nielubiezony
03.05.05, 23:11
Zapieprzam od rana do nocy bo żona nie chce iść do pracy. Najpierw mówiła że
musi zająć się dzieckiem ale dziecko ma już 18. Jest zawsze niezadowolona,
nic nie robi, w domu bałagan, brud, wracam o 20 z pracy i robię pranie i
sprzątam i gotuje sobie jeść. Właściwie od dawna chcę się rozwieść.
Załatwiłem żonie lekką i dobrze płatną pracę ale ona po miesiącu powiedziała
że nie będzie pracować. Zacząłem mówić o separacji to ta przestała brać
pastylki i wpadliśmy. Prawie chciałem się zabić. Mam znowu niemowlaka ale
teraz nie cieszy mnie dziecko. Żony nie kocham, właściwie nienawidzę jej.
Nigdy nie miałem kochanek, po tym jak myślę o zonie to nawet nie chcę innych
kobiet. Odszedłbym gdyby nie to dziecko. Zaczynam reagować jak facet z dnia
świra: k..., ja p... Nie wiem jak wpłynąć na żonę, już teraz to chyba nie ma
sensu, ale cioraz częściej myślę, że dla dziecka będzie lepiej jeśli nie
będzie żyło w takim domu. Syf.