Gość: ktos
IP: *.ino.tvknet.pl / *.ino.tvknet.pl
12.10.04, 16:17
Hmmm. Uczę. Lubię swoją pracę, żyję nią. Może tymbardziej, że szkola to
wiejska, dzieci tam bardziej chyba potrzebują uwagi, kogoś, kto pomoże im
pokazać drogę do lepszej przyszłości. Nie ważne. W zasadzie w identycznym
stopniu przywiązuję uwage do "nauczania" jak i do wychowania, dlatego bacznie
przyglądam się każdemu dziecku (mam ich nie wielu, więc mogę, a nawet
powinnam!). Widzę, jak się zmieniają, rosną, rozwijają, otwieraja - to
cieszy. Ostatnio jednak zwątpiłam. Chciałam dobrze, powiedziałam opiekunowi
dziecka, iż zauwazyłam w nim zmianę, że zamysla się, błądzi w oddali,
wpatrując się nieruchomo w jeden punkt, a wyrwany jest przerażony, jakby
przebudzony z jakiejs hipnozy. Wiem, że dziecko jest zadbane, ma wszystko - w
sensie "dobrobyt". Jak na warunki wiejskie ma naprawdę to, co powinno mieć
dziecko. Wiem także, iż matka dziecka jest chora - rok temu wykryto u niej
stwardnienie rozsiane. dziećmi i tak bardziej zawsze "dowodziła" babcia, to
ona rozmawia z nami. jednak chyba zle zrobiłam, mówiąc jej, co widzę i co
mnie martwi... Uważa, że ja rozdmuchuję niepotrzebnie coś, czego nie ma,
widzę, że chłopak patrzy na mnie z przerażeniem teraz - a ja? Boję się chyba
czegokolwiek od niego chcieć. Zaznaczam - nie informuję nigdy nikogo z
sarkazmem jakims o tym, co dziecko... Ona to po prostu odebrała, jako atak
na "zaniedbanie" w domu. Hmmm. Sama ucieka od rozmowy o córce, jej chorobie i
przekonana jestem, ze z dziecmi mówi o wszystkim, tylko nie o tym. Nieistotne
już. Kubeł zimnej wody mi się wylał i zastanawiam się, czy odważę się kiedyś
w dobrej intencji poprosić rodziców o to, by naprawdę zajrzeli wgłąb swoich
dzieci... Kurdę, dobrobyt tak zwany to nie wszystko i chyba nie tylko w
patologicznych rodzinach są problemy? A może to rzeczywiście ja jestem dziwna?