Gość: realista
IP: *.internetia.net.pl
17.03.10, 19:20
Piszę w odpowiedzi na post nicka "volga_jasnowidzaca". Moja droga kariery była
podobna.
Zaczęło się od studiów, nomen omen nauki polityczne (może to one przyciągają
najlepszych tzw. humanistów?). W trakcie było szereg niskopłatnych prac nie
związanych z tym co chciałem robić po studiach. Było kelnerowanie, była praca
w kinie, ale były też bezpłatne praktyki i staże związane z konkretnym
zawodem. Na koniec studiów zarabiałem już średnią krajową i wszystko szło w
najlepszym kierunku. Po studiach było pół roku nic. Nie potrafiłem znaleźć
sensownego etatu. Ale potem odmieniło się. Dobra praca, za dobre pieniądze.
Skracając, obecnie nadal jestem w Polsce (i nie zamierzam wyjechać), na
stanowisku kierowniczym - marketing...
Ale wyciągam ZUPEŁNIE INNE WNIOSKI niż panna "volga". Otóż mój "sukces"
zawdzięczam temu, że jestem naprawdę dobry. Mam wiele umiejętności,
predyspozycji, które stawiają mnie w wąskim gronie najbardziej interesujących
kandydatów. Niejednokrotnie wygrywałem castingi na pracę z licznymi
kandydatami, z najlepszych szkół itd.
Ale przecież nie wszyscy muszą być najlepsi aby mieć szanse na godny rozwój
zawodowy! Gdybym był tylko odrobinę słabszy to nie miałbym szansy na coś
więcej niż prosta praca w sprzedaży. Panno "volga" - to jest moja polemika.
Czekam na odpowiedź :)