kristo80
10.03.06, 01:34
Witam
Mam takie pytanie o rade do Was. Mam 25 lat. Na poczatku roku wrocilem zza
granicy gdzie pojechalem sam i przez ponad rok pracowalem na dosc ambitnym
stanowisku. Wczesniej mialem liczne doswiadczenia za granica, w tym
kilkumiesieczne, i zawsze sobie swietnie radzilem. Jednak tym razem bardzo
zle to znosilem.
W pracy fatalnie trafilem, w srodowisko pracy strasznych cynikow i
zlosliwcow, ktorzy byli gotowi zrobic wszystko aby byc najlepszym i pogorszyc
nastroje innym (i nie byli to bynajmniej Polacy). Ale tak jak wspominalem,
byla to zdecydowanie ambitna praca. Byly tez liczne watki poboczne, np. przez
prawie caly ten czas molestowala mnie zupelnie dla mnie nieatrakcyjna
przelozona (tak, tak, to sie zdarza...). Skutek: wypalenie i objawy depresji.
A ze usilowalem "nie poddawac sie" - szef wymusil moja rezygnacje. Na
szczescie.
Czesto wydzwanialem do przyjaciol i rodziny, narzekajac na co sie tylko da i
obwinialem caly swiat o wlasne niepowodzenia. Musze zastrzec, ze to co im
mowilem, co do samych faktow, a nie interpretacji, bylo prawda. Mialem
oczywiscie nadzieje, ze cale narzekanie polepszy moj nastroj. Oczywiscie,
zeby skutecznie narzekac, interpretacja faktow bywala mocno przesadzona.
Kiedy wrocilem do domu, okazalo sie, ze sporo sie zmienilo. Niektorzy ze
zrozumialoscia odnosili sie do moich "szalenstw" i po prostu delikatnie mnie
traktuja, choc z wyraznie wiekszym krytycyzmem co do kazdego mojego slowa. I
to rozumiem - po prostu chca jak najlepiej pomoc i pomagaja na wszystko
patrzec trzezwo.
Ale sporo osob z mojej rodziny i niektorzy sposrod przyjaciol poszli znacznie
dalej. Po prostu w ogole nie wierza w COKOLWIEK bym powiedzial. Jestem wzorem
nie wiarygodnosci i porazki. To prowadzi do wiecznie napietej atmosfery. A
jesli cos mi sie skojarzy z paskudnymi ludzmi z ktorymi pracowalem, i o tym
wspomne, zapada grobowa cisza i wszyscy patrza na mnie jak na wariata. I nie
chca o niczym sluchac. A czesciej wrecz przeciwnie, slysze krzyk (tak, krzyk)
jaki jestem glupi i niczego nie zrozumialem z tej lekcji. Niemniej jednak to,
ze moje problemy pochodzily m.in. od fatalnej atmosfery (o roznicach
kulturowych i samotnosci nie wspomne) - jest faktem! Najgorsze stosunki mam
teraz z rodzicami, ktorzy uwazaja ze ponioslem zyciowa porazke, ze jestem
nieporadny i z banalnymi rzeczami w zyciu sobie nie radze. I ze zaraz skoncze
jako bezrobotny na ich utrzymaniu.
Ale teraz mam do Was pytanie - czy z (bylymi) przyjaciolmi w ktorych oczach
stracilem wszelka wiarygodnosc, da sie jeszcze cos zrobic? Czy da sie ich
odzyskac? Z drugiej strony jak o tym mysle, moze nie warto? Jesli nie
potrafia wspomoc w potrzebie i zrozumiec, ze czasami jest ciezko...