hanah1984
09.01.09, 09:35
Sytuacja jest taka: mój partner jest świadkiem na weselu kuzyna. Jesteśmy
rodzicami 4-miesięcznego dziecka. To miała być pierwsza okazja do wyjścia na
taką imprezę, do wyszalenia się razem, wybawienia po wielu miesiącach posuchy
w tym względzie. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie obowiązki i wymagania
młodej pary względem świadka.
Po pierwsze na ślub musimy wybrać się osobno, bo mój partner ma być wcześniej,
bo z panem młodym jadą po pannę młodą. Ja dojeżdżam sama, w kościele sama, w
drodze do domu weselnego też. Spoko, żaden problem. Wytrzymam. Natomiast
dochodzi do tego zajmowanie się podczas wesela dystrybucją wódki. Niby nic,
ale jak się ma do obsłużenia około 100 ludzi i trzeba kontrolować sytuację na
stołach, to robi się to upierdliwe. Do tego dochodzi sesja. Co więcej, świadek
musi zostać do końca wesela, przy czym muszę zaznaczyć, że ślub jest o 11, a
oczepiny zaplanowano na północ, więc wesele się skończy pewno najwcześniej o 1
w nocy. Takiego maratonu nie wytrzymam ze względu na chroniczne niedospanie i
zmęczenie, które mam przez dziecko. Więc wracać do domu też bym musiała sama.
W związku z powyższym, pytam się Was, jaki jest sens, żebym była osobą
towarzyszącą świadka na takim weselu?
Do tego dochodzą pierdoły typu: ogarnięcie rano dziecka i zawiezienie go do
Dziadków (więc jak tu się wyrobić ze wszystkimi przygotowaniami, skoro ślub
tak wcześnie), moje samodzielne ubieranie i rozbieranie sukienki (jest to
niemożliwe, bo zamek długi), takie imprezowanie, by na następny dzień móc
jechać po dziecko.