kct.kct
05.02.10, 16:32
A moze jedno i drugie?? Tym razem troche o mnie. O tym,ze jestem
nieudacznikiem.O tym,ze nic w zyciu nie uda mi sie osiagnac.O tym,ze
przegralam. Zastanawiam sie nad tym, czy to,jak w zyciu postepuje
jest wynikiem mojego spaczonego charakteru,czy moze jednak choroby?
Hm... jestem zmeczona, chociaz tak naprawde nic w zyciu nie
robie.Chodze do szkoly policealnej,bo nie udalo mi sie skonczyc
studiow.Zrezygnowalam na koncu drogi..Dlaczego?Nie mam pojecia,ale
plakac mi sie chce, gdy tylko o tym mysle.Studia byly
znienawidzone,ale warto bylo je skonczyc,aby uzyskac cos,co mogloby
mi w jakikolwiek sposob pomoc w znalezieniu pracy.Nie wiem dlaczego
poddalam sie pod koniec...Zabraklo mi chyba sily i wiary w
siebie.Nigdy nie koncze tego, co zaczelam.Jestem
leniem,introwertykiem,chyba mizoginem.Najchetniej nigdy w zyciu nie
wyszlabym juz z domu...Siedze od paru miesiecy i bezskutecznie
szukam pracy...Nigdzie mnie nie chca.Jestem niesmiala i to chyba
widac na pierwszy rzut oka.Dzisiaj mialam zaniesc kolejne CV, ale
stchorzylam, bo w miejscu, gdzie moglabym pracowac jest ktos, kogo
nie chce widziec.W ogole nie chce rozmawiac z ludzmi, ktorych kiedys
znalalam..Po wydarzeniach z mojego zycia, po tych porazkach, nie mam
ochoty nikomu patrzec w oczy. Lubie samotnosc, cisze i czas spedzony
przed komputerem.Tak mija mi zycie.Ogolnie nie mam depresji, ale
niestety stany lekowe, nerwica zostala...Boje sie rozmawiac z ludzmi
i nie wiem, czy bylabym zdolna do rozmowy z klientem itp. Chcialabym
sie zaszyc w mysiej dziurze. Zdaje sobie sprawe, ze gdybym podjela
prace to musialabym pokonac swoj lek i wierze, ze sytuacje zmusilaby
mnie do tego. Dalabym rade, ale nie mam mozliwosci.Jak juz ktos
odpowie na ogloszenie, po rozmowie kwalifikacyjnej nie odzwania...W
moim miescie szanse na prace sa marne, ale aplikuje w odleglosci do
50 km, zebym mogla dojezdzac...Nic z tego... Czuje sie przez to zle,
ale z drugiej strony oczuwam ulge, ze nie musze wychodzic z
domu.Jestem lekliwa, malo asertywna, ustepuje ludziom idacym
chodnikiem z napczeciwka, boje sie, ze starsi ludzie mnie okrzycza,
ze pale, chociaz nigdy na nikogo nie dmucham i odsuwam sie daleko od
nich....Jestem milutka, sympatyczna w odbiorze, a to dlatego, ze
czuje sie gorsza? Mama mnie prawopodobnie zdominowala w
dziecinstwie...Nie umiem walczyc o swoje.Mam 25 lat a czuje sie w
glebi duszy malym dzieckiem...Nie czuje sie w ogole dorosla.
Czemu?Przeciez mam tyle lat ile mam...Jestem chyba niedojrzala..W
dodatku chyba jestem lesbijka.Do 14 roku zycia bylam pewna siebie,
arogancka czasami, asertywna...Potem cos we mnie peklo i zaczely sie
te wszystkie stany depresyjne, nerwicowe, zaburzenia odzywiania
itp... Mam 25 lat i bylam dwa razy w psychiatryku.Czuje sie
zmeczona...nie mam sily naprawde.Nic mi sie nie chce, jestem leniwa
i nie mam zadnych zalet.No moze poza tym, ze daje soba pomiatac, ze
jestem "milusia" i sympatyczna, ze klaniam sie sasiadom...chociaz
oni pewnie maja mnie za wariatke.Ale co mi z tych cech? Naprawde nie
mam innych zalet. Jestem glupia, malo asertywna, niesmiala,
zakompleksiona, brzydka, biedna, nie skonczylam studiow, do niczego
sie nie nadaje..Ciezko mi. Wiem,ze sie nad soba uzalam, ale
potrzebuj tego wlasnie teraz, dzisiaj.