pancwynar
24.11.05, 10:23
Zastanawiam się, w którym miejscu zaczyna się świadome rodzicielstwo? Kiedy
facet może powiedzieć: "Tak, chcę być ojcem"?
Patrząc na zapaść demograficzną Europy zastanawiam się czym jest to
spowodowane? Czy aby na pewno samoświadomością odpowiedzialności, jaka
spoczywa na rodzicach? Czy nie jest to zwyczajny strach przed końcem pewnego
etapu, dekady w naszych życiach? Czy naprawdę gdy spojrzymy w głąb siebie i
zadamy sobie szczere pytanie to odp. będzie brzmiała: "Bo jeszcze nie czas.
Bo chcę by mój potomek miał prawdziwy dom" etc.? Czy po prostu nie oszukujemy
się często sami przed sobą? Czy nieraz spędzając kolejny wieczór z kobietą
nie mamy poczucia, że czegoś tu brak?
Przypomina mi się często opisywane zjawisko gwałtownego napadu strachu
partnera gdy dochodzi do jego świadomości, że żona/partnerka nosi jego
dziecko; że za kilka miesięcy stanie się odpowiedzialny za kruchą, delikatna
i całkowicie bezbronną istotkę. Lęk podobno mija po porodzie... ba, podobno
często facet sam sobie się dziwi, jak mógł zywić takie obawy. A dlaczego o
tym wspominam?
Zastanawiam się w jakim stopniu kulturowe zmiany: akceptacja dla coraz
późniejszych małżeństw (czy luźnych związków), przesuwanie granicy urodzenia
dziecka, pogoń za karierą stały się wytłumaczeniem, usprawiedliwieniem dla
nas. Skoro wszyscy "czekają" to czemu my mamy się śpieszyć? Nie ma
mieszkania, stabilnych dochodów, diabli wiedzą czy za miesiąc nie stracę
pracy i jeszcze dziecko? No tak... tylko jakim cudem nasi rodzice mogli? A
nasze dziadki? Tuż po wojnie? Wszystko w rozsypce. A jednak płodzili, rodzili
i żyli. Czy dziś naprawdę jest gorzej niż wtedy? Nie tylko u nas. W całej
Europie. Czy naprawdę możemy powiedzieć z pełną odpowiedzialnością za słowo,
że dzieci "produkują" bez głowy tylko rodziny patologiczne, a my "świadomie
planujemy"?
Jak to jest panowie?