Gość: FACET
IP: 157.25.130.*
06.07.01, 09:03
Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonany, że całe nieszczęście w tym
szczęściu właśnie leży.
Bo czy nie spotkaliście się czasem z postawą, że ludzie wstępują w związki w
poszkiwaniu szczęścia właśnie? Czyli co, oczekują nieustającej ekstazy przez
kilkadziesiąt lat dorosłego życia?
Zapytałem kiedyś moją żonę:
- Czy nie sądzisz, że jak człowiek pragnie szczęścia to powinien go w sobie
poszukać, a nie domagać się od drugiego żeby mu je zapewnił?
Naturalnie dyskusji nie było tylko ciche dni.
Zapytałem jeszcze:
- To dlaczego bardziej powszechne jest przekonanie, że to mężczyzna zapewnić
powinien kobiecie szczęście nie na odwrót?
Cichość tylko się nasiliła.
Pytam was drogie panie o wasze zdanie. Bo moje jest następujące:
Każdy sam powinien dać sobie szczęście, a towarzysza życia traktować jako
partnera w marszu, który czasem pomoże i któremu też czasami chce się pomóc.
Ale nie oczekiwać od kogoś lub pragnąć dać komuś szczęście. W poszukiwaniu
zadowolenia konieczna jest fajna i dobrze płatna praca, posiadanie przyjaciół i
pasji. Dlatego ja właśnie raczej poszukuję zadowolenia i satysfakcji. Idea
szczęścia coraz mniej mi się podoba i chyba stanę się jej wrogiem.
Pozdrawiam.