Dodaj do ulubionych

narzeczeństwo

24.01.10, 12:33
Czy ktoś w ogóle jeszcze używa tego określenia? Czy jest ono przestarzałe,
niemodne, za mało cool, brzmi zbyt patriarchalnie? :D


Wszyscy teraz używają określenia "związek", nie wiedzieć czemu.

Może dlatego, że "związek" stał się czymś luźniejszym, prawie każdy jest w
jakimś związku, a jak nie jest to wczoraj był, może jutro będzie? Często
słyszy się teksty "byłem/byłam w kilku związkach".

Są związki zawodowe, związki chemiczne, związki frazeologiczne i jeszcze
pakuje się w to wszystko związki partnerskie. No dosłownie obrzydliwy wyraz ;)
Obserwuj wątek
    • lolcia-olcia Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:34
      Lepiej brzmi związek niż seks na wyjeździe :)
      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:36
        lolcia-olcia napisała:

        > Lepiej brzmi związek niż seks na wyjeździe :)

        tak mi się coś właśnie wydawało :)
        • lolcia-olcia Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:40
          mała zmiana, a tyle tak bezcennego świętego spokóju
    • stinefraexeter Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:40
      Narzeczeństwem jest się po zaręczynach przecież. Nie każdy związek to związek
      dwojga narzeczonych...
    • sid.leniwiec Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:41
      Nie wiem dlaczego słowo związek wywołuje w Tobie takie negatywne reakcje, mnie
      kojarzy się neutralnie.
      A różnica jest taka, że narzeczeństwo zakłada w następstwie ślub, związek
      niekoniecznie. W narzeczeństwie są ludzie zaręczeni.
      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:44
        sid.leniwiec napisała:

        > A różnica jest taka, że narzeczeństwo zakłada w następstwie ślub

        jak dla mnie być z kimś w związku (okropne słowo ;) i nie zakładanie choćby
        nawet tylko teoretycznie ślubu w przyszłości z tą osobą jest bez sensu. Równie
        dobrze można się pieprzyć z kolegami i koleżankami z pracy bez konieczności
        wchodzenia w takie puste związki :)
        • sid.leniwiec Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:52
          Lol. Nie będę marnować czasu na dyskusję z takimi "argumentami".:D Aczkolwiek
          inne Twoje wypowiedzi są zbliżone, więc nie czuję się zaszokowana. Kondolencje
          dla przyjaciół i rodziny.:P
          • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:56
            sid.leniwiec napisała:

            > Lol. Nie będę marnować czasu na dyskusję z takimi "argumentami".:D

            Jakimi argumentami? Wyraziłem swoje zdanie i tyle, jak masz inne to twoja
            sprawa. A od mojej rodziny i przyjaciół to się odpieprz :)
            • sid.leniwiec Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:01
              Jan dorasta i otwiera się na świat - pozwala mieć własne zdanie.:P
        • purchawkapuknieta Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:52
          Równie
          > dobrze można się pieprzyć z kolegami i koleżankami z pracy bez konieczności
          > wchodzenia w takie puste związki :)
          >

          a tam puste. bywa, że jedna lub obie strony związku maja własnych współmałżonków
          i własne dzieci. takie związki teraz to pełne ludzi są, o czym mówi się bez
          zażenowania, mocnym glosem w kolejce do warzywniaka.
        • hermina25 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:20
          dlatego właśnie dla mnie,tylko bycie w związku i nie zakładanie ślubu ma sens...:)
          • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:23
            hermina25 napisała:

            > dlatego właśnie dla mnie,tylko bycie w związku i nie zakładanie ślubu ma sens..
            > .:)

            ciekawy jestem czy jak będziesz miała na karku 40 lat też będziesz chrzanić
            takie głupoty :)
            • hermina25 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:31
              ale dlaczego głupoty?
              Zrozum ,że chcę być sama!!Jestem egoistką i jeśli kogoś kocham to tylko siebie :)
              Zastanów się-po co mam kogoś krzywdzić i oszukiwać?Od razu zakładam,że związek
              jest chwilowy,bez przyszłości.
              Mam swoje cele i plany i nie widzę w nich miejsca dla drugiej osoby,chyba,że w
              luźnych relacjach ,tylko i wyłącznie :)
              • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:37
                hermina25 napisała:

                > ale dlaczego głupoty?
                > Zrozum ,że chcę być sama!!Jestem egoistką i jeśli kogoś kocham to tylko siebie
                > :)

                Powodzenia, skończysz jako stara, samotna, zgryźliwa baba, której na starość
                nawet nikt nie poda szklanki herbaty do łóżka :)
                • hermina25 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:44
                  no właśnie nie :)
                  będę podróżować (pracuję teraz tak,aby w przyszłości mieć dużo
                  pieniędzy),poświęcać się swoim pasjom...
                  a jak już będę niedołężna,to załatwię sobie miejsce w elitarnym domu starców i
                  tam będą koło mnie chodzić i podawać co tylko zechcę :)
                  na prawdę nie dociera do Ciebie,że mnie po prostu przeraża perspektywa wspólnej
                  przyszłości?Aż mi ciarki po plecach przechodzą,kiedy o tym myślę ....
                  • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:49
                    dla mnie po prostu jesteś głupiutka i naiwna :)
                    • hermina25 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:04
                      LOL
                      dlatego,że nie zamierzam się wiązać i chcę być sama? to faktycznie są argumenty
                      na podstawie których można stwierdzić elokwencję człowieka :D
                      no,ale być może swoją miarą oceniasz,tak więc nie mam się co przejmować...
                      Dla mnie,za to Twoje skostniałe i przestarzałe poglądy są mocno dziwne...
                      I powiem Ci,że z Twoim podejściem w dzisiejszych czasach,
                      Ty też skończysz jako stary,zgryźliwy ,samotny człowiek,tyle,że ja z wyboru i
                      nie będę z tego powodu nieszczęśliwa,a Ty z musu,bo w życiu nie znajdziesz
                      kobiety ,której szukasz...bo ona nie istnieje drogi Janku :)
                      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:16
                        hermina25 napisała:

                        > a Ty z musu,bo w życiu nie znajdziesz
                        > kobiety ,której szukasz...bo ona nie istnieje drogi Janku :)

                        a właśnie, że istnieje :)
                        • hermina25 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:22
                          mówią,że nadzieja umiera ostatnia :)
                          jeśli taką poznałeś ,to pewnie dobrze gra dziewczynka -przekonasz się :)
                          ale powodzenia ...
                        • figgin1 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 15:24
                          jan_hus_na_stosie napisał:
                          >
                          > a właśnie, że istnieje :)
                          >
                          >
                          Może po ślubie przejmiesz jej nazwisko? Pięknie będzie to brzmiało, jan JPG
                • figgin1 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 15:22
                  jan_hus_na_stosie napisał:
                  >
                  > Powodzenia, skończysz jako stara, samotna, zgryźliwa baba, której na starość
                  > nawet nikt nie poda szklanki herbaty do łóżka :)
                  >
                  >
                  Ja jej chętnie podam, nawet herbatę z "prundem" :D
                  • hermina25 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 15:29
                    oj,dzisiaj Figgin,to mi nie mów o prundzie i innych alkoholach :D
                    jestem dziś na etapie całowiecznego przejścia na abstynencję...
                    i mówię dziś całkiem szczerze-no more alkohol :D
        • takajatysia Re: narzeczeństwo 24.01.10, 16:11
          no, ale od czysto teoretycznego zakładania w przyszłości ślubu (albo
          niewykluczania go) to jeszcze daleko do narzeczeństwa (gdzie ślub jest pewny -
          też teoretycznie;). Ergo słowo "związek" oznacza coś wstępnego przed narzeczeństwem.
    • kadfael Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:43
      Moim zdaniem narzeczeństwo jest wtedy, gdy dwie osoby są "po słowie"
      zaręczone i planuja slub. A nie każda para tak ma.
      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:45
        pierwsze słyszę, że aby być narzeczeństwem trzeba być po zaręczynach :)
        • lolcia-olcia Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:49
          no i obowiązkowo jakąś śrubę na palcu babce zamontować;p
        • qw994 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:52
          pl.wikipedia.org/wiki/Narzecze%C5%84stwo
        • kadfael Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:53
          To zobacz w słowniku j. polskiego, który podaje taka definicję -
          okres od zaręczyn do ślubu
          • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:57
            no dobra, niech będzie, człowiek całe życie się uczy ;)
        • sid.leniwiec Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:54
          To się doinformuj.
        • hermina25 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:49
          wiesz co abstrahując już od moich subiektywnych przekonań,to faktycznie też
          zawsze słyszałam,że narzeczeni są po zaręczynach :]
        • p.s.j Re: narzeczeństwo 25.01.10, 10:21
          To skonsultuj się ze słownikiem języka polskiego, sieroto lingwistyczna.

          To już słowo "mąż" ma więcej znaczeń - np. "mąż obrotny" albo "mąż
          opatrznościowy" może być kawalerem.

          A "narzeczony/a", jako żywo, tylko po zaręczynach. Chyba, że żartobliwie,
          ironicznie, w znaczeniu podobnym do "absztyfikanta".
    • qw994 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 12:50
      > Często
      > słyszy się teksty "byłem/byłam w kilku związkach".

      "Byłem w kilku narzeczeństwach" brzmi lepiej?
    • figgin1 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:02
      Narzeczeństwo jest wtedy, kiedy planuje się ślub. Nie wiem czy to pariarchalne,
      ale jeśli ktoś para hajtać się nie zamierza to bez sensu nazywać ich
      narzeczeństwem, czyż nie?
      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:05
        figgin1 napisała:

        > ale jeśli ktoś para hajtać się nie zamierza to bez sensu nazywać ich
        > narzeczeństwem, czyż nie?

        no w sumie tak, lepiej wtedy nazwać to po imieniu, czyli konkubinatem :D
        • niebieski_lisek Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:18
          > no w sumie tak, lepiej wtedy nazwać to po imieniu, czyli
          > konkubinatem :D

          Nie każdy związek jest konkubinatem, też sobie poczytaj definicję. Swoją drogą
          nie sądziłam że dorosła osoba może nie wiedzieć co to narzeczeństwo, więc skoro
          zaliczyłeś taką wtopę, to jest prawdopodobne, że nie wiesz też co to konkubinat.
          • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:23
            niebieski_lisek napisała:

            więc skoro
            > zaliczyłeś taką wtopę, to jest prawdopodobne, że nie wiesz też co to konkubinat

            widzisz jaki jestem niedoedukowany, no dosłownie cud, że mi maturę dali i przez
            studia przepuścili :D
            • niebieski_lisek Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:28
              Też się dziwię.
              • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:32
                to dziwuj się dalej bo ze złośliwościami akurat kiepsko ci wychodzi :]
        • figgin1 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 15:21
          A jeżeli nie mieszkają razem?
    • leniwiec26 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:07
      eee, moja znajoma to się nawet słowa "związek" boi i twierdzi, że ona
      jest w "relacji" ;)
      • sid.leniwiec Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:11
        Siostro...? ;)
      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:13
        leniwiec26 napisała:

        > eee, moja znajoma to się nawet słowa "związek" boi i twierdzi, że ona
        > jest w "relacji" ;)

        hehe, dobre :)

        PS.

        ostatnio dużo leniwców na tym forum się pojawiło ;)
    • kora3 Uzywają, używają :) 24.01.10, 13:12
      sama niedawno słyszalam - kolezanka przedstawiala goscia : mój
      narzeczony.
      Dlaczego ludzie mówią "zwiazek"?
      Mysle,ze nie dlatego, ze to niemodne:) Raczej tego, ze to zaden
      wstyd byc wziazku, a nie byc narzeczonymi. :)

      Narzeczeństwo to z grubsza wg mnie czas od momentu oświadczyn, do
      slubu. Skoro ludzie nie są zareczeni, nie planują slubu to nie jest
      dla mnie jasne, dlaczego mieliby sie nazywac narzeczonymi. Nie,
      zebym miala cos na przeciw tego, zeby ludzie nazywali sami siebie
      jak chca:) , ale jak dla mnie narzeczeństwo to to, co napisałam.

      obecnie nie ma też towarzyskiego przymusu nzaywania koniecznie
      drugiej osoby w zwiazku jakos, np. przy [rzedstawiaiu. Stad moze
      dlatego ludzie tego nie robią.
      • jan_hus_na_stosie Re: Uzywają, używają :) 24.01.10, 13:19
        a skoro nasze społeczeństwo robi się takie "otwarte i nowoczesne" to nie lepiej
        byłoby mówić w prost w stylu:

        "to jest mój partner/partnerka do bzykania, może kiedyś wyniknie coś z tego
        więcej choć pewnie nie :)"
        • kora3 ? 24.01.10, 13:37
          nie bardzo cie teraz rozumiem :) Chyba masz cos do wolnych zw. i nie
          umiesz tego wprost wyrazic.

          przed II wojna swiatową obowiazywał tzw. kodeks towarzyski. wg
          niego, nie do pomyslenia było w ogóle, zeby wolny mezczyzna pojawił
          się gdzies z wolną kobietą, jesli nie byla jego OFICJALNĄ NARZECZONĄ
          (tzn. ich zareczyny się odbyly wg przyjetej rormy i zostaly
          ogłoszone), ewentualnie siostrą.

          Moze ci sie to podobac, jasne, ale dawo przestalo obowiazywac, poza
          kregami monarszymi i to w dosc waskim zakresie, tj. podczas
          oficjalnych spotkań.

          Obecnie nie ma zadnej koniecznosci, ani przesłanek do tego, zebys
          sie musiał opowiadac innym, kto towarzyszy ci np. na weselu. Mozesz,
          jesli chcesz. Z punktu widzenia SV nie wydaje mi się, delikatnie
          mówiąc, wlasciwy sposób przedstawiania kogos wg twej propozycji:)
          Bo i w jakim celu? Co to kogos obchodzi kto ci towarzyszy i jakie
          masz wobec tej osoby zamiary, czy ez jakie macie wspólne plany?

          ja bym wcale nie chciala, zeby ktos mi kogos przedstawil wg twej
          propozycji:) i nie tylko poczułabym sie zazenowana, ale takze
          wyrobiła sobie zdanie o poziomie tej osoby.

          Zupełnie osobiscie mam takie podejscie, ze niespecjalnie mam dobre
          zdanie o kims, kto używa do przedstawiania swego partnera zyciowego
          jakis eufemizmów, albo wrecz nieprawdziwych okresleń. Zaznaczam, ze
          to mje osobiste odczucie! Młodzi ludzie nie mają z tym kłopotu: po
          zareczynach - narzoeczona, jesli nie było - dziewczyna, jesli to
          kolezanka - to kolezanka, ale jak dla mnie wystarczy mi imie czy
          imie i nazwisko - BEZ okreslania statusu.

          Ale starsi uwazają czasem, ze musza jaks zatytułować koniecznie (a
          nie muszą)i mowią własnie "narzeczna" bez planowania ślubu, albo co
          mnie okropnie mierzi: "przyjaciółka". To mnie dezorientuje, bo dla
          mnie przjaciel, przyjaciółka to osoba, z która się PRZYJAXNIMY i
          tylko to, to dla mnie oznacza.
          Raz mnie mój przyjaciel starszy o sporo tak przedstawil swemu
          koledze. Gosc był mocno zdziwiony potem, ze gadam serdecznie z zona
          przyjaciela. Myslał bidik, ze "przyjaciółka" to kochanka. No, ale
          każdy ma taki obraz przyjaźni, jako ma , wg siebie:)
          • jan_hus_na_stosie Re: ? 24.01.10, 13:48
            kora3 napisała:

            > nie bardzo cie teraz rozumiem :) Chyba masz cos do wolnych zw. i nie
            > umiesz tego wprost wyrazic.

            "wolny związek" kolejny eufemizm :) a ja nie lubię eufemizmów tylko nazywanie
            rzeczy po imieniu

            irytujące jest to, że na forum kobiety czują się anonimowe i tak ochoczo
            wyrażają swoje poglądy, stanowczość, pewność siebie, a w realu większość z nich
            tak bardzo boi się reakcji i oceny otoczenia, że woli trzymać język za zębami i
            mówić to co inni chcą usłyszeć, lub co "wypada powiedzieć" :)
            • kora3 Re: ? 24.01.10, 14:05
              jan_hus_na_stosie napisał:
              >
              > "wolny związek" kolejny eufemizm :) a ja nie lubię eufemizmów
              tylko nazywanie
              > rzeczy po imieniu

              czyli jak? "partnerstwo"? "konkubinat"? - to drugie tez musi
              spełniac pewei warunek: osoby te musza mieszkac razem na zasadach
              innych niż współlokator. "Partnerstwo" to szersze pojecie: ludzie
              się spotykają, spedzaja razem czas, współzyja, planuja cos albo nie,
              bo to ich sprawa, ale w nie tak bliskiej przyszłosci, ale
              niekniecznie z sobą mieszkają, w kazdym razie ich zwiazek nie jest
              sformalizowany.
              Słyszaleś kiedys, zeby na pare starszych ludzi, takich wdowców
              powiedzmy po 70. ktos mówil, ze ze soba "chodzą"?:) No chyba nie:)


              > tak bardzo boi się reakcji i oceny otoczenia, że woli trzymać
              język za zębami i
              > mówić to co inni chcą usłyszeć, lub co "wypada powiedzieć" :)

              wiesz, ja nie wiem o kim ty tak konkretnie mówisz:) ja jestem po
              rozwodzie, sluby to dla mnie od zawsze po prostu rytualy, ale raz
              dalam sie namówić, bo mój eks chciał bardzo. Glupio zrobilam :)
              żyje w konkubinacie, nie ukrywam tego, ani sie tego nie wstydze i
              nigdy mnie z tego powodu nic niemiłego nie spotkalo, ani nawet nie
              przyszlo mi do glowy, ze moze. a naprawde spotykam wielu ludzi z
              racji zawodu.

              Może jsli ktos bardzo chce zalegalizowac swój zw., a nie ma
              mozliwosci, albo brak byłoby checi z drugiej strony załozmy, albo
              bardzi się przejmuje opiniami jakiegoś wąskiego
              drobnomieszczańskiego otoczenia, to byc moze reaguje jak mówisz.

              Jeśli ktos zyje jak mu samemu pasuje i jego najblizszym to co do
              tego ma opinia jakiejs tam przypadkowej osoby? nie rozumiem:)
              w kazdym razie nie moge potwierdzić tego co piszesz, to raczej
              wymysł.
          • purchawkapuknieta Re: ? 24.01.10, 13:49
            odniosłam wrażenie, że tu bardziej chodzi nie o samą formę, a istotę. ludzie
            wiążą się na chwilę. robią to szybko i bez zastanowienia, bo przecież w każdej
            chwili można przeskoczyć na inny kwiatek bez żadnych konsekwencji. nie trzeba
            sie wysilać, nie trzeba pracować. nie ten, to inny. bezwzględnie i bezrefleksyjnie.
            • jan_hus_na_stosie Re: ? 24.01.10, 13:53
              jest dużo prawdy w tym co piszesz :)
            • kora3 hmmm 24.01.10, 14:08
              wiesz, a ja osobiscie jestem zdania, ze oceniac w taki sposób mozna
              siebie, nie wiem .. moze jeszcze kogoś kogo b. dobrze znasz i wiesz,
              ze ma takie inklinacje. Obcych ludzi - raczej nie. Oni sami njlepiej
              wiedza, jaka jest ich relacja, czy plany zyciowe.
              rozejrzyj się wokół i zobacz ile tam malzeństw rizpadajacych się, po
              rozwodach - takze tych po "koscielnym". Zwiazek moze sie rozpasc
              zawsze, nie ma zadnych gwarancji.
              • purchawkapuknieta Re: hmmm 24.01.10, 15:26

                żyję W społeczeństwie, nie OBOK niego. być może nie powinno się werbalizować
                swoich spostrzeżeń, czy przemyśleń, ale gdyby się tego nie robiło, nie istniałby
                teraz trend "związków".
                w pokoleniu moich dziadków jakoś małżeństwa trzymają sie często do śmierci (jego
                lub jej), w pokoleniu moich rodziców rzadziej, a moje pokolenie preferuje raczej
                związki. taki model: łatwy, szybki i przyjemny.
                rozwody są argumentem przeciw małżeństwu, czy usprawiedliwieniem wpisanej w
                "cichą" definicję nietrwałości "związku"?
                • kora3 Re: hmmm 24.01.10, 15:44
                  purchawkapuknieta napisała:
                  ale gdyby się tego nie robiło, nie istniałb
                  > y
                  > teraz trend "związków".

                  wiesz, mozna werbalizowac, ale nie nalezy oczekiwac, ze ludzie nie
                  beda robic czegosco im pasuje i jest legalne, bo np. Tobie się tak
                  podoba.
                  Nie ma natomiast ani obowiazku samemu robic tego, co nam się nie
                  podoba, a nie ejst nakazane prawem (p. placenie poatków:)), ani tez
                  otaczac się ludźmi, którzy to robią - proste.

                  > w pokoleniu moich dziadków jakoś małżeństwa trzymają sie często do
                  śmierci (jeg
                  > o
                  > lub jej), w pokoleniu moich rodziców rzadziej, a moje pokolenie
                  preferuje racze
                  > j
                  > związki. taki model: łatwy, szybki i przyjemny.


                  Mysle sobie, ze tearz szybko i przyjemnie oraz łatwo
                  sformałowałaś/łes wniosek błednie poslugujac się zwiazkami
                  przyczynowo-skutkowymi.

                  Otóż: w pewnym okresie np. za czasów młoosci naszych dziadków ja się
                  człowiek uwikłał w zły zwiazek, miał małe szanse się z niego
                  wywikłac, zwłaszcza kobieta. rozwód nie wcgodzil raczej w gre, nie
                  tylko społecznie, ale i materialnie. Kobiety nie pracowały w duzej
                  czesci, z czego miałyby wie utrzymac sie po rozstaniu z mezem?
                  znosiły wiec tyranów, zdradzaczy, agresorów i alkoholików modlac
                  się, by "do smierci" oznaczało do jego, a nie jej zgonu.
                  Ponadto wówczas niewiele wiedziano jeszcze w społeczeństwie o
                  stosunku Koscioła do złego zwiazku małzeńskiego i separacji. Ktos,
                  dla kogo wazne było małzeństwo z punktu widzenia wiary niósł
                  swój "krzyż", czestokroc nawet nie wiedząc, ze Koscioł wcale tego
                  nie wymaga.

                  sytuacja ieco uległa zmianie w nastepnym pokoleniu, ale nieco, jak
                  zawsze - rzadko to jest szokowa zmiana.
                  Zdrady, przemoc itp. zdarzały sie i w pokoleniu naszych dziadków i
                  rodziców, wierz mi ...

                  > rozwody są argumentem przeciw małżeństwu, czy usprawiedliwieniem
                  wpisanej w
                  > "cichą" definicję nietrwałości "związku"?

                  Rozwody sa faktem po prostu. Zadnm argumentem przeciw niczemu, ani
                  usprawiedlwieniem niczego. Zwyczajnie bywa tak, ze zwiazek się
                  rozpada. Jesli jest formalny, niektórzy przynajmniej, chca takze
                  formalnie go zakończyc, to wszystko.
                  Jest taka możliwosc i ludzie z niej korzystaja, ci, którzy chca.
                  Nikt bowiem nie zabraniatkwic komuś w zwiazku wypalonym, złym itp.
                  to jest wybór.

                  Nalezy natomiast wg mnie pamietać, że rozwód to sfinalizowanie
                  rozpadu zwiazku, a nie sam rozpad. Do rozpadu dochodzi wczesniej.
                • kora3 jeszcze taka uwaga Purchawko :) 24.01.10, 15:57
                  a propos łatwosci i przyjemnosci o jakiej wspomniałas.

                  wg mnie, na logikę też chyba :), człowiek po to się z kims wiaze
                  (tak, czy inaczej), żeby mu było lepiej iż samemu, a nie gorzej.
                  Nie?
                  naturalnie, czasem jest tak, ze ktos jest tak zakochay, ze mu sie
                  instynkt samozachowawczy zatraca i np. kobieta wychodzi za
                  alkoholika, bo swiata poza nim nie widzi. Ale wówczas tez dziala ten
                  mechanizm, o którym piszę powyzej: subiektywnie jest jej lepiej iż
                  bez niego, bo kocha i nie wyobraza sobie życia bez niego.

                  Takie sytuacje zdarzają sie i zdarzały w kazdym pokoleniu.

                  Ale ogólnie, no nie jesteśmy z kimś, po to, zeby nam było gorzej i
                  NIEPRZYJEMNIE.:)
                  Przeciwnie chyba?:)
                  • kadfael Re: jeszcze taka uwaga Purchawko :) 24.01.10, 16:09
                    No tak, zgadza się. A kiedyś bardzo często małżeństwo było układem i
                    obowiązkiem -bo panna nie może byc sama, bo korzystne było
                    połaczenie majątków rodów, bo potrzebny był spadkobierca itd. I w
                    dodatku z nieudanego małżeństwa ucieczki nie było. Ale czy tak było
                    lepiej?
                    Nie uważam, że ludzie powinni sie rozstawać z byle powodu, przy
                    pierwszych trudnościach i kłopotach. Co to, to nie. Ale czasami
                    własnie rozstanie mimo wszystko jest lepszym wyjściem.
                    • kora3 Re: jeszcze taka uwaga Purchawko :) 24.01.10, 16:18
                      kadfael napisała:

                      > No tak, zgadza się. A kiedyś bardzo często małżeństwo było układem
                      i
                      > obowiązkiem -bo panna nie może byc sama, bo korzystne było
                      > połaczenie majątków rodów, bo potrzebny był spadkobierca itd. I w
                      > dodatku z nieudanego małżeństwa ucieczki nie było. Ale czy tak
                      było
                      > lepiej?


                      no wiesz, zalezy kto jak na to patrzy. Jesli ktos patrzy tak, że
                      niewazny jaki jest zwiazek emocjonalnie, byle był i trwał - to dla
                      kogos takiego tak, lepiej.
                      Żyjąc w takim okresie maiłby pewnosc, ze cokolwiek zrobi (facet),
                      zona go przeciez nie opusci, bo i jak?
                      A kobieta, dla odmiany, mzoe i nienajlepiej znosząc mezoweksie
                      romasnse i wizyty w burdelu, miala pewnosc, ze jej nie zostawi
                      niezaleznie od liczby kochanek, bo byłby spalony w
                      tzw. "towarzystwie". Do smierci, jej lib jego to ona bedzie
                      oficjalną zoną, baronową, czy hrabiną i czesc, a jej poyomkowie bedą
                      dziedziczyć wyłącznie.
                      O ile dla kogoś cos takiego jest wazne, to chyba dobrze by się
                      czuł/czuła w tamtym okresie:)

                      > Nie uważam, że ludzie powinni sie rozstawać z byle powodu, przy
                      > pierwszych trudnościach i kłopotach. Co to, to nie. Ale czasami
                      > własnie rozstanie mimo wszystko jest lepszym wyjściem.

                      wiesz, ja znam wiele rozwiedzionych par. Takze niemało takich, które
                      przeszły spore kryzysy (takze niemałzeństwa)( i udało im sie jakos
                      posklejać zwiazki a nowo. tak naprawde ie znam chyba nikogo, kto się
                      rozstał z małzokiem, czy z partnerem - takim powazniejszym co do
                      wieku i statusu:) po pierwszej kłotni, czy czyms nawet
                      powazniejszym. Wiekszosc ludzi stara się o ile to mozlwie naprawiać.
                      Oczywiscie to am szase tylko wówczas, gdy druga strona też naprawy
                      jakiejs chce i moze w ogóle jeszcze myslec o dalszym zwiazku z kims.

                      Cała ta gadka o tym, ze rzekomo małzeństa i niemałzeństwa rozstaja
                      się teraz po pierwszych sprzeczkach:) jest w mojej ocenie jakąś
                      propagandą, bo nie ma pokrycia w rzeczywistosci.
                      • kadfael Re: jeszcze taka uwaga Purchawko :) 24.01.10, 16:27
                        A ja dodam jeszcze, że znam rózne pary i slubne i bez slubu i nie
                        widzę jakiejś wielkiej róznicy w częstotliwości rozstań - slubni
                        wcale nie rozstaja sie rzadziej.
                        • kora3 Re: jeszcze taka uwaga Purchawko :) 24.01.10, 16:49
                          rzadziej nie, za to bardziej nierzadko hmmm "spektakularnie" .

                          Sporo już widzialam a tym swiecie, ale jak nie tak dawno mialam
                          okazję widziec i słyszeć, jak sie rozstawała para małzeńska ludzi,
                          rzekomo a poziomie, bo do rozstaai takie wrazenie starali sie na
                          innych robic, to słabo mi się zrobiło. Poza wyciaganiem brudów w
                          sadzie podczas rozwodu, czego czasem nie da się uniknąć niestety,
                          była jakas prawa o bijatyke, a przy podziale majątku - sadzenie sie
                          o ...prezenty slubne uwafa: sprzef kilkunastu lat. Zenada
        • phalaenopsis Re: Uzywają, używają :) 24.01.10, 14:29
          A na to nie mówi się czasem... układ?
    • vandikia Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:24
      narzeczeństwo to związek po słowie, po zaręczynach
      ja używałam, byłam narzeczoną ok rok :P
    • justysialek Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:27
      Dla Ciebie ma znaczenie jakim słowem ludzie nazywają swoją relację,
      bo Ty to wartościujesz. Wartość ma wg Ciebie związek, w którym
      przynajmnije planuje się ślub, inne są nic nie warte. Dlatego też
      słowo narzeczeństwo wg Ciebie "ładniej" brzmi niż np konkubinat.
      Dla mnie nie ma znaczenia czy ludzie żyją w małżeństwie,
      konkubinacie czy związku otwartym. Chcą, aby inni ich uważali za
      parę i ja ich uważam za parę - a na jakich warunkach oni tą parą są
      to już ich sprawa!
      Nie nadaję związkom zalegalizowanym większej wartości z tego
      prostego względu, że małżeństwo (ani narzeczeństwo) nie gwarantuje
      ani stałości ani wierności ani nawet głębi czy w ogóle istnienia
      uczucia.
      • kadfael Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:30
        małżeństwo (ani narzeczeństwo) nie gwarantuje
        ani stałości ani wierności ani nawet głębi czy w ogóle istnienia
        uczucia.

        No własnie.
      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:38
        justysialek napisała:

        > Dla Ciebie ma znaczenie jakim słowem ludzie nazywają swoją relację,
        > bo Ty to wartościujesz. Wartość ma wg Ciebie związek, w którym
        > przynajmnije planuje się ślub, inne są nic nie warte.

        Dokładnie :)
        • niebieski_lisek Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:46
          I znów nie rozumiesz. Czym innym jest wykluczanie małżeństwa, czym innym
          planowanie. Większość osób na początku związku nie wyklucza małżeństwa, ale go
          też nie planuje, bo jest na to za wcześnie. Żeby nie było zbyt trudno dla ciebie
          to wklejam definicję z wikipedii Planowanie - jako element zarządzania polega
          na decydowaniu o podjęciu działań zorientowanych na wywołanie zjawisk, które nie
          zaistniałyby samoistnie.
        • kora3 A no to masz pecha 24.01.10, 13:47
          bo to jak sie ludzie czuja w zwiazku, co planuja, albo czego nie to
          jest ich raczej osobista sprawa. Jesli jestes np. rodziem doroslego,
          samodzielnego dziecka wypada ci o to dyskretnie swa latorosl
          zapytać, o ile sama nie mówi konkretnie, ale jesli jesteś spoza
          bliskiego bardzo kregu - nie.

          twoje zapatrywania sa twoje i masz do nich prawo, ale to nie jest
          powód, ze inny ludzie maja się do tego dostosowac, bo tobie sie tak
          podoba. Nie musza i nie mają - bez dówch zdań.
        • menk.a Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:01
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > justysialek napisała:
          Wartość ma wg Ciebie związek, w którym
          > > przynajmnije planuje się ślub, inne są nic nie warte.
          >
          > Dokładnie :)

          Janek, to Ty nigdy nie byłeś niczyim chłopakiem, facetem, partnerem??
          Bo skoro nie jesteś teraz mężem, to oznacza, że albo nigdy nie byleś też narzeczonym, albo od razu występujesz w roli narzeczonego. Takie: narzeczony albo nikt.;)
          • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:07
            menk.a napisała:

            > Janek, to Ty nigdy nie byłeś niczyim chłopakiem, facetem, partnerem??

            a chyba z raz się zdarzyło ;) ale mi na kobiecie zależało i było oczywistością,
            że w przyszłości byłaby moją żoną, ale ona się rozmyśliła i wybrała innego :)
            • sid.leniwiec Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:30
              > ale ona się rozmyśliła i wybrała innego :)

              Nie mogę się powstrzymać - nie dziwię jej się.
              Ale ta trauma poniekąd tłumaczy Twoje postrzeganie świata.:P
              • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:34
                traumy żadnej nie mam, ale zresztą co się będę tłumaczył, myśl sobie co chcesz,
                ani mnie to grzeje ani ziębi :)
        • facettt spadne z krzesla :) 24.01.10, 14:04
          a tak bez zartow i bez ironii:
          a codzienne bycie z kims, dla samego BYCIA
          to pies :)
          • jan_hus_na_stosie Re: spadne z krzesla :) 24.01.10, 14:10
            tak pies :)
            • facettt Jasiu :) 24.01.10, 14:18
              Dzis msza jest u mnie o 19-tej.
              Myj zeby i sie szykuj.
              Tylko pamietaj, ze Xsionc tez moze miec lekko nieswiezy oddech :)
              • jan_hus_na_stosie pudło 24.01.10, 14:21
                jestem ateistą :)
                • facettt Jasiu, Ty nie pudluj :) 24.01.10, 14:26
                  To akurat viem.
                  tylko strzelaj we wlasciwe dziurki
                  a nie a nie placz, jak baba, w rekaw :)
    • haylee Re: narzeczeństwo 24.01.10, 13:30
      narzeczeństwo to jak on się oświadczy,a związek to zanim to zrobi;),ale już
      razem sypiają/mieszkają/jeżdżą na wakacje/chodzą do tetru/na ryby
    • kora3 znajac juz powody pytania, ja mam pytanie :) 24.01.10, 14:21
      mozna?

      rozumiem, ze Ty nie akceptujesz zadnej relacji damsko-meskiej (nie
      kolezeńskeij, przyjacielskiej obu płci), która nie ejst uwieńczona
      slubem, albo do niego nie zmierza. Jakkolwiek taka postawa jest mi
      całkiem obca:) masz w moim odczuciu do niej prawo. Zastanawia mnie
      tylko w czym masz z tym problem.
      Nie ma wszak przymusu wchodzenia w takie zwiazki, trwania w nich, a
      nawet otaczania się ludźmi w nich bedącymi, czy tez je
      akceptujacymi.
      Jedyny bezposredni kontakt, jaki moze być wymuszony życiowo z takimi
      osobami, mozesz miec jako ich współpracownik, czyli zawodowo.
      Jednakze taki kontakt da się ograniczyc do niezbenego zawoowego
      minimum, wcale nie zahaczającego o sfere tak prywatną. Przyjaciół
      takich, znajomych - miec nie musisz, jesli masz takie osoby w
      rodzinie - mozesz zminimalizowac kontakty z nimi.

      Więc w czym tak na serio tkwi problem?
      • jan_hus_na_stosie Re: znajac juz powody pytania, ja mam pytanie :) 24.01.10, 14:30
        kora3 napisała:

        > Więc w czym tak na serio tkwi problem?

        ale gdzie ja piszę coś o jakimś problemie? żyjemy w wolnym kraju i każdy może żyć tak jak chce o ile nie wyrządza tym krzywdy innym, co nie oznacza automatycznie że inni muszą pochwalać taki jego sposób życia :)

        choć i tak wśród obecnego społeczeństwa zaczyna dominować postawa typu "a gó_wno mnie to obchodzi, mam to dupie" :)
        • kora3 Re: znajac juz powody pytania, ja mam pytanie :) 24.01.10, 14:42
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > ale gdzie ja piszę coś o jakimś problemie?

          wiesz, ja nie gadam z Toba pierwszy raz:) cały czs poruszasz te
          kwestię, w bardziej, albo mniej otwarty sposób, wiec wywnioskowalam,
          ze jest ona wazna dla Ciebie.


          żyjemy w wolnym kraju i każdy może ż
          > yć tak jak chce o ile nie wyrządza tym krzywdy innym, co nie
          oznacza automatycz
          > nie że inni muszą pochwalać taki jego sposób życia :)

          no jasne, ale skoro masz tego swiadomosc, ze nie masz wpływu na to,
          ze taki sposób życia, jaki tobie nie odpowiada, a nie jest sprzeczny
          z prawem, jest akceptowany i praktykowany przez innych, to logika
          nakazywalaby dac sobie z tym spokój, nie?
          Sądze, ze podczas innych dyskusji w tym temacie poznales już
          przynajmniej czesciowo motywacje innyc, do odmiennego od Twego
          traktowania tej sfery zycia. Czego zatem jescze chcesz się
          dowiedzieć? Przeciez hyba zdajesz sobie sprawe, ze nie przekonasz
          ludzi, którzy chca tak zyc do swych racji, bo to sa TWOJE racje, a
          nie ich.

          >
          > choć i tak wśród obecnego społeczeństwa zaczyna dominować postawa
          typu "a gó_wn
          > o mnie to obchodzi, mam to dupie" :)

          alez w tym przypadku jest to jak najbardziej prawidlowa postawa. Jak
          najbardziej sprawy innych ludzi powinnismy miec wlasnie tam i
          własnie to powinny nas obchodzić o ile nas nie dotyczą, nie sa
          nielegalne i NIKT nas nie prosi o rade, interwencję, czy pomoc.
          Jeśli prosi mozemy wyrazac swoje zdanie, poradzić, odniesc się,
          zainterweniowac, zgodnie z naszym punktem widzenia.

          Przyznam ci się, ze osobiscie uwazam, ze guzik mnie obchodzi jak
          żyją moii np. sasiedzi:) tacy najblizsi. Jest to praa ludzi z
          dzieckiem. Nie wiem jak sie zwą, czy to malzeństwo, czy nie. Co mi
          do tego? Do czego mi taka wiedza potrzebna? Co zmienilaby? Jesli
          malzenstwo to co ? Bedą w moich oczach milsi niz sa? Mniej mili?
          Nie. Mili ludzie, uczynni i tyle. Tak - g...o mnie to obchodzi i
          uwazam, ze mam rację.
    • pendzacy_krolik tesknota za zwiazkiem radzieckim? nt 24.01.10, 14:24
    • lacido Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:26
      to kolejny etap między związkiem a małżeństwem :)
      • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:37
        czasem mam wrażenie, że niektórzy od razu ze związku przeskakują do małżeństwa,
        ewentualnie to narzeczeństwo trwa strasznie krótko :)
        • lacido Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:40
          czyli w sumie propagujesz ten stan ;)))
          • jan_hus_na_stosie Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:46
            po prostu uważam bez sensu być z kimś kilka lat i nawet nie sprecyzować do czego
            to wszystko ma prowadzić :)
            • lacido Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:48
              ufff kilka lat jest dopiero bezsensem ;)
        • kora3 nawet jesli, to nie jest twoja sprawa 24.01.10, 14:45
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > czasem mam wrażenie, że niektórzy od razu ze związku przeskakują
          do małżeństwa,
          > ewentualnie to narzeczeństwo trwa strasznie krótko :)

          wybacz, ale mam wrazenie, ze gadam z pltkarka w maglu (o ile wiesz
          co to jest i kto). "A zyja bez slubu", "a cos szybko sie pobrali" a
          cos tam :) No weź ze siebie przekupki nie rób. To sa OSOBISTE sprawy
          ludzi - oni sobie decyduja o slubach, okresach narzeczeństwa, a nie
          Ty :)
          • lacido coś taka nerwowa 24.01.10, 14:49
            zapytać już nie mozna? A zapomniałam że to forum publiczne więc rzecz jasna
            można :)
            • kora3 eeee tam 24.01.10, 14:53
              mozna, mozna:)
              Tyle, ze pan Jan czsto w sposób mniej, albo bardziej zawolalowany
              porusza en temat, ale bynajmniej odp. go nie interesuje. :)

              natomiast w zyciu realnym, owszem, taka poltkarska postawa budzi
              moja niechęc. Nie przepadam za plotkarzami, ludxmi, którzy się
              interesuja życiem innych bez zachęty i potrzeby. takie cos uwazam za
              wscibstwo i brak kultury.
              • jan_hus_na_stosie Re: eeee tam 24.01.10, 14:55
                kora3 napisała:

                > natomiast w zyciu realnym, owszem, taka poltkarska postawa budzi
                > moja niechęc.

                w życiu realnym to ja nawet nie wiem kto jest moim sąsiadem za ścianą ;)
                • kora3 Re: eeee tam 24.01.10, 14:59
                  mozliwe, ja wiem - za jedna oara ludków z dzieckiem, za druga
                  kolega, to i wiem wiecej a jego temat, bo sie normalnie znamy i
                  znalismy przed byciem sąsiadami z bloku:)
              • lacido Re: eeee tam 24.01.10, 15:07
                dziwne, bo odkąd pamiętam to o narzeczeństwie nie czytałam nic co by było Jego
                autorstwa

                poza tym co tu niby plotkarskiego jest?
                • kora3 Re: eeee tam 24.01.10, 15:12
                  lacido napisała:

                  > dziwne, bo odkąd pamiętam to o narzeczeństwie nie czytałam nic co
                  by było Jego
                  > autorstwa

                  oj lacido , nie o narzeczeństwie:) tylko o wolnych zwiazkach.
                  >
                  > poza tym co tu niby plotkarskiego jest?

                  o narzeczeństwie nic, ale wg mnie to ciagłe drązenie ignorujac
                  odpowiedzi w tematyce zycia bez ślubu czy jego zaplanowania jest
                  jaies dziwne. To juz którys raz jak dyskutuje z panem janem na ten
                  temat.
                  Oczywiscie nie wiem, jak sie zachowuje w realu:) zapewne nie wyraza
                  swych pogladów na temat, bo się obawia ostracyzmu otoczenia, ale i
                  wyraza, nie wiem.
          • jan_hus_na_stosie Re: nawet jesli, to nie jest twoja sprawa 24.01.10, 14:51
            kora3 napisała:

            > No weź ze siebie przekupki nie rób. To sa OSOBISTE sprawy
            > ludzi - oni sobie decyduja o slubach, okresach narzeczeństwa, a nie
            > Ty :)

            oczywiście, a potem płacz i użalanie się na cały świat że nam nie wyszło ;)
            • kora3 Re: nawet jesli, to nie jest twoja sprawa 24.01.10, 14:58
              jan_hus_na_stosie napisał:
              >
              > oczywiście, a potem płacz i użalanie się na cały świat że nam nie
              wyszło ;)
              >
              To zdanie konkretnie do mnie? No chyba, nie:) bo ja jakos się nie
              wyzalam nigdzie, ze mi cos nie wyszło np. o dziwo, usiadx, bo
              padniesz na zadek, cosik takiego, jak małzeństwo. :)

              Nkt nigdy ci nie zagwarantuje niczym, ze zwiazkek, jak to ładnie
              ujałeś "wyjdzie", zadna przysiega, złozona w 4 oczy czy publicznie,
              zadna ceremonia, zadne zaklęcie :)

              Malzestwa, w tym sakramentalne, tez się rozpadaja, ludzie rozwodzą -
              normalne.
              Do kogo mozna miec pretensje? Do siebie, ze sie źle wybrało, do
              współpartnera, ze coś tam - ale nie bracie do spoleczeństwa. Do
              spoleczeństwa to mozna było miec wtedy, gdy kobieta bez mezczyzny i
              to meza była niczym i za kogoś MUSIALA sie wydać, zeby w ogóle
              spolecznie i czasem nie tylko - istniec.

              a teraz tak nie jest:)
    • jack20 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 14:53
      ".. Czy ktoś w ogóle jeszcze używa tego określenia? Czy jest ono
      przestarzałe i niemodne, za mało cool, brzmi zbyt patriarchalnie?.."
      tylko 1-sze pytanie ma jakis sens.
      bywaja bardzo rzadko przeczytaj cos na ten temat a potem
      zadawaj "dziwne pytania": adonai.pl/narzeczenstwo/
      nikt ci przeciez nie ZABRANIA narzeczenstwa.
      swiat wyrasta z hipokryzji i niewielu (w polsce stosunkowo dúzo) ja
      namietnie uprawia. po co nazywac cos narzeczenstwem co w znaczeniu
      tego slowa narzeczenstwem nie jest?
    • sid.leniwiec Rotfl :) 24.01.10, 14:56
      Prawie popłakałam się ze śmiechu czytając Jana, ale czy to ładnie śmiać się z
      cudzego nieszczęścia? Rety, moja 13-letnia kuzynka lepiej kuma złożoność świata.
      • jan_hus_na_stosie Re: Rotfl :) 24.01.10, 15:05
        sid.leniwiec napisała:

        > Rety, moja 13-letnia kuzynka lepiej kuma złożoność świata
        > .

        jasne, jak będzie w przyszłości po 3 rozwodach pewnie jeszcze lepiej będzie
        rozumiała :D
      • purchawkapuknieta Re: Rotfl :) 24.01.10, 15:06
        być może twoja 13letnia kuzynka ma jeszcze inne zdolności, np. pedagogiczne. być
        może ma też wolną chwilę, w której tę złozoność chętnie ci wyłoży.
      • lacido Re: Rotfl :) 24.01.10, 15:09
        gratuluję kuzynki, może się przy niej podciągniesz :DDD
        • lonely.stoner Re: Rotfl :) 24.01.10, 18:31
          jan hus tak a propos twoich skostnialych pogladow i tej kobiety co to rzekomo ja
          juz znalazles - to jestescie para narzeczenstwa i uprawiacie seks???? bo wg.
          tego co piszesz to albo owa kobieta jest twoja zona i wszystko odbywa sie
          legalnie, z papierkiem, albo: nielegalnie ja ruchasz i wg. twoich pogladow jest
          tzw. materacem, lub co predzej widze jest to uklad czysto platoniczny...ale
          szczerze mowiac to mi sie wydaje ze ona po prostu nie istnieje. Jak ktos z
          takimi pogladami sie uchowal i moze wiesc normalne zycie sobie po prostu nie
          wyborazam.
          • stinefraexeter Re: Rotfl :) 25.01.10, 15:44
            Oj, to nie tak ma wyglądać. Jan zaproszony jest na bal, gdzie jego kuzyn
            przedstawia mu nieśmiało uśmiechającą się dziewoję. Jan potem idzie w konkury i
            po tym jak dwa razy w dyskretnym towarzystwie ciotki pójdzie z wybranką na
            spacer po Łazienkach, wszyscy świętują ich przyszłe zaślubiny.

            W takim właśnie świecie żyje Jan ;)
            • sid.leniwiec Re: Rotfl :) 25.01.10, 15:51
              Piękne :)
            • lacido Re: Rotfl :) 25.01.10, 16:09
              naczytałaś się tanich romansideł :P
        • sid.leniwiec Re: Rotfl :) 25.01.10, 15:30
          Oj dziewczynki, dziewczynki, ale zabłysnęłyście.:D Lecz do Jasia jeszcze Wam
          daleko, więc ćwiczcie dalej.
    • kunegunda123 Re: narzeczeństwo 24.01.10, 20:34
      nie wiem za bardzo o co Ci chodzi. narzeczeństwo to zaręczona para, związek to dużo szersze pojęcie. pośród singli jest wielu ludzi którzy byli w związkach, ale raczej niewielu którzy byli w narzeczeństwie.
      • lonely.stoner Re: narzeczeństwo 24.01.10, 20:48
        kunegunda123 napisała:

        > nie wiem za bardzo o co Ci chodzi. narzeczeństwo to zaręczona para, zwią
        > zek to dużo szersze pojęcie. pośród singli jest wielu ludzi którzy byli w związ
        > kach, ale raczej niewielu którzy byli w narzeczeństwie.

        wlasnie mi sie wydaje ze obecnie w Polsce jest bardzo wielu singli ktorzy byli w
        narzeczenstwie - ale bylo to zanim sie pobrali a potem rozwiedli. Chyba mamy
        dosc znaczny jesli idzie o Europe procent rozwodow.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka