grejdi
23.03.06, 16:32
Studia zdobyte wyrzeczeniami, o których nikomu nie chcę mówić - rodzice
uważali, że jeżeli skończyłam liceum, to jest finisz ich wkładu w mą
edukację. No i zawzięłam - pracowałam, uczyłam się marząc o tym, że będę
mieć pracę, że zdobędę więcej, że się uda. No i na swój sposób się udało -
bdb na dyplomie uniwersytetu - smak satysfakcji - nie do opisania.
Przez trzy lata pracowałam na zastępstwach, aż do 13 marca, kiedy skończyła
mi się umowa. No i nie pracuję. A może było nie studiować, nie poszerzać
swych horyzontów, nie łudzić się. Właśnie - już przestałam się łudzić, że
moje studia są coś warte. Lepiej było pozostać przy maturze, stać za ladą w
sklepie i ... nie oczekiwać niczego więcej. A tak. Miotam się, uczucie
nicnierobienia mnie zabija. A tak niedawno sądziłam, że tak wiele można. I
tyle. I proszę, nie dołujcie mnie, robiąc ranking "kto ma gorzej"
Dół nad doły