Dodaj do ulubionych

oj wy bidne, jednak nie macie pkt g

04.01.10, 15:33
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,7417529,Mezczyzni_mieli_racje__punkt_G_nie_istnieje.html
i pewnie to tez nasza wina jak to ze nie macie orgazmow albo ze zupa jest za
slona lol
Obserwuj wątek
    • haylee Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 15:39
      za to mamy orgazmy wielokrotne lol
      a wy se sikajcie na stojąco
      • tytus_flawiusz Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 15:46
        haylee napisała:

        > za to mamy orgazmy wielokrotne

        my też, niekoniecznie z tą samą partnerką pod rząd
        • figgin1 Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:20
          tytus_flawiusz napisał:

          > haylee napisała:
          >
          > > za to mamy orgazmy wielokrotne
          >
          > my też, niekoniecznie z tą samą partnerką pod rząd
          >

          To nie jest żaden orgazm wielokrotny.
      • jan_hus_na_stosie Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 15:48
        haylee napisała:

        > za to mamy orgazmy wielokrotne lol

        ciekawe jaki odsetek kobiet doświadcza tych wielokrotnych orgazmów, skoro połowa
        ma problemy nawet z pojedynczym :)
        • torba_podrozna Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:38
          Przykro mi, ze masz takie zle doswiadczenia Janku.
          • trypel Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:51
            to Jan jest kobietą??????
        • yoko0202 Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:51
          jasne, problemy nawet z pojedynczym to ma wiele kobiet, ale zwykle w wykonaniu
          faceta - natomiast w wykonaniu własnym dziwnym trafem raczej dają radę ...
        • ehlanna Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:57
          np. ja doświadczam, i to zawsze kiedy mam na to ochotę a nie kiedy mi łaską z
          nieba spadnie

          a kobiety nie mają problemu z orgazmami tylko z psychiką i mięśniami kegla, jak już.
        • haylee Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 19:06
          a co mnie to obchodzi,jaki odsetek miewa,skoro ja tak :P
          to tylko trzeba robić z właściwym partnerem
        • jowita771 Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 05.01.10, 18:45
          an_hus_na_stosie napisał:

          > ciekawe jaki odsetek kobiet doświadcza tych wielokrotnych orgazmów, skoro połow
          > a
          > ma problemy nawet z pojedynczym :)

          Janku, nie jest tak źle, po prostu musisz się bardziej starać. Można też
          wybierać inne pozycje, takie, w których Twoje walory będą bardziej wyczuwalne
          dla partnerki ;)
        • kirkunia Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 05.01.10, 20:26
          Pozostałe 50%.
    • tytus_flawiusz mają 04.01.10, 15:47
      tylko jak mawia klasyk: "każda w innym miejscu"
      • masher Re: mają 04.01.10, 15:54
        no wlasnie, moze w zlym miejscu szukano lol choc sie im nie dziwie ze lokcia czy
        kolana nie sprawdzili. jeszcze by dostal taki badacz z kopa albo reka jak po
        puknieciu mloteczkiem ;)
      • sundry Re: mają 04.01.10, 16:34
        Na przykład na końcu wyrazu:ShoppinG:)
      • facettt revelacja 04.01.10, 18:08
        A TY za jakim miescem optujesz?
    • wacikowa Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:09
      Ja mam aż dwa GG:P
      • izabella9.0 hmm 04.01.10, 16:21
        "po przebadaniu blisko 2 tysięcy kobiet "

        Czyli nie mamy punktu g bo 2 tysiące kobiet udzieliło przeczącej odpowiedzi na
        pytanie czy posiadają punkt G, a dlaczego udzieliły takiej odpowiedzi? no bo ich
        faceci go nie odnaleźli przez co nie doszło do jego stymulacji i giga orgazmu.

        Wniosek : tak to wasza wina

        "Powiększenie punktu G jest niebolesnym, łatwym, ambulatoryjnym zabiegiem
        przeprowadzanym w znieczuleniu miejscowym. Za pomocą iniekcji wprowadza się pod
        punkt G specjalny preparat na bazie kwasu hialuronowego. Powoduje to „zwiększoną
        ekspozycję" punktu co ma duże znaczenie podczas stosunku płciowego."

        Skoro go nie ma to jakim cudem go powiększają ?:DDD
        • margie Re: hmm 04.01.10, 16:47
          izabel, kliniki chirurgiczne napisza wszytsko, a baby uwierza i przyjada tlumnie
          powiekszac:)
          • izabella9.0 Re: hmm 04.01.10, 17:21
            weź mi nie burz nadziei , chciałam skorzystać
        • sar36 Re: hmm 04.01.10, 17:13
          Przebadano ok. 1800 kobiet, tj. odpowiadały one na ankiety dotyczące posiadania
          punktu G. Wszystkie z nich były parami bliżniaczek: jednojajowych i
          niejednojajowych. Roboczo postawiono hipotezę, że skoro bliźnięta jednojajowe są
          w 100% genetycznie identyczne, to odpowiedzi takich bliźniaczek odnośnie
          posiadania (bądź nie) powinny być wyraźnie częściej takie same, niż w przypadku
          bliżniaczek niejednojajowych. Hipoteza ta nie potwierdziła się. Na tej podstawie
          autorzy badania wyciągnęli wniosek, że posiadanie (bądź nie) punktu G jest
          sprawą czysto subiektywną.

          www.timesonline.co.uk/tol/news/science/article6973971.ece
          Jeśli chodzi o naukę o anatomii człowieka punktu G - według mojej wiedzy - nigdy
          nie stwierdzono. Gdyby było inaczej, tj. wiadomo by było, że jest taki "narząd"
          nikt nie przeprowadzałby tego rodzaju badań.

          > Skoro go nie ma to jakim cudem go powiększają ?:DDD

          Zawsze znajdą się łosie (tj. w tym przypadku klępy). Szczególnie, że "wiara
          czyni cuda ;)
          • izabella9.0 hmm 05.01.10, 15:00
            a kto powiedział ,że punkt g to musi być narząd , coś widzialnego ? może to być
            po prostu niewielka strefa, obszar gdzie doznania odczuwane są najmocniej.


            • sar36 Re: hmm 05.01.10, 15:18
              Musiałoby to z czegoś wynikać - z nagromadzenia zakończeń nerwowych. O ile wiem
              nie stwierdzono czegoś takiego.
              • izabella9.0 Re: hmm 05.01.10, 18:30
                to ,że jeszcze nie stwierdzono o niczym nie świadczy
                • sar36 Re: hmm 05.01.10, 20:21
                  Moim zdaniem świadczy. Anatomia człowieka jest znana bardzo dobrze. Jeśli nie
                  stwierdzono w jakimś miejscu pochwy kobiety (punkt G) szczególnej koncentracji
                  receptorów/zakończeń nerwowych, to... po prostu nie ma czegoś takiego. Całkiem
                  sensowna wydaje mi się teza (wypowiedziana gdzieś powyżej), że tzw. punkt G to
                  anatomicznie "druga strona łechtaczki", która - jak wiadomo - jest
                  odpowiednikiem męskiego penisa (czy też raczej penis jest przerośnięta
                  łechtaczką) i jak najbardziej jest wyjątkowo unerwiona. Nadal jednak mówimy tu o
                  unerwieniu łechtaczki, a nie ściany pochwy.
                  • sar36 Re: hmm 05.01.10, 20:27
                    Aaaaaa... zapomniałem dodać, że ja jednakowoż pochwy nie posiadam, więc
                    wypowiadam się, jako teoretyk i interpretator wyników badań :)

                    Aha - zapytałem właśnie żonę - ona (dzięki Bogu!) ma pochwę - powiedziała że jej
                    zdaniem punkt G nie istnieje! Zapytałem tylko o jej opinię na temat
                    istnienia/nieistnienia punktu G, bez wprowadzania w szczegóły niniejszej
                    dyskusji i wypowiadania swojej opinii.

                    Ale może to tylko świadczy o tym, że jestem do bani? :((((
                    • izabella9.0 hmm 06.01.10, 13:29
                      Domyśliłam się ,że wypowiadasz się jako teoretyk, aczkolwiek badania naukowców
                      ,którzy co rusz przynoszą rożne "udowodnione " prawdy nie bacząc na to ,ze
                      wcześniej udowadniali coś zupełnie przeciwstawnego są dosyć mało wiarygodne a
                      już badania na zasadzie zapytam 2 tysiące kobiet z danego obszaru to już dla
                      mnie coś totalnie absurdalnego,skąd mam wiedzieć ze zapytane kobiety mają udane
                      życie seksualne czy mają jakiekolwiek wyższe pojecie o swojej seksualności czy
                      tylko podstawowe - "kładę się i czekam na coś miłego aczkolwiek nie
                      oszałamiającego." Idąc dalej dużo kobiet nie ma w ogolę orgazmu pochwowego czy
                      to znaczy ,że go nie ma ? Gdyby mieć pecha i zapytać akurat owe kobiety czy
                      orgazm istnieje okazałoby się ,ze nie ma czegoś takiego jak orgazmu.



                      "Ponad pół wieku temu niemiecki ginekolog Ernest Gräfenberg opisał pewien
                      niewielki obszar znajdujący się na przedniej ścianie pochwy. Na odkrycie
                      naprowadził go fakt, że niektóre pacjentki, jakim pomagał w swojej praktyce
                      ginekologicznej używały cienkich metalowych przedmiotów, wsuniętych do cewki
                      moczowej, w celu osiągnięcia szczytowania. Miejsce, które opisał jest niewielkim
                      wzniesieniem, możliwym do wyczucia, o powierzchni około jednego centymetra
                      kwadratowego, skupiającym wiele zakończeń nerwowych i naczyń krwionośnych.
                      Pojawia się jedynie podczas pobudzenia seksualnego kobiety. Stymulacja tego
                      obszaru powoduje wzrost pobudzenia seksualnego, w konsekwencji prowadząc do
                      orgazmu. Nie przeprowadzono jednak wtedy żadnych, rzetelnych badań anatomicznych
                      (opis budowy, kształtu), histologicznych (opis budowy tkanki widzianej pod
                      mikroskopem), embriologicznych (opis rozwoju narządu w życiu płodowym). Tylko
                      materiał tego typu mógłby potwierdzić istnienie takiego obszaru. Nie
                      przeszkodziło to jednak rozpowszechnieniu poglądu o istnieniu punktu G
                      (Gräfenberg Spot) na całym świecie i uznaniu jego kluczowej roli w seksualności
                      kobiety. "

                      1.to już dla mniej bardziej wiarygodne jest ginekolog zauważył coś na własne oczy.

                      2.Nie znam kobiet które sobie wkładają coś do cewki ( oj my głupie mnie wiemy co
                      tracimy :DD)

                      3. Nie przeprowadzono wtedy żadnych rzetelnych ( szkoda )

                      Sprawa punktu G zostałaby zapomniana gdyby nie fakt, że w 1981 roku badacze John
                      Perry i Beverly Whpple (twórcy nazwy punkt G) poruszyli ten problem na łamach
                      bardzo prestiżowego czasopisma medycznego. Od tamtej pory zaczął się trend w
                      nauce mający na celu dokładne zbadanie tajemniczej strefy erogennej u kobiet.
                      Punktu Gräfenberga poszukiwano na wiele sposobów. Jedno z badań zostało
                      przeprowadzone na 47 kobietach i polegało na badaniu palpacyjnym (obmacywaniu)
                      palcem przez badacza przedniej ściany pochwy (sugerowana lokalizacja punktu G).
                      Mierzono odpowiedź mięśni łonowo ? guzicznych (ich skurcz miał być równoznaczny
                      z pobudzeniem seksualnym). Chociaż badacze stwierdzili, że u wszystkich badanych
                      kobiet MOŻNA OKREŚLIĆ , nie zaspokoiło to ciekawości innych. Nastąpiła seria
                      badań klinicznych wykonywanych przez różnych ginekologów na całym świecie.
                      Stosowano różne metody stymulacji (np. balonik ze sprężonym dwutlenkiem węgla
                      umieszczony w pochwie, delikatny dotyk partnera, profesjonalna stymulacja
                      ginekologa) i różnorodne sposoby oceny pobudzenia seksualnego. Wszystkie te
                      badania miały wspólną wadę. Ze względu na obyczajowość były przeprowadzane na
                      niewielkich grupach ochotniczek. Oznaczało to niedużą przydatność statystyczną
                      wyników. Drugą, poważną wadą jest brak badań podstawowych takich jak: ocena
                      budowy histologicznej (badanie mikroskopowe tkanki) czy prześledzenie rozwoju
                      embriologicznego. Badacze wprowadzali różne poprawki do teorii dotyczącej punktu
                      G, ale problem wciąż był nierozwiązany.

                      www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/6761_punkt_g_istnieje
                      Tak więc badano badano coś zawsze znajdywano ale nie da się tego udowodnić bo
                      sfera seksualna to nie tylko suche obmacywanie badacza ale także sfera
                      emocjonalna .wynika z tego ,ze medycyna dużo zdziałać tu nie może a co za tym
                      idzie udowodnić ale zaprzeczyć tez nie
                      • sar36 Re: hmm 06.01.10, 14:11
                        Zgadzam się, że dla przyjemności seksualnej kolosalne znaczenie ma sfera
                        emocjonalna, a także technika stymulacji, pieszczot, a uzyskany efekt zależy od
                        odpowiedniej ich kombinacji.

                        Niemniej, żeby to zadziałało musi jeszcze być co stymulować. Mam ogromy szacunek
                        dla metod naukowych, empirycznych. Te badania dotykowe, mechaniczne których opis
                        cytujesz są dla mnie niewiarygodne. Z kolei na poziomie badań anatomicznych nie
                        wykazano istnienia punktu G.

                        Z drugiej strony, jestem przekonany, ze gdyby istniało jakieś miejsce/narząd
                        (inny niż łechtaczka), którego stymulacja byłaby dla ogółu kobiet szczególnie
                        przyjemna, to każda z nich bez trudu potrafiłaby to miejsce zlokalizować i ew.
                        nakierować na nie partnera. Tak się jednak nie dzieje.
                        • izabella9.0 Re: hmm 06.01.10, 15:03
                          skoro przy tych badaniach zawsze coś znajdywano znaczy ,że coś jest i to jest
                          fakt.Gdyby nie było nic to by sprawy nie było. Mimo ,iż mamy te same narządy i
                          antonimicznie jesteśmy podobni jakieś różnice w budowie są . Idąc dalej nie
                          można czegoś zaliczyć części ciała jeśli częścią ciała/narządem nie jest i
                          jeżeli nijak da się to udowodnić ani w jedną ani w druga stronę.

                          Bez obrazy ale wolę uwierzyć ginekologowi i badaczom którzy dotykają niż badacza
                          którzy pytają .Ja długo np nie wiedziałam ,że coś takiego jak orgazm pochowy
                          istnieje i gdyby mnie badacz zapytał czy wierze ze orgazm istnieje
                          odpowiedziałabym nie.Teraz wiem ze tak, dowiedziałam się w momencie w którym to
                          przeżyłam , ktoś kto czegoś nie przeżył nie może być wiarygodny.

                          Dla kobiet nie oziębłych każdy seks jest inny , orgazmy są rożne bardziej i
                          mniej odczuwalne , jeśli się przezywa coś szokująco przyjemnego jak nigdy
                          niekoniecznie zdaję się sobie sprawę za przyczyną czego tak się stało a już w
                          szczególności jeśli nijak da się to powtórzyć.Kobiety nie są często aż tak
                          świadome swojej seksualności żeby "to miejsce zlokalizować i ew. nakierować na
                          nie partnera. " Takie rzeczy się po prostu dzieją ,ćwiczenia czynią mistrza. Na
                          dowód tego zobacz sobie ile kokiet nie odczuwa orgazmu zwykłego poza
                          łechtaczkowych często osiąganym na ręcznym swoim partnera bądź ustnym a co
                          dopiero mówić o orgazmach.Jeżeli podczas stosunku kobiecy punkt g jest omijany ,
                          nie ma mega orgazmu to skąd kobieta ma wiedzieć ,ze go ma ?

                          była mowa w artykule że to miejsce było stymulowane przez wkładanie do cewki
                          cienkiego przedmiotu i w ten sposób było stymulowane ,nie sadze żeby jakaś
                          kobieta to robiła , póki co na analu się kończy choć już o uszach i nosie
                          słyszałam wiec wszystko przed nami.

                          Ps: męski punk G tez podobno istnieje ale ciężko go odnaleźć bo trzeba się
                          pobawić od drugiej strony pary tego unikają wiec droga daleka dlaczego równie
                          daleka ma nie być w przypadku kobiet , moze żeby odnaleźć ten punkt trzeba
                          opanować sztukę kochania do perfekcji a jeden numerek raz /2w tyg dla samego
                          zaspokojenia potrzeby biologicznej w kilku pozycjach może nie wystarczyć

                          tak czy inaczej ja wierze ale ja to naiwna jestem

                          • sar36 Re: hmm 06.01.10, 21:31
                            izabella9.0 napisała:

                            > tak czy inaczej ja wierze ale ja to naiwna jestem

                            Czyli doszliśmy do tego, że to jednak kwestia wiary? Ja nie wierzę, chociaż też
                            bywam naiwny :)

                            Natomiast zgadzam się, że kobieca "maszyneria" jest bardziej skomplikowana niż
                            męska. Raz wychodzi super, a drugi raz - nawet jeśli działa się tak samo - nie
                            aż tak bardzo. Zależy to zapewne od umiejętności, od emocji/uczuć i... od
                            cholera wie czego :) Chociaż i u facetów (i tu mówię jako praktyk) nie zawsze ta
                            sama akcja wywołuje taką samą reakcję, tj. czasem identyczne (technicznie)
                            pieszczoty odczuwa się mocniej, a czasem słabiej. Do jakiegoś stopnia zależy to
                            od zmęczenia, wypitego alkoholu, ale... nie do końca.

                            Co do "męskiego punktu G", to chodzi (jak sądzę) o prostatę, której stymulacja
                            może doprowadzić do wytrysku i orgazmu. Ale tu znowu wypowiadam się, jako
                            teoretyk :)
                            • izabella9.0 Re: hmm 07.01.10, 13:52
                              Definicja wiary definicją , ja jednak nie wierze w coś co wcześniej nie dało mi
                              powodów ,żeby tą wiarę przyjąć i ja w sobie pielęgnować .Fakty zawarte w
                              artykule który cytowałam mnie wystarczają ażeby wierzyć...

                              "chociaż też bywam naiwny :)"

                              To mnie pocieszyłeś..:)

                              "i od cholera wie czego :)"
                              Oj tak , raz jest bosko a potem nijak to powtórzyć i nawet ja jako kobieta która
                              to czuła nie potrafię do tego dojść czy tego rozgryźć..jak się wyjątkowo
                              przeżyje seks chce się to szybko powtórzyć ażeby jeszcze się załapać ale po
                              jakiś dłuższym czy krótszym czasie okazuje się ,że fajerwerki zniknęły i jest
                              niby dobrze ale bez szału - z mojej kobiecej strony mogę napsiac ze jest to
                              bardzo frustrujące. Aczkolwiek dni cyklu mają dużo do powiedzenia ale pewna nie
                              jestem - i bądź tu mądry.

                              "Co do "męskiego punktu G", to chodzi (jak sądzę) o prostatę, "

                              Tak o to chodzi

                              "Ale tu znowu wypowiadam się, jako teoretyk :)
                              " Dodałabym , jako jeden z wielu teoretyków bo mężczyźni wola nie próbować z
                              tego co mi wiadomo.
                              • sar36 Re: hmm 07.01.10, 14:10
                                izabella9.0 napisała:

                                >
                                > "i od cholera wie czego :)"
                                > Oj tak , raz jest bosko a potem nijak to powtórzyć i nawet ja jako kobieta któr
                                > a
                                > to czuła nie potrafię do tego dojść czy tego rozgryźć..jak się wyjątkowo
                                > przeżyje seks chce się to szybko powtórzyć ażeby jeszcze się załapać ale po
                                > jakiś dłuższym czy krótszym czasie okazuje się ,że fajerwerki zniknęły i jest
                                > niby dobrze ale bez szału - z mojej kobiecej strony mogę napsiac ze jest to
                                > bardzo frustrujące. Aczkolwiek dni cyklu mają dużo do powiedzenia ale pewna nie
                                > jestem - i bądź tu mądry.

                                No, ale na szczęście czasem te fajerwerki się powtarzają - niekoniecznie w
                                wyniku identycznej akcji :) Na podstawie obserwacji też myślę, że to zależy od
                                momentu cyklu. Ale na pewno nie tylko. Nadal zostaje margines na "cholera wie co" :)


                                > "Co do "męskiego punktu G", to chodzi (jak sądzę) o prostatę, "
                                >
                                > Tak o to chodzi
                                >
                                > "Ale tu znowu wypowiadam się, jako teoretyk :)
                                > " Dodałabym , jako jeden z wielu teoretyków bo mężczyźni wola nie próbować z
                                > tego co mi wiadomo.

                                Musiałaby się też znaleźć hm... badaczka zainteresowana przeprowadzeniem takiego
                                eksperymentu. Z tym też może być cienko :)
                                • izabella9.0 Re: hmm 08.01.10, 19:37
                                  "Musiałaby się też znaleźć hm... badaczka zainteresowana przeprowadzeniem
                                  takiego eksperymentu. Z tym też może być cienko :)"

                                  No cóż badaczką powinna być zona czy też partnerka , ale rożnie z tym bywa niestety.
                  • izabella9.0 hmm 06.01.10, 13:04

                    "..że tzw. punkt G to anatomicznie "druga strona łechtaczki" taka właśnie wersje
                    słyszałam i szczerze powiedziawszy się z nią zgadzam a punkt g czy tez
                    łechtaczka to kwestia zwykłego nazewnictwa która ma prawo się różnic ponieważ
                    stymulacja łechtaczki od wewnątrz daje zupełnie inne ( lepsze ) doznania niż
                    jej zewnętrznej części i zapewne z tego wynika. Dodam ,że nie każdy potrafi
                    doprowadzić kobietę ( nie oziębła ) do orgazmu stymulując łateczkę od wewnątrz
                    więc wiec nazwanie tej części punktem g jest dla mniej jak najbardziej na
                    miejscu bo jak coś od zewnątrz daje zupełne inne doznania niż od wewnątrz ma
                    prawo inaczej się nazywać tym bardziej jeśli nie każdy potrafi to miejsce znaleźć .
        • masher Re: hmm 04.01.10, 19:02
          na podobnej zasadzie jak znajduja nagle piersi i z tych na plecach robia
          przednie w rozmiarze pilek do kosza lol
      • margie Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:46
        tylko nieco wyzej, nie?:)
        ja tam nie mam ani jednego, orgazmow wielokrotnych tez nie:) I bardzo dobrze mi
        z tym:)
      • masher Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 19:05
        na kolanach czy to jakas zakamuflowana niemoralna noworoczna propozycja? :D
    • margie Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:44
      i chwala bogu:)
    • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 16:52
      to co ja ostatnio tam wygrzebalem nie bylo punktem G? Ku...a!
      laskotalem pepek od wewnatrz :(
      • kirkunia Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 05.01.10, 20:31
        TT - tym razem to ja oplułam monitor :)
        • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 07:24
          a ja nie- nadal sie zastanawiam za co ja wtedy zlapalem....:(
          • kirkunia Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 07.01.10, 00:20
            teletoobis napisał:

            > a ja nie- nadal sie zastanawiam za co ja wtedy zlapalem....:(

            Może to był transwestyta z penisem wewnętrznym?
            • cus27 Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 07.01.10, 08:03
              Punkt G-ktos ma,...ale w... glowie,a cala "reszta wymaga" wizyty u
              specjalisty(urologa)!
            • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 07.01.10, 08:05
              Nie sadze, bo szyjke macicy wyczulem bezblednie- poza tym kaze mi
              sikac na siedzaco- wiec 100% baba :)
    • anus-hka Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 18:00
      No piękne jaja LOL
    • posh_emka A co się dziwisz.... 04.01.10, 19:08
      Przecież te badania na bank faceci przeprowadzali- no to nie dziwota,że nie
      znaleźli. Naukowcy nie potrafili, a co dopiero taki szaraczek jak ty. I o co
      płaczesz na forum.......
    • virtual_woman Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 20:14
      pierdzielenie :)
    • lacido Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 04.01.10, 21:09
      a mi mi tam jakiś punkt, ważne że jest miło :D
    • fatamorgana0 Chyba wy 04.01.10, 21:14
      Ja tam nie narzekam i nigdy żadnego punktu nie poszukiwalam :)
      Wszystko gra.
    • tytus_flawiusz odnośnie orgazmu i punktu G 05.01.10, 15:14
      najlepsza (już ktoś to gdzieś zamieszczał) ilustracja "problemu"

      KLIK oglądać od 05:55

      i

      KLIK2
      • masher Re: odnośnie orgazmu i punktu G 05.01.10, 15:30
        nawet tym kims bylem ja sam ;)
        • nanai11 Re: odnośnie orgazmu i punktu G 05.01.10, 16:08
          Pumkt G jest w głowie.
    • kitty_cat123 Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 05.01.10, 18:31
      A kto powiedzial, ze nie mamy orgazmow? Kiepski kochanek nie umi =e
      doprowadzic swojej kobiety do niego.
    • elagresto Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 05.01.10, 20:50
      na forum wszystkie macie po 10 orgazmów pod rząd...
    • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 05.01.10, 20:51
      Widocznie słaby jesteś w paluszkach...;-);-);-)
      • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 07:43
        Nie bede wiec kombinowal. Na rozbierana randke z Toba zabiore
        kombinerki :)
        • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 16:34
          A cóż paluszki nie w formie, żeś chcesz się zabrać z kombinerkami???
          A któż powiedziął, że randka będzie rozbierana??? ;-);-);-)
          A co na to Wacikowa???
          • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 16:59
            Wacikowa mnie nie kocha.
            Jak ma byc randka, to nie mam zamiaru siedziec w kozuchu.
            • tetika Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 17:07
              Jak facet sie wykaze i bedzie wystarczajaco dobrym partnerem to na pewno znajdzie oslawiony punkt G , bo ze jest to wiadomo.
              Narzekaja ze go nie ma wylacznie kochankowie umiejacy absolutne minimum ars amandi.
              A ze znalazl bedzie widzial i slyszal od razu :P
              • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 17:27
                sory, ale co ten wpis ma wspolnego z tym, co pisalem wczesniej?
            • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 17:26
              ;-);-);-) No tak, w kożuchu byś nie siedział...
              • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 17:28
                w ogole bym nie siedzial. Od razu sie poloze :)
                • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 17:33
                  I dajesz mi wolną rekę??? ;-);-);-)
                  • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 17:38
                    reka to ja sam sobie moge :)
                    • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 17:54
                      Eeeeee nabawisz się jeszcze odcisków ;-);-);-)
                      • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 18:40
                        doswiadczenie robi swoje :)
                        lepiej Ty uwazaj, bys nie starla sobie linii papilarnychj :)
                        • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 18:45
                          Taki szorstki jesteś??? ;-);-);-)
                          • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 18:55
                            Mysle o czasie - przed naszym ewentualnym spotkaniem bez ubran :)
                            • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 19:22
                              Jestem cierpliwa, więc moje linie papilarne sa bezpiczne ;-);-);-)
                              • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 19:31
                                Jak Cie Biologia przycisnie, to moze byc zle :)
                                • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 19:34
                                  A kto powiedział, że mnie przyciśnie...może sama dam jej upust??? ;-)
                                  • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 19:37
                                    no- jak sama to wlasnie poscierasz sobie linie papilarne :)
                                    • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 19:39
                                      To ja już będę grzeczna...;-);-);-)
                                      • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 07.01.10, 08:06
                                        Do nastepnego razu, kiedy przestaniesz byc grzeczna :)
                                        • cus27 Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 07.01.10, 08:18
                                          Jasne,100%...babo!?! Grzeczna nigdy nie bylam i nie bede,a wizyta u
                                          specjalisty...wskazana!
                                          • teletoobis Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 07.01.10, 08:26
                                            czy ja cos do ciebie pisalem? Nie przypominam sobie....
                                        • devilyn Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 07.01.10, 15:02
                                          Hmmmm to zanczy, że mam być niegrzeczna??? ;-)
    • nuova Re: oj wy bidne, jednak nie macie pkt g 06.01.10, 13:22
      masher napisał:

      > wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,7417529,Mezczyzni_mieli_racje__punkt_G_nie_istnieje.html
      > i pewnie to tez nasza wina jak to ze nie macie orgazmow albo ze zupa jest za
      > slona lol

      oj, a ja bidna przeczytałam, że 'doopa jest za słona' ...
    • buzkashi dzieki bogu! 06.01.10, 18:49
      ostatnio moj maz tak sie uparl na moj punkt g,ze myslalam, ze strace
      cierpliwosc i cos mu powiem. zawsze podejrzewalam,ze punkt g jest w
      glowie (g=glowa, logiczne). ale to facet, niemiec jeden, uprl sie,
      ze on jest w pochwie. no i grzebali na przez kilkadziesiat lat z
      nadzieja i satysfakcja. teraz pozostalo im tylko grzebanie we
      wlasnym nosie.na zdrowie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka