czekamnawiatr
29.09.26, 16:28
Krótko: koleżanka jest teściową, młoda stażem, bo trzyletnią. Sami z mężem Zaprosili młoda parę ( córkę i świeżo poślubionego męża) do siebie. Tzn zaproponowali, że jak młodzi chcą to mogą, dom duży. I tak w międzyczasie se okazało, że ona tego swojego zięcia jednak nie lubi. Jednak jej przeszkadza w domu. Ale skoro zaprosiła, to siedzi cicho. Ale kilka spraw jej siedzi drzazga w ... Jedna z nich : jej ukochany taras. Ma swoje miejsce w domu, oszklony taras, urządzony jak sobie wymarzyła. Kiedyś podobno odpoczywała tam po pracy. Teraz - zięć przejął . Albo siedzą tam z córką, albo z kolegami. Nic złego nie robią, nie chlaja, nie demolują , a jednak ona już swojego miejsca tam nie ma. Rozmawiała z córką , usłyszała że przesądza. Dalej: zięcia często odwiedza mamusia, nasza bohaterka delikatnie mówiąc, za nią nie przepada. Mamusia moim zdaniem chamska, bo " przyjeżdża do syna" , potrafi wejść do kuchni, powiedzieć " cześć Krysia" , zrobić sobie kawkę i wyjść. Bo przecież przyjechała do syna. I znów niby nic, ale jakoś niefajnie. Zwłaszcza że bywa u syna 2-3 razy w tygodniu. Potrafi zrobić przegląd szafek " u młodych", wyparować w niedzielę o 7 rano, bo z synem na grzyby jedzie itd. Młodzi dostali do dyspozycji trzy pokoje i łazienkę na piętrze, kuchnia jest wspólna.
Dalej: młodzi sumiennie płacą za siebie rachunki, nie demolują części wspólnych.
Koleżanka zamierza delikatnie porozmawiać, żeby się wyprowadzili, ale da się to zrobić bez kwasów w rodzinie? Najpierw zaprasza a potem wypad? Nie umawiali się na mieszkanie na zawsze, nie umawiali się też na trzy lata... Teściowe, przesadza ona czy ma trochę racji? I jak byście to rozwiązały?