Dodaj do ulubionych

Czy są dania kulinarne typowe dla Świętokrzyskiego

08.08.06, 14:08
???, poruszyła mnie informacja z poprzedniego wątku.
Zadziwiające, bo tylko woj łódzkie i świętokrzyskie nie ma zarejestrowanych produktów regionalnych.
Obserwuj wątek
    • banan9991 Re: Czy są dania kulinarne typowe dla Świętokrzys 08.08.06, 17:06
      taka aktywnosc w naszym wojewodztwie
    • kszo.pany Forum Rżuchów 08.08.06, 17:06
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38975&w=46519788
      • banan9991 Re: Forum Rżuchów 08.08.06, 17:11
        bedzie wszystko tyle ze troche kiedy indziej
    • hipolit_q Re: Czy są dania kulinarne typowe dla Świętokrzys 10.08.06, 14:07
      Niby cos oczywistego, ale kiedy mowie poza Ostrowcem o pierogach z jednoczesnie trzema skladnikami: mieso, kapusta, grzyby, to bardzo czesto slysze: "?? z miesem tak, z kapusta-grzybami tak, ale trzy na raz?" no i moze to jest lokalna potrawa?
      • chuchalscy Re: Czy są dania kulinarne typowe dla Świętokrzys 11.08.06, 12:56
        a ja jak ten pijak przysłowiowy znowu lansuję kiełbasę swojska
    • feel_good Re: Czy są dania kulinarne typowe dla Świętokrzys 11.08.06, 16:06
      Za Echem Dnia:

      W naszym województwie mamy wspaniałe potrawy - są jednak problemy z ich
      rejestracją jako produkty regionalne. My już dziś odkrywamy sekrety ich
      przygotowania

      Zebraliśmy wszystkie wycinki, ale to jeszcze za mało - mówi Zbigniew Pniewski.
      Dopiero jak dzieci oddadzą ankietę wypełnioną przez babcie będziemy mieli
      dowód, że dzionie jest znane od lat - dodaje Marzena Kuczyńska. Co to jest
      dzionie? To smakowita pieczona kiszka wypełniono mięsem i macą.

      - Ser jabłeczny jest zbyt dobry, by leżał do tej pory - uśmiecha się siostra
      Małgorzata Chmielewska, ale już dojrzewają jabłka i zrobimy nowy.

      - Nasza kapusta jest pyszna, robimy ją według starych receptur - zachwala
      Jadwiga Małkiewicz z „Megawity”. - Ale cóż, nie mamy tego na piśmie i nie
      możemy jej zarejestrować.Wreszcie mamy! Dwa pierwsze produkty regionalne
      trafiły na ogólnopolską listę. Zalewajka świętokrzyska i wiśnia ze Słupi
      Nadbrzeżnej zostały zarejestrowane jako nasze, lokalne specjały. Możemy je
      sprzedawać, mając pewność, że nikt tych nazw nie wykorzysta.

      Strasznie opornie nam, województwu świętokrzyskiemu, idzie rejestrowanie
      naszych specjalności kulinarnych. Kiedy inne regiony chwalą się w sumie 160
      produktami, my mamy ledwo dwa i co zabawne, jeden zgłosiła osoba z Krakowa.
      - Największym problemem jest udowodnienie, że dany produkt jest wytwarzany od
      co najmniej 25 lat - wyjaśnia Marzena Morawska z Urzędu Marszałkowskiego. -
      Potrzebne są jakiekolwiek wzmianki na papierze i z tym jest najtrudniej.

      Zupa jak u babci
      Najłatwiej poszło z zalewajką, bo przepisy na tę jedną z najpopularniejszych
      zup od dawna figurują w książkach kucharskich. Wykorzystała to Magdalena
      Stępień, mieszkanka Krakowa, ale pochodząca z Kielc. Zalewajkę pamięta z
      dzieciństwa. - Ten smakowity zapach roznoszący się po całym domu trudno
      zapomnieć - mówi. - Ja podtrzymuję rodzinną tradycję wytwarzania zalewajki
      świętokrzyskiej według przepisu z regionu świętokrzyskiego.
      Bo zalewajka, a raczej żur, znana jest także gdzie indziej, też gotowana na
      bazie kwaśnego barszczu, najczęściej jednak bez śmietany - różni się od naszej
      lokalnej zupy. Inna sprawa, że niemal w każdym domu zalewajka robiona jest
      inaczej. Ale to dobrze, bo może kiedyś doczekamy festiwalu zalewajek
      świętokrzyskich.

      „Słupianka” jak marzenie
      Swoim unikalnym produktem postanowili pochwalić się również sadownicy ze
      Spółdzielni Producentów Owoców i Warzyw Nadwiślanka w Ożarowie. Oni w okolicy
      mają niespotykaną gdzie indziej wiśnię.
      Słupska wiśnia, zwana tak od miejscowości Słupia Nadbrzeżna, gdzie były
      pierwsze wiśniowe sady, ma owoce mniejsze od innych wiśni, jest pięknie
      bordowa, a soku w niej dwa razy więcej niż w popularnej i cenionej łutówce.
      Historię ma długą jak niektóre rody, jej przodkiem była najprawdopodobniej
      wiśnia stepowa. Już w 1916 roku zachwycony walorami jej owoców Teofil Zając ze
      Słupi Nadbrzeżnej założył sad i namówił dyrektora szkoły, by wiśniami wysadzić
      drogę do Tadeuszowa. To był świetny chwyt marketingowy, bo dzięki temu o
      zaletach „słupianki” przekonali się podróżujący tędy ludzie i coraz więcej osób
      zakładało wiśniowe sady. Owoce tego niewielkiego drzewka były tak popularne, że
      statkami pływającymi po Wiśle wysyłano je do Warszawy. Do dzisiaj „słupianką”
      obsadzonych jest ponad 100 hektarów sadów i właśnie trwa jej zbiór.

      Ser, który nie jest serem
      Naszym kolejnym legalnym produktem regionalnym będzie ser jabłeczny. Z serem
      nie ma nic wspólnego, ale smakołykiem jest ponoć wyśmienitym. Piszę ponoć, bo
      nawet okruszek nie dochował się do dzisiaj, a na nowe sery trzeba czekać
      jeszcze z miesiąc, aż dojrzeją odpowiednie jabłka.
      Wniosek o zarejestrowanie tego produktu zgłosiła Fundacja Domy Wspólnoty Chleb
      Życia z Zochcina koło Opatowa. - To jest smakołyk znany w okolicy - wyjaśnia
      siostra Małgorzata Chmielewska. - Ma bardzo stary rodowód, bo przepisy na ser
      jabłeczny pojawiały się w książkach kucharskich z połowy XIX wieku.
      Fundacja słynie między innymi z przetworów wykonywanych według domowych
      receptur - smakowitych dżemów, marmolad, kiszonych ogórków, buraków. Ser
      jabłeczny to jeden z miejscowych hitów. - Robi się go z jabłek słodzonych
      cukrem lub miodem, odparowywanych i prasowanych tak, że konsystencją
      przypominają ser - wyjaśnia Wojciech Smajkiewicz, kierownik gospodarstwa w
      Zochcinie. - Krojony w kostki, oprószony cukrem może być przechowywany długo,
      ale jest zbyt dobry, by leżeć. Dlatego znika błyskawicznie. Spróbować go będzie
      można na konferencji, którą organizujemy 6 września w Opatowie, będziemy na
      niej zachęcać mieszkańców wsi do produkowania tradycyjnej żywności.

      Potrzebne zeznania świadków
      - Ci od śliwowicy łąckiej mieli lepiej - uśmiecha się Zdzisław Pniewski szef
      Stowarzyszenia Gospodarstw Agroturystycznych Dolina Czarnej „Korzyna”, kiedy
      pytam o rejestrowanie lokalnego przysmaku - dzionia. - U nich nawet mandaty za
      pędzenie mogły posłużyć jako dowód. U nas o dzioniu nie pisano.
      I rzeczywiście. Dzionie, czyli pieczoną kiszkę wypełnioną macą moczoną w rosole
      i mięsem podaje się w Rakowie od ponad 200 lat, zawsze na święta, ale jak to
      dzisiaj udowodnić? Ci, którzy chcieli zarejestrować ten produkt - tak jak
      Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Rakowskiej - nie mogli przeskoczyć tej
      przeszkody. - Przejrzeliśmy nawet księgi parafialne, pamiętniki - mówi szefowa
      towarzystwa Marzena Kuczyńska. - I nic. Nawet jednej wzmianki.
      Dopiero Zdzisław Pniewski wpadł na pomysł, by zebrać zeznania świadków.
      Wspólnie z Elżbietą Radziszewską z Muzeum Wsi Kieleckiej przygotował ankietę,
      którą uczniowie roznieśli do domów, by wypełnić je wspólnie z babciami. - To
      była praca wakacyjna, więc tuż po rozpoczęciu roku szkolnego ją zbierzemy -
      cieszy się Pniewski.
      Zaproszono też na spotkanie wszystkie najstarsze rakowskie gospodynie biegłe w
      pieczeniu dzionia. 22 panie, z liczącą 94 lata seniorką Anielą Walkowicz,
      uzgodniły jak wyglądał pierwszy przepis na dzionie.
      Czy po zarejestrowaniu dzionie będzie można kupić w sklepie, choćby na rynku w
      Rakowie? Raczej nie, jest to przysmak pieczony na święta, podawany
      okazjonalnie. - Tym się człowiek nie naje, to jest specjał do delektowania się -
      mówi Zdzisław Pniewski, który dzionie serwuje swoim gościom. Inna sprawa, że
      każdy przybywający do Rakowa pyta o słynną kiszkę. - O naszym dzioniu zrobiło
      się głośno - cieszy się Kuczyńska i zaprasza na degustację w dzień świętej
      Tekli, 24 września, do Dębna koło Rakowa. Warto spróbować, bo przecież stary
      przekaz mówi - jaja i maca siły przywraca.

      Kto napisze o pierniku
      Takie same kłopoty ze znalezieniem dokumentów poświadczających 25-letni okres
      wytwarzania produktu mają właściciele „Megawity”, zakładu produkującego pyszną
      kapustę kiszoną. Kapusta została obsypana nagrodami na wszystkich targach, jest
      produktem jak najbardziej lokalnym, ale o niej nigdzie nie pisano. - Tradycję
      kiszenia kapusty, tak samo jak ogórków, mój mąż przejął od swojego ojca -
      wyjaśnia prowadząca firmę Jadwiga Małkiewicz. - Kiedyś w okolicy Gór Wysokich
      wiele osób kisiło kapustę dla siebie i na sprzedaż, ale teraz tradycja ginie.
      Na trop innego produktu regionalnego Jolanta Krupa z Powiatowego Zakładu
      Doradztwa w Skarżysku-Kamiennej wpadła przypadkiem. - Usłyszałam o pierniku
      bliżyńskim i bardzo mnie to zainteresowało - mówi. - Okazało się, że to bardzo
      stary przepis na ciasto pieczone z mąki żytniej w piecu chlebowym. Dotarłam do
      Leokadii Okły w Nowym Odrowążku, która takie ciasto jeszcze piecze. Przepis
      więc jest, gorzej z tą historią. Niestety, nie natrafiłam nigdzie na wzmiankę,
      że z okazji świąt na stołach w pobliżu Skarżyska, Bliżyna podawano taki
      przysmak. A piernik jest rzeczywiście znakomity. Dobrze smakuje też ze zwykłego
      piekarnika, ale z pieca chlebowego jest lepszy. To zasługa temperatury -
      wyjaśnia.
      • feel_good c.d. + przepisy 11.08.06, 16:07
        A w kolejce do rejestracji na produkt regionalny czekają kolejne nasze unikalne
        towary - fasola korczyńska, truskawka bielińska, śliwka szydłowiecka, śliwowica
        szydłowiecka oraz miody świętokrzyskie. Nasz region ma się czym chwalić także w
        Unii Europejskiej. Zarejestrowanie produktu regionalnego to pierwszy krok do
        uzyskania certyfikatu unijnego, dającego nam gwarancję, że nikt nie będzie się
        mógł posługiwać naszą nazwą i tylko u nas będzie można dostać zalewajkę
        świętokrzyską, dzionie czy piernik bliżyński.

        Przepisy na świętokrzyskie smakołyki

        Zalewajka świętokrzyska: 75 dekagramów ziemniaków pokroić w kostkę, 2 średnie
        cebule i 4 ząbki czosnku posiekać. Do garnka z gotującą wodą włożyć ziemniaki,
        kiełbasę lub pokrojony boczek - około 20 dekagramów, dodać cebulę, liść
        laurowy, ziele angielskie (3-4 ziarenka), ewentualnie namoczone wcześniej 2-3
        kapelusze suszonych grzybów. Żur - 0,5 litra rozmieszać z 3-4 łyżkami śmietany,
        dodać czosnek. Gdy ziemniaki będą lekko twarde, wlać żur, zagotować. Przyprawić
        do smaku solą i pieprzem. Okrasić słoniną. Można podawać z chlebem.


        Ser jabłeczny: Jabłka obrać ze skórki, pokroić na ćwiartki, wypestkować. Włożyć
        go garnka o pojemności 10 litrów, zalać wodą do zakrycia owoców. Powinno się
        gotować na piecu opalanym drewnem lub węglem. Owoce rozgotować, mieszając,
        odcedzić i przetrzeć przez gęste sito. Na patelni przesmażyć miód i łączyć w
        stosunku: 1 kilogram miodu i 3 kilogramy jabłek. Połączone składniki smażymy,
        mieszając drewnianą łyżką. Gdy masa zgęstnieje tak, że zrobiona łyżką bruzda
        nie będzie się zlewała dodajemy zmieloną skórkę pomarańczową (1 łyżka stołowa)
        oraz zmielone goździki (15) i ziele angielskie (10 ziaren). Smażymy jeszcze
        przez 15 minut, mieszając. Płócienną serwetę moczymy w wodzie i wyciskamy.
        Kładziemy na nią łyżkę masy - jeśli nie przylgnie do serwety, to jest gotowa.
        Wykładamy resztę, zawiązujemy i wkładamy na 24 godziny pod prasę. Zupełnie
        wystudzony i wysuszony ser jabłeczny pakujemy w papier pergaminowy i
        przechowuje w suchym miejscu.


        Dzionie rakowskie: Maca - 2 kilogramy mąki, 8 jaj i 15 dekagramów
        rozpuszczonego smalcu zagnieść, dolewając ciepłej wody tyle, ile przyjmie mąka.
        Rozwałkować jak na makaron ponkałuwać widelcem i piec około kwadransa na złoty
        kolor. Rosół - Z 2 kilogramów podgardla ugotować rosół bez warzyw, a tylko z
        zielem angielskim (7 ziaren), listkami laurowymi (3), czarnym pieprzem (10
        sztuk) i solą do smaku. Mięso przekręcić przez maszynkę i dodać z powrotem do
        wywaru. Przygotowanie farszu - rozgnieść na drobne kawałki upieczone mace.
        Zalać gorącym rosołem i zostawić na 2 godziny. Masa powinna być tak zawiesista,
        by nie uciekała przez palce. Jeśli jest za gęsta, należy dolać wody. Następnie
        wbić 8 jaj i zmieszać z przyprawami (sól, pieprz, zmielone ziele angielskie).
        Nadzienie kiszek - oczyść 10 metrów jelit wieprzowych i nadziać je. Wypełnić
        2/3 kiszki i nakłuć igłą co 15 centymetrów, końce zawiązać i ułożyć na
        brytfannie tak, by się nie dotykały. Podlać wodą. Piec w gorącym piecu
        natychmiast. Po godzinie dzionie jest gotowe. Najlepiej smakuje następnego
        dnia, pokrojone w plastry i odgrzane na patelni.


        Piernik bliżyński: 3 szklanki mąki żytniej pytlowej, 5 jaj, ½ osełki masła, 1
        szklanka miodu spadziowego, szklanka cukru, 2 łyżeczki sody, łyżeczka przypraw
        korzennych, mleko do uzyskania właściwej konsystencji ciasta. Oddzielić żółtka
        od białek. Utrzeć ½ osełki masła ze szklanką cukru drewnianą łyżką, dodawać
        kolejno żółtka. Dodać szklankę miodu spadziowego (jeśli miód jest gęsty należy
        go rozpuścić, podgrzewając), sodę, przyprawy korzenne, mąkę; wszystko dobrze
        wymieszać. Jeśli ciasto jest za gęste, dodać mleka. Ubić białka i dodać do
        utartej masy piernikowej; delikatnie wymieszać łyżką. Brytfannę posmarować
        tłuszczem, przelać do niej ciasto i włożyć do pieca chlebowego opalanego
        drzewem. Gdy piec jest za gorący (sprawdza się to, wrzucając do niego mąkę -
        jeśli się pali, to piec jest za gorący i należy go schłodzić, kropiąc go
        pomiotłem umoczonym w wodzie i ponownie się sprawdza do czasu, aż jest dobry).
        Piec około 1 godziny w piecu trochę chłodniejszym niż na chleb. Po wyjęciu z
        pieca wystudzone ciasto wyjąć z brytfanki - można posypać cukrem w proszku i
        owinąć w ściereczkę. Utrzymuje świeżość bardzo długo, najlepiej smakuje po
        trzech dniach. Piernik im starszy, tym lepszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka