berta-death
30.07.11, 17:10
Ma ktoś jakiekolwiek pojęcie o tym jak wygląda praca w tego typu instytucjach i jakie osoby tam pracują? Czy rzeczywiście zaniesione tam ranne zwierzęta znalezione np na ulicy otrzymują fachową, skuteczną i humanitarną pomoc, czy jest to pic na wodę? Czy np jak się znajdzie na ulicy rannego ptaka to jest sens go tam zanosić? Czy może humanitarniej go zostawić w jakiś zaroślach, żeby sobie nawet zdechł w spokoju.
Na alert24 jest dyskusja pod artykułem o kobiecie, która znalazła rannego dzikiego ptaka i zaniosła go do zoo. I dyskutanci nie mają najlepszych wspomnień co do kontaktów z pracownikami takich miejsc jak im samym zdarzyło się zanosić tam jakieś zwierzę.
Bo to zazwyczaj tak wygląda, że ktoś znajduje np chorego gołębia, zanosi go do jakiegoś ptasiego azylu i zadowolony, że zrobił dobry uczynek, przestaje się tym interesować. I pracownicy na dobrą sprawę mają wolną rękę w tym co zrobią z takim ptakiem, czy go uśpią, czy odstawią na półkę do zdechnięcia, czy wyniosą w krzaki poza terenem ośrodka, czy sobie na nim poeksperymentują sprawdzając np jak daleko można odgiąć złamane skrzydło, żeby nie odpadło, oczywiście bez znieczulenia. Mogą też profesjonalnie się nim zająć, tylko czy na pewno pracują tam ludzie, którzy się na tym znają i którym zależy. Czy w ogóle mają na to czas, pieniądze i chęci? Dodam, że w przypadku ptaków pospolitych to często nawet nie ma żadnego katalogu kto, co i kiedy im przyniósł.