Dodaj do ulubionych

chorobliwa zazdrość męża

IP: *.crowley.pl 18.02.03, 08:47
Jest mi źle, dzisiaj mąż mi zrobił awanturę, bo znowu podejrzewał mnie o
romans, zdradę, nie wiem już o co. Jak byłam wczoraj na aerobiku, przeszukał
moją komórkę i dopatrzył się, że dzwoniłam do mego szefa. Nie odzywał się
wczoraj cały dzień, dzisiaj te pytania, awantura. To mnie doboja!! Nic,
kompletnie nic nie mogę sobie zarzucić, jestem wierna, uczciwa i nie mam
zamiaru oszukać mojego męża, ale ta zazdrość mnie zabija, to traktowanie jak -
no jak? Jak dziwkę? jak ladacznicę? Te pogardliwe spojrzenia, awantury. Mam
dość, psychicznie jestem strzępkiem nerwów, nie wiem, kiedy zacznie mi
ufać?!? Jesteśmy po ślubie 1,5 roku i jest tylko gorzej. Co robić? Czy
myślicie, że takie małżeństwo ma szansę na przetrwanie???
Obserwuj wątek
    • Gość: uncja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 18.02.03, 09:18
      On nigdy nie nabierze do ciebie zaufania, bo jego zazdrość jest, jak sama
      stwierdziłaś, chorobliwa tzn. irracjonalna. To trzeba leczyć, bo nic dobrego z
      tego nie wyniknie. Nie da się udowodnić, że nie jest się wielbłądem. Trudno,
      spróbuj zagrać vabank, nieodzywa się, trudno, wyjdź do kina, do ciotki,
      gdziekolwiek, nie przepraszaj, broń boże nie tłumacz się. Wyjedź na kilka dni
      bez uprzedzenia i zostaw mu kartkę, że nie potrafisz tak dalej żyć. Nic nie
      jest w stanie go przekonać że jesteś wierna i już. Z czasem będzie jeszcze
      gorzej, będziesz coraz bardziej zaszczuta. Jedyna rzecz, która może tu pomóc to
      terapia u psychologa. Nie słuchaj, jeśli ktoś ci mówi, że jak kocha, to musi
      być zazdrosny. Zazdrość jest wyrazem zaburzeń emocjonalnych, a nie miłości.
      • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 18.02.03, 09:28
        Cały dzień mój mąż zamęcza mnie mailami, żebym mu wytłumaczyła (CO?!?!?!) i
        wyjaśniła (CO?!?!?!) przecież go nie zdradzam!!!!!!! Dziękuję Ci za Twoją
        wypowiedź, chyba tak zrobię! Wiesz, to są jakieś jego kompleksy straszne! A
        moja psychika jest bardzo słaba...
        • Gość: Becia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 80.48.38.* 18.02.03, 09:43
          Wiesz Kasiu..mam podobnie ta jego chorobliwa zazdrośc..ostatnio mnie oskarżył o
          to,że z kims sypiam!!!!to jest dopiero chore..tłumaczenia z mojej strony nic
          nie dają,juz nawet nie próbuje bo nie mam na to siły..takie bzdury nie raz
          wygaduje..echh nie wiem co dalej,jest coraz gorzej,jestesmy 2 lata po slubie i
          to co sie u nas dzieje to powinno byc za nascie lat a nie teraz..czarno to
          widze:(((
          • Gość: kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 18.02.03, 09:50
            Beciu! I co robisz, żeby było lepiej? Bo jak nic nie robisz, to chyba tylko
            pogarsza się Wasza relacja, prawda? I co zamierzasz zrobić, to dopiero 2 lata
            małżeństwa, przed Wami całe życie, czy tak ma ono wyglądać? Wiesz, w związku z
            tą zazdrością mego męża zaczęłam chodzić do psychologa, BA! udało mi się pójść
            do psychologa razem z mężem - NA NIC JEDNAK TO SIĘ ZDAŁO. W związku z tym
            próbuję znaleźć dobre rozwiązanie, ale boję się, czy książki pomogą??? Kasia
            • Gość: Becia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 80.48.38.* 18.02.03, 10:10
              Gość portalu: kasia napisał(a):

              > Beciu! I co robisz, żeby było lepiej? Bo jak nic nie robisz, to chyba tylko
              > pogarsza się Wasza relacja, prawda? I co zamierzasz zrobić, to dopiero 2 lata
              > małżeństwa, przed Wami całe życie, czy tak ma ono wyglądać? Wiesz, w związku
              z
              > tą zazdrością mego męża zaczęłam chodzić do psychologa, BA! udało mi się
              pójść
              > do psychologa razem z mężem - NA NIC JEDNAK TO SIĘ ZDAŁO. W związku z tym
              > próbuję znaleźć dobre rozwiązanie, ale boję się, czy książki pomogą??? Kasia

              Kasiu..tez bylismy u psychologa ale tylko raz(równiez w zwiazku z innymi
              problemami)i pomogło o dziwo ale tylko na jakiś czas..pani psycholog
              stwierdziła u niego zaburzenia osobowości czy cos..podłamał sie troche ale
              było lepiej,jednak nigdy juz tam nie pójde i on tez!co robie wiecej..nie
              wiem..włąściwie chyba nic,juz nawet sie nie odzywam,nie bronie..tylko rozpłacze
              i pytam sie z niedowierzaniem jak on moze takie rzeczy do mnie mówic..a on
              dodatkowo zły na mnie,że sie "ślimacze"..
              • Gość: uncja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 18.02.03, 15:19
                Gość portalu: Becia napisał(a):

                > Gość portalu: kasia napisał(a):
                >
                > > Beciu! I co robisz, żeby było lepiej? Bo jak nic nie robisz, to chyba tylk
                > o
                > > pogarsza się Wasza relacja, prawda? I co zamierzasz zrobić, to dopiero 2 l
                > ata
                > > małżeństwa, przed Wami całe życie, czy tak ma ono wyglądać? Wiesz, w związ
                > ku
                > z
                > > tą zazdrością mego męża zaczęłam chodzić do psychologa, BA! udało mi się
                > pójść
                > > do psychologa razem z mężem - NA NIC JEDNAK TO SIĘ ZDAŁO. W związku z tym
                > > próbuję znaleźć dobre rozwiązanie, ale boję się, czy książki pomogą??? Kas
                > ia
                >
                > Kasiu..tez bylismy u psychologa ale tylko raz(równiez w zwiazku z innymi
                > problemami)i pomogło o dziwo ale tylko na jakiś czas..pani psycholog
                > stwierdziła u niego zaburzenia osobowości czy cos..podłamał sie troche ale
                > było lepiej,jednak nigdy juz tam nie pójde i on tez!co robie wiecej..nie
                > wiem..włąściwie chyba nic,juz nawet sie nie odzywam,nie bronie..tylko
                rozpłacze
                >
                > i pytam sie z niedowierzaniem jak on moze takie rzeczy do mnie mówic..a on
                > dodatkowo zły na mnie,że sie "ślimacze"..

                Weż się w garść, dziewczyno. Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że nie masz po co
                iść do psychologa. Jednorazowe spotkanie niczego nie załatwi. Tu nie da się
                zapisać pigułki i załatwić sprawy raz na zawsze. On ma zaburzenia osobowości
                ale i ty też potrzebujesz pomocy. Tobie przede wszystkim przydałaby się
                terapia, po to żebyś uwierzyła w siebie. Jesteś niepewna siebie i zagubiona,
                inaczej dawno byś go palnęła w pusty łeb. Tu nie ma co płakać, jemu (co by nie
                mówił) upokarzanie cię sprawia jakąś perwersyjną przyjemność. Nie masz z czego
                się tłumaczyć, to się nie tłumacz. Nie ma co ryczeć. Boli cię, to co on mówi -
                trudno, ale powiedz mu po prostu "nie podoba ci się - znajdź sobie inną".
                Przedłużanie takiego stanu rzeczy prowadzi tylko do tego, że on się rozbestwia,
                coraz bardziej pewny tego, że zawsze można cię bezkarnie zranić, czy upokorzyć.
                Przecież tacy jak on nie mówią "kocham cię i boję się, że cię stracę" oni
                mówią "jesteś szmatą i dlatego tak cię traktuję".
                • Gość: Becia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 80.48.38.* 19.02.03, 08:16
                  Gość portalu: uncja napisał(a):

                  > >
                  > Przecież tacy jak on nie mówią "kocham cię i boję się, że cię stracę" oni
                  > mówią "jesteś szmatą i dlatego tak cię traktuję".


                  wiesz..masz tu troche racji..niby nie powiedział tego dosłownie tak ale coś
                  koło tego:(ze nie zasługuje,ze jestem dziwką itp..po wizycie juz tak nie mówi
                  ale to we mnie i tak zostało,takie słowa bola tym bardziej,że nie jestem nia
                  (dziwka):(((((z drugiej jednak strony wiem,że mnie kocha..dziwnie w tym wypadku
                  to brzmi..


                  • Gość: uncja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 19.02.03, 09:42
                    Gość portalu: Becia napisał(a):

                    > Gość portalu: uncja napisał(a):
                    >
                    > > >
                    > > Przecież tacy jak on nie mówią "kocham cię i boję się, że cię stracę" oni
                    > > mówią "jesteś szmatą i dlatego tak cię traktuję".
                    >
                    >
                    > wiesz..masz tu troche racji..niby nie powiedział tego dosłownie tak ale coś
                    > koło tego:(ze nie zasługuje,ze jestem dziwką itp..po wizycie juz tak nie mówi
                    > ale to we mnie i tak zostało,takie słowa bola tym bardziej,że nie jestem nia
                    > (dziwka):(((((z drugiej jednak strony wiem,że mnie kocha..dziwnie w tym
                    wypadku
                    >
                    > to brzmi..
                    >
                    > Jak się kogoś KOCHA, to się go nie rani z premedytacją, ale chce, żeby ten
                    człowiek z nami był szczęśliwy! Mój były też twierdził, że mnie kocha nad
                    życie, co nie przeszkadzało mu deprymować mnie na każdym kroku i krytykować
                    każde moje posunięcie. CZułam się w tym związku fatalnie, miałam wrażenie
                    (podsycane przez jego uwagi), że jestem do niczego, że nic nie potrafię zrobić
                    dobrze. Moje żale ucinał właśnie w ten sposób "przecież cię kocham". Aż kiedyś
                    wreszcie mu powiedziałam, żeby taką miłość wsadził sobie gdzieś. I naprawdę
                    wyszło mi to na zdrowie. Odzyskanie wiary w siebie nie było łatwe ani szybkie,
                    ale nagle się okazało, że jakoś bez niego radzę sobie o niebo lepiej, z małym
                    dzieciem skończyłam studia, mam dobrą pracę, zarobiłam sobie na mieszkanie i
                    samochód, a ten mądrala nadal jest w punkcie wyjścia. Trzymaj się dziwiczyno i
                    nie daj sobą pomiatać.
    • cyberski Re: chorobliwa zazdrość męża 18.02.03, 09:43
      Witaj...
      Sam to przezylem tylko z innej strony. Mnie dreczyla chorobliwa zazdrosc mojej
      zony. Moge Ci polecic dwie swietne ksiazki, ktore bardzo pomogly mi podniesc
      sie i stawic czola jej zazdrosci. Sa to: "Molestowanie moralne" oraz "Szantaz
      emocjonalny"...
      A tak na goraco moge Ci powiedziedziec, ze nie ma sensu doszukiwac sie w sobei
      jakiejkolwiek winy. Wiem, jest to odruch niejako naturalny, ale tak naprawde
      wywolany celowo (swiadomie lub nieswiadomie) przez Twojego meza... To on nie
      potrafi poradzic sobie z emocjami w stosunku do Ciebie i dlatego projektuje je
      na Ciebie... Naprawde... polecam obydwie ksiazki
      • Gość: Becia Re: chorobliwa zazdrość męża- do cyberski IP: 80.48.38.* 18.02.03, 09:45
        a czy one tobie pomogły??tzn te ksiązki..
        • cyberski Re: chorobliwa zazdrość męża- do cyberski 18.02.03, 09:56
          Gość portalu: Becia napisał(a):

          > a czy one tobie pomogły??tzn te ksiązki..

          Mowiac szczerze to bardzo pomogly... Po pierwsze odpowiednio ustawily
          hierarchie. To nie w sobie zaczelem szukac nieodpowiednich zachowan (takowych
          nie bylo, przynajmniej w kwestii ew. zdrady) tylko w osobie emanujacej zdrada,
          a po drugie pokazaly jakie mechanizmy stosowac, aby nie dac sie pozbasc przez
          taka osobe...
      • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 18.02.03, 09:46
        Powiedz mi tylko jedną rzecz, czy oprócz tego, że przeczytałeś te książki
        i "wzmocniłeś się" od środka, czy uporałeś się z zazdrością żony? Czy teraz
        jest już dobrze lub przynajmnej w miarę dobrze? Książki kupię, Kasia
        • cyberski Re: chorobliwa zazdrość męża 18.02.03, 10:01
          Gość portalu: Kasia napisał(a):

          > Powiedz mi tylko jedną rzecz, czy oprócz tego, że przeczytałeś te książki
          > i "wzmocniłeś się" od środka, czy uporałeś się z zazdrością żony? Czy teraz
          > jest już dobrze lub przynajmnej w miarę dobrze? Książki kupię, Kasia

          Nauczylem sie radzic sobie z jej zazdroscia... Wewnetrznie, bo pokazaly, ze to
          nie ze mna jest cos nie tak tylko z nia i zewnetrznie, bo nauczyly stosowania
          mechanizmow ktore "wybijaly z rytmu" moja zona... W koncu (niestety nie zawsze
          wystepuje u zazdrosnikow przeblysk swiadomosci - u mojej zony na szczescie
          wystapil) i ona zauwazyla ze cos jest nie tak w jej zachowaniach i zdecydowala
          sie na terapie... Ksiazki ktorych uzywalem nie mogly jej zmienic, bo to byly
          ksizki dla "ofiar" a nie dla "katow". Na szczescie zmienily mnie i to byl
          ogolny poczatek wszelkich zmian
          • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 18.02.03, 10:06
            Miło to czytać, i miło wierzyć, że nie wszystko stracone. W każdym razie liczę,
            że nie będę JA czuła się tak parszywie, jak to powiedzieć? Pogardzana?
            Sponiewierana słowami, tłamszona... Wiesz, w związku z tą zazdrością męża
            chodziłam do psychologa, ale niewiele mi to pomogło. Może jestem za słaba, żeby
            radykalniej zadziałać??? Ale dzięki za info o książkach.
          • Gość: Becia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 80.48.38.* 18.02.03, 10:20
            cyberski napisał:

            > Gość portalu: Kasia napisał(a):
            >
            > > Powiedz mi tylko jedną rzecz, czy oprócz tego, że przeczytałeś te książki
            > > i "wzmocniłeś się" od środka, czy uporałeś się z zazdrością żony? Czy tera
            > z
            > > jest już dobrze lub przynajmnej w miarę dobrze? Książki kupię, Kasia
            >
            > Nauczylem sie radzic sobie z jej zazdroscia... Wewnetrznie, bo pokazaly, ze
            to
            > nie ze mna jest cos nie tak tylko z nia i zewnetrznie, bo nauczyly stosowania
            > mechanizmow ktore "wybijaly z rytmu" moja zona... W koncu (niestety nie
            zawsze
            > wystepuje u zazdrosnikow przeblysk swiadomosci - u mojej zony na szczescie
            > wystapil) i ona zauwazyla ze cos jest nie tak w jej zachowaniach i
            zdecydowala
            > sie na terapie... Ksiazki ktorych uzywalem nie mogly jej zmienic, bo to byly
            > ksizki dla "ofiar" a nie dla "katow". Na szczescie zmienily mnie i to byl
            > ogolny poczatek wszelkich zmian


            to ja chyba tez sie zdecyduje na kupno,dzięki:)
    • Gość: magmax Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.dip.t-dialin.net 18.02.03, 09:49
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      > Jest mi źle, dzisiaj mąż mi zrobił awanturę, bo znowu podejrzewał mnie o
      > romans, zdradę, nie wiem już o co. Jak byłam wczoraj na aerobiku, przeszukał
      > moją komórkę i dopatrzył się, że dzwoniłam do mego szefa. Nie odzywał się
      > wczoraj cały dzień, dzisiaj te pytania, awantura. To mnie doboja!! Nic,
      > kompletnie nic nie mogę sobie zarzucić, jestem wierna, uczciwa i nie mam
      > zamiaru oszukać mojego męża, ale ta zazdrość mnie zabija, to traktowanie jak -
      > no jak? Jak dziwkę? jak ladacznicę? Te pogardliwe spojrzenia, awantury. Mam
      > dość, psychicznie jestem strzępkiem nerwów, nie wiem, kiedy zacznie mi
      > ufać?!? Jesteśmy po ślubie 1,5 roku i jest tylko gorzej. Co robić? Czy
      > myślicie, że takie małżeństwo ma szansę na przetrwanie???
      Droga Kasiu nie wiem czy to co napisze bedzie madre ale hmmmm mysle ,tze jesli
      ktos sie tak zychowuje jak twoj maz tzn. ze alboe kiedys zawiodlas jego
      zaufanie ,albo poprostu sam nie jest w porzadku jest takie stare powiedzenie
      <kazdy sadzi wedlug siebie> pozdrawiam trzymaj sie cieplutko bedzie dobrze
      • Gość: uncja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 18.02.03, 10:11
        Wiesz, tak sobie myślę, że coś w tym jest... Kiedyś tak sobie pomyśłałam, że
        jeśli ktoś jest sam w porządku (i zawsze był) to jakoś mu nawet do głowy nie
        przyjdzie, że druga strona mogłaby postępować inaczej. Patrz przysłowiowe żony,
        które dowiadują się ostatnie... A tak się złożyło, że kiedyś rozmawiała o tym z
        przyjaciółką, której mąż też ma takie odpały typu awantura, że nie odpisuje
        natychmiast ma SMS-a (bo pewnie właśnie go zdradza), a tymczasem ostatnio nasza
        wspólna koleżanka nadziała się na scenę jak kupował bieliznę jakiejś blondynie.
        Mąż innej znajomej robił jej awantury twierdząc, że chodzi do pracy wyłącznie
        po to, żeby znaleźć sobie kochanka (była wtedy w mocno zaawansowanej ciąży).
        Nie da się takiej osoby ot tak po prostu przekonać rozmową, że jej podejrzenia
        są chore. Niewiele da się zrobić, dopóki ta osoba sama nie zrozumie, że to z
        nią jest coś nie tak.
        • Gość: magmax Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.dip.t-dialin.net 18.02.03, 10:31
          Gość portalu: uncja napisał(a):

          > Wiesz, tak sobie myślę, że coś w tym jest... Kiedyś tak sobie pomyśłałam, że
          > jeśli ktoś jest sam w porządku (i zawsze był) to jakoś mu nawet do głowy nie
          > przyjdzie, że druga strona mogłaby postępować inaczej. Patrz przysłowiowe
          żony,
          >
          > które dowiadują się ostatnie... A tak się złożyło, że kiedyś rozmawiała o tym
          z
          >
          > przyjaciółką, której mąż też ma takie odpały typu awantura, że nie odpisuje
          > natychmiast ma SMS-a (bo pewnie właśnie go zdradza), a tymczasem ostatnio
          nasza
          >
          > wspólna koleżanka nadziała się na scenę jak kupował bieliznę jakiejś
          blondynie.
          >
          > Mąż innej znajomej robił jej awantury twierdząc, że chodzi do pracy wyłącznie
          > po to, żeby znaleźć sobie kochanka (była wtedy w mocno zaawansowanej ciąży).
          > Nie da się takiej osoby ot tak po prostu przekonać rozmową, że jej
          podejrzenia
          > są chore. Niewiele da się zrobić, dopóki ta osoba sama nie zrozumie, że to z
          > nią jest coś nie tak.
          Tak ja to znam ze swojego przykladu, moj maz kiedys strasznie zawiodl , i mysle
          ze z tego powodu ze sam popelnl blad wrzuca wszystkich do tego samego garnka no
          bo jak?? jesli on potrafi takie cos zrobic tzn ze kazdy potrafi. Mysle ze
          probuje sie usprawiedliwic tym ze mi wmowi ze to ja jestem winna ze tak jest bo
          zdradzam a przeciez to bzdura
    • ann.k Re: chorobliwa zazdrość męża 18.02.03, 11:21
      kasiu, ja troche z innej beczki; mowisz, ze jestescie 1,5 roku po slubie, wiec
      zakladam, ze znasz go troche dluzej; czy naprawde nie widac bylo wczesniej, ze
      cos jest nie tak z ta jego zazdroscia?

      ja kiedys bylam w podobnym zwiazku - mielismy juz termin slubu; przez cala
      znajomosc, narzeczenstwo, wiecznie byl zazdrosny; w kazdym moim meskim znajomym
      widzial swojego wroga, twierdzil, ze go zdradzam z kazdym facetem, kiedy
      mowilam, ze ide na spotkanie z kolezankami (a nie daj Bog jesli w towarzystwie
      mial byc jakis facet, chocby i maz moje przyjaciolki) natychmiast sie krzywil i
      niby nic nie mowil, ale sie "obrazal" i zawsze wywolywalo to we mnie poczucie
      winy, az w koncu zaczelam odmawiac spotkan znajomym; tez przegladal moja
      komorke, potem zaczelo sie grzebanie na dysku mojego komputera, az wreszcie po
      prostu przeczytal moj pamietnik; podsluchiwanie rozmow telefonicznych,
      sprawdzanie zawartosci poczty;

      nie widzialam szans dla tej znajomosci; zwlaszcza jak przeczytal moj pamietnik -
      to bylo dla mnie jak odarcie z intymnosci; i chociaz wszyscy wokol mi radzili,
      zebym nie rezygnowala, bo to przeciez jeszcze nic strasznego, ze mnie sprawdza
      na kazdym kroku i ciagle podejrzewa o zdradzanie, ja sie nie dalam przekonac;

      obecnie wiem, ze ma inna panienke (chyba teraz juz zone) i wiem, ze ja tez
      sprawdza;
    • Gość: królewna_m Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 217.153.6.* 18.02.03, 12:38
      Kasiu, wlasnie jestem po kolejnej awanturze z moim chlopakiem - tym razem
      moją "winą" byl nieodpowiedni ton jakim zwracalam sie do niego przez telefon
      (jestem w pracy) bo akurat ktos mi wszedl do pokoju, a tak sie sklada ze to byl
      niestety kolega (wiec uslyszal meski glos w moim pokoju!!)Ja tez juz nie mam
      sily...mialam inne awantury, z rownie idiotycznych powodow co ten, nawet nie
      chce mi sie pisac, na poczatku wydawalo mi sie to po prostu smiesznie i
      niedorzeczne ale potem robilo sie coraz gorzej. Czasem wydaje mi sie ze jak
      tylko wychodze z domu, nawet na 10 min do sklepu) to on mysli ze ja sie
      puszczam i czekam tylko na okazje zeby byc sama...rece opadaja, juz nie wiem
      naprawde co robic...a juz ostatnio bylo lepiej i mialam nadzieje ze mu
      przeszlo,ze im dluzej bedziemy razem i on bedzie widzial jak bardzo go kocham
      to wszystko to minie... a Ty piszesz ze to sie jeszczce poglebia z czasem.
      Jestem zalamana. Ryczec i tłumaczyc sie przed nim juz nie mam sily, zreszta to
      bez sensu bo nie mam z czego, to jest jego problem, tylko to wlasnie do NIego
      niestety nie dociera. Najgorsze ze to tak bardzo boli kiedy on wygaduje o mnie
      takie rzeczy...swiadomie lub nie- normalnie sie nade mna zneca...Jestesmy razem
      7 miesiecy, wydaje mi sie ze to ten jeden jedyny ale strasznie sie boje o
      przyszlosc i strasznie mi zle i smutno:-(((
      • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 18.02.03, 13:00
        Dziewczyno!!! Zrób coś natychmiast z tą jego zazdrością, bo potem może być już
        tylko gorzej!!! Nie rób tego błędu, co ja, proszę!!!! Będziesz płakać i
        cierpieć jeszcze bardziej! Kasia. PS. U mnie ta jego zazdrość rozwinęła się
        dopiero po ślubie! Wcześniej wszystko było w porządku, a po ślubie... zaczął
        się początek końca. Kasia
        • Gość: królewna_m Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 217.153.6.* 18.02.03, 13:20
          wiem wiem...u nas to w ogole wszystko troche sie komplikuje bo on duzo młodszy
          jest ode mnie (o 7 lat); w moim przypadku zaciagniecie faceta do psychologa
          graniczy z cudem, kupie sobie te ksiazki chociaz (jezeli ja moge jakos z tym
          walczyc to sprobuje).bo ja tez slaba psychicznie jestem i moje reakcje na jego
          oskarzenia nie sa wskazane (placz i tlumaczenia) ale masz racje Kasiu to
          wszystko u nich z kompleksow jakis sie bierze, w kazdym razie zawalcze:-)i nie
          odpuszczce sobie, za bardzo go kocham, zreszta on mnie tez - i wg niego
          zazdrosc jest wlasniei tego wyrazem - ale mam nadzieje ze uda mi sie
          wyprowadzic go w koncu z bledu!
          • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 18.02.03, 13:26
            Królewno, królewno droga - życzę Ci powodzenia i wiary w to, że się uda!
            • Gość: królewna_m Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 217.153.6.* 18.02.03, 13:34
              dzieki Kasiu, Tobie rowniez duzo szczescia i badz dzielna! trzymam za Was
              kciuki!! m.
      • ann.k Re: chorobliwa zazdrość męża 18.02.03, 22:27
        krolewno, mam dla Ciebie tylko jedna rade: walnij go w leb i zostaw; nie
        jestescie malzenstwem, nic was nie laczy; jestescie ze soba krotko i chyba juz
        czas najwyzszy przejrzec na oczy i zrozumiec, ze lepiej nie bedzie, moze byc
        tylko gorzej;
        wiem, ze to trudne teraz; ale jak przez to przejdziesz, bedziesz naprawde
        szczesliwa; po co Ci taka znajomosc? chcesz za rok pisac: mam tego dosc, jestem
        strzepkiem czlowieka, ale nie umiem przekreslic 19 miesiecy naszego zycia;
        przeczytaj sobie moj poprzedni post;
        jest na tym swiecie jeszcze wielu mezczyzn i nie kazdy jest chorobliwie
        zazdrosny; ja tez tak sadzilam i balam sie zrywac, bo to ten jedyny, bo ma byc
        slub, bo maja byc dzieci; ale uwolnilam sie i byla to jedna z lepszych
        podjetych przeze mnie decyzji; bez wzgledu na to mowia ludzie, bez wzgledu na
        rodzicielskie krecenie nosem, ze juz w lata ide, a meza na papierze nie ma;
        masz troche wyobrazni to sobie pomysl, ze Cie to czeka przez nastepne 30 lat;
        to prawdopodobnie drugie tyle ile masz obecnie;
        uwierz w siebie, usmiechnij sie do siebie w lustrze i wez sie w garsc;
        • Gość: kalafior Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.com 19.02.03, 03:00
          Tak sobie czytam i szczerze współczuje wam wszystkim. I tak mi przychodzi jedna
          mysl... Skad wy tych facetow bierzecie? Zazdrosc rzecz ludzka, ale musi byc
          adekwatna do sytuacji. Gdzie jest wasze zaufanie? To chyba pytania bez
          odpowiedzi, ale...
          A tak na marginesie, to w porownaniu z waszymi mężczyznami to ja chyba wogole
          nie jestem zazdrosty (a tak naprawde w granicach rozsadku, zdrowego rozsadku)
          • Gość: Becia Re:do kasi i królewny.. IP: 80.48.38.* 19.02.03, 08:55
            moze pogadamy sobie na mailika..hmm?macie ochote..zawsze raźniej;)

            betina23@gazeta.pl
    • Gość: Maja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: VPN:* / 192.168.0.* 19.02.03, 13:43
      Wiecie co? U ojego męża też dopiero po slubie to się zaczęło. Od roku mam
      piekło. Najpierw było tak jak u innych. Ogromne poczucie winy, doszukiwanie w
      sobie tego co on widział, zrezygnowanie dla niego z normalnych rzeczy, które go
      drazniły, zmiana w szarą myszkę i wiele innych zabiegów, m. in. tłumaczenie...
      I nic. W końcu nerowo juz nie wytrzymałam i poszłam do poradni rodz\innej.
      Wiecie jak to się nazywa- pewnie to nic nowego- PRZEMOC PSYCHICZNA.
      I macie racje jeśli on nie zrozumie, nic nam nie pomoże, teraz to wiem. Widze
      jak bardzo sie szarpie, jak strasznie sie męczy, ale nie przyjmuje do
      wiadomości, że to z nim jest coś nie tak, to tak jak u alkoholika.
      Ja wyczerpalam już wszystkie środki, powiedziałm już o wszystkim rodzicom i
      moim i jego, było oczywiście pranie brudów, ale w końcu nie mam nic do ukrycia.
      A teraz myślę o rozwodzie. Nie wytrzymam tego dłużej. Trzeba jakiejś terapii
      wstrząsowej dla takich, a i to nie na wszystkich skutkuje. I chociaż moja
      psycholog twierdzi że on mnie b. kocha, to pytam się co to za miłość?

      • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 19.02.03, 13:58
        Droga Maju,
        Ja też zaczęłam od spotkań z psychologiem. Podobno taka chorobliwa zazdrość
        wynika z niedowartościowania mojego męża - dała mi szereg rad i wskazówek, ale
        bez skutku - nic nie działa. Ciągle czuję się szpiegowana, podglądana,
        inwigilowana. Nawet jak jestem z koleżanką - naszą świadkową ze ślubu - wie
        gdzie jesteśmy, to i tak potem wysyła SMSy lub dzwoni ze nie może mi ufać, że
        nie znał mnie od tej strony (?!!? i wtedy po prostu czuję się jak... śmieć, po
        prostu jak śmieć). Maju, też myślę o rozwodzie. Macie dzieci? My nie i pewnie
        mieć nie będziemy. Sama nie wiem, co robić...
        • Gość: Maja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: VPN:* / 192.168.0.* 19.02.03, 14:26
          My niestety mamy syna 3,5 roku. I tu jest właśnie problem. Jest b. zwiazany z
          obojgiem z nas. Mąż jest b. troskliwym (aż do przesady - tu też niestety widać
          to skrzywienie) ojcem. No i oczywiście musze liczyc się z tym (wiem to), że nie
          odda mi go dobrowolnie, ani mieszkani, którego jestem głównym najemcą. On sądzi
          oczywiście że jest Bogiem a mnie się nic nie należy i wyjde z tego mieszkania
          taka goła jak przyszłam( a dodam tylko, że wszystkie wydatki i opłaty na życie
          idą tylko z mojej pensji więc chyba już to odrobiłam "w polu" prawda?).
          Ostatnio przyznał się (sytuacja jest już skrajna między nami), że on juz nic
          nie wie, że ma pustkę, ale dalej nie trafiam do jego przekonania.
          Trudno, on nie chce sie leczyć, a ja nie chcę tak dalej żyć, chociaż dalej- nie
          wiem jak to możliwe po tym wszystkim -go kocham. Ale siebie i dziocko również.
          Nie pozwolę się już dłużej niszczyć. Bo sama w końcu zwariuję, a wtedy co ze
          mnie za matka będzie. Teraz mam piekło, ale jak dojdzie do rozwodu, to sama nie
          wiem jak dam radę psychicznie
          • Gość: królewna_m Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 217.153.6.* 19.02.03, 14:47
            KObiety!!!!czy znajdzie sie na tym forum chociaz jedna, ktorej udalo sie
            wyleczyc ta chorobliwa zazdrosc u swojego faceta bo zaczynam watpic czy taka
            terapia ma w ogoole jakis sens:-( Nie chce rezygnowac ze swojego mezczyzny ale
            nie chce tez przez cale zycie byc Jego ofiara, a z tego co wszystkie piszecie
            to z czasem jest jeszcze gorzej
            • Gość: Maja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: VPN:* / 192.168.0.* 19.02.03, 15:04
              Ja też chciałabym wierzyć, że to sie zmieni. Ale wierz mi, z czasem zniszczycie
              to co Was łączy, narosną żale, poczucie krzywdy i pytanie c: czy ja nie
              zasługuje na nic lepszego? Albo przynajmniej na godne życie.
              Uciekaj póki możesz. Ja drugi raz nie popełniłabym tego błędu. Niestety nie
              można dobrze poznać kogoś przed ślubem, a jeśli już masz takie problemy teraz
              to wierz mi. Lepiej nie będzie. Ale wiem sama po sobie ,że sam człowiek szuka
              jakiejś nadziei, bo przecież kocham, bo chcę... Tylko jego sama niestety nie
              zmienisz. Chyba że zdecydujesz się na takie właśnie życie ze swoim "ukochanym".
              Tylko chyba sama wiesz że coś tu nie gra, prawda?
            • Gość: uncja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 19.02.03, 15:07
              No właśnie sęk w tym, że nie da się nikogo wyleczyć wbrew jego woli! Jeśli
              facet nie widzi problemu i uważa, że wszystko jest OK, nie jesteś i nie
              będziesz w stanie NIGDY nic zrobić. Na pewno nie osiągniesz nic tłumaczeniem
              mu, że tak naprawdę nie ma żadnych podstaw do zazdrości. Te podstawy są - w
              jego umyśle. Być może jest to związane z relacjami rodzinnymi, być może z jego
              wcześniejszymi doświadczeniami, być może wynika to z obserwacji otoczenia... Tu
              potrzeba czasem lat psychoanalizy, żeby dotrzeć do sedna problemu. W każdym
              razie ciebie te parę lat z "ukochanym" może kosztować ciężką depresję i równie
              długie wychodzenie z dołka. Jeśli na początku związku facet nie panuje nad
              swoimi emocjami do tego stopnia, to niestety wszystko wskazuje na to, że może
              być tylko gorzej. Znajoma była obrzucana przez męża wyzwiskami, kiedy za długo
              była na zakupach - z dzieckiem w wózku! Z czasem te podejrzenia stają się coraz
              bardziej absurdalne! Był kiedyś taki odcinek "Rozmów w toku" o chorobliwej
              zazdrości - jedną z kobiet mąż wychodząc do pracy zamykał w pokoju na klucz,
              żeby nie "wyszła się puszczać"!!! Problem w tym, że te kobiety, które się
              wreszcie uwolniły jak jeden mąż twierdziły, że zmarnowały sobie kupę lat życia
              i że bardzo ciężko odbudować im wiarę w siebie po latach słuchania, że się jest
              dziwką i szmatą.
              • Gość: królewna_m Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 217.153.6.* 19.02.03, 15:23
                tylko ze ja jestem jeszcze na tym etapie ze WIERZE ze moze byc dobrze i nie
                odpuszcze (chociaz z coraz wieksza swiadomoscia ze marnuje sobie zycie). A skad
                sie wziely u mojego faceta takie zachowania to wydaje mi sie ze wiem: stosunki
                z matka i teraz pewnie nieswiadome znecanie sie nade mna (zemsta?)
                Psychoterapia wskazana, ale najpierw: uswiadomienie mu problemu...tylko
                jak...Macie racje zadne tlumaczenie nie ma sensu, podporzadkowanie sie byleby
                nie prowokowac jest sposobem ale tylko dla kobiet ktorym odpowiada takie zycie.
                Pewnie myslicie ze jestem naiwna ale jeszcze sprobuje bo problem w tym ze tak
                go bardzo kocham
                • Gość: uncja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 20.02.03, 09:31
                  To nie miłość dziewczyno, ty jesteś od niego psychicznie uzależniona! Pomóż
                  choć sama sobie, jeśli jego nie da się namówić na psychoterapię, idź sama.
                  Kurczę, to taki książkowy przykład toksycznego związku "on się nade mną znęcał
                  od 10 lat, ale nie mogłam odejść, bo tak bardzo go kochałam" To żałosne. Mniej
                  byś cierpiałą wykopując go ze swojego życia niż będąc z nim i znosząc te
                  upokorzenia.
        • miauczynska Re: chorobliwa zazdrość męża 19.02.03, 15:14
          Gość portalu: Kasia napisał(a):
          Macie dzieci? My nie i pewnie
          > mieć nie będziemy. Sama nie wiem, co robić...


          Kasiu kochana , nic nie wiem o chorobliwej zazdrości z autopsji bo jej nie
          doświadczyłam , nie zaznałam i nie odczułam względem kogokolwiek i od
          kogokolwiek ale jeśli Twoje stwierdzenie 'sama nie wiem co, robić ..' odnosi
          się do wcześniejszego oświadczenia że nie macie dzieci to wiem co zrobić nie
          powinnaś. NIE wolno Ci mieć w tej chwili dziecka! To niczego nie polepszy bo
          dziecko na pewno nie jest panaceum na kłopoty małżeńskie.
          Znam parę w której żona była chorobliwie zazdrosna
          i uważała że posiadanie dziecka jednego a potem następnego ,przywiąże męża do
          dzieci a w rezultacie do niej i zniweluje chęć zdradzania jej z innymi
          kobietami. Małżeństwo skończyło się rozwodem , nienawiścią , walką o dzieci
          a wcześnieśniej iście dantejskimi scenami z dramatycznym ale autentycznym
          wydzieraniem sobie dzieci z rąk ( wydzieranie nie jest metaforą) i silną
          nerwicą u obojga maluchów. Wszyscy wokół wiedzieliśmy że nie miała podstaw do
          posądzania go o zdrady ale żadne racjonalne argumenty nie trafiały do jej
          rozsądku. Dzisiaj on ma nową szczęśliwą rodzinę a ona czernieje i kurczy się
          w swojej chorobie i nikomu z nas nie pozwala sobie pomóc. Nadal po kilku latach
          od rozstania opowiada o jego wyimaginowanych zdradach i rzekomym piekle które
          musiała przechodzić śledząc i odstraszając jego kochanki.
          Jeśli nie zdobędziecie się na terapię psychologiczną naprawa Waszego związku
          nie ma szans na sukces. To przykre ale prawdziwe.
          • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 19.02.03, 15:29
            Droga Miauczko:)
            Jej, terapia nic nie da, mój mąż dał się zaciągnąć do psychologa jeden jedyny
            raz w życiu, bo go zaszantażowałam i sterroryzowałam. A potem wszystkie wnioski
            z terapii odwrócił na lewą stronę, i dalej wyszło, że on jest w porządku.
            Próbowałam już wszystkiego, on gra ze mną emocjami. Wczoraj, wyobraźcie sobie,
            była dalsza część awantury O NIC (czyli o rzekomą zdradę) i wyrzuciłam go z
            domu. Ale nie, on nie odszedł on się spakował i siedział na dole na ulicy w
            samochodzie. Nie miałam siły go tam zostawić!!!!! Nie jestem silna, nie mam
            silnej woli, nie wiem co robić! Chciałam dać mu do zrozumienia, jak bardzo mnie
            bolą jego oskarżenia i przeciąć te pęta, ale JA NIE MIAŁAM SIŁY!!! Kasia
            • Gość: Maja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: VPN:* / 192.168.0.* 20.02.03, 09:23
              Jak widzisz, to co on robi to zwykły szantaż emocjonalny. Nie wiem co oni chca
              tym zyskać i dlaczego tak sie zachowują. Chcą nas zeszmacić, upokorzyć do
              granic możliwości, na tyle na ile sobie na to pozwolimy. Dobrze wiedzą , że my
              ich kochamy i potrafimy wszystko wybaczyć. Ale ja już nie mam w sobie tego
              uczucia co jeszcze niedawno. Ja juz zrozumiałam i nauczyłam się walczyć. A też
              jestem słabą i kruchą kobietą. Myślę, że do tego się powoli dojrzewa. Mój mąż
              sięgnął już w swojej chorobie dna (w moim odczuciu), bo jeśli wciąga się w
              takie swoje rozgrywki dziecko (jego przecież pupila, którego jak twierdzi kocha
              nad życie) i próbuje użyć go jako próby manipulacji mną, no to przepraszam , on
              kocha?
              Czasami zastanawiam się (naprawdę żal mi go i ja również zrobiłabym wszystko
              aby nam pomóc) co tak go mogło kiedyś zranić, co sie wydarzyło w przeszłości,
              że tak zachwiało jego psychiką, jego samooceną (nigdy się do tego nie przyzna,
              bo zawsze struga twardziela, ale takie rzeczy widać gołym okiem).
              I chciałam Kasiu Ci powiedzieć, że jedna wizyta to nic. I nie należało się
              spodziewać niczego innego. Ja również wiem, że gdyby mój mąż poszedł tam ze mną
              próbowałby zmanipulować również psychologa i zrobi wszystko aby wyszło na jego.
              Nie o to chodzi. Musicie razem pojść na terapię , a odbywa sie to zwykle przy 2
              osobach, kobiecie imężczyźnie (chodzi o obiektywizm i pewien komfort
              psychiczny), ale najpierw on MUSI zdać sobie sprawę, dopuścić taką myśl, że on
              też coś ze sobą musi zrobić, A NIE TY. Mój tez był wielce zdziwiony i
              zdegustywany, kiedy po mojej pierwszej wizycie się okazało, że to on a nie ja
              potrzebuje pomocy. Od razu stwierdził, że to amator.
              Nie daj się oszukać. Wiem, że i Ty masz swoje granice. Życzę Ci wytrwałości i
              siły. Może Tobie sie uda.
            • Gość: uncja Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 20.02.03, 09:35
              Siedział pod blokiem, bo świetnie wiedział, że przylecisz i będziesz go prosić
              o wybaczenie. Kobieto, gdzie twój rozum?! Trochę konsekwencji, jeśli chcesz coś
              osiągnąć. Jedyna rzecz, która może go skłonić do pracy nad sobą to trzeba nim
              porządnie wstrząsnąć! Ale jak każesz mu się zynosić, to nie leć po chwili za
              nim z płaczem i błaganiem, żeby wracał!
              • Gość: Kasia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.crowley.pl 20.02.03, 10:29
                Wiesz, nawet nie prosiłam go o wybaczenie, tylko po prostu zapytałam się gdzie
                jest (zadzwoniłam na komórkę) no i wyszłam po niego. Nienawidzę siebie za to,
                że brak mi KONSEKWENCJI w działaniu - o tym mówiła mi nawet pani psycholog. Bo
                jak nie będę konsekwentna, to w jego oczach będę nic nie warta, i będzie mnie
                jeszcze bardziej olewał. Ale zrobiło mi się go po prostu SZKODA... Kasia
    • Gość: kuleczka ja tez dlatego ide do psychiatry IP: *.gabo.pl 19.02.03, 23:22
      ja tez jestem cgorobliwie zazdrosna..dlatego ide do psychiatry
      • Gość: Maja Re: ja tez dlatego ide do psychiatry IP: VPN:* / 192.168.0.* 20.02.03, 09:25
        Zaskakujace jest, że to właśnie kobiety szybciej potrafia sie do tego przyznać.
        One chyba są silniejsze i może bardziej im zależy na związku, na jego
        ratowaniu.
    • Gość: królewna_m refleksje MOJE IP: 217.153.6.* 20.02.03, 10:31
      Weszlam na watek pt. chorobliwa zazdrosc meza, ponieważ mnie osobiscie dotyczy
      ten problem. Wlasciwie weszlam tu żeby znalesc jego rozwiazanie, tymczasem
      zdolowalam się jeszczce bardziej i zaczelam publicznie uzalac się nad soba i
      mowic jak kazda z was z podobnym problemem jak bardzo jest mi zle. W pewnym
      sensie jest to nieco kojące takie wygadanie się i znalezienie osob ktoe sa w
      takiej samej sytuacji. Ewentualnie doszukiwalysmy się przyczyn takich zachowan
      naszych facetow. Zyczliwe osoby natomiast radzily (z autopsji) albo rozstanie
      albo wyslanie faceta na psychoterapie (ale i tak to niewiele dało, wiec
      najlepiej odpuscic sobie od razu)
      Czy zauwazylyscie, ze jedyna osoba która uporala się z zazdroscia swojej zony
      był cyberski??
      Co z tego wynika?: tylko facet, żadna z nas nie umie pomoc sobie i swojemu
      partnerowi.
      Dlaczego tak jest: (probuje myslec jak facet, logicznie analizujac fakty) otóż
      my kobiety mamy daleko rozwiniete skolonnosci do martwienia się na zapas – to
      po pierwsze. Po drugie zamiast marudzic jak jest nam zle może w koncu
      zrobilybysmy cos aby zmienic obecny stan...i nie bynajmniej przez płacze i
      lamenty tylko przemyslane konkretne dzialanie .
      Wiecie co mysle: to nam potrzebna jest terapia!!!! Jestesmy niedowartosciowane
      i nie mamy wiary w siebie.
      A co do cyberskiego to zobaczcie, facet zaczal wlasnie od siebie i pomoglo, jak
      sam pisze: jego zachowanie (odmienione) wywolalo poczatek zmian u jego zony!
      Nie macie wrazeina ze sam fakkt ze się dajemy w taki sposób traktowac i tak
      reagujemy na ich sceny swiadczy o naszym niedowartosciowaniu, niskiej
      saoocenie. Tu rzeczywiscie trzeba nauczyc się jakis mechanizmow postepowania z
      facetem.
      Facet jest „prosty” (przepraszam za brutalnosc;-)), mysli logicznie i dziala
      jak cos się dzieje, kobieta reaguje emocjonalnie, wpada w panike, poglebia się
      w zalu i rozpaczy. (ojej jest z nim zle trzeba go zaprowadzic na psychoterapie,
      zreszta sama tak myslalam, ale skoro tyle z was opisalo mi ten zabieg za
      zbyteczny wiec sugeruje się doswiadczeniami madrzejszych które to przezyly) Być
      może jakas pomoc psychologa owszem, z czasem kiedy on rzeczywiscie dojdzie do
      tego sam.
      Ale my jak tylko zaczyna się dziac bardzo zle usilnie probujemy zaciagnac go do
      psychologa i liczymy ze powie: mialas racje kochanie, jestem chory, musze się
      leczyc. A to się nie uda. Po prostu nie wierze w taka metode (choc pewnie sa
      wyjatki). Chce powiedziec tylko ze może to MY powinnysmy zadzialac i zrobic cos
      ze soba, nauczyc się takich metod postepowania z facetem żeby po prostu takich
      jego zachowan NIE BYŁO. To jakby rozwiazac ten problem od drugiej strony. Bo z
      tego co wszystkie piszecie to inne metody nie dzialaja.
      Z drugiej strony jednak to co pisze wydaje mi się dobre do zastosowania na
      samym poczatku bo kiedy facet już zaczyna grzebac w pamietnikach, komorkach,
      sledzic na ulicy itp. to już jakby przywykł i czuje się pewnie bezkarny, ma nas
      w garsci i nie wiem czy wtedy jakies radykalne zmiany z naszej strony
      podzilaja:-( i czy powiedzenie stanowczego „nie” z naszej strony nie skonczy
      się poprostu rozstaniem. Nie wiem już sama, duzo we mnie watpliwosci, ale
      sprobowac chyba warto, nie ma innego wyjscia skoro on nie widzii swojej winy,
      na sile go nie uleczymy...
      To tyle, tak sobie myslalam wczoraj i szczerze pogadalam z moim mezczyzna -
      tak się sklada ze kocham go obłednie:-)
      Co myslicie dziewczyny? Chyba warto sprobowac popracowac troche nad soba?

      P.S Dzieki i chwala Tobie cyberski ze się odezwales, to mi dalo do myslenia;-)
      • Gość: Maja Re: refleksje MOJE IP: VPN:* / 192.168.0.* 20.02.03, 10:46
        Wiesz, krolewno. Może rzeczywiście jesteście jeszcze na innym etapie. Ja też na
        początku probowałam rożnych metod. Pracowałam bardzo nad sobą, zmieniłam sie aż
        sama ze sobą źle się czułam. A swojego męża wcale nie ciągnęłam, ani nie mam
        takiego zamiaru na siłę do psychologa. On sam musi do tego dość. W tym sęk, że
        tyle czasu upłynęło, a my osiągneliśmy mimo wszystkich zabiegów dno. Przez ten
        brak zaufania zniszczył to co mnie z nim łączyło. A dalej nie widzi swojej
        winy, chociaż były okresy kiedy równie silnie się starał jak ja. Życzę Ci
        powodzenie. Jesteś wielką idealistką. Jak ja kiedyś.
        • cyberski Re: refleksje MOJE 20.02.03, 14:48
          Jedyna mozliwosc to zmienic i zadbac o siebie. Tylko to jestesmy tak naprawde w
          stanie zrobic. Jesli przy okazji uda nam sie wplynac na zmiane zachowan naszych
          bliskich (chodzi mi o zle zachowania, a nie o te ktore tylko nas deneruja) to
          bardzo dobrze...
          Moja zona przekonala sie co do jednego: NIE JEST W STANIE DYKTOWAC MI JAK MAM
          SIE ZACHOWYWAC, bo tak naprawde jej zazdrosc u swego podloza miala na celu
          wywolanie okreslonej mojej reakcji. JEsli nie pozwolimy na to aby inni nami
          manipulowali wowczas bedzie dobrze
          • Gość: królewna_m Re: refleksje MOJE IP: 217.153.6.* 20.02.03, 15:10
            cyberski napisał:

            > Jedyna mozliwosc to zmienic i zadbac o siebie. Tylko to jestesmy tak naprawde
            w
            >
            > stanie zrobic. Jesli przy okazji uda nam sie wplynac na zmiane zachowan
            naszych
            >
            > bliskich (chodzi mi o zle zachowania, a nie o te ktore tylko nas deneruja) to
            > bardzo dobrze...
            > Moja zona przekonala sie co do jednego: NIE JEST W STANIE DYKTOWAC MI JAK MAM
            > SIE ZACHOWYWAC, bo tak naprawde jej zazdrosc u swego podloza miala na celu
            > wywolanie okreslonej mojej reakcji. JEsli nie pozwolimy na to aby inni nami
            > manipulowali wowczas bedzie dobrze

            i to wlasnie do mnie dotarlo. Wiec zabieram sie za siebie bo wydaje mi sie ze
            jeszczce nie jest za pozno, choc moze niektorzy powiedza ze jestem naiwna,
            idealistka. Ale patrzac na posty wyzej to wlasciwie nie mam wyboru, no chyba ze
            rozstanie, ale tego jak na razie nie biore pod uwage
            • ann.k Re: refleksje MOJE 20.02.03, 23:55
              tylko wiesz co, nie pisz potem na forum jak to strasznie smutno Ci i zle, bo
              juz nie masz sily dalej walczyc; co takiego jest w czlowieku, ze choc wie, ze
              go cos zniszczy, sam sie pcha w to cos...

              ja w swojego tez wierzylam; o jaka ja bylam naiwna; jak czulam sie kochana i
              uwielbiana kiedy dzwonil w srodku nocy i ryczal przez godzine do sluchawki, ze
              mu tak smutno i tak teskni; jak mnie cieszylo, ze mam czulego, uczuciowego
              faceta, ktoremu nawet w nocy jestem potrzebna; i jaka dumna bylam, ze umie
              zadbac o swoje, kiedy zarzucajac mi (nieslusznie jak zwykle) zdrade powiedzial,
              ze jesli od niego odejde on sie zabije, bo nie moze beze mnie zyc; i w wiele
              innych rzeczy mu uwierzylam; a potem dwa miesiace przed slubem otworzyly mi sie
              oczy; i zrozumialam, ze ja go nie kochalam (zreszta sam skutecznie swoim
              zakochaniem zabil wszystkie pozytywne odczucia do niego), ze bylam uzalezniona
              od niego, ze balam sie zostac sama;

              moim zdaniem, krolewno, za wczesnie mowic po 7 miesiacach, ze to juz ten i
              tylko ten; ale zrobisz jak zechcesz; chcesz wejsc w bagno, to w nie idz, tylko
              sie nie zdziw jak potem trudno Ci bedzie z niego wyjsc; jakos trudniej oderwac
              sie od tego co sie swiadomie zle zrobilo;

              powodzenia jednak zycze, bo w koncu kazdy ma prawo do szescia po swojemu; nam
              sie nie udalo, ja juz od dluzszego czasu jestem w nowym, stalym zwiazku i Bogu
              dziekuje, ze mi pozwolil znalezc wowczas sile na wyrwanie sie z matni zanim
              bylo za pozno;
      • Gość: Kasia Re: refleksje MOJE IP: *.crowley.pl 21.02.03, 08:28
        Moja droga Królewno, piękny, optymistyczny był Twój post. Cudnie. Ale co
        zamierzasz robić??? Albo co proponujesz? Jak mamy się zmienić? Może mam dzwonić
        do niego co 5 minut i mówić, kocham Cię, Słoneczko, myślę o Tobie i nie
        zdradzam Cię. To już miałam - co chwilę telefony kontrolne, gdzie jestem, z kim
        jestem, co robię i dlaczego nie ma mnie jeszcze w domu... A ja niby jak mam się
        zmienić? Może zainstaluję sobie system nawigacyjny, żeby w każdej chwili mógł
        mnie namierzyć??? Jak ktoś nie ufa, nie wierzy, to chyba nie kocha tak na 100%.
        Królewno - CO PROPONUJESZ, CO MY MAMY ZMIENIĆ W SOBIE??? Bo u mnie żadna z
        metod nie sprawdziła się: ani psycholog (sama chodziłam wielokrotnie, bo
        myślałam, że to ja jestem nienormalna), ani krzyki, ani płacze, ani szantaże,
        ani awantury, ani terroryzowanie, ani bycie na każdy gwizdek ani bycie kochanką
        jak marzenie ani NIC. PO PROSTU NIC. Czekam na jakieś Twoje rady. Kasia
        • Gość: królewna_m Re: refleksje MOJE IP: 217.153.6.* 21.02.03, 08:53
          Kasiu, podaj mi prosze swojego maila, chyba moge Ci cos powiedziec na ten
          temat, bo bylo pare takich sytuacji, z ktorych wybrnelam bez zadnych poswiecen,
          ograniczen, tlumaczenia sie. Napisze Ci na pewno tylko chyba w poniedzialek, bo
          nie bede dzis i przez weekend miec dostepu do kompa, na razie pozdrawiam i do
          zobaczenia na @
        • cyberski Garsc uwag 21.02.03, 11:20
          Gość portalu: Kasia napisał(a):

          [...]
          CO PROPONUJESZ, CO MY MAMY ZMIENIĆ W SOBIE??? Bo u mnie żadna z
          > metod nie sprawdziła się: ani psycholog (sama chodziłam wielokrotnie, bo
          > myślałam, że to ja jestem nienormalna), ani krzyki, ani płacze, ani szantaże,
          > ani awantury, ani terroryzowanie, ani bycie na każdy gwizdek ani bycie
          kochanką
          >
          > jak marzenie ani NIC. PO PROSTU NIC. Czekam na jakieś Twoje rady. Kasia

          Uswiadom sobie, ze nie jestes sprawca zazdrosci, a “jedynie” ofara
          wspolmalzonka ktory probuje emocjami wymoc na Tobie okreslone zachowania

          Jesli masz dzieci zwroc uwage na to jak one sie zachowuja chcac cos od Ciebie
          uzyskac. W pewnym momencie uwazna “ofiara” odkryje, ze jej wspolmalzonek
          stosuje TAKIE SAME metody. Zachowuje sie po prostu jak dorosle dziecko

          Duzo latwiej jest zmienic siebie niz wspolmalzonka. Zacznij wiec od siebie, a
          jesli on/ona do Ciebie dolacza to dobrze, jesli nie to jego/jej strata. NIE
          TWOJA!! Ale pamietaj masz siebie zmienic nie po to aby sprawca czul sie lepiej
          tylko abys ty jak o ofiara czula sie lepiej

          Pamietaj o tym, ze NIC NIE MUSISZ... Nie masz obowiazku rozmawiac ze sprawca
          jesli nie masz na to ochoty w danej chwili, nie masz obowiazku reagowac na
          jego/jej lzy, obietnice, rzadania... Doskonaly skutek w moim przypadku odnosily
          proste slowa: “wiesz nie mam ochoty w tej chwili z Toba rozmawiac”, “Nie
          wzruszaja mnie twoje lzy”, “Zachowujesz sie jak dziecko” Wychodzilem z domu,
          wychodzilem do innego pokoju w trakcie scen zazdrosci... Poczatkowo to
          ESKALOWALO jej agresje ,ael po pewnym czasie poziom atakow malal, bo sprawca
          nie wiedzial w co uderzyc aby odniesc oczekiwany (lzy, poczucie winy u ofiary,
          doszukiwanie sie wlasnych bledow) skutek

          Niczego nie neguj, bo to tylko jeszcze bardziej zacheca sprawce do dzialania.
          Niczego nie potwierdzaj... Po prostu WYLACZ SIE, bo jest to jedyny sposob aby
          wybic sprawce z rytmu

          I to tak w najwiekszym skrocie, bo teraz tez naprawde nie mam czasu. Jesli ktos
          potrzebuje dokladniejszych informacji to prosze na cyberski@gazeta.pl
    • cossa Re: chorobliwa zazdrość męża 21.02.03, 00:31
      witam:)
      przeczytalam uwaznie to co napisaliscie powyzej. nie mam
      chorobliwie zazdrosnego meza. predzej ja sama jestem ta
      "bardziej zazdrosna" strona zwiazku. Nigdy nie
      podejrzewalam sie o zazdrosc dopoki nie zwiazalam sie z
      kims na kim mi bardzo zalezy. Bylam zaskoczona swoimi
      reakcjami, potrzeba przeszukania komorki, kukania niby to
      mimochodem na drobne karteczki kolo komputera. Brzydzilam
      sie siebie za to co robilam. Byly to drobne gesty, ale
      jakas sila mnie pchala, by wszystko mozliwe posprawdzac,
      by sie upewnic, ze wszystko jest w porzadku. Teraz mysle,
      ze szukalam czegos konkretnego, nie poprzestawalam na
      uepwnieneniu sie, ze wszystko ok. Nie wierzylam, ze moze
      chciec byc tylko ze mna i nie chcialam byc oszukiwana i
      chcialam sama sie dowiedziec. I szukalam, wyobrazalam
      sobie wiele rzeczy, warczalam na jego kolezanki itp itd.
      Pisze to wszystko z relacji osoby, ktora ma zadatki na
      chorobliwa zazdrosnice. Wiem, ze ranie tym M. Duzo nad
      tym myslalam, ciagle w sobie walcze o godnosc i szacunek
      dla niego i samej siebie. Wydaje mi sie, ze zazdrosc to
      jedna z chorob duszy i trzeba ja leczyc. Rozbija sie to
      przede wszystkim o poczucie wlasnej wartosci. To jest
      moje zdanie.
      Od dluzszego czasu obserwuje zwiazek przyjacila i widze
      jaka sile destruktywna ma zazdrosc. Widze tez, ze
      przyjaciel nie umie zrezygnowac z milosci mimo iz bardzo
      cierpi z powodu zazdrosci ukochanej osoby. To wszystko
      jest szalenie trudne, czesto sa to osobiste dramaty
      zazdrosnikow, a tym bardziej sa drmatyczne, ze nieznosni
      zazdrosnicy nie zdaja sobie oni sprawy z tego jak bardzo
      rania..

      zycze Wam wszystkim powodzenia i mysle, ze na przyszlosc
      miejcie oczy i uszy bardziej otwarte, by moze w jakims
      procencie uniknac przykrych niespodzianek.

      pozdrawiam
      cossa
      • Gość: sys Re: nie daj sie zlapac IP: *.ny5030.east.verizon.net 21.02.03, 01:55
        na tym watku, nie uwierzy, tylko pogorszy sprawe, ze na pewno tez inaczej z
        internetu.korzystasz inaczej
    • lib Re: chorobliwa zazdrość męża 21.02.03, 10:58
      Maju
      Dlaczego nie mozna sie dobrze poznac przed slubem?

      Krolewno
      moim zdaniem masz racje, jestescie niedowartosciowane i
      brak Wam pewnosci siebie, to jest glowny problem. To ze
      maz ma problem to inna sprawa i to jego problem ;-))

      Kasiu, napisalas tak
      <<Królewno - CO PROPONUJESZ, CO MY MAMY ZMIENIĆ W SOBIE???
      Bo u mnie żadna z metod nie sprawdziła się: ani psycholog
      (sama chodziłam wielokrotnie, bo myślałam, że to ja jestem
      nienormalna), ani krzyki, ani płacze, ani szantaże, ani
      awantury, ani terroryzowanie, ani bycie na każdy gwizdek
      ani bycie kochanką
      jak marzenie ani NIC. PO PROSTU NIC. Czekam na jakieś
      Twoje rady.>>
      Naprawde Kasiu myslisz ze krzyki, placze, szantaze i bycie
      na gwizdek to zmienianie czegos w sobie? Chodzi tylko o
      to, zeby nabrac do siebie szacunku. Niczego wiecej nie
      trzeba. Jak czlowiek jest, jak napisala Krolewna,
      dowartosciowany i pewien siebie, to nikt mu nie zafunduje
      takiego piekla, bo on na to nie pozwoli.

      Bardzo to przejmujace to piszecie i bardzo Wam wspolczuje.
      Ale mysle, ze glowny problem maja tu jednak "ofiary".
      "Kaci" maja swoj i musza sobie jakos poradzic. To jest
      zreszta ogolniejszy problem, dotyczacy nie tylko
      zazdrosci.
      Gdyby mnie facet insynuowal cos takiego jak Wam, przestal
      by byc moim factem. Bo to by oznaczalo, ze mnie nie
      szanuje. A jesli nie szanuje to nie kocha, tylko tak mu
      sie wydaje. On kocha tylko to swoje blogie poczucie ze ma
      mnie na wlasnosc. Wyobrazam sobie, ze zachwianie takiego
      poczucia musi byc bardzo bolesne. No ale to juz bylby
      (wiem, powtarzam sie) jego problem. Wiem tez, ze
      upraszczam, jak sie kocha to sie probuje pomoc tej drugiej
      stronie. Ale trzeba to tak wywazyc, zeby sobie nie zatruc
      zycia.
      Pozdrawiam Was i trzymam kciuki.
      • Gość: Becia Re: chorobliwa zazdrość męża IP: 80.48.38.* 21.02.03, 11:20
        Wiecie co..ten cyberski miał racje..trzeba zmienic siebie..swoje podejscie do
        meza i całej tej sytuacji.Nie jestesmy albo nie potrafimy byc konsekwentne w
        tym co postanowimy:(i ja sie niestety czesto na tym łapie..mowie sobie dosc..to
        ostatni raz kiedy do mnie tak powiedział itp..a ja nie potrafie zrobic zadnego
        kroku,paraliz jakis czy co???zaczynam wierzyc w to co on do mnie mowi..moze ma
        faktycznie racje???same huśtawki emocjonalne..jakis toksyczny ten
        związek..jedynym wyjsciem jest chyba robic po swojemu..niech zobaczy,że sama
        sobie poradze,ze cos warta..chociaz..moze predzej to mnie samej potrzebne..tak
        sobie mysle..tu trzeba TERAPII WSTRZĄSOWEJ!ale ja nie mam odwagi:(((
    • smxzoom Re: chorobliwa zazdrość męża 08.03.03, 23:25
      Wiesz Kasia, rozumiem Ciebie, to okropna sytuacja.Nie sądzę jednak aby
      tłumaczenie że jestes wierna cos dało. Raczej należy szukać źródła, a nie
      rwącego potoku. Naukowo wiadomo że 30% osób zazdrosnych jest chorych
      nieuleczalnie bo jest to obsesyjna nerwica. Ale pozostała część, większa, moze
      z tego wyjść. Jedną z najważniejszych przyczyn zazdrości jest poczucie
      niższości. Pokazuj swojemu facetowi jaki jest silny, chwal każdą drobna rzecz
      jaką zrobi dobrze, a poczuje się silny.
      Ja również jestem zazdrosny o własną kobiete, a szczególnie wtedy gdy nie
      słysze długi czas miłego słowa w moim kierunku, a nagle mówi jaki to ten, a
      tamten jest fajny. Czuje sie wtedy niedoceniony, odepchniety na bok,
      zagrozony, słaby. Opanowuje mnie złość. Kiedyś kochałaś swojego męża, a on
      ciebie. Nie widziałaś wtedy zazdrości? Oczywiście. Zapewne dawałaś mu wtedy
      dużo miłosci, czułosci, mówiłaś komplementy. Teraz jak jestescie juz w stałym
      związku, zapominasz że te uczucia nie moga zniknąć. daj mu poczuć własną
      miłość, szczególnie że czujesz się przy nim bezpieczna, ze jest silny. To daje
      nam facetom skrzydeł, a jak czujemy się pewnie, to nie czujemy takiej
      zazdrości. Chwal Go nawet znajomym przy nim. Nie tak od razu, bo bedzie
      podejrzewał podstęp. Nic nie jest łatwe w takich sytuacjach, ale możemy to
      zmienić dając , a nie oczekując podarunku. Chciałbym wiedzieć że Ci pomogłem.
      Jakby co, życze powodzenia. Nie poddawaj się. Przecież miłość istnieje w
      każdym z nas.
      • Gość: birma Re: chorobliwa zazdrość męża IP: *.at.ibm.com 10.03.03, 15:48
        Ty chyba nie rozumiesz różnicy pomiędzy normalnym poziomem zazdrości a
        patologią? Skąd wiesz, że dziewczyny nie trafiły właśnie na tę patologię?
        Owszem każdemu człowiekowi (nie tylko facetowi) jest przykro, kiedy druga
        strona przestaje go zauważać i doceniać, ale różnica polega na tym, że tobie
        jest właśnie tylko przykro z tego powodu ale nie obrzucasz żony inwektywami, że
        jest dziwką i szmatą, bo za długo robiła zakupy w supermarkecie (więc pewnie
        romasowała z kimś między regałami). To jest właśnie patologia i żadne
        ciumkanie "misiu, jesteś kochany" tu nie pomoże. Zresztą pokaż mi normalnego
        człowieka, który jeśli jest gnojony przez kilka lat, to ma jeszcze ochotę
        czulić się do oprawcy...
    • Gość: jj09 zazdrość kobiety IP: *.piekary-slaskie.sdi.tpnet.pl 11.03.03, 07:52
      Ja jestem zazdrosna. Wiem o tym dopiero od niedawna, a skończyłam już dawno 30-
      tkę.
      Szaleję ze sprawdzaniem, szperaniem, podsłuchiwaniem itp.!!!
      A przyczyny starałam się analizować i:
      w dwóch poprzednich związkach przeżyłam piekło, które skończyło się bijatykami,
      alkoholem, wyzwiskami, zdradami i wszystkim co najgorsze. Oczywiście wcześniej
      mężczyżni Ci uchyliliby mi nieba. Zawiodłam się. Nie chciałam nigdy być już z
      mężczyzną.
      I poznałam 1,5 roku temu R. Okazuje się że jest normalny. Czuły, dobry i
      najlepszy pod słońcem / a jego najgorsza wada to że mnie ktyrykuje, krytykuje,
      że czuję się często taka malutka- i to też jest pzryczyną mojego zachowania/.
      A ja szukam dziury w całym i żeby udowodnić sobie i całemu światu,że mężczyżni
      są żli, próbuję znależć jego "defekt"-mają to być kobiety. I jak już znajdę to
      pierwsza będę mogła skończyć ten związek.
      Chyba całkiem zwariowałam,nie potrafię walczyć z własnymi myślami, zepsuję cały
      ten związek, który ma przyszłośc. Tak często płaczę nad swoją głupotą, że nie
      mogę patrzeć na siebie do lustra.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka