marcelina221
30.07.06, 14:31
w koncu mnie to dopadlo
ktos mnie naprawde oszukal za nic,zastanwiam sie dlaczego faceci nie maja
uczuc,dlaczego tak rania w ogole nie zdajac sobie z tego sprawy, ze ktos
cierpi i to bardzo
poznalam fajnego faceta,wszystko zaczynalo sie naprawde fajnie
ukladac,zaczelismy sie spotykac,i bylo ogolnie bopolne zainteresowanie
zaczelismy byc ze soba,wszystko rozwijalo sie zdecydowanie za szybko jak dla
mnie,staralam sie to troche przystopowac,nie chcialam sie zakochac,bo
wiedzialam ze po tak krotkim czasie znajomosci nigdy nic niewiadomo co moze
ztego wyniknac
ale widywalismy sie codziennie,mieszkam przez wakacje sama wiec i tak nie
mialam nic do robienia,moze to dlatego,coraz czesciej u mnie sypial, wszystko
bylo narwde jak z bajki, super sie dogadywalismy i w ogole,podobal mi sie
zarowno wizualnie jak i wewnetrznie,choc wiadomo ze bylo kilka drobnych
rzeczy ktore mnie w nim wkurzaly ale bylam gotowa to zaakceptowac
bylismy ze soba zaledwie poltora miesiaca,to sie wydaje bardzo malo,moze to
lepiej,ale spedzajac prawie codziennie ze soba pol dnia to jednak robi sie
wiecej
zaplanowalismy wakacje,mielismy jechac na woodstock,a potem nad morze,nie za
bardzo mialam chec,tzn chec moze tak,ale bylam troche splukana i nie mialam
za bardzo czasu na wakacje w zwiazku z tym ze we wrzesniu sie bronie, ale
stwierdzilam no dobra zobaczymy,cos czuje ze i tak nie pojedziemy,jakos to do
mnie nie docieralo ze wszystko wypali
po czym jakis tydzien przed planowanym wyjazdem okazalo sie ze moj facet ma
mozliwosc wyjazdu na szkolenie z pracy do francji na miesiac,na poczatku sie
ucieszyl bo to jakas tam szansa,ze nieliczni na takie skzolenia jezdza,troche
glupio ze mielibysmy sie nie widziec miesiac no ale trudno,ja tez
stwierdzilam ze moz eto lepiej bo bede miala czas dla siebie
potem zaczal zalowac ze jedzie i ogolnie mowic ze wolalby jechac na te
wakacje i ze jest dobani,ze bedzie mu mnie brakowac i takie tam(jedna wielkna
parszywa sciema)
jeszcze we wtorek wieczorem gdy spedzalismy ostatni wieczor razem przed jego
wyjazdem(mial jechac w srode rano) wszystko bylo super,mowil ze bedzie mu sie
tesknic, i o tym co porobimy jak wroci,ze nie chce jechac, w ogole chcial
moje zdjecie sobie zabrac,no wszystko autentycznie wszystko wygladalo tak
jakby naprawde jechal na szkolenie,bylismy jeszcze u niego w domu,pakowal sie
przy mnie,gdy spotkalismy jakichs znajomych jego,moich ,ale nawet znajomych
jego rodzicow,wszystkim mowil ze wyjezdza na dluzej na skzolenie
no i tak...
rano wyszedl ode mnie i pojechal...
i do piatku poludnie myslalam sobie z ejest we francji,ze pewnie juz dojechal
itp
po czym jstem sobie nad woda i dostaje od kumpeli smsa ze widziala go na
woodstocku wlasnie i ze ja kompletnie zlal,nic nie powiedzial na to gdy
zapytala gdzie ja jestem:/
no doslownie na poczatku zachcialo mi sie smiac,no szok tak jakby,potem
zaczelam sie zastanawiac dlaczego,przeciez wszystko bylo fajnie,ukladalo sie
coraz lepiej i mogloby nawet zrobic sie z tego cos powazniejszego i na dluzej
a on w jednej chwili tak to potraktowal i to w taki sposob
oczywiscie nic sie nie odezwalam,dla mnie wszystko stalo sie jasne ,no nie
mam juz faceta i tyle,co tu duzo rozmyslac,choc bylo mi mega przykro
wczoraj o dziwo zadzwonil do mnie bo jak to okreslil chce byc uczciwy i
wyjasnic,powiedzial ze jest na woodstocku,ze pojechal do francji ale okazalo
sie to totalny kwas z eniby mieli wszystko tak miec zalatwione a okazao sie
na miejscu inaczej:/ wiec pozyczyl od kogos pieniadze i samolotem
wrocil,ugadal sie ze znajomymi i odebrali go w poznaniu jakac na woodstock i
pojechal z nimi,dawno nikt mi takiej bajki nie sprzedal no napradwe az mi sie
smiac z niego chce
zaczal mowic z eon nie chce teraz wracac do miasta ze sie czuje strasznie,ze
nie wie jak wroci do tej swojej pracy,ze jest mu glupio przez szefem,i przed
wszystkimi,ze ogolnie jest w sytuacji strasznej teraz:))
i jeszcze powiedzial ze on chce byc ze mna dalej,ze nie wiem czy wroci od
razu po woodstocku czy jeszcze gdzie pojedzie bo musi sie uporac z tym
wszystkim,ale chce byc ze mna,ze mu niby zalezy,ze jak wroci to chce sie
spotkac,wszystko mi wyjasnic i wtedy ja zdecyduje co zrobie:))
no i poweidzcie laski jak tu wierzyc facetom??jak oni taka scieme puszczja i
jeszcze ostro mi gada ze mu zalezy,wg mnie gdyby mu zalezalo to juz by tu byl
i probowal wyjasniac,no naprawde z kazdym dniem trudniej jest mi zrozumiec co
siedzi im w glowach naprawde
ale najwazniejsze ze juz sie czuje lepiej,jeste mi jeszcze przykro i
trudno,bo najgorsze jest to ze ja chce z nim byc,nie wiem czy to jeszcze
zauroczenie czy juz zakochanie,ale no bylo dobrze naprawde dobrze,tylko ze po
tym co zrobil jedyne co jestem w stanie to chyba o nim zapomniec:)chociaz mi
szkoda