volvero
11.03.11, 16:53
Witajcie.
Ciekaw jestem czy ktoś ma podobne spostrzeżenia.
Jestem człowiekiem z natury niezależnym. Z natury....Praktyka jednak nieco zmieniła swoje oblicze, w zasadzie życie się zmieniło. Wiecie o czym mówię...
Niczego nie żałuję, żeby było jasne, generalnie mimo problemów w życiu układa mi się dobrze.
Mam miłość swojego życia przy sobie...No właśnie, czy przy sobie...?
Jesteśmy razem już jakiś czas...Nie zmieniło się tylko to, że kocham swoją druga połowę...
Reszty już przestałem być pewien...
Dlaczego zaznaczyłem, że jestem niezależny? Chyba ma to znaczenie o tyle, że oboje jesteśmy. Tylko mam wrażenie, że mojej Kobiecie niezależność myli się z czym innym.
Stąd też tytuł wątku, mam wrażenie oddalenia z jednoczesnym poczuciem Jej zaborczości wobec mnie. Sam pewnie nie jestem idealnym przykładem, ale trudno mi to ocenić nie wychodząc z siebie i nie patrząc z zewnątrz.
Gdzieś mimo swojej natury, wierzę w to, że związek to wspólnota, zespół...Jestem tez idealistą jak widać, owszem, jestem. I czegoś takiego właśnie poszukuję. Jednocześnie popełniam, czy popełniłem błąd odkrywając się całkowicie, nie zostawiając sobie nic. Mam poczucie, ze teraz właśnie to jest wykorzystywani.
Kilka innych spostrzeżeń pominę...może same wyjdą...
Prawdę mówiąc zastanawiam się co robić dalej, chce zbliżyć się do niej znów...
Problem polega jednak na tym, że zupełnie Jej nie ufam.
Nie dostrzegam też z jej strony jakiejkolwiek woli współodczuwania, współdziałania, współ..., współ... .
Padło wiele słów, za wiele jak do tej pory...Zawiodłem się wiele razy, pewnie sam tez zawiodłem...Ale mam w sobie wolę i świadomość żeby coś robić...Druga strona to dla mnie mur...
Pojęcia nie mam co dalej...Wiem czego chcę od tego związku, ale brak mi już kreatywności...