oltikwieto
11.04.03, 08:48
Przede wszystkim, bardzo nam przykro za skutki, jakie wywolalismy na forum. Chcemy tez wyjasnic motywacje naszego, takiego a nie innego dzialania.
Spotykamy sie z zarzutem, ze pewne sprawy nalezaloby wyjasniac poza forum. Probowalismy, jednak nie dalo to rezultatu. Nie myslelismy o uzyciu az tak ostrych metod, chcielismy ograniczyc sie do sugestii czy aluzji, ze widzimy na F Psy pewien falsz (zreszta, nie tylko my tak to odbieramy), ktory dominuje nad potrzeba dyskusji (stad na przyklad w pewnym momencie szczegolowe pytania o Krakow skierowane do jednej z osob).
W rownolegle powstalej dyskusji dotyczacej tozsamosci w sieci niewiele osob zdecydowalo sie wypowiedziec powaznie, na temat problemu udawania i manipulacji sieciowej; wiekszosc odpowiedzi byla unikowa, ogolnikowa, omijajaca sedno sprawy, co nas bardzo zaskoczylo.
Nie chodzilo nam o absolutnie zrozumiale pisanie pod innymi nickami o osobistych problemach, pisanie pojedynczych postow pod okazjonalnym nickiem, zmiane nicka gdyz poprzedni sie opatrzyl, nie podawanie charakterystycznych danych o sobie - dla bezpieczenstwa, itp. Zaskoczylo nas, ze glownie przeciw krytyce tych, jakze oczywistych motywow (ktorych zreszta nie krytykujemy) rozpetala sie wojna.
Powiedzenie "nie toleruje nigdy drugich nickow" jest jasne i oczywiste, natomiast stwierdzenie "niektore dwunicki sa ok, inne nie i dlaczego" dla wielu okazuje sie intelektualnie nie do przejscia.
Wielu forumowiczow propozycje dyskusji o problemie odebrala jak osobisty atak - ciekawi nas geneza takiej reakcji. Maile otrzymywane przez niektorych naszych znajomych (zarzucajace im, ze kiedys, gdzies, pod innym nickiem cos powiedzieli) rowniez pokazuja, ze problem manipulacji wielotozsamoscia istnieje, glebiej niz chcialoby sie przyznac, choc rozmowa o nim traktowana jest traktowana jak "smierdzace jajo", a agresja skierowana przeciwko tym, ktorzy smieli ten temat poruszyc.
Dlaczego, skoro "wszystko jedno kto skrywa sie pod tymi paroma literkami"?
W przypadku pani_domu - od pierwszych postow rzucalo sie w oczy, ze jest to ktos, kto swietnie zna forum, zarazem nie moze mieszkac w Krakowie. Ciekawi bylismy autora zartu, po pewnym czasie mielismy swoj typ. Zart przestawal byc jednak smieszny, wyplywajace coraz nowe detale, ewidentnie wymyslone, coraz bardziej razily. Zaczelismy dawac do zrozumienia, ze gra nie jest niewidoczna, a staje sie przykra - spotkalismy sie z totalnym wyparciem i coraz wiekszym zalewem ewidentnej fikcji. Trudno nam bylo zniesc arogancje tej klasy, w stosunku do forumowiczow, zwlaszcza tych, ktorzy oczekuja szczerosci a nie kreacji.
Gdy wyszlo jednoznacznie na jaw, ze pani_domu to ta sama osoba co dodo (wskazywalo na to IP zostawione w liscie pani_domu - bynajmniej nie proxy), po prostu opadly nam rece. Zobaczylismy, ze dotad przez nas szanowana i lubiana dodo, jest taka sama kreacja jak jej "mlodsza siostra", jest rownie nieprawdziwa. Dotychczasowy wizerunek tej postaci rujnowala zreszta jej reakcja - nadzwyczaj agresywna, rozdmuchujaca sprawe na forum. Stad wziela sie az tak ultymatywna tresc naszego listu - nie moglismy zniesc tej ilosci falszu, wrecz brawurowego.
Nie mozemy zrozumiec dlaczego i po co ktos udaje, tak precyzyjnie planujac kolejne osobowosci - wszystkie szczegoly dotyczace ich zycia prywatnego, zawodowego, dzieci, rodzin...
Zreszta, gdybyz problem ograniczal sie do jednego przypadku, choc ten zdaje sie byc wyjatkowo mocny. Razi powszechna filozofia Kalego: ja udaje - dobrze, ty udajesz - zle.
Czy rzeczywiscie osoba ktora siada przed ekranem komputera, staje sie kims zupelnie innym? Jesli wariacje tozsamosci internetowej uznamy za normalke, odpowiedz na powyzsze pytanie powinna brzmiec "tak". A skoro medium komunikacyjne jakim jest internet jest "innym" swiatem, to czy inne srodki komunikacji - telefon, list itp., nie powinny byc tak samo traktowane? A skoro tak, to dlaczego krytykujemy oszustow w zyciu codziennym, a w pelni akceptujemy internetowych?
Wynikla afera wykazala, ze forum nie jest zdolne do podjecia rzeczowej dyskusji - dlatego sprawa skonczyla sie ?w taki a nie inny sposob. Rozumiemy tych, ktorzy nie sa zainteresowani wyznaczeniem granic umownosci internetowej. Nie rozumiemy natomiast tych, ktorzy sa zainteresowani tym, aby granice te nigdy nie zostaly?wyznaczone.
Wyglada na to ze, krytykowane przez wielu, dyskusje o zdradach, tesciowych i innych "nieszczesciach" sa jedynymi rozmowami jakie sa na tym forum mozliwe - poruszenie glebszych tematow skonczy sie jatka, lub totalnym brakiem zainteresowania, gdyz zbyt wiele osob za bardzo musialoby w nich pokazac prawdziwa twarz, wychylic sie zza maski... Czy wlasna twarz nie jest tego warta?
To rowniez swiadectwo, ze zycie netowe i "zwykle" przeplata sie ze soba i wzajemnie sie przenika. Przeciez nawet gdyby ktos przyznal sie, ze uzywa drugiego nicka, ktory powiedzmy zachowuje sie niezbyt pieknie, coz wlasciwie by sie stalo? Przeciez i tak ewentualne odium spadloby na jakiegos tam nicka (czy kilka nickow), a osoba ktora siedzi przed komputerem zostalaby nietknieta, wszak i tak nikt nie wie, kto to jest. Dlaczego wiec strach przed prawdziwoscia, skoro nie goroza za nia zadne, najmniejsze nawet konsekwencje??Czyzby jednak Internet nie do konca byl "innym swiatem", a zachowanie w sieci przekladalo sie na zachowanie w "realu"? Po co wiec asekuranckie zastrzezenia ze to "Internet to inny swiat"???Wyglada na to, ze o ile Internet pozwala na pozbycie sie wstydu, niesmialosci i "bycie naprawde soba" - z tej szansy korzystaja tylko nieliczni. Reszta woli caly czas nosic maske - tym wieksza, im bardziej bezkarnie sie czuja. Uczciwosc w sieci wprost proporcjonalna do "swiadomosci internetowej", czyli wiedzy o tym ze mozna i jak mozna falsz wykryc? Byc moze...?Jest tez druga mozliwosc - mozliwosc "bycia soba" i poczucie anonimowosci inaczej wyglada u roznych osob - u jednych wyzwala to co w nich najlepszego, u drugich wrecz przeciwnie.
Dlaczego dopiero teraz te przemyslenia, choc zjawisko istnieje od dawna??Dlaczego nie zaczelismy od nich, widzac, jak zaczyna sie to nasilac??Dopiero teraz, po wszystkich reakcjach z jakimi sie spotkalismy sie na forum, mozemy pokusic sie o wnioski i jakies podsumowanie - niezbyt niestety optymistyczne.??Wychodzi na to, ze na glosne protesty jest tylko jedna rada: "După anestezie totul va fi în regulă" - po znieczuleniu wszystko bedzie w porzadku...?
Na koniec chcemy podziekowac wszystkim tym, dzieki ktorym to forum sie skrzylo, z ktorymi zawsze bylo ciekawie rozmawiac i czytac, obojetnie na jaki temat. Tych z ktorymi dotykalismy czegos autentyczego i glebszego w dyskusjach na forum. Nie chcemy wymieniac listy nickow, gdyz moglibysmy kogos nieslusznie pominac.
Dziekujemy, i przynajmniej na jakis czas wycofujemy sie z forumowania
OLT oraz kwieto.