawła II się nie modlił, to ma za swoje], pozostanie dziecięco naiwnym i po franciszkańsku zauroczonym światem schizofrenikiem pomieszkującym to na ulicy, to w schronisku wiecznie niedofinansowanym. Zyska jednak to co najcenniejsze : przyjaciela. W osobie Lopeza.

      A Lopez przestanie być cynicznym i zblazowanym d,pkiem i odnajdzie w sobie troskę o drugiego człowieka i jego godnośc. Zaangażuje się. Moze nawet dostrzeże, że to przez jego głupotę odeszła od niego żona [gra ją Kathrine Keener], z którą wprawdzie ma stosunki bliskie dobremu koleżeństwu, ale to jednak nie to samo, co udane małżeństwo. Napisze swój artykuł, a nawet cały cykl, zdobędzie nagrodę za sportretowanie swojego bohatera i całej społecznośc bezdomnych, ale nie porzuci ich po wykorzystaniu dla swojego zawodowego sukcesu. Za daleko to zaszło, Ayers jest mu zbyt bliski.

      Oczywiście, w końcówce bohaterowie muszą się pokłócić, lecz tylko po to, by z tym większym przytupem do swojej przyjaźni powrócić. O ile dotąd Ayers tytułował Lopeza "panem", a niekiedy nawet dodawał "Pan LOpez jest moim bogiem, bo daje mi wszystko czego potrzebuję", zaś Lopez mówił Nathanielowi per "ty", o tyle w ostatniej scenie podadzą sobie dłonie, a Lopez zatytułuje swojego przyjaciela "Panem Ayersem", co symbolicznie pokazuje, jak się człowiek zmienił i jak ukształtowała się ich relacja.

      co Wy na to ? :]]

      na plus : obie główne role, zwłaszcza Downey Jr grający cynika i jego przemianę - bez przesady w żadną stronę. Plus kawałek chowanej na codzień przed światem Ameryki - z dziurą na tyłku i trądem na nosie, Los Angeles dalekie od pocztówkowego... chociaż jednocześnie nie ma ten film nastroju cięzkiego i depresyjnego. Jednak reżyser Wright, to nie jest kaliber Martina Scoresee, który tak zrobił Nowy Jork w "Taksówkarzu", że klękajcie narody, a druga rzecz - że próbował pokazać brud, ale nie iść w tym pokazywaniu za daleko. Mógł zagłębić się w czeluśc i zrobić ambitną karykaturę, wybrał bezpieczny margines i też mu nie wyszło.

      Schizofrenia Ayersa też jakoś niespecjalnie głębią poraża, naskórkowo potraktowana, głosy w głowie strasznie dosłowne, a ataki agresji jednak hamowane i sam Ayers nie wzbudza jakiejś obawy. Foxx przestępuje w nogi na nogę, żeby ekspresję hamować, bo ma być akuratnie i bez przesady :]. A może w takim wątku lepiej przesolić niż niedoprawić ? :]

      Zakochanie w muzyce podane bez jakiejś wybitnej sceny, która by czyniła ten wątek wyjątkowym. Wright we wszystkich ww. aspektach skupia się na kumulacji nieprzekonujących obrazów, a dialogów nie dostarcza mu scenarzysta. Wszystko ma załatwić Jamie Foxx, więc robi co może, ale jak wylatują romby i trapezy kolorowe, to nawet dziesięciu Jamie'ech Foxxów nie da poradzi nic ;]

      społecznikowskie zacięcie. kierownik schroniska chce, ale nie ma za co, politycy kłamią na potrzeby kampanii i nie dotrzymują obietnic, a biedota w sumie nie żyje według praw dżungli [co najwyżej epizodycznie], a nawet muzyką powazną umie się zainteresowac, słowem - ukulturalniona jest. Fajny portret, ale dobrze wiemy, że tak nie jest, że wśród bezdomnych, biedaków i żebraków poziom agresji i bezwzglednoścci jest wyjątkowo wysoki. Co nadal nie zwalnia od tego, by państwo niosło im najdalej idącą pomoc. ale Wright tak wyraźnie chce się za nimi ująć, że aż zapomina o rzeczywistości, z którą się zderza boleśnie.

      www.youtube.com/watch?v=E_Spu2nO0jw
      • pani_lovett Re: Kocham Kino "Solista" [2011] - słów parę 04.04.14, 23:25
        Podpisuję się pod Twoim komentarzem, Greku.
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Solista" [2011] - słów parę 06.04.14, 13:57
          dzięki :]
    • grek.grek "Peter Sellers, życie i śmierć" [na bis weekendowo 06.04.14, 13:56
      właściwie wszystko napisała o tym filmie Barbasia :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,138213699,138264198,_Peter_Sellers_zycie_i_smierc_dzis_tylko_dla_.html
      ale obejrzałem wczoraj w Dwójce [dzisiaj jest powtórka o 23:25] i jestem pod wrażeniem :]
      Barbasiu, "złowiłem" :] po 1,5 roku, ale jak widzisz - mam pamięć słonia, nawet jesli szybkość żółwia ;]]

      Sellers jest postacią cholernie zajmującą, a Rush gra wybitnie.
      Pytanie : co sprawia, że tak mistrzowsko wciela się pan w postaci filmowe ?
      Odpowiedź : Bo ja nie mam własnej osobowości.

      to jest chyba motto tego filmu i klucz do Sellersa.
      wyjaśnia to zresztą dokładniej, choć nie mówi wprost o sobie, a o "kims", to wiadomo
      że siebie ma na myśli. "w istocie człowiek pusty, nudny, głupi, a jednak w jakiś sposób
      dla wszystkich ciekawy", ciekawy - w swoich rolach, tylko wtedy. poza wcieleniami -
      pozbawiony jakichkolwiek właściwości i kolorów. i cierpiący całe życie z tego powodu, tym
      bardziej uciekający w fikcyjne kreacje.

      ubawiło mnie, kiedy nie mogąc uwieśc Sophii Loren, zdobywa jej dublerkę :]] jakiś substytut musiał złowić.

      w napisach końcowych pojawia się wzmianka, że facet który zostawił wiele milionów dolców, zapisał swoim trojgu dzieciom... po 2 tysiące dolarów :] haha. nie lubił dzieci, ot co.

      wszystko tu się wspaniale miesza - kreacje z faktami, Sellers przeistacza się w swoich najbliższych, zwłaszzca kiedy oni umierają - on przejmuje w wyobraźni ich tożsamości i mówi za nim do siebie; fragmenty jego ról filmowych, ale i role grane w życiu - bawidamka, uwodziciela, kokainisty, syna, ojca, męża, partnera, kolegi, aktora. Zawsze ma zestaw min, zawsze ma swoje triki, zawsze musi się wcielić żeby w ogóle istnieć w danym fragmencie życia. Jest w tym cała gama barw, feeria grymasów twarzy, min, gestów, trików rozbawiających czy łapiących za serce, żartów, ale i gniew [ta scena, kiedy syn nieświadomie niszczy mu samochód, a on jemu w odpowiedzi kolejkę zabawkową albo gdy bije swoją szwedzką żonę]. Wszystko jednak jest w jakiś sposób aranżowane, niemal zawsze sięga do repertuaru aktorskich sztuczek, wytwarza życie jak kolejne sceny filmowe, jakby miał do odegrania role, nawet bez kamery w pobliżu.

      Inaczej kompletnie jest do niczego. I kto wie, czy nie najcięzszego kalibru są te sceny, kiedy jest sam, i ma twarz z drewna, myśli gdzieś daleko, w ciszy przestaje wreszcie być pajacem, a staje się człowiekiem samotnym i zmęczonym.

      mocna jest też scena, kiedy zbierane na swój temat wycinki prasowe, kopie filmów z własnym udziałem czy afisze kinowe do nich. jakby chciał się wyzbyć swojej tożsamości, żyć prawdziwie. Potem wykonuje spektaklarny speech w którym poniewiera reżyserem "RÓzowej Pantery" [kiedy dowiaduje się o propozycji zagrania w tym filmie, pyta "RÓzowa Pantera ? Brzmi jak nazwa klubu dla pedziów"], jakby jednym ostrym ruchem chciał zamazać swoją przeszłość. Bo o siebie mu chodzi. Ma bolesną świadomość, ze grał w mistrzowski sposób postaci ekranowe, które nie prezentowały sobą większej wartości poznawczej. tylko bawił, nawet jesli nagradzano go za to.

      przychodzi rola w "Wystarczy być", z nominacją do Oscara. i plakat z tego filmu wisi w jego pokoju. jakby wreszcie doczekał się spełnienia, choćby częściowej odpłaty za lata egzystowania w kinie niespecjalnie ambitnym, co dla człowieka tak przekonanego o swojej wartości aktorskiej, było coraz cięższe do zniesienia.

      doskonała scena, kiedy Sellersa dopada zawał serca, w szpitalu ratują go lekarze, jest nieprzytomnny i w tej nieprzytomności ma wizję - unosi się w kosmosie, a wokół niego pojawiają się dziesiątki jego wcieleń ekranowych. nie wiadomo, ile razy Rush zmienia wygląd w tym filmie, ale ze 40 razy na pewno ;]

      świetny film, bez fabuły, kręcący sie wokół portretu osobowościowego bohatera. świetne dialogi, wiele scen do zapamiętania, wybitna rola Geoffreya Rusha. i urodziwe aktorki, Charlize Theron w roli jego szwedzkiej młodej żony , Sonia Aquino nie mniej urodziwa od Sophii Loren, którą odtwarza, a jest też Emily Watson jako pierwsza żona, którą Sellers porzuca czując skrępowanie rodzinnością i atmosferą domowych pieleszy, ale i nie umiejąc się dogadać z nią i dziećmi - to jednak ją chyba kochał i tyllko ją, o ile kochał którąkolwiek.

    • grek.grek "Sherlock, the Reichenbach Fall" 06.04.14, 16:28
      no to ostatni odcinek 2 serii - znakomity zresztą, trzymający za gardło, z niesamowitym finałem.

      21:10, powtórka - jutro 23:40.

      a potem... tajemnicza 3 seria, w której nic juz nie będzie takie samo, jak zapowiadają znawczynie tematu :]
      • siostra_bronte Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 06.04.14, 17:40
        Oczywiście, oglądam. To będzie trzeci czy czwarty raz :)

        Greku, lepiej nie przypominaj :)
        • grek.grek Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 07.04.14, 12:50
          u mnie 2 raz.
          ale Czesi powtarzają Sherlocka, więc pewnie za tydzień cię dogonię ;]

          rozmawialiśmy już o tym, że Moriarty świetny ?

          film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/andrew-scott-ukradl-show-sherlockowi/bz3gt
          będzie go brakowało w dalszych częściach, nie sądzisz/sądzicie ?

          a'propos 3 sezonu.
          na wstępie jestem ciekaw, jak Holmes zdołał nie zabić się skacząc z takiej wysokości.
          zapewne w aranżacji tego cyrkowego numeru pomogła mu Molly, przewrócenie Watsona przez "przypadkowego" rowerzystę też miało drugie dno, no i pielęgniarze zabierający rzekome zwłoki - jacyś podejrzani :]
          • siostra_bronte Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 07.04.14, 18:21
            Na pewno pisaliśmy o Moriartym w samych superlatywach. Dzięki za linka.

            Wiesz, wątek upadku zajmuje chyba z połowę pierwszego odcinka 3 serii. I pewnym momencie było mi już wszystko jedno jak to się stało :)
            • angazetka Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 09.04.14, 16:07
              Mnie od początku było wszystko jedno, jak on to zrobił. Interesowało mnie tylko, jak powie Johnowi, że żyje, i co on zrobi w odpowiedzi ;)
            • grek.grek Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 10.04.14, 13:51
              hehe :] aż tak źle ?

              naprawdę, im bliżej niedzieli, tym jestem ciekawszy, co tam tak przestało działać, że aż skłoniło Cię do krytyki o jaką nigdy bym Cię nie podejrzewał... :]

              • siostra_bronte Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 10.04.14, 18:01
                Tak, wiem, że paradoksalnie bardzo Cię zachęciłam :)

                Wiesz, ten odcinek był po prostu straszny. Aż się boję oglądać go ponownie, zwłaszcza mając świeżo w pamięci "The Reichenbach Fall".
                • grek.grek Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 11.04.14, 14:43
                  wiesz, wstępnie byłem zachęcony Twoimi opisami pierwszych 6 odcinków, potem - dodatkowo obejrzeniem ich.

                  myślałem, że nic już bardziej mnie zachęcić nie zdoła do 3 sezonu niż te dwie pierwsze rzeczy... a tu proszę, niespodzianki się zdarzają :]

                  naprawdę, nawet fakt ponownego przez-ekran-owego obcowania z TYMI Sherlockiem i Watsonem nie zatuszował choć w części Twojego poczucia rozczarowania ? :]
            • grek.grek Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 10.04.14, 13:52
              tzn. wiem, bo mówiłaś CO i pamiętam to.
              muszę to, po prostu, zobaczyć na własne oczy :]]
          • pani_lovett Re: "Sherlock, the Reichenbach Fall" 08.04.14, 00:18
            To samo myślę. Jak Holmes wyjaśni to, że się nie zabił!?

            :)
    • grek.grek Luther, 1 seria, 2 odc. 07.04.14, 13:49
      Wydaje mi się, że ten 2. odcinek nieco stracił w stosunku do 1-ego. Zabrakło chyba "minut gry" dla Alice MOrgan, który ten 1. odcinek po prostu zrobiła swoją intensywną osobowościowo-psychologiczną obecnością.

      W odc. 2 - policja londyńska zmaga się z eks-wojskowym, który uwziął się i strzela do gliniarzy. Z początku kompletnie nie wiadomo, o co chodzi, ale wkrótce udaje się ustalić tożsamość strzelca i trafić na jego trop. Śledztwo prowadzi ofk tytułowy John Luther, i z czasem znajduje on sposób na nawiązanie kontaktu z killerem.

      A w trochę szerszej wersyji, z użyciem spojlerów !! :]

      Zaczyna się od zabójstwa dwóch policjantów na peryferiach miasta. Zabójca atakował z bliska, strzelał celnie mimo ciemności późnowieczornych, typowanie profilu mordercy staje na "żołnierzu". Wedle danych z archiwum, najbliższy temu byłby niejaki Terry Lynch - weteran wojenny, który strzelał do policjanta. Rzecz w tym, że Terry Lynch odsiaduje wyrok. Został oskarżony o próbę zabójstwa. Lynch ma syna, Owena. Też żołnierza. Owen niedawno wrócił z Afganistanu, odesłano go ze względu na szok bojowy. Potem żona, wyrokiem sądu, wyrzuciła go z domu - "NIe był już sobą". PO zdjęciach oglądanych przez policjantów - wiemy już, ze Owen Lynch to własnie ten poszukiwany gość.

      Dzień później - drugi atak. W biały dzień, na skwerze. Tym razem Owen strzela do policjantki. Przechodząc oobok niej, z najbliższej odległości, w brzuch. Udaje się jej przeżyć. Wezwany na miejsce zdarzenia Luther zastanawia się, jakim cudem Lynch mógł z tak bliska jej nie zabić ? A może właśnie o to mu chodziło, żeby zwabić tutaj większą ilość gliniarzy... I tak też jest - kiedy policjanci kręcą się na dole, przyczajony na dachu sąsiedniego budynku Lynch otwiera ogień. Rani kilku następnych.

      Owen LYnch ukrywa się w jakiejś opuszczonej budzie na przedmieściach. Ma tam arsenal broni. Przywdziewa oto mundur galowy i w tym mundurze nagrywa video, które wrzuca do sieci. Opowiada w nim o tym, że dopóty będzie zabijał policjantów, dopóki jego "oszczerczo pomówiony i niesłusznie skazany" ojciec nie zostanie zwolniony z więzienia. Policja ofk szybko znajduje to video w sieci, zapewne dostaje zgłoszenie, jako że błyskawicznie odezwę Lyncha klika 30 tysięcy ludzkości.

      Na filmach z monitoringu więziennego, widać że Owen odwiedzał ojca. Luther oglądając te zapisy zwraca uwagę na to, że syn słucha ojca niemal na baczność, choć obaj siedzą. Dochodzi do prostego wniosku, że to Terry Lynch zawiaduje całą akcją, wykorzystuje syna aby wymusić zwolnienie z pudła. Zapewne Owen jest po prostu przez niego zdominowany, jako człowiek, a to by oznaczało, że stary tresował go od małego. W parę miesięcy, a nawet lat takiego efektu się nie osiąga.

      Odwiedza więc Luther starego Lyncha w więzieniu. W tym samym czasie policja przetrząsa celę Lyncha, szukając jakichś tropów. Luther najpierw wdaje się z Lynchem w pogaduszkę na temat ojcowskich metod wychowawczych, zdradzając że sam miał trudnego starego, który "chciał z niego zrobić boksera, a on wolał ksiązki i dziewczyny". I sugeruje Lynchowi, że najlepiej będzie jak uchyli dany synowi rozkaz, bo tylko tego Owen posłucha. Inaczej Owen w końcu zginie. Czy tego ojczulek chce ? Ale Lynch nic sobie z tego nie robi. "Zginie zatem robiąc to, co lubi najlepiej", beznamiętnie oznajmia Lynch. Uchylić rozkaz może, ale w zamian za zmianę kwalifikacji czynu, za który siedzi, skrócenie wyroku i przeniesienie do innego zakładu.

      POlicja podczas przeszukania celi Lyncha znajduje telefon. Podmieniają mu kartę. A z tej z której korzystał - namierzają Owena. Zaraz jedzie tam ekipa specjalna. Tyle że Owen korzysta z jakiegoś wojskowego urządzenia i jest na częstotliwości używanej przez policję - podsłuchuje ich rozmowy. Wiedział, że po niego przyjdą. Opuścił więc chałupę,a dodatkowo ją zaminował. Próbując wejśc do środka detonują bombę. Ginie 4 szturmowców, 6 zostaje rannych. Owena ani widu ani słychu. Po tej akcji wydział, w którym pracuje Luther, zostaje formalnie odsunięty od sprawy.

      Prędko Luther konstatuje, że stary Lynch doskonale wiedział, co się dzieje, i to on im ten telefon i kartę niejako podstawił, wciągając ich w pułapkę. Łatwo też domyśla się, ze Owen nie jest wrózką, wiedział że po niego idą - musi mieć sprzęt namierzający rozmowy policji. I mimo zakazu, idzie do więzienia na jeszcze jedno spotkanie z Terrym Lynchem.

      Nie będzie czystej gry. LUther szantażuje Lyncha - jesli nie zmusi syna do poddania się, Luther rozpuści pogłoskę o tym, że w przeszukiwanej celi LYncha znaleziono zdjęcia z pedofilią. "Z budzącego szacunek twardziela, staniesz się w zboczeńcem, myślisz że kumple spod celi nadal będą cię dobrze traktowali ?", pyta go Luther. Lynch jest wściekły, ale niewiele może.

      Dzięki zaprzyjaźnionej dziennikarce, Luther nagrywa dla TV wystąpienie, w którym referuje rzekome ustalenia śledztwa. Mówi że Terry Lynch, to alkoholik, tchórz, wypiera się syna, a kabluje aż miło. Owen Lynch zaś, to "impotent o mentalności małego chłopca, zakochanego w grach video". Policja to oglądfa i jest skonsternowana. Owen Lynch - rozjuszony. Szefowa Luthera nie może pojąc, dlaczego wystawia się on na strzał Lynchowi ?

      Luther prześwietla starego Lyncha i dowiaduje się, ze miał on najlepszego przyjaciela. Facet mieszka lub mieszkał na przedmieściach, w aktualnie opuszczonym szeregowcu. Luther jedzie tam, podejrzewając że Owen zrobił sobie w tym mieszkaniu nową kryjówkę. Jest noc, szefowa Luthera zakazuje mu jechać na miejsce samemu. Ale Luther nie chce czekać na wsparcie.

      Szybko pojawia się Owen. Faktycznie, ukrywa się w tym budynku. Wyłazi zza rogu z karabinem wycelowanym w Luthera. A ten nie zamierza uciekać ani sie odstrzeliwać. Zamiast tego zaczyna mu trajlować - że stary Lynch go zdradził, że to musiało być trudne jak go tresował latami, "miałeś 11 lat, szczałes do łózka, a on ci nie odpuszczał... wróciłeś z Afganistanu i nadal szczasz do łózka...". Mówi Owenowi, że stary Lynch wyparł się go, że zrobił to ze strachu o własny tyłek, że płakał jak baba kiedy kablował. I żeby Owen sie poddał. W ten sposób uratuje siebie i zrobi staremu na przekór. Owen nie może znieść tej tyrady. Zarzuca Lutherowi, że kłamie. Na to Luther "Jak myślisz, jakim sposobem cię znalezłem, kto mi dał cynk, gdzie jesteś ?". W końcu próbuje zmusić Luthera do milczenia kopniakami. Ale na próżno. Zaczyna płakać. Nadal jednak mierzy z karabinu.

      W którymś momencie Owen odrzuca karabin, wyciąga rewolwer i zostawia jedną kulę. Trzyma za kark obitego Luthera i gra z nim w rosyjską ruletkę. Luther cały przerażony przeżywa 3 próby wycelowane w swoją głowę. Zostaje ostatni strzał, a kolej jest Owena. Nie umie on pociągnąć za spust, wiedząc co nastąpi. Luther wykorzystuje moment jego zawahania i obezwładnia go.

      Już pojmanego Owena policjanci namawiają do zeznań przeciw ojcu, bo to on jest odpowiedzialny za całą tę chryję. Ale Owen w koło macieja recytuje tyllko swoje imię, nazwisko i przydział wojskowy.

      Pojawia się Alice Morgan, ofk. Na krócej. Wydzwania do Luthera i wkurza go ciągłymi pytaniami o to, czy odpowiada za to, ze przestępca ktrórego ganiał leży teraz w śpiączce, w której to sprawie wydział wewnętrzny prowadzi dochodzenie. Wiadomo, że tak było. Ciekawi ją to, bo gdyby okaząło się to prawdą, znaczyłaby ona tyle, że Luther jest do niej bardziej podobny jest mu się wydaje. I z tej perspektywy on ją zaciekawia.

      Luther nie chce jej nic powiedzieć, a Alice szantażuje go, że pójdzie z tym do jego eks-żony, ukochanej eks-żony, Zoey. "Ona nic nie wie, a ty się dręczyłeś tym i odszedłeś, prawda ?", próbuje dociekać przyczyn ich rozstanie. Ofk, robi to tym swoim ironiczno-drapieżnym tonem. Luther każe się jej trzymać z daleka od Zoey, wszak w 1 odcinku Alice przystawiła jej nóz do szyi [Zoey nie wiedziała kto to], ale na próźno.

      Alice któregoś dnia odwiedza Zoey. Jest w domu też ten nowy facet Zoey, ale Alice się nie przejmuje żądaniami , żeby wyszła.



      • grek.grek Luther, 1 seria, 2 odc. 07.04.14, 14:08
        Zoey uspokaja go i podejmuje rozmowę. Alice pyta o motywacje Luthera, dlaczego zajmuje się w życiu ganianiem zbrodniarzy, i czy Zoey musiała rywalizować z powołaniem Luthera ?. Zoey kresli jego portret, jako człowieka nieszczęśliwego, którego ukształtowany liczne lektury, one mu podyktowały obraz świata w który wierzy; uważa, że "mamy jedno życie i jedną miłość" [może dlatego tak bardzo nie umie z niej zrezygnować]. I kończy, że jest z niego dumna. Alice na to "Ale jego żoną być nie umiałaś...". Pyta Zoey czy wiedziała o tym, że Luther zamachnął się na życie ściganego przestępcy, że "pozwolił wiszącemu spaść" ? Zoey na to, że to był odrażający typ, zasłużył sobie. Alice pyta, czy to znaczy że Luther robi za mściciela ? Zoey nie odpowiada. Alice wie już to, co chce, więc nie dociska. Spokojnie wychodzi.

        W finale odcinka Alice i Luther spotykają się na moście, tym samym na ktorym doszło do ich konfrontacji w 1 odcinku. Luther niby jej jeszcze grozi, że ją zabije jesli będzie nachodziła Zoey, ale robi to bez nerwów. Alice odpowiada mu, że przyrzeka się poprawić, że "zamknęła śledztwo w jego sprawie". I w samych superlatywach mówi o Zoey, że "jest silna, pełna godności i bardzo cię kocha. Wie, co zrobiłeś, a mimo to nie przestała. Odeszła z jakiegoś innego powodu - uznała, że bardziej od żywych wolisz towarzystwo trupów".

        I sensacyjnie :] morderczyni doskonała [zabiła rodziców i unikneła kary, w 1. odcinku] Alice i surowy dla przestepców policjant Luther idą na kawkę razem :] To musi być początek pięknej przyjaźni ;]] Kto powiedział, że pies i kot nie moga się kumplować, hehe.

        Alice Morgan, to kolejny typ z galerii nowoczesnych antybohaterów - stylowa, z wdziękiem, inteligentna, złożona osobowość, cyniczna zabójczyni. Ma uśmiech, ma spojrzenie, ma akcent.

        niestety, jutub nie oferuje trailera tego odcinka.
        • pani_lovett Re: Luther, 1 seria, 2 odc. 07.04.14, 23:53
          Przyjaźń? Hmmm...???

          Dzięki. :)
          • grek.grek Re: Luther, 1 seria, 2 odc. 08.04.14, 16:45
            kto wie :]]

            drobiazg, Barbasiu :]
    • grek.grek "Zakazane zabawy [Jeux interdits]" [1952] 08.04.14, 14:26
      Złoty Lew AD 52 w Wenecji.

      Fabuła prosta, ale pełna treści.

      Rzecz się dzieje podczas II wojny światowej. Podcza ucieczki z bombardowanego Paryża, mała Paulette traci w nalocie oboje rodziców. I psa. Jakaś starsza kobieta próbuje jej pomóc. Pies jest martwy, więc go wyrzuca z mostu do rzeki. Paulette wymyka się kobiecie i biegnie za tym psem. Nurt rzeki wynosi zwłoki gdzieś daleko, a Paulette poznaje Michela, trochę starszego od niej, może 9-letniego chłopca.

      Michel prowadzi ją do swojego domu do pobliskiej wioski. Właściwie cała wieś składa się z dwóch gospodarstw. Dolle'ów, czyli rodziców i rodzeństwa Michela oraz Gouardów. Obie familije żyją ze sobą jak pies z kotem, a jest to pokazane na wesoło. Paulette zostaje przyjęta ciepło. Dolle'owie, to prosta rodzina, wygód nie mają, ale są serdeczni i na stole zawsze znajdzie się mleko, kawa, świeżo upieczony chleb i coś do chleba. Zagubiona, ale jakże rezolutna i wcale nie przerażona jakoś okropnie sytuacją Paulette zaprzyjaźnia się z dobrym Michelem od razu. Matka Dolle zaprowadza ją na piętro, żeby przespała się trochę, a Paulette nie chce nawet głowy do poduszki przyłożyć i woła ciągle Michela. Wkrótce zżywa się z nim tak bardzo, że stają się nieodłączną parą.

      Co dalej ? Dalej będzie spoiler, więc porzućcie nadzieję, którzy wejdziecie, bo opowiem wszystko :]]

      Michel mówi Paulette, że zwłoki swojego psa powinna pochować w ziemi, tak robią ludzie ze swoimi zmarłymi. Paulette nie ma pojęcia o obrządkach religijnych. To Michel [a także przejezdny stary ksiądz] uczy ją "Ojcze Nasz", a także opowiada jak należy grzebać zwłoki. Nie mówi on o Bogu. To raczej tradycja, pada nawet określenie "Trzeba je pogrzebać, żeby nie mokły na deszczu".

      Kiedy Paulette kopie dla psa grób, Michel zauważa że zwierzakowi może być smutno leżeć tak samotnie. Przynosi więc ukradzionego sowie martwego kreta. Od tego momentu Michel i Paulette trudnią się znoszeniem do swojej kryjówki w starym opuszczonym młynie zwierzęcego truchła - psy, koty, krety, ptaki. Wszystko, co pod rękę się nawinie. Kiedy Michel zabija chrząszcza Paulette protestuje - nie wolno zabijać ! Chowamy tylko te, ktore umarły same lub ktoś inny je zabił.

      Groby wymagają wystroju zewnętrznego, a więc kartek z informacją co/kto jest w nich pochowane. No i rzeczy kluczowej - krzyży.

      Od tej pory rozpoczyna się ich polowanie na krzyże. Najpierw Michel próbuje zbijać je sam, ale od kiedy jego starszy brat został ranny [koń kopnął go w brzuch] i leży w izbie - ojciec surowo każe za stukanie młotkiem, które zakłóca wypoczynek. Poza tym, marnie te zbijanki wychodzą Michelowi. Przerzuca się on na... kradzieże. I kosi krzyże, gdzie popadnie. Próbuje ukraść nawet krzyż z ołtarza w kościele, ale przepędza go ksiądz, który zobaczył go zza kratek konfesjonału.

      W tym czasie do sąsiadów, Goaurdów, wraca syn. Z wojska. Dolle'owie uważają - jak przystało na wrogów - że pewnie chłopak zdezerterował. Ojciec Dolle zabrania starszej córce spotykać się z powróconym młodym Gouardem. Oczywiście, młoda para nic sobie z tego nie robi. Paulette i Michel znają ich sekret, ale oczywiście ani słowa ojcu. Zabawna jest scena, kiedy oboje zakochani leżą na sianie i słyszą że ktoś nadchodzi, myślą że to ojciec. Wpadają w popłoch. Dziewczyna nakrywa chłopaka sianem, ale i tak wystają mu nogi w butach. Na szczęście nadchodzącym jest Michel. Przechodzi jakby nigdy nic, widzi te wystające nogi i łapie jedną z nich i wykonuje gest jakby się z nią witał ;]]

      Kopnięty koniem Dolle umiera. I jest pogrzeb. Ojciec Dolle szykuje karawan, ale kiedy już ma wieźć syna na miejsce spoczynku, w asyście księdza i żałobników... orientuje sie, że ktoś podprowadził male ozdobne krzyże.

      Udaje się przeprowadzić pogrzeb.

      W tym czasie, Michel wyznaje po cichu Paulette, że ich cmentarz jest gotowy - rzeczywiście, cały młyn zasłany jest grobami padłych zwierząt, każdy grób ma karteczkę z nazwą zwierzęcia [czasami też z imieniem] i każdy jest znaczony krzyżem. Paulette jest zachwycona. Oboje są.

      Zdumienie i wściekłość ogarnia Dolle'ów dnia następnego. Oto okazuje sie, że jakiś hultaj wyrwał krzyż ze świeżego grobu ich syna i brata. Ojciec podejrzewa oczywiście Gouardów. Na cmentarzu robi potworną awanturę - w ramach rewanżu wyciąga krzyż z grobu należącego do Gouardów i z [zabawnym] zacietrzewieniem go łamie na kawałki. Pech chce, że wszystko to widzi rodzina Gouardów, która właśnie zmierza drogą na cmentarz celem wspólnej modlitwy z Dolle'ami.

      No i głowy rodzin biorą sie za łby :} Z takim zapamiętaniem, ze wpadają do jakiegoś świeżo wykopanego dołu na grób. Dół jest wąski, a oni tam w środku tarmoszą się i wykoślawiają sobie głowy. Wpada ksiądz, każe im przestać. Informuje, że nie tylko z grobu Dolle'ów zginął krzyż. Zniknęło aż 14 krzyży z całego cmentarza. I ksiądz powiada, że nakrył Michela jak próbował zwinąć krzyż z kościoła, więc to zapewne jego sprawka. Wszyscy rozglądają się za MIchelem, a on właśnie schrzania ile sił w nogach :] [nawet ojcowie rodzin godzą się w obliczu "zagrożenia" - Gouard pomaga wyjsć z dołu Dolle'owi, ale próżno oczekuje rewanżu, ojciec Dolle pędzi by dołączyć do pogoni za Michelem.

      Michel ukrywa się przez kolejne 2 dni. Próbuje porozumiewać się z siostrą, mając na nią "haka" w postaci wiedzy o tym, że spotyka się ona z młodym Gouardem. Ofk, Michel cały czas odwiedza po cichu Paulette, która bardzo za nim tęskni. Az wreszcie dopada go ojciec i chce sprawić manto, ale Michel mu się wymyka. Trochę obrywa, ale bez przesady, bo ojciec to poczciwa fajtłapa :}

      Akurat w tym momencie w wiosce pojawia się żandarmeria. Dolle'owie sądzą, że przyszli oni po młodego Gouarda, bo w końcu "to dezeter !" :] Ale nie. Przyszli po Paulette. Dziewczynka ma zostać zabrana do sierocińca. Oczywiście, zżyła się już bardzo z Dolle'ami, więc iśc nie chce. Kiedy żandarmi pytają ją o nazwisko, ona odpowiada "Dolle". A Dolle'owie bardzo by chcieli, żeby z nimi została, lecz - nie jest to możliwe, prawo zabrania. Żegnają ją wiec ciepło.

      Michel wpada w rozpacz. Błaga ojca, żeby coś zrobił, aby Paulette mogła zostać - w zamian oferuje, że powie, gdzie są ukradzione krzyże, a nawet wszystkie je grzecznie przyniesie z powrotem i wszelkie szkody naprawi własnoręcznie. Ale ojciec nie moze zadośćuczynić jego prośbie. Paulette zostaje zabrana.

      Załamany, rozgoryczony Michel pędzi do młyna i demoluje cały cmentarz. Krzyże wyrywa z ziemi, łamie, wrzuca do wody płynącej pod młynem.

      Paulette ląduje w wielkiej sali zatłoczonego sierocińca. Z nazwiskiem "Dolle" w formularzu, który ma zawieszony na szyi. W pewnym momencie słyszy jak jakaś kobieta krzyczy "Michel !". Sądzi w swojej dziecinnej naiwności, że jej Michel gdzies tu jest. Nie wie, że "Michelem" był jakiś starszy jegomość, a wołającą jego żona. Paulette powtarzając ciągle "Michel !" rusza w tłum kłębiący się w sali. Kaniec filma.

      bardzo naturalni zdolni mali aktorzy, sugestywny znany motyw muzyczny towarzyszący akcji, i opowieść o dziecięcej przyjaźni i humanistycznej wrażliwości która rodzi się w nich instynktownie, jednocześnie kształtowana warunkami jakie stwarza wojna, a zarazem wbrew wojnie, jaka toczy się przecież dookoła, a nawet osobiście grozi momentami [poza sceną otwierającą, kiedy na moście w pobliżu wioski ginie matka Paulette, potem - z wioski widać jak bombowce przelatują nad sąsiednimi terenami, zrzucają pociski, słychać wybuchy].

      www.youtube.com/watch?v=VPilhgUl3oA
      tutaj jest efektownie zagrana wersja motywu muzycznego z filmu [albo film wykorzystał ten motyw ?]

      www.youtube.com/watch?vy4r8CBY2f74
      • grek.grek Re: "Zakazane zabawy [Jeux interdits]" [1952] 08.04.14, 17:41
        w CTv 2 oglądałem byłem, tak gwoli formalności ;]
        • siostra_bronte Re: "Zakazane zabawy [Jeux interdits]" [1952] 08.04.14, 18:33
          Dzięki, Greku :)

          Widziałam ten film bardzo dawno w tv, ale pamiętam jak przez mgłę klimat i niektóre sceny. Najbardziej poruszające było to, jak wojna wpłynęła na te dzieci. Musiały szybko dorosnąć i oswoić się ze śmiercią.

          Z tego co pamiętam, "Zakazane zabawy" dostały też Oscara jako najlepszy film zagraniczny (wtedy to były tzw. honorowe Oscary).

          No właśnie, tak myślałam, że to było u Czechów :)
          • grek.grek Re: "Zakazane zabawy [Jeux interdits]" [1952] 09.04.14, 15:33
            drobizag, Siostro :]

            yes, tak samo odebrałem przesłanie i sens tego filmu. minimalistyczny w formie, nasycony poczuciem homoru równie mocno co dramatyzmem zdarzeń i losów ludzkich, doskonale
            zagrany - nie dziwi mnie ten Lew, chociaż ponoć różnie było z opiniami krytyków w samej
            Francji ?

            wpisał się w czas, nie sądzisz ? lata 50-te, to wszak czas wojny koreańskiej, w której
            Ameryka brała czynny udział, a potem przez wiele lat zauważano ten fakt w róznych
            filmach i serialach. jako film antywojenny, "Zakazane..." miały tutaj, że tak powiem... pełne
            pole do bycia nagradzanymi, prawdaż ?

            hehe ;] mogłem nic nie dodawać nawet, prawda ? Czesi zawsze coś z klasyki podrzucą, a to w poniedziałki, a to we wtorki, a to na weekend. Niektóre filmy, które pokazują, omawialiśmy już, więc zdarza mi się o nich nie wspominać, ale każdą nowość - od razu wpisuję :]
            • pani_lovett Re: "Zakazane zabawy [Jeux interdits]" [1952] 09.04.14, 23:33
              Dla mnie to była premiera. Dzięki, Greku.

              :)
              • grek.grek Re: "Zakazane zabawy [Jeux interdits]" [1952] 10.04.14, 13:44
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]
                • pani_lovett Re: "Zakazane zabawy [Jeux interdits]" [1952] 11.04.14, 00:25
                  :)
    • grek.grek "Bank"- PPolsat 08.04.14, 17:40
      Polsat, 21:35

      Para policyjnych detektywów na tropie bankowych przekrętów. Clive Owen & Naomi Watts.

      znacie może ?
      [dzisiaj Liga Mistrzów, więc różnie może być u mnie z tym seansem, heh; a jak Wy - skaczecie ? :)]

    • grek.grek muzycznie 08.04.14, 17:42
      znacie ? :]
      tekst Brassensa.

      www.tekstowo.pl/piosenka,piotr_machalica,zla_reputacja.html
      • barbasia1 Re: muzycznie 09.04.14, 00:53
        Cudny tekst. Fantastyczne zawodowe tłumaczenie na polski. Moze i słyszałam kiedys te piosenke, ale dzis czytam jej tekst, jakbym jej nie znała. Co Cię Greku zaispirowało by zalinkowac te piosenke? Bliska jest mi idea podazania wlasną sciezkà, choc na pewno nie tak radyalna jak dla podmiot lirycznego.
        Półmetek.
        Padam.
        Pa.
        • grek.grek Re: muzycznie 09.04.14, 15:26
          kampania Remont 2014 trwa ? :]
          cierpliwości Ci życzę, grunt że już bliżej niż dalej.

          inspiracja ?
          a jakoś tak, spotkalem-skoczyłem-zalinkowałem ;]
          przeglądałem coś a'propos PPA i natrafiłem akuratnie.

          hehe, podmiot liryczny poetyzuje mocno, i metaforyzuje, jak sądzę [to chyba to samo ?] ?
          stryczek piosenkowy zapewne oznacza raczej śmierć publiczną niż śmierc
          fizyczną :]
          • pani_lovett Re: muzycznie 09.04.14, 23:30
            Yes.
            Dzięki. :))

            To przypadkowe znalezisko jest fantastyczne. Dobrze żeś się nim z nami podzielił.


            Kto go tam wie, może zszedł na manowce lub na złą drogę, na końcu której czeka stryczek...
            Ale prawdę mówiąc, wolę Twoją interpretację.
            [Tak, to prawie to samo.]
            • grek.grek Re: muzycznie 10.04.14, 13:49
              zdrowia ! zdrowia życzę :]] to najważniejsze w takich okresach :]

              wrzucam, co tylko cenzura przepuści ;]]

              i to możliwe.

              miałaś nosa wspominając przed paroma dniami o "Zakazanym imperium".
              Czesi dziś zaczynają emisję.
              niestety, na 99 % jest to powtórka 1. sezonu, który już mamy opisany.
              może latem pokażą drugi ?
              liczyłem na nowe sezony "ZI" i "Californication" wiosną, ale chwilowo albo powtórki albo
              cisza na morzu.

              ale trzymam rękę na pulsie - jakby co, to dam znać z wyprzedzeniem.
              • pani_lovett Re: muzycznie 11.04.14, 00:44
                Właśnie przeszłam przeziębienie z katarem, z bólem gardła.
                Przeszło ekspresowo, aż jestem zdziwiona. Ale właściwie nie było/ nie ma czasu na chorowanie, cackanie się ze sobą ... ;)

                To jest cenzura? A mnie nigdy jeszcze nie ocenzurowano!?


                Świetnie! Liczę na to, niezmiennie. :)
                • grek.grek Re: muzycznie 11.04.14, 14:37
                  choroba się wystraszyła remontu ? ;]

                  mnie też.
                  ... sam się cenzuruję chyba, hehe.

                  nie zawiodę, w miarę mych sił skromnych :]
                  • pani_lovett Re: muzycznie 13.04.14, 00:27
                    Zaprawdę można się wystraszyć tego remontu,
                    zwłaszcza pomieszczeń, które nie są remontowane... ;)

                    Na to wygląda. :)

                    Chciałabym mieć choć ćwiartkę tych "skromnych sił".

                    /Mała awaria się przydarzyła w piątek.../

                    • grek.grek Re: muzycznie 14.04.14, 15:40
                      znam znam :]
                      wszelakie malowania, niemalowania, to były okrest traumy.
                      wszędzie graty i szmaty, mała szansa na to, żeby się swobodnie zająć czymś
                      we własnych czterech ścianach, generalnie... piep.rznikus gigantus :]

                      mam nadzieję, że u Ciebie prace już są bliżej niż dalej końca ?
                      i że fachowcy nieuciążliwi nazbyt ? ;]

                      oj tam, masz dużo sił i energii, nie bój się nic :]
                      one się wyzwalają w zależności od zapotrzebowania.

                      awaria usunięta, jak widzę :] na szczęście.
    • grek.grek The Following 7. odcinek [1] 09.04.14, 13:51
      wiem, że czekacie ;]] [Barbasiu, pamiętam]

      7 odcinek przynosi prawdziwą rewolucyję, zmienia się sytuacja, serial w zasadzie re-startuje. A co i jak - już piszę.

      Emma Hill umyka policji, dzięki innym członkom "bandy Joe Carrolla". Ofk, ma ze sobą porwanego syna Claire Carroll, Joeya. Wciska mu te same bałamuty, co zawsze - że "źli ludzie" na nich nastają, że z mamą się później zobaczy itd. Byle dzieciak nie panikował.

      Emma nie ucieka na pałę. W umówionym miejscu, opuszczonym starym magazynie, czeka na nią niejaki Bo. Łysy, z tatuażem, generalnie wyglądający jak wielokrotny recydywista. Instaluje ich w tym budynku. Nie należy on do ekipy pracującej - co tam : dopomagającej, guru Carrollowi, więc krótko informuje, że właściwy człowiek pojawi się tutaj niebawem.

      Mały Joey odkrywa w jednym z pomieszczeń przerażoną dziewczynę. Jest ona trzymana w klatce. Bo wścieka się, kiedy odkrywa, że mały ją znalazł. Każe mu trzymać się z daleka od tego miejsca. Emma też jest zaciekawiona. Jak się później okaże, rzeczywiście rózni członkowie bandy nie wiedzą wszystkiego o planie, w którego realizacji uczestniczą.

      Joey nie zamierza odpuścić. Cichaczem próbuje uwolnić dziewczynę. Udaje mu się. Dziewczyna ucieka wydostaje się z magazynu.. Joey też próbuje, ale wkurzony do białości Bo go dopada. Jest tak wnerwiony, że Emma musi go sterroryzować pistoletem, żeby się uspokoił. W tym momencie pojawia się oczekiwany gośc - ulizany brunet o twarzy jakby grał w Star Treku. Trzyma pod pachą dziewczynę z klatki, jak widać udaremnił jej ucieczkę.

      Ulizany bardzo kulturalnie odnosi się do Joeya, uspokaja go, że dziewczynie nic sie nie stanie, a przy okazji powtarza to co Emma : że muszą się ukrywać przed "złymi ludźmi" i że teraz Joey nie może spotkac się z matką.

      W równoległym wątku - Joe Carroll, siedzący w puszce guru całej bandy, erudyta od Edgara Allana Poe i skazany za zabicie 14 kobiet morderca, składa zażalenie na pracę służby więziennej. W 1 odcinku podczas widzenia agent FBI Hardy [nemezis Carrolla, to on go pojmał i posadził w pudle, a przy okazji uwiódł mu żonę, Carroll ma go za zdrajcę, bo w czasie pracy nad sprawą "mordercy inspirująćego się opowiadania Poe" zaprzyjaźnili się - a że robiący za eksperta od twórczości Poego Joe okazał się ostatecznie tym, którego Hardy szukał... no cóż, hehe] nie wytrzymał nerwowo i złamał Carrollowi palce dłoni. Teraz Carroll wykorzystuje nagranie z monitoringu, jako podstawę do złożenia wniosku o przeniesienie. W tym więzieniu nie mogą mu zapewnić bezpieczeństwa, więc chce do innego. Celem ma być więzienie w Georgii. Dlaczego właśnie tam ? No właśnie...

      Agenci i policja są skonsternowani. Hardy przeczuwa jakiś podstęp. Każe Mike'owi - swojemu młodemu współpracownikowi - prześwietlić całą słuzbę wiezienną. Jest jeden trop - naczelnik. On sam jest niby wporzo, ale ma córkę studentkę. I od 2 dni ta córka nie chodzi na wykłady, a jej chłopak złożył na policji doniesienie o zagnięciu.

      Hardy próbuje coś wydusić z Carrolla, podczas naprędce zorganziowanego widzenia, ale na nic. Joe szybko zmienia temat, cynicznie się uśmiechając, co Hardy odczytuje jako pewnik, że coś tu się święci.

      Hardy chce nadzorować przewózkę Carrolla do Georgii, ale dowodząca agentka Parker bierze to na siebie. Kiedy konwój jest już w drodze - Hardy przegląda więzienne video z momentu wyjazdu furgonetki. Orientuje się, że jest ono zmanipulowane, są przeskoki w czasie. Ktoś wyciął kawałek nagrania. Ewentualnie podmienił kasety.

      Podejrzanym jest naczelnik. Wiadomo już teraz, że dziewczyna przetrzymywana przez Bo, to właśnie porwana córka naczelnika. A on sam jest szantażowany przez bandę Carrolla - ma pomóc Joe'emu w ucieczce w zamian za życie córki.

      Agent chce natychmiast rozmawiać z naczelnikiem. Okazuje sie, że naczelnik właśnie skończył pracę i wziął od razu urlop... Mocna poszlaka. Hardy z kolegą Mike'em [zauważyliście, że w każdym serialu amerykańskim jest "Mike" ? "Majk" i "Majk", nonstop] w samochód i udaje się im dopaść auto naczelnika. Przez telefon Hardy sugeruje agentce Parker, żeby sprawdziła zawartośc furgonu. Strażnicy nie chcą się podporządkować, więc agentka musi im zagrozić pistoletem.

      I scena podwójnego otwarcia - agentka Parker otwiera drzwi furgonu... a agent Hardy każe naczelnikowi otworzyć bagażnik, podejrzewa że furgon jest pusty, a Carrolla osobiście wywozi naczelnik.

      Naczelnik biadoli i jęczy, że życie jego córki od tego wszystkiego zalezy, ale Hardy jest nieubłagany.

      Agentka Parker otwiera drzwi furgonu więziennego... w środku NIE MA Joe Carrolla. Agent Hardy otwiera bagażnik wozu naczelnika... w środku TEZ nie ma Joe Carrolla. Gdzie jest Joe Carroll, poza tym że nigdzie go nie ma ? Jedyne co można zrobić, bo aresztować zdradzieckiego naczelnika, aczkolwiek czy ojciec ratujący córkę może być "winny" ?

      Joe Carroll jest w bagażniku swojej adwokat, Olivii Warren, która właśnie wiezie go za miasto. Olivia robi to wszystko ze strachu, ona też swego czasu zawiodła Joe'ego. Broniła go tylko przez jakiś czas, dzięki czemu wyrobiła sobie nazwisko. Potem go porzuciła. Boi się więc o własne życie, bo Joe nie przebacza. Wie co się dzieje, i że Joe dysponuje bandą siepaczy, więc robi co jej każe.

      Docierają na miejsce, w Georgii. Joe ma pod więziennym unformem garnitur. Każe Olivii zadzwonić do agenta Hardy'ego. Podczas rozmowy nagle nakazuje jej powiedzieć, że "jest mordowana przez Joe Carrolla i to pana wina, panie Hardy" - przerażona Olivia zanim się orientuje, już zaczyna być duszona przez Carrolla. Hardy słucha tego wszystkiego w poczuciu bezsilności. Joe dusi Olivię.

      Ofk, agentura namierza skąd dzwoniła Olivia. Prędko meldują się na miejscu Hardy z Mike'em. Przy aucie zawierającym martwą Olivię stoją gapie - jedne z nich widział faceta, który wysiadł z tego auta i poszedł "w tamtym kierunku".

      Joe Carroll wystrojony w garniak przybywa do, ni to hotelu, ni to centrum handlowego. Spotyka się tam z kędzierzawym gostkiem o imieniu David. Potem dołącza do nich blondynka, Louise. Blondynka, która nie waha się ani chwili, kiedy trzeba załatwić brzytwą jakiegoś nieostrożnego pracownika hotelu-centrum, który na zapleczu zobaczył cała trójkę.

      Wsiadają do windy. Hardy i Mike docierają na miejsce w momencie, gdy Carroll na galerii wita się z Davidem. Pędzą na piętro za nimi. W końcu Hardy ich znajduje, ale ciut za późno. Zdązyli wsiąść do windy. Kiedy Hardy próbuje gonić schodami, dopada do David. Pozbawia Hardy'ego broni. Hardy próbuje się z nim bić, ale wtedy w całą akcję wkracza Joe Carroll celując w Hardy'ego z pistoletu.

      "Tutaj nie możesz umrzeć, to by było zbyt prozaiczne, bez dramatyzmu, musisz przeżyć ab zobaczyć wszystko - do samego końca, a to co dotąd się zdarzyło to, zaręczam ci !, zaledwie początek", cedzi swoim opanowanym, cynicznym głosem Carroll celując w agenta.

      Z zewnątrz słychać nadlatujący helikopter. Nie policyjny. To helikopter, który przybył po Carrolla. Zaraz wyląduje na dachu. Joe zostawia więc Davida z bronią, żeby przypilnował agenta Hardy'ego do czasu gdy Joe spokojnie odleci, a sam idzie na górę z Louise.

      Hardy wie, że David nie moze go zabić, ale... może mu np. kolano przestrzelić. Rzuca się więc w sprzyjającym momencie, odbiera Davidowi broń i rani go w udo. Pędzi na dach. Za późno. Helikopter z Carrollem na pokładzie już odlatuje w bezpiecznej odległości. Joe Carroll jest wolny.

      W opuszczonym magazynie Ulizany dostaje telefon. Zapewne z info, że akcja się powiodła. Córka naczelnika nie jest już potrzebna. ULizany, Emma i Joey odjeżdzają. Ulizany nie zabija córki naczelnika, ale pozbywa się Bo.

      Wymuszając zgodę agentki Parker - Hardy dośc brutalnie torturuje rannego Davida. Zdobywa informację o miejscu pobytu Emmy Hill i Joeya. Przybywają jednak na miejsce za późno. Zastają tylko spanikowaną córkę naczelnika.

      I ostatnia scena : wieczór, jakaś ogrodzona ogromna posesja, w środku coś w rodzaju zamku.








      • grek.grek The Following 7. odcinek [2] 09.04.14, 14:00
        Na posesję wjeżdza auto. I z tego zamku zaczynają wylewac się ludzie... Całe dziesiątki. Zwyczajne twarze, żadnych komandosów czy najemnych morderców. Sa to ludzie zwerbowani do bandy Carrolla, przez niego i jego "współpracowników". wychodzą i wychodzą, a potem stają na dziedzińcu. Czekają jak na jakiegoś papieża. Wśród nich są Emma i Joey.

        W aucie jest oczywiście Joe Carroll. Wychodzi on z samochodu, widzi to całe zgromadzenie. Podbiega do niego Emma, witają się. Później Joe rozmawia z synem. Mały mówi "Znam pana. Pan jest moim tatą". Joe potwierdza z ciepłym spojrzeniem, a nawet ma szklane oczy kiedy patrzy na syna.

        W połowie serii - zmieniają się okoliczności. Joe Carroll już nie steruje wydarzeniami zza krat, niczym mistrz marionetek. Teraz jest na wolności, ma gromadę oddanych zwolenników, a agentura FBI jest w de :] Co dalej ? Co dalej ?

        www.youtube.com/watch?v=rY4vBPvoFSw
        lub/i

        www.youtube.com/watch?v=IhOwaPrL340
    • gryfny Re: Charlize Theron 09.04.14, 15:03
      znacie? --------bo TVP Kultura zna i dzieki im za to.
      www.filmweb.pl/person/Charlize.Theron
      • pani_lovett Re: Charlize Theron - chyba przegapiliśmy 11.04.14, 00:33
        A który z filmów z Charlize Theron pokazywali w TVPKultura?
        • gryfny Re: Charlize Theron - chyba przegapiliśmy 11.04.14, 14:25
          ostatnio ten:
          www.tvp.pl/kultura/propozycje/zblizenie-na-charlize-theron-granice-milosci/9480869
          wczesniej ten:
          www.filmweb.pl/film/Celebrity-1998-23#
          • grek.grek Re: Charlize Theron - chyba przegapiliśmy 11.04.14, 14:36
            oba mamy na rozkładzie, "Granice..." bodaj w Kocham Kino były.
            • gryfny Re: Charlize Theron - chyba przegapiliśmy 11.04.14, 18:16
              no i dobrze bo TVP Kultura niestety zakonczyla"obserwacje"
              www.filmweb.pl/person/Charlize.TheronCharlize Theron
              • gryfny Re: Charlize Theron - chyba przegapiliśmy 11.04.14, 18:22
                www.filmweb.pl/person/Charlize.TheronCharlize Theron
            • pani_lovett Re: Charlize Theron - zatem nie przegapiliśmy 13.04.14, 00:28
              Gryfny dobrze, że czuwasz.
    • grek.grek Kocham Kino "Jeden dzień" 10.04.14, 15:22
      21:40 & 1:45

      wedle zajawki - ona pochodzi z robotniczej rodziny, marzy by być literatką, ale trafia do baru w roli kelnerki; on wywodzi się z warstwy zamożniejszej, podróżuje po świcie, w sumie taki luzak z niego.

      kiedy oboje kończyli liceum - spotkali się na moment, spędzili noc [bez seksu]. potem rozeszli się w swoje strony, a jednak nie zapomnieli o sobie. co roku, w wigilię tamtej nocy, dzielą się ze sobą opowieściami o tym jak im minął rok. i tak przez -naście lat.

      coś mi się zdaje, że znam finał tej historii ;] a Wy ?

      Anne Hathaway & Jim Sturgess [pamiętam jegomościa z "21"] w rolach głównych.

      • grek.grek Kocham Kino "Jeden dzień" - oglądaliście ? 11.04.14, 13:05
        skoczyliście ? :]

        ja skoczyłem, nocną porą - historia może i niezgorsza, ale gdzieś tam brakowało jej czy to pikanterii, czy dramatyzmu czy może jakiegoś głębszego wyrazu.

        jesli nie widzieliście, a nie chcecie czekać na powtórkę... spoiler :]

        on i ona kończąc liceum przypadkowo spędzają razem noc, bez seksu - ale śpią ze sobą. nastepnego dnia rozstają się, ale on bierze od niej numer telefonu. ona jest z robotniczej dzielnicy, nosi okulary i generalnie daleko jej do seksbomby, ale za to jest mądra i urocza; on wygląda na rozpuszczonego playboya z pary zamożnych rodziców [ale nie takich co to nie obchodzi ich los synka; przeciwnie - matka ogromnie się przejmuje, a ojciec solidnie opie,prza synalka, który pewnego razu odwiedza chorą na raka matkę w stanie wskazującym na spożycie].

        ona i on przez 17 czy 18 lat spotykają się raz w roku - w rocznicę tego przypadkowego spotkania. albo spędzają ze sobą dzień albo odbywają długą rozmowę telefoniczną.

        róznie im się dzieje - najpierw on robi karyjerę, prowadzi jakiś chałowy rozrywkowy program w tiwi, ma plastikową dziewczynę, ale wkrótce jego passa się kończy, robi się za stary aby prowadzić luzackie programy dla młodzieży. kryzys przypłaca popadnięciem w nałogi, takie tradycyjne, czyli albo kielonek albo kreska :]

        w międzyczasie, z tego później się okaże, podczas jednego ze spotkać corocznych ona i on idą ze sobą do łózka, mimo że ustalili wcześniej zasady wedle których : zero łózka, zero golizny wspólnej, zero w ogóle jakichkolwiek podchodów erotycznych, bo od tego ich piękna przyjaźń moze się tylko rozwalić.

        ona najpierw robi za kelnerkę, poznaje jakiegoś początkującego komika, który się w niej zakochuje. ona zakochana jest w swoim przyjacielu corocznym, ale skoro są przyjaciółmi, to wkrótce zbliża się z tym komikiem i zostają parą. ofk, komik doskonale wie, że ona kocha się w tamtym, ale ma nadzieję że z czasem się to jakoś wyrówna. a ona myśli sobie : kurna, jak ja żyję... z facetem którego nie kocham, w jakiejś klitce, w marnej pracy...

        przypadek odmienia jej życie. zazdrosny o nią komik przetrząsa jej klamoty domowe i znajduje pisany przez nią wytrwale dziennik. najpierw komik robi jej awanturę, że znalazł u niej wiersze miłosne o tym jej przyjacielu dorocznym. na to ona robi awanturę komikowi, że jak śmiał grzebać w jej rzeczach. staje na tym, że komik zwraca jej uwagę na to, iż te jej poezje są słabe, ALE za to opowiadania są dobre i powinna w tym kierunku swoje literackie aspiracje potoczyć.

        no to ona toczy i wkrótce zostaje wziętą pisarką. rozstaje się z komikiem. a jej przyjaciel żeni się z blondynką, "która w ogole się nie uśmiecha, bo się boi, ze to popsuje jej urodę". niebawem on zostaje ojcem córeczki. w międzyczasie umiera mu matka, na tego raka, co to na niego chorowała.

        spotykają się ofk nadal i podczas jednego ze spotkań ona oświadcza jemu, że ma nowego chłopaka, jazzmana z Paryża. jazzman wygląda jak Clooney po makijażu, więc jej przyjacielowi nos opada na kwintę. co on teraz ma do zaoferowania swojej przyjaciółce ? ona została pisarką, ma Clooneya po makijażu i w ogole wygląda jak milion dolców w złocie, a on ? zdegradowany szołmen, którego wysiudali nawet z prowadzenia jakiejś szmiry w telewizji, kiedyś wesoły playboy - dzisiaj tata domowy podcierający pupkę niemowlakowi, z nieudolnie zapuszczoym zarostem... gdzie Rzym, a gdzie Krym... jak to się role odwróciły, nie ?

        ale ona nie moze pozwolić mu odejść. kiedy z tym nosem na kwintę on odchodzi ulicą, ona zostawia Clooneya po makijażu i pędzi za nim. zostają parą, bo w niej miłośc do niego nigdy nie wygasła, a on potrzebował rypnąć głową w dno, żeby zrozumieć iż to ona jest jego przeznaczeniem, była nim od zawsze, tylko był tak ślepy, że tego nie widział.

        i ledwie zostają parą - zaczynają się problemy. ona nie moze zajśc w ciążę, chociaż bardzo chce mieć z nim dizecko. a potem ona sensacyjnie ginie pod kołami samochodu, bo nieostrożnie jechała rowerem. on zostaje sam. odwiedza go ojciec, też wdowiec - radzi, żeby żył "jakby ona ciągle tu była". sam to ćwiczy od paru lat, po śmierci swojej żony.

        ale on ma przecież córkę, którą widuje regularnie, bo z żoną 'która nie uśmiecha się, żeby nie popsuć sobie urody" rozstał się w pokojowy sposób. i ta córka staje się dla niego światem. na nią przelewa swoje uczucia, którymi nie zdązył w pełni obdarzyć swojej ukochanej, do której dojrzewał 18 lat.

        kolejną rocznicę tych corocznych spotkań - on spędza właśnie z córką, spacerując ściezkami i pagórkami, który spacerował i pagórkował ze świętej pamięci Nią, w tamtym dniu 20 lat temu, kiedy się poznali i spędzili ów "jeden dzień", który zaważył na całym ich życiu.

        www.youtube.com/watch?v=6VBKi24JcnU
        historia może nie całkiem banalna, ale losy tych dwojga same w sobie jakieś takie pod linijkę podręcznika - od początku wiadomo, że w końcu muszą się spotkać. żeby nie było słodko i optymistycznie, ale był z tego dramacik, to szczęście małzeńskie musi trwać tylko chwilę, ale
        osobnik pozostały przy życiu będzie ów związek kontynuować, bo nigdy o niej nie zapomni. gdzieś brakło barw tej opowieści. nawet jak bohater się stacza, to to stoczenie się jest takie uładzone i w sumie niebrzydkie. sceny z nagością... myslałem, że już tylko w polskim kinie bohaterka chodząc po domu, wstając z łózka i kładąc się do niego zasłania się czym popadnie :] albo wzięta dzisiaj aktorka Anne Hathaway gołe plecy rezerwuje tylko dla filmów ambitnych, w których zamierza wystąpić, albo producent to bogobojny mormon :]

        za to zabawna była scena, kiedy omawiana para przyjaciół podczas przyjacielskiego spotkania idzie sobie na plażę i nagle orientuje się, że to plaża nudystów. i stoją te golce przy grillu, a jeden facet stoi golcem przodem - nic jednak nie pokazuje światu, bo scena filmowana jest z odległości, a strategiczne miejsca zasłania dym z grilla :]

        kilka niezłych dialogów w wykonaniu Jej, dobre aktorstwo Jej Anny Hathaway, chyba sprawnie to wszystko zrobione, ale gdzieś tam bez piętna, które by sprawiało, że ten film unosi się w powietrzu przez kolejne parę godzin czy parę dni po obejrzeniu. przynajmniej u mnie :]

        a u Was ?
        • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Jeden dzień" - oglądaliście ? 11.04.14, 16:40
          Dzięki, Greku :) Nie oglądałam, bo temat wydał mi się mało oryginalny.
          • grek.grek Re: Kocham Kino "Jeden dzień" - oglądaliście ? 13.04.14, 13:17
            cała przyjemnośc z mojej strony, Siostro.

            istotnie, oryginalności tutaj niewiele.
            niemniej, da się obejrzec, jest parę udanych dialogów/odzywek [tudzież ripost],
            dobrze gra i wdzięcznie się prezentuje Anna Hathaway, zdjęcia i lokalizacje też
            niezgorsze - w sumie, widywałem gorsze zwłoki ;]
    • grek.grek no to jeszcze o panu Sherlocku 10.04.14, 16:11
      znalezione w sieci :]

      film.wp.pl/idGallery,13982,idPhoto,383724,galeria.html?ticaid=112839&_ticrsn=5
      • siostra_bronte Re: no to jeszcze o panu Sherlocku 10.04.14, 17:58
        Dzięki :)
    • pani_lovett "Anatomia upadku 2" 11.04.14, 00:31
      Będzie powtórka? Wiesz może, Pepsic?

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,150496739,150496739,Anatomia_upadku_2.html
      Przy okazji zapytam z ciekawości, jakieś kolejne rewelacje, nowe koncepcje w sprawie się ujawniły ? ;)

      • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 11.04.14, 19:08
        Mimo, że bywam na prawicowych portalach i wiedzą ogólnikową w temacie katastrofy dysponuję, to jednak film robi wrażenie, w tym wielka odwaga reżyser Anity Gargas w paszczy lwa i por. Wosztyla. Tym razem twórczyni skupiła się na politycznych postaciach z pierwszych stron gazet, tudzież kulisach podroży do Smoleńska, mniej na spekulacjach dot. przyczyn katastrofy.

        Nic nie wiem o powtórce. Na film trafiłam zupełnie przypadkowo. Moją uwagę przykuła rozmowa z Kaczyńskim. Swoja drogą nie ma szczęścia do ludzi. Tylu go podle zdradziło, a na dodatek brakuje mu dobrego speca od wizerunku.

        Nie sądziłam, aby ktoś z Was, poza Manią, był zainteresowany obejrzeniem "Anatomii Upadku 2", tudzież tematyką, dlatego założyłam odrębny wątek. Jeśli jest inaczej, to przeklejam stosowny link (czynny na tę chwilę):
        xanielka.salon24.pl/577205,caly-film-anity-gargas-anatomia-upadku-czesc-2
        • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 11.04.14, 22:01
          Uciekł mi ważna myśl. Anita Gargas przypomina najważniejsze fakty i ustalenia sprzed katastrofy i po oraz pokazuje kulisy działania służb specjalnych Rosji, tudzież bogatą lista zaniedbań rządu Tuska wobec wyjaśniania przyczyn katastrofy.
        • grek.grek Re: "Anatomia upadku 2" 12.04.14, 16:42
          wiesz, Pepsic, przyczyny zostały wyjaśnione.
          dowodów na wybuch - nie ma.
          żadne pokładowe czy pozapokładowe urządzenia niczego takiego nie zarejestrowały.
          dwa dni po fakcie było wiadomo, że wybuch nie nastąpił, bo żaden satelita tego
          nie wychwycił, a by wychwycił, gdyby do czegoś takiego doszło.

          ktoś dał zielone światło na wylot, mimo że ten samolot nie powinien w ogole włączać silników.
          ktoś wtedy miał początek kampanii wyborczej.
          ktoś dał polecenie "siadania", co jest na taśmach.
          jesli nie dał polecenia "siadania", to już na pewno nie było polecenia
          odlotu na zapasowe lotnisko.

          cała reszta to, wg mnie, mało ważne sprawy, liliputy przy tych kluczowych ww.

          mniej więcej wiadomo, kto za co odpowiada.
          moim zdaniem, nie padają nazwiska winnych z 3 powodów :
          a] polityczny interes, który zakłada zysk tych, którzy powinni wreszcie powiedzieć wprost to, co i tak gros ludzi już najpewniej ma przećwiczone [vide wyniki ostatnich badań dot. przyczyn katastrofy w opinii Polaków]
          b] wzgląd na ich pośmiertny spokój
          c] delikatność wobec rodzin






          • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 13.04.14, 16:22
            Niby jak wyjaśnione, skoro kluczowe dowody (wrak, czarne skrzynki, kamizelki kuloodporne) spoczywają w Rosji i będą spoczywać na wieki wieków, bo przecież Tusk nie wyśle czołgów, (tak szef rządu dowcipkuje publicznie). To ja mu podpowiem, jak był czas na żółwiki, to był czas na wrak.

            Kto dał zielone światło? A to trzeba zapytać dowódcę BOR Janickiego w nagrodę awansowanego na generała. Zwracam uwagę, że w chwili startu nie było mgły, ani załoga nie znała prognozy w Smoleńsku.

            Dowody na wybuch - jw. A poza tym państwo nic nie zrobiło, aby naród przekonać, że wybuchu nie było. Nota bene próbki nie są wiarygodne, bo zostały przywiezione przez Rosjan i mogły być sto razy wymyte. Są za to poszlaki, jak niebywałe rozczłonkowanie samolotu i zeznania świadków, że samolot zaczął się rozpadać w powietrzu, tudzież wątpliwości wielu naukowców.

            Co do "siadania", żona gen. Błasika (chapeau bas), która zna taśmy przestrzegała Laska, żeby nie plótł bzdur, bo sam może posiedzieć.

            Nie Grek, to tylko lewackie, nikczemne spekulacje, nie ma na to żadnego ćwierć dowodu, ani poszlak.

            Co do literek b i c - Greku, raczysz żartować. Państwo Tuska nie kiwnęło nogą w bucie, żeby wyjaśnić katastrofę, wręcz przeciwnie mataczy na każdym kroku i nastawia społeczeństwo wrogo do rodzin ofiar, a z osób współczujących i dociekających prawdy robi chorych psychicznie (źródło: wczorajszy wywiad Tuska w radiu Z).

            Podsumowując: nawet jeśli nie było zamachu, choć ta hipoteza staje się coraz bardziej realna, a państwo polskie zamiast szczuć na siebie naród i robić mu mętlik technicznymi szczegółami powinno ustalić winnych katastrofy tj. stronę rządową, której ustawowym obowiązkiem było przygotować wizytę głowy państwa, a nie rozdzielać wizyt i nie deprecjonować podróży prezydenta.

            • pani_lovett Re: "Anatomia upadku 2" 13.04.14, 17:15
              W pierwszym dokumencie Gargas zarejestrowała zeznania świadków, Rosjan, którzy widzieli samolot prezydencki lecący (!) na bardzo niskiej wysokości nad drogą (tuż nad drzewami,aż czuć było opary z silnika) daleko od pasa startowego, co zgodne jest z późniejszymi ustaleniami komisji Millera, które są imo spójne i przekonujące.

              >Państwo Tuska nie kiwnęło nogą w
              > bucie, żeby wyjaśnić katastrofę, wręcz przeciwnie mataczy na każdym kroku

              Wybacz Pepsic, ale jak na razie do mataczenia w żywe oczy przyznał się ten żałosny człowiek z tytułem profesorskim z komisji Macierewicza. Reszta członków komisji poza snuciem kolejnych fantastycznych oraz absurdalnych h i p o t e z też nic mądrego nie wymyśliła.
              I obawiam się, że nie wymyśli , bo innej prawdy niz ta ustalona w raporcie rządowym, nie ma.


              > Nota bene próbki nie są wiarygodne, bo zostały przywiezio
              > ne przez Rosjan i mogły być sto razy wymyte

              "Próbki zostały wymyte", "niebywałe rozczłonkowanie samolotu" - tak się manipuluje ludźmi, który nie mają zielonego pojęcia w owych kwestiach.

              • pani_lovett Re: "Anatomia upadku 2" 13.04.14, 19:00
                "Próbki zostały wymyte", "niebywałe rozczłonkowanie samolotu" tak się nieustannie (od "sztucznej mgły" począwszy) manipuluje ludźmi, który nie mają zielonego pojęcia w owych kwestiach.
              • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 13.04.14, 19:56
                Szczerze mówić nie spodziewałam się innego komentarza.

                Informacji w necie, co do próbek i rozczłonkowania tupolewa jest mnóstwo, również Anita Gargas w filmie podejmuje wątek.

                I żeby nie było, nie ja zaczęłam wątek, bo wiem, ze Was te sprawy nie interesują. Każdy z nas ma swoje zdanie, którego nie zmieni. Nie widzę sensu dalszych dyskusji w temacie i wzajemnego obrzucania się kąśliwymi uwagami, zwłaszcza w nadchodzącym Wielkim Tygodniu. Ja tylko odpowiedziałam na zapytanie trzymając się ściśle tematu.
                • grek.grek Re: "Anatomia upadku 2" 14.04.14, 13:33
                  wiesz, nie chodzi o kąśliwość ;], ale mnie po prostu ciekawi jak to jest, że żadne urządzenia pokładowe, skrzynki czarne, a także urządzenia satelitarne wykazujące fenomenalną czułość i wyłapujące nawet drobne zakłócenia - nie wykazały żadnego wybuchu, a przecież taki wybuch byłby sporym wydarzeniem w swojej skali i zasięgu ?

                  jak wobec tego można dowodzić, że on miał miejsce na podstawie np. rozrzucenia szczątków samolotu ? dlaczego świadkowie widzieli, a satelity nie zaresjestrowały ? to mnie ciekawi, stąd te moje polemiczne wtręty.

            • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 13.04.14, 20:00
              muszę dodać oczywisty suplement:
              *oraz ustalić winnych karygodnych, bulwersujących zaniedbań po katastrofie.
            • grek.grek Re: "Anatomia upadku 2" 14.04.14, 13:26
              z tego, wiadomo, Pepsic, polscy biegli dokładnie sprawdzali zarówno skrzynki jak i wrak.

              no to mamy sprzeczne informacje.
              z tego, co ja się orientuję, pogoda już w momencie startu była dyskusyjna i równie
              dobrze można było lot odwołać.

              wiesz, Pepsic - wg mnie, jeśli ktoś stawia tezę, ze był wybuch, to na nim spoczywa koniecznośc
              przedstawienia dowodu.
              w postępowaniu państwowym i prokuratorskim hipoteza zamachu była brana pod uwagę, ale żadne dostępne materiały nie potwierdzały jej zasadności.

              wiesz, "zeznania świadków" nie są chyba dobrym źrodłem informacji.
              nie sposób bowiem uznać je za materiał dowodowy.
              zwłaszcza w sytuacji, gdy te zeznania skonfrontuje się z zapisami z urządzeń technicznych.
              świadek może fantazjować, technika daje obiektywną informację.

              no to mamy dwugłos w sprawie "siadania". przy czym generałowa jest bardzo
              osobiście zaangażowana w sprawę, co może wpływac na jej percepcję i osąd.

              jak dla mnie, obie strony bawią się dośc ryzykownie, a cele są czysto polityczne i finansowe, bo
              na tym temacie niektóre media doskonale zarabiają.

              zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osob pozostanie nieprzekonanych, to naturalne w sytuacji tak spektakularnej katastrofy.

              nie bardzo rozumiem, w jaki sposób rozdzielnie wizyt wpłynęło na fakt, że ten samolot zszedł za nisko i już się nie zdołał poderwać.

              z tego, co się orientuję protokół dyplomatyczny i specyfika ówczesnej sytuacji nie zakładały możliwości wspólnej wizyty prezydenta i premiera. z tego co mi wiadomo, to raczej prezydent zabiegał o wizytę na własną rękę, chcąc zacząc kampanię wyborczą w Katyniu. dlatego tak dużo dygnitarzy zapakowano do jednego samolotu. miało być okazale.

              wg mnie, przyczyny te katastrofy zasadzają się na tym, dlaczego doszło do wylotu, dlaczego nie podjęto decyzji o wyborze zapasowego lotniska, dlaczego nie padło polecenie, tudzież piloci nie zdecydowali samodzielnie, żeby nie lądować tylko bezpiecznie udać się do Mińska albo Moskwy, dlaczego samolot zszedł zbyt nisko w tak trudnych warunkach atmosferycznych.

              kwestie dyplomatyczne są, wg mnie, na dośc dalekim planie. one nie wywarły wpływu na wydarzenia.

              na pewno, taka katastrofa sama z siebie obciąża państwo i władze. trener przegrywającej w marnym stylu piłkarskiej drużyny też niby nie kopie piłki na boisku, nie pudłuje karnych i nie popełnia błędów kardynalnych, z których jego zespół traci gole, nie trener pudłuje z 5 metrów na pustą bramkę, ale trener z racji stanowiska ponosi odpowiedzialność.

              dlatego, dziwi mnie brak dymisji w rządzie po tej katastrofie.
              bezpośredniej namacalnej winy jednak nie dostrzegam.

              • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 15.04.14, 21:40
                Ja zapowiadałam, nie ma co się dalej rozwodzić, choć do kilku kwestii przez Ciebie poruszonych nawet jako laik mogłabym się odnieść i również wyjaśnia je film A.Gargas. Lepiej poczytać w jaki sosób urabiana jest opinia publiczna wg red Janickiego .
                • grek.grek Re: "Anatomia upadku 2" 16.04.14, 13:47
                  zaglądam czasaami na W.polityce.
                  na pewno jest tak, że rządowej stronie nie zależy na wygaszeniu tej sprawy, ale
                  jednocześnie próbuje stwarzać wrażenie, że wszystko wyjaśniła i należałoby dać
                  spokój. ma to podłoże polityczne, PO zyskuje, prezentując się jako strona bardziej
                  racjonalna i ugodowa, z czego to drugie nie jest bynajmniej prawdziwe. tu się zgadzam
                  z redaktorem.

                  ale z drugiej strony, red. Janecki pomija, że dla PiS Smoleńsk też jest istotnym
                  elementem politycznej strategii :]

                  wiesz, właściwie kazda partia polityczna kogoś straciła w tej katastrofie, ale tylko PiS próbuje
                  ją w jakiś sposób upartyjnić.

                  nie wiem jak Ty, ale ja się czasami łapię na tym, że utrwala mi się wizja, że w tym pechowym samolocie był prezydent, jego żona, współpracownicy i posłowie, a zapominam, że byli tak np. Szmajdziński, Nowacka czy Deresz, politycy i działacze lewicowi.

                  powstaje takie wrażenie, że np. SLD ma mnniejszą wrażliwość, bo nie urządza przemarszów i nie atakuje rządu za niewyjaśnienie przyczyn, a jesli się zgadza z ustaleniami, to cynicznie petryfikuje kłamstwo.

                  słowem, moim zdaniem zaszło to zbyt daleko na gruncie już czysto politycznego sporu.
                  • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 16.04.14, 20:20
                    Mi się wydaje, że PiS się nie odżegnuje, to świętoszkowata PO udaje Greka (sorki;), o czym świadczy m.in spot wyborczy, na którym Tusk lansuje się na grobach smoleńskich.

                    Niezmiennie mnie zastanawia, że politycy z innych opcji nie walczą o prawdę w imię pamięci ofiar utożsamianych z ich ugrupowaniami. Mi np. bardzo żal młodziutkiego Sebastiana Karpiniuka.

                    Ps. Teksty w portalu "wPOlityce" trzymają doskonały poziom oraz zawierają ciekawą szatę i układ graficzny. Ale i tak jestem w szoku:)). Greku, zapytam z ciekawości, a na jakie portale Ty rzucasz okiem?
                    • grek.grek Re: "Anatomia upadku 2" 18.04.14, 15:06
                      m.in dlatego głosuję na SLD :]]

                      jedni zaakceptowali ustalenia, inni uznali że pamięć swoich bliskich uczczą np. poprzez
                      powoływanie do życia fundacji imienia zmarłego, która realizuje jakieś szczytne cele.

                      zgadzam się z tą oceną.
                      a zaglądam gdzie się da, jak widzisz :
                      od NIE i Wyborczej, przez wPolityce, do Radia Maryja :]
              • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 15.04.14, 21:56
                Greku, wyszperałam specjalne dla Ciebie jeszcze jeden tekst, wydaje się obiektywnym podsumowaniem. Rzucisz okiem ponad swoimi poglądami?
                • grek.grek Re: "Anatomia upadku 2" 16.04.14, 14:09
                  dzięki :]

                  napisane rozsądnym umiarkowanym językiem.
                  wydaje mi się, że strona kontrrządowa słusznie oczekuje od rządu wzięcia odpowiedzialności politycznej, a rząd unika jej jak może, bojąc się, że jakaś jedna honorowa dymisja będzie pretekstem do triumfalnego postawienia tezy, że w ten sposób rząd sam się przyznał do wszystkiego, włącznie ze spiskiem antyprezydenckim.

                  te awanse postsmoleńskie dla urzędników rządowych, to skandal w czystej postaci.

                  wiesz, ja nie uważam ludzi drążących wątek wybuchu za wariatów.
                  sam twardo wierzę - na podstawie róznych dokumentów i interpretacji faktów - w to, że 9/11, to inside job, a nie żaden zamach jaskinowców afgańskich. też niby rząd wyjaśnił i zamknął temat, a oficjalnie wątek funkcjonuje jako "robota Al Kaidy". a mnie to ani trochę
                  nie przekonuje :]

                  dlatego uważnie słucham obu stron, staram się nie ulegać żadnej z nich :]

                  wydaje mi się, że brakuje przekonującego dowodu na tezę wybuchową. czegoś mocnego, co by kazało się głęboko zastanawiać nawet najzagorzalszym przeciwnikom PiS i środowisk okołopisowskich.

                  za to wątek dymisji i awansów, błędów jakie były popełniane w trakcie wyjaśniania poszczególnych elementów pobocznych - jest właściwie prowadzony, rząd naopowiadał róznych głupot. np. pani Kopacz naplotła o identyfikacji ciał, że wszystko prima sort, że cacy, że zrobiono to doskonale, a potem okazało się, ze w trumnach są nie te zwłoki co trzeba. wystarczyło po prostu przyznać się do bezradności, opowiedzieć o trudności w identyfikacji strzępów ciał po tak strasznej katastrofie, zamiast zapewniać że jest wspaniale.

                  wiesz, myślę, że się sporo nauczyliśmy przez te 4 lata. oby nigdy ta edukacja nie musiała się na nic przydawać. a polityka będzie szła swoim torem, tak to już jest :]

                  myślę, że sam wątek rosyjski jest trochę nadużywany - raz że wypadek zdarzył się na terytorium Rosji, prawo międzynarodowe przewiduje że w takiej sytuacji na Rosję spada obowiązek przeprowadzenia dochodzenia. Polska niewiele mogła zrobić, ale rozumiem, że chodzi o to, że nie podjęto choćby walki o próbę przeniesienia tego śledztwa do Polski. z tego co wiem, to polscy biegli od początku mieli dostęp do skrzynek i wraku ?

                  ciekawe są te samobójstwa, o których mowa w drugim akapicie. wydaje mi się wszelako, że gdyby coś je łączyło, to dziennikarze śledczy już by coś wiedzieli, podejrzewam że zaczęli masowo węszyć wokół tych przypadków. ewentualnie coś wypłynie dopiero.

                  • pepsic Re: "Anatomia upadku 2" 16.04.14, 21:03
                    Umiesz Greku zaskakiwać:) Mimo wszystko nie spodziewałam się tak wyważonego komentarza. Nad Twoimi zapytaniami dot. wraku i podstawy prawnej bądź jej braku do przekazania śledztwa, skądinąd wydawałoby sie prostymi i podstawowymi - nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

                    • grek.grek Re: "Anatomia upadku 2" 18.04.14, 15:10
                      miło mi :]]

                      wiesz, ja myślę, że szanse na wyrwanie tego śledztwa Rosjanom, nawet gdyby istniała podstawa prawna by się z nimi o to szarpać, wynosiły zero procent.

                      rząd zaufał Rosji, a może po prostu poddał się wobec ewentualnej konieczności pójścia na dyplomatyczno-prawniczą wojnę z Rosją, ewentualnie chciał zając pozycję neutralną, spodziewając się krytyki PiSu, aby ją zbywać tekstem "Rosja prawomocnie prowadzi śledztwo, do rządu rosyjskiego z wszystkimi uwagami".

                      z ciekawością śledzę polityczne szachy w tej sprawie :]
    • grek.grek "Incepcja" w TVN [na bis] oraz inne na dziś 11.04.14, 16:41
      kto się za pierwszym razem nie połapał we wszystkich zagrywkach i zmyłkach - ma szansę się poprawić ;]]

      od 20:00 w TVN, jako się rzekło.

      "Zbuntowaną klasę" z nocnego Polsatu, kiedyś omawialiśmy, więc nic straconego ;]

      w Kulturze : 22:15 "Blaszany bębenek", 2:05 - "Limits of control" na bis.
      co spotykam jakąś recenzję tego drugiego filmu, to wszędzie źle piszą, a ja oglądam po rfaz 4 czy 5, a jak już 4 albo 5, to gonię żeby zdązyć, jak będzie 10 raz to też będę gonił by zdązyć... wiedziałem, że mam marny gust ;]] ale za to dodam sobie plusa, że opinie krytyków jakoś u mnie zawsze przegrywają z własnym odczuciem. niech se gadają i krytykują :] to byłem ja, pochwalno-samokrytyczny, heh.

      kino francuskie w CTV 2.
      22:45 "Nelly i pan Arnaud" z 95, podwójnie Cezarowany, z E. Beart i M.Serraultem.
      0:30 "Człowiek, który chciał żyć własnym życiem" z Romanem Durisem i C.Deneuve, z 2010.

      • siostra_bronte Re: "Incepcja" w TVN [na bis] oraz inne na dziś 11.04.14, 16:50
        Zastanawiam się nad "Incepcją". Ale jestem tak zmęczona, że chyba to zbyt ambitne zadanie na dzisiejszy wieczór :)

        Widziałam "Blaszany bębenek" bardzo dawno, nie mam ochoty na powtórkę.

        "Limits of control" obejrzałam niedawno, na dvd. Zachęciła mnie cena, całe 9,99 zł :) Niestety, kompletnie tego filmu nie zrozumiałam :)

        "Nelly i pana Arnaud" polecam. Bardzo lubię Sauteta. Co prawda to już nie to samo co jego filmy sprzed lat, ale i tak to klasa.
        • grek.grek "Nelly i pan Arnaud" [trzy po trzy a'propos] 12.04.14, 13:50
          skusiłem się na "Nelly i pana Arnauda" i - zgadzam się z Tobą - to był strzał w dziesiątkę.

          subtelna, pozornie zwyczajna, bez pseudozdobników opowieśc o normalnych ludziach i uczuciach bez ich sztucznego podrasowywania czy ubierania w dziwaczne kostiumy, żeby nie rzec kosmiczne skafandry. do tego nastrojowa muzyka, a wszystko z wyczuciem i dystansem sfilmowane, w większości w stylowych, ale nie efekciarskich, wnętrzach.

          doskonale poprowadzeni Emmanuelle Beart i Michel Serrault.

          [dla niezorientowanych : zakłopotana finansowo i związkiem z mężem-obibokiem 30-paro letnia Nelly, przez koleżankę poznaje dystyngowanego sympatycznego 70-letniego Pierre'a Arnauda, bogatego eks-biznesmena na emeryturze. Starszy pan, co tu dużo mówić - zauroczony jej urodą i bezpretensjonalnym wdziękiem, proponuje jej prezent w postaci gotówki, a potem składa propozycję pracy dla niego. Nelly, mająca w tej materii doświadczenie, miałaby pomóc mu w redagowaniu i przepisywaniu jego pamiętników. Dziewczyna się zgadza i od tego czasu bywa regularnie w mieszkaniu Arnauda. Zgodnie z umową : przepisuje, redaguje, poprawia, dopisuje słowa, zmienia je itd. Pan Arnaud oczywiście pracuje razem z nią, nie mógłby inaczej :] Rodzi się między nimi jakiś rodzaj porozumienia ? uczucia ? Zwłaszcza z jego strony. Zdaje się on sobie jednak sprawę z tego, że odrobinę zbyt dorosły jest dla niej. Nie wiadomo, czy i ona tak sądzi. Grunt jednak, że on ma niepewność.

          Dalej nieprzyzwoity spoler, gdzie seks, przemoc i gruba kasa, więc jak kto nie chce psuć sobie przyjemności oglądania w niewiedzy co do zdarzeń nadejszłych - może odpuścić póki pora :]]

          Same wspomnienia nie są jakoś porywające, jako się rzekło - Arnaud łoił kasę, ale także pracował jako prokurator [uleciało mi gdzie to się działo, ale poza granicami Francji], i nawet komuś świnię kiedyś podłożył i przyczynił się do jego skazania, co do dzisiaj pamięta sobie samemu jako przejaw "tej gorszej częsci własnej osobowości". A może... wyssał to z palca, żeby ukazać się Nelly jako człowiek bardziej interesujący niż w rzeczywistości ?

          Nelly poznaje wkrótce wydawcę, który ma wypuścić na rynek te wspomnienia Arnauda. Zaczynają się ze sobą spotykać. Jednocześnie, kiedy mąz Nelly ma wypadek - ona spieszy do szpitala, aby go odwiedzić. W tym samym momencie pojawia się tam jego aktualna kobieta, więc sytuacja jest dośc niezręczna i Nelly, jak sama mówi, "czuła się jak obca osoba".

          Arnaud dowiaduje się, że Nelly i jego wydawca mają się ku sobie. Nie wie, że jest to takie sobie "mianie się", bo kiedy wydawca proponuje Nelly wspólne mieszkania - ona wymawia się, chce się tylko spotykać, ot : tutaj pójśc do łózka, tam pójśc coś zjeść albo do kina, ale nie żeby od razu razem mieszkać. Krytyczna rozmowa ma miejsce w restauracji. Kiedy Nelly mówi "Powinniśmy pójśc się przespacerować, co ty na to ?", on odpowiada "Idź sama" - i to jest oczywisty sygnał : zrywam z tobą.

          Pan Arnaud stara się jak może, ale nie może się opanować i robi Nelly małą awanturę. Niby chodzi o sprawy ksiązkowe, jakieś nieścisłości czy nieumiejętnie dobrane słowa do treści, ale w rzeczywistości rzecz w tym, iż jest on zazdrosny o nią. Szybko wraca do pionu, bo zdaje sobie sam przed sobą sprawę z tego, że jakież on ma prawo wtrącać się w jej sprawy i być o nią zazdrosny ? Czy wyznał jej miłośc ? Czy coś ich oficjalnie łączy ?

          Pewnego razu Nelly zostaje na noc w jego mieszkaniu. Przyjacielska przysługa. I kiedy ona śpi, Arnaud siada przy jej łózku i przygląda się jej z uczuciem. Scena większa od tysiąca słów. Ona się budzi na moment, pyta go czy nie moze spać, a potem bierze go za rękę i prosi, żeby został. On na to "dobrze, ale tylko chwilkę". I ona znów zasypia. Coś jak w "Między słowami", kiedy Bill i Scarlett leżą w ubraniach obok siebie w łóżku, a on ją trzyma za stopę. Więcej w tych scenach erotyzmu niż w tym całym naturalizmie, jakże modnym ostatnimi czasy.

          Wreszcie w domu Arnauda zjawia się jego eks-przyjaciółka,czy eks żona ? Chyba żona ? Nie sugeruje ona związków Pierre'a z Nelly, ale jest zaskoczona ledwie dostrzegalnie obecnością młodej kobiety u swojego męża. I to akurat po spędzonej w jego mieszkaniu nocy. Arnaud wyjaśnia wszystko, ale niedomówienie zostaje w powietrzu.

          Następnego dnia Nelly dowiaduje się, że Arnaud i jego żona wybierają się w podróż dookoła świata. Już teraz. Ksiązka jest prawie skończona, Nelly da sobie radę sama, dostanie klucze do mieszkania. Pan Arnaud jest trochę skonfundowany, żegna się z Nelly biorąc ją w ramiona, nagle i w geście cokolwiek wzruszającym, potem szybko wychodzi. Podróż ma trwać minimum pół roku, i ma reaktywować jego związek z żoną [eks-żoną], niegdyś kobietą ogromnie dla niego istotną. Kiedy pyta ona "Czy i ja się pojawiam w tej książce ?", Arnaud odpowiada "Tak, ty pojawiasz się na końcu, bo jesteś Nadzieją".

          W ostatniej scenie państwo podróżnicy okołoświatowi kupują bilety na lotnisku, pan Arnaud ma jakąs dziwnie roztargnioną minę, a Nelly idzie ruchliwym bulwarem [paryskim ?]. Pomyslałem sobie, że zaraz on porzuci podróż i pobiegnie za nią, ale zaraz mi przeszło : taki film nie może zostać popsuty sceną tak bardzo melodramatyczną :] No i nie został popsuty. On stoi na lotnisku za biletami, Nelly idzie ulicą, a na ekran wyjeżdżają napisy końcowe i urodziwa muzyka panuje w przestrzeni.]

          www.youtube.com/watch?v=jI6Rs_uZomA
          www,youtube.com/watch?v=StBWf6DN9_8
          muzyka :
          www.youtube.com/watch?v=2z9ciMD25x8
          nieoczywista historia romantyczna, w gruncie rzeczy. zagadką są tutaj uczucia Nelly. Arnaud jest w niej zakochany. a ona w nim ? może traktuje go jednak jak przyjaciela [bo jak szefa i nadzorcę - zdecydowanie nie], a róznica wieku jest kluczowa i nieprzekraczalna w kreowaniu relacji uczuciowych ? on się ukrywa na ile może, a ona tak jakby średnio ? chociaż... może końcówka jednak przekonuje, że jest inaczej, bo kiedy Nelly dowiaduje się o wyjeździe Arnauda jest poruszona. a skoro jest poruszona, to nie mógł być jej obojętny.

          jak sądzisz, Siostro ?
          jak sądzicie, o Czcigodni, którzy oglądaliście ten film ? :}
          • grek.grek Re: "Nelly i pan Arnaud" [trzy po trzy a'propos] 12.04.14, 13:51
            PS : jesli nie oglądaliście, to nic nie szkodzi - pytanie tak samo aktualne i obowiązujące :]]
            • siostra_bronte Re: "Nelly i pan Arnaud" [trzy po trzy a'propos] 12.04.14, 14:37
              Dzięki, Greku :)

              Wiedziałam, że Ci się spodoba :) Widziałam ten film dosyć dawno, kiedy wchodził do kin, więc nie pamiętam go zbyt dobrze. Ale opisałeś go dosyć dokładnie, zwiastun też mi przypomniał klimat tego filmu (drugi link się nie otwiera).

              Mogę się tylko podpisać pod Twoją recenzją. Najciekawsze było to, że pan Arnaud jednak nie zdecydował się na wyznanie Nelly swoich uczuć. Może uważał, że nie ma u niej żadnych szans. A może bał się, że gdyby Nelly nawet odwzajemniła jego miłość, to prędzej czy później ten związek skończyłby się klęską i rozczarowaniem. Ale z pewnością tych dwoje coś łączyło. Może jednak pan Arnaud powinien zaryzykować?

              Taka powściągliwość, brak histerii i melodramatu jest charakterystyczna dla filmów Claude'a Sauteta. Bardo to u niego lubię. Wiesz, tę scenę przy łóżku pamiętam do tej pory.

              Z przyjemnością zobaczyłabym filmy Sauteta w naszej tv. Można tylko pomarzyć, niestety.




              • grek.grek Re: "Nelly i pan Arnaud" [trzy po trzy a'propos] 12.04.14, 16:27
                Arnaud 20 lat wcześniej na pewno by się nie wahał :] [jeśli ofk można postaci fikcyjne traktować takimi przypuszczeniami, może jako symbole ?]

                czyżby po 70-tce mężczyzna tracił całkowicie pewnośc siebie i choćby cień wiary w to, że moze być dla młodszej kobiety atrakcyjnym partnerem ? a pan Silvio ? :]]

                wg mnie, z punktu widzenia odbiorcy filmu - bardzo dobrze, że on jej nic nie powiedział, a ona niewiele dała po sobie poznać :]
                dzięki temu ten film ma charakter. dopowiedzenie, postawienie kropki nad "i" odebrałoby mu wiele uroku.

                decydenci w polskich tiwi zapewne nie mają pojęcia o istnieniu takich reżyserów :]] [pomińmy dyplomatycznym milczeniem, że do wczoraj i ja nie miałem pojęcia, hehe]
        • grek.grek "The Limits od control", jeszcze 2 słowa 12.04.14, 14:00
          facet jest wynajętym zabójcą.
          podrózuje po Hiszpanii - jeździ z miejsca na miejsce, gdzie w kawiarniach na powietrzu spotyka dziwnych ludzi, którzy przekazują mu kolejne zaszyfrowane informacje odnośnie zadania jakie ma do wykonania.

          są one na karteczkach, które on po przeczytaniu zjada i zapija kawą, którą zawsze zamawia w dwóch oddzielnych filiżankach. każda i każdy z "punktów kontaktowych" dzieli się z nim przy okazji jakąs opowieścią z filozofią czy sztuką w tle.

          potem dociera na miejsce, wykonuje zadanie i wraca do świata :]

          ale wiesz, myślę, że konkret ma tutaj znaczenie zupełnie drugorzędne. ważna jest atmosfera, nastrój jaki kreują miejsca, uliczki, unosząca się w powietrzu sztuka - milczący bohater, z kamienną twarzą, jest tym poruszony : i tymi miejscami, i tą sztuką [scena w klubie flamenco], a już z pewnością każdym z tej galerii ekscentryków, z którymi się styka i ich opowieściami. toczy się to leniwie, ale jednocześnie w jakimś rytmie i stylu całkowicie specyficznym i osobnym - albo się człek wciągnie, albo odpadnie :] ja się wciągnałem i teraz nie mogę się dać odciągnąć ;] świat na ekranie, muzyka, ludzie - po prostu czuję z tym związek. a jak tak, to nie ma odwrotu.

          wydaje mi się, nieskromnie, że to jest ta decydująca płaszczyzna odbioru tego właśnie filmu. albo ten świat złapie za... to, co kto tam lubi byc łapany... ale nie złapie. kwestia, wg mnie, czysto zmysłowa. intelekt wyłączyć można na samym wstępie :]]
          • siostra_bronte Re: "The Limits od control", jeszcze 2 słowa 12.04.14, 14:39
            Zdecydowanie masz rację. Niestety, nie potrafiłam wejść w ten klimat.
            • grek.grek Re: "The Limits od control", jeszcze 2 słowa 13.04.14, 13:14
              nie ma strachu, przy 2-3 podejściu może Ci się to udać :] zachęcam do licznych projekcji :]
      • gryfny Re: Incepcja 11.04.14, 18:21
        specjalnie nabylem DVD,mimo kilkakrotnych podejsc do tych "sennych" zlodzieji pozostaje nadal przyslowiowa "ciemna masa" co tam ten Leos wyczynia.
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42) 11.04.14, 18:27
      chcialam dac znac, ze jestem, ze podgladam, pewnie wkrotce wroce z wiekszym zapalem.

      Niestety w ubiegly czwartek blyskawicznie rozwijajaca sie choroba, ktora byla totalnym zaskoczeniem, pokonala mojego tescia... W szesc tygodni ...
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42) 11.04.14, 18:52
        Wyrazy współczucia Maniu.
        • siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42) 11.04.14, 18:57
          Współczuję, Maniu.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42) 12.04.14, 14:04
        kondolencje.

        niech ta śmierć będzie dla Was tylko i wyłącznie impulsem do łapania życia każdego dnia.
        nigdy nic nie wiadomo, każdy dzień może być ostatnim, więc żyjmy, żyjcie bez opamiętania.
        wtedy śmierć ma sens, kiedy uświadamia jak kruche jest życie i jak bardzo nie wolno zwlekać z wykorzystywaniem każdego dnia.
      • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42) 13.04.14, 00:17
        Serdeczne współczucia, Maniu.
      • angazetka Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42) 13.04.14, 12:37
        Trzymaj się! Wyrazy współczucia.
    • grek.grek Sherlock, "Empty hearse", czyli ratuj się kto może 13.04.14, 13:13
      no to skończyły się żarty :]

      według kompetentnych zapowiedzi - będą zmiany na [dużo] gorsze.
      wszelako, mam nadzieję że coś tam jednak ocalało i nie będzie najgorzej.

      czekałem długo na te 3 serię, ciekawość sięga zenitu, może ona choć trochę
      ewentualne słabości wyrówna.

      niech się stanie 3 sezon ;]

      21:10 TVP 2.
      powtórka, oby nie - potwórka, jutro 23:55.
      • siostra_bronte Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli ratuj się kto 13.04.14, 14:15
        Hehe, trafny tytuł posta :)

        • grek.grek Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli ratuj się kto 13.04.14, 16:30
          :]
          mam nadzieję, że czeka nas dwugłos, a nie unisono :]]
      • angazetka Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli ratuj się kto 13.04.14, 15:43
        Hm, czy ja wiem... Poza paroma rzeczami z odcinka drugiego - gorszości nie odnotowałam. A już trzeci odcinek jest... doskonały po prostu.
        • grek.grek Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli ratuj się kto 13.04.14, 16:31
          brawo, Angazetko :]
          włalaś trochę optymizmu w moje/nasze oczekiwania.
          Siostra nastawiła nas na trudne przeżycia, Ty na lepsze - w sumie, pełny synchron ;]
          • siostra_bronte Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli ratuj się kto 13.04.14, 16:45
            No to zapowiada się ciekawa dyskusja :)
            • grek.grek Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE... 14.04.14, 13:04
              nie da rady, muszę obejrzeć dzisiejszą powtórkę, żeby to w pełni ogarnąć ;]

              ale tak na szybko : INNY, dziwniejszy jakiś ten odcinek od poprzednich 6. tu się z Tobą, Siostro, zgadzam w pełni. wydaje mi się, że sam fabularny punkt zaczepienia, czyli powrót Holmesa z zaświatów wymusił tę specyfikę. w poprzednich 6 odcinkach Sherlock i Watson trzymali się cały czas razem, było "normalnie", każdy odcinek startował od znajomego i niezmiennego status quo. teraz to się zmieniło diametralnie i to się dało odczuć.

              dialogi kręcące się wokół wąsów Watsona - nieodparcie zabawne. ale już ciosów, które urażony Watson wymierza Sherlockowi - trochę jakby za dużo. mogli poprzestać na dwóch ;] scena w restauracji, kiedy Watson rzuca się dziko na Holmesa - w pełni wystarczająca.

              intryga z bombą pod Westminsterem [i wizja Sherlocka, w której następuje efektowny wybuch] - niezła. ale znów początkowe sceny jakieś zupełnie od czapy. jednak bardziej kupuję ten serial, kiedy Holmes i Watson rozwiązują sprawy za pomocą dedukcji i ewentualnie szybkiej blachy na czoło niebezpieczengo Chińczyka niż wymyślnych "bondowsko"-jakichśtam fikołków, po których Holmesa trzeba uwalniać z łańcuchów i zamawiać fryzjera z golibrodą. słowem, wolę jak się to wszystko trzyma blisko nastroju i ducha oryginału, ofk z tym całym oprzyrządowaniem współczesnym nowoczesnym.

              gdzies się ulotniły błyskotliwe dedukcje Sherlocka. szkoda tego elementu wystroju wnętrza.

              niezłe zbitki obrazów i słów, kiedy Watson przyjmuje w swoim gabinecie pacjentów, a Holmes dokonuje jakies ekspiacji i wyjaśnia swoje aktualne relacje z Watsonem. są w niezależnych od siebie miejscach, ale ich słowa i gesty splatają się ze sobą, np. kiedy Holmes mówi "Stosunek Watsona do mnie mozna by określić jako..." i w tym samym momencie Watson w gabinecie ubiera gumową rękawiczkę wyciągając przypadkowo środkowy palec do kamery :}

              w sumie, która wersja skoku z dachu była prawdziwa ? ta którą Holmes opowiadał temu swojemu fanatykowi [z poduszką i statystami] ?

              trochę nie rozpoznałem Holmesa w pierwszych kilku sekwencjach. cały też jego powrot do domu wyglądał jakoś nienaturalnie. jak jakaś transformacja, której on niekoniecznie chce i podchodzi do niej z obojętnością. jakby nie miał tożsamości, a wydawało się wcześniej że co jak co, ale poczucie wsobności ma na poziomie najwyższym. i to było w nim dobre.

              Watson jakby bliższy siebie, pomimo wąsów :] niby jest ten horyzont 2 lat, w których obaj się zmienili trochę przebywając bez siebie i poza domem. może dlatego ten powrót na Baker Street nie wyglądał okazale. zakorzenianie się ponowne. fajnie wyszedł finał 2 sezonu, ale teraz jakoś z tego trzeba wybrnąć żeby dalej wszystko się kręciło :]

              akcja z podpałką Watsona - trochę za łatwo go znaleźli, ale... Sherlock to w końcu mistrz.

              myslałem, że trochę więcej czasu i atłasu pójdzie na zawiązanie wątku Watsona i jego narzeczonej. sądziłem, że Shlerlock będzie niezadowolony, zazdrosny i zechce odciągnąć ją od przyjaciela, czyli zachowa się w swoim stylu. tymczasem Holmes jest do rany przyłóż, tutaj znów zgadzam się z Tobą, Siostro. ale z kolei bede w kontrze do Ciebie, jak chodzi o Watsona - myślę, że to wybaczenie Sherlockowi przychodzi mu jednak z niejakim trudem, chociaż... od początku wiemy, że mu wybaczy. wg mnie, zabrakło w tym większej dozy psychologii, jakiejś watsonowskiej złośliwości, a za dużo było boksowania :]

              jest, jak zapowiadałaś, nieco komediowo, a dramaturgii jakby mniej. to prawda. generalnie, jak poleciały napisy końcowe z tym motywem muzycznym, to nagle się zorientowałem, że to co obejrzałem nie pasowało do motywu, a motyw do tego, co obejrzałem :] gdzieś jakby tego charmu poprzednich serii było mniej, myślę że z ww. powodów : konieczności uporządkowania spraw po finale 2 serii, który rozrzucił trochę bohaterów po kątach.

              nie kupiłem też nagłego podrasowania postaci Mycrofta, który w dialogach ze strony Sherlocka urósł nagle do roli "tego mądrzejszego z braci". dotąd był wysoko postawionym "mniej błyskotliwym Holmesem" i to było lepsze, wg mnie.

              Sherlock gdzieś na moment stracił swój akuratny ekscentryzm, sardoniczno-sarkastyczn-ironiczny styl. mam nadzieję, że go odzyska w dalszych odcinkach. generalnie, cały czas nie mogłem się pozbyć wrażenia, że nosi ten płaszcz z musu i "wykonując [jakieś] zadanie", a nie dlatego, że to jest po prostu on, jego życie i jego styl.

              uff, to tyle ode mnie.
              po obejrzeniu powtórki mam nadzieję coś jeszcze dopisać :]] skorygować może.
              • siostra_bronte Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE. 14.04.14, 19:19
                Czyli, Greku, generalnie zgadzasz się z moimi uwagami? Czuję pewną satysfakcję :)

                Jeszcze się trochę poznęcam :) Główne zarzuty pokrywają się z Twoimi. Po kolei.

                Najważniejsze: zmiana tonacji, czy też charakteru serialu. Wcześniej to był serial kryminalny, nie pozbawiony poczucia humoru, ale to był tylko dodatek. Teraz mamy wręcz komedię. Nie rozumiem dlaczego jest tak wesolutko na ekranie? Intryga kryminalna schodzi na dalszy plan.

                Wiarygodność psychologiczna postaci, jak już pisałam wcześniej, leży. Sherlock, co też zauważyłeś, nie jest sobą. Można by to tłumaczyć dwoma latami na "wygnaniu", ale spodziewałabym się raczej zmian na lepsze. Tymczasem Sherlock jest wredny jak nigdy :) Wobec Johna jest arogancki a nawet bezwzględny (akcja z bombą w pociągu). Skąd taka zmiana? "Stary" Sherlock nie wybrałby na spotkanie z Johnem po dwóch latach publicznego miejsca. I z pewnością nie robiłby sobie z tego żartów. Czy scenarzyści sądzili, że tak szybko zapomnieliśmy jak dramatycznie zakończyła się druga seria?

                No właśnie, po takim finale można było oczekiwać, przynajmniej podobnej temperatury i emocji w kolejnym odcinku. Tymczasem twórcy zrobili kompletną woltę i to co wydarzyło się wcześniej po prostu obśmiali (kilka wersji upadku, itd). No i ja tego nie kupuję, niestety.

                W ogóle wątek powrotu Sherlocka został potraktowany powierzchownie. Za szybko i za łatwo to poszło, bez psychologicznego pogłębienia tematu. Ani Sherlock ani nie ma specjalnych wyrzutów sumienia, ani John długo się nie zastanawia, żeby mu wybaczyć. Kilka ciosów w szczękę w wykonaniu Watsona nie załatwia problemu. Nie oczekiwałam bergmanowskiego dramatu, ale minimum jakiejś emocjonalnej wiarygodności.

                Przy okazji, John to naprawdę święty człowiek. Wszystko wybaczy. Po tej akcji w pociągu na jego miejscu poważnie przemyślałabym dalszą współpracę z Sherlockiem :)

                Co jeszcze? Niepotrzebnie dużo czasu zajęły dywagacje na temat upadku. Nie posuwały akcji do przodu, wręcz przeciwnie, fabuła gubiła rytm. Wyszedł zlepek lepszych lub gorszych fragmentów nie układających się w przemyślaną całość.

                To pewnie nie wszystko, ale i tak się rozpisałam.

                Nie chcę Cię martwić Greku, ale w następnym odcinku Sherlock znów się zmieni o 180 stopni i znów nie będzie wiarygodny :)
                • siostra_bronte Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE. 14.04.14, 19:43
                  A, zapomniałam. Zgadzam się z Tobą, że zachowanie Sherlocka w stosunku do Mary jest kompletnie nietypowe. Podejrzanie łatwo ją akceptuje jak na socjopatę :) Przecież musi sobie zdawać sprawę co dla niego oznacza pojawienie się Mary. U Conan Doyle'a Mary na szczęście szybko umiera, tutaj na to się nie zanosi :)
                • grek.grek Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE. 15.04.14, 16:10
                  Siostro, to było pewne że z Tobą, fanką i znawczynią # 1, zgodzić się będę musiał.
                  Pytanie dotyczyło zakresu tej zgody ;]

                  Bardzo celne uwagi, Siostro.

                  Mnie się wydaje, że widowiskowy i jakże znakomity finał "The Reichenbach Fall" zaważył na tym
                  pierwszym odcinku 3 serii. Paradoksalne, nieprawdaż ?

                  Sherlock nie mógł wrócić ot tak, musiało się wiele zmienić po jego "śmierci". I wiesz, co jest najgorsze ? Że mam dziwne wrażenie, iż gdyby tak raz dwa przeszli do poprzedniej konwencji, to miałoby to jakiś feler w sobie. Sytuacja patowa ?

                  Tyle, że właśnie sposób w jaki przez to postanowili przebrnąć jest dyskusyjny.

                  Yes, te akcenty komediowe są zbyt częste. Dialogi i uwagi kręcące się wokół wąsów Watsona w zupełności załatwiałyby sprawę. Sherlocka i Johna powinna [o ile mogę sobie tak pisać] połączyć na nowo jakaś trudna sprawa, w której umiejętności Watsona mogłyby się okazać kluczowe, co pozwoliłoby mu poczuć smaczek przygód z Sherlockiem, za którymi zapewne tęsknił. 2-3 dobre rozmowy, w tonie serio - z jakimiś szybkimi puentami sarkastyczno-ironicznymi, mogłyby uleczyć ich wzajemne relacje, udobruchać Watsona. Może problemem byłoby zmuszenie w nich Sherlocka do zwierzeń ?

                  No i właśnie, gdyby Holmes był ten sam, a nie taki jakiś sugerujący, że jest znów Sherlockiem niekoniecznie dlatego, że nim po prostu chce być i nie może być nikim innym. Ale moment, kiedy z wyraźnym zażenowaniem zakłada swoją kultową czapkę, był niezły ;]

                  Zabrakło też, wg mnie, zazdrości Sherlocka o Watsona, który w końcu ma dziewczynę, a nawet zaraz żonę. Sherlock we własnej osobie byłby - bez arogancji, ale dlatego że to w jego stylu - gotów od razu przystąpić do akcji odbijania Watsona z jej rąk. Nie przejmowałby się, że sam namieszał.

                  Swoją drogą, jednym z najlepszych momentów, wg mnie, tego odcinka jest ten, kiedy Molly przyprowadza swojego chłopaka i jest on wystylizowany na sobowtóra Holmesa :] Biedna Molly nie umie ukryć, że w jej rankingu Sherlock jest nr 1, a reszta daleko za rzeką i to na dodatek w jego kultowym płaszczyku z postawionym kołnierzem, spodniach, butach i szaliku. To się chyba nazywa, zakochanie permanentne ;] chociaż, pytanie czy ona go kocha czy raczej jest on jej idolem ? :]

                  powiem Ci, że chyba najlepiej im wyszło spotkanie po latach Sherlocka z panią Hudson - w jej przypadku ten humor nie raził, a dodatkowo był zabawny, a nie wysilony. W przypadku spotkania z Johnem - masz pełną rację, dziwne to było i nastawione na zbędną zgrywę. Nie masz wrażenie, że powodem mogła być mierna wena dialogowa ? MNie się wyświetliło, że po prostu zabrakło pomysłu na odpowiednio błyskotliwe dialogi między przyjaciółmi, w których wyjaśniłaby się tajemnica skoku, Watson dostałby swoją świeczkę, a Sherlockowi by zapalono ogarek. Poleciało to w stronę humoru amerykańskiego, a tymczasem zbawienny byłby zdystansowany humor brytyjski, taki jak w poprzednich seriach.

                  I jest jakaś taka niezgodnośc między nimi.
                  Watson jest poważny, urażony, skrzywdzony, a Holmes jakby wypalił za dużego skręta. Tak jak napisałeś - to nie działa.

                  Ładnie powiedziane, i mądrze - nie miał to być "bergmanowski dramat", ale trochę tonu serio by nie zaszkodziło, a ewentualny nadmiar rozładowałoby kilka błyskotliwych puent, jak to między najlepszymi przyjaciółmi.

                  Znów się zgadzam.
                  Wyjaśnienie upadku uznać wypada za istotne, wszak determinował on całą serię i zmieniał całkowicie układ na scenie. Poszło to jednak w takim kierunku, że ostatecznie nie wiadomo, czy Holmes mówił prawdę temu swojemu fanatykowi. Strasznie enigmatyczna jest ta scena, zwłaszcza jej zakończenie. Dlaczego właściwie facet się podłamał i zaczął pełzać po ścianie zrywając wiszące na niej papiery ? Uznał, ze Sherlock go okłamał ?

                  A potem, kiedy pyta Watson, Holmes odpowiada "Znasz prawdę, jestem po prostu...niezniszczalny". Nie poczułem się zaspokojony w swojej ciekawości :]

                  Bardzo dobrze, że się rozpisałaś :] Tak trzymaj.

                  O, no to mnie przestraszyłaś ponownie :]
                  czekam z niecierpliwością na następną odsłonę.
                  [w sumie, wszystko mam pod ręką w necie, ale... cenię sobie ten rytm tygodniowy i
                  to, ze można się podelektować czekaniem, które zaostrza apetyt]

                  • siostra_bronte Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE. 15.04.14, 18:03
                    Hehe, Greku, to nie było wcale takie oczywiste :)

                    Podpisuję się oburącz pod Twoimi uwagami.

                    Masz rację, musiało się coś zmienić po tych dwóch latach. To nie mógł być po prostu ciąg dalszy. Ale imho wybrano najgorszy wariant.

                    Zgadzam się, zabrakło dobrych dialogów, tych na serio. Choćby jedna z ostatnich scen, kiedy John rozmawia z Sherlockiem w korytarzu, przed wyjściem do dziennikarzy. John mówi, że chodził na cmentarz itd. Tylko opisuje to co już przecież widzieliśmy, nie dowiadujemy się niczego nowego. Nie ma tu żadnego napięcia ani emocji, także ze strony Sherlocka. Ewidentnie zepsuta scena.

                    Na pocieszenie mogę napisać, że następny odcinek nie jest już tak irytujący jak poprzedni, moim zdaniem :)



                    • grek.grek Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE. 17.04.14, 15:04
                      no coś Ty :]
                      wiedziałem, że coś musi być na rzeczy, skoro Ty pisałaś TAKIE :] rzeczy.

                      pojawia się pytanie, czy doskonałość "The Reichenbach Fall" była warta takiej ofiary ? :]

                      to prawda.
                      pamiętam jak w "House'ie" doktor wracał do szpitala po odstawieniu poważnego numeru, który zaprowadził go za kratki. Było serio, Wilson się gniewał, ignorował, przez 3 odcinki trwała podjazowa wojna, ale krok po kroku, mozolnie panowie zmierzali do porozumienia, wreszcie House uratował pacjentowi życie, Wilson się od-gniewał, jeszcze tylko wymierzył sierpowego po którym House nakrył się nogami, a potem zaprosił doktora na kolację :]]

                      jak sądzisz, dobre rozegranie ?

                      wg mnie, najważniejsze było to, że bohaterowie się nie zmienili wewnętrznie. Byli tacy sami jak zawsze, dzieki czemu zmienione okoliczności nie były konsternujące. No i było serio, ale ofk z elementami dobrze znanej ironii.

                      dzięki za dobrą zapowiedź. mam nadzieję, że jak usłyszę ten kapitalny motyw muzyczny na zakończenie odcinka, to będzie mi on pasował do tego, co oglądałem przez poprzednie 90 minut ;]
                      • siostra_bronte Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE. 17.04.14, 15:25
                        Haha, dzięki :)

                        Dobry przykład z "House'm". Tak wyglądało to bardzo wiarygodnie.

                        Wiesz, chciałam Cię trochę pocieszyć. Bo faktycznie drugi odcinek nie jest już tak chaotyczny jak poprzedni. Chociaż też mu daleko do poprzednich serii, niestety. Czyli nie nastawiaj się na zbyt wiele :)
                        • grek.grek Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli znośnie, ALE. 18.04.14, 15:11
                          :]

                          dzięki, Siostro.
                          mam nadzieję, że czas zrobi swoje i trochę zatrze się to nieznośne wrażenie z poprzedniego odcinka, że Sherlock nie jest sobą i nie lubi swojego życia oraz tożsamości.
        • pani_lovett Re: Sherlock, "Empty hearse", czyli ratuj się kto 13.04.14, 17:17
          angazetka napisała:

          > Hm, czy ja wiem... Poza paroma rzeczami z odcinka drugiego - gorszości nie odno
          > towałam. A już trzeci odcinek jest... doskonały po prostu.

          Dobra wiadomość. :)
    • grek.grek premiery seryjalowe 2014 13.04.14, 13:48
      znalezione w sieci :

      film.onet.pl/najbardziej-wyczekiwane-serialowe-premier-2014-roku/tflqt
      ["Dziecko Rosemary" jako serial ? "Fargo" jako serial ? o ja Was przepraszam... czego to ludzie nie wymyślą, jak to kiedyś mawiano]

      jak dla mnie : numery 8 i 9 - interesujące [w opisie].
      10-tka, w wyobrażeniu wizualnym na podstawie opisu :]

      a dla Was ?

      recenzyja dla # 9 :
      film.onet.pl/recenzje/peaky-blinders-biegajac-z-zyletkami-recenzja-pierwszego-odcinka/c7q90
      • siostra_bronte Re: premiery seryjalowe 2014 13.04.14, 16:46
        Dzięki, Greku, za ciekawego linka. Ale większość z tych seriali pewnie nie dotrze do naszej tv, więc nie ma się co podniecać :)
        • angazetka Re: premiery seryjalowe 2014 14.04.14, 12:43
          Oj tam, oj tam, nieprawdaż ;)
          A "Fargo" z Freemanem może być ciekawe.
    • grek.grek "Luther" odcinek 3 14.04.14, 14:45
      Kto zna, ten wie :]
      A kto nie wie...

      W 3 odcinku Lutherowi przytrafia się sprawa porwania niejakiej Katrin Ross, z jej własnego domu. Dalszy ciąg ma też jego relacja z Alice Morgan.

      Rusza to wszystko sceną, w której fałszywy policjant zachodzi do domu wspomnianej Kristin Ross, obezwładnia ją, a potem uprowadza. Szantażuje ją dobrem jej dziecka. Mały jest w pokoju obok i aby nic mu się nie stało - Kristin musi grzecznie dać się porwać. NIe ma kobiecina większego wyboru.

      Przybyła na miejsce policja zastaje ściany wewnątrz domu zapisane jakimiś apokaliptycznymi strofami, wykonanymi krwią ludzką. Badania wykazują, ze to krew niejakiej Grace Allen, porwanej i znalezionej martwą... 10 lat temu.

      Podejrzanym w tamtej sprawie był niejaki Burgess. Wyznawca Allistara Crawleya, generalnie gostek stuknięty na punkcie okultyzmu. Złapano go, ale wobec braku twardych dowodów został wypuszczony. Agent Henry, który go dopadł, kręcił się wokół Burgessa i jego koleżków ponad rok. A później przywalił aresztowanemu już Burgessowi tak, że mało go nie zabił, i został skazany na 3 lata odsiadki.

      John Luther rozmawia z Henrym, który opowiada mu, że Burgess w zasadzie wyczuł go od razu, ale bawił się z nim w kotka i myszkę, a po zabiciu Grace Allen cynicznie się przed nim do tego przyznał.

      Równolegle nieprzyjemny wypadek przydarza się nowemu faciowi żony Luthera, Markowi. Zostaje pobity przez grupkę zakapturzonych dziewczyn. Jedna z nich oznajmia mu, że to Luther je nasłał. Mark idzie z tym na skargę do szefowej Luthera. Szefowa radzi Lutherowi, żeby gościa przeprosił i poprosił o wycofanie oskarżenia. Jeśli się nie uda, zajmie się tym wydział wewnętrzny.

      Luther nie ma czasu. Sam dostaje mailem plik video z tego napadu. Pomysłodawczynią była oczywiście Alice Morgan. Wobec braku reakcji, temat trafia do wydziału dyscyplinarnego policji.

      POrywaczem Kristin Ross jest Burgess. Babka jest zamknięta w czymś w rodzaju krytej metalowej skrzyni w środku której jest klatka. Kristin jest zakneblowana i ma związane ręce i nogi. Burgess przez pewien czas przetrzymuje ją w takim stanie. Później coś z nią robi, ale co ? Nie załapałem, w każdym razie jest pokrwawiony po tym zabiegu, zaś ona krzyczy. A następnie zakleja wywietrzniki na wierzchu skrzyni i [jak się wydaje] wpuszcza do środka gaz, ewentualnie aplikuje jej jakiś rodzaj trucizny. Nie jest to czytelna, dla mnie, okoliczność.

      Sierżant Ripley, kolega Luthera, ustala że Burgess prowadzi sklep okultystyczny. Luther go odwiedza. Udaje kolekcjonera pamiątek. Sklep jest przestronny, elegancki, generalnie gościowi się powodzi. Luther dziwi się, kiedy Burgess objaśnia go, że klientkami są głównie młode kobiety. One gustują w róznego rodzaju ześwirowaniach, z którymi związane są przedmioty jakimi handluje Burgess :] Luther rozgląda się, obserwuje gospodarza, a przy okazji bierze od niego autograf na jakiejs broszurze jego autorstwa.

      Za Burgessem chodzi sierżant Ripley. Jakze jest zdziwiony i cała reszta, kiedy parę godzin po wizycie Luthera, Burgess zwołuje konferencję prasową - oznajmia, że policja go odwiedziła [wyczuł szybko, hehe], co musi mieć związek ze sprawą zaginięcia Ross. Płacze, że już był oskarżany o zabójstwo Grace Allen, co sie nie potwierdziło. Zwołał więc media, aby zawczasu powiedzieć, ze z porwaniem Ross nie ma związku, i że policja moze go znów chcieć wkręcić w coś, z czym nie ma nic wspólnego. Zyskuje więc przewagę, on porwał czy jego porwali... on juz swoją wersję zaocznie sprzedał.

      W międzyczasie, sierżant przekopuje akta spraw niezałatwionych i znajduje jeszcze jedną sprawę bardzo podobną do przypadków Allen i Rose. Też doszło do porwania, też dom ozdobiony został napisami wykonanymi krwią, i tę kobietę też [jak Grace Allen] znaleziono martwą.

      Po komisariacie węszy niejaki Schenk, grubszy starszy jegomość z wewnętrznego. Luther unika jak może spotkania z nim. Zamiast tego, nie wierząc ani przez moment w niewinność Burgessa, zastanawia się, gdzie by można znaleźć porwaną Ross.

      Na podstawie zeznań agenta Henry'ego dotyczących sprawy Grace Allen oraz racjonalnej analizy terenu wokół miejsca znalezienia ciał dwóch poprzednich ofiar, Luther i Ripley zakreślają jakiś rozsądny krąg poszukiwań.

      Luther niespodziewanie prosi o spotkanie Alice Morgan. Najpierw tłumaczy jej, że zlecając pobicia Marka, nie sprawi ze Zoey wróci do niego. To dziecinada. Potem zasięga jej rady w sprawie Burgessa. Co robić ? Alice sugeruje, żeby "złamał zasady gry".

      Sierżant grzebie w następnych papierach. Teren, który oznaczyli jako najbardziej prawdopodobne miejsce w którym znajduje się porwana Kristin Rose, to nadbrzeża. Ripley przekopuje dokumenty żeglugowe, jakieś zgłoszenia dotyczące kradzieży barek i kutrów itd. Natrafia tam na sprawę która wiąże się z nazwiskiem Burgessa.

      Kiedyś Burgess zajmował się szmuglowaniem prochów z jakimś swoim kolegą. Wpadli, ale Burgess wziął winę na siebie. Odsiedział swoje, ale kumpel miał wobec niego dług. Spłacił go prezentując mu barkę. Zarejestrowana została na nazwisko "Summers". Sprytnie, bo uzyskać nakaz przeszukania, policja będzie musiała ustalić miejsce pobytu właściciela i dowieść, że może on miec coś wspólnego ze sprawą. Jak znaleźć "Summersa", który może być jakimś chlorem spod budki z piwem, który dał nazwisko w zamian za flachę ? No własnie, tutaj Luther musi złamać zasady.

      A łamie je za pomocą dosłownego włamu do tej barki/na tę barkę. W środku oczywiście jest skrzynia z martwą Kristin Ross. Sierżant uważa, że trzeba o tym poinformować wydział, media, rodzinę. Tak będzie zgodnie z prawem i normami. Luther ma inny plan : nic nie mówić, bo wtedy Burgess się wykpi. Iśc dalej tym tropem i zastawić pułapkę na typa. Ripley się waha, nie rozumie postępowania Luthera, moralizuje i... ostatecznie zgadza się, choć z wielkim trudem.

      Luther organizuje napad na Burgessa. W biały dzień, w bocznej uliczce. Zakłada fikuśną czapkę, wielkie okulary, na ręce gumowe rękawiczki i daje mu po pysku. Chodzi o zdobycie próbki krwi Burgessa.

      Potem Ian, kolega Luthera, dzwoni do Burgessa z szantażem - spreparowaliśmy dowody przeciw tobie, zapłacisz 200 tys. funtów i wyjdziesz z tego cało. Burgess proponuje 125 tys i zostaje zaakceptowany.

      Po przekazaniu pędzi na barkę i szuka tych podrzuconych dowodów, żeby je usunąć. Kiedy uwija się wokół skrzyni, na której znajduje nakropione ślady krwi, z cienia wychodzi Luther. Uspokaja go, ze to ślady... z mięsa kupionego w sklepie. Najważniejsze, że Burgess sie zdemaskował. Luther go aresztuje.

      W tym czasie, Schenk podpytuje Ripleya o to czy Luther nie zdradza objawów szajby. Ripley odpowiada, że przeciwnie, zachowuje się zupełnie racjonalnie i odpowiedzialnie :]

      Alice Morgan odwiedza Marka. Ze swoim klasycznym uśmieszkiem i tym spojrzeniem Pani Bazyliszkowej przyznaje mu sie, ze to ona zleciła pobicie go. Mark sugeruje, że to tak irracjonalne, ze do niej niepodobne. A ona na to, podkręcając atmosferę zagrożenia, ze jest nieprzewidywalna i... i go nie lubi, tak po prostu :] I żeby wycofał oskarżenie wobec Luthera. Bo ona zaraz wyjdzie, ale... może wrócić :]

      Schenk w końcu dopada Luthera. Sugeruje, że jesli oskarżenia Marka się potwierdzą, to Luther dostanie kopa i wyleci z policji. Kiedy tak rozmawiają na dachu komisariatu, przyhodzi na telefon Schenka informacja, że Mark wycofał skargę. Luther odchodzi bez słowa.

      Na moment jeszcze Luther spotyka się z Alice, wieczorem w zabarwionym niebieską poświatą korytarzu jakimś ciemnym. Jeszcze raz tłumaczy jej, żeby zaprzestała gierek, bo w ten sposób nie pomoże mu odzyskać Zoey. A Alice, z mowy ciała sądząc, sama erotycznie zarzuca sieci na Luthera ;] Albo to tylko jej styl bycia :]

      W mieszkaniu Luthera czeka na niego Zoey. Przeprasza go za to, ze podejrzewała, że mógłby zlecić pobicie Marka, a potem kłamać jak jakiś tchórz. I od przeprosin sprawa zakręca ku sprawom łózkowym :]












      • grek.grek "Luther" odcinek 3 14.04.14, 14:56
        Z okna budynku naprzeciw te amory obserwuje przez moment Alice.

        coraz bardziej wciągająca rzecz.
        dobry scenariusz, postaci Luthera i Alice, które już są nieźle narysowane, a można je
        jeszcze pogłębić. do tego niewiele błyskotek, za to dużo rzetelnej roboty policyjnej,
        znów na tle psychologicznej rozgrywki. kilka świetnych ujęc panoramicznych Londynu.
        klimatyczna psychodeliczna muzyka. niezłe dialogi bardzo dobrze podawane przez aktorów.
        Idris Elba jest naprawde doskonały, nie zgrywa twardziela, raczej gościa doświadczonego
        przez los, ale przy okazji inteligentnego. Ruth Wilson aka Alice MOrgan ma kapitalną
        mowę ciała i spojrzenie, cedzi słowa, trochę się podśmiewa, ironizuje, a wszystko to z
        mocną przyprawą morderczego instynktu, który udowodniła, a który już zawsze będzie
        ją określał.

        to jest komedia :], żadnego promo ani trailera do tego odcinka nie ma, haha. tzn. może i gdzieś jest, ale ja tam nie sięgam, hehe.

        • pani_lovett Re: "Luther" odcinek 3 15.04.14, 00:06
          Przeczytane. Dzięki.
          Dobrej nocy. :)
          • grek.grek Re: "Luther" odcinek 3 15.04.14, 16:25
            a podobało się ? ;]]

            dzięki, Barbasiu, coś ostatnio zalatana jakaś jesteś.
            panoszący się remont oplótł Cię swoimi zdradzieckimi mackami [podejrzewam]... [??]
            • pani_lovett Re: "Luther" odcinek 3 17.04.14, 00:04
              Podobało się, oczywiście.
              Zastanawiam się tylko nad Alice Morgan, czego ona chce od Luthera?

              Tak. Jestem przygnieciona remontem (jutro już ostatni dzień, potem wielkie sprzątanie czeka), a tu jeszcze święta wielkanocne wielkimi krokami nadchodzą, trzeba szykować kulinaria, jak wspomniała Pepsic. Nie wiadomo, gdzie ręce włożyć ...
              • grek.grek Re: "Luther" odcinek 3 17.04.14, 14:53
                zakochała się w nim ?
                postrzega go jako właściwego partnera do gierki psychologicznej ?
                jest zaciekawiona jego osobowością, a przede wszystkim jego
                skłonnością do przemocy i łamania zasad, z których Luther zdaje sobie sprawę, ale
                z ktorymi też probuje walczyć ?

                ciekawa relacja międzyludzka, nie ? :]
                mam nadzieję że postać Alice zostanie pogłębiona.
                1 odcinek zrobił na tym polu dobry początek, i wg mnie pozostaje ciągle najlepszym
                z tych 3 dotychczasowych, własnie z powodu intensywnej obecności Alice.

                trzymaj się mocno, Barbasiu :]
                grunt że re-mont masz na ukończeniu, bo to zaraza jest nieznośna :]
                całkiem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka