Dodaj do ulubionych

DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu...

18.06.05, 05:44
Witajcie,

zaczynam szukać pomocy, bo nie umiem sobie z tym poradzić.

Mam 25 lat, męża i 8-miesięczną córeczkę.(to nie była wpadka)

przyczytałam dużo z forum i już jestem mądrzejsza :-)

przypadek już opisywany tu, znalazłam wiele wspólnych cech.
Jesteśmy ze sobą 2 lata i 2 mies. (rok i 10 miesięcy po slubie)

Zaczęło się jeszcze przed slubem. Wyzwiska baaaaardzo niecenzuralne i
awantury. Potem doszło plucie w twarz a ostatnio jak bardzo się zdenerwuje
mój maż - potrafi mnie uderzyć. Tak, zdarzały sie wcześniej "kuksańce",ale to
nic takeigo w prównaniu z tym,co teraz mnie spotyka.
Jak mnie walnie,to wydaje mi się,że umrę z bólu!
Naprawdę, wolę rodzić, niż dostac od niego!
Dostaję tylko raz. Boli ok. 10 godzin, nie ma żadnego śladu.
Za pierwszym razem dostałam różę na przerposiny, dziś był drugi raz...
Teraz śpi.
To nie jest tak,że mam siniaki, jestem pobita strasznie. Nie.
Ale po przeczytaniu Waszych postów zrozumiałam,że i tak nei jest to normalne.
Za te wszystkie awantury (wyzywa mnie min. raz na 2 dni) tłumaczy się,że to
moja wina, bo go denerwuję. Ale naprawdę potrafi mi to wmówic!
Na szczęście mam przyjaciółkę, która kazała mi coś z tym zrobić.Bo pewnie,jak
się przespię, już bym go kolejny raz broniła,że rzeczywiśćie go zdenerwowałam.
"Sprzeczki małeżnskie przeceiż mają prawo się zdarzyć. Jedna storna może mieć
pretensję do drugiej, możńa się pokłócić, ale nie tak wyzywać."-tak mówiła i
powtarzała mi moja przyjaciółka, ale kiedy dzownię po raz kolejny po
poniżaniu mnie np. przez to plucie lub teraz przez uderzenie - dała mi do
zorzumienia,że trzeba coś z tym zrobić.
Mam wrażenie,że będzie coraz gorzej,bo uderzył mnie tak straszliwie mocno
pierwszy raz ok. tygodnia temu i już zrobił to drugi raz..
Szkoda mi dziecka, które wszystko słyszy (straszne przekleństwa i awantury) i
dziś w nocy zpostało obudzone przez mojego męża 4 razy.

Aha!Upodabniam się do niego świetnie! Tez już potrafię go wyzywac i ...
podrapać. Nie miesciło mi sie to w głowie,a od paru mieisęcy lekko mi to
przychodzi... (czytałam w poprzednich postach o upodabnianiu się i się
przeraziłam....)

Co mam zrobić?? Poradnia? A gdzie się takich szuka w ogóle?On mnei straszy,
jak płączę,że naprawde chce odejść, że zabierze mi dziecko. Tak się boję, że
nie robię już nic wtedy...
Myślałam, żeby pogadać z jego ojcem - bo się go boi i przeraża go mysl,że
mogłabym o tym opowiedzieć, ale jednocześnie wiem,że staną po jego stornie,
bo mnie nie lubią.
A miłość? Jestem przekonana,że kocha mnie bardziej niż ja jego. (ja teraz
zastanawiam sie juz od około 2 miesięcy,czy w ogóle go kocham...)
Jestem przekonana, że(w jego rozumeiniu) kocha mnie nad życie, a ta agresja
to choroba, którą trzeba leczyć.Ale jak i gdzie?
Jestem kłębkiem nerwów. Znajomi zauważyli, jak bardzo się zmieniłam. Wszyscy
wszystko widzą, tlyko nie ja...
Pewnie,jak się przespię, rano z nim porozmawiam i jak zwykle mu wybaczę..
Dlatego piszę to teraz, na żywo, żeby nie zdążyć znaleźć setki argumentów go
usprawiedliwiających,bo robię tak zawsze.

Bardzo liczę na pomoc.
Obserwuj wątek
    • amelka171 jestem po rozmowie 18.06.05, 10:11
      Tak jak myślałam.

      Dostałam rano reprymendę, żebym nie zaczynała, bo on ma prawo się wtedy
      zdenerwować. Że niepotrzebnie na niego krzyczałam i że pierwsza go uderzyłam
      (????????????????) to mi oddał..
      Sytuacja wyglądała tak,że miał dac dziecku mleko i usnął, więc go
      szarpnęłam,żeby się obudził.
      A wcześniej - zanim przysnął się pokłóciliśmy,bo...ja wiem,że ciężko w to
      uwierzyć... nasikłą w przedpokoju!!! (powiedzia,że się nie obudził i myśła, że
      jest w łazience)a ja się wkurzyłam dopiero wtedy, jak oznamijł, że nie
      posprząta.No to zaczął mnie wyzywać.

      Ale prawdą jest,że ja też teraz reaguję bardzo często na niego agresją.
      Musże to napisać,żeby podejść do tematu sprawiedliwie. Tez na niego krzyczę.
      Ale naprawdę, tego wcześńiej nie było.Jak on się darł, to płakałam,albo jak nie
      chciał mnie wypuścić z kuchni i tam się na mnie darł, to zbiłam szybę. Takie
      były moje reakcje. Było mi przykro. Teraz już zupełnie nie jest. Raczej budzi
      to zachowanie we mnie nienawiść i agresję.

      I cały czas powtarzał,że mam się przyznać,że to ja zaczęłam i że to moja wina.I
      żebym nie robiła z siebie świętej, najwspanialszej itp....
      A najgorsze jest to,że po jego monologu wierzę w to,że to była znowu moja wina..



      • srebro2 Re: jestem po rozmowie 18.06.05, 15:26
        Amelko, zanim ktorys z ekspertow ci odpowie to chce dodac swoje 5 groszy.
        Jestes juz na dobrej drodze, zaczelas zdawac sobie sprawe z absurdu sytuacji.
        Zaczelas sie juz na powaznie buntowac .
        Jednak szczerze ci powiem, ze sama sobie nie poradzisz.
        Zglos sie o pomoc.
        W twojej sytuacji nie ma na co czekac. Nie daj sobie wmowic, ze to twoja wina.
        Nie sluchaj monologow meza, on te monologi wyglasza glownie dla siebie, zeby
        siebie samego utwierdzic w przekonaniu, ze nie jest potworem, ze to jest twoja
        wina.
        Im dluzej bedziesz ulegala jego grze tym trudniej bedzie ci potem siebie
        przekonac ze to on ma problem.
        Po wieloletnim zyciu w takiej sytuacji z kobiety zostaje wrak, mokra plamka.
        Macie dziecko, wasze dziecko bardzo cierpi.
        Pozdrawiam cie serdecznie.
        • kasiaola2 Re: jestem po rozmowie 21.01.06, 15:10
          ja jestem teraz u moich rodziców ktorzy nie moga zrozumiec jak moge byc z kims
          kto mnie bije i wyzywa od 9 lat, mam 28 lat jestem nauczycielka mam 3 letnia
          coreczke , ktora ostatnio zaczyna traktowac mnie w ten sam sposob co jej tatus.
          wiem ze to ostatni gwizdek zeby uciec ale jestem sparalizowana strachem. jednak
          nie przed nim ale przed soba sama. boje sie ze dam sie znowu omamic, uwierze ze
          to wszystko moja wina, ze bez niego nie dam rady, ze zabieram dziecku ojca.
          nie chce mi sie juz zyc, wiem co mam powinnam i co musze zrobic ale skad wziac
          sily , ktorych juz we mnie nie ma? pomozcie
          • doniczka1971 Re: jestem po rozmowie 02.03.06, 12:28
            Kochana ja odeszłam mając 2 dzieci i daję radę.Inna sprawa ,że wpadłam znów w coś gorszego. Nie bój się odejść ,myśl o dzieck i jego spokoju. Moję ma 3 lata i wie ,że jak tata jest pijany to trzeba być cicho.statnio pytała mnie"uciekniemy do piwnicy?"(mieszkam na 3 piętrze).Chcesztego dla swojego dziecką? Pomysl
    • szamanka78 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 18.06.05, 20:37
      byłam z takim kretynem,ale na szczeście nic nie 'zbudowaliśmy'
      i go olałam
      najgorzej jak pojawia się dziecko

      uciekać od takich gdzie pieprz rośnie!!!!!!!!!!
      • amelka171 dziecko bardzo cierpi... 19.06.05, 10:23
        tak,zgadzam sie z tym,że dziecko bardzo cierpi,bo jak ma być inaczej, skoro
        dziś w nocy z kolei,jak dawał jej mleko,tak klął i ku..ł=darł się,że dziecko
        spać spokojnie nie może.
        Nie wiem,czy to ma jakiś związek,ale Amelka chce się tylko do mnie przytulać i
        u mnie być na rękach - nie u niego (raczej nie boi się obcych),a z nim lubi
        przebywać bawiąc się i śmiejąc (jak ją bardzo rozbawi).

        Ale ja już o wszystko też mam pretensje(nie chce krzyczeć przy dziecku,ale
        pretensje mam). Dawka mojej agresji zwiększyła się bardzo właśnie po zdarzeniu,
        które tu opisałam na początku,mam wrazenie,że jesteśmy zamknięci w błędnym kole
        gdzie jedna osoba napędza drugą do większej agresji.

        Tak, kobiety ześwirowują w takich związkach...Znam nawet taką.

        Wiem,że się kochamy, tylko chyba ktoś nas musi wyleczyć z tej zawiści i agresji.
        Ale ja NIE MAM POJĘCIA gdzie szukać pomocy...
        A jestem przekonana,że trzeba ratować małżeństwo. Chcę tego i Przemek też.

        Dziś też stało się cos przykrego, po raz pierwszy mój mąż nie stanął po mojej
        stornie,tylko po stronie mamy - która to wczoraj wieczorem przy stole pełnym
        gości oznajmiła,że byłoby idealnie mieć samych zięciów(a nie synową),ma
        przecież tylko jedną, więc wiadomo,kogo się to tyczyło.Więc widzicie,że
        poparcia ze storny jego rodziny nie mam.Może teścia,ale on-jak wyjdzie na jaw
        nasz konflikt-zostanie biegusiem zmanipulowany przez teściową,że jescze nawet
        mi nie uwierzy i bedzie wszystko na mnie.Dlatego nie zdecydowałam się z nim
        nigdy o tym porozmawiać.

        co robić?!?!???

        Bardzo dziękuję za dotychczasowe odpowiedzi,może to banalnie zabrzmi-ale dodają
        mi wiary i siły!
        • srebro2 Re: dziecko bardzo cierpi... 19.06.05, 12:02
          Zglos sie do tej poradni, jesli masz daleko to chociaz dowiesz sie czy jest cos
          blizej twojedo miejsca zamieszkania.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=529&w=18376550&a=18376550&v=2&wv.x=0
          Zajrzyj do forum robin153, tam tez jest kopalnia wiedzy i zyczliwosci:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24028
          Moja konkretna rada jest nastepujaca: nie daj sie odizolowac ze swoim
          problemem . Im wiecej osob sie dowie z twojego otoczenia tym lepiej.
          Nawet jesli nie uzyskasz zrozumienia u tesciow to beda wiedzieli, ze szukasz
          pomocy z zewnatrz. Odbierzesz mezowi wazny argument: ona sie wstydzi bo sama
          jest temu winna. Jego celem jest uzyskanie wlasnie twojego przekonania o twojej
          wlasnej winie. Siebie bedzie przedstawial jako biednego , sprowokowanego do
          przemocy.
          Znasz haslo "Ta suka mnie sprowokowala" ??

          Jedno jest pewne, nie powinnac czekac. Samo sie nie naprawi.
          Po awanturach moze byc okres spokojny, ale przemoc wraca jak bumerang, z
          wiekszym nasileniem wraca i znow pobicie i znow przeprosiny, rozmowy, okres
          milosci. Napiecie jednak wzrasta i znow dochodzi do wybuchu o cokolwiek.
          Czy chcesz zyc w takiej kolomyi jeszcze 10-15 lat ?
          Nie warto, przysiegam, nie warto.

          Pruj do przodu, walcz o spokoj dla dziecka, daj dziecku spokojna harmonijna
          matke a nie wykonczonego wraka nerwow.

          Pozdrawiam cie serdecznie i sciskam.
    • srebro2 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 19.06.05, 12:59
      Warto przeczytac:

      free.ngo.pl/temida/raprzemoc.htm
      Jeszcze raz pozdrawiam :-)
      • amelka171 :-) 20.06.05, 15:16
        dziękuję za przydatne linki,na pewno skorzystam.

        Chociaż musze przyznać,że już zapominam i tylko, chm.. jak to powiedzieć -
        "teoretycznie" wiem,że coś trzeba z tym zrobić, bo złe emocje odeszły,
        wszystko dobrze jest na razie. Do następnego razu...
        Qrczę, ale nie chcę zostać plamką czy wrakiem, naprawde chcę być silną kobietą
        i najlepszą mamusią.
        • srebro2 Re: :-) 21.06.05, 11:27
          Hej,
          nawet jesli zle emocje odeszly to wydaje mi sie ,ze jestes swiadoma tego co sie
          dzieje.
          Wiedz jedno. Nie jestes sama . Kobiet w podobnej sytuacji jest bardzo duzo, w
          kazdej warstwie spolecznej, w kazdym kraju.

          Podejmij na poczatek jakas "mala" decyzje :-))) cos co przerwie bledne kolo
          narastajacego napiecia i wybuchu.

          Serdecznosci i powodzenia zycze.
          • amelka171 nie ma co zrobić... 21.06.05, 19:06
            dziękuję za tyle serdeczności...

            chciałabym wybrac siez męzem do jakeijś poradni małżeńskiej, weszłam na www
            niebieskiej linii i.... tam nie ma żadnej takiej iinstytucji w naszym mieście.
            Jest schronisko dla kobiet - ofiar przemocy,ale oni zajmują się innymi
            przypadkami. Czytałam "prawdy i mity" o przemocy,tam było pięnie napisane,że
            przemoc nie musi oznaczać wcale wielkich sińcow i potrubowania widocznego na
            kilometr,ale jakoś ciężko mi jednak zinternalizować tę myśl...Dlatego może ma
            opory,żeby chodzić do osrdków pomocy spoęłcznej.

            Myślałam,że jest jakiś psycholog od małeżństw, rodziny itp.Że ma gabinet i się
            do niego pójdzie. Jest jeszcze druga sprawa, te osrodki, które były wypisane
            mniej - więcej znam i pewnie też trochę się wstydzę do nich udać.
            Ciężko, naprawdę ciężko, bo wreszcie się przełamuję, a tu takie poprzeczki -
            które moga okzacać się dla mnie decydujące, żeby w dalszym ciągu nic z tym nie
            robić...

            już trochę zrozpaczona, bo nie mam gdzie iść...

            ciekawe, gdzie są eksperci.
            • margot_may Re: nie ma co zrobić... 22.06.05, 02:12
              przepraszam, że się wtrącę, ale gdybyś była swoja sąsiadką? to co myślałabyś o
              sobie? czy o tym, że zwróciłaś się o pomoc do jakiejś instytucji itp.?
              • amelka171 wtracanie mile widziane 22.06.05, 16:19
                prosze bardzo!
                wtrącanie mile widziane,bo to JEDYNE rady,jakie do tej pory dostaję

                chm... tzn chodzi Ci o to,co bym pomysłała o mojej sąsiadce,gdyby była w takiej
                sytuacji i zwróciła się o pomoc do jakiejś instytucji?
                fakt.Że dobrze zrobiła!

                daje mi to do myślenia
                dzięki

                wiem,że to z boku możę wydawać się proste,dla mnie też takie było,dopóki nie
                spotkało mnie.
                A ja dziś zaobserwowałam,że staję się chwilami chodzącą agresją.

                • margot_may Re: wtracanie mile widziane 23.06.05, 04:11
                  bo najtrudniej jest spojrzeć na swoje problemy z dystansu. wyjść jakby z ciała
                  i stanąć obok. odetchnąć głęboko i rozjerzeć się. często nasze obawy co do
                  reakcji otoczenia są przesadzone. jeśli jest kobieta, która ma siłę, żeby
                  działać i sobie pomóc to można za nią tylko trzymac kciuki. bo na pewno nie
                  obwiniać, ani oskarżać o taką sytuację. sama to widzisz prawda?
                  pamiętaj o tym. pozdrowienia. :)
            • pawel.drozdziak Re: nie ma co zrobić... 23.06.05, 23:06
              amelka171 napisała:

              > Jest jeszcze druga sprawa, te osrodki, które były wypisane
              > mniej - więcej znam i pewnie też trochę się wstydzę do nich udać.
              > Ciężko, naprawdę ciężko, bo wreszcie się przełamuję, a tu takie poprzeczki -
              > które moga okzacać się dla mnie decydujące, żeby w dalszym ciągu nic z tym
              nie
              > robić...
              >
              > już trochę zrozpaczona, bo nie mam gdzie iść...
              >
              > ciekawe, gdzie są eksperci.

              Witam serdecznie,

              Ze swojej strony zdecydowanie doradzalbym skorzystanie z pomocy fachowcow
              przyjmujacych w miejscach o ktorych Pani wspomina. Oczywiscie jest to duzo
              trudniejsze niz kontakt internetowy, ale tez i o tyle bardziej skuteczne.
              Mowiac szczerze gdyby mogac skorzystac z osobistej rozmowy wybrala Pani
              internet energia do zrobienia czegos w realnym swiecie zostalaby wytracona na
              jalowe klepanie w klawiature. Po kilku godzinach pisania i czytania mialaby
              Pani zludne wrazenie, ze cos ze swoja sytuacja zrobila podczas gdy w
              rzeczywistosci bylaby Pani caly czas w tym samym punkcie.
              Aby zmienic trudna sytuacje trzeba zdecydowania, wlasnej energii i wlasnej
              inwencji. Bo to jest po prostu trudne. Nikt po drugiej stronie kabla nie bedzie
              mogl zrobic tego za Pania. Kazda droga zaczyna sie od zrobienia pierwszego
              kroku. Pani ma go juz za soba, bo napisala Pani na to forum. Czas na drugi
              krok. W swiecie realnym. Zycze wiele odwagi i powodzenia. I prosze sie nie bac.
            • doniczka1971 Re: nie ma co zrobić... 02.03.06, 12:35
              Masz szczęście,że mąż też chce utrzymać małzżeństwo. mój nie widzi żadnego problemu w naszym związku i nie chce niczego naprawiać"bo nic się nie zepsuło"
        • bluean Re: :-) 13.07.05, 21:28
          Tylko nie daj się zwieść tym chwilowym dobrym emocjom.
    • kasial78 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 24.06.05, 15:24
      witaj.moge Ci podac reke bo czytam to co piszesz i w duzym stopniu przypomina
      sie mi co przezywalam jeszcze przed chwila w moim domu( mam 1,2 rocznego
      synka).W tej chwili od tygonia szukam mieszkania do wynajecia bo tymczasowo do
      przyszlego piatku mieszkam u brata. Powiem Ci tak- to nie Twoja wina ze on ma
      problemy z okazywaniem swoich emocji w toksyczny sposob ale tak dzialaja Ci
      którzy posluguja sie przemoca w domach-sa agresywni, bija, ponizaja a potem
      mówią: gdybys tak sie nie zachowywala.....gó.. prawda ze pozwole sobie na brak
      cenzury.to nie Twoja wina ze chcesz miec normalna rodzine, gdzie normalne jest
      szanowanie sie, kochanie i okazywanie sobie zrozumienia i ciepla-TO NORMALNE I
      DOBRE!!! polecam bardzo wizyte u psychologa-szczegolnie ds rodzin, w ktorych
      wystepuje agresja-ja mam takie za soba juz ok 2 lata i jestem w trakcie-gdyby
      nie to az strach pomyslec w jakim domu mogloby zyc moje dzieciatko, ktore
      kocham najbardziej na swiecie.dlaczego o zrobilam?-to proste w moim przypadku-
      ja mialam dom z agresja i wiem ile mnie to nadal kosztuje choc ten koszmar juz
      dawno sie skonczyl i zawsze sobie obiecywalam ze moje dziecko nigdy czegos
      takiego nie doswiadczy-teraz jestem z siebie dumna!choc jeszcze cos czuje do
      ojca mojego synka to wiem ze musialby sie przynajmniej 2 lata leczyc u
      psycho... zebym wogole pomyslala o powrocie do niego. jakos watpie ze sie
      na "taki wysiłek" zdobedzie:)wiec raczej mysle o tym jak uloze sobie zycie na
      nowo i juz sie ciesze, chocby z poczucia bezpieczenstwa-bo juz nikt mnie nie
      wyzywa, nie kopie, nie zrywa o 3 w nocy bo trzeba dziecku dac pic. powodzenia i
      polecam psychoterapie-dziala cuda:))))
      • amelka171 uffff 24.06.05, 18:58
        bardzo Wam dziękuję za te informacje!

        MOge się pochwalić,że jednak ZNALAZŁAM pomoc i od poniedziałku działam,zeby sie
        umówić na spotkanie!
        Ale tak narpwdę, to znalazłam ta pomoc, bo przełamałam się i powiedziałam o
        tym,co mnie spotyka osobie, która wiedziała,gdzie mam się udać i pomogła mi
        znalexć namiary.
        BA! Mam nawet kilka opcji,jakby mi się nie spodobało!

        Piekielnie trudnym było to,żeby POWIEDZIEĆ, poprosić o pomoc. Tym bardziej,że
        znam tą kobietę bardzo dobrze...
        BYł wstyd, zażenowanie i wielkie opory,ale przełamałam się!
        ufff

        i teraz czuję,że dużo łatwiej w ogóle bedzie mi o tym mówić "live"!
        :-)))))))))))
        • srebro2 Re: uffff 26.06.05, 16:10
          Gratuluje pierwszych krokow :-))))
          Sama widzisz, ze jesli przelamie sie pierwsze opory, jakos lepiej wszystko
          zaczyna wygladac. Wszystko wydaje sie mozliwe do pokonania.
          Bede trzymac za ciebie kciuki.
          Zreszta trzymam je za wszystkie kobiety w podobnej sytuacji.
          Serdecznosci.
        • aleksandrynka Re: uffff 26.06.05, 23:20
          Jak wspaniale czytać takie dobre wiadomości :))
          Na pewno kosztowało Cię wiele wysiłku, żeby opowiedzieć komuś o tym, co się
          dzieje twarzą w twarz. Mogło być Ci trudno, ale wierzę, i Ty też wierz, że to
          się bardzo opłaci. Zaczynasz robić coś dla siebie i swojego dziecka, działasz,
          to na prawdę dużo. Jak wiele jest kobiet, które boją się, nie mogą z siebie
          wykrzesać wiary, tkwią w swoich trudnych sytuacjach, pogrążają się...
          Szczerze podziwiam, że się na to zdecydowałaś i gorąco kibicuję.
          Powiedziałaś "a" - reszta "alfabetu" :) to trudna droga, ale do przejścia, a Ty
          masz w sobie wiele siły, dasz radę :) Robisz coś najlepszego, co tylko możesz -
          walczysz o swoje godne życie :)
          Pozdrawiam!
          • amelka171 zrobiłam bilans 27.06.05, 08:31
            dzięki!
            ja tam super się niestety nie czuję...Dziś mam zadzwonić do tej instytucji,do
            której amm się zgłosić. I CO JA POWIEM??
            Piję ziółka na uspokojenie.
            Pomijam fakt,że cały czas musże pracować i mnóstwo już pozawalałam spraw.
            W cale nie jest mi łatwiej teraz.

            Wiecie, zrobiłam taki suchy bilans i wychodzi na to,że będąc z tym człowiekiem
            tylko tracę - tzn. korzyści sa niewspółmiernie małe ze stratami - z czego
            wnioskuję, że... poradzę sobie sama.
            Rozmawialiśmy o rozwodzie już. Nie wiem co to będzie.

            jest źle. Kłócimy się. Tzn ja jestem gorsza, dużo. On nie jest w ostatnich 2
            dnaich agresywny w cale. A może ise boi,że naprawdę odejdę?
            • rezurekcja zrobiłam bilans - no, to juz punkt odniesienia 27.06.05, 11:56
              wydrukuj sobie to, co napisalas w pierwszym poscie.
              I o tym opowiedz.
              Ze jestes zmeczona taka sytuacja (bo chyba jestes?)
              ze sie boisz o dziecko
              ze sie boisz o siebie (bo chyba sie boisz? ja bym sie bala, na mnie nikt nigdy
              slowem ani czynem sie nie zamierzyl)

              ze zrobilas bilans
              ze nie wiesz, jakei powinny byc dalsze kroki.

              Sciskam. Powodzenia.

              ps. maz sie pewnie ciska, bo sie boi nowej sytuacji. Kto bedzie pral sprzatal
              gotowal prasowal robil zakupy?
              • amelka171 o rany! 01.07.05, 16:44
                no i oczywiście - nie poszłam. No bo poczułam,że po co,jak jest dobrze.
                A wczoraj to nawet ja mu zrobiłam awanturę (i wtedy poczułam - ile mam zawisci
                w sobie do tego człowieka...)

                Ale ten post jest.... GENIALNY, bo rzeczywiście, żebyście wiedziały - wydrukuję
                sobie i z tym pójdę!

                POczuciepotrzeby udania się po pomoc maleje w zastraszającym tempie. Ale nigdy
                nie byliśmy tak blisko rozwodu - tzn. rozmów na ten temat...

                znowu weekend i znów poczekam do poniedziałku...
                ;-)
                • srebro2 Re: o rany! 02.07.05, 11:11
                  Szkoda, ze nie poszlas, ale dojrzewasz juz powaznie do tego :-))

                  Przypomnij sobie jak bylo w czasach kiedy ty tylko plakalas podczas awantur.
                  Porownaj sytuacje z teraz, kiedy ty sie pieklisz.
                  Jaki scenariusz wybralabys na nastepne 10-15 lat.
                  Czy w momentach kiedy jest "dobrze" jest naprawde dobrze.
                  Czy czujesz wzrastajace napiecie, obserwujesz, oczekujesz, nie wiesz kiedy ton
                  jego glosu i spojrzenie sie zmieni na "zle".
                  Zadaj sobie wiele takich pytan i zmus sie zeby na nie sobie odpowiedziec.

                  Przesylam ci garsc serdecznosci i trzymaj sie .
                  • amelka171 :-/ 03.07.05, 11:43
                    tak...

                    a wczoraj spotkałam na ulicy człowieka - do kótrego właśnie zdecydowałam się
                    pójść!!! Widziałam go z daleka!
                    z 5 lat go nie spotkałam (bo go znam),a teraz...

                    to chyba znak.

                    może w końcu się wybiorę..

                    jutro?

                    dzięki, to bardzo mądre,co napisałaś i dla mnei cenne!
                • bluean Re: o rany! 13.07.05, 21:40
                  Wiesz amelka ja zaczynam mieć wrażenie,że te chwilowe dobre emocje trochę cię
                  zwodzą momentami od powagi sytuacji.Jeśli twój mąż po rozmowie o rozwodzie jest
                  mało agresywny to wynika to raczej z tego,że owszem mógł się trochę wystraszyć
                  twojego ewentualnego odejścia co wcale nie znaczy ,że już nie będzie agresywny.
    • s.wioletta Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 03.07.05, 21:55
      Pewnie Cię nie pocieszę, ale jedno jest pewne: nie
      licz na to, że on się zmieni!
      • amelka171 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 04.07.05, 14:41
        aha....


        a ja liczę...

        i dizś znów isę nie wyrobiłam do psychologa...
        • bluean Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 13.07.05, 21:50
          To może zabrzmi trochę ostro ale jeśli dalej będziesz miała taką postawę to
          zostanie ci tak na następne może 15-20 lat przez które będziesz wybierać się do
          psychologa i nigdy tam nie dotrzesz,będziesz chciała wielokrotnie się rozwieść
          a nie złożysz nawet pozwu i.t.d.Piszę ci o tym bo znam osobiście przypadek a
          nawet przypadki takich kobiet jak ty tyle,że z większym stażem
          małżeńskim ,które świadome tego,że muszą zmienić swą sytuację tkwią w niej
          dalej przez lata...
    • bluean Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 13.07.05, 21:22
      Dziecka ci nie zabierze jeśli udowodnisz jakim jest brutalem.Do tego może
      przydać się obdukcja od lekarza.Trochę zaszokowałaś mnie tym,że facet już przed
      ślubem miał zadatki na brutala a ty nie odeszłaś.Macie małe dziecko,które
      jeszcze może nie wszystko rozumie z tej sytuacji a weż pod uwagę to,że jak
      córka będzie starsza to też będzie cierpieć i kto wie czy nie obrywać od ojca
      co zostanie w psychice na całe życie.I nie dawaj się mężowi tak łatwo
      przepraszać.Podobno jak za pierwszym razem dasz się przeprosić kwiatkami to
      potem będą następne kwiatki i siniaki.Musisz być stanowcza i silna od początku
      i podejmować jakieś ważne decyzje,które będą szły w kierunku zmiany sytuacji.
      • kraxa trzeba ciac od razu 14.07.05, 13:36
        po pierwszym rekoczynie. Ja tak zrobilam, chociaz bylo to krótko po slubie,
        spakowalam sie wynioslam. I chociaz do formalnego rozwodu uplynely jeszcze dwa
        lata, nie wrócilam do niego bo zrozumialam, ze on nigdy nie bedzie inny.
        Najpierw wylam w poduche, ze wstydu, ze za niego wyszlam, ze sie dalam
        tak "podejsc", a pitem zaczelam coraz wyzej podnosic glowe. W tej chwili jestem
        dumna, ze nie pozwolilam soba pomiatac. Nie gniewaj sie ale z tonu wypowiedzi
        wnioskuje, ze Ty juz jestes uzalezniona od tych "jazd". Moze dlatego, ze mialas
        to w domu. Ja nie pochodze z takiej rodziny, i to mysle mi pomoglo. Mimo
        gnojenia przez meza mialam ciagle, ukryty gleboko, ale jednak wzorzec
        normalnych relacji. Musisz isc po pomoc do specjalisty. jesli nic z tym nie
        zrobisz, za kilka lat mozesz zadzgac go nozem, bo przemoc esklauje przemoc.
        • akacjax kraxa-jesteś wzorem 17.07.05, 15:41
          Takie kobiety podziwiam! Przełamać barierę wstydu, to najwieksze wyzwanie.
          Ta bariera może być tak wielka, że nalepszy dom rodzinny może nie wystarczyć do
          odejścia.
          Jak pomóc dziewczynie, która ma taka sytuację, małe dziecko i wspaniałych
          rodziców, którym nic nie mówi?
          A może oni nie są tacy wspaniali jeżeli nie przypuszczają, że córka coś ukrywa?
          Dobroduszny, łagodny ojciec-czy to przyczyna? Gdyby był bardziej stanowczy i
          bardziej dbał o córkę, niż wierzył, że się "dotrą"?
          Dziewczyny-uciekajcie od przemocowców, to u nich nie przechodzi.
        • amelka171 Re: trzeba ciac od razu 19.08.05, 13:28
          chm...

          dziękuję bardzo za te trzy ostatnie posty
          Nie było mnie tu miesiąc...
          do psychologa nie poszłam

          Święta prawda,że zadżgam go keidys nożem!

          Nauczyłam się o tym mówić,co sie tu dzieje u mnie w domu, powiedziałam jego
          babci,takiej zaufanej bardzo - ale widac do czasu,bo właśńie w tej sprawie
          wygadała teściowej!

          Ale miało to dobry skutek,bo od tego czasu,juz ten miesiąc jest spokój pod tym
          wzgledem. Strasznei się kłócimy, codziennie, ale ile razy się na mnie
          zamachnie, tyle razy się wstrzymuje.

          Dziewczyny, chyba ide złą drogą,nie wiem co robić.
          On bardzo chce ratować małżeństwo,tak mówi,ale potem obsarwuję,że zachowuje ise
          nadal podobnie (tzn nie robi tych rzeczy,na których mi zalezy).
          A JA MAM ROMANS.
          No i co teraz???
          jest mi dobrze.BARDZO dobrze.Czuję się szczęśliwa.

          Ale jednoczesnie między mna i mężem jest coraz gorzej,piekło. Kłócimy sie co 10-
          20 minut o coś. Drzemy na siebie. WIem,że w 70% z mojej winy.

          teraz to się już zapętliłam w tym związku, co robić??????
          • triss_merigold6 Re: trzeba ciac od razu 22.08.05, 14:36
            Nie bardzo rozumiem po co Ci takie małżeństwo. Skoro jest więcej minusów niż
            plusów to trzeba sobie powiedzieć GAME OVER i odejść.
            • amelka171 game over 29.08.05, 08:29
              tak, tylko jak sobie pomyslę,że to jest ojciec Amelki, to mnie tak mocno serce
              się ściska.... Ile rodzin wszystko by oddało,żeby być razem,a są rodzieleni
              (praca za granicą, choroba, itp),a ja to mam, dlatego się bardzo waham.
              Wiem,że to musi nastąpić, ale tak mi ciężko... Nie robię jeszcze nic w tym
              kierunku. Ale za tydzień wysyłam go samego na wakacje do hsizpanii na 10 dni
              (miałyśy jechać w ostatniej chwili zrezygnowałam,bo będe miec wzcasy tutaj,jak
              się go pozbędę na ten czas), więc wtedy moze udałoby mi się ruszyć coś.

              CHciałabym rozpoczać od spisania intercyzy,jeszcze przed rozowdem,żeby było
              później łatwiej. Ale w takeij intercyzie się dzieli to,co już małżeństwo
              posiada?? Czy to tylko zabezpieczna na przyszłosc? A majątek , któy posaidamy z
              tych dwóch lata pozostaje wspólny?
              • pawel.drozdziak Re: game over 29.08.05, 09:28
                amelka171 napisała:

                > CHciałabym rozpoczać od spisania intercyzy,jeszcze przed rozowdem,żeby było
                > później łatwiej. Ale w takeij intercyzie się dzieli to,co już małżeństwo
                > posiada?? Czy to tylko zabezpieczna na przyszłosc? A majątek , któy posaidamy z
                > tych dwóch lata pozostaje wspólny?

                Generalnie w przypadkach tego rodzaju polecam kontakt osobisty z prawnikiem
                przed podjeciem jakichkolwiek krokow na wlasna reke. W gre moze wchodzic cala
                masa szczegolow, o ktore w internecie sie nie dopyta. Oczywiscie warto wczesniej
                przygotowac sie do takiej rozmowy szperajac co nieco w internecie. Prawnik
                bierze pieniadze za kazda godzine swojej pracy i nie ma sensu placic mu za
                tlumaczenie tego, co mozna bylo wczesniej przeczytac samodzielnie.
                Goraco polecam zaczynanie od najprostszych mozliwych metod zbierania informacji
                w sieci, czyli po prostu od wpisywania interesujacych nas wyrazow do
                wyszukiwarki. Przed chwila wszedlem na google, wpisalem slowko 'intercyza' i
                zobaczylem nie mniej niz 50 artykulow, ktore dokladnie opisuja czym ona jest i w
                jakich warunkach ja sie zawiera. To samo dotyczy takich hasel jak 'alimenty',
                'sprawa o znecanie sie', 'obowiazek alimentacyjny' itd. Powodzenia.
              • akacjax Re: game over 29.08.05, 09:31
                Jeżeli chcesz podziału majątku musisz z nim tego podziału dokonać i podpisać
                takie porozumienie u notariusza(albo zgłosić w czasie sprawy rozwodowej i tam
                zapisać) lub założyć osobną sprawę sądową(gdy się nie dogadaliście) po
                rozwodzie.
                Intercyza daje rozdzielność majątkowa od dnia jej spisania. To samo daje
                rozwód/separacja-tylko, że ta rozdzielczość po sądzie jest uznana za ogólnie
                znaną, a tą od notariusza należy zawsze objawiać przy załatwianiach różnych
                (jako, że domyślne w Pl jest wspólnota-dopóki zaślubienie:)

                Musisz zrobić bilans strat i zysków i tego, co po nim możesz się spodziewać.
                U mnie wydawało się, że będzie gładko, a w miarę upływu czasu, jest coraz
                gorzej. Ponieważ zależy mi by się wyniósł tak bardzo, nie myśle o podziale
                majątku. A podobno jeszcze do niedawna byłam wspólwłaścicielką auta...M.
                pozbywa się wszystkiego po kolei...a ja tylko czekam by pozbyć się jego...
                Szkoda mojego czasu, pieniędzy i zdrowia na sądzenie się majatkowe. Majątek nie
                jakiś oszałamiająco wielki, może za to on kupi sobie po orzeczeniu (by miał
                rozdzielność)mieszkanie...i tego najbardziej chcę.
                • amelka171 trzeba się wynosić 05.09.05, 16:57
                  Dziękuję za dwa bardzo ważne maile.

                  Od dziś mam dwa tygodnie spokoju na szczęście. Spróbuję się z tym wszystkim
                  uporać i coś zadziałać, dopóki nie wróci.

                  Moi teście chyab cos podejrzewają. Zaobserwowałam swoisty wyścig zbrojeń i
                  jeszcze bardziej mnie to przeraziło. Bo czy jest normalnym, że moja teściowa
                  kupiła WSZYSTKO,co potrzebne dla dziecka (ubranka, buciki, przybory do
                  karmienia,włącznie z łózeczkiem ślicznym, drewnianym) do siebie do domu (mnie
                  NIC dla dziecka z tego nei dała). Weźcie pod uwagę, że dziecko PÓŁ roku nei
                  miało swojego łóżeczka, tylko pożyczane od mojej koleżanki...

                  terzba się wynosić!

                  jednocześnie wiem,że potrzebuję mnóstwo wsparcia od Was.... Dziś - mimo,że ten
                  upragniony dizeń,kiedy jestem sama nadszedł - cały czas płaczę z nerwów...

                  Amelka
                  • olcia95 Re: trzeba się wynosić 28.11.05, 21:58
                    ja tez odchodze od meza.Strasznie sie boje ze sobie nie poradze-finansowo.Ale
                    wiem ze chce byc wkoncu szczesliwa i miec w domu spokoj.Mam nadzieje ze sobie
                    poradze i ciesze sie ze jest takie forum bo wiem ze jest wiele kobiet w
                    podobnej sytuacji.I wiem ze im sie udaje.
    • m.nikla Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 17.11.05, 22:30
      czemu tak musi być??...u mnie wszystko się dopiero "rozkręca"...
      byłam dzisiaj na obdukcji...
      mam 5 miesiecznego synka...jego mi żal najbardziej,że na to patrzy...czemu
      życie jest taki popieprzone? :-((((((
    • bobo80 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 26.11.05, 00:53
      wiesz przeczytalam wszystkie twoje wypowiedzi,bardzo sie krecisz w tym wszystkim
      i mam takie wrazenie,ze myslisz nie o dziecku tylko wiecej o sobie.Oczywiscie o
      sobie jak najbardziej ale jest taka mala istotka,ktora potrzebuje
      ciepla,milosci i obojga rodzicow ,i bezpiczenstwa.Moja tesciowa ma tak
      wspanialego meza,ktory bil ja,ponizal itd.Tak miala przez 25lat pozycia
      malzenskiego,zdazylo sie kilka takich epizodow gdy ja sie wprowadzilam do
      nich,niechcialam sie wtracac w ich sprawy-do czasu.Bylam w ciazy a zanosilo
      sie,ze bede mieszkac dlugo,niechcialam by moje dziecko wychowywalo sie w takiej
      atmoswerze wiec wzielam sprawy w swoje rece,bo oni niechcieli wzywac policji bo
      potem robil kolejna awanture,bo musial nocowac tam gdzie nie powinien a
      wszystko sie dzialo pod wplywem alkocholu oczywiscie.Wiec ja zadzwonilam po
      policje i zaczelo sie wszystko,do mnie mial waty ze zadzwonilampo policje
      musielismy sie wyprowadzic wszyscy tesciowa itd po tygodniu wymiekl bo nie mial
      zarcia,nic niemial mu kto wyprac itd jak sam mowil niechce zeby to mieszkanie
      zostalo przez niego zgnojone wiec siadl sobie na tyku tak jest do dzis ale on
      wie ze jesli zrobi rcu nieodpowiedni,ktory zagozi nam wszystkim to juz
      niewyjdzie ze swojego bagna,bedzie udupiony do konca duzo moglabym opowiadac
      jak to wszystko bylo dokladnie ale wiem napewno wyprowadz sie zaloz sprawe i
      koniec wiem dziecko najlepiej wychowuje sie w pelnej rodzinie no niestety zycie
      nie jest uslane rozami czasem jest czarno-biale,BADZ,STANOWCZA,I ZDECYDOWANA
      NIEMA LITOSCI NICH PLACI ZA KRZYWDY TWOJE I DZIECKA NIEBEDZIE BIL TO ZOSTANIE
      ZNECANIE PSYCHICZNE I TAK WKOLKO MACIEJU SYZYFOWA PRACA WIEC POWODZENIA CI
      ZYCZE.
      • amelka171 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 22.02.06, 12:23
        Kochane jesteście.

        Nie odzywałam się, bo nasza sytuacja sięgnęła bruku...

        Ale mam dobra wiadomość!!!!

        Udało mi się.
        Jeszcze trochę to trwało, ale 10 lutego WYPROWADZIŁAM SIĘ OD
        NIEGO!!!!!!!!!!!!!!!
        W między czasie (od listopada) byłam na policji. Dostał wezwanie,
        pouczenie.Wystraszył się. Od tego czasu "tylko" raz napluł mi w twarz i raz
        użył siły. Ale tak jak bobo80 napisała - psychiczne znęcanie - praktycznie nie
        do zidentyfikowania - nie znikneło.
        A 10 lutego rano słyszę jego WRZASK z pokoju, jak zwraca się do naszego
        Maluszka: KU..AAAAAAAAAAAAAAAAA, BIERZ TE LEKI!!!!!!!!! (bo Amelka była chora)
        Zaczął przerzucać swoją agresję na dziecko. Już nie było mi trzeba więcej...

        Okazuje się, że jest wiele życzliwych osób wokół mnie, które mi pomagają i mnie
        wspierają.
        A jego rodzice?
        Ojciec się na mnie wydarł przez telefon, że to moja wina,że jego synek nie
        pracuje, bo kupiałm mu telewizor.
        A mama - cóż - jestem egoistką, "a co? Chłopu się nie wolno zdenerwowac?
        Przeklnał sobie, i tyle. Przecież nie do dziecka to było" - patrzyłam na nią
        jak na UFO, człowieka z innej planety. I oczywiście wydzierała się na mnie,
        jaka to ze mnie egoistka i co ja zrobiłam z jej synusiem,że jest taki
        zaniedbany!

        TEraz jest bardzo stresująco, ale uwalniam się!

        Amelka171
        • ela282 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 23.02.06, 07:31
          Amelko bardzo dobrze zrobiłaś. Po co marnować sobie życie z kimś takim. Chroń
          dziecko od tej przemocy. Może Ci się wydaje, że dziecko sobie nie zdaje sprawy
          z tego co się dzieje, ale uwierz mi, że ono przeżywa to jeszcze bardziej niz
          Ty. Jeżeli będziesz trwała w tym związku to na pewno odbije się to na psychice
          dziecka. Czy chcesz żeby Twoje dziecko miało problemy w życiu? Nigdy więcej nie
          pozwól tak się traktować. Jeżeli on Ciebie nie szanuje, zacznij szanować sama
          siebie. Ty myślisz, że on Cię kocha?. Powiedz czy dziecku zrobiłabyś krzywdę,
          napluła w twarz? Uciekaj od niego i to szybko. Trzymaj się. Pozdrawiam
          • ela282 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 23.02.06, 07:32
            A jego rodzicom powiedz, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.
        • triss_merigold6 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 23.02.06, 19:43
          Dzielna dziewczyna, gratuluję. Z jego rodzicami nawet nie dyskutuj. Dzwonią?
          Odkładaj słuchawkę.
        • magnusg Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 02.03.06, 18:04
          Gratuluje.I nie mysl prosze,ze my wszyscy mezczyzni tacy jestesmy jak twoj
          facet.Czytajac to forum mozna by nabrac przekonania,ze tylko tacy debile sa
          wsrod mojej plci.Ale mam nadzieje,ze znajdziesz jakiegos normalnego
          chlopaka,ktory cie doceni i naprawde pokocha.Powodzenia w nowym,spokojniejszym
          zyciu bez agresji,ponizania i bicia.
          • myszka190 Re: DZIŚ O 3 w nocy dostałam znowu... 02.03.06, 21:41
            Straszne tu rzeczy piszesz o Twoim mężu , ciekawa jestem czy do tego
            wszystkiego możesz dołożyć też zazdrość i alkohol bo ja tak. Oprucz , bicia ,
            kopania , wyzywania to jeszcze mam chorobliwą zazdrość i psychiczne znęcanie
            przez telefon.
            Od 3 tygodni chodze do psychologa , gdzyby nie poradnia nie wiem co by dzisiaj
            zemną było , tak głęboko w tym tkwiłam , że nawet z jednej dodatkowej dobrej
            pracy zrezygnowałam bo nie dawałam już rady.
            A teraz dzięki leczeniu , od 3 tygodni nie odbieram od niego telefonu ,
            zamierzam podpisać z nim intercyze a potem jak sie nie zmieni a jak tu piszą w
            tych postach to raczej sie nie zmieni mam zamiar wziąść rozwud.
            Życze Ci powodzenia i gratuluje , że przełamałaś bariere wstydu , to jest
            bardzo ciężkie ja też tego nie mogłam zrobić ale przyszedł ten dzień gdzie
            większość czasu leżałam na podłodze i tylko płakałam i wkońcu przełamałam
            bariere wstydu i zaczełam o tym mówić jaka ulga.
            PSYCHOTERAPIA- POLECAM DUŻO POMAGA ZROZUMIEĆ MECHANIZNY TAKIEGO UWIKŁANIA I
            BARDZO DOWARTOŚCIOWUJE!!!!!!!!!!1 TRZYMAM KCIUKI POWODZENIA
            • amelka171 rozwód? 19.04.06, 14:08
              bardzo dziękuję za posty, które stawiają mnie naprawdę na nogi
              znowu mam problem, bo od 2 miesiecy próbuję rozpoczać się rozwodzić i on robi
              wszystko, zeby wzbudzić we mnie poczucie winy, albo tak to odwleka, że nawet
              nie wiem kiedy mijają kolejne tygodnie.
              Ja jestem generalnie wszystkim wykończona, więc pewnie słabo walczę.
              Telefonów nauczyłam się od niego nie odbierac (bo ku.. czasem przez słuchawkę)
              Do dziecka moze przychodzić keidy chce - umawiamy się smsami lub przez moich
              rodziców.

              A jego mama vel moja teściowa opowiada obcym ludziom na mieście, że jestem
              popie..na i nie da się ze mną wytrzymać....
              załamałam się

              wielkie uściski i podziekowania za pomoc!

              A.
              • nikita696 Re: rozwód? 19.04.06, 14:38
                trzymaj się!
                dasz radę!
                pie*** tesciową i wszystkich którzy będą gadać na twój temat!
                zrobiłaś to dla siebie i dla dziecka:)
                szczescia zyczę:)
              • ela282 Re: rozwód? 19.04.06, 17:42
                Amelko niech teściowa sobie opowiada. Ty nie przejmuj się tym. Wiadomo broni
                swojego synusia. Sama powinna sie winić, że tak go wychowała. Nie załamuj się,
                bo sprawisz im jeszcze większą radość. Pokaż, że sama dasz radę w życiu. Masz
                przecież dziecko. Poświęć dziecku więcej czasu i przy okazji sobie. Pokaż, że
                Ty jesteś dobrą matką.
                • horpyna4 Re: rozwód? 20.04.06, 09:05
                  I pamiętaj, że rozwód musi być z orzeczeniem o jego winie. Nie idź na żadne
                  układy, bo będziesz gorzko tego żałować. Weź dobrego adwokata, to się opłaci
                  w przyszłości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka