Gość: Daniel
IP: *.adsl.inetia.pl
23.07.11, 14:46
to może podzielę się swoim doświadczeniem w jednej z firm BIG 4 (na chłodno, po kilku latach):
po udanej rekrutacji - dla inteligentnej osoby a jednocześnie nie kujona (za takiego się uważam - jestem prawnikiem z wykształcenia, ale nigdy nie bałem się matmy - która się w życiu przydaje) nie powinno być z tym problemów... chociaż większość aplikantów testów oczywiście nie zalicza na odpowiednim poziomie.
Byłem na 2 miesięcznym stażu przed kilku laty w Warszawie a pochodzę z innego dużego miasta. Warunki super, niczego nie brakowało, napoje do woli, luksus w biurze etc. Na początku była super atmosfera, w pierwszym dniu poznajesz wszystkich ze swojego działu i jak każdy trainee zaczynasz od tzw. researchów i innej pracy typu kserowanie (jako najmłodszy musisz swoje odpracować). Zarobek 1750 zł netto - jak na Warszawę krucho....
Po jakimś czasie niektórzy ludzie zaczynają pokazywać różki, ale to inna historia...
Ludzie?
Od super inteligentnych i chętnych do pomocy ludków do podsrywaczy i młodych wilków ze wsi, którzy dla pracy w korporacji gotowi są do wszystkiego i niestety także do tzw. podsrywania. Cecha wspólna - wszyscy dobrze znają angielski i generalnie są bystrzy.
Moja przełożona - no cóż nie trafiłem najlepiej, ważne są wspólne zainteresowania a my ich nie mieliśmy i wydaje mi się, że to także miało znaczenie w tym, iż staż trwał tylko 2 miesiące po czym mi podziękowano. Starałem się pracować jak najlepiej i kiedy po 2 miesiącach mi podziękowano było mi autentycznie przykro choć nie czułem się w Warszawie najlepiej i z dzisiejszej perspektywy zadowolonego pracownika innej branży dziękuję Bogu, że wtedy ten staż się skończył bo podatki nie są tym co chciałbym robić przez całe życie... No ale nie popełnia błędów ten co nic nie robi i na początku tego nie wiedziałem.
Plusy stażu: poznanie korporacji i całej jej otoczki, podszkolenie języka, poznanie Warszawy, nowych ludzi (także obcokrajowców) i w ogóle umiejętności samodyscypliny co bardzo przydaje mi się w obecnej pracy, gdzie na szczęście nie wszyscy są takimi alfami i omegami jak w Big 4 - powtarzam na szczęście.
Minusy: duży stres, nie chodziłem z radością do pracy jak do obecnej (!)
Kiedy przychodziłem do Big4 myślałem, że złapałem Pana Boga za nogi i tak myśli większość ludzi z zewnątrz. Dodam, że startowałem do 3 firm z Big 4 - do pierwszej zabrakło mi 1 pkt z angielskiego, do drugiej się przyjąłem i ją opisuję a do trzeciej byłem w trakcie tj. przed AC, na które nie pojechałem z powodu akceptacji oferty z 2). Dodam jeszcze, że z mojego działu sprzed około 5 lat nie ma już ok. 50% składu co jest dosyć wymowne. Ponoć w oddziałach lokalnych ludzie nie są merytorycznie tak dobrzy jak w Wawie, ale megalomanów oczywiście nie brakuje. Chętnie odpowiem na pytania.