Dodaj do ulubionych

bulimia a związek partnerski

30.07.05, 23:39
Mam bulimie od prawie czterech lat..
Natomiast mania odchudzania zaczęła się dużo wcześniej..
Gdy żadna dieta nie pomagała, wtedy pojawiła się bulimia..
Ale nie chcę pisać o jej skutkach zdrowotnych, gdyż wiele tematów na forum
takowe zawierają..
Chcicłabym się Was spytac o nurtujace mnie pytanie..
Mianowicie.. Gdy zaczełam się z kimś spotykac.. i gdy nawet zaczęło mi zalezeć
na danym facecie.. Nie wiem właśnie jak jest z tym u Was.. ale mój związek
zazwyczaj się rozpadał, gdy dany mężczyzna zaczynam "odkrywać" że nie do końca
jest "o.k" z moim jedzeniem..
Nie którym nie chciałam mówić o bulimi,... bałam się ich reakcji..
Ci którzy wiedzieli, nei wytrzymywali tej presji na dłuższą mete..
Stworzyłam swój świat i bałam się wprowadzić do niego mojego partnera..
Czy Wy również odczuwacie tego typu dylematy??
Pozdrawiam i proszę o szczere odpowiedzi..
Obserwuj wątek
    • lingusia Re: bulimia a związek partnerski 30.07.05, 23:51
      Tu chyba chodzi o to czy chcesz sie wyleczyc z bulimii.jesli tak to chłopak w
      tym moze Ci pomóc ale tylko wtady-moim zdaniem jesli Ty tego chcesz!Byłam z
      chłopakiem którego poznałam na terapii grupowej,swietna sprawa tylko ze nam nie
      wyszło bo był raczej moim kontrolerem a o to w zwiazku nie chodzi.I bez niego
      poczułam ze musze walczyc sama o siebie.Wiadomo ze kazdy facet tak jak i
      dziewczyna chca byc z kims 'normalnym'dlatego niektórzy nie ida na to by oprócz
      swoich problemów zajmować sie też wyciąganiez z problemów drugirj osoby..po
      prostu nie chca tracic na to czasu.Pozdrawiam
    • vitaa Re: bulimia a związek partnerski 31.07.05, 11:39
      Witam!W moim przypadku obecnie nie ma mowy o żadnych zwiąkach,kiedy jeszcze nie
      byłam chora było ok,miałam wiele udanych związków i było super,lecz od roku nie
      ma mowy o chłopcu na stałe,poprostu nie chce,boje się,że mogłabym mu wyrzadzić
      krzywde.Nowo poznanych chłopców zawsze trzymam na dystans,nie chce zbliżenia
      Wiele zapewne trace ale co zrobić...dla mnie nie liczą się juz spotkania
      towarzyskie,chęć bycia z kimś, przytulenia się...najwyższą wartością jest
      jedzenie,to ono wypełnia moje myśli,nie liczy się nic prócz niego.Wiem,że
      szkoda nawet tego słuchać ale bulimia zawładnęła do reszty moim życiem :(
        • kobitka_81 Zostanę sama już na zawsze - wiem to! 31.07.05, 12:52
          Nie dość, że nigdy nie miałam żadnego chłopaka, to jeszcze żadnych bliższych
          kontaktów z chłopakami w ogóle (dosłownie ZERO - żadnego przytulania, całowania,
          o innych sprawach nawet nie wspominam - po prostu never ever). Wiem, że choroba
          też dodatkowo mi to utrudnia (ale nawet jak nie byłam chora, to... też nic się w
          tej sferze mojego życia nie działo). Przepraszam, jeśli piszę niezbyt składnie,
          ale... mnie samej się to w głowie nie mieści. Moje życie jest bez sensu - nic
          mnie nie cieszy... A na facetach to w ogóle przestało mi zależeć - może to
          głupie, ale im dłużej trwam w takim stanie tym bardziej czuję niechęć do nich.
          Nie chcę, nie potrzebuję (???) i już. Sama sobie może przeczę - ale widać nie
          każdy ma przeznaczone mieć szczęście w miłości.
          Prośba do osób, które chcą napisać coś niemiłego w odpowiedzi na ten post: NIE
          PISZCIE! Ja naprawdę nie potrzebuję jeszcze dodatkowych ciosów - napisałam, bo
          wątek mnie zainteresował i tyle.
          Pozdrawiam :***
        • vitaa Re: bulimia a związek partnerski 31.07.05, 13:32
          Wiem Lingusiu,że jest to przykre,nie raz jest mi smutno kiedy patrze jak moje
          koleżanki są szczęśliwe ze swoimi chłopakami,jak opowiadają o swoich miłosnych
          perypetiach...jak opowiadają,że nie wyobrazają sobie życia bez drugiej
          połówki.Chciałabym żyć inaczej bo jest tragedią kiedy wolisz spędzać czas w
          łazience niż z bliskimi w jakimś Pubie lub dyskotece i kiedy ukojeniem jest dla
          ciebie rzyganie niż bliskość drugiej osoby :( Nienawidzę siebie za to,że nie
          potrafie walczyc ze swoją chorobą!
          • czaarownicaa Re: bulimia a związek partnerski 31.07.05, 16:33
            Witaa!!
            Nie możesz siebie nienawidzić.. to tylko wzmaga bulimie.. wiem coś o tym..
            Postaraj się choć tolerowac..
            To ponoć dużo łatwiejsze..(??)
            tak kiedyś ktoś mi powiedział.. lecz nie wiem jak to ma się za bardzo w życiu
        • vitaa Re: bulimia a związek partnerski 31.07.05, 18:31
          Dziewczyny na tym forum są naprawdę świetne,jedna próbuje pomóc
          drugiej,podnieść ją na duchu,uśiwadomić,że nie jest sama.Czarownicaa poruszyłaś
          naprawde poważny wątek.Doskonale świetnie rozumiem Twoje izolowanie się od
          otoczenia...bo zachowuje się tak samo,jeszcze wyjsćie z kumpelą na spacer
          wchodzi w grę ale nic poza tym.Nie wiem jak możemy sobie poradzić z tym
          problemem...może któraś z was będzie miała jakiś pomysł ?? !!
          • hesjja Re: bulimia a związek partnerski 31.07.05, 18:58
            Pomysł? Po prostu starac się to przełamywać. Starać się cieszyć tą chwilą kiedy
            jesteśmy ze znajomymi. Nie spinać się i nie mysleć o żarciu czyli o ucieczce,
            znanej i bezpiecznej sytuacji. nie ma innego wyjścia jak sie z lekka przymusić
            i przestawiać powoli na inne myslenie.
            Przede wszystkim nie winić się za to co się robi, polubić się czy uznać taką
            jaką się jest i szanować pomimo wszystko, bo naprawdę jesteśmy tego warte.
            Właśnie dlatego dotknął nas ten problem, że jesteśmy wrażliwymi osobami a to
            chyba dobra cecha.
            Jeszcze raz: STARAĆ SIĘ CIESZYĆ CHWILĄ! Niekoniecznie tą nad toaletą :-( Są
            ładniejsze i bardziej kolorowe chwile w życiu i warto je przeżyć pełnie!
          • sheilasbruder Re: izolacja i tolerancja 23.08.05, 03:15
            dużo racji z wyżej wspomnianą tolerancją.
            kochać siebie to wielka sztuka, ale jak się zaczyna siebie tolerować (a pomału
            i trochę lubić), jest o wiele lepiej i łatwiej (na wszystkich polach).
            najgorzej reagować na siebie nienawiścią za to, co się zrobiło, bo robi się to
            samo znowu i znowu..

            pozdrawiam
    • ishtar34 Re: bulimia a związek partnerski 04.08.05, 19:08
      Rozumiem cię doskonale. Mój narzeczony-pomógł mi wyjść z anoreksji, ale gdy
      przytyłam i odkrył że wpadłam w bulimię, zaczął mnie zdradzać, az w końcu
      musieliśmy się rozstać. Nie wszyscy są jednak takimi...teraz od 4 lat jestem w
      szczęśliwym związku, on wie że cierpię że mam bulimię, zamierzamy się pobrać-
      jest dla mnie ogromnym wsparciem- i pomaga mi np. w towarzystwie -zawsze coś
      ciekawego wymyśli aby mnie wytłumaczyć dlaczego prowadzę taką dziwną dietę.
      najważniejsze aby odpowiednio przygotować partnera na taki szok, i być szczerą.
      • czaarownicaa Do Ishtar34!! 05.08.05, 14:22
        Gratuluje!! :) :)
        Cieszę się, że jesteś w szczęśliwym zwiazku :) :)
        to wręcz wymarzone :) :)
        Nie każdy facet jest w stanie to zrozumieć..
        Dlatego też..
        Życze powodzenia w dalszym byciu razem :) :)
    • myszka312 Re: bulimia a związek partnerski 05.08.05, 21:59
      jestem w zwiążku z facetem od ponad pół roku.on wie,ze mam problemy,ale nie
      wie,że aż takie.
      chciałabym mu to wszystko powiedzieć,ale wiem,że on tego nie zrozumie.jak
      wszyscy ludzie, z którymi dotychczas próbowałam opowiedzieć o tym koszmarze...

      cieszę się każdym dniem spędzonym z nim.jego obecność bardzo mi pomaga. i
      świadomość,że on chce mnie taką jaka jestem(a nie chudszą!!)

      ps chciałam się jeszcze z wami podzielić dziwną myślą, która mnie
      pociesza.kiedyś umrę i wreszczcie się to skończy...
    • didas79 Re: bulimia a związek partnerski 12.08.05, 15:35
      drogie panie

      dawno nie zagladalem na to forum i przyznam sie szczerze, wasze posty sklonily
      mnie nawet do zalozenia konta na serwisie, za ktorym niezbyt przepadam

      bylem z osoba, ktora niestety miala podobny problem ja wy, tutaj piszace. moze
      "problem" to nieciekawe slowo, ale jakos w tej chwili nic lepszego mi do glowy
      nie przychodzi i moge powiedziec tyle, ze szczerosc w zwiazku to podstawa. jesli
      trafilyscie na ta druga polowe, to chocby to bylo ciezkie, nie mzoecie tego
      ukrywac. zwiazek to przeciez nie tylko wzloty, ale takze upadki, nie tylko
      piekne chwile, ale tez te nieco gorsze. musicie wierzyc, ze we dwojke latwiej
      wam sie bedzie z tym uporac! ja to wiem. porzucajac skromnosc, ba, nawet z
      nieklamana duma, musze stwierdzic, ze to wlasnie dzieki mojej pomocy, wsparciu,
      milosci, akceptacji, czy moze po prostu tylko "byciu" (wybierzcie co wam wygodne
      i potrzebne) moja milosc wyszla z tego dolka i juz od 5 lat nie ma zadnych
      problemow (no moze pomijajac zwyczajowe "zobacz ile mi przybylo sadelka...
      buuu", ale ktora z kobiet tak sie nie zachowuje - po prostu lubicie byc
      pocieszane i adorowane ;) ). wracjac do tematu, to nie zdziwcie sie jednakze, ze
      moze to byc dla "niego" szok, ze moze poczuc sie zagubiony, ze zamknie sie w
      sobie. faceciu juz tak maja, ze problemy najczesciej dusza w sobie, szczegolnie
      jesli nie potrafia sobie z nimi szybko poradzic. w koncu odkryje, czego wam
      potrzeba, ze swoim wlasnym byciem moze duzo zmienic. jesli nie, to cholera z
      nim, nie byl wart calego wysilku - w zwiazku trzeba miec swiadomosc, ze mozna
      polegac na tej drugiej osobie.

      glowa do gory, robi sie ladna pogoda (przynajmniej we wroclawiu) wiec smutki na
      bok i sugeruje spacer w milym towarzystwie (lub samotnosci, jak kto woli).
      wyrzuccie przykre mysli z glowy - czas cieszyc sie zyciem i mlodoscia, poki
      jeszcze mozna, czego zycze wam wszystkim mile panie
        • normaaa ech ... 14.08.05, 22:50
          Myszka ...
          to straszne co napisałaś w post scriptum. To mnie przeraziło, że myślisz o
          śmierci jak o wybawieniu. Choć i ja czasami gadam "chciałabym zasnąć i obudzić
          się przed śmiercią"

          Życie jest takie dzwine, mam wszystko a taka jestem nieszczęśliwa, głównie
          przez to cholerne choróbsko.

          Odpowiadając na główny wątek chciałam napisać, że ja uciekam od ludzi i od
          kontaktów z facetami, bo ubzdurałam sobie, że musze się uczyć, że ludzie mi
          przeszkadzają w zdobyciu wykształcenia,pracy i wyprowadzeniu się z domu od
          znienawidzionej matki.Moja pani psycholog powiedziała mi, że nad książką lepiej
          się czuję, bo nauka wychodzi mi lepiej niż kontakty z ludzmi (w mojej ocenie).

          Ale mam jednocześnie bulimię. Bulimia powoduje u mnie:
          - spadek poczucia własnej wartości i przeświadczenie o tym, ze jestem nikim,
          - kiepski nastrój,
          - depresję (leczoną farmakologicznie ale niewiele to pomogło)
          - przytłaczające stałe poczucie, że wszystko jest bez sensu i jest beznadziejne,
          - złość na rodziców, którzy nic nie wiedzą i namawiają mnie do jedzenia (a dużo
          gotują) to powoduje ostre kłótnie w domu, a to kolejny powód depresji.


          I dlatego nie mam chłopaka. Miałam wspaniałego chłopaka (co prawda był nieco
          flegmatyczny i skąpy ale dało się znieść) ale to się skończyło. napisał mi
          kiedyś, że "nikt (NIKT) nie wytrzymałby z osobą, która ma taką depresję jak ja,
          tyle konfliktów rodzinnych, takie problemy." napisał, ze to zbyt duże
          obciążenie psychiczne.
          Od tamtej pory nikomu nie powiedziałam o bulimii. Jak spotykam fajnego faceta
          to nawet nie daję mu numeru komórki. Żyję w wolnym związku bez zaangażowania
          emocjonalnego z facetem, który jest dla mnie za głupi ... i zdaję sobie sprawę,
          że pewnie myśli o mnie, że dziwna jestem. Czasami mam ochotę powiedzieć mu,
          wypłakać się, ze jestem nikim. Chciałabym by mnie pocieszył.
          Ale nie mogę tego zrobić. To by go zbyt obciążyło psychicznie tak jak męczyło
          mojego byłego. On mówił, że bał się cokolwiek zrobić, powiedzieć - bał się, że
          spowoduje atak.

          Przepraszam, że chaotycznie piszę.
          Chciałam napisać, że choroba odbiera mi chęć życia.
          Jak ktoś chce się ze mną spotkać (facet) to ja nie chce z nim, bo myślę, że
          jestem beznadziejna, pewnie tylko chce się ze mną przespać. Poza tym ja jestem
          nienormalna i durna to lepiej nie będę go męczyć własną osobą.

          I tak to wygląda.
          Moja niechęć do zwiazków nie jest spowodowana tylko bulimią ale ma również
          inne przyczyny. Niemniej bulimia znacząco wpływa na to, że uciekam od facetów.

          Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia.
          • myszka312 Re: ech ... 14.08.05, 23:27
            hej normaaa
            czytając twój post pomyślałam sobie,że facet, który mówi ci,że nie wytrzymuje
            obciążenia psychicznego nie jest po prostu ciebie wart...ja wciąz uparcie
            wierzę,że ludzie z takimi problemami jak my są po prosu bardziej wrażliwi
            (przeczytałam to na tym forum i tego się trzymam!).a taka nadwrazliwość nie
            może być przcież wadą tylko wręcz przeciwnie-dużą zaletą...dlatego myślę,że ten
            facet nie umiał docenic tego,że miał taką wrażliwą dziewczynę...

            piszesz,że zyjesz teraz z facetem w wolnym związku.jeżeli robisz to z
            samotności to myślę,że to rozumiem.bo wiem już,że samotnośc jest straszliwym
            brzemieniem,ż którym cięzko jest żyć...

            chciałabym cię jakoś pocieszyć, sprawić,żeby było ci lepiej...nie jestem osobą
            bardzo religijną,ale pomodlę się za ciebie...

            pozdrawiam

            ps.apropo mojego ps,to co napisałm mam pewien związek z wiarą.bo jeśli się
            wierzy,że po śmierci czeka nas lepszy świat to trudno nie myśleć o tym lepszym
            świecie,skoro tutaj zycie jest takie trudne...
            • normaaa Re: ech ... 16.08.05, 11:52
              Oh... :)) dzięki Myszka.
              Zwłaszcza za modlitwe.
              Tak - on nie był tego wszystkiego wart. Było chama rzucić wcześniej.
              Hm ... z tą samotnością to nie jest dla mnie takie jasne ...czy to brzemię czy
              wyzwolenie.
              To aż tak tragicznie wyszedł mój post, że odczułaś potrzebę pocieszania mnie?
              Dziwne. Choć zwykle faktycznie w łikendy mam strasznego doła, bo rodzice
              nagotują jedzenia, ja potem jem i wymiotuję.
              Boją mnie od tego dziąsła i porobiło mi się na nich jakeś paskudztwo.
              Eh .... ale kupiłam sobie kilka poradników w sieci (w moim mieście w
              księgarniach nie ma NIC, DOSŁOWNIE NIC) i chodze na terapię (która na razie nie
              działa ale to 3 spotkanie dopiero), więc chyba będzie lepiej.
              Czytając te posty tu postanowiłam, że nie przerwę terapii choćby mnie szlag
              trafiał, póki pani psycholog sama nie powie, że już skończyłyśmy.

              Pozdrawiam i powodzenia wszelakiego życzę.
              • hesjja Re: ech ... 16.08.05, 17:22
                tak przy okazji rozmowy o związkach i szczerości mam pytanie. Jestem z
                mężczyzną, którego bardzo kocham, mówimy sobie wiele rzeczy, jesteśmy blisko
                siebie ale nie mogę sie odwazyć żeby mu powiedzieć o tej najważniejszej rzeczy.
                Wynika to z tego, że kilka razy zdarzyło się, że cos mi wypomniał czy raczej
                wetknął szpilę tam gdzie boli. Na codzień czuje jeso wsparcie i jest naprawdę
                fantastyczny ale te parę razy kiedy zrobił mi przykrość powstrzymuje mnie przed
                tym żeby zdradzić ten największy sekret. Mówiłam mu, że tkie zacjowanie nie
                jest w porządku ale jakos sobie tego nie przyswoił... Z innej strony B. nie
                stanowi aż tak wielkiego problemu, bo ataki zdarzaja się naprawde sporadycznie,
                ostatnio chyba ze 3 tyg. temu.
                No i tak chciałabym żeby wiedział, z drugiej może nie ma potrzeby, a z trzeciej
                te jego szpilki...
              • myszka312 Re: ech ... 17.08.05, 08:27
                Rzeczywiście Twój post wydał mi się smutny i przygnębiający.Ale ja myślę,że to
                dobrze.Dziewczyny piszmy wszystko co nas boli,gryzie,nie pozwala normalnie żyć!
                Już się w zyciu przekonałam,że wyrzucenie z siebie tych wszystkich uczuć
                przynosi ulgę!a to forum jest chyba dobrym miejscem...bo nie wiem jak wam,ale
                mi rozmowy z ludźmi, którzy są "normalni" nie pomagają...
    • hanusia24 Re: bulimia a związek partnerski 17.08.05, 12:24
      Moim zdaniem najbliższa osoba taka jak np. Twój partner powinien koniecznie
      wiedzxieć o Twoim problemie.On i tak to zauważy a wtedy poczuje sie oszukany i
      ucieknie.To masz jak w banku.
      Jeżeli ucieknie wiedząc że jesteś chora, to niech idzie jak najdalej, bo tzn. że
      nie byl Ciebie wart.
      Zaręczam jednak, że jest pewnie na świecie taki facet, który z miłości będzie z
      Tobą a na dodatek wyciągnie Cie z tego bagna :)
      • scaver troszke inny punkt widzenia 19.08.05, 15:41
        Witam serdecznie.
        Wiem, ze moj post, jako mezczyzny, na forum kobiecym jest co najmniej
        kuriozalnym zjawiskiem, tym bardziej, ze z bulimia nigdy nie mialem do
        czynienia, lub sie o tym nie dowiedzialem - co jak widze, jest tez wielce
        prawdopodobne.
        Przyznam sie uczciwie, ze trafilem tu po czesci przez nowo-poznana dziewczyne a
        takze przez przypadek - zwykla, ludzka ciekawosc. Ale no to, co tu zastalem nie
        bylem przygotowany... Takiej ilosci bolu i cierpienia przelanych w slowa na tym
        forum to naprawde bardzo dawno nie doswiadczylem. Powiem wiecej - dobrze, iz
        tego posta pisze z pracy, gdyz w innym przypadku nie wytrzymalbym i bym sie
        rozplakal. Wiem, ze to niemeskie i nie powinienem o tym wspominac, ale nie
        jestem w stanie przejsc obok takiego cierpienia obojetnie.
        Chcialbym kazdej z Was napisac kilka cieplych slow, podniesc na duchu czy po
        prostu pocieszyc. Nie jestem kobieta, totez to, co napisze bedzie calkowicie
        subiektywne, ale na pewno szczere.
        Podziwiam Was. Kazda z Was jest moja prywatna bohaterka. Prosze, nie zamykajcie
        sie przed swiatem - kazda taka decyzja to wielka strata. Jestem przekonany, ze
        jestescie cudownymi, wspanialymi i bardzo delikatnymi istotami i tylko z obawy
        przed odrzuceniem same wolicie odrzucac. Wiem, ze latwo mi tak mowic, gdyz nidgy
        nie doswiadczylem tego uczucia, ale kazda z Was zgodzi sie ze mna, iz
        zdecydowanie latwiej dzielic wszystkie troski i problemy z druga osoba.
        Wartosciowa druga polowa. Nie warto tracic czasu dla kogos, komu nie mozecie
        powiedziec o swoim problemie - moze jestem troche staroswiecki, moze urodzilem
        sie takim niepoprawanym idealista, ale nie wyobrazam sobie zwiazku, ktory nie
        opieralby sie na zaufaniu i zrozumieniu. Jezeli ktos tego nie rozumie i nie
        akceptuje Was w calosci - zarowno z zaletami jak i wadami, to wtedy jest to
        ewidentna strata czasu. Owszem, nie da sie w ten sposob unikanac przykrych
        rozczarowan, ale jest to zdecydowanie lepsze niz odgradzanie sie od swiata murem
        obojetnosci i rezygnacji, poniewaz w ostatecznym rozrachunku wychodzi sie zawsze
        na plus. Moze to prawda, ze nadzieja jest matka glupich, co akurat bardzo zle by
        o mnie swiadczylo, ale wierze, ze kiedys los musi sie odmienic i naprawde bardzo
        chcialbym ta swiadomosc i to przekonanie Wam przekazac.

        Nie licze na zadna ozywiona i burzliwa dyskusje po tym poscie - to byla
        jednorazowa akcja dywersyjna, ale licze, ze moje motto przewodnie, ktore wciaz
        przewijalo sie miedzy wierszami, dotarlo chociaz do czesci z Was:
        "Dla mnie, jestes idealna..."

        A teraz czas troszke popracowac... :)
    • reprymenda Re: bulimia a związek partnerski 21.08.05, 20:31
      Tez mam bulimie, od ilu lat to juz nawet nie pamietam. W tym czasie mialam
      kilka, nawet dlugich zwiazkow. Zaden z nich nie wiedzial o moim problemie, bo
      nie interesowalo ich jak radze sobie ze "zbednymi kilogramami". Wszystkie
      zwiazki sie rozpadly, nie przez bulimie. Teraz jestem w szczesliwym zwiazku,
      rozumiemy sie i kochamy na tyle, ze moglam mu powiedziec o mojej chorobie.
      Zalezy mi na nim, wiec uznalam, ze powinien wiedziec... "szczerosc ponad
      wszystko". I co?? I nic!! Zadnych klotni, zadnego wypominania, zero reakcji. On
      mi na to wszystko pozwala!! Nie probuje mnie na sile ratowac, zna mnie na tyle,
      ze wie, ze to nic nie da... Jak wraca z pracy mowie mu "Czesc kochanie,
      zwrocilam dzis obiad. Twoj stoi na kuchni, odgrzej sobie". A tak bys chciala??

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka