spacey1
03.02.09, 09:21
Wczoraj obejrzalam fragmenty rozmowy z Marcinkiewiczem w programie "Tomasz Lis
na żywo". Oczywiście było głównie (właściwie wyłącznie) o sprawach prywatnych
byłego premiera, o jego rozwodzie z żoną. Przytaczano mu wypowiedzi, w których
kiedyś zachwalał swoje małżeństwo, wynosił rodzinę ponad wszystko. Dość
żenujące to było. Ale najbardziej uderzył mnie fakt, że tę rozmowę prowadził
(z definicji, jako gospodarz programu) człowiek który przeszedł tę samą drogę
w życiu z tą tylko różnicą, że nie jest politykiem. Jak sądzicie, czy to nie
przegięcie?