Dodaj do ulubionych

To nie ja cierpie na nieplodnosc

26.11.11, 00:31
Dziewczyny, co byscie zrobily w takiej sytuacji? 5 lat temu zakochalam sie z wzajemnoscia. Od poczatku chcielismy powaznego zwiazku, slubu itp. Poniewaz nie jestesmy juz najmlodsi szybko zamieszkalismy razem i zaczelismy starac sie o dziecko. Ale dziecko jakos sie nie pojawialo. Niestety rodzina meza, zwlaszcza jego matka i siostra, bardzo zle mnie przyjely. Rozpoczelo sie krytykowanie mnie, obrazanie, wyzwiska, one doradzaly mojemu M by ze mnie zrezygnowal itp. Na szczescie one nie zyja w naszym miescie. M powiedzial zebym sie nie przejmowala, nie odbierala telefonow (w miedzyczasie zainstalowal drugi numer telefonu, ktorego nie podal swojej matce i siostrze a ja moglam w ten sposob swobodnie odbierac telefony w domu). Potem byl slub, wspanialy, choc pojawil sie jeden zgrzyt, bo jego matka i siostra nie przyszly. Ale ja nadal probowalam sie nie przejmowac, bo byli nasi przyjaciele. Jak napisalam dosc szybko od poznania sie caly czas probowalismy miec dziecko ale sie nie udawalo. Lata mijaly a dziecka nie bylo.... One sie szybko domyslily, ze cos nam nie wychodzi, i wtedy sie zaczelo: zaczely sie usmieszki, obrazliwe zapytania, nazywanie mnie "niepelnowartosciowa kobieta", radzenie mojemu M by sobie znalazl inna itp. Czulam sie strasznie, bo one plotkowaly po calej rodzinie, wymyslaly jakies niestworzone rzeczy, ze np. mialam aborcje, bo sie prowadzilam niemoralnie i stad moja nieplodnosc. A to nieprawda. W miedzyczasie poszlismy do lekarza z moim M i wyszlo z badan, ze to on jest "winny", ze nie ma dziecka. O tej wizycie nie powiedzielismy jego rodzinie. Na szczescie pare dobrych plemnikow sie u mojego M znalazlo i w wyniku inseminacji jego nasieniem zaszlam w ciaze. Zaszlam w ciaze po pierwszej inseminacji a to podobno rzadko sie zdarza !!!!! Obecnie jestem w 6 miesiacu - ciaza przebiega wspaniale, bez komplikacji. O tej inseminacji tez nie powiedzielismy jego rodzinie. Mozecie sobie wyobrazic jak im szczeka opadla jak powiedzielismy im o ciazy. :-) Nagle stalam sie dla nich "pelnosprawna", siostra M wrecz zapytala sie "Jak to mozliwe ze ty zaszlas?" :-) Dla nich to tragedia, ze ten zwiazek sie rozwija, ze bedzie dziecko. I tu mam pytanie: caly czas jestem na nie zla, ze to mnie obciazaly ta nieplodnoscia, ze to ja - a nie moj M - mialam byc ta "winna" nieplodnosci. M ostatnio powiedzial, ze jak chce, to moge poinformowac jego rodzine o tym ze dziecko jest z inseminacji. On juz prawie nie utrzymuje z nimi kontaktu, jedynie podczas wiekszych uroczystosci rodzinnych widzi matke i siostre. Zrobilybyscie to? Z jednej strony chce zobaczyc jak im znowu opada szceka, ze ja, ta "zla kobieta", ktora nie zasluzyla sobie na ich syna/brata jestem ta zdrowa. One mnie przed cala rodzina tak obgadywaly. Ale z drugiej strony boje sie, ze to sie odbije na dziecku, bo one sa troche zacofane i koscielne. Co robic? Bo caly czas mam zlosc na nie, ze mnie przesladowaly za moja nieplodnosc, choc to maz jest nieplodny.
Obserwuj wątek
    • simply_z Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 00:45
      powiedzą ,że zmyślilas i ci nie uwierzą. stare dewoty ,skąd one są?
      podkarpacie czy ściana wschodnia?
    • berta-death Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 01:07
      A to przypadkiem nie jest rolą twojego męża, żeby dbać o dobre imię żony? Jak już to on powinien o tym poinformować rodzinę.
    • bibe08 Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 02:17
      Twój mąż nie jest niepłodny, a ma kłopoty z płodnością, a to jest różnica.
      • me-lissa Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 17:10
        bibe08 napisał:
        Twój mąż nie jest niepłodny, a ma kłopoty z płodnością, a to jest różnica.

        Ma kłopoty z płodnością które można leczyć czyli właśnie jest NIEPŁODNY a nie BEZPŁODNY czyli zupełnie niezdolny do rozmnażania (częsty błąd).
    • koham.mihnika.copyright zapomnij o nich, mysl o dziecku 26.11.11, 03:02
      ziec wraca do domu i widzi tesciowa ze szczotka,


      - mamusia sprzata, czy odlatuje?
    • rotkaeppchen1 Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 08:04
      Gratuluje, ze sie udalo!
      Ja bym w ogole nic nie mowila, to nie ich sprawa. Plotkowac beda zawsze i na kazdy temat, wystarczy, zeby znalazl sie pretekst. Dziecko sie przeziebi, tez bedzie twoja wina, bo jestes zla matka ;-) A jak sie urodzi corka, to bedzie, ze dlaczego nie syn, i ze to twoja "wina" itd. To sa prosci ludzie i nalezy ich traktowac prosto a nie wdawac sie w dyskusje. Pozdrowienia :-)
      • karine19 Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 17:02
        Dokładnie! Dzieci przede wszystkim rodzą się z miłości, szczególnie kiedy trzeba poddać się badaniom płodności i inseminacji...nie musicie spowiadać się im z waszego życia, szczególnie jeśli i tak w to NIE UWIERZĄ!
    • triss_merigold6 Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 17:20
      A czy to przypadkiem nie Twój mąż powinien ustawić mamusię i siostrzyczkę do pionu zamiast stosować kretyńskie uniki w postaci zmiany numeru telefonu?
      Ja bym nie wytrzymała i już dawno poinformowała głośno.
    • enith Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 17:42
      Ja, jakbym była złośliwą małpą, na pytanie szwagierki "Jak to możliwe, że zaszłaś??", odpowiedziałabym, że puściłam się z mleczarzem/listonoszem/dentystą/sąsiadem (wybrać dowolne), bo JEJ BRAT STRZELA ŚLEPAKAMI. A jeśli szwagierka nie ma jeszcze dziecka, to zasugerowałabym, żeby sprawdziła swoją płodność, bo takie przypadłości lubią się plątać rodzinnie ;)
      No, ale małpą złośliwą nie jestem, więc zwyczajnie bym odpuściła. To naprawdę nie teściów sprawa, jak zaszłaś w ciążę.
      • aqua48 Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 18:22
        enith napisała:

        > Ja, jakbym była złośliwą małpą, na pytanie szwagierki "Jak to możliwe, że zaszł
        > aś??", odpowiedziałabym, że puściłam się z mleczarzem/listonoszem/dentystą/sąsi
        > adem (wybrać dowolne), bo JEJ BRAT STRZELA ŚLEPAKAMI.

        Ja bym grzeczniej odpowiedziała, że musiały się obie z mamusią mocno modlić o to dzieciątko.
        A poważnie uważam, że w ogóle takie pytania są mocno nietaktowne i nie należy wdawać się w opowiadanie intymnych szczegółów. W tym wypadku nigdy nie wiadomo w jakiej postaci takie zwierzenia wrócą kiedyś do dziecka.
        Poza tym pomysł z instalowaniem osobnego telefonu w domu zamiast poproszenia własnej rodziny o odpowiednie zachowanie w stosunku do żony to jakieś kuriozum.

      • e-droczek Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 20:22
        Na dobrą sprawę byś pojechała po swoim mężu, gdybyś tak powiedziała.... Nie chciałbym być z Tobą.
        • enith Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 26.11.11, 22:06
          Nikt ci nie każe.
          A jej mąż to dupa wołowa, skoro pozwala matce i siostrze jeździć po żonie, jak po łysej kobyle, zamiast ustawić te dwie złośliwe krowy do pionu. Jakbym była tym mężem, tobym te dwie jadaczki zamknęła przyznając, że to po mojej stronie leży problem z płodnością, a nie uciekała przed złośliwościami tych jędz, kupując drugi telefon.
          A ty, jak gnoją twoją żonę, też udajesz, że nie słyszysz?
          • e-droczek Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 27.11.11, 01:58
            Wiem, że nikt nie każe mi.
            Może i powinien zareagować w ostrzejszy i bardziej zdecydowany sposób, ale to nie znaczy, że masz od razu go oczerniać przed jego matką i siostrą, które źle mówią o Tobie. Ponadto kto wie jakim jest człowiekiem, może woli nie kłócić się bezsensownie z matką i siostrą i woli sprytnie obejść je instalując drugi telefon? O tym nie pomyślałaś prawda?
            • enith Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 27.11.11, 02:58
              Ale dlaczego oczerniać? Po czyjej stronie leży problem z płodnoscią, jej czy jego? Dlaczego więc zwyczajnie nie powiedział matce i siostrze, które ośmieszały, krytykowały, docinały, nazywały niepełnowartościową kobietą jego żonę, że to on ma problem i nie uciął ich chamskiego zachowania? Facet ewidentnie ucieka przed konfrontacją, mając w de jak czuje się jego żona, gdy teściowa i szwagierka do spółki sączą facetowi do ucha, że lepiej było, gdyby się z nią nie ożenił. Poza tym nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, że mój oryginalny post był pisany z dozą humoru. Autorce wątku doradziłam na końcu nie zwierzać się powinowatym z tego, jak zaszła w ciążę. Jeśli już, powinien tę sprawę ze swoją rodziną załatwić mąż i uciąć gierki matki i siostry. No, ale na to się nie zanosi. Lepiej kupić drugi telefon i udawać, że nie ma sprawy.
    • kora3 nie odstawiaj dziecinady 27.11.11, 12:22
      wiem, czujesz złośc i chciałabyś im wykrzyczeć prawdę, ale naprawde nie ma sensu.

      To b. osobista sprawa, także ze strony Twego męża, nieprawdaż? Skąd wiesz, że chciałby, żeny jego mamusia i siostrzyczka z piekła rodem wiedziały o jego problemie, sposobie w jaki udało sie począc itd.?

      Z tego co piszesz czestych kontaktów nie macie i b. dobrze. Ciesz się upragnioną ciąża, szykuj do porodu, a nie zajmuj dwiema zwariowanymi babami.
      Powodzenia :)
    • sid-sid Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 27.11.11, 13:00
      Po pierwsze - mąż dupa, że nie zareagował i to od razu i nie sprostował później. I to dobitnie.
      Po drugie - gdyby ktoś się tak do mnie odniósł i wpie... w moje życie, to zareagowałabym bardzo zdecydowanie, aż dupowaty mężuś musiałby mnie przytrzymywać.:/
    • disa Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 27.11.11, 13:26
      ignoruj bo z głupim nie wygrasz
      • zosia9 Re: To nie ja cierpie na nieplodnosc 28.11.11, 19:14
        Po pierwsze na niepłodność cierpi para. Nie jest to "wina" ale choroba.
        A tak swoją drogą to po cholerę utrzymywać z nimi kontakty? To ty kształtujesz swoje życie i ty decydujesz. Ty także za błędy zapłacisz.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka