Dodaj do ulubionych

Czy jestem stracony? Już nie mam sił...

21.10.10, 04:25
Witajcie, mam od kilku miesięcy poważny problem w moim związku. Myślę codziennie bardzo intensywnie, głowię się
o co właściwie chodzi, co powinienem zrobić, czego nie zrobić, ale nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Po prostu nie mam w tym
żadnego doświadczenia. Mam 29 lat i jestem od 9 lat z kobietą, którą pokochałem - moją pierwszą dziewczyną. Udało mi się ją zdobyć i byłem szczęśliwy, ona także i staliśmy się wspaniałą parą. Ciągle tylko parą, bez ślubu, zaręczyn, niczego.

Obecnie, po tylu latach razem poczułem, że coś jest bardzo nie tak. Nie żeby nagle coś się popsuło, ale poczułem, że pewne
rzeczy istniały już wcześniej tylko nie mogły się przebić przez moje mechanizmy obronne (broniące mnie, mojego związku, jej).
W każdym razie nagle, zupełnie jawnie, zaatakowały mnie jakieś potężne siły ciągnące mnie w przeciwnych kierunkach i czuję się
zupełnie wobec nich bezbronny. Zawsze podobały mi się inne kobiety, ale nigdy do tej pory nie uważałem tego za jakiekolwiek zagrożenie. Nigdy nie zrobiłbym nic nieuczciwego wobec mojej ukochanej - bywałem zauroczony różnymi kobietami i chętnie budowałem z nimi bliskie relacje, ale zawsze tylko przyjacielskie, nigdy nie przyszło mi do głowy, że mógłbym zrobić cokolwiek więcej. Rozważanie odejścia nie przeszłoby mi nawet przez głowę. Jednak moje ostatnie zauroczenia pokazały mi nagle zęby. Już przeszło mi przez myśl odejście najpierw jako absurdalny eksperyment myślowy, a potem, czyli teraz, jako totalnie realne zagrożenie. Nagle poczułem, że istnieje szereg problemów w moim związku:

1. Na początku nie spojrzałbym na inną kobietę choćby nie wiem jak piękna i wspaniała była. Od jakiegoś czasu jednak to się zmieniło: podoba mi się mnóstwo kobiet. Najwięcej czasu spędzam w Warszawie gdzie jest dużo ludzi, połowa to kobiety - ciężko mi czasami przejść spokojnie przez miasto. Ostatnio mam wrażenie, że mam w sobie gotowość do zauroczenia się każdą w miarę ładną przedstawicielką mojego gatunku. Obojętnie jak bardzo byłaby niedopasowana do mnie - moje kryteria spadły do minimum.

2. Jednocześnie zaniedbuję własny związek, nie mam energii żeby coś robić, wymyślać, inicjować. Moja kobieta jest aktywna pod tym względem, dużo bardziej się stara, wykazuje inicjatywę. Ja mam w sobie jakiś negatywizm, nie mam na nic z tych rzeczy ochoty, muszę się przełamywać. Jednocześnie są osoby, z którymi mam większą ochotę na robienie różnych rzeczy i jest mi przez to bardzo przykro, chciałbym żeby taka energia pojawiała się też w moim związku. Wiem, że to sprawia jej przykrość i mi też jest źle, chciałbym chcieć ale to się nie dzieje.

3. Czuję opór przed deklaracjami dalszego bycia razem. Czuję niechęć do zaręczyn, ślubu - mam wrazenie, że jakaś siła sprawia, że mimo że chciałbym tego chcieć to nie mogę, ogarnia mnie fala rozpaczy gdy myślę, że teraz miałbym tworzyć takie zobowiązania. Ostatnio ciężko mi nawet słownie deklarować bliskość. Widzę też, że w jakiś straszny sposób moja podświadomość pracuje tak, aby odepchnąć ją ode mnie. Nie muszę dodawać, że ta podświadoma siła przejawia się w moim zachowaniu i w braku zachowań, które powinienem podejmować. Pojawiają się we mnie myśli takie, że byłaby to jakaś przedziwna ulga gdyby to ona mnie zostawiła - nie miałbym wtedy tych rozterek - chyba coś jest porządnie nie tak, czyż nie...?

4. To by było wszystko łatwo rozwiązać poprzez rozstanie gdyby nie fakt, że uważam że moja kobieta jest najlepiej dopasowaną do mnie osobą na świecie. Jestem przekonany, że nie znajdę nikogo tak inteligentnego, mądrego, zabawnego, rozumiejącego się ze mną bez słów jak ta dziewczyna. Z nikim nie zbuduję tak potężnej więzi (9 lat!). Ona jest dla mnie dosłownie ideałem, jest bardzo ładna, fizycznie mi odpowiada, seks jest spoko - wszystko jest spoko, a ja czuję się jak wariat. Nie wiem właściwie co mi nie odpowiada, widzę tylko jakieś absurdalne swoje działania, z których wynika, że coś jest jednak nie tak.


Ze względu na moją pracę dużo podróżuję, poznaję dużo nowych ludzi - coraz trudniej mi się temu prymitywnemu czemuś opierać.
Co się dzieje? Gdzie popełniłem błąd? Jak go naprawić? Czuję bardzo silne impulsy kierujące mnie w stronę innych kobiet. W sumie jedyną ich zaletą lub przewagą nad kobietą z którą jestem jest to, że są czymś nowym. Nowe ciało, nowy zapach - ja pier***** czy to może być tak puste i żałosne? Przecież doskonale wiem, że nowy zapach nie jest wart tego, żeby zlikwidować wartościowy wieloletni związek z osobą, którą w dodatku uważam za idealną. Wiem, że każdy musi się z czymś takim mierzyć tworząc rodzinę, mając dzieci itp - wiadomo że zakochanie trwa pół roku, rok - a potem trzeba pracować nad tym inaczej. Z drugiej strony wiem to tylko intelektualnie bo nigdy z żadną inną kobietą nie byłem. Z trzeciej strony jesteśmy razem prawie dekadę, czyli nie jest tak, że jestem jakimś mięczakiem uciekającym przy pierwszych problemach.

Podsumowując mam poczucie, że albo będę utrzymywał status quo siłą woli co sprawi, że chyba w końcu zdechnę albo eksploduje mi głowa, albo stanę się tak nie do zniesienia, że ona sama mnie rzuci albo - to druga możliwość - ja odejdę. W tym drugim przypadku będę tego żałował po 3 sekundach i będę tego żałował mocno i długo. Oddam ot tak to czego niektórzy chcieliby najbardziej na świecie, zrobię to dla jakiegoś nowego zapachu innej kobiety, dla innych ust, oczu i włosów. Następnie powtórzę ten wzorzec działania po roku i tak już będę robił pewnie do końca życia, do końca życia samotny. Dlaczego świadomość miałkości tej drogi i jej żałosnego końca zupełnie mi nie pomaga? Dlaczego to działa tak nieubłaganie? Tracę już siły...
Obserwuj wątek
    • anka_cyganka35 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 08:27
      29 lat i w tym 9 lat w związku. chłopie Ty jesteś poprostu nie wybawiony! gdy inni koledzy bzykali na prawo i lewo to Ty się w pary bawiłeś no i przyszedł teraz czas na Ciebie. ot i cała filozofia.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 10:42
        Przyszło mi to do głowy, to by była ciężka sprawa bo jeżeli pomyliłem kolejność to już w zasadzie nie jest możliwe bezbolesne poprawienie tego. Z drugiej strony gdy byłem zakochany na początku to nie miałem problemów z tym, że się nie wybzykałem. I długo nie miałem. Czy to jakieś prawo natury? Przecież nie mogę podejmować decyzji takiego kalibru na takiej podstawie "Kochanie, odchodzę, nie wybzykałem się. Pozdrów dzieciaki."...
        • kaa.lka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:06
          familiarnie pozwole sobie, bez protekcjonalizmu jako ze staram i brzydkam,
          adasiu- Twoja niezgodka nic nie pomoze. jestes stracony. jesli Cie to pocieszy- na dzis. ale jesli nie zmienisz wywodow to i na dluzej.

          ps
          sily sie odzyskuje jak sie pracuje. najlepiej dla Ciebie-fizycznie. z postu bowiem widac ze dlugie siedzenie za tzw kierownica (renowki) pomieszalo Ci "waldemara z gprs" w placie czolowym wiec i traktujesz nicki jakby na autostopie byly.
          tyle na temat.
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:28
            To dosyć intrygująca wypowiedź, nie rozumiem kilku rzeczy:
            1. Jakie jest sedno moich wywodów, które sprawiają że jestem stracony, być może na dłużej?
            2. Nie rozumiem tej przenośni z renówką i autosopem - poważnie, jestem ciekaw o co chodzi
            • kaa.lka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:31
              a prosze bardzo sluze na zyczenie.
              otoz jestes stracony wg mnie. pytales w temacie- to odpowiedzialam.poza tym na taki wniosek zlozylo sie jeszcze kilka rzeczy- mianowicie:
              opowiedziales w poscie, ze duzo jezdzisz, a ze pod spodem Twojej wypowiedzi reklamowalo sie renault to bylo dla mnie jasne ze masz "gprs z reklamy" i wspomaganie kierownicy" doladowywane przez dyzurnego a niedouczonego pisacza z aj-ti gazetowego.
              polaczywszy wlasne obserwacje, doswiadczenia oraz Twoje opowiesci- wyciagnelam powyzszy wniosek. jesli krzywdzacy -przepraszam ale na pewno nie bledny, zwlaszcza w obliczu rzeczywistosci:
              to co na polskich drogach- tak w "polskim niecie"
              • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:39
                Ja nie widzę tych reklam, to jakiś automat, nie miałem szans zrozumieć :)
                • kaa.lka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:50
                  no widzisz- nie widzisz. ale nawet automat sie wybiera swiadomie i zdaje odrebny egzamin z prawa do jazdy. tyle w temacie jawnosci.
                  • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:34
                    Twoje wypowiedzi są jak koany
                    • senseiek Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 00:35
                      > Twoje wypowiedzi są jak koany

                      No to poczekaj na imhier, ta to dopiero pier*li jak potluczona, jakby sie nacpala do nieprzytomnosci, ze az sie mozg zlasowal...
                      Z pewnoscia sie dolaczy do tej dyskusji- dolacza sie do wszystkich jakie tu na gazeta.pl-owym forum sie odbywaja.. ;)
          • facettt Anis stara, anis brzydka 21.10.10, 12:26
            zatos klamczuszka - a nie kaczuszka :)
            • kalllka Re: Anis stara, anis brzydka 21.10.10, 12:53
              a Tys nie poduszka
              :)
              • facettt a szkoda... 21.10.10, 12:58
                kalllka napisała:

                > a Tys nie poduszka:)

                a szkoda, bo klamczuszka do poduszki bardzo mi pasuje
                a kaczuszka nijak nie :)
                • kaa.lka Re: a szkoda... 21.10.10, 13:10
                  no bo zle tlumaczysz. dlatego kaczka ci wychodzi podwojnym wiazaniem
                  pewnie dlatego ze chemicznym wzorem wszystko traktujesz. nie widzac calosci.
                  a tak na prawde jestem ta sama osoba, z ktora rozmawiales latem w Gdyni-swiadoma siebie pania w srednim wieku. ja nie mam z tym klopotu. dla mnie to zaleta. ale zawsze uprzedzam by czyjes potrzeby nie zbladzily na manowce pozadan.
                  wiec wracajac do tematu- uprzedzam, ze takie nakrecanie watku grozi w najlepszym" wypadku" korkiem, a w najgorszym- katastrofa floodu.
                  jakkolwiek autor zechce "sobie " i zlosliwie wybrac-esli natychmiast nie zaprzestanie.
                  mam nadzieje ze takie wyjasnienie wystarczy.
                  • facettt alez... 21.10.10, 13:21
                    kaa.lka napisała:
                    a
                    > le zawsze uprzedzam by czyjes potrzeby nie zbladzily na manowce pozadan.

                    a) tlunaczylem tu juz kiedys, ze pasjami lubie sprowadzac na manowce,
                    by potem moc wyprowadzac na wlasciwa droge :)


                    > wiec wracajac do tematu- uprzedzam, ze takie nakrecanie watku grozi w najlepszym" wypadku" korkiem,

                    b) autor sam tu sie zakorkowal, a jedno co mozna zrobic, to probowac te flaszke,
                    w ktorej siedzi - odkorkowac i moze rzeczony przemieni sie w Alladyna :)
        • anka_cyganka35 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:06
          bezbolesne na pewno nie. na początku w związku wiele rzeczy nie jest problemem stają się nimi z czasem. macie dzieci?
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:24
            Nie, nie mamy dzieci.
      • mrsnice Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:27
        jak widzisz nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jak w każdym związku jest ryzyko. Możesz z nia zostać, oświadczyć się, może (?) będziecie szczęśliwi.
        Możesz z nia zostać, a na boku spróbować "zachcianek" i jeśli ona się nie dowie, po zdradach zostać z nią. Może będziesz/będziecie szczęśliwi.
        Możesz ją zostawić. Bawić się z innymi i tak spędzić całe życie. Może (?) będziesz szczęśliwy.
        Możesz się bawić i spotkać kogoś zupełnie nowego, z kim może będziesz szczęśliwy.
        Wybór jest trudny ale nalezy do ciebie.
        • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:30
          mrsnice napisała:

          > jak widzisz nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jak w każdym związku jest ryzyko.
          > Możesz z nia zostać, oświadczyć się, może (?) będziecie szczęśliwi.
          > Możesz z nia zostać, a na boku spróbować "zachcianek" i jeśli ona się nie dowie
          > , po zdradach zostać z nią. Może będziesz/będziecie szczęśliwi.
          > Możesz ją zostawić. Bawić się z innymi i tak spędzić całe życie. Może (?) będzi
          > esz szczęśliwy.
          > Możesz się bawić i spotkać kogoś zupełnie nowego, z kim może będziesz szczęśliw
          > y.
          > Wybór jest trudny ale nalezy do ciebie.

          Brakuje jeszcze jednej opcji, bardzo prawdopodobnej ;)
          Możesz z nia zostać, a na boku spróbować "zachcianek", ale istnieje spora szansa, że ona się dowie, bo kłamstwo krótkie nogi ma ;).
    • daga1974 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 08:32
      nie jesteś stracony , widzę ,że to całkiem normalna reakcja na wieloletni związek z jedną osobą. Choćby nie wiem jak było ekscytująco to jednak korci nas do czegoś nowego .Też to przerabiałam i wcale z tym nie walczyłam jak Ty . Po prostu zrobiłam to na co miałam ochotę w końcu raz się żyje i nie warto się męczyć . pozdrawiam
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 10:39
        I nie żałujesz teraz?
        • daga1974 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:31
          badsoon2 napisał:

          > I nie żałujesz teraz?

          nigdy nie żałowałam
          • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 11:34
            Co nie znaczy, że nigdy żałować nie będziesz.
      • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:39
        daga1974 napisała:

        Po prost
        > u zrobiłam to na co miałam ochotę w końcu raz się żyje i nie warto się męczyć .
        > pozdrawiam
        >

        Wow! Hulaj dusza, piekła nie ma! Jutro jadę w Tatry, mam ochotę, a co! Zostawiam męża, dzieci, rzucam robotę! Co się będę dla nich męczyć!
        A! Jeszcze po drodze wyhaczę sąsiada, fajny jest. Raz się żyje!
        • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:59
          Ja bym raczej unikał takich ocen. Twoja wypowiedź sugeruje, że każda zmiana i podążenie za silną potrzebą jest drogą do piekła, grzechem jakimś. A co jeżeli Tatry to twoja miłość, mąż Cię zdradza, dzieci mają po 30 lat i masz gó...aną pracę. Czy rzucenie tego wszystkie w cholerę będzie takie grzeszne? Wydaje mi się, że właśnie pozostawanie w czymś takim jest drogą do piekła.

          Nie mówię, że ja tak czuję, chodzi mi o to, że są różne możliwości, a mój problem akurat polega na tym, że znalazłem się w punkcie, w którym nie widzę wyraźnie po której stronie się znajduję.
          • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:16
            badsoon2 napisał:

            > Ja bym raczej unikał takich ocen. Twoja wypowiedź sugeruje, że każda zmiana i p
            > odążenie za silną potrzebą jest drogą do piekła, grzechem jakimś. A co jeżeli T
            > atry to twoja miłość, mąż Cię zdradza, dzieci mają po 30 lat i masz gó...aną pr
            > acę. Czy rzucenie tego wszystkie w cholerę będzie takie grzeszne? Wydaje mi się
            > , że właśnie pozostawanie w czymś takim jest drogą do piekła.

            Z tego co piszesz Twoja kobieta nie jest do bani, prawda? Czy życie z nią to piekło?
            Czego Ty tak naprawdę szukasz? Czegoś...innego, tylko tego?

            Podając taki przykład próbowałam pokazać, że nie można w życiu kierować się maksymą "raz się żyje" czy "robię to na co mam ochotę".
            Pewnie inna jest bajka jesli robota jest gó...ana, a mąż się nie stara...


            Warto postawić na szali wszystkie "za" i "przeciw" i zdecydować zamiast zastanawiać się co to będzie za 10 lat. Bo wszystko być może.



            > Nie mówię, że ja tak czuję, chodzi mi o to, że są różne możliwości, a mój probl
            > em akurat polega na tym, że znalazłem się w punkcie, w którym nie widzę wyraźni
            > e po której stronie się znajduję.

            No to czas się zdecydować. Zanim będzie za późno. Zanim wyrządzisz jej krzywdę.
        • allerune Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:08
          > Wow! Hulaj dusza, piekła nie ma! Jutro jadę w Tatry, mam ochotę, a co! Zostawia
          > m męża, dzieci, rzucam robotę! Co się będę dla nich męczyć!
          > A! Jeszcze po drodze wyhaczę sąsiada, fajny jest. Raz się żyje!

          wiesz, to co piszesz brzmi całkiem sensownie, no chyba że wierzysz w umartwianie się przez całe życie i nagrodę za to po śmierci (amen) :D
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:21
            W zasadzie przyszła mi do głowy taka riposta :)
            Problem z tym jest taki, że jakkolwiek w dupie mam kwestie religijne to jednak wierzę w życie przed śmiercią i jestem pewien, że można je prowadzić tak, żeby było drogą do człowieczeństwa, równowagi i jakiegoś spełnienia albo chaosem i błędnymi kołami zataczanymi raz po raz aż do końca.

            A może to tylko bzdura i wszystko jest ok dopóki się czujesz się ze sobą dobrze? Tylko czasami po prostu nie ma drogi żeby się czuć dobrze np. w sytuacji gdy właśnie spadasz samolotem prosto w ziemię - to się przecież zdarza...
    • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 08:35
      Hormony Ci facet wariują...
      Skoro wiesz, że to TA kobieta to bądź mężczyzną nie pipą i się ogarnij.
      Pogadaj z nią o tym, idźcie do poradni małżeńskiej, wyjedźcie gdzieś razem, ZRÓB COŚ.
      Jeśli nadal będzie Cię ciągnęło do innych to zabieraj zabawki i znikaj z jej życia. Nie ma nic bardziej żałosnego niż facet tchórz, który wybrać nie potrafi, lawiruje, kłamie, ru..cha gdzieś na boku.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 10:38
        No właśnie staram się ogarnąć i staram się nie kłamać, ale też staram się nie ranić bez sensu osoby, która jest dla mnie najważniejsza. Problem w tym, że nie wiem na czym to ogarnięcie miałoby polegać. Piszesz - pogadaj z nią - ok, chociaż tu rzeczywiście uruchamia się strach przed podkopaniem czegoś być może z powodu jakiegoś chwilowego otępienia, snu. Wyjechać razem - czyli symbol robienia czegoś razem, czegoś fajnego, nowego - tak, ale część problemu polega na tym, że to dla mnie nie jest tak przyjemne jak powinno być. Poradnia małżeńska - ok, to jest jakiś pomysł chociaż wymagałby najpierw otworzenia się przed nią, zorientuję się w tym...
        • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:00
          badsoon2 napisał:

          > No właśnie staram się ogarnąć i staram się nie kłamać, ale też staram się nie r
          > anić bez sensu osoby, która jest dla mnie najważniejsza. Problem w tym, że nie
          > wiem na czym to ogarnięcie miałoby polegać. Piszesz - pogadaj z nią - ok, choc
          > iaż tu rzeczywiście uruchamia się strach przed podkopaniem czegoś być może z po
          > wodu jakiegoś chwilowego otępienia, snu. Wyjechać razem - czyli symbol robienia
          > czegoś razem, czegoś fajnego, nowego - tak, ale część problemu polega na tym,
          > że to dla mnie nie jest tak przyjemne jak powinno być. Poradnia małżeńska - ok,
          > to jest jakiś pomysł chociaż wymagałby najpierw otworzenia się przed nią, zori
          > entuję się w tym...


          Zorientuj się, to naprawdę potrafi pomóc...

          Podstawa to szczera rozmowa z Nią. Czy ona wie co się z Tobą dzieje...?
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:38
            Częściowo wie, nie mamy problemów z rozmową, nigdy nie mieliśmy. Chociaż te rozmowy akurat nie są proste bo czuję się winny temu, dałem dupy (w przenośni). Więc ona wie co się ze mną dzieje na ile ja sam wiem, czyli w zasadzie nie do końca i do tego oszczędzam jak do tej pory pewnych nieprzyjemnych fragmentów, np. tego, że mnie tak bardzo pociągają inne kobiety. Nieuczciwe było postawienie tak bliskiej osoby przed jakimikolwiek faktami dokonanymi, wnioskami do których doszedłem samodzielnie - bez sensu. Ale jednocześnie to jest strasznie trudne bo przecież czuję, że ranię, że może to tylko jakieś zaburzenie chemiczne, a ja przez nie podkopię coś co jest prawie idealne. Ok, to asekuranckie, być może, ale staram się ostrożnie stawiać kroki na ile to możliwe...
            • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:42
              badsoon2 napisał:

              oszczędzam jak do tej pory pewnych nieprzyjemnych fragmentów, np.
              > tego, że mnie tak bardzo pociągają inne kobiety.

              A czymże się one różnią od tej Twojej? Czegoś jej brakuje? Nie dba o siebie? Nie układa Wam się w łóżku? Nuda? Zapuściła się?
              • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:12
                No właśnie to jest straszne, po prostu okropne. Dba o siebie, jest bardzo ładna, w łóżku jest ok (chociaż nie mam porównania, ona też...), a mimo to coś jest nie tak. Wydaje mi się, że jedyną różnicą jest to, że inne są inne - nowe. Inne ciała, inna fizyczność... Jak to piszę to zdaję sobie sprawę, że to brzmi śmiesznie, ale po prostu nie potrafię podać żadnych konkretów na temat tego co mi się nie podoba teraz, co mają inne czego mi brakuje - chyba tylko inność... To jest po prostu żałosne.

                Gdy się nad tym zastanawiam to przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz, którą mogą mi dawać takie kontakty z innymi - jakąś możliwość kreowania się, popisania się, poczucia zdobywania czegoś, możliwość grania kogoś kim się chce być, rozumiecie...? Teraz to jest niemożliwe bo po tylu latach po spojrzeniu potrafimy odczytać swoje myśli nawzajem, żadne gierki nie przejdą, żadne egzaltowane udawanie czegokolwiek nie jest możliwe, budzi natychmiastowy śmiech w obojgu. Gdy czasami wyobrażam sobie, że rozmawiałbym z moją kobietą tak jak z różnymi dziewczynami, które poznaję to wiem że chyba bym pękł ze śmiechu/wstydu/zażenowania, tak samo jak moja dziewczyna. I nie chodzi o to, że jestem w tych kontaktach tak śmieszny i żenujący tylko o to, że bliskość i zrozumienie z moją dziewczyną jest tak głębokie, że relacja jest odarta z takich masek. Więc może po prostu potrzebuję tego, jestem słaby i nie zasługuję na takie coś skoro ciągną mnie tak "prymitywne" rzeczy jak milutkie rozmowy z obcymi w zasadzie kobietami tylko dlatego, że są nowe, że można znowu łatwo być super dla kogoś...
                • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:27
                  badsoon2 napisał:

                  > No właśnie to jest straszne, po prostu okropne. Dba o siebie, jest bardzo ładna
                  > , w łóżku jest ok (chociaż nie mam porównania, ona też...), a mimo to coś jest
                  > nie tak. Wydaje mi się, że jedyną różnicą jest to, że inne są inne - nowe. Inne
                  > ciała, inna fizyczność... Jak to piszę to zdaję sobie sprawę, że to brzmi śmie
                  > sznie, ale po prostu nie potrafię podać żadnych konkretów na temat tego co mi s
                  > ię nie podoba teraz, co mają inne czego mi brakuje - chyba tylko inność... To j
                  > est po prostu żałosne.

                  Czy zdajesz sobie sprawę, że te nowe za chwilę przestaną być nowe i spowszednieją??

                  >
                  > Gdy się nad tym zastanawiam to przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz, któr
                  > ą mogą mi dawać takie kontakty z innymi - jakąś możliwość kreowania się, popisa
                  > nia się, poczucia zdobywania czegoś, możliwość grania kogoś kim się chce być, r
                  > ozumiecie...? Teraz to jest niemożliwe bo po tylu latach po spojrzeniu potrafim
                  > y odczytać swoje myśli nawzajem, żadne gierki nie przejdą, żadne egzaltowane ud
                  > awanie czegokolwiek nie jest możliwe, budzi natychmiastowy śmiech w obojgu. Gdy
                  > czasami wyobrażam sobie, że rozmawiałbym z moją kobietą tak jak z różnymi dzie
                  > wczynami, które poznaję to wiem że chyba bym pękł ze śmiechu/wstydu/zażenowania
                  > , tak samo jak moja dziewczyna. I nie chodzi o to, że jestem w tych kontaktach
                  > tak śmieszny i żenujący tylko o to, że bliskość i zrozumienie z moją dziewczyną
                  > jest tak głębokie, że relacja jest odarta z takich masek. Więc może po prostu
                  > potrzebuję tego, jestem słaby i nie zasługuję na takie coś skoro ciągną mnie ta
                  > k "prymitywne" rzeczy jak milutkie rozmowy z obcymi w zasadzie kobietami tylko
                  > dlatego, że są nowe, że można znowu łatwo być super dla kogoś...

                  Słuchaj, czy ona Cię nie docenia, czy nie możesz jej czymś zaimponować?
                  Nie wierzę...
                  To też jest kwestia, którą powinieneś z nią obgadać.

                  Ja jestem 13 lat po slubie, 19 lat w związku i wciąż czymś siebie zaskakujemy, drobiazgi - że on tak świetnie wyprowadził nas ostatnio jak pobłądziliśmy we mglę w górach, że ja napisałam fantastyczny biznesplan i dotację ekspresem dostałam, że on przeszedł w fantastycznym tempie 3 najtrudniejsze trasy w parku linowym itd. I mówimy to sobie - "wiesz - zaimponowałaś(łeś) mi skarbie!".

                  Coś Ci powiem, nie obraź się, piszesz jak 17latek...
                  • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:53
                    Docenia mnie, mogę zaimponować, nie jestem jednym z zaniedbanych przez kobietę mężczyzn, na których ona krzyczy przez cały dzień że "do niczego się nie nadajesz, ofermo życiowa" - zupełnie nie. Czuję się doceniany, podziwiany także gdy trzeba, ja także staram się, żeby ona wiedziała jaka jest świetna (i to nie jest jakaś iluzja, po tylu latach mam obiektywny ogląd).

                    Właśnie to mnie rozwala totalnie - gdyby to był związek trudny, pełen cierpienia, z awanturami, niezrozumieniem, czymkolwiek, to bym nie wpadał w takie koszmarne zakleszczenie. Rozwaliłbym wszystko bez litości ze świadomością, że robię przysługę sobie, jej i całemu światu. Natomiast tutaj wszystko jest ok, dla mnie to nie jest decyzja o wyborze czegoś co mi się wydaje w tej chwili nawet lepsze niż ten związek. Doskonale sobie zdaję sprawę, że jest to krok w przepaść, że pewnie takiej szansy nie dostanę już nigdy. I mimo to nadal nie wiem co zrobić. To jest własnie najgorsze, nie wiem co mi się stało, jak mogłem do tego dopuścić.

                    Nie obrażam się, rozumiem, tak się właśnie czuję, jak 17latek, powinienem teraz robić szlaczki w zeszycie, a nie zabierać życie ludziom.
                    • permanentne_7_niebo Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 23.10.10, 11:06
                      > Nie obrażam się, rozumiem, tak się właśnie czuję, jak 17latek, powinienem teraz
                      > robić szlaczki w zeszycie, a nie zabierać życie ludziom.

                      Powinieneś coś pisać. Takiego Hłaskowego. Ten kawałek jest cholernie Hłaskowy. On właśnie tworzy rzeczywistość na zasadzie od konkretnej przyziemnej rozmowy, do takiego tekstu na tury ogólnej rzuconego mimochodem, ale takiego że z nóg zwala.
                      /ot
                  • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:11
                    > Czy zdajesz sobie sprawę, że te nowe za chwilę przestaną być nowe i spowszednie
                    > ją??

                    TAK. Zdaję sobie z tego sprawę absolutnie jasno. Nie ma we mnie ani śladu myśli, że "gdzieś może być lepiej". Zupełnie nie liczę na to bo wiem, że to iluzja i wiem, że jest tak dobrze, że trudno by było osiągnąć nawet taki sam poziom. Nie wyobrażam sobie tego.
    • mrsnice Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:02
      ja też bym chciała co dzień pić szampana, palić faje, tańczyć do rana...
      Ale jak pomyślę o jutrzejszym zwleczeniu się o 6.00 rano do roboty, to dokonuję słusznego (?) wyboru.
      • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:04
        O jak ładnie powiedziane! :)
      • nothing.at.all Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:06
        Tak, świetnie powiedziane. Popieram.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:53
        No właśnie chodzi o ten znak zapytania, który dodałaś.
        Czyli widzisz to jako przetarg między pustą być może zabawą, a czymś wartościowym ale trudnym, przetarg warzywa/słodycze. Problem w tym, że można wpaść też w drugą pułapkę, tylu jest ludzi, którzy tkwią w związkach, w pracach z których nie są zadowoleni z powodu innych motywów takich jak strach przed zmianą, przed zranieniem, przed samotnością itp. Nie mówię, że ja tak mam bo właśnie nie wiem tego. Dla mnie to jest bardzo niepokojące i do tego powoduje, że stawiam pytania o przyszłość - co będzie za 5 lat? Za 10? A jeżeli będziemy mieli dziecko? Wtedy będzie jeszcze trudniej. Zadaję sam sobie pytania o jakość moich zobowiązań, czy ich dotrzymam, czy nie marnuję jej życia? Skoro to jest tak silne, że mnie totalnie wyczerpuje to należy założyć, że może być później jeszcze silniejsze jeżeli teraz to stłamszę i może już tego wtedy nie pokonam?
        • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:57
          badsoon2 napisał:

          > No właśnie chodzi o ten znak zapytania, który dodałaś.
          > Czyli widzisz to jako przetarg między pustą być może zabawą, a czymś wartościow
          > ym ale trudnym, przetarg warzywa/słodycze. Problem w tym, że można wpaść też w
          > drugą pułapkę, tylu jest ludzi, którzy tkwią w związkach, w pracach z których n
          > ie są zadowoleni z powodu innych motywów takich jak strach przed zmianą, przed
          > zranieniem, przed samotnością itp. Nie mówię, że ja tak mam bo właśnie nie wiem
          > tego. Dla mnie to jest bardzo niepokojące i do tego powoduje, że stawiam pytan
          > ia o przyszłość - co będzie za 5 lat? Za 10? A jeżeli będziemy mieli dziecko? W
          > tedy będzie jeszcze trudniej. Zadaję sam sobie pytania o jakość moich zobowiąza
          > ń, czy ich dotrzymam, czy nie marnuję jej życia? Skoro to jest tak silne, że mn
          > ie totalnie wyczerpuje to należy założyć, że może być później jeszcze silniejsz
          > e jeżeli teraz to stłamszę i może już tego wtedy nie pokonam?

          Ja Cię tak czytam to przypomina mi się kumpel, który kryzys wieku średniego przechodził... ;). Identyczne rozterki. Tylko, że on miał 10 lat więcej niż Ty.
          • anka_cyganka35 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:07
            Salma idz gdzieś na forum dla szczęśliwych małżeństw:)

            wiesz co najwazniejsza jest szczerość. gdyby mój mąż prawie były miał tyle odwagi żeby zakończyć związek, który mu nie pasował jak twierdz od dawna, to nie byłoby rozowdu bo nie byłoby ślubu, dziecko nie chowałoby sie bez tatusia bo by go nie było a ja nie miałabym na karku zajebistego kredytu.
            • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:18
              anka_cyganka35 napisała:

              > Salma idz gdzieś na forum dla szczęśliwych małżeństw:)
              >
              > wiesz co najwazniejsza jest szczerość. gdyby mój mąż prawie były miał tyle odwa
              > gi żeby zakończyć związek, który mu nie pasował jak twierdz od dawna, to nie by
              > łoby rozowdu bo nie byłoby ślubu, dziecko nie chowałoby sie bez tatusia bo by g
              > o nie było a ja nie miałabym na karku zajebistego kredytu.

              O tym napisałam wyżej - czas się zdecydować zanim wyrządzi się komuś krzywdę.
              Wóz albo przewóz.
              Weź facet kartkę i spisz wszystkie "zady i walety" tego związku.
              • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:30
                Zalety: nie ma drugiej takiej osoby, z którą się kiedykolwiek TAK będę rozumiał

                Wady: ja jestem wadą - coraz trudniej mi się opierać prymitywnym impulsom i nie przesadzam, jestem twardy, ale to są ekstrema, nie wiem czy nie braknie mi sił. Druga wada: coś we mnie dąży do zniszczenia tego, wbrew mojej świadomej części umysłu.

                I jak się sumuje takie zady i walety?
                • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:43
                  badsoon2 napisał:

                  > Zalety: nie ma drugiej takiej osoby, z którą się kiedykolwiek TAK będę rozumiał
                  >
                  > Wady: ja jestem wadą - coraz trudniej mi się opierać prymitywnym impulsom i nie
                  > przesadzam, jestem twardy, ale to są ekstrema, nie wiem czy nie braknie mi sił
                  > . Druga wada: coś we mnie dąży do zniszczenia tego, wbrew mojej świadomej częśc
                  > i umysłu.
                  >
                  > I jak się sumuje takie zady i walety?

                  Tz. ona jest jedną wielka zaletą a Ty wadą w tym związku, tak? Fajnie...
                  To teraz pozostaje czekać aż wygłosisz popularną sentencję - "musze odejść kochanie, jesteś dla mnie za dobra" :/.
                  Sam musisz rozsądzić czego chcesz, czy będziesz kierował się sercem i rozumem czy fiutem.
                  Zaraz zlecą się tutaj faceci, którzy rozterek nie mają, doradzą Ci pewnie tak jak podświadomie chcesz by doradzili :(.
                  Forum Ci nie pomoże.
                  Skoro nie potrafisza zadecydować sam, porozmawiaj ze swoją kobietą, o wszystkim, nawet ryzykując, że ją zranisz. Zanim będzie za późno.
                  I naprawdę szczerze polecam wizytę w poradni małżeńskiej.
                  • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:08
                    Problemem nie jest to, że jest dla mnie za dobra tylko to, że ja mam jakiś problem mimo faktu, że jest dla mnie tak dobra jak trzeba. Daj spokój, mam na tyle świadomości, że popularne sentencje nie przejdą mi przez gardło. Także na tyle, że widzę, które rady chciałbym usłyszeć, które sprawiają jakąś perwersyjną przyjemność, a także które powodują dyskomfort.

                    Poza tym raczej nie o rady chodzi w takiej sytuacji tylko o rozmowę podczas której mogę sam siebie zobaczyć z nowych perspektyw. Co mam zrobić z radą "odejdź" albo "zostań"? Natomiast poradnia małżeńska - to jest poddanie myśli na konstruktywne działanie, za to dziękuję.
                • facettt zady i walety 21.10.10, 13:05
                  I jak się sumuje takie zady i walety?

                  gybys byb baba to bys wiedzial:
                  bierze sie waleta, chwyta zaz zad i suma wychodzi sama.
            • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:40
              O to to to...
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:44
            Czyli jestem tak dojrzały, +10 do wieku biologicznego, że przechodzę kryzys wieku średniego w wieku 29 lat, albo tak niedojrzały, że -10 do wieku biologicznego i zaraz będę przechodził jakiś bunt nastoletni czy coś :)
          • ponury.szlifierz Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 09:01
            > Ja Cię tak czytam to przypomina mi się kumpel, który kryzys wieku średniego prz
            > echodził... ;). Identyczne rozterki. Tylko, że on miał 10 lat więcej niż Ty.

            Ja też czytam (nie powiem, z zainteresowaniem) i też odnoszę wrażenie, że pisze to dużo starsza osoba. Sam mam dosłownie kilka lat więcej, obracam się w porównywalnym wiekowo towarzystwie i nawet koledzy/koleżanki z doktoratami wyrażają się "luźniej" i bardziej "młodzieńczo" niż badsoon2 ;)
            • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 13:22
              Myślę, że to przez to, że jest to dla mnie poważna sprawa i trudno mi zdobyć się na dystans. Poza tym staram się precyzyjnie wyrazić co czuję co jest trudne w ramach posta na forum...
        • komakom Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 12.11.10, 15:51
          Przyszła mi jeszcze jedna rzecz do głowy? Czy ty jesteś spełniony zawodowo? finansowo i tak merytorycznie? bo może po prostu jesteś frustratem (nie obrazaj sie) i w zmianie rozpaczliwie szukasz ucieczki od swojego zycia. a związek jest zawsze pierwszą ofiarą
          • anneliese12 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 12.11.10, 17:27
            komakom napisał:
            > Przyszła mi jeszcze jedna rzecz do głowy? Czy ty jesteś spełniony zawodowo? fin
            > ansowo i tak merytorycznie? bo może po prostu jesteś frustratem (nie obrazaj si
            > e) i w zmianie rozpaczliwie szukasz ucieczki od swojego zycia. a związek jest z
            > awsze pierwszą ofiarą

            Komakom, nie znam Cię, ale - i piszę to zupełnie serio - muszę pogratulować Ci tej naprawdę inteligentnej uwagi.

    • nothing.at.all Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 11:05
      Problem, jak ktoś juz napisał w tym, że się nie wybawiłeś i teraz ciągnie Cię podświadomie do tego. Dobrze, że w tym wszystim widzisz jeszcze jej plusy, bo często osoby już szukają minusów i pretekstu do rozstania. Tak, to może być takie prymitywne. Jesteś człowiekiem i masz swoje ułomności, akurat odkryłeś jedną.
      Kiedyś tutaj podałam przykład filmu (w wątku gdzie człowiek nie wiedział co robić, czy się ustatkować czy szaleć jeszcze po rozstaniu - poszukaj warto), który dla mnie jest ważny - "Porno" Koterskiego. Film opowiada o gościu, który miał wspaniała dzieczynę, ale zaczął zaliczać kolejne. A tamta poszła w odstawkę. Na koniec filmu, już po przejściach wypowiada znaczące zdanie - dlaczego ta pierwsza nie była moją osotanią (może coś pokręciłam, ale sens taki właśnie). I Ty też się zastnów czy właśnie chcesz niszczyć to co zbudowaliście razem.
      Wyjścia są dwa:
      - odejdź i daj kobiecie szansę spotkania kogoś innego, a tym samym daj sobie szansę wyszalenia się.
      - podejmij dojrzałą decyzję i zmień status związku - bo rozumiem, że ślubu nie macie, ani nie jesteście narzeczeństwem, tak?

      Ja jestem kobietą, ale wypowiem się co bym zrobiła. Otóż oświadczyłabym się. Skoro wiesz, że ta osoba jest dla Ciebie najlepsza, to po co szukać innej? Dogadujecie się, rozumiecie, macie podobne poglądy, śmiejecie się razem, itp.... to są naprawdę ważne rzeczy i wielu ludziom tego brakuje.
      Powodzenia!
      • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:29
        > Ja jestem kobietą, ale wypowiem się co bym zrobiła. Otóż oświadczyłabym się. Sk
        > oro wiesz, że ta osoba jest dla Ciebie najlepsza, to po co szukać innej?

        A potem powstają wątki pod tytułem "Uciekający pan młody"

        Przy takim nagromadzeniu wątpliwości, brnięcie głębiej bez poważniejszej refleksji to samobójstwo.
        • landis85 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:58
          wg mnie to jest naturalna kolej rzeczy w zwiazkach
          3/4 dlugoletnich zwiazkow przechodzi takie cos -zastanawiaja sie czy czegos w zyciu nie przegapili, czy z kims innym nie byloby lepiej, chec sprawdzenia jak dziala sie na plec przeciwna
          my jestesmy 9,5 roku razem (4,5 chodzenia i 5 po slubie), oboje dla siebie pierwszymi partnerami, rok temu moj maz mial podobne dylematy, z tym ze nie skonczylo sie na "mysleniu"
          zaczal umawiac sie z innymi, pisac, normalnie zaczal zachowywac sie jak nastolatek
          chcial nawet nas zostawic dla innej-jednak nie przetrwali nawet pol roku, jednak po roku czasu zrozumial kto jest jego zyciowa wybranka , pewnie gdybym nie byla osoba wierzaca i praktykujaca juz dawno ukladalaym sobie zycie z innym, i oboje stracilibysmy szanse na spedzenie zycia z osoba nam przeznaczona

          takie "spowszednienie" przechodzi kazdy zwiazek
          zrob sobie maly odpoczynek, sprawdz czy potrafiz zyc bez swojej wybranki
          moj maz kiedy sie wyprowadzil ( tzn kiedy ja go spakowalam ;) ) okazalo sie ze nie moze zyc beze mnie, bez kontaktu ze mna, ja zreszta tak samo

          zycze podjecia owocnych decyzji :)
          • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:09
            landis85 napisała:

            > wg mnie to jest naturalna kolej rzeczy w zwiazkach
            > 3/4 dlugoletnich zwiazkow przechodzi takie cos -zastanawiaja sie czy czegos w z
            > yciu nie przegapili, czy z kims innym nie byloby lepiej, chec sprawdzenia jak d
            > ziala sie na plec przeciwna
            > my jestesmy 9,5 roku razem (4,5 chodzenia i 5 po slubie), oboje dla siebie pier
            > wszymi partnerami, rok temu moj maz mial podobne dylematy, z tym ze nie skonczy
            > lo sie na "mysleniu"
            > zaczal umawiac sie z innymi, pisac, normalnie zaczal zachowywac sie jak nastola
            > tek
            > chcial nawet nas zostawic dla innej-jednak nie przetrwali nawet pol roku, jedna
            > k po roku czasu zrozumial kto jest jego zyciowa wybranka , pewnie gdybym nie by
            > la osoba wierzaca i praktykujaca juz dawno ukladalaym sobie zycie z innym, i ob
            > oje stracilibysmy szanse na spedzenie zycia z osoba nam przeznaczona
            >
            > takie "spowszednienie" przechodzi kazdy zwiazek
            > zrob sobie maly odpoczynek, sprawdz czy potrafiz zyc bez swojej wybranki
            > moj maz kiedy sie wyprowadzil ( tzn kiedy ja go spakowalam ;) ) okazalo sie ze
            > nie moze zyc beze mnie, bez kontaktu ze mna, ja zreszta tak samo
            >
            > zycze podjecia owocnych decyzji :)


            My też przeżyliśmy coś podobnego. U nas opamiętanie przyszło w ostatniej chwili.
            Wyszliśmy z tego, trochę poranieni, ale teraz wiemy jak bardzo ważni dla siebie jesteśmy.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:37
        Nie chcę tego niszczyć. Ja wiem to, NAPRAWDĘ wiem to (ale intelektualnie, tak jak się wie, że Słońce jest duże), co wiedział bohater "Porno". Wiem, że to samo bym powiedział, mówię to nawet teraz. Czemu to nie pomaga? Sam się bardzo dziwię.

        Ciężko mi się oświadczyć w takim stanie, w chwili największej słabości. Dlaczego tego nie zrobiłem wcześniej? Dlaczego tego nie zrobiłem 6 lat temu? Nie wiem. Może powinienem pobawić się resorakami, poczytać komiksy, a nie zawracać dupę kobietom.
    • facettt Normalnie - baba, nie chlop :) 21.10.10, 12:35
      Gdy chce, to nie moze - a gdy moze, to nie chce :)

      Wiesz - jak sie wychodzi z zakletego kregu chocholego tanca?
      Popros znajomego, zeby porzadnie Ci przywalil,
      zajmij sie pielegniarka, ktora sie Toba zaopiekuje i sam sie przekonaj,
      czy warto to ciagnac.

      Nie ma jasnych (wewnetrznie przekonujacych) decyzji bez porownan.
    • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 12:55
      To ja Ci w punktach odpowiem, bo widzę, że tak lubisz :)

      1.
      > Ostatnio mam wrażenie,
      > że mam w sobie gotowość do zauroczenia się każdą w miarę ładną przedstawicielką
      > mojego gatunku.

      Zdrowy chłopak, bardzo dobrze.

      2.
      > Jednocześnie są osoby, z którymi mam
      > większą ochotę na robienie różnych rzeczy i jest mi przez to bardzo przykro

      Twój organizm Ci mówi, że inni ludzie są fajniejsi niż Twoja kobieta. Rozumiem, że chciałbyś aby było odwrotnie, ale tak nie jest i nic na to nie poradzisz. Nie wal głową w mur zaakceptuj ten fakt.

      3.
      > Czuję opór przed deklaracjami dalszego bycia razem. Czuję niechęć do zaręczyn, ślubu

      Znów to samo, ten sam sygnał co punkt wyżej, wiesz, że to nie dla Ciebie, ale boisz się powiedzieć to na głos.

      4.
      > To by było wszystko łatwo rozwiązać poprzez rozstanie gdyby nie fakt, że uwa
      > żam że moja kobieta jest najlepiej dopasowaną do mnie osobą na świecie.

      A z iloma kobietami byłeś ? Takie gadanie to tylko usprawiedliwienie bierności i może po części strach, że nie będziesz potrafił znaleźć sobie nowej laski.

      I na koniec uwaga o znaczeniu fundamentalnym, odkrywczym i epokowym: nic nie trwa wiecznie, związki między ludźmi też się czasem kończą.
      • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:06
        No, recepta gotowa! :).

        Myślę, że wiem jak ta sprawa się skończy :).
        Niestety, część ludzi jest tak skonstruowana, że idą po najmniejszej linii oporu, po trupach do celu, byle sobie dobrze zrobić. Nic to, że ryzyko spore obudzenia się z ręką w nocniku ;).
        Szkoda, że cel w przypadku autora wątku to taki gó...any trochę... Spróbować z inną.
        No nic, badsoon, odezwij się jak coś zdziałaś ze swoim życiem.
        • maly.jasio zartujesz chyba? 21.10.10, 13:14
          salma75 napisała:
          > Szkoda, że cel w przypadku autora wątku to taki gó...any trochę... Spróbować z
          > inną.

          zartujesz chyba?
          byc razem 9 lat bez naciskow panny (i rodziny) na slub?
          trollowanie jakiejs nudzacej sie panienki.
          caly zas tekst to niemeskie dluzyzny i pachnie babska reka.
          • salma75 Re: zartujesz chyba? 21.10.10, 13:23
            maly.jasio napisał:


            > zartujesz chyba?
            > byc razem 9 lat bez naciskow panny (i rodziny) na slub?

            No coś Ty!
            A mało to nieformalnych związków gdzie na ślub nikt nie naciska?
            Ja znam przynajmniej kilka takich, w tym jeden mojej własnej siostry, nawet dziecko jest i nikt do ołtarza ich nie pcha :).

            Ja myślę, że badsoon już decyzję podjął, tak sobie tylko pisze, bez przekonania jakoś te jego wątpliwości ;).
            • badsoon2 Re: zartujesz chyba? 21.10.10, 14:16
              > Ja myślę, że badsoon już decyzję podjął, tak sobie tylko pisze, bez przekonania
              > jakoś te jego wątpliwości ;).

              Znam ten stan, w którym się człowiek niby zastanawia, ale decyzję już podjął. Widuję to u innych ludzi, a gdy sam to wyczuwałem w jakichś swoich rozterkach to natychmiast się rozluźniałem bo wiedziałem, że w głębi duszy wszystko już wiem.

              Ale tym razem wcale tak nie jest. Tym razem czuję, że każda decyzja przynosi nieakceptowalną porcję cierpienia. I dlatego się miotam i nie umiem nic zrobić. I widzę, że to miotanie także szkodzi więc jeżeli potrwa to też uszkodzi naszą relację. Szczerze piszę, że nie wiem co zrobić, nie szukam tu impulsu dzięki któremu łatwiej będzie mi zadziałać zgodnie z podjętą już decyzją.
          • badsoon2 Re: zartujesz chyba? 21.10.10, 14:19
            A gdzie napisałem, że nie ma na to żadnych nacisków? Czyli nie wierzysz, że można być z kimś 9 lat? I co, mam Ci dostarczyć jakieś papiery na dowód? Proszę... Jak chcesz się wyśmiewać to ja nie mam z tym żadnego problemu, czuj się jak u siebie. Może i tworzę dłużyzny, no ale nie umiem tego opisać dwoma zdaniami, przykro mi.
        • htoft Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:21
          Za to Ty masz wspaniałą receptę: wziąć się w garść. Może spróbuj przeczytać jego wypowiedź jeszcze raz i pomyśl, czy gdyby potrafił wziąć się w garść, pisałby takie rzeczy na forum. Kobietom się wydaje, że facet nie ma uczuć, jest prosty i zawsze wie, co należy robić, dzięki czemu same mają przyzwolenie na bycie niestałą i rozchwianą. Gdy się zawiodą, zachowują się, jakby zabrano im smoczek. Oczekujesz od gościa wyczynów ponad siły. A rady o zawarciu małżeństwa są ,,genialne" (sam bym na to nie wpadł).

          Mój komentarz: kryzysy się zdarzają i może to jest jeden z nich. Jeśli nie trwa dłużej niż np. kilka tygodni, nie ma się czym przejmować
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:29
            Coś konkretnego poczytać? Też myślę, że najpierw sam powinienem się przejść do psychologa.
        • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:27
          Bo są różne strategie.

          Chłopak idzie w unieszczęśliwienie się za wszelką cenę, a potem jak będzie miał 62 lata to przepełniony frustracją i żalem poleci do biura poselskiego postrzelać sobie.
          • facettt tak, ale 21.10.10, 13:32
            puszysta_gimnazjalistka napisał:

            > Bo są różne strategie.
            >
            > Chłopak idzie w unieszczęśliwienie się za wszelką cenę, a potem jak będzie miał
            > 62 lata to przepełniony frustracją i żalem poleci do biura poselskiego postrze
            > lać sobie.

            ale nie bedzie to posel-mezczyzna, lecz przewodniczaca parlamentarnej frakcji Partii Kobiet :)
          • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:32
            puszysta_gimnazjalistka napisał:

            > Bo są różne strategie.
            >
            > Chłopak idzie w unieszczęśliwienie się za wszelką cenę, a potem jak będzie miał
            > 62 lata to przepełniony frustracją i żalem poleci do biura poselskiego postrze
            > lać sobie.
            >


            A jaki on nieszczęśliwy?
            To chuć tylko, do opanowania :P.
            • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:35
              Ja tam w jego poście wyczytałem znacznie więcej niż pociąg do nowego nieznanego ciałka. Moim zdaniem on stracił poczucie sensu sytuacji w jakiej tkwi, trzyma go tam tylko strach przed zmianą i strach przed zranieniem wciąż bliskiej osoby. Warto mu powiedzieć, że można inaczej i że nie będzie ostatnią świnią jeżeli coś w swoim życiu zmieni.
              • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:43
                puszysta_gimnazjalistka napisał:

                > Ja tam w jego poście wyczytałem znacznie więcej niż pociąg do nowego nieznanego
                > ciałka. Moim zdaniem on stracił poczucie sensu sytuacji w jakiej tkwi, trzyma
                > go tam tylko strach przed zmianą i strach przed zranieniem wciąż bliskiej osoby
                > . Warto mu powiedzieć, że można inaczej i że nie będzie ostatnią świnią jeżeli
                > coś w swoim życiu zmieni.

                Jasne, tylko zanim to coś zmieni warto byłoby, żeby zrobił co się da by uratować, jak sam pisze, wartościowy związek. Nie znoszę tchórzy zwijających się bez walki.
                Niech pogada na początek ze swoją kobietą.
                • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 13:57
                  Walka czasem jest całkowicie bezcelowa.
                  • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:04
                    puszysta_gimnazjalistka napisał:

                    > Walka czasem jest całkowicie bezcelowa.


                    No, tylko najpierw trzeba spróbować żeby wiedzieć, że jest bezcelowa ;).
                    • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:10
                      Łuu, zbyt autodestrukcyjnie to dla mnie brzmi.
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:30
            > Chłopak idzie w unieszczęśliwienie się za wszelką cenę

            Tzn. chcę na siłę zostać z kimś z kim nie powinienem i to mnie unieszczęśliwi czy chcę na siłę zniszczyć coś co jest dobre i to mnie unieszczęśliwi?
            • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:38
              Paradoksalnie i jedno i drugie. W tym co piszesz dostrzegam wiele sprzeczności. np.: "kobieta jest najlepsza na świecie, ale z innymi lepiej spędzasz czas" albo "związek jest taki dobry a jednocześnie masz tyle wątpliwości" lub "nie chcesz ślubu, zaręczyn itp ale deklarujesz chęć walki o związek"

              Zastanów się jak jest naprawdę.
              • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:06
                Masz rację, jest tu pewna sprzeczność - skoro wszystko pasuje to jak coś może nie pasować. Biorę pod uwagę, że mam jednak jakieś problemy, ale nie dopuszczam ich do świadomości bo są zbyt trudne/nieakceptowalne. Ciężko to ugryźć... hm...
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:22
        > A z iloma kobietami byłeś ? Takie gadanie to tylko usprawiedliwienie bierności
        > i może po części strach, że nie będziesz potrafił znaleźć sobie nowej laski.

        Byłem zakochany wiele razy, ale jestem tylko z tą jedną kobietą. Nie boję się zupełnie o znalezienie kogoś nowego, boję się właśnie o to, że to się stanie i że muszę z tym walczyć.
        Wiem, że związki się kończą, ale czasami się kończą tak, że się z tego cieszysz, a dla mnie to jest jakiś koszmar, który sam sobie tworzę.
        • puszysta_gimnazjalistka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:30
          > Nie boję się zupełnie o znalezienie kogoś nowego, boję się właśnie o to, że to się stanie i że
          > muszę z tym walczyć.

          Od razu uczciwie przyznaję, że nie rozumiem tego zdania. Z czym walczyć i co się stanie ?
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:43
            Sugerujesz, że może jest we mnie obawa, że nie znajdę sobie nikogo gdybym odszedł. Odpowiadam, że jest wręcz przeciwnie, że nie brakuje w moim życiu okazji do związywania się z innymi osobami i nie przyszłoby mi do głowy, że to jest problem. Ale ponieważ jestem w związku to ten fakt nie cieszy mnie w żaden sposób, bo przecież nie chcę wchodzić w inny związek niszcząc obecny. Wręcz boję się, że w chwili takiego osłabienia morale jak teraz muszę walczyć z impulsami popychającymi mnie w stronę kogoś nowego i że później będzie jeszcze trudniej pod tym względem.
            • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 11:56
              Ja akurat to rozumiem. Niby racjonalnie wiesz, że to co masz to jest właśnie to. Ale jednocześnie chcesz czegoś nowego, innego, ale tak tylko na chwilę. Najlepiej byłoby, gdyby dało się tak po prostu na chwilę pobyć kimś innym, a potem spokojnie wrócić do tego, co jest teraz. I dobrze rozumiem Twój strach przed tym, że możesz się akurat w kimś nowym zakochać. Zapewne zdajesz sobie sprawę, że skoro teraz masz ideał, a pociąga Cię coś innego mimo to, tak tak samo w najlepszym przypadku (o ile znajdziesz klejny ideał), albo gorzej będzie z tymi kolejnymi kobietami. Czyli takie błedne koło. Choć niektórzy i w ten sposób żyją, co kilka lat zmieniając partnerów. Widać jednak, że Tobie to nie odpowiada.
              • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 14:05
                Jest dokładnie tak jak piszesz.
      • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:45
        Proszę, taka młoda i wie o co kaman.
        A 29latek zamiast zacząć robić coś ze swoim życiem, hipokrytycznie maże się na forum.
        • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:19
          Wiesz co, generalnie nie mam nic przeciwko takiemu delikatnemu obrażaniu mnie, ale chciałbym jednak Ci odpowiedzieć, że staram się być tak uczciwy jak tylko mi pozwala moje świadome pojmowanie sytuacji. Rozumiem, że wg Ciebie jestem hipokrytą bo szukam na forum klepnięcia po plecach żeby łatwiej było mi zrobić to co i tak chcę zrobić. Ja tego tak nie odbieram.
          • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:50
            W takim razie naprawdę, spróbuj uwierzyć mi na słowo, że zostając z tą dziewczyną tylko ją skrzywdzisz.
            Albo lepiej.
            Skoro chcesz być uczciwy, przedstaw jej to co napisałeś tutaj, tylko subtelniejszymi słowami.
            Niech sama powie co dalej.
            • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:02
              Ależ on nie jest żadnym hipokrytą. Ja go odbieram pozytywnie. Nie dość, że człowiek ma dużą samoświadomość, jakiś wgląd w siebie, to jeszcze ma zasady moralne. Nie poleciał od razu zdradzać swoją kobietę, tylko przeżywa poważne rozterki i chce podjąć jakąś decyzję. To zupełnie naturalne, że w związkach są różne kryzysy i to wcale nie muszą być kryzysy spowodowane czymś nagłym. Czasem po prostu coś się tak delikatnie rozmywa i powoli prowadzi do kryzysu. Jasne, może tę swoją kobietę zranić zostając z nią, ale może ją też zranić rozstając się z nią. Tak jak już ktoś wcześniej pisał, to może byc stan przejściowy, a skoro związek jest dobry, to warto o niego walczyć. I zgadzam się, że też należałoby z partnerką o tym porozmawiać, być może ona też przeżywa, albo przeżywała podobne rozterki. W każdym bądź razie ja szanuję go za to, że nawet nie bardzo rozważa opcję zaliczania panienek na boku, a jedynie zostanie lub rozstanie ze swoją panią.
    • boadiceaa Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:20
      Przede wszystkim to jakieś chore jest bycie ze soba 9 lat i nie podjęcie decyzji formalnych. Takie decyzje mozna podjąć dużo wcześniej, teraz to juz cię dopadł kryzys małżeński bez małżeństwa :) A że masz jeszcze drogę odwrotu to nabrałeś wątpliwości. Widzisz, jakbyście byli małżenstwem, mieli wspólny dorobek, dzieci, kredyty zrobił bys bilans zysków i strat i powalczyl o zwiazek. Ale chyba w tym wypadku niespecjalnie cię coś trzyma poza przyzwyczajeniem z ta dziewczyną.
      Druga sprawa to skoro to twoja jedyna dziewczyna to masz ciekawość jakie są inne i to zupełnie normalne. Popełniłeś drugi błąd - nie wyszalałeś się. A trzeba było.
      A co ci na to wszystko poradzić nie wiem.
      • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:52
        > ś wątpliwości. Widzisz, jakbyście byli małżenstwem, mieli wspólny dorobek, dzie
        > ci, kredyty zrobił bys bilans zysków i strat i powalczyl o zwiazek.

        I chroń mnie przed takim małżeństwem ,dzizys!
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:53
        Jakoś odpycha mnie ta idea bycia z kimś ze względu na wspólny kredyt, dzieci, mieszkanie i tym podobne elementy zewnętrzne. Gdybym miał z nią wspólny kredyt to czy bardziej bym za nią tęsknił gdy jej nie ma? Mniej przyjemnie byłoby mi wchodzić w relacje z innymi kobietami? Nie sądzę... Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie jest możliwy stan zakochania trwający 60 lat.
        • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:16
          badsoon2 napisał:

          Z drugiej strony zdaję sobie
          > sprawę, że nie jest możliwy stan zakochania trwający 60 lat.

          Zakochania - nie, ale czegoś głębszego - miłości - tak.
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:32
            No tak... Ale miłość nie jest przecież jak prąd w gniazdku, że albo jest albo go nie ma i koniec. Miłość może mieć różne fazy, można ją wzmacniać, można ją zaniedbać, a wtedy powoli się rozpada. Więc przyjmijmy, że to jednak jest miłość, ale coś poszło nie tak - staram się określić co to było i jak wygląda sytuacja.
    • showmessage Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:23
      W życiu liczy się instynkt, to on podpowiada jak przetrwać i którędy do celu. Bez niego żadne zwierze nie przeżyje. Wliczając w to ludzi. Umysł jest tylko elementem, który pozwala wyeliminować przeszkody na drodze do celu.
      Twój instynkt podpowiada Ci tylko, że obecna partnerka nie jest być może najlepszą z możliwości. Może się tak dzieje bo po prostu nie masz skali porównawczej. Może nastąpiła jakaś zmiana w jej zachowaniu (przemyśl czy czegoś nie zmieniała ostatnio; styl ubioru, może praca?).
      Każdy mężczyzna wybiera podświadomie najlepszą potencjalnie pod względem rozrodu partnerkę. Jest to dobór naturalny. Oczywiście poza kilkoma uniwersalnymi tutaj zasadami /symetryczne rysy, proporcje itp./ istnieje jeszcze masa twoich prywatnych, charakterystycznych tylko dla Ciebie. Dlatego mężczyźni preferują różne typy urody, charaktery. ;) W każdym razie nic na to nie poradzisz. Rozstanie wydaje się jedynym wyjściem, o ile nie znajdziesz przyczyny i jej nie wyeliminujesz /o ile się da/.

      Zakochanie nie trwa pół roku, rok - to jest tylko kwestia odnalezienia odpowiedniej partnerki. Jeśli zmieni się coś po pół roku, roku to dowodzi to jedynie, że okres testów zakończył się negatywnie i należy poszukać dalej. Dla przykładu, od kilkunastu lat jestem z jedną kobietą. Nastrój w związku nie zmienił się od momentu spotkania. Nie jest istotny czas, ale właśnie ta zmiana nastroju. Nie ważne czy po roku, 5 czy 10. Jeśli nastąpiło zauważalne ochłodzenie to jest to znak że miłość zmarła. Test wypadł negatywnie, czas znaleźć kogoś odpowiedniego. Oczywiście nic się samo w związku nie zrobi. Piszesz, że nie chce Ci się wychodzić z inicjatywą, zaniedbujesz związek. Powinieneś mieć świadomość iż nie tylko Ty masz prawo zrezygnować i odejść. Twoja partnerka ma może nawet do tego obecnie większe prawo niż Ty. Gdybym przestał wychodzić z inicjatywą, starać się itp. moja partnerka natychmiast by mnie opuściła, przestałbym być dla niej alfą. Gdybym ja wyczuł różnicę w jej zachowaniu też bym odszedł. Dlatego żadne z nas nie myśli o rozstaniu, nikt nikogo tu nie ma na własność, nie ma tego co można by nazwać rozstrzygnięciem "na zawsze" jest tylko na jakiś czas. Ludzie często nie zdają sobie z tego sprawy że ranią się sami tym iż ktoś odchodzi podczas kiedy uważali go za swoją własność... Ona nie jest twoją własnością i skoro się nie strasz to spójrz na to w ten sposób, że już ją straciłeś.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:56
        To interesujące co piszesz, takie twarde podejście, nie dla słabych - ok. Ale, wyprowadź mnie z błędu ewentualnie, wydaje mi się, że to jednak ewenement że po 10 latach jest tak samo jak na pierwszej randce, ciężko mi to sobie wyobrazić, ale gratuluję.
        • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:24
          badsoon2 napisał:

          > To interesujące co piszesz, takie twarde podejście, nie dla słabych - ok. Ale,
          > wyprowadź mnie z błędu ewentualnie, wydaje mi się, że to jednak ewenement że po
          > 10 latach jest tak samo jak na pierwszej randce, ciężko mi to sobie wyobrazić,
          > ale gratuluję.

          Nie wiem czy ewenement... Moi rodzice są małżeństwem prawie 40 lat, może nie jest jak na pierwszej randce, ale uwierz mi, widac w ich gestach, ich oczach miłość. To nie tylko przywiązanie, wiem...

          A my? Wciąż drżę z emocji jak czekam na niego gdzieś "na mieście", wciąż z takim samem zapałem szalejemy w łóżku ;). Są randki w kinie, kawiarni, upojne weekendy bez dzieciaków. Da się :).
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:35
            Ale jak pisałaś, mieliście też kryzys. Czy objawy jego były takie jak ja je opisuję czy chodziło o coś innego?
            • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:58
              badsoon2 napisał:

              > Ale jak pisałaś, mieliście też kryzys. Czy objawy jego były takie jak ja je opi
              > suję czy chodziło o coś innego?

              Podobne. U nas trwało to na szczęście tylko miesiąc, burzliwy miesiąc. Chwile zwiątpienia, wszystko na skutek braku wystarczającej komunikacji między nami. Nie dostrzegłam pewnego problemu, a on mówić nie chciał. Ot, taki typ ;). Wydawało mu się, że inna lepiej go zrozumie ;). Potem zauroczenie, fascynacja.
              Wyłapałam w porę, że coś złego się dzieje.
              Przepłakaliśmy, przegadaliśmy noce, zaliczyliśmy poradnię.
              Pomogło, to już za nami, wyszliśmy z tego mocniejsi, pewniejsi swoich uczuć.
              Od ponad roku druga młodość przeżywamy ;).

              Nie doszło do fizycznej zdrady. Poczułam się za to zdradzona emocjonalnie. Długo pracowałam nad tym by mu wybaczyć i znowu zaufać.

              Wiesz co on mówi teraz o tamtych wydarzeniach?
              Że jak szczeniak sie zachował, że coś mu odbiło i wstyd mu nawet rozmawiać o tym ze mną bo mu głupio.
              • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:37
                Ciekawe co on by mi napisał.

                Ja, tak jak napisałem chyba w pierwszym poście, miałem w przeszłości zauroczenia, które były silne, angażowały mnie emocjonalnie a pozostawało po nich uczucie "O rany, jak to było możliwe? Jakie to piękne, że nie zrobiłem nic głupiego.". Więc właściwie to jestem w tym doświadczony i wiem, co się czuje później. Jednak mimo to takie rzeczy nadal się zdarzają i widzę, że mają coraz większą moc (albo mój związek ma coraz mniejszą).

                Jednak na ile potrafię to ogarnąć, to powstawanie tych zauroczeń i ich coraz większa siła jest tylko objawem czegoś co się dzieje w moim związku. Mniej więcej takim samym jak to, że ja nie czuję tego drżenia z emocji, o którym pisałaś albo zdarza się że mam mniej serca do niej niż do przeciętnej obcej osoby. Ok, zauroczenie inną osobą to jest to dosyć ostry objaw bo ma dużą moc zniszczenia związku. Do tego dochodzi fakt, że kompletnie obce jest dla mnie poczucie, że "inna zrozumie mnie lepiej" - nie ma takiej możliwości, nie widzę na ogół żadnych konkretnych przewag, jestem świadom, że to jest płytkie, oparte na iluzjach i nawet nie potrafię się oszukiwać że oto znalazłem kogoś "lepszego". Też mówiłem sobie że mi głupio, bo coś mi odbiło, a teraz już mi mina zrzedła bo to się zdarza co jakiś czas i jest coraz silniejsze. Po co mi to? Nie wiem. Co mi to daje czego nie mam? Nie wiem.

                Przyszło mi do głowy jeszcze to, że może Twój mężczyzna nie powinien zbywać tamtej historii mówiąc że mu nawet wstyd o tym rozmawiać. Jakieś przyczyny przecież istniały. Historia nie polegała pewnie na tym, że nie założył okularów i pomylił Cię z jakąś inną dziewczyną tylko miała jakieś podłoże. Ja dopiero teraz się z tym zmagam bo mam nóż na gardle, gdybym mógł cofnąć czas to bym to rozpracował wcześniej, bezpieczniej.
                • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 17:09
                  badsoon2 napisał:

                  > Ciekawe co on by mi napisał.

                  Ciekawe. Niestety, nie ma szans na sprawdzenie tego, on nie uznajne takich tworów jak fora internetowe ;). Chyba, że dot. programowania w PHP ;).


                  > Przyszło mi do głowy jeszcze to, że może Twój mężczyzna nie powinien zbywać tam
                  > tej historii mówiąc że mu nawet wstyd o tym rozmawiać.

                  Wstyd, bo zachowywał się jak gó...arz, nie tylko w moich czy jego własnych oczach.


                  Jakieś przyczyny przecie
                  > ż istniały. Historia nie polegała pewnie na tym, że nie założył okularów i pomy
                  > lił Cię z jakąś inną dziewczyną tylko miała jakieś podłoże.

                  Tak jak Ci pisałam, był problem, z przeszłości, problem nie przegadany, który dla mnie problemem nie był, dla niego tak, problem, który go przerósł. Niestety, nie potrafił tego wyartykułować, wyegzekwować ode mnie czegoś istotnego. Tamta ochoczo mu przytakiwała, żałowała go ;). I to był jej jedyny atut :). Zauroczenie prysło w momencie gdy mój mąż się otworzył i ja sama zrozumiałam z czym mamy kłopot.
        • showmessage Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:26
          Mnie się wydaje, że to kwestia podejścia. Nie lubię kompromisów, nie zadowalam się byle czym. Czy ewenement? Nie sądzę. Ilu ludzi decyduje się spojrzeć prawdzie w oczy? Zaakceptować to kim są, i dlaczego działają tak a nie inaczej? Sądzę iż to jest właściwa miara tego "ewenementu". Ograniczenie nie tkwi jakoś magicznie w samych ludziach, lecz w braku podejmowania kolejnych prób, zdecydowania, przyjmowania tego co jest dane tam gdzie należy złapać to życie za gardło i wydusić więcej. 10 lat czy rok nie ma znaczenia, różnica tkwi w tym czy się zgodzisz na to żeby było inaczej. Na pierwszej randce masz świadomość tego że możesz stracić partnerkę, ja nadal po moich kilkunastu latach mam tego świadomość. Z drugiej strony nigdy nawet nie widziałem kobiety bardziej pociągającej, więc sam też nie chcę odejść. Proporcja między jednym a drugim jest wyznacznikiem stabilności związku. Jest to nadal ta sama proporcja co na początku. :) U Ciebie jest zachwiana.
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:39
            Przeważnie to bym się pod tym podpisał, bo też byłem w miarę pewien swego. Teraz nie jestem i jest to dla mnie zaskoczenie i problem, z którym ciężko mi cokolwiek zrobić. Być może problem spowodowany zbyt małą uważnością, nie wiem...
    • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 14:32
      1.) żyjesz z tą kobietą tak długo z powodu ideałów a nie dlatego że ci na niej zależy
      2.)wydaje ci się "idealna", bo to na niej wykształciłeś swoje gusta, uwarunkowałeś upodobania seksualne etc., wystarczy otworzyć się na nowe i nauczyć innych kobiet
      3)jesteś żałosny, szukasz poparcia i usprawiedliwienia dla siebie na forum, zamiast spojrzeć w oczy prawdzie, której doskonale jesteś świadomy i przejść do czynów. Kończ waćpan i wstydu oszczędź. Nie marnuj życia tej kobiecie dłużej.

      Chroń mnie panie boże wielka gąsiennico przed takimi mężczyznami!
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:04
        1) Te ideały na pewno są i może są za bardzo, ale na pewno nie mogę powiedzieć, że mi na niej nie zależy. Połowa cierpienia bierze się z faktu, że ranię ją.

        2) Generalnie bardzo chętnie bym to zrobił, nie trzeba mnie namawiać. Ale ja nie chcę chcieć uczyć się innych kobiet bo to będzie koniec tego co mam teraz.

        3) Nie szukam usprawiedliwienia i poparcia - przecież nie wiem co robić. Nawet nie szukam rady tylko opinii. Któraś z nich może pomóc mi zobaczyć coś czego nie widzę. Nie sądzę też, że marnuję jej życie... Przecież to nie jest wątek "Jak zerwać z dziewczyną? Pomóżcie!"...
        • anka_cyganka35 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:21
          wiesz co ale i tak Cię podziwiam, że najpierw myślisz zanim coś zrobisz. szkoda, że mój eks najpierw wskoczył 20-latce do łózka a pózniej zaczął myśleć
        • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:43
          badsoon2 napisał:

          > 1) Te ideały na pewno są i może są za bardzo, ale na pewno nie mogę powiedzieć,
          > że mi na niej nie zależy. Połowa cierpienia bierze się z faktu, że ranię ją.
          Zranisz ją jeszcze bardziej jeżeli będziesz to ciągnął i jeszcze przypadkiem-broń boże- założycie rodzinę. A tak jest jeszzce młoda, bezdzietna i ułoży sobie życie bez problemu na nowo. Generalnie, im później dojdziesz do tego co jest oczywiste, tym gorzej

          > 2) Generalnie bardzo chętnie bym to zrobił, nie trzeba mnie namawiać. Ale ja ni
          > e chcę chcieć uczyć się innych kobiet bo to będzie koniec tego co mam teraz.

          A tu Cie mam bratku, egoisto Ty! Wygodnie Ci co? Wszak ładna, mądra kobieta, może ciężko będzie taką drugą znaleźć, więc trzymasz się jej jak rzep psiego ogona, pomimo że jej już nie kochasz. To ma w języku polskim określenie- "pies ogrodnika".

          > 3) Nie szukam usprawiedliwienia i poparcia - przecież nie wiem co robić. Nawet
          > nie szukam rady tylko opinii. Któraś z nich może pomóc mi zobaczyć coś czego ni
          > e widzę. Nie sądzę też, że marnuję jej życie... Przecież to nie jest wątek "Jak
          > zerwać z dziewczyną? Pomóżcie!"...

          A ja myślę, że właśnie dobrze wiesz co powinieneś zrobić. Każde zdanie Twojego postu, zarówno formą jak i treścią, świadczy, że chcesz żeby napisano Ci coś potwierdzająco-pokrzepiającego. Coś co potwierdzi Ci, że to już koniec i że nie jesteś temu winny.
          Nienawidzę takich facetów. Dla mnie to zwykła hipokryzja.

          A jeżeli przypadkiem, naprawdę nie jesteś świadomy, co całe Twoje "JA" mówi (w co szzcerze wątpie), przeczytaj swój własny post.

          Model psychiki składa się, w uproszczeniu, z trzech części :
          ID- Twoje naturalne instynkty i popędy- część nieświadoma mózgu
          Superego- zasady wpojone przez rodziców, kulturę, środowisko (kryteria moralności, sumienia, wartości życiowe) - również część nieświadoma
          Ego-czyli to czego jesteś świadomy, struktura pośrednia pomiędzy superego a id.
          Jeżeli NAPRAWDĘ, nie wiesz co robić, tzn. że Superego zaczyna wypierać Twoje ID. Skup się i ćwicz zastanawianie, na co tak naprawde masz ochotę, a nie co narzucają Ci Twoje ograniczenia kulturowe- będziesz szczęśliwszy.
          • htoft Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:57
            piataziuta napisała:
            > Coś co potwierdzi Ci, że to już koniec i że nie
            > jesteś temu winny.
            > Nienawidzę takich facetów. Dla mnie to zwykła hipokryzja.

            Uważasz, że to, że mu przeszło, to jego wina?
            • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:44
              Nie wiem czy to jego wina. Pewnie nie. Choć mówią ,że nad związkami (zwłaszcza nad tymi wartościowymi) należy pracować, żeby do czegoś takiego jak wyżej nie doszło.
              W tym momencie razcej nie ma znaczenia już,czyja to wina.
              Facet się wypalił i powinien albo sam odejść, albo poinformować swoją kobietę o tym jak jest- niech ona odejdzie (lub kto wie, może jeszcze powalczy).

              Nie mieści mi się po prostu w głowie, że mój facet może oglądać się za każdą laską-tylko nie za mną, nie czuje już że mnie kocha, wszystko "inne i nowe" wydaje mu się bardziej fascynujące, a mimo to kurczowo trzyma się mnie. Czułabym się oszukana i poniżona.


              • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:57
                Wolałabyś żeby odszedł natychmiast gdy do niego dotrze, że tak to wszystko wygląda? Ja mam taki model tego: związek psuje się powoli, stopniowo. Są takie miejsca, w których gdy się podejmie jakieś działania to wszystko można naprawić, a nawet wejść na wyższy poziom (taką historię opowiada salma75), a są takie punkty, w których nie da się już tego naprawić mimo że się dostrzegło problem. Nie wiesz nigdy w którym punkcie się znajdujesz więc głupio by było rezygnować w sytuacji gdy może być jeszcze jak u salmy75.

                A to czy kurczowo się trzymam jej - to właśnie staram się zrozumieć, może tak jest, że chodzi mi tylko o moje bezpieczeństwo i wygodę, a reszta mi się tylko wydaje, a może jest inaczej - że to jest piękne i wartościowe tylko trzeba pokonać pewne trudności.
                • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 18:28
                  badsoon2 napisał:

                  > Wolałabyś żeby odszedł natychmiast gdy do niego dotrze, że tak to wszystko wygl
                  > ąda?
                  Nie. Wolałabym żeby ze mną o tym porozmawiał. Bardzo chciałabym żeby był szczery. Wtedy można się zastanawiać wspólnie. Dać sobie czas. Spróbować ocenić po pewnym czasie wspólnie- czy to ma sens.
                  Niestety nie każdego stać na taką rozmowę. Mam wrażenie że Ty z góry odrzuciłeś tę opcję.
                  W takiej sytuacji wolałabym żeby facet po prostu odszedł.

                  > Nie w
                  > iesz nigdy w którym punkcie się znajdujesz więc głupio by było rezygnować w syt
                  > uacji gdy może być jeszcze jak u salmy75.

                  Napisałeś że to trwa już kilka miesięcy- to trochę za długo jak na "zwykły kryzys".
                  Z doświadczenia własnego: nie ma tak żebym nie wiedziała czego chcę i w jakim punkcie się znajduję. Jeżeli się zastanawiam- to kilka dni, a nie MIESIĘCY. Jeżeli organizm produkuje przez długi czas tylko uczucie zniechęcenia, tzn. że trzeba go posłuchać- nie ma co dłużej tego ciągnąć. Twój post(pierwszy) brzmi bardzo negatywnie. Jeżeli opisałes tylko jedną stronę niechcący- zastanów się co przeważa: chęć czy niechęć?
                  Z obserwacji znajomych: jeżeli ciągneli coś wbrew sobie, tak długo jak Ty, to tylko ze strachu przed zmianami. A jak już wzięli się w garść- okazywało się, że to była dobra decyzja.
                  • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 18:44
                    Skracając...

                    Polecam Ci z całego serca: spróbuj porozmawiać z dziewczyną (tylko może darując jej fragmenty o tym jak to kręcą Cie inne). Powiedz że czujesz się "jakiś taki wypalony" i nie wiesz czy to tylko chwilowy kryzys czy coś poważnego. Na jej miejscu dałabym Ci trochę czasu na wyklarowanie uczuć.
                    Uważam też że jeżeli związek był poważny i wieloletni, to nigdy nie jest tak, żeby nie można było wrócić (ja wróciłam do faceta po roku przerwy). Wszystko zależy od tego jak się sytuację rozegra.
                    Pozdrawiam i życzę zdecydowania.

                    • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 18:53
                      Dziękuję.
                  • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 18:46
                    > Niestety nie każdego stać na taką rozmowę. Mam wrażenie że Ty z góry odrzuciłeś
                    > tę opcję.

                    Tak nie jest. Rozmawiam tak szczerze jak tylko potrafię, a także nie biorę pod uwagę możliwości nieprzegadania wszystkiego wzdłuż i wszerz przed jakimikolwiek decyzjami.

                    > Napisałeś że to trwa już kilka miesięcy- to trochę za długo jak na "zwykły kryz
                    > ys".

                    Niecałe trzy miesiące, wg mnie to nie jest długo jak na tak długi związek. Wszystko jest coraz głębsze i bardziej złożone wraz z upływem czasu, jakoś nie pasuje mi do 10-letniego związku kryzys, który trwa trzy dni.

                    > Z doświadczenia własnego: nie ma tak żebym nie wiedziała czego chcę i w jakim p
                    > unkcie się znajduję. Jeżeli się zastanawiam- to kilka dni, a nie MIESIĘCY. Jeże
                    > li organizm produkuje przez długi czas tylko uczucie zniechęcenia, tzn. że trze
                    > ba go posłuchać- nie ma co dłużej tego ciągnąć. Twój post(pierwszy) brzmi bardz
                    > o negatywnie. Jeżeli opisałes tylko jedną stronę niechcący- zastanów się co prz
                    > eważa: chęć czy niechęć?

                    To co piszę brzmi źle bo opisuję głównie problemy... Bardzo ciężko jest w takich sprawach mierzyć sobie co przeważa. Dostaję ochrzan tu trochę, ale zrozumcie też, że po 10 latach, po prawie 4 tys. dni razem spędzonych ciężko jest w ogóle dopuścić do świadomości, że coś może być nie tak, że są jakieś problemy. A co dopiero rozważać możliwość odejścia. A co dopiero to zrobić! Mam pomyśleć "ok, chyba nie stać mnie na totalnie szczerą rozmowę od razu to spakuję rzeczy i już mnie nie ma". 10 lat! To jest jedna trzecia mojego i jej życia, z pierwszą dziewczyną a jej pierwszym chłopakiem, która mnie kocha i nie zrobiła nic o co mógłbym mieć pretensje. To jest jakiś koszmar, momentami wolałbym nie żyć w ogóle niż się z takim czymś mierzyć.



                  • tylko-pralka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 23.10.10, 11:30
                    O matko!
                    Przecież gołym okiem widać, że to nie TA i że To nie TO! Nie kochasz jej, aż krzyczysz tym niekochaniem :P Ona jest świetna, cudowna, mądra piękna i idealna więc oczywistym jest, ze tak się dziwisz, że nie możesz się jej oświadczyć, to normalne, plujesz sobie w brodę, dlaczego skoro jest taka cudowna Ty nie możesz się określić i czujesz się winny! Rozstań się jak najszybciej, zobaczysz po jakimś czasie poczujesz ulgę i wszystko się ułoży. Jak ktoś kogoś kocha, to nie ma 6-7 zakochań w innych osobach, no do cholery, Twój organizm aż wyrywa się od tego związku, niedługo biegunki dostaniesz na myśl o spędzaniu czasu z tą dziewczyną, obrzydnie Ci i znienawidzisz ją jeszcze, staniesz się niegrzeczny, opryskliwy i leniwy - leniwy chyba już jesteś, bo nawet nie masz inicjatywy do wspólnych działań - ej, to nie jest normalne jak Ci tu p0iszą niektórzy - słuchaj siebie, a nie wzorców. Ja rozumiem, że 9 lat to kawał czasu, ale zauważ, że Ty w ogóle nie jesteś gotowy na kolejne 9 z tą kobietą. Nie lekceważ swoich pragnień, bo nie wyjdziesz ani Ty ani ona na tym dobrze. Słuchaj, takie rzeczy się zdarzają, ludzie rozstają się i nie ma w tym nic niewłaściwego, niewłaściwe i nieuczciwe jest trwanie w bylejakości. Myślę, że fakt niewybzykania nie jest u Ciebie nadrzędny, to chyba jednak coś głębszego i Ty to wiesz doskonale, ale cały czas boisz się przyznać sam przed sobą.
                    A jeszcze odnośnie "wspaniałości" Twojej dziewczyny też wydaje mi się wątpliwy. Zobacz, że nawet nie lubisz z nią spędzać czasu, może i ona jest idealna, ale może nie dla Ciebie, może sobie wkręciłeś tylko, bo innej tak dobrze nie znasz, nie za mdło Ci się czasem robi od tego kreowania ołtarzyka? Jak dla mnie to, ona ani idealna ani piękna, po prostu ona Cię chce pomimo Twoich "rozterek" i gdzie drugą taką dobrą i kochającą znajdę, co mnie tak rozumie? Jesteście jak siostra z bratem, albo mama i syn, albo dwójka współlokatorów. Ajjj, jak Ci się flaki wywracają na myśl o oświadczynach, to już nie ma co się zastanawiać!
                    • el_capricho Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 29.10.10, 13:04
                      mądre słowa... nic dodać, nic ująć.
                • q-azwsx Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 21:45
                  Autorze, przede wszystkim musze powiedziec, ze jestem pod wrazeniem Twojej zyciowej madrosci i dojrzalosci, cechy rzadko spotykane wrod wspolczesnych mezczyzn. Fajne jest to, ze w 100 % zdajesz sobie sprawe z roznych iluzji, typu zauroczenia, zakochania itp, bo wielu ludzi nie ma bladego pojecie o iluzorycznosci powyszych i dlatego tak wiele zwiazkow rozpada sie w momencie, gdy tylko zaczna znikac przyslowiowe "motylki". Zakochanie jest podstepem matki natury,a moze nie podstepem ale zwyklym mechanizmem, majacym na celu doprowadzenie do kopulacji i wynikajacego z niej przedluzenia gatunku. Trwa ono srednio 3 do 6 miesiecy. Potem znika. Jest to bardzo smutne, ale taka jest kolej rzeczy i nie przeskoczymy tego.
                  Dobrze ze zdajesz sobie z tego sprawe i ze nie masz zludzen, iz z nastepna kobieta z ktora stworzylbys zwiazek, sprawy uloza sie inaczej.Nie uloza sie inaczej, bedzie tak samo jak bylo - max pol roku totalnego wariactwa, a potem spowszednienie i spadek emocji.
                  Wydaje mi sie ze Twoim problemem jest to, ze nie miales kontaktu fizycznego z zadna inna kobieta poza Twoja obecna. Przemawia przez Ciebie, byc moze nawet nieuswiadomiona frustracja, ciekawosc, naturalna meska potrzeba do "zaplodnienia jak najwiekszej ilosci samic". Tylko ze z kazda samica bedzie tak samo, bo kazda samica pod wzgledem fizycznym, da Ci dokladnie to co Twoja dziewczyna, jezeli spodziewasz sie doznan innych niz dotychczas Ci znane, to zawiedziesz sie. Pisales wiele o porozumieniu dusz jakie Was laczy, o tym ze niczym juz nie zaimponujesz swojej dziewczynie, bo zna Cie ona zbyt dobrze, a uczucie imponowania kobietom jest Ci bardzo mile i podbudowuje Twoje ego. To moze wynikac z niskiej samooceny, z kompleksow, bo czlowiek o silnej, ustabilizowanej samoocenie nie musi szukac potwierdzenia swojej atrakcyjnosci w oczach innych ludzi i nie ma w nim checi "sprawdzania sie " przed innymi.
                  Mam dla Ciebie kilka rad co mozesz zrobic.
                  1. Idz do prostytutki. W ten sposob przekonasz sie, ze sex z inna kobieta jest fascynujacy, dopoki do niego nie dojdzie, czyli w Twojej glowie. A gdy do niego dojdzie to okaze sie, ze ten sex niewiele rozni sie od sexu ktory znales do tej pory i nie jest niczym nadzwyczajnym.
                  Bo mysle ze o to glownie tutaj chodzi, o potrzebe sprobowania seksu z inna kobieta.
                  2. Udaj sie do madrego psychologa/psychiatry, ktory nakieruje Cie i poradzi lepiej niz my tutaj wszyscy na forum.
                  3. Na jakis czas rozstan sie ze swoja dziewczyna - byc moze masz przesyt, bo przebywacie ze soba za duzo i za czesto. Nic tak nie umacnia zwiazku jak czasowe rozstanie. Wszystko sie moze znudzic gdy wystepuje w nadmiarze - codzienne jedzenie pizzy ktora sie uwielbia, po jakims czasie sprawiloby, ze nie moglibysmy juz na te pizze patrzec ;)
                  4. Zerwij ze swoja dziewczyna, powiedz jej przy tym wiele gorzkich slow. Daje Ci osobista gwarancje, ze szybko pozalujesz swojej decyzji i zrozumiesz, ze nie mozesz i nie chcesz bez niej zyc. Wtedy wroc do niej i pros o wybaczenie.
                  Powodzenia
                  • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:16
                    Wszystko popieram, cieszę się, że ktoś w końcu zauważył jego dojrzałość. Z jednym się tylko nie zgodzę, z tą radą dotyczącą prostytutki. Już raczej polecałabym jakiś trójkącik uskutecznić. W ten sposób nie zdradzi swojej dziewczyny, a i poczuje smak nowości, ten inny dotyk i zapach, który tak nie daje mu spokoju. Potem sam zobaczy, czy mu to wystarczyło, bo to jednak nie to, czy też jednak nie może bez tego żyć i zdecyduje się zakończyć związek.
              • katjaksa tylko trójkąt uratuje wasz związek 30.10.10, 22:39
                wiem coś o tym bo sama w nim żyję. co prawda jako ta druga, no ale.... młoda przecież jestem^^

                o ile jesteś biseksualna to macie szansę, a jak nie, to cóż. zerwij z nim innego wyjścia nie ma. bo już nie uratujesz tego, sama piszesz że się wypalił więc o czym rozmowa wgl?
              • bifka wow! 31.10.10, 04:23
                świetny wątek, przeczytałam z zapartym tchem, bo rzadko kiedy mężczyzna decyduje się na tak szczerą eksplorację własnej duszy! kilka osób przede mną pisało już, że w twoim zachowaniu widzą pewien schemat i ja również tak sądzę ale dorzucę do pieca swoje "życiowe" obserwacje, będzie długo:
                1. po pierwsze primo: twój niesformalizowany związek trwa za długo, po prostu "przechodziliście" właściwy czas na decyzję o ślubie i teraz z tą decyzją będzie już tylko gorzej i gorzej, to częsty błąd, kiedy dwoje ludzi wcześnie się poznaje, jest im z sobą dobrze, ale chcą "pozałatwiać" po drodze różne sprawy: studia skończyć, zawodowo się ustawić itp., więc w związku z tym odwlekają ten moment i czekają na "właściwy" czas: wielu niestety nigdy go nie doczeka, paradoksalnie lepiej dla waszego związku byłoby, gdyby twoja dziewczyna zaliczyła wpadkę, tak z 5 lat temu, pewnie byście się wtedy pobrali i dziś mielibyście już inny etap związku i tych problemów by nie było, ale wy zbyt długo się "zastaliście" w jednym miejscu i dlatego tak trudno uczynić następny krok, nie jesteście oryginalni, znałam wiele konkubinatów, które rozpadały się po wielu latach a partnerzy w niedługim czasie znajdowali sobie to "coś" w innych ludziach, czasem obydwoje, czasem tylko facet, bo to kobiety jest znacznie trudniejsze ale statystycznie rzecz biorąc więcej długoletnich niesformalizowanych związków się rozpada niż zostaje ze sobą - więc coś jest na rzeczy.
                2. po drugie primo: jesteś seksualnie niewyżyty i to aż bije po oczach jak się ciebie czyta, i tutaj też nie jesteś oryginalny, bo seks dla faceta to innego jak dla kobiety i genetycznie zakodowany przekaz o konieczności rozsiewania swego nasienia powoduje frustrację w sytuacji, gdy ograniczasz się do jednej kobiety: wydaje ci się, że każda inna da ci w seksie jakiś kosmos przeżyć i nie możesz przestać o tym myśleć, to typowe dla wiernych, dobrych facetów! byłoby ci łatwiej gdybyś kiedyś poszalał, pozaliczał panienki, chodził na dziwki, wyrywał na dyskotekach - wówczas miałbyś o tę jedną frustrację mniej. zaproponuję rzecz karygodną: znajdź sobie kogoś na boku niezależnie od tego jaką decyzję podejmies odnośnie swego związku, to może być dla was obojga terapeutyczne, bo rozładujesz frustrację i przekonasz się czy seks z inną kobietą to lepsze/gorsze od tego co masz ze swoją stała partnerką, doznasz uczucia świeżości, motylków w brzuchu i może to nawet polepszyć seks w starym związku, o ile tylko jest w tobie odpowiednia dawka cynizmu aby to rozegrać! skok w boku nie zawsze bywa zły, czasem leczy sytuację i wiele wyjaśnia, pomaga podjąć decyzję na tak albo na nie a wszystko w waszej sytuacji jest lepsze niż trwanie!
                3. po trzecie primo: za bardzo analizujesz swój związek, za mocno rozkładasz go na czynniki pierwsze i za bardzo go gloryfikujesz. nie chcę być mało subtelna, ale teoria o dwóch połówkach jabłka jest mocno przereklamowana i nie jest tak, że to jest ta właściwa kobieta i jak ją zostawisz, to popełnisz jakiś straszny życiowy błąd, bo człowiek może kochać wiele razy, być z różnymi ludźmi i za każdym razem okazuje się, że jest dobrze tylko inaczej, za każdym razem może to być "to" - uwierz mi, mam trzeciego męża i nie żałuję żadnego z moich związków, każdy był wartościowy, jedyny w swoim rodzaju, każdego kochałam, tylko inaczej, za inne rzeczy, na pewnym okresie mojego życia. dziś mam 10 lat więcej niż ty, świetnego faceta, dziecko z nim ( z innymi nie chciałam) i wszystko wskazuje, że to właśnie "to"! problem w tym, że z poprzednimi facetami też tak czułam ...
                wiele osób doradza ci terapię związku - ja odradzam, jedyne co może być jej skutkiem, to uświadomienie sobie własnych skrywanych potrzeb i przyśpieszenie decyzji na nie, przechodziłam przez to z drugim mężem i rozstaliśmy się w 3 miesiące po jej zakończeniu :)
                powiem więcej: grzebanie przy pomocy innej osoby w swoim związku tylko nasila problem i dlatego skuteczność terapii dla związków jest tak niska, jak związek dojrzewa do terapii to znaczy, że ludzie tak naprawdę już nie chcą ze sobą być, tylko boją się zmian i potrzebują pretekstu, aby go zakończyć - taka jest brutalna prawda. również o twoim związku - on się tak naprawdę już wypalił, nie przeszliście we właściwym czasie do następnego etapu i nie da się już tego cofnąć, dalsze trwanie tylko nasili problem, rzecz nie tkwi w twojej kobiecie, ona może być świetna, nie tkwi w tobie - możesz być całkiem w porządku wobec siebie i wobec niej, ale w upływie czasu i potrzebie nowych bodźców - tyle i aż tyle! gdybyście zostali małżeństwem, mieli do tej pory dwójkę dzieci jak ma to w zwyczaju większość par o takim stażu, to po drodze w waszym związku wydarzały by się rzeczy ważne, które powodowałyby jego rozwód i przechodzenie na inne poziomy, otwieranie się na inne uczucia i nie mielibyście tego uczucia wypalenia (choć to nie jest pewne, wiele spełnionych małżeństw też to zalicza, ale rzadziej) a w waszym związku nic takiego się nie działo, trwaliście po prostu i to było zabójcze. teraz im bardziej będziesz wgłębiał się w swoje uczucia i im bardziej będziesz analizował co jest nie tak, tym gorzej dla związku i już nie przywrócisz mu utraconej świeżości (no bo jak? żadne z was nie zacznie być nową osobą, nie nauczy się nowych sztuczek, nie będzie chodzić po wodzie ani nie odstanie nowego ciała). spójrz raczej na całokształt, zobacz co ten związek ci daje, a czego nie, zrób listę plusów i minusów, (nie lekceważ seksu - to potężny bodziec, który pomijany latami potrafi wybuchnąć zupełnie nieoczekiwanie wobec pani o wątpliwych walorach, która po okresie fascynacji będzie budzić jedynie zażenowanie i bardzo skomplikować życie), podsumuj te 9 lat i spytaj sam siebie czy udźwigniesz 9 następnych już jako mąż i ojciec (a to dodatkowy ciężki sprawdzian dla związku i seksu w związku, bo go okresowo zabija, niestety ...), jeżeli nie możesz całkiem szczerze odpowiedzieć, że tak, to zwijaj żagle i nie marnuj dziewczynie kolejnych lat, teraz jest jeszcze dość młoda aby sobie życie ułożyć, potem będzie już gorzej! z doświadczenia wiem, że jak pojawiają się rysy i zapanuje znudzenie (a to się u ciebie wyczuwa wbrew temu co twierdzisz o byciu dla siebie wciąż atrakcyjnymi - nie kupuję tego, brzmi nie szczerze, to tylko parawan dla czekającej cię zmiany), to niewiele rzeczy może już pomóc, chyba że możecie z dnia na dzień zmienić swoje życie, pojechać w podróż dookoła świata, zobaczyć siebie w innym otoczeniu, nowych rolach, przeprowadzić się w nowe miejsce, postawić sobie nowy cel - np. kupujemy dom w górach albo działkę nad morzem, urządzamy zupełnie w innym stylu nasze mieszkanie, zapisujemy się na kurs szybowcowy itp. - wtedy może coś ożyć, ale na krótko albo wcale. z życiem nie da się wygrać a ono traktuje nas brutalnie - jak zostaniesz w tym związku, całe późniejsze życie będziesz żałować, że czegoś nowego nie spróbowałeś, że zabrakło ci odwagi i pewnie tak gdzieś w okolicach 40-stki odbije ci szajba i wybierzesz wolność zostawiając żonę i dzieci, jak odejdziesz - to być może będziesz żałował, bo to dobra kobieta była, następna może być gorsza, ale będziesz przynajmniej żył, doznawał, próbował, dostawał po łapach, próbował od nowa, będzisz bogatszy o te doświadczenia, zyskasz punkt odniesienia - sorry, że mało solidarnie zachęcam cię do odejścia, powinnam wykazać solidarność jajników, ale sama doświadczyłam takich odejść i wiem że zmiana, jak się na nią odważysz, zazwyczaj jest zmianą na lepsze, inne, nowe, a trwanie jest ... nudne! to egoizm ale od własnych egoizmów nigdy nie uciekniemy daleko, niestety ...i tyle właśnie chciałam powiedzieć!
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:16
            W zasadzie to gdyby było dokładnie tak jak piszesz, to Twój post powinien dać mi to czego tu wg Ciebie szukam - w sumie to każesz mi odejść.

            > Zranisz ją jeszcze bardziej jeżeli będziesz to ciągnął i jeszcze przypadkiem-br
            > oń boże- założycie rodzinę. A tak jest jeszzce młoda, bezdzietna i ułoży sobie
            > życie bez problemu na nowo. Generalnie, im później dojdziesz do tego co jest oc
            > zywiste, tym gorzej

            Czemu mnie tak skreślasz, nie widzisz żadnej nadziei?

            > A tu Cie mam bratku, egoisto Ty! Wygodnie Ci co? Wszak ładna, mądra kobieta, m
            > oże ciężko będzie taką drugą znaleźć, więc trzymasz się jej jak rzep psiego ogo
            > na, pomimo że jej już nie kochasz. To ma w języku polskim określenie- "pies ogr
            > odnika".

            Nie jest tak, że jestem przy niej mimo, że jej nie kocham bo jest mi wygodnie. Ja odkrywam w sobie impulsy, wzorce działań, podświadome chęci do tego, żeby ją odepchnąć od siebie i się tego boję, zauważam to jako coś obcego względem mnie.

            > A ja myślę, że właśnie dobrze wiesz co powinieneś zrobić. Każde zdanie Twojego
            > postu, zarówno formą jak i treścią, świadczy, że chcesz żeby napisano Ci coś p
            > otwierdzająco-pokrzepiającego. Coś co potwierdzi Ci, że to już koniec i że nie
            > jesteś temu winny.

            Ok, przyjmuję to jako cenną informację, przeczytam to wszystko pod tym kątem. Rzeczywiście może być w tym taki komponent bo tak jak piszę - część mnie, ta która zwykle siedzi w cieniu, chce to wszystko zniszczyć. I czuję, że rzeczywiście tego typu podejście w jakiś sposób krzepi tą część. Ale która część mnie jest mną prawdziwym i powinna decydować?

            > Nienawidzę takich facetów. Dla mnie to zwykła hipokryzja.

            Przykro mi, że tak piszesz, naprawdę się staram, to dla mnie walka z samym sobą, nie wiem nawet przeciwko czemu zebrać siły i co zaatakować.

            > Jeżeli NAPRAWDĘ, nie wiesz co robić, tzn. że Superego zaczyna wypierać Twoje ID
            > . Skup się i ćwicz zastanawianie, na co tak naprawde masz ochotę, a nie co narz
            > ucają Ci Twoje ograniczenia kulturowe- będziesz szczęśliwszy.

            A nie chodzi Ci o to, że to id wypiera superego? Rada jest ok, to też może być część układanki.
            • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:26
              badsoon2 napisał:

              > Nie jest tak, że jestem przy niej mimo, że jej nie kocham bo jest mi wygodnie.
              > Ja odkrywam w sobie impulsy, wzorce działań, podświadome chęci do tego, żeby ją
              > odepchnąć od siebie i się tego boję, zauważam to jako coś obcego względem mnie

              No, jak ktoś zauważył - zdrowy facet ;).
              Myślisz, że Ty jeden takie impulsy czujesz?
              Na całe szczęście jest spora grupa facetów, która nie dają się ponieść takim emocjom. Cała sztuka to umieć sobie powiedzieć NIE. Ale najpierw musisz sobie SAM odpowiedzieć na pytanie w imię czego chcesz to zrobić, czy masz dla kogo to zrobić.
            • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:56
              badsoon2 napisał:

              > Czemu mnie tak skreślasz, nie widzisz żadnej nadziei?
              Nie "skreślam" Ciebie, tylko ten związek. A nadzieja to jest ewentualnie taka, że poinformujesz kobietę o tym co się dzieje, a ona zamiast odejść spróbuje powalczyć o Twoją uwagę.

              > Ok, przyjmuję to jako cenną informację, przeczytam to wszystko pod tym kątem. R
              > zeczywiście może być w tym taki komponent bo tak jak piszę - część mnie, ta któ
              > ra zwykle siedzi w cieniu, chce to wszystko zniszczyć. I czuję, że rzeczywiście
              > tego typu podejście w jakiś sposób krzepi tą część. Ale która część mnie jest
              > mną prawdziwym i powinna decydować?
              >
              > Przykro mi, że tak piszesz, naprawdę się staram, to dla mnie walka z samym sobą
              > , nie wiem nawet przeciwko czemu zebrać siły i co zaatakować.
              Po prostu skup się na tym czego tak naprawdę chcesz. Uszczęśliwisz tym i siebie i swoje otoczenie (choć pewnie nie od razu).

              > > Jeżeli NAPRAWDĘ, nie wiesz co robić, tzn. że Superego zaczyna wypierać Tw
              > oje ID
              > > . Skup się i ćwicz zastanawianie, na co tak naprawde masz ochotę, a nie c
              > o narz
              > > ucają Ci Twoje ograniczenia kulturowe- będziesz szczęśliwszy.
              >
              > A nie chodzi Ci o to, że to id wypiera superego? Rada jest ok, to też może być
              > część układanki.

              Nie. O to mi chodzi, co napisałam. Uważam, że to Twoje zasady i poczucie powinności względem wieloletniego związku, wypierają to czego naprawdę chcesz.
          • nieksiegowa Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 18:21
            Skup się i ćwicz zastanawianie, na co tak naprawde masz ochotę, a nie co narz
            > ucają Ci Twoje ograniczenia kulturowe- będziesz szczęśliwszy.
            A nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Gdyby człek postępował tak jak piszesz- by robić to na co ma się ochotę, to bedzie sie szczesliwym do tej pory, gdy taki czlek np nie wyleci z pracy, nie straci rodziny, przyjaciół.
            • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 22:29
              We wszystkim powinna być równowaga.
              Poradziłam mu posłuchać siebie samego, skupić się na tym na co ma ochotę, czego chce, bo wydało mi się, że ideały, zasady i poczucie powinności zdominowały go, blokując umiejętność podjęcia racjonalnej wyważonej decyzji.
              • nieksiegowa Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 14:09
                teraz sie z toba zgadzam.
        • jakas_kobietka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 27.10.10, 20:16
          Badsoon, to zabawne, ale ostatnio przeszłam coś podobnego (dlatego z zainteresowaniem wielkim czytam Twoje posty).

          Rzecz jednak dotyczyła przyjaciółki. I d e a l n e j. Kochałyśmy się jak siostry z tą dziewczyną, jest zupełnie inna niż inni ludzie, ma podobną przeszłość do mnie, wielką samoświadomość; jest wierna jak pies, oddana, szczera, bardzo inteligentna i dojrzalsza ode mnie stokrotnie; jest introwertyczką, ale do mnie, w ciągu naszej kilkuletniej znajomości nabrała takiego zaufania, że totalnie się otwierała, znajomi jej przy mnie nie poznawali, mówili że zmieniło jej się poczucie humoru, ogólnie jest weselsza. Ja i jej facet (no i wiadomo, najbliższa rodzina, przyjaciele też) byliśmy dla niej całym światem, c a ł y m, najważniejszymi osobami w życiu. Wiedziałam, jak absurdalnie ważne dla siebie jesteśmy, jak bliźniaki jednojajowe. Znałam największe sekrety jej głowy a ona moje. Najskrytsze, najosobistsze, fizjologiczne wręcz...

          Do dziś przyznaję - jest absolutnie najwierniejszą przyjaciółką jaką można być, wspaniałą osobą. W i e m o tym.

          Ale "zerwałam" z nią.

          Po prostu nagle ogarnęły mnie jakieś lęki związane z tym, że ona mnie tak bardzo potrzebuje i kocha. Zaczęłam wkręcać sobie, że dusi mnie to, że ona owija się wokół mnie jak bluszcz. Kiedy patrzyłam jej w oczy wiedziałam, że ona potrafi mnie przeniknąć, do samego rdzenia. Że nic nie mogę przed nią ukryć, że nie mogę choć odrobinę poudawać sobie, tak jak to robię z innymi, obojętnymi mi ludźmi - pograć sobie, jak aktor na scenie, poprawić tym humor, zupełnie bez zobowiązań. Nie, ona wyczuje każdy fałsz. Zna mnie tak na wylot, że zaczęłam czuć, że to mnie pożera, bo ona przebija się przez moje ochronne warstwy, dociera i dotyka mojej i n t y m n o ś c i . Tej sfery głowy, prywatności. A może ja mam akurat ochotę pomyśleć coś, o czym nie chciałabym, żeby ktokolwiek na świecie wiedział, że właśnie pomyślałam? Na przykład że chciałabym kogoś zabić, albo chciałabym się przespać z jakimś dużo starszym facetem, którego ona zna (autentyczne myśli). A przy niej czułam, że nie jestem bezpieczna, że nie mogę się odprężyć, pomysleć co chcę, bo ona to wyczuje, przeczyta (wiem, absurd! Przecież to niemożliwe!). Poczułam, że to posunęło się tak daleko, że odbiera mi wolność.
          Poza tym nie chodzi o to, że przestałam ją doceniać, czy mi na niej zależeć. Chodzi o to, że było nam tak idealnie, że aż za - to przestało być w y z w a n i e m w ogóle. Nie musiałam się starać, bo byłyśmy tak bardzo swoje, bliskie, własne. Żadnej zmienności, ryzyka, więc nie musiałam się starać. Kur*a, co za cholerna pewność! Ja chcę chociaż odrobinę się postresować, a nie, że mam ją tak na tacy!!
          Kolejne - możliwe, że to był jakiś obrzydliwy impuls, żeby poczuć władzę i poczerpać z tego przyjemność (sorry, myślę że docenisz szczerość). Albo przekonać się, czy umiem bez niej żyć, bo zaczęłam się bać, że nie. A ja nienawidzę być uzależniona od k o g o k o l w i e k. Od czegoś tak niezależnego ode mnie i zawodnego, jak człowiek (absurd, bo wiem, że akurat Ona jest niezawodna).
          Ale w głównej mierzę myślę, że tak jak w Twoim przypadku mógł to być taki odpizd hormonalny.

          Tak czy siak zrobiłam to. Zerwałam.
          Długo się nad tym zastanawiałam, podjęłam decyzję zupełnie świadomie i konsekwentnie, nie zamierzam mieszać i próbować tego odwijać, błagać o przebaczenie, choć pierwsze kilka dni było traumatycznych, bałam się, co teraz ze mną będzie.
          Minęły jakieś dwa miechy.
          Teraz większość moich relacji z ludźmi jest bardzo luźna, 'aktorska', niezobowiązująca. Tu sobie pogadam z kimś, tu pośmieję, ogólnie jest fajnie, ale spier*alać od mojej głowy, moich prywatnych myśli. Potrzebowałam tego, takiej luźności; bo ogólnie u mnie bardzo krucho z zaufaniem do ludzi. (Mam oczywiście jeszcze kilkoro bliskich przyjaciół i z nimi jest wspaniale, bo są mi bardzo bliscy, ale jednocześnie widujemy się tylko co jakiś czas, więc nie boli mnie to tak; z nią byłam codziennie (wciąż jesteśmy skazani na widzenie się codzień, ale nie ma kontaktu)). Jestem trochę otępiona, ale ta samotność przyniosła mi ulgę, na którą liczyłam. Mogę mysleć co chcę, nikt niczego ode mnie nie wymaga. Zero odpowiedzialności. Mam bardzo dobry kontakt z samą sobą; nie czuję się jak bluszcz, któremu odebrano tyczkę i się zaraz złamie. Naprawdę jest lepiej niż myślałam. Oczywiście czuję lekkie ukłucie, gdy przypomnę sobie jakąś z naszych rozmów, cudownie bliskich chwil. Ale nie odwinę tego. Wiem, że tego teraz potrzebowałam - tej samotnej wolności. Jest dobrze. Właściwie lepiej, niż się bałam, że będzie.

          Tak, j e s t e m t c h ó r z e m. TAK WIEM. Nie piszę tego po to, żebyście mogli sobie na mnie pojeździć (ale jak chcecie, to i tak to zrobicie, wiem, na tym polega Forum), tylko po to, żeby pokazać Podmiotowi, że ktoś inny coś podobnego ma. Bo chyba chcemy sobie pomagać nawzajem, tak, czy nie?

          (Acha i PS po przeanalizowaniu doszłam do wniosku, że i w przeszłości zdarzały mi się takie odpizdy. Dokładnie dwa razy. Jestem bardzo bardzo niezrównoważonym emocjonalnie tchórzem, t a k.)
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 28.10.10, 17:59
            To bardzo ciekawa i dziwna historia. Szczerze mówiąc nie potrafię się wczuć w Ciebie bo nie mogę sobie wyobrazić, że przyjaźń może być w taki sposób... nie wiem jaka. Przyjaźń jest dla mnie czymś bardziej swobodnym niż "związek". W przyjaźni można wg mnie dużo łatwiej regulować aktualny stopień zażyłości, częstotliwości spotkań. Nie przyszłoby mi do głowy, że może to być tak inwazyjna relacja, domagająca się tak drastycznych rozwiązań.
    • sokoll1 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:37
      yyyy....
      to co powiem będzie chyba nie za mądre, a ja tak uważam.
      facet powinien mieć z życiu seks z wieloma kobietami...
      chyba, że nie ma takich myśli jak Ty...
      dla mnie Towje myśli są naturalne - normalna męśka ciekawosć.
      Lepiej ją zaspokoić teraz, niz zdradzić w małżeństwie.

      Ty pewnie czujesz, że powineś juz sie ustabilizować - ale torche Ci szkoda, że nie posmakowałeś innych ;) Zerwij kilka i spróbuj :P
      Bo w narzeczeństwie/małżeństwie to juz... fe!
      hm... teraz Ci wolno!!!!!
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 15:47
        Wiesz, właśnie problem polega na tym, że ja czuję, że nie wolno mi teraz, że to tak samo fe jak w małżeństwie i narzeczeństwie.
        • sokoll1 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 04:06
          człek sie budzi nad ranem, patrzy, a tu sie z nim znowu kłócą ;)

          stary. jakbym była na twoim miejscu, poprosiłabym o miesiac na zastanowienie sie nad tym wszystkim...
          i poszla na baby. sorry. to ostatni dzwonek!
          jakiś taki jestes strachliwy... sam widzisz co sie z toba dzieje. jak zalegalizujecie zwiazek bedzie gorzej!
          wiesz co, ja bardzo szanuję mężczyzn, którzy nie zdradzają narzeczonych/żon. a nawet podziwiam! tak, przy męskiej konstrukcji - to zasługuje na ogromny podziw, ten hart ducha!

          ale to, co ty robisz... sorki, to patologia... idź do seskuologa - bo krecisz na siebie bat! :P
      • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:03
        sokoll1 napisała:

        > Bo w narzeczeństwie/małżeństwie to juz... fe!
        > hm... teraz Ci wolno!!!!!


        Bardzo ciekawe.
        A jak ludzie są ze sobą naście lat, ale nie są narzeczeństwem ani małżeństwem to wolno czy nie?? :/.
        • sokoll1 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 04:11
          salma75 napisała:

          > sokoll1 napisała:
          >
          > > Bo w narzeczeństwie/małżeństwie to juz... fe!
          > > hm... teraz Ci wolno!!!!!
          >
          >
          > Bardzo ciekawe.
          > A jak ludzie są ze sobą naście lat, ale nie są narzeczeństwem ani małżeństwem t
          > o wolno czy nie?? :/.

          wszystko na zasadzie ustalenia ;D to insza inszość - i dobrze o tym wiesz Salma! facecik młody i wierny... od 20 roku życia w monogamicznym związku. nie przyzna sie nam - ale pewnie był prawiczkiem do tego czasu. jak na mój babski rozum - to Jedyna babka w jego życiu! jedyna seskualna partnerka. coś mi mówi, że mam rację :P
          Piekne to - pod warunkiem, że sie nie ma takich schiz. A on ma :P
          a wracając do Jeszcze_Nie_Straconego_Ale_Jak_Tak_Dalej_Pójdzie_To_Tylko_Patrzeć ;)
          ... on sie chłopina nie wyszumiał... poszumieć pragnie...
          normalne!!!!! wolę faceta, któy zdradzi - niż męża który zdardzi. narzeczony (obiecał)/ mąż (przysięgał) nie ma prawa - facet, chłopak... bolesne... ale ma takie prawo!!!!
          masz prawo uprawiać seks z innymi kobietami. pod warunkiem - e jej powiesz... przertwa na przemyślenie pewnych spraw. matko, to jest oczywiste dla mnie.
          • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 10:41
            sokoll1 napisała:

            > salma75 napisała:
            >
            > > sokoll1 napisała:
            > >
            > > > Bo w narzeczeństwie/małżeństwie to juz... fe!
            > > > hm... teraz Ci wolno!!!!!
            > >
            > >
            > > Bardzo ciekawe.
            > > A jak ludzie są ze sobą naście lat, ale nie są narzeczeństwem ani małżeńs
            > twem t
            > > o wolno czy nie?? :/.
            >
            > wszystko na zasadzie ustalenia ;D to insza inszość - i dobrze o tym wiesz Salm
            > a! facecik młody i wierny... od 20 roku życia w monogamicznym związku. nie przy
            > zna sie nam - ale pewnie był prawiczkiem do tego czasu. jak na mój babski rozum
            > - to Jedyna babka w jego życiu! jedyna seskualna partnerka. coś mi mówi, że ma
            > m rację :P
            > Piekne to - pod warunkiem, że sie nie ma takich schiz. A on ma :P

            Niech przeczeka, minie ;).
            Nie jesteśmy zwierzakami, żeby każdą naszą ochotę zaspokajać , bo nam się chce i już.


            > a wracając do Jeszcze_Nie_Straconego_Ale_Jak_Tak_Dalej_Pójdzie_To_Tylko_Patrzeć
            > ;)
            > ... on sie chłopina nie wyszumiał... poszumieć pragnie...
            > normalne!!!!! wolę faceta, któy zdradzi - niż męża który zdardzi. narzeczony (
            > obiecał)/ mąż (przysięgał) nie ma prawa - facet, chłopak... bolesne... ale ma t
            > akie prawo!!!!

            Nie widzę różnicy. I tu i tu jest zawiedzione zaufanie, złamane zasady. Tak samo bolesne.


            > masz prawo uprawiać seks z innymi kobietami. pod warunkiem - e jej powiesz... p
            > rzertwa na przemyślenie pewnych spraw. matko, to jest oczywiste dla mnie.


            O! I to jest kluczowe zdanie!
            Nienawidzę z całego serca facetów krętaczy i kłamczuchów.
            • sokoll1 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 18:10
              > > masz prawo uprawiać seks z innymi kobietami. pod warunkiem - e jej
              > powiesz...
              p
              > > rzertwa na przemyślenie pewnych spraw. matko, to jest oczywiste dla mnie.
              >
              >
              > O! I to jest kluczowe zdanie!
              > Nienawidzę z całego serca facetów krętaczy i kłamczuchów.


              Salma, zgadzamy się. Niech powie, jak ma odwagę, że przerwa i idzie na inne. Ale to wymaga odwagi he he... MĘSTWA!!!!
              Ja także nienawidzę krętaczy, co zdradzają i kręcą... To takie małe i niemęskie...
              Szczerość jest kluczowa!
              • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:24
                On zapewne wie, że jak tak powie, to nie będzie już miał do czego wracać :)
    • milkajolka Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:33
      mysle ze duzo jest afcetow z podobnym problemem...
      faceci duzo bardziej sie angazuja niz kobiety, ale czesto o wiele szybciej ulegaja pokusom i zdradzaja,
      Twoim powiedzmy bledem jest to ze miales jedna kobiete tyle lat
      nie posmakowales czegos innego
      ale inne wcale nie znaczy lepsze!
      teraz to jest bardziej przywiazanie
      mysle ze jesli ją zdradzisz mozesz albo zalowac, albo znalesc sobie inna z ktora sie ozenisz po krotkim czasie
      ale jesli nie sprobujesz to sie nie dowiesz
      powiem szczerze ze trudno jest wytrwac w pierwszym zwiazku tyle lat
      mysle ze zwiazki maja szanse powodzenia jesli juz sie czlowiek wyszaleje
      • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 16:56
        milkajolka napisała:

        > mysle ze duzo jest afcetow z podobnym problemem...
        > faceci duzo bardziej sie angazuja niz kobiety, ale czesto o wiele szybciej uleg
        > aja pokusom i zdradzaja

        Mogę wiedzieć skąd takie wnioski?


        > Twoim powiedzmy bledem jest to ze miales jedna kobiete tyle lat

        Za cholerę tego nie potrafię zrozumieć...
        Popełniam błąd, że jestem tyle czasu z jednym mężczyzną?

        Można być szczęśliwym z pierwszym partnerem i nieszczęśliwym zaliczając partnerów jednego po drugim. Nie ma reguł, receptą na szczęśliwy związek nie jest wcześniejsze wyszalenie się.

        > nie posmakowales czegos innego
        > ale inne wcale nie znaczy lepsze!
        > teraz to jest bardziej przywiazanie
        > mysle ze jesli ją zdradzisz mozesz albo zalowac, albo znalesc sobie inna z ktor
        > a sie ozenisz po krotkim czasie
        > ale jesli nie sprobujesz to sie nie dowiesz

        Przy okazji... Jest takie powiedzenie "Co się stało to się nie odstanie". Warto o tym pamiętać przed "próbowaniem" ;).
        Jestem za tym żeby badsoon próbował jeśli tego do szczęście mu trzeba, ale nie za plecami dziewczyny. Kawa na łąwę i wtedy fruu...


        > powiem szczerze ze trudno jest wytrwac w pierwszym zwiazku tyle lat
        > mysle ze zwiazki maja szanse powodzenia jesli juz sie czlowiek wyszaleje


        Mój 19letni związek zadaje kłam Twojej teorii.
        I nie jestem jakimś wyjątkiem, naprawdę :).
        • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:28
          > > powiem szczerze ze trudno jest wytrwac w pierwszym zwiazku tyle lat
          > > mysle ze zwiazki maja szanse powodzenia jesli juz sie czlowiek wyszaleje
          >
          >
          > Mój 19letni związek zadaje kłam Twojej teorii.
          > I nie jestem jakimś wyjątkiem, naprawdę :).
          >
          >

          Też się z tym zgadzam patrząc na moich rodziców i dalszą rodzinę. Tam raczej większość z nich to są pary z tych pierwszych miłości zawiązane i nie widać wśród nich jakichś nieszczęść. Nawet po tych 30 latach widać, że się kochają. To widać w takich prostych gestach, sposobie mówienia itd. Jasne, że jest czasem ciężko, ale to przecież naturalne, że w życiu nie ma samych łatwych sytuacji...
    • hobbit303 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 19:49
      jak już wszyscy zauważyli siusiak cię swędzi -

      jak jesteś w takiej sytuacji to jesteś w strefie kontroli uszkodzeń, cokolwiek nie zrobisz przyniesie szkody dla związku bo zawsze kiedy nie robisz tego czego chciałbyś reagujesz emocjonalnie np. złością i to się odgrywa na twoim partnerze

      spowiadasz się ze swoich rozterek vs nie spowiadasz
      zdradzasz vs nie zdradzasz
      spowiadasz się ze zdrady vs nie spowiadasz

      potrzebujesz potrzeć siusiaka i to jest jeszcze mały problem, ty nie wiesz czy jak potrzesz siusiaka to dalej nie będziesz go musiał pocierać i nie wiesz czy samo pocieranie wystarczy - to rozmowy z innymi (faceci nie potrzebują tylko seksu potrzebują też kobiecej energii przytulania, czułych słówek itp)



      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 19:58
        I co byś zrobił?
        • miedzy_innymi Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 21:32
          hej! słuszna uwaga była powyżej, czy te "potężne siły" znikną/osłabną po rozstaniu?
          sporo odpowiedzi tutaj to analizowanie sytuacji z różnych stron, bardzo pomocne, ale tylko jeden konkretny pomysł na rozwiązanie tej sytuacji-poradnia/wizyta u psychologa. Przydałoby się więcej podpowiedzi, jak się z tym zmierzyć, bo takie teoretyzowanie to...owszem, ciekawe jest;) A gdyby autorką Twojego wpisu była Twoja partnerka, co byś jej doradził?
          Myśle, że powinieneś sobie dać jeszcze trochę czasu, określić z góry, ile to ma być, nie "póki nie minie"...a wtedy podjąć decyzję. W tym czasie zrobić wszystko w celu ratowania związku. I to nie chodzi o te 9 lat,ale o to, że to może być tylko kryzys, kryzys możliwy do rozwiązania. Warto powalczyć, bo jeśli skupisz się na wątpliwościach, to się tylko utwierdzisz w przekonaniu, że trzeba to skończyć. Jeśli za jakiś czas okaże się, że sytuacja nie uległa poprawie, to przynajmniej będziesz tego pewien.
          Może się spotkaj z 20 kobietami...przekonaj się, że nie wszystkie są takie super. Kiedy się jest w związku, pojawiają się czasami takie myśli ,że lepiej/inaczej byłoby z kimś innym. Ale kiedy jest się samemu i chciałoby się poznać kogoś wyjątkowego, wartościowego, żeby była ta nić porozumienia, to wcale to takie proste nie jest...trafić.
          Może powiedz wszystko swojej partnerce, niech to ona Cie zostawi, a nie Ty ją.
          Może sobie przerwę zróbcie, spróbuj żyć bez niej.
          W każdym razie, coś działaj, a nie rozmyślaj;)


        • hobbit303 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 22:33
          wysłałem ci prywatną wiadomość :)
    • panirogalik Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 22:24
      Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem będzie znalezienie sobie do flirtu lub lekkiego romansu jakiejś wyrachowanej suki, podkreślam- wyrachowanej suki.
      W twojej sytuacji, czy będziesz zdradzał czy nie, będzie źle. Popęd seksualny to jeden z najsilniejszych instynktów. Udane bzykanko dla wielu jest wyznacznikiem szczęścia. A twoje życie seksualne i emocjonalne teraz to kanał. Jeśli zostaniesz ze swoją partnerką i nie zdradzisz będziesz przewlekle nieszczęśliwy. Będzie ci czegoś brakowało, będziesz miał wrażenie że coś ci w życiu umyka. Z czasem możliwe że i tak pękniesz, ( bo ciężko stłamsić taki zew) i coś bzykniesz na boku. Jeżeli teraz czy później zdradzisz fizycznie to może machina się rozpędzić i będziesz tak zdradzał. No bo skoro raz się udało, żadnego syfa w gardle lub w siusiaku do domu nie przyniosłeś, się nie wydało, to może uda się drugi i trzeci raz. Wydajesz mi się dość wrażliwy jak na faceta i wielowarstwowy (bo inny wie czy chce czy nie chce zdradzić a jak chce to zdradza) więc myślę, ze z taką zdradą fizyczną też będziesz nieszczęsliwy: instynkt zaspokoisz ale zrujnujesz sobie pogląd na ludzi, związki, siebie. Przestaniesz wierzyć w uczciwość, w to że uczucie może trwać wiecznie itp. Dlatego uważam, że najlepszym rozwiązaniem będzie taki tam flirt- romans z prawdziwą suką. Z taką, która będzie się do ciebie wdzięczyć, słodzić, robić maślane oczka a potem okaże się ze chce twojej kasy albo żebyś coś jej załatwił. Albo dostaniesz kopa jak znajdzie bogatszego. Możliwe że taki pokiereszowany docenisz obecną partnerkę i nabierzesz obrzydzenia emocjonalnego i seksualnego do innych kobiet.

      To co teraz czujesz nie jest dziwactwem. Nie oznacza też ze już nie kochasz. Takie parcie na nowe, ani ładniejsze ani brzydsze, ani mądrzejsze ani głupsze, ani ciekawsze ani nudniejsze tylko n o w e się zdarza w wieloletnim związku.
      • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 21.10.10, 22:42
        Ja pieprze.
        Czy nie ma już kur.wa na tym świecie normalnych związków opartych na szczerości,kur.wa za przeproszeniem?
        Można się oficjalnie rozstać , bzyknąć, wrócić jak się okaże że warto. Czy zrobić "przerwe", czy coś poustalać. Jego kobieta też jest człowiek, pewnie też miała tylko jednego partnera, może chciałaby też zobaczyć jak to jset bez niego-kto wie?

        Panirogalik, tak przykonywająco pisze o wyrachowanej suce, że mam wrażenie, że gotowa zaraz podać swój numer.
        • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 13:32
          Już któryś raz się pojawia ta kwestia, może powinienem sprostować: bzykanie na boku nie jest dla mnie opcją. Jeżeli byłbym skłonny świadomie oszukiwać osobę z którą teraz jestem to jaki sens miałyby te wszystkie moje wywody? Już dawno bym to zrobił i historia toczyłaby się innymi torami. To moja dziewczyna by pisała posty na forum "Zdradził po 10 latach".
          • panirogalik ty więc wiesz czego chcesz i co zrobisz 23.10.10, 13:30
            tylko potrzebujesz omówić swój problem w szerokim gronie. Taka nic nie wnosząca i nie zmieniająca paplanina. Normalnie jesteś jak kobieta.
            • badsoon2 Re: ty więc wiesz czego chcesz i co zrobisz 24.10.10, 15:59
              > tylko potrzebujesz omówić swój problem w szerokim gronie. Taka nic nie wnosząca
              > i nie zmieniająca paplanina. Normalnie jesteś jak kobieta

              Teraz nie rozumiem - czego chcę?
              To nie do końca jest nic nie wnosząca paplanina, chociaż częściowo na pewno. Ja się staram coś z tego wyciągnąć. Po pierwsze dowiaduję się o doświadczeniach innych, po drugie dostaję niewygodne pytania, które ciężko zadać sobie samodzielnie.
        • panirogalik Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 23.10.10, 13:25
          To nie pieprz tylko zacznij myśleć.

          "Można się oficjalnie rozstać , bzyknąć, wrócić jak się okaże że warto. Czy zrobić "przerwe", czy coś poustalać"

          Błąd, właśnie trzeba wszystko tak ułożyć żeby ta druga strona się nigdy przenigdy nie dowiedziała. Po co ma wiedzieć, że partner/ partnerka ledwo na nogach stoi na myśl o seksie z kimś innym? W ramach bezwzględnej do bólu szczerości? Nie wszystko należy opowiadać partnerowi. Jak ma się problemy z pożądaniem partnera to się to rozwiązuje samemu tak jak nie omawiasz swojego wypróżniania gdy masz z tym kłopot. Bo seks to nie tylko duchowe uniesienie ale fizjologia. Naprawdę wolisz usłyszeć od swojego faceta ze teraz cię nie pożąda, chce się rozstać żeby zobaczyć jak to jest z kimś innym a potem jak się zaspokoi ciekawość ewentualnie znowu być razem?

          Natura chce żebyśmy zostawili po sobie jak najwięcej zróżnicowanego genetycznie potomstwa stąd właśnie parcie na seks z wieloma partnerami. Jeśli towarzyszy to w nowym związku jest coś nie tak, bo na etapie motylków powinno się być wpatrzonym jak w obrazek w tego jedynego lub w tą jedyną. Ale po latach inaczej się kocha i inaczej pożąda. A fascynację kimś nowym trzeba rozwiązać samemu a nie obarczać tym problemem partnera i niszczyć mu życie. Ile lat mieszkasz ze swoim facetem?
          • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 19:40
            >tak jak nie omawiasz swojego wypróżniania gdy mas
            > z z tym kłopot.
            Yyy...omawiam. Chodź to on częściej ma z tym kłopoty :P :]

            >Naprawd
            > ę wolisz usłyszeć od swojego faceta ze teraz cię nie pożąda, chce się rozstać ż
            > eby zobaczyć jak to jest z kimś innym a potem jak się zaspokoi ciekawość ewentu
            > alnie znowu być razem?

            Tak. Naprawdę. Wolę.
            Widzisz, dla mnie związek to przede wszystkim głęboka więź wynikająca ze szczerości. T
            Tak jak Ty, uważam, że seks to w dużej części fizjologia. Nie chciałabym, żeby ta fizjologia spowodowała obsranie podstawowych
            • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 19:45
              (c.d)
              ...wartości na których buduję związek.
              Nie chciałabym być w relacji która opiera się na pozach. Tak właśnie- pozach.
              "Jak jest dobrze, to fajnie, a jak nie to udawajmy że jednak jest".
              Brzydzę się czymś takim.
              Szczerość jest trudna i często niewygodna, ale przynajmniej wynika z szacunku.
              • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:34
                Wow. Jestem pod wrażeniem. Twoje posty gdzieś tam wyżej odbierałam nienajlepiej, ale tu mnie bardzo pozytywnie zaskoczyłaś :) Cieszę się, że są jesczze tacy ludzie, którzy cenią szczerość i mają szacunek do partnera. Nie chciałabym być w sytuacji gdzie np. jestem w związku 10 lat i też mam swoje wątpliwości, pokusy, ale jakoś trzymam się z szacunku do partnera i samej siebie, a tu przyjdzie taka koleżanka, która doradzi mojemu facetowi - poużywaj sobie, co ci szkodzi, toż to naturalne. To skoro to takie naturalne, to ja też chcę mieć taką możliwość.
          • piataziuta Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 19:53

            > Natura chce żebyśmy zostawili po sobie jak najwięcej zróżnicowanego genetycznie
            > potomstwa stąd właśnie parcie na seks z wieloma partnerami. Jeśli towarzyszy t
            > o w nowym związku jest coś nie tak, bo na etapie motylków powinno się być wpatr
            > zonym jak w obrazek w tego jedynego lub w tą jedyną. Ale po latach inaczej się
            > kocha i inaczej pożąda. A fascynację kimś nowym trzeba rozwiązać samemu a nie o
            > barczać tym problemem partnera i niszczyć mu życie.

            Dla mnie fascynacja kimś nowym (o ile nie trwa tylko chwilę), plus brak świadomości czy chcę być dalej z moim facetem, to jest koniec związku. Bo w imię czego? Dzieci nie mamy, wspólnego kredytu też nie. Szkoda po prostu czasu.

            > Ile lat mieszkasz ze swoim
            > facetem?

            Dwa.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 13:41
        > Jeśli zosta
        > niesz ze swoją partnerką i nie zdradzisz będziesz przewlekle nieszczęśliwy. Będ
        > zie ci czegoś brakowało, będziesz miał wrażenie że coś ci w życiu umyka.

        Jest to możliwe, ale jest też możliwe, że będę miał poczucie wielkiej wygranej z samym sobą i będę już do końca życia szczęśliwy.

        Ciekawe jest to Twoje rozwiązanie, ale jednak także nieakceptowalne, bo widzę niewielką różnicę między zdradą fizyczną, a świadomym wchodzeniem w romans... Nie wiadomo jak bardzo można kontrolować romans z wyrachowaną suką, ale istnieje podejrzenie, że kontrolę można utracić :)
    • permanentne_7_niebo Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 10:54
      W sumie jedyną ich zaletą lub przewag
      > ą nad kobietą z którą jestem jest to, że są czymś nowym. Nowe ciało, nowy zapac
      > h - ja pier***** czy to może być tak puste i żałosne?

      Nie chcę Cię martwić, ale tak. Tak jesteście skonstruowani. Ani ja, ani Ty nic na to nie poradzimy. Nie potraficie budować trwałych głębokich relacji.

      Zakochanie trwa 4 lata.
      • permanentne_7_niebo Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 10:55
        Ale nie przejmuj się. Ja się zakochuję, po jakimś czasie to pierdyknie a ja się pozostałe 3,5 roku leczę.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 12:08
        > Nie chcę Cię martwić, ale tak. Tak jesteście skonstruowani. Ani ja, ani Ty nic
        > na to nie poradzimy. Nie potraficie budować trwałych głębokich relacji.

        Jakoś moja dziewczyna chyba potrafi... Poza tym nie nazwałbym naszej relacji nietrwałą bo trwa już bardzo długo i wiele przeszła ani też płytką bo jest dokładnie przeciwnie. Mam trwałą i głęboką relację i jakaś część mnie chce to zniszczyć.
        • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 12:21
          badsoon2 napisał:

          > > Nie chcę Cię martwić, ale tak. Tak jesteście skonstruowani. Ani ja, ani T
          > y nic
          > > na to nie poradzimy. Nie potraficie budować trwałych głębokich relacji.
          >
          > Jakoś moja dziewczyna chyba potrafi... Poza tym nie nazwałbym naszej relacji ni
          > etrwałą bo trwa już bardzo długo i wiele przeszła ani też płytką bo jest dokład
          > nie przeciwnie. Mam trwałą i głęboką relację i jakaś część mnie chce to zniszcz
          > yć.

          Ona chyba nie pisała o Was jako o parze, ale ogólnie - o mężczyznach.

          Oczywiście jak zwykle generalizowanie.
          A te 4 lata to już w ogóle... Sa jakieś badanie na ten temat czy co? ;)
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 13:19
            Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji, być może położyłem na to zbyt mały nacisk: podobają mi się inne dziewczyny, ale nie chodzi mi tylko o to, że podobają mi się gdy je mijam na ulicy. Często do tej pory wchodziłem w relacje polegające na fascynacji kimś. W jakiś przedziwny sposób nigdy jednak nie traktowałem tego jako czynnik przeszkadzający w moim związku. Nie wygladało to wszystko na coś niewłaściwego, myśl że mógłbym dla takiego zauroczenia zniszczyć mój związek była tak absurdalna, że nawet nie pojawiała się w mojej głowie. Nie wiem ile razy to przeżywałem w trakcie trwania mojego obecnego związku - sześć, może siedem razy. Czasami trwało to miesiąc, czasami kilka. Zawsze po pewnym czasie to mijało i relacja z taką osobą zmieniała się w rodzaj przyjaźni zupełnie pozbawionej jakichkolwiek zbyt-silnych-emocji z mojej strony. Po prostu zauroczenie wygasało. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, że to wszystko jednak miało w oczywisty sposób związek z relacją z moją dziewczyną, jak mogłoby nie mieć... Teraz wydaje mi się, że miałem jakieś silne i sztywne mechanizmy obronne, które nie dopuszczały tego do świadomości - oczywiście to błąd, najprościej było rozpracować to za pierwszym razem. Ale nie zrobiłem tego. Teraz znowu się to zdarza i widzę, że jest o wiele silniejsze albo może to ja jestem słabszy albo może paradoksalnie zachowałem się bardziej dojrzale niż poprzednio bo przestałem wypierać ten prosty fakt, że to jest problem dla związku i że to jest fragment jakiejś większej całości. Od razu dostrzegłem inne drobne elementy, chyba wypierane do tej pory, świadczące, że są na moim zachowaniu i odczuwaniu jakieś skazy, których nie można ignorować.

            Cała konstrukcja zawaliła się przy okazji stworzenia relacji z kolejną osobą - nagle poczułem, że już nad tym nie panuję, że to jest realne zagrożenie. Jednocześnie widzę dosyć wyraźnie wtórną rolę tej relacji - to nie jest tak, że poznaję kogoś, kto wydaje mi się wspaniały, lepszy w jakikolwiek sposób od tego co mam teraz. Nie potrafiłbym wymienić nawet jednej rzeczy, której nie mam w moim związku, a którą otrzymuję od tej nowej osoby. Ok, może potrafię coś wymienić, już o tym pisałem wcześniej: łatwość kreowania się przed obcą osobą, łatwa przyjemność, banalna i pusta rozrywka. Ale mimo tego, że wiem jakie to puste to ma jakąś ogromna siłę, nie potrafiłbym powiedzieć sobie, że ponieważ to może zagrażać to kończę to, zrywam kontakt z taką osobą dla dobra mojego związku. Nie wiem dlaczego tak tego potrzebuję. Taka nowa osoba nie wydaje mi się w żaden konkretny sposób wyjątkowa. Wiem tylko, że potrzebuję bliskości nią, potrzebuję tego, żeby mnie lubiła, żebym był kimś ważnym dla niej. Dlatego wydaje mi się, że to jest tylko jakieś narzędzie, takie samo jak to, że bywam niemiły bardziej niż bym chciał albo, że łapię się na tym, że frustruję potrzeby mojej dziewczyny, jak gdybym nie chciał, żeby mnie za bardzo lubiła, za bardzo się przywiązała. Muszę to jeszcze dokładnie poczuć, to jest ciężka sprawa, to jest dla mnie dosyć szokujące po tylu latach związku.

            Taka nowa relacja dodatkowo zaciemnia mi obraz tego wszystkiego bo boję się ciągle, że to wszystko mi się tylko wydaje i jest tylko motywowane pociągiem do tej nowej. Rozumiecie, że wymyślam sobie jakieś uzasadnienia i przeprowadzam głębokie analizy prostego jak drut faktu, że jakaś nowa dziewczyna zawróciła mi w głowie. Jednak staram się opisać dlaczego wydaje mi się, że nie jest to tak proste. To się zdarzało już tyle razy, poza tym jest to tylko jeden z problemów, inne występowały na przykład zanim pojawiła się nowa osoba. A jej pojawienie się jest ważne w tym wszystkim ponieważ gdyby nie to to nigdy bym nie przebił się przez te wszystkie mechanizmy chroniące mnie przed dostrzeżeniem pewnych rzeczy. Szczerze mówiąc boję się wygaśnięcia aktualnych emocji do nowej dziewczyny bo boję się, że stracę wtedy tą desperację w przekopywaniu tego problemu i znowu na rok zasnę, aż do kolejnego razu, który będzie pewnie jeszcze silniejszy i trudniejszy.

            Tłumaczenia oparte o założenie, że po prostu się nie wyszumiałem albo że potrzebuję sprawdzić jak to jest z inną kobietą lub inne proste formuły wg mnie mało wnoszą do problemu. Można oczywiście tak powiedzieć i to pasuje do sytuacji, ale nie pomoże mi to w żaden sposób zrozumieć siebie ani tej sytuacji. Natychmiast zadaję pytania: dlaczego brak wyszumienia nie przeszkadzał mi przez 10 lat? Dlaczego ciągnie mnie do innych? Co tam znajduję czego nie mam tu?

            Czy to jest coś co powinienem pokonać i będę wtedy szczęśliwy i wzniosę się na wyższy poziom w związku jak Salma75? Czy właśnie pokonywanie tego będzie tłumieniem spychanego w podświadomość faktu, że nie chcę być ze swoją dziewczyną tylko boję się do tego przyznać? Czy jeżeli to stłumię to nie okaże się, że te impulsy znajdą inną drogę żeby jednak pokazać mi że działam wbrew sobie? I wpadnę w depresję, zgorzknieję całkiem albo dostanę wysypki na całym ciele? :) Czy może jest tak, że pokonanie tego ma polegać właśnie na uświadomieniu sobie, że chcę odejść i pokonaniu strachu przed tym jeżeli to strach jest główną motywacją do utrzymywania związku? A może to będzie pomyłka i jeżeli wszystko zniszczę to okaże się, że wcale tego nie chciałem, że to była jakaś fatamorgana, w dodatku rzeczywiście spowodowana feromonami nowej kobiety...

            Tak w ogóle to dziękuję za wszystkie wypowiedzi ludzi, którzy to czytają, poświęcają swój czas i zastanawiają się nad moim problemem chociaż mnie nawet nie znają.
            • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 13:21
              Ach, jeszcze jedno:

              > Często do tej pory wchodziłem w relacje polegające na fascynacji kimś

              Kimś? Tak się dziwnie złożyło, że to zawsze były kobiety i zawsze takie, które mi się podobały. Hm... żadnej brzydkiej, żadnego faceta - czy to nie ciekawe :)
          • permanentne_7_niebo Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 16:39
            Salma ma rację tak, sobie tylko zrzędzę. Choć rzeczywiście coraz bardziej skłaniam się ku poglądowi, że mężczyźni zawsze będą cenić to 'nowe' i w związku z tym każda relacja jest niepewna. Bo np. po 9 latach takiego mężczyznę dopadnie kryzys i pierdyknie owe 9 lat w imię 'nowości'. W tym sensie pisałam o nietrwałych relacjach.
            O 4 latach czytałam gdzieś kiedyś w jakimś artykule pseudonaukowym.

            A teraz poważnie. Jeśli naprawdę jesteś facetem jesteś jednym z moich intelektualnych objawień.
            A co masz zrobić, nie wiem. Ale jak pierdykniesz taką relację, o której piszesz, to ja zwątpię we wszelkie prawdopodobieństwo budowania jakichkolwiek relacji międzyludzkich. Nie wiem, czy nie najmniej bolesnym wyjściem nie byłaby zdrada (fizyczna) Twojej partnerki, żebyś mógł się przekonać, jak to nowe smakuje. Istnieje jednak ryzyko, że wejdzie Ci to w krew. Bo każdy jest inny, w każdym jest coś fascynującego i o każdym można potem myśleć.
            Skłaniam się ku poglądowi, że za dobrze Ci, podświadomie prowokujesz jakiś kataklizm w związku, żeby uświadomić sobie wartość tego wszystkiego i docenić na nowo swoją partnerkę. Ale nie chcę Ci radzić ewokowania kataklizmu, bo jak coś się spierniczy nieodwołalnie, to potem będzie na mnie, a ja nie jestem w stanie wziąć na barki odpowiedzialności za coś tak wyjątkowego.
            Myślałam o tym,że może mógłbyś przeczekać, ale jeśli jakaś część Ciebie faktycznie się nie realizuje, to przeczekanie nic nie da.
            • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 17:31
              > , to ja zwątpię we wszelkie prawdopodobieństwo budowania jakichkolwiek relacji

              Ja też i to dogłębnie... I jeszcze co najmniej jedna osoba.

              > Skłaniam się ku poglądowi, że za dobrze Ci, podświadomie prowokujesz jakiś kata
              > klizm w związku, żeby uświadomić sobie wartość tego wszystkiego i docenić

              Ale to by było dziwne... zwykle jak jest dobrze to się chce jeszcze lepiej. Zgadzam się, że prowokuję kataklizm, zgadzam się. Może ja potrzebuję biegać za kimś kto mnie nie chce, a jak wszystko jest ok to tracę wigor. Myślałem już o tym kilka razy, muszę więcej...

              > Nie wiem, czy nie najmniej bolesnym wyjściem nie byłaby zdrada
              > (fizyczna) Twojej partnerki, żebyś mógł się przekonać, jak to nowe smakuje.

              Nie mogę, nie da rady, to by było przegięcie, straciłbym duszę gdybym miał ją potem oszukiwać.

              > A teraz poważnie. Jeśli naprawdę jesteś facetem

              To jest świetne :)
              • permanentne_7_niebo Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 23.10.10, 10:52
                badsoon2 napisał:

                > Ja też i to dogłębnie... I jeszcze co najmniej jedna osoba.

                Myśląc o Twojej sytuacji, nie sposób nie myśleć także o Twojej partnerce. Będzie wybrakowanymi puzzlami z unicefu, strukturą otwartą, której nawet drugiej pani Kane nie będzie chciało się układać w długie popołudnia. Oboje będziecie. Strasznie trudne. Gdybyś był głupim dupkiem, wiedziałabym co z tym zrobić, ale z tym Twoim humanizmem i wartościami po prostu nie mogę Cię nie rozumieć nie wczuwać się i nie starać się pomóc. Ja bym strasznie, egoistycznie, subiektywnie chciała, żebyś tego nie robił. I ja myślę, że to właśnie jest to najlepsze wyjście. Nie pierniczyć tego. Tylko jak naprawić to, co w Tobie pęka?

                > > Skłaniam się ku poglądowi, że za dobrze Ci, podświadomie prowokujesz jaki
                > ś kata
                > > klizm w związku, żeby uświadomić sobie wartość tego wszystkiego i docenić
                >
                >
                > Ale to by było dziwne... zwykle jak jest dobrze to się chce jeszcze lepiej. Zga
                > dzam się, że prowokuję kataklizm, zgadzam się. Może ja potrzebuję biegać za kim
                > ś kto mnie nie chce, a jak wszystko jest ok to tracę wigor. Myślałem już o tym
                > kilka razy, muszę więcej...

                Też się zawsze tego bałam - że potrzebuję ścigać niedoścignione, potrzebuję huśtawki emocjonalnej, kryzysów, a zastany związek to nic, co bym umiała docenić. To nie jest dziwne, jest to wpisane w naturę ludzką. Jeśli jest Ci niewystarczająco dobrze, dążysz do tego, by było lepiej. Nie doceniasz tego, co JUŻ masz (np. możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb - jeśli ktoś ich nie ma, Twoją, niewystarczającą dla Ciebie sytuację, będzie uważał za 'wszystko, co mu do szczęścia potrzebne). Ty umiesz swoją relację docenić zdroworozsądkowo, ale tak de facto nie doceniasz tego, co JUŻ masz, przestało Ci to wystarczać. Potrzebujesz bodźców, wydarzenia, które sprawi, że zobaczysz tą sytuację na nowo w całym jej szerokim spectrum i zrozumiesz, jak istotna jest dla Ciebie. I tu niestety musiałaby wejść Twoja partnerka - z jakimś kryzysem relacji, nie z żadnym 'widzę że nie jest w porządku, dajmy sobie czas, ja poczekam', nie - z 'nie doceniasz tego co masz więc spadaj'. Zostajesz sam, wstrząśnięty sytuacją i zaczyna do Ciebie docierać. Kobiety nie potrafią tak manipulować własnymi emocjami, aby się odciąć i myślę, ze to błąd, że takie chwile zastojów, olewki, lekceważenia są potrzebne właśnie po to, by człowiek wiedział, że to co jest, nie jest dane raz na zawsze i doceniał to co dzień na nowo. Ja się osobiście właśnie w takie relacje głęboko angażuję i to nieraz przy pełnej świadomości, że to tylko gra ze strony faceta.

                > > Nie wiem, czy nie najmniej bolesnym wyjściem nie byłaby zdrada
                > > (fizyczna) Twojej partnerki, żebyś mógł się przekonać, jak to nowe smakuj
                > e.
                >
                > Nie mogę, nie da rady, to by było przegięcie, straciłbym duszę gdybym miał ją p
                > otem oszukiwać.

                Jesteś niesamowity. Zaraz stado samców alfa będzie Ci tłumaczyć, że monogamia nie jest wpisana w konstrukcję człowieka, a 'oszukiwanie' to wynik moralności - czegoś naddanego społecznie (wszystko czego nie można logicznie wytłumaczyć w ludzkim zachowaniu to moralność).

                > > A teraz poważnie. Jeśli naprawdę jesteś facetem
                >
                > To jest świetne :)

                Możesz być jeszcze trollem-kobietą. Ja już miliard lat temu zwątpiłam w instytucję faceta umiejącego tworzyć głębokie relacje, traktującego kobietę przede wszystkim jako człowieka, posiadającego przemyślenia natury egzystencjalnej, myślącego w kategoriach humanistycznych i opiewającego wartości, które we współczesnym świecie o kant d* potłuc, bo z moralnością nie da się iść po trupach, by osiągać więcej, nie wspominając już o dążeniu do człowieczeństwa, które tylko przeszkadza, ponieważ jeśli człowieka traktujemy jak człowieka, to trudno go już traktować jako 'funkcję do', która jest mi potrzebna na dany moment, a potem można olać, dopóki znów nie zacznie być potrzebna.

                Weź pod uwagę, że nigdy nie byłam w długodystansowym związku z osobnikiem płci przeciwnej (nie licząc głębokich relacji natury emocjonalnej z kobietami 'bratnimi duszami'), mogłam więc nie doświadczyć czegoś, co jest niezbędne do uzyskania pełnego obrazu sytuacji, w której się znajdujesz.
                • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 23.10.10, 19:56
                  > i zrozumiesz, jak istotna jest dla Ciebie. I tu niestety musiałaby wejść Twoja
                  > partnerka - z jakimś kryzysem relacji

                  To chyba do tego wszystko zmierza, do kryzysu. Problem jest taki, że prawdziwy kryzys nie daje się kontrolować i jest obarczony ryzykiem, a takiego właśnie (prawdziwego) kryzysu potrzeba.

                  > Ja już miliard lat temu zwątpiłam w instytu
                  > cję faceta umiejącego tworzyć głębokie relacje, traktującego kobietę przede wsz
                  > ystkim jako człowieka, posiadającego przemyślenia natury egzystencjalnej, myślą
                  > cego w kategoriach humanistycznych i opiewającego wartości, które we współczesn
                  > ym świecie o kant d* potłuc, bo z moralnością nie da się iść po trupach

                  W zasadzie to ja też zwątpiłem w tą instytucję, a teraz, gdy patrzę na siebie - wątpię już do końca. Wymieniasz te atrybuty trochę tak jakbym ja je posiadał w jakimś stopniu, może dlatego, że staram się precyzyjnie opisać swoje rozterki, ale tak naprawdę to te rozterki biorą się z faktu, że odkryłem, że chyba nie posiadam tych atrybutów w takim stopniu jak sądziłem. Gdyby spojrzeć z zewnątrz na to co się dzieje w moim życiu być może okaże się że będzie to historia, w której facet był z kobietą 10 lat, spodobała mu się inna i do niej odszedł. Po prostu. Moje analizowanie być może jest nietypowe - już mnie posądzono o bycie kobietą. Ale myślę, że jestem facetem jak cała reszta z taką drobną modyfikacją, że dobrze się czuję w takich analizach psychologicznych procesów.

                  > nie wspominając już o dążeniu do człowieczeństwa, które tylko prze
                  > szkadza, ponieważ jeśli człowieka traktujemy jak człowieka, to trudno go już tr
                  > aktować jako 'funkcję do', która jest mi potrzebna na dany moment, a potem możn
                  > a olać, dopóki znów nie zacznie być potrzebna.

                  Nie chcę cię rozczarować, ale w moim przypadku te wartości są prawdopodobnie strachem przed konsekwencjami własnych działań, niezdolnością do dotarcia do własnych potrzeb i emocji. A cała sytuacja spowodowana niedojrzałością, ucieczką. A teraz już nie ma gdzie uciekać no to się odwracam i próbuję zorientować w sytuacji. I to wygląda trochę jak wartości, ale trochę na nie za późno.
          • nieksiegowa Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 23.10.10, 00:49
            Badania są. Hormony odpowiedzialne za stan zakochania, i za stan miłości romantycznej. A pozniej to tylko praca nad zwiazkiem.
      • e.i.t.h.e.l Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:37
        Jak to oni są tak skonstuowani? Ja jestem kobietą i też tak jestem skonstruowana, że zakochanie trwa tylko pewien czas, oraz że nowe mnie kręci.
    • poly_gamer Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 13:17
      >Podoba mi się mnóstwo kobiet.
      Ktoś to już napisał: zdrowy chłopak. :-)

      Jesteś absolutnie normalny i to, co Ci się przytrafiło
      też jest absolutnie normalne. Większość mężczyzn ma ten sam problem
      około 30, po kilku latach szczęśliwego związku.
      Potem to całkiem nie mija , ale wyraźnie przygasa.
      Za 10-15 lat wróci potężnie.

      >Nowe ciało, nowy zapach - ja pier*****
      Precyzyjnie zdiagnozowałeś swój problem.
      Zatęskniłeś za pierwszym dotykiem, pierwszym pocałunkiem,
      pierwszym spojrzeniem zakochanej kobiety, pierwszym...

      >Oddam ot tak to czego niektórzy chcieliby najbardziej na świecie,
      > zrobię to dla jakiegoś nowego zapachu innej kobiety,
      > dla innych ust, oczu i włosów.
      Znów bingo. To właśnie musisz rozważyć.

      Rad co do postępowania Ci udzielać nie będę, bo nie mogę.
      To Twoje życie, Twoja wola, Twój związek.
      Mogę Ci jednak udzielić pewnych wskazówek co do procedur.

      1.Spróbuj przeprowadzić ćwiczenie następujące.
      Zrelaksuj się, wycisz i włącz wyobraźnię.
      Wyobraź sobie swój typowy, zwyczajny tydzień BEZ niej.
      Następnie jej zwykły tydzień bez Ciebie
      a za to z innym mężczyzną. Przyjmij, że tak będzie ZAWSZE.
      Zaobserwuj swoją reakcję. To jest niesłychanie
      odświeżający eksperyment.

      2.Jeżeli ta wewnętrzna szarpanina nie będzie z czasem słabła,
      idź do psychologa, ale koniecznie do specjalisty od spraw
      małżeńskich. Idź na razie sam.

      3.Pod ŻADNYM POZOREM nie rozmawiaj o tym ze swoją kobietą
      przed wizytą u psychologa, bo to będzie początek końca
      Twojego związku a Ty jeszcze nie wiesz czy tego chcesz.
      Powodzenia!
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 13:57
        Dzięki, podoba mi się Twoje podejście i przewrotny nick :) Wchodzę w pierwsze dwa punkty, z trzecim mogą być problemy bo my rozmawiamy ciągle, nie sposób pewnych rzeczy ukryć w tak bliskiej relacji. No ale moja dziewczyna jest mądra i jest najbliższa, ciężko by mi było przemilczać wszystko, a potem nagle wyjechać z grubej rury. Ale rozumiem też ten punkt i nie przekraczam pewnych granic, które mogłyby wywołać jakąś erozję zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Myślę, że taka dawka nieszczerości jest dopuszczalna...

        > Za 10-15 lat wróci potężnie.

        omfg

        • poly_gamer Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 22.10.10, 14:22
          > Dzięki, podoba mi się Twoje podejście i przewrotny nick :)
          I ja dziękuję. A nick jest rzeczywiście nieco przewrotny,
          bo ja już ciągnę ten wóz 2,5 raza dłużej niż Ty.
          I (o zgrozo) nie żałuję!
          Ćwiczyłem to, co Ty teraz. Nie było łatwo, ale obeszło się bez psychologa.

          > > Za 10-15 lat wróci potężnie.
          >
          > omfg
          A teraz ćwiczę powyższe. :-)
          Jest fatalnie, ale dzięki tamtym doświadczeniom podchodzę do sprawy z dystansem
          i na luzie. Co te baby z człowiekiem robią!

          >Ale rozumiem też ten punkt i nie przekraczam pewnych granic, które
          > mogłyby wywołać jakąś erozję zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Myślę, że
          > taka dawka nieszczerości jest dopuszczalna...
          Słusznie prawisz.

          Trzymaj się. Zajrzę tu w poniedziałek
    • vazz Wg mnie to początek końca 22.10.10, 13:55
      Znam to uczucie, które opisałeś. Trochę przytłacza cię okres 9 lat masz pewnie uczucie, ze gdy po 9 lat zerwiecie to te 9 lat to stracony okres...nic bardziej mylnego, to cenny okres nauki na podstawie którego można zbudować lepszy związek. Nie chcesz też ranić osoby z którą jesteś i w związku z tym co czujesz masz wyrzuty sumienia, to normalne. Ja mam za sobą 2 bardzo długie związki (koniec każdego związku poprzedzał stan jaki opisujesz, była to stagnacja), ale dopiero w trzecim związku praktycznie od początku wiedziałem, że to jest to.
      • badsoon2 Re: Wg mnie to początek końca 22.10.10, 14:03
        Dzięki. Przychodzą mi do głowy dwie istotne rzeczy. Pierwsza rzecz jest taka, że nie czuję żeby obecny związek był w jakieś schyłkowej, rozpadowej fazie. Znam związki, w których dwoje ludzi w ogóle nie ma o czym ze sobą rozmawiać, wszystko ich nawzajem denerwuje, ciągle się kłócą - u mnie tak nie jest, u mnie ciągle istnieje niezachwiana przyjaźń, głębokie porozumienie no i jakiś jeden nieszczęsny zachwiany parametr związku, którego nie umiem uchwycić. Druga rzecz jest taka, że na początku tego związku także wiedziałem, że to jest to :)
        • badsoon2 Re: Wg mnie to początek końca 22.10.10, 14:05
          > na początku tego związku także wiedziałem, że to jest to :)

          I nadal to w zasadzie wiem, odejście traktuję jako krok w samotność i świat o wiele płytszych relacji.
          • lavenders27 Re: Wg mnie to początek końca 22.10.10, 14:58
            Mój brat był w podobnej sytuacji. Idealny związek, idealna kobieta, ale za cholere nie potrafił się jej oświadczyć. Sam nie wiedział dlaczego. Niby wszystko super, a bał się tego potwornie. W końcu dziewczyna go przycisnęła - mam już po 30-tkę, chcę założyć rodzinę, tyka mi zegar itd - decyduj, albo wóz albo przewóz. No i się rozstali, bo nie chciał jej marnować życia.

            Rok po rozstaniu poznał dziewczynę. Zakochał się do szaleństwa. Po roku jej się oświadczył, nosi ją na rękach, powybierał już nawet imiona dla dzieci ;) szuka działki pod budowę domu. Twierdzi, że to TA JEDYNA. Co by było, gdyby ożenił się z ex? Dramat trojga ludzi + pewnie dzieci.

            Nie wiem jak będzie u ciebie, ale z moich obserwacji znajomych wynika, że jak facet boi się życiowych deklaracji wzgledem wybranki, to nic z tego nie będzie. Wielu już takich było, którzy mówili, że ślub nigdy w życiu, a potem odpowiednia kobieta i BACH! ślub, dzieci. I nie żałują :)
            • vazz Re: Wg mnie to początek końca 22.10.10, 15:05
              lavenders27 napisała:

              > Mój brat był w podobnej sytuacji. Idealny związek, idealna kobieta, ale za chol
              > ere nie potrafił się jej oświadczyć. Sam nie wiedział dlaczego. Niby wszystko s
              > uper, a bał się tego potwornie. W końcu dziewczyna go przycisnęła - mam już po
              > 30-tkę, chcę założyć rodzinę, tyka mi zegar itd - decyduj, albo wóz albo przewó
              > z. No i się rozstali, bo nie chciał jej marnować życia.
              >
              > Rok po rozstaniu poznał dziewczynę. Zakochał się do szaleństwa. Po roku jej się
              > oświadczył, nosi ją na rękach, powybierał już nawet imiona dla dzieci ;) szuka
              > działki pod budowę domu. Twierdzi, że to TA JEDYNA. Co by było, gdyby ożenił
              > się z ex? Dramat trojga ludzi + pewnie dzieci.

              Przez moment miałem wrażenie, że to pisze moje siostra :)


              > Nie wiem jak będzie u ciebie, ale z moich obserwacji znajomych wynika, że jak f
              > acet boi się życiowych deklaracji wzgledem wybranki, to nic z tego nie będzie.
              > Wielu już takich było, którzy mówili, że ślub nigdy w życiu, a potem odpowiedni
              > a kobieta i BACH! ślub, dzieci. I nie żałują :)

              Dokładnie tak, w przypadku tej jedynej nie ma takiego czegoś jak "odpowiednia chwila" na zaręczyny czy ślub, gdy spotyka się ta jedyną to myśli się o imionach dzieci.
              • lavenders27 Re: Wg mnie to początek końca 22.10.10, 17:52
                vazz napisał:


                > Przez moment miałem wrażenie, że to pisze moje siostra :)

                Kto wie. Ten świat jest taki mały :)

                > Dokładnie tak, w przypadku tej jedynej nie ma takiego czegoś jak "odpowiednia c
                > hwila" na zaręczyny czy ślub, gdy spotyka się ta jedyną to myśli się o imionach
                > dzieci.

                Czyli coś w tym jednak jest. Znam naprawde sporo takich przypadków, gdzie ludzie byli ze sobą latami i nie potrafili związku "zalegalizować", a potem znajdowali te "właściwe" drugie połówki i lawina - żadnego rozkminiania, strachu - brali ten ślub, bo naprawdę chcieli.
            • nothing.at.all Re: Wg mnie to początek końca 23.10.10, 12:12
              Ok takich histori jest cała masa. Ale to czesto wynika z tego, ze zwiazek jest przechodony, nie ma juz tego powiewu swiezosci. A ta nowa zawsze fascynuje na poczatku. Nie uwazam, ze gdyby sie osdwidaczyl tej ex to bylby dramat, moze to jednak by w dobra strone poszlo. To sa tylko domysly.

              Ktos tu fajnie napisal kiedys, a moze w tym watku. Ze pierwsza kobieta czesto przygotowuje do slubu, bo mowi, jak chce zakladac rodzine. Facet zwleka, az w koncu sie rozstaja, bo ona juz nie chce czekac. A drugiej gdy sie zakocha sie oswiadcza. Ale czy to znaczy, ze gdyby sie oswiadczyl tej pierwszej to byloby zle, nie byly szczesliwy? Byc moze bylby. To sa wybory i decyzje indywidualne.
            • e.i.t.h.e.l Re: Wg mnie to początek końca 31.10.10, 12:46
              Tylko, że pewnie Twój brat to i z tą pierwszą dziewczyną przez pierwszy rok tak odczuwał, tzn., że nosił ją na rękach. Może wtedy nie myśleli o małżeńsywie i dzieciach, bo byli za młodzi, ale zakochanie było pewnie podobne. Zobaczymy za powiedzmy 10 lat, czy tę obecną dziewczynę na rękach nosił będzie. To, co nowe jest zawsze lepsze niż stare, ale wszystko, co nowe z czasem robi się stare niestety...
          • dymna Re: Wg mnie to początek końca 31.10.10, 00:57
            Nikt Ci jeszcze nie zadał ważnego pytania:

            Czy Ty ją kochasz? Umiesz sobie powiedzieć: "tak, kocham ją" ?
            • badsoon2 Re: Wg mnie to początek końca 31.10.10, 12:59
              W tej chwili nie umiem, nie umiem też powiedzieć sobie, że jej nie kocham.
        • vazz Re: Wg mnie to początek końca 22.10.10, 15:14
          badsoon2 napisał:

          > u mnie tak nie jest, u mnie ciągl
          > e istnieje niezachwiana przyjaźń, głębokie porozumienie no i jakiś jeden nieszc
          > zęsny zachwiany parametr związku, którego nie umiem uchwycić.

          No dobra, a gdzie jest miłość?

          Druga rzecz jest
          > taka, że na początku tego związku także wiedziałem, że to jest to :)

          Jeżeli to jest TO, to dlaczego masz opory przed zaręczynami? Czy człowiek wiedzący "że to jest to" rozpatruje zerwanie i w argumentach przeciw mówi, że boi się samotności? Mówi, że będzie utrzymywał status quo siła woli? Przeczytaj ostatni fragment swojego pierwszego postu, czy tak pisze facet, który wie, że obecny związek to jest TO?
          • badsoon2 Re: Wg mnie to początek końca 22.10.10, 15:40
            > No dobra, a gdzie jest miłość?
            > czy tak pisze facet, który wie, że obecny związek to jest TO?

            Ok, to jest mocne.

            Ale to, że nie potrafię teraz zdecydowanie powiedzieć, że to jest TO niekoniecznie oznacza, że to nie jest TO. Może to jest TO, o które trzeba znowu walczyć i jeżeli się wygra to się okaże, że to jest TO. Może to jest TO, ale zaniedbane z powodu braku doświadczenia, ale być może zaniedbane odwracalnie? Próbuję znaleźć metody odwrócenia tego.

            Ludzi się leczy, nawet gdy szansa na wyzdrowienie jest niewielka. Nie wyrzuca się kogoś na śmietnik bo i tak niedługo umrze. A może właśnie nie umrze. A nawet jeżeli umrze to i tak się nie wyrzuca ludzi na śmietnik. Że tak metaforycznie powiem :)

            • vazz Re: Wg mnie to początek końca 23.10.10, 12:45

              Nie odczytuj tego co pisze jako zachęty do zerwania, ja pisze opierając się tylko na moich doświadczeniach. Osobiście wolałbym być tym który nie namówił cię do poszukiwania szczęścia niż tym, który namówił do zrezygnowania z niego.

              Po prostu wiedz, że nigdy nie jest za późno. Zawsze masz wyjście. Jak napisał nothing.at.all powyżej o tzw. "przechodzeniu związku" zgadzam się, że takie zjawisko istnieje i być może to właśnie was dotknęło, zatem wg mnie masz dwie opcje, albo poważnie zrewidować swoje podejście do tego związku (mi na to brakło determinacji,albo podświadomie czułem, że to nie ta), jeżeli jednak ty czujesz, że to ta, to masz okazję wykazać się i wnieść tą świeżość do związku. Mówi się, że facetom podobają się kobiety CCC (Cysta Cycata i Cudza), coś w tym jest.Ja popróbowałem trochę "tego kwiatu" i mówię "dziękuję", wybieram Tą i tylko Tą inne nie są mi potrzebne...może i tobie właśnie takiej świadomości brakuje, że ten zapach i dotyk innej nie jest wcale taki super.

              Pozdrawiam

              • badsoon2 Re: Wg mnie to początek końca 24.10.10, 15:52
                > masz okazję wykazać się i wnieść tą świeżość do związku.

                W jaki sposób?
    • tade-k53 Bez Boga ani do proga! 22.10.10, 14:01
      Ważne! Czy wiesz po co żyjesz?
      tradycja-2007.blog.onet.pl/
      Nie lekceważ tego, bo nie znamy dnia ani godziny!
      • anka_cyganka35 Re: Bez Boga ani do proga! 22.10.10, 14:45
        a może Wy juz bardziej przyjaciółmi jesteście?
        • badsoon2 Re: Bez Boga ani do proga! 22.10.10, 15:14
          Na pewno jesteśmy także przyjaciółmi, ale czy tylko? Nie wiem jak to można sprawdzić :)
          • salma75 Re: Bez Boga ani do proga! 22.10.10, 15:16
            badsoon2 napisał:

            > Na pewno jesteśmy także przyjaciółmi, ale czy tylko? Nie wiem jak to można spra
            > wdzić :)

            Uprawiacie satysfakcjonujący Was seks? ;)
            To nie jesteście, lol ;).
            • badsoon2 Re: Bez Boga ani do proga! 22.10.10, 15:26
              :)
              • lavenders27 Re: Bez Boga ani do proga! 22.10.10, 18:03
                Może ten związek jest po prostu przechodzony?

                Czasem tak bywa, że jeśli po iluś tam latach ludzie się nie decydują na ślub, to wszystko zaczyna się rozłazić - bez konkretnego powodu. Tak zwyczajnie, z nudy.

                Bo zwykle jest tak, że kiedy ludzie sa razem i jest im ze sobą dobrze, to podpisują papier, a potem zaczyna się życie - przezywają wzloty i upadki jak to w małżeństwach, pojawiają się dzieci, nieprzespane noce, jakieś tam romanse, choroby, cały czas coś się dzieje i człowiek nawet nie ma za bardzo czasu myśleć o tym, jak by to było gdyby... A nawet jak myśli, to trzeba dziecku zrobić kanapke, wynieść śmieci i człowiek wraca na ziemię. Co nie oznacza, że na tej ziemi jest nieszczęśliwy.

                A u Was ciągle trwa sielanka, nic się nie dzieje - Ty jak to facet potrzebujesz jakichś wrażeń, przygód, tego żeby coś się działo, żeby trzeba było o coś zawalczyć, o coś się wściec itd. A tu cały czas to samo - nektar i ambrozja. I w pewnym momencie masz juz tego dość. A boisz sie wszytsko zburzyć.
    • yoko0202 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 24.10.10, 15:10
      to bardzo miło, że w samych superlatywach piszesz o swojej pani, ale poniekąd sprawia to wrażenie, jakbyś pisząc tak dobrze o niej starał się jeszcze bardziej przekonać sam siebie, że ona naprawdę jest taka fajna. a Ty już widzisz, że są na świecie inne fajne.

      > Nowe ciało, nowy zapach - ja pier***** czy to może być tak puste i żałosne?
      może być, choć nie musi się ostatecznie okazać puste i żałosne, bo to nowe to może jednak być TEN zapach i TO ciało. A że Ty byś bardzo chciał chcieć być ze swoją kobietą już forever, no to sorry, ale za to co Ci się roi w głowie nie odpowiadasz. Choć odpowiadasz za to co z tym zrobisz. Lecz konsekwencji już nie przewidzisz.
      A'propos innych kobiet, przypomina mi to poniekąd w miarę aktualną sytuację dobrego kumpla; był ze swoją co prawda krócej, nie pierwsza jego kobieta ale pierwszy poważny związek, rozdziewiczył ją, tej nagle coś się zaczęło odmieniać, że niby się rozstają, ale ciągle w kontakcie; pojechało mu to po ambicji, pomimo wewnętrznych dylematów zaczął starać się bardziej, no w końcu szkoda tylu lat; twierdzi, że kocha, szczególnie jak się napije hehe, pierścionek nawet w desperacji jakiś tam kupił, tamta niby przyjęła, ale sytuacja bez zmian, w sumie patowa, widują się dość rzadko. No ale on twierdzi, że na razie jeszcze nie odpuszcza, i że zostaną razem, że był jej pierwszym facetem i będzie ostatnim itp itd.
      Problem w tym, że on bardzo niedawno jednak poczuł ten zapach innej kobiety, i tym razem się nie powstrzymał... Poznał dziewczynę, moją znajomą zresztą, śliczna, wolna, z charakteru to normalnie wulkan i dynamit, zawojowała go dosłownie nie kiwnąwszy nawet palcem, po prostu chyba ciągnie swój do swego, i w rezultacie ten jeden z najporządniejszych facetów jakich znam zgłupiał tak, że się z nią bzyknął dwa czy trzy razy; ona jednak odpuściła bo stwierdziła, że sytuacja z byłą-niebyłą niewyjaśniona i nie wchodzi w takie układy. Widują się na stopie koleżeńskiej, wśród znajomych, trzymają na dystans, ale ja nie jestem ślepa. Podejrzewam, że już wiem, za kim będzie niedługo otwarcie szalał.
      Chodzi mi o to, że jak napisałam wyżej, żebyś nie wiem jak bardzo chciał chcieć i starał się chcieć, i robił cuda żeby utrzymać to, czego chcesz chcieć, to całym sobą mówisz już coś innego. Skoro na dzień dzisiejszy jak twierdzisz dostajesz wręcz pierd*lca na widok innych dziewczyn na ulicy, to ja stwierdzam, że raczej jesteś stracony. Pomyśl co by było, gdybyś miał okazję bliżej, a nie na jakiejś tam ulicy, poznać dziewczynę, ładną, inteligentną, seksowną, absolutnie w Twoim typie, i do tego chętną... Powstrzymałbyś się?
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 24.10.10, 15:49
        > sprawia to wrażenie, jakbyś pisząc tak dobrze o niej starał się jeszcze bardziej
        > przekonać sam siebie, że ona naprawdę jest taka fajna.

        Na pewno w jakimś stopniu jest tak jak piszesz. Ale widzę to tak, że w obecnym związku mam to na co bardzo trudno jest trafić, bardzo rzadki stopień porozumienia i bliskości. Nie wyobrażam sobie stworzenia z kimś innym takiej więzi, a na pewno nie widzę sensu bo po co robić od nowa co już istnieje. Jeżeli to zniszczę to tak jakbym szczęśliwie dostał coś cennego i rzadkiego i zmarnował to. I tego się boję, to jest jakaś autodestrukcja i nie wiem w imię czego. W imię urozmaicenia? Bez sensu. Ja wiem, że ludzie się porzucają i zdradzają i teraz już się temu nie dziwię. Nie mogę się tylko pogodzić z tym, że ja sam zostałem zaatakowany przez te siły i w dodatku nie potrafię już ich pokonać.

        > może być, choć nie musi się ostatecznie okazać puste i żałosne, bo to nowe to m
        > oże jednak być TEN zapach i TO ciało.

        Ale 10 lat temu wiedziałem na 100%, że to jest TO ciało i zapach i wszystko inne i dałbym sobie za to obciąć głowę. Z tego powodu oraz z tego, że wiem co nieco o funkcjonowaniu zwierzęcia zwanego człowiekiem nie mam złudzeń co do istnienia czegoś takiego jak przeznaczone tobie TO.

        > ten jeden z najporządniejszych facetów jakich znam zgłupiał tak, że się z ni
        > ą bzyknął dwa czy trzy razy;

        Ja się temu nie dziwię. Gdybym z moją dziewczyną miał taką sytuację jak on, to by ten wątek nie powstał. Z radością bym w takiej sytuacji dopuścił do siebie świadomość, że mój obecny związek jest kiepski. Dziwię się właśnie, że on nie odpuścił sobie tej opornej i trudnej miłości widząc, że są na świecie inne kobiety, z którymi może być o niebo lepiej.

        > Pomyśl co by było, gdybyś miał okazję bliżej, a nie na ja
        > kiejś tam ulicy, poznać dziewczynę, ładną, inteligentną, seksowną, absolutnie w
        > Twoim typie, i do tego chętną... Powstrzymałbyś się?

        Tak jak pisałem, jakieś tam dziewczyny poznaję i wchodzę z nimi w relację. Podobają mi się. Pytasz, czy gdyby taka dziewczyna była jeszcze bardziej super to czy bym się oparł - wydaje mi się, że jeszcze większa atrakcyjność tych alternatyw niewiele już by zmieniła w mojej sytuacji bo moim problemem nie są porównania partnerów pod względem takich parametrów.
        • nothing.at.all Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 24.10.10, 21:23
          Badsoon2 - masz już tyle odpowiedzi, rad i ciekawych wypowiedzi. Może wystarczy? Cięzko wejsc w czyjes buty i mu dobrze doradzic. A im wiecej bedziesz nad tym rozmyslal, tym dluzej bedziesz to ciaganal i tym gorzej bedzie, dla Ciebie, dla niej i dla innych.
          Pojedz gdzies sam, porozmyslaj, moze zwyczajnie obiecaj cos sobie - ze odganiasz takie mysli o innych albo zrywasz. Tylko zdecyduj sie na cos, bo nie mozna tak twkic w czyms takim. Zabijasz siebie tym rozmyslalniem, a jej ewentualnie zabierasz czas.
          Dla mnie milosc i chec bycia z kims to decyzja, ktora sie podejmuje wiedzac to co sie wie, jaka dana osoba jest, co soba reprezentuje, czego potrzebuje. Albo podejmujesz ryzyko, zostajesz przy niej, bo masz wszystko co chcesz albo podejmujesz ryzyko i sie rozstajecie, szukasz innej Pani.
          Zycze Ci dobrych wyborow!
          • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 00:32
            > Badsoon2 - masz już tyle odpowiedzi, rad i ciekawych wypowiedzi. Może wystarczy?

            Zgadzam się, możliwe że już wystarczy.

            > Pojedz gdzies sam, porozmyslaj, moze zwyczajnie obiecaj cos sobie - ze odganias
            > z takie mysli o innych albo zrywasz. Tylko zdecyduj sie na cos, bo nie mozna ta
            > k twkic w czyms takim. Zabijasz siebie tym rozmyslalniem, a jej ewentualnie zab
            > ierasz czas.

            Też się zgadzam, rozmyślam bardzo intensywnie. Wyjechać gdzieś? Może być trudno, ale to też dobry pomysł.

            > Dla mnie milosc i chec bycia z kims to decyzja, ktora sie podejmuje wiedzac to
            > co sie wie, jaka dana osoba jest, co soba reprezentuje, czego potrzebuje.

            Po raz trzeci się zgadzam, ciężkie zadania przede mną.

            > Zycze Ci dobrych wyborow!

            Dziękuję, Tobie także gdybyś miał jakichś trudnych dokonywać.
            • nothing.at.all Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 17:43
              Dziękuję. Jestem kobietą, tak dla precyzji:).
              Oj też mam dylematy, rozmyślania i też jestem w patowej sytuacji. Tylko tu problem polega na tym, że ja jestem zdecydowana, ale Ów Pan nie:(.
          • poly_gamer Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 06:34
            Nic dodać, nic ująć.
            Wypada się tylko podpisać obiema ręcyma.
            • q-azwsx Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 21:50
              Autorze, przede wszystkim musze powiedziec, ze jestem pod wrazeniem Twojej zyciowej madrosci i dojrzalosci, cechy rzadko spotykane wrod wspolczesnych mezczyzn. Fajne jest to, ze w 100 % zdajesz sobie sprawe z roznych iluzji, typu zauroczenia, zakochania itp, bo wielu ludzi nie ma bladego pojecie o iluzorycznosci powyszych i dlatego tak wiele zwiazkow rozpada sie w momencie, gdy tylko zaczna znikac przyslowiowe "motylki". Zakochanie jest podstepem matki natury,a moze nie podstepem ale zwyklym mechanizmem, majacym na celu doprowadzenie do kopulacji i wynikajacego z niej przedluzenia gatunku. Trwa ono srednio 3 do 6 miesiecy. Potem znika. Jest to bardzo smutne, ale taka jest kolej rzeczy i nie przeskoczymy tego.
              Dobrze ze zdajesz sobie z tego sprawe i ze nie masz zludzen, iz z nastepna kobieta z ktora stworzylbys zwiazek, sprawy uloza sie inaczej.Nie uloza sie inaczej, bedzie tak samo jak bylo - max pol roku totalnego wariactwa, a potem spowszednienie i spadek emocji.
              Wydaje mi sie ze Twoim problemem jest to, ze nie miales kontaktu fizycznego z zadna inna kobieta poza Twoja obecna. Przemawia przez Ciebie, byc moze nawet nieuswiadomiona frustracja, ciekawosc, naturalna meska potrzeba do "zaplodnienia jak najwiekszej ilosci samic". Tylko ze z kazda samica bedzie tak samo, bo kazda samica pod wzgledem fizycznym, da Ci dokladnie to co Twoja dziewczyna, jezeli spodziewasz sie doznan innych niz dotychczas Ci znane, to zawiedziesz sie. Pisales wiele o porozumieniu dusz jakie Was laczy, o tym ze niczym juz nie zaimponujesz swojej dziewczynie, bo zna Cie ona zbyt dobrze, a uczucie imponowania kobietom jest Ci bardzo mile i podbudowuje Twoje ego. To moze wynikac z niskiej samooceny, z kompleksow, bo czlowiek o silnej, ustabilizowanej samoocenie nie musi szukac potwierdzenia swojej atrakcyjnosci w oczach innych ludzi i nie ma w nim checi "sprawdzania sie " przed innymi.
              Mam dla Ciebie kilka rad co mozesz zrobic.
              1. Idz do prostytutki. W ten sposob przekonasz sie, ze sex z inna kobieta jest fascynujacy, dopoki do niego nie dojdzie, czyli w Twojej glowie. A gdy do niego dojdzie to okaze sie, ze ten sex niewiele rozni sie od sexu ktory znales do tej pory i nie jest niczym nadzwyczajnym.
              Bo mysle ze o to glownie tutaj chodzi, o potrzebe sprobowania seksu z inna kobieta.
              2. Udaj sie do madrego psychologa/psychiatry, ktory nakieruje Cie i poradzi lepiej niz my tutaj wszyscy na forum.
              3. Na jakis czas rozstan sie ze swoja dziewczyna - byc moze masz przesyt, bo przebywacie ze soba za duzo i za czesto. Nic tak nie umacnia zwiazku jak czasowe rozstanie. Wszystko sie moze znudzic gdy wystepuje w nadmiarze - codzienne jedzenie pizzy ktora sie uwielbia, po jakims czasie sprawiloby, ze nie moglibysmy juz na te pizze patrzec ;)
              4. Zerwij ze swoja dziewczyna, powiedz jej przy tym wiele gorzkich slow. Daje Ci osobista gwarancje, ze szybko pozalujesz swojej decyzji i zrozumiesz, ze nie mozesz i nie chcesz bez niej zyc. Wtedy wroc do niej i pros o wybaczenie.
              Powodzenia
              • godiva1 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 25.10.10, 22:15
                A ja mysle, ze autorowi potrzebne sa jakies nowe emocje, ambicje, staranie sie o cos, walka o cos lepszego... I cierpi przez to jego partnerka.
                Moim zdaniem poszukaj nowej pracy, zacznij trenowac maraton, zapisz sie do klubu Toastmasters, pojedz w daleka podroz albo co. Bedziesz mial podniecenie, emocje, poczucie ze o cos walczysz, ze czeka Cie cos fajnego.
                Polecam tez Prozac - obniza libido dosc skutecznie.
                • mala_gorzka nie schrzan tego! 27.10.10, 14:01
                  aska dba o siebie, stara sie, wykazuje inicjatywe i pewnie od paru lat już czeka na pierscionek zareczynowy albo i już czuje tykajacy zegar biologiczny, a TY myslisz o nowych dupach. Jak Ci nie wstyd>?! i poznasz za jednego drinka pusta lale w barze aby przekonac sie jak to jest byc dwudziestym którymś nic nieznaczącym kochankiem. bedzie ch**** i co wtedy? kolejna nieznajoma czy będziesz zebrał o powrót do byłej dziewczyny>?
                  rzeczywiscie nie masz prownania z innymi kobietami i dlatego nie doceniasz swojej dziewczyny.
                  poswiecila Tobie 9 lat, a Ty nie wiesz czego chcesz, gorzej jak z dzieckiem.
                  i jeszcze boisz sie deklaracji...
                  no tak, jest zbyt dobra dla Ciebie,
                  ciekawe jak jej przestaniesz wystarczac i zacznie rozwazac czy inny facet w lozku nie bylby lepszy od Ciebie.
                  byliscie dla siebie jedynymi i to jest piekne. tyle lat zgodnego zwiazku tez jest czyms niesamowitym, wiec nie schrzan tego.
                  • badsoon2 Re: nie schrzan tego! 27.10.10, 23:42
                    > myslisz o nowych dupach
                    Nie tylko o tym, tak jak pisałem to jeden z elementów, ale nie jedyny.

                    > Jak Ci nie wstyd>?!
                    No wstyd, wstyd.

                    Wiesz, mnie nie męczy ciekawość do tego jak to jest z inną, tylko po prostu mnie to przyciąga, tak jak inne elementy destrukcyjne dla związku, o których pisałem. Myślę, że ich rola jest wtórna wobec jakiegoś głębszego problemu. Ja jestem wręcz przekonany, że nie będzie to lepsze od tego co mam teraz. Podobnie, wiem że później będzie to wyglądać tak jak opisujesz (tak mi się wydaje) i boję się tego i nadal nic się nie robi łatwiejsze.
                    • mala_gorzka facetowi nie mozna dogodzic... 28.10.10, 12:45
                      czasami przegladam form "brak seksu w malzenstwie", gdzie wielu facetow sie skarzy jak to krotko po slubie zamiera ich zycie seksualne. co jakis czas pojawiaja sie usprawiedliwienia zdrad. wedlug niektorych facet nie szukalby przygod gdyby jego kobieta byla zadbana, wykazywala inicjatywe w lozku i tyle nie marudzila.
                      po Twoim przykladzie widac, ze kobieta bliska idealu też może się znudzić. mnie to strasznie rusza. 9 lat i jej jeszcze chce sie starac o CIebie. tyle facetow Tobie zazdrosci, a Ty sam nie wiesz czego chcesz.

                      sprawiasz wrazenie egoisty i Potrusia Pana. Moze pomsyl o swojej kobiecie. Ma ok.30, to raczej czas na dziecko, a nie na poszukiwania odpowiedzialnego partnera. Czy ktoś inny ją bardziej zrozumie, doceni i uszanuje? A może po Twoim odejsciu zupelnie sie zalamie, bo nie pojmie Twojej decyzji. Nie mam nic gorszego niz zostawic kogos bez powodu albo z tajemniczym "bo chemia sie wypalila". Baby tego nie ogarniaja i doszukuja sie w sobie przeroznych wad oraz analizuja caly zwiazek od poczatku z kazda koleznka coraz bardziej pograzajac sie w smutku. Jest tez opcja, ze zacznie sypiac z kazdym kto sie tylko pojawi, tak na odreagowanie i sprawdzenie czy z nia jest wszytsko w porzadku.

                      zamiast czytac wypociny na forum, moze warto ruszyc sie do poradni psychologicznej na wspolna sesje. zostac z kims z poczucia winy tez nie jest dobrym rozwiazaniem. z drugiej strony nie ma idelanych zwiazkow. Jednak wymienic partnera na nowszy model zamiast naprawiac relacje jest niedojrzale i krotkowzroczne.
                      • badsoon2 Re: facetowi nie mozna dogodzic... 28.10.10, 17:50
                        Mogę sprawiać wrażenie egoisty, jednak wydaje mi się, że nie jestem jakimś skrajnym przypadkiem. Co więcej, możliwe że obecne problemy spowodowane są tym, że nie potrafiłem właściwie rozpoznać własnych potrzeb gdy był na to czas. Zamiast tego z niezrozumiałych dla mnie na razie powodów nie dopuszczałem do siebie myśli o tym, że należy podjąć jakieś działanie i stosowałem zdecydowanie niedojrzałe metody radzenia sobie z problemami - ignorowałem je i bagatelizowałem.

                        Nie powiedziałbym, że moja kobieta mi się znudziła. Jesteśmy dla siebie interesujący i atrakcyjni jako ludzie. Powiedziałbym raczej, że moje dotychczasowe podejście przestało działać tak jak do tej pory. Powody tego mogą być różne. Zdaję sobie sprawę z możliwych konsekwencji moich kroków, jest tak jak piszesz. Jednak jak widać dla mnie to wszystko też ma konsekwencje i jeżeli problem polega na czymś, co do tej pory ignorowałem to można założyć, że im dłużej będę starał się robić to co do tej pory, tym bardziej agresywnie będzie się to przejawiało w moim życiu w późniejszych latach. Próbkę tego mam właśnie teraz. Co więcej, ona także będzie tego doświadczać bo nie sposób w tak bliskim związku utrzymać szczelnie w sobie takich rzeczy.

                        Staram się więc działać inaczej niż do tej pory - drążę to zagadnienie i sprawdzam gdzie mnie to prowadzi. Rada, której udzielasz na końcu swojego posta jest dla mnie jak najbardziej ok właśnie dlatego, że polega na dalszym drążeniu. Pisanie na forum może nie jest najlepszą metodą, ale przeczytanie prawie dwustu postów od różnych ludzi było w jakiś sposób wartościowe, a jednocześnie niewymagające. Jakoś trzeba zacząć. Oczywiście boję się miejsca, do którego doprowadzi mnie drążenie tego - na przykład tego, że nie kocham, ale nie potrafię się do tego przyznać. Będzie się to wiązało z ranieniem bliskiej osoby i siebie też. Ponadto będzie to oznaczało, że mam poważny problem, który może mnie unieszczęśliwić w przyszłości (właściwie na pewno się to stanie).

                        • wari Re: facetowi nie mozna dogodzic... 31.10.10, 00:13
                          Fakt poszukiwania rozwiązania swoich problemów na publicznym forum wydaje mi się dośc dziwaczny, choćby dlatego, że opisanie własnych odczuć, subtelności psychiki jest dużo trudniejsze niż w bezpośredniej rozmowie. Stąd od razu wpadasz w "łapy" różnych doradzających, którzy próbują wtłoczyć Cię w jakiś stereotyp, którego są wyznawcami. A to, że się nie wyszalałeś za młodu, a to, że gdybyście wzięli wspólny kredyt to związek byłby uratowany, a to, że promiskuityzm mężczyzn dotyczy wszystkich i że najlepszym wyjściem jest prostytutka (!). Włos czasem staje dęba od tych porad i bardzo się cieszę, że jestem z dala od takich "doradzaczy". A Ty być może wymykasz się z tych stereotypów, każdy jest inny i jedyne co można Ci dzisiaj poradzić, to abyś zrobił bilans tego co przeżyłeś ze swoja kobietą i samodzielnie podjął decyzję. Jeśli jest to osoba taka jak piszesz, jesteś pewien, że możesz na nią liczyć w różnych sytuacjach, to zastanów się bardzo dokładnie.

                          Radzę Ci to jako facet będący od 25 lat w stałym, wiernym i kochającym się związku z jednym mężczyzną (jestem homo). Ani ja ani mój przyjaciel nie wyszaleliśmy się przed naszym związkiem. W trakcie jego trwania, w siódmym roku poza moją półroczną, "skonsumowaną" zresztą we trójkę, fascynacją innym facetem, jesteśmy tylko ze sobą. Być może taka próba jest Tobie potrzebna (choć w Twojej sytuacji trójkąt pewnie nie wchodzi w grę - facet łatwiej oddziela sex od miłości) - a może nie - tutaj na forum nikt tego nie powinien Ci radzić, bo niestety, ale wszystko jest na Twojej głowie i tylko Ty możesz wybrać.
                          • badsoon2 Re: facetowi nie mozna dogodzic... 31.10.10, 12:57
                            > Fakt poszukiwania rozwiązania swoich problemów na publicznym forum wydaje mi si
                            > ę dośc dziwaczny

                            Nie poszukuję tu rozwiązania, chodzi mi raczej o zmuszenie samego siebie do odpowiedzi na pewne pytania, które trudno mi samemu sobie zadać. O jakieś rozgrzebanie tego, czego nigdy nie ruszałem, o inne punkty widzenia. O przełamanie w sobie tabu jeżeli ono istnieje. Wpadłem na taki pomysł i uważam, że był udany.

                            > jedyne co można Ci dzisiaj poradzić, to abyś zrobił bilans tego co przeżyłeś ze swo
                            > ja kobietą i samodzielnie podjął decyzję. Jeśli jest to osoba taka jak piszesz,
                            > jesteś pewien, że możesz na nią liczyć w różnych sytuacjach, to zastanów się b
                            > ardzo dokładnie.

                            Gdzieś poniżej napisałem co planuję - można to nazwać dokładnym zastanowieniem się...
                      • hobbit303 Re: facetowi nie mozna dogodzic... 01.11.10, 08:13
                        > Nie mam nic gorszego n
                        > iz zostawic kogos bez powodu albo z tajemniczym "bo chemia sie wypalila". Baby
                        > tego nie ogarniaja i doszukuja sie w sobie przeroznych wad oraz analizuja caly
                        > zwiazek od poczatku z kazda koleznka coraz bardziej pograzajac sie w smutku

                        Ta tajemnicza chemia to pożądanie seksualne, i ono znika głownie z dwóch czynników:
                        a) wzrost czasu spędzonego z partnerką
                        b) wzrost stopnia zażyłości z partnerką

                        Nie wiem czy to wystarczające wyjaśnienie, czy baby nadal by tego nie oganiały i czyja to jest wina że tego nie ogarniają.

                        > Jednak wymienic partnera n
                        > a nowszy model zamiast naprawiac relacje jest niedojrzale i krotkowzroczne.

                        Zgadzam się, próbować zawsze trzeba
                      • hobbit303 Re: facetowi nie mozna dogodzic... 01.11.10, 08:17
                        > zamiast czytac wypociny na forum, moze warto ruszyc sie do poradni psychologic
                        > znej na wspolna sesje

                        problem w tym baby nie ogarniają tego (i mogą doszukiwać w sobie wady itp), jak gość pójdzie do poradni i zacznie opowiadać o tym jak kręci go zapach innych kobiet.
    • salma75 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 28.10.10, 20:13
      No i jak tam badsoon, zdziałałeś coś przez ten tydzień, podjąłeś jakieś kroki, powziąłeś jakieś dezycje?
      • nothing.at.all Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 28.10.10, 20:57
        Też jestem ciekawa. Ja już od samej analizy bym miała dosyć.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:24
        Skrystalizowało mi się coś, co można nazwać planem działania. Problem wg mnie polega na tym, że nie wiem czy jestem teraz niepoczytalny, czy też byłem niepoczytalny w ostatnich latach, a teraz do mnie dociera jakaś prawda. W obu przypadkach nie zaszkodzi ostrożność w działaniu, więc pierwszy punkt planu brzmi: nie działać pochopnie.

        Druga decyzja polega na tym, że staram się zdecydowanie i jak najmocniej skonfrontować z tym, co mam w głowie i co dotyczy mojego związku. Staram się uchwycić prawdziwe uczucia, motywacje, rozgrzebać wszystko. Jestem zdesperowany i takie robienie sieczki nie jest bardzo dokuczliwe.

        Trzecia decyzja jest taka, że jak najszybciej pójdę do psychologa. Chyba pomyślę o prywatnych wizytach bo dwa dni temu byłem po skierowanie i muszę poczekać na swoją kolej 2-3 miesiące... Nie wytrzymałbym tyle. Ten punkt jest właściwie częścią poprzedniego, chciałbym w razie czego czuć, że zrobiłem wszystko co mogłem.

        Wiem, że to wszystko może nie zadziałać, nie wiem jaki będzie efekt, na jakie sytuacje trafię, ale przynajmniej jest to jakiś zarys tego co robić. Niektórzy radzą, żeby się rozstać i ewentualnie wrócić do siebie - to mnie trochę kusi, ale obawiam się, że to ta wypierana do tej pory siła mnie kusi i mógłbym tego żałować. Poza tym jest to dosyć instrumentalne traktowanie dziewczyny no i podejrzewam, że nie dałaby sobą w ten sposób manipulować bo na pewno w ten sam sposób by to zinterpretowała...

        Gdy coś się drastycznie zmieni na pewno dam Ci znać :)
    • dama_z_kawa_i_papierosem Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 29.10.10, 13:38

      Wow, przebrnelam prawie przez caly watek. Tez jestem ciekawa jak sie skonczy ich historia.

      W sumie to chyba wiem jak sie skonczy i niestety bedzie to zakonczenie odmienne od pozadanego przeze mnie.
      Nie wiem o co chodzi bo nie jestem mezczyzna. Wiem jednak, ze znam z obserwacji podobne zwiazki i widze jak potoczyly/tocza sie ich losy. Wiem rowniez z obserwacji i doswiadczenia jak zachowuje sie mezczyzna ktory dazy do malzenstwa, taki ktory wie ze to jest to.

      To musi byc jakis schemat – przechodzony zwiazek czy cos. Wg mnie wszystko w zyciu ma swoj czas i magie, nie da sie planowac wylacznie racjonalnie, gdyby sie dalo to autor nie dzieliby tu wlosa na czworo starajac sie rozkminic o co chodzi.

      Bardzo chcialabym napisac, zostancie razem, oswiadczysz sie, bedzie dobrze, ale kurcze nie moge, bo opisujesz ja jako swietna osobe. A jako kobieta i to w podobnym wieku jakos sie z nia identyfikuje. I z tej perspektywy zaserwujesz jej kanal, cokolwiek zrobisz.
      - Nie zostawisz jej teraz – to zrobisz to w koncu.
      - Zostawisz ja teraz – to wbijesz jej noz w plecy. Madry jestes wiec wiesz: czas na pozbieranie sie po rozstaniu, zegar biologiczny itd.

      Istnieje jeszcze jedna mozliwosc, ale to juz zalezy od zachowania twojej kobiety, i nie obejdzie sie bez urazow, ale daje szanse na happy end. Jako ze wydajesz sie byc w miare swiadomy tego co sie z toba dzieje to opisze jeszcze inny schemat, ktory wg mnie dosyc czesto wystepuje. Otoz:

      1. Zalozmy ze mowisz partnerce co sie dzieje, a moze dzialasz jakos (nie wiem wdajesz sie we flirt czy jakas fascynacje, w kazdym razie do twojej partnerki dochodzi mniej wiecej obraz twoich rozterek)
      2. Ona czuje sie upokorzona, zawiedziona itp. (normalka). Bycmoze nawet da ci czas na decyzje, ale! I TU JEST ROZWIAZANIE: nie zgodzi sie na “czas na przemyslenia” w nieskonczonosc ani nawet na dosyc dlugo (na pewno bardzo bys chcial), ani zadne odpocznijmy od siebie, tylko mowiac wprost powie: nie to nie! i cie wykope. I konsekwentnie bedzie cie w miare ignorowala (zalecane bo bedziesz chcial pozostac przyjaciolmi, pisal smsy, martwil sie jak ona to znosi itd. Ale kobieta musi tu byc twarda), to:
      - jak nie wrocisz to szybciej sie z ciebie wyleczy i pouklada zycie,
      -a jak cie to ruszy to wrocisz do niej szybciej niz ci sie teraz wydaje (obstawiam)
      3. A teraz happy end (na 90%): Jak tylko cie wykopie i sie od ciebie odetnie to twoja milosc, fascynacja, pozadanie i co tam jeszcze ci brakuje wroci. Odechce ci sie nowych zapachow jak za dotknieciem czarodziejskiej rozczki. To tez jest jakis schemat, ktory da sie zaobserwowac.

      Ale ten mechanism wymaga opisanego powyzej zachowania twojej kobiety. Jak nie poczujesz smaku jak to jest ja stracic to sie nie uda. A ona potem jakos musi ci wybaczyc twoje rozterki i cala ta jazde ktora spowodowales, i jesli to zrobi to bedziesz ja wielbil i mial przynajmniej doswiadczenie ze bez niej jest strasznie – czyli poznasz to czego sie tak boisz teraz.

      W przeciwnym razie istnieje spora szansa na to ze pomimo iz rozum tak bardzo trzyma cie przy niej, to spotkasz kogos i poczujesz ze to jest to i zostawisz partnerke z dnia na dzien z reka w nocniku. Sporo takich sytuacji widzialam.

      Zycze ci/wam powodzenia, cokolwiek postanowisz, tylko blagam, nie przeciagaj w nieskonczonosc i podejmij jakas decyzje. I przepraszam ze sie tak rozpisalam, nie wiem co mnie dopadlo.
      • anneliese12 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 29.10.10, 13:53
        Badsoon2, napisałam ci parę słów na priv.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:36
        Rozwiązanie, które proponujesz jest dla mnie w tej chwili zbyt trudne - mam jeszcze inne możliwości działania, nie tak agresywne: jeszcze myślę, ciągle się we mnie wszystko zmienia. Co prawda piszę, że nie wiem co robić i czuję się uwięziony między równoważnymi siłami, ale jednocześnie to jest dla mnie szok, wszystko się zmienia i codziennie jak gdyby trochę dalej dochodzę w śmiałości moich myśli. A więc dopóki następuje tego typu "rozwój" to chciałbym go kontynuować i zobaczyć gdzie mnie to doprowadzi. Poza tym zamierzam odwiedzić psychologa i jestem ciekaw, co się wtedy zacznie dziać.

        Natomiast jeżeli to przestanie już działać i nadal nie będę wiedział co i jak to myślę, że stanie się mniej więcej to, o czym piszesz.
    • kama.net Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 29.10.10, 14:23
      Jesteś w sytuacji tragicznej (w rozumieniu grecko-antycznym), jak nie zrobisz, tak będzie źle
    • smartbonnie Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 30.10.10, 22:56
      Trochę cię nie rozumiem, prawdę mówiąc...
      Ale zasadniczo, na mój prosty rozum, faceci których dopada kryzys wieku średniego/ nuda w związku/ itp dzielą się na takich, którzy znajdują sobie kochanki i takich, którzy to wariactwo ogarniają w sposób dopuszczalny społecznie. Np. uczą się nowych sportów, kupują motorówkę/motocykl itp. Facet to przeważnie istota, której brakuje silnych podniet. Prawdopodobnie gdyby twój związek miał problemy, to nie myślałbyś nad odejściem. A tak najlepiej znaleźć sobie jakieś nowe hobby, które może stanowić wyzwanie i wkręcać. Najlepiej, żeby twoja luba uczestniczyła w tym hobby. Kup jej brylanty. Zabierz na motorówkę. Zachowaj się jak staromodny podrywający macho. Obydwojgu będzie fajnie.
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:47
        Wydaje mi się, że mogłoby to być zagłuszanie problemów. Oczywiście jest możliwe takie ujęcie problemu, że chodzi o nudę, może nawet jest to w jakiś sposób prawda, ale nie wiem czy taki proces jest symetrycznie odwracalny :) Czyli - czy robienie interesujących rzeczy odwróci proces, który trwał w ostatnich latach. No i na koniec muszę powiedzieć, że oboje robimy sporo interesujących rzeczy, może niezbyt wiele z nich razem, ale na nudę nie narzekamy.
    • delepaul Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 30.10.10, 23:20
      wybierz się w jakąś podróż, tak na miesiąc chociażby. Ale sam żebyś nie zagłuszał swojego umysłu i serca zabawą z kuplami, alkoholem itd. Taka prawdziwa męska podróż w pojedynkę przed siebie :-) Zobaczysz czy możesz bez niej żyć, czy nie będziesz tęsknił, czy jak wrócisz to spojrzysz na nią znowu jak na tą jedyną. Jak nie to chyba trzeba powiedzieć "do widzenia".
      • badsoon2 Re: Czy jestem stracony? Już nie mam sił... 31.10.10, 12:48
        Bywały w naszym związku rozłąki trwające miesiąc, tydzień, kilka dni - niewiele to zmienia, potrafię żyć bez niej w takich sytuacjach bo wiem, że wróci. A nawet miesiąc rozłąki z osobą, z którą się jest przez 90% dni od 9 lat to nie jest tak wiele...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka