allegria.de.vida
07.08.12, 18:51
Na fali postu o tym, że generalnie ludzie się szmacą, chciałam Was zapytać - reagujecie na zło? Na gó...arza smarującego po przystanku, na zdradzającego kolegę, na koleżankę, która ewidentnie robi kogoś w c*uja? Na nastolatkę, która rozwala się na siedzeniu kiedy obok niej stoi ciężarna? Opieprzycie smarkacza, weźmiecie koleżankę/kolegę na stronę i zwrócicie im uwagę? Zwrócicie uwagę nastolatce?
Pytam, bo zdziczenie obyczajów nie bierze się znikąd tylko z przyzwolenia społecznego. Staram się reagować w takich sytuacjach. Nic mi się nie stało, raz zostałam oblana piwem przez nawalonego kibola, któremu nie spodobało się, że zareagowałam na jego rasistowskie darcie mordy. Kiedy później opowiadałam o tym ludziom to reakcje były w 90% takie, że "po co się pchałaś, mogli ci obić buzię". Ciekawe, że tamtego dnia z całej grupy przechodniów zareagowały tylko dwie starsze panie, które wzięły moją stronę, reszta miała pełne gacie.
Nie piszę tego po to, żebyście mi teraz bili brawo, tylko zastanawiam się, co by było gdyby nagle ludzie zaczęli pilnować takich rzeczy. Z czego wynika to, że nie chcą? Rozumiem sytuacje publiczne, w prywatnych pewnie myślą, że "eee tam, nie będę się wpieprzać, nie moja sprawa". Może jest jakaś opcja, żeby wyśrodkować między wścibstwem/moralizatorstwem a ludzką przyzwoitością?