Dodaj do ulubionych

Azyle dla zwierząt

30.07.11, 17:10
Ma ktoś jakiekolwiek pojęcie o tym jak wygląda praca w tego typu instytucjach i jakie osoby tam pracują? Czy rzeczywiście zaniesione tam ranne zwierzęta znalezione np na ulicy otrzymują fachową, skuteczną i humanitarną pomoc, czy jest to pic na wodę? Czy np jak się znajdzie na ulicy rannego ptaka to jest sens go tam zanosić? Czy może humanitarniej go zostawić w jakiś zaroślach, żeby sobie nawet zdechł w spokoju.

Na alert24 jest dyskusja pod artykułem o kobiecie, która znalazła rannego dzikiego ptaka i zaniosła go do zoo. I dyskutanci nie mają najlepszych wspomnień co do kontaktów z pracownikami takich miejsc jak im samym zdarzyło się zanosić tam jakieś zwierzę.
Bo to zazwyczaj tak wygląda, że ktoś znajduje np chorego gołębia, zanosi go do jakiegoś ptasiego azylu i zadowolony, że zrobił dobry uczynek, przestaje się tym interesować. I pracownicy na dobrą sprawę mają wolną rękę w tym co zrobią z takim ptakiem, czy go uśpią, czy odstawią na półkę do zdechnięcia, czy wyniosą w krzaki poza terenem ośrodka, czy sobie na nim poeksperymentują sprawdzając np jak daleko można odgiąć złamane skrzydło, żeby nie odpadło, oczywiście bez znieczulenia. Mogą też profesjonalnie się nim zająć, tylko czy na pewno pracują tam ludzie, którzy się na tym znają i którym zależy. Czy w ogóle mają na to czas, pieniądze i chęci? Dodam, że w przypadku ptaków pospolitych to często nawet nie ma żadnego katalogu kto, co i kiedy im przyniósł.
Obserwuj wątek
    • stephanie.plum Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 17:19
      odpowiem głupio - że to pewnie zależy, na kogo się trafi.
      byłam kiedyś świadkiem tego, jak specjalny patrol straży miejskiej w Warszawie zabierał psa, którego ktoś potrącił na ulicy i uciekł.
      to było koszmarne - mały piesek, połamany, nie mógł się ruszać. zwykli ludzie, którzy straż wezwali, głaskali go i usiłowali uspokoić, a strażnik wdział grubaśne rękawice i WRZUCIŁ pieska do żelaznej klatki, z widocznym strachem i obrzydzeniem, starając się go dotykać jak najkrócej.
      kiedy obserwowałam tę scenę, miałam nadzieję, że pieska jak najszybciej uśpią - i skończy się jego cierpienie. bo widać było, że nikt nie zamierza w tym cierpieniu mu ulżyć.
      :~(
      znalezionych ptaków nigdzie nie oddawałam - kilka odchowaliśmy w rodzinnym domu. no ale mam brata ornitologa, więc dlatego.
      • kochanic.a.francuza Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 17:29
        Znalezionego golebia karmilismy strzykawka napelniona woda z rozpuszczonym chebem. Ale wyfrunal z bakonu, mam nadzieje, ze da rade. Kota parchatego tez kiedys odchowalam i poszedl jak juz sie dobrze poczul.
        Zapytaj Stefanii plum, ona ma ornitologa w rodzinie. ja tam bym sama chowala, czlowiek znowu sie czuje czlowiekiem, jak zwierze hoduje. teraz znowu mam kota. Przychodzi co noc spac pod moje lozko, uwaza mnie za alfe i omege:) Zwierzeta sa cudne. Jak to powiedziala Doda, ze zwierzetami mam swietny kontakt, lepszy niz z ludzmi;)
      • nglka Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 17:46
        stephanie.plum napisała:

        > odpowiem głupio - że to pewnie zależy, na kogo się trafi.

        Wcale nie głupio. Dokładnie tak jest.
        Nie ma przepisów specjalnie restrykcyjnych, z resztą nie ma się czemu dziwić, jeśli za skatowanie zwierzaka koleś dostaje 500 zł grzywny...?!
        Myślę, że mimo wszystko warto zawieźć, bo konanie w bólu i głodzie to jednak paskudna śmierć.
        Niestety w każdej pracy znajdą się świry i ludzie, którzy w ogóle nie powinni się zajmować tym, czym się zajmują, dlatego nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
        Pocieszeniem być może będzie, że jednak większość to osoby z pasją, które naprawdę lubią zwierzęta i robią co mogą, by je ratować czy/i ulżyć w cierpieniu.

        Raz miałam nieprzyjemną sytuację, kiedy zmuszona byłam odebrać matce młode i uśpić ślepy miot (narzucone odgórnie przez TOZ), zatem do TOZu zawiozłam, podziękowano i pożegnano - a ja do teraz się zastanawiam ile czasu młode musiały czekać w zimnie i głodzie. Niestety nie miałam tyle kasy wówczas, by zapłacić za uśpienie u weta (10 młodych, każde liczone osobno). Teraz natomiast nawet bym się nie zastanawiała tylko wyłożyła z własnej kieszeni by wiedzieć jak wet ocenia stan zdrowia i w razie czego - od razu uśpić, na moich oczach. Wyprosić nie może, dwóch kiedyś próbowało na czas usypiania wyprosić mnie za drzwi ale nie zgodziłam się i na tym stanęło.

        Myślę, że warto wiedzieć iż istnieje taka opcja. Dla niektórych finansowo bez znaczenia a dzięki temu sumienie będzie spokojne.
        • znana.jako.ggigus usypianie slepego moitu jest barbarzynstwem 30.07.11, 18:18
          jest odpowiedzialana jako posiadaczka zwierzecia, aby nie doszlo do ciazy.
          I wnioskuje, ze oddalas miot do TOZ-u niech sie martwia, tak? Moja matka dzialala w TOZ, tam ludzie nie maja czasem nawet samochodu, to idealisci, ktorzy musza reagowac na durne zgloszenia, ze sasiad dreczy psa (na drugim koncu miasta), bo sasiad dopiekl.
          • nglka Re: usypianie slepego moitu jest barbarzynstwem 30.07.11, 18:37
            znana.jako.ggigus napisała:

            > jest odpowiedzialana jako posiadaczka zwierzecia, aby nie doszlo do ciazy.
            > I wnioskuje, ze oddalas miot do TOZ-u niech sie martwia, tak? Moja matka dziala
            > la w TOZ, tam ludzie nie maja czasem nawet samochodu, to idealisci, ktorzy musz
            > a reagowac na durne zgloszenia, ze sasiad dreczy psa (na drugim koncu miasta),
            > bo sasiad dopiekl.

            Dopytaj ZANIM wysnujesz fałszywe wnioski. I naucz się czytać ze zrozumieniem, bo wyraźnie napisałam, że uśpienie ślepego miotu było moim obowiązkiem, taki przykaz dostałam podejmując się opieki nad zwierzęciem.
            Byłam domem tymczasowym dla ciężarnej samicy z wielopokoleniowego miotu wsobnego - samicy z wieloma wadami genetycznymi; samicy, której rodzeństwo również było upośledzone i której miot również nie mógł być zdrowy (kilka młodych urodziło się już martwych).
            Możesz to bez problemu sprawdzić - interwencja TOZu z 10 maja 2007 roku, odebranie właścicielom ponad kilkuset zwierząt z mieszkania w bloku (wszystkie zwierzęta pochodziły z krzyżówki wsobnej, właściciele "sprawili sobie jedną parkę").



            >
            • znana.jako.ggigus oki, sorek o tych szczegolach 30.07.11, 19:01
              nie napisalas w poprz. poscie i mialam prawo Cie opatrznie zrozumiec.
              A w TOZie nie ma naprawde luksusu.
              • nglka Re: oki, sorek o tych szczegolach 30.07.11, 19:04
                znana.jako.ggigus napisała:

                > nie napisalas w poprz. poscie i mialam prawo Cie opatrznie zrozumiec.
                > A w TOZie nie ma naprawde luksusu.

                Nigdzie o żadnym luksusie w TOZ-ie niczego nie napisałam. Nie wiem skąd to wzięłaś ale z pewnością nie z mojej wypowiedzi.
                Owszem, nie rozwijałam się w temacie ale nie uważam, by ktokolwiek miał przez to prawo do odgórnej oceny mojej osoby. Nie wiem w jaki sposób mogłaś mnie opacznie zrozumieć bo nie można wysnuć żadnej opinii z sytuacji, która nie została w moim pierwszym poście w ogóle opisana.
                • znana.jako.ggigus z tego fragmentu: 30.07.11, 20:37
                  zatem do TOZu zawiozłam, podziękowano i pożegnano - a ja do teraz się zastanawiam ile czasu młode musiały czekać w zimnie i głodzie.
                  • znana.jako.ggigus PS na ocene osoby, nawet 30.07.11, 20:38
                    najbarzdiej bledna, narazasz sie piszac na forum. Ja tez uslyszalam o sobie dziwne rzeczy, nie przejmuj sie.
                    ton twoich postow mnie dziwi
                  • nglka Re: z tego fragmentu: 31.07.11, 01:58
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > zatem do TOZu zawiozłam, podziękowano i pożegnano - a ja do teraz się zastanawi
                    > am ile czasu młode musiały czekać w zimnie i głodzie.

                    Zdanie wyrwane z kontekstu nie podlega logicznej ocenie.
                    • znana.jako.ggigus zdanie to czytalam w kontekscie 31.07.11, 10:05
                      cytuje dla ciebie bez kontekstu
                      gdybys od poczatku napisala nieco jasniej, nie byloby dyskusji. ja zrozumialam, ze oddalas tozowi slepe szczeniaki i po sprawie. takie sa prawa komunikacji - ze to co mowisz, moze byc calkiem inaczej odebrane.
      • berta-death Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 17:47
        Straż miejska jak straż miejska, to akurat jest nieporozumienie, że akurat oni są zobowiązani do robienia za hycli i pogotowie dla zwierząt. Najprawdopodobniej nie są w tym względzie ani szczególnie przeszkoleni ani zbyt chętni do tego typu roboty.
        Bardziej miałam na myśli osoby, które teoretycznie tylko tym się zajmują. Np pracowników schronisk, ptasich azylów, itp. Tam teoretycznie pracują weterynarze i wolontariusze. Zdawałoby się, że osoby, którym los zwierząt nie jest obojętny i dlatego ludzie, którzy tam odwożą jakieś ranne zwierzaki, mają czyste sumienia i nie zaprzątają sobie głowy tym co z takim zwierzem dalej się dzieje. A ja bym chciała wiedzieć jak to jest w praktyce, czy przypadkiem nie jest to tak, że traktują to jako zwykła robotę, za którą ktoś im płaci i którą trzeba odwalić i w rzeczywistości mają w dupie swoich podopiecznych. I jeszcze nie szczególnie przejmują się sposobem w jaki te zwierzęta są traktowane, ich cierpieniem, itp.
        • 0ffka Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 17:54
          ale masakra www.alert24.pl/alert24/1,84880,7878568,Kon_z_pyskiem_zamknietym_na_klodke__Dramat_zwierzat.html
    • 0ffka Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 17:50
      Poproszę o linka do tej dyskusji na TOK FM
      • berta-death Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 17:58
        forum.gazeta.pl/forum/w,358,127442325,127442325,Rzadki_ptak_uratowany_na_warszawskiej_Ochocie_.html
        • 0ffka Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 18:11
          dziękuję!
    • sundry Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 18:17
      Dwa razy odwoziłam pisklaki, które upolował mój kot do pogotowia dla dzikich zwierząt. Ludzie, którzy je odbierali, wyglądali na kompetentnych i troskliwych. Na plus świadczy fakt, że ludzie z zewnątrz nie mogą tam wejść, żeby zwierzęta się za bardzo do nich nie przyzwyczajały ( są potem wypuszczane na wolność).
      • jael53 Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 21:29
        Mogę tylko wyrazić głębokie uznanie dla wspaniałego weta ze schroniska w Poznaniu, doktora Piotra Dąbrowskiego. Bardzo bym chciała, żeby w każdym przypadku trafiał się lekarz taki, jak on.
        Wiele ciepłych słów mam dla dla kilkorga wolontariuszy ze schroniska rzeszowskiego (ale akurat dla władz miasta niekoniecznie).
        Niesamowita ekipa jest w Arwecie (Wieliczka k. Krakowa) - nic ich do tego nie obliguje, ale z serca zajmują się leczeniem porzuconych zwierząt oraz ich adopcjami. Poza tym od samego początku byli na każde wezwanie: przyjecie zwierza po wypadku tuż przed północą i natychmiastowe operowanie nie było niczym nadzwyczajnym.


    • mumia_ramzesa Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 21:45
      Ja kiedys znalazlam sierpowke ze zlamanym skrzydlem i zanioslam do ZOO. Zdziwili sie, ze tyle przezyla, bo rana nie byla swieza i powiedzieli, ze nic z niej nie bedzie, ale chyba pod wplywem mojej miny stwierdzili, ze wpuszcza ja do klatki golebi i niech sobie radzi.
      • berta-death Re: Azyle dla zwierząt 30.07.11, 22:07
        Właśnie też mi się coś wydaje, że oni nie mają jakiegoś specjalnego sentymentu do tych zwierząt ani się nad nimi nie rozczulają. Czyli podchodzą do nich bardzo przedmiotowo i pragmatycznie. Jak ma lekką przypadłość, która jest łatwa i tania do wyleczenia to pomogą. Jak nie, to uśpią i nawet nie będą się zastanawiać, czy można było coś pokombinować i zrobić więcej. Jak rokowania są niepewne i nie wiadomo co delikwentowi jest, to go wsadzą do klatki dadzą wodę, żarcie i albo się wyliże, albo zdechnie, albo go inni pacjenci zadziobią albo zeżreją. Usypiać wszystkiego jak leci nie mogą, bo muszą się rozliczać z wszystkich medykamentów i wykazywać, że jednak coś robią, a nie sądzę, mimo wszystko, żeby zabijali je w inny sposób.
        Podejrzewam, że o komfort tych zwierząt też nikt nie dba i raczej nikomu nie przyjdzie do głowy podanie środków przeciwbólowych, znieczulających, przeciwlękowych, itp. Co najwyżej dla własnego bezpieczeństwa, jak się trafi jakiś silny i agresywny egzemplarz to go czymś przytumanią.

        Tylko, że to wszystko są moje przypuszczenia a chciałabym wiedzieć jak jest naprawdę.
        • mocno.zdziwiona Re: Azyle dla zwierząt 31.07.11, 00:30
          Opieka nad rannymi zwierzętach to też praca. I trzeba się uodpornić na śmierć i ból bo to codzienne widoki i bez znieczulenia nikt nie mógłby pracować tam dłużej niż tydzień. Pomyślcie, że ludzie w takich miejscach jak OIOM czy Oddział Intensywnej Terapii widują śmierć codziennie i muszą z tym żyć. Tak samo jak weterynarze, którzy są w stanie fachowo ocenić stan zwierzęcia i czasami po prostu muszą uśpić. I może nie wyglądają na tak poruszonych jak ludzie z ulicy, ale to dlatego, że to naturalna reakcja obronna naszego organizmu.

          Dlatego proszę, nie oceniajcie tych ludzi tylko dlatego, że nie płaczą nad każdą kawką. Niewiele z Was nadawałoby się do takiej pracy, więc ocenianie jest tym bardziej nie na miejscu. Mam w rodzinie i weterynarzy, i lekarzy, i zapewniam Was, że ich tak samo boli czyjeś cierpienie. Tylko że oni w przeciwieństwie do ludzi z zewnątrz potrafią ocenić kiedy wysiłek na nic się nie zda a tylko przyniesie dodatkowe cierpienie przedłużając agonię.
          • nglka Re: Azyle dla zwierząt 31.07.11, 02:09
            Jest dokładnie jak piszesz.
            Nikt normalny nie będzie pił kawki patrząc jak zwierzę wije się w męczarniach, piszczy z bólu. Nie operują na żywca, nie usypiają rozsadzając serce (najpierw narkoza i środki znieczulające). Nie można zakładać, że każda praca tworzy nadużycia na szeroką skalę, a same nadużycia zdarzają się wszędzie i nigdzie nie jest to ani nagminne ani w pełni akceptowalne - może być jedynie okresowo niezauważalne ale nie: dopuszczalne i stosowane masowo.
            Znam osobiście kilkoro pracowników TOZu, którzy są wspaniałymi ludźmi, całe swoje serce wkładają w ratowanie zwierząt; przy czym niesienie pomocy nie zawsze polega na bezwzględnym ratowaniu życia, czasem polega na humanitarnym uśmierceniu.

            Porównanie do lekarzy ludzkich jest bardzo trafne - ten zawód mimo większej kontroli także pozostawia bardzo duże pole do "popisu" - nadużyć. Wystarczy spojrzeć na oddziały pooperacyjne, na których ludzie są absolutnie całkiem zależni od personelu szpitalnego. To, jak pacjenci są traktowani zależy od tego jakim człowiekiem jest osoba na danej zmianie a nie od samego faktu bycia zależnym.
          • berta-death Re: Azyle dla zwierząt 01.08.11, 18:31
            Nie zrozum mnie źle. Ja nie mam nic przeciwko eutanazji. W końcu nawet jak się uda jakieś zwierzę wyleczyć, ale samo leczenie będzie dla niego męczarnią, to też nie ma to najmniejszego sensu i jest niehumanitarne. Podobnie jakby zwierzę miało zostać kaleką zdaną na łaskę i niełaskę innych i bez perspektyw, że zajmie się nim jakiś prawdziwy miłośnik zwierząt, który zapewni mu godne i wygodne warunki do życia.

            Ja czepiam się tylko postawie w dupie mania swoich obowiązków. Czyli myślenia kategoriami, że jakaś wariatka przyniosła chorego gołębia, bo nie ma nic lepszego do roboty. Dziesiątki ich zdycha po krzakach i nikt się tym nie przejmuje, nawet nikt o tym nie wie, a ta z jednym popis odstawia zamiast go zostawić w spokoju i nie zawracać innym głowy swoimi wariactwami. W końcu to tylko gołąb. I dla świętego spokoju wezmą go od wariatki i walną nim albo z powrotem w jakieś krzaki albo wsadzą do gołębnika wychodząc z założenia, że albo się wyliże albo zdechnie. Jak zdechnie to zutylizują jak się wyliże to wypuszczą. A ludzie się cieszą, że mają gdzie zanosić ranne zwierzęta.
        • nglka Re: Azyle dla zwierząt 31.07.11, 02:19
          Roztkliwianie się nad każdym życiem prowadzi do szybkiego wypalenia. Kto nie potrafi się do tego dostosować - nie nadaje się do tego zawodu. Bycie empatycznym nie oznacza z automatu, że będzie to człowiek, który tą empatią emanuje. Znam tylko 2 wetów, obie to kobiety - które swoją empatią rozczulały mnie osobiście - obie były młodymi paniami wet. na początku swej drogi zawodowej a przy okazji bardzo dobrymi specjalistkami. Za 10 lat będą zupełnie inne, jestem tego pewna - mimo, że będą nadal tak samo albo i bardziej skuteczne w swoich działaniach. Nie da się inaczej.
          Przez mój dom przewinęło się przez 10 lat około 100 zwierząt. I po tych 10 latach całkowicie się wypaliłam. Nie chcę słyszeć o żadnym zwierzaku, przegrywać z żadną chorobą, walczyć miesiącami o życie wiedząc, że i tak przegram(y). Widzę zwierzę i kojarzę je z cierpieniem (jego cierpieniem - w przyszłości). W pewnym momencie działałam jak automat co nie znaczy, że zaniedbywałam zwierzęta. Odgradzałam się emocjonalnie. Do tego prowadzi przeżywanie każdego "przypadku".
          Podziwiam tych, którzy od początku umieją się odłączyć. Dlaczego uważasz, że taki człowiek nie może być dobry dla zwierzaków?
          • znana.jako.ggigus no wlasnie 31.07.11, 10:08
            osoby lubiace zwierzeta oczekuja empatii, kiedy oddaja specjaliscie cierpiace zwierze. a jak ktos idzie z bolem zeba do dentysty, to nie liczy na to, ze dentysta usiadzie obok i zaplacze, bo to taki straszny bol.
            poza tym cierpienie znieczula, po entym przypadku trzeba albo nabrac dystansu do calosci, albo odejsc (lub znalezc inna forme pomocy zwierzetom).
        • mumia_ramzesa Re: Azyle dla zwierząt 01.08.11, 18:02
          > Jak ma lekką przypadłość, która jest łatwa i tania do wyleczenia to pomogą. Jak nie,
          > to uśpią i nawet nie będą się zastanawiać, czy można było coś pokombinować i zrobić więcej.

          Akurat w sprawie tego ptaka nic wiecej nie mozna bylo zrobic, bo operacje robi sie w przypadku wyjatkowych czy rzadkich egzemplarzy. Wczesniej radzilam sie kolezanki studiujacej na weterynarii i tak mi powiedziala (ja nie wiedzialam co z tym ptakiem zrobic i poczatkowo poszlam z nim do lecznicy wet.).
    • alienangel Re: Azyle dla zwierząt 01.08.11, 17:47
      Dobrze, że poruszyłaś temat - ja jestem na tyle naiwna, że wydawało mi się, że skoro ktoś pracuje w takim miejscu, to się zna i dobrze się zajmie podopiecznym.:/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka