Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    żałuję, że studiowałam

      • Gość: eMKa Re: żałuję, że studiowałam IP: *.um.poznan.pl 25.03.06, 12:40
        hej, hej, hej! choc nie bardzo moge sobie wyobrazic twoja sytuacje to chce ci
        powiedziec - nie zalamuj sie! nie zamykaj sie w poczuciu beznadziei, w poczuicu
        zalu za to , co zrobiles - wielki szacunek dla ciebie, ze sam sie
        wyksztalciles!!
        najciemniej jest przed wschodem slonca - zycze mimo wszystko powodzenia:)))
      • Gość: x Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 14:22
        grejdi napisała:
        > I proszę, nie dołujcie mnie, robiąc ranking "kto ma gorzej"
        Niestety nie spełnie twojej proźby

        > A tak. Miotam się, uczucie
        > nicnierobienia mnie zabija
        Ja mam gorzej bo mnie "uczucie nicnierobienia" delikatnie mówiąc nie zabija (a
        twoje samozaparcie i dążenie do celu jest godne pozazdroszczenia).
        I to jest dopiero "Dół nad doły", a to że lenistwo łatwo pokonać to tylko pozory:(
      • kapitan_stopczyk Czy wiekszość z was żyje w Polsce czy na Księżycu? 25.03.06, 14:33
        Ludzie co wy tutaj wypisujecie?
        Jakie kwalifikacje? Jakie doswiadczenie? Puknijcie wy sie w głowy.
        Jest w Polsce może pare zachodnich firm gdzie sie na te rzeczy patrzy i TO
        WSZYSTKO.
        W większosci firm prowadzonych przez krajowych dorobkiewiczów dominuje system
        zarządzania FEUDALNY!!! To znaczy, że jest własciciel (czy też "menedżer")
        stale przypominający pracownikom, że jak im się coś nie podoba, to niech
        sp...., bo na ich miejsce ma on 100 chętnych za bramą. Przyjecia na lepiej
        płatne stanowiska odbywają się po znajomości. Nikt nie patrzy
        na "kwalifikacje" tylko na to, żeby był swój. Awans polega na tym, że do góry
        idzie nie lepszy merytorycznie, tylko ten, który lepiej rozpycha się łokciami i
        potrafi bez zahamowań podp... innych. I tak wygląda "kariera" w wiekszości firm
        w Polsce. Nawet firma zachodnia po pewnym czasie jest opanowywana przez
        lokalna sitwę i przyjmuje się wtedy swagrów, kuzynki, siostrzenice itp. I
        jedyne miejsce gdzie naprawdę liczą sie zdolnosci i wiedza to stanowiska gdzie
        jest potrzeby ktoś o naprawde duzej, wąskiej i specjalistycznej wiedzy. Tylko
        biorac pod uwagę, że w Polsce mamy niewiele tzw. "haj-techu" - a raczej
        wykonujemy proste prace niezbyt zaawansowane technologicznie - więc takich
        stanowisk "merytorycznych" jest bardzo niewiele.
        A wy tutaj wypisujecie o doswiadczeniu, poszerzaniu wiedzy i takich podobnych
        bzdurach. Takie rzeczy sa wymagane, ale w Krzemowej Dolinie w Kalifornii. A nie
        w prorodzinnej Polsce. Wiekszość tutaj sie wymadrzających siedzi w pracy
        załatwionej przez kogos tam, a nie dlatego, że ma iles tam szkoleń za sobą
        (te "szkolenia" to zresztą w 90% fikcja i przewalanie pieniedzy) czy tez ładnie
        się zaprezentował na rozmowie wstepnej.

        I żeby nie było niedomowień: ja prowadze biznes internetowy, mój rynek to cały
        świat. Zarabiam dobrze i nie należę do tych narzekających i czekających na
        manne z nieba. Ale wyrosłem już z wiary w szkolenia, CV, podnoszenie
        kwalifikacji i takie podobne bzdury. Bo to wszystko fikcja i to tym wieksza im
        wieksze w danym kraju bezrobocie.
        • olo3000 Re: Czy wiekszość z was żyje w Polsce czy na Księ 25.03.06, 14:46
          Mówisz o rynku usług inforamatycznych bo w takim siedzisz. Prawda? :/
          Skad wiesz jak jest w dużych firmach TERAZ skoro siedzisz w chacie i pracujesz
          we własnej firmie???????
          Gó.. wiesz jak jest teraz... cyt. "że jak im się coś nie podoba, to niech
          > sp...., bo na ich miejsce ma on 100 chętnych za bramą. " To jest
          przykład?Człowieku te czasy mineły, teraz emigracja zarobkowa jes zjawiskiem na
          taka skale ze nie ma chetnych absolwentow do pracy!!! TAK. U nas w firmie oraz w
          firmach znajomych szukaja ludzi z wykształceniem i sa problemy!Teraz przyjeli
          dwóch ale po roku szukania....i ty mi bedziesz sciemnal ze jest tak zle. Wyjdz
          zza tego komputera czasami.
          The End.
        • Gość: MIKI32 Re: Czy wiekszość z was żyje w Polsce czy na Księ IP: *.net195-132-241.noos.fr 25.03.06, 19:25
          Ale Ty bzdury wypisujesz! Gwarantuje Ci, ze zaden prawie zaden prywatny
          pracodawca (chyba ze z Korei Pn) nie zatrudni nieudanego syna kolegi lub
          glupiej corki kolezanki, bo co to bylby za zysk dla firmy ? Wiadomo, ze
          zdarzaja sie wyjatki, ale wcale nie uwazam zeby bylo to zjawisko nagminne. Sama
          po studiach dostalam robote bez znajomosci tylko po paromiesiecznej praktyce.
          Liczy sie to ile zarobisz dla firmy, czy jestes z przeproszeniem dyspozycyjny i
          elastyczny i to jest dzisiaj najwazniejszy miernik, bo nikt nie bedzie
          utrzymywal pasozyta nieroba! Nie pisze o firmach rodzinnych - to zupelnie inna
          historia, ale kazdy ma prawo do zatrudniania wlasnej rodziny nie?
          • xax Re: Czy wiekszość z was żyje w Polsce czy na Księ 25.03.06, 19:46
            Ja pracuje w firmie ciepłowniczej do tego państwowej.Szefostwo traktuje firme
            jak prywatny folwark.Zatrudniani są ludzie z otoczenia,a dyrektor jest po
            technikum i ma wszysko w d..
          • kapitan_stopczyk Sam sie zastanawiam jak to wszystko funkcjonuje 25.03.06, 22:21
            "Ale Ty bzdury wypisujesz! Gwarantuje Ci, ze zaden prawie zaden prywatny
            pracodawca (chyba ze z Korei Pn) nie zatrudni nieudanego syna kolegi lub
            glupiej corki kolezanki, bo co to bylby za zysk dla firmy ?"

            No własnie!!!!
            Przyjmuje sie szwagrów i znajomków,przyjmuje sie ludzi do eksploatacji za
            minimalne pieniadze, kpi sie z mechanizmów rynkowych i.... JAKOŚ TO SIE
            WSZYSTKO KRĘCI!!!
            JAK??
            NIE WIEM!!!!
            Od wielu lat obserwuje to zjawisko i naprawde NIE WIEM!!!!
            I ciągle czytam w gazetach o WZROSCIE GOSPODARCZYM....

            Wyjasnienie jest chyba tylko jedno: KAPITALIZM POLITYCZNY nie mający nic (lub
            prawie nic) z gospodarka rynkową.
            Ciekawe tylko jak dlugo to wszystko bedzie działało na tych wariackich
            papierach?
            Bo ci, którzy nie chcą funkcjonować w tym syfie pakują sie i jada do pracy w
            koncernie Wielka Brytania S.A.
        • Gość: własna_firma W pełni podzielam spostrzeżenia kolegi. IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 25.03.06, 21:29
          Pracowałem w prywatnej firmie, w której normą było przyjmowanie tych, którym
          można było najmarniej zapłacić. Nie liczyły się nijak kwalifikacje. A że potem
          ktoś inny musiał po nich poprawiać, lub wręcz za nich robić, to już nie było
          zmatrwieniem kierownictwa ani przyjmującego. Całe szczęście, że teraz pracuje
          dla siebie.
      • Gość: kamyk Re: żałuję, że studiowałam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.06, 15:53
        Skoro myślisz w ten sposób to znaczy że faktycznie niepotrzebnie robiłaś studia
        bo niczego Cię nie nauczyły.
      • Gość: Aneta Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 17:38
        Babo!!! Masz po prostu doła...Nie załamuj się dziweczyno. Jesteś z całą
        pewnością silną, fajną osobą. Poradzisz sobie. Nie odpuszczaj. Wiem, że każda
        solidna praca przynosi efekty. Twoje dążenia też się zrealizują. A może pisane
        jest Ci coś tak fajnego, że jeszcze będziesz bardzo zaskoczona. A jeśli chodzi
        o Twoje ( całkiem zrozumiałe) rozgoryczenie, to przecież każdy z nas takie
        miewa. Nie łudź się, że gdybyś nie poszła na studia tylko "za ladę" nie
        oczekiwałabyś od życia więcej. Oczekiwałabyś , tylko szansę na na to coś
        maiałbyś dużo mniejsze. Głowa do góry !!!
      • Gość: MIKI32 Re: żałuję, że studiowałam IP: *.net195-132-241.noos.fr 25.03.06, 19:11
        Nie robisz nic dopiero dwa tygodnie. Z tego, co zrozumialam, pracowalas w
        szkole. Wiedzialas chyba troche wczesniej, czy umowa zostanie przedluzona, czy
        nie. Ja po studiach musialam czekac 6 miesiecy na moja wymarzona (wtedy)
        prace.A i tak nie mialam do konca pewnoswci, ze ona bedzie. Moze trzeba bylo
        probowac rozgladac sie za czyms innym odpowiednio wczesniej? Prace - nawet w
        szkole - nielatwo dostac, ale im wiecej probuujesz, tym wieksza masz szanse.
        Nie probowalam ani zarejestrowac sie w urzedzie dla bezrobotnych, poniewaz po
        prostu nie uwazalam, siebie za osobe bezrobotna i nie chcialam istniec w
        archiwum panstwowym jako osoba kiedykolwiek bezrobotna. Poza tym nie wierze w
        ich skutecznosc. Robilam rozne rzeczy (rowniez w czasie studiow). Trzeba
        probowac. Oczywiscie nie wiem, czy mieszkasz w duzym miescie, czy nie, wiec
        ciezko mi cokolwiek doradzic. Poki co moglabys np sprobowac dawac
        korepetycje.Wyjazd za granice wcale nie jest rozwiazaniem o tyle,ze nie kazdy
        nadaje sie do tego. Poza tym nie wiem czy znasz jezyk? Mozna oczywiscie
        sprzatac i pracowac w knajpie, ale jak dlugo? Jezeli masz ambicje, to nie wiem
        czy jest to az tak dobre rozwiazanie. Chociaz mam znajomych, ktorzy po paru
        latach pray w knajpach
      • Gość: cebula Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 21:01
        no właśnie żałujesz
        a jakbyś nie studiowała to bys nie żałowała?
        myślisz że wtedy miałabyś pracę?
        po studiach też można stać za ladą,myślisz ze pani za ladą nie oczekuje niczego
        więcej?
        można wiele ,tylko nie trzeba się nad sobą użalać i nie czekac że samo przyjdzie
        biedna dziewczynaka po studiach
        szkoda gadać
      • busio Re: żałuję, że studiowałam 25.03.06, 22:33
        a moge się dowiedzieć jakie studia skończyłaś?? bo coś mi sie zdaje że rynek
        pracy w polsce sie bardzo wyklarował i dokładnie wiadomo po jakich studach jest
        prawie pewna praca i które studia robi sie dla pogłębienia swojej ciekawości
        swiata i wiedzy! drażnią mnie takie wypowiedzi...ktos kończy socjologie i jęczy
        że nie ma pracy i musi sprzedawać hamburgery w Londynie!!a prawda jest taka, że
        z młodzierza na zachodzie jest podobnie...tam jest tylko taka róznica - studia
        po których jest pewna dobrze płatna praca sa drogie, a studia dla rozwijania
        swoich horyzontów intelektualnych sa za pół darmo!! tak jak w handlu, jeśli cos
        jest dobre to jest droższe!!u nas niby wszystkie dziennne studia sa bezpłatne i
        równe ale to nie oznacza od razu , że po takich studiach wszyscy maja mieć
        równy start!!!!! a dzisiaj sa takie czasy że trzeba wybrać pomiędzy
        studiowaniem dla dużych pieniędzy w przyszłości a miłą praca. chociaż czasami
        jedno i drugie idzie w parze...
      • Gość: lalala Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 22:35
        Tego, że się rozwijałaś intelektualnie, nawet pomimo braku wsparcia ze strony
        najbliższych, absolutnie nie wolno Ci żałować. I kropka.
      • Gość: pragmatyk Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 23:31
        Mam odczucie, że niewłaściwie wywarzasz punkty ważności. Nie widzę związku
        pomiędzy studiowaniem, a oczekiwaniem na spełnienie w pracy zawodowowej, nawet
        rozumiane jako znajdywanie pracy w ogóle. Ja studiowałem, bo chciałem przeżyć
        przygodę studenckości. I przeżyłem. Praca to zupełnie inna rzecz, nie związana
        z posiadaniem wyższego wykształcenia. Rozumiem, że wyrzeczenia zaciągają w nas
        dług emocjonalny, "jeżeli tyle poniosłem kosztów materialnych i psychicznych,
        to należy mi się zapłata". No cóż, myślę że takie myślenie nie jest logiczne
        ani uzasadnione. To przykre spostrzeżenie, ale niestety prawdziwe.
        Zanim pomyślisz, że to co piszę jest niespójne z twoim myśleniem, spójrz
        dookoła. Jedynie wysiłek odnozący się do danej pracy w każdej chwili powinien
        mieć odpowiedź w sukcesie jej powodzenia. Niekoniecznie z pracy, na którą
        zasłużyło się wysiłkiem studiowania. Postaraj złapać dystans. Myśl, że wtedy
        będzie większa szansa na ustawienie się w życiu zawodowym.
        Wiem coś o tym. Pracuję już 25 lat po studiach i taka postawa przyniosła mi
        same korzyści.
        Powodzenia - Pragmatyk
      • alabamma Re: żałuję, że studiowałam 25.03.06, 23:50
        Ktos kto mysli "zaluje ze studiowalam" - rzeczywiscie nie powinien studiowac.
        Wspolczuje.
      • Gość: ktos Re: żałuję, że studiowałam IP: *.cm-upc.chello.se 26.03.06, 00:40
        Czasy gdy studia cos dawaly, bez wzgledu jaki to byl kierunek minely
        bezpowrotnie. Owszem studia sie oplacaja ale nie wszystkie. Przede wszystkim to
        studia techniczne, nauki matematyczno-przyrodnicze, medycyna, stomatologia,
        farmacja i rzesza studiow zawodowych w sluzbie zdrowia, jak pielegniarka,
        fizjoterapeuta, rehabilitant, itp., ekonomia ale nie wszystkie kierunki. Studia
        humanistyczne i w zakresie nauk spolecznych to w dzisiejszych czasach troche
        hobby a nie przyszlosc. szkoda ze polikwidowano w Polsce srednie szkolnictwo
        zawodowe (technika i licea), ktore z jednej strony przygotowywaly do
        konkretnego zawodu a z drugiej strony dawaly mozliwosci studiow wyzszych.
      • Gość: majka Re: żałuję, że studiowałam IP: *.mtvk.pl 26.03.06, 00:42
        Ja też studiowałam, i miałam ( i czasem mam ..:)) podobne myśli, jak Ty..

        Jak ktoś tu słusznie napisał, teraz trzeba pokombinować, aby TO spieniężyć:)
        Kiedyś średnie wykształcenie i matura to była nobilitacja i coś. Studia -
        przenosiły na wyższy szczebel drabiny społecznej. Teraz - wiemy jak jest.
        Gdy zaczynała się masowosć studiowania i obniżał się poziom studiów początek
        lat 90-tych ? ), ja też zabrałam się za studia, i myślałam tak: zdobedę papier
        na dobrej uczelni, na jakimś sensownym kierunku, a już z tym papierem w ręce
        sama po studiach na spokojnie uzupełnię luki w wiedzy, oczytaniu, aby nie mieć
        kaca, poczucia niedosytu, niezadowolenia z siebie. I tak robię - kończę drugi
        fakultet - padam już na pysk, wydajność, percepcja lecą u mnie na łeb, na
        szyję, jak ktoś napisał - doczołguję się do tego dyplomu;) ale studia to moja
        pasja i nie żałuję absolutnie. Wiem, że te trzy literki zdobyć to jeszcze nic.
        Trzeba znaleźć w sobie siły na finisz, a ty myślisz o ladzie? Nie poddawaj się.
        Jak pomyślę, ile rzeczy bym nie wiedziała i nie przeżyła, gdybym nie
        studiowała.. Pomyśl też tak o sobie!
      • Gość: Vera Re: żałuję, że studiowałam IP: 209.89.159.* 26.03.06, 03:20

        Nc Ci nie pozostalo,tylko czekac na lepsze czasy,a moze na lut szczescia.
        A moze wyslesz swa oferte za granice? Od czegos trzeba zaczac!
        Zycze Ci,abys jak najszybciej znalala prace taka,o jakiej marzylas.
      • Gość: as200 Re: żałuję, że studiowałam IP: *.twcny.res.rr.com 26.03.06, 05:22
        Kiedys studia to bylo inwestowanie spoleczenstwa w nastepcow.
        Dzis to jest investycja w siebie - co moze znaczyc rozne rzeczy - niekoniecznie
        droge zyciowa, dobra prace lub powodzenie.
        Najlepiej jest kompletnie oddzielic wyksztalcenie od pracy.
        Praca najemna zgodnie z wyksztalceniem uzaleznia od innych i kaze myslec o pracy
        - czyli o tym co sluzy wlascicielowi, szefowi, firmie ... Kiedys gdy wzamian
        firma lub szef lub wlasciciel myslal o pracownikach to mialo sens - dzis juz
        nie. Myslenie i poswiecanie czasu na prace oznacza, ze nie poswiecamy energii
        dla siebie. Firma moze sie rozwijac a my na cienkiej pensyjce do ....
        Zauwazyc nalezy, ze ludzie ktorzy zdobyli powodzenie nie zawdzieczaja to pracy,
        ale innym czynnikom. Praca czesto jest koniecznym uzupelnieniem, ale nie od
        niej sie zaczyna.
        Zaczac trzeba od czasu do prob i namyslu, do szukania i eksperymentowania -
        jak sie pojdzie na etat to koniec.
        W moim zyciu najlepsze rzeczy zdarzaly sie gdy mnie wyrzucano z pracy i mialem
        czas cos zrobic - a nie biegac jak chomik z pracy i do pracy ...
      • Gość: ojciec Re: żałuję, że studiowałam IP: *.icpnet.pl 26.03.06, 08:30
        Dziecko,
        ucz się dalej.Są studia podyplomowe.
        Nie rozumiem,dlaczego uważasz,że musisz pracować w miejscu,do którego pasują
        Twoje studia.Ja skończylem pedagogikę i prowadzę biuro podróży.
        Nie ekończyłem żadnej turystyki lub czegos podobnego.
        Ludzie bystrzy poradzą sobie wszędzie.
        Jestem pewien,że tak samo będzie z Tobą.
      • olo3000 Jeżeli nie studia to co?? 26.03.06, 12:02
        Emigracja?
        Zapraszam do dyskusji merytorycznej na temat emigracji, ktora w Polsce jest
        zjawiskiem na niespotykana dotad skale:

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=38655
      • Gość: Myśląca Re: żałuję, że studiowałam IP: *.robbo.pl 26.03.06, 12:33
        Moja droga studia poszerzają horyzonty i dają szersze spojrzenie na świat ale
        nie gwarantują pracy. Jeśli byłaś bardzo dobra tak jak widnieje na dyplomie to
        zamiast się dołować i uważać ,że świat ma się zachwycać twoją piątką spróbuj
        znależć pomysł na życie. Chyba że to piątka kujona ,a nie inteligenta ;a to co
        innego. Wtedy będzie cięzko bo ambicje masz inteligenta a poziom kujona a taki
        kariery nie zrobi, chyba tylko zamiast stać przy ladzie będzie kierownikiem
        sklepu. Mam nadzieję ,że jesteś błyskotliwa , otwórz okna, nie myśl
        stereotypami a wtedy pofruniesz.
      • Gość: JR Re: żałuję, że studiowałam IP: 213.155.174.* 26.03.06, 12:39
        Trzeba bylo wybrać techniczną uczelnię, a nie kolejny magister bez zawodu i
        umiejetności
      • Gość: tadek 23 Re: żałuję, że studiowałam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.06, 13:41
        nie jestes sam ale nie martw sie moich dwuch synow to samo spotkalo ale nie
        poddali sie spakowali sie i do irlandii wyjechali jak bedziesz wyjezdzal ta
        zamknij drzwi polskie to jest przyszlosc polskiej mlodziezy straszne
        • Gość: XYZ Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 14:12
          Jestem pracodawcą. Zatrudniam kilka osób w niewielkiej firmie swiadczącej
          usługi ksiegowe. Mam 4 pracowników z dyplomami uczelni wyższych ekonomicznych(
          młodych ok.27 lat) i kilku z wykształceniem średnim ( ok.40 w tym samotna matkę
          dziecka niepełnosprawnego). Motywację do parcy maja tylko ci drudzy. Pierwsi
          wolą narzekać na niskie płace, a płacę premię od wyników. Ostatnio złamał
          minie poziom wykształcenia moich magistrów. Nikt ostatnio z tej 4 nie wiedział,
          jaki kanał łączy ocean Atlantycki ze Spokojnym, ani kto to był E.Stachura.
          Kompletnie nie oczytani(po co?)i niedouczeni. Śmiem wątpić w jakość studiów
          oraz ocen bdb na dyplomach, skoro ludzie po maturach w latach '80 wiedza trzy
          razy więcej !!!! Trudno się dziwić, że nie mogą znaleźć pracy. Na ogół wymagaja
          od razu dużej pensji( bo maja wykształcenie), za to brak zapału i brak
          doświadczenia. Dlatego, teraz kiedy w ramach rozwoju firmy będe zatrudniać
          ludzi, nie będe patrzył na dyplom, tylko na wiedze i umiejetności.
          • przypadek Re: żałuję, że studiowałam 26.03.06, 16:14
            Rety kto zatrudniał tych palantów? Wywalić na zbity pysk :-)

            Rozwiązane jest proste: następnym razem należy na rozmowie kwalifikacyjnej
            zapytać o Stachurę o Kanał Panamski, a nie później jęczeć. Paradoksalnie, niczym
            się od nich nie różnisz - oni jęczą, że mają kiepskiego pracodawcę i słabo są
            opłacani (to o co tam pracują?) ty jęczysz, że masz kiepskich pracowników którzy
            ciągle mają pretensje (to po co ich zatrudniałeś?)
            • Gość: XYZ Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 17:29
              Nie żałuję, że ich zatrudniłem,tylko sie rozczarowałem. Wyaawało mi się,ze w
              dobie rozczarowań tzw.młodych wykształconych rynkiem pracy i braku szans, że ja
              właśnie ta szanse im dam i to w kierunku, który studiowali. A pytania o
              przykładowy kanał Panamski, wydawały mi się co najmiej upokarzające dla ludzi z
              tytułem mgr jednej z najlepszych państwowych uczelni w kraju ( AE w Krakowie!
              Ale nie napiałem, ze narzekam, tylko trochę ich nie rozumiem. Ludzie na starcie
              z dyplomem, bez obciążeń rodzinnych, bez "skażeń" zeszłym sysytmem, mają trzy
              razy mniej, niz 42letnia matka nieuleczalnie chorego dziecka, która bez
              mrugnięcia okiem w piątek o 16 mówi do nich " idźcie, jesteście
              młodzi,poszalejcie, ja to zrobię za was"! I co robią, czy maja jakieś
              skrupły?? ...... Ale nie poddaje się i pracuję cały czas nad nimi,chociaż jak
              piszesz mugłbym ich zastąpić kimś innym bez problemu. Tylko wiem, ze co to
              oboiązek. Jezeli zdecydowałem się ich zatrudnić, to niue po to zeby zaraz
              wyrzucać. Mam nadzieję, że zrozumieją, że sukces nie zrobi się sam, tylko
              trzeba na niego ciężko zapracować. Ja mając 50 na karku, ustabilizowana syuację
              zawodową i rodzinną mugłbym spokojnie odcinać kupony, ale właśnie kończę drugi
              fakultet (zarządzanie),żeby nie stać w miejscu i sie rozwijać. W zyciu trzeba
              wybrać i być konsekwentnym .Trochę boli, ale trzeba zakasać rękawy.
              • Gość: Dilbert Re: żałuję, że studiowałam IP: 217.197.78.* 28.05.06, 10:37
                Po co im wiedza z tego zakresu? Co oni geografie studiowali czy jakies
                kulturoznawstwo? Pozniej tacy inteligenci pytaja na rozmowach kwalifikacyjnych o
                takie "Kanaly", zamiast o to co jest meritum sprawy. ZATRUDNIJ SOBIE KOLEś DO
                SWOJEGO BIURA ABSOLWENTóW KULTUROZNAWSTWA TO BęDą WIEDZIEć, tylko potem nie
                narzekaj, że spieprzyli ci roboty bo nie wiedzieli co to jest winien i ma.
      • jannn1 Re: żałuję, że studiowałam 26.03.06, 14:02
        jesli tak zalujesz ze studiowalas bo nie daje to satysfakcji materialnej to
        chyba niezbyt poszerzyly sie Twoje horyzonty...
      • Gość: w Re: żałuję, że studiowałam IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 26.03.06, 14:59
        no i masz racje
        mniej oczekujesz, mniej sie rozczarujesz
      • Gość: trompka Re: żałuję, że studiowałam IP: *.acn.waw.pl 26.03.06, 15:10
        > Dół nad doły

        Nie będę Cię dołował. Napiszę Ci tak: rzuciłem studia na piątym roku, w zasadzie mając absolutorium i
        zaczętą pracę magisterską, do której nawet zrobiłem jakieś badania. UW, kierunek humanistyczny, 13
        osób na miejsce. Ale miałem już dosyć towarzystwa wzajemnej adoracji i obserwowania rosnącej paniki
        i bezradności u szanownego koleżeństwa.

        Od drugiego roku studiów pracowałem - najpierw na pół etatu, potem na 3/4, wreszcie na cały.
        Wkrótce zarabiałem więcej, niż moi wykładowcy, pracujący na uczelni i dorabiający "chałturami" na
        prywatnych "wyższych uczelniach smarowania masłem". Od trzeciego roku utrzymywałem się sam,
        mieszkałem sam - rodzice trochę dokładali się do studiów, ale generalnie dawałem radę. W końcu nie
        miałem siły, żeby utrzymywać tę fikcję, jaką stały się studia i jednocześnie iść do przodu zawodowo (a
        stałem przed możliwością zrobienia dużego kroku naprzód). Wybrałem, jak wybrałem.

        Niedawno skończyłem 30 lat, już wiem, że na uczelnię nie wrócę, żeby dokończyć tę nieszczęsną
        magisterkę. Zarabiam przyzwoicie, pracę mam taką, że daj Panie Boże każdemu, od pół roku mam
        własne mieszkanie tam, gdzie sobie wymyśliłem, a nie tam, gdzie się dało. Dwa razy w roku jeżdżę na
        wakacje - z plecakiem w miejsca, które chciałem zawsze odwiedzić, a nie na przecenione wycieczki. A
        najważniejsze jest dla mnie to moja praca daje mi niesamowitą radochę, że robię to, co lubię, że mogę
        z niej żyć na takim poziomie, jaki sobie wymyśliłem. Że nie brakuje mi czasu dla mojej dziewczyny ani
        na jakieś tam osobiste pasje.

        Oczywiście, nie zawsze było z górki. W pewnym momencie rynek się załamał i poznałem, jak smakuje
        8-miesięczne bezrobocie bez prawa do zasiłku, z komornikiem uwieszonym na klamce. Jaki to jest ból,
        jak nie ma czego psu do michy włożyć. Wiem, jak wygląda upokarzająca praca bez perspektyw za pół
        stawki, bo cokolwiek trzeba zarobić i jest to lepsze niż nic. Sześć lat nie miałem dnia urlopu
        (bezrobocia nie liczę), aż mnie w końcu lekarz położył do łóżka z utrwalonym nadciśnieniem.

        Mogłem sobie na to pozwolić, bo wiedziałem, czego chcę. Studia były fajne, poznałem masę
        niezwykłych ludzi, z których wielu jest do dziś moimi przyjaciółmi, a inni źródłem inspiracji. Dużo się
        nauczyłem, ale wiedza akademicka po roku się przedawnia, a mnie uczono prawd sprzed 20 lat.
        Dlatego ciągle się uczę i zamiast przywozić zza granicy elektronikę na handel, przywożę książki.
        Dyplom nie był mi do niczego potrzebny, bo w moim zawodzie liczy się to, co pokazujesz na codzień, a
        nie co skończyłeś - nie, nie jestem striptizerem :-) Na uniwerku nie powiedziano mi o najważniejszej
        rzeczy, do której musiałem dojść sam: miałem w głowie ułożoną ścieżkę, co chcę robić teraz, co za
        rok, co za dziesięć. Ile chcę zarabiać, ile odkładać, na jakim poziomie żyć. I z grubsza tą ścieżką idę.

        Jeśli potrafisz ustalić, czego chcesz, to to osiągniesz. Jeśli nie robi Ci różnicy, czy stoisz za ladą w
        sklepie (są sklepy i sklepy, pamiętaj), czy realizujesz swoje ambicje, to lepiej od razu ustaw się w
        kolejce po zasiłek. Nie ma darmowych obiadów, nie ma samospełnienia bez wbicia zębów w stół i
        pazurów w ścianę. To nie bajka, tylko prawdziwe życie z konsekwencjami do końca. Jak nie będziesz
        walczyć, głównie za sobą i własnymi słabościami, zasilisz armię bezrobotnych magistrów, którzy nie
        wiedzą, co ze sobą zrobić. Nie masz szans na zarabianie, to zdobywaj chociaż doświadczenie. Nie masz
        szans i na to - zdobywaj wiedzę, zobaczysz, że studia to nie był zmarnowany czas.

        Że trafiają się wredni i głupi ludzie, że sytuacja jest taka, a nie inna, że mieszkasz w Polsce, a nie gdzie
        indziej? Uwierz mi, to nie ma znaczenia. Ułóż sobie własną ścieżkę, podziel ją na etapy, na czynności,
        które będą wykonalne tu i teraz. I wtedy się uda.

        Będzie ciężko. Ale dasz radę.
        • Gość: ja Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 19:58
          wzruszyleś mnie tym co napisałeś, sama skończyłam dwa fakultety, jeden
          humanistyczny dloa przyjemności i jeden ekonomiczny dla pracy. pracuję obecnie w
          zawodzie który nie ma nic wspólnego z żadnym z tych kierunków, zarabiam bardzo
          kiepsko, mniej niez wcześniej, ale za miesiąc kończy mi się okres próbny może
          będzie lepiej nie wiem:(((( dorabiam sobie korepetycjam i jakoś si e kręci,
          dodamj że wyjechalam z dużego miasta do jeszcze większego żeby nie wisieć na
          rodzicach a teraz moja ambicja si ę na mnie zemściła, też miałam żal na
          studia......że to ja powinnam zarządzać ludźmi a nie ni mną. Obecnie nie
          wiem.........
        • caudillo1 Re: żałuję, że studiowałam 30.03.06, 13:16
          > Nie będę Cię dołował. Napiszę Ci tak: rzuciłem studia na piątym roku, w
          zasadzie mając absolutorium i
          zaczętą pracę magisterską, do której nawet zrobiłem jakieś badania. UW,
          kierunek humanistyczny, 13
          osób na miejsce. Ale miałem już dosyć towarzystwa wzajemnej adoracji i
          obserwowania rosnącej paniki
          i bezradności u szanownego koleżeństwa.

          I też zrobiłem to samo, a raczej zostałem zmuszony. W wieku 18 lat usłyszałem
          od kochanej mamusi jak chcesz się uczyć, to radź sobie sam. Ojciec zdążył już
          wcześniej zwiać, bo dla tego pana (bo znaczy dla mnie mniej niż zwykły złodziej
          czy pedofil) liczyły się w życiu tylko dziwki, balangi i wóda.

          Miałem ich serdecznie dość, tych kłótni, i mogę powiedzieć że chociaż dzięki
          tym studiom (studiowałem poza miejscem zamieszkania), dzięki temu że przez 5
          lat koło 4,5 roku spędziłem poza "domem" uratowałem się przed śmiercią z powodu
          np. odkręcenia gazu przez nieprzewidywalną "mamusię" i przed schizofrenią, z
          powodu codziennego wysłuchiwania o ciężkim życiu, o wspomnieniach kłótni, z
          powodu wizyt komorników .

          Tyle że wtedy byłem jeszcze młody, czyli naiwny - łudziłem się że świat jest
          piękny, i że są przyjaciele, że nie ma złodziei, i że jak ja będę uczciwy, to
          inni też będą.

          Ale to był błąd. Byłem, teraz to mówię z bólem idiotą, że pomagałem wszystkim
          na roku, połowa ludzi dzięki mnie zaliczyła jeden z przedmiotów na pierwszym
          roku, bo tylko ja byłem tak głupi, żeby rozwiązywać zadania ze zbioru i rysować
          projekty.
          Oczywiście wszyscy to wykorzystywali, to że ja nie jeździłem po 8 miesięcy do
          domu, i to że zostawałem w akademiku - "i tak zostajesz na weekend, to może
          policzysz mi projekt" :) . W tym czasie, gdy inni poświęcali ten czas na
          balangi i życie towarzyskie, ja poświęcałem czas na robienie zadań, by móc
          przeżyć do następnego weekendu - co to za kwoty były - po 10-20 zł za
          przygotowanie
          materiałów dajmy na to z fizyki, na sesję.
          I co z tego, że ja dostałem piątkę, albo że szedłem bez stresu na egzamin, jak
          po egzaminie wszyscy jechali na wakacje, a u mnie stres dopiero się zaczynał,
          bo wakacje to była walka o zdobycie jakiejkolwiek kasy na początek kolejnego
          roku .

          Pomoc od państwa to była parodia - na piątym roku było to o 20 zł więcej niż na
          pierwszym roku, więc o ile na pierwszym roku mogłem pozwolić sobie na codzienne
          obiady, to na piątym (mimo dodatkowego stypendium naukowego) już tylko na
          kolacje, i to co drugi dzień.
          Sam tylko akademik zdrożał w ciągu 5 lat o ponad 100 procent, a tu taki
          Balcerowicz mi pierdzieli o najniższej inflacji w Europie - 0,7%. :)

          Oczywiście (w teorii) można było pracować , ale jak , to nie były śmieszne
          studia humanistyczne na jakiejś niedzielnej szkółce (praktycznie wystarczy
          przychodzić tam tylko na ćwiczenia :) ) , ale studia techniczne , czyli od 6
          do 10 godzin zajęć dziennie, np. w poniedziałek od 8 do 12 i od 16 do 20, a w
          piątek od 10 do 19. I do tego nie dało się nie chodzić, bo przecież opuszczenie
          choćby jednego laboratorium, ćwiczeń, projektu, już demolowało cały tok
          studiów :)

          I właśnie wtedy - III-IV rok , człowiek doznawał życzliwości - kiedy opuściło
          się 1 czy 2 dni, i potem szło się pożyczyć ksero z wykładu, albo kiedy chciało
          się dopytać "kolegi" kiedy będzie profesor, żeby móc zapytać się , czy mogę
          przyjść z inną grupą na laborki, to słychać było "przyjdź później", "nie
          wiem", "nie mam czasu", "pożyczyłem - nie mam".

          Tak mniej więcej to jest - I, II rok, jeszcze wszyscy sobie pomogą, ale już na
          V to nikt nawet cześć na wydziale nie powie :(

          Dlatego nie miałem już sił, ale przynajmniej nauczyłem się że muszę liczyć
          tylko na siebie.

          Byłem i w MON-ie, gdzie grasowała amba fatima, gdzie nikt nie patrzył na
          zabawach w "wojnę" czy mi zimno, czy coś jadłem, i na studiach, i byłem prawie
          bezdomny, i może jeszcze będę :) .

          Ale ja przynajmniej nie poszedłem na studia dla kasy czy kariery, mogę nawet
          żyć za 1/100 pensji mgr ekonomii czy socjologii, który może się chwalić jaki to
          on mądry, ale jak kiedyś on znajdzie się w sytuacji że nie będzie skąd kasy
          wziąć, to się na śmierć zapłacze, i koledzy z roku czy z dawnej "firmy" mu nie
          pomogą.

          Może i nie mam dyplomu, ale mam jakieś swoje "dzieła" ze studiów, mam
          własnoręczne projekty, mam indeks, 70 egzaminów, dwa razy tyle zaliczeń, mam
          nawet pół pracy dyplomowej :) , gdzie coś konkretnego praktycznego się robiło,
          i nawet ta połowa to więcej mnie kosztowała niż 1000 prac "licencjackich" z
          administracji europejskiej, gdzie się tylko robi CTRL+C, CTRL+V ze ściągniętych
          z netu stronek, albo gdzie wystarczy kupić pracę za 1000 zł.

          > Niedawno skończyłem 30 lat, już wiem, że na uczelnię nie wrócę, żeby
          dokończyć tę nieszczęsną
          magisterkę.

          Gdyby można było, to ja bym wrócił, niestety nawet gdyby mnie zechcieli, to
          musiałbym pewnie powtarzać rok, a to by znowu wymagało emigracji z miejsca
          obecnego zamieszkania, i pracy w jakimś Tesco żeby zarobić na opłaty za
          powtórki - swoją drogą Kwachu też mógłby wrócić - stać go przecież zapłacić za
          te dwie zalki, egzamin, i magisterkę :)
      • Gość: informatyk Też bardzo żałuję, że skończyłam studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 21:40
        Jestem magistrem, mam prawie 10 letni staż pracy w zawodzie.
        Od 3 lat bez pracy.

        Nie warto było studiować. Studia niszczą zdrowie, zabierają młodość,
        poszerzają choryzonty - niestety - człowiek o szerszej świadomości w
        dzisiejszej Polsce ma gorzej.
        Preferowani sa niedouczeni idioci, i chamscy palanci.
        Do tego dochodzi dyskryminacja kobiet i mobing.
        Wszystko to jest bez sensu.

        Trzeba było od razu mysleć o jakimś zdecydowanie przyziemnym zawodzie:
        sprzedawca, cieć, sprzątaczka , złodziej, krawiec - to by miało sens. Do tego
        wystarczy średnie wykształcenia, nie trzeba mieć zawodu, za to można mieć
        wszystko w dupie.
        • Gość: lea Re: Też bardzo żałuję, że skończyłam studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 22:05
          to prawda, że w dzisiejszej Polsce człowieka bez wpływów musi często udawać
          kretyna albo nieświadomego; jak się wychylasz płacisz wyrzuceniem z
          pracy.....bez kokieterii; to dopiero boli, że Polska potrzebuje tych
          durnowatych do wykonywania poleceń
        • Gość: jj jaja sobie robisz? no chyba tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 23:50
          jeśli podpisujesz sie informatyk tzo rozumiem że cokolwiek z it masz wspólnego
          (studia?). I pierniczysz że nie masz pracy? 10 lat stażu? To co ty do diabła
          umiesz? Nie znam informatyka bez pracy (poza popieprzonymi).
      • Gość: Zadowolony ze stud Re: żałuję, że studiowałam IP: *.54.160.76.tisdip.tiscali.de 26.03.06, 21:56
        Studiowalem zeby zdobyc wiedze, zeby nie byc glupim, czy raczej madrzejszym.
        Od kiedy studia jako takie maja zapewnic lepszy status. Chyba, ze za komuny,
        kiedy to brakowalo inteligencji po lini, wystarczal sam papier... ale to nie
        bylo normalne.
        Zreszta w nowoczesnym swiecie uczyc sie trzeba na codzien, czasem intensywniej
        niz w trakcie normalnych studiow..
        • Gość: lea Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 22:02
          chyba nie jest dziś tak, że masz czegoś oczekiwać po bdb dyplomie; masz prawo,
          owszem, ale to nie to samo; to boli, wiem - jesteś bezrobotna od 13 marca?/? ja
          od 31 sierpnia 05. Musisz zdać sobie sprawę, że sytuacja jest absurdalna, bo
          ludzie z kwalifikacjami też są niemile widziani w wielu miejscach - uczę się
          życia codziennie, jakbym miała przepraszać za lata nauki - oto jak się
          czuję;Polska mieszkam w Polsce, ale ty możesz wyjechać, schowac wyobrażenia,
          marzenia...albo wręcz przeciwnie, bo kto ci, k...., zabroni marzyć,no kto?
          • Gość: blabla Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 22:33
            no i nie oddasz nikomu tej dzikiej satysfakcji z tego, że ty wiesz, właśnie
            ty.......a to cholernie budujące uczucie - pomimo wszystko
        • Gość: zzz Re: żałuję, że studiowałam IP: *.net195-132-241.noos.fr 26.03.06, 22:41
          Wszystko to, te cale rozwazania traca sens w obliczu proiblemow ze zdrowiem.
          Zarabiam dobrze i to za granica, a jedna czwarta pensji (czyli ok. 3000 zl)
          miesiecznie wydaje na rehabilitacje, ktora przynosi takie sboie rezultaty.
          gdyby nie moj facet, ktory mnmie wspiera, wrocilabym, gdzie mam genialnego
          rehabilitanta, na ktorego wydawalam 50 procent pensji. Ale przynajmniej nie
          bolalo. Z drugiej strony, jestem szczesliwa teraz. Tak wiec nigdy nie mozna
          miec wszytskiego.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka