Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 10 (vol. 84)

    • grek.grek tańce rytualne wokół nominacji dla "Pokotu" 05.10.17, 15:51
      od 2 lat jakoś dziwnie chętnie uruchamiają się niszowe towarzystwa o poglądach i
      i mentalności średniowiecznej, nie obrażając średniowiecza...

      nie interesuje ich jakość filmu, ale "patriotyzm", "narodowe [bla bla bla]" i inne takie.

      najgorsze, że przy takim ministrze kultury, wszystko jest możliwe.

      film.onet.pl/wiadomosci/oscary-2018-nominacja-dla-pokotu-nadal-wzbudza-kontrowersje/m4bs0d
    • grek.grek ekstremiści chcą odwołać szefową PISF :] 05.10.17, 15:58
      skok na polski film się szykuje ? :]

      bym się nie zdziwił specjalnie ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/jacek-bromski-zabral-glos-w-sprawie-odwolania-magdaleny-sroki-znane-sa-powody/l9s1yr
    • mala_ciekawostka Literacki Nobel dla K. Ishiguro 05.10.17, 16:58
      Autora "Okruchów dnia". No i fajnie.
      Film bardzo lubię, teraz wypadałoby jeszcze przeczytać książkę :)
      • never_never Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 05.10.17, 17:21
        Tegoroczna Nagroda ładnie się połączyła z wątkiem filmowym - bo jest jeszcze "Nie opuszczaj mnie" (2010) z K. Knightley, C. Mulligan i A. Garfieldem
        Oczywiście to nie ta klasa co "Okruchy...", ale przypuszczam, że i pierwszy, i drugi film jest doskonale znany tu na forum :)
        • maniaczytania Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 05.10.17, 20:04
          a dodatkowo Ishiguro napisał scenariusze do dwóch filmów:

          "Biała hrabina" i "Najsmutniejsza muzyka na świecie" - ten drugi z opisu jest bardzo intrygujący :)
      • grek.grek Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 06.10.17, 10:01
        również miałem przyjemnośc zapoznać się z tym filmem :] znakomity !

        wyobrażam sobie, że ksiązka, wzbogacona o to, czego na ekranie słowami nie
        da się wyrazić, musi być wybitna, Mała Ciekawostko :] udanej lektury !
        • mala_ciekawostka Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 06.10.17, 17:57
          Dziękuję :)
          • grek.grek Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 07.10.17, 10:09
            Liczę, liczymy, na to że podzielisz się z nami wrażeniami po skończonej lekturze, Mała Ciekawostko :]

            oraz o tym, co sądzisz o ksiażce w kontekście filmu i o filmie, w kontekście ksiązki.
            • mala_ciekawostka Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 07.10.17, 12:22
              Oczywiście, że się podzielę jak tylko uda mi się ją gdzieś znaleźć i przeczytać :) Pewnie od razu po lekturze odświeżę też sobie film :)
              • grek.grek Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 07.10.17, 12:36
                doskonale, Mała Ciekawostko :]

                na pewno Ci się uda !
                z powodu Nobl ksiażki pana Ishiguro będą
                teraz licznie wznawiane, tak mi się wydaje.
                • mala_ciekawostka Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 07.10.17, 13:16
                  Dzięki, Greku :)
                  Właśnie mam nadzieję na te wznowienia :)
                  • grek.grek Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 07.10.17, 15:48
                    cieszę się, Mała Ciekawostko :]
                    • mala_ciekawostka Re: Literacki Nobel dla K. Ishiguro 07.10.17, 16:49
                      :)
    • grek.grek 20:00 TVN "Mad Max : Na drodze gniewu" 06.10.17, 10:39
      Entuzjazm kinomanów, uznanie krytyki, 4 Oscary ;]

      nie spotkałem ani jednej słabej recenzji tego filmu :]
      na Rotten Tomatoes 97 % z 359 recenzji ! rekord jakiś

      z tego, co wyczytałem, recenzenci podkreślają niesamowitą dynamikę tego
      filmu, wirtuozerię scen pościgowo-ucieczkowo-walczakowych.

      oscary dostał za scenografię, montaż, dźwięk i kostiumy.

      chyba nie ma tam jakiejś głębszej filozofii, drugiego dna, złożonych, skomplikowanych
      osobowości bohaterów, bo zwyczajnie nie ma na to czasu, film akcji przez duże F i A ;]

      a jak jest - przekonamy się... chociaż podejrzewam , że już oglądaliście i znów tylko
      ja, jak przystało na marudera, będę miał premierę ? :]]

      powtórka w niedzielę : 23:45


      • grek.grek Re: 20:00 TVN "Mad Max : Na drodze gniewu" 06.10.17, 10:52
        PS : ten, wg recenzji, bezprzykładnie dynamiczny film zrobił George Miller, w momencie
        realizacji dumny 70-latek :]

        nie tylko w polityce, jak widać, rządzą nie ci, co młodzi są tylko na papierze, ale ci co młodzi
        są duchem, sercem i wyobraźnią :]
        • siostra_bronte Re: 20:00 TVN "Mad Max : Na drodze gniewu" 06.10.17, 12:43
          I to jest niezwykłe, że ten film robi właśnie reżyser pierwszych "Mad Maxów"!

          Trochę się boję, że to niesamowite tempo i dynamika mogą być dla mnie jednak zbyt męczące :) Ale zobaczymy!
          • grek.grek Re: 20:00 TVN "Mad Max : Na drodze gniewu" 06.10.17, 15:38
            będą reklamy, Siostro, więc ten dynamizm, dynamika, spodziewana będzie wybijana z tempa ;]]

            ciekawie brzmią recenzje.
            grunt to nie nastawiać się na nic innego niż porządna dawka dobrze inscenizowanej i
            odpowiednio ukwiecionej akcji :]]
          • grek.grek "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słowa po seansie 07.10.17, 10:32
            I jakież wrażenia, Siostro ? Czcigodni ?

            ja się czułem jak na karuzeli ;] trzeba przyznać, że oscarowy montaż jest naprawdę oscarowy, sceny wywrotek, pojedynków, wybuchów - znakomicie zaprojektowane, walki, ciosy, zderzenia - wszystko w najwyższym tempie, na jadących w pełnym pędzie futurystycznych pojazdach. Jak chodzi o klasyczne widowisko filmowej - szóstka z plusem. Co ciekawe, w większości mniej
            znakomicie zrobionych filmów, ten nadmiar w pewnym momencie zacząłby doskwierać, a tutaj
            podobny efekt się nie pojawia, ofk mowię tylko o zupełnie osobistej perspektywie. MOże po prostu dynamika jest taka, że mózg nie ma czasu się zastanowić nad tym, czy nie jest przypadkiem przeładowany ? ;]

            Fantastyczne charakteryzacje i stroje ! większośc postaci w jakiś sposób jest "skaleczona", może poza tymi urodziwymi młodymi kobietami, aczkolwiek i one nie wszystkie są klasycznie piękne, raczej piękne w sposób nieoczywisty, choć figure modelek mają chyba w komplecie.

            Reszta prezentuje się jak z koszmaru przyszłości, włącznie z samym Wiecznym Joe. A zołnierze za to wyglądają jednakowo, łysi i bladzi. A ludność : w łachmanach, brudzie i nieładzie. Gdyby nie to słońce i malownicze otoczenia pomarańczowo-żółtej pustyni, świat ten przeraźliwie ponury i okropny. Co to za rzeczywistość, uff...

            Zapewne każda postać była osobno projektowana, podobnie jak w "PIątym elemencie" i innych wybitnych widowiskach science-fiction. Warto oddać uznanie tym, którzy włożyli zapewne mnóstwo czasu i inwencji w stworzenie tego mikrokosmosu.

            Nie mówiąc już o samochodach, albo pomysłach pt. atak za pomocą wysięgników z przywiązanymi do nich wojownikami ;]

            No i ten gitarzysta przygrywający ciagle do taktu ;] co za idea ! ;]

            Jednoręka Furiosa jest doskonała, Charlize Theron ma okazję zagrać postać kobiecą, jakiej próżno szukać w kinie ostatnich lat. Tak wyrazistej osobowości nie było chyba od czasów Ripley z "Obcego" ? Oczywiście, patrząc tylko - ktore może być równie dobrze : aż - na kino akcji.

            Mad Max, moim zdaniem, trafiony w dziesiątkę. Tom Hardy nie dośc, ze aktorem jest wziętym, to jeszcze jakoś tak emploistycznie [czy jest takie słowo w jęz. polskim ? :)] pasuje do granego bohatera.

            Relacja między Furiosą, a Maxem przypomniała mi z kolei serialowych Scully i Muldera. Niby nic, niby żadnych czułostek, ale dzięki temu cała gra uczuć rozgrywa się na subtelnych rejestrach i nieoczywistościach, w końcu : ona ratuje życie jemu, on jej, no i żegnają się przeciągle :"]

            A cała gra toczy sie o wodę. Zapowiedź przyszłości, niewesołej, która czeka ludzkość. Zasoby wody już się kurczą, a wobec przeludnienia i bezprzykładnego marnotrawstwa - będzie jej coraz szybciej coraz mniej. Kto ja będzie miał, ten będzie dyktował warunki. Nieprędko, ale wygląda na to, ze jest to perspektywa nieunikniona.

            Cytadela - również doskonale zaprojektowana maszyneria filmowa, nie sądzicie ? Kiedy setki robotników uruchamiają podnośniki, i te wszystkie łańcuchy zaczynają pracować - jak to wygląda ! Imponujące.

            Kawał świetnej roboty filmowej.
            Tak sobie imaginuję, ze za 50 lat nadal będzie to kino wybuchowe i entuzjastycznie przyjmowane przez kolejne pokolenia kinomanów. MOże dlatego że George Miller włączył takie turbo, które dotarło do ściany ludzkich możliwości filmowych. I zrobił to przy okazji z fantazją.

            • siostra_bronte Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słowa po sea 07.10.17, 12:17
              Greku, znowu będę w kontrze :)

              Tak jak przypuszczałam, wymęczył mnie ten film.

              Szybko, szybko, ZA SZYBKO. I chodzi nie tylko o pędzącą akcję. Często zdjęcia były przyspieszone, co wyglądało sztucznie i było irytujące. Jakbym oglądała grę komputerową.

              Sama akcja, no cóż, trochę monotonna :) Jadą, jadą i jadą. Scenarzysta się nie popisał. Brakuje jakiegoś napięcia, dramaturgii, innego punktu widzenia, jakiegoś oddechu.

              Kolejne choćby wymyślne sposoby na zatrzymanie maszyny bohaterów już nie robią większego wrażenia, raczej nudzą.

              Zdecydowanie zbyt słabo wykorzystano piękne krajobrazy.

              Z utęsknieniem czekałam na chwilę oddechu, refleksji, CISZY. Niestety, długo musiałam czekać (do chwili dotarcia do zielonej oazy).

              Generalnie cały czas miałam wrażenie przerostu formy nad treścią. Brakowało mi jakiejś głębszej myśli (tak, to się zdarza nawet w kinie akcji!). Cała ta gonitwa wydała mi się sztuką dla sztuki, trochę bez sensu.

              Doceniam sprawność realizacji, jest kilka fajnych scen. Ale jako całość, niestety wyszła z tego raczej gra komputerowa, jak pisałam wcześniej. Szkoda, bo ta historia miała potencjał.

              Przeładowane i męczące widowisko. Raczej parodia kina akcji niż prawdziwe kino. I powtórzę się, nie mam nic przeciwko dobrej rozrywce. Ale tego filmu na pewno nie zaliczę do tej kategorii. Zakończyłam seans z bólem głowy i oczopląsem :)

              Podejrzewam, że jestem w mojej opinii osamotniona, ale trudno :)
              • mala_ciekawostka Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 12:25
                Ja jednak się nie skusiłam na obejrzenie, chyba za bardzo przyzwyczajona jestem do Mela Gibsona jako głównego bohatera.
                • grek.grek Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 12:37
                  o, szkoda !

                  ależ jestem ciekaw, jak oceniłabyś Toma Hardy'ego w głównej roli :]

                  powtórka będzie w niedzielę o 23:45.
                  późno, ale... gdybyś przypadkiem miała czas na film... :]]
                  • mala_ciekawostka Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 13:18
                    Oj, niestety trochę "późnawo", nie dam rady. No nic, moja strata ;)
                    • grek.grek Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 15:49
                      o, na pewno będzie powtórka, tak więc okazja na seans tylko odwlecze się trochę w czasie :]
              • grek.grek Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 12:29
                dzięki, Siostro :]

                :]]

                miałem nadzieję, że choć kostiumy i kreacje bohaterów będą Ci się podobały, Siostro ?

                w istocie, masz słuszność. Jest to film przeładowany, totalnie akcyjny, na jednym wdechu i
                z zalożenia oparty na schemacie nieustannych prób dokonania tego, co dokonać się przecież
                nie może, bo jasna strona mocy musi zatriumfować :]

                I akceptacja takiej formuły filmu określa stosunek do niego entuzjastyczny albo niechętny. Jak dla mnie, obydwie reakcje są właściwe.

                wydaje mi się, że tą "głębszą myślą" miało być ocalenie ludzi, odebranie tyranowi prawa i środków do uprawiania zamordyzmu wobec społeczeństwa, i to tego najgorszego, bo odmawiajacego im podstawowych praw.

                Chodzi o dostęp nieskrępowany do wody, ale woda może być też symbolem życia w szerszeym aspekcie, a więc wolności obywatelskich i swiatopoglądowych.

                wiem, ze naciągam ;l], bo w istocie ten film skupia się na tempie, szybkości i wirtuozerii scen walk i potyczek w pełnym pędzie aut po pustynnym piasku.

                Tak czy owak : wreszcie mieliśmy szansę zapoznać się z tym, jakby nie było :], hitem kinowym i oscarowym.

                Zawsze to jakieś doświadczenie filmowe, nieprawdaż ? :]

                PS : ja też drugi raz raczej nie zasiądę do seansu :]]
                • siostra_bronte Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 12:33
                  Oczywiście, warto było zobaczyć. Każda taka premiera jest na wagę złota.

                  O tak, nie obejrzałabym tego filmu ponownie, nawet gdyby mi za to zapłacono :)
                  • grek.grek Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 12:40
                    :]

                    btw, w poniedziałek "Marsjanin" w Polsacie, o 20:10.
                    kolejna głośna premiera.

                    o, święte słowa, Siostro ! :]]
                    • siostra_bronte Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 12:41
                      Tak, słyszałam o "Marsjaninie". Oczywiście, oglądamy!
                      • grek.grek Re: "Mad Max : Na drodze gniewu" dwa słow 07.10.17, 15:47
                        świetnie :]
    • grek.grek 20:20 [powt 2:45] Kultura "Cuda" 06.10.17, 10:49
      a Kultura z propozycją antypodyczną [istnieje takie słowo w jęz. polskim ? :)]

      w opisie : rzecz rozgrywa się na włoskiej prowincji, gdzie mieszka rezolutna 12-letnia Gelsomina, udanie pomagająca rodzicom, dawnym hipisom, w prowadzeniu domu i gospodarstwa z pasieką na czele i ciesząca sie atencją trójki młodszego rodzeństwa.

      razu pewnego Gelsomina natrafia na ludzi z telewizji szukających chętnych do udziału w talk show. Namawia do występu swoją rodzinę.

      Tak to wygląda w tzw. zajawce :]

      GRand Prix w Cannes w 2014 r.
      reżyserką jest Włoszka Alice Rohrwacher.

      cóz, i tutaj rzecz wygląda na must-see :]]

      dobrze, że są powtórki ! ;]
      • siostra_bronte Re: 20:20 [powt 2:45] Kultura "Cuda" 06.10.17, 12:44
        Chyba jednak nie ma szans z "Mad Maxem" :)

        Chętnie bym obejrzała. Liczę na powtórkę.
        • grek.grek Re: 20:20 [powt 2:45] Kultura "Cuda" 06.10.17, 15:41
          też tak myślę :]

          powtórka późno w nocy. może się zdecyduję, przynajmniej mógłbym Tobie, Wam,
          coś zasugerować a'propos filmu.

          przeczytalem kilka recenzji, nie są przesadnie entuzjastyczne, ale - nigdy nie wiadomo, co
          komu do gustu przypaść może, nieprawdaż ? :]
        • grek.grek Kultura "Cuda" - parę słów 07.10.17, 11:20
          Udalo mi się obejrzeć :]

          Recenzje , które czytalem, sugerowały, że szkoda czasu, ale po obejrzeniu zaryzykowałbym, że
          szkoda czasu było na te recenzje ;]

          Postaram się nie spoilerować, ale nie ma tutaj akcji jako takiej, więc w sumie trudno zepsuć
          seans paroma uwagami odnośnie poszczególnych wątków.

          Rzecz się dzieje na toskańskiej prowincji [od razu warto zaznaczyć, ze wcale nie pocztówkowej, zarówno rodzinne gospodarstwo, jak i jego otoczenie wcale nie są bajkowe, a na dodatek niewiele jest słońca, zwykle pada deszcz albo jest po deszczu : pochmurno i stoją kaluże.

          Rodzina składa się z 7 osób : tata Wolfgang, mama Angelica, cztery siostry z najstarszą 12-letnią Gelsominą na czele oraz Coco - siostra matki. Mieszkają w zabudowaniach gospodarczych, prowadzą życie według wzorców wyniesionych z komuny hipisowskiej, w ktorą oboje rodzice byli zaangażowani przed laty. Ich głównym źrodłem utrzymania jest pasieka, prowadzona z miłością i czułością przez ojca. Wolfgang bywa wobec swoich barci i samego miodu [!] tak empatyczny, że gotów strofować swoje córki za to tylko, że odbierając ten miód z tzw. wirówki uronią choćby kroplę !

          W ogole, Wolfgang poczciwy jest, ale i surowy bywa, pilnuje dyscypliny i pracowitości, więc najlepiej młodziez bawi się, kiedy go nie ma : puszczają piosenki, tańczą, idą nad wodę wykąpać się, odpoczywają po prostu.

          Angelica powtarza, ze zaraz się z nim rozwiedzie, bo tak niezgrabnie zarządza finansami rodzinnymi, ale wszyscy wiedzą, że nie odeszłaby za żadne skarby świata.

          Gelsomina jest prawą ręką ojca, jest dojrzała, bystra i świetnie zna się na pszczołach. Nic dziwnego, że ojciec zawsze to ją prosi o pomoc, albo to ją strofuje, kiedy coś się wydarzy niepomyślnego.

          Jest między nimi bardzo silna więź, także ze strony corki. Nie ma w niej czułości, bo Wolfgang jest raczej szorstki, ale wspólna praca i uzupełnianie się w wypełnianiu obowiązków codziennych wyraźnie ich ze sobą zespala.

          Jednocześnie, Gelsoomina dorasta, nie jest już malą dziewczynką, zaczyna rozumieć, że żyje daleko od świata, od rozrywek, od innych form spędzaania czasu, że poświęca się miodowi, pszczołom i pasiece, a tam, gdzieś, jest świat, którego ona nie zna, a poznać by chciała. Robi swoje, pracuje, wypełnia zadania, ale coraz częściej zerka na ten cały... majdan i w jej myślenie wkrada się dylemat.

          To jest, wg mnie, główna oś psycholgii w tym filmie, to pęknięcie jakie następuje w postrzeganiu świata przez Gelsominę, przy jednoczesnym mocnym związku uczuciowym z rodziną, ojcem, siostrami i całym miejscem, w którym żyje.

          Rodzina ma problemy finansowe. Dlatego bierze na wychowanie 9-letniego chłopca z domu dziecka, sprawiającego problemy, milczącego [nie wypowiada żadnego słowa przez cały film]. Ojciec ma nadzieję, ze Martin pomoże w gospodarstwie, bo na oko jest silniejszy od dziewczynek. No i rzecz jasna głowną rolę pełni zapomoga pieniężna, jaką dostają z okazji przyjęcia roli rodziny zastępczej.

          MIód sprzedaje się średnio, Angelica sugeruje, że muszą pozbyć się owiec, które hodują w innej częsci zagrody. Generalnie, rodzina jest w kryzysie.

          I wtedy Gelsomina spotyka krążącego po okolicy organizatora telewizyjnego show "Kraina Cudów". To taka rozrywka w formie turnieju, a biora w nim udział lokalni przedsiębiorcy, wytwórcy, rolnicy, rzemieślnicy etc. Kolejny program ma być realizowany właśnie tutaj.

          W tajemnicy przed rodziną Gelsomina zgłasza ich do tej zabawy. Po kilku dniach jegomośc przybywa na inspekcję ich gospodarstwa i pasieki, ojca nie ma, przyjmują go Gelsomina i Coco. Oględziny wypadają na tyle pomyślnie, ze familia zostaje zaangażowana do programu. Mina Wolfganga jest bezcenna, jako wróg systemu i cywilizacji obrazkowo-medialno-wszelakiej, hipis z powołania, nie uszczęsliwia go pomysl występu w telewizji.

          Wabikiem są pieniądze. MOżna wygrać naprawdę poważną kwotę. Pomogłaby odnowić i postawić na nogi cały miodowy interes. Przez jakiś czas Wolfgang obrażony jest na Gelsominę, nie powierza jej zadnych prac, warto obserwować jej reakcję na ten stan rzeczy, wiele ona mówi o jej stosunku do ojca. Podobnie jak moment, w ktorym ojciec wydaje się faworyzować Martina, jako fizycznie silniejszego i lepiej nadającego się do pewnych prac niż córka.

          jednocześnie Gelsomina chciwie chwyta prądy powietrzne przynoszące smaki świata, którego nie zna : kiedy nie wiadomo jeszcze czy przystąpią do konkursu, a wiadomo ze rodziny z okolicy już przyjeły propozycje, aż jej oczy wirują, kiedy widzi sąsiadki w sukienkach, które dostały od telewizji na okolicnzośc wystepu w programie.

          Muzyka z radia, taniec z młodszą siostrą, a w końcu na osobności krótkie kilka chwil czy to z redaktorem z telewizji czy z prowadzącą program Milly [w tej roli Monika Bellucci, przez dłuższy czas w peruce z blond warkoczami] - w każdej z tych scen Gelsomina mową ciała, wzrokiem, zachowaniem, bez słów ujawnia cichą tęsknotę za innym życiem, w innym miejscu i rzeczywistości, kiedy zaś w rozmowie sąsiedzkiej pojawia się pytanie "Czy przeprowadzilibyście się do Mediolanu ?" - tylko ona emocjonalnie, acz dyskretnie mówi : "tak !". Na to sąsiad do Wolfganga : "O, uwazaj, ta córka ci ucieknie", niby żartem, ale zarowno Gelsomina jak i ojciec są poważni, bo dociera do nich, co znaczy taka deklaracja wobec ich cichego porozumienia bez słów.

          Ofk, rodzina bierze udział w tym konkursie, który okazuje się być kolejnym tandetnym włoskim programem z cekinami, perukami, bohaterami show poprzebieranymi w stroje z dawnej epoki i produkującymi się w najbardziej kiczowaty sposób, marną muzyczką i baterią wynajętych klakierów klaszczących na rozkaz. Nowością jest to, ze zdjęcia kręcone są na wyspie, w grocie jaskiniowej, a sensem całej zabawy jest "próba powrotu" do czasów Etrusków, którzy żyli tutaj przed wiekami i właśnie zajmowali się, jak te zakwalifikowane rodziny, wytwórrstwem, rzemiosłem i rolnictwem.

          Czy rodzina wygra czy przegra - to jest niekoniecznie istotne. Czy przegra z okazji braku kompetensji ojca do występów w telewizji ? ;] - również.

          Czy ocali swoją ziemię, pasiekę i gospodarstwo nie tonąc w długach, nawet po sprzedaży owiec ? Czy zostanie eksmitowana z lokalu ?też jest to finalnie mniej istotny wątek :]

          Ważne jest raczej to, czy odnajdzie się Martin, który znika w noc telewizyjnego show, po sytuacji która zupełnie jest dziwaczna, a której animatorką jest ciotka Coco, najpierw nakłaniająca chłopca i Gelsominę, zeby sie pocałowali, a potem sama próbująca go całować. Gelsomina wyrusza na poszukiwanie Martina, który spłoszony wybiegł w noc.

          A kluczowym momentem, być może jest finał, z rodzinnym... wielblądem [yes, Wolfgang go kupił, nie wiadomo po co, nawet jesli wiadomo, ze ten na oko nieco obcesowy, choć nie agresywny, jegomośc, to w istocie strasznie czuły facet, który wzrusza swoim uczuciem dla pracy, pszczół, dzieciaków, żony i natury jako takiej, włącznie z wszystkimi wielbłądami tego świata ;)], familią na podworku w pozie leżącej. Gelsomina dokonuje wtedy swoistego wyboru, nie rezgnując z żadnej możliwości przy okazji :] Opowiada sie za wartością tu i teraz, tego świata, tych więzów i tej wspólnoty.

          Znakomity jest w tym filmie moment, kiedy rodzice wyjeżdzaają, córki z ciotką zajmują się domem i jedna z nich rani się w dłoń, trzeba jechać do szpitala na szycie. JUż w szpitalu Gelsomina nagle truchleje, bo przypomina sobie, ze nie podłożyły pustego wiadra pod kran wirowki, z której na bieżąco spływa miód. Tragedia !

          Wracają do domu pędem, ale podłoga już cała jest w miodze. "Ojciec nas zabije...", duka któraś. Rzucają się do sprzątania, zbierania miodu dłońmi i pakowania go do wiader. Wolfgang pewnie cięzko by to przeżył, ale by ich nie "zabił" ;] Rzecz raczej w zasygnalizowaniu poczucia obowiązkowości, lojalności i odpowiedzialności, jakich te dzieci uczą się w pracy na własnym gospodarstwie.




          • grek.grek Re: Kultura "Cuda" - parę słów 07.10.17, 11:33
            W tej rodzinie, dziwnej ale tworzącej prawdziwą wspólnotę i majacej w sobie energię, takzę milczący Martin zacznie się uśmiechać i przejawiać cieplejsze uczucia. MOże i pani z socjalnej opieki powie "Czy wy macie jakieś pojęcie o świecie, czy wy rozumiecie świat na zewnątrz ?", co zabrzmi mało pochlebnie, ale kto wie - moze nie muszą go rozumieć, może mają własny pomysł na życie i jest on dobry.

            Maria Alexandra Lungu to debiutantka; reżyserka nie każe jej za wiele grać, ale polega na jej instynktownym wyczuciu nastrojów bohaterki, sprawdza się ten układ świetnie.

            Pozostałe role grają zawodowi aktorzy, a Angelicę - Alba Rohrwacher, być może krewna reżyserki Alice.

            MOzliwe, że jej siostra, a wobec sugestii, że ten film jest autobiografią, znaczyłoby to, że obie biorą udział w opowieści o swoich wspólnych dziecinnych latach spędzonych w rodzinnym domu.

            chyba za dużo opowiedziałem... :]

            www.youtube.com/watch?v=-AIHVBjHP_Y
    • grek.grek w kinach "Twój Vincent" 07.10.17, 11:48
      twórcy wykonali bendyktyńską pracę : 120 malarzy z całego świata narysowało odręcznie każdą z 65 tys klatek składających się na ten film, "wkomponowanych" zostało 80 obrazów Van Gogha, cała zaś produkcja jest utrzymana w tonie malarstwa tego mistrza pędzla.

      I co na to ten temat mają do powiedzenia recenzenci w Tygodniku Kulturalnym w TVP ? :"] : że im fabuła nie odpowiada, że o Van Goghu to w sumie tutaj mało jest i tak jakoś nie za głęboko, że "to się nie broni jako film"...

      [zabawne, bo ponoć scenariusz oparty został na listach Vincenta do brata, więc chyba trudno głębiej sięgnąć do duszy bohatera]

      Tylko czy o to chodziło w tym przedsięwzięciu - o psychologię ?

      taka praca, taki pomysł, taki wysiłek [10 lat realizacji], a paru cwaniaków skwituje grymasem niezadowolenia i szlus :]

      Zauwazyłem wśród tej ekipy pana z "wSieci" : dobra zmiana idzie, najpierw "wSieci', potem dojdzie "Gazeta Polska", "Gośc Niedzielny", przedstawiciel Prezydenta i generalnie Tygodnik można będzie przestać oglądać [oglądam okazjonalnie :)], tak jak widownia przestaje oglądać Teleexpress [najgorsze wyniki ever], słuchać Trójki radiowej [najgorszy wynik od 8 lat] czy oglądać Wiadomosci [widzieliście ? Zaczęli nadawać na dwóch kanałach : Jedynka i Info, żeby potem sumować oglądalnośc, bo tak spadły wyniki ! To już oznaka rozpaczy chyba, ale nadal nie rozumieją : dlaczego ludzie nie chcą na to patrzeć i tego słuchać nie chcą]

      film.onet.pl/recenzje/twoj-vincent-imponujacy-hold-dla-van-gogha-recenzja/wvyce2
      film.wp.pl/twoj-vincent-recenzja-prosta-droga-po-oscara-6173565930694273a
      • siostra_bronte Re: w kinach "Twój Vincent" 07.10.17, 12:01
        Greku, będę w kontrze :)

        Filmu oczywiście nie widziałam. Ale dla widza nie ma (nie powinno mieć ) znaczenia jak długo trwała praca nad filmem, ile tysięcy osób go robiło i w jaki sposób. Liczy się finalny efekt. I jeżeli ktoś uważa, że jako całość film nie zagrał ma absolutnie do tego prawo. Podkreślanie na każdym kroku, że film zrobiło 120 malarzy i każdy biedził się nad swoim obrazem bardzo długo, brzmi jak delikatny szantaż psychologiczny :)

        Podkreślam jeszcze raz, filmu nie widziałam. Ale pozytywne ocenianie go z góry, tylko ze względu na długi czas wykonania i wielką liczbę zaangażowanych w to osób jest jednak nie fair.
        • grek.grek Re: w kinach "Twój Vincent" 07.10.17, 12:18
          masz słuszność, Siostro :]

          nie chciałem, aby tak to zabrzmiało, a jesli jednak mi się nie udało : przepraszam.

          niemniej, zewsząd słychać oceny entuzjastyczne, bo praca pracą, ilośc malarzy, klatek
          i innych technikaliów - ilością, ale to wyglada rzekomo imponująco.

          widziałem trailery i fragmenty pokazywane w TK i, nie wiem jak to "gra" w całokształcie, a przede wszystkim na ekranie kinowym, ale rzeczywiście wygladało fenomenalnie.

          wiesz, ja myślę, ze jednak nie da się uciec od skojarzeń : oglądając te kadry nie da się zapomnieć, jak były robione, jaką pracę wykonano, jaka to jest maesteria artystyczna.

          wg mnie, to jest kolejny wielki sukces polskiej animacji, po fenomenalnej "Katederze" czy "Piotrusiu i wilku".

          nie podobało mi się nie tyle to, ze goście Tygodnika wypowiadali sie sceptycznie, ile to że tak łatwo obeszli podziw wobec artyzmu tego filmu.

          "Pana Tadeusza" nigdy życiu nie czytałem :], nawet jak był zadany w szkole, ale wiedząc, ze zostal napisany od deski do deski trzynastozgłoskowcem - jestem pełen podziwu dla autora ;] Bez czytania i bez dociekania ile w nim glębi. Sam artyzm wyczynu wydaje mi się tak imponujący, ze cała reszta schodzi na dalszy plan.

          przepraszam, trochę sie zbyt obcesowy byłem za pierwszym razem :]

          wszelako... to trochę dziwnie wyglądało : tutaj film wykonany tak misternie, taka praca, takie dzieło, a tutaj paru ludzi, którzy w zasadzie nigdy nic nie stworzyli, z taką lekkością i denzynwolturą bagatelizuje to dzieło... ten kontrast mocno mnie zdzielił po oczach i uszach, przyznaję bez bicia ":]

          zwłaszcza panowie od teatru i muzyki mieli sporo do wytknięcia ;]
          • siostra_bronte Re: w kinach "Twój Vincent" 07.10.17, 15:14
            Ok :)

            Problem w tym, że kino rządzi się swoimi prawami. Przy realizacji tak nowatorskiego projektu, twórcy musieli się liczyć z tym, że nie każdemu to się spodoba. Że to po prostu może nie zagrać.

            Opinie widzów, te które widziałam choćby na fb głównie b. pozytywne, choć widziałam też parę krytycznych uwag.

            Greku, krytycy są od krytykowania. Argument, że sami niczego nie stworzyli wydaje mi się chybiony :)

            Tak czy siak, trzeba zobaczyć samemu i wyrobić sobie zdanie.
            • grek.grek Re: w kinach "Twój Vincent" 07.10.17, 15:56
              prawda, Siostro.

              wiesz, Siostro, na linii artyści-krytycy iskrzyło, iskrzy i iskrzyć będzie, ci pierwsi drugich uważają za beztalencia, ci drudzy tych pierwszych za grafomanów... Cest la Vie ;]]

              yes :]
              miejmy nadzieję, że już niebawem będziemy mieli tę przyjemność/okazję :]


              • maniaczytania Re: w kinach "Twój Vincent" 07.10.17, 22:57
                widziałam zwiastun i bardzo, ale to bardzo mi się podoba :)
                • grek.grek Re: w kinach "Twój Vincent" 08.10.17, 10:09
                  wybierasz się do kina, Maniu ?
                  • maniaczytania Re: w kinach "Twój Vincent" 08.10.17, 12:16
                    chciałabym, ale nie wiem, jak wyjdzie
                    • grek.grek Re: w kinach "Twój Vincent" 08.10.17, 15:36
                      trzymam więc kciuki, żeby WYSZŁO pomyślnie ! :]

                      koniecznie z recenzją na forum Twojego autorstwa :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Nine" 07.10.17, 12:03
      wariacja na temat "Osiem i pół" - brzmi kusząco i intrygująco :]

      musicalowa - no... może być ;]

      reżyser Guido jest w popłochu, bo pieniądze zostały zainwestowane, dekoracje już stoją, ekipa czeka na znak do rozpoczęcia realizacji filmu, a tymczasem on nie ma żadnego pomysłu o czym ten filmu, do diaska, miałby być. Szukając pomysłu, oddaje się wspomnieniom i rewiduje swoje życie osobiste, na czele ze związkami męsko-damskimi.

      To by się zgadzało.

      tytułowe "Nine" nie odnosi się jednak do ilości filmów, lecz liczby kobiet, które pojawiają się na ekranie w rolach "muz" Guida.

      "kochanka Carla, gwiazda filmowa Claudia, prostytutka Saraginha, matka..." - też by się zgadzało ;]

      Guida gra Daniel Day-Lewis.

      Ciekaw jestem tego filmu, głównie i przede wszystkim w kontekście zawartości i sposobu przedstawienia tych właśnie aluzji, nawiązań i odnośników do kina Felliniego.

      Oraz otoczenia w jakim dzieje się cała akcja. Fellini stworzył niepowtarzalne miejscówki : zdjęcia tego kurortu, a później z tego planu niedoszłego filmu, umiesczonego gdzieś w terenie, wzruszają mnie po prostu :] Mają w sobie coś niesamowitego, jakieś piękno trudne do opisania.

      Nie sposób powtórzyć takiej magii, więc ciekawe czym została zastąpiona tutaj, jak też wychodząc od podstawowych wątków "OSiem i pół" kontynuowano je i w jakim kierunku.

      w roli muz, olaboga ! : Nicole Kidman, Penelope Cruz, Marion Cotillard, Judi Dench, Sophia LOren ! alez zestawienie :]

      na Rotten Tomatoes słabe 38 % z 200 recenzji !
      co też mogło sie nie udac ?

      chyba reżyser... nie miał pomysłu ? ;]
      to by była ciekawa paralela do mistrzowskiego kina Mistrza ';]

      ale oglądam oczywiście :]

      oglądacie takze ?
      Czy moze znacie już ten film ?
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Nine" 07.10.17, 12:19
        Niestety, znowu nie obejrzę.

        Film miał średnie recenzje, jak pamiętam. Nie wiem co nie wyszło, może nie udał się jako musical?

        Chętnie zobaczyłabym dla Daniela, ale może będzie powtórka.
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Nine" 07.10.17, 12:34
          aaa, pech, Siostro !

          oby była powtórka !

          to prawda, przyjęcie, na to wygląda, miał raczej chłodne, ale... może z powodu
          zbyt śmialej próby nawiązania do "Osiem i pół" ? ;]

          są tacy krytycy i kinomani, których obrusza sam fakt, ze jakiś film odnosi się do
          ich ulubionego/hołubionego tytułu, i z góry go skreślają, z samej tylko tej przyczyny, że
          ktoś się poważył ;]

          mnie raczej ciekawią takie próby, pomijając oczywiście dosłowne remaki ;]
      • maniaczytania Re: 20:20 TVP Kultura "Nine" 07.10.17, 22:58
        widziałam kiedyś, ale niecały niestety. Trochę był dziwny, ale wokalnie i muzycznie - bomba!
        Na pewno chcę kiedyś obejrzeć go w całości.
        • grek.grek "Nine" - po seansie 08.10.17, 11:02
          zdecydowanie, dobre okreslenie, Maniu, "dziwny" - taki on jest, taki jest on :]
          Także wobec "Osiem i pół".

          Cytatów z Felliniego jest tutaj całkiem sporo, łącznie ze scenami kanonicznymi, ale, wg mnie, ucieka ten głębszy sens, który miał... oryginał/inspiracja i zostaje głównie dobra rozrywka.

          Jest reżyser Guido, nosi ciemne okulary, garnitur i nie ma pomysłu na swój nowy film, który został już zapłacony, dekoracje przygotowane, obsada wyznaczona, a początek za 10 dni. Guido szuka natchnienia spotykając i wspominając ważne dla swojego życia kobiety, albo kobiety przygodnie poznane w tym momencie. Te spotkania i wspomnienia łączą się z ważnymi momentami okresu dojrzewania, spędzonego w katolickim modelu wychowaczym. Niestety, to co u Felliniego było spójne i doskonale się ze sobą łączyło, w "Nine", wg mnie, traci swoją energię i znaczenie.

          W pierwszej scenie muzycznej wszystkie kobiety Guida pojawiają się jednocześnie, na tle operetkowej scenografii przypominającej częściowo to rusztowanie filmowe z "Osiem i pół". Później każda z nich ma czas na indywidualną prezentację, takze za pomocą piosenki z ukłądem tanecznym. Są te piosenki ilustracją ich osobowości, typu relacji jakie je wiązą z rezyserem, a także sposobu postrzegania świata w filmach samego Guida.

          Najważniejsza jest żona, Luisa [Marion Cotillard] - jak w "Osiem", tak i tutaj są w trudnym związku, on się miota między kinem, kochankami, przygodnymi zaintrygowaniami, a ona by chciała mieć go na zawsze, bo oddała mu siebie, takze całą duszę, którą on wykorzystał do swojej sztuki. Najpierw zatem Luisa/Cotillard śpiewa piosenkę liryczną o tym jak to jest być żoną reżysera [kiedyś jego aktorką - inaczej niż u Felliniego], a później demoniczną, jako kobieta-wamp [w czarno-białej tonacji], ale zakochana do szaleństwa w jednym mężczyźnie, gotowa oddać mu wszystko, odrzucając całe mrowie innych mężczyzn.

          KOchanka, Carla [Penelope Cruz], zjawia się na peronie, potem odgrywa z Guidem erotyczny teatr w pokoju w pensjonacie, gdzie on ją umieszcza, a wreszcie zjawia się na party na patio hotelowym, gdzie zauważa ją Luisa, robi się nieprzyjemnie, Guido dezerteruje, a Carla wpada w chorobę psychosomatyczną. Wszystko jak w oyginale, z tą róznicą, ze Guido maluje ją nie na "świnkę" ze sterczącymi "brwiami", ale pod okiem oraz kameralne spotkanie w słońcu dnia zastąpione jest nocnym party :] Carla/Cruz ma piosenkę w kiczowatej bieliźnie erotycznej, jak to kochanka ;], ale w końcu okazuje się być jednak nie tyle seks-zabawką, co kobietą zakochaną. Jak to u Felliniego.

          Kostiumolożka, Lili [Judi Dench], wspiera duchowo Guida, który regularnie zjawia się w jej królestwie pozascenicznym i w załamaniu pokłada na stole. Chyba sobie nie przypominam odpowiednika Lili w "OSiem", ale to jest dobra postać, wazna, bo w finale, gdy - uwaga - Guido ogłasza, że filmu nie będzie i wyjeżdza do Wenecji, to ona znajduje go po 2 latach i namawia do powrotu za kamerę. Judi Dench ma piosenkę, którą wykonuje w czarno-białej stylistyce, jako szansonistka Follie Bergeres, gdzie spotyka zarówno 9-letniego Guida, jak i Guida dorosłego, który oczywiście obserwuje jej występ w momencie gdy ma ten kryzys twórczy, czyli aktualnie :]

          Jest rzecz jasna Saraginha [gra ją Fergie, piosenkarka popowa, co jest błogosławieństwem dla filmu], demoniczna prostytutka, do której 9-letni Guido chodzi razem z kolegami i za pieniądze kupuje zmysłowe tańce w jej wykonaniu. Tutaj mamy niemal dosłowny cytat z Felliniego, ale tylko do momentu, gdy Saraginha zaczyna tańczyć : nie ma ani dźwięku z tego kultowego muzycznego motywu Nino Roty, do którego taniec w "Osiem" się odbywa, ale jest przeniesienie akcji na scenę operetkowego teatru z rusztowaniem, gdzie Fergie wykonuje brawurowy układ, z zespołem podobnie wystylizowanych tancerek, jednocześnie drapieżnie śpiewając, a że ma głos i doświadczenie sceniczne - wyszło to rewelacyjnie, a jej piosenka odnosi się do tego, co znaczy być "włoskiem kochankiem" ;]

          Stephanie [Kate Hudson], to dziennikarka Vogue'a, która próbuje uwieśc Guida w hotelowym barze, udaje się jej nawet zwabić go do pokoju, ale Guido ucieka powodowany powracającym uczuciem do Luisy. Kate Hudson/Stephanie wykonuje zas piosenkę w czarno-białej poetyce, nawiązującą do teledysku Madonny "Vogue" i całego stylu stworzonego przez ten periodyk o modzie. Sensem tekstu jest rola trendsettera jaką odgrywa kino Guida - "Rzym postrzegam tak, jak przedstawiłeś go w swoich filmach", "twoje filmy opowiadają Włochy i Włochów' : niewatpliwy ukłon w stronę Felliniego, bo przecież to prawda :] tytuł piosenki brzmi "Cinema Italiano" i o tym dokładnie jest. Rozgrywa sie na wybiegu modowym, a w finale, wzorem projektantów mody i autorów przedstawianych kolekcji, zjawia się sam Guido. Błyskotliwe na swój sposób :]

          No i Claudia [Nicole Kidman], aktorka zaangażowana do głównej roli. Zjawia się, wzbudza sensację, bierze udział w zdjęciach próbnych, ale jako ze Guido nie chce przedstawić scenariusza [bo go nie ma] - gotowa jest wejśc ponownie na plan, tylko wtedy, kiedy go wreszcie przeczyta. Guido wywozi ją poza centrum Rzymu i nocą spacerują opustoszałymi uliczkami, by zakotwiczyć przy... fontannie Di Trevi. Claudia nie jest aniołem z "OSiem i pół", lecz... odpowiednikiem Sylvii ze "Słodkiego życia" :] Wprawdzie do fontanny nie wchodzą, a Claudia śpiewa piosenkę , w któreej opisuje stan ducha muzy reżysera, a potem sugeruje Guido, ze powinien przestać patrzeć na nią jak na boginię, "strącić ją z piedestału", moze wtedy ruszy do przodu jako twórca.

          Sam Guido [Daniel Day-Lewis] ma dwie piosenki, obie o trudnym momencie kryzysowym w życiu reżysera, ta druga to niemal o rozpaczy towarzyszącej blokadzie twórczej. Jest to wybitny aktor, robi co moze, nawiązuje do Mastroianniego, potrafi tak samo się przemykać w przygarbieniu i chyłkiem, ale reżyser starając sie odróżnić od Felliniego te cierpienia Guida próbuje udosłownić : każe bohaterowi przestać sie golić, zacząc się pocić i generalnie z cierpienia ducha przenosi akcent na cierpienia ciała. W efekcie, rozpaczliwe zmagania artysty z niemocą przestają być odczuwalne z drugiej strony ekranu.

          Guido Felliniego łatwo było pokochać za jego człowieczeństwo, Guida Roba Marshalla jest postacią wtórną, bez osobowości. Mimo starań wybitnego aktora.

          Sceny ucieczki pod stół na konferencji prasowej - nie ma, nie ma też komentarzy krytyka filmowego i, siłą rzeczy, sceny powieszenia go, nie ma tej fenomenalnej sceny w kurorcie, gdzie ruch gości jest nawigowany przez "Cwał Walkirii" Wagnera.

          Jest za to matka, którą gra Sophia Loren, a którą, tak po włosku, Guido rozpaczliwie wzywa na pomoc, bo jest załamany, a ona pojawia się jako wyobrażenie. U Felliniego matkę grała ta sama aktorka, co żonę, niezapomniana Anouk Aimee, co było czytelnym symbolem : prawdziwy Włoch w kobietach szuka matki, a jak widzi w którejś matkę, to znaczy, że to właściwa. U Marshalla nie ma to właściwie żadnego znaczenia, matka jest tylko matką, i okazją żeby na scenie pojawiła się ikona włoskiego kina dodając splendoru samemu filmowi.

          Wreszcie Guido presji nie wytrzymuje, ogłasza że filmu nie będzie, znika na 2 lata, zapuszcza brodę i spaceruje po Wenecji, gdzie znajduje do Lili i rozmowa z nią skłania go do powrotu i stanięcia za kamerą.

          No i mamy finał, który nawiązuje całkowicie do tej fantasytycznej, moim zdaniem - jednej z najwspanialszych scen w historii kina [na ile udało mi się tę historię poznać], czyli końcówki "Osiem i pół" : u Felliniego Guido nagle wpadał z przepaści w nadzieję, dostrzegał, ze filmem jest życie, i rozpoczynała się parada wszystkich bohaterów filmu, a on intuicyjnie zaczynał ich ustawiać, reżyserować, wracał do swojej naturalnej aktywności, odzyskiwał pasję, a potem cała brygada rozmnawiajacych ze sobą ludzi szła w korowodzie pod muzykę cyrkową i z cyrkowcami na przedzie, Guido wyznawał żonie miłośc i nadzieję, ze im się uda, ze musi się udać, a jednocześnie na boku umawiał sie z Carlą na kole
          • grek.grek Re: "Nine" - po seansie 08.10.17, 11:24
            na kolejną schadzkę.

            Cała ta cudowna scena odbywała się gdzieś poza miastem, gdy nadchodził zmierzch, z użyciem świateł - coś nieprawdopodobnego.

            u Marshalla ma ona charakter zgodny z zalożeniami taktycznymi, czyli musicalowy. Również zjawiają sie po kolei wszystkie postaci z filmu, ale ustawiają się na rusztowaniach rozstawionych dekoracji filmowych w tym teatrze operetkowym, będącym tłem wiekszości utworów muzycznych w filmie. Jest matka z 9-letnim Guido. Ale ta scena nie ma tej radości, rozmachu, subtelnej frenezji, manifestacji czystej pasji życia i filmu, jaką miało zakończenie u Felliniego. Jak się tamtą scenę widziało, i przeżyło ;], to żadna wariacja na temat nie moze się przebić. Ale samo w sobie jest to pomyślane zgrabnie i wygląda niemal imponująco od strony technicznej. Inna róznica jest taka, ze u Felliniego wyglądało to jak wielka improwizacja, tutaj mamy do czynienia z wyraźnie zaplanowanymi zachowaniami.

            Muzyka nawiązuje do oryginału, ale kto widział "Osiem i pół" ten, a powiem to ":] - MUSI ! zatęsknić wtedy do wizji Felliniego.

            "NIne" ma wiele udanych momentów, ale oglądałem go ciągle przypominając sobie "Osiem i pół", swoją drogą - skandalicznie dawno nie był pokazywany w telewizji :]

            U Felliniego postaci księzy, spotkanie z kardynałem, były niezwykle waznymi częściami historii, bo raz odnosiły się do włoskości kulturowej, której sam Fellini zawsze hołdował na swój sposób, a dwa : wyjaśniały erotyczne ciągoty i małżeńskie zdrady Guida; za chodzenie do Saraginhy - dostał lanie i został napiętnowany, padało wtedy to prze-arcy-hiper komiczne : "Saraginha, to... diabeł !" ;], a to zaważyło na jego podejściu do relacji z kobietami - wciąż ich pragnął, ale jednocześnie miał poczucie winy i kłaniając się tradycji, czyli żeniąc się, uprawiał hipokryzję utrzymując kochankę i flirtując z innymi kobietami. Wychowanie katolickie wiedzie do moralnej obłudy, powiadal Fellini. Marshall nie za bardzo wiadomo, co chce powiedzieć wplatając sceny z ksieżmi.

            jest lanie za Saraginhę w dzieciństwie, jest rozmowa z kardynałem [tak, w łaźni :], ale ta rozmowa nic nie znaczy. U Felliniego padało dramatyczne wyznanie Guida "Ojcze, nie jestem szczęśliwy..." i mądra odpowiedź : "A kto powiedział, ze mamy być szczęśliwi ?". Tutaj kardynał raczej perswaduje Guidowi, ze powinien ze swoich filmów wykreslić niemoralność i grzech, a wstawić tam dumę i bogobojność.

            Lepiej brzmi dopisana scena, kiedy Guido słucha erotycznego monologu Carli w telefonie, a kiedy ktoś próbuje mu przeszkadzać, strofuje go "Rozmawiam z Watykanem, w sprawie mojego nowego filmu, z kardynałem !".

            Albo kiedy młody ksiądz mówi mu podczas party : "Jako Kościół musimy potępiać pańskie filmy, ale w rzeczywistości je uwielbiamy !" :]

            No i prosi Guida, zeby Claudia wysłała samemu kardynałowi swoje zdjęcie z podpisem. Jak to się odbywa ? Guido leży głową na kolanach Claudii, jej szminką na jej fotografii w pozie wampa wypisuje dedykację dla kardynała, potem smaruje sobie usta tą szminką i odciska usta na zdjęciu ;] Taka fota ma iśc do ll Cardinale ;]]

            Słowem, jest dużo dobrej zabawy, jest wariacja na temat wybitnego filmu, musicalowo brzmi to momentami przebojowo [wg mnie, większośc piosenek z układami tanecznymi jest warta obejrzenia i wysłuchania, są zrobione naprawdę profesjonalnie i z pomysłem].

            Problem w tym tylko, ze nie umiałem pozbyć się ciągłego odnoszenia sie, i przypominania sobie, "Osiem i pół", konfrontacja z takim filmem to jednak bardzo trudne zadanie dla każdego rezysera.

            Mimo wszystko, ocen aż miażdzących "Nine" trochę chyba nie rozumiem ;]
            • grek.grek Re: "Nine" - po seansie 08.10.17, 16:27
              parę fragmentów by się nadawało do zalinkowania, ale... może te trzy ? :] :

              www.youtube.com/watch?v=foqgaD6-ERI
              www.youtube.com/watch?v=WsiBdK9wE3A
              www.youtube.com/watch?v=UlQ5d9bEYH8
    • siostra_bronte "Dyrygent" 07.10.17, 15:07
      Wypatrzyłam w Kulturze. W poniedziałek o 16.55. Piszę z wyprzedzeniem, bo może jutro nie będę miała czasu.

      Kompletnie zapomniany film Wajdy. Nie był pokazywany w tv od wielu lat. A wielka szkoda, bo moim zdaniem jest znakomity, trochę nietypowy dla tego reżysera. Widziałam go wieki temu, ale mam nadzieję, że i teraz mi się spodoba.

      Kameralny dramat psychologiczny ze świetnym aktorskim trio: John Gielgud (!!), Andrzej Seweryn (nagrodzony w Berlinie) i Krystyna Janda (wyjątkowo nie szarżująca).

      Szkoda, że pora fatalna. Taki film powinien lecieć o 20.00, zamiast n-tej powtórki "Yumy", nie mówiąc już o "Nietykalnych"!!

      Może jednak ktoś obejrzy??

      I jeszcze wątek osobisty. Otóż część zdjęć była kręcona...na moim osiedlu. Byłam jeszcze dzieciakiem, ale wieści o tym, że Wajda u nas kręci dotarły i do mnie :) Możliwe, że nawet poszłam podglądać ekipę, ale to było tak dawno, że już nie pamiętam.

      Ta malownicza willa wciąż stoi, na środku blokowiska :) Jak tylko jestem w pobliżu przypominam sobie tę historię.
      • grek.grek Re: "Dyrygent" 07.10.17, 15:53
        dzięki, Siostro ! :]

        świetna zapowiedź !

        jeśli tylko czas i... grafik ;] pozwolą - z najwyższą chęcią obejrzę.

        zdecydowanie, takie filmy zasługują na miejsce w prime time.
        paradoksalnie, zważywyszy na ich metrykę, sa/byłyby czymś bardzo odświeżającym
        dla współczesnego widza telewizyjnego.

        wątek osobisty - zajmujący ! :] cenne wspomnienie, inspiracja.
    • grek.grek 22:00 CT Art "Utracona cześć Katarzyny Blum" 07.10.17, 16:03
      tłoczno się robi w dzisiejszej ramówce :]

      film Volkera Schlondorffa i Magrarethe Von Trotte na podstawie opowiadania Heinricha Boella.

      historia kobiety, która wdaje się w niewinny romans, ale za to z mężczyzną podejrzewanym o ciągoty terrorystyczne. Z tego powodu policja oraz media robią z niej wroga publicznego.

      główne role Angela Winkler, Ralf Becker, Juergen Prochnow.

      kino 70s. Brzmi nieźle. Szkoda, ze w trakcie "Nine", na które już ostrzyłem sobie zęby, jako na
      coś co odnosi się do Felliniego. ech... :]
      • siostra_bronte Re: 22:00 CT Art "Utracona cześć Katarzyny Blum" 07.10.17, 16:11
        Najwyżej obejrzysz bez początku :)
        • grek.grek Re: 22:00 CT Art "Utracona cześć Katarzyny Bl 07.10.17, 16:18
          dobra myśl, Siostro :]

          ale "Nine" bez końcówki ? ;]
          • grek.grek Re: 22:00 CT Art "Utracona cześć Katarzyny Bl 07.10.17, 16:19
            * albo :]
        • grek.grek "Utracona cześć Katarzyny Blum" kilka słów o film 08.10.17, 12:14
          Straciłem tylko pierwsze... 5 minut ;]

          Cóż, jest to film o linczu medialnym, jaki dokonany zostaje na młodej kobiecie, która... no właśnie - mimo wszystko okazuje się być nie do końca niewinną. W pewnym sensie można więc wysnuć wniosek, że ponosi ona karę za swoją miłość do mężczyzny.

          Katarzyna Blum poznaje na karnawałowym przyjęciu Ludwika Gottena. Spędzają razem wieczór, potem noc w jej mieszkaniu. Rano Katarzyna budzi się, Ludwika nie ma, za to zjawia sie policja, i to z przytupem : specjalny oddział antyterrorystyczny rozbija drzwi, wparowuje na pokoje, celuje do niej z karabinów. Komisarz Beizmenne, prokurator Korten i ekipa zajmują mieszkanie Katarzyny, zachowuja się agresywnie. KOmisarz pozwala sobie na chamskie wycieczki i wytrąca Katarzynie z ręki tosta. Prokurator, widząc ze Katarzyna jest w szlafroku, powiada "Niech się pani przebierze, nie wypada przyjmować urzędników państwowych w takim stroju". Ubrania Katarzyna wyciąga z szafy i szuflad przeciskajac się pomiędzy policjantami, co zajęli jej całe mieszkanie. Wygląda to kuriozalnie. Przebiera się w łazience, przy półotwartych drzwiach, w towarzystwie policjantki, która kontroluje ją pod okoliczność ukrycia czegoś... między pośladkami. Od razu zatem dziewczyna dostaje szokiem w głowę.

          Potem jest przesłuchanie : policja śledziła Gottena od 36 godzin, widzieli jak wyjechał swoim porshe z imprezy oraz z Katarzyną. Okazuje się, ze Ludwik to poszukiwany terrorysta, anarchista i dezerter. Policja uważa, ze Katarzyna moze być członkinią bandy anarchistycznej. Na nic jej zapewnienia, że ona Ludwika poznała ostatniego wieczora [są retrospekcje, bardzo przyjemnie im się rozmawia, a Katarzyna wyznaje, ze od 5 lat nie była z żadnym mężczyzną w bliższej relacji]. Beizmenne nie wierzy jej, jest ostry, inni też jej groża między słowami. Zmuszają ją do tłumaczenia, dlaczego poszła na imprezę, dlaczego tańczyła z obcym mężczyzną, dlaczego wyszła z nim i spędziła noc... Są tak agresywni, że Katarzyna odmawia dalszych zeznań i na własne życzenie spędza reszte regulaminowego czasu przesłuchania w celi. Woli to niż spędzać czas w ich towarzystwie.

          DO akcji wkraczają media, czyli miejscowy Zeitung, i jego dynamiczny reporter Totges. Gazeta współpracuje z policją i prokuraturą, dostaje cynk i od razu przystępuje do dzieła. Prześwietlają Katarzynę, docierają do jej eks-męża, matki leżącej w szpitalu w stanie cięzkim, znajomych, profesora Blorna na urlopie z żoną, jej mentora na studiach, a potem dobrego przyjaciela - Totges i jego psy gończe ostro wyciągają od nich informacje nt Katarzyny albo reakcje na wieści o je "zbrodni" i w mediach zaczynają kreślić jej profil, najczęściej kłamiąc i przeinaczając otrzymane wiadomości : Blum zostaje opisana jako współniczka i kochanica terrorysty, kobieta rozwiązła, bezbożna, w małzeństwie niewierna i cyniczna, negująca wartości socjalistyczne, a ilustracją są celowo wybrane zdjęcia, na którym Katarzyna - dziewczyna delikatna i spokojna - ma dziwnie wykrzywiony grymas twarzy, o jaki nietrudno gdy paparazzo klika serię zdjęć podstawiajac aparat pod nos ofierze.

          Policja wypuszcza ją do domu, a po 24 godzinach wzywa ponownie i nadal magluje. Znajdują drogi pierścionek, znajduja listy miłosne niepodpisane - od kogo ? Uważają, ze to podarunek i listy od Gottena, którego Katarzyna musi znać od dawna, a nie od "zeszłego wieczoru". Katarzyna zaprzecza, ale nie wyjaśnia adresta listów i autora drogich prezentów. Cały czas policja powtarza pytanie : gdzie jest Gotten ? Jakby wierzyli, ze pytając po tysiąc razy w końcu dowiedzą się czegoś,czego ona nie wie.

          Prywatnie Blum zmaga się z całą falą hejtu : chamskie telefony o podłożu pornograficznym, chamskie listy, pogróżki na kartkach wsuwanych do mieszkania pod drzwiami, ktoś ją obserwuje, anonimowe propozycje "seksualne" itd. Dramat. Katarzyna popada w rozpacz, ucieka z domu, wsiada do auta, rusza w noc omal nie powodując wypadku. Znajomi, profesor Blorna z żoną i paru innych, są zniesmaczeni sposobem w jaki Zeitung przedstawia całą sprawę i nie tyle wydaje wyrok na Katarzynę, co po prostu grilluje ją w formacie serialowym.

          Mamy wyjaśnienie tego, kim jest autor drogich prezentów i milosnych listów - to wysoko postawiony profesor Alois Straubleder. Dawny kochanek Katarzyny. Jest cięzko przestraszony, ze Katarzyna w końcu wyda jego nazwisko policji, więc za pomocą wspólnego znajomego [dominikanina] organizuje spotkanie z nią, cynicznie chwali jej heroizm i zapewnia, ze "jakby co, to się ujawni", a zaraz potem prosi, by Blum oddała mu klucz do jego willi w górach. Katarzyna odmawia, a Alois jest przerażony.

          Na następne przesłuchanie Katarzyna przychodzi z przyjaciółką, Elsą Woltersheim, działaczką na rzecz praw człowieka. Pani Woltersheim zostaje od razu zbyta przez policję, a Totges zapewnia że mają na nią haki : mąz uciekł do ZSRR ;]

          Policja roztrząsa sprawę ilości kilometrów jakie przejechała autem Katarzyna w ostatnim roku. Przepytują ją na okolicznośc : dokąd, kiedy i ile, wszystko zliczają kalkulatorem !, porównują to z poaragonami za benzynę, z licznikiem samochodowym i wychodzi im, ze brak 50 tys km. Katarzynie ręce opadają, ale nagle dodaje : nie wiedziałam, ze to aż tyle może być... czasami wychodzę z domu wieczorem, kiedy jestem sama i boję się tego... lepiej być gdziekolwiek, w ruchu, niż samej w pustym mieszkaniu". Wyciągaja z niej nawet tak intymne wyznanie...

          Z Zeitung Katarzyna dowiaduje się, ze jej cięzko chora matka, "na łożu śmierci", wyznała reporterowi, ze wstydzi sie za córkę i że, na dodatek, Katarzyna nigdy jej nie odwiedziała w szpitalu. Kolejny powód, by tłuszcza mogła ją hejtować.

          Katarzyna ma takie napady bezsilnego, zimnego gniewu, ze rozwala butelki o ścianę własnego mieszkania.

          Nocą do kogoś dzwoni... tym kimś jest Ludwik ! A więc nie powiedziała całej prawdy policji : WIE gdzie on jest ! A jest on w górach, w tej willi Aloisa, dlatego Katarzyna nie chciał oddać mu klucza./ Dała go Gottenowi.

          Katarzyna nie wie, ze jest podsłuchiwana. Policja namierza jej rozmowę i Ludwika.

          Alois domyśla się, ze w jego wili kryje się Ludwik Gotten, odwiedza małzeństwo Blornów i namawia desperacko profesora, by wpłynał na Katarzynę i namówił do zniknięcia. Na dodatek, z Zeitunga dowiaduje się, ze Blum zgodziła sie udzielić ekskluzywnego wywiadu Totgesowi. Boi się, ze dziennikarz wyciągnie z niej coś o nim, o Aloisie. Blornowie sami są zastraszeni przez dziennikarskie hieny, aż profesor robi awanture prokuratorowi oskarżając go o podrzucanie tematów Zeitungowi.

          Katarzyna najpierw odwiedza szpital, jej matka zmarła, pomaga ją przebierać i myć. Potem rozpłakuje się na patio. I wtedy podejmuje zgodę na wywiad dla Totgesa. Ale nie po to, by mu odpowiadać na pytania : ":Chcę spojrzeć na tego człowieka, dowiedzieć sie kim jest i jak moze robić to, co robi", powiada do Elsy.

          Najpierw jednak chce odwiedzić Ludwika. jedzie do willi za miastem. JUż po drodze wie, że stało się coś złego. Mija liczne konwoje aut służbowych i policyjne blokady. Do willi dociera biegiem. Kłębią się tam ludzie, dziennikarze, policja, kordon mundurowych otacza okolicę. Zrozpaczona Blum dowiaduje się, ze Gotten został schwytany. Zwiesza głowę i odchodzi sama zieloną łąką w stronę pozostawionego samochodu. Od przyjaciela Katarzyna dostaje odpowiedź, ze Ludwik może zostać skazany na 10 lat więzienia.

          Sprawa dla Katarzyny się nie kończy. Media nadal trajkoczą, a ludzie są dla niej wredni. Kiedy spotyka się w barze z koleżankami, nagle rozpoznaje ją kilka osób i zaczyna brzydko zaczepiać, Katarzyna wychodzi, a po drodze ktoś chlusta jej drinkiem w twarz.

          Katarzyna dostaje klucze od przyjaciela do jego mieszkania, żeby mogła w nim pomieszkać. Znajduje tam pistolet. Wraca do swojego mieszkania i czeka na Totgesa.

          Ten śliski typek zjawia się cały wesoły, zaczyna perorować, że oboje "robią świetną robotę" i że powinni 'współpracować" nadal, będzie z tego "doskonały temat". Jest ohydny. cdn.



          • grek.grek Re: "Utracona cześć Katarzyny Blum" kilka słów o 08.10.17, 12:25
            Katarzyna milczy, daje mu się wygadać i w jego mowie ciała dodatkowo znajduje motwyację, by... wyciągnąc pistolet i kilkoma strzałami położyć go trupem.

            Oczywiscie, zostaje aresztowana. W celi dowiaduje się Beizmenne'a że inny dziennikarz Zeitunga też został zabity, pyta czy to nie jej robota. Odwraca się, spogląda na niego i niemal z tupetem odpowiada : "A dlaczego nie ?".

            Kiedy ją odprowadzają,w więziennym granatowym kombineznie, z przeciwległej strony prowadzą Ludwika, z takim samym wdzianku. Gotten i Katarzyna rzucają sie sobie w objęcia, strażnicy z trudem ich rozdzielają.

            A na końcu mamy scenę demaskatorską - pogrzeb Totgesa. Kameralny, ale jakże uroczysty. Przedstawiciele władz, księża, śpiewy, chór, żałobnicy i... cykający fotki reporterzy. I przemawiajacy szef Zeitunga, który wygłasza cyniczny speech o tym, ze tragicznie zmarły kolega był bohaterem, "chlubą wolnego dziennikarstwa" i dodaje na końcu : "kto podnosi rękę na Zeitung, ten podnosi ją na... nas wszystkich !".

            Tak wiec, ludzie szlachetni, umiejący kochać, wolni, zostają spostponowani i osadzeni w więzieniu, chuligan, który włamuje się do szpitala, przebiera w lekarski kitel i magluje kobietę leżacą pod respiratorem, na okoliczność "zbrodni jej corki", czym prawdopodobnie przyspiesza jej zgon oraz uruchamiający i podsycający lincz na Katarzynie - odchodzi jako filar społeczności.

            1975 rok - film o wymowie wręcz profetycznej.
            świetna robota filmowa, wedle najlepszych tradycji kina europejskiego.

            www.youtube.com/watch?v=VHh1sCULb-4
    • grek.grek 23:45 Ct2 "Drugie życie króla" 07.10.17, 16:09
      po polsku " Drugie życie króla".
      po czesku i w oryginale "Arthur Newman", po prostu ;]

      tak nazywa się główny bohater, który porzuca swoje dotychczasowe, niesatysfakcjonujące go
      życie, pozoruje samobójczą śmierć i wyrusza w podróż celem odmiany losu.

      główna rola Colin Firth [może stąd ten "król" ? ;) od "Jak zostać królem" chyba wszystkie filmy z tym aktorem będą tłumaczone "po królewsku"].

      scenariusz napisała Becky Johnston, z biogramu filmowego wynika, ze pisze rzadko, ale jak pisze to niebagatelnie, bo do "Księcia Przypływów", "Siedmiu lat w Tybecie" i właśnie "Johnny'ego Newmana".

      zapowiada się nieźle ;]
    • grek.grek 21:10 TVN7 "Był sobie chłopiec" 07.10.17, 16:17
      film o zacięciu dydaktyczno-umoralniającym, ale w lekkim i pełnym wdzięku brytyjskim stylu.

      40-latek wiedzie życie wesołego singla, podrywacza, więc zostaje - mocą scenariusza - uznany za niedojrzałego i dziecinnego, i za ucho zmuszony do opieki nad nastolatkiem, ktory to z kolei opiekuje się swoją nadużywającą matką. To spotkanie, rzecz jasna, wesołemu singlowi uświadomi, ze dotąd był nieszczęśliwy i żył w sposób daleki od słuszności ;]]

      film bardzo dobry, swoją drogą ;]

      z powodu tej właśnie brytyjskiej lekkiej ręki rezyserskiej i scenopisarskiej oraz wyśmienitego Hugh Granta, który w jakimś wywiadzie powiedział, ze on taki właśnie jest jak jego bohater i w sumie nie o to chodzi, ze boi się dorosłości, co po prostu ma na jej temat inne zdanie :]

      powtórka w piątek o 22:15
      jak dobrze !
      • siostra_bronte Re: 21:10 TVN7 "Był sobie chłopiec" 07.10.17, 16:46
        Zgadzam się, naprawdę dobry film. Daleko od typowych komedii romantycznych :)
        • grek.grek Re: 21:10 TVN7 "Był sobie chłopiec" 08.10.17, 10:05
          otóż to :]
    • grek.grek 23:55 Super Polsat : "Kung Fu" [1979 r.] 07.10.17, 16:24
      I jeszcze sobotnia noc z polskim kinem w Super Polsat ;]

      "Kung Fu" nie jest o chińskiej sztuce walki wręcz, ale z nurtu polskiego kina moralnego
      niepokoju się wywodzi.

      jest bohater, który przeciwstawia się oszustwom i machlojkom w państwowym przedsiębiorstwa, za co spotykają go szykany, nie omijajace także najbliższej rodziny, żony i córki.

      z pomocą idą mu przyjaciele, dziennikarz i prawnik.

      główna rola : Piotr Fronczewski [dlaczego dzisiaj nie ma dla niego ról w polskim kinie ? zostało odgrywanie owada w reklamie i doktora w tasiemcu]

      reżyseria : Janusz Kijowski
      • siostra_bronte Re: 23:55 Super Polsat : "Kung Fu" [1979 r.] 07.10.17, 16:47
        Widziałam wieki temu. Ciekawa jestem czy uda Ci się obejrzeć.
        • grek.grek Re: 23:55 Super Polsat : "Kung Fu" [1979 08.10.17, 10:07
          dzięki, Siostro :]

          obejrzałem do pierwszej przerwy reklamowej i w jej trakcie zostałem otumaniony przez Morfeusza, obudziłem się długo po filmie.

          cóż, kolejny film do nadrobienia :]
    • grek.grek 2:10 Super Polsat "Człowiek na torze" 07.10.17, 16:25
      powtórka, jak dobrze !

      i to dubeltowa : jutro ponowny seans o 23:45.
      moze wreszcie uda się obejrzeć :]


      • siostra_bronte Re: 2:10 Super Polsat "Człowiek na torze" 07.10.17, 16:47
        Czekam na recenzję!
        • grek.grek Re: 2:10 Super Polsat "Człowiek na torze" 08.10.17, 10:08
          dzięki, Siostro :]

          mam nadzieję obejrzeć dzisiaj.
    • grek.grek 20:20 TVP2 "Fala" 08.10.17, 15:40
      norweska superprodukcja ? ;]

      mam nadzieję, ze jednak nie i zamiast widowiskowych popisów komputerowych więcej tutaj będzie dramaturgii polegającej na wyścigu z czasem oraz opisach i dialogach uruchamiających wyobraźnię w celu wzbudzenia nastroju grozy.

      w wyniku osunięcia się fiordu do miasta zbliża się 85-metrowa fala wody, na ewakuację jest już za późno, więc jedyna szansa w tym, żeby ocalić jak najwięcej ludzi.

      tako rzecze opis :]

      brzmi nie mniej ciekawie, niż zapowiedzi renomowanych amerykańskich demolek filmowych.
      • grek.grek "Fala" - kilka zdań po seansie 09.10.17, 12:29
        oglądaliście ? :]

        wg mnie : całkiem przyzwoite kino katastroficzne, aczkolwiek w bezpiecznie schematycznej konstrukcji fabularnej.

        Jest więc miasto u podnóża góry, w stacji geologicznej pracuje Kristian. I właśnie żegna się z kolegami, bo wyjeżdza razem z rodziną do Stavanger.

        Rodzina, to żona Idun, menadżerka w miejscowym hotelu, nastoletni syn Sondre i mała córka Julia.

        Coś się jednak zaczyna dziać, urządzenia pomiarowe dają jakieś małe sygnały, że coś w tej górze, z tą górą, jest nie tak. Kristiana to niepokoi, ale koledzy uspokajają, że wszystko będzie dobrze i może swobodnie jechać.

        I akurat kiedy już Kristian z dziećmi [żona ma zaraz dołączyć] opuszczają miasto i mają wjechać na prom, Kristian doznaje olśnienia. Przypominają mu się wyniki pomiarów, które spowodowały przed wieloma laty dwie katastrofy w Norwegii, polegające na zapadnięciu się klifów, co wywołało potęzne tsunami.

        Zawraca z powrotem do stacji, przeprowadza kilka badań, ale na szczęście wyniki nie są niepokojące. Zajmuje mu to jednak resztę dnia, więc wyjechać ma dnia następnego. Żona z synem zostają w hotelu, a on jedzie z córką do opuszczonego domu, bo "ona się chce się z nim pożegnać". Decydują, ze zostaną tam na noc. Mamy więc klasyczny motyw rozdzielenia się rodziny, przy czym warto zaznaczyć, że Idun i Kristian nie są w relacjach najlepszych, syn też jakoś nie szaleje z radości z powodu wyjazdu.

        No i tej nocy oczywiscie następuje przełom : góra zaczyna szaleć, geolodzy ze stacji schodzą w miejsca pomiarowe, ale nie są w stanie zahamować procesów naturalnych i rankiem zbocze góry zaczyna się zapadać, uruchamia się potężna fala. Efekty specjalnie iście amerykańskie, ale nie kuriozalne ;]

        Kristian zostaje zaalarmowany, a po chwili stacja uruchamia alarm syreną na całe miasto i ludzkośc rzuca się do ucieczki. Kristian, ale i jego żona, wiedzą, że od momentu ogłoszenia alarmu jest 10 minut, by działać. Ludzie chyba też mają tę wiedzę, bo sznur aut jedzie w górę, jak najwyżej, żeby fala wody nie dosięgła. Jest z nimi Kristian z córką. KOrek powoduje ,że trzeba porzucić samochody i biec pod górkę.

        Żona w tym czasie ewakuuje hotelowych gości, którzy mają uciekać autobusem. Pech chce, że syn się zagubił. Wiemy, że zszedł na dół, żeby pojeździć deskorolką po nieużywanych korytarzach. Idun rzuca sie na poszukiwania, towarzyszy jej małzeństwo w średnim wieku. Znajdują chłopaka, który nie słyszał alarmu, bo miał słuchawki na uszach.

        Autobus już jednak odjechał, a fala zasuwa prosto na nich, więc gonią do schronu na dole. Kobieta z małzęństwa towarzyszącego zostaje porwana przez falę. Jej mąz wpada w panikę, ale Idun i Sonne jakoś go wciągają do środka i zamykają drzwi.

        W tym czasie fala dopada także uciekinierów na zewnątrz. Kristian zostawia córkę pod opieką przyjaciół i pomaga żonie kumpla, która została przytrzaśnięta przez samochód. Nie może biec, więc Kristian pomaga jej wsiąść do auta, siada obok, przypinają się pasami i ściskając się za ręce oczekują uderzenia wody. Jest ono potęzne, wywraca auto, zalewa wodą, widzimy to z punktu widzenia kamery umieszczonej w samochodzie, co potęguje wrażenie zderzenia z żywiołem wręcz kosmicznym.

        Zapada cisza.

        Kristian budzi się i odkrywa, ze jego towarzyszka nie żyje. Wyczołguje sie z przewróconego auta i wychodzi. Na zewnątrz jest ciemno. Woda obróciła wszystko w perzynę, walają się graty aut, zniszczona rośliność, ruinacja zupełna, tu i tam coś się pali, no i dym w powietrzu, generalnie : widok jak po nalocie bombowym.

        Kristian idzie więc w górę. Dociera do ocaleńców, których woda nie dosięgała. Z ulgą spotyka córkę. Próbuje skontaktować się z żoną, ale bezskutecznie, komórka nie odpowiada. Zostawia więc córkę w bezpiecznym miejscu i wyrusza na poszukiwanie żony i syna.

        A ci siedzą w tym pomieszczeniu na dole hotelu, na razie mają wody po pas, ale ciągle jej przybywa, a co pewien czas poziom się podnosi i wlewa się do środka całkiem spora jej ilośc. Długo nie wytrzymają. Na dodatek przeszkadza im świeżo upieczony wdowiec, ktory po stracie żony wyraźnie wpadł w histerię. Nie da się uciec, ciągle rozpacza.

        Idun zagląda przez otwór wentylacyjny na górną kondygnację i konstatuje, ze facet może mieć rację : jest płasko, a oba końce korytarza są zaklajstrowane wentylatorami. To pułapka.

        Po pewnym czasie woda zaczyna sięgać im już do szyi. Pan wdowiec wpada w panikę, osuwa się do wody, mdleje, i topi się. Syn słabnie. Zaraz będzie po nich.

        Ale nie w tym filmie ;]

        Kristian znajduje najpierw autobus hotelowy, który nie umknął fali - wszyscy pasażerowie w środku są martwi. Idzie więc do źródła, czyli do hotelu, ten również wygląda jak po przejściu tornanda Harvey. Woda zeszła na dolne partie budynku, góra jest całkowicie zdemolowana, a pod butami tworzy się skorupa grząskiego błota.

        Myszkuje, myszkuje i traci nadzieję, siada i płacze. Ze złości wali metalowym prętem w ścianę. Sensacyjnie odgłos tego stukania dociera do uwięzionych Idun i Sonnego. Odpowiadają. Kristian słyszy i ma nadzieję.

        Ucieczka z tego podziemnego pomieszczenia moze odbyć się w jeden tylko sposób : za pomocą przepłynięcia odcinka pomiędzy nim, a wyższym piętrem. Tak Kristian dociera do nich.

        Z żoną idzie łatwo, babka jest twarda jak skała, dopływa na miejsce szybko i bez krzyku.

        Syn za to jest słaby i chce się poddać, ale ojciec serwuje mu krotki motywujący speech i zabiera ze sobą. W drodze role się odwracają : ojciec słabnie, fizycznie, a syn wzmacnia się. Dociera do matki, ale ojca za sobą nie widzi.

        Teraz Idun wskakuje do wody, żeby uratować męża, co zasłabł po drodze i unosi się bezradnie w wodzie. Udaje się jej i dociąga go za sobą na "ląd".

        Wydaje się, ze chłop zginął. Syn reanimuje go szaleńczo, lecz bez skutku. Opadają im ręce. W tym momencie uwierzyłem naiwnie, że ten film naprawdę może się skonczyć śmiercią głównego bohatera ;] tak sugestywnie zostało to zagrane.

        Syn nie poddaje się jednak i po krótkiej przerwie rzuca się do reanimacji z jeszcze większą dynamiką i zaciekłością. I ojciec ożywa, wypluwa wodę, półprzytomny łapie powietrze - słowem : będzie żył.

        No i w finale ich troje pojawia się w polu widzenia czekajaćej na ich powrot małej Julii. Wybiega im naprzeciw, padają sobie w objęcia, scena jakby bardziej wzruszająca niż jejpodobne w kinie amerykańskim, nie wiem dlaczego, mozę wrażenie sztuczności w "Fali" jest mniejsze ?

        tak czy owak : schemat daje się zauważyć, dramaturgia nie jest wybitnym osiagnięciem sztuki filmowej, groza nieprzesadna, ale z kolei moment gdy zbocze się zapada, a gigantyczna fala nadciąga dynamicznie, jak również przygotowanie do tego momentu, sekwencja ucieczki, uderzenia wody w ludzi zamkniętych w samochodzie oraz uciekających do podziemi hotelu - znakomite.

        Cały trzeci akt, czyli poszukiwania rodziny i surwiwal żony i syna głównego bohatera - nihil novi sub sole filmu :]

        Niemniej : dobre kino :]
        • grek.grek Re: "Fala" - kilka zdań po seansie 09.10.17, 12:31
          może trailer jeszcze :] :

          www.youtube.com/watch?v=MqBesFMm1eY
    • grek.grek 22:00 [jutro 20:00 !] TV Puls "Gorączka" 08.10.17, 15:56
      noż klasyk, po prostu :]]

      Al Pacino i Robert De Niro w jednym filmie, w jednej scenie, ale zdaje sie ani razu jednocześnie na ekranie, bo nawet kultowa scena rozmowy w przydrożnym bistro tak została rozegrana, że w żadnym momencie kamera nie obejmuje ich razem.

      De Niro rabuje banki, Pacino łapie rabusiów, ale największą zaletą filmu jest to, jak pokazuje więź powstającą między przeciwnikami.

      sceny akcji są wybitne : zarówno kolejne podchody i policyjno-złodziejskie szachy jak i ta, epicka ! :], niekończąca się sekwencja strzelaniny w centrum Los Angeles.

      A mnie jakoś najbardziej do gustu przypada symultaniczny opis osobowości obu postaci. Złodziej żyje samotnie, wyznając zasadę : "Musisz być gotowy, żeby w sytuacji podbramkowej, w minutę porzucić wszystko co masz i uciec". Jego koledzy z gangu nie są uporządkowani, popełniają błędy, albo prowadzą się niewłaściwie, a on jest absolutnym profesjonalistą : chłodnym, opanowanym, inteligentnym. Tyle że i jemu przydarza się uczucie, poznaje miłą dziewczynę i wiadomo, ze w finale będzie mógł mieć dylemat. Albo i nie.

      Policaj to inna barwa charakteru - włoski choleryk i nerwus, w separacji z żoną, próbujący jakoś skleić swoje relacje z córką, traktujący obcesowo własnych informatorów, pies idealny - jak złapie ślad, to nie ustanie, póki za nogawkę nie chwyci.

      Wkrótce jeden i drugi wiedzą, z kim mają do czynienia, poznają siebie z opowieści innych, ale przede wszystkim cenią siebie wzajemnie za "rasowość" gatunkową : złodziej policaja za to, jakim jest upartym i ostrym policajem, a policaj złodzieja, jakim jest chytrym i trudnym do złapania złodziejem - i co ciekawe zaczynają sobie nawzajem impponować, zaczynają siebie nawzajem wręcz lubić.

      To spotkanie w barze, kiedy siedzą, rozmawiają o snach i swoich życiowych powodzeniach i niepowodzeniach i patrzą na siebie z coraz większą nieskrywaną niemal sympatią - to jest jedna z niezapomnianych scen filmowych, nie tylko dlatego, ze grają w niej dwaj wspaniali aktorzy, symbole swojej generacji. Jest autentyczna na poziomie ludzkiej interakcji. Zwłaszcza kiedy obaj puentują :

      - słuchaj, mam wrazenie ze jesteś świetnym gościem, ale... jak sie spotkamy po raz drugi i nie dasz mi wyboru : to cię zastrzelę bez mrugnięcia okiem

      - wiesz co ? ja też

      :]

      doskonałe kino.
      wszystko w nim jest.
      ewidentnie jeden z najlepszych thrillerów akcji w historii filmu.
    • grek.grek 22:00 TVP2 "Batalion" 08.10.17, 16:02
      współczesne kino rosyjskie.

      do walki z bolszewikami rząd tymczasowy powołuje batalion kobiet, który dokonuje cudów bohaterstwa.

      no cóż, wyglada na to, że TVP zamiast wybierać z całej brygady ;] ciekawych współczesnych rosyjskich filmów opowiadających o aktualnej sytacji polityczno-społeczno-ekonomicznej w kraju, kupuje kino widowiskowe i propagandowe zarazem ;]

      co nie wyklucza, że moze to być bardzo dobrze zrobiony film :]
      • maniaczytania Re: 22:00 TVP2 "Batalion" 09.10.17, 18:26
        obejrzałam - bardzo dobrze zrobiony film, wciągający i trzymający w napięciu.
        • grek.grek Re: 22:00 TVP2 "Batalion" 10.10.17, 11:05
          brawo, Maniu ! :]

          a tak się zastanawiałem, obejrzeć [powtórka była w nocy] czy nie. No i nie obejrzałem :] pech.
          • maniaczytania Re: 22:00 TVP2 "Batalion" 10.10.17, 23:56
            żałuj, żałuj :) Może jutro skrobnę ze dwa słowa, bo myślę, że warto.
            • grek.grek Re: 22:00 TVP2 "Batalion" 11.10.17, 10:38
              zaczynam żałować, Maniu :]

              świetnie ! czekam/y zatem na Twoją recenzję !
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "W pogoni za szczęściem" 08.10.17, 16:07
      kino pod hasłem : w górę serca !
      jak wynika z opisu :]

      rzecz się dzieje w 1981 roku.
      bohater handluje sprzętem medycznym, ale idzie mu źle, nie może utrzymać rodziny, traci mieszkanie, zona odchodzi, gośc zostaje sam z 5-letnim synem.

      wychowuje go, walczy o lepsze jutro i w tym celu przekwalifkowuje się na brokera, wchodzi na giełdę i...

      zdaje sie odnosi sukces ? ;] czy w filmie z Willem Smithem w głównej roli, bohater grany przez Willa Smitha mógłby nie odnieśc sukcesu ? ;]

      zwłaszcza jeśli filmowym synem Willa Smitha jest prawdziwy oficjalny syn Willa Smitha ? :]

    • grek.grek 22;10 Stopklatka "Sierociniec" 08.10.17, 16:14
      od tego filmu datuje się chyba moda na hiszpańskie horrory, o ile nie jest ona
      już passe ? ;]

      rodzina 2 + 1 zamieszkuje w sierocińcu, w którym kiedyś wychowywała się damska głowa
      tejże rodziny. Pani ma zamiar stworzyć tam dom dla dzieci biednych i wykluczonych.

      niebawem jej syn zaczyna widywać tajemniczych dziecięcych przyjaciół, co na początku
      rodzice tłumaczą sobie jego potrzebą wypełnienia dokuczliwej samotności [chłopiec choruje na hiv, jest adoptowany].

      słabo już pamiętam, a Wy ?

      przychodzi mi do głowy takie wspomnienie, że tzw efektów specjalnych jest tutaj jak na lekarstwo, ale za to atmosfera i styl są stworzone w sposób wyjątkowo udany, a na dodatek chodzi w tym filmie o coś więcej niż tylko intrygę pt. : ludzie boją się złych duchów - pewnie z tej
      przyczyny "Sierociniec" swego czasu okrzyknięto nadzieją na reanimację znakomitych tradycji
      dawnego horroru filmowego.

      ciekawe byłoby powrócić jak za dawnych lat w klimatycznego horroru świat ;], nie sądzicie ?

      niech to, znów będę się dzisiaj bał przejść z pokoju do pokoju ! ;]
    • grek.grek 17:45 Polsat, mecz Polska-Czarnogóra 08.10.17, 16:17
      Polsce wystarczy remis.
      Dania musi wygrać z Rumunią i liczyć na szczęście.

      zamierzam wzbogacić tradycję własnych typowań a'rebours i powiem, że
      Czarnogóra to rywal niewygodny, trudny i nieobliczalny, a Polska będzie w tym
      meczu pod większą presją niż się komukolwiek wydaje, na dodatek Czarnogóra
      zagra na luzie, no i ci południowcy... oni tak bardzo lubią komuś coś zepsuć ;]]

      mam nadzieję, ze tyle wystarczy :]
      • maniaczytania już przyszłego lata, już przyszłego lata, 08.10.17, 20:21
        Polska będzie Mistrzem Świata!!!

        Wygraliśmy!!! 4:2! Po meczu, którego scenariusz napisał chyba jakiś mistrz thrillerów, horrorów i nie wiem, czego jeszcze :)))

        Ale udało się - zakończyło się dla nas przepięknie!

        Do tego Robert Lewandowski strzelił swoją 51 dla reprezentacji, a 16 w eliminacjach bramkę i tym samy jest pierwszym piłkarzem w historii który tego dokonał!!!
        • siostra_bronte Re: już przyszłego lata, już przyszłego lata, 08.10.17, 20:47
          Faktycznie końcówka była nerwowa!!
          Trzeba wyciągnąć wnioski. Mecz trwa 90 min! I nawet jak się wygrywa 2:0 nie można sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji.
          Brawo!!
        • grek.grek Re: już przyszłego lata, już przyszłego lata, 09.10.17, 11:28
          no to już wiem, co się będzie działo w Polsce latem 2018 roku ;]]

          meczu nie oglądałem, widziałem tylko zmieniający się wynik.
          2-0, 2-2, 4-2... efektowne, ale w kontekście rywalizacji z najlepszymi drużynami
          na świecie w MŚ - groźne zjawisko, bo tam na podobne rzeczy nie będzie już
          miejsca.

          mundial będzie w TVP ;] aaaa !
          • mala_ciekawostka Re: już przyszłego lata, już przyszłego lata, 10.10.17, 18:30
            Obyśmy nie śpiewali "Już za cztery lata, już za cztery lata..."
    • grek.grek Barbasiu, pamiętaj o nas !! :] 08.10.17, 16:21
      Barbasiu, nie zapominaj o nas ! czekamy na Twój powrót ! :

      dla Ciebie specjalnie ! :]

      www.youtube.com/watch?v=9NO5zuATwkc
      • never_never Re: Barbasiu, pamiętaj o nas !! :] 12.10.17, 23:11
        Nieustające wyrazy wsparcia również od nieregularnych bywalców
        I serdeczne pozdrowienia
    • grek.grek 20:10 Polsat "Marsjanin" 09.10.17, 12:39
      bezapelacyjny [chyba ? :)] hit na dziś.

      wyglada na to, że może to być kosmiczna wersja opowieści o Robinsonie Cruzoe, i to bez PIętaszka. Bohaterem jest bowiem astronauta, który musi sobie samodzielnie poradzić na Marsie, gdzie zostawili go uciekający koledzy w momencie gwałtownego przerwania misji załogowej na tę planetę.

      Ridley Scott reżyseruje Matta Damona.

      7 nominacji do Oscarów.
      6 nominacji do Bafty. Baftów. Baft ? ;]
      2 Złote Głoby : dla Damona i za "najlepszą... komedię" ;]

      scenarzysta Drew Goddard pisał "Lost". niezła rekomendacja.

      must see ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:10 Polsat "Marsjanin" 09.10.17, 16:51
        Zawsze to premiera!

        Ale ilość nagród, a raczej nominacji wcale nie świadczy o tym, że to taka rewelacja. Zobaczymy.
        • grek.grek "Marsjanin" - trzy słowa po seansie 10.10.17, 11:04
          A zatem, jakie wrażenia, Siostro ?

          Czcigodni ?

          wg mnie : kawałek naprawdę dobrego kina :]
          W finale tak się dałem zmanipulować, że nie byłem pewien, czy Marka uda się uratować, hehe. Do tego doszło.

          Podobały mi się te naukowe wytłumaczenia wszystkiego, co bohater robi na Marsie, zresztą - wytłumaczenia tego, co dzieje się poza Marsem, podczas przygotowywania misji ratunkowej i szczegółowego wylotu, spotkania i "momentu przejęcia" - równiez. Nic z tego nie rozumiałem, ale brzmiało rewelacyjnie ;] Doddawało wiarygodności tej całej historii. W innych, o podobnej tematyce, filmach zazwyczaj ktoś wpada na kapitalny pomysł, nie wiadomo dlaczego taki kapitalny, który potem jest realizowany, najczęściej z kłopotami, aby było efektowniej, tyle że nie wiemy : co to za kłopoty, skąd i jakim sposobem udało się je rozwiązać; tutaj od A do Z mamy pełne wytłumaczenie sensu kolejnych podejmowanych dzialań. Doskonale to brzmiało. I to nie pan scenarzysta był taki bystry, ale autor oryginału literackiego, mr Weir :]

          Bohater sam w sobie ujmuje - nie załamuje się, nie histeryzuje, nie popada w panikę, ale wykazuje ducha pionierów, którzy kiedyś zdobywali Amerykę, ba ! odkrywców i , jak sam żartem później doda : kolonizatorów. Samotnośc na Marsie, i sam Mars, nie przeraża go, lecz intryguje. Nie ma momentów załamania, co wygląda trochę podejrzanie, ale jako że łamane jest humorem, mogącym być formą ratunku przed rozpaczą - nie razi zbytnio, przynajmniej mnie nie raziło ;] No i ten humor nie jest rubszany albo wysilony, taki w sam raz. Kto wie, czy nie najbardziej komiczną sceną jest chwila, gdy Mark wreszcie, wirtualnie, może porozmawiać z kwaterą NASA, w pewnym momencie traci cierpliwość do rozmówców i kiedy dowiaduje się, ze zapis idzie "na cały świat" wygłasza litanię przekleństw konsternującą czytelników ;]

          "Hot stuff" Donny Summer czy "Waterloo" Abby puszczone w doskonałych momentach, ironicznie i przewrotnie, bo np. "Waterloo" ilustruje sekwencję przygotowań Marka do wyniesienia wehikułu w przestrzeń kosmiczną, gdzie ma być "przejęty" przez swoich towarzyszy, co jest misją ryzykowną i stojącą pod wieloma znakami zapytania.

          Płynne przejścia między obserwacją Marka na Marsie i kwaterą NASA, gdzie dzieje się niemało i ciekawie - same kłopoty, a kiedy próbna misja ratunkowa zalicza klapę, kto biegnie z pomocą ? Yes, Chińczycy :] I dla ratowania amerykańskiego astronauty gotowi są ujawnić się ze swoim dotąd tajnym programem badań kosmicznych oraz poświęcić sprzęt najnowszej generacji. Solidarnośc w obliczu dramatu jednostki jest ważniejsza od rywalizacji międzypaństwowej - krzepiące przesłanie.

          Matt Damon faktycznie dobry w swojej roli, a do tego miał tekst świetny do wygrania, no i ziemniaki do posadzenia ;] Kto by na to nie poszedł.

          Dobrze też skompletowany support; podczas zdjęc aktorzy byli naprawde w stanie nieważkości, czy to zasługa perfekcyjnie zrobionej postprodukcji ? ;]

          Zdjęcia na orbicie, podczas tej ostatniej akcji, iście brawurowej - perfekcja. Dariusz Wolski, Polska ! ;]

          Iście amerykański zabieg : wykorzystanie zdjęć z Sylwestra czy innych wydarzeń w Nowym Jorku i Londynie, dla uwiarygodnienia filmowej wersji, wedle której cały świat z zapartym tchem śledzi misję ratunkową. Z Chińczykami już się nie udało, więc z Pekinu jest tylko mała fotka z paroma ludźmi wiwatującymi, gdy akcja kończy się sukcesem. MOżna i tak, hehe. Mogli Warszawę pokazać, w koncu... stolica wannabe 51 stanu, nie ? ;]

          Udało się też pokazać człowieka w stanie zupełnej izolacji i okreslić przepis na przertrwanie w tym położeniu, czyli : napraw coś, zrób coś, małą rzecz, potem następną... :] Swoją drogą, sam jeden na całym Marsie, miliony kilometrów od domu - fakt, musiałoby to być niesamowite odczucie, niemal jak zagubienie w przestrzeni kosmicznej.

          Ciekawiło mnie też, ze wszyscy martwili się o to, czy Markowi wystarczy pożywienia, a nikt jakoś nie wykazywał niepokoju, czy starczy mu wody ? bez jedzenia można wytrzymać wiele dni, bez wody umiera się dośc szybko. Chyba, ze coś przegapiłem ? W jednej ze scen Mark "produkuje" wodę do podlewania ziemniaków, ale poza tym : jak to się stało, że starczyło mu jej na tak długi czas ? Z tego co zauważyłem, na Marsie nie było studni ? ;]

          Tak czy owak : świetna premiera :]


          • siostra_bronte Re: "Marsjanin" - trzy słowa po seansie 10.10.17, 11:38
            Moja recenzja będzie mniej entuzjastyczna :)

            Mimo dramatycznej w końcu historii całość wydała mi się zaskakująco letnia, mało angażująca. Zabrakło właśnie większej dramaturgii, napięcia, emocji. Oglądałam film z jakimś dystansem. Chwilami było wręcz nudno.

            Nie udało się przekazać dramatu bohatera samego na całej planecie. Nie czułam tego po prostu. Dowcipne teksty Marka, który próbował jakoś sobie radzić z tą sytuacją można zrozumieć. Ale w końcu facet był tam bardzo długo, raptem jedna czy dwie sceny kiedy dopada go zwątpienie to naprawdę za mało. Jak dla mnie to mało wiarygodne psychologicznie.

            Brak było też tego metafizycznego poczucia wielkości kosmosu, jaki mają najlepsze filmy sci-fi, jak choćby " W stronę słońca".

            Mars sfilmowany stereotypowo, takie same kolory i krajobrazy jak w dziesiątkach innych amerykańskich filmów. Można było wykazać się większą inwencją.

            Końcówka, z "łapaniem" w kosmosie też już była, pamiętam to z jakiegoś filmu i to całkiem niedawno. Nie znam się na astronautyce, ale to wyglądało tak nierealistycznie, że trudno było mi się tym przejąć. Zresztą wiedziałam, że musi być happy end :)

            Zdjęcia tłumów wiwatujących na całym świecie - typowy amerykański patos, ogląda się to z zażenowaniem :)

            Wykorzystanie muzycznych hitów wydało mi się efekciarskie (zwłaszcza "Starmana" Bowiego!!) i dodatkowo rozbijało i tak niewyraźny klimat filmu.

            Za dużo było też humoru. Jak na tak dramatyczną sytuację całe towarzystwo było stanowczo zbyt wesolutkie :)

            Na plus ciekawy drugi plan, z mało ogranymi twarzami (jak Benedict Wong), choć nie było tu miejsca na jakieś kreacje aktorskie.

            W sumie ciekawy pomysł, niestety nie udało się go wykorzystać.
            • siostra_bronte Re: "Marsjanin" - trzy słowa po seansie 10.10.17, 11:43
              Tak, też zastanawiałam się skąd Mark brał wodę.

              Jest tu też parę innych wątpliwych wątków. Np. scena, kiedy Mark przesuwa plecami 400-kg. właz lądownika. Doczytałam w dyskusji na filmwebie, że na Marsie jest mniejsza grawitacja, ale i tak wygłodzony bohater zaskakująco łatwo sobie z tym poradził. Jak z wieloma innymi problemami.
              • grek.grek Re: "Marsjanin" - trzy słowa po seansie 10.10.17, 12:10
                gładko mu szło, to prawda :]

                a jak Ci się podobało to, że każda czynnośc Marka i wszystkich innych bohaterów, była
                uwiarygodniania tłumaczeniem z punktu widzenia naukowego ?


                • never_never Re: "Marsjanin" - trzy słowa po seansie 10.10.17, 13:37
                  tutaj znajdziecie część odpowiedzi "okiem naukowca", a właściwie dziennikarza prowadzącego Sondę 2 :)

                  naukatolubie.pl/marsjanin-okiem-naukowca/


                  • grek.grek Re: "Marsjanin" - trzy słowa po seansie 10.10.17, 15:33
                    dzięki !

                    bardzo mnie zaciekawił ten manewr, dotąd rzadko spotykany w filmach, gdzie panowała zasada : im większy wyczyn, tym mniej wyjaśnień ;]

                    ofk, scenarzysta korzystał z oryginału ksiązkowego, ale i tak jest to intrygujące.
            • grek.grek Re: "Marsjanin" - trzy słowa po seansie 10.10.17, 12:07
              dzięki, Siostro :]

              ciekawe obserwacje !

              myślę, że masz wiele racji.
              Akcent połozony został na humor i optymizm w trudnej sytuacji, i to faktycznie nieco rozbiło
              wątek dramatu bohatera, który - pełna zgoda - przynajmniej przez chwilę powinien chyba jednak
              ugiąć się pod ciężarem położenia w jakim się znalazł. A tu od razu przechodzi do działania, sadzi ziemniaki itd. Można by sądzić, ze działa pod wpływem szoku ;], ale to wątpliwe, co myśli racjonalnie i szybko.

              to prawda.
              kręcili chyba gdzieś w Górach Skalistych ? ;]
              mi też brakło tego zestawienia małego człowieka z ogromem kosmosu, który MUSI przecież go
              onieśmielić, wprowadzić w dziwny stan ducha, choć na chwilę.

              łapali Marka "na wędkę", prawda ? ;]

              mnie te hity zagrały, mówiąc szczerze :]
              chyba taka moda we współczesnym filmie, żeby szukać muzyki jak najbardziej zaskakującej w
              stosunku do tematyki i miejsca rozgrywania się akcji - czasami działa, czasami zupełna klapa
              z tego wychodzi.

              to chyba ogólne przesłanie filmu bylo : humorem trudności przezwyciężaj ? :]
              ale znów : istotnie wpłynęło to na osłabienie dramaturgii filmowej, bo skoro jest tak
              z humorem i wesoło, to jakże miałoby się nie udać. Ewentualnie, uznali, że skoro widzowie
              już idąc na film czują, że musi się udać, to nie ma potrzeby udawać, że mogłoby być inaczej ? :]

              wiesz, ja chyba na początku zorientowałem się, że jakby na mnie padło [kto by mnie w kosmos wystrzelił, i po co - hehe], to bym sobie chyba jednak nie poradził ;] Może stąd udzielił mi się ten dobry humor bohaterów :]

              celne uwagi, Siostro !
              w sumie : interesujące, jak wyglądałby ten film rozegrany na nieco mniej "zabawowej" nucie ?
      • never_never Re: 20:10 Polsat "Marsjanin" 09.10.17, 20:37
        widziałam "Marsjanina" w kinie równe dwa lata temu - początek pozostawił dobre wrażenie, ale z drugą częścią filmu już było gorzej (naciągana typowo amerykańska "propaganda"...;)

        ale mam nadzieję, że nie zniechęcam, bo i tak jest o wiele lepszy od ostatniego "Obcego: Przymierze" - zresztą już na pewno oglądacie, więc z ciekawością przeczytam jutrzejsze recenzje :)

        • grek.grek Re: 20:10 Polsat "Marsjanin" 10.10.17, 11:09
          jak dla mnie - było nieźle, Never_Never :]

          dobra robota filmowa.

          ale z tą amerykańską propagandą masz oczywiście rację, nie mogło jej zabraknąć :] bardziej mnie zaskoczyło, że oto Ameryka korzysta z pomocy Chin, bo sama nie moze sobie w danej sytuacji poradzić. To nowość pewna ;]

          A moment, kiedy pani oficer reahabilituje się i tak jak na początku zostawiła Marka na Marsie, tak teraz wykonuje misję przejęcia go z powrotem - po staremu, lekko kiczowato, wzruszająca :]] TO się chyba nigdy w amerykańskim kinie nie zmieni ;]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Ryszard III" [teatr] 10.10.17, 11:32
      szekspirowski klasyk z główną rolą ANdrzeja Seweryna i w reżyserii Feliksa Falka.

      spektakl pochodzi z dobrych czasów dla polskiej telewizji : 1989 rok :]
    • grek.grek 21:05 Ct Art "Dziewczyna z fabryki zapałek" 10.10.17, 11:38
      Czesi kontynuują przegląd filmów Akiego Kaurismakiego.

      cóż to za film ?
      współczesna wersja "Dziewczynki z zapałkami" ?
      a może to jednak zbyt obcesowe skojarzenie ?

      z opisu : bohaterka pracuje w fabryce zapałek, mieszka z rodzicami, których utrzymuje ze swojej pensji, ale nie ma prawie żadnego kontaktu; wieczorami beznamiętnie patrzy w telewizor.

      wreszcie poznaje zainteresowanego mężczyznę i zdaje się ta znajomośc skończy się aktem, jak w zajawce Czesi ujawniają, "tragedią o niemal antycznym wymiarze"

      ciekawie brzmi.

      trudny wybór dziś :]
      • grek.grek "Dziewczyna z fabryki zapałek" - kilka słów 11.10.17, 10:59
        świetny film, z cyklu : minimum słów - maksimum treści.
        PLus : oszczędne, ascetyczne niemal aktorstwo i ledwie dostrzegalna muzyka, lub nawet
        jej brak, bo przyznam, że kiedy próbuję sobie teraz przypomnieć jakieś dźwięki, to idzie mi
        to z trudem, co moze dowodzić, iż wcale ich tam nie było.

        Mamy więc bohaterkę, Iris, wycofaną i mało ekspresyjną, modelującą swoje życie wedle schematu : praca - dom. Praca w manufakturze przy wyrobie tytułowych zapałek. W domu matka i ojczym, słaby kontakt, rozmowy zdawkowe i o niczym.

        Iris chciałby więc kogoś poznać, ale do wyboru są tylko podpici zaczepni goście w barze, więc wyboru nie ma żadnego.

        Desperacko, czego zupełnie po niej nie widać, Iris wydaje pół pensji na nową sukienkę. Czy to dzięki niej czy to dzięki zrządzeniu losu poznaje mężczyznę. Pech chce, że jegomość bierze ją za... damę lekkich obyczajów.

        Spędzają razem noc, a niebawem okazuje się, ze Iris jest w ciązy. Odnajduje swojego kochanka, który okazuje się być pracownikiem renomowanej firmy. I nie chce wiązać się z dziewczyną, która miała być jednonocną przygodą, zwłaszcza że w grę wchodzi wychowanie dziecka.

        Iris spotykają same nieprzyjemności : rodzice, dowiadując się o jej położeniu, wymawiają jej kwaterę, a ojciec dziecka przysyła jej czek z pieniędzmi na aborcję i liścikiem "pozbądź się tego bękarta".

        Iris uznaje, że granica została przekroczona, nawet jeśli znów nie widać po niej niemal żadnych emocji.

        Kupuje w sklepie truciznę na szczury. Rozpuszcza ją w wodzie i przelewa do buteleczki. A później z tą buteleczką odwiedza tych, którzy jej podpadli.

        Najpierw kochanka, pod pretekstem, że przyszyła oddać mu czek. Facet stawia jej drinka, ona mówi, ze chce z lodem, on idzie po lód, a ona w tym czasie wlewa mu odpowiednią porcję trucizny do drinka. I wychodzi. Gośc jest zadowolony, że sprawa się rozwiązała i pociąga solidny łyk ze szklanicy...

        Potem w barze Iris zamawia piwo, siada w kącie, dostawia się do niej podchmielony lowelas wątpliwej jakości, Iris doprawia mu piwo trucizną, czyni to ze złośliwym uśmiechem, i wychodzi. Gośc pociąga solidny łyk ze szklanicy...

        A Iris w przepraszająco-cierpiętniczym, sprytnym geście wraca do domu, matka zostawia jej otwarte drzwi. Iris szykuje im kolację, a do wody dolewa truciznę...

        Wykańcza wszystkich, którzy na to, wg niej, zasłużyli.

        W ostatnim kadrze znów stoi przy swoim stanowisku pracy, kiedy do fabryki wchodzą policjanci. Podchodzą do niej, jeden się legitymuje, Iris nie zadaje pytań, oni nic nie tłumaczą - odwracają się wszyscy troje i wychodzą, ona pośrodku. Nie trzeba słów, wiadomo o co chodzi.

        Tradycyjne, już zdązyłem się zorientować w kształcie materii ;], kino Kaurismakiego.

        www.youtube.com/watch?v=XRR0gSjyuNY
    • grek.grek 23:00 TV6 "Underground" 10.10.17, 11:50
      klasyk ! Złota Palma w Cannes i właściwie niestarzejący się miks poczucia humoru i
      niezbyt przyjemnej refleksji na temat historii Jugosławii po wojnie.

      dziś znów aktualna, albo - nadal aktualna.

      w 1941 roku Niemcy bombardują Belgrad, więc Marko ukrywa rodzinę i przyjaciół w piwnic. Staje sie dla nich jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym.

      Przez 20 lat Marko wmawia im,że wojna wciąz trwa, co powoduje, ze przyzwyczajają się do życia w ukryciu, tworzą swój mikrokosmos, a na dodatek pracują wytrwale przy produkcji broni, żeby zarobić na koszt swojego utrzymania [oczywiście, to pomysł Marko, który handluje wojskowym sprzętem].

      Przekomiczne i inteligentne.

      ileż grup społecznych, jednostek, a niekiedy całych narodów wciąż żyje w stanie wojny, w syndromie oblęzonej twierdzy i ciągłego zagrożenia ?

      sami żyjemy w kraju, w którym propaganda medialna wmawia nam, że islam najeżdza Europę, zeby ją zniewolić i podporządkować, że Niemcy chcą POlskę sprzedać, a Rosjanie zniszczyć. I wielu w to wierzy, bo taką mają mentalność.

      świetne kino :] szkoda, że tak późno.
      • grek.grek "Underground" uwagi ogolne i szczególne :] 11.10.17, 11:56
        Doskonałe wrażenie przy drugim seansie ! Zupełnie uleciała mi z pamieci cała symbolika
        odnosząca się do zawiłych i tragicznych losów JUgosławii, które Kusturica w fabule wyeksponował
        w sposób wybitny.

        Najpierw jest 41 rok - Marko i Czarny wracają z balu, podchmieleni i weseli, rano żona Czarnego suszy mu głowę, Czarny wychodzi aby romansować z Natalią, aktorką teatralną, nawet jeśli Natalii bliżej do Franza, komicznego Niemca, który może zapewnić jej bezpieczeństwow podczas okupacji; brat Marko - Ivan zajmuje się zwierzętami w miejscowym zoo. Aha, miasto zostaje zbombardowane ;] przepraszam za zabawowy ton, ale w filmie istotnie jest on zabawowy : tutaj bomby, wybuchy, eksplozje, a Czarny je sobie śniadanie, jakby nigdy nic, dopiero jak mu żyrandol spada do talerza - wstaje i powiada, ze zaraz tam pójdzie i zrobi porządek ;] Wychodzi, owszem, ale nie "robić porządek", lecz spotkac się z Natalią. Nawet jesli zabiera ze sobą pistolet ;]

        Marko i Czarny, to dwóch cwaniaków, handlują walutą, przekręcają, kantują, a jak trzeba to i bójce sobie poradzą itd. Takich dwóch kumpli z powiedzonka "takich trzech, jak nas dwóch, to nie ma ani jednego". I uwielbiają się bawić, rzecz jasna i oczywista ! - przy muzyce Gorana Bregovica na czele z niezapomnianym "Kałasznikowem".

        Czarny jest przekapitalną postacią, absoutnie kampowy i przezabawny, a grający go Lazar Ristovski zasługuje na wszystkie aktorskie wyróżnienia pod słońcem. To muszę od razu zaznaczyć :]

        Wszystko są w stanie razem wykręcić, nawet porwać Natalię z rąk Franza i to podczas spektaklu teatralnego. Czarny udaje aktora i porywa ją wprost ze sceny, udając na początku, że to się dzieje w ramach przedstawienia. Nie potrafi jednak odmówić sobie przyjemności strzelenia z pistoletu do siedzącego w pierwszym rzędzie Franza i powstaje z tego zadyma, cały teatr ucieka, wszyscy krzyczą, a najgłośniej Marko - on akurat z uciechy i rozbawienia ;]

        Belgrad jest bombardowany, zoo zostaje obrócone w perzynę, kapitalne są te sceny, kiedy po zrujnowanym mieście przechadzają się tygrysy, lwy i słonie. Ivan ratuje Soni, swojego małpiego przyjaciela, którego matka zostaje zabita od bomby.

        Ivan wraz z Soni są jednymi z wielu, których ratuje przed prześladowaniami i wojną Marko. Dysponuje rozległą piwnicą, gdzie umieszcza tych nieszczęśników. Powstaje tam... życie : jest orkiestra, jest plac zabaw dla dzieci, na którym grają w piłkę, są mini-gospodarstwa domowe, jest piekarnia... I jest taśma produkcyjna, z której schodzą karabiny, amunicja, a wreszcie... najprawdziwszy czołg ! wyprodukowane przez piwniczan.

        Wkrótce dołącza do nich także Czarny.
        Koniecznie chce wziąć ślub z Natalią, ale ta niekoniecznie chce na to wyrazić zgodę, o co jest tyleż trudniej, że dziewczyna jest do Czarnego przywiązana sznurkiem ;] Ceremonia ma się odbyć na kutrze zacumowanym przy plaży. Za Natalią trafia tutaj Franz z oddziałem Wehrmachtu, dziewczyna wykorzytuje okazję, ucieka, a Czarny z kolegami wdaje się w strzelaninę z Niemcami. Zostaje pojmany i wzięty za członka ruchu oporu, zgodnie z ideologicznymi przekonaniami, zresztą ;] Przesłuchują go i rażą prądem, co znów podane jest w komicznej formie, bo Czarny - jako elektryk - łatwo przyjmuje każdą dawkę napięcia.

        Marko brawurowo trafia tam za nim, uwalnia go, chowa do... walizki i transportuje do podziemi, do piwnicy. PO drodze wybucha granat, który Czarny koniecznie chciał wziąc ze sobą i jegomośc przechodzi długą rehabiltację wśród swoich.

        Tymczasem... wojna się kończy. Mijają lata. 20 lat ! Piwniczanie nadal siedzą na dole i robią swoje, bo Marko nie powiedział im, że mogą wyjśc. Wciąż produkują militaria, które on spienięża i świetnie sobie żyje z tego handlu. Żeby podtrzymać iluzję : codziennie puszcza im odgłos syreny alarmowej, że to niby Niemcy robią nalot, wtedy wsszyscy kryją się w czołgu.

        Jedynym problemem mógłby być Czarny, ale Marko przekonuje go, ze jest w tajnym kontakcie z marszałkiem Tito i marszałek powiedział "żeby Czarny nie wychodził, czekał na sygnał, bo zostanie użyty do walki dopiero w decydującej bitwie". No i Czarny posłusznie czeka. Na domiar wszystkiego, tak on, jak i reszta piwniczan sądzą, ze minęło nie 20, a ... 15 lat. To efekt zabiegów Marko, który ma w środku wtykę w postaci swojego ojca, a ten "wydłuża" piwniczanom dni o 6 godzin.

        Na zewnątrz Marko zostaje komunistyczną szychą, zmienia się, nosi się wytworniej. Wizyty w piwnicy składa jednak w mniej pompatycznej prezencji.

        Na podstawie jego wspomnień wojennych kręcony jest film, oczywiście : straszny kicz bohaterski, ale za to ze wszystkimi bohaterami których znamy, granymi przez... tych samych aktorów :] Staraniami Marko Czarny, uznany za zmarłego, dostaje swój pomniki i status bohatera wojennego. Marko wygłasza speech i laudację na tę okoliczność. No i na dodatek : tworzy burzliwy związek uczuciowy z Natalią : czasami rozbawieni razem przyglądają się piwniczanom przez ukrytą kamerę, bo Marko zmechanizował i stechnicyzował znakomicie kontakt z podziemnym życiem, a czasami kłócą się, bo w Natalii odzywają się wyrzuty sumienia. Szybko jednak łagodzone statusem wziętej aktorki, bo jako żona bohatera i polityka musi taką pozycję zajmować.

        Jednocześnie, Marko ani na moment nie zaprzestaje handlu bronią, produkowaną przez jego piwniczan.

        Momentem przełomowym jest ślub, jaki w piwnicy biorą Jovan, syn Czarnego, i jego oblubienica. Jest orkiestra, są śpiewy, jest cudownie opisana kultura bałkańska, radosna i wesoła, kolorowa. Przyłączają się wszyscy, nawet wychłodzony Marko, nawet Natalia, którą Marko sprytnie "podrzucił" do piwnicy, niby "pobitą" przez okupantów i wyrwaną z ich łap [bo przecież wojna trwa ! ;)], a ona gra swoją rolę, a im więcej muzyki, radości i tańca - tym częściej mówi Marko, że powinien wyznać prawde, choćby Czarnemu. Marko nie ma jednak zamiaru. Czarny zaś, nie wie nic o tym, ze Marko i Natalia są małzeństwem, więc ma nadzieję na zejście się z Natalią, co powoduje zupełny galimatias, bo Natalia i Marko muszą udawać, że są wciąz tylko przyjaciółmi.

        I jest katastrofa, nie wiadomo dla kogo większa. Oto Soni, małpa Ivana, włazi do czołgu i odpala kilka pocisków. Jeden z nich wybija wielką dziurę w ścianie. Czarny waha sie chwilę, ale potem zabiera syna i powiada : to znak, idziemy wygrać wojnę :]

        No i idą. Trafiają... na plan tego filmu o przygodach Marko i Czarnego himself. Nie mają pojęcia, że ta horda Niemców w mundurach, to aktorzy. Jest noc, więc wykorzystują sprzyjające warunki. Czarny zauważa... Franza ;] Nie wie, ze to aktor, bo jest diabelnie podobny, nie wie że wojny już nie ma, sądzi ze to prawdziwy Franz. I zabija go z ukrycia podczas kręcenia sceny filmowej. Reżyser skacze na równe nogi, gdy aktor osuwa się martwy "O to chodziło ! naturalizm ! naturalizm !" ;]] Reszta planu doznaje wzmożenia panicznego, bo zauważa że facet naprawdę nie żyje.

        Czarny i Jovan jadą autem przez plan, wygrażają "Niemcom", aktorzy i obsługa wieją gdzie popadnie. Panowie wsiadają do łódki i wypływaja na jezioro...

        Tymczasem do Marko dociera, ze mistyfikacja jest skończona. Co ciekawe, prócz Czarnego i Jovana, oraz Ivana, który ruszył na poszukiwanie małpy Soni, teżą uciekinierki :] - żaden piwniczanin nie wyszedł przez dziurę w ścianie. Marko idzie więc do siebie na górę, uruchamia alarm bombowy, piwniczanie biegną do człogu, a on z pomocą Natalii instaluje bomby, odpala je z bezpiecznej odległości i grzebie żywcem tych na dole.

        Czarny i Jovan są szcześliwi widząc wschód słońca. Sama radość. Czarny uczy syna pływać, jest pięknie. Do momentu, gdy pojawia się samolot, który chyba ich szuka, no bo jednak mają aktora na sumieniu. Czarny zostawia syna w wodzie, łapie za karabin i strzela do samolotu. JOvan tonie. W głębinach spotyka... swoją żonę, bardzo symboliczna scena. Podobnie jak następna, w której rzucający sie na ratunek synowi Goran wplątuje się w rybackie sieci i nie może się wydostać z pułapki.

        Jest rok 1992.
        cdn.



        • grek.grek Re: "Underground" uwagi ogólne i szczególne :] 11.10.17, 12:23
          Ivan nie znalazł Soni, popadł w stupor, siedzi na drzewie w parku przy zakładzie psychiatrycznym. W tym czasie wybucha wojna domowa.

          Marko doznał jakiegoś urazu i jeździ na wozku. W ojczyźnie jest persona non grata, od kiedy wyszło na jaw, że przetrzymywał ludzi pod ziemią wmawiając im kłamstwa. Nie przejął się tym przesadnie. nadal handluje bronią i jest związany z Natalią.

          Ivan nie chce wierzyć, kiedy doktor mówi mu prawdę. Nie może uwierzyć, ze jego własny brat mógł mu wyciąć taki numer, i że wojna już się skończyła... Kiedy to do niego dociera, wysiada z auta, którym właśnie jadą i wymiotuje. ULice Belgradu wyglądają jak w normalnym mieście...

          Każe się wieźć na miejsce zasypanej piwnicy, w te podziemia. Oczywiscie, to tam znajduje wreszcie swoją ukochaną małpę. A ona zaczyna go dokądś prowadzić. Idzie za nią i wychodzi w sam środek wojny domowej w Lubljanie. Taki filmowy trik narracyjny.

          Odkrywa, że wszystko co mówił mu doktor jest szczerą prawdą, że nie ma wojny z Niemcami, ale za to jest wojna bratobójcza. Spotyka Marko, jadącego na wózku przez zrujnowaną okolicę, po dokonanej transakcji z handlem bronią. Dopada go i leje po plecach swoją laską. Marko opędza się i przypomina, że trzy razy ratował mu życie. Istotnie, Ivan miał tendencję do prób samobójczych za pomocą powieszenia, ale nigdy mu nie wychodziło.

          Do teraz. Przygnieciony prawdą o sobie, bracie i ojczyźnie - wiesza się w kaplicy.

          Marko zostaje przyłapany przez żołdaka, a razem z nim Natalia, która do niego przyjechała. Żołdak dzwoni do komendanta, mówiac że złapali trochę wrogów i dwoje... szabrowników. KOmendantem jest... Czarny - telefonicznie wydaje rozkaz zabicia szabrowników, nie majac pojęcia, ze wydaje wyrok na swoich przyjaciół. Marko i NAtalia zostają zastrzeleni, w pozie kochanków, on siedzi na wózku, a ona jemu na kolanach, obejmując go za szyję. Zwłoki zostają podpalone.

          Czarny zjawia się w okolicy. Najpierw "z bańki" traktuje jakiegoś chłystka z NATOwskiego kontyngentu, który próbuje mu perswadować sposoby zachowania podczas tego konfliktu. A potem dostaje do wglądu dowody osobiste znalezione przy "szabrownikach"... zamiera, kiedy dociera do niego kogo kazał zabić.

          TO jest niesamowita scena, kiedy wózek inwalidzki z podpalonymi zwłokami jeździ w kółko wokół krzyża z figurą Chrystusa wiszącą głową w dół, a Czarny opiera się o nim cięzko i płacze chowając głowę w dłoniach. Dookoła zaś ruiny. POdsumwanie tej tragicznej historii kraju : straszna II wojna światowa, potem komunizm, a po nim od razu krwawa wojna etniczna pomiędzy wczorajszymi braćmi.

          Zakończenie jest z zupełnie innej bajki...

          Najpewniej widzimy tzw. zaświaty : przy radosnym stole weselnym, w pięknym dniu, przy jeziorze, spotykają się wszyscy bohaterowie. Ucztują, śpiewają, tańczą, są przyjaciółmi najlepszymi, Czarny jest z żoną, a Natalia z Marko, i znów obaj przyjaciele podrygują dziko, kiedy tylko orkiesra Bregovica zaczyna wygrywać swoje skoczne rytmy. Całe towarzystwo cieszy się i tańczy, a Ivan - znów młody - do kamery wygłasza kilka słów o "wspólnocie" i "braterstwie", które... przeminęło. Ten świat jest światem minionym.

          Na dowód tego, nagle cypel ziemi na którym odbywa się cała ta radosna impreza, odłącza się od reszty lądu i w leniwym tempie płynie sobie na jezioro. Biesiadnicy nie zauważają niczego, tańczą, orkiestra przygrywa z biglem, jest wspaniale.

          Przepiękny nostalgiczny obrazek, tęsknoty za jednością, za pięknym życiem w rytmach muzyki, śmiechu, wzajemnej czułości i szczęścia. Tak było - zanim zaczęła się ta 50-letnia zawierucha, która zniszczyla państwo, społeczeństwo, więzi, i może tylko wspomnień i siły kulturowych i tradycyjnych ekspresji i postaw nie zdołala naruszyć, choć czy we wzajemnej nienawiści wczorajszych braci - mogą one być równie krzepiące i inspirujace, jak dawniej ?

          wspaniałe kino.

          Fenomenalna rola Lazara Ristovskiego, ale i wszyscy inni aktorzy są znakomici.
          Scenariusz Kusturicy - rewelacyjny, świetnie łączy komedię z dramatem, a koleje losów jednostek z losami narodu. Jako reżyser Kusturica umiejętnie wplótł też w narrację sceny archiwalne oraz lekkie komentarze historyczne w formie plansz rodem z kina niemego.

          Do tego gęsto zacinająca muzyka Gorana Bregovica i jego orkiestry oraz liczne sceny biesiad bałkańskich, śpiewów, tańca. Doskonałe !

          wersji "Undeground" jest ponoć kilka, ta rezyserska ma rzekomo 5 godzin ! I wiecie co - chętnie bym ją obejrzał... za jednym posiedzeniem ;]

          www.youtube.com/watch?=PKuIYHbTSc4
    • grek.grek zmarł Jean Rochefort 10.10.17, 15:52
      nie widziałem zbyt wielu filmów ze Ś.P : poetycki i symboliczny "Artysta i modelka" oraz "Plotka", w iście francuskim stylu zrobiona znakomita komedia.

      niemniej : nie tracę nadziei, że jeszcze kilka okazji do podziwiania jego kunsztu przytrafi mi się :]


      • siostra_bronte Re: zmarł Jean Rochefort 10.10.17, 15:58
        Znakomity aktor. Pamiętam jego role w "Śmieszności", "Człowieku z pociągu" i przede wszystkim w "Mężu fryzjerki".
      • mala_ciekawostka Re: zmarł Jean Rochefort 10.10.17, 17:52
        Ja też pamiętam go z "Plotki". Fajny film :)
        • grek.grek Re: zmarł Jean Rochefort 11.10.17, 10:26
          świetny, Mała Ciekawostko :]

          grał tam w wyborowym towarzystwie, z Danielem Auteilem i Gerardem Depardieu - ciut na drugim planie, ale zaznaczał swoją obecność.
          • mala_ciekawostka Re: zmarł Jean Rochefort 11.10.17, 20:21
            Dokładnie tak :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka