sloneczecznik
26.07.04, 16:10
Kolega pracuje w pewnej firmie, gdzie teoretycznie pracowali od 8:00 do
16:00, ale w rzeczywistości nikt nie przychodził przed 8:30 i nie wyłaził
przed 17:00, system działał do czasu zmiany kierownicwa. Jedną z pierwszych
decyzji nowego szefa była "poprawa dyscypliny pracy". Sprowadzała się ona do
tego, że obiecano płacić nadgodziny za pracę po 16, ale za to każde
spóźnienie powyżej 10 min. miało być odnotowywane w specjalnym zeszycie z
wyrysowanymi długopisem rubrykami: data, kto, wielkość spóźnienia, powód
spóźnienia i "działania podjęte w celu jego minimalizacji". Ludziom pomysł
się nie spodobał, ale konkurencyjna propozycja zmiany godzin pracy na 8:30 -
16:30 nie przeszła więc zaczęli się dostosowywać. Najbardziej z tego powodu
cierpiał jeden facet - 3 lata do emerytury, nieprzeciętny mózgowiec, pełno
patentów i wniosków racjonalizatorskich, w ogóle kupa zalet z wyjątkiem
punktualności. No i oczywiście jako pierwszy spóźnił się o ponad 0,5 godziny
i musiał się wpisać do zeszyciku. Jego wpis wyglądał podobno mniej wiecej
tak; data, nazwisko, "powód spóźnienia: Wstałem jak zwykle o 6:30, umyłem się
i na chwilę poszedłem do sypialni. Popatrzyłem na żonę i dostałem erekcji - w
moim wieku takiej okazji już nie można marnować.", a w rubryce "działania
podjęte w celu minimalizacji spóźnienia napisał: "zrezygnowałem ze śniadania".
Podobno był to pierwszy i ostatni wpis w zeszyciku... .