Gość: ankaaa1
IP: *.pde.philips.com
16.04.03, 13:52
I co to jest "toksyczny zwiazek"?
Jestem, bylam (???) z mezczyzna od dwoch lat.
Nigdy nie bylo rozowo - to on mie zdobyl, moje zaufanie
i bezgraniczne oddanie, bo ja kocham tylko tak - calym sercem!
Poznalam go na wylot, jego rodzine, przyjaciol..
ich stosunek do niego - czesto - "dziwak"
A ja tego dziwaka pokochalam, zapomnilam o sobie, o swoich pragnieniach, o
bezpieczenstwie, o tym, ze jestem inna, ze drazni mnie wegetarianizm, ze
wole seriala a nie inne programy - ale bylo - czasem lepiej - gdy
ustepowalam we wszystkim gdy kochalam jego wady...
Najczesciej gorzej - gdy wykrzyczalam swoje stanowisko.
Oj wtedy sie dzialo!!!
Wyzwiska, awantury, ze jestem niereformowalna, ze nie wiem o ludziach nic
i mnostwo innych rzeczy.
Czlowiek ktory nigdy nie powiedzial PRZEPRASZAM
Nawet wowczas gdy bylo dobrze, probowalam wytlumaczuc mu, ze powinien uczynic
ten gest... nic z tego konczylo sie to nastepna awantura i wyrzucaniem mnie z
domu, nie odbieraniem telefonu.
I tak w kolko, ja potem dzwonilam, przepraszalam, ( ja przepraszalam - to
chore, wiem )i znowu - moje "zmienie sie, ja sie zmienie - a Ciebie nie bede
zmieniala Kocham Cie."
Swiadkiem tego sa nasi przyjaciele, szczerzy czy nie? Nie wiem .
Oni mowia - rzuc, zostaw, nie dzwon.
Ale ja do cholery jestem chyba niereformowalna bo dzwonilam po raz kolejny i
kolejny.
I slowa jego rodzicow - daj spokoj sobie z nim - jego wybuchy zlosci i
agresji ( nie tylko slownej ), wiemy o tym - na nas tez krzyczy jak cos jest
nie po jego mysli.
dajcie sobie troche czasu.
A ja jak na zlosc - samarytanka - bylo mni szczerze szkoda jego matki ktora
plakala i mowila - "co mam robic"
A teraz - teraz jest kolejna klotnia
Znowu dzwonie uspokajam, znowu mowie KOCHAM, TESKNIE, WROC...
w kolko, w kolko...
wiem on jest rozdrazniony! On ma problem ze stosunkami miedzyuludzkimi.
W swoim 33 letnim zyciu 14 krotnie zmienial prace.
Teraz znowu pracuje, zlozeczy na wszystko!
Ja mam swietne stanowisko pracy, pewna dobrze platna posade, to ja jestem
jego ostaja.
Ale od dwoch tygodni tkwie w zawiaszeniu, tlumacze mu, ze swieta, ze trzeba
sie pogodzic..
Od tygodnia juz uskuteczniam jakas glupia glodowke, czy tez odchudzanie, pale
na potege!
Nie wiem co mam ze soba robic, chodze z kata w kat - w pracy zaleglosci rosna
w zastraszajacym tempie a mi sie nie chce zyc...
Blagam, portadzcie mi jak mam dotrzec do takiego czlowieka, jak wytlumaczyc
ze jestem jadyna osoba na swicie ktora tak bardzo stara sie go zrozumiuec i
pomoc i byc zawsze na wyciagniecie reki gdy np. nastepny szef okaze sie
imbecylem, a On nie bedzie pracowal z debilami i rzuca to.
Bierze co raz to fajniejsze kredyty, zeby oddac pieniadze mi, potem znowu
pozycza..
Cholera - kiedys mu to powiedzialam.
Ze najbardziej to w ostatecznym rozrachunku bije po kieszeni mnie !!!\
Koszmar!
Zero odpowiedzialnosci
jak z takim czlowiekiem zyc???
Niech ktos mi poradzi, blagam.
Prosze tylko nic w stylu " olej go "
"wroci jak zateskni" - przerabialam to juz wielokrotnie
zawsze niestety to ja wracalam i nowu przepraszalam.
Kocham go i tesknie, jak mam do niego dotrzec???
Jestescie moja ostatnia deska ratunku.
Dzisiajszej nocy nie spalam, mialam mysli samobojcze, mialam garsc tabletek w
reku...
a w tym wszystkim jest jeszcze dziecko, moje dziecko...
Ktore sie bardzo do Niego przywiazalo i teskni.
Cos ze mna sie dzieje dziwnego - stracilam ochote by sie ruszac, by
cos zjesc, by spac...
Pomocy, jak mu wytlumaczyc???
Jkak przekonac ze Go kocham???