Dodaj do ulubionych

moje "doświadczenia" ...

22.06.04, 14:04
Nie wiem od czego zacząć ... może tak:
Pierwszy raz zetknełam się z aborcją mając 16/17 lat w szkole średniej na
lekcji RELIGJI pan katecheta pokazał nam dwa filmy pierwszy to "Niemy Krzyk" -
zarejestrowane usunięcie dziecka na aparacie USG - drugi film to dokładnie
pokazane łyżeczkowanie , dużo krwi - bardzo nieprzyjemne . Bardzo przeżyłam
obydwa filmy - w szkole były dyskusje na ten temat - byłam zdecydowanie za
młoda na rozmowy i oglądanie takich rzeczy .

Drugi raz byłam duzo starsza - śmieszna sprawa , ale kiedyś poszłam do
wróżki smile bardzo znanej były z nią wywiady w telewizji i gazetach ...ale nie
o tym miałam pisać. Wróżka powiedziała mi , że moja mama powinna dać na mszę
za małego aniołka , który się nie narodził . Długo trzymałam to w sobie , aż
w końcu zapytałam mamę . Strasznie się zmieszała , ale nie próbowała mnie
okłamać i powiedziała , że usunęła dziecko - mojego braciszka bo tak o nim
myślę. Zaczęła się tłumaczyć , że to ojciec nie chciał - bo trudna sytuacja i
jedno (czytaj Ja ) dziecko mu wystarczy .
Trudnej sytuacji nie mogę sobie przypomnieć , a wiem że miało to miejsce
kiedy miałam 8 lat , więc powinnam pamiętać . No cóż przyjęłam do wiadomości -
trudno stało się nie cofniemy tego .

Teraz po kilku latach sama jestem mamą i coraz częściej myślę dlaczego to
zrobiła , mam duży żal choć o nim głośno nie mówię . Dlatego piszę i dziękuję
za to forum . Na emamie nie mogłabym , ale tutaj to co innego .
Jakie wnioski z mojego postu .. sama nie wiem po prostu musiałam się
wyżalić ?? chyba tak

Dziewczyny jeżeli wy też miałyście podobne doświadczenia lub zetknęłyście się
z aborcją w pewien sposób napiszcie

renik
Obserwuj wątek
    • tygrysia_suka Re: moje "doświadczenia" ... 23.06.04, 21:34
      Moja mama traktowała aborcję jako środek antykoncepcyjny.
      Wiem, że usunęła ciążę 4 razy.
      Pamiętam jak poroniła w domu, pogotowie, odgłos skrzeczącej żaby za drzwiami.
      Babcia mi później powiedziała, że to był chyba 6mis.
      Zawsze mówiłam sobie, że ja tego nie zrobię.

      Kiedy zaszłam w ciążę miałam 17 lat. Mama zaprowadziła mnie do lekarza, było
      to w czasach kiedy aborcja była legalna i mimo tego że ciąża była już duża
      ponad 4 mies. ( od początku byłam pewna że jednak urodzę, grałam na zwłokę) to
      z przekonaniem lekarza nie było problemu.
      Nie potrzebny był nawet argument finansowy.
      Później chlubiła się tym , iż uratowała moją przyszłość, w momentach naszych
      kłótni wypominała mi że jestem niewdzięczna.

      Co czuję ciężko opisać!

      I nie pomagają mi słowa że Bóg mi wybaczył.

      Nie mogę sobie wyobrazić, że mój nienarodzony dzidziuś mi to wybaczył.

      A jeszcze bardziej nie mogę sobie wyobrazić, żebym ja sama mogła sobie
      wybaczyć!!!!
      • olivka27 Re: moje "doświadczenia" ... 26.06.04, 02:19
        Moja mama też namawiała mnie na aborcję,to była moja pierwsza ciąża,byłam na
        studiach,jak się dowiedziała,natychmiast mi kazała"zrobić z tym porządek".Nigdy
        nie zapomnę jej słów"teraz jeszcze jest na to czas""a może samo
        poleci"itp.Mówiła mi przez telefon żebym postarała się o "jakieś"tabletki na
        to.Tak strasznie mnie dręczyła,że w końcu dla świętego spokoju powiedziałam że
        zażyłam te tabletki,żeby mi dała choć chwilę spokoju.A ona wiecie co na to???
        DOBRZE ZROBIŁAŚ,POŁÓŻ SIĘ I LEŻ,TERAZ NIE MOGŁAŚ MIEĆ DZIECKA!!!Boże,nigdy tego
        nie zapomnę...Dobrze że studiowałam 300 km od domu,bo inaczej skończyłoby się
        tak jak u Ciebie,zaprowadziłaby mnie na siłę.Postanowiłam urodzić
        dziecko,przeszłam przez piekło.Mój chłopak nie miał wtedy pieniędzy,był 300 km
        odemnie,ja się uczyłam,matka mnie dosłownie wygoniła z domu.Nie przyszła na
        ślub,ani na przyjęcie które zrobiliśmy za pożyczone pieniądze.A jak strasznie
        mi dokuczała!Wyzwiskom i kpinom nie było końca.Jak pojechałam czasem do domu
        kazała mi wciągać brzuch jak szłam z nią,wyobrażacie sobie?Pamiętam że raz
        strasznie chciało mi się mleka,a ona mi nie dała,powiedziała że nie będzie
        spełniać moich zachcianek...Moje dwie koleżanki ze studiów też były wtedy w
        ciąży i ich rodzice zareagowali zupełnie inaczej.Cały czas mam o to żal i
        chociaż jej wybaczyłam to chyba nie zapomnę.Ja byłam w lepszej sytuacji niż
        Ty,bo byłam daleko no i byłam pełnoletnia.Ty natomiastmiałaś tylko 17 lat,byłaś
        całkowicie zależna od matki,były inne czasy.Przypuszczam że nawet nie do końca
        wiedziałaś co się z Tobą dzieje.Dlatego myślę że mama także ponosi tu
        winę,jeżeli nie TYLKO ona.Dzidziuś napewno Ci wybaczył jeśli żałujesz,musisz
        się dużo modlić,zobaczysz że Pan sprawi,że w Twoim sercu zagości spokój.
        • as79 Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 15:32
          kiedy zobaczyłam temat forum dot. aborcji, początkowo zamierzalam go ominąć bo
          przecież on mnie nie dotyczy. Przecież nie usunęłam tej ciązy, mimo tzw. głosu
          rozsądku i podpowiedzi wielu ludzi( w tym mojej mamy, a cytując jej
          słowa:"mogłas nikomu o "tym" nie mówic , to zalatwiłoby sie to w odpowiedni
          sposob, znam wielu lekarzy itp..."). Jestem obecnie w polowie 4. miesiąca
          ciazy, właśnie skończylam studia i...no właśnie, zostałam zupełnie sama, bez
          pracy i jakiejkolwiek możliwości pomocy, rowniez od panstwa, bo swiezo
          upieczonej absolwentki, ale w ciązy nikt nie zatrudni. a że studiowala, nie
          pracowała,więc nie ma mowy o zasiłku itp... ojca dziecka tez nie ma, nie chce
          sie nad tym rozwodzic. Zwyczajnie jestem sama. Wracając do tematu, to tak
          naprawde kazdego dnia zabijam moje dziecko, nie fizycznie, ale moimi myslami,
          ktore siedzą w mojej głowie, nie chcą mnie uwolnic. i to od samego początku.
          Przeciez na wieść o tym, że jestem w ciązy moje pierwsze zdanie, ktore
          powiedziałam do siebie brzmiało:ja nie chce tego dziecka. dlaczego nie chcę? bo
          jestem sama i boje sie tej samotności, bo nie mam wsparcia rodziców, rownież
          psychicznego, bo nie mam srodkow do życia, a do tego w perspektywie konieczność
          splaty kredytu studenckeigo, poza tym zwyczajnie mimo moich 25 lat nie czuje
          sie gotowa do tego aby miec dziecko. nie wiem, moze inne kobiety wykszt6alcaja
          wczesniej u siebie cos co nazywamy instynktem macierzyńskim, ja nie. to nie
          znaczy że nie chciałabym miec dzieci, wprost przeciwie, bardzo je lubie, byłam
          nawet wolontariuszka w hospicjum dla dzieci. Po prostu czuje, że to nie mój
          czas, ze oprocztych wszystkich problemów dnia codziennego, moja psychika nie
          jest przygotowana na takie zmiany. Dlaczego zatem nie zdecydowalam się usunąc
          tej ciąży? nie wiem, po prostu nie wiem, moze w głębi duszy czułam, ze nie
          potrafilabym tego zrobić, może się bałam, nawet nie tyle o to dziecko, co o
          moje samopoczucie, to że nie poradziałabym sobie psychicznie gsdymbym to
          zrobiła, ze wyrzuty sumienia nie dałyby mi spokoju, nie wiem.nie zrobiłam tego,
          tylko ze tak jak pisałam , tak naprawde robie to kazdego dnia, kiedy mysle, ze
          nie poradze sobie, ze gdyby nie"on" nie miałabym takich problemow. nie znaczy
          to ze nienawidze tego dziecka, albo żywie do niego niechęć. wiem, że to nie
          jego wina, ze tak sie stało, tylko co z tego, psychika człowieka nie zawsze
          jest logiczna. mam wyrzuty sumienia, ze nie potrafie cieszyc sie tym, kiedy
          slucham kobiet, ktore opowiadaja o swoich dzieciach, nie rzumiem ich bo ja tego
          nie czuje. nie czuje sie emocjonLNIE ZWIAZANA z "nim", jedyne co w sobie
          zauwazam to potrzebe , chyba taka instynktowna zapewnienie mu bezpieczenstwa. i
          nic poza tym, nie głaszcze czule brzucha, nie rozmawiam z nim, nic. chociaz nie
          czasem zmuszam sie do takich zachowan, bo czytalam, slyszalam ze tak sie robi,
          ze kazda kobieta tak sie zachowuje, wiec i ja czasem...ale zaraz przestaje, bo
          jest to po prostu nieszczere. mysle, ze dzidzius tez nie czuje sie z tym dobrze
          i to jeszcze zwieksza moja depresje. nie potepiam was, e ktore zdecydowałayscie
          sie na aborcje fizyczna, bo czasem ja zastanawiam sie czy nie robie czego s
          jeszcze gorszego kazdego dnia.
          • natkaszczerbatka Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 16:00
            Nie martw się, jest wiele małżeństw, które pragnie adoptować dzieci (szególnie
            takie zaraz po porordzie), bardzo wiele, możesz mi wierzyć. Są setki małżeństw,
            których dzieci rodzą się martwe, albo tak schorowane, że nie dożywają
            pierwszego roku życia - zajrzyj choć tu:
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16556
            Twoje dziecko bardzo szybko znajdzie kochającą i pragnąca go mamę. Sama nim się
            chętnie zajmę, bo moja trójka poszła do nieba zaraz o pordzie. Pozdrawiam.



            • natkaszczerbatka Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 16:14
              po porodzie. Przepraszam za literówki.
          • olivka27 Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 21:37
            Rozumiem Cię.Ja też zabijałam swoje dziecko każdego dnia złymi myslami,nie cieszyłam się,bałam.Boże,jak ja płakałam...Jednak pod koniec ciąży(dopiero)poczułam że je strasznie kocham.Teraz ma 4 lata,jest śliczna,zdrowa,jest moją największą przyjaciółką.Nie skończyłam jeszcze co prawda studiów,ale mam zamiar skończyć,mam nadzieję że się uda.Do tej pory męczą mnie wyrzuty sumienia że tak płakałam w ciąży.Asiu,wiem że Ci trudno,ale postaraj się być troszkę lepszej myśli.Jestem pewna że nie będziesz żałowała że urodziłaś dziecko,trzymam kciuki!
            • natkaszczerbatka Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 22:01
              drogie dziewczyny! Przepraszam Was, że będę szczera i trochę może okrutna, ale
              szlak mnie trafia, kiedy czytam o dziewczynie która jest w ciązy, z dzieckiem
              wszystko w porządku - a ona jest niezadowolona. To tak jakby Ci ktoś podarował
              najnowszy model mercedesa i dużą willę z piecioma basenami, a Ty byś
              stwierdziła, że jeszcze nie dojrzałaś do tego, albo że nie masz prawa jazdy. Po
              prostu załatwiasz prawo jazdy w trybie ekpresowym i tyle! Zobaczysz jak się
              pięknie będzie nim jeździło!
              Z jednej strony - nie myślicie chyba, że dzieci są rozsiewane przez wiatr i
              dzieje się to zupelnie przypadkowo i niespodziewanie. Przecież wiadomo, że nie
              ma żadnej 100% metody antykoncepcyjnej (chyba że wstrzemięzliwość)! Po prostu
              są to dla mnie muchy w nosie, super-pretensje do świata i dziecinada. Nie mogę
              sobie tego wyobrazić, że można być niezadowolonym ze zdrowej ciązy! Przydałoby
              się, że Ci ktoś dał porządnie w łeb! Przepraszam, że tak ostro - naprawdę nie
              chodzi mi o to, żeby się z Wami kłócić, bo przecież nie w tym rzecz ... ale po
              prostu "pałą i na syberie" ! - jak mówi mój mąz.

              A jak naprawdę Ci jest tak bardzo cięzko, to ja poproszę to dziecko.

              www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/stratastart.htm
              • olivka27 Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 22:25
                Dziewczyno,uspokój się,czego Ty odemnie chcesz???Jakie dziecko mam Ci oddać????Jak nie wiesz dlaczego byłam niezadowolona w ciąży to sobie przeczytaj w jakiej sytuacji byłam i co wyprawiała moja matka,ciekawe czy byś na moim miejscu skakała z radości.A co do antykoncepcji to byłam 3oo km od swojego chłopaka,widywaliśmy się raz na miesiąc,więc stosowałam metody naturalne które mnie zawiodły zresztą.To tyle w kwestii wyjaśnienia.I proszę daruj sobie ten sarkastyczny ton,po co przepraszasz że tak ostro,że się nie chcesz kłócić jak za chwilę piszesz o jakiejś pale i o Syberii.Już na tym forum kłóciłaś się z dziewczyną która nie popierała usuwania ciąży z powodu wad rozwojowych,że nie była w Twojej sytuacji,więc nie wie jak to jest.Tymczasem sama nie byłaś w mojej sytuacji więc teraz Ty się nie odzywaj.
                • olivka27 Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 22:32
                  A co do ekspresowego prawa jazdy,to załatw dziewczynie która założyła ten wątek pracę w trybie ekspresowym i opieke do dziecka to napewno będzie sobie wspaniale jeżdziła tym mercedesem.Ja naprawdę Ci współczuję że straciłaś swoje dzieciątka,ale spróbuj też sobie wyobrazić co czuje dziewczyna w ciąży której świat wali się na głowę,wogóle nie rozumiem dlaczego nas obrażasz.
                  • natkaszczerbatka Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 22:57
                    przepraszam olivko, ten post był przeznaczony dla as79. Twój post czytałam i ci
                    bardzo współczuje, raczej współczuje ci Twojej mamy, bo rzeczywiście dołująca
                    sytuacja. Nie zazdroszczę. Nie chce się z Wami kłócić, ani Was obrażać
                    bynajmniej. Przepraszam. Po prostu szlak mnie trafia, jak ktoś nie potrafi
                    docenić oczywistego szczęścia które na niego spada. A co do mnie, to moje
                    pierwsze dziecko (na szczęście zdrowe i dorodne) urodziło się jak jeszcze nie
                    znałam mojego męża. Tatuś - a raczej dawca nasienia wypiął się w drugim
                    miesiącu ciąży. Byłam jednak najszczęśliwszą osobą na świecie kiedy byłam w tej
                    ciąży. Nie rozumiem jak może się walić świat na głowę kiedy się jest w ciązy.
                    To są wszystko problemy, które mijają. Pamiętam jak urodziła się moja córeczka,
                    a ja zasuwałam z nią ze szpitala sama do domu, po CC - nie mówiąc o pobycie w
                    szpitalu. Cały czas sama - nikt do mnie nie przyszedł. Raz tylko mama. Byłam
                    jednak szczęśliwa, że miałam mojego skarba. Nic lepszego nie mogło mi się wtedy
                    przydarzyć. Ona rozwiązała wszystkie moje problemy. Teraz moja córeczka ma
                    cudownego tatusia i pod tym względem jest super. Tylko, że chyba nie moge mieć
                    dziecka z jej tatusiem. I co bym było gdybym nie urodziła mojej córeczki wtedy?
                    Byłaby sama do końca życia, jak kołek i w ogóle dzieci bym nie miała.
                    Kiedy Pan Bóg daje dzieci - to trzeba brać. Potem może się już rozmyślić!
                    I jeszcze raz przepraszam - naprawdę nie chiałam Was obrazić.
                    • olivka27 Re: moje "doświadczenia" ... 04.08.04, 23:16
                      W poprzadku,nie gniewam się,ale mnie naprawdę wtedy nie było do śmiechu.Teraz i ja myślę że trzeba brać dzieci kiedy Bóg je daje,miejmy nadzieję że i As79 tez tak niebawem pomyśli.Pozdrawiam!
                      • natkaszczerbatka Re: moje "doświadczenia" ... 05.08.04, 00:00
                        no tożeśmy się dogadały! Pozdrawiam.
                    • niezabutka Re: moje "doświadczenia" ... 05.08.04, 09:40
                      Do natki: pewnie ja nigdy nie zrozumiem Ciebie i pewnie ty nigdy mnie..tak już
                      musi być, to naturalne..nikt nigdy nie wskoczy w cudzą skórę "żeby poczuc co on
                      poczuł"..
                      Do As79: ja to przeszłam..no może było troche łatwiej ale odczucia podobe.
                      Przedewszystkim lęk..ale wiesz co to czego sie obawiasz że nie masz w sobie na
                      dzień dzisiejszy, tych uczuc - one przyjdą..zobaczysz..ja mimo namów nie
                      usunęłam ciązy, urodziłam i cieszę sie moim synkiem z dnia na dzień coraz
                      bardziej. Wcale nie jest rózówo, często bywa cięzko, są nawet momenty, że myślę
                      o tym, że gdybym była "odpowiedzialna" to tego wszystkiego by nie było,
                      miałabym luz, czas dla siebie i wszystko to co jeszcze miałam przed rokiem. Ale
                      zaraz potem żałuję i przepraszam za te głupie myśli, i patrzę na to moje male
                      cudo jak się do mnie usmiecha i wszystkie troski czmychają w kąt..i wtedy już
                      wiem że fizycznie dotknęłam CUDU: mam zdrowego, przepieknego synka, i gdyby nie
                      ta jedna noc osiem miesiecy temu nie byłoby MIKOŁAJA..może kiedys byłaby inna
                      dziadzia, a może nie..ale to nigdy nie byłby to MÓJ MIKOŁAJEK...
                      TRZYMACJIER SIĘ CIPEŁO I MOCNO!
                      Kalina z Mikołajkiem
                      • natkaszczerbatka Re: moje "doświadczenia" ... 05.08.04, 10:15
                        Myślę, ż to wszystko rozbija się o wsparcie rodziny. Wy go nie miałyście i stąd
                        problemy oraz nasz spór. Nie wierzę, że kobieta może być nieszczęśliwa mając w
                        sobie nowe życie. Faktycznie, z takimi mamami jak Wasze, to trudna sprawa. W
                        latach 70-tych i okolicach usunięcie ciąży było traktowane jak zrobienie kupy.
                        U mnie w rodzinie też są takie ciocie, które do dziś się tym chwalą, uznając to
                        za splunięcie. Teraz czasy się zmieniły i wartość życia wzrosła. U mnie w
                        rodzinie zawsze było dużo dzieci i zawsze były one traktowane jako wartość
                        naczelna. Może dlatego było mi łatwiej.
                        Kiedy przyszłam do domu i powiedziałam mamie, że jestem w ciąży, oczywiście w
                        najmniej dla wszystkich spodziewanym momencie, mama nawet się nie spytała z kim
                        bo oczywiście nigdy nie widziała na oczy tego faceta, nie pytała o nic -
                        zresztą do dziś o nim nic nie wie - powiedziała tylko "Córeczko! Jaka jestem
                        szczęśliwa!" Uścisnęła mnie mocno, a potem tata dodał "o nic się nie martw".
                        Może dlatego nie rozumiem jak można martwić się z powodu ciązy. U nas w
                        rodzinie - to po prostu nie wypadało.

                        • tygrysia_suka Re: jesteś wspaniałą mamą 05.08.04, 10:27
                          Uważam, że możesz być dumna z podjęcia takiej decyzji\
                          Życie nieustannie stawia przed nami nowe wyzwania, myślę że ktoś tam na górze
                          nas testuje\\\

                          Takie uczucia są zupełnie normalne, przechodzą przez nie kobiety, nawet te,
                          które pragnęły dziecka\
                          Jestem pewna że dzidziuś przyniesie ci jeszcze dużo radości \
                          A na pewno zadziwisz się jeszcze nie raz, jaki to wspaniały rodzaj miłości\\,
                          której jeszcze nie możesz odczuć\ A która przyjdzie na pewno ////

                          Natka przeżyła śmierć trójki dzieciaczków, dlatego tak impulsywnie podchodzi do
                          tego tematu\\ Jak widzisz są ludzie którzy Ci zazdroszczą/// Ja też Ci
                          zazdroszczę, odwagi i dobrej decyzji, której nigdy nie będziesz żałowała\\\\

                          Zrobiłabyś mi dużą przyjemność, jeśli pozwoliłabyś mi, abym pomogła Ci
                          skompletować wyprawkę\\\
                          Jeśli jesteś z Warszawy, to z pracą może da się coś zrobić\\
                          • as79 Re: jesteś wspaniałą mamą 06.08.04, 12:59
                            Po tym co sobie teraz poczytałam wnioskuję, że człowiek musi znaleźć się w
                            określonej sytuacji, doswiadczyc jej na własnej skórze by móc potrafić wydawać
                            sądy o innych. Kazda z nas ma swoje doswiadczenia i tak naprawdę to opiniując
                            coś , robi to przez pryzmat swoich przeżyć. Jedna z nas straciła dzieci, los
                            tak chciał i nie pozwolił, by one żyły. Nie jestem zła na to co napisała, ale
                            tylko dlatego, że wytłumaczyłam sobie , że pewnie na jej miejscu czułabym to
                            samo. Chciałabym żeby tylko przemyślała sobie mój poglad na życie i
                            rzeczywistość, że żyjemy w świecie, w którym wszystko jest tak naprawdę
                            relatywne, człowieka, jego problemy, psychikę i wszystko co się z tym łączy po
                            prostu nie da się osadzić w kategoriach: czarne- białe. Jest również mnóstwo
                            szarości, a wszystko tak naprawdę zależy od punktu siedzenia czyli właśnie od
                            naszych doświadczeń, rzeczywistości w jakiej przyszło życ jednostce. Może to
                            wszystko brzmi trochę śmiesznie - filozoficznie więc napiszę jeszcze to: nigdy
                            nie pomyślałam, że znajdę się w takiwj sytuacji, możeniektóre z was myślą, że
                            jestem wyprana z uczuć, bo "nie cieszę się". Myslałam ,ż bedzie inaczej,
                            chciałam mieć dzieci, kochającą rodzinę. I NAPRAWDĘ jest mi ciężko bo to
                            wszystko wyszło nie tak, każdego dnia mam wyrzuty sumienia, kiedy znów nie
                            znajduję w sobie tej miłości, kiedy mijam na ulicy szczęśliwe pary, zachwycone
                            swoim dzidziusiem i sobą...pewnie te które coś takiego jak ja przeżyły wiedzą
                            jak bardzo BOLI oglądanie cudzego szczęście, kiedy samemu jest się tego
                            pozbawionym. Dlatego rozumiem też w jakiś sposób (z pewnością niepełny bo tego
                            nie przeżyłam)dziewczynę, która straciła swoje dzieci. Dla ciebie tym
                            największym szczęściem są właśnie te małe istotki i szlag cię trafia tym
                            mocniej, że nie tylko nie możesz ich odzyskac, ale obserwujesz że ktoś może byc
                            nieszczęśliwy bo właśnie bedzie miał to dziecko. To jest dla ciebie
                            niezrozumiałe i nie liczy sie dla ciebie ta trudna sytuacja w której właśnie
                            sie znalazłam. łatwo tak ci mówić, bo wnioskuję że żyjesz "normalnie" bez tych
                            wszystkich problemów, masz obok siebie człowieka, który cię kocha. To bardzo
                            wiele, naprawdę. Ja nie mam takiego oparcia w drugiej osobie, a oprócz tego
                            mnóstwo problemów dnia codziennego, może prozaicznych, może ktoś powie, ze tak
                            naprawdę nieważnych, ale samą miłością wiele nie zwojuję, nie nakarmię za to
                            dziecka, te "prozaiczne" problemy same się nie rozwiażą, a ja na razie nie mam
                            pomysłu jak to zrobić. Może gdybym miała obok siebie choć jedna dobrą duszę,
                            czułabym ,że jestem kochana i j ej potrzebna, wszystko byłoby łatwiejsze. Ale
                            tak nie jest.Nie chcę żebyscie odebrały te słowa jako użalanie sie nad sobą. ja
                            po prostu nie mam w ej chwili adnego pomysłu na zycie.
                            pozdrawiam i czekam na odzew
                            p.s jedna z was napisała, że moze znajdzie sie możliwośc pomocy w
                            skompletowaniu wyprawki. nie wiem czy ta propozycja była skierowana właśnie do
                            mnie, ale jesli ktoras z was ma jekies mozliwości i ochote to bede wdzieczna za
                            kazdy drobiazg.to tak na marginesie.
                            • natkaszczerbatka Re: jesteś wspaniałą mamą 06.08.04, 16:00
                              "Może gdybym miała obok siebie choć jedna dobrą duszę,
                              czułabym ,że jestem kochana i jej potrzebna, wszystko byłoby łatwiejsze"
                              - będziesz miała jak urodzi się Twój bobas. Zobaczysz będzie Cię kochał
                              bezwarunkowo i bezgranicznie, za to że jesteś, a nie za to jaka jesteś. Będzie
                              taki bezradny i zagubiony - a Ty będziesz dla Niego ALfą i Omegą. Zobaczysz,
                              jak będzie się patrzył w Twoje oczy - jak w oczy Absolutu i Jedynej
                              Doskonałości.
                              Może nie czytałaś wszystkich moich postów, ale przez te 6 ostatnich lat, kiedy
                              urodziła się moja pierwsza córeczka - bardzo dużo się w moim życiu zmieniło.
                              Kiedy byłam z nią w ciąży, jej tatuś wypiał się zaraz jak się o tej ciazy
                              dowiedział. Powiedział że wolałby o tym dziecku wogóle nie wiedzieć i ma mi za
                              złe że mu o tym powiedziałam, bo teraz będzie miał wyrzuty sumienia bo gdzieś
                              po świecie chodzi jego dziecko i będzie czuł się z tym paskudnie.
                              Od tej rozmowy ani go nie widziałam ani nic o nim nie słyszalam.
                              Potem samotna ciąża, i ciągłe komentarze: "Pani nie nosi obrączki bo tak Pani
                              spuchły ręce w ciaży prawda?" Pamiętam jak zasuwałam z zawiniątkiem w postaci
                              mojego szczęścia sama ze szpitala do domu,w dodatku po cesarskim cięciu.
                              Byłam jednak najszczęśliwszą kobietą na świecie. Działo się to równo 6 lat
                              temu.
                              Jej biologiczny tatuś nawet nie był ciekawy czy dziecko się urodziło, nie
                              mówiąc o płci i innych szczegółach.
                              Moja córeczka ma teraz naprawdę wspaniałego tatusia, którego sama sobie
                              wybrała. I teraz już pod tym względem jest dobrze. Zobaczysz u Ciebie też się
                              ułoży.
                              Zobaczysz, to są tylko przejściowe problemy. Może mi było łatwiej bo miałam
                              wsparcie rodziny - to znaczy moich rodziców. Ale przecież tyle ludzi jest
                              dookoła, którzy na pewno będą chcieli Ci pomóc! Naprawdę! Chociażby tutaj w
                              Internecie. Odzywaj się często na forum i pisz co u Ciebie. Jak rośnie
                              dzidziuś, a jeśli nie o tym to jak sobie radzisz. To bardzo pomaga. Poza tym z
                              tego co wiem, to są różne grupy wsparcia dla kobiet znajduących się w takiej
                              sytuacji. To bardzo pomaga, pogadać z kimś kto ma podobny problem.
                              Gdzie mieszkasz? Słyszałam o takich grupach, ale musiałabym sprawdzić
                              dokładnie co i gdzie - dlatego pytam się o Twoje miejsce zamieszkania. Zreztą
                              chyba i na e-dziecku jest forum dla samotych rodziców - może tam znajdziesz
                              kogoś kto jest lub całkiem niedawno był w Twojej sytuacji.
                              No i przepraszam za moje posty. Nie chciałam Cię obrazić ... i obiecuję
                              poprawę. Jestem trochę zła że stało się tak jak się stało, widocznie nigdy nie
                              można mieć całego szczęścia naraz. Najwyżej połowę. Dowodem jest zarówno moja
                              sytuacja, jak i Twoja - tylko odwrócona. Pozdrawiam i odzywaj się.

                              • as79 Re: jesteś wspaniałą mamą 06.08.04, 16:27
                                Samo to, że odnalazlam takie forum już mi wiele pomogło. To pozwala zobaczyć i
                                uzmysłowić sobie, że inni też mają problemy i to..pomaga. Człowiek nie czuje
                                się wtedy samotny, choć przecież nikomu nie życzy wszystkiego najgorszego. Ale
                                tacy już jesteśmy. Co do pytania o moje miejsce zamieszkania, hmm..to dość
                                problematyczne. Pochodzę z Wałbrzycha, tam mieszkają moi rodzice, jednak od
                                kiedy zaczęłam studia juz tam de facto nie mieszkam. Obecnie jestem więc w
                                Warszawie, a co dalej? Sama zadaje sobie pytanie. Dotad jakoś sobie radziłam ,
                                nawet nieźle (stypendium plus kredyt studencki plus dodatkowe pieniazki za
                                jakieś prace zlecone od czasyu do czasu). Ale dokładnie w tym miesiącu to
                                wszystko się urwało. Tak więc jeszcze jestem w Wawie (obecnie "na
                                garnuszku'przyjaciół), znajomi , znając moja sytuację rodzinną (i osobiście
                                znając moją mamę, to tak zeby było obiektywnie), doradzaja mi, że lepiej dla
                                mnie i dziecka bedzie jak zamieszkam w jakims domu samotnej matki, przynajmniej
                                do czasu kiedy bede mogła isc do pracy. Przyznam się ,że mysle o tym, nawet
                                odnalazłam kilka takich adresow w poblizu stolicy. Z drugiej jednak strony
                                wiem, ze gdybym tak zrobila to nie bedzie juz powrotu do mojego domu. A mimo
                                tej całej nieprzyjemnej sytuacji z rodzicami, to sa moi rodzice, chcialabym z
                                nimi zyc dobrze. kocham moja mame mimo wszystko bo jest moja mamą, poza tym w
                                glebi serca wiem ze te straszne rzeczy ktore mowi nie wynikaja z tego ze jest
                                zlym czlowiekiem tylko jest to jej specyficzny sposob martwienia sie o mnie.
                                nie wiem czy to rozumiesz bo moze nie potrafie tego slowami tak do konca
                                wyjasnic.Dlatego tak naprawde to chcialabym wrocic na ten najtruniejszy dla
                                mnie czas do domu, chociaz wiem ze nie bedzie to łatwe dla obu stron. moja mama
                                jest niezwykle silna osobowoscia, lubi innym narzucac swoja wole, swoje poglady
                                uwaza za jedynie sluszne. ja z kolei tez do latwych we wspolzyciu nie naleze,
                                bo jestem dosc niepokorna i nie potrafie się nie odezwac w momencie kiedy
                                czuje, ze cos jest nie tak. stad mysle dochodzi omiedzy mna a mama do zatargow,
                                ona nie potrafi pogodzic sie z tym ze ja moge miec inne zdanie, inny poglad na
                                swiat i zycie. Reasumujac nie wiem jeszcze w ktora mam isc strone, ale moze wy
                                macie jakies pomysly i ewentualne rady. moze ktoras z was stała przed podobnym
                                problemem? czytajac teraz to wszystko uswiadomilam sobie, ze zasadniczy temet
                                tego forum, tj. aborcja, troche sie zaburzyl. przepraszam,ze tak duzo o mnie.
                                • natkaszczerbatka Re: jesteś wspaniałą mamą 06.08.04, 17:03
                                  faktycznie, że odeszłyszmy trochę od tematu, prawda? Ale to nieszkodzi.
                                  Rzeczywiście, trudna sytuacja ... Pomyślimy co można zrobić. ... teraz musze
                                  lecieć z dzieckiem na rower ... bo ciągnie mnie za ubranie, stuka w klawiaturę
                                  i nie da się skupić. Wieczorem odpiszę. Pozdrawiam.
                                • natkaszczerbatka Re: jesteś wspaniałą mamą 06.08.04, 22:55
                                  czy możliwe jest dogadanie się jednak z mamą? Czy są jakieś najmniejsze szanse
                                  dogadania się z Nią? Ja z moją mamą dopiero w ciązy nawiązałam taki prawdzimy
                                  matczyno-córkowy kontakt. Wiem, że Twoja mama jest zupełnie inna. Moja - jak
                                  dowiedziała sie o ciąży - była cała szczęśliwa, ze zostanie babcią. Inne sprawy
                                  ją nie interesowały. Powiedziała, że w końcu "porządny mąż i ojciec dla
                                  dziecka" się znajdzie. Sama zaznaczyła w kalendarzu i odliczała kolejne dni, aż
                                  do porodu. Zachowywała się tak, jakby sama była w ciązy.
                                  Może Twoja mama tylko na zewnątrz taka jest, a w środku - tak naprawdę cieszy
                                  się z Twojego dziecka?
                                  a dowiadywałaś się w sprawie ewentualnych zasiłków? Czy w Twojej sytuacji coś
                                  przysługuje?
                                  taką ogólna informacja o zasiłach jest tu:
                                  www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/aktyprawne/zasilek.htmpzdrawiam

                                  • natkaszczerbatka Re: jesteś wspaniałą mamą 06.08.04, 22:56
                                    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/aktyprawne/zasilek.htm
                                    poprawiłam link
                            • tygrysia_suka Re: jesteś wspaniałą mamą 07.08.04, 15:36
                              Pytanie było do AS79 ….oczywiście aktualne.
                              Jak byś mi mogła wysłać swoje cv. na adres gazetowy.
                              Napisz, co mogłabyś robić, jakie masz pasje talenty itp.
                              Jestem teraz na wakacjach, wracam we wrześniu, możemy się wtedy spotkać.

                              Głowa do góry, wszystko się jakoś ułoży!
                              Wszystko po moim dziecku, masz już zaklepane!

                              PS.Myślę że temat aborcji powinien być powiązany z tematem pomocy.
                              • as79 Re: jesteś wspaniałą mamą 09.08.04, 14:52
                                dzieki dziewczyny za wszystko, naprawdę. To, ze jesteście sprawia, ze nie czuję
                                się taka samotna. Muszę zacząć wierzyć, że wszystko się jakoś poukłada.Jedna z
                                was pyta o moją mamę, czy rzeczywiście nie dałoby się jakoś z nią normalnie
                                porozmawiać. Wierzcie mi, że próbowałam wielkokrotnie i nadal zesztą to robią,
                                jednak bez większych sukcesów.Nie wiem, być może kiedy już urodzę sytuacja
                                zmieni się , jednak po tych słowach, które od niej uslyszałam, nie sądzę, że
                                będę potrafiła zapomnieć.
                                Wracając jednak do tematu aborcji, to kilka dni temu przeżyłam szok, kiedy
                                odwiedziła mnie jedna z moich bliższych koleżanek i przekonywała mnie , że to
                                bardzo dobrze, że jednak nie usunęłam tej ciąży (wcześniej dzieliłam się z nią
                                swoimi wątpliwościami), i wtedy zwierzyła mi się, że ona to zrobiła,jeszcze w
                                klasie maturalnej. Powiedziała mi, że była wtedy bardzo przerażona i zrobiła to
                                jakby mechanicznie. Powiedziała też, że gdyby znalazła się choć jedna osoba,
                                która byłaby przeciwna temu, pewnie zastanowiła by się. Ale nikogo takiego nie
                                było, wprost przeciwnie, dla wszystkich wtwjemniczonych było oczywiste, że ma
                                poddać się zabiegowi. Powiedziała, że w tej chwili nie ma już wyrzutów
                                sumienia, ale nie ma dnia, żeby o tym nie pamiętała i oczywiście dzień, w
                                którym się to stało też na zawsze pozostanie w jej pamięci. Nie wiem, jak to
                                określić, zeby nie zabrzmiało to okrutnie, ale jej historia dodala mi siły do
                                tego zeby się nie poddawać.trzymajcie się
                                p.s. do t_s: naprawde wielkie dzieki za to co robisz, jak wrocisz z urlopu to
                                bede bardzo szczesliwa moc siez toba spotkac.
    • agablues AS 79 14.08.04, 03:03
      Tak się składa, że znam ja osobiście. Nie zdążyłam przeczytać wszystkiego tutaj
      co ona napisała, co wy do niej napisałyście. Przeczytam po powrocie. Chcę Wam
      powiedzieć, że A. pomagała mi przy mojej Igusi. Jeżeli możecie pomóc- bardzo o
      to proszę. Nie mam teraz zbyt wiele czasu, by dużo napisać.
      As79, trzymaj się kochana, cały czas myślę, co możemy poradzić. Buziaki Aga
    • dogma24 Prosta historia..... 14.08.04, 03:31
      Nie wiem o czym pisać, o tym, że to trudne doświadczenie na które w żadnym
      razie nie byłam gotowa. Chyba żadna z kobiet nie jest nigdy gotowa. Miałam 20
      lat, standardowa historia, wakacje facet z drugiego końca Polski. Potem powrót
      do domu, pierwsze objawy ale nadal z nadzieją liczyłam dni do okresu. Aż w
      końcu test ciążowy i ta przerażająca czarwona kreska (test do tej pory trzymam
      w szufladzie, ku przestrodze). I co teraz zrobić? Nigy w życiu się nie bałam
      jak wtedy. Oczywiście rodzice nic nie wiedzieli. Na szczęście kiedyś moja mama
      podeszła do mnie i się zapytała. Nie mam jak kobieca intuicja. Nie było czego
      ukrywać.

      Bardzo pomogli mi właśnie moi rodzice. W zasadzie wiedziałam, że niezależnie od
      tego jaką decyzję podejmę będą ze mną. Sami o tym z resztą mówli.
      Zadecydowałam, że nie urodzę dziecka. Zabieg odbył się szybko i bezboleśnie, na
      szczęście był anestezjolog więc spałam. I to wszystko.

      To co było później to zupełnie inna historia. Długo nie mogłam poradzić sobie z
      poczuciem winy, do tej pory zastanawiam się jak by moja dziewczynak wyglądała
      teraz. Wiem, że to byłaby dziewczynka. Bardzo pomogła mi terapia. Teraz wiem,
      że podjęłm słuszną decyzję, chociaż czasami mam wątpliwości (ale tylko przez
      chwilkę). Cieszę się, że nie byłam sama. I wiem, że to miało mnie czegoś
      nauczyć. Odpowiedzialności za podejmowane decyzje, między innymi za decyzje
      związane z seksem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka