Dodaj do ulubionych

Walka o związek cd.

08.12.05, 13:07
Pisalem już wcześniej w innym wątku o kryzysie w moim małzeństwie i separacji
do której doszło w jego wyniku.
Aktualnie mija 6 tydzień separacji i muszę wam powiedzieć, że są chyba jakieś
pierwsze pozytywne sygnały.
Po pierwsze zdystansowałem się od naszego konfliktu, to pozwoliło mi się
uspokoić i opadły we mnie te największe emocje. Po drugie żona chyba to
zauważyła i tez spokojniej reaguje na nasze wzajemne kontakty.
Dzięki temu potrafimy teraz spokojnie rozmawiać na te tematy, które kiedyś
automatycznie powodowały konflikt. W[rawdze takei rozmowy nadal jeszcze
wytrącają mnie z równowagi ale na pewno nie tak mocno jak kiedyś.
Ponadto w jednej z rozmów gdy wyszedł temat mojego ewentualnego powrotu do
domu żona nie zareagowałą nerwowo tylko spokojie stwierdziła, że jeszcze na
to za wcześnie. W porównaniu do stanowiska sprzed miesiąca zgodnie z którym
dla niej to był już koniec naszego małżeństwa to i tak chyba postęp.
Oczywiście nie wyciagam na tej podstawie jakichś dalekosiężnych wniosków ale
jakoś lżej mi się zrobiło na sercu.
Obserwuj wątek
    • katarzyna_z Re: Walka o związek cd. 08.12.05, 13:09
      no zycze ogoólnie powodzenia i mam nadzieje, ze po tej lekcji wyciągniesz
      wnioski:)
      • z_mazur Re: Walka o związek cd. 08.12.05, 13:22
        Mam nadzieję, żę nie tylko ja. :)
        W związku wina za kryzys spada na obie strony.
        • ladyx Re: Walka o związek cd. 09.12.05, 00:05
          Myślę, że Święta, to będzie dobry czas, żeby się całkiem pogodzić :)
          • z_mazur Re: Walka o związek cd. 09.12.05, 00:28
            Widzisz pogodzeni to my już jesteśmy.
            Dla osób z zewnątrz nasze kontakty wyglądają na przyjacielskie.
            W tej chwili chodzi o to abyśmy oboje dojrzeli do decyzji o tym żeby dać sobie
            jeszcze szansę na bycie razem.
            • ladyx Re: Walka o związek cd. 09.12.05, 00:29
              o tym myślałam, ale, że późna godzina to mało precyzyjnie się wyrażam. A ona
              wie, że Ty wiem o tamtym facecie ?
              • z_mazur Re: Walka o związek cd. 09.12.05, 07:22
                Ona zawsze wiedziała, że ja się domyślam. To między innymi dlatego narastał
                konflikt między nami. Tylko że żona wypierała się tego nawet do teraz. Jednak
                teraz mam wiarygodnego świadka, który widział ich w jednoznacznej sytuacji.
                Powiedziałem to żonie, stwierdziłem, że dla mnie sprawa jest już oczywista i
                nie mam zamiaru słuchać jakiś zapewnień, że coś sobie wmawiam. Po prostu nie
                chcę dyskutowac na ten temat. Jeśli będzie chciała ze mną na ten temat szczerze
                porozmawiać to jestem do dyspozycji inaczej nie chcę tego dłużej wałkować.
    • facio60 Re:Naiwny 09.12.05, 08:34
      zwodzenia,zwodzenia.
      Teraz czuje się pewnie, bo jesteś na odległość. Czuje, że nie możesz zrobić
      jakiegoś głupstwa, bo wygasły nieco emocje. Jest miła, bo po co jej wróg?
      A jak będziesz chciał wrócić, to na jej warunkach i wtedy kiedy ona ew. dojdzie
      do wniosku, że w gruncie rzeczy nie byłeś taki zły.Ale najpierw musi poznać
      innych facetów, żeby się o tym przekonać.
      Jak chcesz, to czekaj i patrz jak piesek na swojego pana, czy ma humor czy nie.
      • z_mazur Re:Naiwny 09.12.05, 08:50
        Innych facetów to ona już poznała. Nigdy nie miała z tym problemów. :)
        Mógłbym wrócić już teraz na "swoich" warunkach. Tylko co bym w ten sposób
        osiągnął.
        Czekam i patrzę, ale czy jak piesek, nie sądzę.
        Zaczynam żyć własnym życiem a nie jej. Zaczynam dbać o własne potrzeby, a co
        najważniejsze zaczynają one być dla mnie istotne.
        Co do tej pewności, którą teraz czuje to czego dotyczy ta pewność?

        Uważasz, że takie postępowanie jest błędem? Co Twoim zdaniem nie byłoby błędem?
        • facio60 Re:Naiwny 09.12.05, 17:52
          Wiesz,przeczytalem kilka razy Twoje wypowiedzi i wydaje mi sie, ze Ty bardzo
          chcesz do niej wrocic, ze bardzo Ci na niej zalezy.Inaczej nie pisal bys tutaj i
          nie pytal o porade.Wypatrujesz oznaki jej uspokojenia i rozmow z Toba
          prowadzonych i jak tylko okazuje Ci laske, mowisz ze jest Ci lzej.A jednoczesnie
          jakbys sobie zaprzeczal mowiac ze zyjesz wlasnym zyciem:(.
          To moje zdanie i mozesz miec inne.Ale ja mam pare latek, przezylem ogromny
          kryzys malzenski i wydaje mi sie, ze potrafie wylapywac takie niuanse na
          odleglosc:-)
          Co byloby bledem, a co nie, pytasz.Nie wiem.Ale przekonalem sie, ze w takich
          kryzysowych zwiazkach, w ktorych niejako kobieta jest strona
          dominujaca,zdradzajaca, czy narzucajaca swoje warunki, nie bedzie ceniony
          mezczyzna, ktory bedzie sie tylko lasil.A ona chyba takim Cie widzi.Po co chcesz
          z nia rozmawiac i pytasz sie kiedy sie wprowadzisz?
          Ona czuje sie wtedy pewna swego i gra wiedzac, ze ma Cie jak tylko zechce.
          Ale nie daj Bog, jak trafi na faceta, ktory zrobi na niej wrazenie i bedzie w
          nim pokladac nadzieje.Odsunie sie zupenie.
          Dlatego lepiej by chyba bylo gdybys odsunal sie od niej zupelnie na jakis
          czas.Wtedy, jesli choc troche jej na Tobie zalezy, sama zacznie szukac z Toba
          kontaktu.
          • z_mazur Re:Naiwny 10.12.05, 16:21
            Masz sporo racji. Ja w ciągu tego miesiąca trochę się jednak zmieniłem. Jasne,
            ciągle czekam na każdy cieplejszy gest, ale potrafię się już powstrzymac od
            wydzwaniania i częstych odwiedzin (czyli łaszenia się) całkowite unikanie
            kontaktów jest utrudnione ze względu na córkę. Oczywiście nadal mi na niej
            zależy ale teraz po miesiącu uświadamiam sobie, że życie bez niej jednak byłoby
            możliwe. To już jest jakiś postęp, który pozwala mi być trochę bardziej
            obojętnym i zdystansowanym.
    • maciej_z83 Re: Walka o związek cd. 09.12.05, 08:49
      Nie wiem o co chodzi bo nie czytałem wczesniejszego związku, ale podobnie jak
      napisała moja ukochana Kasia życze powodzenia. Najważniejsze jest to abyś
      zrozumiał swój błąd i potrafił sie do niego przyznać- ja własnie tak
      zrozumiałem i zmieniłem swoje postępowanie całkowicie i teraz wszystko jest na
      dobrej drodze. Pozdrawiam
      A moja rada jeszcze jest taka- że podczas rozmów nie denerwuj się, uspokajaj
      się wewnątrz siebie, bo jak sie nie pokłócicie to bedzie od razu Wam łatwiej.
      • kawitator Re: Walka o związek cd. 09.12.05, 18:32
        Najważniejsze jest to abyś
        > zrozumiał swój błąd i potrafił sie do niego przyznać- ja własnie tak
        > zrozumiałem i zmieniłem swoje postępowanie całkowicie i teraz wszystko jest na
        > dobrej drodze. Pozdrawiam
        Bardzo budujące jednak nieprawdziwe. Oczywiście dzisiaj a nawet jutro może mieć
        pozory prawdziwości ale pojutrze juz nie
        Może powiem jaśniej szczególnie Mazurowi
        Dałeś sobie wmówić ze konflikt w związku spowodowałeś ty. Kobiety są
        mistrzyniami w tego typu psychologicznych gierkach. Konflikt spowodował romans
        twej żony. To ona znalazła sobie innego. To ona odsunęła się od ciebie. Ty
        wyczuwałeś ze dzieje się coś niedobrego i stad twoje zachowania Oczywiście jak
        większość osób w takiej sytuacji chciała jednocześnie mieć i zjeść ciastko.
        Próba udana sprowokowania ciebie do wyprowadzki jest klasycznym przygotowaniem
        sobie pola do rozwodu z twojej winy. Ze nie przerwała drastycznie kontaktów?
        Nie mogła w oczach znajomych to ona miała być ta dobra a poza tym chciała mieć
        pod ręką takiego palanta co to zapłaci, odbierze córkę ze szkoły czy przedszkola
        i jeszcze będzie się prosił o rozmowę czy przychylne spojrzenie Nic tak nie
        podnosi samopoczucia kobiety jak ogonek śliniących się absztyfikantów z mężem w
        kolejce Teraz kiedy okazało się ze kochaś wcale nie chce rzucać rodziny , że
        wcale nie jest gotowy na wszystko tak jak to deklarował lub jak sobie
        wyobrażała, gotowa jest na chwilowe zawieszenie broni aby broń Boże nie zostać
        sama. Mam wiele latek za sobą. Widziałem wiele takich sytuacji. Sytuacji
        spowodowanych zdradą jednej ze stron i gwałtowną próba ratowania zawiązku ze
        strony osoby zdradzonej. Gdy osobą zdradzającą jest facet a jego kobieta
        koniecznie chce ratować związek czasami się to udaje. Jako obserwatorowi z
        zewnątrz trudno mi powiedzieć jakie są koszty takiej operacji, na ile możliwe
        jest odbudowanie relacji wzajemnych ale na pozór przynajmniej wygląda to ok i
        trwa dalej. Nie spotkałem natomiast aby w w sytuacji odwrotnej kiedy to osoba
        ratującą związek jest facet aby cała sprawa skończyła się powodzeniem.
        Wcześniej czy później ale raczej wcześniej związek się kończył. Co
        charakterystyczne, nawet jeżeli kobieta wracała skruszona to facet i tak
        odchodził. Dlaczego ? Może ktoś z obecnych podpowie. Myslę że zamiast się
        męczyć i skakać w rytm cudzej muzyki należy całą sprawę zakończyć chirurgicznym
        cięciem i zacząć życie znowu na swój rachunek. Poddaje po rozwagę .
        • z_mazur Re: Walka o związek cd. 10.12.05, 16:16
          Cholera mało budujące to co napisałeś.
          Nie tracę nadziei ale zaczynam na wszystko patrzeć realniej.
          Chyba jest trochę racji w tym co piszesz ale nie do końca.
          Najistotniejsza sprawa to to, że powiedziałem żonie jednoznacznie, że dla mnie
          sprawa jej romansu jest oczywista i nie podlega dyskusji, mam w tej chwili co
          najmniej jednego wiarygodnego świadka i w przypadku rozwodu będę wnioskował o
          orzekanie winy żony. Od tamtego czasu ta sprawa nie została więcej ani razu
          poruszona.
          Co do reszty stwierdzeń na pewno masz rację dlatego staram się mimo wszystko
          zdystansować, nie wydzwaniam, z wizytami u córki pojawiam się raz, dwa razy w
          tygodniu.
          Co do chirurgicznego cięcia.
          Może jednak liczę jeszcze na wyjątek od reguły. :)
          Przynajmniej w tej chwili. Kto wie jaki bedzie mój stosunek do całej sprawy po
          kolejnych miesiącach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka