mąż i jego kolega

20.07.08, 11:23
Jesteśmy małżeństwem od prawie 3 lat. A ostatnimi czasy denerwuje mnie to, że
mąż strasznie jest za kumplami. Ja rozumie, że spotkać się z nimi można ale od
czasu do czasu a nie praktycznie codziennie! I to za wszelką cenę. Mąż jest
osobą towarzyską. Przed ślubem często spotykaliśmy się ze znajomymi ale wiele
razy było, że gdzieś sam na sam wyskakiwaliśmy. A po ślubie - nie pamiętam
kiedy byliśmy ostatnio gdzieś sama na sam na dłużej. Owszem parę dni temu
zabrał mnie do restauracji na kolację, ale co to za kolacja jak w miedzy
czasie jak czekaliśmy na zamówione dania, mąż obdzwaniał kolegów, aby
sprawdzić do którego można odwiedzić. Kolację szybko zjadaliśmy i w drogę do
kolegi! Obiecał zrobić mi skalniak przed domem, zaczął go robić ponad miesiąc
temu i do dnia dzisiejszego nie jest skończony. Czemu? bo zawsze coś innego
było ważniejsze. A to piwko u kolegi a to ryby. Np ostatnio jak skończył
pracę, poprosiłam go abyśmy przywieźli ziemi na skalniak. Wpadł w złości,
zaczął mi zarzucać że ja bym go najchętniej zamęczyła robotą itd. że on
zmęczony itp. Położył się, pół godziny później zadzwonił kolega Michał aby
powiedzieć mojemu mężowi, że wraca z pracy do domu i jak chce to mój mąż może
do niego przyjechać. Od razu mąż zerwał się na nogi i z tekstem do mnie
"szykuj się jedziemy". A jak już siedzieliśmy w samochodzie to poprosiłam
abyśmy podjechali do pobliskiego marketu bo muszę zrobić zakupy, m.in. kupić
dużą karmę dla psa. Odpowiedź mojego męża brzmiała "nie mamy czasu, jedziemy
bo Michał czeka". A okazało się, że Michał jest na przeglądzie samochodu o
czym wiedział mój mąż. No i tak czekaliśmy sobie przed stacją kontroli
pojazdów na Michałka. Nie wytrzymałam i się odezwałam do męża, że spokojnie
zdążylibyśmy zrobić zakupy. A mąż krótko odparł "oj misiu".
W ten weekend jak w każdy jeździmy na ryby na noc nad pobliski zalew. I nigdy
nie byliśmy sam na sam. Zawsze musi kogoś z kumpli z nami zabierać. Wczoraj
też byliśmy, pierw dzwonił do jednego kolegi spytać czy aby nie pojedzie z
nami, kolega odmówił, to zadzwonił do drugiego, ten też odmówił. I tak
wydzwonił do 3. Jeden przyjechał. Wieczorem powiedziałam mężowi, że w
niedzielę (czyli dziś) będę chciała z samego rana wracać do domu. Mąż odmówił
bo chciał do niedzielnego popołudnia wędkować. Ok - nie ma sprawy. Poszłam
spać do namiotu, o 7ej rano mąż mnie budzi, abym się już zbierała bo jedziemy.
Zdziwiłam się bo przecież chciał zostać do południa. A okazało się, że
Michałek dzwonił i zaprasza do siebie. Zbuntowałam się, powiedziałam że
nigdzie nie jadę. Mąż więc nie miał jak bo był po 2 piwach, więc nie mógł
siąść za kierownicę. Przekonałam męża abyśmy jednak pojechali do domu a nie do
kumpla. Ok zgodził się. Ufff ... W drodze do domu, mąż spytał mi się czy chcę
abyśmy poszli dziś na festyn do pobliskiej miejscowości. Zgodziłam się od razu
- wreszcie sam na sam na imprezie bez towarzystwa. Ale jak tylko się zgodziłam
mój mąż łaps za telefon. Pytam gdzie dzwonisz a on do mnie "do Michała spytać
czy by z nami nie pojechał" wrrr !!! ręce mi opadły. Nie wytrzymałam i
powiedziałam, że ja przyzwoitki nie potrzebuję, że chcę wreszcie sam na sam z
nim iść na imprezę jak mąż z żoną BEZ TOWARZYSTWA. Mąż odłożył telefon z
komentarzem że fajniej jest jak się jest z towarzystwem. Tłumaczyłam mu, że ja
nie mam nic przeciwko towarzystwu ale nie do przesady ... bo nie pamiętam
kiedy byliśmy sami gdziekolwiek.
Mam już dosyć! denerwuje mnie to, że mąż zawsze kogoś na trzeciego szuka.
Czasem czuje, że koledzy ważniejsi. Tak jak np. ostatnio w łazience nie
działają kontakty, więc nie mam jak prać i nie mamy ciepłej wody (mamy
elektryczny piecyk). Prosiłam męża aby zobaczył co jest grane. Nawet nie
sprawdził! Wolał prosto po pracy jechać do Michała pomóc mu robić samochód.
Wielokrotnie proszę, tłumaczę mężowi a ten nic. Znacie jakieś sposoby aby
skończyć z tym męża nachalnym szukaniem towarzystwa, szukaniem przyzwoitki ...
bo ja się wykończę nerwowo. Jesteśmy młodym małżeństwem (3 letni staż) ja 27
lat on 26. Dzieci nie mamy, choć ja bardzo już bym chciała ale mąż ma jakieś
"ale" - zwleka z decyzją o potomstwie. Tak więc powinniśmy korzystać ile się
da póki jeszcze dzieci nie ma. Wyjechać sobie gdzieś itd.

Tylko proszę nie sugerować, że mój mąż do gej - bo jak jedzie do kumpla to
jadę razem z nim. A po drugie mój mąż na pewno nim nie jest. A jeśli chodzi o
wyjazdy na ryby to, też proszę nie sugerować że są to wyjazdy na coś innego a
nie na ryby. Mój mąż ma bzika na punkcie wędkarstwa. Sprzętu ma masę i do za
sporą kasę. Jeden pokój jest cały zawalony jego wyposażeniem wędkarskim.
    • rachela25 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 11:33
      To chyba znaczy że nie macie wspólnych tematów, i wdarła sie
      rutyna.Mąż woli pogadać z kolegą o d.upie marynie niż z tobą o
      kontaktach w łazience.Jest młody, i widocznie nie wyszalał się
      jeszcze. Nie wiem jaką rade dać , bo ja to w ogóle przeciwniczka
      brania ślubu przed trzydziestką ...a dziecko nic nie pomoże, jeszcze
      go bardziej przytłoczy i będziesz siedziała sama w domu z
      wrzeszcącym niemowlakiem
      • niebieski_lisek Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 11:39
        Świetna diagnoza, myślę, że prawdziwa w 100%.
      • wera-27 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 11:57
        rachela25 napisała:

        > To chyba znaczy że nie macie wspólnych tematów, i wdarła sie
        > rutyna.Mąż woli pogadać z kolegą o d.upie marynie niż z tobą o
        > kontaktach w łazience.Jest młody, i widocznie nie wyszalał się
        > jeszcze.

        ja uważam, że mamy wiele wspólnych tematów ... zwłaszcza, że mąż "zaraził" mnie
        swoim hobby - wędkowaniem. Przed ślubem byliśmy z sobą prawie 7 lat i nigdy się
        z sobą nie nudziliśmy.
        Wyszaleć to też się wyszalał. Jak zaproponował zaręczyny to powiedział, że
        najwyższa pora się ustatkować i założyć rodzinę. Zaznaczył, że już wystarczy mu
        życia kawalerskiego.
        • astarte-astarte Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:00
          jestescie malzenstwem od 3 lat, wczesniej byliscie razem 7= 10 lat
          ty masz 27 lat on 26
          gdzie on mial sie wyszalec jako 16??
          • wera-27 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:04
            astarte-astarte napisała:

            > jestescie malzenstwem od 3 lat, wczesniej byliscie razem 7= 10 lat
            > ty masz 27 lat on 26
            > gdzie on mial sie wyszalec jako 16??

            uwierz mi, że miał czas się wyszaleć. Tak jak już wcześniej pisałam miał ojca
            alkoholika. Oprócz niego było 3 rodzeństwa (mąż najmłodszy i najbardziej przeżył
            alkoholizm w domu). Uciekał z domu, nie wracał na noc, wdał się w złe
            towarzystwo, wywalili go ze szkoły itd.
            • niebieski_lisek Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:11
              > uwierz mi, że miał czas się wyszaleć. Tak jak już wcześniej pisałam
              > miał ojca alkoholika.

              Po prostu nie wierzę w to co, przeczytałam. Jeśli według Ciebie okres
              "wyszumiania" się młodych ludzi wygląda w ten sposób to ja dziękuję.
              • wera-27 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:21
                niebieski_lisek napisała:

                > > uwierz mi, że miał czas się wyszaleć. Tak jak już wcześniej pisałam
                > > miał ojca alkoholika.
                >
                > Po prostu nie wierzę w to co, przeczytałam. Jeśli według Ciebie okres
                > "wyszumiania" się młodych ludzi wygląda w ten sposób to ja dziękuję.

                zacytowałaś początek, a ważny był koniec. Ja też nie uważam, że jak się ma w
                domu alkoholika to jest to dla innego członka rodziny czas "wyszumienia" mi
                chodziło o to co na końcówce napisałam (uciekał z domu, nie wracał na noc, wdał
                się w nie odpowiednie towarzystwo, wyrzucono go ze szkoły itd.). To było
                spowodowane tym, że nie radził sobie z domowym problemem - jakim był alkoholizm.
                Rodzeństwo ma sporo starsze od siebie. Siostry były na studiach a on z rodzicami
                w domu. Matka starała się zająć mężem alkoholikiem. Ale nikt ani matka ani żadna
                z sióstr nie zainteresowała się nim. On został sam sobie. Teraz żałuje tamtych
                czasów, że dość iż matka przeżyła istny koszmar z mężem alkoholikiem to jeszcze
                mąż przysparzał jej tyle problemów wychowawczych.
                • astarte-astarte Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 13:14
                  nadal sie upieram, ze to byla ucieczka od problemow, z ktorymi sobie
                  nie radzil, nie zas wyszumienie sie
            • astarte-astarte Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:15
              chyba inaczej pojmujemy pojęcie 'wyszaleć się'
              dla mnie to możliwość zabawy, poznania nowych ludzi (zwłaszcza tych
              płci przeciwnej), imprez, szalonych i głupich wybryków o 3 nad ranem,
              spontanicznych wyjazdów
              co ma z tym wspólnego ojciec alkoholik i 3 rodzeństwa?
              • wera-27 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:24
                astarte-astarte napisała:

                > chyba inaczej pojmujemy pojęcie 'wyszaleć się'
                > dla mnie to możliwość zabawy, poznania nowych ludzi (zwłaszcza tych
                > płci przeciwnej), imprez, szalonych i głupich wybryków o 3 nad ranem,
                > spontanicznych wyjazdów
                > co ma z tym wspólnego ojciec alkoholik i 3 rodzeństwa?

                tak samo pojmujemy te pojęcie ... ale Ty zwróciłaś uwagę na początek tego co
                napisałam a chodziło o końcówkę. Przecież napisałam, że uciekał z domu, nie
                wracał na noc. Już jako 15to latek imprezował. Wiele głupich wybryków popełnił.
                Itd - długo o tym pisać
                • anna_heche Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:31
                  wera-27 napisała:

                  >
                  > tak samo pojmujemy te pojęcie ... ale Ty zwróciłaś uwagę na
                  początek tego co
                  > napisałam a chodziło o końcówkę. Przecież napisałam, że uciekał z
                  domu, nie
                  > wracał na noc. Już jako 15to latek imprezował. Wiele głupich
                  wybryków popełnił.
                  > Itd - długo o tym pisać

                  Ale to naprawde nie jest żadne wyszumienie. To bunt, frustracja i
                  nieumiejętność znalezienia się w ciężkiej sytuacji. Był młody i
                  zagubiony. Teraz jest dorosły, nie ma tak trudnej sytuacji jak
                  kiedyś i być może teraz przyszedł czas na świadome korzystanie z
                  życia i chęc wyszumienia się.
                  • astarte-astarte Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:34
                    zgadzam sie!
                    moim zdaniem wyszumiec sie to oznacza swiadome korzystanie z urokow
                    zycia, nie zas ucieczka przed bagnem zycia codziennego, ktoremu 15
                    czy 16-latek nie potrafi stawic czola
                    to zupelnie dwie inne rzeczy
                • kadfael Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:39
                  Wyszumienie się-to jest cos pozytywnego, radosnego, dającego
                  satysfakcję. Twój mąż to robil z negatywnych pobudek. A teraz
                  prawdopodobnie wszystko w jego zyciu układa sie pozytywnie, chce
                  więc własnie sie wyszumieć, pobyc wśród ludzi. Nie robi przeciez
                  niczego zlego z tym kolega, w dodatku zabiera Cię ze sobą. Nie mozna
                  zyć w małżeństwie jak w izolazji dwoosobowej. A męskie przyjaxnie sa
                  cenne!
                  • wera-27 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:53
                    kadfael napisała:
                    > Nie robi przeciez nic złego z tym kolegą, w dodatku zabiera
                    > Cię ze sobą. Nie mozna zyć w małżeństwie jak w izolacji
                    > dwoosobowej. A męskie przyjaxnie sa cenne!

                    ja to rozumie, że trzeba wychodzić do ludzi. Również lubię towarzystwo ale nie
                    do przesady. Chciałabym od czasu do czasu wyskoczyć gdzieś z mężem sam na sam. A
                    po drugie tu nie tylko o to chodzi, ale o to że zdanie kolegi jest ważniejsze od
                    mojego. Tak jak już pisałam wcześniej, byliśmy na nocce na rybach (z soboty na
                    niedzielę) i poprosiłam męża abyśmy w niedzielę wcześniej rano wrócili z ryb do
                    domu, odmówił ... bo to jego hobby i chce powędkować do południa. A jak tylko
                    kolega zadzwonił i to po 6ej rano z tekstem abyśmy do niego pojechali to mąż od
                    razu obudził mnie w namiocie po trzeba już jechać. Moja prośba o wcześniejszy
                    powrót do domu była nie ważna - wystarczyło że kumpel zadzwonił i już mąż składa
                    wędki, powietrze z pontony spuszcza i pakuje wszystko do auta. W domu gniazdka w
                    łazience nie naprawił, mimo iż prosiłam bo chciałam nastawić pranie, umyć też
                    nie ma się jak bo nie ma ciepłej wody (grzejemy piecykiem elektrycznym) ale do
                    kumpla pojechał, pomóc mu w wymianie klocków hamulcowych w aucie mimo iż kumpel
                    go o to nie prosił ... ale za to ja go prosiłam o naprawę kontaktu w łazience bo
                    nie ma prądu w dwóch gniazdkach.
                    • kadfael Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 13:11
                      Jeśli chodzi o te kontakty i ich naprawę, to chyba ma tak co drugi
                      facet:) Szybciej naprawi u kolegi, teściowej, sąsiada niz w domu.
                      Mój ma takie okresy, że rózne rzeczy leżą odłogiem tygodniami, a
                      później nagle bierze się za narzędzia i wszystko robi hurtem. Inna
                      sprawa, że nagłe awarie usuwa na bieżąco. Ale juz np.nową suszarkę w
                      kuchni wieszał ze dwa tygodnie. czasem go biore sposobem, tj. sama
                      sie zabieram do naprawy i to zwykle skutkuje :)))) A te drobniejsze
                      naprawy, to umiem zrobic samam i powiem szczerze, nawet lubie :)
    • 5er Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 11:41
      dopóki zabiera Cię ze sobą, nie jest źle. Fajnego chłopa trafiłaś.
    • cloclo80 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 11:50
      To jedynak jakiś, że tak bardzo potrzebuje kumpla? Wychował się bez ojca, że
      musi być w towarzystwie innego faceta?
      • wera-27 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:01
        cloclo80 napisał:

        > To jedynak jakiś, że tak bardzo potrzebuje kumpla? Wychował się bez ojca, że
        > musi być w towarzystwie innego faceta?

        ma ojca ... ale można powiedzieć, że wychował się bez niego mimo iż mieszkali
        pod jednym dachem. Ojciec bardzo mało poświęcał mu czasu. W momencie gdy mój mąż
        był dzieckiem i wchodził w etap dorastania teść był alkoholikiem. Teraz już nie
        piję, jak prawie 10 lat temu męża poznałam to teść już nie pił. Mieszkamy z nim
        i z teściową.
        • rachela25 Re: mąż i jego kolega 20.07.08, 12:24
          Ja wychowałam się bez ojca, był obecny tylko ciałem. Od 18 do 22 lat
          szalałam na baletach spotykałam się z różnymi facetami itd itp,
          poznawałam życie. Teraz mam 26 lat i roczne dziecko. Ale czuje że
          jeszcze czegoś nie doświadczyłam nie przeżyłam. Kiedy czasami uda mi
          się wyjść gdzieś potańczyć to ciesze się jak głupia.Brakuje mi
          wolności.Cieszę się z dziecka ale z drugiej strony brakuje mi tego
          czasu beztroski.Może jestem jeszcze niedojrzała wg niektórych , ale
          cóż , no tak mam
Pełna wersja