ona.nieproszona
01.02.05, 11:39
Bylo sobie kiedys dwóch ciezko chorych mezczyzn, którzy
dzielili niewielki pokoik w pewnym szpitalu. Pokój naprawde
maly, mial tylko jedno okno.
Jeden z chorych, ten, którego lózko znajdowalo sie naprzeciw okna, mógl
codzennie po poludniu - w ramach leczenia - siadac na godzine w swoim
lózku, co mialo pomoc odprowadzic flegme z pluc, czy cos
takiego. Drugi mezczyzna musial niestety caly czas lezec.
Tak wiec kazdego popoludnia pierwszy z chorych siadal
wsparty poduszkami naprzeciw okna i spedzal godzine,
opisujac swemu towarzyszowi, co widzi za oknem.
Najwyrazniej okno wychodzilo na park. Byl tam staw,
a w nim kaczki i labedzie.
Dzieci rzucaly im kawalki chleba albo puszczaly
lódki, Pod rozlozystymi koronami drzew spacerowali,
trzymajac sie za rece, zakochani; byly kwiaty i trawniki,
na ktorych grywano w softball. A w tle, za drzewami,
rozciagal sie wspanialy widok na miasto.
Mezczyzna, który nie mógl siadac i ogladac tego
wszystkiego, sluchal lapczywie slów wspóltowarzysza,
cieszac sie kazda minuta opowiesci.
Dowiadywal sie, jak to jakies dziecko nieomal wpadlo do
stawu i jak sliczne wygladaly dziewczeta w letnich
sukienkach. Odnosil wrazenie, ze dzieki relacjom swego
przyjaciela sam widzi dokladnie, co dzieje sie za oknem.
Któregos popoludnia uderzyla go dziwna mysl:
dlaczegóz to niby tylko tamten mezczyzna mialby
rozkoszowac sie widokiem z okna ?
Czy i on nie miał prawa wyjrzec na zewnatrz ?
Wstydzil sie swojej zazdrosci, lecz im bardziej staral się
o niej zapomniec, tym wieksze dreczylo go pragnienie zmiany.
Zrobilby wszystko, byleby wyjrzec przez to okno !
I oto pewnej nocy, wpatrzony w sufit, uslyszal jak jego
Wspóltowarzysz budzi sie i kaszlac i duszac sie,
rozpaczliwie szuka przycisku, którym móglby przywolac
pielegniarke. Nie pomógl mu jednak, obserwowal go tylko.
Oddech tamtego biedaka wkrótce zamarl. Rano zabrano jego
cialo.
Odczekawszy nieco, by nie przekroczyc granic
przyzwoitosci, mezczyzna poprosil, by przeniesiono go do
lózka naprzeciw okna. Spelniono jego prosbe.
Otulony posciela, lezac wygodnie, czekal az wszyscy wyjda.
Potem podniósl sie ciezko na lokciu i zaciskajac z bólu
zeby, zerknal przez okno.
Za oknem byla sciana.