kaska82
24.06.09, 18:10
Przeczytałam sobie dziś na innym portalu artykuł o tzw. singielkach
i aż mną zatrzęsło. Dlaczego każda dyskusja dotycząca singli czy
starych panien (jak zwał tak zwał, mnie to ryba) to przeciwstawianie
sobie dwóch grup tj. tych w związkach małżeńskich i tych bez pary
przy czym jedni z lubością bluzgają drugich próbując udowodnić
wyższość swojego stanu??? Dlaczego w tego typu artykułach singielka
zawsze jest przedstawiana jako znająca 4 języki, mająca 5
fakultetów, chodząca na jogę/pilates, spędzająca wakacje w Tunezji
szukając "okazji" co weekend w klubach, pani menager z wielkiej
korporacji. A co z takimi jak ja? HEEELLOOOO! Zarabiam 1000 netto,
na zagranicznych wakacjach byłam ostatnio 9 lat temu, znam tylko 1
język obcy, do klubu chodzę raz na pół roku, a pilatesu nie lubię.
Dlaczego wszystkich nieparzystych wrzuca się do jednego wora pod
tytułem "egoistyczne karierowiczki". Ja kariery nie robię i nigdy o
tym nie marzyłam. Nie będę się rozwodzić nad swoją sytuacją, nie
zamierzam udowadniać wyższości mojego życia nad życiem koleżanki,
która wzięła ślub mając lat 19. Ona jest szczęśliwa, ja szczęśliwa
bywam, a może kiedyś będę. Staram się dobrze przeżyć każdy dzień.
Nie wiem co będzie np. za 10 lat. Może będę głaskać koty. Może tak a
może nie, no i co w związku z tym? Ano nic. Dajcie żyć innym i
spróbujcie nie wtłacząc innych w swoje ramy. Nie dorabiam do swojej
nieparzystości ideologii i szkoda mi czasu na jałowe dyskusje o
wyższości tych nad tamtymi. Dziękuję za uwagę, nie zapomnijcie o
napiwkach dla kelnerów ; ))))))))