amelka171
18.06.05, 05:44
Witajcie,
zaczynam szukać pomocy, bo nie umiem sobie z tym poradzić.
Mam 25 lat, męża i 8-miesięczną córeczkę.(to nie była wpadka)
przyczytałam dużo z forum i już jestem mądrzejsza :-)
przypadek już opisywany tu, znalazłam wiele wspólnych cech.
Jesteśmy ze sobą 2 lata i 2 mies. (rok i 10 miesięcy po slubie)
Zaczęło się jeszcze przed slubem. Wyzwiska baaaaardzo niecenzuralne i
awantury. Potem doszło plucie w twarz a ostatnio jak bardzo się zdenerwuje
mój maż - potrafi mnie uderzyć. Tak, zdarzały sie wcześniej "kuksańce",ale to
nic takeigo w prównaniu z tym,co teraz mnie spotyka.
Jak mnie walnie,to wydaje mi się,że umrę z bólu!
Naprawdę, wolę rodzić, niż dostac od niego!
Dostaję tylko raz. Boli ok. 10 godzin, nie ma żadnego śladu.
Za pierwszym razem dostałam różę na przerposiny, dziś był drugi raz...
Teraz śpi.
To nie jest tak,że mam siniaki, jestem pobita strasznie. Nie.
Ale po przeczytaniu Waszych postów zrozumiałam,że i tak nei jest to normalne.
Za te wszystkie awantury (wyzywa mnie min. raz na 2 dni) tłumaczy się,że to
moja wina, bo go denerwuję. Ale naprawdę potrafi mi to wmówic!
Na szczęście mam przyjaciółkę, która kazała mi coś z tym zrobić.Bo pewnie,jak
się przespię, już bym go kolejny raz broniła,że rzeczywiśćie go zdenerwowałam.
"Sprzeczki małeżnskie przeceiż mają prawo się zdarzyć. Jedna storna może mieć
pretensję do drugiej, możńa się pokłócić, ale nie tak wyzywać."-tak mówiła i
powtarzała mi moja przyjaciółka, ale kiedy dzownię po raz kolejny po
poniżaniu mnie np. przez to plucie lub teraz przez uderzenie - dała mi do
zorzumienia,że trzeba coś z tym zrobić.
Mam wrażenie,że będzie coraz gorzej,bo uderzył mnie tak straszliwie mocno
pierwszy raz ok. tygodnia temu i już zrobił to drugi raz..
Szkoda mi dziecka, które wszystko słyszy (straszne przekleństwa i awantury) i
dziś w nocy zpostało obudzone przez mojego męża 4 razy.
Aha!Upodabniam się do niego świetnie! Tez już potrafię go wyzywac i ...
podrapać. Nie miesciło mi sie to w głowie,a od paru mieisęcy lekko mi to
przychodzi... (czytałam w poprzednich postach o upodabnianiu się i się
przeraziłam....)
Co mam zrobić?? Poradnia? A gdzie się takich szuka w ogóle?On mnei straszy,
jak płączę,że naprawde chce odejść, że zabierze mi dziecko. Tak się boję, że
nie robię już nic wtedy...
Myślałam, żeby pogadać z jego ojcem - bo się go boi i przeraża go mysl,że
mogłabym o tym opowiedzieć, ale jednocześnie wiem,że staną po jego stornie,
bo mnie nie lubią.
A miłość? Jestem przekonana,że kocha mnie bardziej niż ja jego. (ja teraz
zastanawiam sie juz od około 2 miesięcy,czy w ogóle go kocham...)
Jestem przekonana, że(w jego rozumeiniu) kocha mnie nad życie, a ta agresja
to choroba, którą trzeba leczyć.Ale jak i gdzie?
Jestem kłębkiem nerwów. Znajomi zauważyli, jak bardzo się zmieniłam. Wszyscy
wszystko widzą, tlyko nie ja...
Pewnie,jak się przespię, rano z nim porozmawiam i jak zwykle mu wybaczę..
Dlatego piszę to teraz, na żywo, żeby nie zdążyć znaleźć setki argumentów go
usprawiedliwiających,bo robię tak zawsze.
Bardzo liczę na pomoc.