zeberdee28 Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 18:59 W dzisiejszych pracach otrzymanie 'z ulicy' pracy zbliżonej do profilu studiów nie jest zbytnio możliwe dla świeżego absolwenta. Nawet analizy pokazują że obecne pokolenie absolwentów już nie ma szans na jakikolwiek sukces zawodowy, bo będziemy mieli pełzający kryzys który może za 10 lat się skończy, a wtedy już będzie za późno na debiut w zawodzie związanym z wykształceniem. Ja na jej miejscu bym brał jakąś niewymagającą pracę biurową(bo kasa w Tesco to jednak coś czego lepiej do CV nie wpisywać) i liczył na jakiegoś fuksa że 'a nuż ktoś tam coś załatwi'. Takie trafy się całkiem często zdarzają. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 19:04 Problem w tym, że do takiej "niewymagającej pracy biurowej" są tłumy chętnych, także absolwentów, którzy chcą się zaczepić gdziekolwiek. Odpowiedz Link Zgłoś
akle2 Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 20:05 Jest coś takiego, jak "niewymagająca praca biurowa"? Odpowiedz Link Zgłoś
sundry Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 20:24 Jest. W mojej pracy wykonuje ją sekretarka. Odpowiedz Link Zgłoś
akle2 Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 20:32 Hmm, to u nas każdy sekretarzy sobie sam, łącznie z przepisywaniem pisemek, umawianiem własnych spotkań, kserowaniem makulatury i myciem szklanek, ale może dlatego że to nie korporacja, gdzie są "działy", "departamenty", "piony" itp. Praca niewymagająca jest marginesem tej wymagajacej. Szkoda byłoby kasy na osobnego pracownika do "niewymagajacej pracy". :) Odpowiedz Link Zgłoś
zeberdee28 Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 21:39 To był skrót myślowy - chodziło mi o niewymagającą wykształcenia/wysokich kwalifikacji pracę biurową. Odpowiedz Link Zgłoś
akle2 Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 19:55 Oczywiście, że się zdarzają, wiem coś o tym, ale mimo wszystko trzeba coś sobą reprezentować. Nie tylko studia kierunkowe (wiedza merytoryczna), ale też cechy osobowościowe, staranność, dokładność, dociekliwość, dobra organizacja pracy własnej, umiejętność uczenia się, inteligencja, upór w działaniu charakteryzujący się tym, że się kończy to co sie zaczęło. Wg mnie, te cechy łącznie posiada tylko kilka procent ludzi. Naprawdę ciężko jest znaleźć właściwego człowieka na właściwe miejsce i nie chodzi mi o jakiegoś cyborga, co by pracował 24 h za najniższą krajową, ale o w miarę ogarniętego osobnika, który słucha co sie do niego mówi, wyciąga wnioski, inicjuje własne działania wynikajace z posiadanej wiedzy i doświadczenia. Pamiętam, jak myśmy szukali człowieka na stanowisko w branży technicznej; normalnie rzyg.ać się chciało na efekty ich "pracy" po paru miesiącach od przyjęcia. Odpowiedz Link Zgłoś
j-k 1,5 miliona studentow 09.02.12, 19:05 w 38-mio milionowym narodzie to paranoja. nikomu tego nie potrzeba. sami chcieli, co maja. PS. z tego zyje. nauczyciel akademicki. Odpowiedz Link Zgłoś
lejdi.oprych Re: 1,5 miliona studentow 09.02.12, 19:29 2 mln studentów plus 2 mln absolwentów robia swoje.... Odpowiedz Link Zgłoś
soulshunter Re: 1,5 miliona studentow 09.02.12, 20:35 a qrwa mowilem - do zawodówki iść! Odpowiedz Link Zgłoś
j-k Re: 1,5 miliona studentow 10.02.12, 10:04 soulshunter napisał: a qrwa mowilem - do zawodówki iść! i owszem. zwyklych elektrykow i mechanikow juz brakuje no moze jeszcze inzynierow paru specjalnosci, ale nie absolwentow "slawnych" wydzialow administracji i zarzadzania. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: nie pojde do pracy bo... 09.02.12, 19:38 Ja się nie dziwię. W sumie. W markecie dostanie umowę -zlecenie, tyrkę od rana do nocy, nie zarobi 1500 zł ( chyba oszlałaś kobieto, to będzie początkowo najnizsza krajowa !) i jeszcze na kasie klienci będą jej pierdzilić, że mogła się uczyć, to by nie pracowała na kasie... Hipermarket to jest koszmarne miejsce, jak cżłowiek tam nie pracował, to nie wie, jak to wygląda... Odpowiedz Link Zgłoś
paulina7171 Re: Hm... 09.02.12, 19:54 Tyle że na razie ma małe szanse na cokolwiek innego. Lepiej było pójść do pracy niezgodnej z wykształceniem byle mieć co wpisać w CV i jednocześnie rozglądac się za "pracą marzeń". Bo ciekawa jestem, co dziewczyna odpowiada ewentualnemu pracodawcy na pytanie, co robiła w ciągu tych trzech lat od skończenia studiów. Bo taka dziura w CV rzuca się w oczy, aż miło. I jeszcze jedno: skoro ta dziewczyna od trzech lat siedzi w domu, to wpadła już w chroniczne bezrobocie, bo tak naprawdę nie wie, jak to jest "być w pracy". Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Takich ludzi jest więcej 09.02.12, 20:08 Wyczytałam gdzieś, że pod koniec ub.r. ok. 30% bezrobotnych stanowili długotrwale bezrobotni, czyli szukający pracy ponad rok. Wsród młodych i tak nie jest źle, przeciętnie szukają pracy i tak krócej niż ludzie w wieku 40 lat i więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Hm... 09.02.12, 20:11 Lepiej było pójść do pracy > niezgodnej z wykształceniem byle mieć co wpisać w CV No nie wiem, czy praca w Tesco wpisana w CV pomoże jej np. w zdobyciu posady nauczycielki...Wręcz przeciwnie...Nie mówiąc ju zo tym, że skutecznie utrudni jej dyspozycyjnosc w rozmach kwalifikacyjnych, a nawet odbieranie telefonów, ale to akurat drobiazg. Zreszta od razu mi się przypomina jak lata temu znajomy pracowął na stacji beznynowej i końcyzł studia - szef ustawiał mu specjalnie wszystkie dyżury na czas zjazdów, żeby tych studiów nie skończył. W zyciu nie uwierzyłabym, że takie sk,órw,ysy,ństwo jest mozliwe, gdybym nie była świadkiem... > I jeszcze jedno: skoro ta dziewczyna od trzech lat siedzi w domu, to wpadła już > w chroniczne bezrobocie, Nie wiem, co to jest to chrorniczne bezrobocie, ale gwarantuję Ci, siedząc w domu, można pracować nie gorzej, a czesto nawet lepiej niż wychodząc na 10 godzin do marketu. Poza tym, nie znam sytuacji, ale wydaje mi się, że matki, które zostają w dziećmi w domu nie wpadają w coroniczne bezrobocie, cokolwiek to jest. Czlowiek szybko się przyzwyczaja. Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: Hm... 09.02.12, 20:20 > No nie wiem, czy praca w Tesco wpisana w CV pomoże jej np. w zdobyciu posady na > uczycielki...Wręcz przeciwnie...Nie mówiąc ju zo tym, że skutecznie utrudni jej > dyspozycyjnosc w rozmach kwalifikacyjnych, a nawet odbieranie telefonów, ale > to akurat drobiazg. Z pewnością mniej jej zaszkodzi niż 3 - letnie bezrobocie połączone z brakiem jakiegokolwiek doświadczenia. > Nie wiem, co to jest to chrorniczne bezrobocie, ale gwarantuję Ci, siedząc w do > mu, można pracować nie gorzej, a czesto nawet lepiej niż wychodząc na 10 godzin > do marketu. Poza tym, nie znam sytuacji, ale wydaje mi się, że matki, które zo > stają w dziećmi w domu nie wpadają w coroniczne bezrobocie, cokolwiek to jest. > Czlowiek szybko się przyzwyczaja. Osoba, która nigdy nie pracowała nie ma nawyku wstawania rano do pracy, jest rozleniwiona (czy też jak kto woli bardziej rozleniwiona niż gdyby pracowała przez te 3 lata), brak jej doświadczenia w relacjach służbowych i znacznie trudniej w środowisku pracy jest się jej odnaleźć. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Hm... 09.02.12, 20:29 > Osoba, która nigdy nie pracowała nie ma nawyku wstawania rano do pracy, O ile sobie przypominam NIGDZIE tam nie ma słowa na temat tego, że ta osoba nigdy nie pracowała to raz, a dwa wydaje mi się, ze trudno doprawdy nie mieć tego nawyku, skoro od 7 roku życia chodzi się do szkoły na ósmą rano... Poza tym, z całym szacunkiem, ale rozleniwiona, to moze być osoba, która potrzebuje bata nad sobą i rzeczywiście, dla takiej, koszary zwane marketem są świetnym pomysłem. Zwłaszcza, że niewątpliwie twój szef będzie od ciebie głupszy. Polecam, spędziłam tam 2 tygodnie kiedyś i na końcu pokzałam wszystkim wielkie fuck - nie dziwi mnie to, ze głównie trzymają się tych miejsc rekami i nogami panie dorabiające do emerytury, one nie mają wyjścia, niestety... Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: Hm... 09.02.12, 20:36 > O ile sobie przypominam NIGDZIE tam nie ma słowa na temat tego, że ta osoba nig > dy nie pracowała to raz, Z tekstu, który został napisany wszystko wskazuje na to, że nie pracowała. > a dwa wydaje mi się, ze trudno doprawdy nie mieć tego > nawyku, skoro od 7 roku życia chodzi się do szkoły na ósmą rano... Zapomniałaś o 3 latach przerwy. > Poza tym, z całym szacunkiem, ale rozleniwiona, to moze być osoba, która potrze > buje bata nad sobą i rzeczywiście, Tak, osoba, która 3 lata siedzi w domu na tyłku z pewnością jest tytanem pracy. > Zwłaszcza, że niewątpliwie twój szef będzie od ciebie głupszy. P > olecam, spędziłam tam 2 tygodnie kiedyś i na końcu pokzałam wszystkim wielkie f > uck - nie dziwi mnie to, ze głównie trzymają się tych miejsc rekami i nogami p > anie dorabiające do emerytury, one nie mają wyjścia, niestety... Nigdzie nie pisałem, że jest to praca marzeń. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Hm... 09.02.12, 20:45 > Zapomniałaś o 3 latach przerwy No i? Ja miał 4 lata przerwy, a jakoś nie stanowiło to dla mnie problemu. Przepraszam, ale ten argument jest dla mnie po prostu smieszny... Nastawia się budzik i sie wstaje, tego się nie zapomina, tak jak jazdy na rowerze. > Nigdzie nie pisałem, że jest to praca marzeń. To jest praca dla ludzi w desperacji, do tego pracodawcy doskonale o tym wiedza, więc wykorzystują swoją pozycję nad takimi ludźmi. A ja uważam, że jeśli ktoś nie jest zdesperowany, to nie powinien się pchać w to bagno. Zwłaszcza z wyższym wykształceniem. Mdli mnie jak widzę te 50 kg dziewczynki ciągnące wózki wyładowane po samą górę pudlami z konserwami - a widze to non stop. Między praca marzeń, a obozem pracy jest sporo mozliwości Poza tym, nie wiem, nie znam tej dziewczyny, wiec nie będe się wypowiadać. NIKOMU natomiast, nawet najgorszemu wrogowi nie zyczyłabym marketu jako tzw. wkładu do CV. Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: Hm... 09.02.12, 21:44 > No i? Ja miał 4 lata przerwy, a jakoś nie stanowiło to dla mnie problemu. Prze > praszam, ale ten argument jest dla mnie po prostu smieszny... Nastawia się budz > ik i sie wstaje, tego się nie zapomina, tak jak jazdy na rowerze. To, że Ty nie zapomniałaś, to nie znaczy, że inni nie zapominają. Nie słyszałaś nigdy pojękiwań ludzi w pracy po powrocie z 2-tygodniowego urlopu? W tym przypadku jest podobnie, tylko efekt wielokrotnie mocniejszy. > To jest praca dla ludzi w desperacji, Jeżeli osoba, która nigdy nie pracowała i jest jednocześnie 3 lata po ukończeniu studiów nie jest zdesperowana, to jaka jest? Tylko taka, która nie ma co do garnka włożyć? Jak to świadczy o takiej osobie? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: Hm... 10.02.12, 00:15 Zgadzam się. Po długim siedzeniu w domu przejście do pracy może być bolesne. Trzeba przywyknąć do pewnej rutyny, skupienia i zaangażowania w swoje obowiązki min. 8 godz. dziennie. Także do ciągłego stresu, radzenia sobie z krytyką innych pracowników tudzież szefów. No chyba, że trafi się do firmy, gdzie nie ma stresów i ludzie są mili, ale to raczej rzadkość :) Po kilku latach sielanki w domu może być trudno. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Hm... 10.02.12, 12:45 Tak samo ma większość świeżych absolwentów. Na palcach jednej ręki można policzyć kierunki studiów, na których jest taki kierat, że student przez kilka lat nie wie jak się nazywa i nie ma czasu palcem do tyłka trafić. Cała reszta doświadcza 5-letniej bumelki. Chce mu się rano wstać to idzie na wykłady, nie chce mu się to nie wstaje, przecież nikt nie sprawdza obecności a nawet jak sprawdza to go kumpel na listę wpisze. Na ćwiczeniach jest podobnie, 2 można opuścić bez konsekwencji a jak się zdarzy jeszcze jedno, to się pokombinuje i jakoś idzie dalej. Co do nauki, to czy się stoi czy się leży, to trójczyna do indeksu się należy. A jak się trafi pała, to przecież można poprawić, można wziąć dziekankę, urlop zdrowotny, albo się rzucić krzyżem przed dziekanem jak inne metody zawiodą. Do tego na samych zajęciach też wystarczy być ciałem a duch może sobie robić co chce, nawet kaca odsypiać. I tak na dobrą sprawę jest na wszystkich etapach edukacji. W podstawówkach, gimnazjach i liceach też jest duże przyzwolenie na bimbanie. A potem mamy takiego 25-letniego konia, od którego przez ćwierć wieku nikt nigdy niczego nie wymagał. Który przez ćwierć wieku udawał, że pracuje i przez ćwierć wieku robił światu jedynie zaszczyt swoją obecnością. Nie bez powodu na całym świecie pierwszeństwo w zatrudnieniu mają prymusi i absolwenci tzw dobrych uczelni, którzy jeszcze mają jakieś osiągnięcia w sporcie, działalności charytatywnej, jakiejkolwiek innej. Nie dlatego się ich preferuje, że mądrzy i zdolni a ich uczelnie to mają jakiś paranormalnie wysoki poziom i skuteczność nauczania, bo pod tym względem nie różnią sie od innych. Ich się preferuje, bo ich osiągnięcia świadczą o tym, że są wydolni, zorganizowani, ambitni i przede wszystkim pracowici. I pracodawca ma gwarancje, że nie zatrudnia osoby nawykłej do pierdzenia w stołek. Odpowiedz Link Zgłoś
10iwonka10 Re: Hm... 10.02.12, 10:00 >No i? Ja miał 4 lata przerwy, a jakoś nie stanowiło to dla mnie problemu. Prze > praszam, ale ten argument jest dla mnie po prostu smieszny... Nastawia się budz > ik i sie wstaje, tego się nie zapomina, tak jak jazdy na rowerze. >> Nie zgadzam sie z toba siedzac a w domu przez 3 lata i nic nie robiac czlowiek gnusnieje, traci duzo wiary w siebie, ... Poczytaj troche o ludziach ktorzy stracili prace i nie moga znalezc nowej . Ludzie sie zalamuja, popadaja w depresje ,dolki psychiczne. Oczywisie nie mam na mysli permanentnych leni ktorzy pracowac nie chca i tak szukaja....a znalezc nie chca. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Hm... 10.02.12, 12:29 Nie mówimy o osobach chorych, tylko zdrowych. Problemem jest znalezienie pierwszej pracy i wyrobienie sobie jakiś kontaktów zawodowych. Jak już człowiek ma co wpisać do cv, dał się poznać co jest wart i ma do kogo zadzwonić z prośbą o zatrudnienie go w jego bądź jego znajomych firmie, to mało prawdopodobne, żeby mu bezrobocie groziło. Nawet jak straci pracę, to lada moment znajdzie nową. Chyba, że na skutek jakiś problemów psychicznych i defektów osobowości nikt nie chce się z nim zadawać i każdy tylko patrzy, żeby się go pozbyć. Wtedy to faktycznie mimo doświadczenia zawodowego, może się znaleźć w sytuacji absolwenta. A nawet gorszej, bo już o nim chodzą plotki, że lepiej się od niego trzymać z daleka. Wtedy to nic dziwnego, że popada w jeszcze większe depresje i robi się błędne koło. Długotrwałe bezrobocie dotyczy wyłącznie osób, które wyleciały z obiegu, bądź jeszcze do niego nie wskoczyły. Np absolwentów, którzy postanowili nie kontynuować rodzinnych tradycji i weszli w sektor, gdzie nikt z rodziny nie ma swoich macek. Albo rozwódek, które przez kilkanaście lat były paniami domu a teraz mąż je kopnął i sobie poszedł wraz z pieniędzmi i kontaktami zawodowymi. Osób długotrwale chorujących, które ozdrowiały i skończyła im się renta i które międzyczasie kompletnie wyleciały z życia zawodowego i towarzyskiego. Wracających z emigracji zarobkowej do kraju, gdzie nie znają nikogo bo wszystkie kontakty się pourywały dawno temu. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Hm... 10.02.12, 13:55 >Nie zgadzam sie z toba siedzac a w domu przez 3 lata i nic nie robiac czlowiek > gnusnieje, Jeżeli wg Was jedynym, co napędza człowieka do robienia czegokolwiek jest praca zawodowa, to wspólczuję...Jakim cudem mozna siedzieć w domu 3 lata NIC NIE ROBIĄC? Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Przez ten czas można nauczyć się calkiem nieżle języka obcego, mieć mnóstwo fuch zleconych - jedno-czy kilkurazowych, nie mówiąc jużo tym, że cżłowiek jest w stanie rpzeczytać chyba całą bibliotekę w konkretnej dziedzinie, a nawet wydać własną ksiazkę. Tylko, ze ja własnie TAK postzregam to "nicnierobienie", a nie - jako wstawanie o 13 i gapienie się w telewizor. No sorry, jak ktos tak zyje to praca też niewiele zmieni - będzie się gapił w telewizor po powrocie z marketu... Odpowiedz Link Zgłoś
yoko0202 Re: Hm... 10.02.12, 14:03 hermina5 napisała: > >Nie zgadzam sie z toba siedzac a w domu przez 3 lata i nic nie robiac czlo > wiek > > gnusnieje, > > Jeżeli wg Was jedynym, co napędza człowieka do robienia czegokolwiek jest praca > zawodowa, to wspólczuję...Jakim cudem mozna siedzieć w domu 3 lata NIC NIE RO > BIĄC? Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Przez ten czas można nauczyć się cal > kiem nieżle języka obcego, mieć mnóstwo fuch zleconych - jedno-czy kilkurazowy > ch, nie mówiąc jużo tym, że cżłowiek jest w stanie rpzeczytać chyba całą bibl > iotekę w konkretnej dziedzinie, a nawet wydać własną ksiazkę. Tylko, ze ja wła > snie TAK postzregam to "nicnierobienie", a nie - jako wstawanie o 13 i gapienie > się w telewizor. No sorry, jak ktos tak zyje to praca też niewiele zmieni - bę > dzie się gapił w telewizor po powrocie z marketu... ale u nas zauważ etat jest świętością, każdemu się należy, ma być w miarę krótko, 8 godzin max i blisko domu, nieskomplikowanie acz ambitnie, na czas nieokreślony oczywiście, płatny urlop, zwolnienia, trzynastki itp. cała reszta jest beeeee i dlatego 1/5 społeczeństwa siedzi w domu i narzeka, że nie ma roboty. prawda jest taka, że jak nie ma co do gara włożyć, to się idzie do marketu albo kible myć - no ale jak mamusia i tatuś dadzą jeść i dychę na browar w piątek, to się siedzi w domu i narzeka. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Hm... 09.02.12, 20:28 Chroniczne bezrobocie najczęściej połączone jest z dziedzicznym bezrobociem. Skoro wszyscy w bliższej i dalszej rodzinie, to bezrobotni, renciści, emeryci, niepracujące zawodowo panie domu, bądź jacyś drobni handlarze albo pracujący na czarno, najczęściej zagranicą, którzy od wielu lat żyją tylko z tego co kiedyś zarobili bądź pozałatwiali sobie jakieś wcześniejsze renty i emerytury, to nic dziwnego, że takiemu młodemu człowiekowi nie ma kto pomóc w starcie w życie zawodowe. Bo jak się nie pracuje, to i się nie ma kontaktów z ludźmi, którzy mogliby młodziana gdzieś zatrudnić. I wtedy faktycznie można i 3lata słać cv i chodzić od firmy do firmy żebrząc o pracę. A potem jak się mamona kończy, to chowa się dyplom do szuflady i jedzie na zmywak, rozkręca jakiś interes jak się ma ku temu predyspozycje, albo idzie do śmieciowej roboty za śmieciowe pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
czadroman Re: Hm... 09.02.12, 20:38 zrobiłem po 30stce licencjat wieczorowo informatyka, pierwsza praca w zawodzie 2300 netto (2006r.), szukałem 2 tygodnie, średnio intensywnie, żadnych stażów w czasie studiów, niech studiują po czym jest robota i niech studiują dobrze Odpowiedz Link Zgłoś
pattaya_x Re: Hm... 09.02.12, 21:48 a ja zauwazylam na doswiadczeniu moich starszych znajomych, ze jak zaczeli w jakims zawodzie pracowac (mowie tu o typowym kowalskim) to przez 10, 15 lat w zasadzie sie niczego nie podorabiali beda pracowac tak chyba juz do konca zycia w sensie z miesiaca na miesiac. Oczywiscie na emeryture sie odklada, ale jak tak dalej bedzie to nikt sie tej emerytury nie doczeka. druga sprawa znam ludzi, ktorym nie oplacalo sie isc do pierwszej lepszej pracy aby jeszcze do interesu dokladac (mowie tu o ludziach, ktorzy jakis fach w reku mieli) wiec bardziej opacalo im sie pracowac na poczatku na wlasny rachunek jako wolni srzelcy, wykonujac zlecenia przez co w pozniejszym czasie podlapali kontakt do kogos kto ich zatrudnl do lepszej pracy, albo pootwierali swoje interesy. Na poczatku ich kariera tez slabo wygladala. Znalm tez takich, ktorz niby nie pracuja wiele osob sie im dziwi co oni robia, ze siedza tylko w domu przed komputerem i w dodatku pieniadze jeszzcze maja i to duze pieniadze. Odpowiadam zajmuja sie na przerzucie towaru, czasami nawet nie biorac go do rak sa posrednkami kupuja/zamawiaja wieksze ilosci w krajach gdzie taki towar jest tani, a u nas sa lepsze ceny wiec spychaja go na naszym rynku. Wiem wiem, ze niektorzy powiedza brednie pisze, ale znam ten temat i ludzi, i wiem jaka gotowka obracaja(zarabiaja) wiec pytanie czy oplaca sie isc do mediamarktu robic za sprzedawce pralek, jak mozna samemu byc sprzedawca i sprzedawac podobny towar zarabiajac nie 1500 zl ale 15000 zl. Nie wszyscy maja szanse pracowac w wymarzonym zawodzie i wymarzonej pracy bo ludzi jest duzo, a miejsc pracy malo ale wazne jest aby sie nie poddawac. 30 letniego doktora tez nikt nie zatrudni bo nie bedzie mial doswiadczena, wychodzi z tego tematu. Chyba, ze jakas uczelnia ale jak zamykaja teraz szkoly to pewnie za jakis czas zaczna zamykac uczelnie i bedzie podobnie jak z nauczycielami teraz. sorry za literowki ale mi sie nie chce sprawdzac Odpowiedz Link Zgłoś
sid.sid Re: nie pojde do pracy bo... 10.02.12, 16:51 O, kolejny wątek z serii obrabiam d... koleżance.;) Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 wiesz Sic, ja to inaczej troszkę widze 10.02.12, 17:33 To mi raczje wygląda na omawianie zjawiska na przykładzie, moze i frapujacym czy denerwującym autorkę. Ale moim zdaniem do odbrabiania "de" tu daleko - brak szczegółów mogących pozwalać na identyfikację ww. kolezanki, takich osób jest wiele. ZPoza tym na tej zasadzie nie moznaby się powołać na zaden znany z reala przykład sytuacji, zjawiska, bo zaraz byłoby to "obrabianie de" komuś Odpowiedz Link Zgłoś
sid.sid Re: wiesz Sic, ja to inaczej troszkę widze 10.02.12, 18:22 Ok, może bardziej adekwatne byłoby wtrynianie się i po prostu plotkarstwo. Ja rozumiem omawianie zjawisk, które nas dotyczą, dotykają, itp. ale irytacja, bo ona nie idzie do pracy/nie ma dzieci/ma krótką kieckę, to jak starsze panie siedzące przed blokiem i komentujące wszystko co widzą oraz czego nie widzą. Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 Re: wiesz Sic, ja to inaczej troszkę widze 10.02.12, 18:47 no mozna tak do tego podejsc. Tylko, czy tak samo zareagowałayś, gdyby watkodawczyni napisała o zajawisku - ludziach jak znajom ajej niue podając, ze ma taką znajomą? Pzrecxiez to zjawiosko - sporo ludzi ma w otoczeniu takie osoby. Druga sprawa to to, ze być moze reakcję wątkodawczyni i zwrócenie uwagi na to zjawisko wywołała sama znajoma, np. wygłaszająca non stop tresci pt. ja do byle jakiej pracy nie pójde, jak wy (ty). Ja jestem bezdzietna z wyboru, a o nóz w kieszeni przyprawia mnie znajoma, która kazdą ciezarną komentuje tekstem "mnoża sie za mioje pieniądze nieroby" . Szczesliwie nto dalsza znajoma, w sumie kolezanka kolezanki, nawiasewm ,mówiąc, dzietna. Tak samo skłania mnie do rozwazań zjawiska osoba b. dzietna, która komentuje ludzi mających troje dzieci "wygodniccy egoisci, ich stac minimum na 7" . Takie debilne wtracanie się budzi reakcje, tylko, ze nie wszystko jest opisane na forum i czasem trafia nań tylko reakcja Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: nie pojde do pracy bo... 10.02.12, 17:35 Ku radości forumowiczek :) Odpowiedz Link Zgłoś
ciastko_z_kota Re: nie pojde do pracy bo... 10.02.12, 19:08 Śmierdzi mi tu leniuszkiem ;) Uważam, ze koleżanka mogłaby na razie schować dumę do kieszeni i wybrać na razie mniej ambitną pracę, która dla późniejszego pracodawcy byłaby sygnałem, że nie ma do czynienia z leserem. Mogłaby się zatrudnić choćby na recepcji. Pozwoliło by jej to oswajać się z codzienną pracą, stosunkami jakie panują między ludźmi na różnych szczeblach, nabrać doświadczenia w kontaktach z niekoniecznie przychylnymi klientami, itd. Dziwi mnie to, że po 3 latach dziewczyna jest nadal taka uparta jeżeli chodzi o wybór zawodu. Ja miałam poczucie własnej wartości blisko podłogi kiedy szukałam pracy 2 miesiące. Musi mieć godne pozazdroszczenia wysokie mniemanie o swoich kwalifikacjach ;) Jeżeli chodzi o pracę w supermarkecie - przyznam, że musiałabym mieć totalnie nóż na gardle żeby się na nią zdecydować i nie miałabym pretensji do nikogo, że woli utrzymywać status dużego dziecka mając tylko taką alternatywę. Oczywiście w wypadku kiedy rodzice nie wypruwają sobie żył i utrzymanie dziecka nie stanowi najmniejszego problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
lejdi.oprych Re: nie pojde do pracy bo... 11.02.12, 20:44 niesttety w dzisiejszych czasach nawet na recepcje trzeba mieć wtyki albo trzeba mieć choc stautus studenta- sama tego doświadczyłam kiedy rzuciłam 1 studia-niestudentów nigdize nie chca bo trzeba za niego składki odprowadzać a studentowi mozna mniej zapłacić czyli max 1000 zeta- to jest koszmarna prawda Odpowiedz Link Zgłoś
siostra.bronte Re: nie pojde do pracy bo... 12.02.12, 12:56 Pracodawcy chętnie zatrudniają studentów (nawet na pełen etat), osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności, bo im się to opłaca. Chory system. Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: nie pojde do pracy bo... 12.02.12, 13:34 dodajmy studentów do 26 r, życia ,bo pozniej trzeba płacić za nich cały Zus. Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 jejku nie przesadzaj 12.02.12, 14:58 z tymi wtykami. Prawda jest taka, że u nas w firmie nowi pracownicy to w 90 proc. ludzie, którzy przyszli tam na staż z PUP, albo pracowali czas jakiś na umowie - zlecenie. Faktycznie, taka branza, ze nie dostaje sie raczej etatu na "dzień dobry", a już szczególnie gdy to pierwsa praca i nie ma się dowsiadczenia. Ale własnie 90 proc. tych nowych obecnie na etatach, to ludzie, którzy podobali sie na stażu (samodzielnosc, kreatywnosc, włąsne pomysły na realizacje w tym zawodzie), albo zwyczajnie przyszli "z ulicy" i powiedzieli: chce spróbować. I sporo takich próbujących się nie spodobało, bo próby były nie ten, ale kilkoro się spodobało, sensowne osoby i dziś etaty mają. BNez zadnych znajomosci itd. Moze dlatego, ze w tym zawodzie znajomosci przydadza sie o tyle, ze ktoś moze kogoś polecić (dosc waska branza ludzi), ale jesli ten ktoś sie nie sprawdzi, to nikt go trzymać nie bedzie, bo i po co? Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 15:46 ok ale mowimy o innych branżach ,powiedzialabym bardziej poważnych typu np. architektura ,inzynieria ,prawo ,itd. i tutaj niestety trzeba miec plecki .Do tego dochodzi jeszcze miejsce zamieszkania ,wiadomo ,że w Wawie rynek jest większy. Oczywiscie zawsze mozna zmienic miejsce ,a jeśli komus jest dobrze ,tam gdzie mieszka? Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:06 > typu np. arc > hitektura ,inzynieria ,prawo ,itd. Nie będę się wypowiadał na temat architektury, ponieważ nie jest to środowisko mi znane, ale inżynieria :O? Jeżeli chodzi o zawody prawnicze, to podobno w ostatnich latach dostępność do zawodu znacznie się zwiększyła i znajomości już kluczowe nie są. > Oczywiscie zawsze mozna zmienic miejsce ,a jeśli komus jest dobrze ,tam gdzie > mieszka? To niech nie narzeka. To jest jej wybór, że woli mieszkać w miejscowości X i gorzej zarabiać niż przenieść się do miejscowości Y i zarabiać więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:33 Nie będę się wypowiadał na temat architektury, ponieważ nie jest to środowisko > mi znane, ale inżynieria :O? geodezja ,środowiska , Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:47 Jeżeli chodzi o geodezję, to jedna znajoma znalazła pracę w trakcie studiów (RACZEJ bez znajomości), jeżeli chodzi o IŚ, to jakiś czas temu druga była w trakcie poszukiwań (czy znalazła już: nie wiem). Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 17:07 dwie jaskolki wiosny nie czynią. tyle w tym temacie Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 Simly no to akurat nie o tym myslałam 12.02.12, 18:43 a o takich typowo technicznych kierunkach, ale ok :) Moja siostra jest z wykształcenia chemikiem, bedać na wychowawczym dorobiła sobie chemie srodowiska podyplomowo. Wróciła do dawnej pracy i po 2 miechach znalazła obecną :) Z ogłoszenia. Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:36 > Jeżeli chodzi o zawody prawnicze, to podobno w ostatnich latach dostępność do z > awodu znacznie się zwiększyła i znajomości już kluczowe nie są. > podobno.:) Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:52 No podobno :) Czytałem wypowiedzi min. paru studentów końcowych lat prawa i pisali, że jest lepiej obecnie pod tym względem niż kilka lat temu. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 17:34 A ja mam na co dzień kontakt z radcami prawnymi. I wcale nie jest to takie różowe jakby się mogło wydawać. Fakt, coraz łatwiej uzyskać aplikację i wejść do zawodu, ale przez to, ze łatwiej, to tyle się narobiło tych radców, że nie ma dla nich pracy. Już teraz żebrzą o pracę i klientów. A wkrótce będzie ich jeszcze więcej. Zrobi się z nimi to samo co z księgowymi i finansistami. Garstka wejdzie do zawodu, załapie się na lepsze lub gorsze etaty, część nawet całkiem nieźle się poustawia i zarobi fortuny, a cała reszta skończy jako zwykłe urzędasy w jakimś biurze, zarabiając grosze. Elitarność zawodu bierze się przede wszystkim z wysokich barier wejścia do zawodu i pozycji monopolisty jakie ci ludzie mają. Obecnie to tylko informatyka się broni. Tam nie trzeba żadnych studiów, dyplomów ani uprawnień. Każdy jest wart tyle co potrafi i zatrudnia się głównie tych, którzy znają się na swoim fachu. Podejrzewam, ze nawet znalezienie kogoś kto przyuczy do zawodu młodego adepta nie jest jakieś szczególnie problematyczne. Ale to tylko dlatego, że jest to branża rozwojowa, gdzie jest duże zapotrzebowanie na rzeczywistych fachowców. A w PL dodatkowo zdominowana przez młodych zagranicznych pracodawców. Co nie znaczy, że i w tej branży nie ma bezrobocia a firmy nie biją się o klientów. Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 No tu akurat jest tak, ze sie zwiekszyła 12.02.12, 18:48 ale to nie znaczy, ze zwiekszyła się dostepnosc do aplikacji i skończyło się całkiem "rodzinne" ichg traktowanie. Po prostu kiedyś tam prawnik bez aplikacji to był taki niewiadomo kto, bo ani sedzia, ani prok, ani adwokat, ani notariusz. Radca to zupełnie inna bajka, długo nie było przepisów dot. radców z tego co wiem. w kazdym razie jesli bez aoplikacji to nikt. A teraz prawnicy bez aplikacji, ale za to z dobrą zanjomoscią prawa pracy, czy przepisów dot. spółek prawa handlowego znajdują prace w firmach np. Odpowiedz Link Zgłoś
senseiek Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:08 > ok ale mowimy o innych branżach ,powiedzialabym bardziej poważnych typu np. arc > hitektura ,inzynieria ,prawo ,itd. i tutaj niestety trzeba miec plecki . Ale pleciesz.. :D Berta powyzej probowala udowadniac, ze to do pracy niewymagajacej potrzeba plecow- bo jest tak duzo CV do nich, ze sie nie da bez wspomagania przejsc selekcji.. A do tego co wymienilas- po studiach inż, to pracodawcy blagaja o specjalistow- wiec wezma kazdego kto do nich przyjdzie.. Jakbym byl architektem, to bym przygotowal sobie portfolio: kilkanascie domkow, osiedli itp realistycznych wizualizacji 3d, i zrobil baze danych developerow z calej polski, i rozeslal im moje portfolio i po 3 dniach bym sie nie mogl opedzic od roboty.. >Do tego > dochodzi jeszcze miejsce zamieszkania ,wiadomo ,że w Wawie rynek jest większy. > Oczywiscie zawsze mozna zmienic miejsce ,a jeśli komus jest dobrze ,tam gdzie > mieszka? Wlasnie. Ja sobie nie wyobrazam przenoszenia sie tam gdzie mi daja prace.. To tak jakby powiedziec, ze zrobi sie wszystko dla pieniedzy, jaka jakas dziwka. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:21 > Jakbym byl architektem, to bym przygotowal sobie portfolio: kilkanascie domkow, > osiedli itp realistycznych wizualizacji 3d, i zrobil baze danych developerow z > calej polski, i rozeslal im moje portfolio i po 3 dniach bym sie nie mogl oped > zic od roboty.. Ile ty masz lat, że jesteś taki naiwny. Zdajesz sobie sprawę ile rocznie osób kończy architekturę. Nie ma szansy, zeby wszyscy dostali pracę w biurach architektonicznych. A założenie własnego nie rozwiązuje sprawy, bo jeszcze trzeba mieć klientów a konkurencja w branży duża. Do tego trzeba mieć uprawnienia, do uzyskania których trzeba wcześniej odbyc staż w jakiejś architektonicznej firmie. I trzeba użebrać kogoś kto cię chociażby za darmo przyjmie a potem będzie cię dopuszczał do projektów, żebyś mógł coś do papierów sobie wpisać. I już widzę jak przyjmą ciebie a nie pociotka, albo kogoś od rodziny kogo są uzależnieni np podczas wygrywania przetargów, albo kogoś kto szefowi w łapę w zamian za zatrudnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:32 dodam jeszcze geodezję ,sprawdzcie sobie ,to są praktycznie firmy rodzinne. Odpowiedz Link Zgłoś
senseiek Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:43 > Ile ty masz lat, że jesteś taki naiwny. Zdajesz sobie sprawę ile rocznie osób k > ończy architekturę. Nie ma szansy, zeby wszyscy dostali pracę w biurach archite > ktonicznych. A założenie własnego nie rozwiązuje sprawy, bo jeszcze trzeba mieć > klientów a konkurencja w branży duża. Do tego trzeba mieć uprawnienia, do uzys > kania których trzeba wcześniej odbyc staż w jakiejś architektonicznej firmie. I > trzeba użebrać kogoś kto cię chociażby za darmo przyjmie a potem będzie cię do > puszczał do projektów, żebyś mógł coś do papierów sobie wpisać. I już widzę jak > przyjmą ciebie a nie pociotka, albo kogoś od rodziny kogo są uzależnieni np po > dczas wygrywania przetargów, albo kogoś kto szefowi w łapę w zamian za zatrudni > enie. Czy ja cos pisalem o biurach architektonicznych?! Nie zauwazylas, ze napisalem REALISTYCZNEJ WIZUALIZACJI??? Jesli masz dom ktory nie istnieje, chcesz sprzedac dziure w ziemi jak najwiekszej liczbie ludzi za grube miliony, to developer bedzie sie kierowal najwazniejszym aspektem- jak najlepszym oddaniem realistycznie scenerii budynku, tak zeby naciagnac jak najwieksza liczbe klientow.. Nie bedzie mialo znaczenia czy pociotek czy nie, jesli pokazesz cos super realistycznego, cos co ten pociotek nie bedzie potrafil zrobic, albo bedzie duzo gorszej jakosci, to i tak wybierze Ciebie - ale musisz byc DOBRY.. Jak czasami widze wizualizacje domow developerow w gazetach reklamujace ich projekty to az sie chwytam za glowe skad oni wzieli takich beznadziejnych grafikow, takie slabe potrafia byc te wizualizacje.. Rendering w AutoCAD jest beznadziejnej jakosci, i zeby to wygladalo profesjonalnie trzeba to robic w aplikacjach 3D ray-tracing'ujacych takich jak LightWave, Maya, 3D Studio Max, Cinema 4D.. Projektowanie domu, mostu itd. to juz inna bajka. Architekt moze takze wysylac CV do firm budowlanych wykonczeniowych, designerskich, software'owych robiacych gry komputerowe 3d lub komorke, i w nich zajmowac sie robieniem archiviz interiorow i exteriorow, projektowaniem map gier, i ogolnie grafika 2d/3d Ja nie jestem ani grafikiem, ani architektem, a mimo tego potrafie zrobic interiory: A to jest jeszcze nie dokonczone (musze dodac trawe zamiast tego zielonego g..na ;) files.trueart.pl/bridge%204.png Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:53 ok ale grafika to nie architektura ,jak w takim razie zdobyć doświadczenie w branży ,a potem uprawnienia? Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 18:36 No tak się skalda, ze z pierwszego zawodu jestem inzynierem i wiem jak rynek wygląda , takze teraz. Podobnie jak za czasów, gdy ja skończyłam studia, jesteś po dobrym kieruunku, z ciekawą pracą magisterską, osiągnieciami - żadnych plecków nie potrzeba:) Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 23:24 Cały czas mówimy o przeciętnym absolwencie a nie o osobie, która ma fach w ręku, uprawnienia i doświadczenie zawodowe. Takie to ja też znam i mogę potwierdzić, że nie mają żadnych problemów ani z pracą ani z pieniędzmi. Nawet wiek nie jest dla nich przeszkodą i nie mają pojęcia o co chodzi z tymi biednymi emerytami. Osobiście znam faceta po 70, który jest inżynierem budowlańcem, ma wszelkie możliwe uprawnienia, może być projektantem, wykonawcą, inspektorem nadzoru, czy kimkolwiek czym można w tej branży. W ciągu całego swojego życia pracował w wielu firmach, więc ma doświadczenie na każdym z tych stanowisk. Do tego jeszcze zna języki. On nie szuka pracy ani cv nie wysyła, to pracodawcy przychodzą do niego a on dyktuje warunki. I to w Polsce, bo nie opłaca mu się wyjeżdżać skoro tutaj zarobi tak samo dobrze jak gdzie indziej. I na emeryturę się nie wybiera, bo mu się podoba życie jakie teraz prowadzi. Problem to mają młodzi, którzy muszą znaleźć kogoś kto pozwoli im u siebie poterminować i przyuczyć się do zawodu. I w tym przypadku rozsyłanie cv-spamu gdzie się da, jest stratą czasu. Znajoma doradczyni zawodowa oszacowała prawdopodobieństwo znalezienia pracy tą drogą na góra 2%. I dokładnie tak samo jest w przypadku staży czy praktyk. Firm, które oferują sensowne praktyki i staże, gdzie naprawdę można się czegoś nauczyć, jest homeopatyczna ilość. I znów jest więcej kandydatów niż miejsc. Żywcem dla wszystkich nie wystarczy. A jak już jest pewna nierównowaga, to tym samym rodzi się pokusa nieuczciwości i korupcji. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:14 Twoja firma to nie jedyna firma w całym kraju. Prawdą jest, że czas studiów i ten rok czy dwa po, to czas na praktyczną naukę zawodu, bo same wykłady i ćwiczenia tego nie zapewnią. I faktycznie urzędy pracy płacą firmom za zatrudnianie stażystów. Prawdą też jest, że pracodawcy są zwolnieni z tych wszystkich zusowskich opłat, żeby im opłacało się zatrudniać studentów. Dodatkowo firmy mają prawo oferować darmowe albo niskopłatne praktyki i staże. Niektóre mogą również zatrudniać wolontariuszy. Tylko, że to jest teoria, bo w praktyce firm, które w ten sposób uczciwie przyuczają do zawodu przyszłych pracowników jest garstka. A takich, które oferują pracę takim przyuczonym jest jeszcze mniej. Nie wystarczy tego dla wszystkich a przypominam, że studentów w PL mamy prawie 2mln. W rzeczywistości, to pod przykrywką praktyk, staży i wolontariatów, firmy zatrudniają tanią bądź darmową siłą roboczą, która na pełny etat wykonuje wszystkie sekretarskie, recepcyjne i biurowe prace. Dodatkowo jeszcze wklepuje dane do komputerów, obsługuje klientów, albo robi za regularnych komiwojażerów i wciska ludziom produkty firmy. Jeszcze redakcje czy portale internetowe zatrudniają niekiedy takich młodziaków do redagowania i korekty tekstów. A z takim doświadczeniem zawodowym to nieprędko można znaleźć pracę na jakimkolwiek innym niż dotychczasowe stanowisko. A na dotychczasowym nie znajdzie, bo jak tylko przestanie mieć status studenta i absolwenta i przestanie mu wystarczać praca za darmo bądź półdarmo, to na jego miejsce znajdzie się 10 studentów chętnych go zastąpić. Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: jejku nie przesadzaj 12.02.12, 16:35 dodaj jeszcze ,że w Polsce nie ma większego przemysłu i tzw kariera w branży to często klepactwo albo inz. (sic!) sprzedaży. Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 Dałam przykład Berto:) 12.02.12, 19:13 W ten sposób patrzac moznaby uznac, ze w zasadzie 95 proc. pracujących ludzi tacy, co do pracy dostali się po znajomosci i blokują miejsce megauzdolnionym absolwentom. Nikt nie musi mnie przekonywac, ze "po znajomosci" nie jest rzadkie, bo nie jest. Ale nie ejst też to zjawisko dominujące szczególnie na stanowiskach pracy wymagających okreslonych kwalifikacji, umiejętnosci itd. Z całym szacunkiem w urzedach, gdzie zjawisko kumoterstwa kwitnie najlepiej prace referenta pewnie nietrudno tak zdobyć, ale już np. stanowisko, które wymaga jakiś szczególnych kwalifikacji - nie, bo jesli taka osoba w urzedzie jest potrzebna, to nie wystarczy, ze to bedzie córka kolegi, czy radnego popierającego. :) Mam wrazenie,m ze te opowiesci o znajomosciach wszedzie i zawsze snują ludzie,którzy mają problem ze znalezieniem pracy i nierzadko, zamiast zastanowic się, ze BYC MOZE, mają wygórowane ambicje (czy to do stanowiska czy płacy na poczatek), albo błędne przekonanie o swych kwalifikacjach i pozycji na rynku pracy. I piszę to bez złosliwosci zupełnie. Po prostu jest u nas teraz mnóstwo uczelni na poziomie deliktatnie mówiac, róznym, które kształcą na kierunkach chetnie wybieranych przez młodych ludzi, ale niekoniecznie rokujących na przyszłą pracę. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają warunki czy to materialne, czy intelektualne, by ukończyć renomowane uczelnie, czy kierunki. Ale z drugiej strony pojawił się trend, ze kazdy musi mieć jakieś studia. I już nieważne jakie, gdzie, byle był papier. Kiedy patrze na oblezenie na PWSZ-etach kierunków tyopu polityka regionalna, czy politologia, to sie zastanawiam gdzie ci ludzie mają zamiar po tej edukacji znaleźć zatrudnienie. Chyba wiekszosc się nie zastanawia, mają najpierw skończyć, potem się pomysli. Pół biedy, gdy taki ktoś ma swiadomośc ze jest jednym z wielu, po czymś pzrecietnym i bez jakiś cudów, gorzej, gdy ma przekonanie, ze oto stał sie wybitną jednostką skończywszy licencjat na czymś takim. A są tacy - moja znajoma ma np. takiego syna. Skończył (zaocznie, nie pracując) na uniwerku co prawda, ale nie jakimś Bóg wie jakim :) licencjat z zarzadzania. Ludzi u nich na rolku było od poczatku do końca od groma, bez urazy, ale na zasadzie, "jak go tramwaj nie przejechał, to skończył" ... Pracy "szuka" już 3 chyba rok ciągłe miauczac, ze "wszystkim jego kolegom rodzuce fundneli studia magisterskie, a jemu nie" Kolzenaki juz naprawde nie stać na jednoczesne utrzymywanie syna i opłacenie mu tej uzupełniającej magisterki w innym miescie + stancja itp. Mam nadzieję , ze ten nierób nie mówi prawdy, bo to by znaczyło, ze w tyle osób niechetnych do pracy inwestują rodzice i zyskamy na tym wszyscy to, ze za jakiś czas beda nietrobami z magisterium :) Moze kolezanka watkodawczyni z tej "branży"? Bo na mój gust, jesliby jej naprawde zalezało na jakiejś tam pracy, to poszłaby do niej nawet na wolontariat, zeby nabrać praktyki i powalczyć o etat. Siedzac w domu na pewno sobie "zwiększa" szanse na te wymarzoną prace , jasne ..:) Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Dałam przykład Berto:) 12.02.12, 20:32 Nie twierdzę, że ustosunkowane miernoty zabierają pracę wybitnym geniuszom. Wybitny a na dodatek z gatunku dobrze radzących sobie w świecie, zawsze się wybije. Mnie raczej chodziło, że ustosunkowane szaraczki zabierają pracę nieustosunkowanym szaraczkom. Chociaż z drugiej strony to każdy jest ustosunkowany. Może z wyjątkiem jakiś sierot z domów dziecka. Każdy ma jakąś ciocię w budżetówce, wujka w prywatnej firmie, dziadka pijącego wódkę z prezesem, mamę siedzącą biurko w biurko z żoną jakiejś szychy, bądź tatę robiącego interesy. A jak nie, to zapewne ma krewnych co to jakimiś handlami się zajmują, sprowadzaniem i naprawianiem samochodów, albo składaniem komputerów, czy pracą na czarno za granicą, do której spokojnie mogą wciągnąć resztę rodziny. W związku z tym jak komuś zależy na jakiejś byle jakiej pracy, byle na początku gdzieś się załapać, nabrać doświadczenia i kontaktów zawodowych, to podejrzewam, że każdy ma szansę na takową się załapać. Gorzej jak ktoś mierzy wyżej i marzy mu się zawód, gdzie wymagane są uprawnienia i staż pracy w branżowej firmie. Wtedy jest gorzej, bo faktycznie nie mając żadnych koneksji może się nie załapać i poprzestać na zwykłym mgr, który będzie tyle wart co mgr politologii czy zarządzania. Te wszystkie statystyki z problemami w poszukiwaniu pracy, to dotyczą młodych ludzi, którzy koniecznie chcą udowodnić sobie i reszcie świata jacy to są samodzielni i dadzą radę. Pobawią się wysyłaniem cv, albo nawet się na krótko gdzieś załapią skąd ich wywalą jak stracą status absolwenta i studenta a potem dostają normalne prace. Na początku faktycznie na czas określony i za marne pieniądze, ale taki stan nie trwa długo. Jeszcze dobrze nie zdążą ponarzekać jak są już pełnoprawnymi pracownikami z całkiem sensowną pensją. A co potem zrobią z tym początkowym doświadczeniem zawodowym i własnymi kontaktami, to już zależy od nich. Jednym wystarcza praca za 2500 a inni pną się w górę. Ale nawet wśród tych ludzi znajdują się tacy, którzy mają jakieś dziwne rodziny, gdzie albo ludzie są skłóceni i nikt do nikogo ręki nie wyciągnie, albo są jakimiś menelami na zasiłkach, rentach czy emeryturach, którzy nigdy w życiu nie skalali się uczciwą pracą i w takim też środowisku się obracają. Wtedy, jak dodatkowo nie jest się jakimś megaoperatywnym, to faktycznie można i 3lata pracy szukać. Odpowiedz Link Zgłoś
lena.nocna Re: nie pojde do pracy bo... 12.02.12, 16:10 Miesięcznie traci 1500 zł, tj. 18 tys. rocznie - FRAJERKA. Odpowiedz Link Zgłoś
senseiek Jakby sie zatrudnila w agencji to nawet 15 tys ;) 12.02.12, 16:22 > Miesięcznie traci 1500 zł, tj. 18 tys. rocznie - FRAJERKA. Jakby sie zatrudnila w agencji to nawet 15 tys miesiecznie czyli 180 tys rocznie- MEGA FRAJERKA ;) Odpowiedz Link Zgłoś
lena.nocna Re: Jakby sie zatrudnila w agencji to nawet 15 ty 12.02.12, 16:25 Nie śmiej się: u mnie w spożywczym na osiedlu cały czas puszczają reklamę o tym, że poszukują ludzi do sklepu. Hmm tak od roku czy dwóch. Widać praca jest, ale panienki nie chcą sobie rączek brudzić. Lepsze siedzenie w domu, bezczynność i marnowanie potencjału. Odpowiedz Link Zgłoś
kapselodtymbarka Re: nie pojde do pracy bo... 12.02.12, 19:07 Cóż, jeśli ma wikt i opierunek to trudno się dziwić że woli korzystać z życia. Wszystko zależy od kasy, w tym wypadku kasy tych rodzicow. Jeśli jest wystraczająca na pokrycie także jej potrzeb - nie widze problemu Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 no w zasadzie nie widzisz, bo patrzysz jednostkowo 12.02.12, 19:35 a to jest pewne zjawisko. Jasne - stac rodziców, niech panne utrzymują. Ubepieczenie ma z uzredu pracy. Tylko, ze rodzice zawsze mogą zachorować, albo czego tym bardziej nniukt nie życzy - umrzec. Skoro panna w wieku krótko postudenckim to pewnie niestarzy jeszcze, ale jak bedzie jeszcze dalej tej wymarzonej pracy bezskutecznie szukać .... I co wtedy? Odpowiedz Link Zgłoś