kowal994
20.02.06, 12:09
Witam wszystkich serdecznie,
Moja historia moze wydac sie banalna, ale ja jakos nie moge dojsc do siebie i
ciagle mysle o tym co sie stalo.
Mialam, bo wlasnie to jest glowny problem, przyjaciół. Bedac w Polsce
robilismy dla siebie wiele. I pozniej wraz z mezem wyjechalismy do Francji.
Kontakt nie urwal sie, bo caly czas dzwonilismy do znajomych do Polski i
kiedy dowiedzielismy sie o ich zlym stanie ekonomicznym postanowilismy im
pomoc. Przyjechal do nas nasz przyjaciel(zosatwil w Polsce zone ).
Pozyczylismy mu pieniadze, podzielislismy sie mieszkaniem, znalezlismy mu
prace. Wszystko ukladalo sie idealnie. My moglismy liczyc na niego , bo byl
naprawde oddanym przyjacielem, a ona na nas w kazdej sytuacji. Jednak w jego
przypadku tesknota byla wieksza i wrocil do Polski. Bylo nam bardzo przykro,
bo zostalismy sami w obcym kraju. Po kilku miesiacach postanowil wrocic i
jeszcze raz sprobowac. Znowu pozyczylismy pieniadze, dalismy pokoj do spania,
zalatwilismy lepsza prace i wiele wiele wiele innych rzeczy zorbilismy zeby
on czul sie dobrze. Po kilku miesiacach przyjachala jego zona.
Bardzo sie cieszylam, bo byla to moja najlepsza przyjaciolka.
Niestety, ja mialam problemy zdrowotne i musialam wrocic do Polski(tydzien po
jej przyjezdzie). Moj maz zostal z naszymi, wtedy tak myslalam, przyjaciolmi.
Dzwonil do mnie i mowil, ze to juz nie jest to samo. Moja przyjaciolka
dzownila do mnie, ale niestety nie tak czesto jak ja bym tego chciala.
Nie wiem co sie stalo, ale jakos wszystko zaczynalo sie konczyc.
Wtedy przyjechalam do nich w odwiedziny, bo mieszkali w trojke.
Ja juz nie mialam tak wielu tematow na rozmowy i pewnego dnia wybuchla
straszna awantura, pomiedzy moimi przyjaciolmi i mna(maz byl w pracy).
Wiem, ze tego dnia powiedzialam bardzo bardzo wiele przykrych slow, ktorych
teraz nie bede cytowac. Wiem, ze w wiekszosci byla to moja wina. Zaczelam im
wszystko wypominac i mowic, ze gdyby nie ja to byliby nikim.
Nigdy jeszcze nie poklocilam sie z nimi az tak bardzo.
Dwa dni pozniej wrocilam do Polski.
Minelo pol roku, moj maz zmienil miejsce pobytu ze wzgledu na prace. Oni
tez!!! Lepiej od mojego meza znają francuski i bez problemu znalezli sobie
mieszkanie. Niestety moja druga polowka nie moze dac sobie rady i nie wiem
czy przez to nie zjedzie do Polski.
Ja jeszscze jestem w kraju, ale mialam do niego dolaczyc we Wrzesniu.
Nie chce zeby zjezdzal , bo tutaj nie mamy nic. Jednak on nie ma kogo
poprosic o pomoc.
Napisalam smsa do moich bylych przyjaciol ze ludzi poznaje sie w biedzie i na
nas zawsze mogli liczyc, a teraz jak moj maz jest sam to nie chca mu pomoc.
Oni doskonale wiedza, ze on nie moze znalezc sobie mieszkania i ze jest mu
tam ciezko.
Odpisali mi, ze jezeli najpierw ich wyzywam , pozniej zabraniam mezowi
rozmawiac z nimi to czego teraz oczekuje.
Odpisalam, ze dzekuje bardzo i jakos damy sobie rade.
Myslalam ze po takich slowach podejada do niego, zaraguja. Zapytaja sie czy
mu pomoc.
Ale nic takiego sie nie stalo.
Ja mam caly czas ochote z nimi sie pogodzic, ale nie chce sie bardziej przed
nimi upokarzac.
Caly czas nie moge pogodzic sie z tym, ze tyle im pomoglismy a teraz jak moga
nam sie odwdzieczyc to wogole nie reagują.
Nie moge przestac o tym mysle, nie wiem czy ludzie az tak sie zmieniaja??
Wiem, ze ja tez bylam winna. Nie mam latwego charakteru, ale jak komus dzieje
sie krzywda pierwsza pomoge zapominajac o przykorsciach.
Poradzicie, co ja mam zrobic? czy jest jeszcze sens zeby cokolwiek
odbudowywac?? jak to zrobic jednoczesnie wychodzac z twarzą????
Moj maz na pewno ich o nic nie poprosi, on nawet nie wie o smsie bo bylby
bardzo zly. Uwaza, ze ja zawsze im pomagalam i teraz mam wdziecznosc.
Przepraszam, ze tak sie rozpisalam, ale jestem w totalnym dolku i nie moge
sobie z tą sytuacja poradzic.
Z gory dziekuje za pomoc
Magda