Dodaj do ulubionych

Szczęście

IP: 157.25.130.* 06.07.01, 09:03
Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonany, że całe nieszczęście w tym
szczęściu właśnie leży.
Bo czy nie spotkaliście się czasem z postawą, że ludzie wstępują w związki w
poszkiwaniu szczęścia właśnie? Czyli co, oczekują nieustającej ekstazy przez
kilkadziesiąt lat dorosłego życia?
Zapytałem kiedyś moją żonę:
- Czy nie sądzisz, że jak człowiek pragnie szczęścia to powinien go w sobie
poszukać, a nie domagać się od drugiego żeby mu je zapewnił?
Naturalnie dyskusji nie było tylko ciche dni.
Zapytałem jeszcze:
- To dlaczego bardziej powszechne jest przekonanie, że to mężczyzna zapewnić
powinien kobiecie szczęście nie na odwrót?
Cichość tylko się nasiliła.

Pytam was drogie panie o wasze zdanie. Bo moje jest następujące:
Każdy sam powinien dać sobie szczęście, a towarzysza życia traktować jako
partnera w marszu, który czasem pomoże i któremu też czasami chce się pomóc.
Ale nie oczekiwać od kogoś lub pragnąć dać komuś szczęście. W poszukiwaniu
zadowolenia konieczna jest fajna i dobrze płatna praca, posiadanie przyjaciół i
pasji. Dlatego ja właśnie raczej poszukuję zadowolenia i satysfakcji. Idea
szczęścia coraz mniej mi się podoba i chyba stanę się jej wrogiem.

Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: Tot Re: Szczęście IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 09:21
      Szczęście przytrafia się ludziom, którzy chcą je dawać, a nie brać. Innej
      recepty nie ma. Czy to w miłości, czy w przyjaźni nie nalezy zajmować postawy
      wyczekującej. Jeżeli motorem naszych działań jest bezinteresowność względem
      człowieka, którego się wybrało na małżonka, przyjaciela itp. i człowiek ten nie
      jest egoistą, myślę, że szczęście pojawi się samo. Każdy z nas potrzebuje
      bliskości, bez niej ciężko żyć. Twój problem polega na tym, że sam nie wiesz co
      dla Ciebie jest naprawdę ważne.
      • Gość: FACET Re: Szczęście IP: 157.25.130.* 06.07.01, 10:50
        Gość portalu: Tot napisał(a):
        > Twój problem polega na tym, że sam nie wiesz co
        > dla Ciebie jest naprawdę ważne.

        A niby skąd wydedukowałeś, że ja mam taki problem?

        Pozdro
        • Gość: Tot Re: Szczęście IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 10:56
          To proste. Skoro jesteś wrogiem "idei szczęścia", to masz problem. Czy chcesz,
          czy nie.
          • Gość: kathy Re: Szczęście IP: 195.117.174.* 06.07.01, 12:00
            Gość portalu: Tot napisał(a):

            > To proste. Skoro jesteś wrogiem "idei szczęścia", to masz problem. Czy chcesz,
            > czy nie.


            Bardzo trafna uwaga.
            • Gość: julianna Re: Szczęście IP: 213.25.97.* 06.07.01, 12:18
              Zastanawiam sie jak to jest, ze wszyscy jestesmy takimi madrymi teoretykami, ze
              wszyscy wiemy co robic zeby byc szczesliwym i co nalezy robic zeby inni byli.
              Tylko jakos w zyciu nam to nie wychodzi...
              Dlaczego?
              • Gość: Tot Re: Szczęście IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 12:21
                Ja jestem bardzo szczęśliwa.
                • julianna Re: Szczęście 06.07.01, 12:36
                  To swietnie, dobrze ze sa tacy, ktorzy potrafia to powiedziec, choc dla kazdego
                  co innego jest szcesciem :).
                  Ale zastanawiam sie nad tym bo czytam wypowiedzi uczestnikow forum, skad innad
                  niektore bardzo sensowne, a jednak tylko teoretyczne, bo wynika z nich, ze w z
                  zyciem troche inaczej niz z teoria.
          • Gość: FACET Re: do Tot i innych wszystko wiedzących IP: 157.25.130.* 06.07.01, 12:39
            Gość portalu: Tot napisał(a):
            > Skoro jesteś wrogiem "idei szczęścia", to masz problem. Czy chcesz,
            > czy nie.

            Z góry dziękuję wszystko wiedzącym za uwagę.
            Zdecydowanie lepiej dyskutuje mi się z tymi, którzy wiedzą troszkę mniej.

            Pozdrawiam
            • Gość: kathy Re: do wszystko wiedzącego FACETA IP: 195.117.174.* 06.07.01, 12:43
              Podziękuj sobie i przeczytaj uważnie swój post: ty też wiesz wszystko, nie
              potrzebujesz polemiki, tylko przytakiwania. A wypowiedź Tot była jak
              najbardziej na temat.
      • Gość: joasia Re: Szczęście IP: 212.160.128.* 06.07.01, 13:12
        by szczęście dawać... należy samemu ze sobą być szczęśliwym:))) a żeby brać
        trzeba też dawać:))))
    • Gość: Martyna Re: Szczęście IP: *.proxy.aol.com 06.07.01, 22:42
      Interesujace zagadnienie.Pod wplywem listu FACETA, probowalam, odrzucajac znane
      definicje szczescia, nazwac swoja.

      SZCZESCIE, BLOGOSTAN,ZADOWOLENIE, SATYSFAKCJA, KOMFORT PSYCH.-stan, w ktorym
      odbieramy od zewnatrz (naszych aktualnych AUTORYTETOW) sygnaly,ze jestesmy
      dobrzy(POZADANI, WYJATKOWI,WSPANIALI itp.,itd.).
      Jest to szkielet definicji.Mozna ja sobie dowolnie naciagac, wypelniac,
      interpretowac.Z zalozenia - po odpowiednich zabiegach powinna odpowiadac
      kazdemu. Zaleznie od potrzeb i uznania.
      Jedyne, co jest niezmienne, moim zdaniem, to element aprobaty /naszej osoby,
      naszych dzialan/ dostarczany od zewnatrz.
      Wydaje mi sie, ze jesli udaje ci sie znalezc szczescie, czy "szczescie" gdzie
      indziej, poza tzw. zwiazkiem, jest OK.
      Jesli jednak moge sobie pozwolic na pewna porade - nie informuj o tym swoich
      najblizszych.
      Klopot polega na tym, ze wiele osob upatruje swoje szczescie w poczuciu
      zadowolenia, z tzw. dawania go innym. Jesli zabierzesz im te swiadomosc,
      uczynisz ich "nieszczesliwymi".
      Uprzedzam, ze zdaje sobie sprawe z nieco cynicznego charakteru mojej wypowiedzi.
      Nie mam tez zadnych ambicji filozoficznych, wiec prosze sie nie czepiac.
      Ot, przygladanie sie zyciu.
      • Gość: FACET Re: do Martyny IP: 157.25.130.* 09.07.01, 10:18
        Martyno,
        problem, który mnie niepokoi polega na tym, że chyba zbyt powszechnie
        oczekujemy od życia, by było szczęśliwe. Dlaczego tak rozpowszechniła się taka
        maksymalistyczna postawa? Drugą kwestią, która mi się nie podoba, że również od
        partnerów życia oczekujemy, że dzięki nim osiągniemy szczęście właśnie. A
        postawa typu bądź mi partnerem, po prostu, lub mnie, jakoś mniej entuzjazmu
        wzbudza. Ja osobiście jestem rozczarowany, a próby zmiany podejścia nie
        powiodły się. Żona zarzuca mi, że kilka lat temu (kilkanaście) bardziej o nią
        dbałem. Kiedy zapytałem ją, dlaczego to ty masz prawo zarzucać mi niedbanie o
        Ciebie, a ja takiego nie mam - obraziła się. No i masz feler. Facet najpierw
        powinien wspiąć się na szczyt możliwości by kobietę zdobyć, a potem ciągle się
        na nim utrzymywać, a najlepiej jeszcze wznieść się wyżej. Tak to odbieram.
        Kiedy pytam o przyjaźń o bycie sobie wsparciem natrafiam na milczenie.
        Ale może to tylko ja mam taki problem?
        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka