Dodaj do ulubionych

Już nie umiem cieszyć się życiem... :(

24.02.08, 21:27
Mimo że jestem młoda a w życiu czeka mnie jeszcze pewnie wiele wspaniałych
chwil...
Od kilku lat cierpię na nerwicę, zepsułam sobie zdrowie, boję się gdziekolwiek
ruszyć z domu i strasznie cierpię zamartwiając się każdym kolejnym dniem.
Ludzie mówią (nawet lekarz ostatnio) czym ja się martwię, mam super rodzinę,
kochanego chłopaka, wkrótce planujemy ślub a ja nie umiem odpowiedzieć na to
pytanie...
Przeszłam wiele okropnych badań, okazało się że nabawiłam się wrzodów, od roku
jadę na lekach a dalej cierpię. Codziennie mam okropne mdłości, biegunki i
nikt nie wie co mi jest...
Najgorsze jest to że nikt mnie nie rozumie:(
Obserwuj wątek
    • aurelia_aurita Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 24.02.08, 21:35
      nerwica to paskudne choróbsko.
      ja wprawdzie jej nie mam, ale doświadczyłam paru pojedynczych objawów
      nerwicowych i już dziękuję za więcej... a to zamartwianie się wszystkim też znam
      - z ostatnich miesięcy.
      tu na forum wiele osób zmaga się z podobnymi objawami.
      i często jest tak, że bardzo pomocne okazują się antydepresanty. byłaś u psychiatry?
      • next-zabcia Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 24.02.08, 21:56
        aurelia_aurita napisała:
        byłaś u psychiatry?

        Nie byłam... Wiesz, moja rodzina twierdzi że jak pójdę do psychiatry to wszyscy
        znajomi się dowiedzą i będą myśleć że mam coś z głową nie tak.
        Byłam za to u wielu lekarzy i wielu z nich twierdzi że te moje objawy mam na tle
        nerwowym.
        Najgorsze że doprowadziłam sie do takiego stanu że nie mogę się nigdzie wybrać
        sama bo zaraz myślę że np. zacznie mnie boleć brzuch czy będę miała biegunkę czy
        coś podobnego i tak się dzieje.
        Teraz martwię się każdym dniem, boję się wyjść do sklepu, do kina, całymi dniami
        siedzę w domu i się męczę.
        • lucyna_n Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 24.02.08, 22:12
          masz zamiar zostać męczennicą w imię ciemnogrodu?
          Jesteś dororsła czy Twoja rodzina musi wiedzieć że leczysz się u
          psychiatry?
          Masz do wyboru spieprzyć sobie życie, albo podjąć próbę wyleczenia.
          Twoje życie , Twój wybór, nikt tego za Ciebie nie zrobi a samo nie
          minie.
          Co na Twoje dolegliwości mowi Twój narzeczony, jemu też jest to
          obojętne?
            • lubba Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 24.02.08, 22:32
              co myślimy, myślimy że trzeba zacząć działać, choć nie można
              zarzucić że niczego nie robisz w sprawie swojego zdrowia, wręcz
              przeciwnie, badania leki, snucie się od lekarza do lekarza,
              dlaczego ten scenariusz się nieustannie powtarza i dlaczego nie mogę
              szczerze i bez cienia wątpliwości napisać że nalepiej pomoże Ci
              psychiatra,
              ale Twoje problemy to z dużym prawdopodobieństwem działka tej
              medycznej specjalizacji
              • next-zabcia Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 24.02.08, 22:43
                Wiecie w ciągu tego roku byłam u 9 różnych lekarzy i to kilkakrotnie, robili mi
                przeróżne badania a nawet operację bo myśleli że to główny powód moich problemów
                i co... dalej jest tak samo. Codziennie mnie mdli z tej nerwicy, mam czasem
                takie dziwne drgawki jak się czymś zdenerwuję lub się czegoś boję.
                Mam czasem wrażenie że siedzą we mnie wszystkie możliwe choroby. Siedzę na necie
                i czytam i wiecie co? wszystkie pasują do mnie i moich objawów :) Codziennie inna...
                Doszło do tego że panicznie boję się nawet swojego ślubu, czasem myślę że do
                tego czasu się nerwowo wykończę.
                Myślicie że psycholog może mi pomóc? Czy lepiej udać się do psychiatry?
                • lubba Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 24.02.08, 22:51
                  może do obu i sama sprawdzisz?
                  moim zdaniem najlepsze byłoby 2 w 1 z przewagą psychitry,
                  psycholodzy sa zbyt zabobonii w sprawie farmakoterapii, zresztą nie
                  mają możliwości z niej korzystać

                  i pozytyw da się z tego wyść , do wesela się zagoi i może być
                  zupełnie kwitnąco inna sprawa czy potem będzie się jeszcze wchodzić,
                  ale nte razy są już nudnawe nie te emocje co za pierwszym, ale co ja
                  o tych entych razach wszysto przez to forum
                • kontrreformacja Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 25.02.08, 14:51
                  > Doszło do tego że panicznie boję się nawet swojego ślubu, czasem
                  myślę że do
                  > tego czasu się nerwowo wykończę.

                  A kiedy ten ślub planujecie?

                  Powiedz, jeszcze, czy mieszkasz sama, z chłopakiem, czy z rodzicami?

                  I jak się czujesz, kiedy myślisz o tym, że zaczniesz nowe życie
                  jako żona?

                  Tak sobie pomyslałam (mogę się mylić), że jest w twoich objawach
                  taki element, że boisz się być sama. Tzn. że w efekcie objawów,
                  chcesz, żeby ktoś cię pilnował, opiekował się tobą, bo możesz dostać
                  mdłosci albo drgawek. Może za bardzo sugeruję się moimi własnymi
                  doświadczeniami, ale to może być sygnał, że nie jesteś jeszcze
                  gotowa na "dorosłosć", samodzielne życie, odpowiedzialność za
                  siebie. Ślub cię trochę przeraża, ale nie wiesz, jak z tego wybrnąć
                  i stąd "ucieczka" w chorobę. Bo przeciez kochasz chłopaka. Trochę
                  się zabawiam w psychoanalityka i pzepraszam, jesli piszę bzdury.
                  • next-zabcia Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 25.02.08, 15:43
                    Ślub planujemy za kilka miesięcy a w tym że napisałam że panicznie boję się
                    swojego ślubu chodziło mi o to że się źle poczuję bo ciągle boli mnie brzuch lub
                    żołądek i nie wytrzymam do końca mszy itd.
                    Wszystkie te moje problemy się zaczęły jak skończyłam szkołę, przestałam widywać
                    się z ludźmi i zaczęłam się zastanawiać co będzie jutro.
                    Nie mam żadnych wątpliwości co do mojego ślubu, może trochę przeraża mnie wizja
                    zamieszkania u męża a to spory kawałek od domu rodzinnego, nie znajomi ludzie,
                    nowe środowisko...
    • kontrreformacja Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 25.02.08, 14:39
      > Ludzie mówią (nawet lekarz ostatnio) czym ja się martwię, mam
      super rodzinę,
      > kochanego chłopaka, wkrótce planujemy ślub a ja nie umiem
      odpowiedzieć na to
      > pytanie...

      Przestań słuchać ludzi. Najgorsze w tej chorobie jest to, że traci
      się kontakt ze swoimi uczuciami. Tzn. jest lęk i niepokój i poza tym
      nic. Mnie też bardzo długo wydawało się, że ja się martwię bez
      sensu, że przecież moje życie jest takie super. Inny by się cieszył.

      Potraktuj swoje niepokoje poważnie. (wiem, że brzmi to jak dość
      szalony pomysł). Zastanów się, kiedy dolegliwości się nasilają,
      kiedy słabną. Czym się martwisz i dlaczego. Nie daj sobie zamknąć
      ust, tym, że ludzie mówią, że powinnaś być zadowolona. To twoje
      życie, nie ich i musisz sama wiedzieć, czego chcesz.

      Często jest tak, że mam w sobie dużo sprzecznych uczuć. Np. kocham
      mojego męża, ale wkurza mnie czasami. Ślub bardzo przeżyłam. Lęki mi
      się nasiliły. Oczywiście nie widziałam związku ze ślubem, bo
      przecież kocham go i wątpliwości mogłyby zepsuć moją wizję idealnego
      związku. A przecież ślub jest też bardzo stresujący. Możesz się
      niepokoić utratą wolności, ciężarem zobowiązania, "dorosłoscią".
      Masz prawo do lęku z tego powodu i wcale nie oznacza on, że chłopaka
      nie kochasz.
      Oczywiście powody złego samopoczucia mogą być inne, ale z mojego
      doświadczenia wynika, że takie objawy świadczą, że TOBIE coś się w
      twoim życiu nie podoba. Choć obiektywnie może być super. Pomyśl o
      tym.

      Psychiatra i psycholog - jak najbardziej mogą pomóc. To żaden wstyd
      korzystać z ich pomocy.
      • mala_ta Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 25.02.08, 20:23
        Mnie namawiała moja pani psycholog na konsultacje u psychiatry bo uważała, że w
        moim przypadku niezbędna jest farmakoterapia. Strasznie się bałam pójść do
        psychiatry ale nie dawałam sobie już rady i przełamałam się i poszłam. Teraz nie
        żałuję tej decyzji chociaż mam problemy z doborem leku ale mam nadzieję, że
        obecny lek będzie tym dobrym i mi pomoże.
        • donella Re: Żabcia........................... ............. 25.02.08, 22:01
          Ty weź się w garść i wal do psychiatry! Zobaczysz, że Ci pomoże.
          Psychiatra, to lekarz taki sam jak n.p. okulista.
          Żabka, rób co możesz w Swojej sprawie. Twoje życie, jest w Twoich
          rękach. Nie uważaj tego co napisałam za truizm, chociaż
          tzw.doświadczenia i "swój rozum" mam Odpisz jutro.
          donella
    • mskaiq Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 26.02.08, 11:03
      Nerwica ma podloze psychologiczne. Pojawiaja sie odczucia somatyczne
      ktore wywoluja strach. Im wiecej myslisz o odczuciach somatycznych
      tym wiekszy strach.
      Strach powoduje wrzody, biegunki i mdlosci.
      Jesdli chcesz sie pozbyc nerwicy musisz przestac sie bac odczuc
      somatycznych. Mozesz zrobic badania i przekonac sie ze Twoje
      odczucia somatyczne nie maja zadnych podstaw.
      Serdeczne pozdrowienia.
        • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 26.02.08, 13:44
          Next-zabcia, jak najszybciej powinnaś pójść do psychiatry i
          psychologa. Nie rozumiem twojej rodziny, która woli, żebyś rujnowała
          sobie zdrowie, bo pójście do psychiatry to ujma. Takich ludzi trzeba
          by leczyć, bo takie podejście to dopiero wariactwo. Nie zapętlaj się
          w domysłach, nie doszukuj się kolejnych chorób, nie czytaj w
          Internecie o chorobach, tylko idź się leczyć.
          • next-zabcia Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 26.02.08, 15:48
            Dziękuję wam kochane za wsparcie. Wiem że muszę iść do lekarza i wiem że to
            nieuniknione. Z każdym dniem jest ze mną coraz gorzej, jestem taka niespokojna w
            środku... Dziś prawie całą noc nie spałam bo rano szykował mi się wyjazd.
            Zasnęłam o 3 rano po tabletce uspokajającej :(
            Jest dokładnie tak jak piszecie badania nic nie wykazują, dziś zrobiłam kolejne,
            wydałam kolejne pieniądze i tak na pewno wyjdą ok.
            Ale powiedzcie tak szczerze czy słyszałyście o takim przypadku jak ja? Że rok
            się męczę i każdego dnia mam te same objawy?
          • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 26.02.08, 18:59
            Z tego, co wiem, stres bardzo ujemnie odbija się na przewodzie
            pokarmowym, bo powoduje zaburzenia czynnościowe. Jest taki lek o
            nazwie Sulpiryd, który jest wykorzystywany w leczeniu zarówno przez
            psychiatrów jak i gastrologów. Dziwi mnie to, że lekarze nie
            zaordynowali ci do tej pory tego medykamentu. Twój przypadek wcale
            nie jest taki odosobniony jak ci się wydaje. Powinnaś jak
            najszybciej trafić do dobrego psychiatry, który wyciszy negatywne
            skutki napięcia nerwowego i do psychologa, który pomoże ci oswoić
            się z problemami.
            • koalaa8 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 27.02.08, 04:01
              >Nie umiem cieszyć się życiem... :(
              Również nie umiałam... w życiu widziałam same negatywności.
              Biegunki, mdłości pojawiały się u mnie pod wpływem strachu, wszystkiego
              panicznie się bałam, bo byłam sama ze swoimi problemami.
              Szukałam pomocy, nadaremnie, aż wreszcie pojawił się ktoś kto potrafi kochać,
              pokazał mi tych samych rzeczy piękno, że można się cieszyć życiem, kochać ludzi,
              świat, czerpać radość z życia że jestem.
              pozdrawiam
              • lucyna_n Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 27.02.08, 11:23
                i ten sam ktoś wmowił Ci schizofrenię ...
                zachowujesz się jak ofiara sekty

                w zasadzie jesteś powodem dla ktorych zaczynam mieć o M. jak
                najgorsze mniemanie, do niedawna myślalam że to po prostu uparty
                dziad-wszystko-zjadł, co chce dobrze, ale wychodzi źle.
                No, ale ... jeżeli on jest w stanie wykonać takie rzetelne
                sekciarskie pranie mózgu, to zmienia postać rzeczy.
                      • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 27.02.08, 21:39
                        Ciekawa jestem, jak Masku drogi tłumaczy sobie te krytyczne wpisy.
                        Podejrzewam, że tak: Wybaczcie im, bo nie wiedzą co czynią.
                        A może bardziej sekciarsko: Wypędzany demon depresji odzywa się w
                        forumowiczach i prześladuje pozytywnego bohatera tego forum(czytaj
                        maskaig), dlatego należy odciąć się od rozumu i zawierzyć mnie -
                        mistrzowi. Mask dobrze wybrał, wie co należy czuć i myśleć, a cała
                        reszta błądzi tkwiąc w negatywności.
                        • koalaa8 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 28.02.08, 04:51
                          Lucyna napisała :
                          >i ten sam ktoś wmowił Ci schizofrenię ...
                          >zachowujesz się jak ofiara sekty

                          O schizofrenii dowiedziałam się od lekarza psychiatry i nie jestem ofiarą żadnej
                          sekty.

                          Do Abasi, spróbuj patrzeć na drugiego człowieka jak na przyjaciela, odejdzie
                          złość, wówczas nie działasz przeciwko sobie.
                          Krytykując drugiego człowieka działasz przeciwko sobie, wydaje mi się że nie
                          zdajesz sobie z tego sprawy.
                          >Mask dobrze wybrał, wie co należy czuć i myśleć, a cała
                          > reszta błądzi tkwiąc w negatywności.
                          Nie cała reszta, ja np szukam radości w życiu, mam plany które chciałabym
                          realizować....
                          pozdrawiam
                          • rain.dog Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 28.02.08, 09:10
                            koalaa8 napisała:
                            nie jestem ofiarą żadne
                            > j
                            > sekty.
                            >

                            każda zmanipulowana ofiara tak mówi

                            > Do Abasi, spróbuj patrzeć na drugiego człowieka jak na
                            przyjaciela, odejdzie
                            > złość, wówczas nie działasz przeciwko sobie.
                            > Krytykując drugiego człowieka działasz przeciwko sobie, wydaje mi
                            się że nie
                            > zdajesz sobie z tego sprawy.

                            Koala, spróbuj zacząć myśleć samodzielnie i nie pisać kalkami z
                            Mskaiqa tylko własnymi słowami - będzie przyjemniej i
                            bardziej...wiarygodnie?
                            • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 28.02.08, 14:07
                              Koala, ja jestem bardzo przyjacielskim człowiekiem i lubię ludzi,
                              tylko mam uczulenie na głupotę, świętoszkowatość, hipokryzję i
                              życzeniowe myślenie. Czy ty masz własne poglądy, czy tylko
                              przedrukowujesz myślenie swojego mistrza? Coś wydaje mi się, że
                              jednak to drugie.
      • luka.s1 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 29.02.08, 14:44
        Ja się zgadzam z mskaiq całkowicie. Wpadłaś żabciu w błędny krąg
        nerwicy, boisz się mdłości i biegunki i ten strach (i tylko ten
        strach) powoduje, że faktycznie dostajesz mdłości itd, a to z kolei
        sprawia, że jeszcze bardziej się boisz co nasila fizyczne objawy i
        tak wkoło. Jeśli przestaniesz się bać objawów to one znikną, ale nie
        jest to takie proste, przydałaby się pomoc np. psychoterapeuty
        poznawczo-behawioralnego. Wg. mnie leczenie nerwicy, czy depresji
        tylko tabletkami przypomina leczenie zęba panadolem, niby pomaga, a
        tak na prawde tylko maskuje problem.
        • next-zabcia Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 29.02.08, 21:41
          Tak też mi się wydaje że sama się nakręcam ale to już taki chyba charakter i cóż
          zrobić... Bardzo bym chciała przestać się bać ale nie potrafie i chyba sama
          sobie z tym nie poradzę. Od kilku dni jest nawet dobrze, ale chyba i tak wizyta
          u specjalisty nieunikniona.
          Mi też się wydaje że same lekarstwa mi nie pomogą bo ja muszę się przed kimś
          wygadać, przed kimś takim kto mnie zrozumie. Dużo mi dają takie rozmowy na
          forum, cieszę się że są tacy ludzie jak wy. Dziękuję :*
    • mskaiq Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 29.02.08, 08:56
      Lucynka napisala
      >i ten sam ktoś wmowił Ci schizofrenię ...zachowujesz się jak ofiara
      >sekty
      Skad wiesz Lucynko ze ktos wmowil Koali schizofrenie? Czy
      dowiedzialas sie tego od lekarza Koali albo od Koali ?
      Mysle ze trzeba sie trzymac faktow a zadna z osob ktore pisza o
      Koali i o mnie nie ma zadnych podstaw do tego co pisza.
      Nie wiedza nic wiecej ani o Koali ani o moim zyciu niz Ty ani to co
      zostalo napisane na tym forum.
      Wszystkie informacje to wymysl grupy ludzi ktorzy pisza rozmaite
      historie o mnie i Koali, czesto na prywatne poczty.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • glupio_ze_psu_podbieram_zarcie Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 29.02.08, 23:01
        > Mysle ze trzeba sie trzymac faktow a zadna z osob ktore pisza o
        > Koali i o mnie nie ma zadnych podstaw do tego co pisza.
        > Nie wiedza nic wiecej ani o Koali ani o moim zyciu niz Ty ani to co
        > zostalo napisane na tym forum.


        A ty jak piszesz o innych skad mozesz wiedziec wiecej niz ktos co ktos inny
        napisze? jakie masz podstawy do swojej pisaniny o innych?

        > Wszystkie informacje to wymysl grupy ludzi ktorzy pisza rozmaite
        > historie o mnie i Koali, czesto na prywatne poczty.

        ukladu ktory spiskuje za plecami
      • rain.dog Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 01.03.08, 10:28
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze trzeba sie trzymac faktow a zadna z osob ktore pisza o
        > Koali i o mnie nie ma zadnych podstaw do tego co pisza.
        > Nie wiedza nic wiecej ani o Koali ani o moim zyciu niz Ty ani to
        co
        > zostalo napisane na tym forum.


        Wiesz co? Na Twoim miejscu nie byłabym tego taka pewna, bo świat
        jest naprawdę mały, mniejszy niż Ci się wydaje, mniejszy jeszcze niż
        anonimowość w internecie, a Ty na dodatek swego czasu beztrosko
        rzucałeś na forum swoim imieniem i nazwiskiem.


        > Wszystkie informacje to wymysl grupy ludzi ktorzy pisza rozmaite
        > historie o mnie i Koali, czesto na prywatne poczty.

        Ciekawe kto i do kogo te historie pisze - ja nie dostałam ani
        jednej, natomiast w ubiegłym roku przyszły do mnie maile od jakiegoś
        bardzo koalo-podobnego nicka, w których autorka(autor?) usilował
        wyciągnąć ode mnie co ja wiem o Masku i jego "terapeutycznych
        kwalifikacjach":)
        • lucyna_n Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 01.03.08, 11:10
          na prywatne poczty to zdaje się Masku Ty chętnie pisujesz. Co rusz
          pojawia się jakaś osoba ktorej intensywnie na priva swoje prawdy
          forsowałeś.
          a co do Koali i Ciebie nie trzeba czytać nic więcj niż Twoje posty i
          jej posty, podobieństwa są tak wyraźne, dobór słow, te same
          argumenty, po prostu jak ktoś tu napisał - kalka. Wmawiaj głupszym
          od siebie że to tylko przypadek i że na priv się z nią nie
          kontaktujesz, i swoich prawd nie wciskasz jej do głowy.
        • glupio_ze_psu_podbieram_zarcie Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 01.03.08, 14:42
          a Ty na dodatek swego czasu beztrosko
          > rzucałeś na forum swoim imieniem i nazwiskiem.

          pamietam ten post. jakby nakrecic autobiopgrafie maska, ten post bylby pierwsza
          scena, jeszcze przed napisami.

          cyborg mask tlumaczy kim jest, jak go zdefiniowali. tlumaczy msk , tlumaczy ai.
          i na koncu mowi : skad sie wzielo q, nie wiem. film bym nazwal "w poszukiwaniu q"
    • mskaiq Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 00:40
      Ja nadal podaje moje nazwisko i imie, podaje rowniez gdzie zyje i
      moj bezposredni adres internetowy. Nie wstydze sie niczego i nie mam
      nic do ukrycia. Twierdzenie ze naleze do sekty jest nieprawdziwe i
      dlatego wiem ze ktos kto rozpowszechnia nieprawdziwe twierdzenia.

      Na jakiej podstawie Lucynko piszesz ze naleze do sekty? Poza tym na
      jakiej podstawie piszesz ze ktos Koali wmowil schizofrenie ?
      Czy masz jakis dowod na poparcie tego co piszesz, czy sprawdzilas to
      z Koali lekarzem albo sprawdzilas w Australii ze naleze do sekty.
      Nie odpowiedzialas na to pytanie.
      Poza tym na forum bylo wiele rozmaitych podejrzen odnosnie mnie,
      nawet takie ze Koala i ja to jedna osoba. Okazalo sie ze jest to
      nieprawda po tym jak gazeta wyborcza sprawdzila ze te dwa niki pisza
      z dwoch roznych miejsc. Wiem o tym bo gazeta pytala czy zgadzam sie
      na takie sprawdzenie.
      Jesli chodzi o posty to otrzymalem ich wiele. Zwykle zawieraly
      nieprawdziwe informacje a Koali. Koala otrzymala rowniez wiele
      postow zawierajacych pelno nieprawdziwych informacji o mnie.
      Jesli chodzi o pisanie na prywatna poczte do innych ludzi to 90%
      korespondencji do mnie jest inicjowana przez innych. Rain.dog jest
      jedna z takich osob, napisala do mnie pierwsza.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • lucyna_n Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 11:35
        nie napisalam że należysz do sekty tylko że Koala zachowuje się
        jakby do niej należała, a Ty robisz ludziom iście sekciarskie pranie
        mózgu, co zresztą jest prawdą.
        Co do lekarza Koali to przecież pisze ciągle że sama z tego wyszła
        bez leków i lekarzy, to o jakim lekarzu mówisz?
        Ludzie inicjują do Ciebie maile bo piszesz jakbyś był co najmniej
        wykwalifikowanym terapeutą i początkowo mają wrażenie że wiesz co
        mówisz, więc piszą,a Ty wtedy "złapawszy ofiarę na haczyk"
        kontynuujesz swe wiekopomne dzieło mącenia ludziom w glowach ,
        wbijania w poczucie winy, wmawiania że sami mogą wyjść z każdej
        choroby, bredzenia (bo to już nie gadanie) o wybieraniu
        "negatywności" itd. Nie wiem co jeszcze,bo to co wiem wiem z postow
        osób które Ci uwierzyły, a potem z wielkim trudem leczyly dodatkowe
        rany, i ponosiły konsekwencję odwleczenia w czasie leczenia.
        Twoimi dobrymi chęciami piekło jest wybrukwane Masku.
        Wiem że nie powinno sie tak bezpośrednio i ostro komuś pisać, ale
        delikatne aluzje czy polemiki z choćby najbardziej wiarygodnymi i
        sensownymi argumentami od kilku lat calkowicie ignorujesz, i
        wykręcasz wciąż kota ogonem.
        Przestań się stawiać w roli terapeuty, jak jesteś zdrowy to zajmij
        się swoim życiem, jak jesteś chory to pisz z pozycji osoby chorej, a
        nie Boga Wszechmogącego.
        i wsadź sobie w ... kieszeń te "serdeczne pozdrowienia"
            • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 13:13
              Glupio_ze_psu_podbieram,_zarcie trafnie zdefiniował postawę Maska,
              paternalizm to jest to, co Mask ćwiczy na skołowanych depresyjnych.
              Przekonuje delikwenta, że jest wszechmocny, bo pokonał wszystkie
              choroby, wszechwiedzący a słuchanie go, to najlepsza droga do
              samouleczenia. Lucyna też świetnie wyłożyła, co i jak. Ciekawa
              jestem czy Mask, choć na chwilę zastanowi się nad jej racjami, ale
              doświadczenie każe mi w to wątpić. Wydaje mi się, że Mask nie
              podejmie rzuconej rękawicy, zniknie na chwilę a potem znowu będzie
              zbawiał świat na swoją modłę.
              • nienill Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 13:38
                abasia471 napisała:

                Ciekawa
                > jestem czy Mask, choć na chwilę zastanowi się nad jej racjami, ale
                > doświadczenie każe mi w to wątpić. Wydaje mi się, że Mask nie
                > podejmie rzuconej rękawicy, zniknie na chwilę a potem znowu będzie
                > zbawiał świat na swoją modłę.
                łaaał... czyli doswiadczenie czasami jednak przydaje sie w zyciu. a
                juz myslalam, ze ty uprawiasz te krucjate, bo naprawde wierzysz, ze
                mask sie zmieni..... uffff.....


                potrafie zrozumiec, ze pan E. probuje dyskutowac z maskiem, bo po
                prostu znalazl sobie takie hobby i tyle.
                nie potrafie zrozumiec, dlaczego taka... hmm... powazna,
                doswiadczona, zrownowazona, poukladana (bo za taka sie uwazasz, a
                nikt z forum nie moze powiedziec, ze zna cie lepiej niz ty sama)
                osoba, ktora odnalazla (dzieki terapii) spokoj i ukojenie tak bardzo
                angazuje sie emocjonalnie w tego rodzaju glupie pyskowki.
                po co ci to, absolutnie zdrowa kobieto?

                nie musisz odpowiadac, nie o to mi chodzi. tak sobie tylko to
                napisalam, bo tyle razy paplałas o zaklamaniu, wyparciu i swoim
                niesamowitym zdrowiu psychicznym oraz o tym, ze do maska nic nie
                dociera, ze az mi sie przelalo...
                  • nienill Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 13:57
                    glupio_ze_psu_podbieram_zarcie napisał:

                    > skoro juz panna osiagnela swoje przeznaczenie, to dobnbrze.
                    jasssneee.... obraz sie na mnie smiertelnie i wypominaj mi to teraz
                    do konca zycia

                    a moze tym razem to ja napisze, zebys sie nie przejmowal, bo to
                    tylko moj borderlajn i wszystko bedzie ok????


                    to nie pani wojna.
                    > ale prosze nie patrzec z wyzszoscia szwajcara na barbarzyncow
                    walczacych.
                    to nie bylo do ciebie tylko do baski, wiec udaje, ze nie wiem do
                    czego pijesz.
                    • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 14:45
                      nienill napisala
                      >prostu znalazl sobie takie hobby i tyle.

                      A nie przyszło ci do głowy, że ja również mam powód - hobbistycznie
                      traktowana walka z samozwańczym mentorem.

                      >nie potrafie zrozumiec, dlaczego taka... hmm... powazna
                      doswiadczona, zrownowazona, >poukladana (bo za taka sie uwazasz, a
                      >nikt z forum nie moze powiedziec, ze zna cie lepiej niz ty sama)
                      >osoba, ktora odnalazla (dzieki terapii) spokoj i ukojenie tak
                      bardzo
                      >angazuje sie emocjonalnie w tego rodzaju glupie pyskowki.

                      Odpuść sobie, naprawdę nie musisz mnie rozumieć, szczególnie, że mi
                      nie zależy na twoim zrozumieniu. Uspokoję cię tylko, że nie jestem
                      zaangażowana emocjonalnie w te polemiki, więc absolutnie sobie nie
                      szkodzę, jeżeli to by cię martwiło.

                      >po co ci to, absolutnie zdrowa kobieto?

                      Sama się zastanawiam. Może po to, żebyś miała okazję się
                      uzłośliwiać. Podoba ci się taki powód?

                      >nie musisz odpowiadac, nie o to mi chodzi. tak sobie tylko to
                      >napisalam,

                      Przyjmij, że ja też sobie tak tylko piszę.

                      >swoim niesamowitym zdrowiu psychicznym

                      O, tu już konfabulujesz koleżanko, bo nigdy tak nie pisałam, ale jak
                      chcesz możesz uważać mnie za niesamowicie zdrową, nie mam nic
                      przeciwko temu.
              • glupio_ze_psu_podbieram_zarcie Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 13:44
                uwazam ze forum schizofrenia ma calkiem prezny odzial anty maskowy. sa sprytni.
                uwazam ze dawanie im oslony antymaskowej jest nie na miejscu, gdyz wlasnie tam
                pan mask moze poniesc spore straty. a nic tak dobrze nie leczy narcyza jak
                kleska. my tu na forumie, mamy baske, ktora jest naszym bulteirerem na maska. a
                tak musimy sie wspierac posilkami ze schizofrenii.
            • tristezza Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 18:13
              schizofrenicy to nie przedszkolani, wkurza mnie ten paternaliz
              > m
              > twoj wobec tamteo forum jak trist wobec sneepera.

              no i niech Pana wkurza dalej, nie ma problemu. ale jesli nie chce
              Pan zrozumiec, ze facet niemal nie wychodzacy z psychozy, z
              kilkunastoma pobytami w szpitalu na koncie zasluguje na wieksza
              wyrozumialosc, niz pozostali bywalcy FD, to jednak troche sie dziwie


            • tristezza Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 18:25
              wrocilam wlasnie z kina i jestem pod wrazeniem sceny finalowej
              filmu "katyn" moze wiec bede nieco patetyczna. powiem krotko: jak
              dla mnie stworzyliscie tu wirtualny pluton egzekucyjny. zawsze
              nalezalam do grona krytykow Maska, ale nie moge nie napisac, ze to
              stadne wdeptanie czlowieka w bloto przeczytalam ze sporym
              zazenowaniem.
              trudno nie zauwazyc, ze kontakt z rzeczywistscia Pana Maska nie jest
              perfekcyjny. to powinno jednak mitygowac choc troche krwawe
              instynkty szanowanych przeze mnie oponentow tej barwnej postaci

      • rain.dog Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 02.03.08, 12:05
        mskaiq napisał:

        > Ja nadal podaje moje nazwisko i imie, podaje rowniez gdzie zyje i
        > moj bezposredni adres internetowy. Nie wstydze sie niczego i nie
        mam
        > nic do ukrycia.

        Tym bardziej nie powinienes się dziwić, że ktoś może wiedzieć o
        Tobie więcej niż tylko to, co napisałes na forum. Prawda?
          • rain.dog Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 03.03.08, 11:54
            Nie mozna sie o mnie dowiedziec
            > niczego innego niz pisalem.


            wiesz, dziwny jesteś. Podajesz publicznie swoje imie, nazwisko,
            móiwsz gdzie mieszkasz itp. A nie mieszkasz na pustyni - znają Cie
            różni ludzie, znajomi, rodzina, oni też znają innych ludzi a oni
            kolejnych...w Polsce, w Australii...
            ja plotek nie rozsiewam i nie mam zamiaru - ani na forum ani w
            prywatnej poczcie. ale Twoje złudzenia, że nikt nie może wiedzieć o
            Tobie nic ponadto, co piszesz, są naiwne.Świat jest mały, powtarzam.
            • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 03.03.08, 12:20
              Wiesz dobrze, że publicznie nikt nie poda nicków tych osób, bo to
              nieetyczne i dlatego tak się domagasz dowodów. Ja znam dwie takie
              osoby. Jedna z nich była częstym gościem tego forum, wymieniałyśmy
              prywatną korespondencję, ale ostatnio nie bywa tu i nie wiem, co się
              z nią dzieje. Z drugą dziewczyną utrzymuję kontakt do dziś. Moje
              ataki na ciebie są podyktowane znajomością ich historii i dodatkowym
              cierpieniem jakie im zafundowałeś. Mógłbyś naprawdę wykazać się
              większą uczciwością i przynajmniej nie zapierać się swoich czynów.
              Nie stać cię na to? Spróbuj wybrać pozytywnie, pamiętaj kłamstwo
              przynosi negatywność, negatywność to choroba a ty wybierasz zdrowie -
              to mój apel do ciebie, napisany w twoim stylu.
    • mskaiq Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 03.03.08, 09:53
      Na tym forum bylem niejednokrotnie oskarzony o to ze naleze do
      sekty. Ciesze sie ze nie uwazasz ze naleze do sekty le na jakiej
      podstawie piszesz o tym ze robie komus sekciarskie pranie mozgu. Czy
      napisala Ci o tym Koala? Mysle ze nie wiesz o czym rozmawiam z Koala
      i nikt tego nie wie wiec skad bierze sie stwierdzenie ze robie
      sekciarskie pranie mozgu?

      Na jakiej podstawie piszesz ze ktos wmowil Koali schizofrenię. Koala
      miala stwierdzona schizofrenie trzykrotnie przez trzech roznych
      lekarzy. Prawda jest ze nie bierze lekow ale radzi sobie swietnie.
      Decyzje o nie braniu lekow podjela wiele lat temu, bez mojego
      wplywu.
      Ostatnio rozpoczela prace, wychowuje dziecko i jest wspaniala matka.
      Nadal pojawiaja sie u niej zludzenia a takze glosy ale zludzenia nie
      wywoluja juz wiecej paniki i strachu na granicy dzialan
      samobojczych. Wie ze sa to zludzenia i coraz mniej sie ich boi,
      podobnie jak glosow.
      Radzi sobie coraz lepiej ze strachem, zalem i zloscia. Jest
      pozytywna, odzyskala radosc zycia i jego sens.

      Piszesz ze lapie ofiare na haczyk i kontynuje dzielo macenia ludziom
      w glowie. Nie lapie na nikogo na haczyk, kiedys pisalas do mnie wiec
      wiesz jak pisze. Przedstawiam moj punkt widzenia podobnie jak Ty
      przedstawiasz Swoj. Jedni sie z nim zgadzaja inni nie. Poza tym nie
      przedstawiam sie nigdzie ze jestem terapeta, czy znasz jakis post
      gdzie to zrobilem?

      Napisalas
      >Nie wiem co jeszcze,bo to co wiem wiem z postow osób które Ci
      >uwierzyły, a potem z wielkim trudem leczyly dodatkowe rany, i
      >ponosiły konsekwencję odwleczenia w czasie leczenia.
      Czy mozesz napisac jakie osoby leczyly dodatkowe rany i jakie to
      byly rany.
      Serdeczne pozdrowienia.
        • tristezza Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 03.03.08, 14:42
          droga Rain.dog, ja tez znam jedna z tych osob: bardzo inteligentna,
          wyksztalcona z silna maskofobia. na zakrecie zyciowym nawiazala
          kontakt z Maskiem i po dluzszej znajomosci wirtualnej uznala, ze
          dala sie wkrecic. bardzo ja lubie, ale na jej miejscu mialabym
          pretensje do siebie, a nie do Mistrza, bo przeciez jaki jest kon
          kazdy widzi.

          druga z tych osob to legenda forum, ktorej podobno Mask sporo kiedys
          pomogl w sprawach zyciowych

          dziwie Ci sie, ze w towarzystwie kol.bulterierki chce Ci sie tak
          sekowac tego pana. on najwyrazniej sam potrzebuje pomocy
        • tristezza Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 03.03.08, 15:39
          i jeszcze jedno: jesli Ty rowniez korespondowalas z Maskiem, to moze
          napisz, czy Ty tez uwazasz sie za osobe pokrzywdzona i co Ci zlego
          zrobil, o ile zrobil

          te wszystkie insynuacje o praniu mozgow i sektach sa troche
          smieszne, a troche straszne. moim zdaniem kazdemu wolno prac swoj
          mozg tam gdzie mu to najlepiej pasuje: u psychoterapeuty z licencja
          badz bez, u psychiatry mniej lub bardziej niekompetentnego, metoda
          chalupnicza itd. nikt na nikim tego prania sila nie wymusza, Mask o
          ile mi wiadomo tez nie zmusza nikogo do korespondencji
          • lucyna_n z ciekawości zapytam 03.03.08, 16:07
            z czystej przekory stanęłaś po stronie Maska, czy naprawdę nie
            widzisz nic złego w tym co on pisze?
            oprocz ofiar wymienionych bylo kilka innych, swego czasu sie dość
            naodpowiadalam na maile i porostowalam te banialuki.
            Jednakowoż postanowilam Maskowi w drogę nie wchodzić, bo mimo
            wszystko wydawal mi się poczciwy, ale duet Mask-Koala jednak zapalił
            czerwone światełko. Póki tam sobie o tych pompkach pisal to jeszcze,
            ale teraz brnie w rady awykonalne a co tu dużo mowić jest dla wielu
            osob bardzo sugestywny i wydaje się czlowiekiem rozumiejącym
            problem. Mam nadzieję że tylko depresyjnie czarnowidzę, ale jakoś
            niepodoba mi się to wszystko. Wcale nie chcę naskakiwać na Maska,
            wiele razy go zresztą bronilam .Chcialabym jednak żeby choć trochę
            zrozumiał, żeby powiększył wiedzę na temat depresji, a wtedy jego
            cierpliwość moglaby być wielu osobom pomocna, teraz to raczej
            przypomina starczy upór. Musiałby jednak odlożyć na bok dumę i
            uznać że w wielu sprawach nie miał racji, albo miał ją tylko
            częściowo. Ponieważ nie wydaje mi się żeby to było możliwe, ja
            kończę temat, bo zwyczajnie nie mam takiej cierpliwości i nie
            potrafię milon razy przytaczać tych samych argumentow ubieranych w
            jak najjaśniejszą formę , gdy ktoś dalej głupa rżnie.
            Gorzej niż troll.
            • tristezza Re: z ciekawości zapytam 03.03.08, 17:00
              byc moze jest w tym jakis element przekory, ale na pewno nie jest to
              przekora w stanie czystym. ja tez wielkorotnie zartowalam sobie z
              Maska i nie czuje sie wobec niego calkiem w porzadku. moim zdaniem
              to jest tak: Mask odcial sie calkowicie od wlasnych emocji, ale
              oczywiscie nie zdaje sobie z tego sprawy. jest kompletnie anaukowy,
              pamietam jak mnie kiedys zaskoczylo, ze on nie rozumial znaczenia
              slowa remisja. i chociaz na temat depresji czy schizofrenii wie
              naprawde niewiele nie przeszkadza mu to czuc sie ekspertem. w sumie
              uprawia cos w rodzaju medycyny niekonwencjonalnej. wszelkie polemiki
              z nim sa kompletnie jalowe, bo on jest impregnowany na argumenty.
              robi jednak na mnie wrazenie przyzwoitego czlowieka, ktoremu wydaje
              sie, ze spelnia misje pomagajac ludziom chorym czy zagubionym.
              wiekszosc z nas jego posty smiesza lub irytuja, ale od czasu do
              czasu ktos sie jego radami czuje usatysfakcjonowany. czy komus
              szkodzi nie wiem, w koncu wszelkie rady przyjmujemy na wlasna
              odpowiedzialnosc. nie wykluczam jednak, ze mogl komus pomoc, w
              kazdym razie na forum wielokrotnie mu dziekowano za wypowiedzi.
              a teraz sedno moich watpliwosci: podobnie jak sporo ludzi z tego
              forum przegryzlam sie w zyciu przez rozne podreczniki psychiatrii i
              psychologii. chyba nikomu z nas specjalnie to nie pomoglo. Mask
              biega natomiast po plazy, zdrowo sie odzywia i czuje sie czlowiekiem
              spelnionym. nie wiem, moze taki rodzaj lobotomii w sferze emocji
              jest jakims sposobem przystosowania? nie kazdemu to pasuje, ale
              jesli komus pasuje, to czy trzeba koniecznie go wyprowadzac z bledu?
              jedni czytaja prousta inni harlequiny, podejrzewam, ze ci drudzy sa
              szczesliwsi. jesli adepci nauk Maska potrafia tak jak on powiedziec:
              ilez to radosci tak sobie biec bez problemow, to czy nalezy ich
              przed tym chronic?


              • lucyna_n Re: z ciekawości zapytam 03.03.08, 17:37
                w ogólności też tak to widzę, ale...
                chronić by trzeba, a przynajmniej ja się głupio poczuwam do tego,
                przed:
                - trwaniem dalej w toksycznych związkach, (większość maili do mnie
                na ten temat)
                - poczuciem winy wobec innych że się nie poświęca np będąć z osobą
                która Cię poniża, lub mieszkając z ojcem alkoholikiem, nie podjąć
                misji ratowania nieszczęsnego, choćby kosztem wlasnego życia.
                - poczuciem winy że się samemu nie potrafi wyjść z depresji nie ma
                się siły np biegać czy w inny sposób uaktywniać, albo przełamać
                fobii, a przecież wystarczy chcieć.
                - odstawieniem lekarstw bez konsultacji z lekarzem "bo one tylko
                szkodzą, nic nie dają"
                - wmawianiem że choroby i zaburzenia psychiczne są spowodowane
                świadomym wyborem "negatywności"
                • rain.dog Re: z ciekawości zapytam 03.03.08, 18:33
                  Tristezzo, masz złe dni jak widzę. Bywa.
                  Co do mnie, to nie szukałam w Masku terapeuty ani oczekiwałam
                  pomocy, rany boskie, skąd Ci to do głowy wpadło? Na początku
                  czytając go uznałam, że to facet strasznie zakręcony w sobie, który
                  wpadł kiedyś w ciężki kryzys życiowy i musiał jakoś na nowo sobie tą
                  rzeczywistośc stworzyć, a fora internetowe i "pomagactwo" na nich
                  jest dla niego taką podtrzymującą autoterapią. Napisałam do Maska na
                  temat schizofrenii, bo wydało mi się, że nie wie o czym pisze i może
                  by poczytał o tej chorobie. I po kilku mailach wymiękłam i dałam
                  sobie spokoj.
                  I podpisuję się pod Lucyną. Gdyby Mask pisał tylko o tym, że jest
                  spełniony, bo biega po plaży nad oceanem, zdrowo się odżywia i jest
                  pozytywny, to nie byłoby w ogóle tematu.
                  I chyba nie zawsze do końca jest tak, że każdy może sobie wybrać,
                  kogo kupi a kogo nie - tutaj, jak i do terapeutów, trafiaja nie
                  tylko starzy depresyjni wyjadacze, ale ludzie z nagle potrzaskaną
                  psychiką, świeży i zieleni, czyli idealne obiekty do
                  psychomanipulacji. I potrafią łyknąc cokolwiek, co chcieliby akurat
                  usłyszeć. Dlatego uprawiam, krytykowany(może i słusznie) paternalizm
                  wobec forum schizofrenia - bo ci chorzy wydają się najbardziej
                  bezbronni, najbardziej podatni na zranienie.
                  A jedna z "ofiar" Maska pisała, że gdy chciała zakończyć tę jego
                  wirtualną terapię, dostała maile grożące, że bez niego sobie nie
                  poradzi i jeszcze ciekawsze historie. Nie będę pisała za kogoś -
                  jesli zechce, sama sie odezwie.
                  • tristezza Re: z ciekawości zapytam 04.03.08, 10:52
                    Rain.dog nie mam jakichs szczegolnych dni, mam tylko watpliwosci, a
                    ten zmasowany atak z watkami sekt, privow, ofiar itd. wydal mi sie
                    niesmaczny. Mask napisal, ze korespondowalas z nim, a Ty sie w ogole
                    do tego nie ustosunkowalas, co wydalo mi sie dziwne. nie typowalabym
                    Cie na klientke Maska, po prostu zaskoczyl mnie fakt, ze sie do
                    niego zwracalas poza forum.
                    co do tych domniemanych ofiar: nie wiem, to wszystko sa wiadomosci z
                    drugiej reki, nie kupujacy negatywnosci Mask, ktory grozi....jakos
                    mi sie to szczegolnie prawdopodobne nie wydaje, ale co ja tam wiem
                • pszczole Re: z ciekawości zapytam 03.03.08, 18:56
                  - odstawieniem lekarstw bez konsultacji z lekarzem "bo one tylko
                  > szkodzą, nic nie dają"

                  tego nie pisal

                  > - wmawianiem że choroby i zaburzenia psychiczne są spowodowane
                  > świadomym wyborem "negatywności"

                  ten element nauki maska bardzo mi sie podoba. mask pisze jedna sluszna rzecz,
                  wrecz kluczowa dla wielu problemow : nie oceniać. i jednoczesnie wszystko co
                  pisze jest zaprzeczeniem tego. ocenia emocje, wymysla negatywnosci,
                  pozytywnosci, cale jego pisarstwo sprowadza sie do oceny.
                • tristezza Re: z ciekawości zapytam 04.03.08, 10:38
                  rozumiem Lucy Twoje szlachetne intencje i wlasciwie tez sie z Toba z
                  grubsza zgadzam. podziwialam zawsze Twoja powsciagliwosc w
                  recenzowaniu nauk Maska, najwyrazniej tamy puscily. wydaje mi sie
                  jednak, ze to wszystko nie jest takie jednoznaczne i w sumie cholera
                  wie, czy on naprawde jest taki szkodliwy, a kto inny pomocny. nie
                  chce mi sie rozpisywac, ale wezmy Twoj pierwszy przyklad trwania w
                  toksycznych zwiazkach. jasne, ze na zdrowy rozum w takich zwiazkach
                  trwac nie nalezy, ale przeciez z wielu powodow czesto wcale nie jest
                  latwo sie z nich wywiklac. ludzie pisza dramatyczne posty w chwili
                  desperacji, my radzimy rzuc to w diably i uciekaj jak najdalej, ale
                  przeciez te osoby najczesciej nie sa zdolne z powodow
                  psychologicznych czy/i ekonomicznych do takich radykalnych
                  rozwiazan. takie rady tez moga byc szkodliwe, jesli sa dla kogos
                  niekwykonalne. a Mask radzi cos, co czesto moze byc bardziej na
                  miare mozliwosci osoby w kryzysie. kogos bardziej zdoluje, ale kogos
                  uspokoi i troche pokrzepi.
                  co do odsylania kazdego czlowieka z objawami depresji do lekarza,
                  tez mam watpliwosci. podejrzewam, ze czesc osob, ktore prosza o rade
                  zostaje wkrecona w kariere pacjenta psychiatrycznego zupelnie
                  niepotrzebnie, ze te osoby poradzilyby tez sobie bez lekow. nie wiem
                  Lucy jak Ty, jestes ode mnie przeciez znacznie mlodsza, ale
                  ja im dluzej zyje na tym swiecie, tym mam wiecej watpliwosci
            • pszczole Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 03.03.08, 23:22
              nie uwazam, ze czytajacy harlekiny sa bardziej szczesliwsi od czytajacych
              prousta. jakos czytelniczki harlekinow bardziej mi sie kojarza ze zmeczonymi
              kobietami w pociagach podmiejskich wracajacymi do domu. a prousta to czytaja
              dzieci z dobrych domow, glosujacych na unie wolnosci, co na wakacje jezdza, do
              kawiarni z bracia studencka uczeszczaja, i maja fjuczer w oczach.
              • pszczole Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 03.03.08, 23:51
                >a teraz sedno moich watpliwosci: podobnie jak sporo ludzi z tego
                >forum przegryzlam sie w zyciu przez rozne podreczniki psychiatrii i
                >psychologii. chyba nikomu z nas specjalnie to nie pomoglo. Mask
                >biega natomiast po plazy, zdrowo sie odzywia i czuje sie czlowiekiem
                >spelnionym. nie wiem, moze taki rodzaj lobotomii w sferze emocji
                >jest jakims sposobem przystosowania? nie kazdemu to pasuje, ale
                >jesli komus pasuje, to czy trzeba koniecznie go wyprowadzac z bledu?
                >jedni czytaja prousta inni harlequiny, podejrzewam, ze ci drudzy sa
                >szczesliwsi. jesli adepci nauk Maska potrafia tak jak on powiedziec:
                >ilez to radosci tak sobie biec bez problemow, to czy nalezy ich
                >przed tym chronic?


                to nie chodzi o ochrone kogos, przeciez nikt nie pisze zeby dac mu bana. tu
                chodzi o ochrone siebie. problem z panem maskiem jest taki, ze ma zmanipulowana
                swiadomosc, ktora manipuluje. dlatego budzi sprzeciw. powiem szczerze mi nigdy
                nie bylo po drodze z roznymi krytykami maska na forum, te spory o endogenna,
                leki, ze depresja to choroba ktora leczy lekarz, to nie moje spory, rzekomo
                endogennych to tu pewnie na parcach jednej reki policzyc mozna. mnie zawsze
                razily raczej jego sposob pisania, kwestie psychologiczne, ktore nierzadko ci
                sami ludzie ktorzy sie spierali sie z nim o leki, sami jakos takze uznawali je
                za swoje.
                  • pszczole Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 04.03.08, 00:11
                    w gazecie pisalo o wyborach w USA. amerykanski kandydat republikanow, mowil z
                    duma jak walczyl w wietnamie za kraj, byl ranny, i mial pretensje ze jego
                    rowiesnicy w tym czasie palili trawe, sluchali rocka i kopulowali. i jakis
                    milosnik demokratow napisal mu po prostu : no coz stary, po prostu obstawiles
                    zlego konia, zly wybor.

                    podobnie widze to jak mask jest glanowany. zapewne ma szlachetne intencje, ale
                    po prostu wybral zle wartosci.

                    nie chce rozmawiac, to ludzie mu obsmarowuja tylek i pisza o nim w trzeciej
                    osobie. chce byc samotnym sprawiedliwym w dzunglii depresji to jest. po prostu
                    bardzo ciezko sie pomylil.
                  • kontrreformacja Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 04.03.08, 00:14
                    Dla mnie najbardziej denerwujące jest to jego "ignorowanie
                    negatywności". Matka mnie tego całe życie uczyła. Od kiedy pamiętam,
                    było: nie płacz, uśmiechnij się, przestań się mazać, nie przesadzaj,
                    tak nie można, trzeba być silnym, nie dasz sobie rady w życiu, jak
                    taka będziesz itd. Krótko mówiąć wybierz pozytywność. To mnie bardzo
                    bardzo głęboko rani. Bo kiedy ktoś mówi, że mu źle, to wypada
                    zapytać: dlaczego. I nie ma zanaczenia, czy to jest depresja, czy
                    inne smutki. Dlatego rady maska to dla mnie podobna sytuacja, gdyby
                    ktoś zapłakany przyszedł i powiedział, że ukochana osoba mu umarła,
                    a on na to "pobiegaj po plaży, nie poddawaj się żalowi". Nie, tak
                    nie można. Cudze uczucia trzeba choć trochę szanować.

                    Często na tym forum wraca temat przesadnego reagowania, nadmiernego,
                    nieracjonalnego smutku. Ja coraz częsciej skłaniam się do tego, że
                    to wszystko jest bardzo adekwatne i nieprzesadzone cierpienie. Że
                    ludziom się naprawdę krzywda dzieje. Osobista, indywidualna krzywda.
                    Bardzo często ciągnąca się latami, zaczynająca się od rodziców,
                    którzy nie kochali.

                    Chyba nie trzymam się tematu. Trudno. Późno już.
    • mskaiq Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 04.03.08, 02:39
      Zawsze stajemy przed wyborem Kontreformacjo. Ktos mnie opieprzyl,
      wyzwal. Co mam zrobic, odpowiedziec tak zeby poczul, zrobic to samo
      co ta osoba czy zachowac spokoj. Przeciez nie lubimy takiego
      zachowania u tej osoby, wiec nie kopiujmy tego.
      Utrata kontroli nad soba zwykle oznacza wywolanie u siebie stanu
      depresyjnego.
      Jest ponury dzien, czy mam byc ponurym rowniez czy odnalesc usmiech
      ale nie sztuczny a prawdziwy. Zawsze wybieram usmiech, nauczylem sie
      usmiechac radosnie, nie sztucznie.
      Mam problem, nie moge wynajac mieszkania. Czy mam o tym myslec i
      zadreczac sie negatywnymi myslami o pieniadzach ktore sa mi
      potrzebne czy tez dawac ogloszenia i czekac az ktos sie odezwie i
      wierzyc ze ktos sie odezwie.
      Kiedy wierze ze sie odezwie wtedy przestaje sie bac. Wiara jest
      jednym z najlepszych sposobow na strach.
      Nasze zycie nieustannie jest wyborem pomiedzy negatywnoscia i
      pesymizmem a radoscia i pozytywnoscia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • luka.s1 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 04.03.08, 09:13
        > Mam problem, nie moge wynajac mieszkania. Czy mam o tym myslec i
        > zadreczac sie negatywnymi myslami o pieniadzach ktore sa mi
        > potrzebne czy tez dawac ogloszenia i czekac az ktos sie odezwie i
        > wierzyc ze ktos sie odezwie.
        > Kiedy wierze ze sie odezwie wtedy przestaje sie bac. Wiara jest
        > jednym z najlepszych sposobow na strach.
        > Nasze zycie nieustannie jest wyborem pomiedzy negatywnoscia i
        > pesymizmem a radoscia i pozytywnoscia.


        mskaiq a nie boisz się rozczarowania? Wierzysz w coś, a to się nie
        spełnia, co wtedy? Może od pesymizmu i optymizmu lepszy jest zdrowy
        realizm, np możesz mieć nadzieję, że ktoś mieszkanie wynajmie, ale
        przygotować się też psychicznie na to, że tak sie nie
        stanie,poszukać innego źródła dochodu tak na wszelki wypadek?
      • lucyna_n Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 04.03.08, 11:38
        hahahahahahaha
        nie mogę:))))))))))))))))
        caly forum sobie flaki powypruwał, argumenty za i przeciw na łby
        pozrzucał, niektórzy nawet o wlasne dzieciństwo zahaczyli, google
        przeszukane, a tu nic się nie zmieniło:)))))))))))))))))))))))
        buźka Panie Mask, serdeczna buźka!!!!
        i pozdrowienia
        ps
        Euforyk, jesteś zmienny jak ta chorągiewa, ale wybaczam Ci to za
        opis jak czołgasz się za tą kompanią ostrzyżonych:)

        czółencjo dla wszystkich zaangażowanych, bo gorącym albo zimnym
        trzeba być.
        Odmeldowuję się z tematu Maska:)
        • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 04.03.08, 12:19
          Mask chyba naprawdę jest wielki, skoro rozśmieszył nawet Lucynę -
          okazuje się, że wszystko w życiu jest potrzebne nawet ośli upór.
          Miejmy nadzieję, że może jednak ta pyskówka się przydała i Masku
          częściej będzie korzystał z wyszukiwarki. Gadaniem o Masku strasznie
          zmajoryzowaliśmy wątek next-zabci a ponieważ też się do tego
          przyczyniłam przypominam o co chodziło:

          >Mimo że jestem młoda a w życiu czeka mnie jeszcze pewnie wiele
          wspaniałych chwil...Od kilku lat cierpię na nerwicę, zepsułam sobie
          >zdrowie, boję się gdziekolwiek ruszyć z domu i strasznie cierpię
          >zamartwiając się każdym kolejnym dniem. Ludzie mówią (nawet lekarz
          >ostatnio) czym ja się martwię, mam super rodzinę,
          >kochanego chłopaka, wkrótce planujemy ślub a ja nie umiem
          >odpowiedzieć na to pytanie...
          >Przeszłam wiele okropnych badań, okazało się że nabawiłam się
          >wrzodów, od roku jadę na lekach a dalej cierpię. Codziennie mam
          >okropne mdłości, biegunki i
          >nikt nie wie co mi jest...
      • kontrreformacja Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 04.03.08, 12:42
        > Zawsze stajemy przed wyborem Kontreformacjo. Ktos mnie opieprzyl,
        > wyzwal. Co mam zrobic, odpowiedziec tak zeby poczul, zrobic to
        samo
        > co ta osoba czy zachowac spokoj. Przeciez nie lubimy takiego
        > zachowania u tej osoby, wiec nie kopiujmy tego.

        Na poziomie uczuć, wyboru nie ma. Ktoś cię opieprzył, jest ci
        przykro. jesteś zły na niego. Albo wiesz, że miał rację i jest ci
        wstyd. Sytuacja jest niemiła i uczucia do niej adekwatne: smutek,
        złość, wstyd.
        Z tych uczuć można sobie "wyczytać", co chcesz w tej sytuacji
        zrobić. Wcale nie znaczy, że masz "stracić kontrolę" i wyzywać.
        Możesz np. unikać tej osoby na przyszłość, albo nawet uśmiechnąć się
        do niej (mimo że w środku czujesz złość). Ale jeśli nie czujesz ani
        złości, ani przykrości, ani żalu to czym właściwie różni się ta
        sytuacja od tego, jakby cię nie wyzwał. Emocjonalnie - niczym.

        Co więcej, u mnie, takie odcięcie się od złości i żalu powodowało
        odcięcie od radości, szczęścia. Uczucia zazwyczaj blokuje się w
        całosci. Owszem, da się żyć, całkiem spokojnie, ale to jest życie
        bez smaku. Nie mówiąc o tym, ile wysiłku wymaga takie zamknięce w
        głowie szufladki, gdzie ta złosc, czy coś innego siedzi.

        Z resztą ty chyba wyobrażasz sobie to uczucie bardzo złowieszczo, a
        to wcale nie jest "negatywność". Np. w rozmowie, kiedy się z kimś
        nie zgadzasz, ten impuls, żeby powiedzieć "nieprawda" też ma w sobie
        ziarno złości, sprzeciwu. Złość jest własnie wyrazem niezgody, tego,
        że czuje się potrzebę zmiany, choćby na tak prostym poziomie, jak
        wyrażanie opinii.

        > Utrata kontroli nad soba zwykle oznacza wywolanie u siebie stanu
        > depresyjnego.

        Cóz, ja uważam dokładnie odwrotnie. Czym mocniej zaciska się szczęki
        i próbuje się "postawić na nogi", tym mocniej łapie bezruch,
        bezwład, bezsens. Po co żyć, skoro nie można wyrażać prawdy o sobie.
        Problem polega na tym, że od dziecka wbija się nam, że ta prawda
        jest niewłaściwa, że nie wolno płakać, sprzeciwiać, walczyć o sibie,
        że tzreba myśleć o innych, usmiechac się i nie sprawiać kłopotów.
        Niestety do takiego chóru wychowawców ty też dołączasz.

        > Zawsze wybieram usmiech, nauczylem sie
        > usmiechac radosnie, nie sztucznie.

        Szczerego uśmiechu nie trzeba się uczyć.


        > Mam problem, nie moge wynajac mieszkania. Czy mam o tym myslec i
        > zadreczac sie negatywnymi myslami o pieniadzach ktore sa mi
        > potrzebne czy tez dawac ogloszenia i czekac az ktos sie odezwie i
        > wierzyc ze ktos sie odezwie.

        Nie chodzi tu o żadne zadręczanie się. Chodzi o to, że dostrzegasz
        problem i dlatego własnie wieszasz ogłoszenia. Po jakimś czasei,
        kiedy nikt na nie nie odpowie (mimo twojego optymizmu) zauważasz, że
        jest problem i szukasz w inny sposób. Niepokój, który masz w sobie w
        związku z mieszkaniem, sprawi, że podczas rozmowy z kolegą,
        wspomnisz o tym, że szukasz itd.

        Nie jest ci przykro, że większość tak tu z tobą zawzięcie
        dyskutuje? Nie niepokoi cię to, że twoja pomoc wywołuje irytację?
        Na prawdę jesteś na 100% pewny, że twoje rady są słuszne?

        Też cię pozdrawiam, uparty z ciebie dyskutant :)
        • mskaiq Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 05.03.08, 09:42
          To prawda ze pojawiaja sie zle uczucia i zlosc. Mialem wiele
          problemow z tymi uczuciami.
          Dzisiaj patrze na to inaczej, wiem ze osoba ktora atakuje traci
          kontrole nad soba, zle uczucia, strach, zal sa silniejsze. W tym
          wszystkim zabwne bywa to ze to osoba ktora potrafi wyzwac i obrazac
          czuje sie najbardziej obrazona.
          Napisalas ze kiedy zatrzymujesz zlosc wtedy znika milosc. Mysle ze
          to dlatego ze jak zatrzynujesz zlosc ona ciagle jeszcze jest. Ja
          zwykle prowokuje radosc i szczescie, wystarczy ze pomysle o czyms
          bardzo pieknym i radosnym.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • perfidny_atak_zimy Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 05.03.08, 13:09
            > Dzisiaj patrze na to inaczej, wiem ze osoba ktora atakuje traci
            > kontrole nad soba, zle uczucia, strach, zal sa silniejsze. W tym
            > wszystkim zabwne bywa to ze to osoba ktora potrafi wyzwac i obrazac
            > czuje sie najbardziej obrazona.


            czy ty wogole rozumiesz co ludzie pisza do ciebie? czy ty wogole wiesz gdzie
            jestes? na forum depresja, czy na forum dobre maniery? mam wrazenie ze ty nie
            rozumiesz tekstow pisanych, w watku o odddechu zes przeczytal calkowicie co
            innego niz tam napisane bylo.
                • abasia471 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 05.03.08, 16:20
                  kontrreformacja napisa
                  >Ja mam jakąś obsesję w temacie odrzucenia. Niewyczerpane pokłady
                  >takiego uczucia siedzą we mnie i wystarczy niewiele, żeby mnie
                  >wdeptać w ziemię.

                  Przyjmij, że masz swoje miejsce w gronie ludzi rozumnych, wrażliwych
                  i tego się trzymaj. Coś ci opowiem. Moja córka ma przyjaciółkę,
                  mądrą i wrażliwą dziewczynę, którą byle pętak potrafi sprowadzić do
                  takiego parteru, że trzeba ją wykopywać spod ziemi. Ta dziewczyna
                  miała z pozoru normalny dom, ale była chowana przez autokratyczną
                  matkę, która miłość rozumiała jako ocenianie i wymaganie a
                  okazywanie uczuć było jakimś nietaktem. Skutek takiego wychowania
                  był taki, że przyjaciółka mojej córki kompletnie nie umie reagować
                  na krytykę, nawet tę, stanowczo niezasłużoną i nie umie wyegzekwować
                  prawa do bycia taką, jaką jest. Moja córka jest z zawodu
                  psychologiem i chociaż nie zajmuje się terapią próbuje pomagać, bo
                  przyjaciółka nie ma odwagi skorzystać z profesjonalnej pomocy, ale
                  niestety jak na razie bez większego powodzenia. Garb, przylepiony
                  przez akuratną mamuśkę, która uważała, że córka powinna być jej
                  kalką, ciągnie dziewczynę do ziemi. Ja myślę, że wszystko wynikło ze
                  smutnego faktu, że mało wrażliwym rodzicom trafiło się wrażliwe
                  dziecko a ci pierwsi, nie rozumiejąc, próbowali przykroić dziecko do
                  swojej miary i tym je krzywdzili. Najgorsze jest to, że rodzice
                  przyjaciółki mojej córki nie wyciągnęli żadnych wniosków i swoją
                  córkę traktują jak babę dziwo, która nie wie czego chce i dlatego
                  jest nieszczęśliwa. Kontrreformacjo niestety nie ty jedna cierpisz z
                  powodu swojej wrażliwości, ale jesteś na tyle mądra, że wcześniej
                  czy później coś z tym zrobisz. A może ulegniesz nurtowi odnowy i w
                  brew swojemu nickowi skutecznie się zreformujesz otwierając drogę
                  szczęściu – tego ci życzę.
    • kati1973 Re: Już nie umiem cieszyć się życiem... :( 07.03.08, 09:29
      pójdx do psychiatry lub do psychologa, obojetnie tylko rob, samo
      powiedzenie komus jak sie czujesz, samo mowienie, wysluchanie przez
      kogos, kto potraktuje Twoje problemy powaznie spowoduje, ze
      poczujesz sie lepiej, Same leki nie wystarcza, potrzeba jest Tobie
      potrzeba akceptacji i wysluchania problemu. Jesli bedziesz siedziala
      w domu to objawy beda bardziej sie jeszcze nasilac. Leki sa
      potrzebne i wspomagajace, ale Tobie moim zdanie bardziej potrzebna
      jest psychoterapia przez wykwalifikowana i kompetetna osobe Nie idz
      do przypadkowej osoby, moze wybierz kogos z listy
      jesli sie wstydzisz reakcji rodziny, nie mow o tym
      Jesli boisz sie, ze nie dojedziesz wez taksowke, jakies srodki
      higieniczne sa takie dla osob starszych, tyle przejedziesz, a tam na
      pewno jest WC
      Nie siedz w domu bo niszczysz sobie zycie, sama z tym problemem
      sobie nie radzisz, nie bedzie lepiej, bedzie gorzej
      pozdrawiam K

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka