Dodaj do ulubionych

Moja Bulimia

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.04, 21:30
Mam 33 lata i jestem bulimiczką. Choruję od conajmniej 7 lat.Leczę się od 10
miesięcy. Leki antydepresyjne i psychoterapia.Chorobą zdiagnozował lekarz
medycyny analitycznej. Miałam rozkrwawione gardło, podniesione enzymy
wątrobowe i trzustki, zaburzenia elektrolityczne, anemię.Nie
miesiączkowałam.Byłam sama ze swoim potwornym problemem wiele lat. Pewnie
znacie to. Wołacie o pomoc ale nikt Was nie chce słuchać. A potem...Dlaczego
nie mówiłaś, że to aż tak...Dziewczyny, cieszę się, że jest miejsce w sieci,
gdzie możemy się wygadać i podzielić doświadczeniami. Ktoś tam pyta o
praktyczne metody walki z bulimią. Odpowiedź jest [prosta - nie wymiotować.
Dziewczyny lekarze pakowali we mnie po prostu seronil - biorę go do teraz -
aviomarin przed jedzeniem, łagodne środki uspokajające ale w dużych dawkach.
Chodzi o to, żeby się uspokoić na maxa ale nie uzależnić od prochów. Dzisiaj
miewam jeszcze ataki ale raz na trzy tygodnie a nie 5 dziennie.Wierzcie mi,
psycholodzy nas nie oszukują. Naprawdę trzeba się uporać ze źródłem problemu
a obiaw sam znika. Moje leczenie to psychoterapia i jazda konna, łyżwy,
lekcje języków obcych. Ale najważniejszy element to powiedzenie otoczeniu.
Moi znajomi wiedzą o mojej chorobie. Wie mój Brat. Straciłam mnóstwo ludzi a
Ci którzy przy mnie zostali to napradę moi Przyjaciele. Zdobyłam mnóstwo
nowych, cudownych...Z jedzeniem sobie radzę jak każdy nałogowiec. Nie mam
żarcia w domu i już. Nosiło mnie a jakże, ale nałóg to nie angina. Dziewczyny
bulimia to jest nałóg. Pomogę każdej, która tego będzie potrzebowała. Źródłem
mojej choroby była depresja pourazowa po śmierci mojej Mamy - miałam 9 lat, i
przemoc psychiczna w domu po tym wydarzeniu.Autorom forum gratuluję
spojrzenia na bulimię z należną uwagą...
Obserwuj wątek
      • Gość: rapsista Re: Moja Bulimia IP: 82.139.13.* 02.03.04, 21:54
        Heloo, ja sie lecze od wczoraj, dostałam tabletki o nazwie Zoloft a w jej skład
        wchodzi sertralina, czy może ktoras z was, wiec coś na temat dzialania
        tego?boje sie że utyje od Zoloftu, dlatego waham sie z braniem go :(, i
        popieram, chocciaż dopiero miałam 1 wizytę, ale nie zalooje, (do konca nie wiem
        czy zalooje), ale sama bym nie poszla to matka mnie zaciagnela...
        • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.03.04, 09:39
          Witaj, Rapsista. Jestem ciekawa ile masz lat? Błagam Cię nie bój się leków i
          leczenia. Nie utyjesz. Kiedy nauczyli mnie jeść w małych ilościach co najmniej
          5 razydziennie. Schudłam bardzo i wiesz co zauważyłam? Że to nasz tycie to po
          prostu obrzęki od wymiotów. Tak miewam jeszcze ataki i widzę jak nie mogę
          zmieścić się w spodnie. Aprzecież nie ma takiej możliwości, żeby utyć w cztery
          godziny....Leki, które nam podają mają po prostu pomóc nam wyjść z deprechy to
          ona nas wpycha w objęcia tego świństwa...Jeśli możesz napisz dlaczego jesteś
          chora. Ja jestem ofiarą przemocy psychicznej. Wiesz trudne dzieciństwo i te
          sprawki...
        • tenik Re: Moja Bulimia 05.05.04, 00:39
          czesc!zycze powodzenia w walce z ta cholera!ja zawsze mialam problem z
          jedzeniem, a bulime mam od przeszlo 2 lat!przyczyn do konca nie znam, ale
          domyslam sie!mam nadzieje, ze mi tez kiedys uda sie podjac leczenie,ze bede
          mogla cieszyc sie z tego co mam, a mam wiele.mam swietnych przyjaciol i
          ukochanego mezczyzne, ktorzy chca mi pomoc!mam swietna siostre i w sumie
          zajebiste zycie!jedynym moim problemem jest to przeklete zarcie!!!ale musze byc
          dobrej mysli, bo inaczej zeswiruje!pozdrawiam cieplo!Pa!
        • ankaaa181 Re: Moja Bulimia 28.03.06, 23:22
          kurde. ze mnie bulimiczka od roku... błagam napisz czy od tych tabletek utyłaś!
          boję sie iść do jakiego kolwiek spacjalisty..! ja już tak nie mogę! nie chcę!
        • bozenaw1960 Re: Moja Bulimia 06.04.06, 14:30
          poki sama tam nie pojdziesz i nie zrozumiesz ,że umierasz na własne życzenie
          nikt Ci nie pomoże ,jesteś chora to sie lecz ale zacznij od samodzielności i
          odpowiedzialności za to co robisz .Bulimia i anoreksja to choroba całej rodziny
          w ktorej żyjesz i nie należy ich za to niszczyć ,że starają sie pomoc a Ty
          robisz im na przekor i kółko sie zamyka
    • Gość: Jaa Re: Moja Bulimia IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.03.04, 00:03
      Jesteś moją Rówieśniczką..Ale ja cierpię na biulimię dłużej..16 lat!!!I w
      przeciwieństwie do Ciebie jestem tchórzem!!!Nie przyznałam się nikomu!!!
      Podziwiam Twoje realne,zdrowe spojrzenie..Zazdroszczę Ci tej rozwagi,siły..Ja
      się boję..Trzymaj się dzielnie!Życzę Ci powodzenia!
    • Gość: monika Re: Moja Bulimia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.04, 00:25
      Ja tez niestety naleze do tego klubu. Pierwszy raz o tym pisze. Narazie minely
      2 lata...Nie moge powiedziec o tym nikomu ale chce z tym skonczyc!!! Sprobuje
      sama sobie pomoc i baaaaardzo dziekuje za nazwe leku. Ale czy on nie uzaleznia??
      Agus dziekuje Ci bardzo bardzo bardzo Pozdrawiam
    • Gość: olga Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.04, 17:40
      Aga przeczytalam dzis o twojej chorobie,jest mi przykro,ze twoi znajomi
      odwrocili sie od ciebie,ja tez sie boje negatywnego zrozumienia mojej
      choroby,nawet u swojego chlopaka.Bardo chciala bym komus o tym
      powiedziec,wyrzucic to z siebie,to juz trwa kolo poltorej roku.Boje sie co
      dalej,czasmi juz jest mi wszystko jedno.Pozdrawiam
      • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.04, 16:33
        Witaj, Olga. Hm...Nie szkoda mi ani jednej osoby, który zostawiła mnie z powodu
        choroby. Nie są tego warte. Wiesz, kilka dni temu miałam wypadek. Złamałam
        kręgosłup. Niegroźnie na szczęście. Nie mam żadnych porażeń. Nagle okazało się,
        że tych przyjaciół mam 10 - ki. Nie bój się. Jeżeli ten Twój chłopak Cię kocha
        to Ci pomoże, jeżeli odejdzie to chyba nie ma za kim płakać. Pamiętaj -
        bulimiajest śmiertelbą chorobą. Zabija powoli ale skutecznie.Pap!
        • Gość: WIKI Re: Moja Bulimia IP: *.e-wroc.com 13.03.04, 12:20
          Hej!
          przeczytałam to jestem zła sama na siebie za to że nic do tej pory nic nie
          zrobiłam ze swoim zyciem. Dopiero ostatnio uswiadomiłam sobie ze mam chyba
          problem bulimię. całymi latami uwazałam to jak jakiś azyl, jak mi było zle, jak
          byłam sama, opuszczona to wlasnie wymiotowałam.Ale przez cały ten czas
          tłumaczyłam sobie że nic mi nie jest. Trwa to już 13 lat. Jak byłam w ciązy
          miałam ułatwiona sprawę wszyscy myśleli ze mam nudności. Teraz się ukrywam,
          nikt o tym nie wie. Boje się komukolwiek o tym powiedzieć, boje sie
          niezrozumienia. Czasami dziwi mnie to jak tyle lat nikt tego z domu nie
          zauważył. Potrafie wymiotować nawet po 4-5 razy dziennie, najgorzej jest w
          swieta (nie lubie swiąt). Idąc do restauracji na obiad z towarzystwem jako
          napój biore wode gazowaną i zaraz po zjedzeniu przepraszam wszystkich i uciekam
          do WC. W domu robie tak samo po posilakach zamykam się w toalecie i puszczam
          wode w kranie zeby nie było nic słychac. A doszłam juz do takiej wprawy że
          robie to cicho.Czasami jak wychodze mam czerwona twarz wtedy mówię ze zsię
          zakrztusiłam.Teraz juz wiem ze że jestem chora ale dalej nie wiem co mam
          zrobic.Jak zaczac? Moze polecisz mi jakąś ksiązke wtedy może łatwiej będzie mi
          podjac decyję.
          pozdrawiam
          • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.03.04, 17:44
            Nie wskażę Ci żadnej książki. Po prostu musisz wiedzieć, że chcesz żeby
            udzielono Ci pomocy. Lekarz - to jest kierunek, w którym musisz pójść. Nie bój
            się. Bulimia potwornie niszczy. Ja ze swoim problemem byłam sama długie lata,
            bulimia jest tylko efektem moich przeżyć. Błagam, pozwól sobie pomóc,
            zwłaszcza, że masz dla kogo żyć. Jeśli chcesz to mój mail. agnasie@wp.pl
      • Gość: Ninia Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 11:46
        Jak ja zachorowałam to udawało mi się to ukrywać przez ok 2 lat. Potem Mama się
        zorientowała, że coś jest nie tak, że się myję kilka razy dziennie i to jeszcze
        przy głośnej muzyce. Na początku nie powiedziała,że wie, chyba starała się
        szukać pomocy na własną ręke. Sytuacja jednak była cholernie nie zręczna, bo ja
        wiedziałam,że ona wie i fatalnie się czułam. Już nie pamiętam kiedy, ale w
        końcu porozmawiałyśmy o tym, z jej inicjatywy. Zaciągnęła mnie najpierw na
        terapię rodzinną a potem indywidualną. Na rodzinnej praliśmy własne brudy, bo
        musze przyznać, że nigdy w domu nie było różowo (despotyczna Matka i potulny
        Ojciec niedorajda i ja między nimi). Na indywidualnej "psycholog" wyciągała
        kasę po to żeby stwierdzić, że ta cała choroba to moje fanaberie! W domu było
        koszmarnie i to wszystko przez tą bulimię. W końcu dostałam numer od Mamy do
        Psycholożki (patrz post: cudowna psycholożka w Krakowie), ale nie poszłam od
        razu. Dopiero jak sama dojrzałam do tego że już nie chcę być buli zadzwoniłam
        do niej. W tym samym czasie poznałam faceta, żonatego, z którym spotykałam się
        w tajemnicy. Tez była niezła jazda przez to! Koniec końców teraz jesteśmy razem
        (rozwiódł się), rodzice icała rodzina go uwielbiają i jest cudownie. On wie o
        mojej chorobie (Mama mu powiedział, aby go zniechęcić do mnie czego długo nie
        mogłam jej wybaczyć, ale gdzieś tam w duszy byłam jej wdzięczna, bo chciałam
        żeby wiedział ale nie maiłam odwagi mu o tym powiedziać) Akceptuje mnie taką
        jaką jestem, razem z bulimią. Dzięki niemu z tego wyszłam i od ok 2 lat cieszę
        się życiem
        Pozdrawiam.
        • ankaaa181 Re: Moja Bulimia 28.03.06, 23:52
          Boże Dziewczyno.. ja tak samo zaczełam z głośna muzyką w łazięce... i
          z "myciem" i jestem bulimiczką od roku.. boję sie komu kolwiek powiedzieć. Ty
          kogoś b. kochanego spotkałaś. ja nie... i pewnie długo nie znajdę. za wszelką
          cenę chcę schudnąc! mam 15 kg nadwagii.. ja nie wiem. nic nie wiem.
          • gosia-dluga Re: Moja Bulimia 30.03.06, 22:42
            Witam wszystkich. Nie kieruje swojej wypowiedzi do konkretnej osoby. Pisze tu
            dlatego bo osoby które to czytają przynajmniej wiedzą co to za choroba i
            doskonale mne rozumieją... Pisałam ostatnio że nie wiem czy powiedzieć
            chłopakowi, że jestem bulemiczką ... No i powiedziałam, ucieszyłam sie w sumie
            bo zareagował powiedzmy "dobrze". Obiecał nawet ze poczyta na ten temat żeby
            wiedził z czym ma walczyć i jak mi pomóc.. Niestety, skończyło sie jedynie na
            obietnicy, wie że pisze na forum i wie nawet gdzie, więc nie zdziwie sie jeśli
            któregos dnia przeczyta to co teraz tutaj napisałam. Ale wracając do tematu
            bulimii - ostatnio czuj niesamowity lęk, wiem że koszmar wraca i nie wiem co
            robić (udało mi sie naprawde długo z tym walczyć no i wygrywałam ...). jakieś
            dwa tygodnie temu miałam znowu chwile słabości, a najgorsze jest to że znowu
            obiecałam sobie "to już ostatni raz - napewno"... znacie to, prawda? Nie mogę
            sobie pozwolić na to aby bulimia znowu mną zawładneła. Mam ostro naruszone
            wnętrzności, problemy z nerkami i swego czasu dość ostre jazdy z trzustką, nie
            wspominając już o ciągle nadętym brzuchu... To właśnie skutki wymiotowania i nie
            tylko, ja przeginałam tez ze środkami na przeczyszczenie. Nie wiem jak wam ale
            mi sporo daje czytanie tych postów, dzięki temu widze ze nie tylko ja mam ten
            problem i moze to śmieszne ale nie czuje sie samotna, DLATEGO DZIWCZYNY PISZCIE
            CO WAS TRAPI CHOćBY TO BYłY (waszym zdaniem) GłUPIE ZWIERZENIA JA NAPEWNO
            CHęTNIE TO PRZECZYTAM... POWODZENIA I POZDRAWIAM !!
          • gabis4 Re: Moja Bulimia 17.04.06, 21:35
            nie w taki sposób .Ja schudłam 20 kilo było super a teraz żałuje bo wtedy byłam
            zdrowa a teraz umieram na własne życzenie . Zastanów się
      • Gość: WIKI Re: Moja Bulimia IP: *.e-wroc.com 14.03.04, 09:43
        Cześc Liza
        Wiem ze to może nie jest normalne robić to w tym wieku, ale ja jakos dopiero
        sobie uswiadomiłam problem bardzo niedawno. Przez wszystkie lata uwazałam ze
        jest ok, i nawet byłam z tego zadowolona. Teraz zaczynam powoli się tego
        obawiać nie wiem co mam z tym zrobić. Wiem jaki mogą być tego konsekwencje ale
        i tak nie umie powiedzieć dość. Zupełnie jak narkoman, jak osoba uzalezniona.
        Szukam odpowiedzi - Jak wejść na właściwą drogę?

        Czyatałam wyżej wypowiedzi Agi i zazdroszczę jej tego że sie odważyła i że wie
        jak sobie z tym poradzic . Ja się boje i wstydzę o tym mówić. Nie wiem jak mam
        powiedzieć to chociazby najblizszej osobie.

        pozdrawiam
        • Gość: liza Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.04, 16:59
          Ja nigdy nie uważałam,że bulimia to coś normalnego. Oszukiwałam się,że wszystko
          jest ok, że dam sobie radę. Jak pierwszy raz trafiłam do psychiatry jakieś 1,5
          roku temu to nawet miałam kłopoty z przypomnieniem sobie właściwie kiedy to
          wszystko się zaczęło, z jakim nasileniem. Żyłam z tym koszmarkiem i już.Brałam
          to za wstydliwą przypadłość, przynoszącą ulgę w momentach trudnych (co sobie
          uświadomiłam niedawno). Pod wpływem terapii zmienił się mój sposób myslenia.
          Miało to wpływ na objawy. Jest o wielelepiej. Rozumiem, że bulimia ma cechy
          uzaleznienia, jednak ja nie uważam ze powinno się leczyc nas jak alkoholików -
          stosowac absynencję itp. Czy to w ogóle działa? Jak napadaja mnie lęki,
          smutasy, samotność nic nie jest w stanie przeciwdziałać potrzebie wyrzygania
          takiego stanu. Takie stany dopadają mnie pewnie w takim samymstopniu co kiedyś
          tyle żeja jestem wzmocniona i nie reagujęna nie tak czesto jak kiedyś.
          Nareszcie trochę przytyłam i nie jestem przerażająco chuda.Mogę coś normalnie
          zjeść i to mnie cieszy. Kiedyś jak patrzyłam na reklamy Carrefoura to
          zastanawiałam się czym będzie się ciężej wymiotować (cięższe wymiotowanie=
          większa ulga), a nie co jest smaczne. Od niedawna na nowo poznaję smaki, uczę
          się jeść powoli. Jak jest u Ciebie WIKI?
          • Gość: WIKI Re: Moja Bulimia IP: *.milicz.jarsat.pl 15.03.04, 19:15
            cześć
            ze mna nie jest do końca tak kolorowo, ja do tej pory nic nie zrobiłam z tym,
            sama sie zastanawiam dlaczego tak długo to trwa. Nie jestem osoba chudą ale tez
            nie jestem gruba.Kiedys sama zastanawiałam się dlaczego to robię? nie wiem czy
            znalazłam na to pytanie odpowiedz. Ale myślę że dlatego iż w pewnych momentach
            życia nie mogłam sobie poradzić ze swoim życiem. W atakach stresu ladowałam w
            lodówce a pózniej to chyba już z wyrzutów własnego sumienia w kiblu. boję sie
            iść do lekarza bo nie wiem co zrobić i jak mam zacząc.
            Podziwiam ciebie i Agę ale ja nie umię. Jestem raczej osoba twardą i nie
            pozwalajaca sobie dmuchac w kasze ale tu jestem bezradna jak dziecko.
            Czasami chciałabym żeby ktoś wiedział o tym to moze było by mi łatwiej ale
            nikt o tym nie wie.
            Wiesz to śmieszne ale ja również zastanawiam sie nad jedzeniem co latwiej
            wróci. W knajpie czy w restauracji zawsze ide po obiadku do toalety i wszystko
            jest ok.
            Nie wiem czy to mam jakiś związek ale czy ból w okolicy mostka moze być
            związany z wymiotowaniem? mam takie nieprzyjemne uczucie bólu jak kaszlę, jak
            sie się śmieję alebo jak sie nachylę.


            - ja nie wiem co ja mam zrobić -
            • Gość: Liza Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.04, 15:10
              Kochana Wiki!
              Z tego co wiem większość bulimiczek jest bardzo zaradna życiowo, w pracy
              uważane są za dobrych pracowników - są profesjonalne, skrupulatne, dokładne. To
              niesamowite, w sytuacji gdy tak naprawdę mamy kłopoty z koncentracją, ze soba,
              z własnymi emocjami. Wiesz że większość z nas jest tak naprawdę bardzo
              nniedojrzała emocjonalnie. Jesteśmy dużymi dziewczynkami. Często wyglądem
              przypominamy dziewczynki - pleciemy warkoczyki, robimy sobie kucyki. Nie mówiąc
              o tym że wygladamy na mniej niz w rzeczywistosci mamy. Wiem to z autopsji jak i
              i z obserwacji osób borykających się z b.z którymi zetknęłam się w szpitalu i
              na terapii.

              To nie tak z tą odwagą i w ogóle...jeśli chodzi o leczenie, podjęcie jakichś
              kroków. Podejrzewam, że czasami przebiega Ci po głowie myśl w rodzaju -"trzeba
              coś z tym zrobić".Ja osobiście zanim trafiłam do psychiatry wybierałam się "w
              myślach" po pomoc parę razy.Ale sama wiesz jak to jest- wszystko jest
              ważniejsze, zatem nigdy nie udaje Ci się znaleźć czasu, a tak naprawdę
              okłamujesz się lub przekonywujesz sama siebie że sama sobie pomożesz i czas
              leci.To, że trafiłam do lekarza konkretnie w związku z bulimią to była
              konieczność sytuacyjna, nie związana bezpośrednio ani z objawami, ani
              konsekwencjami bulimii. Myślę, że gdyby nie ta "konieczność" nadal żyłybyśmy
              sobie z b. "w symbiozie". A tak walczymy. Zobacz jakie skrzywione spojrzenie -
              jaka symbioza - ale tak to jest - sama oszukujesz się, że jest ok.To nic że:
              - przed wyjściem do pracy pędzisz do łazienki i zwracasz śniadanie,
              - normalne posiłki to dla Ciebie abstrakcja,
              - często nie dochodzisz do celu bo musisz wracać do domu po zaliczeniu trzech
              budek z zapiekankami i cukierni
              - słaniasz się na nogach i jesteś blada
              - ciągle wszystko Cię drażni, masz napady furii i lęków,
              - chudniesz,tyjesz, nie umiesz normalnie jeść.

              Moja walka z b. to tak naprawdę półtora roku szkoły życia na nowo, co by się
              nie kryło pod tym sloganem. Warto. Stajesz sie inna, zaczynasz myśleć inaczej,
              postrzegać siebie inaczej. Zaczynasz się lepiej traktować, dostrzegać siebie.
              To najpiękniejsze z przeżyć jakich doznałam - zaczęłam czuć, że jestem, że mam
              tożsamość, jakbym się narodziła na nowo. Trudno to zrozumieć komuś, kto tego
              nie przeżył. To takie abstarkcyjne, nie do wyrażenia słowami.

              Tyle naczytałam się o wyrzutach sumienia po wymiotowaniu. Nie wiem dlaczego
              nie postrzegam wymiotowania w takich kategoriach, ale nie winie się, nie
              obiecuję, że to ostatni raz itp. Nie czuję, żebym traktowała wymiotowanie jak
              dietę cud. Raczej jest impuls - nastepuje reakcja. Tych impulsów którym nie
              jestem w stanie się przeciwstawić jest coraz mniej. Boleję nad tym że mam wpływ
              ale jeszcze nie całkowitą kontrolęnad objawami, ale cieszę się że jest lepiej
              niż było. Kto powiedział że od razu będzie lepiej?

              Wiki! Spróbuj pomyśleć że może warto zająć się sobą, zatroszczyć się o siebie.
              Spróbuj wyobrazić sobie, że któregoś dnia odważyłaś się i...stało się. Poszłaś
              do internisty i poprosiłaś go o coś na bolący brzuszek. Tym razem przemogłaś
              się i naprowadziłaś go na trop skąd te wieczne wzdęcia brzuszka oraz "wrzodowe"
              bóle i wyszeptałaś - mam/cierpię na bulimię. Jednak usłyszał, chociaż miałaś
              nadzieję że nie...To mały kroczek do przodu... Ktoś wie. Straszne. Ale już wie.
              Może doradzi Ci lekarza? To chyba bardzo istotne aby trafić w odpowiednie ręce.

              W każdym razie warto...i Powiem Ci...przede mną jeszcze ...jakaś droga. Nie
              wiem jaka, czy długa, czy już właściwie widać światełko w tuneliku.
              Zdrowienie... naprawdę się je czuje...

              Odnośnie Twoich bólów za mostkiem. Też je miałam. Mój kochany Pan Doktor mówi
              mniej więcej tak "jednemu drętwieją nogi, drugiego gniecie w klatce
              piersiowej, ma napadowy kaszel, a pani rzyga. To wszystko nazywamy objawami. To
              objawy nerwicy". Bulimia zaliczana jest do grupy nerwic.

              Jeśli chcesz napiszę Ci jak leczą w szpitalu na oddziale depresji i nerwic
              oraz jak wygląda terapia grupowa w szpitalu na oddziale dziennym. Zaliczyłam
              oba. Przyczyniły sie do mojego zdrowienia. Jednakże fundamenty pod wszystko
              położył lekarz psychiatra i psychoterapeuta (terapia indywidualna).

              Liza
              • Gość: WIKI Re: Moja Bulimia IP: *.milicz.jarsat.pl 16.03.04, 20:23
                Hej
                To wszystko co pisze mnie przeraża bo to jets prawda. ja się boje sama nie wiem
                czego ale sie boję. Nie wiem na czym polega terapia więc jakbyś mi mogła
                chociaż w wielkim skrócie opisać jakimi metodami i na czym polega właśnie
                terapia. Są dni kiedy staram sie o tym nie myśleć ale niekiedy nie daje mi to
                spokoju. Robiłam kiedyś badanie podstawowe moczu i krwi, pani doktor zauwazyła
                że wyniki sa nie do końca dobre ale nic mi nie zasugerowała. Ja wtedy nawet nie
                wiedziałam ze złe wyniki moga być skutkiem-odbiciem bulimi.
                Liza staram się sama z tym poradzić , idę do łazienki i obiecuję sobie że to
                już ostatni raz że już nigdy więcej ......i nic z tego nie wychodzi. Póżniej
                jest następny obiad i znowu kibel. Błędne koło.
                Zgadza się mam czesto stany bardzo silnego napięcia nerwowego, wtedy potrafie
                cały dzień nic nie jeść ale wieczorem wrzucam w siebie jak w smietnik a
                pózniej............
                Zawsze po wymiotowaniu mam chyba spadek cukru bo musze wtedy koniecznie zjeść
                coś małego ale słodkiego. - nawet łyzeczke miodu.
                Pracuję, uczę się jeszcze i wychowuję dziecko to wszysko się tak nawarstwiło że
                niekeidy nie daje rady.
                Ale co tam damy radę!!!
                Liza napisz mi cokolwiek na temat tej terapi może to mnie do czegoś przekona .

                pozdrawiam
                • Gość: liza Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.04, 02:36
                  Może jednak lepiej sobie nie obiecywać,że to ostatni raz,że już nigdy. To chyba
                  frustruje, gdy nie wychodzi. A rezultat żaden. Ja nigdy nie wiem jaki będę
                  miała dzień, niczego nie zakładam. Tak jak nie wiem kiedy objawy miną
                  bezpowrotnie. Wierzę, że nadejdzie moment, że nie będę potrzebować tego robić w
                  ogóle. Jest coraz lepiej - teraz siedzę sobie z pełnym brzuszkiem ryżu który
                  zjadłam powolutku. Zero napędu, jestem bardzo wyciszona. I to chyba ważne -
                  trzeba próbować jeść kiedy czujemy, że możemy coś normalnie zjeść i zatrzymac
                  dla siebie. Zauważyłam jakiś czas temu, że jak jest mi strasznie źle,
                  niekoniecznie zaraz muszę coś zjeść i wyrzygać - (u mnie najlepiej gdy są to
                  pączki, wtedy napradę czuję, że rzygam)- coraz częściej potrafię inaczej
                  odreagować.Razem z lekarzem zastanawialismy się jeszcze na początku leczenia
                  jaki może być inny odreagowywacz, jakiś zamiennik. Długo nie mogliśmy go
                  znaleźć. Żadna piłka antystresowa, żadne notatki (potrafiłam zrobić dziurę w
                  notesie na wylot, po czym pobiec żreć i rzygać). Czasami są to sztangielki -
                  ćwiczenie bicepsów, wyjście na spacer(w kierunku, w którym nie ma sklepów
                  spoż.).A najczesciej... po prostu stałam sie nie wrażliwa na bodźce które
                  wcześniej wywoływały objawy.

                  Moja terapia/-e...
                  Najpierw zgłosiłam się do lekarza psychiatry na terapię indyw., behawioralno-
                  poznawczą. Psychiatra kojarzył mi się do tej pory z filmami ameryk., z kanapą i
                  wynurzaniem. Zanim weszłam poraz pierwszy do gabinetu kpiłam sobie w duchu że
                  zalegnę na kanapce, zamknę oczy, zacznę opowiadać co mi się przytafiło w
                  dziecińswie, a lekarz stwierdzi że to miało wpływa na mój obecny stan,
                  zainkasuje okrągłą kwotę, umówi na wizytę, jedną,drugą, następną. Z
                  perspektywy czasu ... wiecie - każdego wysłałabym na terapię....

                  Ale kontynuujac - gdy się zgłosiłam na leczenie, byłam w złym stanie, chociaż
                  nie zdawałm sobie z tego do końca sprawy. Lekarz zdiagnozował dodatkowo stany
                  lękowe i depresyjne. Brałam bioxetin - nie pomagał. Bo brałam go i nie brałam -
                  napadowo bałam się, że mi siądzie wątroba. Od początku jechałam tez na środkach
                  nasennych. Prowadziłam dzienniczek w którym notowałam co zjadłam danego dnia,
                  jakie towarzyszyły temu emocje.Jeśli zwracałam - jakie dochodziły do głosu
                  emocje przed atakiem. Zbuntowałam się przeciwko spisywaniu relacji z moich
                  posiłków niemal od razu. W ogóle mi sie ten pomysł nie podobał. Przypomniał mi
                  sie okres stosowania jakiś diet, bałam się, że będę cały czas myśleć o
                  jedzeniu. Trud notowania, pomimo, że tylko około dwumiesięczny (postanowiłam na
                  swoim)nie poszedł jednak na marne. Zaczynałam wyłapywać związki pomiędzy
                  emocjami i nagłym napędem. Wcześniej nie wiedzialam dlaczego to robię, czemu
                  służy to przeczyszczanie. Myslałam, że tak mam - jem, bo jestem łakoma, a potem
                  pozbywam się jedzenia. Co prawda jeszcze przed terapią zdałam sobie sprawę, że
                  wymiotowanie przynosi mi jakąś ulgę, jakby oczyszcza, ale to było tak mało
                  namacalne, tylko takie odczucia w całym zawirowaniu i totalnym pogubieniu. Tak
                  więc zaczęłam przede wszystkim uczyć się nazywać emocje. To dziwne, wydawać by
                  się mogło że znamy całą gamę emocji, potrafimy je zdefiniować...ja jakoś na
                  początku nie umiałam odpowiedzieć doktorowi co czułam zanim pojawił się napad.
                  Po prostu napięcie, pęd i fru - najpierw to lodówki, potem do kibla. A
                  najczesciej były to panika, lęk, zdenerwowanie, rozpacz, bezsilność, poczucie
                  samotności. Jakoś powoli wszystko zaczęło tworzyć jakąś zwartą masę w tym całym
                  galimatiasie, zaczęło być czytelne i wyłapywalne.

                  Do czasu podjęcia leczenia wymiotowywałam raz dwa razy w tygodniu, czasami
                  pięć, sześć. Nawet nie wiem dokładnie, tak mi się wydaje z perspektywy czasu.
                  Gdy straciłam pracę, jakieś trzy miesiące przed rozpoczęciem leczenia objawy
                  się nasiliły, jednak przyczyny dopatrywałam się w większej ilości wolnego
                  czasu. Mega-nasilenie nastąpiło w trakcie terapii - kiedyś nie wyobrażałam
                  sobie że można wymiotować codziennie, wielokrotnie. A jednak. To mnie
                  przerosło. "Musiałam" niemal kazdego dnia. Coś sobie uświadamiałam, coś
                  odkrywałam, coś mnie przerażało po każdym seansie. Wielokrotnie czułam, że coś
                  się "zadziało" , że poddaję się jakimś głębokim przemianom. To było
                  najważniejsze. Zdrowiałam wewnętrznie. Ale o harmonii nie było jeszcze mowy.
                  Raz stan euforii, raz totalna niemoc, apatia, zaleganie w łóżku. Na tym etapie
                  dopuściłam do swojej największej tajemnicy mojego narzeczonego -powiedziałam mu
                  o wieloletniej bulimii. To przyszło samo - nagle - musiałam mu powiedzieć (w
                  szóstym roku bycia razem). Nie byłam już teoretycznie sama ze sobą, z tym
                  spadaniem w przepaść, lękami, płaczem, histerią. Mój narzeczony nie był jednak
                  podporą, bardziej mi przeszkadzał niż pomagał w zdrowieniu. Zdecydowałam się na
                  leczenie w szpitalu psychiatrycznym, na oddziale depresji i nerwic. Byłam chuda
                  (czego nie widziałam), słaba, wiecznie zarzygana. Czułam się chora fizycznie.
                  Nie lubię oglądać swoich zdjęć z tamtego okresu. Zajęcia w szpitalu:
                  muzykoterapia, terapia zajęciowa, a przede wszystkim terapia grupowa zrobiły
                  swoje. Rzygałam jak kot, ale w łepetynce się nadal zmieniało, układało,
                  porzadkowało. Wyszłam podbudowana, jeszcze chudsza, ale optymistycznie
                  nastawiona do świata. Zapragnęłam ulepszać, zmieniać, zdobywać. W efekcie paru
                  niepowodzeń mój stan się pogorszył.Nadal chodziłam na terapię do mojego pana
                  doktora. Pojawiły się myśli samobójcze. Pan doktor myślał o ponownej
                  hospitalizacji. Zdecydowałam się jednak na oddział dzienny - Trzy miesiące
                  terapii grupowej z ludźmi mającymi różne objawy. Znowu przeżywałam momenty
                  euforii, zwątpienia, wściekłość na terapeutów, znowu radość, złość. Raz było
                  lepiej, raz gorzej. Na koniec zdecydowanie lepiej. W głowie jaśniej, inaczej. Z
                  niedowierzaniem liczyłam dni bez objawów - jeden, dwa, trzy. Niesamowite.
                  Pozostała większa wiara w siebie, inne spojrzenie na wiele spraw. Odkąd
                  zaczęłam lepiej traktować siebie zauważyłam że jestem lepiej traktowana przez
                  innych. Nadal jestem "dziewczynką", ale już doroślejszą. Objawy nie ustąpiły
                  całkowicie, ale jest super. Wreszcie przytyłam. Z 45-ciu do 52. Lubię swoje
                  krągłości-mini, aczkolwiek nie chcę być gruba. Przez tyle lat nie jadłam
                  normalnie.Boję się, że teraz zamienię się w kulkę. Nagle zaczęłam móc jeść
                  i...nic. Głowa mówi - nie, po co rzygać, przeciez nie potrzebujesz. I tak jest
                  coraz częściej. Niesamowite jest też to, że po wielu latach wegetarianizmu
                  nagle wzięłam nieoczekiwanie wędlinę do ust, zapachniały mi i szynki i
                  kiełbasy i pasztety. I ptasie mleczko którego, jak mi sie wydaje nie znosiłam.
                  Albo sobie wmówiłam. Tak pewnie też było z mięsem. Na zjedzenie tego
                  drugiego "do końca" nie mam jeszcze wewnętrznego przyzwolenia. Jak to
                  wytłumaczyć? Czy rzeczywiście kiedyś w przypływie dbałosci o sylwetkę wmówiłam
                  sobie że nie lubie pewnych rzeczy, a teraz coś się odblokowało w podświadomości
                  i nieoczekiwanie pseudo-nielubiane artykuły same powędrowały do buzi?

                  Ot i tyle. Wychodzenie z choroby jest zapewne sprawą indywidualną, każdy
                  zapewne wychodzi inaczej. Może jedni szybciej, inni wolniej, bardziej lub mniej
                  gwałtownie. Ja osobiście wiem, że jestem na takim etapie, że nie jest możliwe
                  abym zrobiła wielki "w tył zwrot". Nie na tym etapie wewnętrznych przemian. To
                  naprawdę stało się jakoś tak, jakby poza mną, bez obiecywanek-cacanek,
                  przyżeczeń, trenowania silnej woli.

                  Aha. I jeszcze jedno. Nigdy nie dotarłam do Włodawca - psychologa
                  specjalizującego się w zaburzeniach odżywiania. Przyznam, że niejednokrotnie,
                  nienawidziłam mojego psychiatry który wydawał się taki odległy, taki obcy. My-
                  bulimiczki potrzebujemy wsparcia, ciężko nam gdy zostajemy same z problemem,
                  osamotnione. A takie jest podejście lekarzy, może samej terapii behaw.-pozn
                  (nie wiem) - nie angażują się, często nie odpowiadają na zadane pytan
                  • Gość: liza, cd Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.04, 02:53
                    chyba sie nie zmieściło,dobrze że skopiowałam przed wysłaniem...

                    Tak więc jak pisałam o psychiatrach- często nie odpowiadają na zadane pytania,
                    przybierają maskę...nie wiem...jakąś nieprzenikliwą. Ja np. wychodziłam z
                    terapii nieprzytomna i wracałam do domu pełna lęku. Znikąd pomocy, zero rad,
                    wskazówek, czegokolwiek. Coś zostało rozgrzebane, pozostawione do następnego
                    tygodnia. Zapewne miało to i dobre strony. Bo wiele swojemu Doktorowi
                    zawdzięczam. W końcu przetrwałam jak widać no i wyszłam na prostą.

                    Gdybym jednak miała wybierać jeszcze raz to nie wiem czy nie wybrałabym
                    łatwiejszej, mniej bolesnej drogi - wspomnianego "ludzkiego" Włodawca,
                    prowadzącego dialog. Zresztą sama nie wiem. LICZY SIĘ EFEKT KOŃCOWY A JA JESTEM
                    W ZDECYDOWANIE LEPSZEJ FORMIE.

                    Kochane! Namawiam Was goraco do leczenia. Droga może ciernista, wyboista, ale
                    jakoś piękna, odkrywcza, Wasza. Nie oddałabym tego co przeżwałam przy
                    dochodzeniu do pewnych prawd nikomu. To niesamowite doświadczenie w życiu,
                    uczymy się siebie, poznajemy, zaczynamy dbać, troszczyć, cenić. Bardzo bardzo
                    trzymam za Was kciuki.

                    Ptasie mleczko na dobranoc, myję ząbki. I do łóżeczka. Przepraszam,jeżeli
                    przynudzałam.
            • kruszi Re: Moja Bulimia 13.10.04, 21:12
              Witaj WIKI!
              Niestety nie jest tak kolorowo, że ból w okolicy mostka przy bulimii to tylko
              przypadek. Ja też borykam się z tym problemem dość długo, bo prawie 10 lat.
              Studiuję psychologię (może paradoksalnie, a może nie) i ostatnio dowiedziałam
              się, że bulimia nie jest największym zagrożeniem ani dla gardła, ani dla
              żołądka, ale właśnie dla serca. Nie zdziwiło mnie to bardzo, bo chyba każda z
              nas odczuwa wycięczenie po intensywnym wymiotowaniu, a dodatkowo od terapełtki,
              u której od niedawna się leczę, a która specjalizuje się zaburzeniami łaknienia
              dostałam polecenie zrobienia dokładnych badań serca. Zdarzają się przywiezienia
              na oddział bulimiczek z zapaścią serca, spowodowaną właśnie wymiotami. Trzymaj
              się:o)
    • Gość: acha Re: Moja Bulimia IP: *.farnham.ac.uk / *.farnham.ac.uk 24.03.04, 10:54
      ... ja tez sie z niá borykam od 6lat... - NIESTETY. Ja nie mam odwagi
      powiedziec komukolwiek o mojej chorobie - wie o niej tylko kilku moich
      najblizszych przyjaciól. Nawet moja rodzina o tym nie wie - chyba boje sie ze
      nie zostane zrozumiana!!! 9 MIES. TEMU ZDECYDOWALAM SIE POWIEDZIEC O TYM
      LEKARZOWI. Psychiatra skierowl mnie do szpitala - 9 tygodni pobytu na oddziale
      nerwic (klinika psychiatrii - fajnie brzmi, no nie - ale na poczátku bylam
      przerazona). Tam poczátkowo moja bulimia sie poglebila, mielismy zbiorowe
      akcje 'zarcia'. Tam sie dowiedzialam m.in. ze skutki leczenia moga sie ujawnic
      jutro, pojutrze, za rok a moze dopiero za kilka lat. Ja po okolu 1-2mies.
      przestalam wymiotowac - poprostu!!!! - niechcialo mi sie juz tego robic
      poco??? Ale teraz znowu sie chyba zaczyna, po 6 mies. znowu zaczynam
      wymiotowac... CO JA ROBIE?!?!?! -JA JUZ NIECHCE .... - POMÓZCIE MI!!!!
    • Gość: oNa 16 Re: Moja Bulimia IP: *.crowley.pl 24.03.04, 18:44
      przeczytałam wszystkie wasze wypowiedzi tutaj. Ja tez cierpie już na tą chorobę
      ale z porównaniem do was do krótko .. to trwa już około 6 miesiecy .. jem
      straszne ilości potem i de do kibla i wymiotuje .. na poczatku było mi z tym
      dobrze i cieszyłam się .. bo wtedy byłam na diecie nie jadłam niczego poza
      małymi porcyjkami obiadu ..zero słodyczy .. nio ale w końcu doszłam do
      wniosku że jestem już wystarczająco chuda bałam się anoreksji ..zaczołam
      jeść .. wtedy wszystko zaczeło mi strasznie smakować nie umiełam się
      powstrzymać przed batonami pizzą .. miałam wtedy dobry chumor ..chyba myslałm
      ze już nigdy nie zgrubnę...ale wtedy się zaczeło .. niewcodziłam już w
      spodnie wszyscy mi mówili że zgróbła ..a ja nadal nie umiałam powstrzymać
      sie od jedzenia .. grubłam ale jeszcze wtedy nie wymiotowałam .. ale nie
      wiem jakimś trafem doszło do mnie ze ja przecież mogę to zwymiotować i tak
      właśnie zaczełam robić... spodobało mi sie .. wiedziałam ze to prowadzi do
      bulimi ale chciałam jednoczęnie jeść i być chudą .. powiedziałm sobie że jak
      tylko minie mi ten apetyt to przestane ... ale już jest cieszko bo nie umiem
      sobie ztym poradzić .. Boję sie bardzo bardzo... nikt o tym nie wie a ja
      czuję sie fatalnie . dajcie mi jakąś rade prosze tylko nie każcie mi iść do
      lekarzy ani nikomu teggo powiedzieć bo i tak tak nie zrobie

      i jeszcze prosze powiedzcie mi jak to widać na zębach bo zrobiły mi inne ..

      ratunku
      • Gość: zzz Re: Moja Bulimia IP: 80.72.37.* 12.04.04, 17:57
        > Boję sie bardzo bardzo... nikt o tym nie wie a ja
        > czuję sie fatalnie . dajcie mi jakąś rade prosze tylko nie każcie mi iść do
        > lekarzy ani nikomu teggo powiedzieć bo i tak tak nie zrobie

        Taaaak. Najlepiej jakieś proste zaklęcie, które pozwoli bez wysiłku, raz na
        zawsze uporać się z problemami z jedzeniem...
    • zzztop Re: Moja Bulimia 25.03.04, 21:36
      Świetne wyniki w leczeniu daje homeopatia, to też co prawda może potrwać, ale
      medycyna konwencjonalna tez ma Wam niewiele do zaoferowania w kwestii szybkiego
      ozdrowienia. Terapia homeopatyczna jakieś 5 lat dosłownie wyciągnęła znad grobu
      moją koleżankę, bulimiczkę z 8 letnim stażem. To był dramat lekarze odesłali ją
      ze szpitala na jej własną i rodziców prośbę - po prostu chcieli, żeby umierała
      w spokoju i w domu, nie wśród szpitalnych rurek... Zrządzenie losu, że ktoś io
      nich wspomniał o homeopatii. Aśka teraz studiuje sobie radośnie we Francji.
      Polecam.

      Zocha
      • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.03.04, 23:30
        Nawet jeżeli to prawda - w co wątpię - to nie pisz tego. Z tego co rozumiem nie
        jesteś bulimiczką, nie dla Ciebie zatem jest to forum.Czytaj, wiedz co to jest
        ale nie zabieraj głosu. Może przez Ciebie kilka z nas nie pójdzie do
        lekarza...A bulimii nie leczy się ani lekami ani homeopatią.To wszysrtko są
        tylko środki wspomagające. Ja biorę leki ale nie dzięki nim lecenie daje
        efekty. Pozdrowienia dla Aśki...
        • zzztop Re: Moja Bulimia 26.03.04, 02:47
          Jak możesz tak pisać? Czy trzeba mieć w papierach diagnozę, żeby tu wejść? Co
          to jest bulimia, wiem, niestety, aż za dobrze... Chciałam Wam po prostu pomóc
          dzieląc się z Wami doświadczeniem mojej koleżanki i moja osoba jako taka nie ma
          tu nic do rzeczy! Nie możesz krzyczeć na dziennikarza za to, że przekazuje Ci
          wiadomość o czymś. Nie napisałam, że macie nie chodzić do lekarza, ŻADEN
          rozsądny homeopata na to nie pozwoli. ŻADEN. A środki wspomagające są w
          niektórych przypadkach nie do przecenienia. Homeopatia nie leczy ciała, leczy
          głowę i dlateo uratowała mi życie, bo z Aśką leżałyśmy w jednej sali w szpitalu
          i ja też się załapałam. Żyję tylko dzięki temu i psychoterapii przeprowadzonej
          przez mądrego lekarza. Więc na drugi raz nie mów "z tego, co rozumiem", tylko
          zapytaj po prostu. Chcę Wam pomóc, bo wiem, jaka to straszna choroba, natomiast
          problemem wielu z nas jest to, że nie chcemy dać się leczyć. Ja miałam ten sam
          problem.
          • Gość: WIKI Re: Moja Bulimia IP: 81.219.226.* 26.03.04, 15:40
            Witam!
            jakis czas mnie tu nie było ale nie miłam czasu i chęci na pisanie.Przez jakis
            czas długo zastanawiałam się nad tym wszystkim , rozumie was wszystkich i
            prawda jest że kazda z nas przezywa to na swój sposób. Ja niestety nie dorosłam
            jeszcze do tego aby iść do lekarza, ale i tak zrobiłam wielki krok w swoim
            zachowaniu. zaraz wam opowiem.
            choruje od bardzo dawna co juz wiecie i przez ten cały czas nikomu o tym nie
            powiedzialam. Dawałam oczywiście moim zdaniem wyrazne sygnały ale nikt nie
            rozumiał. najbardziej zalezało mi na tym zeby domuslił sie ktoś z najblizszego
            mojego otoczenia i nic. Ale musze powiedzieć, że ostatnio zdecydowłam sie
            pierwzsy raz w zyciu powiedziec o mojej bulimi mojemu znajomemu. Chyba
            zdecydowałam sie na to tylko dlatego ze bardzo rzadko go widze i wiem ze nikomu
            nie jest w stanie niczego powiedzieć. Odwazyłam się i powiedzialam mu o tym (
            acha kiedyś ten facet był moim partnerem) było ciezko i z płaczem, ale jakos
            dałam radę. Teraz nie wiem czy czuje sie lepiej ale wykonałam pierwszy krok aby
            sama przed kims sie wygadać. Nie potrafiłam mu niczego obecać czy tez
            wytłumaczyc dlaczego tak jest ale on to chyba? zrozumiał. Nie wiem jak teraz
            bedzie na mnie patrzyl, moze bedzie mnie teraz obserwował. Zobaczymy.
            Wiem jedno znalazłam odrobinę odwagi zeby powiedziec komus o swoim problemie i
            trektuje to jak 1% mojego sukcesu w tym kierunku. Czy wy tez tak do tego
            podchodzilyscie, myśle ze ja to zrobie małymi kroczkami zanim pójde do lekarza.
            sama musze przyzwyczaić sie do tej mysli ze ktoś inny będzie jeszcze znał moje
            tajemnice.
            Poza tym w moim zyciu nic się nie zmieniło, dalej tkwie w tym w co wdepnęłam.

            pozdrawiam
            • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.03.04, 12:02
              Wiki...To cudowna wiadomość!!!!!!To nie jest 1% sukces.Jest ogromnym
              sukcesem!!!!Już nie jesteś tam gdzie wdepnęłaś. Proszę, nie zawracaj z tej
              drogi.Słabości będą się zdarzać.Ja od kilku dni mam ataki codziennie.Ale nie
              poddaję się.Wierz mi - to naprawdę się zdarza i będzie zdarzać...Jestem z
              Ciebie dumna...Pozdrawiam...I trzymam za Ciebie kciuki...
          • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.03.04, 12:07
            Przepraszam Cię! Ja naprawdę nie chciałam Cię dotknąć. Nieważne, że jesteś
            dziennikarzem.Wiesz zapewne, że bulimiczki są bardzo inteligentnymi i
            wykształconymi osobami. Zrozum, tylko bulimiczka wie, co się czuje kiedy się
            rzyga i co dzieje się minutę potem...Ty tego nigdy nie będziesz
            wiedziała...Dlatego prosiłam Cię, byś tak kategorycznie nie pisała o
            homeopatii. Acha...Bulimia nie jest chorobą - jak to ujęłaś - głowy...To
            troszkę bardziej skomplikowane....Jeśli chcesz nam pomóc to napisz, że się nie
            brzydzisz podać bulimiczce ręki...Pozdrawiam Cię serdecznie...Nie GNIEWAJ SIĘ -
            PROSZĘ!!!!
            • Gość: WIKI Re: Moja Bulimia IP: *.e-wroc.com 27.03.04, 13:34
              Nie wiem aga czy to jest wielki krok wiem jedno chciałam sprawdzić jak ten ktoś
              zareaguje. Nie wiem co sobioe pomyślał w danej chwili czy też co teraz o mnie
              myśli ale wiem jedno na pewno. Od momentu gdy mu o tym powiedziałam przez cały
              czas jak z nim byłam a( całe 3 dni) to mnie obeserwował, czułam sie nieswojo.
              Nawet mu o tym powiedziałam że to ze czasami chodze do WC to nie oznacza że
              zaraz tam wymiotuję, po prostu czasami muszesie wysikac. Obserwował mnie ni
              nasłuchiwał jak byłam w toalecie. On juz wyjechał nie ma go i moje obawy tez
              wyjechały,zresztą jego nie mam się co obawiac
              Chciałam sprawdzic jak ktoś mże zareagować na coś takiego . Oczywiscie najpierw
              ubrałam to w piękne słówka co sadzi o dzie wczynach z takim problemem i takie
              tam .
              Powiedział ze są psychiczne i ze trzeba takie pozamykać . Bałam sie mu
              powiedzieć ale sie odważyłam, i chyba nie żałuję.
              Ale nie wiem czy szybko komuś o tym powiem, jest to moja tajemnicą nie wiem czy
              słodką ale jest . ja sie tego wstydze.




              Własnie dzisiaj ugotowałam pyszny obiadek i starałam się zjeść niewiele ale się
              nie udalo. Nie mogłam się powstrzymać. Zjadłam zupę i drugie danie wszystko
              popiłam soczkkiem i wstałam od stołu .......... wróciłam za 3 min. usmiechnięta
              i zadowolona. Czy tak mam być.Co ja mam zrobić.
              pozdrawiam
            • zzztop Re: Moja Bulimia 27.03.04, 21:07
              A gdzie ja napisałam, że jestem dziennikarzem? Użyłam metafory. Że bulimia jest
              chorobą głowy, ale nie tylko, sama wiem - już Ci mówiłam. Chorowałam. To też
              napisałam, ale pewnie się rozjuszyłaś i nie zauważyłaś:)))). I to się zaczyna w
              głowie, nikt mi nie wmówi, że nie.
              Nie wstydzę się podać ręki nikomu poza komunistami, a już Wam szczególnie -bo
              też przeszłam przez to piekło. Chciałam się tylko podzielić wiadomością o tym,
              co mi pomogło się wydostać z tego syfu, jestem chyba jednak troszkę starsza od
              Was i chyba jednak nieco bardziej doświadczona, w związku z wiekiem. Zrozum,
              dziewczyno, chcę Wam p-o-m-ó-c, bo z tego, co zauważyłam, wiele dziewcząt tutaj
              jeszcze nie chce się leczyć... Też to na pewno to zauważyłaś... A potem będzie
              za późno... A te wątki, w których dziewczyny dzielą się sposobami na rzyganie,
              to powinny być usuwane niczym wirusy w kompie. Absolutnie się nie gniewam i też
              Cię mocno pozdrawiam!
            • Gość: maya Re: Moja Bulimia IP: *.sim.art.pl 27.03.04, 23:42
              mam 21 lat,studiuje psychologie i choruje na bulimie.pewna
              siebie,komunikatywna,zaradna,niezalezna,towarzyska..wy to znacie.juz nie
              moge.powiadzialam paru osobom,ale nie spotkalam sie z reakcja jakiej -chyba..-
              oczekiwalam.a czego oczekiwalama?nie wiem...-tego,ze ktos zajmie sie mna jak
              chorym dzieckiem,ze ktos bedzie pilnowal,strzegl przed mna sama.sily..pomocy?
              dostalam zrozumienie,ale chcialam pomocy:(mam wrazenie ,ze mowienie o tym
              komukolwiek niczego nie zmienia.za kazdym razem oczekiwalam przelomu,naglej
              zmiany-na lepsze oczywiscie.a bylo jak dawniej.
              choruje od dwoch lat.pare miesiecy temu mialam okres(kilka tygodni),ze sobie
              radzilam bez.wymioty byly sporadyczne,raz,dwa razy na tydzien,nawet
              rzadziej.trzymalam sie diety,schudlam,nabralam sil...wszytsko wrocilo,a ja juz
              nie mam ,nie potrafie znalezc w sobie tej sily co wtedy.tej
              wiary,samozaparcia,motywacji.czuje jak sie krusze-fizycznie,no i przede
              wszystkim psychicznie.nie wiem co robic.
              pare lat temu zmarl moj ojciec,a ja dopiero ostatniego lata zrozumialam jego
              smierc.rok pozniej moja mama miala ciezki wypadek,a ja w klasie maturalnej
              musialam sobie radzic sama.oczywiscie wrodzona duma nie pozowlila mi plakac i
              prosic o pomoc.poradzilam sobie.w koncu nie dostalam sie na studia.a przeciez
              wszyscy byli przekonani,ze mi sie uda.nie udalo,a ja sobie z tym nie
              poradzilam...poczas roku spedzonego w domu...Boze-to byl koszmar.zachorowalam
              na depresje,balam sie ludzi i odbic w lustrze czy wystawach sklepowych.
              bola mnie dziasla,zoladek,mam pocharatane dlonie,zawroty glowy.
              powiedzcie mi cos co sprawi,ze nabiore sil na walke.
              • Gość: WIKI Re: Moja Bulimia IP: *.milicz.jarsat.pl 28.03.04, 11:33
                Masz rację maya to nie jest forum dotyczące najlepszych sposobów na
                wymiotowanie, ja też znalazałam się tu dlatego że zaczełam rozumieć co się
                dzieje ze mną . Wsydze się tego i wiem że sama sobie z tym nie poradzę. Dlatego
                tu jestem. Nie mam odwagi iść do lekarza i mu o tym powiedzieć.Nie wiem co z
                tego wyjdzie w przyszłości mam świadomość tego że popełaniam wielki bład, ale
                to jest jak nałóg, nie potrafię się z niego uwolnić.
                pozdrawiam
                • Gość: lou Re: Moja Bulimia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.03.04, 01:25
                  Witajcie :) Tez jestem bulmiczka. Mam 34 lata i 13 lat bulimii na koncie. Z
                  rozna intensywnoscia: od dwoch-trzech razy w tygodniu, do codziennie. Leczylam
                  sie kilka lat temu... krotko. Tak sie zlozylo, ze na terapie moglam poswiecic
                  tylko kilka miesiecy (pomine szczegoly, dlaczego tak dziwnie sie zlozylo).

                  W czasie tej terapii przepracowalam moje dziecinstwo i mlodosc. Wtedy po raz
                  pierwszy i ostatni w zyciu opowiedzialam komus wszystko o swoim zyciu. Nie
                  plakalam wtedy - wylam. Po raz pierwszy oplakalam swoich rodzicow (stracilam
                  ich, bedac dzieckiem, w wyjatkowo dramatycznych okolicznosciach; nie
                  oplakalam), po raz pierwszy rozmawialam z kims o przemocy w domu, o zlym
                  zwiazku w jaki sie uwiklalam... To ostatnie wydarzylo sie chyba nieprzypadkowo?

                  Nadal nie wiem, gdzie lezy przyczyna mojej choroby - za krotko trwala terapia.
                  A jednak pomogla mi na dlugo - chyba na rok... Z cala pewnoscia warto sie
                  leczyc, nie wiem czy samodzielnie mozna wyjsc z tego bagna.

                  Jestem wdzieczna autorce za rozpoczecie tego watku - wspolne doswiadczenia i
                  przemyslenia sporo daly mi do myslenia. Niemal idealnie pasuje do "portretu"
                  bulimiczki. Mam w sobie wiele z dziecka, wygladam duzo mlodziej niz moje
                  rowiesniczki, wrazliwa (wszystkie to wiemy), zajadam strach, stresy i samotnosc
                  (tego nigdy nie analizowalam, choc podswiadomie "czulam"). Oczywiscie, nikt nie
                  wie o mojej chorobie. Stale wahajaca sie wage utrzymuje w ramach normy z
                  tendencja do "kraglosci".Samodzielna, b.silna zzewnatrz, inteligentna.
                  Prestizowa praca... A jednak mam poczcie, ze nie kontroluje swojego zycia, ze
                  gdzies sie zgubilam...

    • Gość: Alex Re: Moja Bulimia IP: *.man.czest.pl 13.04.04, 12:42
      Przeczytałem Twój list z uwagą i myśle że jesteś osobą u której moge zgłosić
      się po pomoc. Problem z bulimią ma moja dziewczyna, która chodziła już do 2
      psychologów i żadennie pomógł jak należy. Myśle że mogłabyś mi podpowiedzieć
      jak pomóc jej w tej chorobie cywilizacji, bo tak ją chyba moge nazwać.
      Odpowiedz jest banalna nie wymiotować, ale tojest trudniejsze od niej samej,
      cheć zjedzenia tego a potem bieg przełajowy do WC. Zamknięcie lodówki odpada,
      bo jest jeszcze rodzina która musi coś jeść. SAm jestem na studiach
      psychologicznych ale to wszystko jest ponad mije siły a nie chce jej
      skrzywdzić. Ona jest człowiekim a nie zabawką mechcaniczną tak jak w poradii
      psychologicznej niektórzy pacjenci się czują. Z niecierpliwoścą czekam na
      jakąś pomoc z Twojej strony.
    • Gość: Edi Re: Moja Bulimia IP: *.isuzu.pl 24.04.04, 14:30
      Choruję od 12 lat. Mam 29.
      Mam za sobą różne okresy. Czasami raz w tygodniu, czasami codziennie. Ale
      pamiętam też czasy kiedy po siódmym razie tego samego dnia przed oczami
      migotały mi kolorowe światełka...
      Generalnie mogłabym pisać i pisać o tym co przecież same wiecie. A nie dlatego
      tu jestem.
      Otóż u mnie nastąpił przełom rok temu. Nadal mam bulimię ale jest zupełnie
      inaczej. Po kolei:
      Byłam mamą dwu-latka kiedy przez przypadek weszłam na forum dotyczącym bulimii
      (niestety to forum już nie istnieje). Natknęłam się na wątek rozpoczęty przez
      umierającą bulimiczkę. Jakieś 250 postów. Rak przełyku.
      To był wstrząs. Przebeczałam całą noc. Dziewczyna miała za sobą osiem lat
      bulimii, a ja wtedy 10!! Myślałam tylko o moim synku. Co ja mu robię!!
      Następnego dnia zgłosiłam się do psychologa (po raz pierwszy)i przestałam
      wymiotować. Zrobiłam też gastrokopię - wykazała wiele zmian (refluks żołądkowo-
      przełykowy, refluks żołądkowo-dwunastnicowy, zwiotczenie przełyku itd).
      Zaczęłam brać tabletki.
      Z psychologa zrezygnowałam po dwóch miesiącach. Raczej mnie dołował i nie
      widziałam żadnych efektów (może to był mój błąd?). Po tym jak zapytał co złego
      widzę w rozwodach (sugerując, że powinnam się rozwieźć) więcej już tam nie
      poszłam.
      Po skończeniu zapisanych tabletek nie poszłam na umówioną wizytę do gastrologa.
      Było mi wstyd za tą bulimię. Na pierwszej wizycie bardzo źle mnie potraktował.
      Po pół roku znowu zwymiotowałam. Tylko tak wyjątkowo. Potem znowu. I znowu.
      Chciałam znowu poczytać to forum, ten wątek o umieraniu. Żeby mieć motywację.
      Ale forum już nie było. Więc zaczęłam sobie tłumaczyć, że to pewnie nie prawda.
      Że ktoś podszywał się pod chorą dziewczynę i miał ubaw.
      I tak sobie znowu beztrosko (a właściwie bardzo trosko - same wiecie)
      wymiotowałam, aż nagle ...ból za mostkiem. Naprawdę ostry. Przewlekły.
      Powtarzający się. Gdzieś od miesiąca.
      Więc myślę oczywiście, żeby pójść do lekarza (innego!), ale się boję. A w
      miedzy czasie zaliczam "ostatnie razy". To dołuje mnie zupełnie i koło się
      kręci. Teraz już najbardziej boję się o moje zdrowie (mój synek..) a nie o to
      jak wyjśc i czy wyjdę z bulimii.
      Dziś przeczytałam wasz wątek i po raz pierwszy spotkałam dziwewczyny z tak
      długim "doświadczeniem" jak ja. Myślałam, że tylko ja jestem dinozaurem.
      Dziewczyny! Co z Waszym zdrowiem? Czy macie takie objawy jak ja?
      • Gość: lou Re: Moja Bulimia IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.04.04, 23:36
        Nie badalam sie pod kontem utraty zdrowia, wiec nie wiem... Maly sukces to
        zeby: nadal OK. Niewielke ubytki, mniejsze niz srednia "bezbulimiczna" w moim
        wieku.

        Ale przy okazji pytan chcialabym porownac Wasze doswiadczenia ze swoimi -
        skoro wszystkie mamy wieloletnie zmagania na koncie...

        Kiedy zaczynaja sie Wasze ataki: jestescie np. zdenerwowane, zdolowane czy moze
        macie duzo czasu i blakacie sie miedzy kuchnia a pokojem?
        Czy jedzenie sprawia Wam przyjemnosc (w ogole i w czasie atakow)? Co jecie
        kiedy "sie zaczyna" (cokolwiek, co jest w domu czy raczej wybiegacie po cos
        dobrego)?
        Czy i w Waszym przypadku najskuteczniejszy srodek "zapobiegajacy" to nadmiar
        zajec poza domem?
        • Gość: Edi Re: Moja Bulimia IP: *.isuzu.pl 26.04.04, 09:09
          Jest dokładnie tak jak piszesz.
          Mój największy wróg to pobyt samej (lub tylko z dzieckiem)w domu.
          Brak "pasjonujących" zajęć".
          Poza domem jest znacznie łatwiej.
          Zazwyczaj wcale nie jestem zdołowana, po prostu nie mam pilnych zajęć.
          Najgorsze jest to, że wtedy nie potrafię myśleć o niczym innym, tylko żeby coś
          zjeść. Na początku coś dobrego a potem cokolwiek. Byle jeść.
          Ostatnio, ponieważ boję się o zdrowie (brzuch ciągle boli..) jest lepiej z
          wymiotowaniem. Ale za to z jedzeniem problem jak był to jest nadal.
          Codziennie obiecuję sobie, że od jutra już nie będę sie najadać. Ale robię
          wprost przeciwnie.
          No i przytyłam sobie przez to ostatnio - bo jem jak jadłam a nie wymiotuję. Mam
          z tego powodu niezłego doła (ilekroć sobie przypomnę;-)
          Ale tak generalnie to myślę, że bulimię mam nie dla tego, że w danym momencie
          czuję się zdołowana, ale dlatego, że w ogólnym rozrachunku czuję się jednak
          nieszczęśliwa. Moje małżeństwo nie jest takie jak wymarzyłam. Jestem nim
          rozczarowna ale walczę jak lwica, żeby jednak przetrwać i je zbudować od nowa
          (chodzi o mnie bo mąż bardzo mnie kocha) - to z powodu dziecka. Czasami jednak
          ta walka mnie przerasta i czuję się tak potwornie NIESZCZĘŚLIWA......
          • Gość: Liza Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.04, 18:05
            Chyba wchodziłysmy na to samo forum. Też czytałam o dziewczynie która miała
            raka przełyku.Jednak ja byłam wtedy na takim etapie, że nic nie było w stanie
            mnie przestraszyć. Uff jakis czas temu spłodziłam tutaj dwa długie posty. Chyba
            było mi to potrzebne - taki rozrachunek - co było, a co jest obecnie. Pytasz o
            dolegliwosci i zmiany somatyczne. Jak na 33 letnią bulimiczkę z wieloletnim
            stażem chyba mam sie dobrze. Zęby na swoim miejscu-chociaż językiem wyczuwam
            wyżłobienia w górnych trójkach. Żołądek boli mnie okresowo, mam często wzdęty
            brzuch. Hormony rozregulowane, kłopoty z nadmiernym owłosieniem i cerą. Suche
            dłonie, słabe włosy. Ponadto - Kłopoty z pamięcią, częsta dekoncentarcja,
            drażliwość, nerwowość
    • Gość: Ola Re: Moja Bulimia IP: 212.160.108.* 04.05.04, 09:56
      Czesc!Szczerze mowiac nie wiem dlaczego to pisze, moze dlatego ze nie jestem
      pewna...
      Mam 24 lata, ponoc nie jestem gruba, ale wciaz widze zwalki tluszczu na moim
      brzuchu...no i jeszcze moja kolezanka ktora tak bardzo schudla i jest tak
      bardzo zgrabniutka...moze za bardzo, ale ja tez bym tak chciala...
      Czasami czuje sie jak glupia nastolatka, dla ktorej nie liczy sie nic jak tylko
      to ile wazy i ile moze schudnac...mimo to nie potrafie sobie odmowic polowy
      kilograma ciasteczek dziennie0bo przez caly dzien tyle sie uzbiera...Teraz jak
      pisze jest dziesiata rano, a ja juz zdazylam 3 razy isc do sklepu, kupic i
      zjesc ciastka, kanapki i obiad, ktory mial byc dla mamy...Ale dlaczego nie
      potrafilam sie powstrzymac?Wiem ze teraz jak skoncze pisac to pojde do
      lazienki, zwymiotuje i bedzie dobrze...nie bede pelna...wrecz przeciwnie...nie
      przytyje...
      Senes juz na mnie nie dziala, nie wiem czy sa jakies inne mocniejsze
      przeczyszczajace-boje sie je brac, bo moge sobie uszkodzic jakies narzady...ale
      paranija...wymiotami tez...tyle ze do nich sie przyzwyczailam...
      Napiszcie mi co zrobic by miec wiecej motywacji i silnej woli by sie noie
      objadac...Prosze...odpiszcie na busola@buziaczek.pl
      • Gość: olimp Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.04, 10:26
        Witam.
        Przez przypadek w zasadzie trafiłam tutaj.Choruję od 3 lat.Równo...bo zaczęło
        się w maju...od lutrgo połykam Seronil.na początku było super.ta euforia,że
        mogę wsztsko,że nie rzygam,że teraz będzie wszystko lepiej...nowy
        związek...Tylko,że...teraz co rano budzę się ...i mam wszystko
        w ...nauka...praca...planowany doktorat...obrona...jakieś terminy??przecoież
        jako.ś to będzie...przeraża to mnie bo jestem...byłam osobą
        obowiązkową...wszystko na czas...a nawet przed...teraz apatia i polityka MTJ
        (Mnie to jebie).jestem przerażona.Nie rzygam-fakt...no dobra...rzadko...2 razy
        w miesiącu....przytyłam...ale to raczej dlatego,że rodzice obiecali mi za to
        pieniążki:)jestem szczęśliwa w związku...ale co ja mam ze soba zrobić?nie mogę
        tak dłużej...budzić się kiażdego ranka i stwierdzać MTJ.Boże...jak z tym dać
        sobie rade?dziś postanowiłam odstawić Seronil...niech się dzieje co chce!!wolę
        rzygać niż być rośłiną!!
        • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 05.06.04, 12:42
          Gratuluję, masz to za sobą????Jesteś w pełnym rozkwicie choroby. Zrozum, że
          rzyganie to OBJAW. Masz genialne obiawy bulimii.A te pieniądze za wzrost wagi
          są pomysłem wprost fenomenalnym. Pozdrów ode mnie swoich rodziców. Mogą być z
          siebie dumni. Niezłe metody. Jeżeli w takim domu wyrosłaś, to już wiem dlaczego
          masz bulimię. Lecz się dziewczyno. A seronil jest lekiem, którego odstawianie
          samodzielne może mieć bardzo brzemienne skuki.I jeszcze jedno - nie klnij w
          miejscu publicznym. To właśnie nad takimi emocjami musimy panować jeżeli chcemy
          żyć z bulimią ale na naszych warunkach. Pozdrwiam Cię i życzę rozsądku.
      • Gość: angie Re: Moja Bulimia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 17:01
        ja ja sie ciagle zastanawima czy potrzebuje pomocy czy nie.. mam puste w
        glowie, calkowity chaos... nie wiem czy potrzenuje pomocy... moze to tylko
        p****** postawa jaka przyjelam... moze gram kogos kim nie jestem, a moze jestem
        taka jak setki z was, tylko ze nie rzygam codizennie tylko raz na tydz, raz na
        dwa... czasami wiecej...ale nie tak jak inne... bo czy mzona nazwac bulimia
        chorobe duszy?? czy nienawisc do samej siebie, nieakceptowanie siebie i wrecz
        obsesja na punkcie wlasnego ciala, to juz choroba cyz jeszcze nie.... granica
        jest chyba zbyt cienka zeby moc ja okreslic... moze ja wcale nie potzebuje
        pomocy lekarza...
        • Gość: Ola Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.04, 21:28
          Tak Angie, buli9mią można nazwać chporobę duszy. Nie ważne ile razy się
          wymiotuje, ale to co się dzieje w środku. To coś, co Cię prowadzi do tego i
          włada Twoim wnętrzem. Zgłoś sie do lekarza, by nie było za późno.
          Przez ten cały mentlik, tak Ci sie popieprzy, że będziesz biegałą do kibla
          częściej, bo tak będziesz potrafiła sobie poradzić ze swoim problemem. A to nie
          jest złoty środek...
          pozdrawiam
        • Gość: Aga Re: Moja Bulimia IP: *.dialog.net.pl / 62.87.244.* 05.06.04, 12:45
          Angie - to właśnie jest bulimia.Jest chorobą duszy. Jest chorobą nieakceptacji,
          chorobą niskiej samooceny. Ja rzygam raz na miesiąc w okresie napięcia
          przedmiesiączkowego.Ale jestem bulimiczką.Jestem bulimiczką.Moja dusza
          zdrowieje. Zrób coś dla siebie. Po prostu poproś o pomoc zanim będzie zbyt
          późno.
    • dziewczyna_mickiewicza nie tylko twoja 04.06.04, 14:00
      napisalas cos bardzo waznego. ze o bulimii trzeba powiedziec. ja zaczynalam
      ostroznie. zreszta,calkiem niedawno, jak juz prawie wiedzialam, jak juz
      poznalam sie z moja pania b. na tyle, by wiedziec, ze chce dac jej odejsc.
      jestem swieza post-bulimiczka.
      nie doszlam do twojego etapu choroby... moze dlatego, ze od momentu, gdy
      zdobylam sie na obiektywizm w stosunku do wlasnej osoby, przyswajalam mase info
      o bulimii. i wszystkich jej postaciach. o zaburznieach laknienia.

      i jeszcze jedno. bulimia to nalog - zgadzam sie calkowicie. i iluzja
      bezpieczenstwa. udalo mi sie przelamac ja zanim ona przelamala mnie.

      pozdrawiam serdecznie

      ps. w sygnaturce jest adres miejsca, gdzie napisalam ostatnio cos w rodzaju
      listu do wszystkich, ktorzy z pania b. mieli blizszy kontakt... byc moze komus
      to pomoze...
      • Gość: Aga Re: nie tylko twoja IP: *.dialog.net.pl / 62.87.244.* 05.06.04, 13:04
        adres bardzo mi się nie podoba.Zapoczątkowałam ten wątek i nie chcę tutaj
        takich!!!A z tym czy bulimia jest nałogiem nie musisz się zgadzać. To jest
        odkruycie paru mądrych ludzi, którzy także wskazują jak to
        leczyć.Pozdrawiam.Acha a jeżeli chcesz się podzielić jeszcze jakim piramidalnym
        odkryciem to wypowiedz się tutaj a nie odsyłaj pod adres z wulgarnym wyrazem.
        • dziewczyna_mickiewicza Re: nie tylko twoja 05.06.04, 17:12
          alez prosze cie bardzo, dalej sadz po pozorach.
          widze, ze jakies niezrozumiale oburzenie wzielo u ciebie gore nad rozsadnym
          rozumieniem tekstu pisanego.
          wroc do mojego poprzedniego wpisu i sprawdz - napisalam: "bulimi jest nalogiem-
          zgadzam sie calkowicie". skoro masz problemy z czytaniem, to moze zamiast uczyc
          sie wulgarnych wyrazow w obcych jezykach zacznij od nauki poslugiwania sie
          jezykiem ojczystym.
          tak sie sklada, ze sama jestem bulimiczka i bardzo zabolaly mnie twoje oburzone
          slowa, bo zamiast po prostu sprawdzic, co sie pod tym adresem znajduje,
          skwitowalas to swoim "nie chce tutaj takich". moj blog to moja sprawa, adres ma
          jaki ma - jest tego powod. ja wlasnie z bulimii wyszlam i chcialam siep o
          prostu podzielic tym, jak ja sobie poradzilam z przygniatajacym problemem - byc
          moze moglby komus pomoc.
          ale rzeczywiscie, masz racje - to nie moj watek, wiec zabieram stad swoj
          niechciany wulgarny tylek.

          ps. gwoli scislosci - wszystko, co napisalam w pierwszej odpowiedzi na twoj
          wpis mialo na celu podkreslenie mojej empatii i tego, ze nie jestes sama, ze
          twoja historia nie jest jedyna i w tym sensie nie jest tylko twoja.
          najwyrazniej rzeczywiscie faszerowanie lekami dalo odwrotne rezultaty.
          mimo wszystko pozdrawiam i zycze wytrwalosci.
          • Gość: Aga Re: nie tylko twoja IP: *.dialog.net.pl / 62.87.244.* 05.06.04, 21:23
            Twoje rady oczywiście pozostawiam bez komentarza.Nie odsyłaj mnie do
            szkól.Życzę Ci byś osiągnęła kiedyś na polu nauki tyle ile ja.A język ojczysty
            jest narzędziem mojej pracy.Być może dlatego właśnie walczę z makaronizmami.I
            zapewniam Cię używanie pośród nich wulgaryzmów świadczy o niczym innym jak o
            językowym ubóstwie.I nie rozumiem dlaczego dziwi Cię znajomość obcego języka?
            • Gość: ta od mickiewicza Re: nie tylko twoja IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 05.06.04, 21:37
              w sumie moglabym dalej kontynuowac te bezsensowna wymiane zdan...
              nie bede odpierac twoich zupelnie bezpodstawnych atakow (histeria, wulgaryzmy
              itd) - moglabym przeciez napisac, ze moja odpowiedz na twoj wpis byla
              pozbawiona jakiejkolwiek histerii czy jej przejawu; a takze, ze nie znalazl sie
              w niej ani jeden wulgaryzm skierowany do ciebie czy kogolwiek innego.
              nie kaze ci mi ufac (?), nie obrazam cie, poza tym, nie znasz mnie - na jakiej
              podstawie piszesz, ze nadal jestem chora? moglabym pisac jeszcze troche, ale,
              jak juz wspomnialam wyzej, nie widze sensu.

              przykro mi ze zupelnie blednie odebralas moja probe kontaktu. nie rozumiem
              czemu tak sie stalo, dlatego sugerowalam twoje niezrozumienie napisanego przeze
              mnie wczesniej tekstu. nie mam zupelnie ochoty na forumowe potyczki kto komu
              bardziej dokopie, bo to zupelnie nie moja bajka.
              i, szczerze mowiac, zaluje, ze zdecydowalam sie odpisac na to, co ty napisalas.
              niepotrzebnie wdalam sie w prowadzone przez ciebie gierki.
              moze sprobuj, pomimo wszystko, wrocic raz jeszcze do mojego pierwszego wpisu na
              twoim watku. nie ma tam slowa przeciwko tobie, podczas gdy ty w odpowiedzi
              sugerujesz, ze nie mam tu czego szukac.
            • mysz.a Re: nie tylko twoja 05.06.04, 23:01
              Przepraszam, że się wtrącę, ale mam wrażenie, że to Ty jednak reagujesz trochę
              histerycznie. Przeczytałam wszystkie wpisy od początku i wydawałaś mi się
              rozsądną osobą, a tu takie coś. Przeczytaj może jeszcze raz zanegowany przez
              Ciebie wpis a zauważysz, że jest on życzliwy, przyjazny, nie atakujący nikogo i
              nie atakujący niczyich poglądów. Potwierdza wszystko co było tu napisane.
              Nie rozumiem Twojego ataku. Jeżeli nie podoba się Tobie używanie wulgarnych
              słów to można to napisać w sposób przyjazny a nie wrogi.
              • dziewczyna_mickiewicza Re: nie tylko twoja 06.06.04, 00:20
                dzieki, bo juz myslalam, ze to ze mna cos nie w porzadku... naprawde nie
                chcialam w jakikolwiek sposob (nie myslalam, ze to mozliwe?) urazic nikogo
                adresem mojego bloga. dotyczy on jedynie mojego swiata i tych elementow reszty
                swiata, ktorych nie rozumiem. jesli ktos sie poczul urazony tym, ze chcialam
                podzielic sie tym, jak ja przeszlam przez cos, co dla mnie bylo pieklem, to
                naprawde szczerze przepraszam.
                nie popelnie raz jeszcze tego samego bledu.
                pozdrawiam
          • labrea Re: nie tylko twoja 17.04.06, 20:22
            Aga, nie wiem czy jeszcze wchodzisz na to forum, ale nigdy-przenigdy nie
            chcialabym od Ciebie zadnej pomocy, to Ty jestes rozhisteryzowana osoba i
            widze, a wrecz smiem watpic w to, ze sie leczysz. chcesz pomagac dziewczynom,
            piszesz zyczliwy list, lecz nagle OUT OF THE BLUE atakujesz kompletnie niewinna
            dziewczyne. jak wogole mozesz mowic, ze masz kontakt z takimi osobami (moze
            masz z kazda niestety RAZ). jestem oburzona twoim beznadziejnym, obrzydliwym
            zachowaniem. jestes sfrustrowana panienka, ktora ze wzgledu na wiek uwaza sie
            za niesamowicie dorosla kobiete. ta dorosla kobieta ktora w sobie widzisz nie
            potrafi porozmawiac normalnie, ani zaakceptowac osob o odmiennych mechanizmach
            dzialania. mysle, ze bardzo zdolowalas ta biedna dziewczyne od Mickiewicza.
            weszlas na forum, aby zagrac mamusie bulimiczek, a nastepnie niczym surykatka
            wykluczylas dziecko z rodziny tylko dlatego ze ma inny kolor siersci. dawno juz
            nie spotkalam sie z tak chorym, irracjonalnym zachowaniem. pomijajac fakt, iz
            prawdopodobnie nie zrozumialas postu tej dziewczyny to w dodatku potraktowalas
            to forum jako swoje mowiac "nie chce tu takich". na twoj post moze odpowiedziec
            kazdy i nie masz na to wplywu. ja natomiast dolacze sie do twoich zyczen
            mowiac "nie chce tutaj takich durnych bab jak Ty moja droga". to, ze watek byl
            Twoj nie uprawnia Cie do takiech podlych reakcji. przypominam tez, ze Ty jestes
            tutaj gosciem, jak dla mnie nawet mozesz byc facetem, a dziewczyna Mickiewicza
            jest tu zarejestrowana. mam nadzieje, ze wiecej nie przedawkujesz lekow i nie
            zaczniesz sie wyżywac na forum, bo Twojego wybitnie niskiego zachowania nie da
            sie wytlumaczyc niczym innym. ewentualnie jeszcze brakiem wiedzy z kontaktow
            miedzyludzkich.
            p.s. jestem psychologiem,
            pozdrawiam
    • Gość: italka Re: Moja Bulimia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 01:15
      Cieszę się, że trafiłam na to forum. Choć w weszłam tu raczej z ciekawości...
      żeby zobaczyć co to właściwie jest ta osławiona bulimia... bo przecież ja nie
      mogę być na to chora!!! a tu taka niespodzianka, okazało się, że jestem - mam
      nadzieję, że pozornie - w dużym stopniu bulimiczką. Do tej pory myślałam, ze
      to jakieś małolaty bez krzty silnej woli - jedzą, rzygają i tak w kółko. Wstyd
      mi trochę, ale nie miałam pojęcia co to za choroba. Myślałam, że jeśli potworne
      napady apetytu i potem wymioty mam tylko co kilka tygodni, w porywach co parę
      dni, rzadko (ale jednak) parę razy dziennie, to jestem po prostu niepoprawnym
      łakomczuchem, w dodatku leniwym: lepiej, szybciej i skuteczniej po wielkim
      obżarstwie jest iść na kilkanaście minut do kibelka, niż np. na godzine do
      siłowni.
      Teraz trochę o mnie (troche zainspirowałam sie tym, co pisały inne forumowiczki)
      Jestem jedynaczką, rozpieszczoną trochę, i niestety jestem do przesady ambitna:
      kończę za chwile 2. kierunek studiów, mam jak na swój wiek prestiżową pracę, we
      wszystkim co robie staram się byc perfekcyjna. Zawsze czułam, że muszę być naj.
      Moi rodzice byli cudowni, owszem - mieli wysokie wymagania co do mnie, ale nie
      odczuwałam tego jako przymus, po prpstu zawsze chciałam, żeby wszystko mi sie
      udawało.
      Jednocześnie byłam troche za okrąglutka, 2lata temu po diecie i treningach
      schudłam 8 kg, i od tej pory - rzadziej lub częsciej - myślenie o jedzeniu jest
      moją obsesją. Chyba właśnie wtedy się zaczęło. Zwykle wiele tygodni jem
      normalnie, ale często myślę: gdybym takm nie musiała już dbać o linię...to bym
      zjadła to i to... I mówię sobie: a może by tak kawałeczek czekolady. I wtedy
      się zaczyna. O niczym innym nie myślę, tylko żeby poczuc smak tych wszystkich
      pyszności, od których ciągle się powstrzymuję. Potafię pochłonąć 6 tys. kcal w
      kilka minut ( wiem bo liczyłam kiedyś), potem do ubikacji i po problemie.
      Zwylke miałam takie sytuacje co 2-3 miesiące.
      Ostatnio(wakacje, trochę więcej wolnego czasu) zdarza mi się to coraz
      częściej, od tygodnia codziennie, a dziś 2 razy. Nie rozumiem tego: niby
      świetnie sobie radzę z pracą, studiami, jestem dobrze zorganizowana, słowem
      wszystko w życiu mam pod kontrolą - a tu kilka chwil jakiegoś idiotycznego
      odjazdu i totalna klęska. Kiedy rzucam się na lodówkę, to jakby wyłącza mi sie
      myslenie - jem, jem, jem, jem... Nie pojmuję tego.
      Przeprasaam, że ten post jest taki chaotyczny. Ale po przeczytaniu kilku wątków
      na tym forum jestem trochę roztrzęsiona. Odnajduję w swoim życiorysie i
      zachowaniu dużo podobieństw z wieloma forumowiczkami. Wiem np. że jestem trochę
      emocjonalnie niedojrzała,zachowuje sie czasem jak przedszkolak, (mam 25 lat,
      choć wyglądam na dużo mniej - znajomi rodziców pytają do jakiego chodzę
      liceum ;-)ale się tym nie martwiłam. W końcu nie wszyscy ludzie są identyczni.
      Nie chce mi sie wierzyć, żebym mogła byc chora. Do tej pory myslałam, że to
      łakomstwo. Za każdym razem obiecuję sobie,że to ostatni raz... Ale dziś się
      prawie przeraziłam - prawie, bo nie mogę uwierzyć, że jestem chora, najwyżej
      zagrożona chorobą.
      Może la wielu z Was zabrzmi to smiesznie, dziecinnie i naiwnie, ale myślę, że
      mam silną wolę i po prostu muszę z tym skończyć. Ostatni tydzień to był mój
      koszmar, ale mam nadzieję, że wszystko wyolbrzymiam, i jestem po prostu
      bezmyslnym żarłokiem. Bardzo mnie wystraszyło to forum, i może to jest jedna z
      jego zalet :-))
      Bardzo wspólczuję tym z Was, które sie zmagają z bulimią , i trzymam kciuki.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: bera Re: Moja Bulimia IP: *.net.autocom.pl 28.09.04, 21:12
      cześć! ja juz od 5 lat zmagam sie z bulimia ., Chodziłam na róznego rodzaju psychoterapie, brałam prochy i ....nic.NIC NIC NIC!!!! I nie wiem co mam dalej robic . studiuję w Krakowie , nie potrafie sie skupic na nauce ( dlatego tez zawaliłam rok studiów) , nie potrafie samodzielnie podjąc jakiejkolwiek decyzji , nie wiem co mam dalej robic .Nie mogę dalej tak zyć! Prosze pomóz, lub pomóż mi sobie pomóc , ja nie chce tak dalej trwac ( choc podswiadomie chce wymiotowac , bo odkąd schudłam , stałam sie duzo atrakcyjniejsza dla płci przeciwnej) Nie wiem jak to przerwac ... Proszę odpisz jak najszybciej . pozdrawiam
      • bulimia1987 Re: Moja Bulimia 29.09.04, 15:24
        czesc mam kilka pytan pierwszy raz jestem na tej stronie chcialabym sie
        dowiedziec czy moje objawy co do tego czy jestem bulimiczka sa bez podstawne
        najwiekszy problem mam z opanowaniem sie w jedzeniu jak zaczne jesc to nie moge
        skonczyc choc wiem ze powinnam przestac po drugie od dwoch miesiecy mam
        problemy z okresem mysle o jakichs tabletkach na odchudzanie, ciagle sie
        przegladam w lustrze i coraz jestem grubsza a jak mowie rodzicom to mnie
        olewaja niech mi ktos powie czy to jest bulimia czy tylko moje wymysly?????
        prosze
      • ktozajalzyzyrafe Re: Moja Bulimia 29.09.04, 17:59
        bera, ja tez jestem z krakowa, tez choruje, tez zawalam studia... jutro
        wyjezdzam na tydzien, ale jesli chcialabys sie spotkac i pogadac to byloby
        swietnie !
        zyzyrafa@poczta.onet.pl, 4171173
    • didda Re: Moja Bulimia 30.09.04, 20:59
      Boze, przeczytalam wlasnie wszystkie komentarze i jestem przerazona... zauwazam
      u siebie poczatki tej choroby, a przynajmniej tak mi sie wydaje! co prawda
      wymioty sprowokowalam u siebie dopiero tylko kilka razy ale ktos napisal tu ze
      ilosc"razow" nie ma znaczenia, znaczenia ma za to wszystko to co dzieje sie w
      glowie czyli u mnie wyrzuty sumienia kiedy zjem cos kalorycznego, kiedy zjem
      cokoliwiek... nie wiem czym to jest spowodowane, wiem tylko ze musze sie
      ratowac!
      znacie moze jakies sposoby na to??
      dobrze ze zaczynam nowy rok studencki, zajme sie czyms, wroce na kurs
      hiszpanskiego, nauke tanca...moze jesli wypelnie dzien roznymi zajeciami nie
      rozwinie sie u mnie bulimia, a moze juz ja mam???
    • Gość: Ania Re: Moja Bulimia IP: *.aries.com.pl / 195.136.186.* 05.10.04, 19:38
      Ja zmagam sie z ta choroba juz ponad 4 lata, sama...:( raz jest lepiej raz
      gorzej, oststnio tragicznie:(Własciwie przestałam wierzyc w to że z tego mozna
      wogóle wyjść:(Bardzo chciałabym poznac osobiście osobe która to wszysto
      przetrzymała i wygrała:) Zebym mogła uwierzyć i zobaczycz na własne oczy ze
      jest to możliwe. Oczywiście pogadać z nimi poroadzić sie itp. Czy jest to
      mozliwe? Odpisz na maila, jesli nie to chociaz porozmawiamy przez net bo tak
      naprawde to jestem z tym sama:(((Tak przynajmniej czuje, choć ostatnio mój mżą
      trpche mi próbuje pomóc:) annazielinska@o2.pl
      • Gość: ? Re: Moja Bulimia IP: *.hnet.pl / *.crowley.pl 09.10.04, 16:32
        Cześć Mam chyba problem i to dość spory dlatego chciałabym pogadać z
        kimś "doświadczonym", by dowiedzieć się co sądzi o moim przypadku i jakie formy
        leczenia powinno się zastosować. Mam nadizeję żę ktoś odpowie mi no mój apel,
        mój adres to Rapsodia16@poczta.onet.pl (nie mam 16 lat, tylko 18)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka