chujnia.mrok
12.03.12, 21:49
Najpierw zaczęły się różne dolegliwości zdrowotne i chodzenie po lekarzach, do tej pory oczywiście brak diagnozy. Potem wyprowadziła się ode mnie partnerka, okazało się w dodatku, że miała kogoś już od jakiegoś czasu i w ogóle dziwię się sam sobie, że tego nie zauważyłem wcześniej - dopiero jak się dowiedziałem to wszystko zaczęło mi się układać w całość (późniejsze powroty do domu, drobna konspiracja i tak dalej). A na koniec mój kochany szef utracił płynność finansową i nie mam pensji na koncie już drugi miesiąc, jakieś dwie stówy mi zostały. Aha, no i oczywiście siadła mi psychika, ale to już wynika z sytuacji.
I tak z gościa o w miarę ustabilizowanym życiu stałem się z dnia na dzień wrakiem człowieka bez nadziei i możliwości ruchu. No i jak? Istnieje fatum czy nie? Sprzysiężenie jakieś? Żeby przynajmniej parami chodziły...