auto_moto
11.06.11, 10:33
Witajcie. Mam problem.
Jestem z facetem 3 lata. Dobrze nam sie uklada, tworzymy zgodna pare, zgodny zwiazek. Od poczatku bylo dla nas jasne, ze chcemy zalozyc rodzine. Ja mam 31 lat, on 36, wiec najmlodsi nie jestesmy. Dwa lata temu rozmawialismy powaznie, zaczelismy planowac i doszlismy do wniosku, ze za dwa lata zaczniemy starac sie o dziecko. Dwa lata minely, ja jestem gotowa a on caly czas przeklada te tecyzje na pozniej.
Szczerze mowiac, nie chce dluzej czekac. Moglabym odejsc ale nie chce, bo go kocham, poza tym jest na prawde dobrym partnerem, dobrym "kandydatem" na meza, ojca itd. Z jednej strony wiem, ze decyzja o dziecku powinna byc wspolna. Z drugiej, nie chce czekac, tym bardziej, ze mam problemy z tarczyca, jedna ciaze kiedys stracilam, boje sie, ze bede miala problemy z zajsciem a jak juz zajde, wcale nie jest oczywiste, ze urodze. Dlatego chcialabym zaczac sie starac a nie czekac kolejne 2 lata. Mysle ze jego obawy sa typowe dla faceta, pewnie mam te same, z tym ze u mnie wlacza sie tzw instynkt, bez tego pewnie tez odkladalabym decyzje na pozniej. Zastanawiam sie, czy nie postawic go przed faktem dokonanym, zaliczajac "wpadke" - o ile w ogole sie to uda, bo jak wspominalam, do najplodniejszych nie naleze. Wiem, ze to nieuczyciwe, nieuczciwe jednak uwazam tez, przeciaganie podjecia decyzji na nieokreslony czas, mimo ze dwa lata wczesniej zostaly podjete konkretne plany. Gdybym wiedziala, moze moglabym wczesniej podjac inne kroki, np szukania innego partnera. Co robic...