kszo.pany
03.12.06, 19:00
Zemsta na nielubianych kierownikach
(Rzeczpospolita, pr/03.12.2006, godz. 10:35)
Dla pracowników przepisy o mobbingu miały być ochroną przed szykanami.
Tymczasem stały się sposobem zemsty na nielubianych kierownikach -
pisze "Rzeczpospolita".
Firma rozstająca się z kimś w konfliktowej atmosferze może być niemal pewna,
że zwolniony postawi jej zarzut psychicznego dręczenia i poniżania. Widać to,
kiedy przeglądamy pierwsze statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące
sporów o mobbing. Oskarżanie pracodawców o szykany towarzyszy tam niemal
zawsze roszczeniom związanym z rozwiązaniem stosunku pracy.
Regulacje antymobbingowe miały tymczasem bronić rzeczywistych ofiar
uporczywego i długotrwałego nękania, poniżania i zastraszania przez
przełożonych czy kolegów. Prześladowcy chcą zwykle wyizolować kogoś z
zespołu, podkraść mu posadę, obniżyć samoocenę, zepsuć reputację czy
zrewanżować się za zadawnioną ansę.
W praktyce poszkodowani nie potrafią korzystać ze swoich przywilejów. Nie
pojmują przede wszystkim, co to jest mobbing. Pojedyncza kłótnia, obraza czy
niewybredny żart kolegi - i już by biegli do sądu.
-Psychiczny terror ma trwać jakiś czas - tłumaczy Maciej Chakowski z firmy C
& C Chakowski & Ciszek. -Przykładowo, według niemieckiego psychologa Heinza
Leymanna, szykany powinny się powtarzać przynajmniej przez pół roku.
Sąd Najwyższy nie był tak rygorystyczny. W lipcu zeszłego roku stwierdził
(sygn.IPK290/04), że wystarczy dniówka robocza. Poparł wtedy właściciela
sklepu mięsnego, który zwolnił dyscyplinarnie kierowniczkę za zwymyślanie i
doprowadzenie na skraj rozpaczy sprzedawców.
Więcej w dodatku "Prawo co dnia", w sobotnim wydaniu "Rzeczpospolitej".