Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    żałuję, że studiowałam

    23.03.06, 16:32
    Studia zdobyte wyrzeczeniami, o których nikomu nie chcę mówić - rodzice
    uważali, że jeżeli skończyłam liceum, to jest finisz ich wkładu w mą
    edukację. No i zawzięłam - pracowałam, uczyłam się marząc o tym, że będę
    mieć pracę, że zdobędę więcej, że się uda. No i na swój sposób się udało -
    bdb na dyplomie uniwersytetu - smak satysfakcji - nie do opisania.
    Przez trzy lata pracowałam na zastępstwach, aż do 13 marca, kiedy skończyła
    mi się umowa. No i nie pracuję. A może było nie studiować, nie poszerzać
    swych horyzontów, nie łudzić się. Właśnie - już przestałam się łudzić, że
    moje studia są coś warte. Lepiej było pozostać przy maturze, stać za ladą w
    sklepie i ... nie oczekiwać niczego więcej. A tak. Miotam się, uczucie
    nicnierobienia mnie zabija. A tak niedawno sądziłam, że tak wiele można. I
    tyle. I proszę, nie dołujcie mnie, robiąc ranking "kto ma gorzej"
    Dół nad doły
    Obserwuj wątek
      • annajustyna Nie zaluj!!! 23.03.06, 17:20
        Predzej czy pozniej to na pewno zaprocentuje i ktos Cie doceni! Trzymam kciuki!!!
        • Gość: ania Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: *.chello.pl 24.03.06, 19:05
          Nie doluj sie bo to nie twoja wina tylko systemu jaki istniejew naszym kraju.
          • Gość: fidel.castrol Re: Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: *.nsw.bigpond.net.au 25.03.06, 00:15
            taaak, wszedzie na swiecie tylko czekaja na panienki po teatrologii
            • Gość: loop Re: Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 00:15
              a to akurat prawda :P Anglia, Niemcy: praca niemal od ręki :) polecam!
              • Gość: Lanmisu Re: Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: *.dip.t-dialin.net 26.03.06, 10:46
                Taaak , tutaj w Niemczech czekaja na polskich magistrow.Sami maja problemy ze
                swoimi absolwentami studiow. Jak bedzisz miala szczescie to znajdziesz prace dla
                niewykwalifikowanych.
                • Gość: Stary Satyr Wyjedź z Polski i korzystaj z rzyci IP: *.chello.pl 26.03.06, 19:23
                  - albo i nie wyjeżdzaj.
                  • Gość: Hans RZuciłem STudia na 5 RokU i otworzyłem antykwariat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 07:09
                    i jest OK załóż coś własnego albo wypalaj strzałkę za granicę bo pracy to tu
                    nie ma ...
                  • Gość: kasuro wyjeżdżajcie wszyscy i nie wracajcie IP: 193.28.230.* 27.03.06, 10:23
                    zagranica potrzebuje nieudaczników
                    • Gość: rw Re: wyjeżdżajcie wszyscy i nie wracajcie IP: *.poldim.pl 27.03.06, 18:27
                      mylisz się pajacu, to nie problem nieudacznictwa tylko tego, że 2-3 człowiek w
                      polsce w wieku produkcyjnym nie ma stałego zajęcia. Inna sprawa, że aby dostać
                      dobrą pracę trzeba trochę powalczyć. Nie poddawać sie. Szukać nowych zajeć,
                      szukać nowych umiejętności.

                      Ja skończyłem jedne studia. Przez rok siedzialem na uniwerku. Zarabiałem grosze
                      mimo, że dorabiałem sobie przpeisywaniem prac na kompie, albo tłumaczeniem
                      tekstów naukowych. Zainwestowałem w angielski. Potem uciekłem do handlu. Potem
                      zarabiałem szmalik. Przepuściłem przez d..pę wiecej niż niejeden zarobi przez
                      całe życie. Potem jak rynek mnie przycisnąl to poszedłem na jedne studia
                      podyplomowe, potem na drugie. Teraz mam 36 lat i jestem DH w sporej firmie. Nie
                      zarabiam tyle ile w latach 90-tych, ale mam swobodę i trochę odłożonego
                      szmaliku. A miałem takie doły, że myślałem że poderżne sobie i swojej żonie
                      gardło z ropaczy. Jak mawia moja mama, nie ma się czym przejmować szkoda na to
                      czasu. Teraz mam dystans do wszlich "nieszczęść które mnie dotykają". Życze Ci
                      tego samego. NA PEWNO BĘDZIE LEPIEJ. :-)
                      • Gość: Oskar Re: wyjeżdżajcie wszyscy i nie wracajcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 20:23
                        Jakoś dziwnie prymitywnie, bardzo nieprzyjemnie brzmi to, w jaki sposób piszesz
                        o pieniądzach, ich zarabianiu i wydawaniu. Szmalik... tak gadają lichwiarze. I
                        nie wyzywaj ludzi od pajaców, nie wyzywaj, bo sam zwyzywany będziesz.
                        • ewciagr Re: wyjeżdżajcie wszyscy i nie wracajcie 29.03.06, 13:56
                          szmalik to normalne określenie, no może tylko trochę potoczne, a za pajaca nie
                          ma się co obrażać w końcu to nasza cecha narodowa
                          • Gość: mwnthos1 sama jestes pajacem, IP: *.master.pl 12.05.06, 00:42
                            NIE PRZYPISUJ SWOJEJ CECHY WSZYSTKIM
                • Gość: loop Re: Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 21:03
                  mowa o pracy dla teatrologów - kłopoty z czytaniem?
              • Gość: kasuro Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczenie IP: 193.28.230.* 27.03.06, 10:42
                Tłumaczę słowo "praca" w tym zdaniu
                rwanie truskawek po 350 godzin tygodniowo w 40 stopniowym upale za 2000,00
                myjka na barze (spelunie) godzin tyle samo 1500,00
                szparagi (w ramach zbierania szapragów z biera się również kamyki wielkości
                paciorka i wyrywanie wszelkich chwastów

                itd itp

                na samym dole listy znajduje się najbardziej opłacalna praca dla polaków za
                granicą w tak zwanych domach publicznych
                • Gość: Marcin Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczeni IP: *.cable.ubr02.nm.blueyonder.co.uk 27.03.06, 12:39
                  widac ze jezeli byłes za granicą to tylko na wakacjach !!!. Faktycznie polacy
                  często wykonują najgorsze zawody, ale zmartwie cie...nie wszyscy. Lepiej za
                  granicą zmywać gary za 3000 zł niż w Polsce za 500. Przemyśl to
                  • Gość: Ja Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczeni IP: *.crowley.pl 27.03.06, 16:40
                    Nieprawda. Dziwi mnie, czemu tyle ludzi mysli o zagranicy w kategoriach
                    polskich zarobkow. Zlitujcie sie nade mna i nad soba samym! W Anglii bedziecie
                    zmywac gary za 500 funtow, w Niemczech za 500 euro. W Polsce za 500 zlotych
                    prawdopodobnie _jakos_ przezyjecie od pierwszego do pierwszego. W Anglii za 500
                    funtow bedziecie zyli na dokladnie takim samym poziomie, albo i gorszym. Takim
                    samym, jezeli za te 500 funtow bedziecie chcieli zyc i nie odmawiac sobie
                    niczego - od pierwszego do pierwszego _jakos_ przezyjecie, na luksusy za taka
                    sume i tak nie ma co liczyc, tak samo jak w Polsce nic nie odlozycie (bo ciagle
                    mnostwo jest takich, ktorzy wyjezdzaja za granice z mysla o odkladaniu
                    zarobionych tam pieniedzy); a na gorszym, jesli w imie odkladania na start w
                    Polsce (dom, auto, cokolwiek) bedziecie odmawiac sobie wszystkiego poza
                    niezbednym mimimum.

                    I co wiecej, bedziecie tak samo zmywac gary.

                    Na bezposrednie przeliczanie zarobkow w euro czy w funtach na zlotowki moga
                    sobie pozwolic tylko ci, ktorzy faktycznie zyja w Polsce a zarabiaja za granica.

                    Pozdrawiam,

                    Ja
                    • Gość: mariner Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczeni IP: *.homeip.net / *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.06, 21:43
                      Widzisz, realia sa troche inne.Corka w czasie studiow pracowala w US gdzie
                      wyjechala na program work&trawel na wyjazd ja dalem, ale zarobila tam tyle
                      ze stac ja bylo na 3 tygodnie zwiedzxania i nastepny wyjazd.Wziela dziekanke i
                      rok spedzila w Londynie.Tam byla szefowa w coiiie shopie z pesji sama oplacala
                      mieszkanie, nauke(zrobila profidency) i starczylo jeszcze na narty w Alpach itp.
                      Po powrocie majac sporo czasu na ostatnim roku chciala znalesc prace w
                      Szczecinie, najlepsze co znalazla to 4 zl na godzine.W Anglii miala 8 L.
                      Porownaj sile nabywcza i bedziesz miec odpowiedz.Nie zdziwie sie jak za kilka
                      lat zabraknie w Polsce lekarzy i inzynierow bo fachowcy w tych zawodach wszedzie
                      znajda sobie miejsce.
                      • fanfaroni Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczeni 27.04.06, 10:48
                        a jak bedzie brakowało fachowców to ci którzy mają praktykę zawodową i zostli w
                        Polsce będa żyć jak pączki w maśle i bąda szanowani nie tylko pod względem
                        finansowym
                    • Gość: bart Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczeni IP: *.ipt.aol.com 20.04.06, 14:23
                      No i widac ze ktos pisze o czyms o czym nie ma zielonego pojecia... ja wlasnie pracuje za granica, i fakt faktem ze pracuje za minimalna place, ale w tym miesiacu kupuje dobry, 6 letni, uzywany samochod, po pierwszym miesiacu pracy kupilem nowego laptopa. Dla wyjasnienia zaznaczam ze nie spie w namoicie i nie mieszkam na dworcu lub tez w dzielonym z nieokreslona liczba ludzi mieszkaniu. Wynajmuje dwupokojowe, ladne mieszkanko i stac mnie na wszystko czego potrzebuje, prace tez mam tylko jedna i na pelny etat (8 godin dziennie). To wszystko za MINIMALNA place a sa szanse ze za jakis czas placa ta wzrosnie. Moze nie jest to raj na ziemi ala na pewno lepiej niz jak pracowalem w Polsce gdzie o jakimkolwiek samochodzie to moglem jedynie pomarzyc, a laptopa to mialem w rekach raz u bogatego znajomego. Wiem ze takie traktowanie sparawy to znizanie sie jedynie do materialnego wymiaru zycia ale czy nie od tego sie zaczyna...
                      Jesli mozesz - wyjezdzaj... zawsze mozesz wrocic, a jezlei masz cos w glowie to masz szanse zdobyc naprawde dobra prace i poprostu normalnie zyc... pozdrawiam i zycze powodzenia.
                • blondgirl Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczeni 27.03.06, 15:21
                  No nie wiem....
                  Skoro tydzień ma 7 dni, a każdy dzień 24 godziny, to chyba niemożliwym jest
                  wyrobienie 350 godzin w ciągu tygodnia.

                  7dni X 24 godz. = 168 godzin :-)))
                • olga1974 Re: Wyjedz z Polski ikorzystaj z zycia tłumaczeni 29.03.06, 15:24
                  to nie prawda, ze polacy za granica wykonuja tylko takie prace...pracowalam 2
                  lata w niemieckiej firmie jako asystentka w dziale zakupu. Moja kuzynka jest
                  grafikiem komputerowym w anglii..itp...itd.
            • Gość: Do Fidela Castrola Re: Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.06, 10:48
              po teatrologii...Fidel, ludzie po naprawdę extra kierunkach są bez pracy, albo
              robią na zlecenie za marne grosze. A znam takich co skończyli teatrologię czy
              filozofię i mają świetna pracę, bo mają układy. Sama jestem po studiach, moim
              przełożonym był człowiek po podstawówce, który z trudem usiłował skończyć
              zaocznie technikum i z tego co wiem do tej pory tego nie skończył. Stanowisko
              które zajmował było przeznaczone dla osób z wyższym wykształceniem, ale facet
              miał układ...a jak lubił sobie pojechac na takim wykształconym podwładnym!
          • Gość: znajomy_jlo To nie tak, popełniasz podstawowy bład IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 00:27
            U mnie na studiach (jedna z najlepszych uczelni ekonomicznych)
            ludziom sie wydawało że skoro studiuja na takiej uczelni to praca sama do nich przyjdzie.
            Tak nie jest, tak... było, było w latach 90-tych gdy deficyt kadr był taki
            ze nawet przeciętny historyk robił kariere w marketingu.

            Życie to walka przez całe życie, a jesli chcesz "spocząć na laurach" to
            musisz isc do firmy państwowej - tam - nie wszędzie ale zdarza sie często -
            praca jest łatwiejsza, nastrój spokojniejszy, niestety często odgrywaja rolę układy i układziki towarzyskie.
            Lepiej wiec wyrobic sobie marke w firmie prywatnej, wtedy beda Cie doceniac i nikt Cie nie zwolni nie z altruizmu a po prostu dlatego ze bedziesz przynosic zysk.

            I jeszcze uwaga: bdb na Twoim dyplomie niczego pracodawcy nie daja - to nie szkółka
            i musisz sie wykazac, jesli nie mozna znaleźć pracy tam gdzie mieszkasz
            jedz do Warszawy albo za granice.
            W ogole mam wrazenie ze reagujesz nazbyt emocjonalnie - 2 tygodnie nie masz pracy i jakas tragedia sie stała (?) Ludzie z mojego roku po pół roku szukali pracy (w zawodzie) - i nikt tragedii nie robił.
            Na otuche dodam ze własciwie wszyscy, po 2-3 latach "przetarcia" wybili sie i maja
            ustaloną pozycje i marke. Wiec nie powinnas sie zrazac ani emocjonalnie reagowac
            "skonczyłam studia na piątki a oni mi nie chcą dać pracy" - spokojnie prace znajdziesz
            a zycie to nie piaskownica.
            Nikt tez nie kaze wybierac zawodu na cale zycie - mam znajomych którzy kończyli prawo a teraz studiują ochrone srodowiska czy ludzi po handlu miedzynarodowym którzy pracuja teraz jako dziennikarze (nieekonomiczni) wiec nie uczepiaj sie tego tak kurczowo.
            Poszukaj pracy a nie obrazaj sie na świat że od 14 dni nie masz pracy.
            Głowa do góry powodzenia i... znalezienia pracy, najlepiej jeszcze przed wakacjami.
            • Gość: 28latek Re: To nie tak, popełniasz podstawowy bład IP: *.toya.net.pl 25.03.06, 10:48
              dojarzała wypowiedź
              same studia to tylko wstęp, i one pomagają na pewno, można powiedzieć, że to warunek konieczny, ale do wystarczającego jeszcze daleko
              tak jak napisał 'znajomy_ilo', jeżeli nie ma pracy w miejscu, w którym mieszkasz, to szukaj gdzie indziej, przede wszystkim mobilność, pracodawcy to doceniają
              druga sprawa, to przekonanie potencjalnego pracodawcy, że właśnie TY jesteś właściwą osobą na dane stanowisko, Polakom często głupio pojęta skromność nie pozwala, w sensie dusi gardło, powiedzieć o swoich zaletach, predyspozycjach, mocnych stronach.
              itd...
              pozdrówko
              • Gość: MD Zawsze warto studiowac!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 12:20
                czyli podnosic swoje kwalifikacje. Dzis Twoj dyplom nie znaczy wiele ale za
                rok, za dwa lata moze sie przydac. A samo studiowanie to nie tylko pakowanie do
                glowy wiedzy ale rozwoj w szerszym tego slowa znaczeniu. Zawsze warto cos
                robic niz siedziec i czekac na Bog wie co...
                • zigzaur Krótki kurs szukania pracy dla absolwentek: 25.03.06, 17:17
                  Lekcja 1: Jak zaprezentować przyszłemu pracodawcy życiorys
                  Lekcja 2: Jak zaprezentować przyszłemu pracodawcy kosztorys
                  Lekcja 3: Jak zaprezentować przyszłemu pracodawcy klitorys

                  • Gość: Stary Satyr Re: Krótki kurs szukania pracy dla absolwentek: IP: *.chello.pl 25.03.06, 19:38
                    czy ten kurs to ilustrowany jest?
                    • zigzaur Re: Krótki kurs szukania pracy dla absolwentek: 26.03.06, 09:00
                      Nie, jest jak najbardziej praktyczny. Z ćwiczeniami.
                  • Gość: jj nieśmieszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 23:17
                    Nie jest łatwo znaleźć pracę ale można. Pytanie co się chce robić. Oczywiście
                    można siedzieć na dupie i piepszyć że tylko przez znajomości, łózko, łapówki.
                    gó.. prawda: trzeba sie bardziej starać.
                    Wiem co mówię: mam dobrą dobrze płatną pracę i zawsze miałem. I trochę
                    szczęścia w tym jest ale wiecej mojej pracy i staran. Znajomości żadnych i
                    pochodzę z wiochy tylko rodzice zainwestowali w moje studia a dalej już sobie
                    radziłem.
                    • Gość: ma-ryja Re: nieśmieszne IP: *.dip.t-dialin.net 12.04.06, 21:28
                      Tak czytam te posty i swiata nie rozumiem. Tyle tu wybitnych, studiowanych
                      jednostek marnuje sie bez pracy. Mam do czynienia z zagranicznymi inwestorami,
                      ktorzy szukaja dobrych fachowcow, chca wspaniale zaplacic i... nie znajduja ich.
                      Problem lezy w tym, ze w Polsce zbyt duzo jest fachowcow, zbyt malo ludzi
                      wprawdzie z wyksztalceniem (wyzszym), ale potrafiacymi pracowac wytrwale, bez
                      bledow, konfliktow, slomianego zapalu i patrzec na swoje miejsce pracy i firme
                      calosciowo, a nie wycinkowo. Do tego brak oglady, lojalnosci i oczekiwanie, ze
                      na stanowisku kierowniczym "pracuje" sie od 8-16, przelozony decyduje o
                      wszystkim i przydziela prace tymze wybitnym jednostkom. Z tego rodza sie
                      rozczarowania i nieporozumienia po obu stronach. Niestety, duzo jeszcze brakuje
                      tym bezrobotnym, aby pracowac tak, jak sie pracuje w krajach "starej UE", choc
                      aspiracje pod wzgledem wysokosci uposazenia sa bardzo europejskie.
                • Gość: Lucusia Re: Zawsze warto studiowac!!! IP: 195.205.24.* 26.03.06, 00:20
                  Studia to wstęp. I tak miałaś szczęście, że coś tak od razu znalazłaś.
                  Studia same nie otwierają drzwi do dobrej pracy i dobrej pensji.
                  Ja po studiach, robiłam studia doktoranckie, a równocześnie szkolenie,
                  które zapewniło mi dodatkowy zawód. Oczywiście pracuje w tym dodatkowym zawodzie, a doktorat, który będę niedługo bronić ustabilizuje moją pozycję w firmie.
                  Jednak najważniejsze są indywidualne predyspozycje i zdolność szybkiego uczenia.
                  • Gość: INES Re: Zawsze warto studiowac!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 09:01
                    JEsli mozna wiedziec z czego robisz doktorat i gdzie?
                • Gość: kasuro Re: Zawsze warto studiowac!!! IP: 193.28.230.* 27.03.06, 10:25
                  bardzo dyskusyjna sprawa - przewąznie studjowanie nie ma nic wspólnego z
                  podnoszeniem kwalifikacji.
          • Gość: darker Re: Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: 204.153.88.* 25.03.06, 00:34
            Fakt - wyjazd z PL i znalezienie tam pracy jest to pewne rozwiazanie.
            Sam tak zrobilem i jestem happy. Z drugiej strony wielu moich kumpli jest
            ciagle w PL i nie narzeka ...
            Inna rzecz, ze posiadanie dyplomu a posiadanie (dobrej) pracy to nie jedno i to
            samo. W lepiej rozwinietych krajach jest tak, ze dyplom = jakas praca i mozna
            przezyc, w PL tak nie jest. Jest to z pewnoscia b. rozczarowujace ale tak teraz
            jest. Sorry jesli nie jest to zgodne z Twoimi wczesniejszymi oczekiwaniami i
            wyobrazeniem. (Chociaz z drugiej strony jesli bys wiedziala, to moze bys nie
            miala motywacji do studiowania ...) Niemniej, nie znaczy to ze jak masz dyplom
            to jestes do tylu. Masz za soba 5 lat "intelektualnego treningu", umiesz cos
            osiagnac - to sie liczy. Teraz musisz wykombinowac jak to spieniezyc. Zamiast
            zakladac, ze cos Ci sie nalezy (z racji ukonczenia studiow) i sie dolowac
            widzac ze "nikt" nie chce Cie zatrudic - pomedytuj nad tym co mozesz zrobic ...
            Wyjazd za granice albo do innego miasta ? Praca w jakims "ogolnym" zawodzie ?
            Moze jakies kursy specjalizacyjne ? Kogo potrzebuja i co z tych rzeczy mogl(a)
            bys robic ? Moze powinnas podjac jakies ryzyko ? Jakie i co ryzykujesz ? Miej
            tez na uwadze, ze niektorzy z ludzi ktorzy "dorabiaja" sie za granica planuja
            kiedys wrocic i zalozyc cos swojego - a wtedy myslisz, ze beda szukali wsrod
            sklepowych ? Nie beda tez szukali wsrod rozgoryczonych i przywalonych wlasnym
            rozczarowaniem. Pozdro i powodzenia ! World is yours ! ;)
          • Gość: na temat pytanie jest jakie sa Twoje kompetencje ? IP: *.fbx.proxad.net 25.03.06, 01:58
            studia szczegolnie te filologiczne, filozoficzne, socjologiczne, psychologiczne
            itd ... nigdzie na swiecie nie gwarantuja znalezienia pracy.
            I nasz kraj nie jest tutaj zadnym wyjatkiem.
            Byl wyjatkiem w czasach PRL-u w ktorym niejednokrotnie wlasnie po takich
            studiach z legitymacja PZPR mozna bylo latwo zostac kierownikiem czegokolwiek!
            • Gość: MD Re: pytanie jest jakie sa Twoje kompetencje ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 12:22
              Nie zgadzam sie z Toba,ze po studiach filologicznych nie da sie robic kariery.
              Sam jestem tego zaprzeczeniem. Mieszkam w Londynie, ucze francuskiego w super
              szkole i zarabiam ponad 2000 F. na mc brutto. Czyli mozna.
              • 1europejczyk Re: pytanie jest jakie sa Twoje kompetencje ? 25.03.06, 16:19
                Nigdzie nic takiego nie napisalem: napisalem tylko, ze ukonczenie pewnych
                kierunkow studiow wiaze sie z trudniejsza, niz ma to miejsce po innych
                kierunkach, sytuacja poczatkowa i ze Polska nie jest w tym jakims szczegolnym
                wyjatkiem.
                Biegla znajomosc jezykow obcych (juz nie jednego ale conajmniej dwoch) nie
                jest, na przyklad, sama w sobie wystarczajacym atutem by zostac sekretarka w
                renomowanej firmie: na jedno miejssce sa dziesiatki kandydatek z wyksztalceniem
                Matura + 4 lata a ostatnio coraz czesciej kandydatow!
                Francuskiego musiales sie nauczyc, prace w szkole znalezc, byc cenionym by moc
                postulowac o podobna w "super szkole"!
                Nikt Ci tego nie zaproponowal po ukonczeniu Twojej edukacji.
                Gdbym sie mylil oznaczloby to, ze urodziles sie pod szczesliwa gwiazda!
            • Gość: Skalen Re: pytanie jest jakie sa Twoje kompetencje ? IP: 5.3.* / *.de.ibm.com 27.03.06, 13:29
              Ja tez nie mogę się z Tobą zgodzić. Skończyłam bibliotekoznawstwo! a pracuję w
              IBM'ie!
          • Gość: xk Tak głupich obywateli jak ty nie ma co tu trzymać IP: *.toya.net.pl 26.03.06, 12:37
            Serokiej drogi życzę!
          • Gość: Józek Re: Wyjedz z Polski i korzystaj z zycia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.06, 15:50
            Układu. Chciałeś powiedzieć układu.
          • Gość: K RE:Wyjedz z Polski i -bzdurki IP: *.hsd1.il.comcast.net 26.03.06, 21:58
            Mam dyplom jednej z najlepszych uczelni w Polsce, wyjechalam - nikt UJ tu nie
            zna, jest mi ciezej niz w Polsce. Tak jak wielu innym emigrantom.
            • Gość: mag Re: RE:Wyjedz z Polski i -bzdurki IP: *.bulldogdsl.com 19.04.06, 18:34
              Za to kolego po licencjacie Panstwowej Wyzszej Szkole Zawodowej w Gorzowie
              (pewnie pytacie co to jest :) ) jest managerem w Anglii i ma 15 funciakow/h.

              To kolejne potwierdzenie, ze studia niewiele znacza. Wazny jest swoj wklad,
              samozaparcie i umiejetnosci.

              PS: Podsluchajcie o czym rozmawiaja studenci miedzy soba na korytarzach uczelni.
              Gwarantuje, ze najczesciej slyszanym stwierdzeniem bedzie: "ALE SIE WCZORAJ
              NAJEBA**M.
          • Gość: asiaaaa 24 Re: singiel i sterylizacja!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 12:20
            to jest po prostu żalosne! "to nie Twoja wina - tylko naszego Rządu!!!"
            ludzie!przeciez ile mozna szukac pracy majac wyksztalcenie, doksztalcac
            się ,znac języki i miec dyplom na 5???
            czego jeszcze trzeba?
            wolnego czsu nie wolno nam mlodym juz miec wcale, nalezy obracać się tylko w
            środowisku wybranym,a nie spotykac się z kim się chcę, dzieci miec absolutnie
            nie wolno, a najlepiej na rozmowie o pracę deklarować singlowanie do konca
            zycia i jeszcze moze sterylizację!!!!
            zastanawiam się tylko, po co tak nazekac, skoro i tak idą ludzie na wyboey i
            wybiorą oni sami wlasnie to zlo, czyli "to wina Rządu"!!!!
            Polska ksztalci mlodych ludzi i bardzo dobrze, to się ceni,ale zobaczcie ile
            zagranicznych ofert jest w Polsce do nas mlodych skierowanych?
            a moze my wcale nie chcemy wyjezdzac z Polski?
            ale kogo to obchodzi?jak jedzie się nie po kokosy, tylko po zwykly chleb i
            preoste rozwnouprawnienie...!
            a nasze panie w urzędach siedzą zadowolone bo przeciez szkolic nie będą
            młodych , chcąc spokojnie doczekac swojej emerytury, więc po co ustępować
            miejsca? tylko co im z tego?jak ich dzieci juz za Oceanem ????
            Dlatego wyjscie jest zawsze nikt mi nie powie, ze się nie nadaję z dyplomem i
            znajomością języka...znam swoją wartość i nie pozwolę zeby mi jakaś ramota
            wmówila popijając kawę, ze nie ma tu dla mnie miejsca...
            jeszcze zobaczycie!!
          • mister1 trzeba bylo zostac dentysta 27.03.06, 18:56
            stomatolog z Polski zarabia w Holandii 6 tys euro miesiecznie plus procent od
            utargu
        • Gość: mar Re: Nie zaluj!!! IP: *.szpitaljp2.krakow.pl 25.03.06, 12:53
          jedz za granice, jezeli jestes rzeczywiscie dobra znajdziesz prace, to polskie
          narzekac ze swiat jest straszny
        • Gość: wujek dobra rada Nie uzalaj sie nad soba i nie marudz IP: *.54.18.25.telsat.wroc.pl 25.03.06, 15:38
          dobra praca nie przychodzi sama, nie ma co plakac i trzeba szukac do skutku. ja
          wlasnie to przeszedlem. dobra RADA: ponad 20% pracodawcow przyjmuje osoby
          skladajace swoje aplikacje w firmach, ktore ich nie poszukuja. ja rozeslalem ok.
          70 maili ze swoja aplikacja i w ciagu poltora tyg. dostalem 4 oferty. wybralem
          ta najlepsza;)) wyksztalcenie+doswiadczenie=dobra praca
        • Gość: kasuro Re: Nie zaluj!!! IP: 193.28.230.* 27.03.06, 10:28
          a stanie się to szybciej jeśli przestaniesz ubolewać nad swoim losem i weźmiesz
          sprawy w swoje ręce - życie to nie studia - tu trzeba walczyć o swoje
        • ich11 tu się rozumiemy i w pełni się z Tobą zgadzam!:) 28.03.06, 22:41
        • Gość: sara Re: Nie zaluj!!! IP: *.ols.vectranet.pl / 62.29.133.* 31.03.06, 10:53
          chociarzby satysfakcja dla Ciebie, napewno Ci się uda, może lepiej poczekać na
          jakąś fajną prace niż teraz pracowaś za psie grosze w supermarkecie. Nie
          załamuj się myśl pozytywnie, aby nie przyciągać do siebie negatywnej energii,
          która jest zgubna w skutkach. Powodzenia, napewno się uda :)
      • horpyna4 Re: żałuję, że studiowałam 23.03.06, 18:00
        Stać za ladą w sklepie zawsze możesz. Ale mając skończone studia możesz z dnia
        na dzień zmienić swoje życie. Nie zrażaj się chwilowymi niepowodzeniami, może
        jutro lub pojutrze trafi Ci się dużo lepsza praca, niż dotychczasowa. Może
        właśnie marnowałaś się na tych zastępstwach? Przecież to dopiero początek
        wszystkiego, uwierz, że coś na Ciebie czeka. Szukaj i nie zrażaj się.
        • Gość: vadereq Re: żałuję, że studiowałam IP: *.daper.net / *.internetdsl.tpnet.pl 24.03.06, 18:50
          Ciekawe jaki frajer zatrudni kogos z dyplomem na sklepikarza ? po co zeby sie
          mądrzył ? zeby byl lepszy od wlasciciela ? nie sadze, mam znajomego ktory musial
          usunac z cv swoja edukacje uniwersytecka bo nikt go nie chcial przyjąc do
          prostej maloplatnej pracy.
          • przypadek Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 19:42
            frajer nie zatrudni raczej. Ambicją dobrego szefa powinno być zatrudnianie
            lepszych od siebie - inaczej firma nigdy nie wyjdzie z garażu.
          • Gość: wawa_1981 Re: żałuję, że studiowałam IP: *.chello.pl 24.03.06, 21:47
            ten kto zatrudnia sklepikarza z dyplomem nie jest frajerem!tylko polscy
            własciciele firm są zakompleksieni pod wzgledem wykaształcenia!bardziej
            wykształcony pracownik moze przynieść firmie jedynie korzyści!nie ma sensu
            ukrywać swoich osiagnięć(usuwając je z CV)!
            • 6.finito Re: żałuję, że studiowałam 25.03.06, 00:18
              kurcze, przecież nie chodzi o kompleksy

              tylko o zwykly rachunek - jak dlugo ta osoba u mnie popracuje!

              jezeli ma wysokie kwalifikacje, to znaczy, ze tymczasowo jest na bezrobociu,
              potrzebuje kasy na rachunki ale jak znajdzie cos ciekawego to dlugo nie zostanie
              za ladą - proste
              dlaczego nie zostanie - bo jesli nawet polubila wlasciciela i jest lojalna, to
              posiada kapital w glowie i praca ponizej mozliwosci (nawet jezeli pieniedzy
              wiecej) to marnotractwo tego kapitalu!



              • Gość: znajomy_jlo Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 00:38
                6.finito napisał:

                > kurcze, przecież nie chodzi o kompleksy
                >
                > tylko o zwykly rachunek - jak dlugo ta osoba u mnie popracuje!
                >
                > jezeli ma wysokie kwalifikacje, to znaczy, ze tymczasowo jest na bezrobociu,
                > potrzebuje kasy na rachunki ale jak znajdzie cos ciekawego to dlugo nie zostani
                > e
                > za ladą - proste
                > dlaczego nie zostanie - bo jesli nawet polubila wlasciciela i jest lojalna, to
                > posiada kapital w glowie i praca ponizej mozliwosci (nawet jezeli pieniedzy
                > wiecej) to marnotractwo tego kapitalu!
                >

                Zgadzam sie z Tobą a ludziom z forum przydałaby sie nauka o motywowaniu pracowników.
                Ktoś kto do sklepu z meblami jako ekspedientke zatrudnia laske po studiach z dwoma językami sam sobie szkodzi.
                Po co mu pracownik który bedzie sie frustrował ze stoi za ladą a 5 lat studiował???
                A jak mgr nie ma ambicji to po co studiował 5 lat??? Szkoda kasy i zachodu. Takiego pracownika też bym nie chciał do sklepu.
                Do takiej pracy zdecydowanie lepiej przyjac kogos ze srednim wykształceniem i podstawową znajomościa jakiegos jezyka (jesli sklep odwiedzaja obcokrajowcy moze sie rpzydac) i tyle. Pracownik bedzie mu bardziej wdzieczny ze ma fajna prace a pracownik zadowolony - uwazam - wykonuje ją lepiej niż nawet najmądrzejszy ale sfrustrowany magister
                • przypadek Re: żałuję, że studiowałam 26.03.06, 15:54
                  Jakoś za granicą nie mają takich oporów i zatrudniają polskich magistrów gdzie
                  się da. I chyba nie narzekają.

                  Frustratów ogólnie nie ma sensu zatrudniać, niezależnie od wykształcenia.
                  Natomiast każdy klient sklepu meblowego lepiej będzie obsłużony (zazwyczaj)
                  przez osobę z większą kulturą, obyciem, wiedzą o świecie etc. i taka osoba
                  (zazwyczaj) lepiej sprzeda taki towar. W polsce w ogóle się nie myśli w tych
                  kategoriach, bo sprzedawca w sklepie to często ma być kołek co patrzy czy nie
                  kradną i podaje rzeczy z półki.
                • Gość: kusniereczka I tu doszlismy do sedna sprawy.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 17:13
                  w Polsce jest za malo pracy wymagajacej uzycia szarych komorek w stopniu ponad
                  przecietna. Rynek na wysoko wykwalifikowanych pracownikow tworzyly korporacje w
                  latach 90-tych. Skonczy sie nabor i potrzebni sa ci z matura - posluszni, malo
                  wymagajacy.....slowem ideal polskiego pracodawcy.
            • vinogradoff Nadmiar wyksztalcenia w cv tez jest przeszkoda 26.03.06, 21:38
              Bardzo interesujacy temat. W niektorych przypadkach zbyt duze wyksztalcenie
              wykazywane w cv jest rownoznaczne z brakiem szans na prace nie wymagajacych
              takich kwalifikacji. Pracodawcy maja najczesciej komplex na tle swego
              wyksztalcenia ( wolny od komplexow wsrod magistrow jest doktor i wyzej)i nie
              zatrudnia kogos , ktorego postrzegaja za lepszego od siebie ( obawa o upadek
              prestizu). Dlatego starajac sie o prosta parce nalezy ukryc wyksztalcenie i
              podac tylko tyle ile jest do zaakceptowania przez pracodawce i nie jest to wcale
              klamstwo a przemilczenie informacji o ktora nie pytaja. Ciekaw jestem czy ktos w
              kraju juz ten problem naukowo rozparacowuje?
              • Gość: doktorant tu nie chodzi o zadne kompleksy pracodawcow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 00:26
                > Bardzo interesujacy temat. W niektorych przypadkach zbyt duze wyksztalcenie
                > wykazywane w cv jest rownoznaczne z brakiem szans na prace nie wymagajacych
                > takich kwalifikacji.

                Oczywiscie, poniewaz wiekszosc pracownikow, ktorzy musza wykonywac prace ponizej
                swych kwalifikacji, sa tym faktem gleboko unieszczesliwieni. Zwlaszcza ludzie
                mlodzi, pelni energii i planow na przyszlosc. Taki pracownik nie jest wydajny,
                lojalny, chodzi wiecznie niezadowolony, psuje morale wsrod innch pracownikow
                itd. Dlatego nie zatrudnia sie ludzi ponizej kwalifikacji. A jesli mnostwo osob
                ma moze i wysokie kwalifikacje, ale kompletnie niepotrzebne w warunkach polskiej
                prymitywnej gospodarki opartej na handlu bazarowym, prostej produkji i
                nieskomplikowanych uslugach... to trudno, musza szukac pracy gdzie indziej.

                > Pracodawcy maja najczesciej komplex na tle swego
                > wyksztalcenia ( wolny od komplexow wsrod magistrow jest doktor i wyzej)i nie
                > zatrudnia kogos , ktorego postrzegaja za lepszego od siebie ( obawa o upadek
                > prestizu).

                Stereotyp i bzdura. Prestiz szefa nie zalezy od jego dyplomu, tylko osobowosci.
                Zdarza sie, ze czlowiek z matura zatrudnia doktorow i nie ma w tym nic dziwnego.
                Jedni nadaja sie do kierowania ludzmi, inni do wykonywania polecen i poziom
                wyksztalcenia ma tu malo do rzeczy. Dobry szef zatrudnia jak najlepszych
                pracownikow z wlasciwymi kwalifikacjami, ale uwaza, by nie zatrudnic kogos o
                zbyt silnych cechach przywodczych z powodow wiadomych (chyba ze wybiera sie na
                emeryture i chce wychowac sobie nastepce). Zagadnienie kierowania praca ludzi
                jest szerokie i ciezko uogolniac. Wiadomo, ze inaczej kieruje sie brygada
                murarzy, a inaczej zespolem badawczym. Ale na pewno trudno znalezc prace
                niezgodna z poziomem kwalifiokacji czy to w jedna, czy w druga strone.

                • Gość: doktor Re: tu nie chodzi o zadne kompleksy pracodawcow IP: *.zofiowka.jsw.com / *.cirow.pl 27.03.06, 06:41
                  Coś mi się wydaję, iż nie szukałeś jeszcze pracy...Ja miałam tą przyjemność rok
                  temu. I wydawało mi się, że będzie super. Doktorat prawie skończony, czekałam
                  na recenzję pracy i obronę, staże naukowe w dobrych zagranicznych ośrodkach...
                  I co? Dla niektórych to było znacznie za dużo. Niestety.Pracy szukałam kilka
                  miesięcy i chociaż kilka razy wydawało mi się że rozmowa była super...to zawsze
                  wybierano magistra. Obecnie pracuję w dwóch firmach - w pierwszej do pracy
                  przyjmowali mnie prezesi (obaj ze stopniem doktora)i nie było problemu, ale
                  kiedy mój bezpośredni przełożony się o tym dowiedział przez tydzień się do mnie
                  odzywał - mimo iż dostałam biurko w jego gabinecie...Ale kierownik ma "tylko"
                  mgr i wiele lat doświadczenia (o czym chyba nie pamięta). Dziś jest lepiej, ale
                  nigdy nawet nie zapytał czym się zajmowałam, co robiłam, temat mojego doktoratu
                  dla niego nie istnieje.Druga praca to ośrodek badawczy PAN, tam oczywiscie nie
                  było żadnych problemów...
                  A dziś mam kolejną rozmowę, chociaż pracy już nie szukam, dwie wystarczą już i
                  tak mało sypiam, teraz jednak sama dostałam telefon i zobaczymy...
                  Pozdrawiam i uważam oczywiscie że warto w siebie inwestować, kiedyś się opłaci.
                  • Gość: doktorant Re: tu nie chodzi o zadne kompleksy pracodawcow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 10:20
                    Do tej pory dorabiam do stypendium prowadzeniem dydaktyki i biore rozne zlecone.
                    Pracy na etat jeszcze nie szukalem, to fakt, ale znam mnostwo historii od
                    znajomych. Twoja potwierdza znana regule, ze dyplom doktora pomaga znalezc prace
                    tam, gdzie wymagany jest dyplom doktora (np. PAN), utrudnia tam, gdzie wymagany
                    jest "tylko" magistra, a wrecz uniemozliwia tam, gdzie potrzeba kogos z tytulem
                    technika. Jezeli Twoj kierownik sie obrazil na twoj stopien naukowy, to marny z
                    niego szef i tyle. Jesli chodzi o prace dla doktorow w Polsce to nie jest
                    najlepiej (ta nasza prymitywna gospodarka...), ale gdy juz sie cos znajdzie
                    odpowiedniego, to jest to praca naprawde OK.
      • Gość: a Nie żałuj ! IP: *.plock.msk.pl / 80.48.4.* 23.03.06, 19:19
        Nie żałuj dziewczyno !
        Kilka lat temu spotkałam się z koleżankami; jedna własnie skończyła prawo
        i "zaczęła się aplikować sądownie", druga - ekonomię, trzecia - liceum
        medyczne (studia w trakcie), czwarta - tylko licencjat, piąta technikum
        ekonomiczne. Wszystkie w tym samym wieku - 26 lat.
        Siedziałyśmy i narzekałyśmy, i ta piąta mówi: "Wiecie co ? Ja to mam w gruncie
        rzeczy najlepiej - każda z was uczyła się i "doskonaliła". I macie problem ze
        znalezieniem pracy. A ja tylko po technikum i pracuję w sklepie, i dobrze mi z
        tym. Nie warto się uczyć."
        4 lata później:
        Ta po prawie - wtedy bez pracy, (ale nie bezrobotna), od ok. 2 lat "wysoki
        sąd" - ok 4000 - 5000 PLN netto,
        Ta po ekonomii - wtedy zmęczona życiem - teraz własna firma księgowa -
        zarobki "podniosła" dwukrotnie,
        Ta po medyku, ukończyła studia i dostała pracę, która nie jest co prawda
        szczytem marzeń, ale JEST.
        Ta z licencjatem, nie ma nadal tytułu mgr, ale "łapała praktykę" (import
        export, przepisy + język podszkolony) - zarabia ok. 600-700PLN więcej niż 4
        lata temu.
        Ta "ze sklepu" nadal stoi w sklepie za ladą .... za tę samą pensję.

        Nie chcę, żeby ktoś pomyślał sobie, że "tępię" osoby "lekko podchodzące do
        nauki" - nie każdego stać na studiowanie. Chodzi mi o to, aby pokazać, że
        jednego dnia jesteś w dołku, a drugiego wychodzisz na prostą !
        Powodzenia !
        • Gość: Werner baśniopisarz, he,he, he IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 23:41
          Gość portalu: a napisał(a):

          > 4 lata później:
          > Ta po prawie - wtedy bez pracy, (ale nie bezrobotna), od ok. 2 lat "wysoki
          > sąd" - ok 4000 - 5000 PLN netto,
          > Ta po ekonomii - wtedy zmęczona życiem - teraz własna firma księgowa -
          > zarobki "podniosła" dwukrotnie,
          > Ta po medyku, ukończyła studia i dostała pracę, która nie jest co prawda
          > szczytem marzeń, ale JEST.
          > Ta z licencjatem, nie ma nadal tytułu mgr, ale "łapała praktykę" (import
          > export, przepisy + język podszkolony) - zarabia ok. 600-700PLN więcej niż 4
          > lata temu.
          > Ta "ze sklepu" nadal stoi w sklepie za ladą .... za tę samą pensję.

          Powinieneś Gościu pisać baśnie z morałem. Może w tej dziedzinie zrobiłbyś tzw.
          karierę.
      • Gość: ania Re: żałuję, że studiowałam IP: *.marsoft.net 24.03.06, 10:04
        Ja też mam podobnie.Tez szukam.Ludie istotne jest to kim się jest.Ja szukam i
        znajdę prace.Pewnie to potrwa.Dam rade.Nie ma oc narzekać,tylko szukać...
        aktywnie,a nie udawać.
        • Gość: mags Re: żałuję, że studiowałam IP: *.cec.eu.int 24.03.06, 10:08

          Nigdy nie zalujcie, ze sie doksztalcaliscie!!!!!!! Wiedzy Wam nikt nie odbierze!

          A jesli znacie jeszcze do tego jezyki obce i moglibyscie mieszkac i pracowac za
          granica to polecam Wam dokladne przestudiowanie tego linku:
          europa.eu.int/epso/index_en.htm
          • Gość: mags jeszcze raz: IP: *.cec.eu.int 24.03.06, 10:13
            europa.eu.int/epso/index_en.htm
            • Gość: mags Re: jeszcze raz: IP: *.cec.eu.int 24.03.06, 10:15
              Sorry, cos mi ten link nie dziala.
              Wpiszcie sobie w wyszukiwarce EPSO (European Pers. Selection Office). Tylko tam
              rekrutuja ludzi do pracy w instytucjach Unii Europejskiej (Parlament, Komisja
              Europejska, etc).
              Powodzenia
          • olgafur Nie zaluj! Studia sa bardzo cenne! 24.03.06, 19:03
            Tak wiele innych osob, ktore sie wypowiedzialy w tej kwestii, uwazam, ze nie
            masz czego zalowac. Trudnosci ze znalezieniem pracy na pewno kiedys sie
            skoncza, zas majac ukonczone studia i fachowa wiedze, masz otwarta przyszlosc,
            rowniez dlatego, ze potrafisz sie uczyc, a wiec zawsze mozesz podnosic swoje
            kwalifikacje i umiejetnosci. Osoby, ktore pogardliwie podchodza do nauki i do
            tych, ktorzy sie ksztalca, uwazam za ograniczone, bowiem nie sa one w stanie
            dostrzec tego, ze w przyszlosci na dobra prace i wysoki standart zycia beda
            mieli szanse jedynie ludzie o wysokich kwalifikacjach, wyksztalceni, bywali w
            swiecie, mobilni i znajacy jezyki obce. Pamietam, jak kiedys jedna z moich
            kolezanek mi mowila po co mi ta iberystyka, przeciez hiszpanski jest malo
            zyciowy, a po roku dokladnie ja robilam tlumaczenia, gdzie za 5 dni pracy
            zarobilam 1500 zlotych, tyle, ile owa kolezanka zarabiala pracujac w
            odziezowce. Na prawdo warto sie uczyc!
            • Gość: iz.a Re: Nie zaluj! Studia sa bardzo cenne! IP: 217.153.105.* 27.03.06, 13:56
              słowo "gdzie " jest nie na miejscu i użyte bez sensu
      • Gość: pimpalimpa a ja strasznie sie ciesze IP: *.dclient.hispeed.ch 24.03.06, 17:49
        moje studia tez kosztowaly mnie naprawde sporo wyrzeczen, kierunek dla
        wiekszosci malo ciekawy i bez perspektywy pracy, ale mi sie podobal. Zanim
        skonczylam studia dostalam juz propozycje doktoratu za granica. Zarabiam sporo,
        pracuje z ciekawymi ludzmi w pieknym miescie, w dodatku nadal mam legitymacje
        studencka i pelno znizek. Znajomi mowia mi ze mi sie udalo a ja po prostu od
        samego poczatku mialam pomysl na zycie i ciagle sie rozwijam, poszerzam
        horyzonty, jezdze po swiecie i ucze sie jezykow. Naprawde warto, niczego nie zaluje
        • annajustyna Kurcze, ale Ci zazdroszcze... 24.03.06, 17:56
          jw.
          • ich11 zazdrość to niskie uczucie ;) 28.03.06, 22:42
          • Gość: ma-ryja Re: Kurcze, ale Ci zazdroszcze... IP: *.dip.t-dialin.net 12.04.06, 21:34
            "Na zazdrosc trzeba sobie zapracowac, a litosc sama przyjdzie".
        • wojna71 Re: a ja strasznie sie ciesze 26.03.06, 14:41
          Tak chciałbym wiedzieć jaki zawód wybrałś, że teraz zagranicą piszesz doktorat.
          wszyscy się chwalą ale nikt nie pesze co?
      • Gość: xhack A skąd wiesz? IP: *.eranet.pl 24.03.06, 17:56
        że za ladą w sklepie dałabyś sobie radę?? i że ktoś dałby Ci tę pracę?? z takim
        nastawieniem, jak prezentujesz w swym poście, śmiem wątpić..
        poza tym chyba wiedziałaś, że umowa kończy się 13 marca - może trzeba było coś
        robić w sprawie znalezienia sobie pracy od 14 marca?? albo w ciągu tych trzech
        lat pracy na zastępstwach nie spoczywać na laurach, tylko jeszcze jakieś
        kwalifikacje zdobyć?? tu jest forum 'Praca -> Dilbertoza', a nie 'Jęki i
        Narzekania -> Jakimś Mnie Boże Stworzył Takim Mnie Masz'
        • Gość: MAr Re: A skąd wiesz? IP: 83.238.237.* 24.03.06, 19:45
          Kobita myślała, że pokaże "piątkę" a wszyscy ją na rękach będą nosili.
          Czas wydorośleć.
          Te studia to tylko "narzędzie", wykorzystaj je zamiast kwilić.
          Pozdrowienia.
      • Gość: Joanna Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 17:58
        hmmm... dołować cię nie będę, rankingu kto ma gorzej też nie. powiem ci tylko,
        że nie jesteś sama ze swoim uczuciem. ja też żałuję, chociaż jeszcze nie
        skończyłam studiów. żałuję nie dlatego, że nie mam proacy, ale dlatego, że na
        studiach uniwersyteckich nie nauczyłam się praktycznie niczego. i nie dlatego,
        że sciągam na egzaminach, na zajęcia nie chodzę, więc nauczyć się nie było jak,
        o nie. mam stpendium naukowe (od zawsze miałam) ale mam poczucie, że nie robię
        nic i że te studia nie dają mi nic. żadnej wiedzy, umiejętności, nic - tylko
        stracne lata na "pociskaniu kitu".

        mój prywatny apel do ludzi, którzy mają pewne wątpliwości czy iść na studia:
        nie idźcie. szukajcie pracy, jakiejkolwiek i uczcie się języków, róbcie kursy
        komputerowe. za 5 lat, kiedy Wasi rówieśnicy będą pisać mgr Wy możecie mieć już
        całkiem dobrą pracę i mieć dużo wyższe kwalifikacje. a jak będziecie mieć w
        końcu dobrą pracę, nic nie szkodzi na przeszkodzie żeby iść na sudia zaoczne
        aby się roziwjać i "poszerzać swoje horyzony". !
        • Gość: ake Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 18:17
          masz 100% racji!
          • dleifrag Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 18:25
            Bzdura, jak ktoś nie wybrał dobrych i sensownych studiów to niech teraz nie
            narzeka że nic się nie nauczył. Ja właśnie jestem na piątym roku, dostałem
            dobrze płatną pracę i żadnego roku spędzonego na uczelni nie żałuję!
            • leku Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 22:37
              dokladnie tak jak mowisz, wybralem dobre studia na polibudzie i z dobra praca
              zadnych problemow nie mialem! i tyle w tym temacie
        • Gość: doktorant 100% racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 18:35
          Pisze to jako czlowiek konczacy doktorat. I nie pisze przeciwko sobie. Chodzi o
          to, ze studia konczy zbyt wielu ludzi. Na rynku zwyczajnie nie potrzeba tylu
          ludzi z wiedza akademicka, brakuje za to pracownikow z solidnym wyksztalceniem
          srednim i zawodowym. Bycie wykwalifikowanym robotnikiem to zaden "obiach", a
          tytul mgr to zadna nobilitacja, zwlaszcza, ze standardy nauczania na wyzszych
          uczelniach drastycznie sie obnizyly. Studia powinny konczyc osoby, ktore
          rzeczywiscie lubia sie uczyc, jesli komus nauka nie sprawia przyjemnosci,
          przychodzi z trudem, to niech sobie daruje. Mowi sie, ze wyzsze wyksztalcenie
          daje wyzsze zarobki. Niekoniecznie. Wysokie zarobki daje glowa na karku, a nie
          dyplom. Mozna skonczyc podstawowke i parac sie handlem. Mam takiego znajomego,
          zarabia jakies 8 srednich krajowych. Mozna ukladac glazure i zarabiac 2 srednie
          krajowe. Liczy sie fach w reku... Niewazne, czy fach murarza, czy informatyka.
          Ludzie musza wreszcie nauczyc sie zasad wolnego rynku, a nie wierzyc w magie
          dyplomow, tytulow i papierkow.
          • emektb Re: 100% racji 24.03.06, 21:14
            Gość portalu: doktorant napisał(a):

            > Pisze to jako czlowiek konczacy doktorat. I nie pisze przeciwko sobie. Chodzi
            o
            > to, ze studia konczy zbyt wielu ludzi. Na rynku zwyczajnie nie potrzeba tylu
            > ludzi z wiedza akademicka, brakuje za to pracownikow z solidnym wyksztalceniem
            > srednim i zawodowym. Bycie wykwalifikowanym robotnikiem to zaden "obiach", a
            > tytul mgr to zadna nobilitacja, zwlaszcza, ze standardy nauczania na wyzszych
            > uczelniach drastycznie sie obnizyly. Studia powinny konczyc osoby, ktore
            > rzeczywiscie lubia sie uczyc, jesli komus nauka nie sprawia przyjemnosci,
            > przychodzi z trudem, to niech sobie daruje. Mowi sie, ze wyzsze wyksztalcenie
            > daje wyzsze zarobki. Niekoniecznie. Wysokie zarobki daje glowa na karku, a nie
            > dyplom. Mozna skonczyc podstawowke i parac sie handlem. Mam takiego znajomego,
            > zarabia jakies 8 srednich krajowych. Mozna ukladac glazure i zarabiac 2
            srednie
            > krajowe. Liczy sie fach w reku... Niewazne, czy fach murarza, czy informatyka.
            > Ludzie musza wreszcie nauczyc sie zasad wolnego rynku, a nie wierzyc w magie
            > dyplomow, tytulow i papierkow.

            się pod tym podpisjuę:)
          • Gość: filolożka Re: 100% racji IP: *.adsl.inetia.pl 24.03.06, 22:36
            Zgadzam się z tobą w pełni, niedawno miałam u siebie fachowca, który ma na
            miesiąc tyle kasy, ile ja chyba za pół roku pracy w szkole, a zamówień tyle, że
            trzeba go rok wcześniej 'rezerwować'.
            To nic, że facet nie przeczytał w życiu żadnej ksiązki i że nie umie obsługiwać
            komórki, ale w swoim fachu jest świetny.
            Moja fryzjerka zarabia więcej ode mnie, a ja, zamiast sprawić sobie dzidziusia
            lub opalać się w wakacje w Grecji, muszę zbierać na kolejne studia, żeby mieć w
            przyszłości pracę (coraz mniej dzieci w szkołach).
            Czasem mówię, że żałuję czasu zmarnowanego na studiowanie, ale tak naprawdę,
            nawet jeżeli moje zarobki są smiesznie niskie, doceniam fakt, że mogłam i mogę
            poszerzać swoje horyzonty.

            Odwieczny dylemat: mieć czy być.
            • Gość: Janka Re: 100% racji IP: *.adsl.inetia.pl 25.03.06, 00:02
              Odwieczny dylemat - mieć - jaguara, dom na Hawajach i 10 mln dolarów w banku,
              Być - miliarderem....

              Moim zdaniem niesamowita liczba i dostępność prywatnych uczelni sprawiło, że za
              duzo ludzi tytułuje się dyplomem magistra, który na ogół jest nic nie wart.
              Wiele uczelni nie weryfikuje (poprzez wymagania i egzaminy) tego, czy ktoś się
              do studiowania nadaje, czy nie. Jakoś tak się nam wydaje, że mgr przed
              nazwiskiem będzie magicznym zaklęciem. A tak wcale nie jest.
              • Gość: apple2 Re: 100% racji IP: *.gprspla.plusgsm.pl 25.03.06, 12:22
                ciekawe kto sie do studiowania nie nadaje?? Kazdy kto ma checi i da sie mu mozliwosc wykazania to da
                rade, obojetnie czy to jedna z politechnik czy cos prywatnego. A podobno na nie kazdej prywatnej
                wystarczy chodzic zeby zdawac. A co do tematu to zalezy jakie studia skonczylas. Jak to jakis czolowy
                kierunek na politechnice i do tego pracowalas to naprawde podziwiam.
                • iwona202 Re: 100% racji 27.03.06, 12:26
                  Ja robiłam licencjat na prywatnej uczelni a magisterkę na najlepszej uczelni w
                  Polsce w swojej dziedzinie i musze przyznc-prywatna była lepsza!!!!
          • 6.finito 100% racji 25.03.06, 00:27
            Nic dodać nic ująć !!!
          • Gość: znajomy_jlo Re: 100% racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 00:52
            Zgadzam sie z Tobą
            1. W przyszłości wiekszość pracy będzie sie koncentrowała na usługach - od finansowych po usługi kosmetyczki i nie wszyscy musza być magistrami
            2. Kasa to chyba nie wszystko i ważne tez zeby byc zadowolonym z pracy.
            Osobiscie wole zarabiac ciut mniej a robic co lubię.
            3. Tytul magistra daje Ci po prostu mozliwosc podjecia okreslonej pracy ale
            niczego nie przesadza i jesli chcesz kasy rownie dobrze mozesz zalozyc wlasna firme-
            to czy masz mgra czy nie w zasadzie nie ma wtedy znaczenia.
            Dobry fach w reku np elektronik - jak lubisz to robic nie ma sensu na sile studiowac.
            Trzeba byc dobrym w tym co sie robi - wtedy czlowiek jest i zadowolony (ze cos robi dobrze) a kasa wtedy sama idzie z tym w parze (chyba ze sie jest archeologiem)
            4. Studia to jednak ratunek dla osob niezaradnych - majac studia maja jakas szanse ze zrobia kariere - choc to szansa nie tak wielka - jednak bez studiow szans by nie mieli zadnych.
          • olo3000 mgr=mgr? 25.03.06, 04:08
            Od momentu skończenia studiow drażniło mnie, że razem ze mną skończyło studia
            kilkadziesiąt tysięcy osób z wątpliwych uczelni gdzie papier dostawalo sie tylko
            dlatego ze się czesne płaciło. No i zadawałem sobie pytanie PAPIER PAPIEROWI
            RÓWNY? Dlaczego ktos ze studiów zaocznych, prywatnych z poziomem nauczania
            bardzo niskim ma miec porównywalne wykształcenie?Mgr i tyle - zdaje sie ze ci
            konczacy te szkoly tak rozumuja. Konczylem studia w trybie dziennym na uczelni z
            pierwszej 5 w rankingu.Przez dlugi czas czulem ze porownywanie dyplomow jest
            niesprawiedliwe.
            Teraz wiem ze jest dla pracodawcy roznica jaka uczelnie sie konczy i powoli
            przychodzi czas ze pracodawcy zaczna rozrozniac studia DZIENNE OD ZAOCZNYCH.
            Musi to tylko byc madry pracodawca. Liczy sie jakosc i firmy sie o tym
            przekonuja. U mnie z firmie sprawdzaja sie tylko ludzie z porzadnym
            wyksztalceniem. Oczywiscie nie mowie o dobrych uczelniach prywatnych ale uwazam
            ze o jakosci studiow swiadczy skonczenie ich w trybie dziennym.
            Jak uwazacie?
            • Gość: justina8 Re: mgr=mgr? IP: *.in-addr.btopenworld.com 25.03.06, 13:22
              Kochany, ja skonczylam studia zaocznie, potem opublikowalam kilka artykulow
              (onomastyka w tlumaczeniu literatury pieknej z jezyka angielskiego na polski),
              teraz pracuje w Anglii za niezle pieniadze, w srode jade na rozmowe w sprawe
              jeszcze lepszej pracy. Studia dzienne czy zaoczne - nie jest wazne jaki typ
              studiow skonczyles, wazna jest twoja i n t e l i g e n c j a, zdrowy
              rozsadek, pracowitosc i zaangazowanie. One nie zaleza od tego czy miales
              zajecia w poniedzialki czy w niedziele.
              • Gość: olo Re: mgr=mgr? IP: *.chello.pl 25.03.06, 14:13
                Hmmm...za przeproszeniem, zależy jakie studia się kończy, bo angielskiego można
                z dobrym skutkiem się uczyc w domu a potem na kursach a Anglii. No i zależy od
                tego na jakiej uczelni te zaoczne studia są. Jest różnica między dziennym
                studiami a zaocznymi jak między rock'iem a pop'em :)
                A ja pracuje w Polsce za niezłe pieniądze i skońzyłem studia dzienne jeżeli już
                o to chodzi.
                • Gość: justina8 Re: mgr=mgr? IP: *.in-addr.btopenworld.com 25.03.06, 15:16
                  Widzisz, skonczylam filologie polska (Uniwersytet), a polski znam od urodzenia,
                  i co na to powiesz? Obawiam sie, ze nie bedziesz nigdy w stanie zrozumiec po co
                  studiuje sie jezyk, ktorym sie mowi. Co do angielskiego, to oczywiscie mozna
                  nauczyc go sie w domu, potem na kursach w Anglii (mozna i bez kursow), jednak
                  czytania Szekspira ze zrozumieniem, nie tylko jezyka, ale wszelkich znaczen i
                  odniesien kulturowych, w domu sie nie nauczysz. Nie sadze jednak bys byl w
                  stanie pojac potrzebe czytania Szekspira u kogokolwiek.
                  No coz, miedzy skonczeniem wysoce intelektualnego kierunku, jakim jest kazda
                  filologia, a skonczeniem studiow dziennych w dziedzinie, dajmy na to,
                  technologii zywienia, jest przepasc glebsza niz Himalaje.
                  • baell Re: mgr=mgr? 25.03.06, 16:16
                    przepraszam bardzo, ale wydaje mi się, że Himalaje to jednak góry, a nie
                    przepaść
                    • Gość: winnie Re: mgr=mgr? IP: 213.17.201.* 27.03.06, 09:42
                      > przepraszam bardzo, ale wydaje mi się, że Himalaje to jednak góry, a nie
                      > przepaść

                      ROTFL :)))
                      Ale ciiiicho, przecież to absolwentka "wysoce intelektualnego"
                      kierunku :)))))))))))

                      winnie
                  • olo3000 Re: mgr=mgr? 25.03.06, 17:21
                    A co ma piernik do wiatraka?Ja pisalem o różnicy między studiowaniem w trybie
                    dziennym a zaocznym. Z czytaniem ze zrozumieniem to u ciebie jest maly problem
                    widze bo wyjechalac z tekstem: "skonczylam filologie polska (Uniwersytet), a
                    polski znam od urodzenia,
                    >
                    > i co na to powiesz? Obawiam sie, ze nie bedziesz nigdy w stanie zrozumiec po co
                    >
                    > studiuje sie jezyk, ktorym sie mowi." A niby dlaczego mam tego nie rozumiec?
                    Mysle ze Ci ktorzy skonczyli filologie polska w trybie dziennym sa lepszymi
                    specjalistami w tej dziedzinie od ciebie. Jak mozna zwlaszcza filologii uczyc
                    sie zaocznie?To tak jakby architekt studiowal zaocznie. Albo lekarz....
                    • Gość: justina8 Re: mgr=mgr? IP: *.in-addr.btopenworld.com 25.03.06, 17:49
                      A coz Ty wiesz o tym w jakim stopniu ja jestem specjalista? Znam mnostwo osob,
                      ktore skonczyly studia dzienne "sila woli", tj. zaliczaniem po kilka razy,
                      plaszczeniem sie przed wykladowcami, pisaniem podan do dziekana, urlopami,
                      zmienianiem kierunkow itd. Gros tych osob poprzepisywalo swoje magisterki z
                      roznych zrodel lub po prostu kupilo gotowe prace. Ja przeprowadzilam uczciwe
                      badania (lingwistyczne) i napisalam swoja prace calkowicie samodzielnie.
                      Zapewniam Cie, ze sporo osob, ktore konczyly studia rownolegle ze mna,
                      dziennie, nie jest w stanie zrozumiec, czym ja sie zajmuje.
                      A studiowanie filologii to przede wszystkim lektura, potem dyskusja. Zapewniam
                      Cie, ze udaje sie to znakomicie w trybie zaocznym.

                      Zreszta, wydajesz autorytatywne opinie o jakosci mojego wyksztalcenia, nie
                      znajac mnie ani moich prac, na jakich przeslankach opierasz swoje zdanie? Na
                      ilosci godzin spedzonych przeze mnie na zajeciach?

                      "Fakty sa wprawdzie silne, lecz nie tak silne jak falszywe mniemania"
                      • olo3000 Re: mgr=mgr? 25.03.06, 17:56
                        Możemy się licytowac. Nie chce jednak personalizowac tego wywodu. Uogólniam, że
                        jakośc studiow zaocznych znacznie odbiega od jakosci studiow prowadzonych w
                        tyrbie dziennym. Roznica jest nawet w poziomie egzaminow z tych samych
                        przedmiotow na tych samych kierunkach!To jest fakt. Prosze o argumenty obalajace
                        tak postawiona teze jezeli sa.
                        A jezeli nadrobilas braki edukacyjne samemu przy silnym samozaparciu i woli
                        nauki to gratuluje.Ale zapewniam Cie ze na rynku jest duzo nic nie wartych
                        magistorw z bylejakich uczelni ktore konczyli w trybie zaocznym. Pracodawcy juz
                        zaczeli zwracac uwage na to (cale szczecie).
                        • Gość: justina8 Re: mgr=mgr? IP: *.in-addr.btopenworld.com 25.03.06, 18:26
                          Zapewniam Cie, ze przy uczciwym przygotowywaniu sie do zajec nie ma
                          zadnych "brakow edukacyjnych"! Jakosc wyksztalcenia zalezy od uczelni oraz od
                          ksztalcacej sie osoby.
                          Zgadzam sie natomiast z tym, ze jest na rynku pelno osob, ktorych dyplomy sa
                          niewiele warte.
                          Ja zaczynalam studia w trybie dziennym, potem z powodow rodzinno-finansowych
                          musialam przeniesc sie na zaoczne i naprawde mam porownanie, znam z
                          doswiadczenia obydwa systemy. Na dziennym bardziej kladziono studentom do glowy
                          i traktowano jak dzieci, oceniajac na kazdych cwiczeniach i sprawdzajac
                          notatki. W systemie zaocznym oczekiwano od nas gotowych syntez i przemyslanej
                          wiedzy, cwiczenia byly bardziej intelektualnym przezyciem, niz zaliczaniem
                          tematu po temacie.
                          Byc moze jednak na moja ocene ma wplyw fakt, ze studiowalam w latach 1993-98,
                          wtedy jeszcze nie bylo takiego zalewu Wyzszych Szkol Najrozniejszych
                          Umiejetnosci jak dzisiaj. Ludzie, z ktorymi bylam w grupie (mowie o studiach
                          zaocznych), byli dojrzali i wiedzieli, czego chca. Najmlodsze dziewcze, ktore
                          nie mialo rodziny ani pracy, nie dalo sobie rady, odpadlo po trzecim roku.
                          Paradoksalnie, osoby obarczone rodzinami, obowiazkami zawodowymi i problemami
                          finansowymi byly najbardziej nastawione na swiadome zdobywanie nie tyle wiedzy
                          sensu stricte, bo daty jednak wypadaja z glowy, lecz na zdobywanie umiejetnosci
                          czytania, sluchania, rozumienia swiata. Wiesz, co ja uwazam za najwazniesza
                          wartosc, wyniesiona z Uniwersytetu? To, ze czytanie opracowan sprawia mi tyle
                          samo przyjemnosci, co czytanie samych tekstow. Oraz to, ze postrzegam swiat
                          jako serie powiazan i zaleznosci.
                          Warto bylo studiowac.
                          Pozdrawiam serdecznie,
                          J.
                          • Gość: filolog Re: mgr=mgr? IP: *.zax.pl / *.zax.pl 26.03.06, 00:02
                            A co Ty wiesz o studiowaniu ?

                            Ty stara doopa jesteś !
                        • movo Re: mgr=mgr? 25.03.06, 23:45
                          Nie wiem, o co sie klocicie: prawda jest taka, ze poziom studiow magisterskich
                          jest beznadziejny. Najgorsze jest to, ze studenci nie sa uczeni samodzielnego
                          myslenia i rozwiazywania problemow. I pod tym wzgledem dzienne i zaoczne
                          wygladaja tak samo. To, ze dzienni musza wiecej zakuc nic nie zmienia, sorry...
                          • Gość: setanoperca Re: mgr=mgr? IP: 193.24.220.* 26.03.06, 17:24
                            wtrace sie do dyskusji.... z tym ze dzienni musza wiecej wkuwac sie nie
                            zgodze... mam porównanie. jak ktos neguje studiowanei w trybie zaocznym to niech
                            sam spróje... pogodzin prace zawodową i studia nie jest łatwo..powiem wiecej
                            jest trudno... a jak ktos skonczy studia zaoczne w miedzy czasie pracujac to ma
                            przewage nad absolwentem studiów dziennych.. ma doswiadczenie /jezeli oczywiscie
                            cos robil po za weekendowymi wizytami na wykladach/
                        • martysia-k Studia dzienne nie zawsze lepsze od zaocznych! 28.03.06, 17:11
                          Studiuję zaocznie biologię(dla samorealizacji-z wyksztalcenia jestem muzykiem,
                          ale nie pracuje w zawodzie) na Uniwerku Łodzkim, bo pracuję a nie stać mnie
                          niestety na dzienne studiowanie bo to jest luksus(za co się wyżywię i zrobię
                          opłaty?), chyba że jest się na utrzymaniu któregoś z małżonków albo rodziców.
                          Jest takie przekonanie, że tylko głąby chodzą na studia zaoczne bo się nie
                          dostały na dzienne. Guzik prawda. Poziom na moich studiach jest wysoki, mam
                          dużo kolokwiów- moja znajoma, która studiuje na UŁ stosunki międzynarodowe
                          mówi, że w każdym semestrze ma po 4-5 kolokwiów, a egzaminów ma 2-3 maksymalnie.
                          Ja natomiast 4 kolokwia mam przynajmniej z jednego przedmiotu(w minionym
                          semestrze ze wwszystkich mialam 11) do tego mam 4 egzaminy i zaliczenie. W tym
                          semestrze będzie podobnie- za 2 tygodnie mam wyznaczony termin i aż 3
                          kolokwia!!!!
                          Pracy jest bardzo dużo, duzo trzeba się w domu uczyć, zaliczenia z przedmiotów
                          są cieżkie, jest wiele poprawek a po pierwszym roku kilkanaście osob wylecialo-
                          to co że placimy po 3tysiace rocznie jak musimy zapieprzać jeszcze bardziej niż
                          Ci na dziennych, a do tego przez 2 weekendy w miesiącu nie wiesz jak się
                          nazywasz, a w pozostałe się uczysz...
                          I wcale nie idą na rękę tym, ktorzy pracuja(wyklady są w piatki a do tego
                          niektore obowiazkowe- nie chodzisz nie masz zaliczenia z przedmiotu).
                          Praca 40 godzin w tygodniu i do tego w weekendy okolo 25godzin lekcyjnych
                          zajec? Mało kto się podejmuje takiego zadania..
                          • gytha_ogg Re: Studia dzienne nie zawsze lepsze od zaocznych 31.03.06, 11:51
                            ja uwazam, ze to zalezy, o jakich studiach mowimy. jestem w stanie uwierzyc, ze
                            na studiach humanistycznych - jezykowych, czy jakich tam jeszcze, nie ma
                            specjalnej roznicy miedzy zaocznymi a dziennymi. ale nie mozna tego na pewno
                            powiedziec o studiach scislych, na ktorych gros zajec to zajecia praktyczne -
                            laborki po prostu.
                            ja jestem na studiach inzynierskich dziennych i w ciagu tygodnia mam sporo
                            zajec laboratoryjnych z wielu przedmiotow i komus, kto uczy sie zaocznie -
                            czyli glownie z ksiazek w domu, zwyczajnie bedzie brakowac tej praktyki, obycia
                            ze sprzetem itd. ksiazki nigdy nie zastapia zajec praktycznych.
                            • Gość: steppenwolff Re: Studia dzienne nie zawsze lepsze od zaocznych IP: *.dami / 81.15.189.* 13.04.06, 12:28
                              ja uwazam, ze to zalezy, o jakich studiach mowimy. jestem w stanie uwierzyc, ze
                              >
                              > na studiach humanistycznych - jezykowych, czy jakich tam jeszcze, nie ma
                              > specjalnej roznicy miedzy zaocznymi a dziennymi.
                              Jest, zecydowana. Co innego mieć na pierwszym-drugim roku 10-12 godzin
                              praktycznej nauki języka + przedmioty kierunkowe także w tym języku - tydzień w
                              tydzień, a co innego mieć takie zajęcia raz na dwa tygodnie w weekend. Ci,
                              którzy z mojego roku germanistyki (skończyłam studia 2 lata temu) odpadli - w
                              końcu na zaocznych sobie poradzili. I naprawdę znali dużo słabiej język.
                              Oczywiście są wyjątki.

                              Pozdrawiam serdecznie
                              Anna
                              • jochi Re: Studia dzienne nie zawsze lepsze od zaocznych 13.04.06, 12:33
                                10-12 godzin w tygodniu PNJ-tów? Na zaocznych też można tyle mieć (tylko
                                upchnięte w 2-3 dni). Przedmioty kierunkowe też są w danym języku.
                          • jarekszymura Re: Studia dzienne nie zawsze lepsze od zaocznych 12.04.06, 18:52
                            niestety na zaocznych studiach widac co sie dzieje .Studenci czesto nie
                            potrafia napisac magisterki.Sam widziałem jak Na Akademii bydgoskiej
                            dziewczyna kserowała prace z prywatnej uczelni z Poznania..
                            No ale co zrobic sady widzą w zwyczajnym złodziejstwie "małą szkodliwość
                            społeczna czynu"......
                            Nie kazdy zaoczny To cwaniaczek ale jest ich spora grupa na wszystkich
                            kierunkach..Lepsze cuda zdarzają sie w zaocznych szko.łach średnich ....
                            Szkoły zaczhęcającxe potencjalnymi reklamami typu matura w jeden rok
                            nauki...cud to jaki czy super zdolni ludzie????????
                            • alek.7 Studia dzienne to powoli przeżytek! 12.04.06, 21:38
                              Teraz papierek to można sobie powiesić w kiblu na ścianie, a zdjąć go i pokazać
                              komuś dopiero jak się ma DOŚWIADCZENIE. Studiując zaocznie i pracując zdobywasz
                              DOŚWIADCZENIE. Niewiele jest kierunków na których w trybie dziennym możesz
                              sobie pozwolić na prace. A gdy pracodawca będzie miał do wyboru kogoś, kto ma
                              tytuł magistra po studiach dziennych, właśnie wychodzi po pięciu latach spod
                              skrzydeł uczelni i przeciera oczy ze zdziwienia, że świat na niego nie czeka, a
                              kimś, kto ma tytuł magistra i dodatkowo zapier***ał przez pięć lat i ma w CV
                              w "doświadczeniu zawodowym" 25 pozycji (jakichkolwiek), widać że dostał w d***,
                              ale sobie poradził, to chyba nie trudno zgadnąc kogo wybierze. I w ogóle mnie
                              to nie dziwi. I podziwiam ludzi, którzy studiują zaocznie i pracują.
                              Ja studiuje dziennie. Ale nie powiem "niestety" - mój wybór!
                              • Gość: steppenwolff Re: Studia dzienne to powoli przeżytek! IP: *.dami / 81.15.189.* 13.04.06, 12:31
                                > Teraz papierek to można sobie powiesić w kiblu na ścianie, a zdjąć go i
                                pokazać
                                >
                                > komuś dopiero jak się ma DOŚWIADCZENIE. Studiując zaocznie i pracując
                                zdobywasz
                                >
                                > DOŚWIADCZENIE. Niewiele jest kierunków na których w trybie dziennym możesz
                                > sobie pozwolić na prace. A gdy pracodawca będzie miał do wyboru kogoś, kto ma
                                > tytuł magistra po studiach dziennych, właśnie wychodzi po pięciu latach spod
                                > skrzydeł uczelni i przeciera oczy ze zdziwienia, że świat na niego nie czeka,
                                a
                                >
                                > kimś, kto ma tytuł magistra i dodatkowo zapier***ał przez pięć lat i ma w CV
                                > w "doświadczeniu zawodowym" 25 pozycji (jakichkolwiek), widać że dostał w
                                d***,
                                >
                                > ale sobie poradził, to chyba nie trudno zgadnąc kogo wybierze. I w ogóle mnie
                                > to nie dziwi. I podziwiam ludzi, którzy studiują zaocznie i pracują.
                                A ja nie. Bo studiowałam teraz zaocznie na studiach podyplomowych z efektami
                                takiego kształcenia - coż, że doświadczenie zawodowe, jak językowo (bo wszyscy
                                byliśmy neofilologami tej samej profesji) i merytorycznie niewiele mieli do
                                zaoferowania.

                                pozdrawiam
                                Anna
                          • Gość: --INF-- Re: Studia dzienne nie zawsze lepsze od zaocznych IP: 80.51.40.* 22.04.06, 12:05
                            Jestem absolwentem studiow zaocznych. Tryb studiow wcale nie jest gorszy. Jest
                            inny. Trzeba umiec wziąść się w garść na studiach zaocznych. Jestem po
                            informatyce i znam z 6 języków programowania perfect, bazy danych, biorę udział
                            w projektach naukowych na uczelni jako zewnętrzny konsultant, a oprocz tego
                            normalna praca programisty w duzej firmie. I co? Która osoba po studiach
                            dziennych może się pochwalić czymś takim? Jak widać to zalezy od osoby, jesli
                            się chce to osiągnie się wiele.... Na tryb studiów zrzucają tylko ludzie którzy
                            nie potrafią nic osiągnąć.......
                          • Gość: tlenek_wegla Re: Studia dzienne nie zawsze lepsze od zaocznych IP: *.brutele.be 07.09.06, 12:07
                            Wybaczy Pani, ale nauczalem biologii na UL - takze studentow zaocznych. Poziom
                            wiedzy u tych ostatnich - katastrofalny. Zaoczne studiowanie tego ty^pu
                            kierunkow to nieporozumienie. Cwiczenia dla was sa byle jakie bo szkoda na to
                            pieniedzy. Wyklady lepsze lub gorsze - zalezy od wykladajacego. Nie mozna sie
                            nauczyc praktycznie klonowania bez godzin cwiczen. A 3h z muszkami nie naucza
                            cie niczego o tym przedmiocie.
                            Taka jest prawda przerabiacie materialm i doswiadczenia, ktore robioono na
                            poczatku naszego wieku. Jest to latwe i z reguly tanie z punktu widzenia
                            prowadzacego. Na dodatek pozwalal sie zmiescic w ograniczonych ramach czasowych.

                            Jedyne co sie da dobrze przeprowadzic dla zaocznych to seria wykladow i
                            sprawdzianow - czyli kolokwia. Tylko jest to biologia wysoce teoretyczna;

                            Zostaje jeszcze ten poziom. To zaklopotanie na twarzach studentow, gdy pytalem
                            co to chromosom (wiedza ze szkoly sredniej).

                            Ilosc sprawdzianow nie czyni Pani dobrym biologiem.
                        • Gość: kojot Re: mgr=mgr? IP: *.server.ntli.net 01.04.06, 19:52
                          Mysle ze nalezy rozroznic dwie rzeczy: wiedze i umiejetnosci ktore studia
                          oferuja oraz "zaangazowanie" danego studenta. Faktem jest ze studia dzienne
                          maja wiecej godzin dydaktycznych niz studia zaocze a wiec potencjalnie mozna
                          sie wiecej nauczyc. Ale nie znaczy to ze absolwent dziennych jest lepszy
                          od "zaoczniaka" Przeciez studiowanie w znacznej mierze polega na samodzielnej
                          pracy. Wykladowca/profesor ma Ci tylko wskazac kierunki rozwoju. Jesli ktos
                          jest faktycznie zainteresowany tematyka ktora studiuje to niezaleznie od tego
                          na jakich studiach jest i tak bedzie lepszy od dziennego absolwenta chocby
                          najlepszej uczelni ktorego nauka meczy i ktory slizga sie z semestru na semestr.
                          Nie bierz tego do siebie, ale zauwazylem ze najwiecej osob deprecjonujacych
                          studentow zaocznych, to wlasnie absolwenci dziennych, ktorzy cale studia
                          przespali i teraz maja pretensja do wszystkich ze nia ma dla nich pracy za
                          ciezkie miliony.
                          Od razu uprzedze ew. komentarze, skonczylem sam studia dzienne na, jak to sie
                          mowi, "jednej z najlepszych" polskich uczelni i wiem ze dosc sporo osob
                          przeslizgalo sie przez cale studia nie angazujac zbytnio szarych komorek.
                          Mialem rowniez przyjemnosc poznac kilka osob konczacych zagraniczne uczelnie i
                          usredniajac - praca magisterska z dobrej zagranicznej uczelni w Poslce
                          wystarczylaby na doktorat. Ale poziom studiow w Polsce to osobny temat.
                      • Gość: ula Re: mgr=mgr? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.06, 20:51
                        Czy to aby nie syndrom niedopchniecia?
                  • mysza1000 do justyna8 27.03.06, 14:19
                    Justyna8 napisala:
                    No coz, miedzy skonczeniem wysoce intelektualnego kierunku, jakim jest kazda
                    filologia, a skonczeniem studiow dziennych w dziedzinie, dajmy na to,
                    technologii zywienia, jest przepasc glebsza niz Himalaje.

                    Zawsze sie zastanawialam, skad u ludzi bierze sie chec zaspokajania wlasnego
                    ego pt. ^jakie to trudne i wysoce intelektualne studia skonczylem, -am^. Sama
                    mam doktorat z chemii, pracuje na Uniwersytecie a w chwili obecnej w jednym z
                    najlepszych w mojej dziedzinie uniwersytetow w Europie. Sama mam w dorobku
                    wiele artykolow i publikacji. I szczerze mowiac, na mysl by mi nie przyszlo, ze
                    mozna postawic granice pomiedzy tzw. wysoce intelektualnymi kierunkami a
                    np.technologia zywnosci. W kazdym temacie mozna byc beznadziejnym, niezaleznie
                    od tego jaki typ studiow sie skonczylo. Wiadomym jest, ze pewne kierunki sa
                    latwiejsze, inne mniej. Tak jak pewnych ludzi osiagniecie jednakowego celu jest
                    trudne i czasochlonne a innym zajmuje to pare godzin. Dobry technolog zywienia
                    jest wart o wiele wiecej niz kiepski anglista. Wazna jest pasja. To tyle.

                    Sama jestem wrogiem, nie tyle uczelni prywatnych, co obecnego systemu
                    edukacyjnego, ktory z niestety zaczyna ¨produkowac¨ ludzi posiadajacych
                    podstawowe braki w dziedzinach niezbyt wysoce intelektualnych tj. naukach
                    scislych. Uwazam, ze zle wyksztalcony zarowno ¨humanista¨ czy technolog
                    zywnosci przynosza tyle samo szkod. Problemem jest jakosc ksztalcenia a nie
                    rodzaj uczelni, na ktorej sie je zdobywa.
                  • Gość: Jarek Re: mgr=mgr? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 23:50
                    Brawo Justyna!
                    Ale czy te kołki są w stanie w ogóle to pojąć?
                    • Gość: jarek017 Re: mgr=mgr? IP: *.171.wmc.com.pl 12.04.06, 18:40
                      masz racje co ztego ze pracodawcy mają wykształconych ludzi jak nie potrafia
                      sie na nich poznac.Dać im szansy..
                  • Gość: technolog zywnosci Re: mgr=mgr? IP: *.hsd1.nj.comcast.net 13.04.06, 08:11
                    Witam Justyno :) Mam wrazenie, ze przemawia przez Twoja wypowiedz jakies ogolne
                    rozgoryczenie. Tak bardzo podkreslasz, ze skonczylas intelektualny kierunek,
                    jakim jest filologia, przekreslajac tym samym inne kierunki (techniczne), ze az
                    zabrzmialo to podejrzanie. Jednoczesnie twierdzisz, ze czytanie literatury
                    umozliwilo Ci dostrzezenie zaleznosci w otaczajacym swiecie. Stwierdzasz tez, ze
                    taka sama przyjemnosc sprawia Ci czytanie tekstow, jak i opracowan... Jakos malo
                    przekonujaco brzmia Twoje wypowiedzi. Wedlug mnie prawdziwego humaniste raczej
                    opracowania niewiele interesuja, to po pierwsze. Po drugie nie trzeba byc
                    humanista, zeby dostrzegac zaleznosci w otaczajacym swiecie, raczej lepszym
                    zrodlem zaleznosci jest wiedza typowo "scisla" (np. fizyka, matematyka,
                    statystyka), ktorej zwykle humanisci nie sa w stanie pojac i moze wlasnie
                    dlatego tak dosadnie podkreslasz owa "intelektualnosc" skonczonego przez Ciebie
                    kierunku. Byc moze sama chcesz sobie cos udowodnic. A swoja droga wielu
                    scislowcow jest oczytanych, wiec takie generalizowanie, ktory kierunek jest
                    bardziej intelektualny, a ktory nie, jest po prostu bez sensu. Skusilabym sie
                    nawet o stwierdzenie, ze wiecej zaleznosci sa w stanie dostrzec scislowcy, niz
                    humanisci. Poza tym nie napisalas jasno, dlaczego tak naprawde wybralas ow
                    kierunek studiow zakladajac z gory, ze i tak nikt tego nie zrozumie... Mam
                    wrazenie, ze sama tego do konca nie wiesz... Bo milosnik literatury nie musi jej
                    studiowac, wystarczy po prostu czytac. No i porownywanie swojej samodzielnosci w
                    pisaniu pracy do osob, ktore zrobily to niesamodzielnie wydalo mi sie
                    zenujace... Jesli sie lubi to, co sie studiuje, to oczywiste jest, ze pisze sie
                    prace z pasja i oczywiscie samodzielnie.
                • Gość: kolejny mgr Re: mgr=mgr? IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 14.04.06, 00:28
                  skocznyczlem dziennie prawo a teraz studiujem zaocznie ekonomię. Jak dla mnie
                  idelane wyważenie - max. wiedzy i sposobu interpretacji na poczatku a teraz
                  STUDIOWANIE ekonomii z ludzmi którzy robią to - bo to ich interesuje (są dyr
                  dzialów rożnorakich, bynajmniej nie w przedsiębiorstwach państwowych).
                  Dostrzegam rożnice i stwierdzam że oba sposoby studiów mają w sobie wiele
                  pozytywnych ładunków. Więc odejdzmy kochany/a Olo od rozumowania skonczylam
                  dziennie - to mi się należy. Nic Ci się nie należy - studiowałaś za kasę
                  państwa więc się ciesz, że jesteś tyle do przodu ;)
              • Gość: iwi Re: mgr=mgr? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 12:34
                Kochana zgadzam się z Tobą w 100%. Jak ktoś chce się uczyć to znajdzie na to
                sposób, a studia są zbyt ogólne żeby mogły gruntownie przygotować cie do
                konkretnej pracy. Ogladales Buntownika z wyboru, Sfrustrowany Olo?
            • vinogradoff Re: mgr=mgr? 26.03.06, 22:27
              Nie ma tu zadnych trwalych regul. Sa i takie kierunki uniwersyteckie gdzie
              studenci w trakcie calego semestru widza jeden raz professora a wyklady i tak
              prowadza doktorzy, gdyz pan professor jest albo chory, albo na jakims sympozjum
              zagranicznym itp. O jakosci studiow bardziej decyduje to ile student przeczytal
              uczonych ksiag w trakcie studiowania , czy poszerzal obowiazkowa wiedze z innych
              dziel a nie tylko ile godzin wysluchal najczesciej nudnych wykladow ze strony
              znudzonych i zmeczonych zyciem professorow. jeden z niezyjacych juz professorow
              potrafil poswiecic 60 % swych wykladow na omowienie jednego artykulu kodexu
              pracy zostawiajac na boku cala reszte bo to akurat bylo jego oczkiem w glowie.
              jesli student nie poswieca kazdego dnia minimum 6-ciu godzin na czytanie
              naukowej literatury to oznacza , ze cos jest nie tak z jego intensywnoscia
              studiow. Bardzo oczytany i pracowity student zaoczny lub jakiejs nieznanej
              prywatnej uczelni zdobedzie wiecej od lenia z UW. Natomiast w pracy
              wyksztalcenie poza nielicznymi wyjatkami jest bez wiekszego znaczenia zwlaszcza
              w gospodarce bazarowo-handlowej bo i kto u nas w kraju projektuje silniki do
              promow kosmicznych czy chodzby do kosiarek spalinowych do trawy?
              • olo3000 Re: mgr=mgr? 26.03.06, 22:40
                Pozwolę nie zgodzoc się z tą wypowiedzią vinogradoff'a. Proszę nie używac
                ekstremalnych przykladow typu leniwy student na studiach dziennych czy super
                pracowity na zaocznych ktory godzi prace z nauka intensywna.
                Zawsze się znajdą takie osobniki. Chodzi raczej o spojrzenie szerokie.
                Generalizujac poziom nauki i patrzac na caloksztalt absolwenci studiow dziennych
                posiadaja jakosciowo lepsze wykształcenie. Nie chodzi mi o wyjatki bo z
                pewnoscia takie sie na tym forum znajda (zwlaszcza).
                Prosze zobaczyc ile godzin wykładów cwiczeń mają studenci w tych dwóch trybach
                nauczania. NIe wspominając już o egzaminach z tych samych przedmiotów - ale to
                jest tak poważny temat że można by osobny wątek zacząc...
              • mar100 Re: mgr=mgr? 27.03.06, 10:25
                to od "Potępienia Paganiniego"? Piękna książka..
            • Gość: pitero Re: mgr=mgr? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.06, 20:08
              Nie wszystie uczelnie prywatne są kiepskie. Nie traktowałbym też gorzej osób
              kończących zaoczne.Dlaczego? Odpowiedź jest prosta; nieraz ci po zaocznych mają
              już doświadczenie w pracy, wypracowany autorytet a studia sądodatkiem i
              potwierdzeniem ich kwalifikacji.Będąc pracodawcą na pewno zwracałbym uwagę czy
              zatrudniam osobę po dziennych bez żadnego doświadczenie czy też człowieka po
              zaocznych, który potrafił się uczyć i jednocześnie zdobywał potrzebne u nas
              doświadczenie zawodowe. Nie ujmuję rzecz jasna osobom po dziennych ale
              spójrzcie na to z tej strony.
            • Gość: Justyna Re: mgr=mgr? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.06, 09:35
              NIe zgadzam się z tym, że studia zaoczne są nic nie warte. Wiem co znaczy
              studiować dziennie - kończyłam w trybie dziennym studia licencjackie. Jednak po
              tych 3 latach przeszłam na tryb ZAOCZNY, bo ZACZĘŁAM PRACOWAĆ. Z rozmów
              kwalifikacyjnych wiem, że prócz studiów ważne jest też DOŚWIADCZENIE zdobyte w
              trakcie. Dlatego też zdecydowałam się na pracę. Nigdy nei byłam zwolenniczką
              studiów zaocznych, ale teraz wiem, że nie zawsze zaoczne znaczy złe. Dają nam
              niezły wycisk, nikt nikomu nie popuszcza. Różnica między dziennymi a zaocznymi
              wygląda u mnie tak, że więcej czasu muszę poświęcić na samodzielną naukę,
              pracę - wymagania jednak pozostały.
              Wiem, żę na wielu prywatnych uczelniach poziom jest czasem bardzo niski i też
              mnie drażni fakt, iż takie osoby ukończą je z tytułem magistra, ale powiem
              jedno: NIE NALEŻY GENERALIZOWAĆ!!!
          • Gość: gosc Re: 100% racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 09:20
            Trzeba bylo zostac...murarze, skoro niewazne. Wazne. I nie za sprawa
            dyplomu,wiedzy ogolnej,umiejetnosci mowienia nie tylko o pogodzie,polityce i
            sklepach.Bylabym zachwycona, gdyby wszyscu studiowali. Moze te glowy nieco by
            sie przewietrzyly? A tak ? Zascianek, ciemnota,niemota i permanentne bledy
            jezykowe. W sklepie, przy cegle. Jak mowic poprawnie? Pani Haniu zlociutka -
            daj mi tej szyneczki" Horrorek.
          • Gość: Michał M Re: 100% racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 18:34
            W pełni się podpisuje pod tym tekstem jesteś mądrym życiowo człowiekiem,Twój tekst jest odpowiedzią na problem wielu ludzi, pozdrawiam i życzę powodzenia w pracy zawodowej i naukowej
            cześć
        • mann_swinoujscie Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 18:40
          Ja, mimo że nie mogę (bo nie mogę i już) udać się na nauki, kombinuje ile się
          da, żeby posklecać ze studiów zaocznym dobre, wszechstronne wykształcenie. Uczę
          się w okropnej zaocznej szkole, studiuję pedagogikę, w zanadrzu technikum
          medyczne, planuję po zakończeniu tychże dwóch (2008) zacząć 5letnią
          fizjoterapię... też muszę zaocznie, bo nie mogę ruszyć się z domu rodzinnego.
          Jeśli chodzi o finanse, to wcale mi ich nie brakuje, jestem dosyć dobrze
          sytuowany. Ale co z tego, skoro tęsknię za szkołą i bardzo zależy mi na
          wykształceniu? Pracę mam zapewnioną od ręki, jeśli się przyłożę to także będzie
          to całkiem satysfakcjonująca praca... ale to nie to... Głód wiedzy po
          przepierdzonym liceum. Żal mi się robi, jak patrzę na znajomych olewających
          możliwość studiowania...


          Praca to nie wszystko, co mi z tego jeśli będę zarabiał dobre pieniądze, skoro
          będę.. burakiem. Akurat większą satysfakcję miałbym z tego, że jestem naprawdę
          coś wart. Wyższych studiów, chociaż licencjatu, nie zastąpi nic a nic!
          • Gość: Joanna Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 19:04
            napisałeś "głód wiedzy po przepierdzonym liceum". może to jest klucz do
            wszystkiego. bo ja miałam super ekstra liceum z atmosferą wręc akademicką.
            dyskusję, debaty oksfordzkie, zawsze ciekawe lekcje na których nikt nam nie
            wbijał młotkiem wiedzy do głowy, ale sami często dochodziliśmy do wniosków po d
            czujnym okiem nauczyciela. dlatego teraz tak się męczę na studiach. bo poiozm
            naprawdę się bardzo, ale to bardzo obniżył. (juz doktorant o tym pisał
            powyżej). wykłdowcy załamują ręce, a my też. mam doświadczenie ze studiami
            dziennymi i zaocznymi. nie ma róznicy - beznadzieja. i tak będzie dopóki
            papierek mgr będzie uważany za papierek wręcz magiczny, a dobry fachowiec bez
            mgr zawsze będzie przez "wykształconych" mgr-ów traktowany jako ten
            gorszy/głupszy.
            • Gość: CF Re: żałuję, że studiowałam IP: 87.192.85.* 24.03.06, 22:38
              Studiow ani mgr`a komornik ci nie odbierze. Tak samo jak innych uprawnien. Ja po
              studiach robie teraz w Irlandii jako kierowca, bo to sie poprostu oplaca.
          • Gość: iwi Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 12:44
            Czytaj, czytaj, czytaj, czytaj, czytaj....
            Chyba za bardzo wierzysz w magię studiów i mgra.
        • Gość: studia to tylko Re: żałuję, że studiowałam IP: 63.77.49.* 24.03.06, 19:42
          podstawowe wiadomosci, studia wiele Cie nie naucza, samemu trzeba sie
          doksztalcac, kujac tylko na egzamin zeby dostac dobra ocene stajesz sie
          szarakiem ktory potem bedzie mial takie problemy ... studiuje informatyke,
          podstawy programowania swietnie opanowalem na uczelni ale tylko podstawy,
          reszte ucze sie sam w domu, spedzam wiele czasu nie tylko robiac zadane
          projekty ale takze czytam dodatkowe ksiazki, specyfikacje itp. i pracuje nad
          wlasnymi projektami, a przede wszystkim sprawia mi to przyjemnosc

          ludzie bez dyplomu studenckiego, bez jezykow i przede wszystkim ambicji nie
          maja zadnych szans w swiecie
          • Gość: Joanna Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 20:52
            a czy ja piszę, że kuję tylko na egzaminy. zawsze jeszcze oprócz sudiów
            pracowałam, byłam wolontariuszką, a w wakacje też zawsze gdzieś znikałam, żeby
            sobie popracować, poduczyć języka. nie jestem typowym "kujonkiem", ale dalej
            będę podtrzymywała swoją opinię o studiach.

            wyjątkiem może być medycyna, prawo, farmacja, informatyka w pewnym zakresie
            też. wszystkie inne - po co to komu. na studia na prawdę powinni iść nieliczni
            którzy chcą siedzieć w szkołach, nad książkami. myślę, że można być dobrze
            wykształcoym człowiekiem o wysokich kwalifikacjach nie idąc na studia.

            pozdro.
            • Gość: eetam Re: żałuję, że studiowałam IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 25.03.06, 00:49
              jak mozna byc wyksztalconym bez studiowania ... nie sama nauka czlowiek zyje na
              studiach to takze kontakty z innymi interesujacymi ludzmi, rozmowy, debaty,
              badania, obycie ...... nie chce mi sie pisac ... zal mi Ciebie
              • Gość: jeremy Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 20:48
                taaak. moi znajomi tez tak mówili jeszcze rok temu. dziś przychodzą i mówią -
                teraz cię rozumiemy, wiemy o czym mówiłaś, żałujemy tego czasu...
                nie potrzebuję więc Twojego żalu. a ludzi - bardzo fajnych, można poznać także
                poza uczelnią. tyle, że zwykle więszkość panów i pań mgr tych bez studiów
                traktuje jak gorszych od siebie, a to są często super ludzie. tyle.
        • olo3000 Re: żałuję, że studiowałam 25.03.06, 06:58
          Gość portalu: Joanna napisał(a):
          > mój prywatny apel do ludzi, którzy mają pewne wątpliwości czy iść na studia:
          > nie idźcie. szukajcie pracy, jakiejkolwiek i uczcie się języków, róbcie kursy
          > komputerowe. za 5 lat, kiedy Wasi rówieśnicy będą pisać mgr Wy możecie mieć już
          >
          > całkiem dobrą pracę i mieć dużo wyższe kwalifikacje. a jak będziecie mieć w
          > końcu dobrą pracę, nic nie szkodzi na przeszkodzie żeby iść na sudia zaoczne
          > aby się roziwjać i "poszerzać swoje horyzony". !


          Nie zgadzam się z Tobą. Patrzę torochę z innej perspektywy na ten problem bo już
          studia skończyłem, chociaz niedawno. Kończąc studia myślałem podobnie jak ty -
          widziałem równieśników ktrzy od kilku lat pracowali, mieli wlasna kase i
          zastanawialem sie czy sie nie sfrajerowalem z tymi studiami.Bo ani pracy ani
          doswiadczenia nie zdobywam tylko na studia chodze z plecakiem i mama kanapki mi
          robi jak w podstawowce ;) Teraz wiem ze nie bylo czego zalowac. Po pierwsze ci
          ludzie ktorzy na dzienne studia nie poszli tylko robili kariere (?) juz na
          dzienne stduia nie pojda! a i na zaoczne bedzie im ciezko.Utracili cos co ty
          masz. Czasow studenckich nie da sie przywolac bedac ok 40 tki. Poswiec ten czas
          na samodoksztalcanie, czytanie (jest kilka obowiazkowych pozycji w literaturze
          ktore ciezko jest przeczytac robiac kariere), podroze (i nie chodzi mi o 2 tyg
          urlop z obowiazkowo wlaczonym tel sluzbowym - a jak nie odbierzesz to sie szef
          obrazi). Wytrwalosci w studiach zycze. Nie wątp w to ze decyzja zw. ze studiami
          byla sluszna. Bo byla!
          Po kilku latach nadgonisz tych co teraz wydaje sie ze uciekli...
        • iwona202 Re: żałuję, że studiowałam 27.03.06, 12:22
          To też jest pomysł. Szkoła i studia ogłupiają i chodzi o to żeby na tych
          studiach znaleźć coś co cie naprawdę interesuje. Swój sposób na życie, a nie
          uczyć się wszystkiegoipo pół roku od skończenia studiów niewiele juz pamiętać.
          Niewykorzystywana wiedza zanika niestety. Studia to dopiero poczatek do nauki i
          dalszego samodoskonalenia juz pod katem wykonywanej czy też poszukiwanej pracy.
          Gratuluję straconego czasu każdemu kto się prześłizgnął przez studia a po ich
          skończeniu-"Ojej, nikt nie chce mnie zatrudnić".
      • wlodeusz Jak można żałować szansy,stania się... 24.03.06, 18:42
        pełnowartościowym inteligientem?.
        • Gość: gosc Re: Jak można żałować szansy,stania się... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 09:28
          Dyplom to nir pelnowartosciowa inteligencja /klasa/. Na te klase
          pracuja ...pokolenia. Najmniej 5 pokolen. I co ? Jest tu ktos taki,co to i
          pradziadkowie - po studiach i dziadkowie, nie mowiac o rodzicach?
          Mysle, ze wiekszosc - jak bedzie miala dyplom to I-sze pokolenie tych, co
          doczolgali sie do dyplomu. I dobrze! Niech wszyscy sie ucza. Wtym - jak sie
          zachowywac. Np nie zegnac sie "Pozdro" i nie sukac obcasami i nie mowic glosno.
          Myslec!
          • Gość: olo do Goscia i innych IP: *.chello.pl 25.03.06, 09:47
            Dlaczego wiem, że "gosc" to nauczyciel akademicki, nauczyciel, emerytowany z
            wymienionych profesji? Nie ważne.
            Nie uważam że o"klasie" stanowi czy ktos ma do 5 pokolenia wstecz absolwentow
            renomowanych uczelni.Ja mam do 2,5 i nie doczolgalem sie do dyplomu ale nie
            patrze z gory na tych co to sie "doczolgali" i rodzicow maja bo max maturze. Tu
            chodzi o jednostke. A nie o nowy (albo stary bo juz byl taki) podzial klasowy.
            Proponuje zapytac absolwentow ktorzy juz pare lat temu skonczyli uczelnie czy
            zaluja czasu poswieconego na studiach. Mysle ze nie zaluja. Tylko potrzeba czasu
            by wyciagnac wnioski i przelknac pierwsze porazki i gorycz.Studia procentuja.
            Ale wytykanie komus jakim jest zerem i ze nie nalezy do "klasy" bo nie ma
            wyksztalcenia akademickiego to przesada...powinnismy sie uczyc na bledach
            historii. Wiem jak sie skonczyly ostre podzialy klasowe w przeslosci.
            Pozdrawiam absolwentow z UG.
            OLO.
      • Gość: przeraza mnie to.. Re: żałuję, że studiowałam IP: *.stb.ubr04.live.blueyonder.co.uk 24.03.06, 18:50
        posty tego typu uswaidamiaja mnie, ze studia co roku wypuszczaja coraz wiecej ludzi nie
        przygotowanych do zycia, ludzi, ktorzy mysla, ze mozna cale zycie "przeleciec" bumelancko, jak studia
        i to jeszcze za pieniazki rodzicow, A arogancja i podejscie niektorych, co uwazaja, ze jak skonczyli
        studia to cos im sie "odgornie" nalezy doprowadzaja mnie do szewskiej pasji.. Czy nikt nie zauwaza do
        cholery tego, ze 75% kierunkow zostalo tylko po to stworzonych, zeby odkladac problem z
        bezrobociem?dzisiaj studia to tak jak technikum jakies 15 lat temu...
        a mysl, ktora wyrazilas w zdaniu "Lepiej było pozostać przy maturze, stać za ladą w
        > sklepie i ... nie oczekiwać niczego więcej." - mowi wszystko o Tobie i niewazne czy mialas stypendia
        czy nie, wazne jak sobie radzisz teraz...
        • Gość: zoltan Re: żałuję, że studiowałam IP: *.stb.ubr04.live.blueyonder.co.uk 24.03.06, 19:03
          to jeszcze raz. Oczywisice wielki poklon dla kierunkow, ktore naprawde wymagaja poswiecenia, po
          maturze niekoniecznie trzeba tylko za lada stac heh
        • Gość: gosc Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 09:30
          O wlasnie. AUTORA "POSTY USWIADAMIAJA MNIE". To ten horrorek. Nalezalo
          napisac : "Posty uswiadamiaja mi..." I studia tego nie zmienia. Zadne! Sie to
          ma, albo nie.
          • Gość: zoltan Re: żałuję, że studiowałam IP: *.stb.ubr04.live.blueyonder.co.uk 25.03.06, 19:24
            nie chodzi tu chyba o lapsusy jezykow, ale kwestie merytoryczna ;-)
      • Gość: FreakyMisfit Re: żałuję, że studiowałam IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 24.03.06, 19:12
        Ja też żałuję. Gdybym wtedy, gdy szedłem na studia, wiedział że to mi właściwie nic nie da, dziś bym miał pracę. A tak tylko straciłem czas i napsułem sobie niemało krwi...
      • Gość: wielka_stopa Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 19:14
        Jas też żałuję że studiowałam, stracone 5 lat. Uczyłam sie rachunkowości i
        zarządzania finansami, ale kiedy otworzyłam moja firmę, musiałam się wszystkiego
        uczyć od nowa, gdyż studia przygotowują do pracy w dużych firmach, a nie w
        małych. Poza tym cały czas otaczali mnie debile, którzy mieli pretensje do
        wykładowców, że każą im materiałów szukać w bibliotece. Uważam, że nie każdy
        musi mieć studia, ja swoje skończyłam, chociaż uważam że były to pieniądze
        wyrzucone w błoto.
        prowadzę małą firmę i wiem na pewno, że kryterium wykształcenia przy
        przyjmowaniu pracowników nie będzie najważniejsze.
      • Gość: talos13 Re: żałuję, że studiowałam IP: *.otenet.gr 24.03.06, 19:18
        alez co ty piszesz nikt jeszcze nie stracil na nauce to jest bardzo
        dobra lokata na przyszlosc . po prostu trzeba troche cioerpliwosci. i
        nie siedz w domu szukaj , skladaj wszedzie podania ale nie wiem
        jakie studia skonczylas
      • Gość: Rafal Re: żałuję, że studiowałam IP: *.bix.bellsouth.net 24.03.06, 19:21
        Nie zaluj!

        Jezeli w Polsce nie ma dla Ciebie pracy, szukaj za granica.
        Poza tym za wczesnie na tego typu wnioski. Poczekaj
        20 lat. Z tego co piszesz jestes dopiero trzy lata po
        studiach.
        A jezeli masz czas, ksztalc sie dalej. W Polsce jest
        ok 18% bezrobocia. Musisz byc lepsza od innych aby dostac
        prace.

        Rafal
        • Gość: eh Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 20:04
          fakt, ze NIE kazde studia warte sa swieczki. co odradzam dla szukajacych etatu:
          wszelkie humany w stylu filozofii, socjologii. polecam za to medycyne, ew.
          fizjoterapie, farmacje.. no i niesmiertelna informatyke, jako ze na te zawody to
          zawsze bedzie popyt :)
          • petobicoke1 Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 20:18
            Studiowac warto nie wazne czy pozniej sie to wyklorzysta zawodowo czy nie.I to
            nie dla papierka warto tylko dla samego siebie.Powinnas byc z siebie dumna ze
            studiowalas a nie zalowac.A to ze nie mozesz w zawodzie pracy znalezc to nie
            wina stodiow czy Twoja tylko systemu.Ap rzez ciekawosc jaki kierunek ukonczylas?
          • Gość: look Re: żałuję, że studiowałam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.03.06, 20:55
            nie wybierajcie informy chyba ze nie możecie żyć bez komputera to tak.Nudna praca
            ale każdy lubi co innego.
          • Gość: roni Re: żałuję, że studiowałam IP: 85.186.179.* 25.03.06, 00:54
            Popieram. Choc akurat ja mialam szczescie. Kiedy wybieralam zupelnie marginalna
            filologie wszyscy pukali sie w czolo. Po skonczeniu studiow okazalo sie, ze dla
            niektorych jestem cenna i od razu trafilam "na placowke". Teraz robie doktorat
            ze stosunkow miedzynarodowych, ale traktuje to jako przyjemnosc, a nie cos co
            pomoze mi w znalezieniu dobrej pracy. Studia humanistyczne, owszem, poszerzaja
            horyzonty i daja tzw. wiedze ogolna, ale w praktyce niewiele sa warte. Dlatego
            polecam je albo osobom zamoznym, ktore potraktuja studia jako hooby, albo
            prawdziwym pasjonatom. Mimo,ze chwilowo (placowki maja te wade, ze nie jest sie
            na nich wiecznie)zyje calkiem wygodnie wiem, ze za jakis czas czekaja mne
            ciezkie przejscia w zwiazku z szukaniem pracy. Z zazdroscia patrze na
            znajomych, ktorzy zdecydowali sie na studia techniczne, czy zawodowe i po
            skonczeniu nauki zdobyli konkretny zawod i umiejetnosci praktyczne. Ja posiadam
            calkiem spora wiedze, przeczytalam nie wiem ile ksiazek i ... szkoda tylko, ze
            tak rzadko mam okazje to wykorzystywac w zyciu zawodowym.
            • q_vw Studia...praca...Polska... 27.03.06, 10:50
              Ukończyłem całkiem "deficytową" historię, potem "topowe" zarządzanie"... Mam
              iluśletnią wiedzę z zakresu zarządzania poparta pracą w kilku firmach i we
              własnej, teraz pracuję dla Anglików, w Polsce... Moje obserwacje są takie:
              polskie firmy, rekrutacyjne i szukające samodzielnie pracowników, nie mają
              bladego pojęcia jak to przeprowadzać, stąd takie problemy jak Wasze, że macie
              pokończone studia i żadnych perspektyw. Byłem na niezliczonej ilośći rozmów
              kwalifikacyjnych, rozmawiałem z multum poszukiwaczy "talentów" w specyficznych
              dziedzinach o których wiedzieli tyle, ile mieli napisane na kartce papieru... W
              efekcie była to, dla obu stron, droga przez mękę. Pracę znajdowałem ZAWSZE
              poprzez rozmowę z prezesami lub ich najbliższym otoczeniem... ale dotyczyło to
              poważnych firm i rozmów odbywanych niejako "przy okazji" i zakończonych wymianą
              wizytówek... Rekrutacja w Polsce to świetny temat na kolejnego "Misia" :))) Co
              do samych studiów... jest jednak tak, że struciować trzeba to, co się lubi i o
              czym się marzy, wiedzę zawsze można później uzupełniać, to całkiem normalne i
              logiczne. Niestety, studia zaoczne zawsze dadzą niepełną wiedzę, uprzedzam, że
              nie potępiam i nie wyszydzam tak uczących się, bo nie wszyscy mogą podjąć
              dzienne studia. Jakoś tak jednak jest, że zdecydowana większość zaocznych
              studiuje na dziwnych i przypadkowych uczelniach czy kierunkach,
              pomijam "modne". Potem jest jęk zawodu, że pracy "niet"... Wybór uczelni,
              kierunku, formy studiów, to dziedzina strategiczna, warto ją, przed podjęciem
              decyzji, analizować wielokrotnie i zasięgać informacji u ludzi... Samo jednak
              posiadanie, nawet najlepszego, dyplomu to zaledwie początek... sam szukałem
              pracy dobry rok, ale od tego czasu ani dnia nie byłem poza obiegiem, choć firmy
              zmieniałem czasem z dnia na dzień (jedna firma zmieniła siedzibę, kolejna
              wywaliła wszystkich, kolejnej sam podziękowałem). Zawsze jednak w każdej firmie
              zdobywałem wiedzę praktyczną i uzupełniałem wiedzę poprzez szkolenia i
              douczanie się, to jest proces trwający nieustannie, same studia to tylko tzw
              dobry początek. jak kto może, niech wyjeżdża, nawet jak kiedyś wróci, to
              zacznie w Polsce z całkiem innego poziomu, bedzie miał wiedzę, praktykę i
              znajomość języka. Aha, żadna praca nie hańbi i nie od razu jest wymarzona
              pensja. A już na marginesie, studia humanistyczne dają dużo, zwłaszcza w
              biznesie, to jednak szerokie horyzonty, umiejętność analizy całkiem dziwnych
              zdarzeń i rzeczy... to się swietnie łączy z uzupełnieniem wiedzy o ekonomię, to
              dopiero daje możliwości...
              • Gość: Miś 2 Reaktywacja Re: Studia...praca...Polska... IP: *.naskarpie.futuro.pl 28.03.06, 14:01
                > wizytówek... Rekrutacja w Polsce to świetny temat na kolejnego "Misia" :)))

                hehe 100% zgody

                słuchaj stary
                mam podobne doświadczenia

                napiszmy scenariusz do Misia 2

                mam już tytuł "Miś 2: Reaktywacja"

                albo jeszcze lepiej "Miś 2: Rekrutacja"

                :)
      • july64 Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 20:52
        Skąd ja to znam...
      • july64 Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 20:54
        Skąd ja to znam... My z mężem pomimo tego, że decyzje o ślubie podjęliśmy
        szybko dopiero co zdalismy matury (choc nie byłam w ciąży!!!!) dostaliśmy od
        rodziców wyraźny przekaz: chcecie być razem to my Was nie sponsorujemy. I było
        jak u Ciebie - wyrzeczenia i 5 lat męczarni, praca, studia, dom. Na 4 roku
        urodziłam dziecko - była to przemyślana i odpowiedzialna decyzja nas dwojga. Na
        szczęście udało nam sie wczesniej kupic miszkanie - na kredyt ale za to własne.
        Oczywiście bez pomocy rodziców...
        Jesteśmy szczęśliwi, ale widzę, że nie musiałam się męczyć, najlepiej było iśc
        do zawodówki i zostac fryzjerką, przynajmniej problemów z pracą by nie było.
        Mężowi studia sporo dały w pracy - ma dobrą robotę i jest zadowolony. Tylko co
        z tego, skoro z jednej pensji nie idzie zyć a ja nie mam szans na prace????
      • Gość: młoda lekarka Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.06, 20:57
        Ja nie żaluję, czasami myśle tak jak ty. Wszscy jakoś się ustawili, zarabiają
        nieźle. A ja skonćzyłam wymarzoną medycynę, dostałam się na specjalizację i
        zarabiam 1000 zł na rekę i do tego spłata kredytu studenckiego. Czesto mam
        doła, bo żyję z dnia na dzień, ale wiem że jak tylko się postaram, to nauka
        języka i po zrobieniu specjalizacji opuszczam ten kraj. Dziewczyno-zaufaj
        sobie, pomyśl co chcesz osiągnąć i dąż do tego. Może to potwać trochę,ale nie
        załamuj się. Powiem Ci, że znajomi-może i owszem-mają dobrze płatne prace,ale
        często nie jest to ich wymarzone zajęcie a i perspektyw nie mają za wiele.
        Studia to niekoniecznie tylko zawód, to troszke szersze horyzonty, to troszke
        inne spojrzenie na nasz swiat. Trzymam kciuki by ci sie udało.
      • Gość: daniela Re: żałuję, że studiowałam IP: 69.146.36.* 24.03.06, 21:56
        Rada: pracuj w sklepie i rownoczesnie szukaj lepszych mozliwosci. W Ameryce
        osoby z dyplomami tak wlasnie dorabiaja do szkolnych pensji.
        • alterpars Popieram wyjedz 24.03.06, 22:18
          Polska to przegrany kraj przegranych ludzi....
          • Gość: na temat emigracja to jest tylko i wylacznie szansa IP: *.fbx.proxad.net 25.03.06, 02:15
            ktora nie dla wszystkich jest szczesliwa.
            Sprobowac mozna byleby zbyt dlugo nie przeciagac porazki.
            Czy jest lepsze bardziej porywajace wyzwanie jak to by z przegranego kraju
            przegranych ludzi budowac nowoczesne silne, smorzadne panstwo, kierujace sie
            interesem wiekszosci obywateli tak by w spusciznie, zamiast historycznych
            banialukow, jak to mialo w duzym stopniu miejsce dotychczas, zostawic przyszlym
            pokoleniom rzeczowy dowod polskiej madrosci i patriotyzmu ?
          • Gość: patroit Re: Popieram wyjedz IP: *.net / *.devs.futuro.pl 25.03.06, 10:47
            TAK wyjedz - sprzataj pokoje po murzynach, zbieraj szklanki w pubie po pijanych
            angolach, badz popychadlem w fabrykach za minimalna stawke - czeka Cie cudowna
            przyszlosc
            • Gość: justina8 Re: Popieram wyjedz IP: *.in-addr.btopenworld.com 25.03.06, 13:29
              No przepraszam, ja wyjechalam i ucze w szkole. Jednej z top 10.
              • alterpars Re: Popieram wyjedz 25.03.06, 15:15
                ja tez pracuje w "wystudiowanym" zawodzie i na stanowisku o ktorym moglbym
                marzyc w Polsce ci co zostali albo nie maja odwagi albo beda ci pi...rzyc takie
                glupoty ze za granica Polak to ...mniej wiecej tak jak pisze patriot...Smieszy
                mnie to mnie sie tak "nie podoba" za granica ze nie tylko ja ale nawet moje
                dzieci bedac ostatni w Polsce mnie pytaly czy jeszcze kiedys beda musialy jechac
                do tego smutnego kraju :-)
                • Gość: patriot Re: Popieram wyjedz IP: *.net / *.devs.futuro.pl 26.03.06, 10:28
                  a po co wchodzisz na forum tego smutnego kraju i piszesz po polsku ? nie macie
                  tam na zachodzie jakiegos swojego forum?
      • Gość: 111 Zasadnicza roznica polega na tym, IP: 85.219.140.* 24.03.06, 22:48
        ze ludzie inteligentni watpliwosci maja zawsze, glupi - nie maja ich nigdy!
      • Gość: zenon Re: żałuję, że studiowałam IP: 80.48.94.* 24.03.06, 22:55
        Jeżeli tylko znasz angielski - wyjeżdzaj stąd i nie wracaj...nie trać czasu.
      • b.u.s.h.y Re: żałuję, że studiowałam 24.03.06, 23:08
        A ja nigdy nie żałowałem, to był naprawdę fany okres w życiu, mam wiele
        znajomości, których bym nie miał i przede wszystkim wiedzę, dzięki ktorej jestem
        w stanie godziwe zarabiać i zadbać o siebie sam, zamiast użalać się nad swym
        losem. Weź się w garść, poszukaj pracy, a jeśli Ci się nie uda, to załóż własną
        firmę, jeśli potrafisz coś robić dobrze, to osiągniesz sukces.
        • Gość: Ahoy Re: żałuję, że studiowałam IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 26.03.06, 16:49
          Nie żałuj. Po studiach (ale nie po ich markowaniu) jesteś innym człowiekiem,
          masz inne słownictwo, inne horyzonty, twoje myślenie jest uporządkowane. Do
          zarabiania pieniędzy cię nie przygotowywali, to inna bajka. Teraz powinnaś
          wybrać co dla ciebie jest ważne. I poszukać celu a nie posady. Szkoda młodego
          życia. Poradzisz sobie, bo jesteś kimś.
      • Gość: to ja Re: żałuję, że studiowałam IP: *.lodz-marysin.sdi.tpnet.pl 24.03.06, 23:09
        Oj ludzie, ludzie....tak to sobie wszystko przeczytałam i widzę, że tylko kilka
        osób wie, o co w tych klockach chodzi. Studiowanie to chęć poszerzania wiedzy,
        ale w kierunku który nas NAPRAWDĘ interesuje. Jeśli się wybiera coś, bo pół
        klasy tam zdaje, albo rodzice namówili, albo w gazecie napisali, że warto bo to
        modne w danym roku, to finał jest taki, że można mieć i stypendia naukowe i
        dyplom z wyróżnieniem, ale tak naprawdę to nie lubi się ani tej wiedzy ani
        swojego zawodu. Studiowanie - jak sama nazwa wskazuje - to nie nauczenie się
        kilku mniej lub bardziej mądrych i przydatnych podręczników, tylko rozwijanie
        własnej wiedzy, którą sie CHCE rozwijać. Zgadzam się, że część kierunków w tak
        masowej liczbie to wybieg przed bezrobociem. Ale lepiej ten czas poświęcić na
        własny rozwój, niż na sterczenie pod budką z piwem. Problem w tym, żeby te
        studia mądrze wybrać. Bo tu jest właśnie największy problem. A mając 20 parę
        lat żałować, że się jednak czegoś człowiek nauczył to trochę niemądre. W końcu
        w perspektywie jest z kilkadziesiąt lat, z którymi można zrobić jeszcze coś
        naprawdę fajnego! Tylko chcieć i się nie poddawać!
        • Gość: essi Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 01:10
          Niestety czesc ludzi tego nie rozumie
          Jak masz 18 lat to malo kto mysli co chce robic - sam bylem raczej rzadkim okazem bo wiedzialem co chce mimo gowniarskiego wieku - wiec ludzie wybieraja studia czesto z przyczyn przedziwnych - np ida zapytac sie o elektrotechnike a wracaja z miejscem na... ratownictwie medycznym (przypadek autentyczny) - bez zadnej racjonalnej przyczyny
          Albo chca studiowac cos z przyrody, lesnictwo a ida na prawo bo tak chca rodzice

          Z kolei na studiach wydaje im sie ze to nadal szkolka gdzie nalezy przyswoic okreslona (i do tego ta sama) ilosc wiedzy. A studia po pierwsze ucza myslenia i ucza uczenia sie (mnie tego nauczyly) samodzielnosci itd
          Studia to tez swobodna nauka wiec taka gdzie sam wybierasz czego sie uczysz co zglebiasz co STU-DIU-JESZ. No chyba ze ktos sie ogranicza do minimum ktore ma na zdanie przedmiotow - bo studiuje np prawo ktorego nie cierpi.

          Co do wyboru kierunku - nie do konca sie zgodze - jak ktos ma studiowac "cokolwiek" bo sie nie dostal na studia to lepiej niech poczeka rok i idzie na "swoje" studia.
          Jak ktos konczy "swoje" studia to sie 3x szybciej wybije po lesnictwie niz nieswoim prawie. Bo prawnik z niego bedzie zaden a robiac cos z pasja szybciej cos osiagnie a przede wszystkim bedzie szczesliwszy.


          No i nie bedzie przynudzal ze na studiach dostawal piatki a teraz nie wie po co mu one byly - oceny sa obok studiow, obok pasji zglebiania wiedzy a nie celem studiow
      • Gość: eeeee Re: żałuję, że studiowałam IP: *.wolfson.cam.ac.uk 25.03.06, 01:03

        przeciez na studia nie idzie sie tylko po to aby miec potem rewelacyjna prace i
        mnostwo zarabiac; na studia idzie sie tez po to (a moze przede wszystkim) zeby
        nauczyc sie czegos co Cie interesuje, poszerzyc swoje horyzonty myslowe, odkryc
        cos nowego (jesli studiujesz np. biologie), nauczyc sie myslec, poznac
        fantastycznych ludzi i ich poglady na otaczajacy swiat i ogolnie przezyc
        fantastyczna przygode jako student; studia to najpiekniejsze lata przeciez, w
        czasie ktorych poznaje sie przyjaciol na cale zycie!

        a praca? przeciez nie trzeba miec wyksztalcenia, zeby pracowac w danym
        zawodzie; kazdego w dzisiejszych czasach mozna przyuczyc do danego zawodu w
        czasie miesiecznego okresu probnego, a studia to nauka uczenia sie wlasnie -
        jako osoba ktora zdolala skonczyc studia jestes przez pracodawce traktowana
        jako osoba WYUCZALNA, ktorą wlasnie mozna przyuczyc do zawodu tak jak mozna Cie
        bylo przyuczyc do przedmiotow na studiach;

        tak wiec na samym poczatku zupelnie blednie przedstawilas problem wyciagaj
        zupelnie nieadekwatne wnioski; to ze nie mozna znalezc pracy w Polsce to nie
        wina tego, ze studia sa niepotrzebne tylko po prostu Polska to kraj
        beznadziejny, gdzie pracodawcy nie szanuja pracownikow, w ktorym rzad nie
        szanuje swoich obywateli, a nienawisc obywateli i żółć jaką czasem na siebie
        wylewaja jest podsycana odgornie, bo oglupionym narodem latwiej sterowac;


        a tak poza tym to zycze milego weekendu;


        • Gość: japi Re: żałuję, że studiowałam IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.03.06, 01:17
          Nie przesadzajcie tak z tymi wymaganiami w biznesie. Dla kogoś myślącego
          wiekszośc funkcji wykonywanych przez pracowników z krótkim stażem można się
          bardzo szybko nauczyć. O wiele szybciej niż np. holistycznego podejścia do
          problemu, umiejetności postrzegania tych problemów. W codziennej rutynie traci
          się trzeźwe myslenie i wydaje się, że rozwiązuje sie poprawnie problemy, a to
          tylko ukrywanie niewiedzy o rzeczywistym stanie. Ciekawe ile firmy tracą przez
          błędy tych doświadczonych, którym sie nie chce rozwiązywać rzeczywistych
          problemów, a tylko dopasowywać sytuacje do bieżącej chwili.
          • Gość: eeeee Re: żałuję, że studiowałam IP: *.wolfson.cam.ac.uk 25.03.06, 01:20
            zgadzam sie - ja z powodzeniem moglbym podjac prace na wielu roznych
            stanowiskach niezwiazanych z moimi studiami ani troche po krotkim przyuczeniu
            mnie do tego; co za problem wziac ksiazki i zdobyc brakujaca wiedze;
        • olo3000 Re: żałuję, że studiowałam 25.03.06, 07:09
          Już chciałem pochwalic ten post ale się eeeee rozkręcił i zeszło na polityke.
          Przestańcie biadolic z ta Polską. Poczytac sobie najnowsze wiad. gospodarcze,
          zakasac rekawy i do roboty!150% normy wyrabiac!Szef wam nie pasuje?To zalocie
          wlasna firme.Albo jako drugie źródło dochodów.Przestańcie narzekac że w Polsce
          tak źle. Źle to mają może ci co są efektem bezrobocia strukturalnego (PGR, huty
          i kopalnie zlikwidowane - chociaz tu nie do końca).
          Mnie pracodawca szanuje, uważam że Polska to kraj znadziejny (przeciwieństwo od
          beznadziejny), ludzie są przedsiębiorczy. Nie nienawidze obywateli Polski.
          Pozdrawiam.
          • Gość: Tomek nie żałuję że nie studiowałem....... IP: *.server.ntli.net 26.03.06, 09:09
            to znaczy studiowałem, ale w pewnym momencie, czytaj po drugim roku, finanse nie
            pozwoliły mi kontynuować nauki. Cóż miałem robić? Spakowałem plecak i
            zagranicę... To było w 2002 roku :) I naprawdę nie żałuję - poznałem innych
            ludzi, inną kulturę, inne wychowanie, nie postkomunistyczne, gdzie istnieje
            przekonanie - jesteś głupi to po podstawówce do zawodówki i po tobie, stać cię
            na coś więcej, to najlepiej ciągnąć naukę aż po tytuł doktorski. Bzdura...

            Dlatego kocham anglię, angileski system, jako człowiek z maturą, nieukończonymi
            studiami otrzymałem pracę w urzędzie miasta (o pracy w polskim urzędzie jako
            polak bez wykształcenia nawet bym nie śmiał marzyć) a tutaj w czasie rekrutacji
            rozmawiałem z 3 psychologami, zaliczyłem godzinny test ze znajomości obsługi
            komputera i wystarczyło:) I naprawdę nikt nawet nie prosił o tłumaczenia,
            tudzież oryginały świadectw. Po prostu liczy się to kim jesteś, liczy się twoja
            wiedza praktyczna, a nie powiedzmy sobie szczerze papier(dyplom) za który
            zapłacili twoi rodzice, bo moich na to nie było stać :) I nie mów mi proszę że
            studia w polsce są darmowe bo cię wyśmieję (policz ile rocznie wydałeś na same
            skrypty, ksera i inne materiały).

            Zresztą nieważne, głowa do góry, i proszę w rozmowach kwalifikacyjnych nie
            zaczynaj od tego że skończyłaś szkół piętnaście, a zacznij opowiadać o twoich
            kwalifikacjach praktycznych, szkoła jest tylko tłem, dopełnieniem, niczym więcej
        • Gość: MIKI32 Re: żałuję, że studiowałam IP: *.net195-132-241.noos.fr 25.03.06, 19:40
          Moze z wyjatkiem adwokata, lekarza, architekta.....Chcialbys leczyc sie u
          lekarza po "miesiecznym przyuczeniu do zawodu" ????
      • Gość: mon Re: żałuję, że studiowałam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.06, 02:29
        Zawsze bylem zdania ze trzeba liczyc na siebie. Zrobiłem 2 letnią szkołe policealną, mam dyplom plastyka - grafika, wróciłem do siebie do miasteczka, założyłem studio, postarałem się o dotacje z UE. Narazie nie jest to nic wielkiego, firma zarabia na siebie - dopiero 3 miesiąc, ale nie narzekam. Robie to co lubie, pracuję kiedy chcę, nikt mi nie rozkazuje. A jak za 2-3 lata bede miał duże doświadczenie, to zapakuje plecak i czmychne gdzieś za granice. Głowa do góry!
        • Gość: Emeryt Re: żałuję, że studiowałam IP: *.telsten.com / *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.06, 07:54
          Moja rada:nie czekaj na oklaski.Spakuj sie i wyjedz z Polski.Tam,za granica
          schowaj swoj dyplom i poszukaj pracy tam gdzie sa ludzie po studiach podobnych
          do twoich.Zacznij od pracy pomocnika do wszystkiego.jesli jestes dobra w swoim
          zawodzie to szybko zorientuja sie,ze umiesz cos wiecej niz mowisz.Dopiero wtedy
          powidz pracowdawcy,ze tak naprawde to masz dyplom i pokaz go
          koniecznie,orginal,bo w kopie nikt nie uwierzy.Nie oczekuj zaraz
          rezultatow,poczekaj.Teraz beda dwie mozliwosci:albo cie wyleja(malo
          prawdopodobne),albo awansuja.
          Pisze tak na podstawie wlasnych doswiadczen,ze mna tak bylo.Najpierw nikt nie
          chcial mnie przyjac,bo chwalilem sie dyplomem.Pozniej po pokazaniu dyplomu
          wlewali mnie dwa razy.Na koniec historia skonczyla sie powodzeniem.Po roku
          bylem szefem mojego szefa.Teraz jestem emerytem z godziwa emerytura.Moje
          szefostwo nie chcialo mnie puscic na emeryture przez rok.Dopiero gdy wychowalem
          sobie nastepce,tez Polaka(mlody i bystry) puscili mnie i jeszcze teraz,po
          trzech latachdzwonia czasem i pytaja o moje zdanie w roznych sprawach firmowych.
          • Gość: olo Re: żałuję, że studiowałam IP: *.chello.pl 25.03.06, 10:01
            Fajnie. A gdzie Pan mieszka, jeżeli można się spytac?
      • Gość: Gosc Re: żałuję, że studiowałam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 09:09
        " A moze bylo nie studiowac". A moze bylo, bo to nie jest poprawnie napisane.
        Zadne studia na to -nie pomoga.
        • Gość: olo Re: żałuję, że studiowałam IP: *.chello.pl 25.03.06, 10:00
          Gość portalu: Gosc napisał(a):

          > " A moze bylo nie studiowac". A moze bylo, bo to nie jest poprawnie napisane.
          > Zadne studia na to -nie pomoga.

          A zdannie: "A moze bylo, bo to nie jest poprawnie napisane." Jest nieładne
          sytlistycznie.

          A poza tym to chodzi o tresc a nie o forme.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka