r2t21
26.12.03, 02:30
Witam
czas temu jakis na formu Mezczyzna rozpoczalem watek dotyczacy ozieblosci.Ma
to oczywiscie zwiazek z moja dziewczyna,chcialbym uzdrowic sytuacje.
Pozwolcie Panie ze zacytuje:
....
"ciekawe czym powodowana jest tak naprawde sporadycznosc kontaktów
seksualnych w stałym związku? szukam i szukam, wszędzie brak konkretów.
FAKTY:
jestem ze swoja dziewczyna od ponad osmiu lat.Żywimy do siebie głębokie
uczucie - tak mysle, bo gdy nie widzę jej dłużej niż dobę to popadam w
melancholie, bo brakuje mi jej ciepla, glosu, usmiechu, wszystkiego co z nia
zwiazane. planujemy slub (choc to nie takie proste, zwlaszcza od strony
logistyczno-finansowej), planuje zareczyny w sympatycznym miejscu. tak
naprawde nasz zwiazek jest dobry, pozytywny i udany, zaklocany sporadycznie
przyziemnymi awariami, np. natury finansowej.
nasz sex byl - jak to zwykle bywa w zwiazkach - bardzo czesty przez
pierwszych kilka lat, potem bywalo roznie, w zaleznosci od okolicznosci i
mozliwosci lokalowych.
PROBLEM:
nasze wspolne pozycie lozkowe od mniej wiecej dwoch lat jest
marginalne,praktycznie czestotliwosc to trzy kontakty seksualne na miesiac -
w tym zero prawdziwego stosunku.raczej stymulacja zastepcza. nie kochalismy
sie tak "do konca" od kwietnia (a mamy koniec wrzesnia). mimo, ze
wynajmujemy sami mieszkanko tylko dla siebie. ja nie przepracowuje sie
zbytnio i nie mam klopotow z potencja. ona zas nie pracuje w ogole i jest w
domu. historie typu kolacje ze swieca czy dzika plaza odpadaja (mowi ze ja
to nie wzrusza-mowi to szczerze i wiem ze tak jest).
problem jest na tyle istotny, ze spycha na dalszy plan wszystkie moje
codzienne obowiazki, kaleczy prawidlowy tok myslenia, dzialania, pracy etc.
staje sie (chyba nawet juz sie stal) dla mnie tematem obsesyjnym, gdyz nie
wiem DLACZEGO tak sie dzieje. obserwuje dookola pary przyjaciol, ktorzy
raczej nie maja z tym problemow (ew.poruszanie tych spraw wywoluje w nich
szczere i radosne reakcje, podczas gdy w moim przypadku poruszanie tych
spraw prowadzi do mojej mimowolnej irytacji - mimowolnej, gdyz jestem
bardzo "fond of sex"., zas w przypadku mojej partnerki wywoluje co najwyzej
obojetny usmiech).
MOJE TEORIE:
-Przez kilka lat moja partnerka brala pigulki antykoncepcyjne, rzucila dwa
lata temu. Mniej wiecej w tym czasie czestotliwosc jej ochoty na
baraszkowanie zaczela spadac. Mam pewne podejrzenie, ze odstawienie pigulek
mialo wplyw na zahamowanie libido (chociaz wszedzie czytam ze jest
odwrotnie).
-nie zauwazylem "kogos trzeciego".zreszta, jak wspomnialem wyzej, laczy nas
miliard wspolnych dobrych innych rzeczy, nie wydaje mi sie, by miala ochote
szukac obok, to nie w jej stylu, nie podejrzewam jej o to i nie chce w ogole
byc podejrzliwy - po prostu uwazam, ze przyczyna tutaj z pewnoscia nie lezy,
w koncu nie jestem z nia od wczoraj
-ozieblosc moze wynikac z faktu, ze od poczatku w zwiazku zarowno ja jak i
ona chodzilismy po domu nago (jesli bylo to mozliwe) - chce przez to
powiedziec, ze nie wstydzilismy sie nigdy siebie i wlasnych cial oraz
pokazywania rozkoszy (historie z gaszeniem swiatla, chowanie sie pod koldra
przed partnerem uwazamy za niezdrowe) - byc moze fakt, ze znudzilem sie jej
jako nagi facet z takimi a nie innymi warunkami fizycznymi jest przyczyna
jej braku zainteresowania seksem / stosunkiem (wiem, ze zwraca uwage na
dobrze tzn lepiej ode mnie zbudowanych facetow na ulicy, ale bez przesady -
po prostu dla budowy ich ciala, moze ja akurat na tym trace, bo nie cierpie
lysych karkow z przerosnieta tkanka-ona tez nie- jesli zwraca uwage to na
pewno nie na typ pakera z silowni),
- czasami twierdzila, ze boi sie bolu przy stosunku (chociaz jak sama
zauwaza, bol ten wystepuje czasami - nie zawsze, na poczatku, nie mam
pojecia dlaczego-jesli juz wystepuje miedzy nami stosunek, to po odpowiednio
dlugiej grze wstepnej ,, gdy jest juz rozluzniona; NIESTETY - nad czym
bardzo boleje - nie zamierza chodzic do seksuologa ani pytac swojego
ginekologa, bo sie wstydzi i nie chce rozmawiac z obcymi o stosunku ktory
odbywala (a mamy prawie po 30 lat!!). nie wiemy jak tutaj zaradzic - a
zastanawiam sie, czy to nie jest np powod ktory hamuje poped kobiety w
ogolnosci, a w naszej sytuacji - w szczegolnosci
WNIOSKI:
-jestem zalamany, popadam w coraz dluzsze deprechy, nie moge sie skupic na
pracy, przez co pietrza sie takze i problemy pozalozkowe, klienci mowia ze
powinienem wziac urlop bo zle wygladam; wiecej pije; ogladam porno w sieci i
sam smieje sie z siebie ze w ten sposob zachowuje sie jak nastolatek, glupio
mi przed samym soba;
-moje mniemanie o sobie jest niskie, coraz nizsze, widze w sobie juz same
negatywne cechy i trace wiare w siebie; jako ze jestem facetem i sypie mi
sie sytuacja z praca, finansami, a przede wszystkim z moim pozyciem z
ukochana dziewczyna, mam obsesyjne poczucie niezrealizowania, tego, ze juz
sie nie nadaje do niczego etc, jednym slowem zalamka, czego z natury
nienawidze bo z charakteru jestem raczej operatywny niz rozklejajacy sie, no
ale jak na razie przegrywam
-zaczynam coraz czesciej (nawet nieswiadomie przy mojej dziewczynie) ogladac
sie za kobietami na ulicy (no, zebym byl czasem dyskretny to nie powiem)-to
tak okropnie glupie i kretynskie uczucie; czesto siedzielismy sobie razem w
ogrodkach i "obcinalismy" laseczki chodzace wokol, kazde z nas mialo swoje
powody, nie rodzi to zadnych konfliktow miedzy nami, jakkolwiek ja z uwagi
na to ze dobijam do trzydziestki, mam niestety wysrubowany temperament nie
zgrany z temperamentem mojej pani i za tymi ladnymi kobietami ogladam sie
takze z odrobina fantazji erotycznej, niestety
-boje sie ze pewnego dnia moj chemiczny wewnetrzny procesor dokona jakiejs
sprzecznej operacji i nagle okaze sie, ze zbuntowalem sie przeciwko
zaistnialej sytuacji zbyt ostro i obudzilem w lozku nieznanej mi blizej ale
za to ognistej kobiety - jestem praktycznie pozbawiony seksu, mam prawie 30
a chemia to niestety chemia, boje sie ze niestety kiedys nie dam rady i
wtedy nie spojrze juz w lustro
-fakt, ze dopuszczam powyzsza mozliwosc, nie jest rownoznaczny z
jakimikolwiek planami albo akceptacja wskoczenia do wyrka z obca dziewucha,
gdy jestem w zwiazku - to zaznaczam zeby powstrzymac nieuzasadniona krytyke -
ja po prostu nie wykluczam, ze kiedys mi w koncu cos odwali, jesli nie
naprawie seksu ze swoja partnerka
-chce byc z nia i tylko z nia.nie chce lazic do agencji towarzyskich.nie
chce i nie planuje miec zadnych kochanek.marze tylko zeby nasz zwiazek
rozkwitl,ze tak sie wyraze na nowo.takze w tej sferze. tym samym wyjasniam
ze wiem, iz zwiazek to nie tylko sex, ale przede wszystkim uczucie, wspolne
chwile, przezycia, wspolne jedzernie, zakupy, podroze, cieplo, dotyki,
pocalunki, usmiech,wspolne chrapanie przed tv i wspolne picie w knajpie,
wspolne spacery,imprezki, bluzy etc. ja to wiem. ale wiem tez, ze milosc bez
seksu jest w podobnym stopniu uboga co seks bez milosci (jesli sie myle,
prosze mnie poprawic). dlatego chce wszystko zmienic na lepsze. chce zeby
Jej ozieblosc minela i zeby nasz seks byl ok.
CZEGO SIĘ BOJĘ
-boję się, ze tego się już nie zmieni, że będziemy na to skazani do knca
naszego bycia.
-boję się ze w koncu zdradzi albo ona mnie, albo ja Ja.
-mam coraz wieksza obsesje zwiazana z seksem.duzo surfuje, mam coraz wiecej
fantazji ktorych miec nie powinienem
-boję się, ze przez to wszystko kiedys zwariuje.
CO NA TO ONA:
-wie, ze nie jest dobrze, tzn ze jest b.zle z jej ochota na seks. nie chce
odwiedzac specjalistow, bo sie wstydzi. z tych samych powodow nie rozmawia z
przyjaciolkami o tych sprawach.
-filmow (juz) nie lubi
-nie wie (przynajmniej tak mowi) skad to wszystko i dlaczego wlasnie tak i
wlasnie nam to sie przytrafilo
-seks obchodzi ja teraz w niewielkim stopniu - na zblizenia musze namawiac,
niekiedu "umawiamy sie" dzien wczesniej, ale seks "d