Dodaj do ulubionych

Mieszkanie przed ślubem

IP: *.one.pl / *.ns.net.pl 24.12.03, 10:26
W tym wątku nie chcę dyskutować na temat za i przeciw mieszkania ze sobą
przed ślubem. Chciałam się dowiedzieć jak na takie życie "na kocią łapę"
reagują najbliźsi takiej pary: rodzice, dziadkowie, dalsza rodzina? Co jeśli
im się ten nieformalny związek nie podoba i nie akceptują go? Czy pogarszają
się wtedy związki z taką rodziną? I co się w takiej sytuacji robi np. w
Święta, śluby, pogrzeby i inne rodzinne uroczystości?
Obserwuj wątek
    • bubster Re: Mieszkanie przed ślubem 24.12.03, 10:35
      to zależy od rodziny i od jej tolerancyjności
      jak nie akceptują od razu to mogą się pogodzić z tym po jakimś czasie
      jeżeli w związku pogarsza się bo ktoś trzeci owego związku nie akceptuje... to
      związek jest do dupy
      uroczystości rodzinne - podkreślasz jak Cię zapraszają, że nie jesteś sama
      kulturalni ludzie traktują partnera jak np. nareczonego/narzeczoną
      niekulturalnymi nie należy się przejmować
    • triss_merigold6 Re: Mieszkanie przed ślubem 24.12.03, 10:41
      Cóż moi rodzice mogą mi powiedzieć jak mamy z facetem po 30 lat, a ja od dawna
      mieszkam samodzielnie? Mojego akcpetują i zapraszają. Z dalszą rodziną
      bezpośrednich kontaktów nie utrzymujemy, zresztą nie widzę potrzeby ciągania
      faceta na uroczystości rodzinne. Jeśli chodzi o to co sądzi jego rodzina to
      jest mi to głęboko obojętne.
      • Gość: Nelka Re: Mieszkanie przed ślubem IP: *.one.pl / *.ns.net.pl 24.12.03, 11:07
        A jeśli komuś nie jest obojętna rodzina i zalezy na dobrych układach z nią?

        No i co mają zrobić młodzi ludzie, którzy z powodu nauki są dalej (częściowo
        bądź całkowicie) zależni od swych rodziców np. studenci. Czasem problem jest
        ogromny, bo ci młodzi nie mają już 18 lat, ale np 25. Zdarza się to całkiem
        często wśród studentów studiujęcych tzw. ciężkie kierunki, jak prawo czy
        medycynę. Wtedy nawet będąć już na stażu zarabia się tak marne grosze, że nie
        sposób urzymać się samodzielnie. Rodzice ten fakt "wykorzystują" do
        kontrolowania swych dorosłych już pociech.
        • bubster Re: Mieszkanie przed ślubem 24.12.03, 11:16


          > A jeśli komuś nie jest obojętna rodzina i zalezy na dobrych układach z nią?
          to ten ktoś musi się zastanowić, czy ważniejsza jest rodzina czy partner\

          niestety - przypadki wykorzystywania zależności finansowej rzez rodziców się
          zdażają
          zawsze można się zbuntować
          mają obowiązek prawny utrzymywać Cię dopóki się uczysz
          w razie czego można wystąpić do sądu o alimenty
          ale wątpie żeby rodzice byli aż tak "straszni"
          może najpierw dobrze byłoby zamieszkać w 1 mieszkaniu ale jeszcze z innymi
          osobami
          poczekać aż rodzice się oswojąi wtedy zamieszkać samemu we dwoje
          • miriammiriam a tak na marginesie 24.12.03, 11:24
            jesli studiujac mieszkasz w innym miescie to skąd rodzice mają wiedzieć co tam
            robisz? przeprowadzają inspekcje, czy co?
      • Gość: radek Re: Mieszkanie przed ślubem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.12.03, 11:09
        Nas wszyscy traktują jak małżeństwo.
        Przy każdej okazji dementujemy pogłoski o naszym ślubie, ale i tak np. wszyscy
        znajomi/rodzina proszą abym pozdrowił żonę.
        Nie planujemy ślubu, bo nic nam to nie da (wspólny PIT w naszym przypadku nie
        obniżyłoby podatku).
        Małżeństwo to dodatkowe trudności np. niektóre czynności prawne/bankowe
        wymagają zgody współmałżonka (niepotrzebnie muszą tracić czas 2 osoby na
        załatwienie sprawy).
        • miriammiriam świetny wierszyk 24.12.03, 11:13
          Gość portalu: radek napisał(a):

          "wspólny PIT w naszym przypadku
          nie obnizyłby podatku"




          • Gość: radek Re: świetny wierszyk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.12.03, 11:28
            Zboczenie zawodowe... wszystkie inwestycje rozważam pod kątem maksymalizacji
            zysku.
            Małżeństwo to długoterminowa inwestycja obarczona ogromnym stopniem ryzyka
            niewspółmiermym do czasu trwania inwestycji.
            Ocena opłacalności inwestycji: NEGATYWNA

            ...a rym, to niezamierzony przypadek.
            • Gość: ona Re: świetny wierszyk IP: *.icpnet.pl 26.12.03, 23:41
              wspułczuję twojej Kobiecie....
    • Gość: aga Re: Mieszkanie przed ślubem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.12.03, 19:56
      chetnie poczytam o waszych doswiadczeniach, bo niedlugo mi sie kroi wspolne
      zamieszkanie, choc slubu od razu nie planujemy i chcialabym wiedziec na co sie
      nastawic...
    • the_kami Re: Mieszkanie przed ślubem 26.12.03, 20:20
      Ja w ogóle nie planuję brać ślubu, a mieszkać z TŻ-em i owszem. Rodzice jakoś
      wybitnie szczęśliwi może nie są, ale jednocześnie już pewnie ze 2 lata nie
      słyszałam słowa o ślubie, więc zapewne się pogodzili. Reszta rodziny jest
      zupełnie poza tym - nie ich sprawa i tyle. A że dorosła jestem, to tym bardziej
      ich zdanie na mnie nie wpływa.
    • moboj Re: Mieszkanie przed ślubem 26.12.03, 23:18
      mieszkam z moim facetem już 7 lat, nie jesteśmy małżeństwem. pierwsze pięć lat
      to był okres studiów - byliśmy wtedy na utrzymaniu rodziców. od dwóch lat
      utrzymujemy się sami.
      moja rodzina nie miała żadnego problemu z zaakceptowaniem takiego stanu rzeczy
      (nawet wszystkie moje starsze ciocie, babcie, dziadkowie - wszyscy byli jak
      najbardziej za). pomysł wspólnego zamieszkania wyszedł od mojej mamy. moi
      rodzice wychodzą z założenia, że nie wypada im mnie wypytywac o ślub, dzieci
      czy inne takie rzeczy, bo to moje intymne sprawy.
      inaczej sprawa miała się z rodzicami mojego partnera - jego rodzice są
      praktykującymi katolikami, wychowanymi na wsi - oboje są pod wielkim wpływem
      swojej bliższej i dalszej rodziny, zwracają uwagę na to, "co ludzie powiedzą".
      nie byli przeciwni naszemu wspólnemu zamieszkaniu, ale też nie byli zadowoleni.
      dopiero w tym roku teściowa stwierdziła, ze to nasze życie, nasza sprawa.
      skończyło się nagabywanie o dzieci i ślub.
      szczerze mówiąc mało obchodziłoby mnie zdanie rodzinki. rodzinka układa sobie
      życie według swojego upodobania, ja według swojego.
    • j_u Re: Mieszkanie przed ślubem 27.12.03, 23:42
      Razem od 3 lat, rodzice nas traktuja jak malzenstwo (moja Mama nawet sie kiedys
      przejezyczyla i powiedziala o moim partnerze "twoj maz".
      • Gość: aagaa Re: Mieszkanie przed ślubem IP: *.net / *.nowadeba.net 28.12.03, 10:36
        Czy to, że się przejęzyczyła od razu świadczy, że traktują was jak małżeństwo?
        Może namawiają was jeszcze do szybkiego zapewnienia im wnuków? Ty chyba nie
        masz pojęcia czym tak naprawdę jest małżeństwo.
        • the_kami Re: Mieszkanie przed ślubem 28.12.03, 19:25
          > Ty chyba nie
          > masz pojęcia czym tak naprawdę jest małżeństwo.

          Nooo? Czym? Rozmnażaniem się?
          Rany, czy do życia razem i _odpowiedzialnego_ bycia razem naprawdę potrzebny
          jest papier?
          Rozumiem, że ludzie wierzący potrzebują sakramentu ślubu... Ale czy w
          pozostałych przypadkach to jest do czegoś _niezbędne_? Czy jeśli ludzie nawet
          chcą, to bez papierka nie stworzą dobrego związku?
    • magic00 Re: Mieszkanie przed ślubem 28.12.03, 20:49
      Z moim obecnym mężem mieszkaliśmy razem przed ślubem i nikt nie protestował.
      Prawdopodobnie dlatego, że po cichu liczyli, że prędzej czy później ten ślub
      będzie. Moja rodzina zna mnie na tyle, że wie dobrze, że naciski wywołują
      natychmiastową chęć oporu, więc czekali spokojnie na dalszy rozwój wydarzeń.
      Nie wiem jak by zareagowali, gdybyśmy ogłosili wszem i wobec,że nie
      uznajemy "papierków" i ślubu nie będzie nigdy. Pewnie truli by o tym w kółko na
      każdym rodzinnym spędzie, co w końcu przerodziłoby się w rytuał trucia, którym
      nikt się nie przejmuje, tylko gada się tak dla podtrzymania tradycji.
      W sumie - nie taki diabeł straszny. Najważniejsze, jak robisz coś po swojemu,
      możesz wymagać tolerancji, ale nie domagaj się od razu pełnej akceptacji, bo to
      nie możliwe. Gorsze przeprawy miałam nie tyle z mieszkaniem przed ślubem, ale z
      formą zaślubin - chcieliśmy skromny ślub cywilny, a rodzina nie mogła przeżyć
      braku kościelnej fety. Postawiliśmy na swoim, kosztem finansowych beneficjów.
      Po trzech latach nikogo już to nie boli.
      Rób po swojemu, otoczenie nie mając innego wyjścia przyzwyczai się.
      Pozdraw

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka