Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korporacji

    07.09.05, 17:32
    Dostaliśmy taki list od czytelnika:
    Dostałem w poczcie służbowej przez pomyłkę taki oto list.
    W tym liście to JA jestem obgadywany, bo autor, źle użył programu pocztowego.
    Poczytałem sobie ostatnio w związku ze sprawą p. Anny Jaruckiej, jakie to
    chwyty są stosowane w naszych biurach, ba - ministerstwach. Nie chciałbym być
    ostatnim jeleniem, który się dowie, że intrygi i knucie to norma. A więc -
    czy to norma?
    Oto list:
    „Witaj,
    Nie daj się sprowokować, bo o to jest gra. Chcą zrobić z Ciebie
    niekulturalnego, pyskatego gościa, z którym nie da się współpracować. A taki
    nie jesteś, więc wzmacniaj swój autorytet spokojem i profesjonalizmem. Stary
    numer. I niestety skuteczny, więc nie daj się wciągnąć.
    Wyślesz tego maila w odpowiednim momencie do odpowiedniej osoby jak przyjdzie
    temat, że [nasz dział] nie chce współpracować z [ich działem] tylko kupuje
    rozwiązania na zewnątrz.
    Miałem to samo w [nazwa dużej firmy], też prosili o spis odpowiedzialności.
    Część się zmieniła, a część nie. Ale ta druga część podnosi w tej chwili
    statystyki bezrobocia.
    Pozdrawiam"

    Historia jest - jak to w biurze - dosyć prosta. Dwa działy prowadzą projekt.
    Zatrudniona została osoba do koordynacji. Dostaję od niej polecenie, by
    zrobić dodatkową pracę. Nie wiem, czy koordynator zdaje sobie sprawę, jaka to
    praca i jakie są konsekwencję tej propozycji - proszę w mailu, by
    doprecyzował, za co odpowiada moja sekcja, jakie są nasze obowiązki. Bo
    założenie projektu było takie, że moja sekcja ma się tym nie zajmować. W
    odpowiedzi dostaję list, że założenia są takie, „jak na początku". A potem -
    ten mail. Najwyraźniej koordynator omawia posunięcia z kolegą, przesłał mu
    list, a on mu chciał odpowiedzieć.... Obaj pracują w firmie od niedawna

    Jeśli nie rozumiecie o co mi chodzi, dodam jeszcze, że w mojej firmie
    dotychczas nie traktowało się pracy jak „gry", nie było zwyczaju zbierania
    kwitów dla „odpowiedniej osoby" na „odpowiedni moment". Poczty elektronicznej
    używamy już parę lat, ale do tej pory pytanie o zakres obowiązków było
    pytaniem o zakres obowiązków i już.

    a) co powinienem zrobić? Powiedzieć komuś o tym? Autor listu pracuje w firmie
    od niedawna, ale prawie na pewno będę z nim współpracował. Mam z nim „grać"?
    A koordynator? Czy mam mu powiedzieć, że znam tę korespondencję?
    b) czy sposób, w jaki autor mówi o pracy (gra, odpowiednie osoby) to norma?
    Autor jest młody, ale doświadczenia zdobyła w dużych, renomowanych
    korporacjach.
    c) jeśli to norma, to jak się tego nauczyć?

    imię i nazwisko do wiadomości redakcji

    CO O TYM SĄDZICIE? CZY TAKIE ZACHOWANIE W KORPORACJI TO JUŻ NORMA?
    Obserwuj wątek
      • Gość: szopen Podobna (mniej wiecej) historia IP: 218.19.71.* 07.09.05, 17:49
        Swego czasu pracowalem gdzies tam za gorami za morzami.
        Na dosc wysokim stanowisku byl nowo zatrudniony pewien Niemiec o Polskim
        nazwisku.

        Pewnego dnia przychodzi do mnie gruba koperta a w srodku kilkanscie stron
        maszynopisu z opisem tego co sie w firmie nie tak dzije, skandali, kto kogo i
        dlaczego i tym podobnych "pogladow".
        Bylo to w stylu "Ty wielki wodzu wiesz jak jest na swiecie ja tylko chcialbym
        Ci zwrocic uwage ze Bolek kradnie jablka a Zenek ma skapa zone....."

        Przeczytalem kilka pierwszych i kilka ostatnich stron.
        Gosc sie ciut pomylil, nie do mnie byla ta rozprawka.

        I co zrobilem?
        Nic.
        Poszlo owe arcydzielo do kosza, razem z kubeczkami po lodach i blyskawiczym
        makaronie.

        Wiem ze koles spedzil kilka dni na pisaniu.

        Wiem ze gdyby to pismo do adresata dotarlo to by autora wywalili na bruk.

        Mial tworca szczescie, ze glupi i nie potrafil rozroznic ze ....ski i .....ski
        to zupelnie rozne osoby.
        • jasmina_tdi wyścig 07.09.05, 18:01
          Biegnijcie szczurki, biegnijcie. Jak wszyscy wykitujecie na zawał, to zażyczę
          sobie pięć razy tyle za godzinę pracy.
          Pozdrawiam!
      • Gość: ala Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.05, 19:29
        Pytanie : skad pewnośc że to nie bylo celowe, ze list dotarł do ciebie nie przez pomyłkę?? zastanów sie.. skoro to gra.... ja nie uwierzyłabym w pomyłkę..
        pozdrawiam...
        • Gość: yhm Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.icpnet.pl 07.09.05, 21:26
          W mojej firmie- jeszcze nie korporacji- al ejuz aspirujacej. Taki etechniki sa
          dosc normalne. Mianowicie- zaczyna sie od maila ogolnego z zarzadem w dw-
          zazwyczaj sa to zarzuty nadawcy w stosunku do odbiorcy- ze nie wywiazal sie z
          obowiazkow, ze nie na czas i takie tam (zaznaczam, ze w mojej firmie czas jest
          bardzo istotny z punktu widzenia klienta). Odbiorca widzi, ze w DW jest zarzad-
          odpisuje oficjalnie, ale potem nieoficjalnie li i jedynie do nadawcy. Zaczyna
          sie miedzy nimi wymiana mailowa- bardzo czesto nadawca, spuszcza w kolejnych
          mailach z tonu- az dojdzie do momentu: Stary, ja Cie rozumiem ale co mam zrobic
          jak klient grozi, ze odejdzie?/ W tym momencie odbiorca sie wysypuje: ze zle
          zorganizowana praca calej firmy, zarzad nie wie co robi, on wie lepiej- kretyni
          i debile. Nadawca na taki list juz nie odpisuje ale skrzetnie go przechowuje i
          w nastepnej publicznej dyskusji mailowej mozna znalezc sugestie- nie podskakuj
          ja cos wiem, lub za jakis czas wyjdzie to co zostalo wczesniej napisane-
          klasyczne zbieranie hakow na kogos.
          Innym zwyczajem jest sytuacja odwrotna na noze- zaczyna sie od maili
          prywatnych, a jak sytuacja jest juz zaogniona dochodzi w DW zarzad zanim sie
          odbiorca zorientuje jest juz za pozno.
          Przy czym nadawca bardzo czestow ie, co druga strone, moze zabolec: np.
          zwroty "moze sie Pan nie orientuje bo ejst pan nowy", "razacy brak
          niekompetencji, "powtornie", "ponownie"- male slowa a podgrzewaja atmosfere.
          • Gość: J Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: 167.230.38.* 12.09.05, 22:00
            Dlatego do takich dyskusji sa telefony a nie maile...
        • Gość: szopen Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: 206.73.209.* 08.09.05, 03:12
          To na 100% nie bylo celowe.
          Dotyczylo albowiem spraw z ktorymi ja nie mialem w zasadzie wiekszego zwiazku
          (Ja jestem inzynierem a chodzilo o to co sie dzieje w dziale sprzedazy).
          Po prostu kolesiowi sie nazwiska pomylily.
        • jpawl Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo 08.09.05, 18:21
          No wiesz czasem nie kontoluje się dokładnie tego co Outlook dopisuje z książki
          adresowej, szczególnie przy dużych firmach, gdzie zdarzają się np. osoby o tym
          samym imieniu i nazwisku :)
      • Gość: bassPL Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.aster.pl 07.09.05, 21:38
        Jak widać to nie politycy czy system czynią życie w Polsce nieznośnym.
        To ludzie.
        Za parę złotych gotowi sie sk...ić.
        Odnoszę wrażenie że czym więcej ludzi studiuje tym więcej bydła wokół.
        Daj chamowi kij a znajdzie podwładnego na którym go połamie.
        Szpagatowa inteligencja, psia krew.
      • Gość: Zmęczony Trzeba z młodymi naprzód iść :(((( IP: *.chello.pl 08.09.05, 09:51
        Skoro list z pytaniem o zakres obowiązkow może być argumentem w rozgrywkach
        biurowych, to najwyraźniej ci młodzi kolesie się zorientoali, że szef
        (szefowie) nie wie za dobrze, na czym polega projekt i od czego zależy
        powodzenie tego projektu.
        Założę się też, że ten szef - choć nie wie, o co chodzi -świetnie wypada na
        zbraniach z wyższyk ierownictwem.
        Trafiłem?
        Cóż korporacje. Najciekawsze, że one dobrze na tym wychodzą. Zatrudnianie
        kompetentnego szefa wychodzi za drogo.
        Projekt i tak zostanie wykonany - dzięki waszemu oldskulowemu autorowi listu, a
        premie za to dostanie szef i jego młodzi podopieczni, którzy zbiorą do tego
        czasu odpowiednie kwity (czyż tych technik nie opisała wzmiankowana w liście p.
        Jarucka - mówiła zdaje się, ze wynosiła kopie kwitow z MSZ na wszelki wypadek)

        Dlatego stawiałbym na młodość. Oni wygraja
      • livja Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo 08.09.05, 09:59
        Ile to się można o sobie dowiedzieć przez przypadek albo czyjąś nieuwagę ...
        Otóż zdarzyło się w mojej firmie, że pewna pani z innego miasta rozmawiała z
        pewną panią z mojego biura przez Skyp'a (używamy tego w firmie do wewnętrznych,
        firmowych rozmów). Nagle ktoś zadzwonił do niej na komórkę więc ona do pani z
        mojego biura: "poczekaj Ania, odbiorę tylko telefon i zaraz się z tobą znowu
        skontaktuję". No więc Ania mówi ok i czeka, słuchawek z uszu nie zdjęła, skypa
        nie rozłączyła, okazało się, że rozmówczyni też tego nie zrobiła. Nagle Ania
        słyszy rozmowę koleżanki z tą drugą osobą: "słuchaj, k...wa, jak oni tam
        pracują, k..wa, ta Anka to jest niezle po.....na, ja pi......, ja jej zadaję
        proste pytanie a ona mi opowiada nie wiadomo co, wielka pani dyrektor,
        k...wa ...." Co było więcej, nie wiem, ale na pewno było jeszcze sporo, ale
        Ania wstrząsnięta więcej mi nie powiedziala. Najdziwniejsze, że obie te panie,
        współpracując ze sobą od 3 lat sprawiały wrażenie dość zaprzyjażnionych,
        żadnych konfliktów nigdy między nimi nie było, zresztą w ogóle atmosfera w
        mojej firmie jest całkiem przyjemna. No, może była do dnia tamtej rozmowy ...
        Teraz już nie wiadomo, kto jest uczciwy a kto tylko stwarza pozory uprzejmości.
        Smutne to.
        A poza tym, niestety, w mojej firmie również pewne osoby bardzo lubią wysyłać
        do innych e-maile z zarządem w "DW", kiedy tylko coś im się nie spodoba,
        natomiast kiedy im się zdarzy jakaś wpadka, sprawę rozwiązują tylko i wyłącznie
        telefonicznie, żeby ślad po tym nie pozostał.
        • Gość: Pegaz ważni ludzie w DW IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 08.09.05, 10:52
          > A poza tym, niestety, w mojej firmie również pewne osoby bardzo lubią wysyłać
          > do innych e-maile z zarządem w "DW", kiedy tylko coś im się nie spodoba,
          > natomiast kiedy im się zdarzy jakaś wpadka, sprawę rozwiązują tylko i
          > wyłącznie telefonicznie, żeby ślad po tym nie pozostał

          Na takie przypadki jestem uczulony. Gdy kolega próbuje rozwiązać swoją wpadkę
          wyłącznie telefonicznie, a wcześniej kilkaktotnie obwieszczał za pośrednictwem
          DW, całej górze o problemach w projekcie, to piszę do niego list podsumowujący
          całą sprawę. Oczywiście z użyciem DW. Niepostrzeżenie daję się wciągać w tą
          grę :(

          Zastanawiam się jednak jak reaguje *góra* na takie mail-e. Jeśli codziennnie ma
          kilka, klikanaście takich DW, często o sprawach niedostrzegalnych z ich
          poziomu. Czy uodparniają się na np. Kowalskiego ("o... znowu coś przyszło od
          niego, pewnie jakaś pierdoła lub drobiazg. Nawet nie będę zaglądać"). Czy też
          po nitce idą do kłebka i drążą temat wywołany mail-em Kowalskiego ?

          pozdro
          Pegaz.
          • quatre Re: ważni ludzie w DW 08.09.05, 12:03
            > Zastanawiam się jednak jak reaguje *góra* na takie mail-e. Jeśli codziennnie
            ma
            >
            > kilka, klikanaście takich DW, często o sprawach niedostrzegalnych z ich
            > poziomu. Czy uodparniają się na np. Kowalskiego ("o... znowu coś przyszło od
            > niego, pewnie jakaś pierdoła lub drobiazg. Nawet nie będę zaglądać"). Czy też
            > po nitce idą do kłebka i drążą temat wywołany mail-em Kowalskiego ?



            'góra' - w mojej firmie reaguje w ten sposób, że maile od pewnych osób są
            automatycznie przenoszone do folderu 'wiadomości-śmieci'
          • karol.novak Re: ważni ludzie w DW 11.09.05, 04:12
            Gość portalu: Pegaz napisał(a):

            > > A poza tym, niestety, w mojej firmie również pewne osoby bardzo lubią wys
            > yłać
            > > do innych e-maile z zarządem w "DW", kiedy tylko coś im się nie spodoba,
            > > natomiast kiedy im się zdarzy jakaś wpadka, sprawę rozwiązują tylko i
            > > wyłącznie telefonicznie, żeby ślad po tym nie pozostał
            >
            > Na takie przypadki jestem uczulony. Gdy kolega próbuje rozwiązać swoją wpadkę
            > wyłącznie telefonicznie, a wcześniej kilkaktotnie obwieszczał za
            pośrednictwem
            > DW, całej górze o problemach w projekcie, to piszę do niego list
            podsumowujący
            > całą sprawę. Oczywiście z użyciem DW. Niepostrzeżenie daję się wciągać w tą
            > grę :(
            >
            > Zastanawiam się jednak jak reaguje *góra* na takie mail-e. Jeśli codziennnie
            ma
            >
            > kilka, klikanaście takich DW, często o sprawach niedostrzegalnych z ich
            > poziomu. Czy uodparniają się na np. Kowalskiego ("o... znowu coś przyszło od
            > niego, pewnie jakaś pierdoła lub drobiazg. Nawet nie będę zaglądać"). Czy też
            > po nitce idą do kłebka i drążą temat wywołany mail-em Kowalskiego ?
            >
            > pozdro
            > Pegaz.

            po dziś dzień nie jestem w stanie zrozumieć podejścia dyrektora jednej z moich
            byłych firm, kiedy to w liście e-mail poprosiłem go, aby przesłał wygłoszoną
            przez siebie na konferencji prezentacji. Dodam, że piszę o firmie gdzie
            wszyzscy 'na ty' itp.

            dyrektor P. odpisał że NIE bo NIE i NIE wolno. ....i tyle.

            Dodam, że w niepojęty dla mnie sposób w dalszą część korespondencji ze mną
            wmieszał bezpośredniego przełożonego (może chciał mnie przestraszyć? abym się
            odczepił i nie przeszkadzał)

            kiedy w odpowiedzi zadałem pytanie 'z czego to wynika skoro już raz to
            widziałem, pomaga mi w pracy lecz nie pamiętam'
            riposty dyrektora P. (zwany 'plaster' z racji swojego 'wejścia smoka' do
            wielkiej rodziny tzw. 'medicoverowców' kiedy to na spotkaniu opłatkowym
            wystąpił z przeogromnym plastrem na szyi, który to tuszował jego BŁĄD w postaci
            tzw. 'zacięcia' sie podczas golenia/pewnie zestresowany chłopaczyna był)
            oczywiście się nie doczekałem.
      • wiecznie_zdziwiona Szkoła dupochroństwa 08.09.05, 10:33
        KOrporacje mają wiele wad. Jedną z nich jest krótki kurs dupochroństwa.
        Szkolenie nie jest finezyjne:
        1. Pamiętaj, że korporacja przegląda Twoją skrzynkę pocztową - myśl co wysyłasz
        2. Jeśli już musisz coś wysłać- miej na uwadze, żeby Twój szef był z tego
        zadowolony
        3. Jeśli ktoś przekazuje Ci jakiekolwiek informacje telefonicznie - zawsze
        wyślij do niego mailem "skrót" waszej rozmowy - nie będzie mógł się wyprzeć
        4. Jeśli ktoś wyśle Ci głupiego, nieprofesjonalnego maila - najlepiej
        świadczącego o jego braku kompetencji - wydrukuj go i schowaj do segregatora -
        istnieje duże prawdopodobieństwo, że niebawem ten "profesjonalista" zostanie
        Twoim szefem.
        5. Jeśli Ty wysłałeś idiotycznego maila - odkręć to najszybciej jak możesz -
        odwołaj, wyślij kolejny z głupim żartem, że niby taki ciąg... jest wiele metod.
        6. Zastanów się co do tej pory wysłałeś i co powiesz jak zostaniesz zaproszony
        do gabinetu prezesa i zastaniesz na jego stole rozłożone swoje maile.



        A mówic poważnie - jest jedna złota zasada - mów i pisz o innych ludziach tylko
        to co jesteś w stanie powiedzieć im prosto w oczy.

        Zbieranie kwitów, czy wręcz ich tworzenie to norma.
        Jest jeszcze jedna, fajniejsza metoda - kontrola wewnętrzna.
        Kontrola wewnętrzna jest zapowiedziana. Wręcz obwieszczona, ale zaprezentowana
        jako organ, który polepszy życie pracowników.
        Najczęsciej przyjeżdżają ludzie w "centrali" (koniecznie zagranicznej).
        Typowane osoby z działów odbywają z nimi spotkania - zawsze są one "anonimowe" -
        podajesz tylko imię, nazwisko i dział. A ten pan z komisji co klika w laptopa
        to wszystko zapisuje. Pytania są proste : co ci się podoba w firmie, co ci się
        nie podoba, jak tam mobbing, nadgodziny, -
        • Gość: daisy Re: Szkoła dupochroństwa IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 08.09.05, 11:41
          Zgadzam sie z mailem Wecznie Zdziwionej, to specyfika dużych korporacji, życia
          w dżungli trzeba się nauczyć. Ja po moich przykrych doświadczeniach wszystko
          zapisywałam, kopie maili, rozmów, notatek itd, żeby dyrektor jeden z drugim nie
          wypierali się swoich słów przed prezesem. Zwalanie na kogoś odpwiedzialności
          jest normą w korporacjach,w myśl zasady: porażka ma tylko jednego ojca, za to
          sukces ma wiele matek.
          W koropracjach stawia się tak naprawdę na siebie, swój rozwój i swoje sukcesy,
          żeby mozna było się pochwalić przed głównym bosem; cel długoteminowy
          organizacji nie ma tu znaczenia, ważne "bym ja wypadł super". Korparacje mają
          już taki "rozpęd gospodarczy", że można sobie pozwolić na "dbanie tylko o
          własny tyłek".
          a GRY I STARTEGIE PRZETRWANIA są bardzo różne. Ktoś, kto nie ma cech
          makiawelicznych nie prztrwa w korporacji.
          Przykład opisany w poście w ogóle mnie nie dziwi.

          Mój przykład z życia (tzw. GRA OTWARTA): dzwoni kierownik regionalny do
          głównego bosa w centrali i mówi ,ze ja ich "ochrzaniam", że czegoś tam dla mnie
          nie zrobili, i że rzadna gó..ara nie będzie nimi rządzić, bo nie jest z ich
          działu (dział operacyjny pracował także na rzecz mego działu, sprzężenie
          zwrotne). Na to boss odpowiada: " dobrze, że ktoś was na kraju opierdziela,
          przynajmniej ja nie muszę tego robić, wszystko gra."
          Co by było, gdyby to był inny boss?
          zawsze chodzi o zakres kompetencji i odpwiedzialności, dlatego tak ważne są
          opisy stanowisk pracy.

      • Gość: komentator Gratuluje profesjonalizmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 10:49
        gazecie gratuluje profesjonalizmu, powiedzcie mi zacni dziennikarze jak
        odroznicie notki , bedace czysta prowokacja, jak i te pisane przez swirow,
        dzieci, zartownisiow, osoby nudzace sie od rzeczywistych prawdziwych i
        powaznych. Jesli w taki sposob zdobywacie materialy, nie pozostaje nic innego
        jak pogratulowac...
        • redakcja Re: Gratuluje profesjonalizmu 08.09.05, 12:02
          List, który zamieściliśmyt, nie jest anonimem.
          Zamieściliśmy go, żeby sprowokować dyskusję - nie opisujemy świata, tylko
          stawiamy pytania

          pozdrawiamy

          Gość portalu: komentator napisał(a):

          > gazecie gratuluje profesjonalizmu, powiedzcie mi zacni dziennikarze jak
          > odroznicie notki , bedace czysta prowokacja, jak i te pisane przez swirow,
          > dzieci, zartownisiow, osoby nudzace sie od rzeczywistych prawdziwych i
          > powaznych. Jesli w taki sposob zdobywacie materialy, nie pozostaje nic innego
          > jak pogratulowac...
          • Gość: komentator Re: Gratuluje profesjonalizmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 12:08
            chodzi mi wlasnie o notki pisane w tym temacie, to forum jest grafomanskie
            • livja Re: Gratuluje profesjonalizmu 08.09.05, 12:52
              Gość portalu: komentator napisał(a):

              > chodzi mi wlasnie o notki pisane w tym temacie, to forum jest grafomanskie

              Ale o co ci właściwie chodzi ... ? Uważasz, że ludziom chce się marnować czas
              na wypisywanie zmyślonych historyjek na forum ? Zresztą, forum czy nie forum,
              brednie można pleść zawsze i wszędzie, również w żywe oczy, jesli ktoś ma na to
              ochotę. Ale nie mierz innych swoją miarą. A wspominając o prowokacjach to chyba
              miałeś siebie na myśli :)
            • Gość: bassPL Re: Gratuluje profesjonalizmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 13:14
              Ludzie tu piszą o życiu, mają prawo do krytyki zwłaszcza wobec instytucji które
              mają tak duży wpływ na życie jednostek i wielkie gospodarki.
              Piszą anonimowo i bezinteresownie co daje szansę autentyzmu.
              Wywiady udzielane w gabinetach, te dopiero są nic nie warte.
              Co do grafomani to proponuję słownik języka polskiego, znaczenie tego słowa nie
              pasuje tu nijak.
              Dla mnie to pozytyw że ludzie patrzą krytycznie na otoczenie.
        • karol.novak Re: Gratuluje profesjonalizmu 11.09.05, 04:15
          Gość portalu: komentator napisał(a):

          > gazecie gratuluje profesjonalizmu, powiedzcie mi zacni dziennikarze jak
          > odroznicie notki , bedace czysta prowokacja, jak i te pisane przez swirow,
          > dzieci, zartownisiow, osoby nudzace sie od rzeczywistych prawdziwych i
          > powaznych. Jesli w taki sposob zdobywacie materialy, nie pozostaje nic innego
          > jak pogratulowac...

          moim zdaniem 'uderz w stól a nożyce się odezwą'

          czemu doszukujesz się prowokacji???

          a może byś tak chociaż przez chwilę spróbował/a postawić się w opisywanych
          sytuacjach co?

          trudne. rozumiem.
      • Gość: dziubas standard IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 11:11
        Pracowalam w duzej polsko-niemieckiej spolce. Po kilku latach awansow i nagrod
        ni z tego ni z owego zredukowali moje stanowisko a dwie kolezanki "wymieniono"
        na nowe- na odchodnym od personalnego dowiedzialam sie dlaczego - do zarzadu
        kilka miesiecy wczesniej zglosil sie kolega, ktory uprzejmie donosil. Niestety
        wladzom to odpowiadalo - nie wiedzac mialam komputer na podgladzie. zreszta nie
        robilam nic zdroznego - czasu by mi na to nie wystarczylo. Ale wystarczyly jego
        komentarze, powtarzanie prywatnych rozmow i udowadnianie, ze do pracy sie nie
        nadajemy. Kolega zostal szefem, nie na dlugo - po poltora roku to jego
        zredukowali...
      • Gość: doradca Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.09.05, 00:45
      • uzo.borewicz Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo 11.09.05, 01:30
        nie jest to nic nowego, w każdej firmie jest przynajmniej jeden taki
        wichrzyciel...
        cała sztuka polega na tym, żeby go szybko zlokalizować i:

        a) omijać szerokim łukiem, a w bezpośrednim spotkaniu być zawsze "politycznie
        poporawnym" aż do bólu;
        lub
        b) oswoić i "używać" świadomie do własnych celów w sposób bezczelnie
        wyrachowany;
        lub
        c) wleźć mu w tyłek, parzyć kawę i zrobić z niego swojego najlepszego
        przyjaciela;
        lub
        d) walczyć z nim otwarcie jego sposobami lub własnymi...

        oczywiście w zależności od obranej opcji - można spodziewać się różnych
        efektów, będących kombinacją dwóch elementów:

        mam pracę, ale nie mam szacunku do siebie
        mam pracę i mam szacunek do siebie
        nie mam pracy, ale mam szacunek do siebie
        nie mam pracy i nie mam szacunku do siebie (ooops!)

        ewentualnie, w zależności od rozwoju sytuacji w czasie, wyniki działania mogą
        być ewoluować ździebko:
        - mam pracę lub nie mam pracy i do tego
        - mam nowego super-przyjaciela lub cham jeden strzelił mi w plecy, a ja go tak
        lubiłem lub pociągnąłem za sobą niechcący kilku porządnych kolegów z pracy...

        jest jeszcze jedno rozwiązanie:
        można samemu zostać kapusiem wichrzycielem i wtedy nie ma się już takich
        problemów...
        ALE MA SIĘ INNE :)
      • Gość: doradca Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.09.05, 01:58
        Jestem starym i wytrawnym znawcą "obłędu korporacyjnego" - żyję z objawowego
        leczenia tej choroby, gdy korporacja zupełnie się zacina. Znajoma bardzo mnie
        prosiła bym ku pożytkowi młodych generacji napisał co sądzę o przedmiocie
        Waszej dyskusji.

        Dotychczasowe doświadczenia mówią mi, że problem "obłędu" istnieje w każdej
        organizacji hierarchicznej i kwadrupluje się wraz z podwojeniem jej
        skali. "Korporacja" zaś to taka organizacja gdzie właściciel/zarząd poczuł się
        zmuszony wprowadzić "zasady" pracy zwane w rozwiniętych kulturach
        korporacyjnych "maniułalem". Wystarczy więc w np. w 3 osobowej organizacji
        wprowadzić "zasady" współpracy oraz system kar i nagród za ich przestrzeganie
        przez "pracowników" by zacząć być korporacją. Organizacje powyżej 10 osób
        rzadko pozostają "normalne" gdyż komplikacja procesu współpracy najłatwiej
        rozwiazywana jest przez "zasady". Teoretycznie altenatywą jest otwarta i
        lojalna wspólpraca wolnych jednostek bez "maniułalu" - na zasadzie partnerskich
        umów. Bardzo rzadko taką alternatywę spotyka się w rzeczywistości - wymaga
        olbrzymiej ilości energii poświęconej na budowanie wzajemnego zrozumienia:
        zwycięstwo na tym łez padole przynależy organizacjom "wojskowym" i "kościelnym"
        zarówno w polityce i biznesie.

        "Zasady" nie pozostają bez wpływu na "człowieka": powstaje zjawisko "roli
        społecznej": kierowniczej, eksperckiej - tzn POSTAW dopasowanych
        do "maniułalu", które wchodzą w krew (jak u "psa pawłowa"). A potem już, tak
        jak to opisujecie, zabawa w "dobry piesek - zły piesek" i nieustanna potrzeba
        udoskonalania "maniualu" aż po "prokteryzm": no bo co niby ma robic zarząd gdy
        widzi grę w mailach puszcanych DW do niego - udoskonalać "maniual" bez końca. A
        gdy juz nie ma przestrzeni na bycie "profesjonalnym" (z róznych przyczyn, długo
        by o tym trzeba) pozostaje przyłaczyć się do gry na danym poziomie reguł.

        Hipotetycznie tzw "dobre przywództwo" potrafi przezwyciężać wyżej opisany
        mechanizm wydobywając z ludzi ich "człowieczeństwo" (a nie czynić z
        nich "funkcjonariuszy" - więźniów roli korporacyjnej)porzez integrację wokół
        wspólnych wartości - jak w czasie Sierpnia 80. Od wielu lat żadnego "dobrego
        przywództwa" w firmach mediowych nie zauważyłem, ale w prostszych przemysłach
        istnieją przynajmniej pojedyncze grupy zarządcze dążące do "dobrego przywództwa"

        Najlepszy klucz jaki znam by nie oszaleć będąc w paszczy smoka korporacyjnego
        to ciągłe ćwiczenie umysłowo-duchowe polegające na wyobrażeniu sobie jak dana
        rola organizacyjna (menedżerska, ekspercka)uderza do głowy - mnie samemu i
        innym wokół mnie. Dla osób otwartych na literaturę piękną i pragnacych zgłebiać
        temat "dystansu do roli" i jak "rola ponosi" polecam Ferdydurke, Ślub i
        Dzienniki: Gombrowicz wiecznie żywy!

        Bardzo ładnie i po ludzku napisała o tym wszytkim "wiecznie zdziwiona": "A
        mówic poważnie - jest jedna złota zasada - mów i pisz o innych ludziach tylko
        to co jesteś w stanie powiedzieć im prosto w oczy."

        Pozdrawiam

        • karol.novak Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo 11.09.05, 03:59
          moim zdaniem sytuacja omawiana we wątku dotyczy szerszej grupy społecznej
          aniżeli tutaj przykładowa 'korporacja'

          ciekawie jeden z forumowiczów określił zasadę mówienia o kimś bezpośrednio oraz
          za jego plecami.

          bajecznie łatwo przychodzi na myśl możliwość obmawiania kogokolwiek, kto w
          danym momencie nie ma możliwości ew. obrony swojej osoby/poglądów.

          akurat net jest chyba najlepszym przykładem wspomnianej sytuacji, mianowicie
          setki tysięcy milionów odważnych opinii 'fachowców' na wybrany temat
          podpisanej tzw. 'nickiem' bądź też wcale.

          nigdy nie potrafiłem zrozumieć informacji słyszanej wielokrotnie 'tak się NIE
          mówi'

          na moje dopytanie się 'czemu?'

          odp: 'bo takie są zasady'

          ..........................
          swego czasu mój kolega stracił pracę w jednym z klubów nocnych, gdyż będąc w
          nieciekawej sytuacji finansowej (płacone za miesiąc z dołu) ośmielił się
          poprosić koleżankę, którą wyręczał w pewnym sensie z jej obowiązków robiąc za
          nią tzw. 'czarną robotę' (sprzątanie popielniczek, pustych naczyń etc.) o to
          aby ze swoich sowitych dziennych napiwków dostawanych od klientów poratowała go
          skromną pomocą w postaci kwoty odpowiadającej równowartości paczki papierosów.
          Pomimo przyzwolenia z jej strony na tę tranzakcję po kilku chwilach znalazł się
          na dywaniku u Pana szefa, który oznajmił mu, że 'tak się nie robi' i polecił
          udać się do domu.

          wspomniana 'koleżanka': Judasz? czy lojalny pracownik?
          ******************************************************
          swego czasu zasłyszałem historię koleżanki, która to z różnych powodów nie
          potrafiła znaleźć nić porozumienia ze swoim bezpośrednim przełożonym. Ponieważ
          źle się czuła we wspomnianej sytuacji, poprosiła o pomoc 'nadszefa'
          Ten zorganizował spotkanie, na którym we trojkę ustalili zasady wzajemnej
          współpracy w swojej nowej sytuacji.
          Jednak w prywatnej rozmowie bezpośredni jednoznacznie wyraził swój pogląd na
          sprawę. Dodał że mimo wszystko to ON jest bezpośrednim przełożonym oraz
          lojalnie zasugerował aby poczeła rozglądać się za nową [posadą.

          czy bohaterka jest 'kapusiem'??
          *******************************
          Moim zdaniem kłamstw jest tyle ile człowiek jest w stanie wymyślić

          Prawda jest tylko i wyłacznie jedna.

          Pozdrawiam
      • Gość: XYZ Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 11:51
        Witam. W swoim życiu przeszedłem kilka dużych korporacji o światowym zasięgu.
        Dając się sprowokować "GW", postanowiłem napisać parę słów od siebie.
        Czytając artykuł główny jak i kolejne posty od ludzi można tylko powiedzieć
        jedno - PRAWDA.
        We wszystkich większych firmach, w których pracowałem zauważyłem kilka
        ciekawych zasad, a jedna pasuje idealnie i sprawdza się w jakiś 95%. Brzmi ona:
        "Im mniej wiesz, masz mniejsze doświadczenie, wiedzę, ale potrafisz "ciężko"
        pracować (czyt.: podpier...ć) ludzi z działu i firmy tym wyżej zajdziesz" -
        myślę iż szef działu, dyrektor to minimum absolutne.
        Pracowałem z takimi baranami, że aż boli. Parafrazując słowa naszego wielkiego
        przywódcy, marszałka Piłsudskiego "Wam kury szcz.. prowadzać, a nie biznes
        robić". Wiedza "góry" z zakresu tego co oferuje firma powinna być co najmniej
        pełna, może nie do końca profesjonalna (ma ludzi od tego hihih), ale
        przynajmniej taka aby nie robił z siebie idioty przed współpracownikami, a co
        gorsza klientami.
        No ale nie o tym chciałem tu napisać. Skupmy się na Podpie..czch Pospolitych
        (PP). Według mnie jest to grupka (ba można powiedzieć iż trzeba im teraz
        wykreować lidera krajowego i w naszym parlamencie mają przynajmniej większość-
        nie zawiązując z nikim koalicji), która robi zawrotną karierę w firmach. Zasada
        działania jest prosta, „(…)w kraju w którym praca stanowi przywilej” walczy się
        wszelkimi możliwymi sposobami o stołek. Jednak moim zdaniem walka w taki sposób
        to żenada. Jest to wyzbycie się wszelkich zasad moralnych. No tak ale do kogo
        ta mowa ba…
        To co napiszę teraz na pewno się nie spodoba dużej części forum i wzbudzi mam
        nadzieję dyskusje, a nie wylewy złości i obelg.
        Wspomniana grupa (PP) to z mojego doświadczenia w większości jakieś 70-80%
        spadochroniarze (dla wyjaśnienia: spadochroniarz – nie mylić z ciekawym
        sportem – osoba, która za wszelką ceną stara się wyrwać z małego miasteczka (i
        chwała mu za to, ale za jaką cenę…). Wiec przyjeżdża do dużego miasta i
        wynajmuje z innymi spadochroniarzami mieszkanie (kawalerka) śpi jak w japońskim
        hotelu na 3 piętrowych pryczach i czasami wracając z nocnej zmiany zamienia się
        z innym spadochroniarzem – pracującym na dzień - na jeszcze ciepłe wyro. Idąc
        dalej, idzie na rozmowę o pracę i staje w szranki z rozsądnie myślącym człowiek
        z miasta- mający rodzinę, żyjący po ludzku (czyt. w normalnych warunkach),
        płacący podatki w miejscu, w którym pracuje i mieszka na stałe, jeżdżący po tym
        mieście samochodem zarejestrowanym w tym właśnie mieście – i co „miejscowy”
        mówi 2000 netto, tyle przecież mu potrzeba do życia, na to spadochroniarz 1000
        netto (bo tak mieszkanie mam za 1000/ 10 spadochroniarzy to jest 100 za osobę.
        Jak mam auto to na gaz lub ropę z PGR`u od wujka. Żarcie przywiozę z domu,
        zajadę na świniaku lub kurze to na tydzień starczy, na bułki, zupę w proszku i
        piwo z „Lider P…” wydam z 200, to zostaje 700. Ha mam was jeba… mieszczuchy. Ja
        zajadę na wioskę PKS`em wysiądę w garniturze, wyjmę wizytówkę dużej korporacji
        to wszystkie panny we wsi moje….) Sprawa jest prosta pracę dostanie na 90% ten
        co chce mniejszą pensję i na pewno jeszcze będzie kiblował po godzinach, bo co
        do kogo ma wracać, do spadochroniarzy, może jeszcze nie moja kolejka na spanie.
        Całe szczęście, że są na świecie jeszcze rozsądni rekrutujący ludzie, którzy
        patrzą inaczej niż przez pryzmat pieniądza. Zresztą nie oszukujmy się „jak
        płaca taka praca”. Wiadomo jak ktoś nie dostanie na wejściu tyle ile by chciał
        to zaczynać szukać pracy już drugiego dnia po przyjęciu.
        No, ale wróćmy do naszych (PP) i Spadochroniarzy (S). Zalążek PP niektórzy
        wyrabiają sobie już na studiach, tak dokładnie, a kuźnią tego typu są
        akademiki. Dwa przykłady: Egzamin na SGH, gość w koło dyktuje ludziom błędne
        odpowiedzi, wszyscy w koło oblewają sam zdaje egzamin na 4…
        Gość zdaje ustny egzamin wraz z kolegą z grupy PW (wiadomo jeden drugiego
        powinien ciągnąć), a kolunio: „- Panie profesorze, nie zgadzam się z pańską
        oceną mojego kolegi ja powiedziałem więcej”…

        Ja widać powyżej walka zaczyna się wcześnie, ciekawe kiedy zacznie się w
        podstawówce… I nie ma się co dziwić sytuacjom, kiedy wszystkie maile czy pisma,
        które mogą komuś dopier… wysyła się DW:, a bijące w (PP) (S) załatwia się
        telefonicznie lub ustnie.
        Kolejny sposób pracy (PP) są dla wszystkich bardzo mili, grzeczni, usłużni…
        Miałem takiego jednego w pewnej firmie. Kolega z mojego działu, milutki był jak
        nie wiem. Jak się zwalniałem to sam dyr. mi powiedział, że cały czas uprzejmie
        donosił na mnie i śledził jak wytrawny detektyw każdy mój krok. Przykro to
        napisać, ale był (S).
        Kolejny przykład milusińskiego (S). Jak mam wyniki to błyszczę i roztaczam woń
        zwycięstwa, wtedy to włażę dopiero w d… „górze” bez mydła. Jeśli „góra” załapie
        to dopiero wtedy można dać popalić oficjalnie innym. Wiec bez ogródek
        opie..m ludzi z innych działów (nie mając do tego min. prawa) głośno
        komentuję pracę innych, a na uszko szepce „górze” dowcipy i donoszę w
        charakterze żartu…

        Z tym donoszeniem to może jeszcze bierze się ze strachu, że ktoś ma większą
        wiedzę i pomysły. Więc to ja go wyeliminuje jako potencjalnego rywala w walce o
        awans, a jeśli jest to kobieta to już rozumie się samo przez się, że trzeba ja
        załatwić….

        Cóż na (PP) i (S) nie ma bardzo sposobu, o ile jeśli (S) zaczął by płacić
        podatki tu gdzie pracuje, rejestrować auto tu gdzie faktycznie mieszka, a do
        tego zaczęto by w korporacjach patrzeć na to co ludzi sobą reprezentują i co
        wiedzą jakie mają doświadczenie – nie ile chcą pieniędzy, może to jest szansa
        na ograniczenia napływu (S). Zastanawiam się co tymi ludźmi kieruje, chęć
        wyrwania się do miasta… Natomiast grupa (PP) będzie zawsze bynajmniej ja nie
        widzę szansy na zanik tego zjawiska. Według mnie trzeba to tępić najlepiej ich
        metodami, głośno mówić co się o nich myśli i niestety pilnować się na każdym
        kroku, albo przyjąć starą ale nadal dobrą zasadę, lać na wszystko w koło i
        robić swoją robotę. Pytanie czy ktoś nie powie nam za mało się przykładasz… to
        powiedział mi pan XY. Zastanawiam się kiedy do łask wrócą sposoby donoszenia
        żywcem wzięte z komedii Barei, kiedy to „życzliwi” będą mówić wierszem do
        szafy. Wszyscy (PP) w filmie „Miś” i „ Rozmowy kontrolowane” macie gotowe
        instrukcje, no możecie się pokusić o zmianę technologii na bardziej
        elektroniczną. Jak to zrobić zapytajcie kolegę z działu, na którego właśnie
        donieśliście – towarzysze…
        • nina73 Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo 13.09.05, 11:03
          No widzisz XYZ a ja PP miałam z warszawki, oni wiedzieli że w zasadzie nie
          musza pracować, aby utrzymać sie w organizacji. Z kolei moją przyjciólkę
          wywalili z pracy w taki sposób. Dziewczyna z poza warszawki za to dobry
          fachowiec (do zawodu potrzebne uprawnia i doświadczenie), ale bez wsparcia
          personalnego w organizacji, pracowała tam 6 lat. Centrala zagraniczna nie
          wydała zgody na dodatkowy etat, a szef miał potrzebę zatrudnić swoją kochankę.
          Znaną jako była pracownica inngo działu tej samej firmy (odeszła sama do innej
          firmy ale jej sie tam podobało). Co więc zrobiono? Zredukowano stanowisko mojej
          przyjaciółki i utworzono w to miejsce nowe stanowisko kierownicze (nie
          wymagające uprawnień, za to z odpowiednio wyższą pensją). No i kogo zredukowano
          osobę kompetentną, ale bez lokalnego wsparcia, bo było wiadomo że nie będzie
          fikać i nikt sie za nią nie wstawi. Jak już sobie tak pogrywamy względem
          pochodzenia to powiem że niezaleznie od niego sa ludzie i ludziska
      • oremus Proba pozytywnej odpowiedzi 12.09.05, 13:20
        Ta sprawa ma dwa wymiary – zawodowy oraz międzyludzki i trzeba je rozpatrzyć
        osobno.

        Najpierw drugi. Koordynator jest uprawniony do własnego odbioru sytuacji choć
        najwyraźniej, z tego co piszesz nie rozumie kultury pracy w nowej firmie. Ten
        mail jest w moim pojęciu nieszkodliwy – jednak warto go zachować, na wypadek
        gdyby doszło w późniejszym okresie do jakiejś scysji.

        Ten e-mail świadczy o niewłaściwej postawie koordynatora – który zamiast
        pilnować swoich obowiązków (dać odpowiedź na Twoje pytanie) niewłaściwie
        zinterpretował sytuację i odburknął byle co.

        W nowej pracy nie powinien tak postępować w szczególności – nie zna kultury firmy.

        W sferze zawodowej – koordynator „zawalił” sprawę bo od tego jest, żeby właśnie
        wyjaśniać wątpliwości rodzące się na granicach pomiedzy zakresem
        odpowiedzialności projektu.

        Sugestia rozwiązania:

        Jeśli nie jesteś kierownikiem działu – porozmawiaj ze swoim szefem o zakresie
        obowiązków, które żąda od Ciebie koordynator – jeśli one w istotny sposób mogą
        wpłynąć na twoją pracę w dziale – przełożony musi o tym wiedzieć bo on za ten
        dział odpowiada.

        Napisz jeszcze raz do koordynatora – starając się wyjaśnić sprawę i zrób to np.
        tak:

        Podziękuj za odpowiedź.
        Napisz, że przepraszasz, ale odpowiedź wymaga dalszych wyjaśnień.
        Przypomnij co było ustalane na początku – i jak Ty to zrozumiałeś (zarówno z
        ustaleń np. pisemnych jak i rozmów z innymi przełożonymi)
        Jeśli ma to sens - wyjaśnij co jest dla Ciebie ważne – jakie zadania aktualnie
        realizujesz i co może się zawalić, jeśli zajmiesz się tym zleceniem. Powiedz
        (jeśli ma to sens), że dodatkowe zadanie wymaga zgody X i Y – ponieważ może
        wpłynąć na jakość twojej pracy dla nich.

        Listem się nie zajmuj ale staraj się wyjaśnić sprawę do końca i w pozytywnej
        atmosferze.

        List świadczy wyłącznie o niezrozumieniu kultury firmy i drobnym potknieciu
        interpersonalnym i wg mojej najlepszej wiedzy nie jest podstawą do jakiejkolwiek
        oficjalnej reakcji.

        Kieruj sytuacje i sprawę do pomyślnego finału.


      • Gość: aknowi Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 13:20
        Ja pracując w 1999r w największym polskim banku przeżyłam podobny koszmar.
        Przełożony (naczelnik, przyszedł mniej więcej w tym samym czasie do firmy,
        wcześniej nie miał żadnego doświadczenia w instytucjach finansowych) postanowił
        za wszelką cenę zrobić karierę. Było więc przeszukiwanie zawortości mojego
        biurka, wykorzystywanie mojej pracy, także machanie językiem, wsadzanie nóg
        między nogi, mniej lub bardzie wyrafinowane kometarze dotyczące mojego wyglądu
        i jednoczesne pogardliwe miny w obecności przełożonych i kolegów, psucie opinii
        i wiele innych. Moja walka o jakieś prawa jako pracownika - skarga u wice
        prezesa, list do prezesa opisujące zdarzenia, podanie sprawy do sądu (została
        umożona, zrobiłam to za późno), wizyta w Centrum Praw Kobiet (również nie
        otrzymałam prawie żadnej pomocy, bo trudno za coś takiego uznać artykuł o
        moletowaniu seksualnym w pracy w BM, który mi w żaden sposób tak naprawdę nie
        pomógł,a może raczej zaszkodził, bo wyszłam na osobe, która "rozrabia"). Takie
        rzeczy w dużych firmach zawsze się zdażają, czasami nawet przełożeni to
        tolerują - dyrektor departamentu, w którym pracowałam, obecny wice prezes
        instytucji, stwierdził, że to ja nieprofesjonalnie się zachowywałam. A mojemu
        byłemu bezpośredniemu przełożonyemu udało się zrobić karierę, dzisiaj jest
        dyrektorem zarządzającym w zagranicznym (na razie jedynym) oddziale tego banku,
        prawdopodobnie uważanym za wysokiej klasy specjalistę (w mobingu i
        molestowani?).
      • Gość: Anita Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 12.09.05, 17:31
        Przykre, bardzo to przykre (dlatego też do końca zycia będę wieść żywot
        wiecznego tułacza, bo nie mogę i nawet nie zamierzam przystosować się do
        standardów i norm panujących w firmach).
        Takie sytuacje i zjawiska nie występują tylko w wielkich korporacjach, ale
        również w mniejszych i całkiem małych firmach. Mogłabym mnożyć podobne
        przykłady z własnego doświadczenia jak i zasłyszane od znajomych.
        Wiem (to zauważyłam), że ten tzw. sukces nie zależy od umiejętności,
        kompetencji...ale od tzw. przebojowości w jej pejoratywnym znaczeniu, a więc:
        cwaniactwa, lizusostwa, pozorowaniu pracy, donosicielstwa, robieniu wielkiego
        szumu wokół własnej osoby. Przykład: do niedawna pracowałam w średniej
        wielkości firmie współpracującej z sieciami. Tak się złożyło, że razem ze mną
        zostały zatrudnione do tego smego działu dwie, bardzo młode dwudziestoletnie
        dziewczyny.Ja mam 33 lata i trochę doświadczeń za sobą. Praca, jaką
        wykonywałyśmy nie była odpowiedzialna, a raczej prosta, monotonna, typowo
        rzemieślnicza praca wymagająca solidoności i dokladności. Zostałam wyrzucona,
        bo nie zostawałam po godzinach..Zawsze wychodziłam z tego założenia, że
        przychodzę do pracy po to żeby pracować a swój czas starałam się wykorzystywać
        optymalnie, czasami pracując jak maszyna, bo bezproduktywne siedzenie do mnie
        nie przemawia. Moje młode koleżanki w tym czasie plotkowały, rozmawiały przez
        telefon, śmiały się, dowcipkowały, spędzały czas w internecie i uśmiechały się
        radośnie do młodego szefa...70% czasu przeznaczały na rozrywke...a pozniej
        zostawaly po godzinach, zdarzało się, że do godz 23:00 !!!! dziwiło mnie to,że
        szef tego nie dostrzegał, a właściwie nie dziwiło...Robiły przy tym tyle szumu,
        zamieszania "och ile ja mam pracy"..."ale duzo mam pracy"...biurko zawalone
        papierami, podczas, gdy ja swoje dokumenty chowałam na bieżąco...To tylko taki
        mały przykładzik, ale od tego się zaczyna....
      • Gość: karola Re: Kwity i knucie. Czy to standard pracy w korpo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 18:58
        nie dotyczy to korporacji, ale spotkało mnie kiedyś w małej, początkującej
        firmie

        Pracowałam w szkole językowej, w której miałam 6 grup, raz w semestrze
        pracownicy byli oceniani przez słuchaczy - wszelkie aspekty, kultura osobista,
        przygotowanie merytoryczne, sposób prowadzenia zajęć, itp. Pięć grup oceniło
        moją pracę jako dobrą i bardzo dobrą, ta szósta jako wybitną. Wszystko to w
        całkowicie anonimowych ankietach. W tej ostatniej grupie na ostatnich zajęciach
        było obecnych 5 osób na 6 - dostałam 5 ankiet do ręki, szóstą dosłano pocztą na
        adres szkoły. Kiedy wkładałam brakującą ankietę do swojej teczki, włosy stanęły
        mi dęba. Okazało się, że ktoś, tym kimś okazała się moja szefowa, podmienił
        ankiety! Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy czytałam, jak rzekomo spóźniałam
        się na zajęcia i przychodziłam na nie nieprzygotowana, wiele zarzutów, o
        których wiedziałam, że nie były prawdziwe. Na podstawie tych ankiet sporządzono
        raport do centrali. Straciłam pracę.
      • pawprac Dwie strony medalu. 12.09.05, 23:11
        Witam,

        O prcę jest trudno, mamy rynek pracodawcy. Czy szansę na dobrą i sałą pracę
        mają zatem najlepsi i czy rzeczywiście pracodawca jest w komfortowej sytuacji.
        Z moich doswiadczeń wynika, iż paradoksalnie tak być nie musi. Swiadomość,
        że "na moje miejsce czeka wielu chętnych" działa niewątpliwie mobilizująco co
        podnosi standard na rynku pracy. Ale z drugiej strony część z naszych bliżnich
        aby dostać pracę, lub ją utrzymać gotowa jest zrobić rzeczywiście wiele, ale
        nie zawsze na kożyść pracodawcy.
        Pracwałem w dwóch firmach, w jednej obowiązywała dosyć powszechnie
        (przynajmniej w dziale, w którym pracowałem) zasada ztrudniania znajomych i
        członków rodzin. Było kilka przypadków rażącej rozbieżności między
        kompetencjami, czy predyspozycjami do zajmowania okreslonego stanowiska, a tym
        co prezentowała osoba zatrudniona.W stosunku do protegowanych obowiązywała
        zasada - inni zrobią to za ciebie, a jak pomimo tego wpadniesz to kozioł
        ofiarny zawsze się znajdzie. I tu mamy efekt równi pochyłej - protegowani
        mierni zostają, ci o wyższych kwalifikacjach a więc bardziej niezależni często
        nie godzą się pracować na kogoś i odchodzą, lub co gorzej zmuszeni do odegrania
        roli kozła ofiarnego rezygnują sami. Tak było w moim przypadku w drugiej
        firmie. Trafiłem tam z ogłoszenia, miałem doświadczenie na dokładnie takim
        samym stanowisku, propozycja była atrakcyjna finasowo. Bardzo szybko okazało
        się jednak, że przyjeto mnie nie tyle do pracy ile w celu zrobienia ze mnie
        kozła ofiarnego . Pracowałem w wydziale zagranicznym jako informatyk. O zgrozo
        żaden z merytorycznych pracowników tego wydziału nie znał języka angielskiego w
        stopniu nawet podstawowym, a ze znajomością transakcji zagranicznych było
        ledwo ledwo, jedyny kompetentny pracownik własnie odszedł, a zanim zdążył
        odejść - najwyrazniej w przewidywaniu nieuchronnej klęski - wyrobiono mu opinię
        całkowicie niekompetentnego.Sugerowano wręcz,że firma powinna podać tę osobę do
        sądu !!! Nastepny w kolejce byłem ja. Urządzano sobie na mnie polowania, jak na
        jakieś dzikie zwierzę, aby na czymś mnie koniecznie przyłapać. Niszczono
        dokumenty aby mnie pograżyć, rozpowiadano wewnątrz i na zewnatrz firmy o mojej
        rzekomej niekompetencji. Widząc co się święci proponowałem pomoc moich
        znajomych z poprzedniej pracy, sądząc w naiwności swojej, że jak wydział
        zagraniczny trochę się podszkoli to dadzą mi spokój i będę mógł pracować
        normalnie, sam niejednokrotnie oferowałem pomoc merytoryczną w zakersie
        prostszych operacji , pomagałem w tłumaczeniu korespondencji finansowej z
        angielskiego. Niestety na niewiele się to zdało, kozioł ofiarny był potrzebny
        ponad wszysko. Odszedłem. Ten co przyszedł po mnie też w jakiś czas potem
        zrezygnował, czy z tych samych powodów ? A wydział zagraniczny dalej rozsyłał
        pieniadze na chybił trafił, trwało to co najmniej kilka miesięcy może
        dłużej.Nikt z przełożonych nie przerwał tego procederu, bo w firmie obowiązywła
        zasada iż mniej można oberwać za powiedzenie w razie czego "ja o niczym nie
        wiedziałem" niż za sygnalizowanie że są określone trudności czy
        niedociagnięcia. Czyli : nawet jak widzę że coś trzeba zmienić to wolę siedzieć
        cicho, bo kto wie co ze mną będzie jak powiem, a nuż komuś ważnemu będzie to
        nie na rękę i już po mnie.
      • Gość: Hanys Recepta na sukces IP: *.n-c.digi.pl 04.10.05, 09:20
        Ludzie, a moze to nie "oni" tylko "my" bierzemy w tym udzial, akceptujac takie
        zasady gry ? Ja w poprzedniej firmie stosowalem trzy zasady:
        1. byc grzecznym i usmiechnietym do kazdego, niezaleznie z którego dzialu
        pochodzi,
        2. nie chodzic do innych pokoi "na kawe" (= na plotki)
        3. z ksiegowymi zawsze bylem na "Pani", jak sie okazalo - slusznie, bo to one
        przekazywaly potem plotki dalej do naczalstwa.
        Kiedy jedna ksiegowa próbowala mnie zaatakowac, przeczekalem to, kwitujac na
        koncu "Pomylila Pani chyba adresatów" i nie podjalem rekawicy. Po pewnym czasie
        pani ksiegowa sie zniechecila i dala mi spokój.
        Teraz pracuje w korporacji miedzynarodowej (japonskiej) i stosuje te same
        zasady. Do tego staram sie miec dystans do pracy (na ile pozwala sytuacja) i
        unikac spotkan integracyjnych. W zeszlym roku byl tu szef oddzialu
        wschodnioeuropejskiego i pochwalil mnie (!), ze trzymam sie z dala od klik i
        koterii. Chyba jakis "uprzejmy" mu doniósl ;-)
        Wniosek: nie daj sie zmanipulowac i wciagnac w firmowe rozgrywki ! Nie rozsylaj
        idiotycznych maili i nie plotkuj !

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka